Witaj monia&Co ![]()
Właśnie przed chwilą skończyłam czytać Twoją historię... i tak się zastanawiam, czy jest jakaś określona granica ludzkiej wytrzymałości w walce o utrzymanie, a raczej zatrzymanie współmałżonka (męża/żony), który oficjalnie informuje o nawiązaniu więzi emocjonalnej z inną osobą.
To, o czym teraz napiszę, to będzie już "po ptokach", ale tak gwoli przypomnienia wczytaj się w te swoje wypowiedzi po to, abyś nie wracała do obrazu męża sprzed zdrady, ale odbierała go takim, jakim okazał się teraz tj: kłamcą, obłudnikiem, aktorem ze spalonego teatru:
(...)Wiem, że powinnam docenić jego szczerość, że jednak sam mi powiedział o wszystkim(...)
(...)Tamta kobieta podobno nie wiedziała, że mój mąż jest żonaty. To znaczy myślała, że jest w separacji z żoną . Mój mąż jej taką wersję sprzedał. Podobno była w szoku, gdy powiedział jej prawdę.
Kazała mu wybierać, zresztą ja również postawiłam mu ultimatum ona albo ja(...)(...)Gdy zdecydował, że jednak rodzina jest najważniejsza, powiedziała mu, że rozumie, że słusznie postąpił.(...)
Jak wynika z powyższych zacytowanych wypowiedzi, to najpierw była rozmowa między nimi. Słusznie kobieta kazała Twojemu mężowi jednoznacznie się określić i wybrać, ją czy też rodzinę (żonę i dziecko). Mogła powiedzieć to w odwrotnej kolejności: rodzinę czy ją, ale na jedno wychodzi.
To niezbicie dowodzi, że wcześniej nie zamierzał poinformować Cię o tym, tylko stało się tak na skutek postawionego przez nią ultimatum, od którego zależało dalsze ich utrzymywanie znajomości, tzn. od jego decyzji. A że mąż "nie dojrzał" na ten moment do podjęcia ostatecznej decyzji, a z obu stron były mu postawione warunki, to przeciągał strunę dopóki się dało.
Ale do czego zmierzam...bo było sporo wypowiedzi forumowiczów w temacie jego szczerości, że sam Ci o wszystkim powiedział. Ty też się tego trzymałaś "jak tonący brzytwy". A w moim odczuciu mógł być do tego wyznania zmuszony, bo mogło istnieć zagrożenie ze strony tej kobiety, że dowiesz się od niej. Mogło być prawdą to, o czym mówił Ci mąż, że kobieta kierowała się tym, że on jest w separacji z żoną i zaangażowała się w ten związek, a gdy dowiedziała się prawdy, to poczuła się oszukana. Sądzę, że na tamten moment powodował nim tylko i wyłącznie strach, bał się wyłącznie o siebie, bo jeszcze nie był gotowy na ostateczne kroki, bo wcześniej mógł zakładać, że przez lata może prowadzić podwójne życie.
A z drugiej strony, to w jakim niby celu powiedział w pracy, że jest z żoną w separacji? Żeby "rybka chwyciła haczyk", bo jest stanu wolnego? Męża zamierzenia, co do tej kobiety były moim zdaniem zaplanowane i wprowadzane sukcesywnie w czyn.
Skoro piszesz, że w Waszym małżeństwie działo się dobrze, to powinien wspomnieć jakieś ciepłe słowa o Tobie/żonie, a nie wypierać się Ciebie.
Idąc dalej tym tokiem myślenia (mojego), to zakładając, że prawdą jest, iż wcześniej powiedział o rozkładzie Waszego małżeństwa, to kobieta prawdopodobnie sama wyszła z inicjatywą zalegalizowania ich związku, co wiązało się z wszczęciem postępowania rozwodowego i dlatego był zmuszony Wam obu powiedzieć prawdę. Tak myślę! Musiało dojść do takiej rozmowy.
Być może po wstępnych gierkach spodziewał się, że nadal będą utrzymywać tę znajomość, a nawet ją pogłębiać, a gdy powiedział jej prawdę, że Wasze małżeństwo istnieje, to wówczas kobieta postawiła warunek - czego mógł się wcześniej nie spodziewać tzn. takiej jej reakcji.
Stąd jego odkrycie kart przed Tobą, kajanie się, a wszystko to była obłuda, fałsz i zakłamanie. Nawet ten powrót do noszenia obrączki, to raczej był taki rekwizyt, aby Cię uspokoić i uśpić Twoją czujność. Bo jego deklaracja, że rodzina dla niego jest najważniejsza.........ach, już nie będę tego komentować.
Jesteś bardzo wartościowym człowiekiem. Dzielnie walczyłaś o swoją rodzinę...nadal ją tworzysz z córeczką.
Teraz przede wszystkim zadbaj o finanse dla Was, zabezpiecz wszystko i egzekwuj, aby Twój byt materialny był utrzymany na dotychczasowym poziomie. Trzymam za Ciebie kciuki.
Pozdrawiam Cię serdecznie ![]()
