Nie mam pojęcia na obecną chwilę AB89, bladego pojęcia nie mam. Żyję w poczuciu winy, że to ja, że to przeze mnie, a już jakiś czas temu ocknęłam się z tego "letargu" i żyłam po swojemu, na swoich zasadach, z przekonaniem, że znaczę coś na tym świecie...Teraz znów to samo, wróciłam do punktu wyjścia, obwiniana, że jestem mało wylewna i nie okazuję uczuć tak jak on chce itd; czasem nawet nie chcę tego robić, bo mam wrażenie, że on na to nie zasługuje, że każdy mój krok i tak będzie w jego mniemaniu zły, a jak już zaczynam się jakoś otwierać to znów coś "odkrywam"-albo kłamstewko, albo znów picie, różne to rzeczy. Mam dziecko, które kocha swojego tatę bardzo i to dla niej chyba tak tkwię w tym wszystkim, choć pewnie z powodu swej tchórzliwości także-że znów ja to zakończę i znów będę słuchać, że to moja wina, że ja rozwalam wszystko; czasem nawet myślę, że po coś jednak zeszliśmy się po tym 1,5 roku, po coś jednak było nam to dane.......
Nie wiem co robić i jak postępować, a on znów manipuluje i "robi" ze mnie emocjonalny dół, a może to ja przesadzam.......nie wiem
Podobne tematy
327 2011-09-01 12:39:55 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-01 20:49:50)
Nie mam pojęcia na obecną chwilę AB89, bladego pojęcia nie mam. Żyję w poczuciu winy, że to ja, że to przeze mnie, a już jakiś czas temu ocknęłam się z tego "letargu" i żyłam po swojemu, na swoich zasadach, z przekonaniem, że znaczę coś na tym świecie...Teraz znów to samo, wróciłam do punktu wyjścia, obwiniana, że jestem mało wylewna i nie okazuję uczuć tak jak on chce itd; czasem nawet nie chcę tego robić, bo mam wrażenie, że on na to nie zasługuje, że każdy mój krok i tak będzie w jego mniemaniu zły, a jak już zaczynam się jakoś otwierać to znów coś "odkrywam"-albo kłamstewko, albo znów picie, różne to rzeczy. Mam dziecko, które kocha swojego tatę bardzo i to dla niej chyba tak tkwię w tym wszystkim, choć pewnie z powodu swej tchórzliwości także-że znów ja to zakończę i znów będę słuchać, że to moja wina, że ja rozwalam wszystko; czasem nawet myślę, że po coś jednak zeszliśmy się po tym 1,5 roku, po coś jednak było nam to dane.......
Nie wiem co robić i jak postępować, a on znów manipuluje i "robi" ze mnie emocjonalny dół, a może to ja przesadzam.......nie wiem
Znam tę huśtawkę, przez krótki okres wydaje nam się, że nie damy sobie więcej w kaszę dmuchać, że to nasza wina, a potem i tak wszystko wraca - całe poczucie winy. To paskudna sprawa, ja mam nadzieję, że po raz ostatni czuję, że to nie moja wina - zwłaszcza, że dałam nam szansę - a raczej sobie - to sprawdzić w ostatnich 2 tygodniach. Nie ważne czy mam obsesję, czy jestem KZB - bo jak nie ma tego to i tak ciągle jestem nie tak - nie takiego faceta chcę co mi mówi co mam zmieniać i jak robić, żeby "było dobrze", nie chcę dziecka - jakbym chciała to bym planowała własne z krwi i kości - po co mi duże
Nie chcę faceta, który o każdą błahostkę się obraża lub mnie wyzywa, a kiedy ja mówię, że mi się coś nie podoba w jego zachowaniu to "pierdolę głupoty", "jestem nienormalna", "czepiam się". Chcę w końcu, żeby ktoś mnie szanował tak jak ja szanuję drugiego człowieka...i kogoś kto nie rzuca, jak bardzo mnie kocha a nie robi sobie nic z mojego płaczu czy próby porozmawiania tylko "odwraca się plecami bo nie ma ochoty i o czym ze mną rozmawiać/ wyjaśniać". Nie chcę, nie chcę, nie chcę.
Czasami się zastanawiam czemu ludzie "dla dziecka" zostają i tkwią, bo "partner kocha" - przecież dziecko współodczuwa nastroje, nawet widzi czy słyszy rodziców - i czy na przyszłość dla jego psychiki to lepiej żyć w takim domu, czy lepiej kiedy rodzice zostaliby w partnerskich stosunkach, ale nie męczyli się ze sobą - takie mam czasami co do tego przemyślenia (mam je, bo moja koleżanka ma podobną sytuację - w sensie: "zły" mąż, dziecko, fundusze,ona) , ale to tylko przemyślenia, bo nie znam takich sytuacji i nie wiem "z czym to się je" i mam nadzieję, że nie będę musiała wiedzieć.
Nie chcę Ci pisać co powinnaś zrobić , bo 1. Ty wiesz, 2. Nie jestem odpowiednia dopóki sama się nie uporam ze swoim Potworem.
Ale przykro mi ogromnie to wszystko czytać - tyle lat, zobowiązania, manipulowanie - to dla mnie coś tak obrzydliwego w związku, coś po prostu obleśnego - nienawidzę tego , a jeszcze bardziej kiedy umiem to wyłapać i próbowałam to udowodnić, ale przecież Mistrzowi Manipulacji nie da się tego udowodnić :]... "Może to ja przesadzam" - nie wiem, nie sądzę, bo to jest właśnie szukanie ciągle i ciągle w sobie winy, ale czemu ? Skoro widzę jak kobiety próbują się zmieniać - jak ja - skończyłam z paranojami powiedziałam że więcej nie zrobię tego i tego - i nie robię i nie czuję i nie skręca mnie - a on: on uważa że jest w porządku a ja powinnam zrobić jeszcze "to to i to" i będzie świetnie. Nie tak nie będzie - wina jest po obu stronach - ja swoją zdjęłam, nie wiem jak Ty, ale skoro tu piszesz, był powrót, starasz się, to czemu ma być ciągle Twoja wina... pomyśl.
PS. Merry przez Ciebie cały czas jestem święcie przekonana, że on jak napisałaś "pociesz się od dawna w ramionach innych"
Nie mogę tego wyrzucić - znaczy się nie płaczę ani nic, nawet zbytnio nie myślę o tym i w ogóle czuję się spokojna, tzn. z każdą godziną jego milczenia - zapadł się pod ziemię coraz bardziej czuję , że ja wcale go nie chce i im dluzej sie nie odzywa tym bardziej to czuje i sie dziwnie dobrze czuje, ale kurde - cały czas gdzieś tam jakbym "pamietala ze on mnie na pewno zdradzil ostatnio i teraz jest z ta dziewczyna i stad to czpeianie sie i wszystko co opisalam co bylo w osstatnich dniach" chociaz jakby gdzie wiem ze tak nie jest a ta mysl o zdradzie w przeciwienstwie do kiedys nie przeraza ani nic - po prostu jakby kolejny gwoźdź i tyle -ale tak nie myślałam po ostatnich kłótniach - w ogóle, a tu - jedno zdanie napisałaś a ja ciągle o tym myśle !
A NIE CHCE bo przeciez nie wiem jaka jest prawda...ale nie wyglądało na to kurde ![]()
PS2. Merry - przypadkiem przeczytałam o Twojej mamie wątek i jej - chyba mamy dużo więcej wspólnego niż myślałam ![]()
AB89 - Nie umiem Ci powiedzieć czy On Cię zdradza, ale tego typu zachowanie może być pod tym względem niepokojące. Może takie myślenie skusi Cię by go w niedalekiej przyszłości odstawić - rzucić.
Co do mojej mamy, to myśle że większość z nas ma podobne sytuacje... I tak jak wszyscy mówią - trzeba iść z tym do terapeuty...
I tu apropos terapeuty... Jest problem. Nie będzie mnie stać chodzić co tydzień na te spotkania grupowe. To jest 25 zł tygodniowo, a ja do końca miesiąca mam (dokładnie) 173 zł ! Póki nie mam pracy nie mogę płacić za leczenie, w związku z tym apeluje do was- czy wiecie gdzie w krakowie znajdę terapeutkę na NFZ ? Kogoś pewnie związanego z uzależnieniem... Bo nie wiem czy mnie samej uda się to znaleźć. Bardzo byłabym wam wdzięczna jakbyście umiały mi w tej kwestii pomóc. Bo się załamałam jak przekalkulowałam swoje pieniądze...
Ponadto, potrzebuje bardziej elastycznych godzin... Bo jak się okazuje w ten poniedziałek zajęcia mam do 22... w związku z tym nie mogłabym nawet iść na tą grupę wsparcia. Nie wiem co będzie za tydzień, ale jeśli będę miała inny plan to chociaż raz się wybiorę. Może poznam tam kobiety które już są na terapii jakiejś i podadzą mi dobre namiary... Nie wiem.
Znów mnie doły łapią. Ukrywam to sama przed sobą i przed nim- przede wszystkim. Ale nie czuje by mu w jakikolwiek sposób zależało na mnie. Choć wiem, że nie powinnam tego chcieć... nie zmienia to faktu, że po prostu wciąż wierze w nas. Ech... Koszmar... Już tak bym chciała zacząć się leczyć, by móc inaczej na pewne rzeczy spojrzeć. ![]()
329 2011-09-02 12:54:25 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-02 13:58:40)
Niestety nie pomogę , gdybyś była z mojego miasta to i z psychologiem i pracą coś byśmy wymyśliły - myślę , że wujek google może Ci w poszukiwaniach pomóc.
A ja mam w sumie dobre info - smutną jedną , ale DOBRĄ i drugą dobrą:
1 dobra. Okazało się , że mój abonament pracowniczy do prywatnej lecznicy obejmuje psychologa a koleżanka przypadkiem wysłała mi namiary na podobno dobrą poradnię, na której stronie jest napisane , że honorują karty mojej prywatnej przychodni
(a to super bo wizyta normalnie kosztuje 140 (!) zł) ![]()
2 smutno-dobra. Odkąd wyszedł ode mnie rano w środę po mojej przepłakanej nocy i do dziś się słowem nie odezwał - nie jest aktywny na portalach (wczoraj jakiś link tylko dał) na komunikatorach - kamień w wodę, JA :
* ani razu nie płakałam i nie czułam i nadal nie czuję takiej potrzeby
* jestem w pełni spokojna - 3 razy miałam takie uczucie dziwne "smutku"
* przemyślałam wszystko , ale nie tak na siłę jak zawsze, żeby znaleźć jego wady czy coś, ale po prostu kiedy myślę o nim, bo nadal myślę, to jakoś nie jest mi przykro, że się nie odzywa czy że to się skończyło, tylko cały czas wpada mi jedna myśl - że ja nie chcę takiego faceta - naprawdę nie chce - zachowuje się okropnie i traktował mnie potwornie w ostatnim czasie (nie licząc cały czas mówienia mi jak mnie bardzo kocha - słowa słowa słowa ). Jest mi przykro, bo : czuję się oszukana, zdradzona może też mimo, że w sumie jakoś tak mimo sygnałów zasugerowanych przez Merry, to inne sygnały temu zaprzeczały (np w pt napisalam mu gratulacje kochanie na portalu a to widza wszyscy i takze jedna jedyna dziewczyna ktora moglaby mnie "Zastanawiac" on to skonmentowal, do dzis ma moje zdjecia na profilu podpisane itp , no i to ze jednak ciagle u mnie siedzial - oprocz tego jak w pn i wt bylam w pracy ale zaraz po niej jechalismy znowu do mnie), czuję się wykorzystana na każdej płaszczyźnie, przykro mi że tak uparcie obarcza mnie winą, chociaż chyba gdzieś tam wie, że zachowywał się idiotycznie i miałam rację w ostatnich jego "Zarzutach" a nie on - tak w tych kwestiach jest mi przykro, ale UWAGA już nie w taki sposób jak wcześniej , że mnie zranił ja płaczę i krzyczę"dlaczego?" ale w taki sposób jakby ktoś dla kogo coś zrobiłam, oszukał mnie a ja po prostu jak zdrowy człowiek nie chce od tej osoby ani przeprosiń ani nic - po prostu nie chce z kims takim się znać. Mam nawet takie myśli, że jeśli nawet już miałby mnie zdradzić czy się z kimś w ciągu tych 2 dni poznań - to już nie czuję zazdrości, a jedyna myśl to taka, że "co z tego ze się z kimś spotyka - ja takiego faceta nie chce wiec nie mam czego zazdroscic, bo nie chce byc tak traktowana" .
Także jakoś zbytnio niczego nie analizuje, nie rozpamietuje - jedyne myśli jakie mnie nachodzą to to, że NIE CHCE NIE CHCE NIE CHCE. A jedyne co "analizowałam" to czy sięodezwie - myślę, że nie , że też już to skończył - i to mnie nie martwi, ale analizowałam przez 10 minut co bym mu napisalam/powiedziala gdyby sie odezwal, i po wszystkich analizach doszłam do wniosku ze nie wazne co powiem - i tak bedzie tak samo, wiec najlepiej byloby nie reagowac lub dosadnie napisac ze nie chce kontaktu. Ale myślę że nie będe musiała siętym martwić - nie sądzę żeby sięodezwał , nawet jak były dni milczenia to jakoś się "pojawiał" na komunikatorach czy cos a teraz nic - wczoraj pozno w nocy jeden link, także to mam z głowy.
* coś we mnie strasznie pękło, mogłam tak mówić wiele razy, ale teraz na prawdę nie czuję nic dobrego ... po prostu nawet nie chcialoby mi się mu tłumaczyc czemu nie chce go znac, skonczylo by sie jak zywkle wyzywaniem mnie od wairatek - a po co mi to ? On się nie zmieni - dla mnie to lepiej - bo nie chce takie faceta, zwyczajnie nie chce kogos kto zachowuje sie jak on, smiesza mnie juz pewne jego zachowania ktore wczensiej ignorowalam.
*Kochałam go najbardziej na swiecie, i nadal wiec go kocham, ale juz nie "musze" go mieć - więcej - nie chce.
_______________
Jednak nie. Jednak pytam się siebie co mu zrobilam, że za za każdą moją małą uwagę - czesto z usmiechem mialam zakaz seksu, co zrobilam , zeby zasluzyc sobie na zostawienie mnie placzacej w pokoju i brak checi na rozmowe - milczenie jak grob, za to ze powiedzialam ze przyrko mi ze tyle gral, co zrobilam mu, zeby po tym jak tydzien temu po awanturze przyleciec na jego skinienie z jedzeniem do pracy i nie bedac zla, -- tak mnie teraz potrakotwac mowiac wtedy jaka ze mnie zlota dziewczyna i jak mnie kocha najbardziej na swiecie, co zrobilam ze do dzis nie zasluzylam sobie na szczerosc i przepraszam. I co zrobilam zeby teraz milczec nie zalatwic nic ostatecznie - chociaz dla mnie to juz jest jednoznaczne, ale nadal trzymac moje zdj na profilach, ale milczec jak grob, nie chcecie rozmawiac, co ja zrobilam ? Heh - ja wiem co - NIC
Merry- bierz przykład z AB89 i to natychmiast! Pamiętaj, że przy każdym "bólu" myśl jak AB89 i to, że kiedyś to minie, ta rozpacz, ten ból w klatce, te łzy, najważniejsze, żebyś przetrwała ![]()
AB89-jestem z Ciebie dumna, radzisz sobie znakomicie, mimo, że zaczynasz rozpatrywać "dlaczego?". Milcz jak milczysz, zobaczysz co z tego będzie, jeśli chodzi o niego. Jeśli on nie drgnie to znaczy, że to koniec, a Ty zaczniesz wszystko od nowa, że on to nie był "ten", który potrafi kochać (nie tylko mówić o tym), doceniać, szanować...Trzymam kciuki za tą postawę ![]()
Co do mnie- wciąż mam poczucie winy po kłótni z nim. Ostatnio wczoraj, bo "znów zaczęłam się czepiać" o to, że w sobotę rano jedzie na ryby, a potem na mecz, ale to nic, bo na mecz to ze mną, jak stwierdził. Znów nie wytrzymałam i powiedziałam mu swoje. Rozumiem, że praca, że dodatkowa praca, ale czas dla mnie i dziecka to kiedy-o 22 po piwie jak wraca do domu, po piłce, po spacerze z psem, po wykonaniu jednego, drugiego, trzeciego telefonu?! I znów moja wina, bo nie akceptuję go podobno takiego jakim jest. Nic nie robię w ogóle, żeby to zaakceptować, bo przecież nie mam własnych zainteresowań. Ale, że nie mam na nie czasu, bo mnie w niczym nie wyręczy, bo nic oprócz swoich spraw nie ma na głowie , to tego już nie rozumie. Nawet nie wie, jakie i ile płacę za rachunki.....Oczywiście obraza, brak argumentów, nieuzasadniona wściekłość, powtarzanie, że to ja mam wciąż problem, że też mogę sobie wychodzić gdzie chcę, w końcu osobne spanie.....Położyłam się, było mi źle, a rano co? Zrobiłam mu śniadanie do pracy, herbatkę i potem zadzwoniłam jak humorek?! To trzeba mieć nieźle z głową co? Obudziło się znów z nowym dniem poczucie winy, że niepotrzebnie się odezwałam, nagadałam znów.......Brak mi słów na samą już siebie, bo naprawdę rozum chyba postradałam, albo co??!
331 2011-09-02 15:51:41 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-02 16:07:19)
Powiem Ci krótko Liwia - dwie rzeczy:
1. Myślę, że gdybyśmy byli z moim partnerem małżeństwem - dokładnie powtarzam DOKŁADNIE nasze życie - relacje wyglądały by jak u Ciebie - identycznie ! Stwierdzam to po tym, jak jest jak pomieszkujemy sobie, gdy moich rodziców nie ma i też po zachowaniach w "normalnym" czasie , kiedy się po prostu spotykamy. To wszystko prowadzi do punktu 2:
2. Bierz przykład z AB89 ! ![]()
A tak poważnie : zawsze będziesz się tak czuła, zawsze będą się powtarzać takie sytuacje, jeśli również zostaniesz w punkcie , w którym jesteś - nie wiem czy terapia, czy postanowienia czy pomoc kogoś bliskiego, ale jeśli NIC nie zaczniesz znowu robić - utoniesz, bo toniesz - toniesz typowo dla KKZB , chyba wiesz co będzie dalej, znasz schemat - jak będziesz się czuła przez resztę dnia, dnia następnego i że ciągle przy tym uczuciu będzie uczucie nadziei , że "a nóż widelec tym razem nagle stanie się coś co wszystko zmieni" - NIC SIĘ NIE ZMIENI. NIC. Wybacz, ale nie mogę patrzeć, jak są takie z pozoru błache sytuacje, bo wiem co sama czułam i jak to dalej działa. Zrób coś z tym.
Co do mnie - ja nie czekam aż się odezwie, bo to nie od niego zależy czy to się skończyło czy nie, jak dla mnie to miał jedną jedyną szansę - tego samego dnia co wyszedł odezwać się, przynajmniej umówić na spotkanie , jeśli chciałby coś wyjaśnić i spróbować mnie zrozumieć - nie odezwał się co dla mnie jest jednoznaczne, że nadal siedzi sobie w swoim myśleniu - więc krzyżyk na drogę. Dla mnie był to termin ostateczny. Przez niego jutro zawalę kolejny egzamin(nie mogę się skupić) , nie zdam to będę miała 2 warunek na najbliższy rok co się równa sumie = 700 zł plus czesne plus koszty poprawek - nie wiem skąd to wezmę. Mam gdzieś faceta, który kiedy potrzebował tydzień temu mimo, że się pożarliśmy wsparcia to je dostał, a sam ma mnie w dupie - to 1000 sytuacja, a zawsze boli tak samo, tylko teraz boli ŚWIADOMIE i wiem co z tym robić.
Może jest mi przykro , że na koniec on uważa , że to moja wina, ale nie jest już mi z tym "źle" , przykro, ale nie czuję się winna.
I jedyne co mnie drażni - to , to , że tego nie zamknął,pokłóciliśmy się - wyszedł i tyle... bo co napisze mi smsa za tydzień że to koniec ? Lub już się nie odezwie ? To kolejny brak szacunku do mnie i dla mnie puste słowa "kocham cie" - wkur...ia mnie że się nie odezwie nie skończy tego, nie pokasuje zdjęć itp, tylko milczy w zawieszeniu - już w ogóle żenada że chyba nie ma jaj - bo albo się czuje wine i przeprasza i jak zależy walczy, albo się mówi/ pisze nawet jesli sie jest tchórzem, że to koniec a nie takie zawieszenie - świnia - i wlasciwie tylko ta mysl mnie wytrąca z równowagi. No ale cóż widocznie jaki związek taki jego koniec.
Nie zasłużyłam na to wszystko, ale dobrze wiedziałam jak to się skończy i że on po prostu przestanie sie odzywać - i ok, niech będzie wola Pana , swoją szansę miał w dniu kłótni - jeśli został ze swoim myśleniem, to ja go nie chcę.
_______________
chociaż może on się nie odzywa bo myśli swoje, ale faktycznie już ma kogoś lub spotyka sie z kims od jakiegos czasu - to tez mnie drażni, bo po prostu chcialabym szczecze wiedziec - takie zawieszenie jest dla mnie najgorsze - zawieszenie w przenosni bo ja nie czekam na niego, tylko zawieszenie w sensie braku akcentu "koniec" - dla mnie jest skreslony ale uwazam ze nalezalo mi sie "sluchaj poznalem kogos" lub "jestes wariatka pa". Mogłabym powiedzieć - no ok, ja tak samo milczę, ale to on się obraził, on nie chciał rozmawiać "bo nie mial o czym" on się odwrócił i sobie poszedł, więc moim skromnym zdaniem to on ma focha i on powinien jak juz ochlonal sie odezwac , spotkac - ale na to go nie stac - i postawic sprawe jasno, nie bylam znim 2 tygodnie , rok tylko parę lat - i tak się nie robi nikomu a juz na pewno nie komus komu w wieczor klotni pieprzy sie ze "no ty bedziesz moja zona" lub w ostatnich dnia 10 razy dziennie jak bardzo mnie kocha.
Pajac.
332 2011-09-02 19:34:54 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-09-02 19:39:15)
AB89 jak mi przykro to czytając, bo wiem jak się czujesz
. Z resztą jakbyś wyjmowała z moich myśli to o czym rozmyślam często.....
Po tym co napisałaś, wydaje mi się, że nie tylko my kochamy za bardzo. Myślę sobie, że zarówno Twój facet jak i mój mąż są jeszcze większymi tchórzami niż ja sama. Bo:
1. żaden z nich nie potrafi otwarcie powiedzieć-słuchaj-to się skończyło, nie pasujemy do siebie, nie chcę dalej tego ciągnąć i tym samym wziąć poniekąd połowy winy na siebie, lepiej przecież mieć kozła ofiarnego, którym się pomanipulowało i na którego można zwalić całą winę i mieć czyste rączki jakby co!
2. żaden z nich nie przyzna się, że jest ktoś na boku, bo jednak inni powiedzieliby, że jednak ona (mam na myśli nas , babki) jest "biedna" takiego "gnojka" spotkała, jest fajną babką, a on taki numer wywinął. A przecież znów muszą być krystalicznie czyści i przed sobą i przed otoczeniem.
3. wygodnie jest przecież mieć kobietę KZB, bo można manipulować, robić co się chce, wymagać, być jak chorągiewka na wietrze, jak będzie chciał to powiem "kocham" jak nie to nie powiem, a ona i tak ze mną będzie.
Tak o tym myślę, bo raz rozstanie po ślubie z mężem przeżyłam (pewnie ciut przeczytałaś mój wątek
) i ja to wtedy zakończyłam, chyba miałam już wtedy taki etap, jaki Ty masz teraz AB89 + góry i doliny jak Merry. I oczywiście to była moja wina , bo go spakowałam, ale rozmowy nie było wcale, albo tak bezsensowne jak czasem teraz. Wtedy chyba z kimś "skakał" na bok, ale nie załapałam na gorącym uczynku, doskonale się krył myślę, tym bardziej, że jego firma była w innym mieście. Ja ryczałam, nie potrafiłam rano wstać do pracy, wymiotowałam, a on nic, jak głaz-no bo to wszystko moja wina, oczywiście. A tak w ogóle - to chyba wydrukuję sobie te moje posty sprzed 2 lat i te , które tu piszę w tym temacie i jak amen w pacierzu będę sobie je czytała, może wtedy się ogarnę
Też jak sobie poszedł z domu nasuwało mi się tyle pytań ile Tobie, ale konkretnych i rzeczowych odpowiedzi nigdy nie usłyszałam, nawet w pozwie rozwodowym.....
Po za tym jutro i tak jedzie na ryby..."no bo i tak przecież się zgodzisz, hihih"- stwierdził.......
Czasem marzę, że to skończę, że będę miała spokój, że już nigdy nie chcę mieć z nim nic do czynienia, żeby tak jak Twój facet "zapadł się" gdzieś i cierpiał jak ja (świnia jestem, wiem). Ciekawe co mi jeszcze przyjdzie znosić, ile jeszcze zdołam udźwignąć i czy znów okażę się winną i zakończę to wszystko..........
AB89- nie martw się, może egzamin się jednak powiedzie, niech teraz to będzie dla Ciebie najważniejsze, będę trzymała kciuki ![]()
AB89 - Nie umiem Ci powiedzieć czy On Cię zdradza, ale tego typu zachowanie może być pod tym względem niepokojące. Może takie myślenie skusi Cię by go w niedalekiej przyszłości odstawić - rzucić.
Co do mojej mamy, to myśle że większość z nas ma podobne sytuacje... I tak jak wszyscy mówią - trzeba iść z tym do terapeuty...I tu apropos terapeuty... Jest problem. Nie będzie mnie stać chodzić co tydzień na te spotkania grupowe. To jest 25 zł tygodniowo, a ja do końca miesiąca mam (dokładnie) 173 zł ! Póki nie mam pracy nie mogę płacić za leczenie, w związku z tym apeluje do was- czy wiecie gdzie w krakowie znajdę terapeutkę na NFZ ? Kogoś pewnie związanego z uzależnieniem... Bo nie wiem czy mnie samej uda się to znaleźć. Bardzo byłabym wam wdzięczna jakbyście umiały mi w tej kwestii pomóc. Bo się załamałam jak przekalkulowałam swoje pieniądze...
Ponadto, potrzebuje bardziej elastycznych godzin... Bo jak się okazuje w ten poniedziałek zajęcia mam do 22... w związku z tym nie mogłabym nawet iść na tą grupę wsparcia. Nie wiem co będzie za tydzień, ale jeśli będę miała inny plan to chociaż raz się wybiorę. Może poznam tam kobiety które już są na terapii jakiejś i podadzą mi dobre namiary... Nie wiem.Znów mnie doły łapią. Ukrywam to sama przed sobą i przed nim- przede wszystkim. Ale nie czuje by mu w jakikolwiek sposób zależało na mnie. Choć wiem, że nie powinnam tego chcieć... nie zmienia to faktu, że po prostu wciąż wierze w nas. Ech... Koszmar... Już tak bym chciała zacząć się leczyć, by móc inaczej na pewne rzeczy spojrzeć.
W Internecie wpisując frazę o bezpłatnych krakowskich psychologach wyszukałam, że takiego można znaleźć na ul. Kopernika 21 klinika psychiatrii, tam jest wielu psychologów, podobno darmowi, także ul. Batorego, gdzie jest centrum "Dobra Nadzieja", Aleja Pokoju 2, gdzie jest przychodnia z psychologiem. Także prawdopodobnie te 3 miejsca, gdzie można uzyskać darmową pomoc.
A i jeszcze psycholog mgr Piotr Wereszczyński, do którego jest telefon : (12) 267 62 60 lub 604-632-346.
Pod tymi numerami możesz się rejestrować na bezpłatną wizytę. Nadal są wolne terminy we wrześniu, a wizyty tam są w 2 dni w tygodniu prowadzone : w środy od godziny 8 do godziny 12 oraz w piątek w godzinach od 8 do 14. Niezbędne jest skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu (czyli musisz iść do swojego lekarza pierwszego kontaktu i poprosić o skierowanie) oraz aktualne ubezpieczenie zdrowotne.
Witaj Merry...przeczytałam każdy Twój post, tak mnie to wciągnęło że nie mogłam się oderwać. Oczywiście gdybym nie widziała swoich problemów w tym co piszesz, to bym nie czytała.
Jesteś mega silną babką. Chyba napiszę książkę wzorując się na Twoich doświadczeniach:)
Napisz co tam u Ciebie i w ogóle ![]()
Moje drogie kobietki... Miałam wczoraj rano kryzys. Nie wiem co mi odbiło. Tragedia. Zaprzepaściłam wszystko nad czym pracowałam... Najpierw zaczęłam do Niego pisać smsy w stylu "Nie odzywasz sie to znaczy ze ci nie zalezy" itd. Po czym on zadzwonił i powiedział, że zapomniał telefonu z domu i dopiero teraz po niego wrócił (to jest bardzo dziwne, ponieważ ostatnio jakoś zbyt często mu się to zdarza!). No i zaczęliśmy gadać. Od słowa do słowa - krzyczał na mnie, denerwował się, że go męcze, że już razem nie jesteśmy to nie musi do mnie pisać - i że sama tego chciałam. Ja ryczałam jak wariat do słuchawki. No i skutek był taki, że powiedziałam, mu że załuje ze od Niego odeszłam, bo teraz jest mi ciężej walczyć samej ze sobą. Bo nie dość, że walczę ze swoimi niedoskonałościami to jeszcze muszę walczyć o to by zapomnieć o nim... A On mi na to odpowiedział "Merry ja nie mogę z Tobą być teraz, bo nie chce żeby moje życie tak wyglądało jak wszcześniej"... Jezuuuu, jak to zabolało !!!! A potem ogólnie rozmawa z Jego strony nie była przyjazna... I na sam koniec, gdy zaczęłam się już uspokajać- powiedziałam mu ze najlepiej będzie jak urwiemy kontakt do momentu, aż ja nie stanę naprawdę na nogi. Bo najbardziej rozwalają mnie właśnie Jego smsy w których doszukuje się kropli miłości, szacunku i tęsknoty. Koszmar. Nie chciał się zgodzić oczywiście, powiedział, że chce mieć ze mną kontakt- ale ja się nie zgodziłam.
Ogólnie jestem załamana. Czuje znów ten ucisk w klatce piersiowej. I zabijam to siedzeniem ze znajomymi do 5 nad ranem... Nie spie trzecią noc by nie myśleć... Brakuje mi go okropnie. I czuje się tak bezradna jak nigdy. Nienawidzę tego stanu. A On... A On wydaje się być taki spokojny i wyluzowany...
.... cholera...
truskaweczka19 - a ten facet Piotr Wereszczyński jest normalnie psychologiem na NFZ i można zadzwonić od tak ? On sie czym zajmuje ? Sprawami od uzależnień ?
Dzis jest ciezko, jutro bedzie ciezko, pojutrze tez... Ale to najlepsze, co moglas zrobic!! Wykasuj jego wszystkie numery, telefonu, gg, wszystko co kusiloby Cie do kontaktowania sie z nim!! Uwierz mi, ze to jedyne i najlepsze rozwiazanie!! Nigdy sie z "niego" nie wyleczysz, jesli codzien czekasz na sms od niego!! Uwierz, ze to jedyne i najbardziej madre rozwiazanie! Zerwanie wszelkiego kontaktu - czy mu sie to podoba, czy nie!! Badz dzielna!!
Moje drogie kobietki... Miałam wczoraj rano kryzys. Nie wiem co mi odbiło. Tragedia. Zaprzepaściłam wszystko nad czym pracowałam... Najpierw zaczęłam do Niego pisać smsy w stylu "Nie odzywasz sie to znaczy ze ci nie zalezy" itd. Po czym on zadzwonił i powiedział, że zapomniał telefonu z domu i dopiero teraz po niego wrócił (to jest bardzo dziwne, ponieważ ostatnio jakoś zbyt często mu się to zdarza!). No i zaczęliśmy gadać. Od słowa do słowa - krzyczał na mnie, denerwował się, że go męcze, że już razem nie jesteśmy to nie musi do mnie pisać - i że sama tego chciałam. Ja ryczałam jak wariat do słuchawki. No i skutek był taki, że powiedziałam, mu że załuje ze od Niego odeszłam, bo teraz jest mi ciężej walczyć samej ze sobą. Bo nie dość, że walczę ze swoimi niedoskonałościami to jeszcze muszę walczyć o to by zapomnieć o nim... A On mi na to odpowiedział "Merry ja nie mogę z Tobą być teraz, bo nie chce żeby moje życie tak wyglądało jak wszcześniej"... Jezuuuu, jak to zabolało !!!! A potem ogólnie rozmawa z Jego strony nie była przyjazna... I na sam koniec, gdy zaczęłam się już uspokajać- powiedziałam mu ze najlepiej będzie jak urwiemy kontakt do momentu, aż ja nie stanę naprawdę na nogi. Bo najbardziej rozwalają mnie właśnie Jego smsy w których doszukuje się kropli miłości, szacunku i tęsknoty. Koszmar. Nie chciał się zgodzić oczywiście, powiedział, że chce mieć ze mną kontakt- ale ja się nie zgodziłam.
Ogólnie jestem załamana. Czuje znów ten ucisk w klatce piersiowej. I zabijam to siedzeniem ze znajomymi do 5 nad ranem... Nie spie trzecią noc by nie myśleć... Brakuje mi go okropnie. I czuje się tak bezradna jak nigdy. Nienawidzę tego stanu. A On... A On wydaje się być taki spokojny i wyluzowany...
.... cholera...
truskaweczka19 - a ten facet Piotr Wereszczyński jest normalnie psychologiem na NFZ i można zadzwonić od tak ? On sie czym zajmuje ? Sprawami od uzależnień ?
Ty się chyba od niego nie uwolnisz nigdy. Facet jest Tobą zmęczony, nie chce Cię, a Ty się mu narzucasz co go na pewno wkurza.
Odetnij pępowinę. Już taka byłaś dzielna.
On Cię Nie Kocha.
Nie wiedziałam że miłość może tak zniszczyć człowieka, jak Ciebie zniszczyła.
To smutne. Ale trzymam kciuki za Ciebie.
Najlepsza rada Merry to przestań już pisać do niego. Co chciałaś już napisałaś, a nawet już usłyszałaś wczoraj (jakbym o sobie kiedyś czytała) i zacznij myśleć o sobie a nie o nim. Tak jak napisała przedmówczyni-faceci nie cierpią narzucania się, jeśli dasz mu spokój to zobaczysz wtedy jaki będzie tego skutek........i wtedy dopiero się ucieszysz, a właściwie Twój "stan ducha" będzie miał radość
Przestań z nim rozmawiać, płakać mu do słuchawki-bo to nie działa (przerabiałam to). Facet inaczej zaczyna myśleć, gdy widzi siłę kobiety, jej pewność siebie i samodzielność (wiem co piszę i sama to stosowałam i uczę się tego od nowa). Może obok wizyt u psychologa umówiłabyś się z psychiatrą (nie miej mi tej rady za złe), ale on też może pomóc, zapisując Ci leki, bo TY w ten sposób postępując wykończysz się i mam jednak wrażenie, że sam psycholog za dużo nie pomoże, bo to jest naprawdę duże uzależnienie. Trzy noce nie śpisz-wedle czego? Jego? Nie wart jest tego, co przeżywasz, że nie śpisz! Wiem, że wieczory są najgorsze, ale weź gorącą kąpiel, włącz sobie dobry film, wypij lampkę wina i szukaj własnego spokoju! Jesteś młoda i całe życie przed Tobą, pokonasz to wszystko i znów życie nabierze koloru, bo jesteś super kobietką, która zasługuje na miłość, szacunek i wszystko co z tym związane. Gdybym mogła cofnąć czas do Twojego wieku i miała te doświadczenia i ten rozum, co teraz moje życie wyglądałoby inaczej......Więc głowa do góry Merry i do przodu, nie oglądaj się już za siebie, bo to nie ma sensu!!!
339 2011-09-03 17:52:32 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-09-03 17:54:19)
Liwia- poczułam w Twoim poście wbrew pozorom dużo ciepła... I co do lampki wina i filmu- bardzo dobry pomysł. Pójde kupić jakieś tanie wino i walnę się przed dobrym filmem
Dzięki... SAMA !
I bardzo dobrze mi poradziłaś by za nim nie latać. Widzisz ja teoretycznie to wiem ! Ale potrzebowałam by ktoś mi to powiedział. Koniec z dołami
albo chociaż będę udawała, że jestem szczęśliwa ![]()
aporpos terapii...
Właśnie cały czas szukam po krakowie jakiś terapeutów,ale póki co mam dwa namiary do klinik i będę dzwonić w poniedziałek- bo dziś mają nieczynne. Chciałabym jak najszybciej zacząć się leczyć. Pomagam sobie nadal tym deprimem... ale nie można go zażywać na pusty zołądek a ja pierwszy posiłek (jajecznice z dwóch jajek) zjadłam na siłe piętnaście minut temu. Koszmar. Wiecie ze w ogole nie odczuwam uczucia głodu ? W trzy dni schudłam półtora kilo. Nie wiem dlaczego. Nie czuje się zestresowana tą sytuacja (może czasem) ale po prostu nie chce jeść.
Mam nadzieje, że uda mi się załatwić sobie tego psychologa... bo strasznie mnie to denerwuje, ze siedze tak bezczynie...
rozjaśniacz - On mi nadal powtarza że mnie kocha. Ja mu wierzę. Albo po prostu nie mogłabym do siebie przyjąć innej informacji, bo gdyby mi dziś powiedział "Merry nie kocham Cię już" naprawdę bym się zabiła. Nie mam innego wyjścia tylko zacząć udawać pewną siebie i zadowoloną z życia kobiete... koszmar ![]()
Moje drogie kobietki... Miałam wczoraj rano kryzys. Nie wiem co mi odbiło. Tragedia. Zaprzepaściłam wszystko nad czym pracowałam... Najpierw zaczęłam do Niego pisać smsy w stylu "Nie odzywasz sie to znaczy ze ci nie zalezy" itd. Po czym on zadzwonił i powiedział, że zapomniał telefonu z domu i dopiero teraz po niego wrócił (to jest bardzo dziwne, ponieważ ostatnio jakoś zbyt często mu się to zdarza!). No i zaczęliśmy gadać. Od słowa do słowa - krzyczał na mnie, denerwował się, że go męcze, że już razem nie jesteśmy to nie musi do mnie pisać - i że sama tego chciałam. Ja ryczałam jak wariat do słuchawki. No i skutek był taki, że powiedziałam, mu że załuje ze od Niego odeszłam, bo teraz jest mi ciężej walczyć samej ze sobą. Bo nie dość, że walczę ze swoimi niedoskonałościami to jeszcze muszę walczyć o to by zapomnieć o nim... A On mi na to odpowiedział "Merry ja nie mogę z Tobą być teraz, bo nie chce żeby moje życie tak wyglądało jak wszcześniej"... Jezuuuu, jak to zabolało !!!! A potem ogólnie rozmawa z Jego strony nie była przyjazna... I na sam koniec, gdy zaczęłam się już uspokajać- powiedziałam mu ze najlepiej będzie jak urwiemy kontakt do momentu, aż ja nie stanę naprawdę na nogi. Bo najbardziej rozwalają mnie właśnie Jego smsy w których doszukuje się kropli miłości, szacunku i tęsknoty. Koszmar. Nie chciał się zgodzić oczywiście, powiedział, że chce mieć ze mną kontakt- ale ja się nie zgodziłam.
Ogólnie jestem załamana. Czuje znów ten ucisk w klatce piersiowej. I zabijam to siedzeniem ze znajomymi do 5 nad ranem... Nie spie trzecią noc by nie myśleć... Brakuje mi go okropnie. I czuje się tak bezradna jak nigdy. Nienawidzę tego stanu. A On... A On wydaje się być taki spokojny i wyluzowany...
.... cholera...
truskaweczka19 - a ten facet Piotr Wereszczyński jest normalnie psychologiem na NFZ i można zadzwonić od tak ? On sie czym zajmuje ? Sprawami od uzależnień ?
Ten Piotr Wereszczyński zajmuje się praktycznie wszystkim, więc w sprawie uzależnien także można do Niego się zwracać. Tak, dzwonisz i umawiasz się na wizytę. Numery podałam.
truskaweczka19 ale tam trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego albo psychiatry. A mój lekarz jest 150 km ode mnie i z pewnością nie dałaby mi skierowania. Wiec co zrobić ???
342 2011-09-03 19:25:34 Ostatnio edytowany przez Aniaaaa29 (2011-09-03 19:29:59)
truskaweczka19 ale tam trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego albo psychiatry. A mój lekarz jest 150 km ode mnie i z pewnością nie dałaby mi skierowania. Wiec co zrobić ???
I tu apropos terapeuty... Jest problem. Nie będzie mnie stać chodzić co tydzień na te spotkania grupowe. To jest 25 zł tygodniowo, a ja do końca miesiąca mam (dokładnie) 173 zł ! Póki nie mam pracy nie mogę płacić za leczenie, w związku z tym apeluje do was- czy wiecie gdzie w krakowie znajdę terapeutkę na NFZ ? Kogoś pewnie związanego z uzależnieniem... Bo nie wiem czy mnie samej uda się to znaleźć. Bardzo byłabym wam wdzięczna jakbyście umiały mi w tej kwestii pomóc. Bo się załamałam jak przekalkulowałam swoje pieniądze...
Ponadto, potrzebuje bardziej elastycznych godzin... Bo jak się okazuje w ten poniedziałek zajęcia mam do 22... w związku z tym nie mogłabym nawet iść na tą grupę wsparcia. Nie wiem co będzie za tydzień, ale jeśli będę miała inny plan to chociaż raz się wybiorę. Może poznam tam kobiety które już są na terapii jakiejś i podadzą mi dobre namiary... Nie wiem.
Dzień dobry Merry
Przy szpitalach psychiatrycznych odbywają się takzwane terapie dzienne od 8 do 14 jesteś przyjęta do szpitala , ale jak po pracy wracasz do domu trwają trzy miesiące przez pięć dni w tygodniu od poniedziałku do piątku. Dostajesz tam nawet szpitalny obiadek.
Zauważyłaś skarbie ,że często zdarza Ci się robić wszystko żeby sobie nie pomóc?
Brak Ci determinacji. Wszyscy staja na głowie żeby do Ciebie dotrzeć , a Ty z łatwością znajdujesz pretekst który mówi nie ma takiej możłiwości . A jeszcze lepiej byłoby aby truskaweczka19 poszła na tę wizytę za Ciebie?
Kochanie Ty nasze , jedź tam. Nie szukaj usprawiedliwienia ,bo nie możesz , bo zadaleko , bo skierowanie , bo padał deszcz , bo.....
Bo skoro masz być szczęśliwa i chcesz uporać się z uzależnieniem od .... to wsiadaj w pojazd który może Ciebie tam zawieźć i jedź.
...
Zauważyłaś skarbie ,że często zdarza Ci się robić wszystko żeby sobie nie pomóc?
Brak Ci determinacji. Wszyscy staja na głowie żeby do Ciebie dotrzeć , a Ty z łatwością znajdujesz pretekst który mówi nie ma takiej możłiwości . A jeszcze lepiej byłoby aby truskaweczka19 poszła na tę wizytę za Ciebie?Kochanie Ty nasze , jedź tam. Nie szukaj usprawiedliwienia ,bo nie możesz , bo zadaleko , bo skierowanie , bo padał deszcz , bo.....
Bo skoro masz być szczęśliwa i chcesz uporać się z uzależnieniem od .... to wsiadaj w pojazd który może Ciebie tam zawieźć i jedź.
Zgadzam się z Aniąąąą w całej rozciągłości
od siebie dodam tylko cytat z mojej ostatnio ulubionej książki ("Słuchaj swojego serca") " świat wynagradza wysiłek, nie wymówki"...
Aniaaaa29 w tym momencie zaczęłam studia i juz nie pracuje. I godzina 8ma rano by mi odpowiadała. I szukałam dziś po internecie, i rzeczywiscie psycholog (ten co truskaweczka19 podała) wydał mi się konkretny ale to skierowanie... jak mi powiedzą, że bez tego ani rusz ???
A co do tych klinik... to owszem grzebałam dziś w internecie o nich i znalazłam jedna... i mam tam zadzwonić w poniedziałek, ale nie ukrywam, że wolałabym z tym całym Piotrem W. bo naprawde wygląda to (chociaż z opisu) bardzo sensownie...
I nie mów, ze szukam wymówek, bo ja rycze całymi dniami, bo jeszcze nie zaczełam terapii i czuje ze mi czas ucieka, ze powinnam juz dzis isc ... Czuje, że każdy dzien bez terapii sprawia ze znowu sie cofam. Robie krok w przód by za chwile zrobić dwa w tył... I męczy mnie szukanie tych klinik - bo spis jest w Krakowie ogromny , opinie są rózne i w dodatku nie wszędzie jest napisane czarno na białym ze to NFZ lub nie. (i tu od razu moje pytanie - czy te kliniki ktore mają tytuł "NZOZ" to są bezpłatne ????). Męczące jest to przyznaje. Dzisiaj zeszło mi z 4 godziny... i zapisałam tylko kilka numerów gdzie leczą "zaburzenia emocjonalne w zwiazku, rodzinie itd"... bo tylko czegoś takiego szukałam w sumie... bo nigdzie nie ma "leczymy kkzb" ![]()
345 2011-09-03 22:25:13 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-09-03 22:29:22)
truskaweczka19 ale tam trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego albo psychiatry. A mój lekarz jest 150 km ode mnie i z pewnością nie dałaby mi skierowania. Wiec co zrobić ???
Kochana rozumiem, a czemu lekarz nie dałby Ci skierowania?
Może dałoby się, gdybyś zapisała się tu do zwykłego lekarza, w Krakowie i poprosiłabyś Go o danie skierowania na taką wizytę. Chyba zrozumie sytuację
.
Co do tych miejsc, to te co podałam, to chyba są wszystkie, gdzie jest bezpłatnie. Tam gdzie podałam adres, trzeba się wybrać albo wpiszcie w google tę ulicę co podałam i pewnie wyskoczy wszystko wraz z numerem. Dziewczyny, jak chce się poszukać, to się znajdzie
.
W tych innych miejscach mogą byc inne godziny przyjmowania pacjentów, być może bardziej dogodniejsze, dla niektórych. Wystarczy zapytać.
Już wiem gdzie są najlepsi psychologowie. Na batorego 5 w nzoz dobrej nadziei. Takze bede tam dzwonic w poniedziałek... nie mogę sie doczekać wizyty... Najpierw ma być podobno konsultacja z psychiatra a potem przydzielenie do odpowiedniej grupy... super ![]()
Już wiem gdzie są najlepsi psychologowie. Na batorego 5 w nzoz dobrej nadziei. Takze bede tam dzwonic w poniedziałek... nie mogę sie doczekać wizyty... Najpierw ma być podobno konsultacja z psychiatra a potem przydzielenie do odpowiedniej grupy... super
To wspaniale, że się dowiedziałaś. I dobrze, że mieszkasz teraz w Krakowie - duże miasto, wiele możliwości, korzystaj
.
Merry napisał/a:Już wiem gdzie są najlepsi psychologowie. Na batorego 5 w nzoz dobrej nadziei. Takze bede tam dzwonic w poniedziałek... nie mogę sie doczekać wizyty... Najpierw ma być podobno konsultacja z psychiatra a potem przydzielenie do odpowiedniej grupy... super
To wspaniale, że się dowiedziałaś. I dobrze, że mieszkasz teraz w Krakowie - duże miasto, wiele możliwości, korzystaj
.
I o to chodzi Merry
Weź swoje sprawy w swoje ręce , to co napisałam o Twoich wymówkach jest jak najbardziej prawdą . Truskaweczka siedziała na necie , aby wyszukac dla Ciebie adresy i telefony i nazwiska . A tu chodzi o to ,żebyś ten czas który poświęcasz na śledzenie forum czy płacz poświęciła dla siebie , o to abyś sama wpisała w google to co Ciebie interesuję sama podniosła słuchawke i wykręciła nr.
Czekam z niecierpliwością na relację w poniedziałek.
P.S. Nie jestem przeciwko Tobie
Tak jak wszyscy tutaj , jednak nie sztuką jest wyręczać trzeba Cię słońce mobilizować i czasem ostro opier... ,żebyś wzięła się odrobinę w garść.
Wiece co ? Zaczęłam pisać "Listy do P." na swoim komputerze. Nie mam zamiaru ich nigdy wysłać... ale wtedy powstrzymuje mnie to od pisania do Niego. Wszystkie żale wywalam jakby do Niego, ale nie do Niego ![]()
Nie wiem czy to dobry pomysł... jak myślicie ???
Poza tym mam dziś jakąś dobrą energię. Nie wiem skąd
Ps. Dziękuje wam... to jest dziwne, ale nie lubie jak się na mnie krzyczy czy wymusza coś... ale zawsze to działa ![]()
Myślę, że takie pisanie listów to bardzo dobry pomysł, pozwala się pozbyć negatywnych myśli i emocji z głowy bez angażowania tej 'problematycznej' osoby i bez tworzenia dalszych trudnych sytuacji z jej udziałem...
Merry, a studiujesz dziennie? Bo jeśli tak, to przecież chyba są przychodnie studenckie ( za moich czasów były). Wtedy nie musiałabyś jechać do swojego lekarza. Wiem, że już znalazłaś miejsce na terapię, ale to tak na przyszłość. A nawet jeśli musiałabyś jechać po to skierowanie, czy nawet płacic za terapię, to i tak jest to bardzo dobra inwestycja - w siebie, swoje życie i szczęscie.
Wiece co ? Zaczęłam pisać "Listy do P." na swoim komputerze. Nie mam zamiaru ich nigdy wysłać... ale wtedy powstrzymuje mnie to od pisania do Niego. Wszystkie żale wywalam jakby do Niego, ale nie do Niego
Nie wiem czy to dobry pomysł... jak myślicie ???
Poza tym mam dziś jakąś dobrą energię. Nie wiem skąd![]()
Ps. Dziękuje wam... to jest dziwne, ale nie lubie jak się na mnie krzyczy czy wymusza coś... ale zawsze to działa
![]()
Fantasyczny. Można się spokojnie wygadać. I nikt nie przerywa , nie może wejść Tobie w słowo ,ąby odbić piłeczkę .
![]()
gosc cie bije, a ty nie chcesz odejsc? gratuluje ![]()
Szyszek- ja odeszłam
...
Szyszek- ja odeszłam
...
Pięknie to zobaczyć , ta pewność siebie , zdecydowanie. buziaczki kochanie.
Nie wniosę dziś wiele do wątku, brak mi sił na pisanie, ale jedno napiszę z pełną odpowiedzialnością za słowa ,bo wiele razy różne decyzje rzucałam i mówiłam, że są na sto procent,ale zawsze kończyło się tak samo. Dziś wiem:
NIE KOCHAM SWOJEGO TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU.
jasmi1 - żyjesz ?!
Merry - jak żyjesz ? Byłaś na spotkaniu ? Opowiadaj !
Ja napiszę, ale póki co brak mi "sił", chciałam tylko napisać na razie, że uważam, że słowa "...Nie mogę z Tobą być teraz , bo nie chcę, żeby moje życie wyglądało jak wcześniej"* powinnaś Ty skierować do niego, no ale - magia manipulacji :]
* bardzo mi podoba mi się to zdanie w "sensie" tego, że ja tak myślę w stosunku do mojego byłego i uważam jak wyżej - to Ty tak powinnaś powiedzieć:)
Liwia- jak samopoczucie ?
wrzesień pełen optymizmu i pójścia w dobrym kierunku ![]()
Ja mam wizytę umówioną do psychologa 5 października.
Merry żyjesz ? Jak pierwsze spotkanie ?
Kurczę, a ja nadal nie zebrałam się do psychologa, jakoś mam "opór"... tak jakbym z całych sił chciała światu udowodnić, że poradzę sobie z tym zwyczajnie sama, a tego nie wiem dopiero pierwsze dni.
Ale chętnie poczytam jak wasz wizyty i jak się po nich czujecie - może to pomoże ![]()
Ja miałam zamiast jesiennej - "depresję roczną", to może w tę jesień, która nadchodzi już został u mnie wyczerpany pakiet "poszukiwań" siebie i czas po rocznych "namysłach" działać ! hehe... Poważnie jestem jeszcze bardzo słaba - pierwsze dni - chwiejne nastroje, ale zmieniłam podejście - nic na siłę - jakby zawsze znałam zdanie "dać czas czasowi" i na siłę chciałam nim się kierować, ale teraz jakby nagle to do mnie DOSTARŁO i zrozumiałam tego sens... Oj ciężko mi, ale staram się odbudować poczucie wartości i znaleźć swoją godność,która do ostatniej rozmowy łącznie była deptana.
Brak mi wiary, że nie jestem brzydka, że jestem coś warta, że coś sobą reprezentuje, brak mi sił i motywacji do robienia czegoś, brak mi godności i szacunku do siebie samej - nie wiem w co ręce włożyć, a już na pewno nie mam kopa, że zacząć robić cokolwiek - jak na razie tylko myślenie zmieniłam i podejście - gorzej z TECHNICZNYM wykonaniem. Fe !
358 2011-09-08 03:46:53 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-09-08 03:58:41)
Żyje żyje- miło, że pytacie ![]()
Ogólnie wtedy w poniedziałek nie udało mi się dodzwonić. Więc napisałam maila. Ale też nikt nie odpisał. Będę dzwoniła jutro rano.
Muszę wam coś powiedzieć... Zaobserwowałam pewną rzecz u siebie i nie wiem jak to nazwac ???
Od ostatniego mojego postu przestałam myśleć o P. Praktycznie nawet nie pisze już tych listów... może nawet nie tęsknie ? Miałam egzaminy, trochę mnie pochłaniają studia... No ale... Nie wiem czy to kwestia studiów czy moich znajomych.
Spotykamy się w gronie pięcioosobowym. Ja plus taka Sylwia, Paula, Maja i Karol. No i z Karolem naturalnie najlepiej mi się rozmawia... Ale w sumie nie o to chodzi. Chodzi bardziej o to, że od pierwszego września- do dziś włącznie chodzę spać 3 lub 5 nad ranem bo tak długo u mnie siedzą. I cieszy mnie to niesamowicie. A najbardziej towarzystwo Karola, z którym mam maaase wspólnych tematów. No i... nie wiem jak to opisać, ale przed chwilą (jak wyszli) Karol jeszcze zadzwonił i powiedział, że prawdopodobnie jutro sie wszyscy nie spotkamy bo trzeba wreszcie odpocząć i odespać ten tydzień... Gdy mi to powiedział nagle poczułam taki smutek. Logika mi podpowiada, że racjonalne by było, żebym choć jeden wieczór spędziła sama... No ale boję się. Nudzę sie sama ze sobą. Zrobiło mi się przykro. Oczywiście zachowam to dla siebie i nikomu o tym (poza wami) nie powiem... ale czuje, że się uzależniłam od ich towarzystwa. A właściwie od towarzystwa Karola, przy którym nie myśle o P. (bo właściwie w ogole nie rozmawiam z nim o P. !!!-to chyba jedyna osoba)...
I nie chce tu mówić o jakimś tam zauroczeniu- bo to w ogole w gre nie wchodzi (uprzedzam gdyby ktoś tak odebrał moje słowa)... chodzi bardziej o tą taką przyjaźń... Nawet pewnie byłabym zła gdyby okazało sie, ze z kimś jeszcze mu się dobrze rozmawia... To jakaś paranoja !
Poza tym... głupio to zabrzmi, ale od wieków miałam taką sytuację, że uzależniałam się od zapachu. Najpierw od zapachu mojego pierwszego faceta, potem od zapachu P. a teraz od zapachu Karola. Ja wiem, że to cholernie dziwacznie brzmi. Ale to jest tak uzależniające i niszczące że szok... Po prostu chodzę i szukam zapachu. Do niedawna chodziłam do perfumerii by psikać różne części ubrania perfumami P. a teraz mam ochotę non stop czuć zapach tych perfum co Karol ma. I własciwie mam wrażenie, że ta moja obsesja na pkt zapachów nie jest uosobiona - niezależnie od osoby, pewne zapachy tak na mnie działają... Jednak mnie to martwi...
W ogóle to pewnie się strasznie skompromitowałam tym co wam napisałam... nie wiem nawet jak to ubrać w słowa. Ale znów czuje się odrzucona i samotna... ale teraz nie mam gdzie ulokować tej emocji. Karol to mój kumpel. O P. na razie nie myślę. Wiec co ???
Wybaczcie... jeśli mój post wyda się wam zbyt głupi... po prostu go zignorujcie.
Godzina postu wskazuje na to, że faktycznie długoooo przesiadujesz ![]()
Jeśli spotkania ze znajomymi dają Ci jakąś ulgę i nie myślisz o P to super. Jeśli obecność Karola Ci pomaga to nie widzę nic w tym złego a może i lepiej dla Ciebie. Tylko na Twoim miejscu najpierw przeszłabym terapię i dopiero później próbowała się z kimś wiązać. Zapierasz się w poście że o niczym innym niż przyjaźń nie ma mowy ale Ty panicznie boisz się samotności a zainteresowanie Karolem może popędzić Ciebie nie w tym kierunku w którym powinnaś teraz pójść.
Trzymam kciuki
W ogóle to pewnie się strasznie skompromitowałam tym co wam napisałam... nie wiem nawet jak to ubrać w słowa. Ale znów czuje się odrzucona i samotna... ale teraz nie mam gdzie ulokować tej emocji. Karol to mój kumpel. O P. na razie nie myślę. Wiec co ???
Kochana, w naszej sytuacji NIC NA SIŁĘ - ja też podświadomie chciałabym "już teraz w tej chwili" poczuć się nie samotna i że mam kogoś przy sobie. Nie myśl może w ten sposób, że jak nie ma nikogo to jesteś samotna - słuchaj ja też tak czułam, ale rób tak:
1. już wiesz , że masz na kogo liczyć : dziewczyny i Karol (oh Karol !
)
2. Jeśli ich nie ma to nie nudzisz się bo:
masz studia
jakieś rzeczy do ogarnięcia?
i może:
- lubisz czytać? (ja kocham a przestałam a teraz się zaczytuję jak głupia:) )
- chciałabyś rysować, tańczyć, ćwiczyć ?
- co lubisz robić...
.... po prostu to rób - z nimi spedzasz dużo czasu , a bez nich spędź go sama ze sobą - pokochaj siebie, a dlaczego ?
Bo napisałaś , że jak go nie ma - Karola, to nie masz gdzie ulokować emocji - a po co masz je lokować u kogoś ? Merry to jest TEN CZAS kiedy masz ulokować wszelkie dobre uczucia i emocje na sobie !
A jak łapie Cię dół i zaczynasz wspominać itp - bo na pewno tak jeszcze będzie - to ja mam już na to sposób ! Jak tylko nachodzi myśl powtarzam 10 - 20 -5 razy zalezy ile potrzbeuje non stop w myslach "to bylo NIE WAZNE tego juz nie ma i nic sie nie zmieni, wazne to co mnie czeka i co mnie w zyciu spotka i to na co czekam" - pomaaaaga w uj ! ![]()
Dzięki
macie racje. Nie powinnam się wypierać znajomych ale powinnam nauczyć się być sama. I tak jak nici powiedziałaś, ja nie chce teraz żadnego związku. Jestem tego w 100% przekonana i świadoma. Chce mieć blisko siebie ludzi by naprawdę nie poczuć, że zostałam kompletnie sama...
Ab89 postaram się myśleć w ten sam sposób. Możliwe ze i mi pomoże. Dziękuje wam za taką radę:)
Moim zdaniem własnie o to chodzi, że teraz bardzo jest ważne wsparcie znajomych - ja również je mam - mam kochaną przyjaciółkę i bliskie znajome - naprawdę coś pięknego ! Ale do tego pamiętam, że nie codzień "ucieknę" w wyjście z domu (no ja mam jeszcze to utrudnienie że w pracy źle a w domu jeszcze gorzej - i nie mam swojego miejsca w ktorym moge sama ze soba pobyc i czuc sie dobrze, nie ma destrucyjnego dla mnie chlopaka, ale nadal jest destrukcyjna mama - i ciezko mi walczyc na raz z dwiema osobami ktore kocham - no ale od jednej już ucieklam , ale znowu na druga jestem skazana) dlatego staram sie robic tyle ile moge ! Ty masz usper - marzę żeby mieszkać sama - myślę że w tedy 10 razy szybciej bym wyszla z tego co przezywam - a tak to mam mamę na głowie. więc ciesz się!
PS. ja nigdy nie wierzyłam w teksty typu "mow sobie bedzie dobrze" , ale naprawde jakos tak mi weszlo zdanie w glowe "wazne to co bedzie, to co bylo NAPRAWDE NAPRAWDE nie ma juz znaczenia" i o dziwno pomaga, a jesli nie to to zawsze jak juz cie najdzie powatarzaj do skutku "FILIŻANKA ZE SPODECZKIEM" ![]()
Zgadzam się w 100% z dziewczynami i mam takie same odczucia po przeczytaniu Twojego porannego posta (heh, też wtedy jeszcze nie spałam, nie chciało mi się).
To jest czas na poukładanie sobie wszystkiego w głowie, czasem nawet pobycie samej, wyciąganie wniosków, pójście na terapię. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest fajnie, gdy ktoś jest obok, ale to NIE MOŻE być sensem naszego życia, musimy nauczyć się dawać sobie radę także bez pomocy innych. Wiadomo, gdybyśmy znaleźli się sami na Ziemi, to chyba byśmy zwariowali, lecz sama na pewno nie jesteś i musisz czasem też dać sobie radę sama ;-).
Skoro wtedy Ci z terapii nie odbierali, to dzwoń jutro czy pojutrze, nie zwlekaj, bo naprawdę to jest dla Twojego dobra.
Czytając ten tekst też miałam wrażenie, że (może) coś czujesz do tego Karola, wiesz teraz zapierasz się, ale wydaję mi się, że często osoby kochające za bardzo łatwo przelewają uczucia, byleby nie być samotnymi, a to może skończyć się fatalnie.
Na razie nie myśl o romansikach, masz wiele do przerobienia, ale dasz sobie radę, ja trzymam za Ciebie kciuki i będę nadal regularnie odwiedzać ten wątek, żeby chociaż forumowo wesprzeć, bo do Krakowa niestety mam daleko
.
Pozdrawiam
.
Truskaweczka19 - własnie wiem, że nie wolno mi się teraz angażować i choćby na mojej drodze stanął ideał, odrzuciłabym go, ponieważ bałabym się że ja "nie podołam". Tak czy siak, dziś męcze się sama. Nie jest źle, ale smsa do P. napisałam. Nic strasznego, właściwie napisałam "Hej, co u Ciebie ? Nie widziałam Cię na fb i gg i jakoś taka cisza z Twojej strony i pomyślałam, że coś się stało. Daj znać"... Wiem, że to był "pretekst" by do Niego napisać... ale nie żałuje. Na razie nie odpisał więc luz.
Ab89-wsparcie znajomych jest ważne. Też tak uważam, ale tak jak zauważyła truskaweczka19 nie może to być naszym sensem życia. Może masz racje, że ja mam łatwiejszą sytuację. Tobie szczerze współczuje.
---
Dwa newsy i przemyślenia:
Po pierwsze- zadzwoniłam dzisiaj do "Dobrej nadziei" i babka mnie zarejestrowała na początek października, chyba że się wcześniej termin zwolni to da mi znać.
Po drugie- dzisiaj sobie pewną rzecz uświadomiłam... Uświadomiłam sobie, że bycie KKZB to nie tylko związki partnerskie ale i ogólnie społeczne. Ja lgnę do ludzi biednych, uciemiężonych i nielubianych. Zawsze takimi starałam się otaczać. Nigdy nie lubiłam ludzi z silnymi charakterami którzy mogli by mnie "zgasić". I dzisiaj nawet na uczelni jeden chłopak został wyśmiany gdy mówił tekst (nawiasem mówiąc jestem w studium aktorskim
)... i miałam ochotę iść do Niego i go przytulić i powiedzieć, że bedzie dobrze. Wiem, że do "normalnego" człowieka nie podeszłabym bo jakaś bariera by mi przeszkadzała, a do takiego "biednego" bez problemu... i Pewnie jutro to zrobię.
Tak czy siak... idźmy ku dobremu ![]()
Dokładnie
. A poza tym wierzę w Ciebie i w to, że dasz sobie radę, choć jest bardzo ciężko i brakuje kogoś obok. No tak, to napisanie do P. na pewno było pewną wymówką, lecz mam nadzieję, że krok po kroczku będziesz miała na pisanie do niego coraz mniejszą ochotę
.
Zasługujesz na bycie kobietą szczęśliwą
.
Skoro wizyta w październiku, to powiem szczerze, że jeszcze sporo czasu, lecz rozumiem, czasem terminy sa napięte, tym bardziej, gdy wizyty są darmowe. Jest wielu ludzi, którzy pragną otrzymać pomoc w najrózniejszych kwestiach i dlatego tak to wygląda.
No coś chyba jest w tym co napisałaś, Merry, pisz wszystko na bieżąco, niech Ci się kobieto układa
.
Całuje
.
Truskaweczka19 - własnie wiem, że nie wolno mi się teraz angażować i choćby na mojej drodze stanął ideał, odrzuciłabym go, ponieważ bałabym się że ja "nie podołam". Tak czy siak, dziś męcze się sama. Nie jest źle, ale smsa do P. napisałam. Nic strasznego, właściwie napisałam "Hej, co u Ciebie ? Nie widziałam Cię na fb i gg i jakoś taka cisza z Twojej strony i pomyślałam, że coś się stało. Daj znać"... Wiem, że to był "pretekst" by do Niego napisać... ale nie żałuje. Na razie nie odpisał więc luz.
Ab89-wsparcie znajomych jest ważne. Też tak uważam, ale tak jak zauważyła truskaweczka19 nie może to być naszym sensem życia. Może masz racje, że ja mam łatwiejszą sytuację. Tobie szczerze współczuje.
---
Dwa newsy i przemyślenia:
Po pierwsze- zadzwoniłam dzisiaj do "Dobrej nadziei" i babka mnie zarejestrowała na początek października, chyba że się wcześniej termin zwolni to da mi znać.
Po drugie- dzisiaj sobie pewną rzecz uświadomiłam... Uświadomiłam sobie, że bycie KKZB to nie tylko związki partnerskie ale i ogólnie społeczne. Ja lgnę do ludzi biednych, uciemiężonych i nielubianych. Zawsze takimi starałam się otaczać. Nigdy nie lubiłam ludzi z silnymi charakterami którzy mogli by mnie "zgasić". I dzisiaj nawet na uczelni jeden chłopak został wyśmiany gdy mówił tekst (nawiasem mówiąc jestem w studium aktorskim)... i miałam ochotę iść do Niego i go przytulić i powiedzieć, że bedzie dobrze. Wiem, że do "normalnego" człowieka nie podeszłabym bo jakaś bariera by mi przeszkadzała, a do takiego "biednego" bez problemu... i Pewnie jutro to zrobię.
Tak czy siak... idźmy ku dobremu
Truskaweczka jest zbyt wyrozumiała
Dziś widac jest w miare , ale jutro sama nie wiesz . W sytuacjach jak najbardziej ciężkich możesz w każdej chwili jechac na oddział i nie musisz czekac do października.
Co do Twojego uzależnienia od społeczeństwa jak najbardzej trafne. Natomiast "insynkty macierzyńskie" co do ucieśnionych to ogromny problem , bo jeśli taki na Twojej drodze stabnie , a jeszcze będzie miał to cos to powtórka z P.
Martwie sie o Ciebie.
Czemu jestem zbyt wyrozumiała?
Także martwię się o Merry, ale wierzę w Nią i w to, że psycholog choć trochę Jej pomoże, ale oczywiście pozostały procent powodzenia to starania Merry
.
No i mam kolejnego newsa !
Nagle dziś przed mymi drzwiami stanął P. przyjechał na poprawki do Krakowa. No to wpuściłam go. Ale gdy zobaczyłam, nawet nic mi "tam" nie zadygotało. No i usiadł. Powiedział, że musi poczekać na współlokatora bo On nie ma kluczy. Zrobiłam mu herbate byliśmy tak naturalni, że aż szok. Przynajmniej ja. Nie patrzyłam na Niego jak na człowieka którego kocham, lecz jak na kumpla ? Dziwne w ogóle to było. I im dłużej siedział, nudziło mnie Jego towarzystwo. Wiec zostawiłam go w domu i wyszłam na zajęcia. Ale okazało się, ze zajecia odwołali. I wróciłam na mieszkanie. Ale nie sama, tylko z koleżanką. I siedzieliśmy, gadaliśmy. Udawał że się o mnie martwi, ze tak schudłam. POza tym... jakoś naprawdę dziwnie NIC nie czułam... Co się stało ???
Skoro wizyta w październiku, to powiem szczerze, że jeszcze sporo czasu, lecz rozumiem, czasem terminy sa napięte, tym bardziej, gdy wizyty są darmowe. Jest wielu ludzi, którzy pragną otrzymać pomoc w najrózniejszych kwestiach i dlatego tak to wygląd.
Tą część mam na myśli. Merry znamy nie od dziś . Czytając jej posty widać jak jej nastroje falują.
Dziś jest lepiej za chwilke nie wiadomo dlaczego , kiedy znów przyjda przemyślenia.
Październik to bardzo odległy termin.
Ja też się bardzo o Merry .
Chciałabym ją zmobilizować , aby przejęła troszkę bardziej inicjatywę pomocy sobie.
Wiem ze swojego doświadczenia , że nie powinno sie tego przeciągać w czasie powinno się działać tu i teraz. Obawiam się ,że do października Merry może uznać ,że juz nie potrzebuje pomocy, tym bardziej jeśli jej negatywne emocję i samopoczucie zostaną uśpione na dłużej.
No wiem, że październik daleko, ale nie chce iść do innej poradni niż ta, bo słyszałam, że ta jest najlepsza. I niestety nie da się tego przyspieszyć w tej poradni. Nie zrezygnuje z pomocy. Bo pomimo iż mogę stwierdzić, że jest ona mi nie potrzebna, logicznie rzecz biorąc WIEM że jest potrzebna.
I te wahania nastroju... tym bardziej to potwierdzają.
Wahania nastroju to cholerstwo. Też w obecnej chwili tak mam. Albo ryczę, albo myślę jaki z niego gnojek, albo, że mam pełno sił i mobilizacji do walki.
Jezuuu... dziewczyny. Masakra...
Nie wiem od czego zacząć. Więc zacznę od początku. I w wielkim skrócie. P. przyszedł do mnie na mieszkanie o 22 , bo był Karol, Maja , Paula etc. i piliśmy piwko. Przyniósł ze sobą osiem piw... i wypił wszystkie. Narobił sobie takiego wstydu że szkoda gadać. Zrobił z siebie kompletnego błazna i kretyna. Było mi tak wstyd przed moimi znajomymi. Co Oni mogą sobie o mnie pomyśleć gdy go zobaczyli, a zwłaszcza ze kilka dni temu mówiłam im że to moja miłość życia. Ja piernicze. Jest mi tak wstyd, że płakać mi się chce. Tak się zbłaznil. Mówił tak kompletnie od rzeczy i tak głupio się odzywał. Rozbił w ogóle miskę Majki i nawet nie zaproponował, że jej odkupi. Masakra !
... I nagle poczułam do Niego takie okropne obrzydzenie. Przecież on nie będzie mi juz w stanie w niczym zaimponować. Praktycznie nie ma szans. Cały czas będę miała jego paskudny obraz w oczach z dzisiejszego dnia. Koszmar ! Nie jestem wam w stanie tego opisać słowami, ale każda z was gdyby go zobaczyła dzisiaj pomyślałaby "Co za idiota"... A najbardziej przykro zrobiło mi się wtedy gdy Majka w kuchni mi powiedziała "Niech On stąd idzie, bo jak sam nie wyjdzie to go wypier..ole". Jezu
... Tak jakbym nagle przejrzała na oczy i tyle lat żyła w złudzeniu, że jest dobrym i normalnym człowiekiem ? To przecież kompletnie nie mój tym faceta !Ciężko mi się do tego przyznać, ale tak jest ! Czuje jakbym zmarnowała te trzy lata i kompletnie go nie znała...
To już naprawdę koniec.
Ania, może faktycznie byłam miękka, ale nie chciałam powtarzać tego co pisałam MILION razy w tym wątku i też inne dziewczyny.
Merry, teraz będzie ostrzej, bo chyba słodkie słowa nie działają i potrzebujesz terapii wstrząsowej.
Aby być w pełni obiektywną, to MUSZĘ powiedzieć, że wiele razy ostrzegałyśmy Cię. 3 lata tkwiłaś w toksycznym związku, który wyniszczał Cię coraz bardziej każdego dnia, kochasz za bardzo, a on to wykorzystywał w perfidny sposób/ wykorzystuje. Już wiele razy Cię upokorzył i to wcale niemniej niż teraz i mimo tego tkwiłaś w tym. Dlatego musisz podjąć naprawdę zdecydowane kroki, bo słowa to za mało, powiedzieć, to możesz, a sama widzisz, że masz wahania nastrojów, jak to kobiety kochające za bardzo i sama prześledź swoje posty. Raz piszesz, że Twój eks to cham, a potem, że może on zasługuje na szansę, bo nie jest taki zły. Jesteś bardzo zagubiona. Dlatego też, ja także zmartwiłam się faktem, że możesz pójść na terapię dopiero w październiku, widać, że nie dajesz sobie rady z tym wszystkim i wiadomo, że lepsza byłaby szybsza pomoc, im szybciej tym lepiej, bez żadnego czekania, zdecydowane działania i silna motywacja do walki.
On Cię upokorzył przy znajomych, nie ma za kim płakać. Nie wiem czy do Ciebie naprawdę to dotrze, ale taka jest prawda i nie ma co się łudzić. Nawet jeżeli dopadną Cię myśli, żeby go usprawiedliwiać, to przypomnij sobie, że to tylko element zgubnego uzależnienia i przypomnij sobie WSZYSTKO co Ci robił, wszystkie krzywdy i wyobraź sobie siebie z nim za X lat, Wasze dzieci, które cierpią. Taki przykład. Może to choć trochę odgoni myśli, które mają nadzieję na znowu bycie z Panem P.
I dziwię się, że wpuściłaś go do domu, no ale masz nauczkę, na przyszłość, nie wpuszczaj go, niech sobie nawet stoi, odzyskuj kontrolę nad swoim życiem, bo teraz jej nie masz.
Merry, zamilkłaś coś, jak tam?
Merry, zamilkłaś coś, jak tam?
od kilku dni zaglądam. Mam nadzieję ,że wybrała opcję dyżur w szpitalu i nie pozwoliła sobie na uśpienie nastrojów. Martwi mnie ta cisza ze strony Merry.
Nie martwcie się
po prostu byłam bardzo zajęta. Zajęcia od rana do wieczora miałam i tak już nie miałam siły pisać.
Czuje, że ze mną jest naprawdę ok. Polubiłam stan bycia "samej". Na razie nie mam żadnych dołów i odpowiada mi to. Wiem, że jeszcze daleka droga bym sie wyleczyła i wszystko wróci gdy zacznę sie leczyć, ale wiem że warto. Bo są takie dni, gdy czuje, że wracam do "dawnej" Merry która nie miała takich problemów.
Przesyłam wiele uśmiechów. Będę pisać jak będzie się coś działo ![]()
Nie martwcie się
po prostu byłam bardzo zajęta. Zajęcia od rana do wieczora miałam i tak już nie miałam siły pisać.
Czuje, że ze mną jest naprawdę ok. Polubiłam stan bycia "samej". Na razie nie mam żadnych dołów i odpowiada mi to. Wiem, że jeszcze daleka droga bym sie wyleczyła i wszystko wróci gdy zacznę sie leczyć, ale wiem że warto. Bo są takie dni, gdy czuje, że wracam do "dawnej" Merry która nie miała takich problemów.
Przesyłam wiele uśmiechów. Będę pisać jak będzie się coś działo
Merry Ty Łobuzie Kochany , ale nas tu przetrzymałaś, nie jak się będzie działo tylko co u Ciebie słychać jak minął Tobie dzień jak się czujesz . Trzy min to nie wiele.
Miło prawie zobaczyć uśmiech na Twojej buzi.
Całuję
Dni mijają pięknie. Jestem zajęta, otaczają mnie życzliwi ludzie. Wszystko jest tak jak powinno być już dawno temu. Mam nadzieje, że się to nie pogorszy. Nie odzywam się do P. ani On do mnie. I tak jest chyba lepiej. Możliwe, że dlatego jestem spokojna i zadowolona. Nic mi nie psuje humoru.
Ale dzieje się wiele. I wiem,że terapia jest NIEZBĘDNA.
Cóż pozdrawiam was jeszcze raz bardzo ciepłoooo ! ![]()
Merry, dobrze, że u Ciebie się układa, a tak się bałaś, że będziesz z tym wszystkim sama.
Moje kochane ! Ponieważ nie chciałam dłużej czekać, znalazłam poradnie która mnie przyjęła dzisiaj. Kobieta zrobiła ze mną wywiad i na następne spotkanie umówiłyśmy sie na 12 października. Ogólnie stwierdziła u mnie DDA i pod tym kątem będziemy pracować. Dała mi kilka testów do wypełnienia i zobaczymy co dalej.. Ciesze się, że się odważyłam i poszłam !!! Kobieta wydała się bardzo konkretna i rozgarnięta. Wiec, może cośz tego będzie. ![]()
super, teraz tylko do przodu
Moje kochane ! Ponieważ nie chciałam dłużej czekać, znalazłam poradnie która mnie przyjęła dzisiaj. Kobieta zrobiła ze mną wywiad i na następne spotkanie umówiłyśmy sie na 12 października. Ogólnie stwierdziła u mnie DDA i pod tym kątem będziemy pracować. Dała mi kilka testów do wypełnienia i zobaczymy co dalej.. Ciesze się, że się odważyłam i poszłam !!! Kobieta wydała się bardzo konkretna i rozgarnięta. Wiec, może cośz tego będzie.
brawo kochanie . jestem z Ciebie dumna bardzo pewnie brzmią Twoje słowa . Powodzenia
Powodzenia w dalszej terapii ! ![]()
Cześć - po dluższej przerwie.
Ja tylko wskoczyłam by was poinformować, że u mnie w porządku i że zrobiłam te testy(DDA) co mi ta terapeutka dała. Jestem w szoku, bo na 25 pytań tylko na 3 nie odpowiedziałam pozytywnie. Czyli jednak jestem dda... dziwne. To znaczy, można było się tego spodziewać, ale jakoś wykluczałam to z siebie.
POza tym P. przyjeżdża w czwartek i chce się ze mną spotkać w piątek... porozmawiać.Ja postanowiłam co mu powiem. Jestem tylko ciekawa co On ma mi do powiedzenia. Ja postanowiłam zamknąć raz na zawsze furtkę. Bo w swojej głowie już to zrobiłam, a teraz chce to zrobić praktycznie. Chce mu powiedzieć delikatnie, że już nigdy do Niego nie wrócę i że powinien zacząć żyć na nowo... Mam nadzieje, że On powie mi to samo. Byłoby mi łatwiej.
Będę pisać w sobote lub już w piątek jak potoczyła się rozmowa ![]()
Czekamy na wieści ![]()
Zawsze te terapeutki szukają przyczyny gdzieś niżej. U Ciebie wyszło DDA. u mnie, gdybym poszła wyszło by to samo, a zapewne powodem wszystkiego co we mnie potrzebuje terapii nie jest to że jestem DDA. Dlatego nie pójdę, bo wiem że to będzie temat, a nie to o czym na prawdę chce pogadać. Ewentualnie jak bym poszła, dam pani psycholog coś w rodzaju eksperymentu i powiem jej że u mnie wszystko ładnie, pięknie. tatuś i mamusia anty używką całe życie. Ciekawe gdzie by zaczęła szukać skoro tam nie znalazła.
Powodzenia Merry, jesteś twarda sztuka, czekam na newsa jak tam poszło na spotkaniu z P.
Merry mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze i nie ulegniesz jakimś jego wywodom o miłości i tęsknocie. Lepiej byłoby się z Nim nie spotykać bo wszystko wróci jak bumerang do twojej głowy " Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal "
Możesz się z Nim umówić i nie pójść, dając mu info na ostatnia chwilę że masz bardziej ciekawe zajęcia idziesz do przodu i nie odwracasz się już za siebie
zrobisz jak uważasz tylko bądź dzielna i stanowcza
Trzyam kciuki
Merry mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze i nie ulegniesz jakimś jego wywodom o miłości i tęsknocie. Lepiej byłoby się z Nim nie spotykać bo wszystko wróci jak bumerang do twojej głowy " Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal "
Możesz się z Nim umówić i nie pójść, dając mu info na ostatnia chwilę że masz bardziej ciekawe zajęcia idziesz do przodu i nie odwracasz się już za siebie![]()
![]()
zrobisz jak uważasz tylko bądź dzielna i stanowczaTrzyam kciuki
Nie zły pomysł
Jednak to ucieczka od radzenia sobie z problemem , a nie radzenie sobie.
Może mimo wszystko na tym etapie całkiem dobrze byłoby wykorzystać....?
M nie będzie miał możliwości manipulować i dasz sobie Merry jeszcze chwilkę na prawidłowe przeprowadzenie cięcia.
Widzieliśmy się. W sumie jak go zobaczyłam to nawet nic nie poczułam... to dziwne. No i najpierw oczywiście gadanie o głupotach a potem zapytałam go jaki ma teraz stosunek do "nas"... on powiedział, że taki jak miał i ze nadal czeka... a ja mu na to "Uważam że jest dobrze tak jak jest i wolałabym nic nie zmieniać. Lepiej zostać przyjaciółmi... bo do związku się nie nadajemy"... nie skomentował. Tylko smutno popatrzył. Ale właściwie nie wiem czy mu się smutno zrobiło. Możliwe, że jemu też przeszło. Mam taką nadzieje...
Dziwne to wszystko... a więc to nie była miłość ? Może to była obsesja ?... nie wiem...
Nie żałujesz troszkę ??