truskaweczka19 - tyle, ze nie umiem sobie niestety odmówić tego wyjazdu. Wiem, że źle zrobie. Wiem...
jasmi1- ja się czasem czuje jak psychol przez to. Ale pociesza mnie fakt ze takich "psycholi" jest miliony ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
truskaweczka19 - tyle, ze nie umiem sobie niestety odmówić tego wyjazdu. Wiem, że źle zrobie. Wiem...
jasmi1- ja się czasem czuje jak psychol przez to. Ale pociesza mnie fakt ze takich "psycholi" jest miliony ![]()
Podobne tematy
No jak uważasz Merry, to Twoje życie, ale mimo wszystko mam nadzieję, że jak piszesz pójdziesz na tę terapię, znajdziesz w sobie siłę i uwolnisz się od niego.
Minęło mniej wiecej 2 godziny od kąd poprosiłam go byśmy się nie odzywali do siebie do poniedzialku... a już mam scisk w sercu...
Merry, a dlaczego ja mam cie zabic???
Furtki nie starasz sie zamknac bo przeciez sama ja otworzylas:)
To Twoje zycie, jestes tak jak AB89 w szponach uzaleznienia od faceta.
Zobacz jak obie z powrotem wracacie.
Jaki strach was dopada ze juz odejdzie, strach przed samotnoscia...
I najwiekszy strach przed soba sama.
Pedzicie dalej na karuzeli, zludzen..
Teraz kurczowo sie uchwycicie terapi , tak jakby ona za pomoca rozdzki wam zmieniala zycie.
A terapia to przerobienie samej siebie, to ciezka praca nad soba.
Moze nawet tam dojdziecie , ale wyjdziecie rozczarowane - ze nie prysnie i nie zniknie bol i strach
pozniej sie czyta np. ze bylam u psychologa, ale nic mi to nie pomoglo itd.
Zycze powodzenia, wam obu.
Merry, a ja nie pocieszam sie ze nas sa miliony - raczej nad tym placze.
Widzialam wiele tragedii.
Znam historie kobiet , ktore popelnily samobojstwo, inne doprowadzily sie do ciezkich depresji i alkoholizmu.
Chore kobiety generuja nastepne pokolenie , maja dzieci ktore wyrastaja poranione w takich domach..
I ten krag sie tylko powieksza.
Tragiczne.
Merry, zastanow sie prosze , poswiecisz wiele zeby dostac dwa dni szczescia na wegrzech, a na siebie nawet nie potrafisz znalesc kasy zeby pojsc do terapety - po pomoc.
Do AB89
"Jak powiedzialam dzis przyjaciolce o tym o czym pisałysmy, to powiedziala - czyli co on jest teraz wybieloby bo ty masz taki problem ?
Kochana on jest chory psychicznie nie zaleznie od tego jaka bys nie byla zdrowa czy chora umyslowo..
czyli moze to nie wszystko wynik mojej przeszlosci."
Widzisz AB ja nie skupiam sie na twoim partnerze , bo on ma pewnie swoje problemy , nie wybielam go tez w zadnym razie.
Chcialam zebyc skupila sie na sobie.
Tak, ty masz problem - poki tego nie zrozumiesz to nic nie zmienisz.
Masz problem - bo gdybys go nie miala to bys z tym czlowiekiem nie byla, nie pozwolila sie meczyc, nie pozwolila na jego krzyk i odzywki.
Ten czy inny facet - tego bez leczenia nie zmienisz
Z kazdym innym bedzie podobnie.
Zmienisz tylko obiekt dla ktorego bedziesz "wybawca"
Ty zdrowego, porzadnego, kochajacego faceta bys nawet nie zauwazyla na swojej drodze - bo co ty bys z nim robila?
Bo przyczyny sa gdzie indziej i mysle, ze ty wiesz gdzie one sa.
A zdrowy facet tez nie bylby z kobieta ktora ma obsesyjne zachowania.
Twoja kolezanka powiedziala:
"Kochana on jest chory psychicznie nie zaleznie od tego jaka bys nie byla zdrowa czy chora umyslowo"
Tylko pokaz mi AB89 zdrowa kobiete ktora bylaby z takim psycholem. To wlasnie jest ta subtelna roznica.
Dlatego napisalam , nie analizuj go juz, zostaw to - zacznij analizowac siebie ,skup sie na sobie, badz dla siebie najwazniejsza bo twoja walka ma byc o ciebie a nie o niego.
Ale Kobiety KKZB , zrobia wszystko zeby sie samooskarzac, wynajdywac wytlumaczenie, anazlizowac kazde slowo faceta, uczepia sie kazdej zludnej nadzieji.
Dzień Dobry Kochane !
Lato nie byłoby latem gdyby przynajmniej przez 5 minut nie pokropiło ![]()
Ja dziś napiszę 3 rzeczy:
1. do Merry,
2. co do wczorajszego spotkania, wiem, że mam NIE analizować, ale jednak chciałabym wspomagać się kontrolą nad tym co jednak się dzieje i jak to ewentualnie najlepiej rozwiązać (tak wiem - odejść, ale chodzi mi o zwykły komentarz naszych zachowań),
3. Ciekawostka z sytuacji wczoraj w domu
ad.1.
Merry, Skarbie, ja nie mogę Ci udzielić dobrej rady, bo jak wiadomo w tej kwestii nie jestem wiarygodną osobą. Jednak mogę napisać, że:
- dobrze również znam to uczucie, gdzie czujesz,że "masz kontrolę" to ty ODCHODZISZ (czy nie masz wtedy przez moment takiego małego poczucia "władzy", że to w końcu nie ON Ciebie dołuje,ale Ty go? Wiesz, rozumiesz - to TY go zostawiasz i CIERP chłopie) , ale jakie jest nasze zdziwienie (o ile odczuwasz to jak ja) kiedy on nagle PRZYTAKUJE (co jest do cholery?) i mówi, że "może masz racje", " że może kiedyś", że "wylecz się i będziemy razem" - ej halo - myślisz sobie, zrobiłam to po to, żebyś się OBUDZIŁ i zmienił !
He he , myślę, że takie "odejście" to po prostu nas kobiet KZB kolejna manipulacja, kolejne działanie, żeby go 'uzdrowić', 'zmienić', a zawsze spotka nas taka sama niespodzianka - on przyzna , że może mamy racje z rozstaniem - pomyśl o tym, bo widać, że nadal (z resztą jak ja) masz nadzieję, że on zacznie walczyć, ale dobrze wiesz, że on się teraz nie zmieni , przynajmniej nie dla Ciebie, może kiedy Ty (ja, bo to mnie tak samo się tyczy) zmienimy się, oni też się zmienią i może los nas razem 'połączy' , a może już żadne z nas nie będzie tego potrzebować, bo gdzie indziej ulokuje swoje dobre uczucia (bo miłość to DOBRE uczucie, a nie to co my sobie nawzajem z partnerami gotujemy).
PS. Niestety terapia nie jest w moim mieście, nie jestem z Krakowa
Muszę szukać u siebie.
ad.2.
Wczorajsze spotkanie - oczywiście na luzie, 'niby nic', poszliśmy po CH na spacer, rozmowa przynajmniej mi się nie kleiła, bo po prostu nie lubię niejasnych sytuacji, a dokładnie w takiej się z nim znajduję (już naprawdę pomijając to, że teraz powinnam być sama w ogóle bez żadnego faceta, no ale życie na razie karze mi rozwiązać tą syt. w taki a nie inny sposób).
No i w końcu spytałam - do czego zmierzamy - on, że nie wie, że zobaczymy jak będzie, że pośpiech nam nie służy, żeby było jak jest (widzisz Merry - tak samo jak u Ciebie, czyż nie?:) ), odpowiedziałam, że ja też nie chcę na razie podejmować żadnych decyzji , bo na razie jeszcze nie wszystko przemyślałam i naprawdę też nie wiem czego chcę, a już na pewno jak to rozegrać, tylko że on mi daje sprzeczne sygnały - i mówię mu to - że po tych okropnościach co mu napisałam w liście, on się odzywa - pisze - że chce nas zbliżać, a nie pogrążać, w ogóle w niedziele - zrobiliśmy sobie seks online - jak za czasów związku - i mu mówię, że teraz mi mówisz, że zobaczymy i że jeśli mi przeszkadza częsty kontakt to on go może ograniczyć, a z drugiej strony kupujesz mi prezent nagle (co było dziwne uwierzcie mi) , ten cały seks (wygodny jesteś), plany na wakacje w październiku itd. (co do wakacji to powiedzial ze nawet tak jak teraz jestesmy mozemy pojechac i to tez moze nam pomoże zobaczyć czy to ma sens - o MERRY jak Twoje Węgry co ?
)
No ja na to powiedziałam, że zgadzam sie , że potrzebujemy czasu, że spotkania są ok i rozmowy, ale czasami naprawdę mąci, rozumiecie ? najpierw się wyrywa do mnie, a potem odsuwa - rozumiem , że też ma mętlik w głowie (co pod koniec się wyjaśniło) , ja też mam, ale ja jak mam to traktuje go z dystansem, a on raz się lepi, a raz odsuwa - i to mu powiedziałam.
Później się chciał po prostu przytulić - kolejna zagrywka.
Koniec końców ja powiedziałam, że na razie jedyne co mogę powiedzieć, to że jeżeli w ogóle zdecydujemy się ze sobą jeszcze być, to naprawdę każdy powinnien powiedziec czego oczekuje w zwiazku i jesli druga osoba sie na to nie zgodzi i nie bedzie "tego czula" ze tak powinno być, to nie ma sensu wracać. Spytałam również co on na tę chwilę po tych wszystkich strasznych przejściach do mnie czuje - tak szczerze - powiedział, że wiem, że nienawidzi mówić o takich rzeczach, o uczuciach i ma z tym problem i żeby go o to nie męczyła (mimo że pytanie zadałam raz), po czym ja , że trudno-okay, i po chwili coś mi pokazał na ulicy i tak wtrącił jak juz moja uwaga nie była skupiona na nim "kocham cie" , ja sie spojarzalam on sie usmiechnal i powiedzial ze "naprawde nie lubi okazywac uczuc ale powiedzial co czuje teraz do mnie i czy juz nie bede go meczyc tym pytaniem bo on ma problem z tym", ja ze na pewno nie, ale jednak jednym z moich "warunkow" byloby szczere mowienie o tym co się myśli i czuje i nie chodzi mi o non-stop "słodzenie" , bo ja też tego nie lubię i wcale łatwo mi nie przychodzi mówienie wyznań. a nawet przytulenie (!) - na co uwagę mi zwróciła kiedyś przyjaciółka i dopiero to dostrzegłam.
Najwazniejsze chyba było to, że powiedział, że po prostu "nie wróce do Ciebie (hm on ciągle uważa, że to on ma do mnie wrócić mimo, że oboje sięrozstaliśmy i żadne z nas nie chciało się widzieć i to on pierwszy zaczął "kontakt") dopóki nie będę czuł , że twoje paranoje się skończyły" , ja odpowiedziałam , że ja nad sobą zaczęłam pracę (bo myślę, że wywalenie na forum i szukanie rozwiązania i ocena tego, że wiem że to paranoje, a nie coś w czym mam racje jest już pracą) i wiem co mam robić, ale dopóki on nie zda sobie sprawy, że mnie ranił i źle traktował to ja również do niego nie będę chciała "wrócić". On stwierdził że on mnie źle traktuje tylko wtedy kiedy mam paranoje, a poza tym jest "okay" - no nic nie kłóciłam się, tylko powiedziałam ,ze myślę, że wie że do końca tak nie jest i że ja potrzebuję szacunku i bardzo bym chciała mieć w nim przyjaciela , co zaprzepaścił kiedyś - uzywając w kłótni moich zwierzeń przeciwko mnie - to chyba najgorsze co można zrobić w kłótni.
Podsumowałam, że teraz niech każdy nadal sobie pomyśli czego chce i jak bedziemy gotowi to dokonczymy rozmowę.
Nagle on spytal z usmiechem - "Ty to mnie kochasz , co?" (no bo ja na jego wyznanie JAK ZWYKLE nie odpowiedzialam, on mi jak mowil "kocham cie" to ja zwykle sie tylko usmiechalam, bo ja po prostu wiem że on to wie)
Już pod domem przytulił mnie ja powiedzialam że jestesmy w kontakcie (bo mnie zaprosił na słuchanie muzyki - bardzo to lubimy) a on nagle mnie pocałował w usta - to było chyba jakby mało "zagrane" swiadomie.
Powiedzialam mu jeszcze, zanim mi powiedzial co czuje, ze jesli okarze się że po prostu za sobą tęsknimy i nic wiecej, to od razu sobie to trzeba powiedziec, bo to nie ma sensu.
EDIT : _______________________________
No i tak to wygląda na dzień dzisiejszy chociaz juz jego sms pozniej "jaki jest do mnie numer komórkowy" uruchomil u mnie juz moja leciutka machinę
Nigdy nie lubilam tego pytania, a juz na pewno nie o 24 godzinie. zawsze mialam jazde, ze komus podaje, co jest dziwne bo on nie ma znajomych (mam naprawde paru) , albo loguje sie na dziwnym portalu - dziwnym bo mi sie nie zdaryzlo musiec podawac nr na zwyklym forum. Odepchnelam tę myśl , ale tak jak np teraz -wróciła
ale oczywiscie zamiast pytac jak zwykle "po co ci" podalam numer on potem napisal ze sie kladzie buziaki dobranoc , pa.
WATER50 NAPISAŁA W INNYM WĄTKU: "odkad to zrozumialam nie tylko na intelekt, ale i emocjonalnie (co jest najtrudniejszym zadaniem bo nasze emocje dziwnie opieraja sie prawdzie, lubia tkwic w zludzeniach)"
I to właśnie świetny przykład - ja intelektualnie zrozumialam swoją paranoję - na przykladzie nawet tego pytania o jego numer, ale mam problem z emocjonalnym zdaniem sobie z tego sprawy - bo jest "ok" uswiadamiam sobie,me pewnie do ni czego zlego mu nie jest potrzebnny i tak sobie jest "okay" i nagle po prostu w sekunde zaczynam sie wsciekac do czerwnosci ze "moze jednak cos" i kombinuje. Walcze z tym chce to pojąć EMOCJONNALNIE CAŁĄ SOBĄ! ![]()
____________________
on chciałby zobaczyć nie bedac razem , czyli tak jak teraz czy moje paranoje sie skonczyly, a ja bym chciala zobacyzc nie bedac z nim czy on zacznie normalnie roziwazywac sprawy czy agresja - ale moim zdaniem tak sie nie da "nie byc" i sie sprawdzic.
ad.3
Moja mama teraz jest w wyjątkowo złym stanie,bo dziadek - jej ojciec z dnia na dzien co raz gorzej sie czuje, o coś się pokłóciła z ojcem , a zawsze była zazdrosna o nasze relacje i juz wczoraj włączyła te swoje "niby nic uwagi" - spytalam czy wie o ktorej bedzie tata, a ona te swoje "nooo nie wiem do mnie nie dzwonil tata przeciez w ogole jest malomowny ostatnio" (co jest nie prawda ogólnie bo to dusza towarzystwa i zawsze chetnie porozmawia , wiec jedynie prawdą w tym sensie że dla mamy) , ja staram sie nie reagować na te zaczepki , bo nie chce stawac po zadnej stronie
wiec tylko westchnelam i powiedzialam , ze nie wiem co sie miedzy nimi dzieje i zeby nauczyli sie rozmawiac. Mame to chyba sfrustrowało , bo znowu doczepila sie do NADAL niewyrzuconych wacikow z MOJEJ kosmetyczki, rozumiem jakby się walały po łązience ale one były po prostu w całej mojej kosmetyczce. Potem coś znowu o naukę się przyczepiła, że znowu wychodzę , że znowu biorę samochód (sami w prezencie na 18tke zafunDowali mi kurs prawa jazdy, WIĘC DO CHOLERY JEŻDŻĘ) i że sie nie ucze do ppoprawek a to juz we wrzesniu, potem ze czemu nie wyjechalam jednak nad morze, ja jej mowie po raz juz chyba 5ty ze mam duzo pracy i chyba wole pojechac moze w pazdzierniku na cos konkretnego,a teraz nie mam na to glowy, a ona jak zwykle ze czemu, ze teraz sa wakacje, ze kiedy wykorzystam urlop z pracy....ja już tego nie komentuje.
Jak wróciłam, to robiłam kolacje, mam już gadała z tatą, wieć humor jej sie troche poprawil i ja z usmiechem (tak tak jak z moim chlopakiem - ciąąąle próbuje sie dogadać chociaz wcale ochoty z nią rozmaiwać nie mam, ale żyjemy pod jednym dachem), " to co mamo zapisujemy sie na terapie? ja na swoja ty na swoja?" a ona "a na jaka ona", ja "no mowilam Ci przeciez nie dawno - DDA masz problem, ja tez mam i moze zapiszemy sie razem" a ona ze " ona wie ze ma problemy ale kazdy ma i ze jakos sobie poradzi" ja ze no ok"ale za ja ide" a ona sie pyta "kto mi to polecil" , ja, że " z forum osoby doswiadczone po przezyciu tego co ja teraz przezywam".... no i sie zaczelo - razem z ojcem mowili na zmiane że :
"w internecie to róznic ludzie są, rozne rzeczy pisza itp.", potem że "po prostu wystarczy ze poukladam sprawy z partnerem i ba pewno bedzie ok" , potem cos jeszcze ale juz z nerwow zapomnialam (zapominanie to moj probme duzy- przez to jak probowalam powiedziec facetowi czemu uwazam ze oprocz tego "ze zasluguje" po paranojach na zle traktowanie to i tak zle sie zachowuje - nie udalo mi sie bo zpaominam duzo zlych sytuacji - taki mechanizm wyparcia - a on twierdzi ze skoro nawet nie umiem podac jednego przykladu to moja teoria jest bzdurna)
Przykro mi ze rodzice tak sie zachowali.
Ad.3
No najciezej AB89 przyjac rodzicom do swiadomosci ze problem zaczal sie nie dopiero podczas zwiazku z partnerem tylko niestety w dziecicnstwie.
To takie wyparcie - jak sama to okreslilas.
I "szok dla systemu"
Moze dam ci taki przyklad... nie wiem czy widzialas film z Meg Rayan i z Travolta, nie wiem czy dobrze pisze nazwiska:) ale na pewno wiesz o co chodzi.
Cudo malzenstwo , on pilot , swietny maz i ojciec ona uzalezniona od alkoholu...
On wiecznie, scierajacy jej zygowiny, klamiacy w celu jej ochrony , facet mial na glowie i dom , i dzieci i prace..
Tak po krotce mozna te sytuacje okreslic.
Kobitka spada na dno..
On ja ratuje
Kobieta podejmuje decyzje o leczeniu
Walczy o siebie ze swoim nalogiem.
Zaczyna po raz pierwszy walczyc o siebie
I co?
Ano okazuje sie ze nagle sie zmienila, ze potrafi i chce podejmowac wlasne decyzje
Wazne zaczynaja byc jej potrzeby..
a to jest szok dla systemu..
Niby ta rodzina , i maz caly czas marzyli o jej zmianie to jak sie w koncu zabrala za wlasne zycie to okazalo sie ze nagle maz czul sie niepotrzebny , nagle musial szanowac jej decyzje i uwzglednic jej potrzeby..
Swietny film, naprawde ci to polecam , jezeli ogladalas to wroc do niego.
Tak jest i z nami, nasi bliscy zauwazaja przewaznie juz ten efekt koncowy, nie widza w nim swojego udzialu.
Nie oglądałam , ale obejrzę na pewno ! ![]()
Czyli mogę podejrzewać i w sumie tak też czuję, że może tak być, że kiedy ja stanę się w końcu osobą WOLNĄ - w sensie niezależną od czyjejś kontroli - czy rodziców, czy partnera - zacznę sama decydować o swoim życiu - to prawdopodobnie moje relacje z rodzicami i babcią mogą się pogorszyć, to samo z Partnerem - czasami mam wrażenie, że on chcę, żebym się zmieniła, jak to wczoraj powiedział,ale mam takie dziwne przeczucie, że jak to zrobię to on albo już nie będzie w stanie zaakceptować mnie - bo wtedy nie dam sobie włazić na głowę i po prostu i tak bedzie na mnie "zły" bo mimo braku paranoji nagle zrobię się NORMALNA i pewna siebie - nie będzie mógł mną sterować a przez to będą kolejne kłótnie, bo zawsze jej robił po to, żebym się bała że odejdzie - ja to tak odbieram.
To samo tyczy się rodziców i chyba stąd mój wielki strach - zawsze byłam tak cholernie dumna, że mam pełną rodzinę, że moim rodzicom tak na mnie zależy, że daliby mi gwiazdkę z nieba i nigdy np. nie wyobrażałam sobie żeby się rozwiedli - dla mnie to zawsze bylo i nadal jest chyba coś najgorszego co mogloby sie stać. I teraz - mimo , że wszystko się zmenia już widzę, że nie jest tak kolorowo - jestem dorosła i widzę , że to nie są do końca zdrowe relacje, to jednak boję się utracić kosztem odzyskania siebie jeszcze bardziej ich kontaktu. Wiem juz że chcę to zrobić ale jest mi z ta myślą tak cholernie przykro - i nie chodzi o to , że zostanę "Sama" bo nie zostanę, oni się ode mnie nie odwrócą, ale będą na mnie źli, nie mili itd. - mój partner ma tę samą taktykę - to okropne.
Najbardziej nie chce zawieść ojca - że on przestanie się czuć ze mnąblisko związany, to z nim mialam jedyny w zyciu wypad "na piwo" do pubu i rozmowe - taka szczerą o rzeczach o ktorych nie wiedzialam, powiedzial mi ze moja mamę kiedys ktos zgwałcił - ja o tym nie wiedzialam, to byl magiczny wieczor - i ojciec jest wspanialy, ale chyba przez matkę zaczal podzielac 3/4 jej zdania co do mnie, a moze sam też troche za bardzo chce mi ustawiac zycie tylko ladnie sie z tym kryje...
Pamietam jak w liceum mialam "komisa" z geografii, ale zanim dowiedzialam sie ze nie zdaje "na pewno" i musze pisac w sierpniu poprawke oczywiscie latałam za babką, błafałam, chodziłam, klęczałam, i pamietam dzien "ostatniej szansy" nauczylam sie wszystko - ojciec aż przyjechal do szkoly "w razie czego juz sam z nia gadac" ale zeszlam do niego i powiedzialam ze mimo ze sie nauczylam to powiedziala ze mam za duzo zaleglosci i ze nie przepusci mnie - glupia sprawa ale pamietam jak dzis jak w oczach mojego ocja pojawily sie łzy (!!!!) powiedzial tak najbardziej smutnym glosem "zawiodlem sie na tobie" i poszedl, ja stalam jak wryta - i slowo honoru moze mnie moj facet wyzywac, moze mnie mama wkurzac, ale nic tak nie zabolalo mnie w zyicu jak te jego lzy i ze go zawiodlam. czulam sie jakbym kogos mu zabila.
Oto moje relacje ![]()
___________________________
Dzięki Tobie trafiłam na wątek wsparcia KKZB i ten post WATER 50 - MERRY -musisz to przeczytać !!
To wątek
"Kochamy za bardzo grupa wsparcia II"
cytuję WATER 50 :
Przez lata korzystalam z roznych zrodel, roznych terapii ale najwiecej pomoglam sama sobie i kilka topikow na roznych forach.
Wspolpraca i wzajemna pomoc jest tu bezcenna, naprawde.
Zaczelam w 2003 roku dochodzac do wniosku, ze to nie tylko moj partner jest toksyczny - to ja jestem zaburzona bo wybieram wlasnie takich towarzyszy zycia. I odkad to zrozumialam nie tylko na intelekt, ale i emocjonalnie (co jest najtrudniejszym zadaniem bo nasze emocje dziwnie opieraja sie prawdzie, lubia tkwic w zludzeniach) - zaczela sie moja droga do zdrowienia.
Nie umiem tego opisac krok po kroku, to musi kazda z nas sama przezyc. Wazne, iz moja samoswiadomosc stawala sie coraz glebsza. Przyznalam sie do swoich slabosci, bledow, niedoskonalosci. Do wiary w mity, mrzonki i kurczowym trzymaniu sie takich bzdur jak "druga polowka jablka" - co zreszta okreslilam dobitnie: druga polowke to ja moge miec w barku. Bolalo. Nie wiem dlaczego tak bardzo boli rozstanie ze zludzeniami, ale to konieczne zeby zaczac budowac siebie zdrowsza. Dla samej siebie.
Wlasnie! Robimy to nie dla kogos jak dotychczas - tylko i wylacznie dla siebie. A jakie to zaj*biste uczucie to nie musze mowic bo warto sie przekonac!Uwazam ze jestem wyleczona na tyle, iz nie mam parcia na zwiazek za wszelka cene, nie czuje sie bezwartosciowa nie bedac w zwiazku, nie pragne byc kochana, akceptowana i aprobowana za wszelka cene i nie mam potrzeby wypelnienia czymkolwiek pustki emocjonalnej. Nie ciesze sie juz byle objawem aprobaty jak przyslowiowy Murzyn blaszka.
Mam za to swiadomosc ze jestem wartosciowa sama w sobie, bez partnera; ze kocham i akceptuje siebie taka jaka jestem i nie potrzeba mi przyklasku z zewnatrz i jestem wypelniona po brzegi soba, swoimi pasjami, zainteresowaniami ktore moge swobodnie realizowac. Moge na siebie liczyc i jest mi ze soba dobrze. Nie uzalezniam swojego samopoczucia, ani wartosci od kogos z zewnatrz. Jesli potrzebna mi czyjas pomoc to moge kogos o to poprosic na zasadzie przyslugi.
Mam wrazenie, ze przed laty kupowalam studnie jak sie chcialam wody napic. I to chyba bardzo dobrze okresla kobiety uzaleznione od zwiazkow. KKZB.
Jesli spotkam kogos podobnie niezaleznego emocjonalnie, finansowo i mieszkaniowo (czyli kogos, kto nie bedzie chcial sie owinac wokol mnie jak bluszcz czy tez przykleic jak g*wno do okretu ktore krzyczy "plyniemy, panie kapitanie"), podobnie myslacego - to nie zarzekam sie, moze pomysle o partnerstwie. Jesli nie - tez dobrze. Mam dosc skomplikowana sytuacje zyciowa bo opiekuje sie doroslym synem-inwalida wiec z racji tego juz nie jestem sama i mam zajecieI moze tak byc do konca mojego zycia, lepiej faktycznie zostac samej niz meczyc sie w niedobranym zwiazku, pelnym wzajemnych pretensji i frustracji. Been there, got T-shirt
Zeby nie bylo nieporozumien - nie jestem na przeciwleglym biegunie, nie neguje sensu zwiazkow. Ale zwiazkow ktore maja przyszlosc, zwiazkow, w ktorych jedno wspiera drugie, gdzie jest wspolpraca, wzajemnosc i kurs w tym samym kierunku. I - co najwazniejsze - zaufanie.
AB89 - Wtedy to twoje relacje beda prawidlowe.
Czyli takie jakie powinny byc.
Ty nie mozesz zyc dla kogos, ze strachem zeby nie pogorszyc, zeby nie zawiesc . Tak sie nie da zyc!
Ty masz prawo do wlasnych decyzji, do wlasnych poczynan i do wlasnych porazek!
Jestes dorosla kobieta.
Rodzicom moze i ciezko bedzie na poczatku to zaakceptowac ale w koncu zaakceptuja, jezeli nie, to ICH PROBLEM - nie twoj
Ty nadal myslisz kto bedzie bardziej cierpial, kogo zawiedziesz od mamy po babcie... a konczysz na facecie.
A gdzie ty?!
eh, po prostu tak mnie "nauczyli" zbóje, że rodzina najważniejsza i w najgorszych sytuacjach życiowym to na nią można liczyć - i nie chciałabym tego stracić, ale jednak już zdaje sobie sprawę, że muszę to zaryzykować dla siebie.
Chociaż tym samym właśnie zawalił się intelektualnie, i w 1/3 emocjonalnie mój światopogląd o połówka jabłka i szcześliwej rodzinie - jak to napisała WATER50 : boli, ale dlaczego ? a dlatego , bo nie rozumiem czemu to, że wierzę w ludzi przeznaczonych sobie i w wartość rodziny jako najwazniejszej - jest nieprawdziwe. Czy jużjedynym myśleniem jest teraz "ja ja ja ja ja ja" - rozumiem że mi brakuje ZDROWEGO egoizmu, chociaż rodzice twierdzą, że jestem egoistką, ale mam wrażenie , że wszscy są właśnie tylko na siebie i swoje dobro nastawieni i dlatego jest tak be-zna-dzie-jnie !
o taka ma teoria ![]()
O matko! Merry, dlaczego Ty nie słuchasz Jasmi?! Wiem, że z pewnością jest Ci ciężko. Te mieszające się w głowie i sercu uczucia-"on jest zły, jest gnojkiem", po czym -"to moja wina, uratuję to, bo nie byłam czuła, za mało poświęcałam mu uwagi"-są tragiczne! Też swego czasu tak miałam. Uwierz mi, że jeśli przebrniesz tą najgorszą "fazę" po rozstaniu to będzie już tylko lepiej! Ja spakowałam mojego męża-kochałam go przeraźliwie mocno, bez niego sensu mojej egzystencji nie widziałam, uczucia mieszały się strasznie, wysiadałam psychicznie, nawet miałam myśli, że niech sobie robi po swojemu a ja i tak to zniosę byle by ze mną był! Z czasem, z pomocą zaczęłam myśleć inaczej, nie od razu (z resztą widać to w moich postach sprzed kilkunastu miesięcy), wiele czasu musiało potrwać, żeby moje myśli kształtowały się inaczej, wiele łez wylałam, ale było warto! Zaczęłam znów wychodzić do ludzi, skupiałam się na sobie, na córce jeszcze bardziej
niż dotąd, moim domu, pracy, nawet psie
Zaczęłam umawiać się nawet sporadycznie na kawę z innym facetem, odbudowując samoocenę, bo wciąż kiedyś słyszałam "kto będzie Cię w ogóle chciał, jak nie ja". Zmieniłam fryzurę, ubiór na nawet bardziej wyzywający, odżyłam. Myślałam o nim, widywałam go jak przyjeżdżał po dziecko, przyjmowałam jego ciosy w stylu "nie chcę Cię, nie zmienisz się, rób co chcesz" a potem nawet pozew rozwodowy, w którym napisane były jakieś dyrdymały, bo nic na mnie "nie miał" konkretnego! I wiesz Merry-nawet na sprawie rozwodowej usłyszałam "nie kocham żony"! Nie wierzyłam w to co usłyszałam, a dopuszczona do głosu przez sędzinę-wylałam na niego wszystko to co mi zrobił! W ubiegłe wakacje odpuściłam pisanie do niego, pojawił się ktoś inny, nie ideał, ale miło było...a mąż ocknął się z letargu, wycofał sprawę, znów kochał, ale niby ja tez byłam winna temu wszystkiemu......Obecnie jestem z nim, ale jest już inaczej, on jest inny, ja jestem inna (lepsza sama przed sobą), on w pewnych kwestach się nigdy nie zmieni, a ja nie zacznę nigdy do końca mu ufać! Wróciliśmy do siebie sądząc, że damy radę, że naprawimy to. Stoczyliśmy od jesieni wiele walk, choć ja do dziś je toczę-bo on jest jak baba, a ja powinnam być jak facet...Do czego to wszystko doprowadzi to nie wiem, może jeszcze kocham za bardzo...ale nie tak jak kiedyś, czasem myśli wracają, że to moja wina, że ja mało daję z siebie, ale nie jest to co kiedyś........Jesteś młoda Merry, masz życie przed sobą, daj spokój z tym facetem, przetrwasz najgorsze i będzie dużo lepiej, oddychniesz pełną piersią, nabierzesz dystansu, zobaczysz, że Ty się liczysz a nie on. Końcem mojej historii nie sugeruj się w pełni, bo nie kończy się ona wielkim happy endem i nawet nie wiem czy kiedykolwiek ten happy end nastąpi. Układaj sobie pomalutku życie bez niego, teraz wydaje Ci się to niemożliwe, ale zobaczyłabyś, że wtedy Twoje życie nabierze innego wymiaru, tylko zbierz w sobie te cholerne siły i zamknij za sobą furtkę, jak radzą dziewczyny, wyjedź do rodziny, pomyśl jak dalej ma wyglądać Twoje życie?! Tak jak teraz, ja podziękowałabym od razu z tym myśleniem i rozumem, który mam teraz. Trzeba zrozumieć, że związek to dwie osoby i każda z nich to odrębna jednostka. On to on, ja to ja! I zacznij się tego trzymać. Brnięcie w to dalej nie ma sensu, będziesz męczyć się do końca życia, czy tego chcesz? A jak napisane jest w artykule-chcesz popaść kiedyś w depresję, alkohol czy romansowanie-chyba nie?! Szkoda życia na to kochana!!!!
Rodzina jest najwazniejsza - ale tam gdzie sa zdrowe relacje a nie poswiecenie sie z rezygnacja z siebie.
Ty nawet nie mozesz decydowac czy twoje waciki sa w TWOJEJ kosmetyczce.
Wypaczone i wykrzywione pojecie wartosci rodziny konczy sie tak , ze dzieci dorastaja w takim przeswiadczeniu i strachu jak ty.
Rodziny nie stracisz , ty ich nauczysz rowniez ze masz prawo zadbac o siebie i o wlasne zycie.
Uwierz mi ze tracac swoj obaz szczesliwej rodziny nie tracisz wiele.
Bo swojej rodzinie dalabys prawdopodobnie to samo co Ty dostalas.
To prawda, czas teraz na moje życie, a nie to które ustanowili mi rodzice i babcia (oczywiście nic nie karzą, ale "zawsze dobrze ci tylko kochana radzimy) oraz mój chłopak - niby mam swobodę, ale jednak dużo zachowań powodowało , że wiedziałam , że będzie zły jeśli podejmę decyzję na którą JA mam ochotę - i jej nie podejmowałam, po prostu szłam za nim.
PYTANIE:
Czy dobry rozwiązaniem na dzień dzisiejszy będzie , jeśli nie będę na rozmawiać z rodzicami o tym co myślę, mówić o jakiś decyzjach i toczyć walk, a z Partnerem po prostu też na razie odłożę myślenie - niech kontakt po prostu będzie, jeśli będzie chciał - ja będę na niego reagować normalnie - w sensie - bez żadnych planów - a sama : zabiorę się za te wszystkie plany , któe chciałam osiagnąć, rzeczy których nie zrobiłam a chciałabym - zajmę się sobą i na siebie postawię i na pracę nad przejściem z intelektualnej świadomosci na świadomość emocjonalną ????
__________
oczywiście podejrzewam że jeśli zajmę się sobą to pewnie to spowoduje złość partnera na moje decyzje, nawet jesli bedzie dodawal te swoje swoje "ok jak chcesz przeciez nie jestesmy razem", no ale wiadomo do czego to doprowadzi. I to samo bedzie u rodzicow ![]()
Pytam, ponieważ kłopot finansowy jaki mi się własnie pojawił - o którym nie mogę powiedzieć rodzicom, więc mi nie pomogą, sprawił , że nie zapiszę się na razie nigdzie, poza tym nawał pracy i obowiązków od już roku powoduje, że nawet ze swoim przewlekłym schorzeniem mimo, że powinnam pojawiać się na pewno przynajniej raz na miesiąc u lekarza , a w zaostrzeniach co tydzień lub dwa - ja jestem raz na 2 miesiące lub rzadziej (moje schorzenie które mam od urodzenia w zasadzie również niestety ma zwiazek z moją psychiką, kiedy zaczęłam szukać przycyzny moich zachować - na początku pierwsyzm punktem do któego dotrałam było własnie schorzenie, które powoduje obniżoną samoocenę/ depresję itp.)
"zajmę się sobą i na siebie postawię i na pracę nad przejściem z intelektualnej świadomosci na świadomość emocjonalną ????"
To jest najwazniejsze, jezeli nie masz kasy na spotkanie to masz tu nas za darmo:)
warto tez poszukac u siebie w osrodku uzaleznien - grupy
sa darmowe , wystarczy poszukac.
Jezeli czujesz , ze nie masz sily na przekonywanie sie ze swoimi rodzicami i babcia - to im poprostu nie mow o swoich planach
az sie wzmocnisz troche.
Ale tez ustaw sobie mala bariere na wlasne decyzje.
Staraj sie wylaczac z ich problemow- to sa ich problemy!!!!!!!!!
I przestan sie w koncu bac dziewczyno.
................................................................................................
"oczywiście podejrzewam że jeśli zajmę się sobą to pewnie to spowoduje złość partnera na moje decyzje, nawet jesli bedzie dodawal te swoje swoje "ok jak chcesz przeciez nie jestesmy razem", no ale wiadomo do czego to doprowadzi. I to samo bedzie u rodzicow"
Przestan podejrzewac co kto i jak zareaguje - Niech twoja osoba stanie sie dla ciebie najwazniejsza!!!!!!!
jak zaczna cie takie mysli nachodzic- od razu sobie mow: przestan to twoja obsesja, nalog - mow tak sobie od razu zeby obraz z glowy zniknal.
Kiedys uslyszalam takie motto:
" Twoja radosc i szczescie jest moja radoscia i szczesciem , ale twoja nienawisc to nie moj problem"
te slowo nienawisc mozesz wymienic na inne ale sens ma pozostac ten sam
....................................................................................................................
Nie wiem jak z Toba ale mnie nic nie wychodzililo a wrecz cofalam sie jezeli zostawialam partnerowi otwarta furtke.
To nie pomagalo.
Bo automatycznie wracalam do jego problemow, osoby itd. zawsze byla ta nic kontaktu.
Moje proby nie byly pojedyncze - dziesiatki takich sytuacji przerobilam .
Dopiero definitywne odciecie sie od partnera i naprawde zrozumienie , ze musze zaczac sie leczyc i skupic tylko na sobie - pomoglo.
Nie wiem jak z Toba ale mnie nic nie wychodzililo a wrecz cofalam sie jezeli zostawialam partnerowi otwarta furtke.
To nie pomagalo.
Bo automatycznie wracalam do jego problemow, osoby itd. zawsze byla ta nic kontaktu.
Moje proby nie byly pojedyncze - dziesiatki takich sytuacji przerobilam .
Dopiero definitywne odciecie sie od partnera i naprawde zrozumienie , ze musze zaczac sie leczyc i skupic tylko na sobie - pomoglo.
Oh chciałabym się łudzić, że dam radę stawić czoło tym wszystkim "bliskim" mi osobom, a nie musieć odcinać się raz na dobre - ale to jak widać po Twoim i wielu doświadczeniu zapewne jedynie pobożne życzenia.
Eh ciągle jak się czytam to łapie się na tym, że właśnie się boję wszystkiego. I jak tak tyle napisałam od wczoraj i wyszło , że mam tyle problemów emocjonalnych przez dom, partnera, chorobę - to tak jak zawsze gdzieś myślałam, że jednak jestem fajną normalną , atrakcycjną dziewczyną - to chyba jednak nie - bo jak ? skoro ma się takie problemy ... W ciągu 5 lat od najbliżych mi przyjaciolek uslyszalam "Aga stalas sie po prostu smutną osobą, kiedyś byłaś zabawna, a teraz nawet jak się na ciebie patrzy to bije taki wielki smutek" - ble, rzygać mi się zachciało jak tak sobie teraz o sobie pomyślę.
Liwia- miło, ze napisałaś. Dzisiaj rozmawiałam z mamą i powiedziałam, jej że odeszłam, ale oczywiście powiedziałam o Węgrach. Podsunęła mi pomysł, bym owszem jechała, ale zapytała jeszcze znajomych czy ktoś nie jedzie. I okazało się, że moi znajomi pojadą razem z nami. Także stawia mnie to w lepszej sytuacji - bo nie będę z nim sam na sam- przynajmniej nie cały czas.
No a poza tym... Matka mi przypomniała o wszystkim co mi zrobił i nagle znowu poczułam taką niechęć jak przed zerwaniem. Pomogło mi to. I dobrze sie stało, że znajomi z nami pojadą. P. był zdziwiony, gdy od kolegi dowiedział się ze Oni tez jadą. Ale podobno to jakoś to przyjął (my sie w sumie nie kontaktujemy w ogole ze sobą, bo taka była umowa
).
Jestem ciekawa jak te wegry wyjdą. Po przyjedzie naturalnie bede do was pisac co i jak... no i praktycznie jak wrocimy -odcinam się, bo jade do krakowa a on zostaje w tym zasranym miasteczku
Jasmi1 - nie umie do końca zamknąc furtki. Ale tak jak napisałam do Liwii tak też zrobię. Niesamowicie dobrze działa na mnie przypomnienie sobie tego cierpienia, gdy matka mi je przypomniała dzisiaj. Nawet nie sądziłam... Bo już dziś szukałam pretekstu by napisac do Niego (np. dlatego, ze moja babcia miala udar i pomyslalam, ze do Niego napisze...) a potem pomyslałam :Nie Merry, tak zachowałaby się kobieta kochajaca za bardzo a nie zdrowa. Sama powiedzialas zebyscie sie do siebie nie odzywali, wiec sie nie odzywaj...
I podziałało. Milcze jak grób ![]()
Dobrze Merry, że przypominasz sobie wszystko, co złego Ci zrobił. Na pewno to dobra metoda i cieszę się, że odciąga Cię od napisania do niego.
Powodzenia! ![]()
AB89 - Teraz miałam czas więc i Tobie postaram się odpisać... A więc piszesz, że ON nie lubi mówić o uczuciach. Mój tak samo twierdził, że nie lubi do momentu, aż naprawdę czegoś nie poczuł. A to "kocham Cię" z wyskoku, to dla mnie jakaś paranoja... I to właśnie nie Twoja- tylko JEGO ! Poza tym twierdzisz, że też nie umiesz mówić o uczuciach, gdybyś nie umiała nie zwracałabyś tak uwagi na to jak On je wyraża. Myśle, że sama nie jesteś świadoma jak bardzo uczuciową kobietą jesteś ! Możliwe że się wstydzisz swoich uczuć, ale gdybyś mogła mówiłabyś o nich non stop ! I ten tekst że on musi poczekać aż Twoja paranoja się skończy. Litości co za cham ! On Cię traktuje jak psychola ! Nie daj sobie tak. Ja mojemu nigdy nie pozwoliłam się w ten sposób traktować. Zawsze waliłam "focha" gdy np. przez przypadek nazwał mnie "nienormalną". Nie wierz w to, że masz jakąś paranoje. Jesteś po prostu zazdrosna i mu nie ufasz... i to się nigdy nie skończy. Nie z tym facetem !
I ta ironia " Ty to mnie kochasz co?"... Ja pier... Chybabym się zapadła pod ziemie. Babo, on jest górą ! Nie pozwól mu by był aż tak pewny. Ma cię w garści i On o tym wie, tylko Ty jeszcze o tym nie wiesz...
I co za kretyyyyyn ! Pyta Ciebie o swój numer ? Jeśli go nawet komuś daje to niech puszcza strzale do tej osoby a nie męczy Ciebie. Błagam Cię nie wracaj do Niego, odetnij się.To są typowe zagrania. Mój były D. był taki. Typowy babiarz i flirciarz który wiedział jak zagadać do kobiety by była zarazem zazdrosna i by nie mogłąmu robić o to fochów.Trzeba było nie odpisywać ! Ja piernicze... ale byłabym zła.... grrrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!! Poza tym zazdrość można żywić nie tylko do partnera, ale i do koleżanek tudzież obcych nam ludzi. Według mnie czy kobieta jest zazdrosna czy nie to kwestia cechy charakteru. Którą trzeba leczyć... a Ty ją po prostu jeszcze karmisz...
Piszesz, że koleżanki ci mówią, że stałaś się smutną osobą. Mi powtarzała to całą rodzina, przyjaciele, znajomi i nieznajomi. Nawet mój szef. Że jestem osobą strasznie zamkniętą w sobie, a kiedyś taka nie byłam, że już nie tryskam energią - jakby mnie coś wyssało. Tym "czymś" był mój partner- związek z nim.
I jak tak czytam Twoje posty, to jesteś bardzo do mnie podobna i Twoja sytuacja jest mi dobrze znana czy to z mojego obecnego (byłego
) związku czy też jeszcze poprzedniego. I dzięki temu utwierdzam się w fakcie, że takim kobietom jak nam potrzebna jest pomoc i wspólne wsparcie... I wiesz co ? Czuje powoli detox od kąd z nim nie rozmawiam, ale czuje się dzięki temu lepsza. Tą przysłowiową górą ! I jak opisujesz mi swój związek to myśle sobie, że ja nie chce być już z nim nigdy. Nawet z chęcia odwołałabym w tym momencie wyjazd. Ale jak już znajomych ubłagałam (to chyba moje tłumaczenie tylko...).
Tak czy siak... błagam Cię - odetnij się. Zamknij furtkę ! Jeśli Ty to zrobisz- mi też się uda.A jeśli my dwie to zrobimy - to wiesz jaki będzie szał na forum jak obie z tego g*wna wyjdziemy ???!!! ![]()
Trzymam kciuki za Was obie. Jeśli Wam się to wszystko uda, uda Wam się wyrwać z tych układów-będę miała nadzieję, że jednak do końca można "wyleczyć" się z kochania za bardzo!
Ale mam dziś dola... Pierwszy raz poczułam się tak fatalnie od kąd zerwaliśmy. Wszystko było dobrze do momentu, aż mój dawny znajomy (z którym P. zabronił mi się spotykać) napisał do mnie czy nie wpadnę na grilla. No i po wieelkich namowach poszłam. Na półtorej godziny- bo dłuzej nie wytrzymałam. Źle się czułam. Non stop myślałam o P. I wracając do domu ryczałam jak szalona. I normalnie- napisałabym mu smsa, On by zadzwonił i mnie pocieszył... a nie mogę tego zrobić ;( kuźwa... Jest mi tak źle. Nagle uświadomiłam sobie, że teraz nie będę miała z kim oglądać tych wszystkich nudnych filmów (bo sama nie lubię...), nie będę miałą z kim palić grilla i do kogo się przytulić. Zatęskniłam nagle za wszystkimi rzeczami których nienawidziłam. Mam ochotę by ten ból jak najszybciej minął... i obawiam się, że to się skonczy, że do Niego dziś napiszę. A jeśli nawet tego nie zrobię to tylko dlatego by nie pomyślał że mi za bardzo zależy... Chora gra.
Jak ja się teraz czuje samotnie. Wymiotować mi się chce i boli mnie tak strasznie zołądek. Mam taką kluche w gardle. Znowu zaczęłam słuchać piosenek o miłości i doszło do mnie, ze go kocham. Chociaż nie chce tego mówić na głos, ale takie mam teraz wrażenie. I że głupia byłam, że odeszłam... Tak teraz myślę. Boże jaka ja jestem teraz sama ;(
Czemu On nie domyśli się i nie napisze ? Litości ;( Nie będę bezsensownie pisać jak mi źle... po prostu chciałam się wyżalić... bo nie mam komu ;( ;( ;(
ależ to boli ;( ;( ;(
Merry, jest ciężko, jest, lecz sama wiesz, że dobrze zrobiłaś. Tylko uzależnienie i resztki uczuć sugerują, że jest inaczej. Decyzję podjęłaś słuszną i tego się trzymaj.
Mam nadzieję, że wytrwasz w postanowieniu.
Najgorsze jest to, że teraz się już zaczęło moje cierpienie. Boje się tego bólu. Już mi oczy spuchnęły od płaczu. I marze by do mnie napisał. Marze by wrócił. Nie wytrzymam tego... Przysięgam nie wytrzymam ;( miało tak nie boleć ;(
Mam dreszcze i przepocone dłonie. Cała sie trzese. A On milczy... Tak jak go (IDIOTKA) prosiłam. Gdybym tylko wiedziała, ze On chce być ze mną... ale On "dla mojego dobra" nie chce... to tak boli ;( znów czuje jakbym to ja o Niego musiałą walczyć, zabiegać... jakby to mnie skrzywdzono po raz kolejny.
Idiotka ze mnie. Sama się w to gówno wpakowałam.
I jakoś przebrnęłam przez kolejny (wczorajszy)dzień. Owszem miałam ochotę napisać, ale się powstrzymałam. Poniekąd jestem z siebie dumna... Poza tym... Dzisiaj jechałam do domu i nagle poczułam coś w rodzaju "zadowolenia". Dawno nie miałam tego uczucia na duszy. I jakieś nawet optymistyczne myśli na sekunde mnie ogarnęły. Nie było tego wiele, bo zaraz na ich miejsce próbował się wbić mój pesymizm... ale na razie daje radę...
Całuje was mocno :*jeszcze przed wyjazdem :*
No to życzę, byś dalej miała dużo siły, by wytrwać w swoim postanowieniu.
Buziaki Merry :*.
Witam,
Natrafiłam na te forum zupełnie przypadkiem, gdy szukałam o uzależnieniu chłopaka od marihuany. I akurat zainteresował mnie Twoj post Merry. Przeczytałam prawie wszystkie Wasze wypowiedzi..
Najpierw chciałam Wam podziękować. Dziewczyny, niesamowicie zmieniłyście moje podejście do związku. Są takie momenty gdy człowiekowi spadają z oczu wszystkie zasłony, zmienia się jego spojrzenie na niektóre sprawy. Ja również można powiedzieć, ze uważam mój związek w pewnym sensie za toksyczny. Często cierpiałam przez mojego faceta, wprawdzie jesteśmy razem dopiero pół roku ale mam wrażenie , że nawet moja mama nie wypłakała się tyle przez mojego tatę( który jest bardzo dobrym człowiekiem) przez całe życie co ja przez ten czas przez niego. Często rezygnowałam z siebie, z tego co ja bym chciała -dla niego, żeby on był szczęśliwy, a on nie potrafił tego docenić, przyzwyczaił się, że ja nawet jak się obrażę, to i tak mi przejdzie, że i tak wybaczę, nie zostawię go nigdy.. Po prostu jestem (a moze byłam) dla niego za dobra. Teraz widzę, że to nie o to w tym wszystkim chodzi, trzeba mieć w sobie ten zdrowy egoizm i przede wszystkim szacunek do siebie. Czytając Wasze posty i odbierając je personalnie poczułam siłę jakiej mi już od dawna brakowało , dziękuję.
Merry, dołączam się do dziewczyn - powinnaś go usunąć ze swojego życia na stałe. Byłaś z nim 3 lata- to dużo, pełno wspomnień, wspólnych marzeń, cudownych chwil..ale sama widzisz , ze to co jest teraz jest tylko wyblakłym cieniem tamtych dni. On kompletnie nie liczy się z Tobą, nie szanuje Cię..Facet powinien za Tobą szaleć, sprawiać, żebyś każdego dnia czuła się wyjątkowa, żebyś wiedziała, że jestes dla niego najważniejszą osobą w życiu, czuła bliskość, bezpieczeństwo.. Pomyśl, jesteś młoda, całe życie przed Tobą. Czy chcesz się z nim tak męczyć? Martwić się, że "zupa była za słona" ? Być nieszczęśliwą , ciągle poniżaną i upokarzaną? Rozstanie zawsze boli, ale pomyśl - choćbyś nawet miała cierpieć, tęsknić za nim pół roku, rok.. czym jest to w porównaniu do całego życia. Poznasz jeszcze nie jednego faceta, a jeśli wcześniej dzieki terapii poukładasz sobie wszystko w główce możesz stworzyć naprawdę fajny związek, tylko dziewczyno - pokochaj siebie, doceń siebie, potrafisz dać tyle uczucia drugiej osobie
nie marnuj ich na kogoś kto kompletnie ma to gdzieś.
trzymam kciuki ![]()
gwiazdkkka - fajnie że dołączyłaś do nas i ze swoimi przeżyciami. Zawsze się ciesze jak nowe dusze tutaj docierają
Twój związek rzeczywiście zapowiada się na toksyczny. Z tego co opisałaś mogę tylko wywnioskować, że jest on niejako podobny do mojego. Jeśli jesteś jeszcze na tyle odważna i niezaangażowana to odejdź od Niego przy najbliższej okazji. Bo wpadniesz w takie gie jak ja i będziesz żałowała czegokolwiek byś nie zrobiła.
Co do Pana P. to już wiemy , że słuszną decyzję podjęłam, ale utrzymać to w sobie jest masakrycznie trudne. Jedyne co mnie cieszy, to to że za każdym razem gdy chce zrobić coś "niezdrowego" zapala mi się czerwona lampka w głowie. Analizuje i odchodzę od tej głupiej toksycznej myśli (jak np. pisanie do Niego, zamówienie obiadu w restauracji w której rozwozi itd itd.)
----
Muszę wam dziewczyny powiedzieć, że od kilku dni (od ponad tygodnia myślę) zakumplowałam się z kolegą z pracy. Nigdy jakoś szczególnie dużo nie rozmawialiśmy , ale akurat tak się stało, że byliśmy sami na zmianie i zaczęliśmy gadać ogólnie o wszystkim. I potem tak przez tydzień zamienialiśmy kilka zdań. No i tak jak byłam ostatnio w pracy (jakieś dwa dni temu) to powiedział mi coś co mną wstrząsnęło (facet który prawie mnie nie zna!!!)
-Merry Ty to się wszystkiego boisz. Masz w sobie masę lęków. Jesteś kompletnie nieasertywna. Poza tym widać, że masz niskie poczucie własnej wartości. Weź się babo, jesteś śliczną kobietą !
To były tak miłe i ciepłe słowa a zarazem przerażające... Jak ktoś z kim zamieniłam zaledwie kilka zdań, stwierdza o mnie TAKA rzecz... a więc to tak bardzo widać ? I zaczęłam się zastanawiać czego się boje... I złapałam się na kilku błahostkach np. że nie podejdę do faceta by dać mu rachunek gdy jeszcze nie skończył piwa pomimo iż za minutę kończe zmiane i musi mi zapłacic, gdy mnie ktośz pracy poprosi o cokolwiek nigdy nie odmawiam - by nie dostać opieprzu albo nie zostać "odrzucana" lub, żeby ktoś się po prostu na mnie nie obraził, boje się wymawiać swojego zdania na czyjś temat lub na jakikolwiek temat (choćbym się znała na nim lepiej niż rozmówcy- bo i w to nie wierze, ze sie na czyms lepiej znam...)etc. itd.
I czy tak postępują kobiety kochające za bardzo ???
Merry ja też jestem kochającą za bardzo i również posiadam lęki... Boje się usłyszeć JEGO głos, boje się powiedzieć o swoich uczuciach czy przemyśleniach innym osobom, gdyż boje się ich krytycznego zdania. Boje się kogokolwiek zdenerwowac, gdyż boje się złości drugiej osoby... No i moja samoocena - jak ona legła w przepaść to sobie tego nie wyobrażasz!!
Staram się być twarda i wiem, że tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale nikt tak naprawdę nie wie ile ja łez wypłacze, ile nerwów zjem i jak bardzo zniszczona psychicznie jestem... Jak mi cięzko gdy wracają wspomnienia krzywd i ran. I co z tego, że mu wypomnę w chwilach gniewu przez smsa - to ulgę daje tylko chwilową, ale nie odbiera całego bólu...
Chciałabym mieć moc, która usunęłaby ten ból i cierpienie w nicość bym mogła spokojnie żyć dalej... Ale to niemozliwe... Tylko zadręczamy i dusimy się we własnych myślach. Bo jakby nie patrzeć same je przywołujemy... Same zadajemy sobie ból i kolejny cios przypominając sobie ich głupie zachowanie jak rownież te dobre uczynki... A tak naprawdę powinnyśmy zakopać to głęboko i zapomnieć tym co było, żyć dalej... Tyle, że recepty nie ma i nigdy nie będzie...
Wróciłam z Wegier. Przyznam wprost, że to był najwspanialszy czas w moim życiu. Czułam się naprawde szcześliwa. Między mną a nim znów była chemia... Tyle, ze On na tyle zrozumiał i dojrzał że wie, ze nie mozemy wrócic do siebie (przynajmniej póki się nie wylecze). Rozmawialiśmy bardzo długo wieczorami. Był taki wspaniały i wspierający. Było jak w bajce- magicznie.
Nakarmiłam swój głód i teraz powrót do rzeczywistości i do tuzina łez. Co wieczór tam lapał mnie dół. Były momenty, że nawet załowałam, że odeszłam od Niego, ale wiem, że teraz wrócić nie moge bo schemat i tak się powtorzy. Planujemy się "kumplowac", ale nie obiecujemy sobie czy to wyjdzie. Wszystko (jak On to powiedział) zależy ode mnie. I On naprawde wierzy we mnie. Wszystko jest na dobrej drodzę- tak mniemam. Teraz czas na cierpienie a za kilka miesięcy znów bedę szcześliwa osobą ...
Zostawiłyście mnie... Nie chcecie mi już pomóc i mnie wesprzeć... Teraz gdy tego jeszcze bardziej potrzebuje, ponieważ niczego tak nie żałuje jak decyzji, że od Niego odeszłam. I nie była to moja decyzja, tylko wasza. Całe życie daje sobą tak kierować i dlatego całe życie cierpie. Wszystkie przyjaciółki w najgorszych chwilach odwracały sie ode mnie. Ludzie nigdy mnie nie szanowali. Nikt. Nie umiem normalnie funkcjonować. Nie wierze, że terapia cokolwiek pomoże. Jak można zmienić osobowość, charakter i myślenie osoby poprzez jakąś durną rozmowe ? Nic się już nie zmieni do końca życia. Będę bita, poniewierana i będę to w pełni akceptować... A teraz czuje się samotna, porzucona. Chciałam być "gora" a jestem na DNIE ! Mam ochotę się zabić. Nic nie potrafi mnie ucieszyć. Zawale studia.
Czy warte to było ? NIE ! Żadne inne cierpienie nie jest warte tego ! Wolę być poniewierana przez całe życie by nie czuć tego co teraz choć przez jeden dzień. Chce wrócić do Niego. Tyle, że On nie wróci do mnie "ze względu na moje dobro"... Ale ja nie czuje, że to mi wyjdzie na dobre. Kompletnie zamknę się w sobie, pod kołdrą i nie wpuszczę już do swojej głowy nikogo i niczego.
Cały związek uciekałam od tego bólu, cały związek starałam się by to co się teraz dzieje, nie miało miejsca... I tym czasem pod wpływem kilku ludzi zrobiłam coś co mnie zabije. Tylko teraz już nikt nie spieszy z pomocą. Ani wy, ani moja rodzina ani przyjaciele. I tak mam ku..wa całe życie ;(
Mam już dość słuchania kogokolwiek. Było mi dobrze w związku. I tylko ludzie wkoło starali mi sie udowodnić, że nie. A gó.no o mnie wiedzieli. P. jest mi potrzebny do życia jak tlen. Przysięgam... ale umrę bez Niego...
Jestem załosna i beznadziejna... DNO totalne! Baba zrywa z facetem a potem ryczy bardziej niz on i cierpi bardziej niz On. KRETYNKA !!!!!!!!! ;(
Zostawiłyście mnie... Nie chcecie mi już pomóc i mnie wesprzeć... Teraz gdy tego jeszcze bardziej potrzebuje, ponieważ niczego tak nie żałuje jak decyzji, że od Niego odeszłam. I nie była to moja decyzja, tylko wasza. Całe życie daje sobą tak kierować i dlatego całe życie cierpie. Wszystkie przyjaciółki w najgorszych chwilach odwracały sie ode mnie. Ludzie nigdy mnie nie szanowali. Nikt. Nie umiem normalnie funkcjonować. Nie wierze, że terapia cokolwiek pomoże. Jak można zmienić osobowość, charakter i myślenie osoby poprzez jakąś durną rozmowe ? Nic się już nie zmieni do końca życia. Będę bita, poniewierana i będę to w pełni akceptować... A teraz czuje się samotna, porzucona. Chciałam być "gora" a jestem na DNIE ! Mam ochotę się zabić. Nic nie potrafi mnie ucieszyć. Zawale studia.
Czy warte to było ? NIE ! Żadne inne cierpienie nie jest warte tego ! Wolę być poniewierana przez całe życie by nie czuć tego co teraz choć przez jeden dzień. Chce wrócić do Niego. Tyle, że On nie wróci do mnie "ze względu na moje dobro"... Ale ja nie czuje, że to mi wyjdzie na dobre. Kompletnie zamknę się w sobie, pod kołdrą i nie wpuszczę już do swojej głowy nikogo i niczego.
Cały związek uciekałam od tego bólu, cały związek starałam się by to co się teraz dzieje, nie miało miejsca... I tym czasem pod wpływem kilku ludzi zrobiłam coś co mnie zabije. Tylko teraz już nikt nie spieszy z pomocą. Ani wy, ani moja rodzina ani przyjaciele. I tak mam ku..wa całe życie ;(
Mam już dość słuchania kogokolwiek. Było mi dobrze w związku. I tylko ludzie wkoło starali mi sie udowodnić, że nie. A gó.no o mnie wiedzieli. P. jest mi potrzebny do życia jak tlen. Przysięgam... ale umrę bez Niego...
Jestem załosna i beznadziejna... DNO totalne! Baba zrywa z facetem a potem ryczy bardziej niz on i cierpi bardziej niz On. KRETYNKA !!!!!!!!! ;(
Merry Dzień dobry
Wiesz jak się to nazywa?
Syndrom odstawienia.
Typowy dla uzależnionych. Uwierzysz w to albo nie , ta " durna rozmowa" naprawdę działa.
I nie wypisuj ,że nikt Ciebie tutaj nie wspiera , bo nie otrzymałaś posta przez chwilkę. To co napisałaś powyżej to raczej dowód ,że nie chcesz tego wsparcia , a nie ,że go nie masz.
Tu masz możliwość wrócić do każdego posta i mielić go tak długo jak Ci potrzeba. Bo kolejne nie będę się od siebie zbytnio różnić.
To oczywiste ,że cierpisz ,ale to trzeba przejść ,żeby było lepiej ,żeby dać sobie szanse.
Z ostatniego posta wynika ,że ten facet coś pojął ,a TY?
To znaczy ,że te wszystkie rady , które tu otrzymałaś i szłaś według nich , działają! Na niego , a na Ciebie?
Aniaaaa29- na mnie nagle wszystko przestało działać. I najgorsze jest to, że niestety nie mam czasu teraz mieć doła, a nie potrafię się go pozbyć. Muszę się pakować, przygotować- mam egzaminy niedługo. Nic nie umiem. I nie mam siły się uczyć. Wydawało mi się, że to wszystko będzie proste. A kompletnie nie jest. Rzygać mi się chce. Serce mi wali jakby mialo wyskoczyć z klatki piersiowej, w zołądku mam wielką kule. Głowa od płakania mi już pęka. Zapomniałam jak się oddycha przez nos, bo tak mi się zatkał. I nikt nie umie mi teraz pomóc. Wszyscy mówią "poboli poboli i przejdzie". Ok ! Tylko ja tego bólu nie wytrzymam. Piękna jest perspektywa, że mogłabym być zdrowa. Przerażająca jest świadomość, że zanim do tego dojdzie, będę cierpieć jak Nigdy dotąd.
Aniaaaa29- na mnie nagle wszystko przestało działać. I najgorsze jest to, że niestety nie mam czasu teraz mieć doła, a nie potrafię się go pozbyć. Muszę się pakować, przygotować- mam egzaminy niedługo. Nic nie umiem. I nie mam siły się uczyć. Wydawało mi się, że to wszystko będzie proste. A kompletnie nie jest. Rzygać mi się chce. Serce mi wali jakby mialo wyskoczyć z klatki piersiowej, w zołądku mam wielką kule. Głowa od płakania mi już pęka. Zapomniałam jak się oddycha przez nos, bo tak mi się zatkał. I nikt nie umie mi teraz pomóc. Wszyscy mówią "poboli poboli i przejdzie". Ok ! Tylko ja tego bólu nie wytrzymam. Piękna jest perspektywa, że mogłabym być zdrowa. Przerażająca jest świadomość, że zanim do tego dojdzie, będę cierpieć jak Nigdy dotąd.
Teraz tego nie rozumiesz , ale uwierz starej weterance właśnie teraz zaczęło się Twoje zdrowienie . Od chwili kiedy podjęłaś decyzję . od chwili gdy postawiono Tobie tutaj diagnozę. Terapia da Tobie narzędzia do radzenia sobie z tym bólem i myślami. Nikt nie będzie Ciebie zmieniał , sama to zrobisz kiedy zrozumiesz mechanizm.
Te wszystkie dolegliwości to objawy odstawienia i depresji.
szkoła jest ważna jak najbardziej , ale to najlepszy moment żeby zrobić coś dla siebie.
Czy jest możliwość, abyś wzięła sobie urlop?
Jeśli tak to zrób to. Wsiadaj do taksówki i jedź do szpitala psychatrycznego powiedz o swoich myślach i pozwól sobie pomóc.
Jeśli jesteś ze szczecina to za chwilkę mogę u Ciebie być.
aniaaaa29- dziękuje, ale nie jestem ze szczecina i niestety nie dam rady wziąć urlopu. Ale skoro twierdzisz ze tak zaczyna się moje zdrowienie - postaram się w to uwierzyć. I może naucze się jakos siebie szanować. Bo póki co non stop do niego pisze jak mi źle... Jestem fatalna...
aniaaaa29- dziękuje, ale nie jestem ze szczecina i niestety nie dam rady wziąć urlopu. Ale skoro twierdzisz ze tak zaczyna się moje zdrowienie - postaram się w to uwierzyć. I może naucze się jakos siebie szanować. Bo póki co non stop do niego pisze jak mi źle... Jestem fatalna...
Robisz to co wydaje Ci się ,że pomaga . a tak naprawdę jeszcze bardziej się pogrążasz.
Dajesz mu się na tacy i dajesz mu narzędzia do manipulacji Tobą.
Kiedyś postępowałam podobnie i nie wyszło mi to na dobre.
Zapraszam na mój wątek , tak to wygląda po 20 latach.
Pozdrawiam
Witaj Merry po wojazach.
Troche nam tu pojechalas po bandzie ale sprobujmy to wyprostowac.
Przyjechalas z wycieczki, o 8 rano piszesz posta i oczekujesz o godz. 12 tu tlumow do trzymania za reke?
Cierpisz z powodu braku szacunku a za chwile piszesz ze tak ci lepiej.
W ogole to nasz wina ze zerwalas ze swoim toksykiem i wcale to nie byla decyzja Twoja.
Ty w ogole to nie wiesz jakim cudem zyjesz i chodzisz po tym swiecie.
kazdy ci tu pisal ze taki wyjazd to blad u osoby ktora chce zerwac toksyczny zwiazek a takie wypady w 99.99% sa bajeczne i niezapomniane z duza doza romantyzmu i wspomnien ![]()
Poprawilas sobie tym wypadem zycie?
Nie sadze.
Wygodniej i bezpieczniej ci sie zylo wczesniej? to wracaj do tego zycia , uwierz mi ze to nic trudnego - twoj facet teraz jest czarujacy i opiekunczy , rozumiejacy itd.
Wedlug mnie to wyrachowanie. A jeszcze jak nie jest ulomkiem i poszperal sobie na temat KKZB w necie to w zasadzie wie jak toba manipulowac:)
Ty sie wyzalasz toksykowi ze swojej choroby ktora automatycznie dotyczy jego?
heh...
Sama pewnie w jego oczach zrobilas sie psychicznie chora i w ogole wymajaca pomocy jak inwalidka.
On cie musi troche wymeczyc zanim wrocisz skruszona i przepraszajaca za swoje "odbicia"
Wiecej ci do glowy nie przyjdzie odchodzic od wspanialego faceta - oddasz mu pelna kontrole - ale skoro tak lubisz zyc to Twoj problem.
...............................................................................................
Twoj fantastyczny facet bez ktorego zyc nie mozesz: Tu Ciebie kochana cytuje:
"On jest agresywny. Szczególnie gdy wypije. Nie jednego siniaka już miałam przez Niego.
On nie chce rozmawiać. Uważa, że rozmowy kończą się kłótnią- co jest OCZYWIŚCIE tylko w 50% prawdą.
On ma wszystko i wszystkich w dupie. Włącznie ze mną.
On mnie nie szanuje. Kilka cytatów : "Jesteś poje***" , "Idź do psychologa lepiej" , "M. daj mi już spokój", "M. nie muszę sie o Ciebie starać bo i tak zawsze będziesz przy mnie"
On ma przyjaciół. Mi ich pozabierał. Jak ? Wyselekcjonował moje towarzystwo tak, że okazało się, że zadawałam się z całym marginesem społecznym (według niego...). Ps. Dziś chce bym odnowiła kontakty smile och, ironio losu...
On dochodził i wracał 4 razy. (ostatnio rok temu, także spokojnie... wink )
Przez Niego trafiłam do psychologa i szpitala. Napady paniki. Dziś już mi lepiej.
On ma siłownie, basen, gitarę, studia. Ja mam Jego. On nie ma czasu. Ja mam go za dużo.
Tak wymieniać i wymieniać mogłabym godzinami... "
...............................................................................................
Terapia - to nie czarodziejska rozdzaka za pomoca ktorej ponaprawiasz sobie zycie.
To bardzo ciezka praca nad soba i nikt za ciebie jej by nie przerobil.
Ja chetnie moge pomoc, moge sluzyc kazda rada, moge tu nawet 20 godz. siedziec i cie wspierac ale nie bede w proznie sobie tu klikac.
Bo widzisz ja nauczylam sie dbac o wlasne potrzeby i myslec o sobie - czego ty nie potrafisz.
jestes jak pomidor ktory musi byc doczepiony do tyki.
jasmi1 - byłam troszkę niegrzeczna dla was, ale miałam takiego doła, ze gdzies potrzebowałam ulokowac swoje ogromne emocje... Teraz jestem na etapie, że muszę z pesymizmu przejść na optymizm. Znalazłam dobrą stronę z tzw. dekalogiem optymisty i mam zamiar go wprowadzić w życie. Bo właściwie mój pesymizm zniszczył nam związek. Wiecznie snułam czarne scenariusze i nie umiałam sie juz z niczego cieszyć. Teraz chce najpierw zaczać od tego. Od bycia optymistką. Od 5 wrzesnia rusze z tą terapią. Nie wiem czy to coś da, ale zobaczymy. Postaram się we własnym zakresie pracowac nad sobą. Zauwazyłam ze ryczenie ponad 7 godzin nie jest dobre, lepszy jest spacer z wesołą piosenką. Poprawił mi nastrój i dał nowe siły do działania. I najwazniejsze- postanowiłam go nie zadręczać swoimi smsami i dołami. Bo własnie chyba w tym tkwi sęk - jak narkoman ma sie leczyć narkotykiem ???
I wiem, że On nie uwaza mnie za osobę chora. Podszedł do tego jak nie On. Mówi mi ze wie, że wiele tez zależało od Niego. I nie chce mnie narażać na "powtórkę z rozrywki" dlatego zrobi wszystko tak jak bede tego chciała. Tak zebym nie cierpiała i była szczęśliwa. I wiem, że On wierzy we mnie i wie (jak to powiedział) że uda mi się bo jestem silna. Nie widze na razie swojej siły, ale postaram sie z tym walczyć.
I owszem czuje sie jak inwalidka w jego oczach choć wiem, że On tak na mnie nie popatrzyłby nigdy. To mimo to stracilam znów szacunek do siebie. I muszę z tym walczyć.
Potrzebuje chwilowo od was konkretnych rad. Jedną cenną radą ( w tym dekalogu) są słowa " Skup się nad rozwiązaniem nie nad problemem". I tak chce zrobic. Nie chce roztrząsać przeszłości. Czas stanąć prawdzie w oczy i walczyć z tym.
Jak macie jakieś pomysły na zabicie tych myśli- błagam napiszcie.
ps. Wybaczcie, ale takie targają mna emocje, raz czuje sie pełna sił by za chwile znów ryczeć w poduszkę... ![]()
Tak jak pisałam, będą Tobą targać te emocje-raz tak, raz siak! Ale bierz się w kupę i nie roztrząsaj wszystkiego, no chyba , że daje Ci to emocjonalna ulgę! Próbuj skupić się na sobie, jeśli chce Ci się głośno ryczeć to rycz, ale po tym ryku -nie wiń siebie za to co się stało! On dołożył do tego też swoją rękę. Przejdzie Ci to Merry, uwierz, że droga przez tą mękę będzie wyboista, ale pokaż światu jaką cudowną kobietą jesteś i udowadniaj sobie to na każdym kroku. Wiem, że on to dla Ciebie tlen, ale pamiętaj, że to Ty teraz jesteś najważniejsza, a on...hmmm, czy coś wyniósł z tej całej lekcji to nie wiem. Swoim gadaniem, że to dla Twojego dobra, sam przed sobą zwala winę na Ciebie, bo to taki typ faceta.......ale tym się nie kieruj. Walcz o siebie, o Twój wewnętrzny spokój, o studia, o swoja przyszłość. Jeśli kiedyś będzie Wam być "dane" w zdrowym związku to fajnie, jeśli nie to końca świata nie widzę, bo młoda jesteś, a jak czytam niektóre wypowiedzi facetów na tym forum-udowadniam sobie, że są jeszcze fajni faceci! ![]()
Liwia- oii ta nutka optymizmu. Szukam jej z każdej strony. Jest ciężko. I wiem, że będzie, tylko się zastanawiam dlaczego my kobiety tak się całe życie męczymy na własne życzenie ? Byłam w związku toksycznym trzy lata-męczyłam się trzy lata. Teraz rozstalam się z nim i nadal się męcze jeszcze bardziej... a czytałam, że taki ból moze potrwać nawet ROK ! Ja roku w tym stanie nie wytrzymam. Mimowolnie cały czas o nim myśle. Nawet gdy rozmawiam o czymś kompletnie innym z rodzicami tudzież koleżanką. Moje myśli non stop uciekają do Niego. I zadał mi dzisiaj jedno pytanie (podczas gdy miałam tego dola i pisałam do Niego smsy to zadzwonił i chwile gadaliśmy) "Merry czy Ty byś była zadowolona jakbym teraz też cierpiał jak Ty? Wtedy by ci ulżyło ? "... Jemu oczywiście odpowiedziałam, że nie... ale w głebi duszy poczułam, że owszem ulżyłoby mi gdybym wiedziała, że on cierpi równie mocno jak ja, bo wtedy wiedziałabym, że mu szybko nie przejdzie... a obawiam sie ze jak zasmakuje wolnego zycia bez wrednej baby u boku ktora go ogranicza to stwierdzi, ze mnie nie kocha i nawet jak się zmienie to juz nigdy z nim nie bede... a na razie tylko tego chce.. Wiem, że w ten sposób nie wylecze się jesli bedę to robić dla Niego... Chyba??? Bo czy On nie mogłby być moja motywacją ???
Można cierpieć rok, nawet przy rozstaniach po zdradzie, po niedopasowaniu się- cierpi się tak samo długo. Nie da się przeskoczyć tego etapu i tyle. To, ze wciąż o nim myślisz to norma, ale to potrwa jeszcze trochę, dopóki nie zaczniesz myśleć o sobie, o własnych potrzebach, których nie zaspokajałaś będąc z nim.
Kolejna rzecz-on NIE MOŻE być moim zdaniem żadną Twoją motywacją. Nie lecz się dla niego, nie zmieniaj się dla niego- tylko dla siebie!!! Życie pokaże czy jego miłość do Ciebie była prawdziwa, ale teraz Ty o tym nie myśl kochana, teraz liczysz się TY, bo on mimo wszystko nie był wobec Ciebie fair i tego będę się trzymała. Pamiętaj-że ten stan, w którym teraz się znajdujesz nie będzie trwał wiecznie, to przejdzie i najważniejsze żebyś sobie to powtarzała (to met. mojej przyjaciółki
i przy samozaparciu działa) i uwierzyła w to!!!
Chciałabym cierpieć najwyzej dwa miesiące. Postaram sie to wszystko skumulowac w tak krotkim czasie ![]()
Ogólnie mam dziś lepszy humor, staram sie w ogole nie skupiać na nim.
Dzisiaj w nocy miałam sen, że P. bije mnie pogłowie. Tak mocno okłada rękami na ulicy przy kolezance. Przyjechała wtedy policja (jedna kobieta w mundurze) i ta kobieta powiedziała, ze to moja wina, ponieważ cała wine zwaliłam na Niego... Ja próbowałam sie bronić, że to On obarczył mnie wszystkim... ale nikt nie chciał mi uwierzyć... A On był taki straszny w tym snie, taki okropny, brzydki i niedobry. Wyzywał mnie.. Tragedia...
I byle takich dni bez dolin było najwięcej i będą się one z Twoją pomocą na pewno pojawiać częściej ![]()
A sen, jak sen, dobrze, niech się śni, byle na Ciebie nie miało to wpływu ![]()
No i kolejny dół. Strasznie do Niego tęsknie. Nie boje się przyszłości, boje się teraźniejszości. Tego co jest teraz. Że nie mogę się do Niego przytulić. Siedze w pokoju w którym wciąż czuć Jego obecność...Wiem że to ostatni dzień w tym pokoju. I tez wiem, ze conajmniej miesiąc nie zobacze P. Potem powiedział, ze przyjedzie i zobaczy jak sie urządziłam... Tak strasznie za nim tęsknie ;( Chce być z nim, a nie mogę. Nie mogę bo On mi nie pozwoli. Może i dobrze, ale na razie ja nie czuje w tym nic dobrego... Załamuje sie każdego wieczoru... Ale wiem, ze mam sobie pozwolić na to... więc pozwalam. Cały dzień mi sie zbierało i starałam się to zagłuszyć. Teraz wreszcie gdy mogę być sama... muszę płakać. Wiele płakać ;(
:(:(:(
Ale to głupie. Zaczęło się od tego, że Merry chciała uwolnić się od toksycznego faceta, zrozumiała, że musi zainwestować w siebie i uporać się ze swoimi problemami, ale skończyło się na tym, że Merry obwinia się za wszystko, uważa, że to przez jej problemy związek się rozpadła, a facet jest super - nie trafiają do niej żadne argumenty - i teraz rozpacza, że on jej nie będzie chciał jak się już "zmieni".
TRA-GE-DIA.
Myślałam, że tu rozchodzi się o to jak UWOLNIĆ się od TOKSYCZNEGO faceta, jak się wyleczyć ze swojego "krzywego spojrzenia" i otworzyć na PRAWDZIWE uczucie, a nie jego imitację...ale widzę, że jednak chodzi o to jak być idealną - naprawić swoje problemy - dla swojego toksycznego faceta.
I w sumie tytuł wątku ma drugi sens :]
Ale ja zrozumiałam to trochę inaczej wszystko.
Merry będziesz cierpiała tak długo jak TY na to pozwolisz. Tak już jesteśmy skonstruowane, że wszystko przeżywamy i musimy odchorowywać a niektórym facetom wszystko przychodzi od tak jak gdyby nigdy nic. Żadna z Nas, która cokolwiek Tobie radziła robiła to dla Twojego dobra i dawały porady z własnych doświadczeń. Nigdy nie napisała Ci, że nie będziesz cierpieć !!!!
Będziesz i to jeszcze długoooo ale zrobiłaś ogromny krok na przód i nie patrz za siebie !!!!
Nie będziesz widziała go miesiąc i całe szczęście a najlepiej jakbyś dała radę w ogóle urwać kontakt. Nie pisz, nie dzwoń inaczej nigdy się nie uwolnisz od tych cierpień.
Dalej trzymam za Ciebie kciuki bo jesteś zuch dziewczyna
AB89 - początkowe zamierzenie rzeczywiście mówilo o tym by "odnaleźć siebie"... ale teraz gdy On o tym wszystkim wie i mnie "dopinguje" czuje jakbym to miała własnie dla niego zrobić. Nie dla siebie. To jakaś paranoja. I to racja- czuje jakby całe zło związku było moją winą. Bo to ja jestem ""chora". Bo to przeze mnie on był agresywny i tak nie traktował. To ja nim manipulowałam nie On mną... Tak to wszystko teraz widzę... Nie sądziłam, że w ten sposób bede patrzeć na to rozstanie... ale może tak właśnie reagują osoby chore takie jak ja ? A może popełniłam błąd że pozwoliłam mu to zrozumieć wysyłajac artykuł ? Nie wiem... błąd za błedem. Jestem kompletnym niewypałem ![]()
nici- bardzo bym chciała nie pisać, nie dzwonić itd... bywają takie dni, że nie jest mi to potrzebne- to są dni tzw. "tłumienia uczuć". Słucham wesołej muzyki, sprzątam, gotuje, umawiam się ze znajomymi... a przynajmniej staram. A są wieczory gdy rycze całą noc i nie umiem napisać. Wczoraj znów to zrobiłam. Ale szybko urwałam w momencie gdy mi odpisał "Merry ja też cierpie i tez pragnę cię przytulić, ale to co się teraz dzieje jest dla nas niezbędne."... ulżyło mi że on... też cierpi ? Tzn... no mówiąc prawdę właśnie chyba dlatego mi ulżyło. Że nie ja sama marze by znów było jak dawniej... albo lepiej... albo tak jak na węgrzech.
No nic... pakuje sie i po południu wyjeżdżam ... napiszę pewnie wieczorem jak już będę w Krakowie.
Przyznam wam- ze nie mogę doczekać się terapii. A i mam tez takie momenty, ze czuje ze ona kompletnie mi nic nie da i ze nie wiem czy mam siłe by wprowadzić w zycie ...tyyyyle zmian...
Szkoda, że przyjęłaś tą wersję i piszesz o niej jakby była prawdą.
Ale to głupie. Zaczęło się od tego, że Merry chciała uwolnić się od toksycznego faceta, zrozumiała, że musi zainwestować w siebie i uporać się ze swoimi problemami, ale skończyło się na tym, że Merry obwinia się za wszystko, uważa, że to przez jej problemy związek się rozpadła, a facet jest super - nie trafiają do niej żadne argumenty - i teraz rozpacza, że on jej nie będzie chciał jak się już "zmieni".
TRA-GE-DIA.
Myślałam, że tu rozchodzi się o to jak UWOLNIĆ się od TOKSYCZNEGO faceta, jak się wyleczyć ze swojego "krzywego spojrzenia" i otworzyć na PRAWDZIWE uczucie, a nie jego imitację...ale widzę, że jednak chodzi o to jak być idealną - naprawić swoje problemy - dla swojego toksycznego faceta.
I w sumie tytuł wątku ma drugi sens :]
Ale ja zrozumiałam to trochę inaczej wszystko.
AB89 - Ciesze sie , ze przynajmnie Ty prawidlowo i ze zrozumieniem do tego podchodzisz.
Masz u mnie 10 punktow dziewczyno:)
I trzymaj sie cieplo!
Merry, rewelacyjnie ze chcialabys tylko pocierpies 2 miesiece... czasami nie dluzej i jeszcze sie z tym wszystkim uporac
( nie wiedzialam ze mozna sobie zaplanowac w czasie i cierpienie i zdrowienie)
Niepojete , ze ty nic nie wynioslas z tego co piszemy ... nic a nic az nie moge uwierzyc.
tak jakbysmy my pisaly o czym innym a Ty interpretowala to zupelnie w inny sposob.
Ty nawet nie zadalas sobie trudu zeby poczytac jakakolwiek litereture fachowa...
zadnej !
Gdybys przeczytala to nie pisalabys glupot.
Nie mieszalabys pojec itd.
Szukasz jakis stronek od optymizmu - ok
Jezeli to pomaga to jak najbardziej , tylko czy to cie do czegos przybliza?
Piszesz ze nie chcesz wracac do przeszlosci.... no niestety KKZB nie ma szans na zadne polepszenie swojego stanu jezeli nie zmierzy sie z przeszloscia i to taka doglebna - w zasadzie trzeba sie cofnac do dziecinstwa i tam trzeba szukac powodu dzisiejszego stanu.
Ale to wszystko bys wiedziala gdybys tylko zamiast omijac swoj problem , zamiast wyszukiwac jakies dziwne stronki o optymizmie przeczytala pierwsza lepsza ksiazke o fachowej pomyc dla kobie KKZB.
Ty sie zachowujesz tak jakbys wszystko zrozumiala na opak.
Sorry! nie bede cie tu glaskac bo moim celem jest zebys sie pozbierala do kupy dziewczyno.
ale tylko wtedy kiedy ty naprawde bedziesz tego chciala - jak na razie to idealnie twoj stan oddaje tytul watku :
"ty kochasdz swoj toksyczny zwiazek"
Ciężko Ci to Merry wprowadzać w życie o czym wszystkie babki tu piszą. Zadręczasz się tym myśleniem (też tak miałam) "na opak", a one do niczego nie doprowadzają tylko do nieuzasadnionego poczucia winy itd. Przeanalizuj wszystko , co tu dziewczyny radzą. AB89 i Jasmi1-to mądre babki, dokładnie znają problem i fachowo o tym piszą.
jasmi1 - przeczytałam wbrew pozorom i na tym sie skończyło. Ciężko zmienić moje mysli. Jestem chyba za bardzo uparta... Niestety, myślałam ze więcej się naucze, a tym czasem cofnęłam się po raz kolejny...
Pojechałam dziś do krakowa by wprowadzic sie na nowe mieszkanie. I przeraziłam sie standardem mieszkania... ale moze to nie byłoby tak zle gdyby nie to, ze mialam tam siedziec 3 dni sama. I na ta mysl- telefon do rodzicow (ktorzy chwala bogu byli jeszcze w krk) by przyjechali i mnie zabrali do domu. Wrociłam. I doszłam do wniosku, ze wszedzie mi zle. I tam bedzie mi źle i tu w domu rowniez (bo tu mi wszystko przypomina P.)... no i poprosiłam mame by kupiła mi deprim. Pomyślałam ze to doda mi energii do działania. Mojemu kuzynowi to pomogło. Wiec moze i mi pomoże. Czuje ze i tak wszystko sie zacznie i poleszy dopiero jak zaczne studia... Jak wkrece sie na nowo w towarzystwo to bedzie spoko... takie mam wrazenie.
Trzymajcie po prostu za mnie kciuki... i jesli potraficie- nadal mi tłuczcie do głowy co robie źle i jak powinnam myslec... Bo sama (i nawet z pomoca jakichkolwiek ksiązek) nie umiem sobie tego przetłumaczyc...
Merry , sorki ale nie sadze ze przeczytalas.
Jezeli tak to tym bardziej dziwne bo tam jest dokladnie opisany stan po "odstawieniu"
Ta literatura ma jedno do siebie do niej trzeba wracac!!!!!
Czytasz i wracasz a z dotrze do ciebie co tam pisze.
Pisalas nie tak dawno ze dopiero pierwszy raz slyszysz o tym ze KKZb jezeli sie nie leczy to nastepny jej zwiazek rowniez jest toksyczny - a to abecadlo takich pozycji
to pierwsze co w takich ksiazkach pisze.
Prosze Cie Marry, kup, sciagnic w PDF chociazby podtawe czyli "Kobieta kochajaca za bardzo"
Wtedy jest jakikolwiek sens ci doradzac.
Pozdrawiam cie cieplo.
jsmi1 czyałam "Kobiety kochające za bardzo" dwa razy i do niektorych fragmetnów wracam... Czytałam tez "uzaleznienie od partnera (..)"... większość wiem, ale wciąż nie umiem sobie uświadomić ze kocham za bardzo. Czasem mi sie zdaje, ze az tak źle moze ze mna nie jest... przynajmniej chciałabym w to wierzyc... Ponadto wracam wciąż do tego artykułu... Streszczona wersja ksiazki... Pomaga w momencie gdy mam doła.
Dzis ma o dziwo bdb humor. Nie mysle o nim cały czas. Myśle w sumie tak srednio co 3 lub 4 godziny. W porównaniu z ostatnimi dniami to bardzo mało...
Dobrze sie czuje... i wiem, ze bedzie jeszcze lepiej z czasem. Kupiłam sobie ten deprim. Zobaczymy czy pomoże mi w działaniu. Podono ma dodac energii. mam nadzieje ze doda. ![]()
No to Merry jak czytalac to wiesz co pisze w pierwszych akapitach tych ksiazek...
Skoro do ciebie nie dociera i odrzucasz to ze ty jestes uzalezniona to czytaj do skutku:)
Gdzies juz tu nasz kolezanka napisala ze my jestesmy niesamowicie odporne na prawde .
Poki do ciebie to nie dotrze to nic nie ma sensu. bedziesz tylko odbierala wszystko jako atak albo jak we wczesniejszym poscie:
W stylu, nagadalyscie , skonczylam z facetem i to nie moja decyzja.
Tak naprawde Merry skoro przeczytalas pare pozycji to juz wiesz , ze ty nic tak naprawde nie skonczylas:)
Otorzylas furtke
Zawiesilas cos w prozni
itd....
Twoj facet nadal bedzie toba manipulowal w takim samym stopniu jak ty nim.
Bo teraz przeciez tez "gracie"
On . wyrozumialosc i gotowosc pomocy ty chora psychicznie z odbiciami kobieta.
Marry! wez sie w garsc dziewczyno ! szkoda zycia!!!!!!!!!
Uwierz mi.
buziak!
jasmi1... widzisz nie patrzyłam na to w ten sposób... ale może my rzeczywiście teraz gramy ? Np. dzisiaj jest gra kto się pierwszy odezwie (czyli komu bardziej zależy...) i w ten sposób żadne z nas się do siebie dziś nie odzywa. Przynajmniej ja to tak widzę... Ostatnio nawet mu zarzuciłam (wiem, w sumie źle zrobiłam..) ze on to wszystko robi specjalnie- to ,ze sie nie odzywa, ze cały czas sie o mnie troszczy i udaje zadowolonego bym bardziej teskniła i żalowała swojej decyzji. Mogłam mu tego nie pisać, aczkolwiek tak własnie poczułam.
Mam dziś dobry dzień. Mało myśle o nim. Nawet zrobiłam samej sobie test. Wyjęłam nasze zdjęcie i taką kartkę od Niego (wcześniej jak na to patrzyłam od razu płakałam) a dziś nie uroniłam ani jednej łzy... Może poczułam się pewniej ? a może własnie dlatego, ze się do siebie nie odzywamy ? W sumie za każdym razem gdy rozmawiamy -czy to sms, czy gg czy telefonicznie - mam doła i płacze. Dzisiaj nie płakałam. Bo dziś nie mieliśmy kontaktu.
I wiem co to oznacza... to oznacza, ze wylecze sie tylko wtedy gdy zamknę furtkę... ale nie sądziłam ze po rozstaniu, nadal bede musiała cokolwiek zamykać. Może dlatego własnie chciałam rozstać sie z nim w kłotni, by miec powod by milczeć... a jak moge miec powod gdy on teraz chce mi "pomoc" ;/
Wiem... gadam bzdury i usprawiedliwiam się... ale okropnie sie gubie czasami... Ja naprawde nie umiem funkcjonować bez kogoś kto nie powie mi jak się poruszać i co mam myśleć...
Wtedy po tym agresywnym poście do was... uświadomiłam sobie, ze dawno nie podejmowałam decyzji sama. Sawsze ktos mnie kierował. Jak nie P. to moja mama a jak nie ona to przyjaciółka... I postanowiłam zacząć słuchać siebie. Nawet kosztem tego, ze bede bardziej cierpieć. Ale wiem ze mój rozsądek mądrze mi zawsze podpowiadał, tyle ze ja się wiecznie sercem kierowałam. I źle na tym wychodziłam...
I owszem- racja jest taka, ze powinnam odciąć się od Niego na zawsze... Póki co nie umiem. Naucze sie... mam nadzieje.
Cieszę się, że jest coraz lepiej.
To normalne, że w Twojej głowie jest milion myśli naraz, niepewność.
Wiesz, kobiety kochające za bardzo , często się gubią, z jednej strony niby czują, że to co robiły niszczyło Je i trzeba to rach- ciach , zakończyć, lecz z drugiej strony są tak uzależnione, że mają nadzieję, że to nieprawda i wszyscy wokół się mylą i ich dawny zwiażek można jeszcze odratować.
Oby z każdym dniem było coraz lepiej,5 września mówiłaś, że masz umówionego psychologa, oby to nadal były zmiany na lepsze
.
Merry ,
mam dla ciebie propozycje ok?
bedziemy tu kawalkami przerabialy cos fachowego?
Ale bez emocji, na spokojnie ze zrozumieniem.
Ale zeby mialo to sens i zabysmy czasu nie tracily obie musisz sie na to serio zdecydowac i byc bardzo szczera.
Pomysl sobie ze ta wariatka po drugiej stronie drucika slyszala niejedna historie , sama tez to przerabiala wiec pierwszy raz w zyciu nie musisz nic udawac, klamac i koloryzowac ani dramatyzowac itd.
Czekam na twoja odpowiedz.
Buzial!
ps. Pamietaj, tylko wtedy gdy jestes na to gotowa.
Merry ty caly czas jestes w bledzie, ty nie wyleczysz sie zamykajac tylko furtke!
Ty musisz poznac przyczyne tego twojego kochania za bardzo - zmierzyc sie z tym i wyciagnac z tego wnioski.
Merry, zazdroszczę Ci propozycji jasmi1
Jasmi1, chapeaux bas! ![]()
jasmi1... boje się tego .. ale chce. Tylko nie bądź od razu drastyczna na sam początek a oddam się w Twoje ręce... Słucham...
truskaweczka19 - 5wrzesnia ide na to spotkanie do grupy wsparcia... takze... mam nadzieje ze to cos da...
jasmi1 - a czy możesz poprowadzić terapię grupową czy nie bardzo ? ![]()
ode mnie: dla mnie 'bibliami' są "Toksyczne słowa" i "KKZB"
A i nie chwalcie mnie, ja po prostu możliwe, że rozumiem problem, a partner utwierdza mnie tylko w tym, że mimo mojej 'dysfunckji' on ma swoją również - nie mniejszą niż ja (oczywiście usilnie próbując sprawić to co partner Merry - że to ja mam problem nie on i byłoby ok jakbym była "normalna" :] - sranie w banie :] ) , więc nie uwierzę w to co uwierzyła Merry.
Nie chwalcie mnie, bo nadal nie dałam sobie szansy na odzyskanie szacunku i poczucia godności, jedyne co, to tyle, że mam oczy bardzo szeroko otwarte - nie panikuje, nie mam napadów - zaczęłam MYŚLEĆ - i co ? I obietnice, że jak ja się "naprawię" to będzie dobrze jakoś się nie spełniają - w zasadzie śmieszy mnie to co udało mi się zaobserwować - teraz jest tak, że słyszę ciągłe wymagania - coraz to nowsze - nie czepiaj sie o to to bedzie dobrze - jak bedziesz normalna to bedzie seks itd. - coś we mnie pękło w ostatnich dniach, bo widzę, że mimo swojego USZCZERBKU w głowie - zawsze chodziło o kontrolę nade mną - system nagród i kar, szantażowanie : seksem, spotkaniem, sposobem odezwania się do mnie jeśli będę GRZECZNA w jego mniemaniu - przez ostatnie dni strach było mi wyrazić swoją opinię, że coś mi się nie podoba, bo za każdym razem jak się odważyłam nawet na zwrócenie uwagi nawet w formie pół-żartu - żeby powiedzieć i porozmawiać a nie robić awanturę , to kończyło się nie miłym zasypianiem.
Musiałam się wypisać - sorry :]
Tak czy siak coś we mnie pękło - widzę oczami i słucham uszami - dzięki temu moje serce mimo, że nadal boli to jakoś już nie tak jak wcześniej - i na pewno nie jest to "przzwyczajenie do bólu" - ja po prostu WIDZĘ - wybaczcie ale strasznie mi sięto podoba słowo i co dla mnie oznacza - WIDZIEĆ - niedługo dzięki temu będę kochała chyba słowo ROZUMIEĆ ![]()
Oh wybaczcie te filozoficzną paplaninę ![]()
AB89 - Czy Ty nie widzisz , że nic sie nie zmieni ? Przerazona jestem jak Twój facet cię szantażuje. Mój robił to z tzw przyczajki , z ukrycia a Twój robi to jawnie i swiadomie !!! Jak nie będziesz grzeczna to nie bedzie seksu ? Ja piernicze... Weź go kopnij w dupe ! Masakra .... To On ma coś z głową nie TY. Ty masz jedynie to, że mu ulegasz. Litości... zrób cos z tym, a nie tkwij tak jak ja tkwiłam. Nie jest teraz łatwo, ale wiem, że kiedyś będzie lepiej. Ja na Twoim miejscu w ogole bym go nie słuchała i gadała co wlezie, by sie przestraszył, że masz dość takiego braku szacunku ! Ja tak zrobiłam i mój się zaczął starac. Tyle ze mi sie później odechciało. Z resztą wiesz jak było. I dopóki nie dasz mu kopa w dupe do tej pory on nie zrozumie ze to ON ma do jasnej cholery problem !!! Skończony idiota !!!!!!!!! - i nie bedę przepraszała za takie słowa w Jego strone. Musisz to wiedziec, że masz przy sobie faceta, którego żadna z nas by nie chciała....
Przekochana jesteś
Moja Droga ja wiem, że się nic nie zmieni - tak jak Ty wiesz.
Nie wiem czy robi to jawnie - bo kiedy mu JAWNIE oznajmiam, że widzę co robi to oczywiście ma 102 argumenty o dziwno "sensowne" (to się nazywa chyba manipulacja:) ) na to, że to nie szantaż ![]()
Z seksem to wiesz "on ma rację" bo przecież nie ma ochoty na seks ze mna jak ja cały czas marudzę
więc to nie szantaż tylko zrozumiałe - hahahaha. Już ogarnia mnie wybacz śmiech trochę smutny, ale widocznie się z nim z chucią również rozmineliśmy ![]()
No i czepnęłam się żeby nie było, że jestem bez winy, że mi przykro że przyjeżdża do mnie i wieczorem umawia się z kolegą na serwerze żeby pograć - no i powiedzialam ze mi przykro (najlepsze ze jak powiedzialam ze pewnie ten kolega bedac u swojej dziewczyny nie gra z kolegami, to zaraz przyszedl sms od kolegi , ze jest u dizewczyny i jutro zagraja
- no ale moj mial argument ze oni dopiero zaczynaja a my to juz tyle lat razem - jessssuniu
)- ale się wkurzył że czepiam sie (chociaz byly dni ze mowilam - bierz komp.bo ja mam duzo pracy wiec ty sobie pograsz ja porobie swoje ale bedziemy razem)
To on mnie zostawia ciągle - jak wczoraj - zaczął się śmiać że odkąd u mnie jest to już 10 h grał - a ja że to dużo, on że tak faktycznie i sie uśmiecha i cieszy tą grą, a ja że szkoda że jak mamy pare dni razem "mieszkania" to on grał - no to wstał powiedział że znowu schrzaniłam wieczor i znowu przeze mnie seksu nie bedzie, poszedl do sypialni zamknal drzwi i wł tv.
Wkurwiłam się nie ziemsko, że zamknal drzwi w moim domu MI do sypialni, i że jak zwykle uciął rozmowe , wyszedl, i nie chcial nic wyjaśniać. Także pierwszy raz już nie miałam dylematu - umyłam się i ... poszłam spać do swojego pokoju :]
To tylko po jakimś czasie wszedł do mnie powiedział : "to ty tak?" ja "zamknales mi drzwi do sypialni" on "ok zapamietam" i poszedl spac, ja ryczalam u siebie - na pewno slyszal bo nie zle dawalam bo mi nerwy pusciły, a on nic - rano wstalam obudzilam go - ubral sie powiedzial ze nie jedzie jak w ostatnich dniach ze mna busem tylko inna trasa, powiedzial ze nie zamknal drzwi, na co ja ze one same sie nie zamykaja tylko trzeba sie o to postarac - tak sa zrobione, a on ze zamknal bo wlaczyl telewizor - powiedzialam mu ze bzdura bo nie robil tego, u mnie w pokoju tv bylo wylaczone wiec nie przebijalo glosow - a on ze jestem ograniczona, glupia itp no i sie rozjechalismy :]
Coś we mnie pękło jak płakałam i wiedziałam ze on to słyszy i nic, po prostu nic - a jeszcze tego samego dnia cos zażartowałam ze mój mąż przyszły coś tam zrobi, a on że on będzie moim mężem - woda z mózgu ![]()
Tak czy siak skonczyło się że powiedzial mi ze nie mial wczoraj ze mna o czym rozmawiac a tym ze spalam u siebie to juz w ogóle "dziwi się że rano ze mna rozmawia" - rozmawia = jesteś ogranioczna,tak nie bylo, jestes glupia, ide, pa lecz sie.
No i tyle - znowu rozrywka ![]()
AB89 - Przeczytałam książke "Nie zależy m na Tobie" by sobie uświadomić, jakie sygnały wysyła facet gdy mu na kobiecie nie zalezy. Twoj spełnia wszystkie wymogi... I seks- to że Ci go odmawia miedzy innymi o tym świadczy. Bo gdy oboje ludzi sie kocha, to szukaja sposobu by miec ze soba kontakt fizyczny. Ja ci powiem, że nie raz się ze swoim kłóciłam do upadłego ale na seks zawsze mieliśmy ochotę. Nie było tak, by mi odmówił za kare. Raz czy dwa razy powiedział, że nie ma ochoty bo jest zmeczony ale w końcowym efekcie i tak sie kochalismy. On ma Cię kompletnie w dupie. Nawet już na Ciebie ochoty nie ma. Za kazdym razem szuka wymówki by się z Tobą nie kochać. Litosci... błagam Cie odejdź od Niego. To jest tragiczny facet. On kompletnie w ani jednej rzeczy która do Ciebie mówi nie ma racji ! Mówie ci to jako osoba z boku która to po prostu widzi ! Poza tym, olał to ze płaczesz. "Tak płacz sobie idiotko, ja bede twardy i zobaczymy kto tu rządzi. Jeszcze przylecisz mnie przeprosić !"... litości... błagam!!!!!!! To jest okropne. Mój nawet nie był aż tak złym człowiekiem. twój to już totalne dno ! Chcesz miec z kims takim dzieci ? Chcesz zeby przy Twoich dzieciach zamknął Cie w sypialni, albo powiedział zebys spała w łazience ? Albo sam najlepiej bedzie wychodził na noc do "kolegów". On juz znalazł sobie pewnie pocieszycielke w innych ramionach. Tobie proponuje to samo... Olej tego idiotę ! Musisz to zrobić !!!!!!! MUSISZ !!!!
Jaką pocieszycielkę ? Eeee nie no bez przesady - jest draniem dupkiem, i zwyczajnie po prostu jeszcze dzieciakiem, ciężko opisać mi jak jest.
Wiesz on należy niestety dla mnie do tych facetów co czasami przez weekend jak tydzień temu z wyra nie chce mnie wypuścić - kupil mi/nam nowe "zabawki" - nasze życie łóżkowe jest bardzo ciekawe, i tydzien temu po prostu dzien w dzien przez caly weekend, a potem ma tak ze może nie miec ochoty przez nastepny weekend - niestety jest taki ze jedna rzecz go wyprowadzi z rownowagi ja ktos coś - i koniec nie ma Pan humorku. Powiedzialam mu ze szuka wymowki, ale wiesz słowo za słowo - "wkurzylas mnie wiec nie mam ochoty na seks" jak jest dobrze to ma zawsze (jak tydzien temu) zarzucił mi " czy zawsze musi byc seks i czy nie mozemy spedzic jednego weekendu po prostu siedzac ze soba tylko zawsze musimy sie kochac" - moze mnie zdradza,ale chyba wtedy by tak bardzo u mnie nie chcial przesiadywac... nie wiem
Ale żeby twierdzic ze juz mnei zdradza ? Nie wiem , może tak jest ale chyba ciąglę po każdym zostawieniu mnie by znowu nie wracał - ja czuję że mnie kocha ale czuję też że jest na tyle dziecinny że mysli ze zwiazek to jest dobry jak wszystko dziala na jego zasadach i wteedy wszscy sa szczesliwy no i jest dupkiem - jest tak zakompleksiony ze zeby nie okazac slabosci to - potrafi zranic okropnie byle nie pokazac ze sam zostal zraniony.
Nie wiem moze Ty masz racje ze mne zdradza itp, ale jakos nie wydaje mi sie, nie wiem , bo ciagle tylko pisze z kolegami siedzi u mnie non stop od pt wiec chyba jakos musialby sie kontaktowac. nie wiem - moze przez fb.
Jedno jest pewne - nie pokazuje mi w ogole ze mu zalezy jesli nawet tak jest, to on tego nie umie pokazac a przez to nie pozostawia mi wyboru wierzyc w suche fakty - i w nie wierze.
PS. też to przeczytałam i jeszcze " ludzie wredni" ![]()
Ps2. On się obraża o wszystko - codziennie chce do mnie przyjezdzac jak teraz jestem sama a nawet wczoraj jak powiedzial ze cos wlasny biznes a ja sie usmiechnelam i powiedzialam ze fajnie ale najpierw musi miec jakakolwiek prace (nie ma zadnej od dawna - wczesniej ze mna - 2 lata temu - i czasami na noc jak brat mu zalatwi - 2 razy w miesiacu) to sie obraził na mnie i juz wtedy zaczal ze "zjebałam wieczor" - no cóż jeśli jego tak krytyka boli a stwierdzilam po prostu fakt ze jest leniwy, to sorry...no ale on taki jest skrytykujesz go a on juz na 3 dni sie obraża. A ja nie przepraszam - no bo za co - to był żart i trochę zdrowej krytyki :]
Tzn rzeczywiście, nie osadzam go że Cię zdradza. Jakoś nie widzę wyraźnych sygnałów. Poza tym ten typ raczej nie zdradza, bo jest za bardzo zakompleksiony i żadna kobieta poza Toba (i Twoim typem) by go nie zrozumiała. Nie podoba mi sie tylko sposób w jaki cie karze. Naprawdę nawet rozmowa tutaj nie pomoże. Jemu trzeba dac konkretnego kopa. Szkoda, że nikt obcy nie może mu zwrócic uwagi, bo wtedy inaczej się patrzy na takie rzeczy. Oiii gdybym ja była świadkiem takiej sceny to bym go zjadła ! Zabiłabym go słowami. Dosłownie. Nie znosi słów krytyki i zawsze będzie odpowiadał atakiem na "atak". Ja tez tak miałam swego czasu. Żadne słowa krytyki do mnie nie mogły trafiac bo czułam się atakowana. A potem mi przesżło w momencie gdy P. miał to samo. Radziłam mu jak rozwiązac jakiś problem a on mnie atakował, że jestem "najmądrzejsza"... I przestałam cokolwiek mówić ze strachu, żeby go nie urazić i nie obrazic. AB89 nie warto ! Naprawdę... błagam Cię. Zrozum. Może Jasmi1 ci pomoże też do tego dojść... mam taka nadzieje...
dziękuję za chęć wstawienia się - przypomina mi się jak moja przyjaciółka po ostatniej jakiejś "mocniejszej" akcji - tak się wkurzyła, że kazała mi dać do niego numer - i wiem, że mu by tak nagadała , że zrobiłby się malusieńki...
No właśnie gdyby ktoś to mógł z boku zobaczyć... kiedyś mu zagroziłam w emocjach, że powiem jego bratu (on go traktuje jak guru - ojca ogromnie mu zależy na jego opinii chociaż z nim też okropnie drze koty) jak jestem traktowana, ale oczywiście nie zrobiłabym tego, bo to głupie. No i co chciałam napisać ? a! że właśnie wg "toksycznych słów" które zrobiły na mnie największe wrażenie - kobiety nie zdają sobie sprawy co jest im robione , bo wszystko dzieje się "w czterech ścianach"
jasmi1 bardzo mi pomogła, dzięki niej zaczęłam patrzeć inaczej na swoją rodzinę, postawiłam pewne kroki już w walce ze skutkami tego co robi mi mama, i mimo, że wczoraj płakałam i mimo że tydzień temu dałam się przeprosić partnerowi mimo że zrobił coś co było po prostu najgorsze na świecie i mimo ze brne w to dalej - to już z inną myślą - nie robię dobrze jest mi wstyd że daje się być szmatą, ale jestem spokojna , ja się pierwsza nie odzywam , więc jeśli on po wczoraj i dziś rano się już nie odezwie a nie odzywa się to ja spokojnie potrafię to przejść - za dużo razy to przechodziłam - nawet będzie mi łatwiej - bo coś wczoraj we mnie pękło kiedy to jużpo raz drugi nie zrobił sobie nic z płaczu w jego obecności - słyszał jak ryczę i nie przyszedł.
Dziewczyny-tu się nic w Waszych związkach nie zmieni!
Czytam z zapartym tchem ten wątek i jakbym czytała chwilami o sobie. Tyle, że ja jestem 9 lat po ślubie, z przerwą-kto doczytał
Kiedyś mąż był inny, teraz już od iluś lat robi ze mną podobnie jak z Wami wasi faceci. Wczoraj też ze mną seksu nie chciał-bo zmęczony był-a to guzik prawda-to jest robione z premedytacją, bo czasem mnie się nie chce po całym dniu roboty w pracy i w domu. Ryczałam jak wół-bo mówiąc mi to siedział przed kompem , popijał drinka, pisał smsy, podobno z siostrą i nawet w oczy mi nie spojrzał, a wiedział, że się "szykuję". Też słyszał mój płacz, wręcz szloch ( jeszcze mam PMS
i inne stresy) więc w ogóle mnie to dobiło i co? Nic, kompletnie go to nie ruszało, miał centralnie w tyłku, potem zaczęła się rozmowa, że ja wszystkiemu jestem winna, bo ja nie okazuję mu uczuć i nigdy nie jestem taka otwarta jak on, bo ja nie podzielam jego zainteresowań, bo ograniczam go w piciu.......pełno tego było, nawet stwierdzenie, że nigdy nie zobaczę w jego oczach, że mnie tak kocha jak kiedyś itd. W końcu na seks mu się zebrało, dziś jakieś smsy dziwne, jakich nigdy nie pisał.
Więc nie bierzcie ze mnie przykładu kobietki, tylko działajcie by uwolnić się z tego wszystkiego póki jesteście tylko we dwoje (Merry już nie), bo to nie rokuje nic dobrego, a ja to już chyba jestem beznadziejny przypadek ![]()
Dziewczyny-tu się nic w Waszych związkach nie zmieni!
Czytam z zapartym tchem ten wątek i jakbym czytała chwilami o sobie. Tyle, że ja jestem 9 lat po ślubie, z przerwą-kto doczytałKiedyś mąż był inny, teraz już od iluś lat robi ze mną podobnie jak z Wami wasi faceci. Wczoraj też ze mną seksu nie chciał-bo zmęczony był-a to guzik prawda-to jest robione z premedytacją, bo czasem mnie się nie chce po całym dniu roboty w pracy i w domu. Ryczałam jak wół-bo mówiąc mi to siedział przed kompem , popijał drinka, pisał smsy, podobno z siostrą i nawet w oczy mi nie spojrzał, a wiedział, że się "szykuję". Też słyszał mój płacz, wręcz szloch ( jeszcze mam PMS
i inne stresy) więc w ogóle mnie to dobiło i co? Nic, kompletnie go to nie ruszało, miał centralnie w tyłku, potem zaczęła się rozmowa, że ja wszystkiemu jestem winna, bo ja nie okazuję mu uczuć i nigdy nie jestem taka otwarta jak on, bo ja nie podzielam jego zainteresowań, bo ograniczam go w piciu.......pełno tego było, nawet stwierdzenie, że nigdy nie zobaczę w jego oczach, że mnie tak kocha jak kiedyś itd. W końcu na seks mu się zebrało, dziś jakieś smsy dziwne, jakich nigdy nie pisał.
Więc nie bierzcie ze mnie przykładu kobietki, tylko działajcie by uwolnić się z tego wszystkiego póki jesteście tylko we dwoje (Merry już nie), bo to nie rokuje nic dobrego, a ja to już chyba jestem beznadziejny przypadek
Eh Ty jesteś 9 lat po ślubie , ja po 5 latach związku bez żadnych "obietnic", a widzę, że już mam to samo co Ty - i to wszystko - z tym szlochem to ja też PSM,bo rano okresu dostałam
ale i tak jak na PSM i na to jak mnie "wkurzał" zachowywałam pełen spokój - i to było dziwne ! Ale naprawdę mam te same sytuacje, okropne słowa "że nigdy nie zobaczyć w jego oczach...", zmęczenie a na grę ma siłę - u mnie akurat to kwestia "mojej winy że się czepiam o coś"
, obwinianie, ograniczanie w sprawach , w których moim zdaniem powinno się "działać" - jak picie, i ten seks później - to takie smutne dla mnie że się zgodziłaś , ale rozumiem to ja godziłam się na przeróżne rzeczy - np. zaraz po jakimś wyzywaniu mnie czy paru dniach nieodzywania się , to jest takie uwłaczające, aż mi się płakać chcę, ale absolutnie nie nad sobą - tylko, że sama chciałabym Ci pomóc krzyknąć "Dziewczyno nie daj się nie szanować to się nie zmieni", a wiem że to nie działa
Ja za sobą nie płaczę bo od jakiegoś czasu za każdym razem powatarzam sobie "to twój wybor ze nie dajesz sie szanowac wiec nie ma co plakac" - dlatego też może wwczoraj w końcu zrobiłam krok i nie położyłam się koło niego, wiedziałam, że źle bym spała, a tak jak już usnęłam to jak kamień
Nie weźmiemy z Cibie przykładu, ale co Ty kochana zrobisz ? Nie zawalczysz o siebie ? Pogodzisz się ze swoim losem ?
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026