Anechoretas, to bardzo smutne, co napisałeś. Rób więc wszystko, żeby tak nie było
Ci panowie o których mówisz są ogólnie bardzo samotni, czy tylko kobiet im brakuje? Nie mieli też żadnych koleżanek?
Tsedom napisał/a:Macie jakiś pomysł jak to zmienić? Czy to jest normalne, że podczas występu przed dużą publicznością nie mam tremy, a podczas zwykłej rozmowy, z jedną tylko kobietą, zżera mnie nieśmiałość?
Klucz to poszerzanie swojej ''strefy komfortu''. Strefa komfortu to taka ''psychologiczna przestrzeń, w której czujemy się bezpiecznie''.
http://www.pozaschematy.pl/2008/06/09/opuscic-swoja-strefe-komfortu/
Myślę, że wygłaszanie przemówień przed dużym audytorium też na początku nie było dla Ciebei łatwe i stresowało cię. Musiałeś stopnioow oswajać się z tego typu sytuacją. Podobnie będzie z rozmową z kobietami. Ja kiedyś bałam się zapytać obcą osobę o godzinę, wystarczyło zrobić to paredziesiąt razy i trema znikła.
Poza tym, ja akurat nie uważam jak Busiu, że wygląd ma aż TAKIE znaczenie. Z drugiej strony, pewnie właśnie fizycznie nie byłabym w twoim typie - twarz mam ładną, ale ubieram się mało kobieco, tylko tak, żeby było mi wygodnie. Nie maluję się. I mam nadwagę ;P Za to uwielbiam seks i mam wysokie libido, także ''cnotliwy'' wygląd się na to nie przekłada.
W każdym razie moim zdaniem związek zaczyna się od przyjaźni i podobnego poczucia humoru, spojrzenia na świat. Mogę ci też polecić fajną książkę, którą czytałam (nie zraź się wyglądem strony) - nie jest to ''płytki poradnik''. Daje dużo do myślenia.
http://www.jakzdobywac.pl/jak_zdobyc_osobe_ktora_kochasz.php
truskaweczka19 napisał/a:''Nie mam na celu obrazić się tylko uświadomić, że może źle szukasz, nie tam gdzie potrzeba. Może spotkasz wymalowane panie, które podobają Ci się, ale nie pasujecie do siebie, ona ma inny świat, Ty masz inny i nie da się tego pogodzić. Oczywiście , zdarza się, że dziewczyna jest bardzo ambitna jak Ty , a ubiera się przy tym szałowo, ale to też nie jest tak wiele przypadkóe.
I też sądzę tak, jak Truskaweczka. Przecież ''klubowiczki'' nie pasują do Ciebie.. Skarżyłeś się w innym wątku, że dziewcyzny wiązały się z tobą i zdradzały po tygodniu - ''porządna'' dziewczyna nie zwiąże się z kimś, kogo nie kocha, o kim zapomni po kilku dniach, bo inny koleś na dyskotece jej się spodobał. Wydają mi się te twoje ''divy'' strasznie płytkie. A te ''związki'' tworzone były chyba tak na szybko, byle jak, bez wzajemnego poznania. Mi np. inteligencja i oczytanie bardzo mi imponuje. To zresztą mój warunek nr 1 u faceta. Mój chłopak jest właśnie inteligentny, spokojny, nieśmiały (poznałam go w internecie), no i absolutnie nie przeszkadza mi, że klubów nie znosi, bo mam tak samo. Fascynował mnie jego charakter. Uważasz, że masz poczucie humoru? Bo to moim zdaniem też konieczne, żeby zafascynować dziewczynę. A jak jeszcze jesteś pogodzony ze sobą i masz dystans do siebie i świata, to każda (fajna) jest Twoja 
Tak offtopując, zastanawia mnie, czemu określasz się jako ''zagorzałego'' katolika - wydaje mi się, że powinieneś mieć otwarty umysł
A co za tym idzie, nie być 'radykalny' w swoich przekonaniach. Ja prowadziłam i prowadzę duchowe poszukiwania, chodziłam na spotkania chrześcijańskiego kółka, poznałam tam świetnych ludzi, ale wciąż nie ejstem pewna, w co mam wierzyć, na nic nie ma mocnych dowodów. Ciekawe, co rozumiesz przez określenie 'zagorzały' ;>