Na początku chciałam się przywitać.Od pewnego czasu śledzę forum, jednak ten temat wzbudził u mnie tak wielkie emocję że postanowiłam napisać coś od siebie. U mnie sytuacja była trochę inna. Sama jestem studentką 4 roku Psychologi i całe moje teraźniejsze życie opierała się na edukacji. Sęk w tym że problem zawsze zostaje taki sam i każdy musi zmierzyć się z tym ciężkim wyborem. Z rodziny mam tylko starszego brata (42l.), który ma już dwójkę dzieci. Ja studiuje 400 kilometrów od rodzinnej miejscowości, wracam do domu raz na 2-3 tygodnie. Od jakiś siedmiu lat z rodziców została mi tylko mama. Początkowo pomagał jej mój brat - ma on swoją rodzinę i swoje problemy życia codziennego więc czasu też brakowało. Z biegiem czasu było coraz gorzej, nie było mnie często na miejscu ale mogłam stwierdzi, że przecenia swoje możliwości. Jakiś rok temu poważnie zastanawiałam się nad rezygnacją z studiów na rzecz całodobowej opieki nad mamą. Dużo nad tym myślałam, w moim wypadku wpadłam na rozwiązanie. Jeżeli teraz bym się poddała to tak naprawdę zmarnowała bym wiele lat wyrzeczeń, które poświęciła mi mama bym mogła stać w tym miejscu w których jestem teraz. Jakieś 3 lata temu postanowiłam się uczyć i znaleźć się w czołówce by zdobyć stypendium naukowe + pracować w weekendy. Jakoś się udało, całą kwotę przekazałam żonie brata, by ta mogła przenieść mamę do ich domu . Nie było to długoterminowe rozwiązanie, koleżanka(poznałam przez to, że ja wynajeliśmy) pracowała w pewnej z firm która zajmuje się usługami pielęgnacyjnymi. Firma nazywa się [niedozwolony link], działa na terenie całej Polski. Osobiście polecam sprawdzić chociaż na chwile - dla wytchnienia, my skorzystaliśmy z powodu wyjazdu na ślub kuzyna, nie mieliśmy z kim zostawić matki. Nie mogła biedna pojechać z nami, była już zbyt słaba. Gryzło mnie sumienie i wróciłam tego samego dnia, od razu po uroczystości w kościele. Nie chciałam by moja mama została z myślami, że cała rodzina się spotyka bez niej. I wtedy właśnie spotkałam Gosię, która była młodą opiekunką, przekonałam się do niej i przez 5 dni spędziłyśmy razem czas na wspólnej opiece. Wracając do tematu, najważniejsza rzecz którą chcę wam przekazać. Dużo czytałam na ten temat, byłam bardzo zdesperowana i miałam dużo czarnych myśli na temat oddania mamy do jakiejś placówki ( czarne tylko dla tego, że ona mogła by to źle znieść ). Jestem jestem jeszcze młoda i nie planuje wyjścia za mąż, ale wiem że wiele z was zajmuje się już domem i poświęcacie 120 % swojego czasu niepełnosprawnym rodzicom. Musicie pamiętać, że istnieje coś takiego jak wynagrodzenie pielęgnacyjne, częściowy zwrot kosztów z takich rzeczy jak pieluchy, oraz inne rzeczy, które możemy uzyskać dodatkowo. Warto tym się zainteresować i spróbować opiekować się swoim ,,starcem" w domu
Warto spróbować ! Walczmy o swoje. Powodzenia i mam nadzieję że swoją historią dałam wam trochę motywacji oraz pomysłów. Wiem też, że sytuację są rożne i nie zawsze można sobie pozwolić na takie środki jak ja. Wiem też również, że jesteście o wiele silniejsze niż ja! Pozdrawiam.
Ps: Przepraszam, że tak dużo tekstu. Mogłabym tak jeszcze pisać i pisać. Myślę jednak że wymieniłam najważniejsze rzeczy, które mogą wam pomóc w przetrwaniu tego ciężkiego okresu