Anet, widzę coraz więcej podobieństwa w naszych historiach.... również wróciłam do byłego... tego z którym żyłam 9 lat.... wiesz wynika to pewnie z checi poczucia bezpieczeństwa w moim przypadku. Jak ja Cie doskonale rozumiem.... tak mi sie wydaje, że jeden facet niestety jest jakimś lekarstwem na drugiego..... nie potrafię ani Tobie ani sobie ani nikomu wyjaśnić dlaczego kochamy niewłaściwych facetów?
wiesz, na to pytanie jak nie skrzywidzić tego, który na to nie zasługuje.... przyjdzie Ci odpowiedź sama... niespodziewanie... poprostu poczujesz, ze jesteś w stanie znaleźć równowagę pomiędzy zdrowym rozsądkiem a nie zabitym uczuciem do PP... ( nie wiem czy umiem to jasno opisać o co mi chodzi więc wybaczcie mi czasami zakręcone wywody
) ja w tej chwili jestem w takiej równowadze, myślę o tym, że jest przy mnie facet który zrobi dla mnie wszystko i że ja jestem mu za to starsznie wdzięczna.... i pewnie nawet kocham go na jakiś swój sposób... ale to nie jest takie hmm jak to nazwałaś " pływanie w chmurach" ale dziewczyny tak jak pisałam tutaj wcześniej : jeżeli to pływanie w chmurach ma tyle kosztować naszego zdrowia, łez, emocji, zwątpienia... to ja dziękuję - postoję.....
Anet wcale nie musisz go skrzywdzić.... jeśli dajesz mu ciepło zrozumienie i on otrzymuje to samo i takie tam inne wasze wartości... to wcale go nei skrzywdzisz. Słuchaj no bo co Ci dało to latanie po niebie? ..... znamy odpowiedź
Podobne tematy
Wiecie co...coś mi chodzi po tej głupiej blond główce i aż sie boje powiedziec...bo juz widze te posty.... ale ja chyba potrzebuje teraz takiego faceta "do bicia" Jeżeli będzie na tyle wytrwały to to przeżyje. KGB- moje latanie w chmurach to do d..... już wcześniej to wiedziałam..dlatego teraz miedzy mną a PP tak sie to zakończyło. Ja tez teraz mam poczucie bezpieczeńtwa ,ktorego nie miałam z PP. Mam kwiaty od posłańca,życzenia na różne okazje, telefony,smsy- wszystko..wiesz o czym mówie...A z PP? wszystko musiałam "wydzierać" a on potrafił napisać : gdzie zyczenia dla mnie na Walentynki?
Z PP próbowałam wszystkiego: byłam dobra- byłam zła, byłam wierna- i niewierna, byłam smutna- i pogodna, cierpliwa-i niecierpliwa, ustępowałam-i nie ustępowałam, wyzywałam- i przepraszałam itd... wszystko już było..naprawde! Nic nie zadziałało. A teraz ...skoro zrzuciłam go już z piedestału...zaczynam myśleć o sobie. A skoro potrzebuje tego aby kogoś "lać" to będę...chyba!!!
.. to pewnie jakiś etap... to dobrze, że myślisz o sobie to bardzo ważne... pamiętaj jednak, że zło do nas wraca.... więc jeśli to staje się cechą Twojego charakteru, że stajesz się poprostu taką osobą... to ważne jest aby Twoj nowy partner to akceptował był tego świadomy.... bo napewno nie chodzi Tobie o świadome perfidne krzywdzenie kogoś... po prostu życie doświadczyło Ciebie tak a nie inaczej i to mogło wpłynąć na to, że stałaś sie inną osobą.
Ja mam trochę podobnie.... tzn. po tym wszystkim powiedziałam jedno zdanie "współczuję każdemu facetowi, który zechce się do mnie zbliżyć" kilku próbowało - ale dali sobie spokój... udało się jednemu ... temu pierwszemu ( ale to już inna i nudna historia
)
Ja tez się dzis usmiecham sama do siebie taka piekna pogoda
slicznie słonce świeci
Ja tylko nie wiem czemu mężczyźni tak szybko rezygnują z miłości, chyba ich honor i duma są od tego ważniejsze ...
Kocham i niestety moje uczucie wcale nie zmalało a serce rozrywa ból ale przyzwyczajam się bo do wszytskiego mozna się przyzwyczaić wiec naucze się zyc z tym bolem bo on jest czescia mnie...
Tak...bardzo dobrze sie rozumiemy KGB! Ja nie jestem ZŁA, nie jestem złym człowiekiem...może nawet za dobra jestem i dlatego lgnie kurde do mnie to...co złe!! Oni tak sie zachowują jakby ładowali przy mnie swoje akumulatory....ale ja też już ciągne na ostatkach energii....Nie chce nikogo krzywdzic...a boje sie tego,z kiedy on (PP) zaproponowałby mi albo nie...zaoferował"normalne" życie...to zostawię wszystko i będę z nim. Nawet po to by byc na chwile i przekonać sie ,że to nie dla mnie....Nie wiem ,czy znalazłabym w sobie tyle siły aby powiedzieć definitywnie NIE! Wiem, że ten psychol jest gdzieś i czeka na mój ruch..czeka aż stanę sie jego"uniżonym podnóżkiem". Złamanie mnie jest chyba jego celem. Wiem ,że wiele przeszedł w swoim życiu...tylko dlatego jeszcze to wszystko u niego toleruje..naprawde.Nawet czasami jest mi go żal... Wiesz co mi kiedyś powiedział? że nienawidzi kobiet,a ja jestem jedyna do której ma potrzebę sie odzywać! Akurat w to wierzę....na tyle go znam..Nie wiem tylko co mu te "złe" kobiety zrobiły???? Ja też mam złe doświaczenia z facetami...a jednak ich nie krzywdze...
Kiedyś moja mądra siostra powiedziała mi: ciesz sie z tego ,że było Ci dane doznać takiej miłości,takiego odlotu i tych chmur, niektórzy nigdy, całe zycie tego nie maja dane przeżyc!!!! Ciesze sie!...wiem juz jak to jest!....tylko potem cięzko dreptac po ziemi.....
Ból pewnie minie......zawsze mija...tylko trzeba sie nauczyć na nowo chodzić!!!!
74 2011-02-10 12:23:37 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2011-02-10 12:25:14)
Własnie masz nadzieje że może chociaz trochę zapomnisz...a tu bach ...śni się jak gdyby nigdy nic...i weź tu czlowieku zyj normalnie!
a no wszystko wymaga czasu ![]()
"Nie chcę by ktokolwiek się do mnie odzywał. W tej chwili nie jestem w stanie znieść widoku niczyjej twarzy. Udaaje mi się nawet przez jakiś czas unikać Richarda z Teksasu, ale w końcu odnajduje mnie przy kolacji i zasiada- odważny człowiek- w obłoku czarnego dymu mojej odrazy do samej siebie.
-Co cię tak zgniotło? odzywa się, przeciągając samogłoski, jak zwykle z wykałaczką w zębach.
- Nie pytaj- odpowadam, po czym zaczynam mówić i mówię dosłownie wszystko- A najgorsze jest to,że nie mogę sobie poradzić z obsesją na pukncie Davida. Myślalam, że już mi przeszło, ale okazuje się, że tak nie jest!
- Daj sobie jeszcze pół roku, poczujesz się lepiej.
- Już dałam sobie 12 miesięcy
- To jeszcze sobie daj 6. Dorzucaj po 6, aż Ci przejdzie. Takie sprawy wymagają czasu.
Gwałtownie wypuszczam powietrze nosem, jak rozzłoszczony byk.
- Żarełko!- mówi Richard- posłuchaj mnie. Kiedyś będziesz wspominała ten okres swojego życia jako słodki czas żałości. Stwierdzisz, że byłaś w żałobie i miałaś załamanie sercowe, ale że twoje życie ulegało zmianie i znadowałaś się w najbardziej odpowiednim do tego miejscu! Wykorzystaj ten czas, każdą jego chwilę! Niech się wszystko ułoży samo!
-Ale ja naprawdę go kochałam!
-Wielka mi rzecz! No więc się w kimś zakochałaś. Nie widzisz, co się stało? Ten gość poruszył pewne miejsce w twoim sercu, głębsze niż mogłabyś się spodziewać. Chcę przez to powiedzieć, że zwaliło cię z nóg, mała. Ale ta miłość, którą wtedy poczułaś, to dopiero początek! Dopiero posmakowałaś miłości. To tylko ograniczona, droba, byle jaka miłość zwyczajnych śmiertelników!Poczekaj trochę a przekonasz się o ile głębiej potrafisz kochać! A niech to, Żarełko!masz w sobie potencjał, żeby pokochać cały świat! To twoje przeznaczenie! Nie śmiej się!
- Nie śmieję się- prawdę mówiąc znów lałam łzy. - I proszę cię żebyś i ty się ze mnie nie śmiał, ale chyba dlatego tak trudno jest mi zapomnieć tego faceta, bo byłam przekonana, że David to bratnia dusza.
- Pewnie tak było.Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz tego wyrażenia. Ludzie uważają, że bratnia dusza oznacza idealne dopasowanie, i tego właśnie wszyscy pragną. Tak naprawdę bratnia dusza to lustro osoba, która pokazuje ci wszystko, co w tobie jest zdławione, osoba która zwraca twoją uwagę na samą siebie, żebyś mogła odmieniać swoje własne życie. Prawdziwe bratnie dusze to prawdopodobnie najważniejsze osoby z jakimi mamy doczynienia, bo to one obalają mury, którymi się otaczamy, ipowodują, że możemy się ocknąć. Ale zostać z bratnią duszą na stałe? Nie. To byłoby zbyt bolesne. Bratnie dusze pojawiają się w najszym życiu , żeby odsłonić przed nam kolejną warstwę nas samych, po czym odchodzą. I dzięki Bogu. Twój problem polega na tym, że po prostu nie masz ochoty opuścić swojej bratniej duszy. A to już koniec,Żarełko. Celem Davida było potrząsnąć Tobą, potarmosić nieco twoje ego, pokazać ci, jakie nosisz w sobie przeszkody i uzależnienia, rozerwać ci serce, żeby mogło wniknąć do niego nowe światło, doprowadzić cię do takiej rozpaczy i bezradności, żebyś m u s i a ł a preobrazić swoje życie, potem przedstawić cię twojej duchowej mistrzyni i z m y ć się. To było jego zadanie i świetnie je wyonał, ale teraz jest po wszystkim. A Ty nie potrafisz tego przyjąć do świadomości. Jesteś niczym pies przy śmietniku, dziecinko...wylizujesz pustą puszkę, starając sie coś jeszcze w niej znaleźć...A jak nie będziesz ostrożna, to zakleszczy się na twoim pysku i całkiem unieszczęśliwi...Więc daj sobie spokój!
- Kiedy ja go kocham.
- No to go kochaj.
- Tęsknię za nim.
- No to tęsknij, Przesyłaj mu trochę miłości i światła za każdym razem, kiedy o nim myślusz a potem daj spokój. Ty po prostu boisz się puścić te ostatnie kawałki Davida, bo wtedy rzeczywiście będziesz sama, a Liz Gilbert śmiertelnie lęka się tego, co się zdarzy, kiedy będzie sama. Musisz jednak coś zrozumieć, Żarełko. Jeśli opróżnisz całą tą przestrzeń umysłu, którą teraz zajmuje Ci obsesja na punkcie tego faceta, powstanie tam próżnia, wolne miejsce....otowrzy się p r z e j ś c i e. I zgadnij co świat zrobi z tym przejściem? Wedrze się przez nie- Bóg sie wedrze- i napełni Cię taką miłością, o jakiej nawet nie marzyłaś. Przestań więc używać Davida do zatykania tego przejścia. Puść go.
- Ale chciałabym,żeby David i ja...
- Widzisz, to jest właśnie twój problem- przerywa mi- Za dużo byś chciała, dziecinko. Czas zmienić te swoje chcenia na usztywnienie...kręgosłupa .
Ta ostatnia uwaga powoduje, że wreszcie wybucham śmiechem.
- Zatem ile czasu minie- pytam Richarda- nim przejdzie ta cała żałość?
-Cchcesz znać dokładną datę?
-Tak
-Coś, co zakreślisz sobie w kalendarzu, tak?
-Tak
- Coś ci powiem, Żarełko...dręczy Cię przymus kontrolowania.
Zapałałam świętym oburzeniem. Przymus kontrolowania? U mnie? Całkiem serio rozważam spoliczkowanie Richarda za tę obelgę. Po chwili jednak gdzieś z głębi mojej furii wydobywa się prawda. Wyraźna, oczywista, żałosna prawda.
On ma całkowitą rację.
Złość we mnie wygasa, równie szybko, jak sie pojawiła.
- Masz całkowitą rację- mówię.
- Wiem,że mam rację, malutka. Posłuchaj, jesteś silną kobietą, przyzwyczajoną dostawać od życia to, czego chcesz, a w swoich ostatnich związkiach nie dostałaś tego i wszystko się w tobie zacięło. Raz w życiu nie poszło ci tak jak trzeba. A nic tak nie wkurza osoby, która ma bzika na punkcie sprawiania kontroli, jak życie, które nie układa się po jej myśli.
- Nie mów, że mam bzika na punkcie sprawowania kontroli.
-Ale to naprawdę Twój problem, Żarełko. No przyznaj się, nikt ci wcześniej tego nie powiedział?
Rozchmurzam się w końcu i przyznaję, że rzeczywiście tak jest.
- W porządku, pewnie masz rację. Może i taki mam problem. To tyko takie niesamowite, że to zauważyłeś.Bo nie sądzę by było to taki eoczywiste...No dobra, chyba mam dość tej rozmowy. Dziękuję ci bardzo
- Musisz się nayuczyć rezygnować, Żarełko. W przeciwnym razie doprowadzisz się do choroby. Nigdy nie prześpisz spokojnie nocy. Będziesz się wiercić i przewracać z boku na bok, powtarzając sobie, że twoje życie to kompletne fiasko. " Co jest ze mną nie tak? dlaczego spieprzyłam wszystkie swoje związki? Dlaczego taki ze mnie nieudacznik?" Niech zgadnę- pewnie znów wałkowałaś to w nocy.
- Już dobrze Richardzie. wystarczy- mówię- chcę żebyś już przestał łazić w środku mojej głowy.
- Więc zamknij drzwi- odpowiada mój duży, teksański jogin."
Jedz, módl się , kochaj Elizabeth Gilbert
można pełzać....wtedy mamy pewność ze nie upadniemy. Ale ja tak nie chce!!!
jasne...kontrola to jest to!!!!
Nikt nie chce trzeba wstac isc dalej pomimo wszytsko. Jesli to teraz tak sie skonczy albo juz skonczylo to się cieszę bo wole teraz niż za 10 lat kiedy bym już miała bardziej ułożone życie narazie jestem młoda i wszytsko przedemna samotnie tez mozna życ trzeba się tylko do tego przyzwyczaic
Tak! lubie kiedy mam racje, kiedy jest po mojej myśli, kiedy ktoś( czyt.facet) łapie moje myśli i pragnienia na zasadzie:rzucam myśl a Ty ją łap! Ale potrafie też iśc na kompromis ...nie jestem jakimś autem!!!! jestem kobietą a męzczyzna musi być mężczyzną! Niech patrzy na mnie z POBŁAŻLIWOŚCIĄ!
Zresztą aby mężczyzna mógł poczuć sie facetem...musimy dać mu szanse.... Oni mimo wszystko uwielbiają być "łowcami" a nie zwierzyną... Im bardziej im uciekamy...tym bardziej nas gonią....Takie prawa natury! A prawda jest taka ,ze gdyby nie my ..kobiety...dalej siedzieli by na czubku drzewa genealogicznego i robili huuuuuuu ,tymczasem kiedy my( kobiety) zmierzamy sobie ściezką do cywilizacji...ha ha!!!!
czytam tytuł naszego posta: PRZEGRYWAM! Pamiętajcie dziewczyny....trzeba czasami przegrać bitwę aby móc wygrać WOJNĘ! Przepraszam...wiem , co nie jedna z Was teraz przeżywa...wiem! Ale mam dzisiaj ten atak "głupawki" i jakieś pozytywne myślenie( moze dlatego ze sie wygadałam a to pomaga) i jakos czuje wiele siły w sobie ( pewnie chwilowo a jutro bedzie dół )....i myśle ze warto tchnąc w Was choć troche pozytywnego myślenia. Jutro pewnie ja będe tego potrzebować...
gadam i gadam ...a tu cisza...skąd ja to znam?
KGB...przykro mi z powodu Twojej choroby... Ja tu pierdziele głupoty a Ty zmagasz sie z gorączką - przepraszam . Zycze zdrowia ...duzo...i siły!
On chce żebyśmy się rozstali w przyjaźni:(cokolwiek to znaczy dla Niego????Bo dla mnie to oznacza spotkanie od czasu do czasu np. kawka i....seks?bo On tak chyba myśli????Ja codziennie cierpię,wypłakuję morze łez.Strasznie ciężko bez Niego a i z Nim nie było lekko...
ja osobiście nie wierze w przyjaźn miedzy meżczyzna a kobietą ..a juz na pewno nie po "związku"
Niestety ja też nie....Powiedzialam,że jak się rozstajemy(on jeszcze podobno nie podjąl decyzji:(....)to ja nie chcę utrzymywać kontaktu bo wiem,że za każdym razem będzie mnie to cholernie bolalo jak się spotkamy lub jak zadzwoni..
Rozstanie w przyjaźni...hmmmm dziwne ,ze zawsze to proponuje osoba ,która odchodzi...Czy to ma zagłuszyć wyrzuty sumienia osoby,która odchodzi a nie tej ,która jest porzucana?
Dobrze powiedziałaś....i nie ma co sie tego wstydzic! Niech on sie wstydzi ,ze coś takiego zaproponował. Tchórz!
Nie wiem co faceci myslą ,kiedy proponują przyjaźn po związku? Moze to ,że łaskawie pomagaja nam przez to przejść... ?
Tak szczerze to nie podal jakiegoś konkretnego powodu....A ja tak się zawsze starałam,dbałam...i po co mi to wszystko???JA ROBIE Z SIEBIE KRETYNKĘ...pisze ale nie odpisuje...dzwonie nie odbiera od razu ale po jakimś czasie....mam teraz noge w szynie siedze sama i rozmyślam co mogło być lepiej,czego nie zrobiłam....w kazdym razie mogę liczyc na Jego pomoc w dotarciu do lekarza...i to ma swoje plusy bo,po wizycie wpada na kawkę i mam go chociaż na chwilkę a później cierpię...
A zapytałaś wogóle dlaczego chce rozsztania?
czy powiedziałaś mu czego Ty chcesz?
Tak powiedzialam...że chcę z Nim być,że nadal kocham.Zapytalam ostatnio ile jeszcze czasu potrzebuje-mam Go nie ponaglać... Najlepsze jest to,że siedzi w domu,nigdzie nie wychodzi,z nikim się nie spotyka....
Wg mnie.....daj mu ten czas. kiedy zobaczysz ,ze zaczyna uciekac ,oddalac sie- zawalcz o ten związek jeśli jest dla Ciebie ważny. Jeśli to nie poskutkuje...odpuść
Walczę o Niego bo jest dla mnie ważnym facetem...ale jak Mu to wytłumaczyć...to taki trudne.Jest bardzo skrytym gościem. W domu rodzince powiedział,że musi sobie WSZYSTKO przemyśleć a nie,że zakończyliśmy związek i ja się cały czas łudzę....mija drugi tydzień...A ja tak tęsknie...
Nie musisz mu tego tłumaczyć ,ze jest dla Ciebie ważny! On to wie....mówisz drugi tydzień czekasz...hmmmm.To musisz nauczyć sie cierpliwości...nie pogonisz i nic nie zrobisz na siłę...wierz mi!
a przede wszystkim powinnas poznać powód waszego rozstania. Nic przeciez nie dzieje się bez powodu....Żeby wiedziec jak walczyc ..musisz wiedzieć z czym walczysz....to moja rada
To jest jedna z moich wad-NIECIERPLIWOŚĆ ona mnie wykańcza.Przecież wiem,że sama potrzebowałabym czasu a nie daje go Jemu:(.Chyba sie domyślam jaki jest powód zbyt Go ograniczałam.kontrolowałam.Jak aa tego teraz żałuję....JAk Mu pokazać,że chcę się zmienić..no jak...
właśnie poprzez to że okażesz cierpliwość.Skoro piszesz,że za bardzo go kontrolowałaś i ograniczałaś....zmień to! Pokaż swoją dojrzałość do tego związku. Wg mnie tylko w ten sposób przekonasz go do siebie. A jeśli juz bardzo nie chcesz czekać to po prostu powiedz mu to przy najbliższym waszym "przyjacielskim" spotkaniu. Powiedz ,ze wiesz jakie błedy popełniałaś i ze teraz chcesz to zmienić bo wiesz ,ze nie było to dobre dla waszego związku. Myślę ,ze facet zaryzykuje...
czasami warto przyznac sie do własnych win i okazać skruchę ( jeśli wiesz ,ze choć troche zawiniłaś)
Łatwo pomyśleć trudniej zrobić.Zmuszam się żeby do Niego nie napisać a i tak mi się to nie udaje...We wtorek ma mnie zawieźć do lekarza chciałabym do tego czasu nie kontaktować się z Nim ale chyba nie dam rady,jestem słaba...Cały dzień o Nim myślę...a i tak jeśli już się powstrzymam to wieczorem nie daję rady i wysyłam esemeska, że bardzo tęsknie....Nie potrafię się na niczym skupić.Bardzo mi Go brakuje chociaż Nasz związek był dziwny....ale byliśmy razem 2lata,tego się nie da wymazać...
Słuchaj...ja wiem ,ze najgorsza jest niepewność. Więc albo daj sobie spokój do tego wtorku albo poproś go o spotkanie i powiedz mu, że masz zamiar to w sobie zmienic aby ratować wasz związek. Jesli nie będzie chciał...będziesz miała jasną sytuacje . Pisanie smsków ,że tesknisz- w tej sytuacji raczej niczego nie zmieni...
Spróbuję nie pisać do wtorku....może wytrzymam....Rano wstaję,córcie do szkoły,kawusia i Forum:)może przetrwam....
o nie nie, Kolejna ofiara... wiesz co Nami doskonale jesteś tu rozumiana wiec posłuchaj.... a co to Ty jesteś lalka porcelanowa, że On musi sie zastanowić? jesteście parą i wszystkie decyzje należy omawiać i podejmować wspólnie jeżeli jest inaczej niech idzie w diabły.... oczywiście wiem, jakie to trudne oczywiście, że wiem. Ale jeśli teraz się złamiesz.... to otworzy pewien ciąg ustępstw... kurde to facet ma walczyć !!!! i tak już jest w ich psychice wpisane od zarania dziejów że mają walczyć.... wiemy dobrze, że my mamy mocniejsza psychikę... ale Oni nie chca takich kobiet.......... Oni muszą walczyć. Jeśli jest uczucie Nami to On będzie walczył - ale nie wyręczaj Go.... jeśli podjął taką decyzję....to co chcesz go zmusić do zmiany??? Ja też dawałam czas..... ciągle dawałam czas........w podziękowaniu dostałam kopniaka... śmieszy mnie też to, że ten idiota myśli, że to ja go rzuciłam:D::D:D szkoda słów mam głupawkę jak Anet.
Z tym lekarzem to nie możesz jakąs taksówke? widzisz on ma sposobność zawalczyć o Ciebie.. ale tego nei robi im szybciej sobie to uświadomisz tym lepiej..... obserwuj ale zachowaj obiektywizm( o ile to możliwe na tym etapie) słuchaj to że nie bedziesz nalegać nie oznacza, że akceptujesz jego decyzję. Może powiedz mu tak: że nie wiesz jaki jest powód rozstania, że jeżeli powodem jest to że go kontrolowałaś itd.. to nie jest problem bo możesz to zmienić..... no wiesz spróbuj te wszystkie za i przeciw i zobacz co powie jeśli nie bedzie miał ochoty rozmawiać to zostaw.... ważne abyś powiedziała sowje zdanie, ale na litość nie proś, nie błagaj i nic ztych rzeczy
ja sie rozpisałam a Anet ujęła to w zdaniu
:D
Anet.... czy myślisz, ze człowiek się zmienia?
A i jeszcze coś .Jedno z ostatnich słow mojego PP : Ty to potrzebujesz dominującego faceta!!!!! No i myśli chyba ze teraz dominuje ha ha !!!!Ale mam dzisiaj jakąś głupawkę i czarny humor!!!!!
Mój też mi tak powiedział:) "Mój" PP nie umiał w ogóle podjąć żadnej decyzji, zawsze, nawet gdy chciałam żeby mi coś doradził, to w odpowiedzi słyszałam coś typu "wybierz to co byś bardziej chciała", albo "wybierz to co będzie dla Ciebie lepsze". Także i tak zawsze musiałam sama podjąć decyzję.
dobrze mówisz KGB!!!
KGB...ludzie tak! ale nie mężczyźni...i to nie tylko moja opinia ale również męskich przyjaciół. Faceci NIGDY sie nie zmieniają! Tylko kamuflarz.....
KGB...ludzie tak! ale nie mężczyźni...i to nie tylko moja opinia ale również męskich przyjaciół. Faceci NIGDY sie nie zmieniają! Tylko kamuflarz.....
A ja zawsze myślałam, że może dla innej będzie lepszy, będzie się starał, może tylko mnie tak olewał. Może wyciągnął jakieś wnioski...
o tym,ze sie nie zmieniają wiem po moim "byłym" Mało tego,że sie nie zmieniają...oni nawet nie wyciągaja wniosków z tego co było ( a to dlatego ,że niczego nie analizują) Tak jak napisałam wcześniej...męzczyźni to proste urządzenia- mają tylko jedną wajhe! i raczej nie mozemy od nich zbyt wiele wymagać ze sfery intelektualnej. czasami wyradza sie jakiś tam "wyrostek" ale to jak biały kruk.....
Ja w to nie wierzę...wcześniej czy później wychodzi ta "zła" natura.....
mnie przynajmniej nigdy taka zmiana osobowości w przypadku faceta sie nie przydarzyła nigdy. A wierzcie mi....troche przeszłam w życiu. Ale jak KGB napisała Zło zawsze wraca...i wraca! Też sie o tym przekonałam....Dlatego ja jestem ta dobra ha ha!!!!!
Czemu niektórzy wracają a niektórzy nie. Skoro nie analizują...to co ich do tego powrotu popycha, zwłaszcza wiedząc, że mają tą męską dumę.
Hmmmm. powiem Ci dlaczego wrócił do mnie mój "były"..... Bo mnie kocha ...a ja go...mniej? I to go ciągnie min. do mnie. Jestem przy nim sobą ,mówię co chce,robię co chce, nie musze udawać przy nim, uważać na wszystko co powiem( żeby nie urazić jak to było w przypadku PP) i......kurde to jest naprawde to!!!! Mniej mi zależy...
męska duma....w uczuciach nie ma czegoś takiego
a głupawa ciągle trzyma......
jest taki kawał, może brzmi feministycznie ale jakoś mnie to zdanie rozbawiło, wiec jest taki kawał: przychodzi facet... i mówi prawde
:D:D
ano mowi... bo tak mu wygodnie
![]()
mówi by mówić...przecież prawdy nie powie bo by skłamał!!!!! ha he
ale jaja...mojemu obecnemu"byłemu" powiedziałam ten dowcip....NIE ZROZUMIAŁ!!!!! he he
Czemu niektórzy wracają a niektórzy nie. Skoro nie analizują...to co ich do tego powrotu popycha, zwłaszcza wiedząc, że mają tą męską dumę.
Jedni wracają, bo kochają ... inni wracają, bo np. nie mają w tym momencie nic lepszego do roboty...... przepraszam, ale tak też bywa i należy brać to pod uwagę.
Słuchajcie no jeśli ktoś kończy....to chyba z jakieś powodu ( nawet jeśli w naszym mniemaniu to brak powodu) ja chyba jestem klasycznym przykładem, ja wiem dlaczego zostawiłam swojego pierwszego - bo spotkałam wielką miłość......
zresztą podobnie jak u anet to sie odbywało. Nie wyszło, dostalam po dupie, i kiedy pojawił się mój pierwszy to pomyślałam : może warto? ale kocham go inaczej, bez splendoru, bez fajerwerek.... z przyczyn oczywistych. A teraz odwrócimy sytuację, wyobraźcie sobie, że ten nasz ukochany wraca do Nas... ten jedyny przez którego płaczemy, nie śpimy - bum wraca..... wiecie co sie okaże? że to już nie to....... zaufajcie mi dziewczyny w marcu zostawił mnie po raz pierwszy : dramat - 2 tygodnie nie jadłam nie piłam wogóle tragedia.... w czerwcu przy kolejnym przypadkowym spotkaniu dostał jakiegoś szału : wziął mnie na ręce, zaczął całować, świata nie widział poza mną...... czyste szaleństwo..... zapropnował wkrótce wspólne mieszkanie..... no myślałam, że nie ma większego szczęścia !!! - BO ON WRÓCIŁ!!!! - dziewczyny nie uwierzycie ale już w sierpniu pokazał sowje prawdziwe oblicze, którego wolałabym nie poznać. W piątek zapropnował wspólne mieszkanie ja odmówiłam bo chciałam czasu za szybko sie działo, ale naprawde szczerze mu tu wytłumaczyłam i taką decyzje podjeliśmy wspólnie że zaczekamy. We wtorek natomias kiedy ja miałam kupić kanapę do swojego mieszkania z myślą że kiedyś ona będzie dla nas on oswiadczył mi że nie za bardzo może bo umówił się ze swoją eks na piwo........... aaa dużo historii możnaby opisać dot jego zmiany. dziewczyny okazał się zupełnie innym kolesiem. dziewczyny oddałabym wszystko, żeby wtedy do mnie nie wrócił.... żebym ja gow tedy nie spotkała..... byłoby lepiej. Może moje doświadczenie skłoni którąś z Was do refleksji... że ten powrót czasami to nie jest dobra sprawa. Mogłam się zastanowić nad tym, że skoro już mnie zostawił - to po co ja chce do Niego? ale Nie ja sobie wytłumaczyłam że skłoniły go osby trzecie ( tym gorzej bo oznacza to ze to dupek bez własnego zdania) dziewczyna mam już wiele za sobą i jakos jasność umysłu... gdyby tak jakoś telepatycznie wspierać .... wiecie co ta psychoterapia forum jest naprawdę rewelka!!!!
a Panie jak zwykle zbierają się do kupy by poobrabiać facetom D*** xD
Anet.... bo TWój "były-obecny" może poprostu jest uczciwy ![]()
No faceci nam ja obrabiaja na kazdym kroku, najczesciej w swoim towarzystwie i na ogol normalnie ( na codzien ) nie uzywaja slow uzywanych wowczas. Moze wiec daj nam tu ponarzekac kulturalnie..... hehehhe
Niejeden facet moglby tu sie nauczyc jak obrabiac tylek bez obelg, chamstwa i szowiznizmu.
Bez obrazy-rzecz jasna
![]()
Pozdr.
tak!...i ta uczciwośc juz na mózg mu pada!
Czytam Wasze posty i tak myślę,że macie rację....to facet powinien walczyć...a ja Mu nie daję szansy bo robię to za Niego.A co jeśli po rozmowie zaproponuje tylko a może aż przyjaźń?BO jak pisałam wcześniej o COŚ takiego mu chodzi???
ja bym powiedziała zeby ja sobie wsadził...... nie wyobrażam sobie przyjaźni z moim PP-napewno nie! Jak miałabym sie z nim spotkać i np. z jego dziewczyna...nie dziekuje może za 30 lat...razem z naszymi wnukami
Czytam Wasze posty i tak myślę,że macie rację....to facet powinien walczyć...a ja Mu nie daję szansy bo robię to za Niego.A co jeśli po rozmowie zaproponuje tylko a może aż przyjaźń?BO jak pisałam wcześniej o COŚ takiego mu chodzi???
to zadaj mu proste pytanie na czym wg. niego polega przyjaźń? Boże to straszne jest, że też wpadają na szalone pomysły przyjaźni nie majac chyba do końca świadomościu o pojęciu tej zażyłości jaką jest przyjaźń. A nawet zwykłe dobre koleżeństwo to że niby co, że jako przyjaciółka miałabyś mu opowiadac jak dobrze albo źle ci jest z kimś tam... paranoja nie do pojęcia
Oni proponują przyjaźń - to świadczy o ich niedojrzałości.. nie wiedzą co mają zrobić jak sobie poradzić... jest miękkim dupkiem. Jeśli ma JAJA to albo niech walczy o Ciebie albo niech da Ci świety spokój!!! bo nie można być "troche w ciąży" wóz albo przewóz.
Kochana KGB jak usłyszałam od Niego,że musi TO wszystko przemyśleć to uniosłam się dumą,honorem(tak to nazwał)i powiedziałam,że nie chcę Jego przyjaźni(nie wyobrażam sobie ).Wiem,że PRZYJAŹŃ wg.Niego to spotkania od czasu do czasu z niezobowiązującym seksem.Przynajmniej tak przyjaźnił się ze swoją byłą do czasu jak mnie poznał.
no to niech sobie wsadzi.... tą swoją "przyjaźń" mam nadzieję że nie chcesz być wykorzystywana? jeśli masz na to chotę napisz nam ten pomysł postaramy sie go wybić Tobei zgłowy
I prawdopodobnie myślał ,że z Tobą też tak będzie i że na to się zgodzisz. Nie rób tego....on chce na Tobie po prostu pasożytować. Wiesz Oni mówią ,że kobietki są jak małpki....nie puszczą jednej liany dopóki nie chwycą drugiej! Ale jak widze...to działa w ich sferze....