witam.długo mnie nie było i bardzo dużo się zmieniło.więc tak-mąż feralnej niedzieli przyjechał pijany do domu,mnie nie było,dzwonił żebym przywiozła mu klucz.Gdy przyjechałam z córką siedział z sąsiadem i rozmawiał.ńagle wbiegł wściekły do domu i zaczął grzebać w szufladzie z nożami,zaczęłam uciekać(ponoć z krzykiem),mąż gonił mnie po wsi z największym nożem jaki był w domu.gdy uciekłam daleko wrócił się i zaczął przebijać opony w naszym aucie,a w środku siedziała przerażona córka.Gdy wróciłam po chwili do auta po dziecko zaczął znowu mnie gonić.Uciekałam z córką na rękach i dzwoniłam na policję równocześnie,w końcu zrezygnował z gonitwy i stał wyzywając mnie.Nikt mi nie pomógł,dopiero jakaś kobieta jechała autem i zabrała nas.Weszłam do domu z policjantami,mąż zaczął się rzucać więc skuli go i zabrali na izbę wytrzeźwień.Byłam w szoku-nie wiem co by było gdybym nie uciekła.Tego samego dnia spakowałam się i wyprowadziłam z domu.Na drugi dzien gdy go wypuścili,dzwonił przepraszał chciał się spotkać porozmawiać.W końcu zgodziłam się bo groził,że się powiesi.Poszłam na spotkanie z siostrą.Okazało się ,że sąsiad powiedział mu,że do mnie przyjeżdża jakiś gach.Wspominałam wcześniej,że poznałam kogoś,ale tylko rozmawialiśmy ze sobą w biały dzień i to koło domu,nigdzie nie chowałam się bo i po co skoro traktowałam go jako kolegę,nic złego nie robiliśmy po prostu rozmawialiśmy.No ale sąsiedzi wiedzą lepiej.Mąż zrozumiał w końcu,że go nie zdradziłam i chce wrócić,ale ja już po tym nie potrafię.Z tamtym mężczyzną zakończyłam znajomość,nie chcę znowu takich chorych akcji,wolę wogóle nie utrzymywać kontaktu z żadnym mężczyzną dopóki się nie rozwiodę,dla dobra dzieci.Ale mąż nie daje za wygraną cały czas prosi,że się zmieni,że nigdy nie dotknie mnie już,że był pijany i dlatego tak zareagował.Ja już mu nie wierzę,boję się go.Owszem wychodzę na spotkania gdy chce się widywać z dziećmi.Oczywiście córka po tym co widziała na początku nawet nie chciała wyjść do ojca,teraz już się przełamała,ale muszę chodzić z nią do psychologa ponieważ bardzo się po tym zmieniła.Narazie nie mam gdzie mieszkać,jestem u siostry,nie mogę tam mieszkać bo dzieci mają za daleko do szkoły a na zmianę szkoły jest za wcześnie ,za dużo zmian,ale mam nadzieję,że się ułoży,ale do dawnego domu nie wrócę.Na razie mam sporadyczny dostęp do internetu,ale jak tylko będę mogła dam znać.aha-na razie składam pozew o alimenty ,mimo iż dał na dzieci przed wyjazdem do pracy,kupił wyprawki do szkoły.Ale nie mam pewności,że będzie dawał cały czas mimo iż zapewnia,że da.Jestem wykończona psychicznie,sama potrzebowałam pomocy lekarza specjalisty-bo inaczej załamałabym się całkiem a mam dla kogo żyć,mam dwoje wspaniałych dzieci.Czasami zastanawiałam się czy nie dać szansy mężowi,twierdzi,że teraz zrozumiał jak mnie przez te wszystkie lata traktował,ale chyba nie potrafię już.
Dodam,że po tej akcji z nożem pojechał do pracy i gdy się napił dzwonił i wyzywał mnie od różnych,nawet groził,że mnie załatwi i tym podobne.Później dzwonił i przepraszał,że to po wódce wyzywa,że już nie będzie.Teraz dzwoni i mówi,że nie pije,ze zrozumiał.Ale ja wątpię,żeby on zrozumiał.