No moja sobie dodała znajomego na fb ( czyste konto tylko nazwa zmyslona, dane i tylko ten ktoś i ona są znajomymi), wysłął jej ostatnio wiadomość o miłości jaka to ona jest wspaniała...co myslicie na ten temat??
Podobne tematy
Napisał jej to na tablicy, czy masz wgląd w jej wiadomości? ;> Myślisz, że to fejkowe konto?
Tak napisał jej na tablicy..;) no nie wiem czy fejkowe czy nie no ale chyba głupotą było by takie coś..:) szczególnie ze to konto tylko z jednym znajomym (czyli ją), żadnej foty, żadnych danych, ..:)
Zresztą po co takie konto zakładać jak można normalnie przez telefon gadać albo np przez skajpa
:D
Ja mam pytanie ,jezeli chodzi o chlopaka ktory ze mna zerwal ,ale chcial kontaktu ,ale ja niedawno sama urwalam z nim kontakt z dnia na dzien ,a po tygodniu zobaczylam ,ze ma inna dziewczyne ,czy tez sie odezwac za jakis czas ,np 2 miesiace ,czy dluzej czy juz odpuscic,bo kogos ma ? ,jak myslicie ..Bunny09 idz tam i pokaz jak sie dobrze bawisz bez niego
!
Bunny, tylko taka uwaga - nie wiem jak zachowujesz się po alkoholu, ale na wszelki wypadek warto spasować, coby impreza nie pobiegła złym torem (żebyś nie zrobiła się wylewna) ![]()
Kris, może więc sama je założyła
Trochę nieumiejętnie, w końcu można bardzo ograniczyć widoczność profilu tak aby nikt nie widział znajomych, ilości zdjęć itd.
Cytryna, tak z ciekawości, jak przyjęłaś info o jego nowej dziewczynie? Dzielnie? Myślę, że przy prawie przyciągania okoliczności nie mają znaczenia. Aczkolwiek trzeba przyznać, że dość szybko się "pocieszył"... nie miałabyś z tym problemu jeśli się zejdziecie?
A ja Wam powiem, że coraz bardziej zaczynam wątpić... boli mnie, że przez ponad 2 tygodnie ani razu się do mnie nie odezwał. Wiem, że to głupie, ale zanim zaczęłam nagabywać go, żeby się zejść, to codziennie rozmawialiśmy, a on lajkował mi a to moje zdjęcie, a to jakiś status, piosenkę. Teraz tego nie robi, jakby bał się o sobie przypomnieć ;/
KeriHilson nic mu nie pokazalam jak mi zle ,wrecz przeciwnie tak jabym o niczym nie wiedziala,zreszta wczesniej jak mielismy kontakt ona wyslala mu buzke i on tez tak skomentowal widzac ,ze jestem aktywna na fb i jeszcze w tym samym momencie pisalismy do siebie ,nie wiem po co to bylo ? ..ale nic a nic o tym nie wspomnialam ,chociaz tak bardzo chcialam napisac jak moze mi to robic ale powstrzymalam sie i blam twarda i jestem z tego dumna
..Oficjalnie nie wiem czy to jego nowa dziewczyna,ale ona dodala z nim zdj na jego profil
Jak urwać kontakt jak ex przychodzi do dzieci.
Jak urwać kontakt jak są ciągle omawiane sprawy domowe.
Pomysłu nie mam.
Prawo przyciągania działa!!!
Czy Wam też się wydaje, że im dłużej trwa brak kontaktu, tym mniejsza szansa na cokolwiek?
919 2014-03-07 13:29:19 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-03-07 13:30:37)
.
KeriHilson ,uwazam ,ze odwrotnie ,a to ,ze bedziesz sie narzucal/a do swojej/ego eks ,to moze tylko pogorszyc sytuacje
Na tę chwilę nie mamy kontaktu, ale chodzi za mną myśl, że on już o mnie nie pamięta (nie dosłownie oczywiście, ale wiecie co mam na myśli)... dziś znowu zastanawiam się co będzie robił po pracy... ![]()
Ja tak samo mam ,co chwile mam go w glowie ,co robi czy jest z ta dziewczyna ,ale probuje zajac sie czyms ,nawet troche pomaga...Mija 2 tygodnie jak urwalam z nim kontakt i do tej pory cisza z mojej i jego strony i uwierz tez mam tak ,ze mam dziwna pustke i te obawy czy mysli o mnie choc raz na dzien czy juz w ogole ,ale to ze odezwe sie spowoduje ,ze bedzie myslal czesciej? ,raczej nie ,takze trzymam sie tego i nie mam zamiaru do niego pisac i wydaje mi sie ,ze dobrze robie ,musizs byc silna i nie zlamac sie ,zero kontaktu ..Moze wtedy o nas sobie "przypomna"
No proszę, czyli Ty też nie masz kontaktu 2 tygodnie
Jesteśmy więc w tym razem ![]()
W ogóle łapię się ostatnio na różnych myślach. Że przecież mogło być dobrze. U mnie była jeszcze wcześniej taka sytuacja, że ponoć powiedziałam o jego dobrej koleżance coś nieprzyjemnego (moja koleżanka z kolei twierdzi, że to nieprawda - ja sama nie wiem już jak było). Ktoś to usłyszał i puścił dalej. Od tej pory źle czułam się w towarzystwie osób, z którymi wcześniej lubiłam spędzać czas (ją znają lepiej). Później wpadłam w jakiś dziwny stan, wyżywałam się na nim, on z kolei myślał, że mi nie zależy... i tak to się skończyło. Miało być normalnie. Moglo być normalnie, bo wreszcie spotkałam dobrego faceta. Ale niestety - zepsułam... już chyba wolałabym być zdradzona niż mieć to cholerne poczucie winy i gdybać "co by było gdyby" -.-
Na to wychodzi ,ze tak
..Tylko u mnie jest troche inaczej ,bo po przeczytaniu stwierdzilam ,ze Ty sie wlasnie czujesz winna ,ze zakonczyl sie zwiazek ,(on myslal ,ze Tb juz nie zalezy itp ) u mnie nigdy nie odczul ,ze przestalo mi zalezec.Tak mysle. ,moze to byl moj blad ,bo za bardzo pokazywalam jak go kocham i ze nic nie zrobie i tym spopsbem pozniej zrobil sie pewny siebie i czy cokolwiek zlego zrobi ,czy przestanie pokazywac uczucia ,to i tak z nim bede ..No i wlasnie tak bylo..Nie mowie ,ze on tylko zawinil ,bo nie mozna klaska jedna reka ,ale wiem i on tez to wie ,ze w wiekszosci on to "spieprzyl" ..uwierz tez tak mam co by bylo gdybym no nie wyjechala ,jeszcze na taki czas ,ale teraz powoli uswiadamiam ,ze dzieki wyjazdowi ,wiem z kim bylam ,bo tak naprawde odleglosc nie powinna miec znaczenia ,a dla niego mialo widocznie ,iwec to nie bylo prawdziwe uczucie ,sam mi napisal ze nie jest na tyle dorosly do swojego wieku ,moze kiedys wydorosleje i nadejdzie taki czas jak bedzie wiedzial co chce ..Teraz musze skupic sie na sobie i jak wroce pokazac mu co stracil ,on teraz jest moja motywcja :d ..Ty tez sprobuj zajac sie tylko soba ,czas leczy rany ,pozniej bedzie tylko lepiej
Daj znac jak cos bedzie nowego u Cb ![]()
925 2014-03-08 13:20:16 Ostatnio edytowany przez Agape_88 (2014-03-08 15:03:24)
Przeczytałam ten tekst kilka dni przed spotkaniem o rozstaniu, zrozumiałam, postanowiłam w ten sposób działać, ale to wciąż było przede mną. Nie wiem, czy uda mi się to zastosować już teraz, jeden raz się udało.
Byliśmy ze sobą 3 lata, było cudownie, wiadomo z kłótniami, kiedy kłótnie już narastały, męczyliśmy się były rozstania, były dwa.
Jedno poważne, półtora roku temu, zerwałam z nim, miałam dość. Kiedy to do mnie dotarło, postanowiłam to ratować, on już nie chciał, bał się. Wtedy błagałam, prosiłam, płakałam. I zrywałam kontakt. On się odzywał, znów błagałam, płakaliśmy, tłumaczyliśmy sobie, ale nadal nie chciał. Pomiędzy tym wszystkim spotykaliśmy się jak normalni kumple, przyjaciele, wtedy było świetnie, oczywiście nie wytrzymywaliśmy, przytulaliśmy się, całowaliśmy. Na imprezach, zachowywaliśmy się jakbyśmy byli parą, po imprezach rozmawialiśmy, że trzeba to zakończyć, bo cierpimy, zachowujemy się jak byśmy byli razem, a nie jesteśmy. Sprawa strasznie skomplikowana, jesteśmy dziwni. W końcu po pewnej imprezie, minęło 2,5 miesiąca, podczas której standardowo wylądowaliśmy razem, przytuleni do siebie mocno, jakbyśmy chcieli się chłonąć na zapas, postanowiłam. Koniec, nie możemy tego więcej robić. Odcinamy się! Jednak tak się nie stało, pisaliśmy do siebie, ja już się pogodziłam, że to koniec, pisaliśmy jak na początku, zafascynowani sobą, opowiadaliśmy sobie jak minął nam dzień. Wiedziałam, że to tylko przyjaźń. I się zdziwiłam, przyjechał do mnie, niespodziewanie, przytulił mnie, powiedział, że cały czas mnie kochał, codziennie o mnie myślał, co robię, jak się czuję, czy tęsknię. I wróciliśmy do siebie.. bajka. Naprawdę, było wspaniale.
Przez jakiś czas. Wytłumaczyliśmy sobie wszystkie błędy, szczerze zrozumieliśmy, że związek to sztuka, że trzeba o niego dbać.
Ale znowu coś się popsuło.
Pokłóciliśmy się o głupotę, 3 tygodnie temu. Nie odzywałam się do niego tydzień, nie chciałam się spotkać, bo to co zrobił mnie zraniło. Głupota dlatego - że nie pozwoliłam mu tego wytłumaczyć, urażona. Spotkaliśmy się po tygodniu na imprezie, na której mieliśmy się pogodzić, tak myśleliśmy. Jednak wszystko się popsuło, po alkoholu wykrzyczał mi najgorsze rzeczy jakie kiedykolwiek słyszałam. Powiedział wszystko oprócz tego, że mnie nie kocha. Usłyszałam że nie zależy mu na mnie, że woli kumpli, nie chce mu się ze mną spotykać, wszystko to czego od ukochanej osoby nie chciałam usłyszeć. Chwilę wcześniej, powiedział znajomej, że jestem najważniejsza w jego życiu.
I po półtora tygodnia, przedwczoraj spotkaliśmy się, żeby porozmawiać. Przeprosił za to co powiedział, mówił, że to nieprawda, że zależało mu na mnie, ale my już nic nie naprawimy. Pytał, czy nie uważam, że będzie lepiej, kiedy nie będziemy razem, powiedziałam, że nie i zapytałam czy jemu jest lepiej? Także usłyszałam, że nie.
Mimo wszystko uważa, że nie możemy być razem, nie pasujemy do siebie, powiedział że KOCHA, ale, że ma nadzieję, że znajdę sobie kogoś normalnego. Powiedziałam, że zrobiliśmy z tego związku więzienie, ale, że wszystko da się naprawić, że nie spotkam nigdy nikogo takiego jak on, bo nic dwa razy się nie zdarza. Ale zgodziłam się z nim, nie chciałam powtórki z cierpień jakie przeszłam po poprzednim rozstaniu, powiedziałam tak, masz rację, świetnie dogadujemy się kiedy nie jesteśmy razem, mam nadzieje, że za jakiś czas, bo czas wszystko rozstrzygnie będziemy razem w nowym związku, albo będziemy szczęśliwi z kimś innym. Jeśli to drugie, chcemy być przyjaciółmi bo świetnie się ze sobą dogadujemy, uwielbiamy spędzać ze sobą czas.
Kiedyś powiedział, że nie warto nam zrywać, bo my mimo wszystko będziemy razem, przypomniałam mu te słowa i powiedziałam z bólem serca,że jeśli tego nie chcemy, musimy dać czas. Na koniec zapewniliśmy się, że zawsze możemy na siebie liczyć, że nie mamy myśleć:jest mi głupio, nie zadzwonię do niego/niej, bo zawsze mamy siebie i zawsze drzwi są dla nas otwarte.
Cała rozmowa była spokojna, nie płakałam, śmialiśmy się z tego co robiliśmy, zapewniliśmy, że wszystko zostaje między nami. On jednak kilka razy miał łzy w oczach. Pożegnaliśmy się na dystans. Choć nas do siebie ciągnie.
Sytuacja wyglądała jak z poprzedniego rozstania, ale bardziej dojrzale.
Dodam, że moje zachowanie spokojne, było dlatego, że przeczytałam pierwszy post, który jest dla mnie świetny, przeczytałam Wasze historie, i nadal wierzę w Miłość, że jeśli coś ma być, to będzie.
Zatraciliśmy się trochę, ograniczaliśmy, żyliśmy najbardziej sobą, zapominając o świecie, czasem się dusiliśmy, z zazdrości, z obawy, że się stracimy. I coś pękło.
Wszystko co mu powiedziałam 2 dni temu było przemyślane, nie chciałam być nachalna, za bardzo mi na nim zależy, myślę, że dałam mu do zrozumienia, że zawsze będzie ważny. Nie chciałam cierpieć, ale cierpię i tęsknię. Biorę się za siebie, nie zaszyję się, ale moje serce bije dla Niego, i choć się pozbieram, nie zmieni się to, jestem tego pewna! Podniosę się, teraz dojrzałam, wiem, że potrafię o siebie zadbać, spotykać się ze znajomymi, 3 tygodnie dały mi to do zrozumienia, ale czuję pustkę, czuję, że straciłam najważniejszą osobę w moim życiu, z którą nawet kiedy byłam pokłócona, zła i zawiedziona - wystarczało mi to, że on poprostu jest, ale dałam się wpuścić w maliny, myślałam, że to, że jest wystarczy. Po jakimś czasie zapominałam, że trzeba dbać.
I tu jest problem, nigdy nie zwątpiłam w ten związek, wiem, że on mnie kocha, powiedział to pod koniec rozmowy, ja także. Gdzieś popełniamy błąd, nie wytrzymujemy, ale i tak się kochamy. On boi się, że się nie dogadamy, że wrócimy do siebie, będzie fantastycznie a później znów się coś schrzani.
Czy mamy jeszcze jakieś szanse? Czy powinnam walczyć o to teraz? Czy dać czas, wiem, że to ON, jedyny, że nigdy nie pokocham nikogo tak, i że nikt nigdy nie będzie dla mnie tak ważny. Nie wiem co myśleć o tej sytuacji. Czy mogę coś więcej zrobić? Nie chcę niczego żałować.
A ja chyba zaczynam wątpić. Mój kolega powiedział, że "skoro on póki co nie chce to nie wie czemu to by się miało zmienić za kolejne dwa tygodnie"
To nie tak , ja tez mam milion mysli czy juz zapomnial i pomylsal mam spokoj ,bo sie nie odzywa juz te 2 tygodnie ,ale po czasie moze myslec ,ze nie odzywa sie 2 tyg ,pozniej bedzie mijalo 3 ,az miesiac, 2 i bedzie sie zasanawial co u mnie , daczego sie nie odzywam itp ,ale nie moiwe ze na pewno ,wiesz mam taka nadzieje i to jest zle z jednej strony ,mysle i mysle czy faktycznie tak on zrobi ,pomysli czy w ogole juz zniknelam z jego zycia ,ale nic wiecej nie moge zrobic..Na pewno nie napisze ,takze pozostaje mi czekac ,jak i rownoez Tb tego radze ,zebys sie z nim nie kontaktowala
Moja była luba mówiła koleżance po naszym rozstaniu, że już nigdy nie będzie ze mną, że ma dość, że mnie nie kocha itd. Cytryna12, tak z własnego doświadczenia i ze sposobu myślenia kobiet, jak uważasz? Czy takie słowa wypowiedziane gdy jeszcze jest wszystko rozdrapane i wszystko jest bardzo świeże są warte analizowania i brania ich do siebie? Dodatkowo było to jeszcze na etapie, kiedy ją zamęczałem i płaszczyłem się przed nią. Od urwania kontaktu minął ponad miesiąc. Nie ukrywam, że mam nadzieję, że za jakiś czas ona zweryfikuje trochę swoje myślenie. Za kolejny miesiąc, może dwa, może trzy braku kontaktu z mojej strony? Jak uważacie? a W tym czasie? Zmiana siebie! Pokazanie, że dobrze mi bez niej! Życie pełnią życia!
Liczę, że zadziała tutaj również kwestia sposobu w jaki działa nasz mózg. Z czasem pamiętamy tylko te miłe chwile, z sentymentem wspominamy przeszłość. Pojawiają się już tylko te miłe wspomnienia...
Pozdrawiam
Maciej, mi się wydaje, że w kwestii powrotów faceci mają jednak lepiej. Kobiety bywają (oczywiście nie chcę generalizować) bardziej zmienne, i potrafią mówić to, czego tak naprawdę nie myślą. Ja np. rzuciłam do niego "to nie ma sensu". Sprawiałam wrażenie obojętnej - będziemy razem to fajnie, nie będziemy - jeszcze lepiej. W rzeczywistości tak nie myślałam, co chyba łatwo wywnioskować po tym wątku ![]()
Mój inny były od niedawna ma dziewczynę, i mimo, że to nie ja zerwałam (nie jestem psem ogrodnika) to nie byłam obojętna na tę informację. Kiedy ten sam były schudł, przeprowadził itd. to również byłam zaskoczona. Co prawda niedługo później wrócił do stanu sprzed naszego rozstania ![]()
Cytryna, ja wiem. Kiedy myślę w ten sposób - pozytywnie - to jest mi zdecydowanie lepiej. Można powiedzieć, że karmię się nadzieją. Ale inni dają mi do zrozumienia, że to głupie
Ja chciałbym jeszcze raz przypomnieć o tym działaniu naszego umysłu. Po czasie pamiętamy tylko te dobre chwile. Te złe wymazujemy. Idealnym przykładem jest tutaj niejako moja sytuacja. Gdy wiązałem się z moją ex, ona była krótko po rozstaniu ze swoim poprzednim. Na tamten moment nienawidziła go z całego serca. Chciała go "zabić". Miała go dość i rzygać jej się chciało na samą myśl o nim. Minęły ponad dwa lata i co? Teraz, gdy miałem z nią jeszcze kontakt (już po rozstaniu) opowiadała o nim z uśmiechem na twarzy i wspominała tylko te miłe chwile i zalety tamtego związku. Nie był to wtedy akurat moment, kiedy chciała by mi wbić szpile więc to nie był jej cel w trakcie tamtej rozmowy.
Zresztą to działanie czasu i zmiany myślenia i nastawienia jest jednym z głównych atutów odcięcia się i urwania kontaktu na trochę dłuższą chwilę.
Maciej86 ,tak jak wczesniej pisalam u mnie z tamtym chlopakiem co sie spotykalam w wieku 17 lat tez wtedy bylo swieze ,on byl caly czas zly na mnie ,nie ochlonal ,nerwy nimi targala ,podejrzewam jak Twoja byla i zaczely sie wtedy klotnie dogryzanie i ja wtedy tym bardziej z nim juz nic nie chcialam ,kontaktu ,rozmowy ,spotkania ,czy tlumaczenia tego dlaczego tak z nim postapilam ,a nie inaczej .Twoja eks tez moze jest w takim punkcie,a powiedz mi czy wtedy wlasnie pisales do niej co chwile ,czy byly pretensje i co chwile te pytania dlaczego ? ..KeriHilson tez tak niestety mam i za kazdym razem jak wchodze na to forum uswiadamiam sobie ,ze moja nadzieja jest bezsensu ,ale z drugiej strony pomaga..
Maciej, tak jest chyba ze wszystkim
Dziś miło wspominam nawet okropną panią od chemii, i nie pamiętam tych złych sytuacji ![]()
Cytryna, wiem. Nie chcę przelewać tu swoich negatywnych emocji i zwątpienia, stąd zastanawiam się czy nie odpuścić sobie na trochę tego forum, żeby innym się nie udzieliło
Ja tu sie pojawiam , bo tez chce wiedziec co z nimi uzytkownikiami ,ich problemy i jak sobie z nimi radza ,jak i rowniez tez probuje radzic ..Dzisiaj sobie powiedzialam ,ze na jakis czas odpuszczam to forum ,ale jednak weszlam ,bo to naprawde wciaga ,tylko ze teraz musze zajac sie soba ,wchodzac tu ,wiem ze jestem na tym forum przez ,albo moze i dzieki przez to ,ze mnie zostawil chlopak i skupiam sie na nim nie na sobie z jednej strony?Stoje teraz tak naprawde w miejscu ,bo mam zero kontaktu i nic z tym nie zrobie ,nie odezwe sie ,wiec na razie nie jestem tu potrzebna ,jezeli cos nowego u mnie sie pojawi na pewno sie zjawie .,Zreszta zle napisalam ,bede tu wchodzila ,czytala rozne tematy ,doradzala jak umiala ,ale o sobie nie bede wspominala poki u mnie cos sie nowego nie pojawi ,teraz nic sie nie pojawia ,takze siedze cicho co do mojego tematu ,problemu ![]()
siedze cicho co do mojego tematu ,problemu
Pisz nawet jak uczucia, myślenie się zmieni. Nie musi nic się w świecie fizycznym zdarzyć. Albo kiedy najdą Cię wątpliwości.
Zwiazkowy_len, co Ciebie tu sprowadza? ![]()
Prawo przyciągania
Jak nie zadziała to was pozwę! Haha ![]()
Napisz coś więcej ![]()
Napisz coś więcej
Trochę już tu popisałem. Zajrzyj do moich tematów. Jak będziesz chciała coś więcej wiedzieć to zapytaj. Pierwszy temat trochę bym zmodyfikował, po ochłonięciu, bo emocje nie są obiektywne. No ale pisałem co wtedy czułem i co serce i rozum razem dyktowały.
Ok ,tak zrobie ..Ja tak samo zalozylam tu watek ,chyba w zlym momecie ,bo dzien po tym jak chlopak mnie zostawil ,emocje ,nerwy ,wszystko
I jak teraz to czytam ,to sama nie mam pojecia o co tam chodzi ,bo tak poplatalam :d
Poradźcie mi, czy składać mu życzenia urodzinowe?
KeriHilson ja bym złożył życzenia mimo wszystko. Moja ex miała ostatnio urodziny to napisałem smsem życzenia. Potem mi podziękowała i trochę sobie porozmawialismy, pytała co tam u mnie słychać, opowiedziałem jej trochę co tam porabiam co udało mi się zrobić.....i dopytywała się jam mi sie to wszystko udało zrobić.....chciałem dalej ciągnąć rozmowę i umówić się na spotkanie ale stwierdziłem w sumie że lepiej bedzie jak pierwszy zakoncze rozmowę i tak zrobiłem, widziałem że troche jej sie przykro zrobiło jak napisałem że musze już uciekać....Stwierdziłem że nie ma co się narzucać i proponować spotkania bo znowu była by to moja inicjatywa....i by nic z tego dobrego niewyszło.....dalej czekam na jej ruch.
Kris, u mnie tak było przy okazji Nowego Roku. Po naszym rozstaniu on napisał do mnie, bo coś u niego zostawiłam (co więcej później kilka razy widział się z moimi wspólnymi znajomymi, mógł im to oddać, co mu powiedziałam - stwierdził, że "faktycznie, nie pomyślał"). Jak z kolei napisałam, że w sumie może mi to zrzucić z okna
to napisał, że chyba nie musimy się unikać (cóż...). Potem, co było bardzo miłe, dostałam od niego życzenia Bożonarodzeniowe. Po Nowym Roku uznałam, że moja kolej, napisałam do niego na FB, on odpisał prawie natychmiast, nastąpiła chwila ciszy, i... zapytał co u mnie, jak spędziłam Sylwestra itd. I tak zaczęliśmy rozmawiać regularnie.
Teraz zrobię tak jak Ty - utnę szybko rozmowę
Wiesz....chwile pogadaj ale ważne jest to żebyś Ty pierwsza zakończyła rozmowę i coś ściemnić że musisz gdzieś uciekać albo z kimś się spotkać:):) Mi się wydaję
Ja teraz zakładam, że on zapyta co u mnie jak złożę tę życzenia. Może wcale tak nie będzie (mam taką teorię, że on teraz czuje się dobrze bez kontaktu - wcześniej coś mi lajkował na FB, sam zagadywał, teraz nic). Napiszę do niego pod wieczór, ewentualnie odpisując zapytam co u niego, i dam znać, że się kładę
Keri Hilson a Tak z ciekawosci ,on sie odezwsl do Cb w sobote?,tzn zlozyl Ci zyczenia na dzien kobiet
Witajcie ![]()
Przejrzałam ostatnie 2-3 strony wątku i zastanawiam się, czy dokładnie przeczytaliście tekst w pierwszym poście ![]()
Nie widzę tutaj wiele radości i pewności, a bez tego prawo nie zadziała. Ja wiem jak ciężko jest być radosnym w takiej chwili, jak trudno się uniezależnić, ale dlatego właśnie wyraźnie napisano, że wielu osobom się nie udaje - trudno jest właściwie przyciągać inną osobę.
A teraz pytanie: czy jest tu ktoś z Warszawy kto miałby ochotę spotkać się na jakiejś kawie np. i porównać doświadczenia, wesprzeć nawzajem? Ze znajomymi to średnio wychodzi, myślę, że inaczej byłoby z osobą, która jest w podobnej sytuacji - poza tym tekst mówi o umawianiu się ;>
KeriHilson i jak tam rozmawiałaś z nim w końcu?? Jestem ciekawy strasznie.
Agatt masz rację i to całkowitą ale czasem jednak chwile zwątpienia przychodzą niestety.
Ostatnio taka ładna pogoda i aż się zaczyna chcieć żyć. Mam czasem chęć się odezwania do byłej szczególnie teraz jak taka fajna pogoda jest i wyjść na spacer z nią. No ale cóż, wiem że nie mogę się odzywać i muszę być twardy.
Witam serdecznie:)
Po tym jak od trzech miesięcy bywam na tym forum w roli obserwatora, szukając nadziei, postanowiłam w końcu opisac moją historię. Powiedzcie co o tym wszystkim myślicie, ja myślę ze jest juz pozamiatane, i powinnam zacząc zyc swoim życiem, nie rozpamiętywac i porzucić nadzieję, ale ponieważ nie potrafię, to dajcie mi kopniaka na rozpęd do nowego życia bez Niego:)
Z moim exem byliśmy razem z niewielkimi przerwami prawie 5 lat, mamy 2 letnią córeczkę. Póki mieszkaliśmy osobno jakoś się układało, raz lepiej, raz gorzej ale jednak. Bywały fantastyczne momenty razem, zdarzały się kłótnie i pretensje, przeważnie z mojej strony, bo Jemu jakoś nic nigdy nie przeszkadzało. Tylko jak się kłóciliśmy to wyrzucał z siebie to co mu się we mnie i w naszym związku nie podobało. No i tak sobie żyliśmy. 3 lata temu wzięlismy wspólny kredyt na małe mieszkanko, pomimo tego że On ma swoje duze w centrum miasta, wtedy jednak mieszkała z dziadkiem, a do dziadka wpadała codziennie mama i ciotka mojego ex. Wpadały do dziadka i po to żeby wyprowadzić psa exa,poprac, poprasować i takie tam. Ja nie chciałam żeby One wiecznie siedziały mi na głowie i stad to mieszkanie nasze. Zaraz potem okazało się ze jestem w ciązy, planowanej zreszta. Na spotkaniu jego mama wypaliła, że tak bywa wpadki się zdarzają i takie tam. Wredna baba, ale Ex anie ja tego nie skomentowaliśmy, teraz żałuję. Na wieśc o ciązy zaczął się remont mieszkania Ex, dziadka przenieśli do ciotki i remontowali, mamusia miała nad wszystkim piecze, ja niewiele miałam do powiedzenia, w końcu Jego rodzice finasowali remont, On tez się za bardzo nie odzywał bo twierdził że skoro oni płacą to nie ma co marudzić. Kiedy urodziła się nasza córeczka mieszkałam jeszcze na naszym mieszkanku, On pomieszkiwał, ale widziałam że tęskono mu do swojego mieszkania , wolności, książek ... Kiedy nasza córcia miała poł roku wprowadziłam się do Niego, no i się zaczeło. Wizyty mamusi, codziennie była, krytykowała, gadała, wszystko było nie tak. Ja miałam za dużo ciuchów, córka za duzo zabawek, bałagan w domu itd. nie wytrzymałam kiedy wyrzuciła ciuchy które moj ex dostał od mojej mamy, bo stwierdziła że zle w nich wygląda. Wyrzuciłam z siebie cały żal, pokłóciłam się z Jego rodzicami, On w tym czasie siedział na balkonie i płakał. Nie powiedział słowa. Wyjechałam na weekend do mamy, uspokoiłam się ale postanowiłam że to koniec, nie dam rady tak życ. Wróciłam do Jego mieszkania jeszcze na 2 miesiące, bo musiałam zakończyć pracę. W tym czasie mijaliśmy się, mama nadal przychodziła i komentowała, nienawidziłam baby. Schudłam i nerwicy się nabawiłam. Po dwóch miesiącach wyjechałam do mamy. i Tak minęło ponad półtora roku, w tym czasie ex przyjeżdzał często żeby spotkać się z mała, kiedy opadły emocje, zaczęlismy więcej rozmawiac, wychodzić razem na spacery, jeżdzić na wycieczki. Było ok, ale ponieważ nie zauważyłam żeby coś zmieniło sie w Nim czy we mnie na lepsze nie myślałam o wspólnej przyszłości. Było dobrze jak było. Chyba zbyt pewna siebie byłam, myślałam ze zawsze On będzie mój. Rok temu dowiedziałam się że mama ma raka, w tym czasie ex mnie wspierał, pomagał. nadszedł grudzień 2013 roku, 12 grudnia pojechałam do Niego do domu i znalazłam tam prezent dla kilkuletniego dziecka i karte podarunkową daglasa. Okazało się ze od początku grudnia spotyka się z jakoś kobieta z 7 letnim dzieckiem. Kiedy zapytałam czemu mi nie powiedział, stwierdził ze to jeszcze nic poważnego, że myślał że Go wyśmieję i takie tam. Poryczałam się jak głupia, powiedziałam że Go kocham. On że myślał że juz mi na nim nie zależy i że traktowałam Go tylko jako ojca dziecka Kiedy odwoził mnie do domu, powiedział że musimy o tym porozmawiać, ale ja odpowiedziałam że chyba nie ma o czym skoro mu na Niej zależy, i że co zrobi? odkocha się? On mi na to ze Tak. Pojechał a ja kilka dni byłam nieprzytomna z bólu, żalu, strachu. Zadzwoniłam, prosiłam żeby dał nam szanse, dla nas, dla dziecka. Powiedział że to przemyśli a potem zadzwoniła i powiedział że to nie ma sensu, że się boi ze byłoby tak samo jak wcześniej. Zostawił mnie definitywnie. 23 grudnia zmarła moja mama, a On mnie tylko przytulił i powiedział żebym się trzymała. Zostawił mnie samą kiedy najbardziej Go potrzebowałam, miesięczna znajomość okazała się ważniejsza od spędzonych wspólnie lat. A mimo to w akcie desperacj doprowadziłam do tego że w styczniu przespał sie ze mną 3 razy. Ja myślałam, miałam nadzieje ze to cos zmieni, że skoro nadal Go pociagam to bedzie jeszcze dobrze. Głupia. Powiedział że to był tylko sex, że zalezy Mu na NIej, chce spróbować być z Nią, kocha Ja Ona Go swietnie rozumie, wspiera, i sam nie wie czemu się ze mna przespał. UPOKORZENIE!!!!Jedno z wielu, bo niejednokrotnie jeszcze potem prosiłam o szanse, pytałam o tę kobiete, szantażowałam ze powiem jej Ze ze mną spał. Powiedziła że sam Jej juz powiedział, ale znając Go wiem że tego nie zrobił. I tal minęły 4 miesiące, yslałam że będzie lzej, albo że wróci. Wiem że z ta kobieta widuja się 2,3 razy w tygodniu, 2,3, razy w tygodniu przyjezdza do córki. Resztę czasu ma dla siebie i to mu chyba pasuje. Kiedy zapytałam czy planuje z Nią przyszłośc powiedział że tak, kiedy zapytałam kiedy się więc do niego wprowadzi, powiedział:" a czemu miałaby się wprowadzać?" nie rozumiem więc co to za przyszłość, chyba taka wygodna na odległość. Zresztą w tej chwili chce tylko przestać o Nim myśleć, ale to trudne bo mamy dziecko i musimy miec z soba kontakt. Najbardziej boli mnie to że w jednej chwili przestałam dla Niego istniec, spotkał Ja i ja nic Go juz nie obchodze. Przechodze teraz trudny czas, strata mamy, brak pracy,totalne zagubienie i jestem z tym sama. Ex mówi że to ie jego wina jak mi się zycie poukładało i że to są moje problemy. Zgadzam się są moje, ale chocby z uwagi na wspólne lata mógłby okazać troche zainteresowania, wsparcia. To jednak pewnie nie spodobałaoby się jego obecnej pani. Szukam pracy w Polsce, ale powiedziałam Mu że jeśli jej tu nie znajdę to chciałabym wyjechać za granice, znam języki, mam tam znajomych było by mi łatwiej. Powiedział że ja mogę jechać, ale dziecko zostanie z nim. Powiedziałam że pójde do sądu, niech on zdecyduje. Od prawie 2 tygodni nie kontaktuję się z nim, nie pisze, nie dzwonie, On napisał 2 razy, wiedząc ze mała jest chora. Dzwoniła rano, odebrałam przekazałam info co do córki, On na to że tez jest chory, na zwolnieniu. A co mnie to obchodzi, moje problemy Go nie interesują, a ja mam się jego zdrówkiem przejmować:) skonczyłam szybko rozmowę mówiąc żeby się trzymał. Czasem myślę że dupek z NIego, ok, zakochał się, miał prawo, ale czy to znaczy ze tak z chwili na chwile inni przestają istniec, totalnie się liczyc. Zresztą co by nie zrobił, nie powiedział ja nadal Go kocham i zrobiłabym wiele żeby wrócił, dan nam szanse. Ja wiem że ta sytuacja mnie zmieniła, doceniłam to co straciłam, co miałam a teraz ktos inny się tym cieszy. Nie przemawia przeze mnie zazdrośc tylko dziwie się własnej głupocie, miałam szanse jakoś ten związek posklejać i nie zrobiłam nic. Nawet nie wiem czy jest co przyciągać, czy PP zadziała w moim beznadziejnym przypadku, ale myślę że muszę zrobić coś dla siebie, pozbierać się w końcu, iść dalej, poukładac to zycie i może gdzieś po drodze zgubie nadzieję ze jeszcze będziemy razem...
Wszystko jest możliwe. Niemożliwe po prostu wymaga więcej czasu [...].
KeriHilson i jak tam rozmawiałaś z nim w końcu?? Jestem ciekawy strasznie.
Jego urodziny za tydzień. Na pewno dam znać ![]()
A co do ładnej pogody... paradoksalnie trochę mnie przybiła. Pomyślałam, że co mi po niej, skoro nie mogę być z nim ![]()
KeriHilson dokladnie mam tak samo ,jak Ty .Nie wiem dlaczego a,le im jest ladniej ,cieplej ,bardziej przyjemna pogoda ,to ja coraz gorzej sie czuje chyba ,nie ejst tak zle ,tylko coraz bardziej mysle o swoim eks ,i mam gorsze dni ,niz wczesniej gdy pogoda byla beznadziejna ,plus czas odkad zostawil mnie byly ..Lepiej sie czulam niz teraz ,nie wiem dlaczego tak mam
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą, która powiedziała, że skoro zostawił raz to zostawi i drugi, plus - jak w moim przypadku - że skoro jak twierdził jego uczucie wygasło, to może się tak zdarzyć ponownie.
Z drugiej strony nasłuchałam się wielu pozytywnych historii
i to daje mi małą nadzieję.
Ale i tak zdecydowanie zbyt często o tym myślę. Tak bardzo za nim tęsknię...
To nieprawda ,ze jak zostawil raz ,to moze zostawic poraz drugi
Cytryna, czym zajmujesz sobie czas? Co robisz na codzień?
Zajmuje sie obecnie dziecmi , jestem nianka ,w ciagu tyg pracuje.. weekend mam wolny .. w ciagu wlasnie tyg powiem ,ze mam duzo czasu ,bo z jednej strony duzo z rocznym dzieckiem nie porobisz i wtedy zaczynaja sie rozterki wspomnienia ,ale szybko zjmuje sie czyms innym ,wychodze na spacer ,sprzatam ,od 2 miesiecy cwicze ,duzo cwicze i po tym wysilku czuje sie naprawde dobrze ,zajmuje sie zawzse czyms ,bardziej dbam o siebie ,na weekend mam wiecej czasu ,to wyjde sobie gdzies ,poslucham muzyki ,potancze ,bo uwielbiam taniec ..Takze zaczelam myslec o sobie i jest mi z tym bardzo dobrze ?Mam nadzieje ,ze ejstem na dobrej drodze do tego ,zeby odzyskac siebie ,choc jak mwoialm ,teraz obecnie troszke gorzej sie czuje niz wczesniej ,ta ladna pogoda jakos mnie dobija ,a Ty czym sie zajmujesz ? co porabiasz w ogole
On kogoś ma. Mój świat się zawalił
Podaj swoj email ,jak mozesz
keri.hilson@vp.pl
Czesc chcialam sie poradzic ,moj eks sie do mnie odezwal wczoraj..Minelo 2 miesiace od jego zerwania dziwnym trafem rowno 2 miesiace ,a miesiac odkad ja zerwalam kontakt i sie nie odzywalam ,jak i rowniez on..Napisal na moj zagraniczny tel ,co tam u mnie czy mam aktywny nr Polski ,bo pisal ,ale nie uzyskal odpowiedzi ,nie odpisalam mu ,bo to byla 1.30 w nocy ,jak i rowniez chcialam tu sie dowiedziec co mam mu odp ,wiem ,ze na pewno sie nie rozpisywac ..Wspomne jeszcze ,ze moj telefon z polska karta zostal u kolezanki i nie odzczytalam jego wiadomosci ,dzisiaj bede miala wieczorem tel i pomyslalam ,ze po prostu moge mu tak napisac " czesc ,tak mam swoj polski numer ,mialam Ci odp,ale pozniej zapomnialam ,u mnie wszytsko w porzadku ,do przodu ,a u Cb co slychac ?" Troche male klamstwo z tym ,ze mialam mu pozniej odp ,ale zapomnialam ,a tak naprawde mu nie odpisalam ,bo nie wiedzialam ,ze napisal ..Dobry pomysl ,zeby tak zrobic ,zeby wlasnie nie myslal ,ze po przeczytaniu od razu mu odp ? i czy pisac bez emocji ,bez jakichkolwiek buziek i krotko ,a po jakiejs chwili po prostu napisac ,ze musze leciec ? i zakonczyc rozmowe ? Chce mu dzisiaj wieczorem odp i czekam na jakies rady ,pozdrawiam ![]()
cytryna12 czy moglabys podac swojego maila chcialabym o cos zapytac w swojej sprawie moze mi cos doradzisz ?
Podaj mi swoj ,ostatnio mialam problemy z meilem ![]()
michal9091@gmail.com
mail jest moj pomimo tego ze w nazwie ma meskie imie ![]()
Ja też staram się stosować tę metodę. Jeżeli chcecie znać historię mojego rozstania, zapraszam do mojego wątku. Zacząłem biegać i sprawia mi to naprawdę dużą satysfakcję. Od miesiąca ćwiczę w domu z expanderem a od następnego tygodnia zaczynam chodzić na siłownię. Z moją byłą zerwałem kontakt 2 tygodnie temu. Wcześniej dzwoniłem, pisałem, mówiłem że mi zależy i że chciałbym się z nią spotkać, ale to wszystko tylko pogarszało moją sytuację, więc uznałem, że dam jej tę ciszę, której tak bardzo chce, licząc, że nagle okaże się, że jest jej z tym źle, że może zastanowi się trochę nad swoją postawą, bo póki co zrzuca całą winę na mnie. Po kilku dniach odezwała się z okazji moich imienin, złożyła życzenia, chwilę miło porozmawialiśmy (chociaż nie obyło się bez wspomnieniem przez nią jakiegoś kolegi, o którego się obawiam). Ale to był kontakt z jej inicjatywy, czekam na kolejne, mam nadzieję, że może w Wielkanoc albo moje urodziny, które będą kilka dni później, coś w niej pęknie i zechce się spotkać.
Odswiezam bo temat ciekawy:)
A przy okazji pytam - czy mozna sie zakochac/zauroczyc po czasie w tej samej osobie
?
Oczywiście, że można. Powiem na swoim przykładzie
Byłam z partnerem dwa lata i rozstaliśmy się, bo oboje straciliśmy zapał. Po 5 miesiącach spotkaliśmy się na weselu i wszystko odżyło na nowo. Ja przez cały ten czas wierzyłam w to, że tak się stanie i nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłoby być inaczej. Po prostu czekałam, aż negatywne emocje opadną i zastąpiłam je nadzieją i radosnym oczekiwaniem, że będzie dobrze.
Od tamtego czasu zaczynaliśmy powoli, smsy, krótkie rozmowy. Teraz jesteśmy na etapie poważnych rozmów co dalej
Cieszę się i czekam na więcej.
Oczywiście, że można. Powiem na swoim przykładzie
Byłam z partnerem dwa lata i rozstaliśmy się, bo oboje straciliśmy zapał. Po 5 miesiącach spotkaliśmy się na weselu i wszystko odżyło na nowo. Ja przez cały ten czas wierzyłam w to, że tak się stanie i nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłoby być inaczej. Po prostu czekałam, aż negatywne emocje opadną i zastąpiłam je nadzieją i radosnym oczekiwaniem, że będzie dobrze.Od tamtego czasu zaczynaliśmy powoli, smsy, krótkie rozmowy. Teraz jesteśmy na etapie poważnych rozmów co dalej
Cieszę się i czekam na więcej.
Fajnie ze Tobie sie udalo..
Ale chyba czulas cos do niego po rozstaniu skoro 5 miesiecy pozniej sie zeszliscie..
Moja sytuacja zgola inna - 5miesiecy razem ,wiec nie przeskoczylismy fazy "miesiaca miodowego" a ona mowi o braku uczuc
Ja też wierzę w to, że uda mi się rozkochać w sobie po raz drugi Mój Skarb. Mijają właśnie trzy tygodnie od zerwania, jest mi ciężko ale jakoś się trzymam. Starałem się być dobrym chłopakiem ale nadmiar obowiązków sprawił, że w tej lawinie uciekła mi Miłość. To zerwanie było jak zimny prysznic, chce zmienić moje życie. Wiem, że spieprzyłem, że Ona poczuła się zaniedbana. Wyciągam z tego wnioski i chciałbym ofiarować naukę wyciągniętą z tych rozmyślań i pracę włożoną w nowe ułożenie sobie życia Jej. Postanowiłem, że całe wakacje dam Jej odpocząć od siebie, zero kontaktu i przy okazji zajmę się swoim życiem.
Po wakacjach, więc gdzieś w październiku zrobię wszystko, żeby pokochała i zaufała ponownie. Wiem, że będzie to ciężkie ale dam z siebie wszystko. Skoro raz pokochała to jest szansa, że pokocha drugi raz. Musze tylko przebić się przez Jej bariery i obawy. Musi się udać.
Bez Niej moje życie jest puste, człowiek w gdy coś straci zdaje sobie dopiero sprawę ile to dla niego znaczyło...
967 2014-07-05 17:12:37 Ostatnio edytowany przez Kazuya (2014-07-05 17:17:25)
Takie pytanie, jako że szanowny autor jest kowbojem klawiatury, który swojej teorii na praktykę nie przełożył:
Czy ta metoda działa? Udało się komuś z Was odzyskać dziewczynę przy jej zastosowaniu? Tu ważna sprawa - dziewczynę (gdy facet rzuca to zwykle łatwiej się zejść niż gdy dziewczyna stwierdziła, że faceta już ie kocha).
Ja nieswiadomie tak zrobilem jak podane. Napisalem list gdzie wszystko pięknie opisalem a na dole w ps zapytalem czy jest jeszcze szansa. Odpisala mi tez ladnie niestety dodala ze to juz niemozliwe. Zaczalem zyc swoim zyciem poznalem kogos nowego i.. zaczalem w miedzy czasie mieć kontakt z eks i wyszlo. Wrocilismy do siebie dwa miechy od rozstania. Nawet pomimo tego ze była juz ta trzecia osoba u mnie akurat w zyciu.
Ta ostatnia historia napawa mnie nadzieja. Próbowałam znaleźć szczęśliwe historie powrotów, z pomocą prawa przyciągania. Staram sie myśleć pozytywnie, oby ktoś mądry trafił na ten wątek ![]()
Czy to prawo działa tylko w sytuacji, kiedy rozstanie przebiegło w miarę "pokojowych" warunkach?
Też miałam taką sytuację, że spotkaliśmy się z facetem po miesiącu od rozstania. Tylko, że wtedy wszystko zepsułam. Uniosłam się jakąś głupią dumą (to on mnie rzucił), udawałam obojętność, zniechęciłam go - a potem przez jednego zazdrosnego fagasa wszystko się posypało.
przydala by sie jakas historia zakonczona pozytywnie
Przeczytałam ten wątek już kilka razy i zastanawiam się jak to PP ma sie do sytuacji w której facet odszedł bo został naprawdę źle potraktowany,nie mówie tutaj o zdradzie.Byłam poprostu jakąś piep......... egoistką.Zaborcza,upierdliwa,wiecznie niezadowolona i wymagająca zbyt wiele.........Na siłę chciałam go "wychować" po swojemu,po drodze odsuwając go od rodziny.Różnica wieku duża bo 15 lat.On rozwodnik ze swoimi przyzwyczajeniami i nawykami,które ja za wszelką cenę próbowałam zmienić.Wydawało mi się że gotowanie sprzatanie i pranie to wszystko mu wystarczy,jak sie okazało po 8 latach tak nie było..........nie zawsze było źle i miłe chwile też były ale przegrały z moim zachowaniem.Odszedł z dnia na dzień i to nie do innej.Poprostu stwierdził,że dalej tak żyć nie może.Minęły 3 tygodnie od rozstania.Pierwszy tydzień pisałam,błagałam,płakałam itd..Wkońcu znalazłam ten wątek i się troszeczkę wyciszyłam.Od 2 tygodni cisza całkowita.W ostatniej rozmowie twarzą w twarz powiedział,że wie że go bardzo kocham ale on mnie już nie. Dzień przed rozstaniem był mily do bólu (bylismy na spacerze i rozmawialismy o przyszłości).Zastanawiam się czy PP mogłoby zadziałać czy raczej już nie ma szans.No i najważniejsza sprawa męska duma która u niego jest tak ogromna że aż mnie zawsze przerażała.....czy nie będzie tak że nawet jeżeli by zatęsknił i wybaczył ta duma nie pozwoli mu wrócić.To naprawdę dojrzały i poważny facet(53) lata.........co sądzicie???
U mnie zadzialało. Nie zapowiadało się na powroty, a jednak po 3 miesiącach wrócił. Minęło pół roku i znów odszedł.Z tego samego powodu. nie umieliśmy się komunikować i odpowiednio porozumieć. On zrywał dane mi obietnice i nie poświęcał się jak wtedy. Próbowałam to naprawić, ale nie wyszło. Tym razem po kolejnym spięciu po prostu już się do mnie nie odezwał. Minął tydzień a ja zachowuję się zupełnie inaczej niż wtedy, Nie płaczę, nie prosze, nie błagam i nie zasypuję smsami. Mamy swoje rzeczy więc pewnie jeszcze się zobaczymy i to właśnie czas wszystko zweryfikuje. Jeśli mnie na prawdę kocha to wszystko się ułoży. Czuję w sobie pustkę, niepokój i ogromny zawód, ale nie chcę popełniać tego samego błędu drugi raz.
974 2014-07-14 12:18:57 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-07-14 12:21:16)
Ja sam, gdy mnie zostawiła moja Ukochana, czytałem ten temat z wielką nadzieją, ale to nie działa.
Zauważcie, że wszystkie tego typu historie na forum kończą się źle. Udało się Życzliwemu, ale potem i tak się ze swoją panną rozstał i ma nawroty choroby do teraz. Autor wątku stał się dla swojej byłej "psiapsiółą" i tamponem emocjonalnym - czyli nie pociąga jej już w ogóle, zmiana nie zaszła albo nie została w ogóle zauważona przez drugą stronę.
Zwykle efektem jest to, że porzucona strona po prostu znajduje kogoś nowego i zapomina. Potem pisze posta jak to dobrze, że tak się stało. "Prawo przyciągania" ma pozytywny efekt w postaci tego, że daje nadzieję w najtrudniejszym okresie, ale nie spodziewajcie się po nim zbyt wiele.
PS. Faceci inaczej działają niż kobiety. Jak kobieta rzuca, to zwykle z powodu wypalenia/zdrady, facet zaś - z powodów racjonalnych. Potem wchodzą emocje, taki facet tęskni i można go z powrotem "przyciągnąć". Gdy u kobiety z kolei emocje opadną, to facet zostaje miłym wspomnieniem, ale raczej nie ma szans na powrót. Mi się to zdarzyło raz bez żadnego działania z mojej strony, panna poszła do innego bo szukała badboya a nie romantyka, ten wymarzony badboy jej nie podszedł to próbowała wrócić do mnie ale ja już nie byłem zainteresowany.
975 2014-07-14 12:33:01 Ostatnio edytowany przez Zombi_wawa (2014-07-14 14:32:19)
Przyszedł czas że i ja coś napiszę. W większości wam zazdroszczę bowiem jesteście młodzi albo wasze związki nie trwały długo co zdecydowanie ułatwia leczenia ran. Ja mam 44 lata. Mój związek z ukochaną trwał 25 lat z czego 17 lat to było małżeństwo. W jego trakcie popełniłem wszystkie możliwe błędy plus tysiąc innych jeszcze gorszych o których nawet nie chcę mówić bo się wstydzę. Od niej też dostałem sporo ciosów zwłaszcza emocjonalnie ostro ze mną pogrywała. Żona po 15 latach powiedziała dość, już nie chcę dawać ci szansy na poprawę, nie kocham cię, nie szanuję, nie rób sobie nadziei, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki itd itp. plus że jestem człowiekiem bez ambicji a ona z takim nieudacznikiem do końca życia nie chce być. Znienawidziłem ją co przez dwa lata walki w sądzie trzymało mnie przy życiu. Obwiniałem ją o całe zło. Po orzeczeniu rozwodu kiedy jeszcze dodatkowo zorientowałem się, że ona kogoś ma, osobę, o której bardzo poważne myśli w kwestii przyszłości, jednego dnia w jednej sekundzie jakby mnie strzelił piorun. Zakochałem się w niej na nowo z tak straszną siłą że nie mogłem złapać tchu. Przez tydzień żyłem jak w transie, nie mogłem o niczym innym myśleć, pracować, nic nie jadłem, cały się trząsłem aż wylądowałem u psychiatry. Na szczęście zacząłem sam szukać ratunku i złapałem się nadziei odzyskania ex o czym przeczytałem na forum podrywaczy, a potem wpadłem na prawo przyciągania oraz film i książkę sekret. Wziąłem się za siebie, stałem się świadomy co zrobiłem źle i co robić aby się ratować. Ostro trenuję, jem zdrowo, uśmiecham się często jestem pozytywnie nastrojony choć w środku dusza umiera z żalu. Schudłem 12 kilo, złapałem trochę mięśni, ludzie mi mówią że się zmieniłem. Nawet koledzy mnie komplementują że dobrze wyglądam, że fajnie się ze mną gada itd. Czuję się lepiej sam ze sobą, mam jakieś plany ambicje, często wychodzę do znajomych czy nawet sam do kina ale na byłą żonę kompletnie to nie działa ( nie dodałem że ze względów finansowych cały czas mieszkamy razem). Jestem dla niej nikim, jak powietrze. W oczach widzę pustkę i kompletny brak uczuć. Jedyne co zyskałem to to że po dwóch latach nierozmawiania w ogóle zacząłem z nią gadać, żeby mieć jakąś podstawę jakiejkolwiek relacji powiedziałem jej o tym, że nie winię jej za rozwód, że rozumiem jej motywację, że sam dla siebie się zmieniam i dbam o siebie aby inaczej przeżyć resztę życia. Że bardzo ją kocham, zdecydowanie mocniej i dojrzalej niż kiedyś, że teraz wiem co należy robić aby związek był szczęśliwy. Dowiedziałem się od niej żebym nie robił sobie nadziei, że ona nie widzi żadnej możliwości abyśmy byli razem i że już jest na innym etapie życia, żebym nie myślał o niej a swoje uczucia ulokował gdzie indziej. Do swojego faceta potrafi wyjść na całą noc, spędzają niemal całe weekendy, byli razem na wyjazdowym wypadzie za granicą. Jednym słowem ewidentnie inwestuje czas i pieniądze w tą znajomość i widać, że jej na nim zależy. Facet jest ustawiony życiowo, zdecydowanie bogatszy ode mnie więc mimo iż tyle lat byliśmy razem i mamy dwójkę dzieci rozsądek mówi, że dla kobiety liczy się spokój egzystencji i że nie ma ŻADNEJ OPCJI aby chciała kiedyś wrócić do mnie. Jednak bez tej nikłej nadziei, że coś się polepszy już by mnie prawdopodobnie nie było na tym świecie. Zrozumiałem, że należy się wycofać i na zonę nie naciskać bo nic innego mi nie pozostało. Ech szkoda gadać. Ludzie nie niszczcie swoich związków przez swoją głupotę, niewiedzę, lenistwo, wygodnictwo, bezsensownymi kłótniami bo kuśwa potem sobie nie darujecie. Ta pustka i obojętność w oczach ukochanej osoby to coś czego po prostu nie da się wytrzymać bo serce się kraje.