Wytrwały - nie mamy ze sobą żadnego kontaktu od zerwania, już 5 miesięcy. W nocy przed tym jak go zobaczyłam, śniła mi się Jego babcia i w tym śnie mówiła że Jej wnuczek bardzo się zmienił, świetna kobieta... bardzo była za mną. No ale co zrobić
wszystko dzieje się po coś...
Podobne tematy
Cytryna,
cz ty jestes na innym forum pod tym nikiem??? Znam kogos 'wirtualnie' o tym niku z innego forum
Wytrwały - nie mamy ze sobą żadnego kontaktu od zerwania, już 5 miesięcy. W nocy przed tym jak go zobaczyłam, śniła mi się Jego babcia i w tym śnie mówiła że Jej wnuczek bardzo się zmienił, świetna kobieta... bardzo była za mną. No ale co zrobić
wszystko dzieje się po coś...
To już prawie pół roku. Ja wychodzę z założenia że nie można sie zarzekać że już się nigdy ze sobą nie bedzie bo byli tacy co walczyli na noże przy rozstaniu i później wracali do siebie( to powiedzialem swojej ex). Co do snu to myślę tak sobie że jest to jakiś znak. Też się z tym zgadzam że coś sie dzieje po coś. Dla mnie osobiście to było wiadro zimnej wody na głowę i wiem że bylem w niektorych sprawach nie fair. Kiedy nadchodzi rozstanie to tego nie rozumiemy i zastanawiamy się jak moglo sie to zdarzyć. A po jakimś dłuzszym czasie kiedy np. para wraca do siebie to uświadamiamy sobie że ten zwiazek nie był tak dojrzały jak teraz i nie popelnimy już tych samych błędów. Z drugiej jednak strony poprostu możemy poznac też kogoś z kim będziemy jeszcze szczęśliwsi chodz wczesniej nie pomyślelibysmy o tym.
Byłam zupełnie nieświadoma, że istnieje coś takiego jak PP, a stosowałam je całkiem nienagannie xD Opiszę Wam krótko moją historię, przy okazji liczę na jakąś poradę, bo widzę tu wiele doświadczonych, mądrych osób
Facet rzucił mnie w marcu, ale jeszcze przez 2 miesiące mieliśmy kontakt, chciał dać mi szansę. On mnie, bo chyba jako jedyna na tym forum, to ja zalazłam mu poważnie za skórę. Egoizm, kontrola, zaborczość + niezrównoważenie psychiczne i wyładowywanie złości na nim, facet miał nerwy ze stali, cierpliwy był jak anioł. Nigdy wcześniej nie czułam się dla kogoś tak ważna i kochana, a zawsze miałam problemy emocjonalne. Poczułam się górą i wydawało mi się, ze mogę wszystko, a on zawsze będzie obok. Myliłam się, wytrwał pół roku, moje problemy sięgnęły takich rozmiarów, że potrafiłam zrobić sobie krzywdę i zwalić winę na niego. Po rozstaniu obiecałam mu, że pójdę na leczenie i tak zrobiłam. Odzyskuję siebie, regularnie po kroczku. Zrobiłam co mogłam i dłużej nie mogłam walczyć o niego, ale o siebie. Powiedziałam, że kocham go nadal, ale to zrobiło się toksyczne i on sam powiedział mi, że nie poradzę sobie z problemem, kiedy będzie obok. Wydawało mi się, że po rozstaniu nadal mnie kochał, ale wiem też, że był okropnie zmęczony i skołowany, bo często zmieniał zdanie. Zaczęłam wręcz irytować i wiedziałam, że czas odejść i ogarnać swoje życie. Nie obiecywał mi już nic, ale jako że bardzo poczuwam się do winy, powiedziałam mu, że jeśli kiedyś zechce dać nam szanse i dostrzec zmiany, to żeby nie bał się mi powiedzieć. Zgodził się, choć bez większego entuzjazmu. Nie rozmawialiśmy 4 miesiące, wyjechał za granicę, ja w tym czasie zajęłam się terapią i regeneracją swojej psychiki, rozwojem pasji, przewartościowaniem życia. Naprawdę miałam braki, zachowywałam się jak księżniczka, zadufana w sobie histeryczka i poczułam, że muszę to zmienić. Najpierw dla niego, a potem zrozumiałam, że ja tego potrzebuję dla samej siebie, dla poprawy relacji ze wszystkimi, z rodziną, którą też na co dzień raniłam. I po tych 4 miesiącach sam się do mnie odezwał. Byłam ostrożna, pomimo tego źe nawaliłam, nie mogłam rzucić mu się w ramiona, bo już go wielokrotnie uświadomiłam, ze będę czekać, zmieniać się na lepsze, a to do niego należy ruch. Nie chciałam stwarzać żadnego nacisku. Wszystko rozwijało się samo, pisał do mnie z własnej nieprzymuszonej woli, ja nie robiłam tego wcale, po prostu odpowiadałam na jego wiadomości. Z czasem zaczeły się rozmowy na skypie, bardzo miłe zresztą, powiedział, że coś do mnie czuje i że daję mu radość, że czuje się swobodniej niż kiedyś przy mnie, że tęskni i widzi sporo zmian u mnie, ale że na ten moment nie wie, co z tym zrobić (nie ma go w PL, wróci wiosną). Zaproponowałam, że pogadamy o tym jak wróci i zgodził się. Przez większość czasu odnoszę wrażenie, że odbudowujemy to wszystko, że dajemy fundament nowemu związkowi, bo jaki eks pisze i dzwoni do swojej byłej codziennie albo prawie codziennie, interesuje się nią, całuskuje, flirtuje i zwierza? Wątpię, by brakowało mu mnie jako przyjaciółki, nie byliśmy długo razem, więc nie wytworzyliśmy tego typu przywiązania, za to chemia była ogromna i nadal jest, a oprócz tego tyle zmian z mojej strony. Pytam Was, bo naczytałam się o tym, jak faceci się odzywali, ale związku nie chcieli, jednak widzę, że moja sytuacja jest inna, bo jednak kontakt jest stały, regularny, z jego strony i na pewno nie przyjacielski, choć mówimy sobie o wszystkim (jednak wiadomo, nigdy nie ma tematu jakichś innych kobiet/mężczyzn), raz spytał o pewnego kolegę, z którym miałam sporo zdjęć w necie, więc wyjaśniłam, że to nic takiego. Właśnie, co do fot - nasze całowane wciąż trzyma na fb, chociaż kiedyś napisałam mu, żeby je usunął, jeśli już nigdy nie weźmie nas pod uwagę. No i nie usunął. Wiem, że brzmię trochę śmiesznie i desperacko, ale odkąd tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy, znów stałam się przewrażliwiona i gwałtowniej reaguję na jakiś gorszy dzień, kiedy nie okazuje czułości, bo dodam, że nie zawsze jest milusi i cieplutki (choć przeważnie jednak jest), mam wrażenie, że nie zdążyłam jeszcze do końca odzyskać siebie zanim się do mnie odezwał. Jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że mam jeszcze 3 miesiące w kraju bez niego, więc skupię się bardziej na sobie, ale powiedzcie mi, co Wy o tym myslicie, czy to ma potencjał? Czy sądzilibyście, że to, co on robi, zmierza do ponownego bycia razem? Bo inaczej nie widzę zupełnie celu takich kontaktów z eks, po co np pisać koleżance, że ma się ochotę w nią wtulić... Wybaczcie srogi monolog, nie dałam rady krócej!
Mam nadzieję, że mi pomożecie, chciałabym wytrwać, doprowadzić swoje sprawy i zmiany do końca i być z nim jako osoba już dojrzalsza, zrównoważona, daleka od destrukcyjnych i egoistycznych zachowań
Pozdrawiam.
Zachowaj spokój. Nie nastawiaj się, że coś z tego będzie. Jesteś pewna, że nikogo nie ma? Czas pokaże.
Tak, jestem pewna. Wiem, że na nic nie powinnam się nastawiać, ale liczę na Waszą obiektywną opinię, czy te sygnały są znaczące, czy mogłoby coś z tego być Waszym zdaniem.
Po tym co napisalas ja wnioskuje, ze masz potencjal to schrzanic po raz kolejny, a wskazuje o tym chociazby ten fragment "...znów stałam się przewrażliwiona i gwałtowniej reaguję na jakiś gorszy dzień...".
Dla mnie to brzmi troche desperacko, tak jakby to wszystko mialoby byc podporzadkowane jego powrotowi a tymczasem sama chyba dostrzegasz, ze nie dotarlas jeszcze do celu, jaki sobie wyznaczylas, jesli chodzi o zmiane samej siebie.
Zadziwiajace, jak latwo jest dostrzegac bledy innych tymczasem samemu czasem nie potrafic sobie pomoc... ![]()
Zgadzam się z powyższym postem. Nie nakierowuj całej energii włożonej w pracę nad sobą na ewentualny powrót byłego. Jeśli to możliwe, odetnij się od niego na cały czas trwania tego procesu ''samodoskonalenia''.
Tak, jestem pewna. Wiem, że na nic nie powinnam się nastawiać, ale liczę na Waszą obiektywną opinię, czy te sygnały są znaczące, czy mogłoby coś z tego być Waszym zdaniem.
Ale nastawiasz się na to...
Potrzebujesz opinii mądrych i doświadczonych ludzi z tego wątku na temat znaczenia tych sygnałów...
Czy coś z tego będzie...
Jeśli w ten sposób zamierzasz stosować PP, przesłanie sekretu i "wykorzystać" Nasze opisane tutaj spostrzeżenia i doświadczenia, to robisz wszystko tak, jak to - delikatnie - mówi Un Hombre.
Bo PP jest o Nas i dla Nas... a odzyskanie eks, to zadanie dla EKS.
I co eks-y z tym zrobią, to już nie nasza brożka.
W tym cały wic...
Wiem i nie pytam w intencji zastosowania PP. Po prostu trochę znów straciłam równowagę i jestem ciekawa, jak sytuacja wygląda wg osób obiektywnych. I nie mogę się oderwać, a raczej nie powinnam. Już raz to zrobiliśmy - na 4 miesiące, było mi lepiej, odzyskałam pewną dozę niezależności, ale nadal bardzo mi go brakowało, więc cieszyłam się, że znów rozmawiamy. Teraz jesteśmy na etapie rozmów na skypie, bardzo częstych i nawet nie wiem, co miałabym mu powiedzieć. "Sorry, ale uzależniłam się znów od ciebie, musisz zniknąć"? Nie wyobrażam sobie tego. Chcę choć raz w ten relacji z nim nie odstawiać cyrków, żadnych sentymentalnych bredni o swoich emocjach i odnowie, tylko jakoś się uodpornić i zaczekać. Chcę ten czas, kiedy jeszcze jest za granicą wykorzystać na odbudowanie tego, tym bardziej, że sam wyraził chęć. Nie mogę się już wycofać, to by mnie tylko oddaliło od wszystkiego. Da się jakoś osiągnąć stabilizację równolegle, nie tracąc kontaktu? Bo to nie jest tak, ze ja dzień w dzień chodzę spięta i trzęsę dupą o to, czy się nam uda. Na ogół jest dobrze, dzwoni, pisze, okazuje zainteresowanie, czasem jest nad wyraz ciepły i czuły - wtedy czuję się dobrze i umiem się skupić na innych rzeczach. Ale kiedy tylko jednego dnia się nie odezwie (co rzadko się zdarza, ale jednak) albo rozmowa będzie bardziej chłodna, to odbija mi i od razu analizuję, co to znaczy, dlaczego tak jest i czy mogę być spokojna. Wiem, że nie jestem gotowa na związek, bo nie akceptuję siebie w stanie obecnym, kiedyś potrafiłam się zrelaksować, odprężyć, poświęcić 100% uwagi temu, co w danej chwili muszę zrobić. Teraz wszystko odwalam byle jak, żeby usiąść do komputera i czekać na rozmowę z nim. Nie bardzo mam pomysł, jak to zmienić, a naprawdę nie chcę się od niego po raz kolejny odcinać. Wolałabym złapać dystans w jakiś cudowny sposób.
hej mam pewien problem nie mam pojecia jak sobie z nim poradzic 3 miesiace temu zerwala ze mna dziewczyna po 4,5 roku zwiazku bo ponoc juz mnie nie kocha... pisala ze mna caly czas zerwalem kontakt na tydzien sama sie odezwala zjdecia na scianach itp ma nadal , ciagle pisze do mnie walczylem o nia pisalem wiersze dzwonilem komplementowalem a ona nie wie czemu tak na prawde nie chce do mnie wrocic , wczoraj mi napisala ze jednak nie wroci do mnie oczywiscie nie wie czemu i ze chce bym zostal jej przyjacielem nie wiem jak sie w tym odnalesc czy pomoze mi cos jeszcze ja odzyskac ? nie zdradzilem jej bylem szczery nie bilem jestem bez nalogow , nie imprezuje , po prostu czasem krzyczalem i nie okazywalem uczuc myslac ze juz nie musze jej zdobywac czy jest cien szansy by ja odzyskac by dom nie wrocila co moge zrobic , pomocy !!!!
hej mam pewien problem nie mam pojecia jak sobie z nim poradzic 3 miesiace temu zerwala ze mna dziewczyna po 4,5 roku zwiazku bo ponoc juz mnie nie kocha... pisala ze mna caly czas zerwalem kontakt na tydzien sama sie odezwala zjdecia na scianach itp ma nadal , ciagle pisze do mnie walczylem o nia pisalem wiersze dzwonilem komplementowalem a ona nie wie czemu tak na prawde nie chce do mnie wrocic , wczoraj mi napisala ze jednak nie wroci do mnie oczywiscie nie wie czemu i ze chce bym zostal jej przyjacielem nie wiem jak sie w tym odnalesc czy pomoze mi cos jeszcze ja odzyskac ? nie zdradzilem jej bylem szczery nie bilem jestem bez nalogow , nie imprezuje , po prostu czasem krzyczalem i nie okazywalem uczuc myslac ze juz nie musze jej zdobywac czy jest cien szansy by ja odzyskac by dom nie wrocila co moge zrobic , pomocy !!!!
Wykorzystaj czas bez niej na pracę nad sobą. Powiedz jej, że ją nadal kochasz i nie będziesz jej przyjacielem. Zerwij kontakt i czas pokaże.
Zgadzam sie z Przedmowczynia w kwestii wykorzystania czasu do pracy nad soba... Teraz jest moment kiedy mozesz wiele rzeczy zrozumiec ktore tycza sie Ciebie i tylko Ciebie... Napisales ze sie nie starales bo myslales ze juz nie musisz itd... Przez chwile skup sie na tym co dla Ciebie samego bylo zle w tym czasie kiedy byliscie razem, co robiles zle ale nie podlug niej tylko podlug siebie samego... Zeby zobrazowac powiem tak... Sytuacja np. ktos jest w zwiazku i bywa apodyktyczny i zaborczy, na koniec partner odchodzac zarzuca mu ze probowal separowac go od przyjaciol, ze mial pretensje o kazde z nimi spotkanie, ze przez niego stracil kontakt z niektorymi osobami, ze zawsze staral sie odsuwac go od znajomych itd. Pierwsza mysl po takiej sytuacji dla porzuconego partnera jest taka (przynajmniej tak wnioskuje analizujac to co zaslyszalam): tak robiles, odsuwalem ja od znajomych, jak ja moglem tak robic, kurcze klocilem sie jak chciala sie z kims umowic, robilem jej jazdy jak wychodzila itd. I na tym sie skupiamy. Moja propozycja... skupic sie na sobie i odszukac w sobie czemu mam problem z tym ze moj partner ma wielu ludzi wokol siebie, jak zawalczyc z moja slaboscia do proby pochlaniania drugiego czlowieka... nie skupiac sie na tym co bylo ile sparwilem tym przykrosci itd tylko na sobie jaki to ma wplyw na mnie samego i nad tym pracowac. A abstrahujac od zwiazku... Szukac siebie na nowa... znalezc pasje, moze odnalezc jakas fajna czynnosc ktora chce robic itd. Ciezko jest chyba zastosowac ta zasade z PP: ilekros pomyslisz o bylym/ bylej od razu zabij ta mysl i skup sie na sobie bo jak o niej/ nim myslisz to stawiasz ja na piedestal. Mysle ze to jest ciezke bo ta osoba wciaz siedzi w glowie... ale wykorzystajmy to naparwczo i tworczo. Nawet myslac caly czas o niej idz na basen, grajac w pilke na hali skupiaj sie na niej jesli musisz ale graj w ta pilke... Tylko rob cos dla siebie, z czasem zaczniesz tez skupiac sie na sobie, a z dalszym czasem zobaczysz jak wiele zyskales... zyskales dla siebie. Pytasz jak odzyskac... Na ktoryms watku tutaj na forum ktos napisal bardzo madra rzecz: nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.. ale robimy to jesli zaczynamy spotykac sie z bylym/ byla bez zadnej zmiany w nas obojgu. Bo jesli przemyslimy swoje bledy, zmienimy cos w sobie i do siebie wracamy to wchodzimy do nowej rzeki... Nie probuj odzyskiwac, bo wejdziesz do tego samego. Skup sie na sobie, popracuj nad soba samym i keidys jesli tak Ci jest pisane po porstu zyskasz ja i jej uczucia na nowo.
Trzymam mocno kciuki zebys znalazl skupienie na tym co mozesz zorbic dla siebie a nie na tym jak ja odzyskac!!
mysle o sobie chodze na basen , zapisalem sie na silownie , staram sie byc bardziej pewnym siebie ale odciac sie od niej nie potrafie zbyt blisko siebie mieszkamy i jest to za ciezkie dla mnie piszemy ze soba jedynie smsy ale ona sama tak naprawde nie wie czemu nie chce sprobowac , zarowno ona jak i ja wiele zrozumielismy ja ze okazuje za malo uczyc ze nie staralem sie jej zaspokoic , ona ze powinna czesciej ze mna rozmawiac no i stala sie pewniejsza siebie... nie wiem moze terapia dla par ?
mysle o sobie chodze na basen , zapisalem sie na silownie , staram sie byc bardziej pewnym siebie ale odciac sie od niej nie potrafie zbyt blisko siebie mieszkamy i jest to za ciezkie dla mnie piszemy ze soba jedynie smsy ale ona sama tak naprawde nie wie czemu nie chce sprobowac , zarowno ona jak i ja wiele zrozumielismy ja ze okazuje za malo uczyc ze nie staralem sie jej zaspokoic , ona ze powinna czesciej ze mna rozmawiac no i stala sie pewniejsza siebie... nie wiem moze terapia dla par ?
Terapię dla par to się stosuje w związku, aby zapobiec jego rozpadowi. Teraz jest za późno na ten krok. Jedynie smsy.... aż smsy. Najlepszy będzie całkowite ucięcie kontaktu.
wiesz co... mam troche inne zdanie niz Noami24 i pewnie wielu innych Forumowiczow, stad nie bede sie juz wypowiadac i mieszac Ci w glowie.
w kazdym razie trzymam kciuki zebys osiagnal to czego bedziesz chcial ![]()
Wszystkich zainteresowanych pomocą i jednocześnie mającym doświadczenie z PP, prosiłbym o odpowiedź w moim temacie - http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1331774#p1331774 .
Dosyć szczegółową opisałem tam moją sytuację, myślicie że jeszcze jestem w stanie coś zdziałać, np. z pomocą PP? Masa angielskich for jest wypełnionych pozytywnymi odczuciami w stosunku do stosowania PP w przypadku odzyskania swojej -ex. Niestety, nie jestem w stanie spełnić podstawowego warunku - zerwać kontaktu na minimum trzy miesiące (z powodów poruszonych m.in. w pierwszej wiadomości), więc nie mam pojęcia czy to ma jakieś szanse czy mam tylko lichą nadzieję...
fr3e napisał/a:mysle o sobie chodze na basen , zapisalem sie na silownie , staram sie byc bardziej pewnym siebie ale odciac sie od niej nie potrafie zbyt blisko siebie mieszkamy i jest to za ciezkie dla mnie piszemy ze soba jedynie smsy ale ona sama tak naprawde nie wie czemu nie chce sprobowac , zarowno ona jak i ja wiele zrozumielismy ja ze okazuje za malo uczyc ze nie staralem sie jej zaspokoic , ona ze powinna czesciej ze mna rozmawiac no i stala sie pewniejsza siebie... nie wiem moze terapia dla par ?
Terapię dla par to się stosuje w związku, aby zapobiec jego rozpadowi. Teraz jest za późno na ten krok. Jedynie smsy.... aż smsy. Najlepszy będzie całkowite ucięcie kontaktu.
Nie jest za późno tylko za wcześnie...
Bo teraz Ty się "boczysz" na Nią a Ona na Ciebie. Terapia jest po to, by Was - chcących coś zrobić dla Waszego związku, ale nie wiedzących od czego zacząć - zestroić jak radio i ukierunkować w działaniu na jednej fali.
Póki co, to Wy stoicie obróceni plecami do siebie i toczycie wojnę, obrzucając się czym popadnie po obwodzie kuli ziemskiej; jesteście jak dwie armie na wojnie, które nic o sobie nie wiedzą. Jak Ty chcesz terapią dla par Was w tej sytuacji zestroić?
Kilka postów wstecz napisałem "definicję" tytułu tego wątku, z którą wielu forumowiczów się zapewne zgodzi: PP i Sekret jest przeznaczone dla Nas a odzyskanie eksa - to zadnie dla eksa.
Przetlumaczylem oryginalny tekst, proponowalbym nawet przykleic ten temat, bo jest tutaj troche madrosci, ktore moze natchnac kogos.
Mnie pomoglo to uporac sie ze soba i mam nadzieje, ze jestem na dobrej drodze.Przynajmniej teraz widze te droge i jestem szczesliwszy, do niedawna bylem wrakiem i mialem same czarne mysli.
Wesolych swiat wszystkim.
Hmm....widziałam, polecam, ale czy myślenie typu ;nie chce kochać; albo 'chcę przestac kochac' da taka szanse? wątpie.. więc jak tu zrobić aby to prawo pomogło 'zapomniec'
Witam
a co byście radzili w sytuacji gdy uczucia dziewczyny bardzo przygasły(do tego stopnia, że zerwała) - z mojej winy tj, przez obojętność, brak okazywania uczuć, brak wspólnego języka, porozumienia...
i właśnie czy okazując brak zainteresowania przez 3 miesiące (skupianie się na sobie, rozbudzanie zazdrości u kobiety, pokazywanie, że bez niej mi dobrze) jak to radzi autor przetłumaczonego tekstu z postu nr 1, w mojej sytuacji poskutkuje?
bo logicznie rzecz ujmując gdy dziewczyna zrywa przez obojętność to obojętnością chyba jej na powrót nie zdobędę...?
bardzo proszę o wszelkie rady
736 2013-01-04 23:18:00 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-01-04 23:31:55)
Na początek witam wszystkich i życzę wszystkiego co naj w Nowym Roku
A przede wszystkim przyciągnięcia Waszych EX'ów jeśli tego pragniecie ![]()
Przewertowałem ten temat od początku aż do samego końca i nasunęło mi się kilka przemyśleń. Przede wszystkim wydaje mi się, że prawo przyciągania to psychologiczna gra mająca na celu oczyszczenie i dojście do ładu z naszymi emocjami poprzez znajdowanie sobie zajęcia, dzięki któremu jak najmniej czasu poświęcimy na bezcelowe rozpamiętywanie przeszłości i myślenie o EX. Nie wiem, czy wierzę w PP czy nie, ale generalnie jest tak, że osoby radosne, promienne i mające dużą wiarę w siebie otaczają się z pozytywnymi aspektami życia. Nikt nie lubi pesymistów, a przynajmniej nie dłużej niż kilka godzin:) Nasz optymizm przyciąga ludzi o takim samym nastawieniu, bo kto z nas nie lubi ludzi uśmiechniętych i wesołych? Ja jestem w trakcie rozwodu, właśnie mija 5 miesiąc od chwili, kiedy moja żona wyprowadziła się z pokaźną częścią naszego wspólnego dobytku pod moją nieobecność, gdy byłem w pracy. Byliśmy razem prawie 6 lat, z czego 2 po ślubie. Ani ja, ani ona nie jesteśmy idealni, i jako takowe osoby popełnialiśmy pewne błędy. Nasz kryzys zaczął się w pół roku po ślubie. Zaczęły między nami pojawiać się kłótnie, a ponieważ moja żona wyidealizowała w glowie wizję, że małżeństwo nie powinno się kłócić, to po trochu chyba psychicznie się wypalała. Żonka zawsze ubierała się wyzywająco, czym wydaje mi się, że podnosiła swoją samoocenę, bo gdy ją poznałem, to była troszkę tęższa. W miarę upływu czasu ćwicząc zgubiła "masę" i stała się zgrabna. Z tego co zaobserwowałem, to bardzo jej się podobało to, że inni mężczyźni się za nią oglądali. Uważam, że to nic złego, ale nie wtedy, kiedy kobieta z tego powodu za każdym takim incydentem ma uśmiech przyklejony do twarzy. Czasem byłem zazdrosny. Ale tylko czasem, bo wiedziałem, że mi lewizny nie zrobi i ufałem jej bezgranicznie. Mieliśmy jednak kilka bardzo potężnych spięć z powodu jej tendencji do przesuwania granicy moralnej dla własnego postępowania. Kiedyś byliśmy na dyskotece i gdy z moim kolegą oddalilismy się do baru po drinki, ona zaczęła tańczyć z jakimś obcym typkiem. Generalnie to on się do niej przypałętał i zaczął ocierać się kroczem o jej tyłek w tańcu. Strasznie się na nią wkurzyłem i nie omieszkałem ochrzanić jej z góry na dół, a co ciekawe z jej strony usłyszałem tylko "ale przecież ja nic złego nie zrobiłam, bo to ona tak tańczył, a ja nie odwzajemniałam". No tak, ale do diabła - nie odsunęła się od niego nawet i nie przerwała tańca, co jest jej ewidentnym pozwoleniem na przekroczenie granicy intymnej zarezerwowanej tylko i wyłącznie partnerowi. Było jeszcze kilka podobnych zajść, i choć kończyły się one wielkimi awanturami ( oczywiście z mojej strony, co jednak uważam za w pełni uzasadnione ), to byłem wobec niej wyrozumiały, bo w końcu miłość wybacza wszystko. Po którejś takiej zniewadze jednak poczułem, że mam dość i muszę jej uświadomić, co czuje partner w takich chwilach, by pojęła to w końcu, bo tłumaczenie werbalne nie przynosiło efektów. Dziś uważam, że zrobiłem głupio, ale powiedziałem jej w rewanżu, że ją zdradziłem z prostytutką. Nie widziałem innej metody na uświadomienie jej bólu, jaki odczuwałem, gdy "nieświadomie" pozwalała innym mężczyznom na zbyt intymny kontakt. Moja żona w pierwszej chwili zareagowała płaczem, ale po niedługim czasie powiedziała, że mi wybacza i nie będzie rozpamiętywać tego zdarzenia. Życie toczyło się dalej, ona trochę zrozumiała, że sprawiała ból swoją frywolnością, ale jak na złość efekty nie były długotrwałe. Zaczęły się kolejne niedojrzałe akcje z jej strony, do tego stopnia nawet, że podczas "figlowania" w łóżku przyszedł do niej sms, a ona zostawiła mnie na chwilę by odpisać! I TAK DWUKROTNIE!! Co jakiś czas dosyć mocno się kłóciliśmy, ale o pierdoły, jak to bywa w małżeństwach. I z biegiem czasu w trakcie kłótni moja żona zaczęła co jakis czas powtarzać "musimy się rozejść". Po kłótni wycofywała te słowa, gdy tylko doszła do ładu ze swoimi emocjami i wszystko było pięknie. Dziś wiem, że to było jednak prawdziwe przesłanie, które podświadomie siedziało w jej głowie. Ja jako jej chłopak a później mąż zawsze dbałem o to, aby nie zabrakło nam pieniędzy. Pracowałem zawodowo, weekendami z kolegą robiłem własny projekt, z którego miały być pieniądze na zakup mieszkania, a nierzadko jeszcze nocami robiłem dodatkowe zlecenia. Dostawała prezenty bez okazji w postaci perfum, kosmetyków, ubrań, częste wyjścia do restauracji, wycieczki...wszystko, co można zapewnić od strony materialnej. Od strony uczuciowej też starałem się dawać z siebie maksimum prawiąc często komplementy dotyczące jej wyglądu, jej charaktery i tego kim dla mnie jest. Zawsze jak stalismy na przystanku, jechaliśmy w autobusie bądź bylismy w towarzystwie, to dawałem jej wsparcie uczuciowe, aby wiedziała, że jestem tuż obok, przytulałem ją i dawałem buziaka we włosy. Wszyscy ludzie, którzy nas znali, nawet małżeństwa z 20 letnim stażem mówili, że bylismy idealnie dobrani. Ja energiczny, spontaniczny, pracowity i oddany mąż, ona czuła, ładna i wesoła...W lipcu 2012 pojechalismy na Mazury na urlop. Podczas urlopu mieliśmy rozmowę z moimi rodzicami odnośnie kupna mieszkania. Moi rodzice wyszli z propozycją, aby kredyt hipoteczny podzielić na 3 części: na moich rodziców, na rodziców żony oraz na żonę i mnie. Żona oczywiście natychmiast powiedziała, że jej rodziców nie będzie stać ( co ciekawe 2 lata temu postawili sobie za kilkadziesiąt tysięcy w kredycie domek letniskowy ) i nic nie dadzą. No to moi rodzice powiedzieli, że oni 2/3 kosztów na dzień dzisiejszy nie dadzą rady pokryć, więc przesunie się zakup w czasie. I od tej chwili coś jakby zaczęło się zmieniać w mojej żonie. Zaczęła być obojętna, trochę chłodna, coraz częściej uszczypliwa. W międzyczasie chciałem kupić sobie motor, a jej dać w użytkowanie samochód, który kupiłem zanim się z nią związałem. Samochodem przeważnie jeździłem ja. No i motor miał być środkiem transportu na warunki miejskie. Ekonomiczny i zwrotny. Zaproponowałem więc żonie że będzie samochód użytkować sama, tylko będzie go sobie sama tankować. No i zaczęło się narzekanie, że za dużo pali ( bo sportowy ), że za duży, że to, że tamto. No to jej powiedziałem, że ja musze mieć motor ze względów praktycznych. I zaczęła się wojna, że mi w głowie zabaweczki zamiast ustatkować się poprzez kupno mieszkania i w żaden sposób nie dało się jej w logiczny sposób wytłumaczyć korzyści z takiego zakupu. Coraz częściej z jej strony pojawiały się preteksty do kłótni. Aż któregoś dnia postanowiła wyjechać do rodziców na "przemyślenie małżenstwa", bo według niej za dużo się kłóciliśmy. Pojechała i odzywała się do mnie normalnie. Używała tych samych pieszczotliwych określeń, miłych słów itd. Na 3 dni przed jej wyprowadzką pisała mi w esemesach, że mnie kocha i to się nigdy nie zmieni. Coś mi jednak nie dawało spokoju, więc zapytałem ją przez telefon, czy ona aby nie szykuje jakiejś rewolucji i nie chce się rozejść. Zaprzeczyła. Jakie było moje zdziwienie, kiedy 31 lipca przyjechała pod moją pracę z rodzicami i powiedziała, że się wyprowadziła. A ja od następnego dnia popełniłem wszystkie możliwe błędy, jakich powinno się w tych okolicznościach wystrzegać jak ognia! Łzy, prośby, błagania, wzmożone próby kontaktu itd. I tak przez 4 miesiące, mimo, że w międzyczasie złożyła pozew rozwodowy. Stawałem na rzęsach, by uratować to małżeństwo, bo w gruncie rzeczy ona wyprowadzając się nie dała naszemu małżeństwu żadnych szans. Co ciekawe, muszę dodać, jej siostra jest ode mnie rok starsza ( 32 lata ) i jest po 3 rozwodach, a mojej żony najbliższa przyjaciółka rok starsza od mojej żony ( 29 lat ) jest po dwóch rozwodach. Miałem więc wrażenie, że walczę o małżenstwo nie tylko z nią, ale też z jej rodziną i kółkiem wzajemnej adoracji, które być może chciało odegrać się na mnie za swoje niepowodzenia. Reasumując - było potwornie ciężko. Straciłem pracę, uciekły mi 22 kilo, i mimo, że byłem naprawdę ładnie zbudowany i wyrzeźbiony, to dziś jest ze mnie strach na wróble. Powoli dochodzę do ładu ze swoimi uczuciami i powiem Wam tyle - w pierwszej kolejności należy otworzyć się przyjaciół, przegadać temat, wyrzucić z siebie wszystkie emocje i pozwolić czasowi do uspokojenia tego pierwszego etapu załamania. Po nim przychodzi okres wyciszenia i wybaczenia partnerowi jego decyzji. To piękne uczucie wybaczyć komuś coś takiego
Ten okres wielkiego bólu musi być w Waszym życiu. Nie dacie rady go uniknąć. Musicie go po prostu przeczekać. Gdy już otrząśniecie się z tego szoku, zaczniecie powolutku stabilizować własne "ja". Zaczniecie sobie uświadamiać, że w tym żalu zatraciliście siebie, pozwoliliście się nieświadomie zdeptać. I pojawi się wtedy w Was nowa wola życia, krok po kroku zaczniecie odzyskiwać siebie, żyć codziennością, krok po kroku stawać się nie tą samą osobą sprzed traumy, ale kimś lepszym, bo z wielkim doświadczeniem życiowym. Przynajmniej tak ja to postrzegam po sobie. I wtedy jest własnie odpowiednia pora na zastosowanie PP
Ale myślę, że nie wcześniej, bo tak jakby na siłę próbować stać się szczęśliwym, podczas gdy serce Wam się rwie na kawałki
Czy myślę o odzyskaniu mojej EX? Nie wiem tak naprawdę. Wiem, że skoro raz już mnie pokochała, to znaczy, że czymś ją urzekłem. I muszę się skupić na tym, by to odzyskać, a wtedy...wszystko się może zdarzyć. Na razie jesteśmy w trakcie rozwodu, do końca którego jeszcze pewnie misie trochę czasu, żona mówiła, że mnie nienawidzi, ale cóż
Sama w sobie sieje to uczucie, próbuje mnie nim obarczyć, bo to naturalny mechanizm u kobiet - potrzeba przekonania samej siebie, że to ten "bydlak" jest wszystkiemu winny, a ona nie. Ale tak to nie działa. Myślę, że w przyszłości, może bliższej, może dalszej, gdy gniew i poczucie krzywdy w niej zacznie przygasać, zacznie zastanawiać się, czy aby mądry ruch wykonała. Jeśli jest inteligentna tak, jak sądzę, że jest, i jeżeli znajdzie w sobie wewnętrzną siłę by sama przed sobą się przyznać o błędzie, to będzie nam dane zejść się ponownie. Tylko czy będę wtedy chciał? To pokaże czas. A jeśli nie najdą ją refleksje i nigdy nie zejdziemy się ponownie, to ja jej życzę wszystkiego naj i oby się ułożyło jej z kimś innym
)) Podsumowując po raz drugi - nie wypierajcie się naturalnych emocji, ale też nie żyjcie ułudą. Oceńcie trzeźwo swoje szanse, bo Wasz/a partner/ka to istota myśląca i inteligentna i skoro podejmuje tak ważną decyzję, to znaczy, że według niego/niej były powody. Zaakceptujcie to i potraktujcie tak, jak sami byście chcieli być potraktowanymi. Ja dodam jeszcze, że mieszkamy teraz osobno, oddaleni o 160 kilometrów i nie mieliśmy ze sobą kontaktu od 1,5 miesiąca. Nasz rozwód na razie jest walką o orzeczenie winy, co oboje w pierwszym gniewie postanowiliśmy wnieść. Ja postaram się wycofać żądanie orzeczenia winy i dać jej rozwód za porozumieniem stron, bo w walce o winę nie ma zwycięzców. Wygrany tak czy siak kończy na kolanach, bo wyzbywa się godności dążąc do dołożenia ex-partnerowi. A w takiej sytuacji my i tylko my mamy wpływ na to, jak pozwolimy się pamiętać. Jako osoby mściwe, czy jako te, które wybaczają. Ten pierwszy tym moim zdaniem jest z góry przekreślony na perspektywę ponownego zejścia. Dając szansę naszemy EX dajemy szansę samym sobie. O tym warto pamiętać. Sorki, że tak się rozpisałem, może trochę chaotycznie, może trochę offtopowo, ale może ktoś miał analogiczne doświadczenie i mój post w czymś mu/jej pomoże
)))
Pozdrawiam noworocznie
)
Ja próbuję właśnie tego. Odnaleźć siebie. Bardzo chciałabym, abyśmy jeszcze kiedyś do siebie wrócili. Chociaż wątpię, by on tego chciał. To ja zerwałam. I przez 1 tydzień tego żałowałam i prosiłam o powrót. Usłyszałam, że nigdy więcej nie będziemy razem. I zwyczajne teksty: że i tak ze mną nie był szczęśliwy i dobrze, że się tak stało. Byliśmy ze sobą dość krótko..i dlatego sądzę, ze to naprawdę koniec. Więc musze się wziąć w garść. Odnaleźć siebie, być szczęśliwa sama z sobą. Wyznaczyć sobie cele i je realizować. Zacząć ćwiczyć i skupić się na sobie.
Jeśli ma wrócić - to wróci.
Jeśli będzie tęsknić - napisze/ zadzwoni.
A jeśli naprawdę mnie już nie chce.. to już i tak nic nie wskóram.
Powiedziałam, że żałuję, że chciałabym być znowu razem. Odmówił. Nie będę prosić, wydzwaniać, błagać.
Narazie cisza od 2 tygodni. A wiem, że on potrafi milczeć wieki. Dlatego nie chce tracić czasu na czekanie.
Będzie co będzie.
I wy też spróbuje wziąć się w garść, robić dla siebie. Być szczęśliwym samym z sobą. Najpierw pokochajcie samych siebie, potem dajcie się pokochać.
hej mam pewien problem nie mam pojecia jak sobie z nim poradzic 3 miesiace temu zerwala ze mna dziewczyna po 4,5 roku zwiazku bo ponoc juz mnie nie kocha... pisala ze mna caly czas zerwalem kontakt na tydzien sama sie odezwala zjdecia na scianach itp ma nadal , ciagle pisze do mnie walczylem o nia pisalem wiersze dzwonilem komplementowalem a ona nie wie czemu tak na prawde nie chce do mnie wrocic , wczoraj mi napisala ze jednak nie wroci do mnie oczywiscie nie wie czemu i ze chce bym zostal jej przyjacielem nie wiem jak sie w tym odnalesc czy pomoze mi cos jeszcze ja odzyskac ? nie zdradzilem jej bylem szczery nie bilem jestem bez nalogow , nie imprezuje , po prostu czasem krzyczalem i nie okazywalem uczuc myslac ze juz nie musze jej zdobywac czy jest cien szansy by ja odzyskac by dom nie wrocila co moge zrobic , pomocy !!!!
Ok wiec zacznijmy od początku. Powiem Ci ze 4,5 roku to dość konkretny czas. Moge się mylic ale jesli kobieta mowi Ci ze juz Cię kocha to znaczy ze albo uczucie sie wypalilo albo juz nie jestes takim facetem jak wczesniej w jej oczach. Tak jak pare postów wczesniej zgodze sie z tym ze nie mieliscie nawet czasu za sobą zatesknić. Doświadczenie mnie nauczylo ze zdobywac siebie nawzajem powinno sie cale zycie. Mysle ze powinienes dac wam czas abyscie od siebie odpoczeli.
739 2013-01-07 03:13:55 Ostatnio edytowany przez kitonka80 (2013-01-07 03:17:01)
Rozstałam się z mężem po dwóch latach małżeństwa i czterech związku, oczekuję na rozwód. W skrócie: ja byłam czepialska bo on nie pracował i leniuchował, on się wdał w romans (niby zdrady fizycznej nie było), ja mu w związku z tym spakowałam walizki i wywaliłam na zbity pysk, potem on przez dwa miesiące chciał wrócić i przepraszał, ale się za bardzo nie starał tylko opowiadał jak tęskni, potem ja zatęskniłam i stwierdziłam że mu wybaczę i że jestem gotowa żeby wrócił, no ale on już nie chciał.
Po tym jak nie chciał wrócić zrobiłam wszystkie mozliwe błędy: płakałam, błagałam, prosiłam o pomoc jego rodzinę, mówiłam że nie chcę bez niego żyć, wydzwaniałam i zasypywałam smsami, obiecywałam poprawę i błagałam o szansę itp. Oczywiście nic to nie dało, a wręcz przeciwnie.
I teraz pytanie. Czy Prawo Przyciągania ma jeszcze u mnie szanse zadziałać? Czy już tak to wszystko odepchnęłam, że nie ma co nawet myśleć na ten temat.
Ostatnimi czasy (jakieś dwa, trzy tygodnie) postanowiłam, że już koniec żałoby. Odnowiłam znajomości z dawnymi znajomymi, nawiązałam nowe przyjaźnie, przyjęłam zaproszenie na randkę i mam ogólnie dużo lepszy humor. Kilka dni temu ON znowu zaczął dzwonić, niby pod jakimś pretekstem ale te pogawędki przedłużają się do godziny. Przysłał mi też smsa: "Bardzo Cię lubię i uwielbiam z Tobą rozmawiać".
No i nie wiem co z tym wszystkim zrobić, jak zrobić żeby przyciągnąć a nie odpychać. Gadać z nim, nie gadać? Być miłą? Być obojętną?
Ponieważ to mój pierwszy post, witam
Z początku myślałem, że wystarczy mi obserwacja, jednak postanowiłem się jednak poudzielać.
Fantastyczny artykuł. Świetnie obrazuje pułapkę, w jaką wpadają porzuceni tuż po rozstaniu, dowiadując się, że istnieje cudowny sposób, aby byłego/byłą odzyskać. Wydaje się, że ta osoba jest im potrzebna tylko i wyłącznie do szczęścia, oddają jej odpowiedzialność za własny stan emocjonalny. Tymczasem najmądrzejsza rzecz, jaką można poradzić takiej osobie, to "odzyskaj siebie". Piękne.
Sam jestem w takiej sytuacji. Miesiąc temu rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem prawie 3,5 roku. To ja z nią zerwałem, ale postawiła mnie pod ścianą. Nie mogła się zdecydować, poczułem, że opuściła mnie emocjonalnie, choć bała się podjąć decyzję o rozstaniu. Więc zrobiłem to za nią, postawiłem kropkę nad "i". Nie będę tu opisywał wszystkiego ze szczegółami, to nie jest istotne. Tuż po miałem oczywiście etap depresji, myśli o tym, żeby się walczyć, starać, itd. Na szczęście udało mi się to opanować i jak teraz patrzę wstecz, udało mi się zachować godność, bez kwiatów, telefonów, błagania, płaszczenia - z tego jestem zadowolony. Dała mi do zrozumienia, że mnie nie chce w swoim życiu, więc odszedłem. Oczywiście usłyszałem tekst o przyjaźni, ale dałem do zrozumienia, że nie ma mowy o czymś takim. Odciąłem się od niej zupełnie, zerwałem wszelki kontakt. Pracuję nad sobą i próbuję odzyskać wewnętrzną równowagę, bo niestety odkryłem, że wspomniany artykuł praktycznie opisuje mnie: postawiłem kobietę na piedestale, po czym opuściłem dla niej samego siebie. To przykre, ale przynajmniej pozwala wyciągnąć naukę na przyszłość. Zorientowałem się, że musiałem naprawdę zmienić się na tyle, że przestałem być gościem, w którym się zakochała - w sumie nie powinienem się dziwić, że jej uczucia osłabły, czy zniknęły, nie wiem tego, bo nie siedzę w jej głowie, a ona nie potrafiła się pod koniec określić. To był ciężki związek, dzieliły nas setki kilometrów. W ciągu roku widywaliśmy się dość rzadko, za to wakacje, ferie, święta spędzaliśmy w całości razem. Uwierzyłem, że to jest prawdziwa miłość, bo naprawdę długo trwaliśmy przy sobie i mieliśmy konkretne plany wspólne na przyszłość. Czułem, że to jest moja połówka jabłka. Ostatnio w jej życiu było trochę zamieszania, moje zachowanie było jakie było, coś przygasło. Wiem, że nie mieszał się w to inny mężczyzna. Po prostu jakoś tak oddaliła się do mnie.
Staram się podejść do tego z dystansem. Oczywiście tęsknię i myślę o niej, ale nie rozpaczam - dostrzegam zalety tego, że się rozstaliśmy. Uświadomiłem sobie wszystkie moje błędy i staram się ze wszystkich sił odnaleźć teraz siebie. Oczywiście co jakiś czas pojawiają się myśli, że to przecież nie musi być definitywny koniec, że rozstaliśmy się po to, żeby coś zrozumieć... ja zrozumiałem. Nie wiem co u niej, czy myśli o mnie, czy tęskni. Jednak wciąż gdzieś tli się przyczajona nadzieja, że kiedyś będziemy jeszcze razem.
Zacząłem trenować sport, o czym myślałem od dawna - czuję się dużo lepiej. Uczę się nowych rzeczy, wróciłem do starych pasji, które zaniedbałem dla niej. Zaczynam naprawdę czuć się lepiej z samym sobą, nagle zauważyłem, jak kobiety dookoła rzucają mi ciekawe spojrzenia i interesują się mną. Zdarzyło mi się spotkać niezobowiązująco raz czy dwa. O związku oczywiście nie ma mowy póki co, nie będę łatał sobie dziur w życiu obcymi kobietami, raniąc je do tego. W każdym razie przechodzę do meritum mojego postu, czyli kwestii, która zaczęła mnie zastanawiać, kiedy czytałem artykuł
Chodzi mi o te sygnały, które otrzymuje była, kiedy zaczynasz wreszcie zajmować się sobą. Poświęcasz uwagę ciału, duszy, stajesz się spójny sam ze sobą, interesujący dla innych kobiet - wtedy była również zaczyna być zaintrygowana Twoją zmianą i może powstać iskra, z której wskrzesi się dawny związek. Ale jak to jest w przypadku, kiedy dzielą nas setki kilometrów?
Nie mamy fizycznej szansy się przypadkowo spotkać. Kiedy zerwałem kontakt, zablokowałem ją na facebooku i wywaliłem z komunikatorów, żeby mnie nie kusiło i nie rozpraszało. Zresztą nie będę się przecież bawił w jakieś dziecinne gierki, żeby się afiszować z moją zmianą na pokaz, żeby do niej to dotarło (chociaż ona tak pogrywała ze mną, tuż po rozstaniu afiszowała się na fb, jaka to jest szczęśliwa i mnie już nie potrzebuje, doprowadziła do tego, że ją zablokowałem, a jak się zorientowała, że już nie widzę jej profilu, to przestała). Po prostu ciekawi mnie, czy ktoś miał może podobne doświadczenia z prawem przyciągania w takiej sytuacji?
A ja mam pytanie ![]()
Czy komukolwiek tym sposobem udało się wrócić bo byłej/byłego?
Moim zdaniem po tej całej "terapii" wszyscy będziemy już czuli się dobrze samemu ze sobą. Była dziewczyna będzie nam już niepotrzebna
.
Ale co jeśli nie mamy już żadnego kontaktu z byłym? Ja niedawno usunęłam go z Facebooka, ze Skype'a, jego numery telefonów. Nie mam z nim NIC wspólnego, ani znajomych, totalnie nic.
Słyszałam jednak, że zaczął się z kimś spotykać (bardzo zabolało...). Czy to ma jakiś wpływ na skuteczność tego prawa?
Ale co jeśli nie mamy już żadnego kontaktu z byłym? Ja niedawno usunęłam go z Facebooka, ze Skype'a, jego numery telefonów. Nie mam z nim NIC wspólnego, ani znajomych, totalnie nic.
Słyszałam jednak, że zaczął się z kimś spotykać (bardzo zabolało...). Czy to ma jakiś wpływ na skuteczność tego prawa?
Przecież mamy mieć ZERO kontaktu i mamy mieć NIC wspólnego z byłym chłopakiem ![]()
Czyli list o którym mowa ma być przekazany byłemu po tych kilku miesiącach czy mamy go napisać "dla siebie"?
Aha, i jeszcze jedna sprawa a'propos tego cytatu
"Ponieważ nie było żadnych animozji między was dwojgiem, nie powinno to być dla niej żadnym problemem."
Co jeśli były animozje? Gdybym w tej chwili zadzwoniła do mojego byłego i zaproponowała spotkanie miałby 100% pewność, że chcę go z powrotem, a co za tym idzie myślę, że raczej by odmówił.
No i co w sytuacji jeśli okaże się, że jest zajęty? Rozumiem, że wtedy odpuszczamy?
Ja odezwałam się do byłego po pół roku. Wcześniej też zero kontaktu. Umówiliśmy się na spokojną rozmowę, nie oczekuję niczego. Co ma być to będzie...
http://www.youtube.com/watch?v=NvdSvzQTihc
Ja odezwałam się do byłego po pół roku. Wcześniej też zero kontaktu. Umówiliśmy się na spokojną rozmowę, nie oczekuję niczego. Co ma być to będzie...
Jesteś przed spotkaniem? Były od razu przystał na spotkanie? Jak się rozstaliście (w gniewie, żalu)?
Rozstaliśmy się raczej w gniewie, tzn. wyrzuciłam Go z mieszkania nie chcąc wytłumaczeń, jak on stwierdził, że podjął pochopną decyzję by się rozstać! Nie odzywałam się ani ja, ani on, do Świąt. Złożyłam życzenia, napisał, że bał się wcześniej odezwać (tchórz i tyle). Spotkam się z nim by spokojnie pogadać. Nic nie planuję. Na spotkanie zgodził się bez żadnych oporów. Jak już pisałam, nie liczę na nic. W weekend się okaże...
749 2013-01-09 00:30:22 Ostatnio edytowany przez Duality (2013-01-09 00:33:10)
Czyli jednak jesteś w lepszym położeniu
U mnie skończyło się źle. Skończyło po raz kolejny, bo pierwsze (a zarazem jedyne "oficjalne" rozstanie) miało miejsce w czerwcu. Moje zachowanie po nim było wzorcowe (nie czytałam żadnych książek, po prostu taka byłam, dobrze postępowałam, żyłam własnym życiem i dobrze się bawiłam). Pierwsza po rozstaniu rozmowa po miesiącu, on bardzo chciał rozmawiać o nas, o tym co poszło nie tak, aż w końcu temat zszedł na powrót, on zechciał się spotkać... ale ja zepsułam wszystko (wyrzuciłam z siebie ten gdzieś głęboko schowany gniew i cynizm). Po jakimś czasie jednak znowu zaczęliśmy się spotykać, ze wstydem ale przyznam, że były to spotkania na sam seks. Niemniej znów zechciał wrócić, ale zanim dałam mu odpowiedź wycofał się z tego. Jakiś czas temu wyznałam mu uczucie (podczas spotkań okazywałam olbrzymią słabość), on powiedział, że nie będziemy razem, a teraz kogoś poznał. Ostatni mój sms do niego był pełen gniewu, goryczy i niepewności. Nie wiem jak będzie dalej, ale bardzo żałuję tego, że przestałam być taka jak wtedy na początku, kiedy to on zmierzał do rozmowy, chciał rozmawiać o tym co było, a na koniec wrócić...
Nie powiedziałabym, że jestem w lepszym położeniu. Wszędzie dobrze, gdzie Nas nie ma. Twój Ex przynajmniej odzywał się po rozstaniu, chciał wyjaśnień, ciągnęło Go do Ciebie, a mój Ex zamilkł...
Czyli jednak jesteś w lepszym położeniu
U mnie skończyło się źle. Skończyło po raz kolejny, bo pierwsze (a zarazem jedyne "oficjalne" rozstanie) miało miejsce w czerwcu. Moje zachowanie po nim było wzorcowe (nie czytałam żadnych książek, po prostu taka byłam, dobrze postępowałam, żyłam własnym życiem i dobrze się bawiłam). Pierwsza po rozstaniu rozmowa po miesiącu, on bardzo chciał rozmawiać o nas, o tym co poszło nie tak, aż w końcu temat zszedł na powrót, on zechciał się spotkać... ale ja zepsułam wszystko (wyrzuciłam z siebie ten gdzieś głęboko schowany gniew i cynizm). Po jakimś czasie jednak znowu zaczęliśmy się spotykać, ze wstydem ale przyznam, że były to spotkania na sam seks. Niemniej znów zechciał wrócić, ale zanim dałam mu odpowiedź wycofał się z tego. Jakiś czas temu wyznałam mu uczucie (podczas spotkań okazywałam olbrzymią słabość), on powiedział, że nie będziemy razem, a teraz kogoś poznał. Ostatni mój sms do niego był pełen gniewu, goryczy i niepewności. Nie wiem jak będzie dalej, ale bardzo żałuję tego, że przestałam być taka jak wtedy na początku, kiedy to on zmierzał do rozmowy, chciał rozmawiać o tym co było, a na koniec wrócić...
Duality zaglębilem sie w Twoja sytuacje i wiem ze nie jest Ci łatwo. Facet nigdy nie zrozumie do konca kobiety ani kobieta nie zrozumie w 100 % faceta. Kobiety sa z natury emocjonalne i dlatego tak zaregowałaś. Zapewne chciałaś się z nim pogodzić ale inna myśl Ci na to nie pozwoliła. Ja tez jestem po rozstaniu juz bedzie okolo 2,5 miesiaca. Sporo mnie to nauczylo. Wiem ze jeslibysmy wrocili do siebie to bylibysmy szczesliwi.
Rozstaliśmy się raczej w gniewie, tzn. wyrzuciłam Go z mieszkania nie chcąc wytłumaczeń, jak on stwierdził, że podjął pochopną decyzję by się rozstać! Nie odzywałam się ani ja, ani on, do Świąt. Złożyłam życzenia, napisał, że bał się wcześniej odezwać (tchórz i tyle). Spotkam się z nim by spokojnie pogadać. Nic nie planuję. Na spotkanie zgodził się bez żadnych oporów. Jak już pisałam, nie liczę na nic. W weekend się okaże...
Cytryna, dobre podejście
nie ma co się podkręcac i liczyc na fajerwerki
jesli Wasza relacja pojdzie do przodu czego Ci zycze to wtedy bedzie mozna myslec innaczej ![]()
Duality zaglębilem sie w Twoja sytuacje i wiem ze nie jest Ci łatwo. Facet nigdy nie zrozumie do konca kobiety ani kobieta nie zrozumie w 100 % faceta. Kobiety sa z natury emocjonalne i dlatego tak zaregowałaś. Zapewne chciałaś się z nim pogodzić ale inna myśl Ci na to nie pozwoliła. Ja tez jestem po rozstaniu juz bedzie okolo 2,5 miesiaca. Sporo mnie to nauczylo. Wiem ze jeslibysmy wrocili do siebie to bylibysmy szczesliwi.
Pracujesz nad powrotem? Ona Cię rzuciła?
Właśnie niebardzo wiem czy jest jeszcze o co walczyć skoro te kilka dni temu dałam wyraz swoim frustracjom i posłałam mu kilka kiepskich smsów, a poza tym wiem, że kogoś poznał (nie mam pojęcia na jakim są etapie; znają się od tygodnia). Zastanawiam się czy nie wysłać mu wiadomości przepraszając za te ostatnie słowa, życząc wszystkiego dobrego, i tylko tyle. Czy to ma sens, żeby "odkręcić" to rozstanie w gniewie? Nie ukrywam, że obawiam się również tego, że za te 4-5 miesięcy zaproponuję spotkanie a on odmówi, bo albo będzie w związku z kim innym, albo po prostu pomyśli to co mi powiedział kilka dni temu, że "nie jesteśmy i nie będziemy razem".
Wiesz czasami warto odpuścić, ale tak nie do końca...odciąć się na jakiś czas, by emocje opadły. Mój Ex jest wolny po pół roku, ja też. Ale to nic nie znaczy... a może jednak? Nie wiem. JA wiem, że kocham mimo wszystko. Wszystko dzieje się przecież po coś. Ja od życia chcę niewiele. Już nie planuję, biorę życie takie, jakim jest. A może los przewidział dla mnie jakąś miłą niespodziankę. Moja intuicja mówi mi, że będzie dobrze. Musi być. Przecież zasługuję na szczęście. ![]()
Cytryna, czyli Twój z kimś był po Tobie?
Nie wiem czy był, może się kimś spotykał. chodziło mi o to, że rozstaliśmy się pół roku temu i nie jest po rozstaniu ze mną w żadnym nowym poważnym związku...
Rozumiem. Ja obecnie żyję strachem (staram się to przezwyciężać), że z tą dziewczyną, którą właśnie poznał to będzie coś poważnego.
wytrwały napisał/a:Duality zaglębilem sie w Twoja sytuacje i wiem ze nie jest Ci łatwo. Facet nigdy nie zrozumie do konca kobiety ani kobieta nie zrozumie w 100 % faceta. Kobiety sa z natury emocjonalne i dlatego tak zaregowałaś. Zapewne chciałaś się z nim pogodzić ale inna myśl Ci na to nie pozwoliła. Ja tez jestem po rozstaniu juz bedzie okolo 2,5 miesiaca. Sporo mnie to nauczylo. Wiem ze jeslibysmy wrocili do siebie to bylibysmy szczesliwi.
Pracujesz nad powrotem? Ona Cię rzuciła?
Właśnie niebardzo wiem czy jest jeszcze o co walczyć skoro te kilka dni temu dałam wyraz swoim frustracjom i posłałam mu kilka kiepskich smsów, a poza tym wiem, że kogoś poznał (nie mam pojęcia na jakim są etapie; znają się od tygodnia). Zastanawiam się czy nie wysłać mu wiadomości przepraszając za te ostatnie słowa, życząc wszystkiego dobrego, i tylko tyle. Czy to ma sens, żeby "odkręcić" to rozstanie w gniewie? Nie ukrywam, że obawiam się również tego, że za te 4-5 miesięcy zaproponuję spotkanie a on odmówi, bo albo będzie w związku z kim innym, albo po prostu pomyśli to co mi powiedział kilka dni temu, że "nie jesteśmy i nie będziemy razem".
Tak, pracuje
stałem się takim facetem jakim bylem wczesniej. Nie mowie ze przez caly zwiazek bylem nie w porzadku. Ale zgubulem takie wartosci jak szczerosci ktora idzie z zaufajnie i bylem hipokrytą. Ciesze się bo ponownie złapalem iskrę do życia. Obawiasz sie tego wiec podświadomie przyciagasz to. Zycie w lęku nie jest dobrym wyjsciem chodz wiem ze to trudne do ogarnięcia. Ja próbowałbym nawiazac lekki kontakt z eksem. Nie znam dokladnie Twojej sytuacji.
Wiesz czasami warto odpuścić, ale tak nie do końca...odciąć się na jakiś czas, by emocje opadły. Mój Ex jest wolny po pół roku, ja też. Ale to nic nie znaczy... a może jednak? Nie wiem. JA wiem, że kocham mimo wszystko. Wszystko dzieje się przecież po coś. Ja od życia chcę niewiele. Już nie planuję, biorę życie takie, jakim jest. A może los przewidział dla mnie jakąś miłą niespodziankę. Moja intuicja mówi mi, że będzie dobrze. Musi być. Przecież zasługuję na szczęście.
Szczerze myśle tak jak Ty ze kazdy zasluguje na szczescie i super ze wdożyłas to w zycie
Czasem dzieje sie tak ze rózne sytuacje i okolicznosci rozdzielają ludzi. Czas sprawia ze to jest jednak ta osoba i wtedy wraca sie do siebie. Można uciekać od tego, odcinac sie i mowic nie to koniec nigdy nie bedziemy razem. Ale z czasem... kiedy kolejne spotkania sa owiane pustką sa takie jakby powiedzieć bezplciowe to zaczyna sie cos dziac. Wracaja wspomnienia a kazda randka nie jest taka jaka byla z eksem. Czas leczy rany..
Świetny ten pierwszy post! Ja też zerwałam czego bardzo żałuję, ale chłopak nie chce dać mi już szansy... Niestety u nas wszystko komplikuje to, że ja z nim mieszkam... nie mam jak się wyprowadzić więc on nie ma jak za mną nawet zatęsknić ![]()
Świetny ten pierwszy post! Ja też zerwałam czego bardzo żałuję, ale chłopak nie chce dać mi już szansy... Niestety u nas wszystko komplikuje to, że ja z nim mieszkam... nie mam jak się wyprowadzić więc on nie ma jak za mną nawet zatęsknić
No tak nie macie nawet możliwości zobaczenia jak to jest życ bez siebie. Dlugo juz nie jestescie razem ?
Wytrwały fajnie piszesz. Chyba co nam jest pisane, to przed tym nie uciekniemy... Może czasami trzeba coś stracić, żeby docenić... Może
Musimy myśleć pozytywnie.
Wierzę, że będzie dobrze. Zawsze po burzy wychodzi słońce, a u mnie właśnie się rozjaśnia ![]()
Wytrwały fajnie piszesz. Chyba co nam jest pisane, to przed tym nie uciekniemy... Może czasami trzeba coś stracić, żeby docenić... Może
Musimy myśleć pozytywnie.
Wierzę, że będzie dobrze. Zawsze po burzy wychodzi słońce, a u mnie właśnie się rozjaśnia
Dzięki Cytrynko
Oj tak.. bardzo często dopiero po stracie dopiero doceniamy tego wartość.. Cieszy mnie Twoje podejście i trzymaj sie go choćby nie wiem co
Mimo wszystko uważam że lepiej zrobić coś niż żałowac ze sie czegos kiedys nie zrobiło. Człowiek podejmuję w danej chwili wybór z kim chcę być. Ktoś przeznaczenie tłumaczy sobie w pewien sposób a inny ktoś w inny. Zastanawiające jest to że czesto zdarza sie ze jedna osoba chce cos naprawic druga zawziecie nie daje zadnej szansy. Pozniej kiedy nie ma juz tych starań czegos brakuje i zaczynają sie mysli czy dobrze zrobilem/zrobilam. Wierzę że prawdziwa miłość nigdy nie umiera. To takie uczucie kiedy wydaje nam sie ze juz jest gdzies zabite nie ma tej iskry.. A mimo wszystko Ono znajdzie droge wyrwie sie i wróci. Wiem ze coś sie dzieje po coś. Ja sporo zrozumiałem i wiem w jakim kierunku chcę podążać.
felina napisał/a:Świetny ten pierwszy post! Ja też zerwałam czego bardzo żałuję, ale chłopak nie chce dać mi już szansy... Niestety u nas wszystko komplikuje to, że ja z nim mieszkam... nie mam jak się wyprowadzić więc on nie ma jak za mną nawet zatęsknić
No tak nie macie nawet możliwości zobaczenia jak to jest życ bez siebie. Dlugo juz nie jestescie razem ?
Zerwałam w Sylwestra... Wyprowadził się z naszego pokoju do współlokatora. Gadamy w miarę normalnie,ale on wyrażnie mi powiedział, że nie chce już ze mną być ![]()
Słuchajcie, ale co w sytuacji kiedy ta druga osoba kogoś ma (ja np mogę się o tym nie dowiedzieć bo zerwałam wszelki kontakt, ale zostawiłam sobie "bramkę" w formie przeprosin za moje ostatnie słowa żeby móc się do niego odezwać za jakiś czas). Jeśli jednak się dowiem, że jest w związku mam się nie odzywać?
Ja po trzech miesiącach przerwy zaproponowałam spotkanie i spotkałam się z odmową
.
Więc nawet nie mam jak pokazać swojej zmiany
.
Ale wszystkim innym życzę POWODZENIA.
Czy jest mi smutno? Nie. Bo sama z sobą też jestem szczęśliwa. Co ma być to będzie. Ale wolę żałować, że spróbowałam, niż że nie
.
Powiedział Ci, dlaczego nie? Czy "nie bo nie"? Może trzeba było odczekać nieco dłużej?
Ale i tak najważniejsze jest to, że Tobie dobrze
Osiągnęłaś cel
Czytam, czytam i tak się zastanawiam....
Zostałam rzucona po prawie 4 latach związku tydzień temu. Początkowo rozpaczałam dwa dni, ale potem stało mi się to obojętnie. Piszecie tu o PP, że to się stosuje do danej osoby by się czuła dobrze ze sobą, zrobiła coś dla siebie i może dzięki temu ex wróci, może nie.
W każdym razie co jeśli nie muszę nic poprawiać w charakterze, ewentualnie tylko od strony fizycznej? Ex mówiła, ze to nie moja wina, tylko jej, że jej uczucia wygasły. Walczyła z tym pół roku nic mi o tym nie mówiąc.
Mówiła, że nie pozna kogoś drugiego takiego ja ja, kto by ją mocno kochał i dbał o nią.
To ja się zastanawiam co ja niby mam w sobie zmienić, skoro i tak nie wróci? No eee...
769 2013-01-15 10:20:43 Ostatnio edytowany przez naiwna92 (2013-01-15 10:23:14)
Powiedział Ci, dlaczego nie? Czy "nie bo nie"? Może trzeba było odczekać nieco dłużej?
Ale i tak najważniejsze jest to, że Tobie dobrzeOsiągnęłaś cel
Możliwe, że trzeba było dłużej odczekać
. Więc może faktycznie rok to minimum
.. 3 miesiące być może to krótki czas
.
Ale wiem, że próbowałam. Jak będzie chciał - sam się odezwie. Jednak ja już na to nie czekam. Żyję własnym życiem. Co ma być to będzie.
Anna85 - masz się zmieniać dla siebie - nie dla niego. Wcale nie zrozumiałaś Prawa Przyciągania.
To Ty chyba mnie nie zrozumialas. Co ja mam w sobie zmieniac, skoro poki co nie czuje takiej potrzeby? Hm...
To Ty chyba mnie nie zrozumialas. Co ja mam w sobie zmieniac, skoro poki co nie czuje takiej potrzeby? Hm...
Masz zmienić to żeby być szczęśliwa sama ze sobą. Żeby nie myśleć o ex jako o osobie, która Cię uszczęśliwi, bo tylko Ty sama możesz to zrobić. Masz po prostu być zadowolona i z optymizmem patrzeć w przyszłość, niezależnie od ex. Jeśli chcesz coś zmienić w swoim wyglądzie, to masz to zrobić dlatego żeby z uśmiechem patrzeć w lustro, a nie żeby podobać się ex. Masz kochać siebie i czuć się sama ze sobą wspaniale, bo tylko takie osoby wydają się atrakcyjne dla innych ludzi- w tym dla ex. Wydaje mi się, że z grubsza tak wygląda PP.
Dobrze, załozmy się, że rozumiem.
To mam w takim razie inne pytanie. Zmienimy się dla siebie na lepsze, i jeśli ex to zauważy to super, ale co jeśli mimo tego, że ja się nadal będę czuła się dobrze ze sobą fizycznie i psychicznie po jakimś czasie, ale nadal myślę o ex to co?
Ja jestem po prostu staroświecka, nie potrafię ot tak po jakimś czasie pokochać kogoś innego, dlatego miałam mało związków. Wolę jeden na całe życie.
Dobrze, załozmy się, że rozumiem.
To mam w takim razie inne pytanie. Zmienimy się dla siebie na lepsze, i jeśli ex to zauważy to super, ale co jeśli mimo tego, że ja się nadal będę czuła się dobrze ze sobą fizycznie i psychicznie po jakimś czasie, ale nadal myślę o ex to co?
Ja jestem po prostu staroświecka, nie potrafię ot tak po jakimś czasie pokochać kogoś innego, dlatego miałam mało związków. Wolę jeden na całe życie.
Co wtedy? Nic.
Żaden z nas nie ma czarodziejskiej różdżki by mu kazać: wróć do niej i już.
Czasami trzeba się z tym pogodzić.
Ty właściwie szukasz 100% pewności, że to coś da. Niestety - nikt 100% pewności Ci nie da.
Jednak.. co szkodzi spróbować?
anna85 napisał/a:Dobrze, załozmy się, że rozumiem.
To mam w takim razie inne pytanie. Zmienimy się dla siebie na lepsze, i jeśli ex to zauważy to super, ale co jeśli mimo tego, że ja się nadal będę czuła się dobrze ze sobą fizycznie i psychicznie po jakimś czasie, ale nadal myślę o ex to co?
Ja jestem po prostu staroświecka, nie potrafię ot tak po jakimś czasie pokochać kogoś innego, dlatego miałam mało związków. Wolę jeden na całe życie.
Co wtedy? Nic.
Żaden z nas nie ma czarodziejskiej różdżki by mu kazać: wróć do niej i już.
Czasami trzeba się z tym pogodzić.
Ty właściwie szukasz 100% pewności, że to coś da. Niestety - nikt 100% pewności Ci nie da.
Jednak.. co szkodzi spróbować?
No próbuję, ale póki co mam doła...
Anna85 znajdź jakieś zajęcie.. Szczególnie wieczorami, by nie myśleć. Znajdź jakiś serial bądź zacznij czytać książki.
Chociaż najlepiej abyś wychodziła jak najczęściej na spotkania między ludźmi.
Abyś miała jak najmniej czasu na myślenie.
No wlasnie jestem w trakcie ogladania serialu, jutro tez mam do porobienia....ale nie wiem jak bedzie na dluzsza mete...
No i nie śpieszcie się z umawianiem na niezobowiązujące spotkanie
. Myślę, że ten rok naprawdę warto poczekać!
Możliwe, że trzeba było dłużej odczekać
. Więc może faktycznie rok to minimum
.. 3 miesiące być może to krótki czas
.
Ale wiem, że próbowałam. Jak będzie chciał - sam się odezwie. Jednak ja już na to nie czekam. Żyję własnym życiem. Co ma być to będzie.
Zazdroszczę Ci. Ja czułam się już dobrze, przestałam myśleć o tym non stop. A teraz jestem czymś zajęta, albo jestem ze znajomymi, i gdy nagle o nim pomyślę (lub coś mi o nim przypomni, zapach czy muzyka) to mam takie dziwne uczucie w żołądku, ogarnia mnie strach, nie wiem co się dzieje. I z jednej strony bardzo chciałabym, żeby się odezwał, a z drugiej wiem, że zrobi mi tym nadzieję
Do niedawna pocieszała mnie myśl, że to wszystko po to, żeby odezwać się do niego za te kilka miesięcy i spróbować znów. Ale po chwili myślę, że kurczę, on pewnie nie będzie tego chciał, że to wszystko bez sensu...
Wpadłam po uszy. A świadomość, że on się z kimś spotyka (chyba) jest najcięższa do zniesienia.
"Prawo często działa przeciwko temu, czemu myślimy, że chcemy w tych sprawach, ponieważ skupiamy swoją energię w złym kierunku. To tworzy siłę odpychającą zamiast przyciągająca nam ukochaną osobę."
Założmy, że nie chodzi o ukochaną osobę, lecz np inne aspekty np wymarzona praca. Też nie warto starać się, myśleć, chcieć tego, bo inaczej będzie efekt odwrotny?
Po pół roku złamałam się i napisałam do eksa. Okazuje się, że myśli o mnie tak samo jak ja, myślał często i teraz czasami myśli o powrocie, ........ zapytałam wprost czy nic nie zmieni decyzji. Odpowiedział, że robililibyśmy sobie płonne nadzieje i nie chce marnować ani mojego, ani swojego czasu. Ot, czarno na białym... Teraz wiem na czym stoję, mogę zamknąć ten rozdział i iść dalej.... boli, płakałam przez dwa dni jak bóbr... ale czuję też ulgę. Polecam wszystkim szczerość, przede wszystkim ze sobą i jeśli ma się ochotę coś zrobić, to trzeba to robić... bez względu na rezultat.