netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 338 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 68 69 70 71 72 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 486 do 4 550 z 26 310 ]

4 486

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Potrzebuje zeby ktos mnie przytulil gdy bede plakac
znowu

Weź przestań. My tu wszystkie od tygodnia na polecenie pani terapeutki szukamy w sobie białego puszystego kotka ale bez przesady.

4 487

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Potrzebuje zeby ktos mnie przytulil gdy bede plakac
znowu

Każda Cie tu przytuli, gdy bedzie potrzeba. Ale i opier..i jak trzeba.
Spier..j Kochana, gdzie pieprz rośnie.

A wiesz dlaczego tak mówię?
Bo wysnułam jeden bardzo ważny wniosek z moich dotychczasowych przeżyć:
Kobiety, które kochają za bardzo, niezależnie z jakich przyczyn, NIE MOGĄ wiązać się z partnerami, w których zakochały się szaleńczo.
Dlatego, że u nas natychmiast pojawia się syndrom uzależnienia, zupełnie przez nas niemożliwy do skontrolowania.

Dla nas jedynie udane związki, to takie, gdy na początku łączy nas przyjaźń, więź pozwalająca spędzać fajnie czas, oparta na wzajemnych potrzebach dobrego kontaktu z drugim człowiekiem. I TYLKO TO.
Bo, gdy poczujemy szalony pęd miłosny, który oprze się wszystkiemu, dostajemy niestety "małpiego rozumu". I już nic, KOMPLETNIE NIC nie jest prawdziwe w takiej relacji. No niestety. Taka natura, taka karma.

4 488

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:
katia72 napisał/a:

Trzymam kciuki za to przeobrażenie..Swoją drogą ciekawy wiek dla kobiety...taki okołoczterdziestkowy, mam wrażenie że dużo się wtedy rozgrywa. Super, że udało Ci sie wyjść z tej całej zawieruchy...doskonale wiem, co to znaczy nóż finansowy na gardle.

Gdy moja przyjaciółka pomagała mi przygotowywać przyjęcie urodzinowe, powiedziała: tylko nie kupuj 40 świeczek, bo wiesz, w tym wieku płuca już nie takie wink Kup lepiej takie swieczki 4 i 0.
I gdy zdmuchiwałam te dwie świeczki-cyferki, to tak się smiałam, że z wrażenia nie mogłam zdmuchnąć Hahahaha

Kochana - zatem spóźnione, ale szczere STO LAT. Szkoda, że Cię z nami nie było. Ale cieszę się, że wyszłaś na prostą big_smile
P.S. Nie, żebym Ci wygadywała, ale - uaktualnij liczbę pod awatarem tongue

4 489

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

Kobiety, które kochają za bardzo, niezależnie z jakich przyczyn, NIE MOGĄ wiązać się z partnerami, w których zakochały się szaleńczo.
Dlatego, że u nas natychmiast pojawia się syndrom uzależnienia, zupełnie przez nas niemożliwy do skontrolowania.

Dla nas jedynie udane związki, to takie, gdy na początku łączy nas przyjaźń, więź pozwalająca spędzać fajnie czas, oparta na wzajemnych potrzebach dobrego kontaktu z drugim człowiekiem. I TYLKO TO.
Bo, gdy poczujemy szalony pęd miłosny, który oprze się wszystkiemu, dostajemy niestety "małpiego rozumu". I już nic, KOMPLETNIE NIC nie jest prawdziwe w takiej relacji. No niestety. Taka natura, taka karma.

Mądrze gada - dać jej wódki.
Ja właśnie obalam kolejną miodziankę, jak za pół godziny zacznę pisać wierszem proszę mnie wylogować.

4 490

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Kochana - zatem spóźnione, ale szczere STO LAT. Szkoda, że Cię z nami nie było. Ale cieszę się, że wyszłaś na prostą big_smile
P.S. Nie, żebym Ci wygadywała, ale - uaktualnij liczbę pod awatarem tongue

Dziękuję po stokroć smile
Tak własnie się zastanawiałam, która pierwsza zwróci mi uwagę hahahah.
Ja mam 39 i PÓŁ!!! Na zawsze i koniec kropka smile

4 491 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-18 21:16:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Katia - napisałam do Ciebie posta, nie wiem, czy zauważyłaś. Str. 134 wątku, post 4403.
Czy możemy kontynuować naszą rozmowę?

4 492

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zmieniłam. Trudna rada. Trzeba prawdzie spojrzeć w oczy wink)

4 493

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zazdrosc kocham Cię ! Tak, widzę dokładnie Twój przekaz(bo czytałam Twoje posty-zaimponowałaś mi, mądrzej jak moja psycholog)NAIWNOŚĆ ok. Tak zgadzam się naiwność i głupota. Mój mąż manipulując  "starym" facetem przed którym grał kilka lat rolę obrotnego też jest głupi i naiwny? ja tego tak nie widzę .Kiedy psychopata czegoś chce od swojej "ofiary" uwodzi ją i stwarza pozory, to jest teatr i rola na Oskara.

4 494

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

Zmieniłam. Trudna rada. Trzeba prawdzie spojrzeć w oczy wink)

To tylko liczba big_smile Ważne, co masz w sercu i głowie big_smile

4 495

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:

Arnika: Pozwoliłam sobie przed chwilą przeczytać Twoje wcześniejsze posty. Czy możesz napisac ile lat miał człowiek z którym połączyło Cię to "uczucie" o którym wspominałaś? I ile to trwało?..Jeśli poruszyłam drażliwy temat to przepraszam..a jak wolisz możesz pisac na maila. Twoja historia wydaje mi sie podobna w wielu szczegółach do mojej...zastanawiam się czy czasem nie istnieje pewien schemat pewnych zdarzeń, czy postępowań niektórych osób.

Jest o 6 lat ode mnie starszy. Mieszka za granicą. Zajmuje się tym, co jest moją pasją od pewnego czasu.
Był wyobrażeniem moich najskrytszych pragnień i marzeń, a poza tym drogą, która pozwoliłaby mi wreszcie realizowac się w pracy.
Miał być również wybawieniem z moich kłopotów finansowych i szansą na dostanie się do tzw. "wielkiego świata".
Skrzywdzony przez los jak ja, o podobnych przejściach.
Nasza znajomość przed pierwszym spotkaniem trwała ok roku - przez internet.
Wszystko, co było potem - po pierwszym spotkaniu- było iluzją i nieistniejącą rzeczywistością wyobrażoną przeze mnie.
Byłam gotowa dla tych wyobrażeń rzucić całe moje dotychczasowe życie, bo wierzyłam, że nic lepszego nie ma poza tym.

To tak w wielkim skrócie.

4 496

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Arnika40 napisał/a:

Zmieniłam. Trudna rada. Trzeba prawdzie spojrzeć w oczy wink)

To tylko liczba big_smile Ważne, co masz w sercu i głowie big_smile

Taaaaak... Poczekaj, aż sama bedziesz musiała zdmuchnąc te swieczki wink

4 497

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Zazdrosc kocham Cię ! Tak, widzę dokładnie Twój przekaz(bo czytałam Twoje posty-zaimponowałaś mi, mądrzej jak moja psycholog)NAIWNOŚĆ ok. Tak zgadzam się naiwność i głupota. Mój mąż manipulując  "starym" facetem przed którym grał kilka lat rolę obrotnego też jest głupi i naiwny? ja tego tak nie widzę .Kiedy psychopata czegoś chce od swojej "ofiary" uwodzi ją i stwarza pozory, to jest teatr i rola na Oskara.

Sorki coś zgubiłam pisząc to więc napiszę jeszcze raz. Zgadzam się byłam naiwna i głupia.Mój mąż manipulując "starym" facetem przed którym grał rolę obrotnego, namawia go na wspolny biznes więc ten facet też jest głupi i naiwny? ja tego tak nie widzę. Psychopaci wiedzą co Cię rusza jak wpłynąć na twoje emocje jak z tobą rozmawiać by osiągnąć swój cel - to jest naiwność ofiary czy talent i bezwzględność oprawcy ???

4 498 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-18 21:30:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

Wszystko, co było potem - po pierwszym spotkaniu- było iluzją i nieistniejącą rzeczywistością wyobrażoną przeze mnie.
Byłam gotowa dla tych wyobrażeń rzucić całe moje dotychczasowe życie, bo wierzyłam, że nic lepszego nie ma poza tym.

To tak w wielkim skrócie.

Czemu piszesz o MNIE? tongue
Ja nie mam problemu z moim wiekiem... Nie wiążę z nim żadnych oczekiwań...

4 499

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Arnika40 napisał/a:

Wszystko, co było potem - po pierwszym spotkaniu- było iluzją i nieistniejącą rzeczywistością wyobrażoną przeze mnie.
Byłam gotowa dla tych wyobrażeń rzucić całe moje dotychczasowe życie, bo wierzyłam, że nic lepszego nie ma poza tym.

To tak w wielkim skrócie.

Czemu piszesz o MNIE? tongue
Ja nie mam problemu z moim wiekiem... Nie wiążę z nim żadnych oczekiwań...

Ależ ja też nie mam problemu z moim wiekiem! Żadnego! smile
To nie mój problem, ewentualnie tych co by chcieli "posmakować" co ten wiek oznacza!
A smakuje............... Hmn, hmn... cierpko-gorzko-słodko-winnie wink

4 500

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ok. Przestaję, bo za chwilę będziemy razem z Tarantelka pisac wierszem wink

4 501

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ehhhh........... cały dzień szukam odpowiedzi na pytanie "Co zrobić, żeby nie kręcić tych pieprzonych filmów"
Któraś ma jakieś propozycje?

4 502

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeśli wiem jakim mistrzem w manipulacji jest psychopata więc czy mogę myśleć o sobie naiwna?, głupia ? Widziałam na własne oczy jacy ludzie mu się dali "uwieść" ale widziałam też i takich, ktorzy nie ulegli mu.Nasi znajomi to lekarze (omawiali problem psychopatii ma studiach) i wierzyli mu wszyscy, lubili go chętnie z nim przebywali i mieli nie raz do czynienia z jego kłamstwami , niespójnością słów. CZy to znaczy ,ze świat dzieli się na psycholi, naiwniaków i maleńkiej garstki tych nienaiwnych ?

4 503

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Ehhhh........... cały dzień szukam odpowiedzi na pytanie "Co zrobić, żeby nie kręcić tych pieprzonych filmów"
Któraś ma jakieś propozycje?

Ja już nie kręcę. Oddałam pałeczkę scenarzyście (czyli nowemu życiu). Niech napisze nowy scenariusz, bo na starym już mi sie klisza przeciera. A czarno-białych filmów z napisami nie mam ochoty więcej ogladać.

4 504

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

Ok. Przestaję, bo za chwilę będziemy razem z Tarantelka pisac wierszem wink

Czytałam Twoje posty. Złapałaś się w kolejną dla nas super-niebezpieczną historię - związek na odległość - perfekcyjna baza dla imaginacji i naszych filmów.
Przez rok pewnie nakręciłaś sobie taki film, że nawet gdyby był Kubą Rozpruwaczem to i tak by Ci nie był w stanie tego świętego obrazka skasować.
Też się umordowałaś, dziewczyno. Ale pociecha - dwa miesiące i już powstałaś z klęczek.

4 505

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Ehhhh........... cały dzień szukam odpowiedzi na pytanie "Co zrobić, żeby nie kręcić tych pieprzonych filmów"
Któraś ma jakieś propozycje?

Wypierd*lić kamerę.

4 506

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Ehhhh........... cały dzień szukam odpowiedzi na pytanie "Co zrobić, żeby nie kręcić tych pieprzonych filmów"
Któraś ma jakieś propozycje?

Ja już nie kręcę. Oddałam pałeczkę scenarzyście (czyli nowemu życiu). Niech napisze nowy scenariusz, bo na starym już mi sie klisza przeciera. A czarno-białych filmów z napisami nie mam ochoty więcej ogladać.

Teraz też nie kręcę. Ja się qrwa boję o przyszłość.

4 507

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Jeśli wiem jakim mistrzem w manipulacji jest psychopata więc czy mogę myśleć o sobie naiwna?, głupia ? Widziałam na własne oczy jacy ludzie mu się dali "uwieść" ale widziałam też i takich, ktorzy nie ulegli mu.Nasi znajomi to lekarze (omawiali problem psychopatii ma studiach) i wierzyli mu wszyscy, lubili go chętnie z nim przebywali i mieli nie raz do czynienia z jego kłamstwami , niespójnością słów. CZy to znaczy ,ze świat dzieli się na psycholi, naiwniaków i maleńkiej garstki tych nienaiwnych ?

I to jest jednocześnie i pocieszające - cały świat się nie poznał a my do tego doszłyśmy (co prawda własną krwawicą ale jednak) a z drugiej strony - ten cały świat nam nadal nie wierzy, że ten milusiński, no, może trochę zagubiony ale FAJNY GOŚĆ to walnięty na umyśle psychol.
Uwierzył Ci ktoś?
W moim otoczeniu jest taki szmerek - no, kurna może łajdus, może młode dupy lubi ale żeby zaraz socjopata? Ta Tarantella to musi mieć też nieźle narąbane, że taką teorię ukuła, ale może jej z tym lżej niż być tak poprostu zdradzaną starą dupą.
Nie masz tak?

4 508

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Ehhhh........... cały dzień szukam odpowiedzi na pytanie "Co zrobić, żeby nie kręcić tych pieprzonych filmów"
Któraś ma jakieś propozycje?

Wypierd*lić kamerę.

Że łeb upierd**ić? tongue

4 509

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Arnika40 napisał/a:

Ok. Przestaję, bo za chwilę będziemy razem z Tarantelka pisac wierszem wink

Czytałam Twoje posty. Złapałaś się w kolejną dla nas super-niebezpieczną historię - związek na odległość - perfekcyjna baza dla imaginacji i naszych filmów.
Przez rok pewnie nakręciłaś sobie taki film, że nawet gdyby był Kubą Rozpruwaczem to i tak by Ci nie był w stanie tego świętego obrazka skasować.
Też się umordowałaś, dziewczyno. Ale pociecha - dwa miesiące i już powstałaś z klęczek.

Oj nakręciłam sobie taki film, że jak zobaczyłam go po raz pierwszy na żywo na lotnisku, to ugięły mi się nogi w kolanach.
Teraz tez mi się uginają - na samo wspomnienie mojej ślepoty.
Nie wyglądał źle, nie mogę powiedzieć, ale dlaczego wtedy dodalam mu 20 cm wzrostu, to już tylko Bóg jeden raczy wiedzieć smile

Jestem okrutna, wiem, ale to tylko potwierdzenie tego, że oczy duszy, a oczy "rzeczywiste" były całkowicie niekompatybilne wink
Nie mówiąc o całej reszcie, bo przecież wygląd to najmniejszy, jak nie żaden, problem.

4 510

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kiedy szczęście pochodzi z twego wnętrza
i jest rezultatem twojej miłości, ty sam jesteś za nie odpowiedzialny.
Nigdy nie zdołamy przerzucić na kogoś odpowiedzialności za własne szczęście.

Jeśli swoje szczęście złożysz w dłoniach drugiej osoby, ona wcześniej czy później je potłucze. Jeśli dasz jej swoje szczęście, może je odrzucić. Natomiast kiedy szczęście pochodzi z twego wnętrza i jest rezultatem twojej miłości, ty sam jesteś za nie odpowiedzialny. Nigdy nie zdołamy przerzucić na kogoś odpowiedzialności za własne szczęście, tymczasem pierwsze, co robimy podczas ślubu w kościele, to wymiana obrączek. Kładziemy gwiazdę na cudzej dłoni, spodziewając się, że partner nas uszczęśliwi. Nie ma znaczenia, jak bardzo kogoś kochasz i tak nigdy nie będziesz taki, jakim chciałby cię widzieć twój partner. To błąd, który większość z nas popełnia na początku każdego związku. Budujemy poczucie szczęścia w oparciu o partnera, a szczęście nie na tym polega. Składamy obietnice, których nie możemy dotrzymać i z góry skazujemy się na niepowodzenie.

Don Miguel Ruiz

4 511

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

dodalam mu 20 cm

Ale konkretnie gdzie? tongue

4 512

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Arnika40 napisał/a:

dodalam mu 20 cm

Ale konkretnie gdzie? tongue

Tam też, ale w objetości wink

Niekochana!!! Jesteś nieobliczalna! Tfu, tfu, o czym  my tu mówimy...

4 513

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

Tfu, tfu, o czym  my tu mówimy...

Ohh... czyli nie dość, że 20 cm mniej, to jeszcze niesmaczny... Współczuję.. tongue

4 514

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

W moim otoczeniu jest taki szmerek - no, kurna może łajdus, może młode dupy lubi ale żeby zaraz socjopata? Ta Tarantella to musi mieć też nieźle narąbane, że taką teorię ukuła, ale może jej z tym lżej niż być tak poprostu zdradzaną starą dupą.
Nie masz tak?

u mnie trochę tak jest...tj. na zasadzie:no znalazł sobie nową kobietę, cóż, zdarza się...może to dlatego,ze trochę głupio mi opowiadać o niektórych rzeczach, bo nie sposób racjonalnie wyjaśnić dlaczego wtedy je przeoczałam...

4 515

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj Niekochana Niekochana...he he

A to dla Zazdrości, uczyła nas tego jeszcze parę m-cy temu, może zapomniała o tej prawdzie?

W każdym związku są dwie połówki. Jedną połówką jesteś ty, a drugą twój syn, twoja córka, twój ojciec, matka, przyjaciel czy partner. Z tych dwóch połówek odpowiadasz tylko za swoją połowę. Nie odpowiadasz za tę drugą. To nieważne, na ile bliska, jak ci się wydaje, jest ci ta osoba, czy jak bardzo ją kochasz. Po prostu nie ma możliwości, abyś mógł odpowiadać za coś, co jest w głowie drugiej osoby. Nigdy nie wiesz do końca, co ona czuje, w co wierzy, z jakich wychodzi założeń. Nie wiesz o niej niczego. Nie potrafimy zrozumieć takiej prostej i w gruncie rzeczy oczywistej prawdy. Ciągle próbujemy przejąć odpowiedzialność za drugą połowę i dlatego związki są oparte na lęku, nieszczęściu, walce o władzę.

4 516

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Arnika40 napisał/a:

Tfu, tfu, o czym  my tu mówimy...

Ohh... czyli nie dość, że 20 cm mniej, to jeszcze niesmaczny... Współczuję.. tongue

O nie, nie! Protestuję! Tam jednak było więcej niż w wyobrażeniach. Co do smaku - przemilczę. smile
Niekochana jest czarownicą - ogłaszam wszem i wobec wink

4 517

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Kiedy szczęście pochodzi z twego wnętrza
i jest rezultatem twojej miłości, ty sam jesteś za nie odpowiedzialny.
Nigdy nie zdołamy przerzucić na kogoś odpowiedzialności za własne szczęście.

Jeśli swoje szczęście złożysz w dłoniach drugiej osoby, ona wcześniej czy później je potłucze. Jeśli dasz jej swoje szczęście, może je odrzucić. Natomiast kiedy szczęście pochodzi z twego wnętrza i jest rezultatem twojej miłości, ty sam jesteś za nie odpowiedzialny. Nigdy nie zdołamy przerzucić na kogoś odpowiedzialności za własne szczęście, tymczasem pierwsze, co robimy podczas ślubu w kościele, to wymiana obrączek. Kładziemy gwiazdę na cudzej dłoni, spodziewając się, że partner nas uszczęśliwi. Nie ma znaczenia, jak bardzo kogoś kochasz i tak nigdy nie będziesz taki, jakim chciałby cię widzieć twój partner. To błąd, który większość z nas popełnia na początku każdego związku. Budujemy poczucie szczęścia w oparciu o partnera, a szczęście nie na tym polega. Składamy obietnice, których nie możemy dotrzymać i z góry skazujemy się na niepowodzenie.

Don Miguel Ruiz

Dziękujemy Don Miquel Ruizie. Piękna teoria, tylko jak ją w stosować w życiu? Jak uszczęśliwiać siebie sobą? Ja póki co odzwyczajam się uszczęśliwiać siebie kim innym ale nadal nie doszłąm do tego wyższego pułapu. A jak utknę po środku i nie będę w ogóle potrafiła NICZYM się uszczęśliwić, bo już nie będę chciała KIMŚ a jeszczę nie będę wiedziała jak SOBĄ? To dopiero będzie kicha.

4 518

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
Arnika40 napisał/a:

Tfu, tfu, o czym  my tu mówimy...

Ohh... czyli nie dość, że 20 cm mniej, to jeszcze niesmaczny... Współczuję.. tongue

O nie, nie! Protestuję! Tam jednak było więcej niż w wyobrażeniach. Co do smaku - przemilczę. smile
Niekochana jest czarownicą - ogłaszam wszem i wobec wink

Kochana - to już wszyscy wiedzą big_smile
tongue tongue tongue
Taką sobie wizualizację, wiesz, walnęłam. Tego "więcej".
Ale dla mnie jednak smak ważniejszy...
Matko... znów nadchodzi?

4 519

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Arnika40 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Ohh... czyli nie dość, że 20 cm mniej, to jeszcze niesmaczny... Współczuję.. tongue

O nie, nie! Protestuję! Tam jednak było więcej niż w wyobrażeniach. Co do smaku - przemilczę. smile
Niekochana jest czarownicą - ogłaszam wszem i wobec wink

Kochana - to już wszyscy wiedzą big_smile
tongue tongue tongue
Taką sobie wizualizację, wiesz, walnęłam. Tego "więcej".
Ale dla mnie jednak smak ważniejszy...
Matko... znów nadchodzi?

Ty się weź uspokój bo nas w końcu zbanują i przerzucą na www.0-700

4 520

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Usunełam swoje konto z sympatii, dość mam już tych p.......ch dupków.

4 521

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny - czy kkzb jest w stanie stworzyć luźny związek oparty na seksie, wspólnych zainteresowaniach, zwykłym lubieniu się? Takim bez wspólnego mieszkania, wspólnych planów. Dwa zaprzyjaźnione ale niezależne byty.
Czy zaraz odpalamy kamerę i kręcimy ten film....

4 522

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Katia - napisałam do Ciebie posta, nie wiem, czy zauważyłaś. Str. 134 wątku, post 4403.
Czy możemy kontynuować naszą rozmowę?

Niekochana: Przepraszam Cię...tyle się tu dzieje, że mi umkneło..dopiero teraz przeczytałam..
Tylko nie załapałam jednego..
Napisałaś: "...prawie zawsze jest tak, że gdy przychodzi czas na określenie swoich priorytetów, swoich oczekiwań i wymagań (mam je i staram się nie odpuszczać) - no przecież nie robimy tego na pierwszej randce, nie? - to oni są już ugotowani. Ja też, ale przeważnie mniej - to wyartykułowanie naszych oczekiwań jest takim opuszczeniem gardy przeze mnie. No i oni -zgadzają się na wszystko, byle to dalej trwało. Niektórzy kłamią, niektórzy CHCĄ się zmienić - ale przeciez tak się na dłuższą metę nie da."

ugotowani czyli co? zaangażowani? a Ty chcesz na pewnym etapie określenia dalszego rozwoju znajomości żebyś wiedziała na czym stoisz?
Czytałaś książkę "Męzczyzna od A do Z"? polecam..tam dużo wyjaśnione jak działa facet i jego mózg ...

4 523

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Arnika40 napisał/a:

Był wyobrażeniem moich najskrytszych pragnień i marzeń, a poza tym drogą, która pozwoliłaby mi wreszcie realizowac się w pracy.
Miał być również wybawieniem z moich kłopotów finansowych i szansą na dostanie się do tzw. "wielkiego świata".

no tak..skądś to znam...Czy Ty nie miałaś czasem "niedostępnego" w jakimś sensie ojca?
Nie ma czegoś takiego jak szansa dostania sie do wielkiego świata i lepszych finansów "płynąc" na własnych emocjach i uczuciach..tzn. może i jest to możliwe ale trzeba być chyba bardzo sprytną lisicą, a nie glodną miłości czekająca na swojego księcia-wybawce. No trochę obcesowo napisałam może, ale sama dostałam mocno w tyłek przez takie coś...straciłam sporo, bo możliwość realizacji swojej największej pasji..ale to już długa historia..

4 524

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Usunełam swoje konto z sympatii, dość mam już tych p.......ch dupków.

No właśnie tam zaglądnełam. Masakra. Jak jeszcze raz przeczytam pod zdjęciem kolejnego misia motto "Carpe diem" albo "Kochać i być kochanym" to rzygnę.

4 525

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Dziewczyny - czy kkzb jest w stanie stworzyć luźny związek oparty na seksie, wspólnych zainteresowaniach, zwykłym lubieniu się? Takim bez wspólnego mieszkania, wspólnych planów. Dwa zaprzyjaźnione ale niezależne byty.
Czy zaraz odpalamy kamerę i kręcimy ten film....

Jest. Pod warunkiem, że żadnej z tych trzech rzeczy nie zamieni w kochanie. Najlepiej, gdyby tylko dwie z tych rzeczy wystepowały. Trzecia to już za dużo. Kombinacja dowolna.

4 526

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niekochana, właśnie taki zwiazek chciałabym mieć, na luzie tylko sex i inne przyjemności, lubienie, lubienie, bez wpadania w zalezności i zobowiazania he he

4 527

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Dziewczyny - czy kkzb jest w stanie stworzyć luźny związek oparty na seksie, wspólnych zainteresowaniach, zwykłym lubieniu się? Takim bez wspólnego mieszkania, wspólnych planów. Dwa zaprzyjaźnione ale niezależne byty.

Tak, jak się wyleczą w zakładzie psychiatrycznym.
Gwarancją nie jest nawet to.
Muszę się chyba wybrać do biblioteki, bo znów mam głód mądrych książek. Tym razem już nie o psychofagach i posranych związkach z nimi tylko o rozwoju własnej osobowości. Słyszałyście o czymś takim jak UWAŻNOŚĆ?

4 528

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Katia - napisałam do Ciebie posta, nie wiem, czy zauważyłaś. Str. 134 wątku, post 4403.
Czy możemy kontynuować naszą rozmowę?

Niekochana: Przepraszam Cię...tyle się tu dzieje, że mi umkneło..dopiero teraz przeczytałam..
Tylko nie załapałam jednego..
Napisałaś: "...prawie zawsze jest tak, że gdy przychodzi czas na określenie swoich priorytetów, swoich oczekiwań i wymagań (mam je i staram się nie odpuszczać) - no przecież nie robimy tego na pierwszej randce, nie? - to oni są już ugotowani. Ja też, ale przeważnie mniej - to wyartykułowanie naszych oczekiwań jest takim opuszczeniem gardy przeze mnie. No i oni -zgadzają się na wszystko, byle to dalej trwało. Niektórzy kłamią, niektórzy CHCĄ się zmienić - ale przeciez tak się na dłuższą metę nie da."

ugotowani czyli co? zaangażowani? a Ty chcesz na pewnym etapie określenia dalszego rozwoju znajomości żebyś wiedziała na czym stoisz?
Czytałaś książkę "Męzczyzna od A do Z"? polecam..tam dużo wyjaśnione jak działa facet i jego mózg ...

Ugotowani - już im się podoba rzeczywistość ze mną (nie chodzi wcale o sam seks) i choć wiedzą, że MOJE oczekiwania ich przerastają - idą w zaparte. Ja qrna na tym etapie jak tylko zauważam, że coś jest nie tak - potrafię spuścić po brzytwie. Wiem, że poboli i przejdzie. Ale później - jak już mam film nakręcony - trudniej.
Bo wiecie - ja jak kocham, to naprawdę jestem dobrą partnerką. Pięknie to napisał Lupus o sobie i ja mam tak samo. Pozwolę sobie zacytować jego posta:

Lupus napisał/a:

Nie jestem facetem z harlequina i życie ze mną to nie jest cud, miód i orzeszki. W romansidłach faceta przedstawia się jako kobiecy podnóżek, którego jedynym celem jest dostarczanie atrakcji kobiecie. A ja wymagam wzajemności. Nie odmierzając linijką, z grubsza co dajesz to dostajesz. Innymi słowy, traktuj mnie tak, jak chcesz być traktowana. Moje drugie małżeństwo nauczyło mnie, że nie ma co frajerzyć i starać się bardziej niż druga strona, bo to i tak docenione nie będzie. Czasem sam mówię, że ze mnie takie lustereczko, co przed nim ustawisz, to w nim zobaczysz.

Natomiast rzeczywiście dbam o system nerwowy partnerek. Nie tylko nie zdradzam, ale i staram się nie dawać powodów do zazdrości: nie oglądam się za paniami na ulicy, nie flirtuję w pracy, nie umawiam się z koleżankami na kawy. Nie jest mi to niezbędne, a po co drugą stronę stresować.

No więc ja jestem taki żeński Lupus. I takie zachowanie, taka pewność mojego zaangażowania w związek jest kusząca...
Bo nie wierzę, że tylko moja cud uroda i wyuzdany seks... wink

4 529

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

trochę off topic...:)
Słuchajcie..facet się na mnie chyba obrazil...hihi... Cholera, żeby to czasem nie był koniec znajomości. Prosić się go nie będę, ale w założeniu miał być lekki "prztyczek" w nos a nie wiem czy nie przegiełam. Gadaliśmy przez sieć, aż go nagle poinformowałam że musze wyjsć, bo znajomy podjechał..A była 23.00..Po co może podjeżdzać znajomy o takiej godzinie? smile:). W odpowiedzi dostałam jakąś ironiczną odpowiedź i dziś CISZAAA! nawet nie odpowiedział na moją wiad.

4 530

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Was kochane. Dużo czasu poświęciłam sobie (plaża i leniuchowanie, czytanie Waszych postów i rozmyślanie a jest o czym). Ja etap wyczekiwania na jego telefony mam już dawno za sobą. Teraz jestem na etapie poszukiwania odpowiedzi na bardzo mnie nurtujące pytania. Jestem też na etapie intensywnego uczenia się, wyciągania wniosków z tego co czytam i z tego co się w moim życiu zadziało. Mam nadzieję że jeśli znajdę te odpowiedzi to czas mojej ''żałoby'' skróci się. Mam też nadzieję że jeśli nie znajdę tych odpowiedzi to po roku ''ustawowej żałoby'' zapomnę o swoich niewyjaśnionych problemach. Czy to znowu ta moja naiwność-czas pokarze.  Oczywiście, że kocham nadal wyobrażenie o nim ale to chyba tylko z przyzwyczajenia ( mówią, że to druga nasza natura). Oczywiście, że chcę zemsty na tej kobiecie, ta zemsta trwa bo ja milczę. Gdybym pokazała jej wszystkie namacalne jego kłamstwa to byłoby po zemście a tak niech ona zazna tego dobra co ja zaznałam. Niech sama siebie zapyta czy faktycznie jego żona była obłąkana?czy była aż tak zła jak mówił? Zauważam ,że im jestem silniejsza tym mniej we mnie empatii ? myślę ,że to dobry znak. Zauważam też, że mogę śmiało się komuś przeciwstawić nie boję się już być niegrzeczną dziewczynką. Zazdrosc polecała książkę (moją ulubioną) Jak mówić żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać żeby dzieci nam mówiły- to też powinna być lektura obowiązkowa !!! Przypomniała mi się mina mojego męża gdy zaczęłam często mówić o swoich uczuciach i emocjach- patrzył na mnie mocno zdziwionymi oczami jakby nie rozumiał o czym mowa a ja nie rozumiałam,że on nie rozumie co to uczucia i teraz ja mam nieciekawą minę.     c.d.n.

4 531 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-18 22:32:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:

trochę off topic...:)
Słuchajcie..facet się na mnie chyba obrazil...hihi... Cholera, żeby to czasem nie był koniec znajomości. Prosić się go nie będę, ale w założeniu miał być lekki "prztyczek" w nos a nie wiem czy nie przegiełam. Gadaliśmy przez sieć, aż go nagle poinformowałam że musze wyjsć, bo znajomy podjechał..A była 23.00..Po co może podjeżdzać znajomy o takiej godzinie? smile:). W odpowiedzi dostałam jakąś ironiczną odpowiedź i dziś CISZAAA! nawet nie odpowiedział na moją wiad.

Taki mały manipulacyjny foszek?
A co Ty, qurde, nie możesz ze znajomym o 23.00 sie umówić? Taaaak, zastanawiaj się, "cóż on sobie o mnie pomyślał". Paszła parcha! Jak sobie pomyślał to ma problem.
I to nie jest Twój problem ani powód do przepraszania i tłumaczenia się. O! To są właśnie TE momenty, w których dajemy ciała. Powolutku, niezauważalnie dla samych siebie robimy z siebie niewolnice tego co ONI sobie pomyślą, tego CO oni teraz zrobią (bo kurna milczy i co z tym zrobić - NIC.)

4 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Niekochana, właśnie taki zwiazek chciałabym mieć, na luzie tylko sex i inne przyjemności, lubienie, lubienie, bez wpadania w zalezności i zobowiazania he he

To jest nas już dwie. hmm
Czy jakbym wprost o tym poinformowała - to wyjdę na zdzirę tongue

4 533

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
maxi napisał/a:

Niekochana, właśnie taki zwiazek chciałabym mieć, na luzie tylko sex i inne przyjemności, lubienie, lubienie, bez wpadania w zalezności i zobowiazania he he

To jest nas już dwie. hmm
Czy jakbym wprost o tym poinformowała - to wyjdę na zdzirę tongue

Naprawdę byście chciały?
OK, będę udawać, że Wam wierzę.

4 534

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Dziewczyny - czy kkzb jest w stanie stworzyć luźny związek oparty na seksie, wspólnych zainteresowaniach, zwykłym lubieniu się? Takim bez wspólnego mieszkania, wspólnych planów. Dwa zaprzyjaźnione ale niezależne byty.

Jest.. Tylko nie seks może tu być zgubny, ale wspólne spędzanie sporej ilości czasu i np. to gdy facet angażuje się w nasze sprawy, chce jakoś być pomocny itd.
acha..to musi być ktoś dla nas atrakcyjny bardziej fizycznie niż psychicznie i emocjonalnie. Ja właśnie coś takiego teraz "testuję", poprawia mi to humor, nastrój..Koleżanka mi mówiła: "uważaj, bo on tak wygląda, że możesz się zakochać"..ale tak się nie dzieje:)

4 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Taaaak, zastanawiaj się, "cóż on sobie o mnie pomyślał". Paszła parcha! Jak sobie pomyślał to ma problem.
I to nie jest Twój problem ani powód do przepraszania i tłumaczenia się. O! To są właśnie TE momenty, w których dajemy ciała. Powolutku, niezauważalnie dla samych siebie robimy z siebie niewolnice tego co ONI sobie pomyślą, tego CO oni teraz zrobią (bo kurna milczy i co z tym zrobić - NIC.)

Wiecie co - ja na początku, w tej fazie godowej, to potrafię być twarda. Potrafię nawet manipulować jak jakiś cholera psychofag hmm  A jak się zabujam - to wtedy wypełza ten cholerny szczeniaczek... Jak z reklamy Velvet... Kładzie się na grzbiecie, pokazuje brzuszek w geście - zaufałam, bierz mnie. I po zawodach.

4 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
maxi napisał/a:

Niekochana, właśnie taki zwiazek chciałabym mieć, na luzie tylko sex i inne przyjemności, lubienie, lubienie, bez wpadania w zalezności i zobowiazania he he

To jest nas już dwie. hmm
Czy jakbym wprost o tym poinformowała - to wyjdę na zdzirę tongue

Naprawdę byście chciały?
OK, będę udawać, że Wam wierzę.

Szczerze? Teraz tego właśnie mi potrzeba.
Świetny seks, rozmowa przed i po - i tyle.
Potem buzi i każde do siebie.
Taki stan przejściowy. A ponieważ nie chcę nikogo ranić - szukam kogoś z takim samym podejściem.

4 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Taki mały manipulacyjny foszek?

Tak może być, bo gdy kiedyś w żartach powiedziałam: "nie dotykaj mnie" to usłyszałam: "jeszcze sama przyjdziesz"..haha..męskie ego rozrośnięte do granic niemożliwych.


Tarantella napisał/a:

A co Ty, qurde, nie możesz ze znajomym o 23.00 sie umówić? Taaaak, zastanawiaj się, "cóż on sobie o mnie pomyślał". Paszła parcha! Jak sobie pomyślał to ma problem.
I to nie jest Twój problem ani powód do przepraszania i tłumaczenia się. O! To są właśnie TE momenty, w których dajemy ciała. Powolutku, niezauważalnie dla samych siebie robimy z siebie niewolnice tego co ONI sobie pomyślą, tego CO oni teraz zrobią (bo kurna milczy i co z tym zrobić - NIC.)

przywołałaś mnie do porządku:)...nie odpowiedział- trudno. Poczekamy, zobaczymy, pożyjemy...

4 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

To jest nas już dwie. hmm
Czy jakbym wprost o tym poinformowała - to wyjdę na zdzirę tongue

faceta gdybyś o tym poinformowała?...nie..ja myślę, że to sie samo dzieje..od słowa do słowa. Trzeba oczywiście troszke szcześcia. No i uważać też trzeba co sie dzieje ze znajomością na początku.

4 539

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny
Właśnie powróciłam z weekendowego wypoczynku - ocena 4+... Nisko uznacie... No cóż gdyby nie pewne "wyjątki" ocena była by wyższa, ale i tak jest nieźle. W wielkim skrócie opowiem Wam co mnie się przydarzyło :

**SOBOTA**
Na 19 wbijam się do domku kumpeli i wpadam wprost w jej ramiona składając jej urodzinowe życzenia. Witam się z gośćmi i starymi znajomymi. Spotykam również Grześka - drugiego jubilata (psychofagowego przyjaciela), któremu na wstępie mówię "Nie lubię robić takich rzeczy, ale kończę naszą przyjaźń. To jak zachowujesz się w stosunku do mnie pokazuje w rzeczywistości, iż nie masz bladego pojęcia o przyjaźni między dwojgiem ludzi, o szacunku, którego sam wymagasz i próbujesz uzyskać, a nie dajesz. Mogę rozumieć, że masz gorszy dzień itp, ale ja nie jestem workiem treningowym abyś mógł się na mnie codziennie wyładowywać. Sorry ale psychicznej męki nie zdzierżę. Może kiedyś zmienię zdanie, ale na razie mówię NARA". Po czym odeszłam do towarzystwa. Impreza rozkręcała się na całego, wino, muzyka, tańce, grill i rozmowy mogły jak dla mnie trwać bez końca. Grzesiek naturalnie chciał ze mną pogadać, ale ja omijałam go szerokim łukiem (powiedziałam mu co chciałam i jak dla mnie temat był zakończony). Jednakże nie to było atrakcją wieczoru...

Była gdzieś godzina 22 i nagle na tylne podwórko wchodzi... R!! i wita się ze wszystkimi podając rękę. Ja aby nie wyjść na wredną sukę (znajomi wiedzą, że to koniec, ale przyjęli info, że się przyjaźnimy -> patrz zamierzchłe czasy) również podaję mu rękę i mówię "Cześć, życzę miłej zabawy", po czym wracam do towarzystwa. Wszystko z taktem i spokojem (niby po co się denerwować - myślę, mogę również i jego omijać łukiem). Starałam się nie myśleć, że on jest w pobliżu i mi się przygląda, tańczyłam, piłam i się śmiałam- tak tego mi było trzeba.

W końcu w pewnym momencie uciekam do środka domu po kolejną butelkę wina i podchodzi R. "Cześć, fajnie Cię widzieć"-Ja milczę. "Wiesz to miło, że się spotykamy"-Ja mocuje się z korkociągiem. "Chciałem Cię wcześniej uprzedzić, że będę na imprezie... Ale nie dało się. Wiesz kumpluje się z Grzechem i temu mnie zaprosił"-Ja nalewam sobie wina do kieliszka. "Możesz coś w końcu powiedzieć"-syknął lekko podirytowany, na co ja w końcu odpowiedziałam "Czy nie zdałeś sobie sprawy, iż nie mam zamiaru wchodzić z Tobą w jakiekolwiek konwersacje? To co do mnie mówisz spływa po mnie dokładnie w ten sam sposób jak to wino po Tobie" i wylałam kieliszek czerwonego wina na jego spodnie (beżowe!!), po czym zabrałam butelkę i ruszyłam ku wyjścia i nagle dodałam "Już wiem, przez kogo Grzesiek stał się taki zepsuty" i wyszłam. Reszte imprezy bawiłam się z ulgą.

**NIEDZIELA**
OK potworny kac, również moralny... Przyznaję, że nie mogę uwierzyć, że potrafiłam tak się zachować względem Grześka i R. No dobra - ustaliłam sobie plan względem Grześka, ale R się nie spodziewałam. Zaczęłam analizę - możliwe, że wino dodało mi energii, pewności siebie itp. W ciągu dnia słyszę od znajomych, że dawno mnie tak uśmiechniętej i pełnej życia nie widzieli. Że cieszy ich taki widok. Odpowiadam uśmiechem i słowami "To zasługa dziewczyn kkzb" wznosząc jednocześnie toast za Was. Oni oczywiście dopytywali się o co chodzi, ale milczałam jak grób (po co im wiedzieć). W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że wróciła mi ochota na uśmiechanie się i że czuje się bardziej pewna siebie. Naturalnie gdzieś tam we mnie siedziała jeszcze obawa przed złością R, pojawiła się również myśl, że może go zraniłam...

Później rozmawiałam z kumpelą (jubilatką) i mówiłam jej, że względem Grześka nie chciałam tak postąpić, ale sam nie dał mi wyboru, bo szantaż nie jest dobrym rozwiązaniem problemu, a ponadto to jak mnie traktował irytowało i jednocześnie bolało. Przyznała mi rację, jak również powiedziała, że R bardzo tęskni za mną, że stara się nawiązać kontakt, ale ja nie odpowiadam, że on gubi się i nie wie co ma robić. Że chciałby naprawić to co złe i byśmy mieli ze sobą dobry kontakt. Hmm... Jej słowa jakie miłe, ale odpowiedziałam jej, że na razie nie chce się z nim kontaktować, żę teraz pragnę w te wakacje skupić się na swojej osobie i sama się odnaleźć, bo już dawno zgubiłam gdzieś tą optymistyczną, wesołą dziewczynę. Przyznałam natomiast, że jeśli będę gotowa odezwę się do niego kiedyś i porozmawiam nawet przy kawie, jednakże na ten moment ta sytuacja jest bardzo odległym punktem na moim planie działania i proszę aby to uszanowała a nie starała się na siłe z Grześkiem prowokować sytuację do spotkań.

**PONIEDZIAŁEK**

Ogólnie uważam, że bawiłam się dobrze... Czas spędzony ze znajomymi dobrze wpłynął na moją osobę. Dziś w drodze powrotnej dostałam SMSa od R "Potrzebujesz czasu-postaram się to zrozumieć i uszanować. Proszę jednak byś nie skreślała mnie całkiem, aby odrobina przyzwoitej znajomości dwojga dorosłych ludzi została zachowana. Byśmy mogli żyć w zgodzie i jeśli się kiedyś spotkamy porozmawiali przy piwie/kawie. Życzę udanych wakacji, czekam na sygnał w postaci SMSa/telefonu. Uwierz chce naprawić wszystko, bo wiem że warto. Pozdrawiam R." Czyżby słowa przekazane przez kumpelę dotarły do niego, przez co mógł wreszcie coś pojąć? Sama nie wiem... Ale dziś o tym myśleć nie będę bo za bardzo zmęczona jestem tongue wiem natomiast, że zachowanie w sobotę uświadomiło mi, że potrafię być (nadal!!) wredna i choć może zachowałam się chamsko to jestem z tego powodu happy, bo przynajmniej raz nie zrównał mnie on z ziemią a ja pokazałam pazurki smile

*******

Zauważyłam, że wiele postów tyczy się sytuacji Zazdrości. Ja należę do osób mało zapoznanym z tematem (kkzb), w końcu dopiero rozpoczynam moją wędrówkę. Ale uważam, że decyzja Zazdości dotyczącej rychłego ślubu jest jednakże zbytnio przesadzona i lekko podejrzana. Mogę zrozumieć, że ten facet daje jej szczęście, poczucie stabilizacji i oparcia, ponadto dobrze dogaduje się z jej dziećmi oraz ją stawia na pierwszym miejscu. Ale może to wszystko mrzonki aby zamydlić oczka? Może po ślubie będzie znacznie inaczej?? Sama nie wiem... W tym wszystkim zauważyłam, że Zazdrość stała się inną osobą! Gdzie podziała się ta pewna siebie kobieta, która nie raz potrafiła tupnąć nogą i nieźle dać do myślenia nie jednej z nas? Gdzie podziała się kobieta, której stwierdzenia dawały powody do zastanowienia się drugi raz? Czyżby zatraciła się w imię miłości? Czyżby oddała całą siebie dla niego? Jeśli tak - przykro mi ale zginęłaś... Szczęście to jedno, ale zaprzedanie duszy, swojej osobowości i charakteru dla miłości to drugie... Mówi się, że miłość jest niebezpieczna - chyba mamy na to wiele dowodów. Ale możliwe, że się nie znam, że mogę się mylić... Możliwe, że wyciągam złe wnioski - ale ja po prostu tak czuje...

4 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

To jest nas już dwie. hmm
Czy jakbym wprost o tym poinformowała - to wyjdę na zdzirę tongue

faceta gdybyś o tym poinformowała?...nie..ja myślę, że to sie samo dzieje..od słowa do słowa. Trzeba oczywiście troszke szcześcia. No i uważać też trzeba co sie dzieje ze znajomością na początku.

I widzisz - od razu tyle komplikacji... Faceci to kurna mają lepiej wink

4 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Ugotowani - już im się podoba rzeczywistość ze mną (nie chodzi wcale o sam seks) i choć wiedzą, że MOJE oczekiwania ich przerastają - idą w zaparte. Ja qrna na tym etapie jak tylko zauważam, że coś jest nie tak - potrafię spuścić po brzytwie. Wiem, że poboli i przejdzie. Ale później - jak już mam film nakręcony - trudniej.
Bo wiecie - ja jak kocham, to naprawdę jestem dobrą partnerką.

....
Bo nie wierzę, że tylko moja cud uroda i wyuzdany seks... wink

a jesteś pewna, że oni na własnych hormonach nie "jadą" w takim przypadku?. Spotkałam sie z opinią faceta, że my kobiety za dużo wymyślamy, za dużo kombinujemy i zastanawiamy się. A może idą w zaparte, bo myślą że jakoś to będzie i nieco z tonu spuścisz..a może rzeczywiście ich to przerasta? Panowie lubią uszczęśliwiac kobiety, bo wtedy czują się spełnieni (stąd może romansowanie różnych znanych ludzi z pomocami domowymi:)...
Nie odbierz tego jako krytyki..

4 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

I widzisz - od razu tyle komplikacji... Faceci to kurna mają lepiej wink

faceci mają ZDECYDOWANIE lepiej i ja sie wobec takiego faktu zaczełam "buntować". Na pewno żaden nie chlipie w poduszkę, a ja nie zlicze nocy ile tak przeryczałam. DOŚĆ!:)

4 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Każdy człowiek niepogodzony z sobą , niedowartościowany nie potrafi stworzyć szczęśliwego związku. W nowym partnerze szuka brakującej części siebie. Szuka tego co mu w danym momencie brakuje. Patrzy w partnera jak w lustro, jak nie widzi tego czego oczekuje, co sobie wyobraził , jest nieszczęśliwy. Jeżeli w poprzednim, nieudanym związku (w pierwszym za wzór bierze rodziców) był poddany partnerowi, całe swoje życie, starał się spełnić oczekiwania i potrzeby swojego partnera, to w kolejnym, tego właśnie będzie szukał. Ideałem wyda się wtedy każdy, który będzie dbał o jego potrzeby, odwrócone role wydadzą się idyllą. Ale niestety do czasu, bo sam nie dba o siebie, a zostawia to w innych rękach, i nigdy nie będzie miał dość, stale będzie chciał więcej i więcej. A obraz w lustrze coraz bardziej będzie zniekształcony. Uznając że ma za mało tego dbania, zacznie się zamykać, odsuwać od partnera, i w końcu stanie się swoim partnerem z pierwszego związku, albo ojcem wokół którego kręciło się życie matki. Podczas kolejnych związków te role mogą się zamieniać lub powielać, dopóki nie zda sobie sprawy z tego że szczęście zależy od tego kto chce je osiągnąć, od nikogo innego.

4 544

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Wiecie co - ja na początku, w tej fazie godowej, to potrafię być twarda. Potrafię nawet manipulować jak jakiś cholera psychofag hmm  A jak się zabujam - to wtedy wypełza ten cholerny szczeniaczek... Jak z reklamy Velvet... Kładzie się na grzbiecie, pokazuje brzuszek w geście - zaufałam, bierz mnie. I po zawodach.

no pięknie!..podajesz się na tacy, tak że jeszcze ozdoby z listka salaty brakuje. Mój pies tak brzuch odsłania..i te maślane oczy pełne pokory, pokazuje mi że mam władzę absolutną, ale to się dobrze sprawdza jedynie w relacji człowiek-pies.

4 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:

A może idą w zaparte, bo myślą że jakoś to będzie i nieco z tonu spuścisz..a może rzeczywiście ich to przerasta? Panowie lubią uszczęśliwiac kobiety, bo wtedy czują się spełnieni (stąd może romansowanie różnych znanych ludzi z pomocami domowymi:)...
Nie odbierz tego jako krytyki..

Ależ kochana jestem pewna, że tak jest w większości moich przypadków. Nawet jakby na torturach się do tego nie przyznał, to jestem pewna, że w większości przypadków tak właśnie jest. Zmęczy się myszka i sama przylezie. I wtedy jest tragedia, bo ja kurna nie lezę. I jest szarpanina. Ja się wkurzam i odpuszczam. On błaga i powrót. I potem sielanka. I znów... Tak właśnie po jakimś czasie wygląda większość moich związków. Aż w końcu nadchodzi dzień, gdy mówię DOŚĆ. I następuje KONIEC.
Bo zawsze ja kończę związek. Jejku... naprawdę zawsze.

4 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Wiecie co - ja na początku, w tej fazie godowej, to potrafię być twarda. Potrafię nawet manipulować jak jakiś cholera psychofag hmm  A jak się zabujam - to wtedy wypełza ten cholerny szczeniaczek... Jak z reklamy Velvet... Kładzie się na grzbiecie, pokazuje brzuszek w geście - zaufałam, bierz mnie. I po zawodach.

no pięknie!..podajesz się na tacy, tak że jeszcze ozdoby z listka salaty brakuje. Mój pies tak brzuch odsłania..i te maślane oczy pełne pokory, pokazuje mi że mam władzę absolutną, ale to się dobrze sprawdza jedynie w relacji człowiek-pies.

Nie na darmo ten przykład. Też mam psa wink
A potem się dziwię, że mnie chce wykorzystać, nie? Bo kurna swoją miarką oceniam - ja bym tak nie zrobiła.
I jak to do mnie dociera, to KONIEC.

Dlaczego nie potrafię wcześniej?

4 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Ależ kochana jestem pewna, że tak jest w większości moich przypadków. Nawet jakby na torturach się do tego nie przyznał, to jestem pewna, że w większości przypadków tak właśnie jest. Zmęczy się myszka i sama przylezie. I wtedy jest tragedia, bo ja kurna nie lezę. I jest szarpanina. Ja się wkurzam i odpuszczam. On błaga i powrót. I potem sielanka. I znów... Tak właśnie po jakimś czasie wygląda większość moich związków. Aż w końcu nadchodzi dzień, gdy mówię DOŚĆ. I następuje KONIEC.
Bo zawsze ja kończę związek. Jejku... naprawdę zawsze.

Ciekawa jestem skąd taka reguła..schemat niejako. Nie zastanawiałaś się? może takie same osoby ciągle przyciągasz?
Mój schemat: to szaleństwo i małpi rozum na moim punkcie a po ok. 2 miesiącach jakby lekkie ochłodzenie i to w momencie kiedy zaczynałam się angażować.

4 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No musicie przyznać - w moich zachowaniach brak jest KONSEKWENCJI.
Chyba nawet psychofag w końcu się w nich gubi tongue Dlatego potrafię jeszcze o własnych siłach odejść ;P)

4 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

A potem się dziwię, że mnie chce wykorzystać, nie? Bo kurna swoją miarką oceniam - ja bym tak nie zrobiła.
I jak to do mnie dociera, to KONIEC.

Dlaczego nie potrafię wcześniej?

No dobrze..a co byś zrobiła z faceta który by tak samo brzuch odsłonił (bez "skojarzeń":) .i tymi maślanymi oczkami ufnie jak piesek stwierdził, że cały jego świat to Ty i tylko Ty? Bo ja najpewniej zrobiłabym z takiego faceta wycieraczkę:)

4 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
katia72 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Ależ kochana jestem pewna, że tak jest w większości moich przypadków. Nawet jakby na torturach się do tego nie przyznał, to jestem pewna, że w większości przypadków tak właśnie jest. Zmęczy się myszka i sama przylezie. I wtedy jest tragedia, bo ja kurna nie lezę. I jest szarpanina. Ja się wkurzam i odpuszczam. On błaga i powrót. I potem sielanka. I znów... Tak właśnie po jakimś czasie wygląda większość moich związków. Aż w końcu nadchodzi dzień, gdy mówię DOŚĆ. I następuje KONIEC.
Bo zawsze ja kończę związek. Jejku... naprawdę zawsze.

Ciekawa jestem skąd taka reguła..schemat niejako. Nie zastanawiałaś się? może takie same osoby ciągle przyciągasz?
Mój schemat: to szaleństwo i małpi rozum na moim punkcie a po ok. 2 miesiącach jakby lekkie ochłodzenie i to w momencie kiedy zaczynałam się angażować.

No pewnie, że tak. Nawet jak film oglądam - zawsze mi tętno się podnosi na psychofaga wink
Fizycznie na mnie działają. Jedyna nadzieja w tym, że teraz już to WIDZĘ. I zastanawiam się - dlaczego właśnie ON spowodował gęsią skórkę. Jest szansa, że nie zdążę wyciągnąć kamery wink

Posty [ 4 486 do 4 550 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 68 69 70 71 72 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026