Moj przypadek, pora sie przedstawic. -zwiazek trwa od 10 lat ( celowo pisze ,ze trwa, bo on wciaz jest i codziennie szuka kontaktu ze wzgledu na wspolne dziecko)zaczelo sie bardzo romatcznie ponad rocznym kontaktem listownym( listy z prawdziwego zdarzenia, zadne tam maile w ilosci 5 na tdzien, z przerwami na poczte, uzbieralo sie kilka kartonow)
Uczucie jak z dobrej telenoweli z calymi bajerami, teskonota , nie wyslowiona bliskoscia, porozumieniem bez slow i wspolnymi pasjami( ja sliczna, on niesamowity, wysportowany z ponaddzwiekowa inteligencja, usmiechem leonsjo, wlosem skreconym). tak trwalo okolo roku. Potem ja zaszlam magicznie w ciaze, z guma i tabletka( zapytana o to mojego ginekologa What the fuck???? dostalam odpowiedz czy wierze w Boga), wiec stwierdzilismy ze jestesmy sobie przeznaczeni( o Boze , Boze). Po studiach z brzuchem wyemigrowalam do niego i tak zaczal sie koszmar. Jakis rok po urodzeniu sie malenstwa zaczely sie schody, tzn . zawsze juz byly ale ja zazcelam nie wyrabiac i leciec na ryj. Ciagle flirty, maile , kolezanki, niezrowazenie psychiczne, zmiany nastrojow, agresja, krytykanctwo, narcyzm do granic mozliwosci, manipulacja, spchanie, projekcja, robienie ze mnie chorej psychicznie.... przeszlam koszmar, leczona na depresje nie wierzylam juz sobie samej, powiem ze rodzina bylego jest bardzo ustawiona sami lekarze( wlacznie z psychopatyczna tesciowa , szefem klanu , ktora od poczatku, chciala bym zniknela w bardzo zakamuflowany sposob), ktorzy dbali o to zebym czula sie jak chory smiec. naszczescie sam odszedl do innej, bo pwenie bym tego nie przezyla. Szczescie w nieszczesciu, po zdradzie byl dol masakra. sama w obcym kraju, bez mieszkania z praca na cwierc etatu i z dzieckiem. on balowal , jezdzil ze swoja nowa zdobycza pod moja jednopokojowa nora, ktora bylam sobie w stanie wynajac( miliony rodzinne niestety nie byly dla mnie, gdyz sama sobie byla winna, wedlug jego rodziny), dziecko odbieral jak mu sie chcialo, jak zachorowalam na grype i zapalenie nerek to akurat musial malego wtedy 4ro latka zostawic u mnie ,walilo go ze mam 40 stopni i nie potrafie sie ruszac. potem jak mu sie nudzilo z nowa, przychodzil udawal, ze sie zmienil, ze chce wrocic, dostawal co chcial, czytaj sex i porzucal mnie znow i to nie jeden raz . po 4 latach separacji i zycia w schizie i nadzieji...rozwod!!! od kilku miesiecy wracanie powoli do zdrowia psychicznego, kontakt staly z psychopata , gdyz jak mi powiedzial on mnie nigdy nie odpusci