Przyznaję się do grzechu!! I będę pokutować za niego chyba do końca wakacji - zakazany owoc kusi i mnie skusił. Zadzwoniłam do niego. Godzinę temu wracałam ze spotkania z koleżankami, były % a mi duzo nie trzeba. Dziękuje byłam gotowa! Wybrałam JEGO nr i pytałam:
Ja (M): Hej co u Ciebie?
On (R): Miło, że dzwonisz ale jestem zmęczony.
M: Więc nie będę zawracać Ci głowy i dobranoc (uznałam że chce mnie spławić)
R: Nie czekaj, pogadajmy... Tęsknie kotek
M: Jak miło, ale do mnie czy do niej? Bo do obu możesz zwracać się kotek, choć ja tak w dowodzie nie mam napisane w rubryce imię i nazwisko
R: Dobra, koniec tematu. Nie będę z Tobą dyskutował (i dziękuje na mnie ten tekst działa jak płachta na byka)
M: Co Tobie wolno mówić a mi nie? Bo masz taką zachciankę?! Ja nigdy nie mogłam się odezwać broniąc swojego zdania
R: Bo wtedy zaczynasz nic nieznaczące rozmowy. A ja nie mam ochoty gadać
M: Dla Ciebie rozmowy są znaczące tylko wtedy gdy Ty masz rację i Ty masz prawo głosu, zawsze tak było. Twój egoizm nie pozwala Ci inaczej działać i pomyśleć o innych ludziach
R: Chcesz to usłyszeć, proszę bardzo - SORRY MASZ PRAWO GŁOSU (poczułam się jak robi to z litości, po czym dodał) To koniec rozmowy na dziś i tyle!
Rozłączył się a we mnie krew buzuje... Ja pierdziu on zawsze tak robił. Rozmawialiśmy gdy on miał ochotę i nastrój, ale jeśli ja nie miałam nie mógł tego uszanować. To on decydował kiedy rozmowa się zaczynała i kiedy kończyła, a w momencie gdy chciałam coś dorzucić jeszcze wkurzał się i zaczął klnąć. Rozmowy zawsze należały do udanych i ba umieliśmy rozmawiać pod warunkiem że on albo był po piwie albo miał dobry dzień... W inne dni rozmowa nie miała prawa się odbyć!!
&%$#%$#*&%$%#*^%$#&##@%&(*#%&^)^*%#@^((&*%#$$ !!
Wzięłam prysznic aby się zastanowić - boli jak cholera, ale wiem, że NA WŁASNE ŻYCZENIE! Przyznaję gdyby nie % inaczej bym pokierowała rozmową, ale człowiek po alkoholu mówi rzeczy, których na trzeźwo by nie powiedział, jest wtedy szczery do bólu (przykład mój i R.-niestety) Przeanalizowałam nasz związek i parę razy przyłapałam go jak przyznawał się do czegoś będąc w stanie nietrzeźwym, a potem starał się to odkręcić, bo było mu głupio, że przyznał się do czegoś, że odkrył w sobie wrażliwszą naturę itp. Temu wiem, że jak on jest na rauszu to mówi prawdę (jestem tego pewna na 100%) i w tym momencie zastanawiam się czemu tak robi? Gdy nie pije jest opryskliwy i nieczuły, a gdy jest pod wpływem % potrafi powiedzieć "wiem, że Cię ranie, wiem że cierpisz. Wiem, ze do siebie po tym wszystkim nie wrócimy, ale zachowajmy chociaż znajomość"... Zaczynam gubić się w tym wszystkim... Czemu on tak postępuje?
Naturalnie - agresja słowna w rozmowie wystąpiła zauważyłam ją i jestem z tego dumna
ale martwi mnie inna rzecz:o co mu chodzi? Po pijaku jest prawdomówny jak nikt inny i zawsze wtedy mogę wyciagnać z niego sekrety, więc o tej znajomości prawdopodobnie mówił szczerze. Ale czemu ma inny do mnie stosunek normalnie?
Nie smuce się, nie płaczę, nerw opadł... Są tylko zastanowienia, wątpliwości... A może gdzieś źle odczytuje jego zachowanie? Swoje minusy znam - telefon=odliczanie od nowa...
EDIT:
Doszło jeszcze wrażenie poczucia winy z mojej strony i chęć przeproszenia go...
Ale chwila, czekajcie! Wiem, że nic złego nie zrobiłam - powiedziałam swoje zdanie, czego on nie lubi bo to narusza jego EGO, nie moja wina, że jest egoistą, który był przyzwyczajony tylko do własnego JA...
Jednakże wyrzut jest - jak temu zaradzić?? 