monia_3103 napisał/a:czy nie zastanawiałyscię się kiedyś czy z nami przypadkiem nie jest tak samo jak z alkoholikami? Alkoholik zawsze nim będzie,niezależnie czy się leczy czy nie... Z nami kkzb może jest podobnie... Czy kiedykolwiek będziemy mogły się wyleczyć? Czy będziemy umiały być silne i nie złamiemy się pod wpływem impulsu,wspomnień? Zwalczymy trudne momenty,przestaniemy cierpieć itp? Tarantello jak każda kkzb masz prawo do takich momentów w życiu. Jedynie co mogę to Ci napisać to byś się trzymała;)
Fak, skończy się, wiem to. Już przez podobne rzeczy przechodziłam, jak chociażby z ojcem mojego dziecka. Było jednak łatwiej, bo on zagraniczny - 90 dni bez kontaktu nie stanowiło problemu ... i nawet stało się przyczyną rozwodu
Tamten też nie był aż tak psychofagujący, grzebiący w moim mózgu patykiem. Ten sie nauczył trików, które bez pudła działają. Na pytanie CO PSYCHOFAG MI DAWAŁ odpowiedział sam sobie wcześniej niż ja to zrobiłam, wyczesał te elementy i teraz nimi pogrywa.
Udało mi się jednak zniwelować rozmiar strat po dziejszej załamce. Po uspokojeniu się zadzwoniłam do niego i oświadczyłam, że wiem, co mi robi za każdym razem przychodząc niby to w pilnej formalnej sprawie a później zgrabnie kierując rozmowę na tory umozliwjące mu zaszczepianie we mnie winy (oczywiście odtrącenie go w decydującej fazie zdrowienia) i wątpliwości (sugerowanie, że gdybym nie była taka skłonna do nadinterpretacji jego zachowań, to wszystko byłoby pięknie). Poprosiłam na spokojnie, żeby pozwolił mi żyć i wyjść z tego wszystkiego tzn. nie pojawiać się aż do mojej wyprowadzki. Strasznie się zbulwersował, że on przecież bez żadnych złych zamiarów ... ale jednocześnie wie też skubany, że szarpnie mnie takim zdankiem rzuconym mimochodem z tęsknym zrezygnowanym wzrokiem: "Jesteś atrakcyjna, faceci się za tobą z pewnością oglądają. Napewno już sobie kogoś znalazłaś od kiedy ze mną skończyłaś definitywnie ... pewnie nawet odrzuciłaś mnie bo już kogoś miałaś. Ale nie mam prawa cię o to pytać. Wiem, że samotność jest straszna. Doświadczam tego codziennie." (czy jakoś tak). Ileż manipulacji w jednej frazie - czytaj:
- ciągle na mnie działasz fizycznie - czy mogę cię na szybko przelecieć (zapomnijmy o tym krótkim momencie, kiedy mi się nie podobałaś)
- jestem zazdrosny o tych oglądających się facetów i to mnie potwornie wku*rwia więc koniecznie muszę wiedzieć, czy z kimś sypiasz
- to nie ja, to ty zdradziłaś (i to w decydującej fazie mojego zdrowienia)
- zostałem przez ciebie odtrącony i nie mam już żadnych praw ale nie mogę tego zdzierżyć
- jestem samotny a ty się pewnie dobrze bawisz i tego też nie mogę zdzierżyć
Tyle wczorajszej wizyty mającej na celu odebranie dokumentów do banku 
Kriss, ale teraz coś specjalnie dla Ciebie i małżonka z cyklu "Psychofag Daily News" i jest to również wspaniała wiadomość i nadzieja dla nas wszystkich. ULECZENIE JEST MOŻLIWE. Otóż psychofag oświadczył mi, że zdaje sobie sprawę z tego, że długo (cały okres romansu - półtora roku) chorował na coś koszmarnego - jego nomenklatura wahała się między schizofrenią a rozdwojeniem jaźni (nazwał to rozszczepieniem osobowości) ALE (!) w ciągu ostatnich dwóch tygodni (od momentu mojego definitywnego odstrzału) ULECZYŁ SIĘ. Teraz wszystko widzi jasno i wyraźnieObudził się, ku*wa i nagle zobaczył jakich straszliwych szkód w tym stanie chorobowym narobił.
A więc, dziewczny, jak widzicie ludzie się SZYBKO podnoszą z gorszych chorób, nawet z rozszczepienia osobowości, w zaledwie dwa tygodnie więc i dla nas - rozhisteryzowanych fanaberyczek jest nadzieja.