netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 258 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 53 54 55 56 57 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 511 do 3 575 z 26 310 ]

3 511

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Dziś jestem chmurką deszczową, chmurką gradową i nie podwalaj się, bo jesteś żonatym psychofagiem.

Tarantella, okrutna kobieto!
On taki milusi, a Ty? Widzę, że pachnie Ci psychofagiem przez monitor. Reagujesz jak pies na listonosza.

Domku, co Ty kombinujesz?
Cokolwiek wymyśliłaś, niech Ci się uda i przyniesie dużo dobrego.
Pamiętaj, musimy trochę popracować nad przyjęciem koleżanek w weekend.
Jak przeprowadzka?

Rozalja, witaj i rozgość się.

3 512

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A zatem:

- zakupiłam dziś buty do biegania - nowiutkie, szarość, róż i fiolet, właśnie je testuje na sucho w domu, jutro w terenie, zaraz po akcji "0" - o ile do niej dojdzie, znaczy dojdzie, ale nie wiem czy nie będzie to suchy monolog do ducha
- zakupiłam również Zwierciadło - to obowiązkowa pozycja co miesiąc, ale wzięłam z książką, skoro w tej gazecie to na pewno nie jakiś chlam, a nawet literatura lekka pomoże się oderwać
- zdobyłam "Toksyczne słowa, słowna agresja w związkach".

Teraz zabieram się za prasowanie.

Marynarko co wymyśliłam?
Jutro jak się stanie popełnię swoją spowiedź i wstęp do książki.

Co do wyprowadzki:
- we wtorek miałam podpisać akt notarialny i stać się naprawdę świetną partią ( wink ), ale niestety muszę to przesunąć, najpierw rzeczoznawca i zdjęcia

W ciągu tych dwóch dni jednak zaplanuje termin przeprowadzki, niezwłocznie powiadomię, dziś jeszcze miałam egzamin na studiach więc skupiłam się na tym.
Urlop zaplanowany na dwa ostatnie tygodnie lipca (planowany z M) przesuwam na wrzesień - remont - zatem myślę, że w piątek powinnam mieć urlop.

Sama przeprowadzka nie zajmie więcej niż pół dnia.

Amen.

Dziewczyny Kochane Moje Dusze, dziękuję Wam za wsparcie w każdym momencie, przyznam szczerze wcześniej nawet na to nie umiałam się otworzyć.
Niekochana - koniec gadania, czas działania. Się gra, się ma! eh..........
Tarantella - dziękuję za wczoraj i dzisiaj wiesz za co:******

Laski trzymajcie za mnie kciuki!!!!!!!!

3 513

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Laski trzymajcie za mnie kciuki!!!!!!!!

Sie wie big_smile
Nie muszę wiedzieć co uknułaś na jutro, wierzę, że wiesz co dla Ciebie dobre i do tego dążysz smile Trzym się mocno smile

3 514

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:

Laski trzymajcie za mnie kciuki!!!!!!!!

Sie wie big_smile
Nie muszę wiedzieć co uknułaś na jutro, wierzę, że wiesz co dla Ciebie dobre i do tego dążysz smile Trzym się mocno smile

Anhedonio, ale dowiesz się Kochana, tylko na razie trawię to w sobie aż do bólu, jutro napiszę jak to wszystko wypadło, chyba, że załamię się kompletnie, co może mieć miejscu, dlatego najpóźniej w piątek smile

3 515

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Anhedonio, ale dowiesz się Kochana, tylko na razie trawię to w sobie aż do bólu, jutro napiszę jak to wszystko wypadło, chyba, że załamię się kompletnie, co może mieć miejscu, dlatego najpóźniej w piątek smile

Nie łam się smile Silna i mądra dziewczyna z Ciebie. Dasz radę, bo wiesz co dla Ciebie najlepsze. Buziaki*****

3 516

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Pęka we mnie skorupa, która jeszcze sama umacniałam niedobrą gliną, ale konstrukcja bez dobrego projektu i materiału zawsze zacznie się sypać, rozwalać.
Okłamywałam siebie, jutro koło godziny 20 oznajmię światu swoją decyzję na głos.
Potem posypię się w proch, ale choćbym miała gryźć ściany z bólu i choćby miało mnie szarpać tak, że usłyszą to sąsiedzi nie zmienię nic by wrócić do toksyny.
Mam serdecznie dość.

Proszę o trzymanie kciuków.

Będę trzymać, kochana.

3 517

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
martyrs napisał/a:

Witaj tarantello ,promyczku tego forum pozdrawiam

I Ty się dziwisz, że masz kłopoty? Źle zaczynasz, to i źle kończysz tongue

3 518

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny

Dzisiejszy dzień jest dla mnie jedną wielką zmorą, cały dzień chodze przybita, staram się powstrzymać łzy i niestety w pewnym momencie nie udało mi się wytrzymać. Może to być dla Was nic nieznaczący post, jednakże ja muszę się wyżalić... Wole zrobić to tu na forum niż wysłać mu moje słowa w postaci maila.

Wróciły wspomnienia jego czułych słów, jego (fałszywych) zapewnień, jego (niespełnionych) obietnic. Słowa mówiące "scenariusz życia będziemy pisać we dwoje" miały kiedyś wielkie dla mnie znaczenie, dziś przesądzają o przemienieniu tego co było. A przecież się starałam, wierzyłam w zapewnienia o zmianie, dawałam szanse, ufałam, to ja się starałam zmienić dla niego... I przegrałam... Przegraną odczuwam jako wielką porażkę dla siebie jako człowieka i dla siebie jako kobietę. NIe potrafię pojąć, w którym momencie to ja przekroczyłam "tą linię", która powinna mnie zatrzymać... Po co? Na co? Dlaczego? Wiele jest pytań, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Byłam tylko chwilą, rozrywką, zabawką, chwilą zapomnienia że wrócił do byłej? Z nią pewnie planuje urlop, z nią planuje ślub (o mój Boże jak ta myśl mnie dobija, jak ona rozrywa moje serce). No bo gdyby mnie kochał - nie wrócił by do niej... Nie zostawiłby... Kłótnie, w każdym związku się znajdują, on potrzebował tylko pretekstu by zakończyć coś, co dla niego nigdy nie miało znaczenia... Więc po jaką cholerę zaczynał? Żeby sobie ulżyć? Przecież miał ją?! Z nią mógł nie zrywać na ten czas, a trwać w tym związku, mnie traktować dalej jak lokatorkę mieszkania i wszyscy żyli by długo i szczęśliwie...

Byłam dziś w Kościele... Jak dawno do niego nie zaglądałam - studia mi nie pozwoliły, a może się bałam... To właśnie tu, dziś podczas wieczornego kazania płakałam... Siedząc w ławce słuchając słów ks. Mariusza ryczałam jak bóbr... Jego słowa były tak prawdziwe... O czym mówiły... O bólu, cierpieniu, o zagubieniu... Że w trudnych momentach powinniśmy zwrócić się do Boga o pomoc i wyjaśnienie "dlaczego ja?". Tłumaczył, że wszyscy wyjezdzamy na wakację, aby odpocząć, jednakże żaden odpoczynek nie uwolni nas od bólu nędzy, cierpienia z powodu zranienia serca, wstydu z powodu braku pracy. Nawoływał do szczerości, do wykrzyknięcia swojego żalu, pretensji wobec życia jakie zostało nam dane, by niczego nie ukrywać za maską. Aby nie wstydzić się i płakać gdy jest ciężko, gdy nie dajemy rady, gdy chcemy się poddać... Bo właśnie mamy do tego sposobność, aby wyrzucić z siebie ten cały zgiełk problemów, cierpienie, żal, aby nie wstydzić się swoich kłopotów a być szczerym wobec Boga i jemu zadawać pytanie, do niego mieć żal, że czemu, dlaczego, tak jak to zrobił Chrystus na krzyżu. Że w ten sposób będziemy starać się walczyć z problemem, doszukiwać się przyczyn, starać się rozwiązać, wreszcie spokojnie odpocząć.

Ryczałam jak idiotka, ludzie się na mnie patrzyli, a ja płakałam. Nie mogłam się dłużej powstrzymywać, to wszystko jest dla mnie takie trudne. Jedni przyznali by że nic w tym trudnego, ale nie dla mnie... Kocham go, kocham tego drania, pomimo tego, że potraktował mnie jak wydymkę, osobę na której może się wyżyć, którą można okłamywać, bo jestem głupia bo nie zauważę,a ja głupia wierzyłam, że pod moim wypływem się nieco zmieni. Ale gdzie tam... To ja się zmieniłam - widzę to dokładnie... Przegrałam sama ze sobą, czuje się w tym momencie nikim, nic nie znaczącym obywatelem tego świata - zaszczyt raczej niezbyt wielki... Cierpię, tęsknie za nim okropnie. To milczenie, ta niemożność zadzwonienia do niego i usłyszenia głosu w słuchawce komórki doprowadza mnie do szału... Pragnę usłyszeć te jego głupie zapewnienia, że będzie dobrze, że mam w nim oparcie, pragnę się do niego przytulić i choćby na chwilę zapomnieć o bólu jaki mi zadał... O poczuciu wstydu i upokorzenia... Dla niego to były by czarne scenariusze, których nie wolno mi używać... Bezsilność jest we mnie, bo wiem, że nie mogę już nic zrobić... Nie mogę już nic uczynić aby było dobrze...

Jestem sama... Choć rodzina siedzi w drugim pokoju, jestem sama... Oni nie zrozumieją ani mojej bezradności, ani smutku. Są ludźmi, którzy nie pokazują po sobie cierpienia, zmartwień... W trudnych momentach stosują żelazną zasadę - nie po mojemu to olewka... Ale jak można olać osobę, którą się kocha?
Jestem sama... Jutro przypada 5 rocznica śmierci mojego dziecka... Miałam go z Sebanem, moim pierwszym facetem, pierwszym który mną sterował (dziś wiem, że to nie była miłość, a głupie zauroczenie) ale byłam młodsza i pod wpływem starszego chłopaka... Mój maluszek w tym momencie miałby 4 latka... Trudny to dla mnie dzień, bo tak naprawdę nikt nie wie o tym, że bardzo go przeżywam. Moja mama uznaje, ze dobrze się stało, że poroniłam, bo byłam po maturze i to był błąd - na jej wsparcie nie mogłam liczyć. Ale na R. owszem. Może to wydawać się fałszywe, ale kiedy dowiedział się o mojej historii z przeszłości podszedł do mnie i przytulił. Nie mówił nic tylko przytulił... Był to czas gdy między nami jeszcze dobrze się układało, gdy jeszcze nie kłamał itp. Wtedy miałam go... Jutro jestem sama...

Wiem, że post jest pełen bólu i smutku. Że nie pokazuje niczego pozytywnego w moim staraniu się i zwalczeniu KKZB... No cóż, ja wiedziałam że to trudne i nie uznawałam, że z początkami będzie jak z górki, że od razu będę miała duże powody do domu i stawiała duże kroki. Wiem, że dziś cofnęłam się bardzo dużo do tyłu... Można by rzec, że jestem na ponownie na początku mojej drogi... Nie ukrywam, że kocham, nie ukrywam, że tęsknie, nie ukrywam - jestem szczera...
Wybeczcie, przepraszam

3 519 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-03 21:18:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ależ posrany dzień miałam. Musiałam się ewakuować dwukrotnie z domu żeby głupot nie narobić w postaci wysłania któregoś listów niewysłanych - opluwczo-rewizjonistycznych. Powstrzymały mnie - pieczenie sernika, basen, wyprzedaże i powtarzana mantra "Cierpliwości - to minie, to normalny etap procesu. Cierpliwości po ch. ci to." Efekt - złomotałam się fizycznie, w nagrodę zeżarłam połowę upieczonego sernika, wydałam kasę w galerii i dużo razy powtórzyłam w duchu brzydkie słowo na ch.
I łazi człowiek po tej galerii a tam wszystkie te pary się obejmują, śmieją, rozmawiają o niczym, popijają kawkę u Bliklego i wkładają sobie do dziubków kawałeczek ciasteczka na łyżeczce, panie wybierają koszule dla mężusia, panowie niosą siaty z zakupami do samochodziku, żeby żoneczka się nie nadwerężyła. Żesz mać! Przedtem tego nie zauważałam. A najgorsze było co innego - weszłam do Leroya kupić bransoletki na komary dla nas wszystkich do głuszy. I to dopiero była jazda. Wyszłam szybciej niż weszłam - to rodzinne wybieranie kafelków, kabiny prysznicowej i koloru farby na ścianę w sypialni. Horror. W domu nie da rady wysiedzieć, na mieście jeszcze gorzej. Się w mordę zapiszę do zakonu sióstr zmartwychwstanek i każę się zamurować w celi z małą dziurką na podawanie jedzenia i wydawanie nocnika z uryną.


marynarka napisał/a:

Tarantella, okrutna kobieto!
On taki milusi, a Ty? Widzę, że pachnie Ci psychofagiem przez monitor. Reagujesz jak pies na listonosza.

No i temu biedakowi też się dostało. Jak na taki dzień jak dziś to i tak byłam miła.
Dziś naprawdę zwątpliłam, że ten koszmar kiedyś się skończy. I tyle tej mojej dzielności.

3 520

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Jestem sama... Jutro przypada 5 rocznica śmierci mojego dziecka... Miałam go z Sebanem, moim pierwszym facetem, pierwszym który mną sterował (dziś wiem, że to nie była miłość, a głupie zauroczenie) ale byłam młodsza i pod wpływem starszego chłopaka... Mój maluszek w tym momencie miałby 4 latka... Trudny to dla mnie dzień, bo tak naprawdę nikt nie wie o tym, że bardzo go przeżywam. Moja mama uznaje, ze dobrze się stało, że poroniłam, bo byłam po maturze i to był błąd - na jej wsparcie nie mogłam liczyć. Ale na R. owszem. Może to wydawać się fałszywe, ale kiedy dowiedział się o mojej historii z przeszłości podszedł do mnie i przytulił. Nie mówił nic tylko przytulił... Był to czas gdy między nami jeszcze dobrze się układało, gdy jeszcze nie kłamał itp. Wtedy miałam go... Jutro jestem sama...

Wiem, że post jest pełen bólu i smutku. Że nie pokazuje niczego pozytywnego w moim staraniu się i zwalczeniu KKZB... No cóż, ja wiedziałam że to trudne i nie uznawałam, że z początkami będzie jak z górki, że od razu będę miała duże powody do domu i stawiała duże kroki. Wiem, że dziś cofnęłam się bardzo dużo do tyłu... Można by rzec, że jestem na ponownie na początku mojej drogi... Nie ukrywam, że kocham, nie ukrywam, że tęsknie, nie ukrywam - jestem szczera...
Wybeczcie, przepraszam

Bardzo mi przykro, kochana. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak to boli. Ściskam Cię mocno.

3 521

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monia, dziś rozumiem Cię WYBITNIE. Pocieszajmy się, że to aura i wszystko minie za chwilę. Wyjdziemy z tego, będziemy szczęśliwe.
Jak widzisz w taki parszywy dzień łamiesz się nie tylko Ty i to wcale nie jest oznaka żanej słabości ani cofania się. Ja mam nadzieję, że mimo pozornego cofania cały czas WSZYSTKO ROBIMY PRAWIDŁOWO. WIerzę w to mimo takich dni jak dziś.

3 522

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantelko, a ja też dziś byłam na zakupach - spożywczych. I zupełnie inne miałam obserwacje big_smile
Dziękowałam, że nie muszę: znosić min pt "ile jeszcze będziesz oglądać ten krem", bezceremonialnego oglądania się za kobietami, pełnej obsługi w czasie zakupów - bo przecież on dzieckiem nie będzie się zajmował.
Spokojnie, w odpowiednim tempie poruszałam się dostojnie pomiędzy półkami, zagłębiałam się w skład produktów, wybierałam najsmaczniejsze kąski dla MNIE i córki.
Poflirtowałam z przystojnym Panem siedzącym na kasie big_smile Tak, z premedytacją wybrałam właśnie TĄ kasę big_smile Mieliśmy sporo czasu, bo Pan akurat za mną zamknął kasę. Miał ładne, duże dłonie i ujmujący uśmiech. I okazało się, że ma też coś do powiedzenia big_smile Miła, niezobowiązująca rozmowa. Zakończona jakże miłym "Życzę Pani wspaniałego wieczoru".  Nie starczyło mi odwagi na "pociągnięcie" tematu. Ale - wiem, gdzie go szukać tongue

3 523

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Cierpię, tęsknie za nim okropnie. To milczenie, ta niemożność zadzwonienia do niego i usłyszenia głosu w słuchawce komórki doprowadza mnie do szału... Pragnę usłyszeć te jego głupie zapewnienia, że będzie dobrze, że mam w nim oparcie, pragnę się do niego przytulić i choćby na chwilę zapomnieć o bólu jaki mi zadał... O poczuciu wstydu i upokorzenia... Dla niego to były by czarne scenariusze, których nie wolno mi używać... Bezsilność jest we mnie, bo wiem, że nie mogę już nic zrobić... Nie mogę już nic uczynić aby było dobrze...

Wiesz dobrze, że nawet gdyby przytulił, nawet gdybyś usłyszała jego głos w słuchawce, to to byłaby TYLKO CHWILA a za moment znów byłabyś sama, jeszcze bardziej sama niż w tej chwili. Ja też mam takie myśli - zadzwonić, usłyszeć zapewnienia ... ale po co, kiedy wiem, że to NIEPRAWDA, że za chwilę znów dostanę strzał w tył głowy. Owszem, ten narkotyk jest fajny - jego głos, te fajne słowa, te iluzje, ten wyrzut chemii radości do mózgu ALE TO TYLKO CHWILOWA ILUZJA. Po co nam to skoro już wiemy jak to będzie wyglądać dalej? Nie jesteśmy bezsilne. Mamy tę siłę, żeby dziś, jutro i za 90 dni powstrzymać ten kołowrót bredni i docelowej beznadziei. To może być nasza siła - wiedzieć kiedy w szatni nasz płaszcz jest przedostatni. W porę się ewakuować, żeby ratować swoją przyszłość - TO JEST DOPIERO SIŁA!

3 524

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monia, tulę najmocniej jak potrafię, nie jesteś sama, my wszystkie jesteśmy z Tobą jak jeden mąż.

Kochane, napisałam SMS, jutro o "tej i o tej" (zakres czasu 30 minut), będę czekała "tu i tu", aby coś ważnego móc Ci przekazać, proszę, uwzględnij to i podejmij decyzję.

Pozostała mniej niż doba.

3 525 Ostatnio edytowany przez mirella (2011-07-03 21:56:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Witajcie dziewczyny

Dzisiejszy dzień jest dla mnie jedną wielką zmorą, cały dzień chodze przybita, staram się powstrzymać łzy i niestety w pewnym momencie nie udało mi się wytrzymać. Może to być dla Was nic nieznaczący post, jednakże ja muszę się wyżalić... Wole zrobić to tu na forum niż wysłać mu moje słowa w postaci maila.

Kochana! Płacz ile wlezie to też przynosi ukojenie. Na tym etapie powiedziałabym jest to nawet wskazane. Ja lubiłam się wybeczeć - potem spałam jak dziecko.

monia_3103 napisał/a:

Byłam dziś w Kościele... Jak dawno do niego nie zaglądałam - studia mi nie pozwoliły, a może się bałam... To właśnie tu, dziś podczas wieczornego kazania płakałam... Siedząc w ławce słuchając słów ks. Mariusza ryczałam jak bóbr... Jego słowa były tak prawdziwe... O czym mówiły... O bólu, cierpieniu, o zagubieniu... Że w trudnych momentach powinniśmy zwrócić się do Boga o pomoc i wyjaśnienie "dlaczego ja?". Tłumaczył, że wszyscy wyjezdzamy na wakację, aby odpocząć, jednakże żaden odpoczynek nie uwolni nas od bólu nędzy, cierpienia z powodu zranienia serca, wstydu z powodu braku pracy. Nawoływał do szczerości, do wykrzyknięcia swojego żalu, pretensji wobec życia jakie zostało nam dane, by niczego nie ukrywać za maską. Aby nie wstydzić się i płakać gdy jest ciężko, gdy nie dajemy rady, gdy chcemy się poddać... Bo właśnie mamy do tego sposobność, aby wyrzucić z siebie ten cały zgiełk problemów, cierpienie, żal, aby nie wstydzić się swoich kłopotów a być szczerym wobec Boga i jemu zadawać pytanie, do niego mieć żal, że czemu, dlaczego, tak jak to zrobił Chrystus na krzyżu. Że w ten sposób będziemy starać się walczyć z problemem, doszukiwać się przyczyn, starać się rozwiązać, wreszcie spokojnie odpocząć.

A Ja właśnie dzisiaj nie poszłam ale czytając twój post poczułam się jakbym siedziała tam obok ciebie. Ja zaraz po rozstaniu zaczęłam chodzić na msze, i tak jak Ty zdarzyło mi się pokazać ludziom szklane oczy. Nie wstydziłam się tego, tłumaczyłam sobie że nikt mnie tak nie rozumie jak Bóg, przecież On wie najlepiej co teraz przeżywam. Nie miałam żalu  będąc w kościele tylko jedną wielką prośbę - aby dał mi siłę.

monia_3103 napisał/a:

Bezsilność jest we mnie, bo wiem, że nie mogę już nic zrobić... Nie mogę już nic uczynić aby było dobrze...

Dla tego związku  już nic nie możesz a raczej nie powinnaś nic robić ale dla siebie i owszem. To Ty jesteś najważniejsza, Twoje życie, musisz je ułożyć po swojemu a nie pod czyjeś dyktando.


monia_3103 napisał/a:

Jestem sama...

Nie jesteś - masz Nas wink
Wpadaj na wino - popłaczemy razem - chociaż mi się nie chce to zrobię to dla Ciebie żebyś nie czuła się samotna <tuli>

Zielony_Domku Nie wiem o co chodzi ale jestem z Tobą. smile

3 526 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-03 22:04:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masz rację Tarantella... Jego słowa pocieszenie podniosły by mnie na duchu na chwilę, no może pozwoliły by z uśmiechem pójść spać i ewentualnie rano obudzić się lepiej i owszem wcześniej czy później złe chwile wróciłyby... Ale boje się... Boje się, że nie podołam jutro... Nie dość, że przeżywam całe zachowanie R. to jeszcze jutrzejsza rocznica. By to szlag! Podwójne załamanie gwarantowane... Najchętniej przespałabym jutrzejszy dzień, albo wymazała z mojego życia i od razu przeskoczyła do wtorku... Czuje się taka słaba, cały czas płaczę i naprawdę nie wiem jak to jutro przeżyję...

Mirello dziękuje za tych kilka słów i za zaproszenie. Jednakże wydaje mi się, że dzisiejsze łzy wolałabym wypłakać w poduszkę niż na ramieniu dobrej osoby (nie chce poplamić tuszem tongue). Dziś, jak i jutro jestem sama dla siebie i muszę się z tym pogodzić...

Zielony domku również życzę powodzenia jutro, 3mam kciuki wink


Dziękuje kochane, że jesteście... Możliwość wyrzucenia z siebie całego dzisiejszego bólu, tęsknoty za nim, strachu przed jutrem sprawia, że nie duszę w sobie tego wszystkiego... Jest lżej, chociaż odrobinę... Ale lżej...

3 527 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-07-04 05:14:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

-Nie podoba mi sie, ze ja tesknie bardziej. Wkurza mnie to.
-to nieprawda!
-prawda i musze to jakos zmienic ale nie wiem jak
-ja staram sie jakos kontrolowac moja tesknote do Ciebie
-what?! kontrolowac tesknote do mnie??? neutral jak to mozliwe?
-no bo tesknota to nic innego jak ciagle myslenie o czyms nieosiagalnym, niemozliwym, wiec trzeba najzwyczajniej zajac swoje mysli czyms innym.
-alez ja jestem osiagalna!
-nie zawsze. Za tydzien wyjezdzasz na weekend a ja juz tesknie
-zatem mam zajmowac swoje mysli czyms innym niz mysleniem o tym, ze chce bys tu byl juz i juz, natychmiast, zaraz... hmm... za kazdym razem gdy zaczne tesknic zaczne robic cos co lubie
-co to bedzie?
- ha ha ha bede pisac ksiazke z przyjaciolkami smile i zrobie ilustracje, ktore juz siedza w mojej glowie
-zacznij od ilustracji, Zrob ich duzo.. zobacze jak tesknisz za mna smile

no wiec zrodzil sie nowy pomysl tworczego przeksztalcenia tesknoty na owocne dzialania.

Spedzilam z nim dwa dni... wiec jestem upita hormonami. Ale jutro i we wtorek splodze pierwsza ilustracje do naszej ksiazki.

Witaj Rozaljo smile
to smieszne, ze zamiast zasmucic sie, ze zawitalas do nas... mnie to ucieszylo... zla kobieta jestem?? big_smile
kocham ta pandemie kobiet kochajacych za bardzo
To bardzo elitarna grupa big_smile

wizualizacja:

-moge jechac z Wami na Sabat?
-pani sie tu nie nadaje bo pani ma za duze poczucie wlasnej wartosci
-alez nie, nieprawda, ja mam bardzo niskie poczucie wartosci
-no jednak z naszejo bserwacji wynika, ze pani  za wysoko sie ceni i kocha pani normalnie zamiast za bardzo
-alez to sa bledne obserwacje bo ja jestem nikim, nikim, a jak nie pojade na Sabat to bede jeszcze bardziej nikim.... buuuu

a przez glowe odrzuconej "kochajacej normalnie" przebiegna mysli:
"ja sie do niczego nie nadaje bo kocham normalnie!"
albo
"niczego nie osiagne w zyciu, brak mi samozaparcia i wytrwalosci bo mialam normalny dom i normalne dziecinstwo!"
"jestem negatywnie naznaczona przez los"



a to ode mnie http://www.youtube.com/watch?v=tXjBMRSLgoY&feature=related

3 528

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zazdrości, no mądry ten Twój B big_smile
Widzisz, przed bieganiem ze zwiniętego córce laptopa popisuję do Ciebie - taka konspira big_smile

3 529

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Zazdrości, no mądry ten Twój B big_smile
Widzisz, przed bieganiem ze zwiniętego córce laptopa popisuję do Ciebie - taka konspira big_smile

Rzeźniczka yikes

A ja zaczynam  pierwszy dzień urlopu smile Dwa tygodnie walki ze sobą samą hmm Jak przez jeden dzień zabraknie mnie na forum, to znaczy że ugryzłam się z bezradności w język i zatrułam własnym jadem. tongue

3 530

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zycze sobie jak najmniej dolow zwiazanych z brakiem seksu od .... wstyd sie przyznac. Kochane podbodujecie mnie na duchu i powiedzcie , ze sa jeszcze normalni mezczyzni!!! ja od czterech lat po rozstaniu z psychofagiem spotykam samych popaprancow. A moze to dlatego , ze oczy mi sie otworzyly i juz nie jestem naiwna tylko widze ten caly syf!!! LOBOZE!!!

3 531

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj mam dwa dni juz doła, tak tęsknie za nią,nie wiem co mam zrobić ,przecież nie będe dzwonić bo to bezsensu, kurcze jak ja tęsknie za swoją żoną 2 mc i mam dni gdzie płacze ja facet normalnie masakra

3 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:

zycze sobie jak najmniej dolow zwiazanych z brakiem seksu od .... wstyd sie przyznac. Kochane podbodujecie mnie na duchu i powiedzcie , ze sa jeszcze normalni mezczyzni!!! ja od czterech lat po rozstaniu z psychofagiem spotykam samych popaprancow. A moze to dlatego , ze oczy mi sie otworzyly i juz nie jestem naiwna tylko widze ten caly syf!!! LOBOZE!!!

Wiesz co, myway, sama bym chciała, żeby ktoś mnie podbudował. Ja co prawda jestem sama "dopiero" od 9 m-cy i jeszcze nie całkiem  się pozbierałam, ale tez mam wrażenie, ze wokół sami loserzy jak to mówi Zazdrość. Zaczęłam przyzwyczajac się do mysli, że istnieje opcja, że już nie zwiążę się z żadnym mężczyzną, bo wolę byc sama niż z następnym dupkiem. Kolejna sprawa to brak zaufania, boję się, ze już nie jestem w stanie zaufać. A sam seks dla seksu? Nigdy tego nie umiałam, zawsze najpierw zakochiwałam się bez pamięci. Może czas się nauczyć?

3 533 Ostatnio edytowany przez majusia (2011-07-04 12:06:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monia 3103,

Doskonale rozumiem jak sie czujesz. Ja juz z moim chlopakiem nie jestem od roku, kontaktu nie utrzymujemy od grudnia.

Tez wiele razy myslalam 'jakby bylo fajnie go uslyszec', ale tak naprawde, byloby tylko gorzej...
Czasem o nim mysle, ale coraz rzadziej. Jego ostatnie zachowanie, sprawilo, ze nigdy sie nie spotkamy a nawet jak jakims cudem bym go spotkala, to udam ze go nie znam
On teraz jest inna osoba, mam ta swiadomosc. Nigdy nie wybacze tego co mi zrobil.  I tak naprawde mimo, ze tesknisz nie bylabys szczesliwa ze swoim ex nawet jakby wrocil.

Nie pozostaje nic inego jak zapomniec. Ja wiem, ze moj ex ma teraz super dziewczyne, piekna, madra i 9 lat mlodsza ode mnie, ma jedyne 19 lat. Czaesm jak o tym mysle, to sie zastanawiam jak takie buraki jak moj ex natrafiaja na takie super dziewczyny. Nie ma w tym logiki niestety. On nie zalugiwal nigdy na mnie ani na ta nowa. Jestes mloda, to ze sie znow zakochasz jest tylko kwestia czasu.

Trzymaj sie i staraj sie nie myslec o nim.

Pozdrawiam

3 534

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
myway napisał/a:

zycze sobie jak najmniej dolow zwiazanych z brakiem seksu od .... wstyd sie przyznac. Kochane podbodujecie mnie na duchu i powiedzcie , ze sa jeszcze normalni mezczyzni!!! ja od czterech lat po rozstaniu z psychofagiem spotykam samych popaprancow. A moze to dlatego , ze oczy mi sie otworzyly i juz nie jestem naiwna tylko widze ten caly syf!!! LOBOZE!!!

Wiesz co, myway, sama bym chciała, żeby ktoś mnie podbudował. Ja co prawda jestem sama "dopiero" od 9 m-cy i jeszcze nie całkiem  się pozbierałam, ale tez mam wrażenie, ze wokół sami loserzy jak to mówi Zazdrość. Zaczęłam przyzwyczajac się do mysli, że istnieje opcja, że już nie zwiążę się z żadnym mężczyzną, bo wolę byc sama niż z następnym dupkiem. Kolejna sprawa to brak zaufania, boję się, ze już nie jestem w stanie zaufać. A sam seks dla seksu? Nigdy tego nie umiałam, zawsze najpierw zakochiwałam się bez pamięci. Może czas się nauczyć?

No wlasnie powoli sie tez na taka opcje nastawiam , ze nie bedzie juz nikogo, a seks bez uczuc probowalam... niestety czuje sie po nim jak ostatnia szmata, a jak sie tego nauczyc nie wiem, chyba musialabym sie zmienic w zimna suke,a ta opcja mi tez nieodpowiada. Zaufanie to chyba mozne miec tylko dzieki dzieciecej naiwnosci.
Juz jakis czas obserwuje zwiazki wsrod znajomych i powiem ci maskakra!!! Tak naprawde wiele kobiet kocha za bardzo, a faceci no wlasnie Dramat!!!
Zaden z nich , a powiem , ze znam bardzo duzo osob, nie jest do konca wierny. tzn. po piwie i bez swojej kobiety w zasiegu flirtuja na maksa, wymieniaja numery telefonow,  a czesto nawet dostawiaja sie do mnie. Wiec moge stwierdzic, ze albo moja rzeczywistosc jest przez moja psyche tak wybiorcza, albo swiat sie stacza na psy!!!

3 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:

Juz jakis czas obserwuje zwiazki wsrod znajomych i powiem ci maskakra!!! Tak naprawde wiele kobiet kocha za bardzo, a faceci no wlasnie Dramat!!!
Zaden z nich , a powiem , ze znam bardzo duzo osob, nie jest do konca wierny. tzn. po piwie i bez swojej kobiety w zasiegu flirtuja na maksa, wymieniaja numery telefonow,  a czesto nawet dostawiaja sie do mnie. Wiec moge stwierdzic, ze albo moja rzeczywistosc jest przez moja psyche tak wybiorcza, albo swiat sie stacza na psy!!!

Niestety muszę stwierdzić że świat zmierza ku zagładzie jeśli chodzi o wierność i stabilność w związku. Żyjemy w czasach kiedy flirt, seks i wszystkie związane z tym pokusy są w zasięgu ręki. Cieszymy się z postępu techniki ale to Ona rujnuje i zabiera nam to co najcenniejsze - nasz czas i życie prywatne. Dzisiaj poderwać kogoś to żaden problem, wystarczy puścić wirtualne oczko i się zaczyna karuzela. Im częściej robi się coś na próbę tym mniej człowiek ma przed tym oporów i wydaje mu się, że w każdej chwili może powiedzieć STOP! To jest jak woda na młyn.

3 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mirella napisał/a:
myway napisał/a:

Juz jakis czas obserwuje zwiazki wsrod znajomych i powiem ci maskakra!!! Tak naprawde wiele kobiet kocha za bardzo, a faceci no wlasnie Dramat!!!
Zaden z nich , a powiem , ze znam bardzo duzo osob, nie jest do konca wierny. tzn. po piwie i bez swojej kobiety w zasiegu flirtuja na maksa, wymieniaja numery telefonow,  a czesto nawet dostawiaja sie do mnie. Wiec moge stwierdzic, ze albo moja rzeczywistosc jest przez moja psyche tak wybiorcza, albo swiat sie stacza na psy!!!

Niestety muszę stwierdzić że świat zmierza ku zagładzie jeśli chodzi o wierność i stabilność w związku. Żyjemy w czasach kiedy flirt, seks i wszystkie związane z tym pokusy są w zasięgu ręki. Cieszymy się z postępu techniki ale to Ona rujnuje i zabiera nam to co najcenniejsze - nasz czas i życie prywatne. Dzisiaj poderwać kogoś to żaden problem, wystarczy puścić wirtualne oczko i się zaczyna karuzela. Im częściej robi się coś na próbę tym mniej człowiek ma przed tym oporów i wydaje mu się, że w każdej chwili może powiedzieć STOP! To jest jak woda na młyn.

No wlasnie!!! Wiekszosc wszystkich zdrad i romansow albo zaczyna sie albo kwitnie przez internet i komorki!!!I prawda jest to, ze im wiecej sie o tym mowi i slyszy, albo robi tym mniejsze ma sie wyrzuty sumienia!

3 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:
karen napisał/a:
myway napisał/a:

zycze sobie jak najmniej dolow zwiazanych z brakiem seksu od .... wstyd sie przyznac. Kochane podbodujecie mnie na duchu i powiedzcie , ze sa jeszcze normalni mezczyzni!!! ja od czterech lat po rozstaniu z psychofagiem spotykam samych popaprancow. A moze to dlatego , ze oczy mi sie otworzyly i juz nie jestem naiwna tylko widze ten caly syf!!! LOBOZE!!!

Wiesz co, myway, sama bym chciała, żeby ktoś mnie podbudował. Ja co prawda jestem sama "dopiero" od 9 m-cy i jeszcze nie całkiem  się pozbierałam, ale tez mam wrażenie, ze wokół sami loserzy jak to mówi Zazdrość. Zaczęłam przyzwyczajac się do mysli, że istnieje opcja, że już nie zwiążę się z żadnym mężczyzną, bo wolę byc sama niż z następnym dupkiem. Kolejna sprawa to brak zaufania, boję się, ze już nie jestem w stanie zaufać. A sam seks dla seksu? Nigdy tego nie umiałam, zawsze najpierw zakochiwałam się bez pamięci. Może czas się nauczyć?

No wlasnie powoli sie tez na taka opcje nastawiam , ze nie bedzie juz nikogo, a seks bez uczuc probowalam... niestety czuje sie po nim jak ostatnia szmata, a jak sie tego nauczyc nie wiem, chyba musialabym sie zmienic w zimna suke,a ta opcja mi tez nieodpowiada. Zaufanie to chyba mozne miec tylko dzieki dzieciecej naiwnosci.
Juz jakis czas obserwuje zwiazki wsrod znajomych i powiem ci maskakra!!! Tak naprawde wiele kobiet kocha za bardzo, a faceci no wlasnie Dramat!!!
Zaden z nich , a powiem , ze znam bardzo duzo osob, nie jest do konca wierny. tzn. po piwie i bez swojej kobiety w zasiegu flirtuja na maksa, wymieniaja numery telefonow,  a czesto nawet dostawiaja sie do mnie. Wiec moge stwierdzic, ze albo moja rzeczywistosc jest przez moja psyche tak wybiorcza, albo swiat sie stacza na psy!!!

Myway,

Straszne jest to co piszesz sad sad sad

Wkurzaja mnie kobiety, ktore tak rozpieszczaja facetow. Choc bylam w kilkuletnim zwiazku, nikomu nie pralam, nie prasowalam. Czesem lubilam gotowac, ale robilam to i robie to nie dla faceta, ale glownie dla siebie. Trzeba byc egoistka.
Serio faceci nie doceniaja dobrych kobiet. Te ktore sa 'zle' zimne i wyrachowane, zawsze zgarniaja dobrych facetow. Nie bardzo wiem czemu, ale tak czesto jest.

Prawda jest tez taka, ze faceci zdradzaja najczesciej z kobietami, ktore tez sa juz zajete.

Ludzie maja bardzo niskie wartosci moralne.

3 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mirella napisał/a:

Żyjemy w czasach kiedy flirt, seks i wszystkie związane z tym pokusy są w zasięgu ręki. Cieszymy się z postępu techniki ale to Ona rujnuje i zabiera nam to co najcenniejsze - nasz czas i życie prywatne. Dzisiaj poderwać kogoś to żaden problem, wystarczy puścić wirtualne oczko i się zaczyna karuzela. Im częściej robi się coś na próbę tym mniej człowiek ma przed tym oporów i wydaje mu się, że w każdej chwili może powiedzieć STOP! To jest jak woda na młyn.

Dokładnie tak jest. Nie ma czasu na normalne przechodzenie etapów poznawania, zaprzyjaźniania się, nabierania zaufania, rozbudzania, podejmowania odpowiedzialności. A bez tego tworzą się związki bez fundamentów i byle podmuch je burzy, bo przecież tuż za rogiem czeka kolejna łatwa zdobycz... po co trudzić się, po co czekać, poznawać, jak można mieć wszystko zaraz, natychmiast. Tylko czy wszystko? A może bardzo niewiele - namiastkę więzi, iluzję miłości. My, potrafiące mocno kochać (mówi się, że za mocno) nie pasujemy do takiego schematu.

3 539

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
mirella napisał/a:

Żyjemy w czasach kiedy flirt, seks i wszystkie związane z tym pokusy są w zasięgu ręki. Cieszymy się z postępu techniki ale to Ona rujnuje i zabiera nam to co najcenniejsze - nasz czas i życie prywatne. Dzisiaj poderwać kogoś to żaden problem, wystarczy puścić wirtualne oczko i się zaczyna karuzela. Im częściej robi się coś na próbę tym mniej człowiek ma przed tym oporów i wydaje mu się, że w każdej chwili może powiedzieć STOP! To jest jak woda na młyn.

Dokładnie tak jest. Nie ma czasu na normalne przechodzenie etapów poznawania, zaprzyjaźniania się, nabierania zaufania, rozbudzania, podejmowania odpowiedzialności. A bez tego tworzą się związki bez fundamentów i byle podmuch je burzy, bo przecież tuż za rogiem czeka kolejna łatwa zdobycz... po co trudzić się, po co czekać, poznawać, jak można mieć wszystko zaraz, natychmiast. Tylko czy wszystko? A może bardzo niewiele - namiastkę więzi, iluzję miłości. My, potrafiące mocno kochać (mówi się, że za mocno) nie pasujemy do takiego schematu.

no to co robimy Karen??? bedziemy samotne do konca zycia , czy moze poszukamy sobie jakiegos okazu z dzunglii bez internetu i komory, badz eskimosa jakiegos , czy co...

3 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:

no to co robimy Karen??? bedziemy samotne do konca zycia , czy moze poszukamy sobie jakiegos okazu z dzunglii bez internetu i komory, badz eskimosa jakiegos , czy co...

Sama nie wiem smile
Na razie chyba poczekam, jeszcze nie do końca odchorowałam ostatnią znajomość z internetu, a potem może z wiekiem libido mi opadnie i problem będzie mniejszy.... bo jakoś na eskimosa, czy dzikusa z palmy nie bardzo mam ochotę hmm
Zastanawiałam się nad opcją rezygnacji z heteroseksualności, he he, tyle tu fajnych babek tongue wink

3 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
mirella napisał/a:

Żyjemy w czasach kiedy flirt, seks i wszystkie związane z tym pokusy są w zasięgu ręki. Cieszymy się z postępu techniki ale to Ona rujnuje i zabiera nam to co najcenniejsze - nasz czas i życie prywatne. Dzisiaj poderwać kogoś to żaden problem, wystarczy puścić wirtualne oczko i się zaczyna karuzela. Im częściej robi się coś na próbę tym mniej człowiek ma przed tym oporów i wydaje mu się, że w każdej chwili może powiedzieć STOP! To jest jak woda na młyn.

Dokładnie tak jest. Nie ma czasu na normalne przechodzenie etapów poznawania, zaprzyjaźniania się, nabierania zaufania, rozbudzania, podejmowania odpowiedzialności. A bez tego tworzą się związki bez fundamentów i byle podmuch je burzy, bo przecież tuż za rogiem czeka kolejna łatwa zdobycz... po co trudzić się, po co czekać, poznawać, jak można mieć wszystko zaraz, natychmiast. Tylko czy wszystko? A może bardzo niewiele - namiastkę więzi, iluzję miłości. My, potrafiące mocno kochać (mówi się, że za mocno) nie pasujemy do takiego schematu.

Mirella/ Karen,

To swieta prawda, te wszystkie technologie, fora internetowe, nasze klasy itp to wszystko jest ogromnym ulatwieniem, flirtu. Logujesz sie ... 10 minut i juz jest pelno napalonych kobiet i mezczyzn oferujacych 'milosc fizyczna' bez zobowiazan. Ja znalazlam profil mojego ex na jednym takim portalu. kiedys z ciekawosci weszlam na jego poczte ( wiem ze to zle ). Mial tam pelno maili od napalonych kobiet!!! To byl dla mnie szok. Nie przyszlo mi do glowy ze kobiety tez sa az tak asertywne w szukaniu przygod. Nie bylo w tych mailach nic romantycznego, bylo za to pelno propozycji na spotkania i 'wspolna zabawe'.

Dziwne czasy.

PS

Slyszalam ze eskimosi sie nigdy nie zdradzaja. Ich codzienne zycie to  zycie w grupie i rodzinie, pelne milosci.
Moze warto tam jechac i szukac partnera wink

3 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

no wlasnie, ale ja taka cywilizowana jestem , ze jakbym z eskimosem nie pogadala, to tez by seks byl marny... Co do znajomosci internetowych...to maskara, swego czasu probowalam dosc ostro i powiem wynik marny. 100  procent panow mialo chetke na mnie i to najlepiej odrazu , jeszcze nie znalazl sie taki, ktory nie mial by cech i to ostrych psychofaga!!! w dodatku zaloze sie, ze polowa byla zajeta:)

3 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
majusia napisał/a:

Slyszalam ze eskimosi sie nigdy nie zdradzaja. Ich codzienne zycie to  zycie w grupie i rodzinie, pelne milosci.
Moze warto tam jechac i szukac partnera wink

Eh! te kkzb neutral to eskimos ma przyjechac do Ciebie a nie Ty do niego. Nie znasz faceta a juz planujesz wyprawe dostowowawcza big_smile

3 544

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:
majusia napisał/a:

Slyszalam ze eskimosi sie nigdy nie zdradzaja. Ich codzienne zycie to  zycie w grupie i rodzinie, pelne milosci.
Moze warto tam jechac i szukac partnera wink

Eh! te kkzb neutral to eskimos ma przyjechac do Ciebie a nie Ty do niego. Nie znasz faceta a juz planujesz wyprawe dostowowawcza big_smile

To byl troszke zart wink

Absolutnie nie ma co jechac za eskimosem.

3 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak czytam was to ja chyba jestem ewenemntem, nigdy nie szukalem przygod na necie ,ogolnie to znalazlem swoja zone ale cóż 2 lata z hakiem i koniec atak juz myslalem ze zycie bedzie cudowne(dól totalny dzis nawet lasn ie pomógl)

3 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:

Co do znajomosci internetowych...to maskara, swego czasu probowalam dosc ostro i powiem wynik marny. 100  procent panow mialo chetke na mnie i to najlepiej odrazu , jeszcze nie znalazl sie taki, ktory nie mial by cech i to ostrych psychofaga!!! w dodatku zaloze sie, ze polowa byla zajeta:)

z moich może marnych wrażeń wydaje mi się,że większość tamtejszych panów to tani kobieciarze,którzy szukają ładnej ale głupiej kobiety na przygodny sex. Mogą również oferować płytkie związki,które nic tak naprawdę nie znaczą,bo są bez zobowiązań. A czy nam na nich zależy? Nie... Pragniemy miłości,która sprawia że wszystko nabiera sensu,chcemy mieć przy swoim boku faceta z krwi i kości,który potrafi kochać,szanować i dbać o nas... Ale czy znajdują się tacy na tej planecie,którzy nie są egoistami i potrafią pomyśleć o nas?
Dziś napisał do mnie z rana R.nic ważnego,ot krótki tekst,który sprawił że łzy pojawiły się w oczach"nie pisze by sprawić Ci przykrość,pisze byś wiedziała że w dzisiejszym dniu jestem z Tobą.Zawsze możesz na mnie polegać-dziś wyjątkowo". Pamiętał choć mówiłam mu o tym tylko raz...

3 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Dziś napisał do mnie z rana R.nic ważnego,ot krótki tekst,który sprawił że łzy pojawiły się w oczach"nie pisze by sprawić Ci przykrość,pisze byś wiedziała że w dzisiejszym dniu jestem z Tobą.Zawsze możesz na mnie polegać-dziś wyjątkowo". Pamiętał choć mówiłam mu o tym tylko raz...

Monia Ja też jestem z Tobą. <tuli> Słowa R. jednak były nie na miejscu, bo jak możesz na nim polegać kiedy wiesz że tak nie jest? Uwierz, byłoby chyba ci lżej na sercu gdyby tego nie napisał. Wiem, z jednej strony myślisz że fajnie - bo pamiętał, ale z drugiej przeżywasz to podwójnie. Dokopanie leżącemu. Bądź silna i dzielna a wszystko się ułoży :*

3 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Martyrs, nie płacz, bo mi sie jeszcze Ciebie szkoda zacznie robić. A co to znaczy, że "lans nie pomógł"? Tobie nie pomógł ale może nam pomoże. Jak TO się robi?

3 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Dziś napisał do mnie z rana R.nic ważnego,ot krótki tekst,który sprawił że łzy pojawiły się w oczach"nie pisze by sprawić Ci przykrość,pisze byś wiedziała że w dzisiejszym dniu jestem z Tobą.Zawsze możesz na mnie polegać-dziś wyjątkowo". Pamiętał choć mówiłam mu o tym tylko raz...

To ma chłopak dobrą głowę - musi pamiętać o ważnych datach dwóch kobiet. Sorry, ale musiałam to powiedzieć dla otrzeźwienia.

3 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To było mile że pamiętał. Jednakże dziś nie zamierzam się zastanawiać,głębiej analizować czy jego zachowanie i wiadomość były dobre czy nie... Czy podniosły mnie na duchu czy nie... Dziś liczy się tylko jedno wspomnienie...

3 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Martyrs, nie płacz, bo mi sie jeszcze Ciebie szkoda zacznie robić. A co to znaczy, że "lans nie pomógł"? Tobie nie pomógł ale może nam pomoże. Jak TO się robi?

No wlasnie o co chodzi z tym lansem??? Tez chcialabym wiedziec.

3 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja tez jakos nigdy sie nie lansuje a ze ,jestem przystojny mialem dla kogo a teraz cóż nie mam chęci sie golic a co dopiero lasnowac,musiałbym poznać kogoś ale jakoś nie chce mi sie i jakoś nie mam chęci,bo o czym  miałbym niby rozmawiać że chcialbym wrócic ,ale mam dziś ciężki dzień ,mam taką chęć zadzwonić że szok  tylko zastanawiam się po co,2 miesiące to długi czas......

3 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monia,

Nie przykladaj wagi do tych slow. Czy cos sie zmienilo miedzy toba a ex? Czy wciaz jest z inna?
Jesli tak. To jego zachowanie jest nie na miejscu. To manipulacja, pewnie mysli wysle ci co jakis czas, smsa. Tak bys byla w zasiegu. Zrobi z siebie bohatera i mysli ze bedziesz w zapasie. Moze jestes dla niego planem B? Wiem co mowie, bo moj ex tez takie rzeczy robil, gral na moich uczuciach. A tak naprawde czy cos z tego wynika??? Czy chce do Ciebie wrocic.

3 554 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-04 17:01:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Odzyskałam laptopka big_smile
Pan Bartek (tak, to już drugi mężczyzna zajmujący się laptopem) stanął na głowie i MAM!
Powiedziałam, że ma moją wdzięczność do końca zycia, jest moim bohaterem i PRAWIE  powiedziałam, że go kocham. tongue

Nie ma to jak działka  big_smile

3 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
martyrs napisał/a:

Tak czytam was to ja chyba jestem ewenemntem, nigdy nie szukalem przygod na necie ,ogolnie to znalazlem swoja zone ale cóż 2 lata z hakiem i koniec atak juz myslalem ze zycie bedzie cudowne(dól totalny dzis nawet lasn ie pomógl)

Wiesz, mysmy juz mialy w tym watku kilku ewenementow big_smile

3 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Odzyskałam laptopka big_smile

Nie ma to jak działka  big_smile

Hmmm - a czego działka mogę spytać?
Bo ja jakaś taka "nieżyciowa" bywam hmm

3 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Was działka big_smile Jesteście moim narkotykiem big_smile

3 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Odzyskałam laptopka big_smile

Nie ma to jak działka  big_smile

Hmmm - a czego działka mogę spytać?
Bo ja jakaś taka "nieżyciowa" bywam hmm

Chyba nie chodziło o działkę rekreacyjną. Mogę domniemywać, że chodzi o narkotyk, toksynę, wciąg - no wiesz, sztachnęła się kobieta mężczyzną big_smile

3 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Was działka big_smile Jesteście moim narkotykiem big_smile

Aaaaa. My!!! A ja zaraz o facetach big_smile

Martyrs, nie martw się, ja też się dawno nie goliłam i w spodniach muszę chodzić.

3 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Mogę domniemywać, że chodzi o narkotyk, toksynę, wciąg - no wiesz, sztachnęła się kobieta mężczyzną big_smile

Wiecie co? Jesteście beznadziejnie nie-pomocne big_smile
Jak już ogarnę troszkę swoje kosmate myśli, to albo Karen mi przesyła foty umięśnionych ciach, albo Tarantella wmawia jakieś niecne czyny hmm
I jak ma mi być lepiej? hmm

3 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Martyrs, nie martw się, ja też się dawno nie goliłam i w spodniach muszę chodzić.

Popuściłam sobie ze śmiechu big_smile

3 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

majusia szczerze naprawdę nie chce się dziś zastanawiać nad tym czy jego słowa miały na celu ukazanie mi że nadal ma mnie w garsci czy może chce pokazać jakąś dobra swoją cechę... Na to dziś nie mam głowy.

niekochana jak dobrze,że masz już swój sprzecik i możesz z nami przebywać częściej. Jakby nie patrzeć ten Bartek to przynajmniej jeden facet który stanął na wysokości zadania i wziął się porządnie do pracy,w tym wypadku naprawiając Twój laptop;)  a tak tak my potrafimy uzależniać jak narkotyk:P

3 563 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2011-07-04 19:33:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monia Jestem dziś z Tobą, całą sobą. Po prostu, trzymaj się dzielnie.
Niekochana - dobrze, że sprzęt naprawiony, my też jesteśmy bardzo zobowiązane smile

Co do sabatu - najprawdopodobniej w piątek będzie urlop, cały czas nie znam terminu przeprowadzki. Nie jest to do końca zależne ode mnie. Myślę, że w ciągu 2-3 dni się wszystko wyjaśni.

Czytam dziś "Toksyczne słowa" - skóra cierpnie mi na ciele, nawet się popłakałam, jejku, ta książka jest o mnie! Mogłabym całą sobą posłużyć za przykład sad to dość smutne.

Za godzinę będę chyba umierała z nerwów, od jutra mam zamiar zacząć nowe życie.
Jestem przerażona, a jednocześnie zdeterminowana.

Cała się trzęsę i ogólnie czuję się kiepsko. Chwilami nie mogę sama siebie znieść sad

Jednak dominuje przekonanie, że ta druga strona się nie pojawi i zostanie to niewypowiedziane.

3 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Jednak dominuje przekonanie, że ta druga strona się nie pojawi i zostanie to niewypowiedziane.

Czasami milczenie jest najjaśniejszą odpowiedzią smile

3 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

nie no , nie!!!! jak to mozliwe, ze toksyna nadal daj eznac o sobie???? czy to sie nigdy nie skonczy z jego strony? wlasnie synek wrocil od taty i rzucil mi tekstem, ze tata moze sie znowu we mnie zakocha, bo tak mowil i on wtedy bedzie mial braciszka!!!! ja pier.....le!!! trzymajcie mnie bo niewytrzymam!

3 566

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja jak w piątek na tej imprezie usłyszałam, jak jeszczemąż mówi "To moja żona" - myślałam, że puszczę pawia. Poważnie.

3 567

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Ja jak w piątek na tej imprezie usłyszałam, jak jeszczemąż mówi "To moja żona" - myślałam, że puszczę pawia. Poważnie.

wiesz z takimi tekstami to ja juz mialam przeboje, ale wpuszczanie w maliny swojego 8 letniego  dziecka to juz jest ostry schiz!!!
maly i tak ma ciezko, bo wychowuje go kompletnie sama bez pomocy rodziny i w obcym kraju!!! a robienie mu tego typu nadzieji to poprostu maskara!!!

Psychopata je...ny!!! sorry ale mnie nosi urwalabym mu wiszace ego i zeby bolalo!!!

3 568 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-04 22:32:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Drogie Siostry,
Muszę Was zmartwić (a może ucieszyć?). Wypisuję się z naszej grupy. Terapeutka z Kobiecych serc powiedziała mi, że nie rozpoznaje we mnie zespołu uzależnienia od psychofaga więc ja się tu nie nadaję. Co prawda emocje mnie przy nim trzymają i mam niewątpliwe SKŁONNOŚCI DO UZALEZNIENIA a psychofag był wyjątkowo toksyczny co przejawiło się w aktualnym stanie odstawiennym ale jednak ze względu na dużą samoświadomość problemu ogarnęłam temat odstawienia toksyny, czyli że ogaraniam problem więc nadaję się tylko jako pacjentka do rozowoju osobowości a nie do leczenia z uzależnienia. Hmmmm. Muszę to przetrawić. Czyżbym nie była tym kim byłam? Psychofag mnie wyleczył?
Dobra, ze względu na nieoczywistość diagnozy zostaję big_smile big_smile big_smile Nastraszyłam Was nie?
A swoją drogą fajna babeczka. Zapisałam dużo z tego co mówiła. Jest terapeutką Gestald - zupełnie inna gadka niż z tą "szybą", która terapeutyzowała mnie do tej pory. Normalna interakcja, trafione pytania, zmuszające do zastanowienia się nad motywacjami, mechanizmami. Wystawiła wysoką ocenę naszego samoratownictwa i doboru lektur. Informacja dla nas istotna - kroczymy dobrą drogą do uleczenia.
Forma też fajna - widzimy się w kamerce, słyszalność perfekcyjna - ona w krk ja w wawie a jakbyśmy na jednej kanapie siedziały.

Było dla mnie budujące, że wiele moich (naszych) spostrzeżeń znajduje potwierdzenie w pojmowaniu uczonej osoby - odnośnie pasożytów (psychofagów), naszych stanów popromiennych nabytych dzięki nim. Cudowna wiadomość - z tego się wychodzi i to jeszcze mądrzejszym, pełniejszym, dojrzalszym.

Zadała mi intrygujące pytanie, które powinna sobie zadać każda z nas (praca domowa): Jakie korzyści (emocjonalne, może finansowe, może bytowe) ma kobieta uzależniona od psychofaga? Takie korzyści czerpie ze związku z psychofagiem czerpie podobno nawet kobieta dzień w dzień maltretowana. Ten związek zaspokaja jakieś jej potrzeby skoro w nim trwa. Pytanie: jakie? Odpowiedź na to pytanie pozwala uruchomić machinę samoobronną. Kiedy się dowiemy, co ON nam daje TAKIEGO, to może będziemy potrafiły tego poszukać w sobie albo gdzieś na zewnątrz ale tym razem świadomie, już nie naszym kosztem tylko na naszą korzyść.

Będę nad tym wytężenie myśleć cały tydzień - do kolejnego poniedziałku, kiedy to jestem z nią umówiona na kolejne "spotkanie". Hmmm. Jaką moją głęboką potrzebę zapokajał psychofag?

Apropos - był tu dziś (wicie rozumicie - kolejna porcja formalności do załatwienia - mówię, im więcej milczenia i wstrzemięźliwości z naszej strony tym więcej pasji z ich strony). Znów zadziałał mechanizm samoobronny - rzeczowo, życzliwie, bez mazgajzstwa, drążenia. Rozmowa oczywiście zeszła na "tematy" ale mam taką orientację na tych 90 dni, że nie pozwoliłam mu się zbliżyć do swojego "środka", nie pozwoliłam mu naruszyć względnej stabilności tych z trudem już wypracowanych 14 dni, że to było tak jak by go tu w ogóle nie było. Nie pozowałam na wyluzowaną hojraczkę wyleczoną z uczucia do niego ale też nie dałam mu cienia wątpliwości, że podjęta decyzja pozostaje w mocy. Okazuje się, że przy odpowiedniej motywacji "zero kontaktu" można zastosować nawet wchodząc w kontakt. Oczywiście sztachnęłam się jego cierpiętniczą miną, dopytywaniem się o to czy kogoś mam, jego obwinianiem się, że wszystko spieprzył. Miło było posłuchać, że to mówi ale jeszcze milej było mieć świadomość, że JA JUŻ WIEM, że to tylko kolejne słowa i manipulacja a nie jego autentyczne uczucia, przemyślenia.

I na koniec powiem Wam najważniejszą rzecz, którą dziś powiedziała mi pani Aneta - pozostawanie z czynnym psychofagiem, który nie ma świadomości swojego upośledzenia (charakteropatii, skrzywień, socjopatii) i nie rozpoczął ŚWIADOMEGO (czyt. niewymuszonego) leczenia sam z siebie nie doprowadzi do zmiany relacji w danym związku. Dopiero dramatyczna zmiana w jego życiu i podjęcie odpowiednich kroków, również zainicjowanych przez niego samego, zmusza go do zmian. Pasożyt nie widzi powodu do wprowadzania zmian, dopóki pozostaje przy nim źródło jego pasożytnictwa - np. żona, którą zawsze bił i nadal można bić bo ona nie odchodzi, partnerka, którą zdradzał i ona pozostając z nim nadal daje mu przyzwolenie do zdrad, albo taka, na którą można się wulgarnie wydzierać i ona to łyka. Taki pasożyt będzie nadal pasożytował w wybrany przez siebie sposób na danej kobiecie, bo nie ma motywacji do zmian. Jeśli odejdzie od niego dana kobieta a nie znajdzie się żadna inna osoba, na której można będzie żerować wówczas pasożyt MOŻE się zacznie zastanawiać nad koniecznością wprowadzenia zmian w sobie.
Tak więc - gdybym nawet wpuściła psychofaga ponownie do mojego życia, to on nadal robiłby to samo tylko może w trochę zmienionej, udoskonalonej konfiguracji, bo ja, jako żywicielka pasożyta dałam już raz przyzwolenie na to, co mi robił i w nim wyrobił się niejako mechanizm "jazdy" na mnie. I to się niestety wielokrotnie potwierdziło - za każdym razem, kiedy "ostatni raz" mu wybaczałam, on wracał do starego układu ja-blondi.

Nie wiem, czy Was nie zanudziłam, ale jestem pod dużym wrażeniem tej dzisiejszej sesji. Troszku odżyłam. Pytanie tylko, czy dzięki sztachnięciu, czy dzięki terapii. Ależ co ja gadam? Przecież ja nie jestem uzależniona, ja TYLKO MAM SKŁONNOSCI big_smile big_smile big_smile (Muszę to sobie częściej powtarzać, czego życzę każdej z Was, bo mnie taka świadomość lepiej robi - nie mam raka płuc tylko zapalenie górnych dróg oddechowych)

3 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wszystko duszkiem przeczytałam. Obiecuję publicznie- po wakacjach zapisuję się do ich grupy terapeutycznej. Czytam "Nałogową miłość" Herzyk i znów dostałam kopa. Wezmę na sabat - poczytam Wam o sobie, znajdę tez coś o Was wink

3 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dodaję notkę pomocną w określeniu typu Waszego pasożyta big_smile:

Pasożyt ? organizm cudzożywny, który wykorzystuje stale lub okresowo organizm żywiciela jako źródło pożywienia i środowisko życia.

Pasożytnictwo to oddziaływanie antagonistyczne między organizmami, które przynosi korzyść jedynie pasożytowi; żywicielowi, zwanemu czasem gospodarzem, związek ten przynosi wyłącznie szkody (straty substancji odżywczych, destrukcja tkanek, zatrucie produktami przemiany materii pasożyta itp.). Pasożyt może doprowadzić organizm żywiciela do wyniszczenia, a nawet śmierci.

Rodzaje pasożytów[edytuj]

Ze względu na stopień zależności od żywiciela pasożyty dzieli się na:
fakultatywne, okolicznościowe, względne ? mogące rozwijać się zarówno na żywych organizmach, jak również na materii nieożywionej. Forma odżywiania zależy od predyspozycji genetycznych, dostępu do rośliny żywicielskiej, jej podatności na zakażenie oraz warunków pogody
obligatoryjne, ścisłe, bezwzględne i względne ? mogące rozwijać się w fazie wegetatywnej tylko w lub na organizmach żywych. Poza organizmem żywiciela pasożyty te mogą przetrwać tylko jako niektóre formy rozwojowe organizmu ? przetrwalniki.

Ze względu na środowisko życia pasożyty dzieli się na:
pasożyty zewnętrzne (ektopasożyty),
pasożyty wewnętrzne (endopasożyty).

Ze względu na czas trwania związku z żywicielem pasożyty dzieli się na:
pasożyty stałe ? bytujące na lub w organizmie żywiciela,
pasożyty czasowe ? wykorzystujące żywiciela okresowo, np. podczas pobierania pokarmu (kleszcze, pijawki) lub w larwalnych stadiach rozwojowych (gzy).

3 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Drogie Siostry,
Muszę Was zmartwić (a może ucieszyć?). Wypisuję się z naszej grupy. Terapeutka z Kobiecych serc powiedziała mi, że nie rozpoznaje we mnie zespołu uzależnienia od psychofaga więc ja się tu nie nadaję. Co prawda emocje mnie przy nim trzymają i mam niewątpliwe SKŁONNOŚCI DO UZALEZNIENIA a psychofag był wyjątkowo toksyczny co przejawiło się w aktualnym stanie odstawiennym ale jednak ze względu na dużą samoświadomość problemu ogarnęłam temat odstawienia toksyny, czyli że ogaraniam problem więc nadaję się tylko jako pacjentka do rozowoju osobowości a nie do leczenia z uzależnienia. Hmmmm. Muszę to przetrawić. Czyżbym nie była tym kim byłam? Psychofag mnie wyleczył?
Dobra, ze względu na nieoczywistość diagnozy zostaję big_smile big_smile big_smile Nastraszyłam Was nie?
A swoją drogą fajna babeczka. Zapisałam dużo z tego co mówiła. Jest terapeutką Gestald - zupełnie inna gadka niż z tą "szybą", która terapeutyzowała mnie do tej pory. Normalna interakcja, trafione pytania, zmuszające do zastanowienia się nad motywacjami, mechanizmami. Wystawiła wysoką ocenę naszego samoratownictwa i doboru lektur. Informacja dla nas istotna - kroczymy dobrą drogą do uleczenia.
Forma też fajna - widzimy się w kamerce, słyszalność perfekcyjna - ona w krk ja w wawie a jakbyśmy na jednej kanapie siedziały.

Było dla mnie budujące, że wiele moich (naszych) spostrzeżeń znajduje potwierdzenie w pojmowaniu uczonej osoby - odnośnie pasożytów (psychofagów), naszych stanów popromiennych nabytych dzięki nim. Cudowna wiadomość - z tego się wychodzi i to jeszcze mądrzejszym, pełniejszym, dojrzalszym.

Zadała mi intrygujące pytanie, które powinna sobie zadać każda z nas (praca domowa): Jakie korzyści (emocjonalne, może finansowe, może bytowe) ma kobieta uzależniona od psychofaga? Takie korzyści czerpie ze związku z psychofagiem czerpie podobno nawet kobieta dzień w dzień maltretowana. Ten związek zaspokaja jakieś jej potrzeby skoro w nim trwa. Pytanie: jakie? Odpowiedź na to pytanie pozwala uruchomić machinę samoobronną. Kiedy się dowiemy, co ON nam daje TAKIEGO, to może będziemy potrafiły tego poszukać w sobie albo gdzieś na zewnątrz ale tym razem świadomie, już nie naszym kosztem tylko na naszą korzyść.

Będę nad tym wytężenie myśleć cały tydzień - do kolejnego poniedziałku, kiedy to jestem z nią umówiona na kolejne "spotkanie". Hmmm. Jaką moją głęboką potrzebę zapokajał psychofag?

Apropos - był tu dziś (wicie rozumicie - kolejna porcja formalności do załatwienia - mówię, im więcej milczenia i wstrzemięźliwości z naszej strony tym więcej pasji z ich strony). Znów zadziałał mechanizm samoobronny - rzeczowo, życzliwie, bez mazgajzstwa, drążenia. Rozmowa oczywiście zeszła na "tematy" ale mam taką orientację na tych 90 dni, że nie pozwoliłam mu się zbliżyć do swojego "środka", nie pozwoliłam mu naruszyć względnej stabilności tych z trudem już wypracowanych 14 dni, że to było tak jak by go tu w ogóle nie było. Nie pozowałam na wyluzowaną hojraczkę wyleczoną z uczucia do niego ale też nie dałam mu cienia wątpliwości, że podjęta decyzja pozostaje w mocy. Okazuje się, że przy odpowiedniej motywacji "zero kontaktu" można zastosować nawet wchodząc w kontakt. Oczywiście sztachnęłam się jego cierpiętniczą miną, dopytywaniem się o to czy kogoś mam, jego obwinianiem się, że wszystko spieprzył. Miło było posłuchać, że to mówi ale jeszcze milej było mieć świadomość, że JA JUŻ WIEM, że to tylko kolejne słowa i manipulacja a nie jego autentyczne uczucia, przemyślenia.

I na koniec powiem Wam najważniejszą rzecz, którą dziś powiedziała mi pani Aneta - pozostawanie z czynnym psychofagiem, który nie ma świadomości swojego upośledzenia (charakteropatii, skrzywień, socjopatii) i nie rozpoczął ŚWIADOMEGO (czyt. niewymuszonego) leczenia sam z siebie nie doprowadzi do zmiany relacji w danym związku. Dopiero dramatyczna zmiana w jego życiu i podjęcie odpowiednich kroków, również zainicjowanych przez niego samego, zmusza go do zmian. Pasożyt nie widzi powodu do wprowadzania zmian, dopóki pozostaje przy nim źródło jego pasożytnictwa - np. żona, którą zawsze bił i nadal można bić bo ona nie odchodzi, partnerka, którą zdradzał i ona pozostając z nim nadal daje mu przyzwolenie do zdrad, albo taka, na którą można się wulgarnie wydzierać i ona to łyka. Taki pasożyt będzie nadal pasożytował w wybrany przez siebie sposób na danej kobiecie, bo nie ma motywacji do zmian. Jeśli odejdzie od niego dana kobieta a nie znajdzie się żadna inna osoba, na której można będzie żerować wówczas pasożyt MOŻE się zacznie zastanawiać nad koniecznością wprowadzenia zmian w sobie.
Tak więc - gdybym nawet wpuściła psychofaga ponownie do mojego życia, to on nadal robiłby to samo tylko może w trochę zmienionej, udoskonalonej konfiguracji, bo ja, jako żywicielka pasożyta dałam już raz przyzwolenie na to, co mi robił i w nim wyrobił się niejako mechanizm "jazdy" na mnie. I to się niestety wielokrotnie potwierdziło - za każdym razem, kiedy "ostatni raz" mu wybaczałam, on wracał do starego układu ja-blondi.

Nie wiem, czy Was nie zanudziłam, ale jestem pod dużym wrażeniem tej dzisiejszej sesji. Troszku odżyłam.

super!!! dzieki za relacje i prosze o wiecej bede sie terapeutowac razem z toba!!!
ja na to pytanie co mi dal psychofag odpowiedzialam juz dawno.

Typ arogancki i bez skrupulow- czytaj poczucie bezpieczenstwa nikt mu nie podskoczy
Typ karierowicz mimo ze po trupach- czytaj nie musze sie trudzic i brac udzialu w wyscigu szczurow, on to zrobi za mnie a ja bede korzystala
Typ narcystyczny- czytaj swiatowy o duzych wplywach i znajomosciach ,ktore moga byc rowniez moje
Typ numer 1- fajnie byc z numer jeden , bo sie automatycznie wchodzi na podest
Typ arystokratyczny- rodzina z tradycjami i obfita, czego nigdy nie mialam a za czym zawsze tesknilam
Typ ponaddziwekowa inteligencja- co czyni mnie rowniez automatycznie super mozgiem , bo jest ze mna.czytaj niedowartosciowanie , kompleksy
pozdrawiam

3 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Drogie Siostry,
Muszę Was zmartwić (a może ucieszyć?). Wypisuję się z naszej grupy. Terapeutka z Kobiecych serc powiedziała mi, że nie rozpoznaje we mnie zespołu uzależnienia od psychofaga więc ja się tu nie nadaję. Co prawda emocje mnie przy nim trzymają i mam niewątpliwe SKŁONNOŚCI DO UZALEZNIENIA a psychofag był wyjątkowo toksyczny co przejawiło się w aktualnym stanie odstawiennym ale jednak ze względu na dużą samoświadomość problemu ogarnęłam temat odstawienia toksyny, czyli że ogaraniam problem więc nadaję się tylko jako pacjentka do rozowoju osobowości a nie do leczenia z uzależnienia. Hmmmm. Muszę to przetrawić. Czyżbym nie była tym kim byłam? Psychofag mnie wyleczył?
Dobra, ze względu na nieoczywistość diagnozy zostaję big_smile big_smile big_smile Nastraszyłam Was nie?

Mnie bardzo przestraszyłaś smile
Ale też przez chwilę ucieszyłam się, że skoro Ty nie masz zespołu uzaleznienia, to ja pewnie tez nie... a tu zonk.... obie jednak mamy....
Dzięki za relacje, ważnych rzeczy się dowiedzialaś np. to że nie było innej drogi jak się rozstać... bo jednak wciąż przychodzą mysli, ze może mogloby być inaczej gdyby cośtam- cośtam....

3 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny z zespołu redakcyjnego (prawdę powiedziawszy już sama nie wiem, która z Was w nim jest oprócz mnie, Zazdrości i Niekochanej ... liczę na więcej).

O to właśnie (o czym pisze Niekochana) chciałam Was prosić na sabacie ale mogę już teraz - szykujmy z naszej literatury cytaty, które najciaśniej pasują do naszych przeżyć, uczuć, przemyśleń. Ja wiem, to wymaga czasu, ale tak sobie myślę, że takie kompendium wiedzy z naszego forum (raz) i naszych lektur (dwa) powinno być trzonem tej książki + nasze własne przemyślenia (historie). To co tu się dzieje jest naprawdę niewarygodne i niepowtarzalne. Dla nas to miejsce to taka "wyjnia" wśród swoich ale dochodzimy do naprawdę cennych rzeczy i okupiłyśmy to naszymi ciężkimi emocjami, zdrowiem psychicznym - może opis tego procesu i naszych wniosków komuś się jeszcze na tej planecie przyda?

3 574 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-04 23:02:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:

Typ arogancki i bez skrupulow- czytaj poczucie bezpieczenstwa nikt mu nie podskoczy
Typ karierowicz mimo ze po trupach- czytaj nie musze sie trudzic i brac udzialu w wyscigu szczurow, on to zrobi za mnie a ja bede korzystala
Typ narcystyczny- czytaj swiatowy o duzych wplywach i znajomosciach ,ktore moga byc rowniez moje
Typ numer 1- fajnie byc z numer jeden , bo sie automatycznie wchodzi na podest
Typ arystokratyczny- rodzina z tradycjami i obfita, czego nigdy nie mialam a za czym zawsze tesknilam
Typ ponaddziwekowa inteligencja- co czyni mnie rowniez automatycznie super mozgiem , bo jest ze mna.czytaj niedowartosciowanie , kompleksy
pozdrawiam

Ja pierdziu! A ja już od dwóch godzin chodzę, palę fajki i NIC. Myślę sobie, czyżby psychofag nie dawał mi tak zupełnie nic? Ależ dawał. Już mam zarys, ale muszę dopracować.

Jako przykład podam Wam to co mówiła pani Aneta. Są na świecie bardzo otyłe kobiety, które z tej skłonności chcą się uleczyć. I podczas terapii też muszą sobie odpowiedzieć na to pytanie - jakie mam korzyści z bycia grubą. Otóż jedna z nich znalazła w sobie NIESAMOWITĄ odpowiedź (ileż to wymaga umiejętności samooceny!!!) - stwierdziła po głębszej analizie, że tyła ... żeby zachować rodzinę, bo zawsze była wyjątkową kokietką i wiedziała, że jak niemal celowo nie straci na atrakcyjności, to w pewnym momencie zdradzi swojego męża. Tyła dla męża.

Ja tyłam, żeby psychofaga ukarać za jego obojętność i okradanie mnie z troskliwości, czułości i zainteresowania. Wiedziałam, jak ważna jest dla niego atrakcyjność partnerki więc go ukarałam - ty nie spełniasz moich potrzeb, to ja nie spełnię twoich. A prawda jest taka, że dwa lata temu przed kupieniem kolejnej szarlotki (i tego mieszkania do spółki z nim smile) powinnam była powiedzieć psychofagowi: Kochanie, fajnie było ale już nie jest. Początek był cudowny, chciałeś mnie całą, całodobowo, przez krótką chwilę dbałeś o mnie i byłeś mną zachwycony ale ci się znudziłam. Nie odpowiada mi narastająca mimo moich próśb twoja obojętność. Nie mam zamiaru ciągnąć tego związku, bo ja się roztyję, ty mnie zdradzisz a potem dostanę załamki i syndromu KKZB więc tak naprawdę twój brak odpowiedzi na moje potrzeby w efekcie końcowym zrujnuje mnie bardziej niż ciebie. Idę w świat szukać kogoś, kto będzie adekwatnie reagował na moje potrzeby póki jestem zdrowa psychicznie i zgrabna fizycznie a ty szukaj kolejnej krótkoterminowej karmicielki.

Trzeba sobie tylko zadać pytanie: jakie to mają być te moje potrzeby.

3 575 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-04 23:20:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella przyznam, że i mnie przestraszyłaś, ale całe szczęscie że nie zamierzasz zostawić nas wink
Pomysł z odpowiedzeniem sobie na pytanie(a) jaki(e) zadałaś jest bardzo ciekawy, nie omieszkam go wprowadzić w zycie i zastanowić się nad tym...
Kolejny pomysł z książką jest jak najbardziej trafny. Sama przeczytałam już 2 z naszej biblioteczki, od jutra zaczynam brać się za 3 i jestem pod wrażeniem ile podobieństw potrafię znaleźć do moich odczuć, moich myśli. Zaskakujące to wszystko... Chętni do biblioteczki dołączyłabym i Waszą wink
Ogólnie Twoja terapia i to co napisałaś jest dość interesująca. Widać kobietka zna się na rzeczy wink Dobrze że są tacy ludzie big_smile
niekochana Twoje rady są bardzo celnę czekam więc na dalsze... Do dziś pamiętam tamtą rozmowę, która wiele mi uzmysłowiła, dała kopa i ruszyła moim umysłem... Owszem, może powoli chodzi, ale zawsze do przodu wink

Posty [ 3 511 do 3 575 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 53 54 55 56 57 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026