netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 238 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 51 52 53 54 55 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 381 do 3 445 z 26 310 ]

3 381

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przeczytałam książke "Nie zależy mu na Tobie" i porady Grega przypnę sobie w pokoju jako mój modlitewnik. W prawie każdej opisanej historii znalazłam coś o sobie. A najgorsze było to, że wszystkie te nieudane związki w których byłam, zaczynały się z mojej inicjatywy. Dopiero teraz sobie to uświadomiłam i jest mi z tym fatalnie. Wchodziłam do paszczy lwa a potem płakałam że odgryzł mi rękę bo przecież chciałam go tylko pogłaskać. To ja zdobywałam facetów i czuję się z tym jak idiotka. Czy ktoś widział kiedyś żeby pułapka goniła mysz?? Ha! Oni widzieli!
Parę miesięcy temu znajoma powiedziała mi, że to facet ma robić wszystko żebyśmy czuły się szczęśliwe, kochane, docenione, seksowne i jeśli do którejś z tych rzeczy mamy wątpliwość, to szkoda marnować czas. Teraz sobie myślę że ona też czytała tą książkę... Dobra, wyciągam mój zmiksowany mózg ze ściany i wkładam gdzie jego miejsce. Może przy okazji znajdzie się brakujący element siódmej klepki.

Jadę do przyjaciółki bo zwariuję.

3 382

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

dokładnie ciesze sie na poniedziałek...wino i łzy zaje....e połączenie...

3 383

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nania napisał/a:

a ja mam korkociąg i to jedyna rzecz jaka mnie w tymmomencie cieszy...

ale pewnie nie masz wina! big_smile heheeh
Zapraszam do mnie tongue

3 384

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mirella napisał/a:

Przeczytałam książke "Nie zależy mu na Tobie" i porady Grega przypnę sobie w pokoju jako mój modlitewnik. W prawie każdej opisanej historii znalazłam coś o sobie. A najgorsze było to, że wszystkie te nieudane związki w których byłam, zaczynały się z mojej inicjatywy. Dopiero teraz sobie to uświadomiłam i jest mi z tym fatalnie. Wchodziłam do paszczy lwa a potem płakałam że odgryzł mi rękę bo przecież chciałam go tylko pogłaskać. To ja zdobywałam facetów i czuję się z tym jak idiotka. Czy ktoś widział kiedyś żeby pułapka goniła mysz?? Ha! Oni widzieli!
Parę miesięcy temu znajoma powiedziała mi, że to facet ma robić wszystko żebyśmy czuły się szczęśliwe, kochane, docenione, seksowne i jeśli do którejś z tych rzeczy mamy wątpliwość, to szkoda marnować czas. Teraz sobie myślę że ona też czytała tą książkę... Dobra, wyciągam mój zmiksowany mózg ze ściany i wkładam gdzie jego miejsce. Może przy okazji znajdzie się brakujący element siódmej klepki.

Jadę do przyjaciółki bo zwariuję.

zazdroszcze Ci masz przyjaciółke do ktorej mozesz jechac a jestem sama bo moja wyjechałą za granice jejku nie moge...nie radze sobie....

3 385

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mirella napisał/a:
Nania napisał/a:

a ja mam korkociąg i to jedyna rzecz jaka mnie w tymmomencie cieszy...

ale pewnie nie masz wina! big_smile heheeh
Zapraszam do mnie tongue

mam kochana wino ale picie w samotności to jakiś koszmar aaaaaaaaa nie mogę...ja zapraszam do siebie:-)

3 386

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mirella

u mnie dokładnie tak samo to ja zdobywałam!!!! zawsze z pozytywnym skutkiem ZAWSZE, jak teraz o tym myslę to mnie to przeraza...testowałam się???? kto nie da rady ja nie dam rady i podejmowałam wyzwanie...tylko po co??? mam teraz za swoje...

3 387

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
martyrs napisał/a:

A gdzie jest moja miłośc tarantella , pozdrawiam serdecznie

A gdzie ma być? Przy kompie siedzi i klaster za klastrem ..., sam to znasz.
To jak, Martyrs, pogadamy szczerze, jak to było z tym rozstaniem?

Mogę zacząć od siebie - spierd...łam sprawę. Dałam się uzależnić emocjonalnie od jednego faceta. Jemu się to od początku bardzo podobało, zagarnął mnie całą, nie podobali mu się moi znajomi, moje zbyt bliskie relacje z dzieckiem, moje wyjścia - miałam być cała dla niego. Takie to romantyczne było... ale potem ciasno mu zaczęło być. A im on się bardziej rozpychał w tej nagle niewygodnej symbiotycznej ciasnocie, tym ja bardziej mu nadskakiwałam i starałam się mu tę naszą duchotę odświeżaczem powietrza uprzyjemnić zamiast o czasie otworzyć okno i samej wyfrunąć zostawiaąc mu całą przestrzeń na własność. Stałam się kobietą-agresorem: dlaczego nie pamiętasz naszych żadnych ustaleń, raz do roku proszę o kupienie chleba bo jestem zajęta a ty nawet tego nie możesz zrobić, dlaczego przestaliśmy dokądkolwiek wychodzić i wyjeżdżać, może ja coś zorganizuję? nie chcesz? dlaczego nie chcesz? znów jesteś przemęczony? ostatnio ciągle jesteś przemęczony a co ja mam powiedzieć - przerzuciłeś na mnie wszystko, co się dało a nawet więcej ale ja nie narzekam? zrób mi choć raz w życiu śniadanie, nie musi być do łóżka ale chcę się czuć kobietą dla której przyjemnie jest COKOLWIEK zrobić? znów wychodzisz na siłownię? może razem pójdziemy? jakto chcesz się ODIZOLOWAĆ? cały dzień nie dzwonisz a ja mam ci tyle do opowiedzenia ... dlaczego nie możesz rozmawiać ... to po co dzwonisz? aaa, że później wrócisz .... jaka integracja? kolejna? przecież mieliśmy jechać na kajaki! Zapomniałeś?! dlaczego ja nigdy o niczym nie zapominam?

A powinnam się była zatrzymać już wtedy, kiedy pierwszy raz nie kupił tego cholernego chleba i dać sobie spokój z całą resztą.

A Ty, martyrs, jak spieprzyłeś tę sprawę? Zapomniałeś kupić chleba czy po jakiejś bandzie pojechałeś? Będę NOWĄ sobą i zapytam - wiem, że nie pijesz ale może hazard? może przepuściłeś jakąś wspólną gotówkę, a może nakryła Cię na oglądaniu pedofilskich pornosów? Eee też pewnie nie. Cóż takiego po latach z facetem może odkryć kobieta, że w chwilę po slubie otwiera okno i wyfruwa zostawiając Ci całą przestrzeń wspólną do wyłącznej dyspozycji?

A może, martrys, ona zwyczajnie zakochała się bez pamięci w kimś innym ale np. żonatym i już nie mogła mentalnie do Ciebie się nagiąć? I może wtedy zmieniłbyś zdanie w temacie alimentów na zdradzonego współmałżonka (sorry, ale muszę się odnieść do tematu z wątku "ku pokrzepieniu serc", bo ZUPEŁNIE się z Tobą nie zgadzam, jako kobieta, którą perfidnie zdradzano i wiem, że każda kasa za takie gówno to za mało ale za tę kasę przynajmniej można pójść i zrobić sobie botoks, który wyrówna bruzdy powstałe po wielomiesięcznym cierpieniu - ja już takie mam i wiem, że to prezent od psychofaga. Myślisz, że ładniej z nimi wyglądam - postarzałam się o 5 lat. To nie on, to ja po całym tym szajsie samodzielnie ponoszę koszty psychoterapii i tego też mi nikt nie zwróci. Bo żyłam z nim na nielegalu więc nie mam szans na alimenty od strony wyłącznie winnej, ale gdybym żyła na legalu to z tymi dowodami zdrad, które ustrzeliłam płaciłby mi do końca życia na psychoterapeutę prosto z Indii, spa w Szwajarii, szpilki od Loubotina i kiecki szyte na miarę.)

3 388

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Mogę zacząć od siebie - spierd...łam sprawę. Dałam się uzależnić emocjonalnie od jednego faceta. Jemu się to od początku bardzo podobało, zagarnął mnie całą, nie podobali mu się moi znajomi, moje zbyt bliskie relacje z dzieckiem, moje wyjścia - miałam być cała dla niego. Takie to romantyczne było... ale potem ciasno mu zaczęło być. A im on się bardziej rozpychał w tej nagle niewygodnej symbiotycznej ciasnocie, tym ja bardziej mu nadskakiwałam i starałam się mu tę naszą duchotę odświeżaczem powietrza uprzyjemnić zamiast o czasie otworzyć okno i samej wyfrunąć zostawiaąc mu całą przestrzeń na własność. Stałam się kobietą-agresorem: dlaczego nie pamiętasz naszych żadnych ustaleń, raz do roku proszę o kupienie chleba bo jestem zajęta a ty nawet tego nie możesz zrobić, dlaczego przestaliśmy dokądkolwiek wychodzić i wyjeżdżać, może ja coś zorganizuję? nie chcesz? dlaczego nie chcesz? znów jesteś przemęczony? ostatnio ciągle jesteś przemęczony a co ja mam powiedzieć - przerzuciłeś na mnie wszystko, co się dało a nawet więcej ale ja nie narzekam? zrób mi choć raz w życiu śniadanie, nie musi być do łóżka ale chcę się czuć kobietą dla której przyjemnie jest COKOLWIEK zrobić? znów wychodzisz na siłownię? może razem pójdziemy? jakto chcesz się ODIZOLOWAĆ? cały dzień nie dzwonisz a ja mam ci tyle do opowiedzenia ... dlaczego nie możesz rozmawiać ... to po co dzwonisz? aaa, że później wrócisz .... jaka integracja? kolejna? przecież mieliśmy jechać na kajaki! Zapomniałeś?! dlaczego ja nigdy o niczym nie zapominam?

A powinnam się była zatrzymać już wtedy, kiedy pierwszy raz nie kupił tego cholernego chleba i dać sobie spokój z całą resztą.

Spieprzyłam to dokładnie w taki sam sposób.... Ewolucja przebiegała pomiędzy jego słowami "Ufam, że kiedyś będę mógł powiedzieć o Tobie: Karen - miłość mojego życia - najcudowniejsza jego towarzyszka - żona", a "Oplatasz mnie jak ośmiornica." ....

3 389

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moja droga Trarantello ,tez spieprzylem sprawe uzaleznilem sie emocjonalnie od kobiety jak ekonomicznie ,zostawilem dla niej swoja firme ,zeby tylko byc z nia na codzie na nie dojezdzac co tydzien z sopotu do wrocka ,chcialem taka 100% rodzine bez tesknoty rozumiesz??,wiec to zrobilem, z jej sklepy zeby byly wieksze zsyki zrobilismy nocny,coz kasa byla utargi sie zwiekszyly ale jak to recesja vat23% ludzie sie przestraszyli i utargi tak od stycznia spadly o 1/3 a koszta stale byly bna poodbnym poziomie ,moja zone w tym czasie we wszystkim wyreczalem naprawde miala spokoj ,cisze mogla odpoczywac a ja jak mlody bog od rana z przerwa w dzien do nocy w sklepie ,oczywiscie milismy czas dla siebie nawet razem pracowalismy za lada,ukladalo nam sie super łóżko itd ,poprostu dobralismy sie podtym wzgledem(mam dosc duzy temperament) niektore kobiety z poprzednich zwiazkow zarzucaly mi sexolholizm,choc tak naprawde nie wiedzialy chyba co to jest, bo cz ysex 2 x dziennie to sexoholizm?? chyba nie (usredniam), w jej zyciu nikgo nie bylo,bylaosoba po przejsciach,miala bylego meza agresora ,coz bylem zupelnie kims innym,wyobraz sobie ja nigdy nie krzyknalem na nia jak i na inna kobiete ,nigdy nie ublizylem bylem taki ulegly zgadzajacy sie ,moze troche zazdrosny(atrakcyjnosc ma swoja cene  i trzeba sie z tym nauczyc zyc), jak juz napisalem nastaly ciezsze czasy trzeba bylo zacisnac pasek bo koszta te same stress itd,nie chce mojej zony oczerniac miala moze jeden mankament lubila wieczorami wstawiac czy to 0.2 wodki czy to 3 piwa,coz robila to codziennie ale nie przeszkadzalo mi to,nie probowalem jej zmieniac i w ogole ,naprawde staralem sie byc dla niej wytchnieniem i oaza spokoju,nigdy jje nieczego nei wypominalem ale patrzac w przeszlosc nie widzialem tego wczesniej byla osoba porywcza 15 min cos tam a pozniej jej przechodzilo,przepraszal itd miala wyrzuty sumienia i potrafila przy tej swojej zlosci wszystko wypomniec.No i przyszedl maj 6 dzien niedziela wszystko bylo ok wieczor super itd,pozniej poniedzialek godz 13.00 (bylem w tym czasie w hurtowni po towar} przyszly monity ze tzreba do 20 zaplacic 17.500tys ja moglem zalatwic 8 ale coz ,moja zonka poszla o 20 przemyslec sprawe i przemyslala,ze mma wyjechac i ze koneic,coz jkabym dostal obuchem w glowe, ale rano jeszcze sie do niej prztulilme nie odrzucila mnie ,poprosila mnei zebym pojechal po towar jeszcze ,pojechalem,jak wrocilem to juz byla masakra,za nieplacenie tam 2 zusow zabrali nam kredyt obrotowy 20000tys i juz byla zmina z jej strony zreszta z taka nienawiscia do mnei sie zaczela odnosci ze szok i kazal m iwyjezdzac coz nie chcialem ale zaczela straszyc itd wiec w srode wyjechalem i tyle poznie jjeszcze probowalem wszytskiego ale po mc nie ma szans,zreszta tez byla w tym moaj wina czasami bylem  co do niektorych klientow aroganski coz zmeczenie tez robilo swoje prawie dzien w dzie nod rana do nocy w sklepie ale fakt byl, moja wina tez bylo ze zaufalem jej do konca wlozylem badzo wiele w sklep w zwiazek,ozenilem sie 16 kwietnia z nia a po 3 tyg crash, ogolnie jestem osoba bezkonfliktowa w zwiazku i widocznei ona mnie nie kochala ona potrzebowala konfortu ja jej az tak duzego nie moglem dac ,(kasa) zreszta mozna bylo inaczej to rozwiazac ,proponawel rozne opcje ale to byl koniec..
ps a moglem byc do nie jchamem ,bic itd wtedy bym byl z nia napewno oczywiscie zartuje choc zart nie na miejscu ale z tego wynika ze bylem poprostu ciapkiem sluzalczym kochajacym za bardzo,pragnacym  jej szczescia ponad swoje i uzaleniajcym sie od niej emocjonalnie i ekonomicznie i przez to mam teraz jak mam 0000 i tyle ,droga tarantelllo bylem taki udcziwy ze wszytskie pieniadze wkladalem w sklepa teraz coz nawet nie zostalem doceniony pozdrawiam  i ostzregam facetow nigdy sie tak nei zakochujcie jak ja czyli na 1000% bo grozi to twarda duupa

3 390 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-01 21:55:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

Spieprzyłam to dokładnie w taki sam sposób.... Ewolucja przebiegała pomiędzy jego słowami "Ufam, że kiedyś będę mógł powiedzieć o Tobie: Karen - miłość mojego życia - najcudowniejsza jego towarzyszka - żona", a "Oplatasz mnie jak ośmiornica." ....

Najważniejsze, Karen, to nie dać się zapędzić w kozi róg poczucia winy, że to oni nas zdradzali bo to my ich ograniczałyśmy. Bo ja mam tysiąc procent pewności co w tym przypadku było pierwsze - jajko czy kura. Gdyby psychofag od początku powiedział:
- jestem labilny emocjonalnie i mam problem z wytrzymaniem w związku dłużej niż parę lat
- bardzo zapalam się do każdej kolejnej kobiety i przynoszę jej gwiazdkę z nieba, żeby ją oczarować ale szybko entuzjazm mi opada
- nie zagwarantuję ci, że twoje ciało mi się nie znudzi
- nie mam pewności, czy nie idealizuję ciebie i za jakiś czas, kiedy nie okażesz się spełnieniem moich marzeń, pójdę szukać dalej

to wtedy przynajmniej dałby mi szansę na zastanowienie się, czy ja tego chcę. On mi jednak pokazał TYLKO swojego avatara - kogoś kim chciałby być albo może kim JA bym chciała, żeby on był, żeby mnie na to złapać. A ja się łapałam jak cholera. Od początku słuchałam o swojej cudowności, o docelowości naszego związku i nawet jak COŚ zacznie się psuć to będziemy ratować, bo TAKI TO PIĘKNY TEN NASZ ZWIĄZEK. I to działało tak, że nawet nie miałam cienia wątpliwości, że oto spotkało się dwoje doświadczonych przez życie ludzi, którzy JUŻ wiedzą jakie mają priorytety i będą nimi mądrze gospodarować. A ten gnojek już za pierwszym zakrętem postanowił sobie znów poeksperymentować i jak zobaczył, że można mnie spoko okłamać, bo nie jestem podejrzliwa i kontrolująca, to dawaj eksperymentował sobie dalej z następnymi i następnymi. A nawet jak coś się omsknęło i w mojej głowie zaczęły się rodzić wątpliwości, to też zauważył, że łykam każdą największą bzdurę rzucaną mi na wytłumaczenie. Kiedy jednak moja podejrzliwość zaczęła być bardzo konkretna i moja roszczeniówka wzmagała się, wtedy okazałam się ośmiornicą.

Tak więc nasze spieprzenie polegało na tym, że dawałyśmy sobie wamawiać, manipulować sobą i łykałyśmy a dopiero potem, chcąc ratować i naprawiać stałyśmy się kobietami agresorami zamiast WYCOFAĆ SIĘ W PORĘ.

3 391

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
martyrs napisał/a:

Moja droga Trarantello ,tez spieprzylem sprawe uzaleznilem sie emocjonalnie od kobiety jak ekonomicznie ,zostawilem dla niej swoja firme ,zeby tylko byc z nia na codzie na nie dojezdzac co tydzien z sopotu do wrocka ,chcialem taka 100% rodzine bez tesknoty rozumiesz??,wiec to zrobilem, z jej sklepy zeby byly wieksze zsyki zrobilismy nocny,coz kasa byla utargi sie zwiekszyly ale jak to recesja vat23% ludzie sie przestraszyli i utargi tak od stycznia spadly o 1/3 a koszta stale byly bna poodbnym poziomie ,moja zone w tym czasie we wszystkim wyreczalem naprawde miala spokoj ,cisze mogla odpoczywac a ja jak mlody bog od rana z przerwa w dzien do nocy w sklepie ,oczywiscie milismy czas dla siebie nawet razem pracowalismy za lada,ukladalo nam sie super łóżko itd ,poprostu dobralismy sie podtym wzgledem(mam dosc duzy temperament) niektore kobiety z poprzednich zwiazkow zarzucaly mi sexolholizm,choc tak naprawde nie wiedzialy chyba co to jest, bo cz ysex 2 x dziennie to sexoholizm?? chyba nie (usredniam), w jej zyciu nikgo nie bylo,bylaosoba po przejsciach,miala bylego meza agresora ,coz bylem zupelnie kims innym,wyobraz sobie ja nigdy nie krzyknalem na nia jak i na inna kobiete ,nigdy nie ublizylem bylem taki ulegly zgadzajacy sie ,moze troche zazdrosny(atrakcyjnosc ma swoja cene  i trzeba sie z tym nauczyc zyc), jak juz napisalem nastaly ciezsze czasy trzeba bylo zacisnac pasek bo koszta te same stress itd,nie chce mojej zony oczerniac miala moze jeden mankament lubila wieczorami wstawiac czy to 0.2 wodki czy to 3 piwa,coz robila to codziennie ale nie przeszkadzalo mi to,nie probowalem jej zmieniac i w ogole ,naprawde staralem sie byc dla niej wytchnieniem i oaza spokoju,nigdy jje nieczego nei wypominalem ale patrzac w przeszlosc nie widzialem tego wczesniej byla osoba porywcza 15 min cos tam a pozniej jej przechodzilo,przepraszal itd miala wyrzuty sumienia i potrafila przy tej swojej zlosci wszystko wypomniec.No i przyszedl maj 6 dzien niedziela wszystko bylo ok wieczor super itd,pozniej poniedzialek godz 13.00 (bylem w tym czasie w hurtowni po towar} przyszly monity ze tzreba do 20 zaplacic 17.500tys ja moglem zalatwic 8 ale coz ,moja zonka poszla o 20 przemyslec sprawe i przemyslala,ze mma wyjechac i ze koneic,coz jkabym dostal obuchem w glowe, ale rano jeszcze sie do niej prztulilme nie odrzucila mnie ,poprosila mnei zebym pojechal po towar jeszcze ,pojechalem,jak wrocilem to juz byla masakra,za nieplacenie tam 2 zusow zabrali nam kredyt obrotowy 20000tys i juz byla zmina z jej strony zreszta z taka nienawiscia do mnei sie zaczela odnosci ze szok i kazal m iwyjezdzac coz nie chcialem ale zaczela straszyc itd wiec w srode wyjechalem i tyle poznie jjeszcze probowalem wszytskiego ale po mc nie ma szans,zreszta tez byla w tym moaj wina czasami bylem  co do niektorych klientow aroganski coz zmeczenie tez robilo swoje prawie dzien w dzie nod rana do nocy w sklepie ale fakt byl, moja wina tez bylo ze zaufalem jej do konca wlozylem badzo wiele w sklep w zwiazek,ozenilem sie 16 kwietnia z nia a po 3 tyg crash, ogolnie jestem osoba bezkonfliktowa w zwiazku i widocznei ona mnie nie kochala ona potrzebowala konfortu ja jej az tak duzego nie moglem dac ,(kasa) zreszta mozna bylo inaczej to rozwiazac ,proponawel rozne opcje ale to byl koniec..
ps a moglem byc do nie jchamem ,bic itd wtedy bym byl z nia napewno oczywiscie zartuje choc zart nie na miejscu ale z tego wynika ze bylem poprostu ciapkiem sluzalczym kochajacym za bardzo,pragnacym  jej szczescia ponad swoje i uzaleniajcym sie od niej emocjonalnie i ekonomicznie i przez to mam teraz jak mam 0000 i tyle ,droga tarantelllo bylem taki udcziwy ze wszytskie pieniadze wkladalem w sklepa teraz coz nawet nie zostalem doceniony pozdrawiam  i ostzregam facetow nigdy sie tak nei zakochujcie jak ja czyli na 1000% bo grozi to twarda duupa

Ściemniasz, dalej nie mówisz całej prawdy, czuję to.

3 392

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak wiem, daleka droga przede mną przezwyciężyć po pierwsze tą tęsknotę za nim, tą chęć napisania do niego bądź zadzwonienia i usłyszenia jego głosu. Cholera ta pokusa na mnie czyha!! Zastanawiam się czy w ogóle jest dla mnie jakaś szansa, czy jednak jestem już spisana na straty na początku mojej drogi ku wolności od R.? Przeżywam wewnętrzną walkę, bo z jednej strony tęsknie jak cholera - za czym? Za tym, że mogę się przytulić, usłyszeć choćby małe słówko z jego ust, które wprawiały mnie w dobry nastrój. Ale jak pomyślę - k** on się mną bawił to szlag mnie trafia i wkurzam się na... siebie! Bo byłam głupia, bo mogłam dawno powiedzieć ŻEGNAJ, a nie dawać sobą pomiatać... Choć to na niego powinnam być zła, owa złość przechodzi na mnie samą powodując w ten sposób coraz mniejszą akceptację własnego ja! Ale tak, nie boje się przyznać... JESTEM UZALEŻNIONA OD R. Wierzyłam ślepo w jego słowa, zapewnienia, które nie dawały żadnych rezultatów, które były bez pokrycia... Zawsze to ja musiałam zrozumieć go, a jak przychodziło do tego, że chciałam coś powiedzieć itp słyszałam, że musi być po jego... Och czy to naprawdę takie ciężkie? Czy ta droga naprawdę posiada tyle wyżyn i nizin tego odczucia kkzb? Oj ciężko ciężko to widzę, ale będę się starać! Mam 90 dni (no już 89) aby postarać się no może nie w pełni (nie wiem czy taki czas pozwoli mi na to) ale przynajmniej w połowie wyleczyć się z niego. Jak już będę umiała zwalczyć chęć pisania/dzwonienia to i zacznie powoli dojrzewać obojętność względem jego osoby big_smile

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... Może żadna z Was nie będzie umiała docenić mojego wyczynu, ale ja sama jestem z siebie dumna. Czemu? Samodzielnie sformatowałam komputer - bez jego pomocy! Dla mnie ten sprzęt to czarna magia i zawsze biegłam do R. z pomocą, a dziś po wielu próbach doprowadziłam mój komputerek do sprawności - jestem z siebie dumną jak bum cyk dana tongue

3 393

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... Może żadna z Was nie będzie umiała docenić mojego wyczynu, ale ja sama jestem z siebie dumna. Czemu? Samodzielnie sformatowałam komputer - bez jego pomocy! Dla mnie ten sprzęt to czarna magia i zawsze biegłam do R. z pomocą, a dziś po wielu próbach doprowadziłam mój komputerek do sprawności - jestem z siebie dumną jak bum cyk dana tongue

Też to umiem sama zrobić, jak wiele innych rzeczy np. z autem smile śmiem twierdzić, że na mojej H - znam się lepiej niż nie jeden facet smile

Za chwilkę przyjdzie mi ogarnąć całą masę papierów, wycen, kredytu i samodzielnego remontu 3 pokojowego mieszkania...
I dam radę, po coś to się dzieje!

3 394

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monia, taka nasza dola w tym okresie przejściowym - od tęsknoty do złości. Z czasem ta sinusoida będzie płytsza.

Brawko z tym komputerem. Ja takich cudów nie potrafię a chętnie bym się nauczyła. Boszz, ile ja mam do zrobienia - bębny, nauka gry na pianinie, doszkalające jazdy antypoślizgowe, kurs fotograficzny, warsztaty pisarskie, a teraz jeszcze i drugi fakultet z informatyki stosowanej.

3 395

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No ja dziś zapłaciłam za rekrutację na studia - zdecydowanie stosunki międzynarodowe (choć może powinnam studiować stosunki z pscyhofagami tongue ) oraz dziennikarstwo - na co przyjmą na to pójdę...

No kompa zrobiłam - mój pierwszy dziewiczy raz - było fajnie tongue  natomiast co do autka - to jeszcze mi daleko, ale coś tam jeszcze bym znalazła...

Masz rację Tarantella przyszedł teraz mi chyba ten najgłębszy moment, albo to dopiero początki jego tongue Ale mam nadzieję, że z czasem ona zniknie... tongue

3 396

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

zamiast WYCOFAĆ SIĘ W PORĘ.

I to jest całe sedno naszej choroby - nie wycofujemy się w porę... Musiałysmy dotknąć zdrady własnymi zmysłami, musieli nas zmasakrować, żebyśmy z nich zrezygnowały, takie byłysmy przyssane osmiornice. Ja się na niego oburzałam, jak moze tak o mnie mówić, a on własnie wtedy mówił prawdę i miał rację - ośmiornica, wszystko robił, żebym się odczepiła... a ja TWAROOOO zaciskałam oczy, zamykałam rozum, nie sluchałam intuicji, wypierałam wszelkie watpliwości i znajdowałam wytłumaczenie na wszystkie znaki, symptomy i dowody.

Ja nie mam poczucia winy.
Mam poczucie własnej głupoty i wstydu za nią.

3 397

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I Tu, Karen, muszę zacytować Anhedonię, która z kolei zacytowała inna forumowiczkę:

Zdrada jest jak wypadek samochodowy: przechodziliśmy przez ulicę przestrzegając wszelkich zasad bezpieczeństwa- a ktoś, kto również te zasady zna i powinien ich przestrzegać nas rozjechał.Najgorzej jest, jeśli przechodząc przez tę ulicę, dodatkowo trzymaliśmy za rączkę nasze dziecko! Ja wiem, że człowiek w takiej sytuacji zjada się pytaniami, czy na pewno zrobił wszystko, żeby do kolizji nie doszło.Nie ma się nad czym zastanawiać i obwiniać! Kierowca, który nas rozjechał wiedział o naszym istnieniu, nie wyskoczyliśmy przecież nie wiadomo skąd na tę jezdnię. Uderzył w nas z premedytacją, może był "pod wpływem", ale z całą pewnością wiedział, co robi.Szok , niedowierzanie, ból,łzy, utracone zaufanie, lęk, rany psychiczne, fizyczne i cały wachlarz złych doznań i emocji -to wszystko jest w nas. A sprawca? Czasem od razu ucieka, czasem się tłumaczy , czasem przeprasza,a czasem udaje, że nic się przecież nie stało! Nie ma usprawiedliwiania się! Najważniejsze jest , że to już się stało i teraz trzeba sobie poradzić z konsekwencjami wypadku! Kto był i w jakim stopniu był winny, to już jest sprawa mniejszej wagi! Obejrzyj uważnie swoje rany, objawy, jeśli jednak żyjesz, to najważniejsze wstań i zejdź z tej jezdni, żeby Cię dalej nie rozjeżdżał, przecież już widzisz, że jest do tego zdolny! Wiem,że to trudne, ale jak chcesz żyć, musisz to zrobić! A potem oceń swój stan i krok po kroku staraj się sobie pomóc. Potraktuj się z najwyższą uwagą i jako absolutny priorytet. Zastanów, może jest ktoś, kto mógłby Cię w tych pierwszych najgorszych chwilach wesprzeć, może znasz jakiegoś lekarza, jeśli nie, a ty widzisz, że mimo wysiłku nie radzisz sobie z ranami, to go poszukaj! Po prostu działaj i ratuj się jak tylko możesz! Musisz żyć i to jest najważniejsze! Przede wszystkim nie licz na to, że sprawca udzieli Ci pomocy, bo to przed nim się trzeba bronić.Nie ratuj jego, tylko siebie.

No tak, szłyśmy sobie i zagarażował w nas z pełnym impetem pijany wariat. Tak, mogłyśmy isć szybciej albo wolniej albo częściej się rozglądać, ale do k**wy nędzy było zielone światło! Miałyśmy prawo iść po tych pasach. Nie przebiegałyśmy na czerwonym np. bałamucąc cudzego męża. Więc dlatego ja sobie już wybaczyłam - wjechał we mnie pijany wariat.

3 398 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-01 23:18:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

I to jest całe sedno naszej choroby - nie wycofujemy się w porę... Musiałysmy dotknąć zdrady własnymi zmysłami, musieli nas zmasakrować, żebyśmy z nich zrezygnowały, takie byłysmy przyssane osmiornice. Ja się na niego oburzałam, jak moze tak o mnie mówić, a on własnie wtedy mówił prawdę i miał rację - ośmiornica, wszystko robił, żebym się odczepiła... a ja TWAROOOO zaciskałam oczy, zamykałam rozum, nie sluchałam intuicji, wypierałam wszelkie watpliwości i znajdowałam wytłumaczenie na wszystkie znaki, symptomy i dowody.

Ja nie mam poczucia winy.
Mam poczucie własnej głupoty i wstydu za nią.

Porównanie do ośmiornicy moim zdaniem bardzo prawdziwe. My pomimo wszystkiego dalej trzymałyśmy się tych facetów mając gdzies upokorzenie jakie nad zadali. Trzymałyśmy się mocno bo bałyśmy się stracić kogoś kogo kochamy, szanujemy, otaczamy opieką, wspieramy, pocieszamy? Dla którego jesteśmy żoną, matką jego dzieci, przyjaciółką, kochaną i kumplem... A oni? Kim oni są? Panami swojego marnego zywota! Tacy co umieją tylko mówić - przynieś, podaj, pozamiataj... Wykorzystać i porzucić, aż im się znudzimy, by przy pierwszej lepszej okazji zadać największy cios - zdradę... A gdzie oni w nas widzieli te wspomniane przeze mnie kobiety? Gdzie oni widzieli ten szacunek? Hmm... Chyba go nie umieli zauważyć, skoro nie umieją odwzajemnić... Zapewne nie posiadali lekcji z takiego przedmiotu podczas którego uczono, że kobiecie należy się szacunek, okazywanie uczuć a także traktowanie jako partnera...

http://demotywatory.pl/3128727/Czy-znasz-uczucie

Oj jak bardzo dobrze znam to uczucie... ;/

3 399 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-07-01 23:52:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej dzieciaki, wróciłam znad (chyba tak się pisze?) morza, było bosko, nawet niezła pogoda, choć wietrzna, jestem opalona ale niestety uczulenie słoneczne i tam mnie dopadło, duzo chodziłam, biegałam po piasku i rano i wieczorem a i tak 2kg w brzuchu więcej:-( ale warto było, jest mi lekko i radośnie a jutro wypadam znowu na mazury, trzymajcie się cieplutko moje kochane pa buziaczki, ciekawam jak zlot Wam się uda, niestety nie mogę w nim uczestniczyć Median a chciałabym, bye bye

A za exiem nie tęsknię ani trochę ot przeszłość, nic więcej.

3 400

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam piwko i będę zapijała smutki i przemyślenia. Chce mi się wyć. Kobieta, której z górki a głupiutka jak dziewczę.

3 401

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

I Tu, Karen, muszę zacytować Anhedonię, która z kolei zacytowała inna forumowiczkę:

Zdrada jest jak wypadek samochodowy: przechodziliśmy przez ulicę przestrzegając wszelkich zasad bezpieczeństwa- a ktoś, kto również te zasady zna i powinien ich przestrzegać nas rozjechał.Najgorzej jest, jeśli przechodząc przez tę ulicę, dodatkowo trzymaliśmy za rączkę nasze dziecko! Ja wiem, że człowiek w takiej sytuacji zjada się pytaniami, czy na pewno zrobił wszystko, żeby do kolizji nie doszło.Nie ma się nad czym zastanawiać i obwiniać! Kierowca, który nas rozjechał wiedział o naszym istnieniu, nie wyskoczyliśmy przecież nie wiadomo skąd na tę jezdnię. Uderzył w nas z premedytacją, może był "pod wpływem", ale z całą pewnością wiedział, co robi.Szok , niedowierzanie, ból,łzy, utracone zaufanie, lęk, rany psychiczne, fizyczne i cały wachlarz złych doznań i emocji -to wszystko jest w nas. A sprawca? Czasem od razu ucieka, czasem się tłumaczy , czasem przeprasza,a czasem udaje, że nic się przecież nie stało! Nie ma usprawiedliwiania się! Najważniejsze jest , że to już się stało i teraz trzeba sobie poradzić z konsekwencjami wypadku! Kto był i w jakim stopniu był winny, to już jest sprawa mniejszej wagi! Obejrzyj uważnie swoje rany, objawy, jeśli jednak żyjesz, to najważniejsze wstań i zejdź z tej jezdni, żeby Cię dalej nie rozjeżdżał, przecież już widzisz, że jest do tego zdolny! Wiem,że to trudne, ale jak chcesz żyć, musisz to zrobić! A potem oceń swój stan i krok po kroku staraj się sobie pomóc. Potraktuj się z najwyższą uwagą i jako absolutny priorytet. Zastanów, może jest ktoś, kto mógłby Cię w tych pierwszych najgorszych chwilach wesprzeć, może znasz jakiegoś lekarza, jeśli nie, a ty widzisz, że mimo wysiłku nie radzisz sobie z ranami, to go poszukaj! Po prostu działaj i ratuj się jak tylko możesz! Musisz żyć i to jest najważniejsze! Przede wszystkim nie licz na to, że sprawca udzieli Ci pomocy, bo to przed nim się trzeba bronić.Nie ratuj jego, tylko siebie.

No tak, szłyśmy sobie i zagarażował w nas z pełnym impetem pijany wariat. Tak, mogłyśmy isć szybciej albo wolniej albo częściej się rozglądać, ale do k**wy nędzy było zielone światło! Miałyśmy prawo iść po tych pasach. Nie przebiegałyśmy na czerwonym np. bałamucąc cudzego męża. Więc dlatego ja sobie już wybaczyłam - wjechał we mnie pijany wariat.

Po długiej rehabilitacji wracam do zdrowia. Szpital był idealnym miejscem na wszelakie analizy, przemyślenia, przyczyny i rekonstrukcje miejsca wypadku, ale najcenniejszą rzeczą byli lekarze którzy leczyli mnie wszystkimi możliwymi sposobami- także terapią wstrząsową. Dzisiaj dostałam receptę i wracam do domu. Zaczynam żyć "po", ale dzięki niemu wiem, że wypadek jest rzeczą bardzo dziwną - nigdy go nie ma dopóki się nie wydarzy.

3 402

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co mi daly moje nieudane, toksyczne i oplakane zwiazki
1. Dotarl do mnie moj najwiekszy problem. Ja sama w sobie.
2. Dzieki terapi poznalam wiele wartosciowych osob
3. Rozpoczelam calkiem nowe zycie, na nowych zasadach, z nowymi granicami
4. Poznalam najlepsze czarownice internetowe i nie opuszcze ich az do smierci
5. Napisze z nimi ksiazke... trala la la... fiu fiu fiu
6. Odkrylam kim jestem
7. przeczytalam duzo literatury fachowej...
8. Rozpoznaje kkzb. Dzis bez ceregieli wyciagnelam do jednej reke i popwiedzialam "witaj w klubie". Moze zajrzy na forum.
9. Z duma mowie, ze jestem KKZB. Nie wstydze sie tego. Mam przednie towarzystwo. To zaszczyt nalezec do tej grupy. (juz widze zazdrosne spojrzenia tych zdrowych... ha ha)
10. Oddycham glebiej, poznalam wiele sposobow na relaksacje, sama odkrylam wiele sposobow na radzenie sobie z problemami.
11. zwiekszylam swoje szanse na udany zwiazek a w szczegolnosci na udane zycie
12. Jestem dobrym przykladem dla dzieci


stracilam:
1. zwiazek z toksycznym i chorym, psychopata, ktory nie chcial sie odmienic pod wplywem mojej milosci.

jak bardzo trzeba byc popapranym by nie dostrzegac latami rachunku zyskow i strat... na to odpowie kazda czynna kkzb

3 403 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-02 08:14:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Melduję, że żyję big_smile
Laptop co najmniej do wtorku w rękach Pana Kuby big_smile Żeruję z doskoku na cudzych i w pracy.


Zazdrosc napisał/a:

jak bardzo trzeba byc popapranym by nie dostrzegac latami rachunku zyskow i strat... na to odpowie kazda czynna kkzb

KKZB przestaje być czynna zdecydowanie dopiero po śmierci big_smile Aczkolwiek  -niektóre nigdy nie stają się czynne tongue


Pan Kuba udzielił mi reprymendy. "Pani Moniko - powiedział - z komputerem jak z mężczyzną. Trzeba mu dać czasem odpocząć, bo całkiem padnie. big_smile "
On nie wie, że ja jestem KKZB. Nawet laptopa kocham za bardzo. wink
Pan Kuba rozumie kobietę w potrzebie - obiecał potraktować sprawę priorytetowo.

3 404

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ola z przedszkola napisał/a:

Mam piwko i będę zapijała smutki i przemyślenia. Chce mi się wyć. Kobieta, której z górki a głupiutka jak dziewczę.

no cóż ja wczoraj miałam wino dla zapicia smutków a dziś mam ból głowy i oczy zapuchniete od płączu...nienawidze weekendów nienawidze...ile jeszcze czasu potrzebuje zeby zapomnieć...

3 405

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nania, też mi ciężko w weekendy. Zaopatrzyłam się w Nervosol i da się przeżyć.

3 406

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ola z przedszkola napisał/a:

Nania, też mi ciężko w weekendy. Zaopatrzyłam się w Nervosol i da się przeżyć.

ja jakiś czas temu różnych specyfików probowałam ale te cholerne fale wracaja. tydzien jakos mija a w weekendy sie rozsypuje jeszcze taka pogoda:-(( poprostu brakuje mi sił...

3 407

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nania napisał/a:
Ola z przedszkola napisał/a:

Nania, też mi ciężko w weekendy. Zaopatrzyłam się w Nervosol i da się przeżyć.

ja jakiś czas temu różnych specyfików probowałam ale te cholerne fale wracaja. tydzien jakos mija a w weekendy sie rozsypuje jeszcze taka pogoda:-(( poprostu brakuje mi sił...

Wszystko wymaga czasu (tak się pocieszam). W poprzedni weekend przeraziłam się swoim stanem. Myślałam, że  okrzepłam i będzie już tylko lepiej a było tak, że łzy same leciały z oczu a w głowie pustka. Rozumiem płacz, który jest reakcją na przykrość, ból czy inny bodziec, ale płakanie "na pusto" ??

3 408

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A mi sie odechcialo byc sama...tzn. jest ok , ale powoli zaczynam zmieniac sie w stara panne z dzieckiem i kotem. problem w tym ze jestem otwarta i niby kontaktowa, ale od 4 lat nie spotkalam nikogo kto by mnie naprawde zainteresowal. boje sie ze to jeszcze toksna psychofaga dziala na mnie podswiadomie i zaden normalny gosc nie ma u mnie szans. chcialabym znow moc sie do kogos przytulic , obudzic sie w ramionach , ale nie swoich...
taka melancholia, a o seksie to juz w ogole nie wspomne, bo naleze do gatunku, bez milosci zero przyjemnosci, a milosci od 4 lat ani sladu

3 409

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ola z przedszkola napisał/a:
Nania napisał/a:
Ola z przedszkola napisał/a:

Nania, też mi ciężko w weekendy. Zaopatrzyłam się w Nervosol i da się przeżyć.

ja jakiś czas temu różnych specyfików probowałam ale te cholerne fale wracaja. tydzien jakos mija a w weekendy sie rozsypuje jeszcze taka pogoda:-(( poprostu brakuje mi sił...

Wszystko wymaga czasu (tak się pocieszam). W poprzedni weekend przeraziłam się swoim stanem. Myślałam, że  okrzepłam i będzie już tylko lepiej a było tak, że łzy same leciały z oczu a w głowie pustka. Rozumiem płacz, który jest reakcją na przykrość, ból czy inny bodziec, ale płakanie "na pusto" ??

otóż to!!! płacz z niczego... nie mam kontaktu zadnego zastosowałam się do rad netkobiet. juz sama nie wiem co lepsze:-( czas tak licze na to ze on kiedys zacznie działać na moją korzyść...tak bardzo nie chce byc teraz sama...

3 410

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Droga tarantello ja nic nie sciemniam uwierz mi , ale tak to jest jak sie ma żone poznana w niekonwecjonalny sposob pozdrawiam

3 411

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sunshine_007 napisał/a:

Takaja - oczywiście, że napisałam list, ale chyba bardziej po to, żeby nie zapomnieć, co chcę mu powiedzieć jak go spotkam.
Nadal nie rozumiem dlaczego mam stać spokojnie i patrzeć jak "mnie kopie" i biernie czekać aż zrujnuje mi życie???
Jego dotychczasowe gierki nie odniosły na mnie wrażenia ( a przynajmniej mu tego nie okazałam - chociaż w zaciszu domowym wyłam i cierpiałam). I teraz się zastanawiam czy to kolejna próba zwrócenia na siebie uwagi , czy ma to głębsze dno.
Boję się, że kombinuje żeby mi zabrać dzieci....
I tak się jeszcze zastanawiam: czy te akty zemsty to z zazdrości, z powodu urażonej "męskiej dumy"??? Ale i tak nie łapię po co ??? Skoro miał już panienkę na oku to powinien mnie błogosławić i wychwalać pod niebiosa, że "go uwolniłam", że się usunęłam z drogi. To po co te złośliwości?

Dzisiaj nadrabiam czytanie z całego tygodnia.
Kochana Sunshine - pytasz dlaczego tak postepuje  . Odpowiem Ci , nie jest pewnien czy wyjdzie mu z nową panienką, a Ty jesteś . Mój "mąż" - mi kiedyś powiedział, że żona jest jedna do śmierci a kochanek można mieć wiele - wiem, że to chore stwierdzenie, ale oni tak myślą, do żony zawsze można wrócić. Ale czy napewno zawsze?

Nie wciagaj sie w jego rozgrywki, będzie boleć a po co?

3 412

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
myway napisał/a:

A mi sie odechcialo byc sama...tzn. jest ok , ale powoli zaczynam zmieniac sie w stara panne z dzieckiem i kotem. problem w tym ze jestem otwarta i niby kontaktowa, ale od 4 lat nie spotkalam nikogo kto by mnie naprawde zainteresowal. boje sie ze to jeszcze toksna psychofaga dziala na mnie podswiadomie i zaden normalny gosc nie ma u mnie szans. chcialabym znow moc sie do kogos przytulic , obudzic sie w ramionach , ale nie swoich...
taka melancholia, a o seksie to juz w ogole nie wspomne, bo naleze do gatunku, bez milosci zero przyjemnosci, a milosci od 4 lat ani sladu

Masz dziecko koło siebie a to dużo. Ja zostałam sama. Córka daleko. Rodzina niby jest, ale jej nie ma a znajomi wiadomo .....

Legły w gruzach moje wyobrażenia o spokojnym miłym życiu po 50-tce. To straszne czuć się opuszczoną.

3 413

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Co mi daly moje nieudane, toksyczne i oplakane zwiazki
1. Dotarl do mnie moj najwiekszy problem. Ja sama w sobie.
2. Dzieki terapi poznalam wiele wartosciowych osob
3. Rozpoczelam calkiem nowe zycie, na nowych zasadach, z nowymi granicami
4. Poznalam najlepsze czarownice internetowe i nie opuszcze ich az do smierci
5. Napisze z nimi ksiazke... trala la la... fiu fiu fiu
6. Odkrylam kim jestem
7. przeczytalam duzo literatury fachowej...
8. Rozpoznaje kkzb. Dzis bez ceregieli wyciagnelam do jednej reke i popwiedzialam "witaj w klubie". Moze zajrzy na forum.
9. Z duma mowie, ze jestem KKZB. Nie wstydze sie tego. Mam przednie towarzystwo. To zaszczyt nalezec do tej grupy. (juz widze zazdrosne spojrzenia tych zdrowych... ha ha)
10. Oddycham glebiej, poznalam wiele sposobow na relaksacje, sama odkrylam wiele sposobow na radzenie sobie z problemami.
11. zwiekszylam swoje szanse na udany zwiazek a w szczegolnosci na udane zycie
12. Jestem dobrym przykladem dla dzieci


stracilam:
1. zwiazek z toksycznym i chorym, psychopata, ktory nie chcial sie odmienic pod wplywem mojej milosci.

jak bardzo trzeba byc popapranym by nie dostrzegac latami rachunku zyskow i strat... na to odpowie kazda czynna kkzb

Ja zrobiłam taką listę:
Czego mnie nauczył M?
- mam być sobą,
- kochać siebie,
- nie godzić się na sytuacje, w których tracę siebie,
- szanować siebie,
- mówić wprost o swoich uczuciach,
- nie być lepszą dla kogoś, być lepszą dla siebie,
- nie idealizować, widzieć zalety, widzieć wady,
- wierzyć intuicji,
- rozwijać się, iść do przodu,
- mieć swoje własne marzenia, nie tylko te związane z nim,
- miec czas dla siebie,
- nie dawać całej siebie,
- miec swoje pasje, sprawy, przyjaciół,
- nie czekać na telefon,
- cenic swoja wartość,
- nie udowadniać jaka jestem super,
- nie kontrolować, węszyć, podejrzewać.

Zrobiłam tę listę zanim zaczęłam czytać naszą literaturę. Teraz mogłabym dopisać jeszcze parę rzeczy. Generalnie jednak trzeba powiedzieć, że dzięki temu "wypadkowi" z M nauczyłam się i zyskałam bardzo wiele, Własciwie powinnam byc mu wdzieczna za tę przysługę - tak wiele się nauczyć tylko za cenę utraty iluzji w jakiej w ostatnim czasie żyłam. lluzja to tylko iluzja, nic prawdziwie cennego, a nauka jakże cenna dla mnie i dla mojego poczucia wartości, którego juz nigdy nie chcę utracić przez jakiegokolwiek męzczynę. Nie pozwolę SOBIE na to już nigdy więcej.

3 414

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ola z przedszkola napisał/a:
Nania napisał/a:
Ola z przedszkola napisał/a:

Nania, też mi ciężko w weekendy. Zaopatrzyłam się w Nervosol i da się przeżyć.

ja jakiś czas temu różnych specyfików probowałam ale te cholerne fale wracaja. tydzien jakos mija a w weekendy sie rozsypuje jeszcze taka pogoda:-(( poprostu brakuje mi sił...

Wszystko wymaga czasu (tak się pocieszam). W poprzedni weekend przeraziłam się swoim stanem. Myślałam, że  okrzepłam i będzie już tylko lepiej a było tak, że łzy same leciały z oczu a w głowie pustka. Rozumiem płacz, który jest reakcją na przykrość, ból czy inny bodziec, ale płakanie "na pusto" ??

SYNDROM WEEKENDOWY nazywa się to wg naszej nieocenionej Tarantelli.
Dziewczyny - wiem, że te wątki są już opasłe, ale poczytajcie sobie od początku. Nie Wy pierwsze i nie ostatnie. sad
Jak się zbliża ten trudny czas można tak go sobie zaplanować, by nie mieć ani chwili czasu na "nurzanie się w beznadzei". Najlepsze efekty daje takie uchetanie się fizyczne, że człowiek pada na pysk ze zmęczenia i zasypia martwym bykiem big_smile
Pozdrawiam i życzę sił do zmian smile

3 415 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-02 10:27:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zazdrość, co oznacza "mujhe pata nahin main tum ko kioon yaad karta"
Ze wstydem stwierdzam, że znam tylko dwa języki :-) ... no dobra i jeszcze maturę zdawałam z łaciny ale niewiele z tego zostało.

A tę książkę NAPISZEMY, żadne tam tralala. Nie dziś, nie jutro, za miesiąc, trzy, pół roku ale napiszemy!

3 416

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nania napisał/a:

no cóż ja wczoraj miałam wino dla zapicia smutków a dziś mam ból głowy i oczy zapuchniete od płączu...nienawidze weekendów nienawidze...ile jeszcze czasu potrzebuje zeby zapomnieć...

Czas dla każdego z nas jest indywidualną sprawa... Inni krócej inni dłużej... Weekend jest momentem gdy mamy bardzo dużo czasu,a nadmiar jego wpływa na to że myślimy,zastanawiamy się czemu,po co,dlaczego... Ja również przechodzę przez takie momenty... Temu staram się robić cokolwiek aby nie myśleć,gdyż owe myślenie tylko bardziej mnie pogrąża:( powoduje że czuje się gorsza,przegrana itp

3 417 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-02 10:51:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pan Kuba jest niewzruszony - chyba nic nie będzie z szybszego odzyskania zdrowia przez mojego laptopa sad
A tak w ogóle, to zapytałam, czy nie uważa, że jednak MOIM zdrowiem powinien się przejąć bardziej? W końcu laptop odpoczywa dokładnie tyle (jak nie więcej) ile jego ukochana Pani, czyli JA.
Może wezmę Pan Kubę w ten sposób na litość? big_smile A co będzie jak On się przejmie i nie odda laptopa - tak dla mojego zdrowia?
Bosz..... zaczynam świrować tongue Odwyk mi nie służy, zdecydowanie sad
Jeden celibat mi wystarczy tongue

3 418

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Zazdrość, co oznacza "mujhe pata nahin main tum ko kioon yaad karta"
A tę książkę NAPISZEMY, żadne tam tralala. Nie dziś, nie jutro, za miesiąc, trzy, pół roku ale napiszemy!

właśnie ja również się zastanawiałam co owe słowa mogą oznaczać:P
natomiast pomysł z książka-super... Jak pojawi się kiedykolwiek w księgarni kupię na 100% a czemu nie!

3 419

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niekochana, brakuje nam tu Ciebie, ale pan Kuba tego nie zrozumie. Nigdy big_smile

3 420

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Hej dzieciaki, wróciłam znad (chyba tak się pisze?) morza, było bosko, nawet niezła pogoda, choć wietrzna, jestem opalona ale niestety uczulenie słoneczne i tam mnie dopadło, duzo chodziłam, biegałam po piasku i rano i wieczorem a i tak 2kg w brzuchu więcej:-( ale warto było, jest mi lekko i radośnie a jutro wypadam znowu na mazury, trzymajcie się cieplutko moje kochane pa buziaczki, ciekawam jak zlot Wam się uda, niestety nie mogę w nim uczestniczyć Median a chciałabym, bye bye

A za exiem nie tęsknię ani trochę ot przeszłość, nic więcej.

Witaj Maxi, Ty szczęściaro najpierw wyjazd nad morze, teraz na Mazury. Ależ Ci zazdroszczę. Ja tkwię na tym swoim zadupiu. Buziaczki i baw się cudnie.

3 421 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-02 12:24:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczynki Kochane,
Nie ma co biadolić. Syndrom weekendowy - jasna sprawa, pogoda (przynajmniej u mnie) do kitu - jasna sprawa. ALE proponuję się zebrać do kupy i zaplanować sobie te dni tak, żeby (jak pisze Anhedonia) nie zostawało czasu na głupoty. Ja dziś mam w planach parę "ulubionych" czynności. I choć wykonuję je niemal nadludzkim wysiłkiem to zawsze potem mam sporą satysfakcję. Nie zawsze udaje mi się też wszystko doprowadzić do końca ale ile się da - tyle nasze.
Ja dziś: siłowania, manicure, dobry obiad dla mnie i dziecka (+sernik big_smile), jakieś drobne ogarnięcie chałupki. Może jakiś film się uda ustrzelić w TV.
Już zainstalowałam skyp'a + oprzyrządowanie i już mam fun, chociaż wybranie się do sklepu po niezbędne akcesoria i dłubanie przy tym kosztowało mnie dużo. OCZYWIŚCIE najchętniej zaległabym w łóżku ale staram sobie powtarzać - CHCĘ mieć zadbane ręce a nie MUSZĘ zrobić manicure, LUBIĘ jak w domu jest czysto a nie TRZEBA zrobić porządek.

Podnosimy się, Laski, i robimy, robimy. Każda godzina posuwa nas do przodu w procesie. Czas działa na naszą korzyść i dla siebie powinnyśmy ten czas zająć sobie tak, żeby po zakończeniu procesu nie stać się zombie.
Zobaczycie, jeszcze kiedyś będziemy się z tego wszystkiego śmiać.

3 422

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Niekochana, brakuje nam tu Ciebie, ale pan Kuba tego nie zrozumie. Nigdy big_smile

Mam przez niego zespół odstawienia - drżą mi ręce, jestem chwiejna emocjonalnie - mogę zrobić jakieś głupstwo tongue

Na szczęście w pracy dziś szaleństwo i w domu huk roboty. Zleci jakoś.
TĘSKNIĘ ZA WAMI!

3 423

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Macie rację Tarantella i Anhedonia trzeba wziąć się do roboty... Nie można cały czas smucic się i załamywać(choć to taki okres). Ale mówienie "chciałabym o nim nie myśleć"nie pomoże. Żeby tak się nie działo trzeba coś w tym kierunku zrobić! Trzeba zająć swój czas w taki sposób,który nie pozwoli Jego osobie dotrzeć do naszych głów. Ja również biorę się do roboty. Sprzątanie domku-obowiązkowe. Potem obiad,lekki odpoczynek przy filmie,a następnie domowe spa z mama;) w między czasie zaglądanie na forum... Jakby nie patrzeć-dzień zaplanowany i trudno będzie znaleźć czas na uzalanie się-czyż nie? Ja wiem,jestem dopiero na początku mojej drogi i daleko mi do postaw wielu dziewczyn stąd,ale jeśli będę tylko mówiła a nic nie robiła-nie poprawie swojej sytuacji. Nie mówię,że nie będą wracać chwilę słabości,smutku,złości na sama siebie i momenty wylania łez. Jestem dopiero na początku drogi i takie sytuację maja prawo się zdarzyć,nie będę ich wypierać. Ale będę starała się coś zrobić by pojawiały się rzadziej... I wydaje mi się że to jest dobra postawa-nie neguje,ale staram się coś robić... I w moim przypadku nie są to tylko słowa-przykład w czwartek mile chwilę z rodzina,wczoraj samodzielnie przywrócony do życia komputer,dziś sprzątanie i inne domowe sprawunki:) no i zero kontaktu z nim:ja nie pisze i nie dzwonię-jest Ok:D

3 424

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Dziewczynki Kochane,
Nie ma co biadolić. Syndrom weekendowy - jasna sprawa, pogoda (przynajmniej u mnie) do kitu - jasna sprawa. ALE proponuję się zebrać do kupy i zaplanować sobie te dni tak, żeby (jak pisze Anhedonia) nie zostawało czasu na głupoty. Ja dziś mam w planach parę "ulubionych" czynności. I choć wykonuję je niemal nadludzkim wysiłkiem to zawsze potem mam sporą satysfakcję. Nie zawsze udaje mi się też wszystko doprowadzić do końca ale ile się da - tyle nasze.
Ja dziś: siłowania, manicure, dobry obiad dla mnie i dziecka (+sernik big_smile), jakieś drobne ogarnięcie chałupki. Może jakiś film się uda ustrzelić w TV.
Już zainstalowałam skyp'a + oprzyrządowanie i już mam fun, chociaż wybranie się do sklepu po niezbędne akcesoria i dłubanie przy tym kosztowało mnie dużo. OCZYWIŚCIE najchętniej zaległabym w łóżku ale staram sobie powtarzać - CHCĘ mieć zadbane ręce a nie MUSZĘ zrobić manicure, LUBIĘ jak w domu jest czysto a nie TRZEBA zrobić porządek.

Podnosimy się, Laski, i robimy, robimy. Każda godzina posuwa nas do przodu w procesie. Czas działa na naszą korzyść i dla siebie powinnyśmy ten czas zająć sobie tak, żeby po zakończeniu procesu nie stać się zombie.
Zobaczycie, jeszcze kiedyś będziemy się z tego wszystkiego śmiać.

I mnie dopadł syndrom weekendowy. Pogoda do bani, nastrój jeszcze gorszy. Nie mogę się ogarnąć, podsumowanie mojego toksycznego związku lezy przede mną, ale i tak smętnym okiem spoglądam na telefon.  Co prawda spotykam się wieczorem z moimi przyjaciółkami, ale już wiem, że będę marnym towarzystwem.

3 425 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-07-02 13:05:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Monia139 napisał/a:

I mnie dopadł syndrom weekendowy. Pogoda do bani, nastrój jeszcze gorszy. Nie mogę się ogarnąć, podsumowanie mojego toksycznego związku lezy przede mną, ale i tak smętnym okiem spoglądam na telefon.  Co prawda spotykam się wieczorem z moimi przyjaciółkami, ale już wiem, że będę marnym towarzystwem.

Zobaczysz, przed spotkaniem i na samym spotkaniu będziesz się czuła do bani ale czas Ci szybciej zleci i po powrocie będziesz "lżejsza" o kilka godzin aż nagle zdasz sobie sprawę, że choć przez pięć minut Twój umysł był zajęty czym innym a nie tylko tym gównem. I to już jest ten drobny kroczek.

No kurede, lekko nie ma. Ja mam zasadę - póki mogę działam jak maszyna, nie zatrzymuję się - wyjąć z pralki, odkurzyć (bez przystanków, przysiadania, zamyślania się), potem szybko podlać kwiaty, wstawić mięso do piekarnika. A potem nagle przychodzi moment całkowitej załamki - kładę się i płaczę (nie, WYJĘ) przez kwadrans, potem melisa i dalej zapuszczam maszynę. Ruch to życie. Wiem (pamiętam), że jak się zawalę na cały weekend w barłogu, to następny tydzień zaczynam z kacem, że nic nie zrobiłam ani koło sieibie ani koło domu ani koło dziecka - NIC. Nie służy nam to, Moniś, uwierz i dlatego każda do końca wykonana czynność, choćby wytarcie kurzu z monitora, przy którym siedzisz jest już małym zwycięstwem.

3 426

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella,

zacznę od jutra, dzisiaj nie uda mi się zmusić do jakiejkolwiek czynności. Nie ma młodego, więc rozgrzeszam się nic nie robienia. Do wieczornego spotkania, będzie poducha, koc, laptop i kolejne fajki.
Podziwiam Cię za Twoją siłę, Jesteś dla mnie wzorem, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że od miejsca w którym Ty się teraz znajdujesz dzielą mnie lata świetlne.

3 427

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Eeeee tam, zaraz lata świetlne.
Jak masz potrzebę wykotłowania się w wyrze, to też Twoje prawo. Może właśnie tego Twoja psyche i Twoja soma tego potrzebują. Moja terapeutka niewiele mi pomogła ale kilka dobrych zdań za tę ciężką kasę, którą jej zapłaciłam powiedziała. Między innymi to, że jeśli mam na jakąś czynność albo jej zaniechanie POTRZEBĘ, to mogę się z tego rozgrzeszyć jak każdy człowiek w żałobie.
Mamy prawo sobie i światu powiedzieć - nie funkcjonuję NORMALNIE, bo to co się ze mną stało rozwaliłoby każdego czującego człowieka i potrzebuję trochę czasu, żeby dojść do siebie, więc wara ode mnie.

3 428

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Niekochana, brakuje nam tu Ciebie, ale pan Kuba tego nie zrozumie. Nigdy big_smile

Mam przez niego zespół odstawienia - mogę zrobić jakieś głupstwo tongue
TĘSKNIĘ ZA WAMI!

MY TEŻ <3
Odliczam dni big_smile Gupim deszczem mnie tu straszą hmm
Niech Ci pan Kuba da "pojazd zastępczy" jak w warstacie samochodowym, skoro nie ma zrozumienia tongue

3 429

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

Co mi daly moje nieudane, toksyczne i oplakane zwiazki
1. Dotarl do mnie moj najwiekszy problem. Ja sama w sobie.
2. Dzieki terapi poznalam wiele wartosciowych osob
3. Rozpoczelam calkiem nowe zycie, na nowych zasadach, z nowymi granicami
4. Poznalam najlepsze czarownice internetowe i nie opuszcze ich az do smierci
5. Napisze z nimi ksiazke... trala la la... fiu fiu fiu
6. Odkrylam kim jestem
7. przeczytalam duzo literatury fachowej...
8. Rozpoznaje kkzb. Dzis bez ceregieli wyciagnelam do jednej reke i popwiedzialam "witaj w klubie". Moze zajrzy na forum.
9. Z duma mowie, ze jestem KKZB. Nie wstydze sie tego. Mam przednie towarzystwo. To zaszczyt nalezec do tej grupy. (juz widze zazdrosne spojrzenia tych zdrowych... ha ha)
10. Oddycham glebiej, poznalam wiele sposobow na relaksacje, sama odkrylam wiele sposobow na radzenie sobie z problemami.
11. zwiekszylam swoje szanse na udany zwiazek a w szczegolnosci na udane zycie
12. Jestem dobrym przykladem dla dzieci


stracilam:
1. zwiazek z toksycznym i chorym, psychopata, ktory nie chcial sie odmienic pod wplywem mojej milosci.

jak bardzo trzeba byc popapranym by nie dostrzegac latami rachunku zyskow i strat... na to odpowie kazda czynna kkzb

Ja zrobiłam taką listę:
Czego mnie nauczył M?
- mam być sobą,
- kochać siebie,
- nie godzić się na sytuacje, w których tracę siebie,
- szanować siebie,
- mówić wprost o swoich uczuciach,
- nie być lepszą dla kogoś, być lepszą dla siebie,
- nie idealizować, widzieć zalety, widzieć wady,
- wierzyć intuicji,
- rozwijać się, iść do przodu,
- mieć swoje własne marzenia, nie tylko te związane z nim,
- miec czas dla siebie,
- nie dawać całej siebie,
- miec swoje pasje, sprawy, przyjaciół,
- nie czekać na telefon,
- cenic swoja wartość,
- nie udowadniać jaka jestem super,
- nie kontrolować, węszyć, podejrzewać.

Zrobiłam tę listę zanim zaczęłam czytać naszą literaturę. Teraz mogłabym dopisać jeszcze parę rzeczy. Generalnie jednak trzeba powiedzieć, że dzięki temu "wypadkowi" z M nauczyłam się i zyskałam bardzo wiele, Własciwie powinnam byc mu wdzieczna za tę przysługę - tak wiele się nauczyć tylko za cenę utraty iluzji w jakiej w ostatnim czasie żyłam. lluzja to tylko iluzja, nic prawdziwie cennego, a nauka jakże cenna dla mnie i dla mojego poczucia wartości, którego juz nigdy nie chcę utracić przez jakiegokolwiek męzczynę. Nie pozwolę SOBIE na to już nigdy więcej.

Dzieki Karen, ze zauwazylas moja liste big_smile
bo ja chcialam tak niesmialo rzucic haslo... ze powinnysmy byc wdzieczne psychofagom
Czarna lista miala nam porzadkowac pamiec a nie uczyc zyc w nienawisci.

bo przeciez kazda z ciezko pracujacych nad soba dziewczyn z tego watku w koncu dojdzie do tej listy zyskow...
dojdzie rowniez do tego, ze tak naprawde, to niczego nie stracila... no bo co iluzje? jedno marzenie?

3 430

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

bo przeciez kazda z ciezko pracujacych nad soba dziewczyn z tego watku w koncu dojdzie do tej listy zyskow...
dojdzie rowniez do tego, ze tak naprawde, to niczego nie stracila... no bo co iluzje? jedno marzenie?

UTOPIĘ smile

3 431 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-07-02 14:45:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Zazdrość, co oznacza "mujhe pata nahin main tum ko kioon yaad karta"
Ze wstydem stwierdzam, że znam tylko dwa języki :-) ... no dobra i jeszcze maturę zdawałam z łaciny ale niewiele z tego zostało.

lacina nic tu nie pomoze big_smile
to znaczy: "nie wiem dlaczego ale tesknie za Toba"
dostalam taka wiadomosc od niego i poproszony o przetlumaczenie na normalny jezyk tak przetlumaczyl...
do dzis nie mam pewnosci czy to nie oznacza "wykorzystam cie idiotko i sprzedam za dolara"... ha ha ha


hmmm nie wiem czy Wam kiedys sie cos takiego przytrafilo, ale zaraz w piec minut po pierwszym spotkaniu zaczelismy za soba tesknic. Pierwsze spotkanie planowane na 2 godz trwalo godzin 7... tylko rozmawialismy...
Nasze wewn. zegarki pokazaly 1 godzine. Czas ziemski to bylo te siedem godzin big_smile

odpisalam mu wykorzystujac caly moj arsenal poetycki: "me too" big_smile normalnie jak psychofag jakis... ha ha

3 432

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeszcze nie pisałam nigdy znikim przez kompa, ale jest mi bardzo ciężko ponieważ mąż spotyka się z inną młodszą o 10 lat kobietą, chce z nią ułożyć sobie życie. Tzn. tak powiedział, ale chce mieszkać ze mną i dwójką naszych dzieci. Zdecydował tak po prawie 17 latach małżeństwa. To już miesiąc jak mi to powiedział. Ja sobie z tym zupełnie nie radzę. Nie wiem co robić? Już spakowałam jego rzeczy i kazałam mu odejść, ale on nie chce, a spotyka się z tamtą. Chce żebym mu dała czas do końca wakacji i on będzie starał się walczyć ze sobą i zakończyć tę znzjomość. Ja z jednej strony bardzo go kocham i ze wzgledu na dzieci robię sobie nadzieję że będzie z nami. Jednak często bierze górę rozsądek i myślę, że jest mu tak wygodnie i jak będzie jej pewny to dopiero się wyprowadzi, albo będzie trwał taki chory układ. Czytałam wasze posty i muszę powiedzieć, że trochę dodały mi odwagi. Tak myślę żeby stanowczo zakończyć ten związek, ale z drugiej strony to bardzo boli bo przecież kocham. Przeraża mnie fakt, że ze wszystkim będę musiała radzić sobie sama. A sytuacja jest taka, że mamy wspólny kredyt mieszkaniowy. Nie wiem już sama co robić???

3 433

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

dojdzie rowniez do tego, ze tak naprawde, to niczego nie stracila... no bo co iluzje? jedno marzenie?

Z czystym sercem i sumieniem mogępowiedzieć: niczego nie straciłam. Niczego mi nie jest brak.
Wczoraj byliśmy (ja i mój wspólnik-jeszczemąż) na kolacji biznesowej. Chyba pierwsze nasze takie "wyjścue" osobno. Było uroczo i smakowicie. W szerokim tego słowa znaczeniu tongue
Jakże miło nie być "spętanym" czyimś złym humorem, czyimś zachowaniem, czyimiś komentarzami. Samostanowić o sobie i nie ograniczać się.

3 434

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

hmmm nie wiem czy Wam kiedys sie cos takiego przytrafilo, ale zaraz w piec minut po pierwszym spotkaniu zaczelismy za soba tesknic. Pierwsze spotkanie planowane na 2 godz trwalo godzin 7... tylko rozmawialismy...
Nasze wewn. zegarki pokazaly 1 godzine. Czas ziemski to bylo te siedem godzin big_smile

odpisalam mu wykorzystujac caly moj arsenal poetycki: "me too" big_smile normalnie jak psychofag jakis... ha ha

Mieliśmy, mieliśmy ... z psychofagiem i od tego wspomnienia najtrudniej mi się uwolnić. I od kilku innych romantycznych "pamiątek" (jak sama nazwa skazuje).

Na całe szczęście dla siebie ciągle mam nadziej- one nie są oznaką nadciągającej zguby, normalni ludzie też je mają i żyją ze sobą dalej i je wspominają jako coś pięknego a nie jako symptom chorób, objaw charakteropatii lub przejaw własnych skrzywień.

Też mam listę wartości dodanych ale ... widzisz ja ciągle wracam do tej mojej teorii DWÓCH GŁÓW - jedna racjonalna, ta co widzi i wie, a druga - ta irracjonalna, robiąca co jej się żywnie podoba, ta generująca wspominkowy koszmar, ta ze śladami iluzji. Niestety to jest tak, że "Lista okrucieństwa psychofaga" i "Lista wartości dodanych" są w katalogu głowy numer jeden a ta druga chora głowa ma własne listy. Cały mój wysiłek skierowany jest na otwarcie kanału między obiema głowami i dokonanie przesyłu informacji z mądrej do głupiej głowy. Taki transfer antyciał z jednej półkuli do drugiej, gdzie grasuje wirus. Przydałby się.

3 435

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewcikm napisał/a:

Jeszcze nie pisałam nigdy znikim przez kompa, ale jest mi bardzo ciężko ponieważ mąż spotyka się z inną młodszą o 10 lat kobietą, chce z nią ułożyć sobie życie. Tzn. tak powiedział, ale chce mieszkać ze mną i dwójką naszych dzieci. Zdecydował tak po prawie 17 latach małżeństwa. To już miesiąc jak mi to powiedział. Ja sobie z tym zupełnie nie radzę. Nie wiem co robić? Już spakowałam jego rzeczy i kazałam mu odejść, ale on nie chce, a spotyka się z tamtą. Chce żebym mu dała czas do końca wakacji i on będzie starał się walczyć ze sobą i zakończyć tę znzjomość. Ja z jednej strony bardzo go kocham i ze wzgledu na dzieci robię sobie nadzieję że będzie z nami. Jednak często bierze górę rozsądek i myślę, że jest mu tak wygodnie i jak będzie jej pewny to dopiero się wyprowadzi, albo będzie trwał taki chory układ. Czytałam wasze posty i muszę powiedzieć, że trochę dodały mi odwagi. Tak myślę żeby stanowczo zakończyć ten związek, ale z drugiej strony to bardzo boli bo przecież kocham. Przeraża mnie fakt, że ze wszystkim będę musiała radzić sobie sama. A sytuacja jest taka, że mamy wspólny kredyt mieszkaniowy. Nie wiem już sama co robić???

W dowolnym przypadku - gnoja won a resztę załatwiać przez prawnika. Nagrywaj na komórkę rozmowy z nim, na których przyznaje się do utrzymywania związku z inną kobietą (jeśli nie masz innych dowodów). Znam ten typ i faceta i układu z kredytem. Ja już lada moment będę z tego układu uwolniona le musiałam się nad tym trochę namęczyć od strony prawnej - da się zrobić, jesteś w dużo korzystniejszej sytuacji prawnej niż ja (wolny związek). Musisz myśleć realnie nie tylko dla siebie - też dla dzieci. Póki on się tam zastanawia żąglując jednocześnie ucziciami dwóch kobiet - ty rób swoje.

3 436

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

bo przeciez kazda z ciezko pracujacych nad soba dziewczyn z tego watku w koncu dojdzie do tej listy zyskow...
dojdzie rowniez do tego, ze tak naprawde, to niczego nie stracila... no bo co iluzje? jedno marzenie?

UTOPIĘ smile

azabrzmialo
zabrzmialo jak grozba... ha ha
no wlasnie stracilysmy iluzje, marzenie, utopie..
...bo chyba przestac kochac za bardzo to uwierzyc, ze ten zwiazek w naszej glowie to nie real to tylko zwykle marzenie o tym czym ten zwiazek jest... przestac kochac za bardzo to zmierzyc sie z prawda o zwiazku nawet jesli by to oznaczalo, ze nie jestesmy w stanie zrobic nic by ktos nas kochal...
wtedy ta bezsilnosc jest poczatkiem dobrego... bo jak by tego dna nie nazywac i czegobysmy nie zrobily przed tym dnem... to jednak dno dla wszystich nas ma to samo imie BEZSILNOSC
Jestesmy bezsilne w walce o milosc. Nagle wiemy, ze nie jestesmy w stanie zrobic nic by na ta milosc zasluzyc. Nagle czujemy, ze na tym p*** swiecie nikt nas nie kocha i nie kochal i nic z tym nie mozemy zrobic. Nic, doslownie nic.
Zaden telefon z prosba, zadne kleczenie, zadne wyrzucanie zlosci, czekanie na telefon, prosby, zaklecia, placz.... nic nie pomoze.
On nas nie kochal i kazdym swoim czynem dawal i daje na to dowod.
Bezsilnosc jest naszym dnem.
To jak bardzo glupie rzeczy zrobimy przed osiagnieciem tego dna zalezy od tego jak bardzo bronimy sie przed ta bezsilnoscia.
Ja w obronie przed bezsilnoscia: wybaczalam, wierzylam w zmiane, kleczalam, blagalam, plakalam, dawalam szanse...

no i w koncu nadszedl ten dzien... zrozumialam, ze jestem bezsilna i nie moge zrobic nic, bo nic tu ode mnie nie zalezy


i to moze Tarantelko jest ten wirus... strach przed bezsilnoscia?
Trzeba przestac sie bac... uwierzyc chocby kolezankom z forum, ze mozna cos zmienic w swoim zyciu

3 437

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

i się, fak, popłakłam

3 438

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewcikm napisał/a:

Jeszcze nie pisałam nigdy znikim przez kompa, ale jest mi bardzo ciężko ponieważ mąż spotyka się z inną młodszą o 10 lat kobietą, chce z nią ułożyć sobie życie. Tzn. tak powiedział, ale chce mieszkać ze mną i dwójką naszych dzieci. Zdecydował tak po prawie 17 latach małżeństwa. To już miesiąc jak mi to powiedział. Ja sobie z tym zupełnie nie radzę. Nie wiem co robić? Już spakowałam jego rzeczy i kazałam mu odejść, ale on nie chce, a spotyka się z tamtą. Chce żebym mu dała czas do końca wakacji i on będzie starał się walczyć ze sobą i zakończyć tę znzjomość. Ja z jednej strony bardzo go kocham i ze wzgledu na dzieci robię sobie nadzieję że będzie z nami. Jednak często bierze górę rozsądek i myślę, że jest mu tak wygodnie i jak będzie jej pewny to dopiero się wyprowadzi, albo będzie trwał taki chory układ. Czytałam wasze posty i muszę powiedzieć, że trochę dodały mi odwagi. Tak myślę żeby stanowczo zakończyć ten związek, ale z drugiej strony to bardzo boli bo przecież kocham. Przeraża mnie fakt, że ze wszystkim będę musiała radzić sobie sama. A sytuacja jest taka, że mamy wspólny kredyt mieszkaniowy. Nie wiem już sama co robić???

A teraz jak wiele Ci pomaga? Czy masz wsparcie z jego strony? A może jesteś sama - tylko myślisz że jest inaczej?
A czy cena spokoju nie jest najważniejsza?

3 439

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:
Anhedonia napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

bo przeciez kazda z ciezko pracujacych nad soba dziewczyn z tego watku w koncu dojdzie do tej listy zyskow...
dojdzie rowniez do tego, ze tak naprawde, to niczego nie stracila... no bo co iluzje? jedno marzenie?

UTOPIĘ smile

azabrzmialo
zabrzmialo jak grozba... ha ha
no wlasnie stracilysmy iluzje, marzenie, utopie..
...bo chyba przestac kochac za bardzo to uwierzyc, ze ten zwiazek w naszej glowie to nie real to tylko zwykle marzenie o tym czym ten zwiazek jest... przestac kochac za bardzo to zmierzyc sie z prawda o zwiazku nawet jesli by to oznaczalo, ze nie jestesmy w stanie zrobic nic by ktos nas kochal...
wtedy ta bezsilnosc jest poczatkiem dobrego... bo jak by tego dna nie nazywac i czegobysmy nie zrobily przed tym dnem... to jednak dno dla wszystich nas ma to samo imie BEZSILNOSC
Jestesmy bezsilne w walce o milosc. Nagle wiemy, ze nie jestesmy w stanie zrobic nic by na ta milosc zasluzyc. Nagle czujemy, ze na tym p*** swiecie nikt nas nie kocha i nie kochal i nic z tym nie mozemy zrobic. Nic, doslownie nic.
Zaden telefon z prosba, zadne kleczenie, zadne wyrzucanie zlosci, czekanie na telefon, prosby, zaklecia, placz.... nic nie pomoze.
On nas nie kochal i kazdym swoim czynem dawal i daje na to dowod.
Bezsilnosc jest naszym dnem.
To jak bardzo glupie rzeczy zrobimy przed osiagnieciem tego dna zalezy od tego jak bardzo bronimy sie przed ta bezsilnoscia.
Ja w obronie przed bezsilnoscia: wybaczalam, wierzylam w zmiane, kleczalam, blagalam, plakalam, dawalam szanse...

no i w koncu nadszedl ten dzien... zrozumialam, ze jestem bezsilna i nie moge zrobic nic, bo nic tu ode mnie nie zalezy


i to moze Tarantelko jest ten wirus... strach przed bezsilnoscia?
Trzeba przestac sie bac... uwierzyc chocby kolezankom z forum, ze mozna cos zmienic w swoim zyciu

I do mnie to pomalutku zaczyna docierać, Zazdrość jak zawsze trafiła w samo sedno. Jak bardzo bym się nie starała być jeszcze lepszą, dawała kolejne szanse, wybaczała w imę miłości, to niczego to nie zmieni. On mnie po prostu nie kocha, tylko, że ja nie chciałam tego dostrzec. Mialam sygnały i owszem, ale zawsze umiałam je sobie wytłumaczyć. W imię miłości rzecz jasna. Błędne koło. Ale zaczynam się uwalniać, choć długa droga przede mną, tym razem jednak nie zboczę z właściwego kursu.

3 440 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-07-02 15:39:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

i się, fak, popłakłam

Placz dziewczyno... z kazda lza splywaja wirusy smile

Czasem mysle, ze to dolujace a czasem nie... ale mam ochote napisac sobie mantre na lustrze w lazience:
"Jestem bezsilna. Nie jestem w stanie zrobic nic by sprawic by on mnie kochal"

przeciez to to samo co:
"Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę;
daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę;
daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego."

3 441 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-07-02 16:14:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Epoka napisał/a:
ewcikm napisał/a:

...jest mi bardzo ciężko ponieważ mąż spotyka się z inną młodszą o 10 lat kobietą, chce z nią ułożyć sobie życie. Tzn. tak powiedział, ale chce mieszkać ze mną i dwójką naszych dzieci. Zdecydował tak po prawie 17 latach małżeństwa. To już miesiąc jak mi to powiedział.(...) Już spakowałam jego rzeczy i kazałam mu odejść, ale on nie chce, a spotyka się z tamtą. Chce żebym mu dała czas do końca wakacji i on będzie starał się walczyć ze sobą i zakończyć tę znzjomość. Ja z jednej strony bardzo go kocham i ze wzgledu na dzieci robię sobie nadzieję że będzie z nami.
Jednak często bierze górę rozsądek i myślę, że jest mu tak wygodnie i jak będzie jej pewny to dopiero się wyprowadzi, albo będzie trwał taki chory układ.(...)Tak myślę żeby stanowczo zakończyć ten związek, ale z drugiej strony to bardzo boli bo przecież kocham. Przeraża mnie fakt, że ze wszystkim będę musiała radzić sobie sama. A sytuacja jest taka, że mamy wspólny kredyt mieszkaniowy.

A teraz jak wiele Ci pomaga? Czy masz wsparcie z jego strony? A może jesteś sama - tylko myślisz że jest inaczej?
A czy cena spokoju nie jest najważniejsza?

Postaw mu ultimatum - ALBO ALBO - albo Ty i dzieci a kochanka precz albo kochaneczka i precz z moich oczu. Co to do ch... przetarg jakiś???
Teraz dla Ciebie powinny być najważniejsze przyszłość, spokój i bezpieczeństwo (stabilizacja) twoja i dzieci a nie PANA chęci czy wygoda. Niech się zdeklaruje. I zagroź, że idziesz do prawnika... po czym to zrób.


Zazdrosc napisał/a:

mam ochote napisac sobie mantre na lustrze w lazience:
"Jestem bezsilna. Nie jestem w stanie zrobic nic by sprawic by on mnie kochal

Hey - afirmacja powinna być pozytywna a nie dołująca chyba wink
Siła, mądrość, cierpliwość albo chcę, mogę, potrafię lepiej mi pasują NIŻ bezsilność smile
NIE życzę sobie być bezsilna (lub bezwolna) tongue

3 442

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

i się, fak, popłakłam

Nie tylko Ty Tarantello, nie tylko Ty... Chciałabym udać teraz głupią pisząc, że słowa Zazdrości niewiele dla mnie znaczą, ale to byłoby kłamstwo wobec samej siebie. A więcej nie mam zamiaru się oszukiwać... Nie chce więcej żyć w kłamstwie...
Żyłam w nim jak w bajce, której scenariusz pisał on każdego dnia coraz bardziej pogrążając moją osobę, ukazując w ten sposób swój bezczelny stosunek wobec mojej osoby, który ja uznawałam za przejaw miłości...
A przecież chciałam dobrze... Gdzieś musiałam popełnić błąd - i znowu ja zawiodłam... sad a przecież wybaczałam, przepraszałam, żyłam nadzieją na zmianę, czekałam jak idiotka na telefon, na skinienie palcem, na spotkanie... Za co? Po co? Dlaczego?
Bo kochałam!? Och więc jeśli tak ma wyglądać miłość chciałabym nigdy więcej nie kochać! Ile wyrzeczeń, ile cierpienia, ile upokorzeń musiałam przetrwać dla tych uczuć... Czy to uczucie naprawdę jest tyle warte? Chyba, że jeszcze kiedyś poznam smak innej miłości, takiej co zdarzają się w książkach i filmach, takiej jak moich przodków... Wtedy może zmienię zdanie... Teraz boje się kochać od nowa... Od nowa powierzyć komuś moją osobę i serce... Miłośc bowiem kojarzy mi się z osobistym cierpieniem i bólem zadanym przez człowieka, którego uważałam za coś najlepszego co mogło mnie spotkać w życiu... Zostałam zraniona i boje się otworzyć na nowo... Jednakże aby się otworzyć wpierw trzeba wypchnąć R. z mego serca, a to ciężki wysiłek... Bo przyznam - kocham i nienawidzę...

3 443

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Chyba, że jeszcze kiedyś poznam smak innej miłości, takiej co zdarzają się w książkach i filmach, takiej jak moich przodków... Wtedy może zmienię zdanie... Teraz boje się kochać od nowa... Od nowa powierzyć komuś moją osobę i serce... .

bo to Moniu niejest milosc sad Musisz sie nauczyc najpierw kochac
Milosc z ksiazek to nasze marzenie zastepcze dla wizerunku milosci wyniesionej z domu. To nie jest milosc prawdziwa.
Jak dlugo bedziesz czula, ze w milosci musisz sie powierzyc tak dlugo nie bedziesz umiala kochac prawdziwie.


Ahedonko najdrozsza... no wlasnie to nie jest dolujace. To wskazowka, kolo ratunkowe, barierka... cos czego powinnysmy sie chyba trzymac tworzac nowe zwiazki.
Nie jestem w stanie zrobic nic by on mnie kochal. Jestem tu bezsilna. Mam madrosc by to rozpoznac.
Nie boje sie juz tej bezsilnosci...bo to fakt, z ktorym kazda kkzb musi sie zmierzyc.
Zmierzylam sie. Taki napis to dla mnie nadzieja, bo nie pokladam juz nadziei w swojej sile i mocy wplywania na czyjes uczucia do mnie big_smile)

3 444

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

bo to Moniu niejest milosc sad Musisz sie nauczyc najpierw kochac
Milosc z ksiazek to nasze marzenie zastepcze dla wizerunku milosci wyniesionej z domu. To nie jest milosc prawdziwa.

Zazdrość wiem, ze to nie jest miłość prawdziwa, ja chciałam się w mojej wypowiedzi odnieść do tego, ze tam jest ona opisywana pięknie itp, a w zyciu prawdziwym pięknie nigdy nie będzie... Wiem, ze książki mają na celu

Zazdrosc napisał/a:

Nie jestem w stanie zrobic nic by on mnie kochal. Jestem tu bezsilna.

Owa bezsilność jest straszna... Chcesz dobrze, a tu nagle okazuje się, ze nie możesz nic zrobić aby w facecie wywołać uczucia, jakimi Ty go darzysz... Odczuwasz bezsilność (w moim przypadku połączona z zawodem, z poczuciem przegranej)...

Może to co teraz przezywam da mi dobrą lekcję zycia na przyszłość, by kolejne związki (jeśli uda mi się otworzyć i mieć czyste serce) tworzyć z głową...

3 445 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-07-02 16:52:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Ahedonko najdrozsza... no wlasnie to nie jest dolujace. To wskazowka, kolo ratunkowe, barierka... cos czego powinnysmy sie chyba trzymac tworzac nowe zwiazki.
Nie jestem w stanie zrobic nic by on mnie kochal. Jestem tu bezsilna. Mam madrosc by to rozpoznac.
Nie boje sie juz tej bezsilnosci...bo to fakt, z ktorym kazda kkzb musi sie zmierzyc.
Zmierzylam sie. Taki napis to dla mnie nadzieja, bo nie pokladam juz nadziei w swojej sile i mocy wplywania na czyjes uczucia do mnie big_smile)

No cóż jesteśmy widać podobne, ale nie takie same - NIGDY nie uważałam, że ktoś może mieć moc wpływania na czyjeś uczucia. W tym i moje (nadmiar empatii?) Ale nie patrzyłam na to z pozycji bezsilności. Owszem:"Nie jestem w stanie zrobic nic by on mnie kochal.(...) Mam madrosc by to rozpoznac." Gdy dochodziłam do wniosku, że mnie NIE kocha było mi źle, że się pomyliłam w ocenie jego i jego postawy, ale nie próbowałam wmawiać sobie uczuć jakich nie posiadał. Gdy mówił mi kocham a robił tak, że nie byłam w stanie tego przyjąć mówiłam: "jeśli tak ma wyglądać miłość, to ja TAKIEJ nie chcę". Ja jednak chyba mam te cechy autystyczne, zakamuflowane sygnały nie są dla mnie czytelne. Albo się kocha albo nie. Kocha, ale lata na boki znaczy NIE kocha, nawet gdy twierdzi inaczej smile
Jak miałam onegdaj cień wątpliwości - sama mi je rozwiałaś big_smile NIE ma miłości, skończyła się i pozamiatane

Posty [ 3 381 do 3 445 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 51 52 53 54 55 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026