Zazdrosc napisał/a:Dzienniczek obserwacji:
Mit-zwiazek sie tworzy...
Fakt-zwiazek sie dzieje
Tam gdzie chcemy tworzyc zwiazki tam mamy bardzo plastycznne podejscie do partnera... i myslimy, ze on jak z tej plasteliny, da sie ulepic tak by spelnic nasze oczekiwania. Oddzialowywujemy na niego, dajemu mu cos do zrozumienia, cos mowimy, gderamy, oczekujemy by po naszej minie sie domyslil, ukrywamy cos, ... no slowem rozne techniki usprawniania kogos kto do nas od poczatku nie pasuje...
a zwiazek sie dzieje, trwa i cala filozofia to bardzo dbac o swoj rozwoj pod kazdym wzgledem i miec przyjemnosc z obcowania z tym KIMS w naszym zyciu.
Dziękuję, że napisałaś tego posta.
Jezuuuuuuu.... Ja byłam jeszcze bardziej porąbana. To, że interesowali mnie tylko Ci z "bałaganem w oczach", to już jasne, prawda? Jakoś tak się działo (teraz wiem, że oni - tak jak i ja ich - wyczuwali mnie z dużej odległości), że nie miałam problemu z wzajemnym zainteresowaniem. No i zaczynała się "zabawa". Ja dość szybko zauważałam w nich to, co jest dla mnie nie do zaakceptowania i jasno wyłuszczałam, że jak nie będzie poprawy, to żegnamy się. No i w 99% przypadków oni się "zmieniali". Czyż to nie wspaniały dowód WIELKIEJ MIŁOŚCI dla kkzb? No przecież nie musiałam ich zmuszać - sami chcieli. Specjalnie dla mnie. Teraz był okres sielanki - nieraz trwał krócej, nieraz dłużej. Pełen haj - jak sobie przypomnę, jak nieraz mnie "dopieszczali"
Pod koniec tego etapu ja już "otwierałam się", wierzyłam, że to właśnie TEN. No i następował powolny, proces degradacji związku. On już zmęczony udawaniem kogoś innego niż jest - powoli, tak prawie niezauważalnie pokazywał prawdziwego siebie. Ale cóż to dla mnie - ugotowanej już kkzb? Przecież potrafię go zmienić z powrotem w tego, jakim był na początku. Przecież BYŁ TAKI - więc wystarczy, żeby CHCIAŁ z powrotem. Ja mu to wytłumaczę, pokażę - on zrozumie i się zmieni. Przecież mnie kocha - tak mocno jak ja jego. Że niekoniecznie tak mocno? Ale dlaczego? Przecież Z PEWNOŚCIĄ z tego powodu, że mnie kocha prawie nad życie tak bardzo się starał - no przecież widziałam to na własne oczy, czułam to na własnej skórze.
Dziś wiem, ze zawsze wybierałam DRAPIEŻNIKÓW. Byłam dla nich wyzwaniem - tak jak oni dla mnie, bądźmy szczere
Mam nadzieję, że nie zabrzmi to nieskromnie, ale moja (wtedy) atrakcyjność fizyczna nie pomagała - dla atrakcyjnej "sztuki" drapieżniki starają się bardziej i dłużej. Jest rodzajem widocznego dla innych trofeum.
Tak więc zaliczałam etap drugi, ten opisany poniżej.
Zazdrosc napisał/a:Nie pozwolic by stal sie "calym swiatem".
Kkzb maja tendencje i potrzebe zrobienia z mezczyzny "calego swiata" najlepiej zeby to byl trudny mezczyzna, ktory wypelni kazda wolna przestrzen i emocjonalnie rozkolysze.
no i tu cholera potrzebne sa znowu techniki radzenia sobie ze soba.... no bo nie z nim!
Nie chodzi chyba o to by byc rozgoryczona zolza i uprzykrzyc mu zycie i stawiac warunki albo sie bac i byc ciagle ta sparzona... ale by nauczyc sie czerpac radosc z zycia i zyczliwie patrzec na ludzia.
Co jest chore w moim zachowaniu... tesknota.. patrzenie na telefon... czekanie samo w sobie
Ni widze w takim czekaniu radosci zycia 
Nie czekam zatem... bo tak postanowilam. Jest we mnie wrodzona tesknota do toksycznego zwiazku...
juz czuje te wzloty i upadki... czekam, cierpie, zero kontaktu... potem uniesienia, sekretne spotkania, potok czulych slow
lapiecie to?
znow mam swoj swiat kkzb
Od dzis odcielam sie od czekania... dlatego musialam odmowic spotkania bo zaplanowalam sobie czas inaczej. Spoznil sie ze swoja propozycja.... szkoda, moglo byc fajnie...
no ale coz on musi kulturowo sluchac sie mamusi... zatem zapewne ma swoje szczescie,
bawilam sie swietnie. Zapomnialam, ze ON istnieje... nie czekalam na wiadomosc... czy juz, czy juz moze sie wymknac mamusi.
W tym etapie nie przebywałam przeważnie długo. Mam dużą potrzebę autonomii, posiadania swojego świata, "babskiej" wspólnoty, do której nie zapraszałam nigdy moich mężczyzn. Tak uciekałam zawsze, gdy zaczynało się manipulowanie moimi uczuciami. Taa... tam też "łapałam" nowe siły do walki o NAS
Oj, głupia..... Gdy docierało, ze on NIE CHCE, albo gdy okazywało się, że mocno interesuje się mną ktoś "kontrastowo" różny od psychofaga - kończyłam związek. Radykalnie, bez powrotu. Jedynym wyjątkiem od tej reguły był jeszczemąż - on był bardziej cwany. Wiedział, co działa najlepiej - wzbudzenie poczucia winy. Wytłumaczenie swojego postępowania tak rozwalającymi emocjonalnie (kłamliwymi oczywiście) usprawiedliwieniami, że NIE MOŻNA nie wybaczyć i nie dać kolejnej szansy. Nie, kkzb nigdy tak nie postąpi.
Z uśmiechem na ustach pójdzie jak baranek na rzeź. Sama siebie zaprowadzi pod nóż.
Zazdrosc napisał/a:-mam fajne lozko, co?
-troche male
-male?! (2,2m/1,7m)
-mogloby byc wieksze
-no tak, jesli mamy spac z Twoja mama i bratem to za male
- 
(...)
no i wywalilam z siebie ten zal na jego poddanstwo rodzinie.... a zatem byl zal. Zapomnialam, ale po powrocie do domu, zal wylazl i wylal sie w watek....
w czasie tego wylewania zalu dostalam od niego maila.
Milosnego maila.
no dobra, facet umie pisac... hustawka powedrowala wysooookooo! oh jak on mnie kocha!
jestem spelniona jako kkzb... zeby byc tak wysoko, najpierw musialam byc bardzo nisko....
Lapiecie to?
musze popsuc sobie ta rozkosz czytania tego milosnego maila... lista zlych rzeczy??!!! 
to juz tak na zawsze?... zeby nie popadac w euforie? zeby nie bylo juz wiecej haju?
Yeah!
edit2:
no dobra przeczytalam maila drugi raz... musialam sie sztachnac
łapię, kochana, łapię jak cholera. I mam dokładnie tak samo. Ten sam schemat działania przez całe życie.
Ale widzę światełko w tunelu - powoli udaje mi się już nie działać tak emocjonalnie, tak pochopnie. Już wiem, że nie muszę reagować NATYCHMIAST (wcześniej ZAWSZE tak robiłam - jak to DDA). Daję sobie czas na przemyślenie i odpowiedź. I dotyczy to całego mojego życia. Od spraw zawodowych po osobiste. Staram się też mówić wprost o swoich uczuciach, bez tego "kalkulowania" - co stracę, co zyskam taką otwartością. Myślę, że podświadomie chroniłam samą siebie ukrywając moje prawdziwe uczucia - bałam się takiego "podania na widelcu". Bo może skopie te moje uczucia? Bosz..... co za idiotyczne podejście? Chyba lepiej, żeby skopał zaraz na początku, niż potem, jak już żaba troszkę ugotowana
Teraz już tak nie robię. Zrozumiałam, że jak skopie, to poboli, ale przeżyję - nie taki szajs przeżyłam 
I jeszcze jedno - jak jasno wie, co daję od siebie, czego oczekuję - i mimo tej wiedzy skrzywdzi - to znaczy, że tego właśnie CHCIAŁ. I to zachowanie świadczy o NIM, a nie o mojej słabości. Smutne, że dopiero teraz to do mnie dotarło.... To, że ufność, wiara pokładana w drugiego człowieka, to że zostałam zdradzona w wielu aspektach - to nie jest oznaka MOJEJ, tylko JEGO słabości.
Ale kurna, teraz już WIEM.
:D:D Wiem tez, kiedy należy zrezygnować. Dla swojego dobra.