netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 223 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 48 49 50 51 52 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 186 do 3 250 z 26 310 ]

3 186

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
nonan napisał/a:

...samej mogłoby być mi lepiej. Ułożyłabym swoje życie tak jak mi się podoba. No ale właśnie... wtedy przychodzi on i mnie przytula i wszystkie wątpliwości znikają... Przytula mnie tylko po to żeby później znowu dotkliwie zranić. Błędne koło...

Witaj nonan big_smile Na czym polega twój problem? Napisz parę słów, jeśli masz ochotę podzielić się swoimi przeżyciami. Może coś podpowiemy big_smile

3 187

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantelko - metryczka jutro, oki?

3 188

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
nonan napisał/a:

...samej mogłoby być mi lepiej. Ułożyłabym swoje życie tak jak mi się podoba. No ale właśnie... wtedy przychodzi on i mnie przytula i wszystkie wątpliwości znikają... Przytula mnie tylko po to żeby później znowu dotkliwie zranić. Błędne koło...

Witaj nonan big_smile Na czym polega twój problem? Napisz parę słów, jeśli masz ochotę podzielić się swoimi przeżyciami. Może coś podpowiemy big_smile

Witaj Anhedonia smile Opiszę mój problem. Miałam bardzo ciężkie dzieciństwo i mimo mojego młodego wieku już dużo w życiu doświadczyłam. Nigdy nie zaznałam miłości od mojego ojca, bił mnie i krzywdził psychicznie. Także moją matkę ale ona też się ode mnie odwróciła i zostałam całkiem sama ze wszystkim. Rodzice w ogóle ze mną nie rozmawiali a zamiast tego były wieczne nakazy i zakazy. Miałam tego dosyć. Szukałam bliskości i uczucia gdzie indziej i w ten oto sposób jeszcze jako głupiutka dziewczyna straciłam dziewictwo w wieku 16 lat. Pamiętam, że byłam bardzo kochliwa i każdego potencjalnego partnera traktowałam jako życiową miłość. Teraz już jestem oczywiście mądrzejsza jeśli o to chodzi ale wiem, że to wszystko jest spowodowane moim zaburzonym obrazem relacji damsko-męskiej. Mam o to żal do rodziców, choć wiem, że nie powinnam. Później w wieku 17stu lat byłam z mężczyzną 5 lat starszym. Trwało to pół roku i też się rozleciało. Po tamtym związku obiecałam sobie, że koniec z tym! Minęło pół roku i zaczęłam się spotykać z chłopakiem ode mnie z klasy z liceum. On zniszczył mnie psychicznie. Nie zdawałam sobie sprawy, że jest z nim coś nie tak. Jego wielka wiara w Boga na początku mi imponowała ale później zobaczyłam, że zahacza to o fanatyzm. Mimo, że chciałam od niego odejść to nie potrafiłam i tak pokierowałam sytuacją żeby to on ze mną skończył (wiem, że to straszne). Ten chłopak owinął sobie mnie całkowicie wokół palca, do tego stopnia, że wysłałam mu moje nagie zdjęcia którymi później mnie szantażował, przez prawie rok dręczył mnie psychicznie. Całkowicie się załamałam. Tym bardziej, że nastawił naszych wspólnych znajomych przeciwko mnie. To był dla mnie straszny okres. Później minęło trochę czasu zanim się z tego wszystkiego otrząsnęłam i nagle mnie olśniło smile Zmieniłam fryzurę i zaczęłam o wiele bardziej o siebie dbać. W międzyczasie cały czas chodziłam na siłownię bo sport jest nieodzownym elementem mojego życia (trenowałam gimnastykę 3 lata ale musiałam skończyć ze względu na uraz kręgosłupa i została tylko siłownia). I to właśnie tam poznałam jego... Mojego obecnego partnera który jest 8 lat starszy. Zawzięłam się i powiedziałam sobie, że nie będzie tak jak kiedyś. Już tego nie spieprzę! I na początku on strasznie o mnie zabiegał. Zapraszał na randki i na romantyczne spacery. Starałam się być niedostępna ale po jakiś trzech tygodniach wyszła moja prawdziwa natura i uwiodłam go. Tak, uwiodłam bo on wcale nie nalegał tylko ja sad Ale później myślałam sobie: No trudno... Stało się ale to nie musi przecież niczego psuć i uwikłałam się w kolejny związek. Na początku było po prostu cudownie. Byłam niesamowicie szczęśliwa. Chodziliśmy razem na siłownię i już wszyscy nas tam kojarzyli jako parę. On się starał, był niesamowicie spontaniczny i ciągle mnie zaskakiwał. Czułam, że go kocham i przyszedł wieczór, że powiedzieliśmy sobie co czujemy. Minęło kilka miesięcy i coś się zmieniło. Zrobił się oschły i nieczuły. Już nie rozmawialiśmy tyle co kiedyś ale ciągle sobie powtarzałam, że tak chyba ma być bo przecież etap zauroczenia minął. No ale tak nie było. Okazało się po jednej szczerej rozmowie, że myśli o swojej byłej z którą rozstał się zaledwie miesiąc przed poznaniem mnie. Powiedział też, że nie wie czy mnie kocha i czy chce ze mną być. Wtedy byłam zdecydowana walczyć o ten związek i myślałam, że się udało bo znowu było dobrze a przynajmniej tak mi się wydawało. Minęło kolejnych kilka miesięcy i kolejny jego kryzys. Od października zaczynam studia w innym mieście (100 km dalej) i on ciągle mówi, że sobie nie wyobraża jak to wtedy z nami będzie, że on tu a ja tam. Mówiłam mu, że jeśli nam na sobie zależy to wszystko przetrwamy. Widzę, że w to nie wierzy... Kiedyś mówił o naszej wspólnej przyszłości a teraz jak ja coś zaczynam mówić tak w żartach np o naszym przyszłym ślubie to on poważnie mówi, że nigdy nie wiadomo jak to się ułoży. Widzę wyraźnie jego wątpliwości lecz kocham go bo wiem też, że ma dobre serce... Boli mnie to jak uzmysławiam sobie, że mężczyźni mnie tak wykorzystują a ja na to pozwalam. Nie wiem jak powinna wyglądać zdrowa relacja kobieta-mężczyzna...

Przepraszam, że tak długo ale chciałam naświetlić całą sytuację od samego początku smile

3 189 Ostatnio edytowany przez nonan (2011-06-28 20:12:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

.

3 190

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochana - przepraszam, że teraz więcej nie napiszę, ale jestem zajęta bardzo pilną robotą. Z pewnością dziewczyny się Tobą zajmą - ja obiecuję jutro. Ale jeśli chcesz poczytać książki w temacie - mogę Ci dziś wysyłaś w międzyczasie. Jeśli chcesz  - napisz na mojego maila. Postaram się podzoelić Ci to na DDD i KKZB.

3 191

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nonan, nie wiem ile masz lat ale chyba jesteś bardzo młodziutka.
Sama już dochodzisz do pewnych wniosków, więc my możemy Cię tylko lekko nakierować. Najważniejsze, że zdałaś sobie sprawę z pewnej prawidłowości, pewnego schematu emocjonalnego, w który wchodzisz. Mężczyźni, których wybierasz (albo którzy Ciebie wybierają) póki co nie byli tymi partnerami, którzy mogliby dać Ci to, co jest Ci potrzebne najbardziej - stabilnego, nienakierowanego na wykorzystywanie twoich uczuć  związku. Masz sporą szansę skończyć i z tym związkiem, który nie wróży nic dobrego. Wyjazd na studia to dobra okazja, żeby z perspektywy spojrzeć na to, co was łączyło. A wystarczy sobie zadać pytanie - co tak bardzo chcesz ratować w waszym związku? Ten chłopak jest chwiejny i niezdecydowany na związek z Tobą. Wydaje Ci się że nie zasługujesz na coś pełnego?

3 192

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Nonan, nie wiem ile masz lat ale chyba jesteś bardzo młodziutka.
Sama już dochodzisz do pewnych wniosków, więc my możemy Cię tylko lekko nakierować. Najważniejsze, że zdałaś sobie sprawę z pewnej prawidłowości, pewnego schematu emocjonalnego, w który wchodzisz. Mężczyźni, których wybierasz (albo którzy Ciebie wybierają) póki co nie byli tymi partnerami, którzy mogliby dać Ci to, co jest Ci potrzebne najbardziej - stabilnego, nienakierowanego na wykorzystywanie twoich uczuć  związku. Masz sporą szansę skończyć i z tym związkiem, który nie wróży nic dobrego. Wyjazd na studia to dobra okazja, żeby z perspektywy spojrzeć na to, co was łączyło. A wystarczy sobie zadać pytanie - co tak bardzo chcesz ratować w waszym związku? Ten chłopak jest chwiejny i niezdecydowany na związek z Tobą. Wydaje Ci się że nie zasługujesz na coś pełnego?

Myślę, że zasługuję na to aby spotkać w swoim życiu mężczyznę który będzie mnie kochał i szanował, który będzie wolał dawać niż brać... Wielu decyzji w swoim życiu żałuję. Od najmłodszych lat byłam wykorzystywana przez ojca do ciężkiej pracy fizycznej. Nawet sobie nie wyobrażacie... Ciągle byłam poniewierana i okazywano mi brak szacunku. Czułam się jak ten kopciuszek! Myślę, że nadszedł czas mojego "wielkiego balu" na którym zgubię pantofelek wink

A jeśli chodzi o mój wiek to mam 20 lat i nie czuję się młodo smile

3 193

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
nonan napisał/a:

A jeśli chodzi o mój wiek to mam 20 lat i nie czuję się młodo smile

Jak każda DDA/DDD. Jesteśmy od dziecka nad wiek dojrzałe. Mnie osobiście ukradziono dzieciństwo, a to dość ważny etap w rozwoju człowieka. Potem już ciągle tego etapu brakuje. Tym tłumaczę sobie swoje niektóre infantylne zachowania i wybory.

3 194

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nonan - napisałam do Ciebie. Odpisz proszę.

3 195

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ehhh... pojawiła się na forum kobieta z historią bardzo podobna do mojej.
To takie przygnębiające, gdy WIESZ, co będzie dalej i nic nie możesz zrobić.  sad
Odpisałam kilka razy (nie tylko ja - inne mądre kobiety po takich przejściach też), ale widzę, że to przynajmniej na razie niewiele da. Ona jeszcze wierzy, że może za niego się leczyć, za niego CHCIEĆ.
Dziękuję Sile Wyższej, że do mnie szybko dotarło smile

3 196

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Ehhh... pojawiła się na forum kobieta z historią bardzo podobna do mojej.
To takie przygnębiające, gdy WIESZ, co będzie dalej i nic nie możesz zrobić.  sad
Odpisałam kilka razy (nie tylko ja - inne mądre kobiety po takich przejściach też), ale widzę, że to przynajmniej na razie niewiele da. Ona jeszcze wierzy, że może za niego się leczyć, za niego CHCIEĆ.
Dziękuję Sile Wyższej, że do mnie szybko dotarło smile

Mówisz o mailu?

3 197

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do grupy. Dopiero niedawno zauważyłam swój problem. Od tygodnia mam syndrom odstawienia. Zakochałam się w Nim w szaleńczy sposób, a on potraktował to jako oznakę, że jestem łatwa, miła i przyjemna, ale jako urozmaicenie wieczoru. Nie umiem sobie poradzić z moimi uczuciami.

3 198 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-29 09:14:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Ehhh... pojawiła się na forum kobieta z historią bardzo podobna do mojej.
To takie przygnębiające, gdy WIESZ, co będzie dalej i nic nie możesz zrobić.  sad
Odpisałam kilka razy (nie tylko ja - inne mądre kobiety po takich przejściach też), ale widzę, że to przynajmniej na razie niewiele da. Ona jeszcze wierzy, że może za niego się leczyć, za niego CHCIEĆ.
Dziękuję Sile Wyższej, że do mnie szybko dotarło smile

Mówisz o mailu?

Nie rozumiem?

Paranoiczko - witam Cię smile

3 199

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i dziś mój ostatni dzień przed wyjazdem w rodzinne strony na kilkanaście dni (może i na zawsze)... I wiecie co... Czuje się samotna... Brakuje mi kogoś z kim mogłabym porozmawiać, przytulić się, źle się czuje... Nie wiem co spowodowało mój dzisiejszy dołek sad ale czuje, że chce mi się płakać... Och jaka ja jestem słaba... Czytam jak piszecie o dzieciństwie, o życiu... Ja się swojego wstydzę, bo takowego nie miałam... A szkoda...

3 200

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Paranoiczka napisał/a:

Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do grupy. Dopiero niedawno zauważyłam swój problem. Od tygodnia mam syndrom odstawienia. Zakochałam się w Nim w szaleńczy sposób, a on potraktował to jako oznakę, że jestem łatwa, miła i przyjemna, ale jako urozmaicenie wieczoru. Nie umiem sobie poradzić z moimi uczuciami.

Witaj smile
Muszę wam powiedzieć, że bycie tutaj z wami i czytanie waszych porad daje mi dużą podporę. Czuję się znacznie lepiej i zbieram siły do odbycia wielkiej wojny z samą sobą wink

3 201

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

NCzytam jak piszecie o dzieciństwie, o życiu... Ja się swojego wstydzę, bo takowego nie miałam... A szkoda...

No to o moim zdecydowanie nie czytałaś, kochana wink To nic nie znaczy - trzeba pracować nad sobą.
Ja jestem DDA i już wiem, w czym tkwi problem. Teraz  codzienna walka i znój. big_smile

3 202

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
monia_3103 napisał/a:

NCzytam jak piszecie o dzieciństwie, o życiu... Ja się swojego wstydzę, bo takowego nie miałam... A szkoda...

No to o moim zdecydowanie nie czytałaś, kochana wink To nic nie znaczy - trzeba pracować nad sobą.
Ja jestem DDA i już wiem, w czym tkwi problem. Teraz  codzienna walka i znój. big_smile

No i po tracić czas na użalanie się nad czymś, czego nijak zmienić nie można? Jakieś dzieciństwo każdy miał, niektórzy CIĘŻKIE - jakoś nie zauważyłam, aby tu wszystkie pisały o łatwym, lekkim i przyjemnym hmm
TO powinien być impuls do zmian, jak pisze Niekochana - trzeba pracować nad sobą, kreować INNĄ, lepszą przyszłość. Ona w naszych rękach, nie ślepego losu smile

3 203

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

To nic nie znaczy - trzeba pracować nad sobą.
Ja jestem DDA i już wiem, w czym tkwi problem. Teraz  codzienna walka i znój. big_smile

Wiem, że trzeba nad sobą pracować, ale dziś jakoś opadłam z sił... Nie mam normalnie na nic ochoty ani sił... Najchętniej zostałabym w łóżku cały dzień, ale niestety trzeba załatwić pare spraw jeszcze...

3 204

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

3 205

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

GRATULACJE DLA CÓRCI I DLA DUMNEJ MAMUSI !!! big_smile

Mój syn o 14.00 ma ważny egzamin. Och, jak bym chciała niedługo mieć taki nastrój jak Ty i tez balować .

3 206

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Karen - zatem ściskam kciuki za Twojego syna.  I dziękuję za gratulacje.

3 207

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Paranoiczka napisał/a:

Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do grupy. Dopiero niedawno zauważyłam swój problem. Od tygodnia mam syndrom odstawienia. Zakochałam się w Nim w szaleńczy sposób, a on potraktował to jako oznakę, że jestem łatwa, miła i przyjemna, ale jako urozmaicenie wieczoru. Nie umiem sobie poradzić z moimi uczuciami.

Ja również witam Cie bardzo serdecznie smile

3 208

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie kochane.. zastanawiam sie skad sie to bierze, ze on tak siedzi ciagle w mej glowie, ze wszsytkie mysli od rana do wieczora ciagle przy jego osobie sie koncentruja.. wyrzadzil mi tyle krzywdy, teraz udaje wielkiego pana, co to rozmawiac nie ma ochoty, zyje z inna, a ja sie ciagle skupiam na nim.. Boze. po co??? przeciez wiem, ze oni tam we dwojke kazdego smsa czytaja i sie ze mnie smieja, jak to ja go jeszcze kocham.. alez ja glupia jestem i naiwna..

3 209 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-29 14:56:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sylnova, no nie ma lekko, kochana. Pamiętam jeszcze ten okres, kiedy 100% czasu myślałam tylko o tym wszystkim - on-zdrada, on-ona, ja-ona, ja-on. Tak, to koszmar niewyobrażalny dla samego oprawcy. I choć wiem, jak to ciężko, trzeba potężnym wysiłkiem próbować zająć się czymkolwiek innym. Już sama nie wiem, ile razy na tym wątku padały słowa - małymi kroczkami. Chyba TYSIĄC.
Ja dzis już o tym obłędzie myślę tylko 70% czasu i już spokojniej i już bez tej rozpaczy. Ale patrz, minęło tyle czasu, tyle złego się wydarzyło, które powinno "wyczyścić" mnie z myślenia o nim W OGÓLE a jednak te myśli same przypełzają. Jedynym osiągnięciem jest to, że nie są to już myśli TYLKO o nim, a raczej o samotności i wtedy na mikrosekundę pojawia się myśl o tym, żeby zadzwonić. I akurat w tym odruchu nie ma nic niewłasciwego bo to tylko odruch Pawłowa. Każda z nas przez lata, w momentach jak nam było źle, do niego kierowała swoje kroki jako do najbliższej osoby (nawe t wtedy, kiedy nie wiedziałyśmy, że MY już wcale nie jesteśmy dla nich najbliższe). I ten mechanizm teraz pokutuje. Wiesz? Na firmowych szkoleniach uczono nas, że dowolne zachowanie powtórzone 20 razy staje sie nawykiem - ot i cały problem. Teraz może więc wystarczy zastosować ten schemat jako naszą broń. W momencie, kiedy nam ich brak zastąpmy ten mechanizm myślowy ZŁE SAMOPOCZUCIE=POTRZEBA WSPARCIA=ON na jakiś inny ... ZŁE SAMOPOCZUCIE=POTRZEBA WSPARCIA=WŁĄCZENIE DOBREJ MUZYKI/SIŁOWNIA/SPACER/SZYDEŁKOWANIE/WYCZESYWANIE SPLĄTANYCH KUDŁÓW PSA. Jednym słowem COKOLWIEK, co wytworzy nowe połączenia nerwowe. I trzeba to tylko powtórzyć 20 razy i zastąpimy stary nawyk, nowym.

Ta nasza grupa tutaj jest o tyle lepsza od dowolnej profesjonalnej terapii, że możemy sobie dawać jakieś (choćby najdrobniejsze) rady techniczno-praktyczne.
Tak więc mnie (troszkę ale zawsze) pomaga:
- czytanie spisu jego niegodziwości i uczuć, które mi towarzyszyły w tych momentach, kiedy mi je czynił,
- ciepły prysznic z obowiązkowym wyciem,
- wizyta u kosmetyczki (choćby regulacja brwi) lub fryzjerki (choćby podcięcie rozdwajających się końcówek)
- zakup nowego ciucha/kosmetyku ale BARDZO PRZEMYŚLANEGO a nie powodu do kolejnej frustracji pt. po co mi ta kolejna sukienka - i tak nie chodzę w sukienkach
- rozmowa z kimś, kto rozumie
- skorzystanie z naszej "wyjni" czyt. forum
- pisanie listów do niego KTÓRYCH NIGDY NIE WYŚLĘ ale świetnie nadają się określania moich odczuć i będą świetne jako pamiętnik, z którego za jakiś czas się pośmieję
- czytanie lietratury fachowej o toksycznych związkach i bezcelowości ich utrzymywania
- manicure/pedicure
- wyjście na basen lub siłownię (endorfiny/figura/zadowolenie)
- zrobienie porządków tam, gdzie już dawno ich nie robiłam (np. szorowanie piecyka w kuchni, czyszczenie wszystkich butów, szorowanie kabiny prysznicowej,
- melisa raz-dwa razy dziennie + MagneB6 (efekty widoczne po dłuższej chwili ale widoczne)
- wpierdzielenie całej tabliczki czekolady z orzechami (tej z okienkiem)
- przytulanie się z psem w łózku
- rozmowy z moim dzieckiem (wtedy, kiedy nie pyskuje a ma lepszy moment)
- zastanawianie się nad tym, co mogłoby być moją pasją (może gra na fortepianie, może robienie zielnika, może artystyczny haft krzyżykowy)


Nauczyłam sie też ograniczać czynności, które zdecydowanie mi nie służą:
- NAJGORSZE jest dzwonienie albo pisanie do niego. Popełniłam ten błąd raz albo dwa i czułam się tak KOSZMARNIE, że zdecydowanie jest to najgorsza rzecz, którą możemy sobie zafundować.
- drugą analogiczną jest odbieranie telefonów od niego - zapewne ma nam do powiedzenia tylko coś na kształt: "Czy zapłaciłaś ratę za mój samochód?", bo przez ułamek sekundy ucieszyłam się, że on dzwoni do mnie a okazało się, że dzwoni tylko w sprawie formalnej, która do k*** nędzy jest dla nas w tej chwili TOTALNIE nieistotna w porównaniu z naszym cierpieniem a dla niego to nasze cierpienie nie ma TOTALNIE żadnego znaczenia,
- oglądanie komedii romantycznych (zawsze zadaję sobie pytanie: kiedy ten romantyczny i zakochany w NIEJ fiut ją zdradzi albo okaże sie zboczeńcem/charakteropatą)
- planowanie a potem nie wykonanie jakiejś wielkiej sprawy - np. zrobię generalne porzadki a potem dupa i tylko mnie to jeszcze bardziej rozwala
- towarzystwo większe niż 2 osoby (wyjątkiem może być spotkanie KKZB, chociaż dziewczyny jak u mnie były, to też widziały, że kompan ze mnie był dość kiepski)
- uczestnictwo w większych imprezach, gdzie wszyscy sie dobrze bawią i to mnie wpędza w jeszcze większą deprechę
- picie i nadmierne palenie
- przeglądanie innych forów poza naszym - za duża ilość "wyjni" wzmaga myślenie "na temat"
- bolesne zabiegi (dentysta, depilacja, drastyczny masaż kręgarski)


Może pozostałe koleżanki mają do dodania coś do listy zachowań uspakajających i destrukcyjnych?

3 210

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

No i dziś mój ostatni dzień przed wyjazdem w rodzinne strony na kilkanaście dni (może i na zawsze)... I wiecie co... Czuje się samotna... Brakuje mi kogoś z kim mogłabym porozmawiać, przytulić się, źle się czuje... Nie wiem co spowodowało mój dzisiejszy dołek sad ale czuje, że chce mi się płakać... Och jaka ja jestem słaba... Czytam jak piszecie o dzieciństwie, o życiu... Ja się swojego wstydzę, bo takowego nie miałam... A szkoda...

Tulę. Bardzo mocno, trzymaj się dzielnie.

3 211

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Może pozostałe koleżanki mają do dodania coś do listy zachowań uspakajających i destrukcyjnych?

Uspokajajace:
- słuchanie optymistycznej muzyki - mam taka swoją listę - http://www.youtube.com/view_play_list?p=86A51AE604956008
- obejrzenie kabaretu - jest ich mnóstwo na youtube,
- czytanie o rozwoju osobistym,
- wyszukanie afirmacji (tez na youtube),
- wymyslenie własnej afirmacji,
- spacer z psem,
- zabawa z kotem,
- obejrzenie komedii (nie romantycznej),
- wyliczenie wszystkich SWOICH marzeń (nie związanych z nim),
- wymyslenie nowego marzenia WŁASNEGO!
- "wyłącznik" - moim wyłącznikiem jest mewa, gdy nachodzą mnie mysli, wyobrażam sobie, że jestem mewą, wzlatuję wysoko, zostawiam wszystkie troski w dole, one oddalaja się i maleją, a ja lecę wysoko nad bezkresnym morzem, wolna i szczęśliwa,
- no i UŚMIECH big_smile nawet na siłę, to takie sprzężenie zwrotne ZADOWOLENIE=UŚMIECH to UŚMIECH=ZADOWOLENIE,  to naprawdę działa big_smile


Destrukcyjne:
- ogladanie wspólnych zdjęć,
- czytanie listów, maili i smsów od niego i do niego,
- zajmowanie się pamiatkami po nim (najlepiej spakowac i schować)

3 212

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, Karen. Kabarety i dużo śmiechu. Zapomniałam. I dlatego załączam dowcipasa:


Badania nad alkoholem wykazały,że :

Wódka z lodem - atakuje nerki.
Rum z lodem - atakuje wątrobę.
Gin z lodem - atakuje mózg.
Whisky z lodem - atakuje serce.

Wygląda na to, że ten cholerny lód szkodzi na wszystko :-(

3 213

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

No to zdecydowałam - zabierasz moje dziecko na odchowanie. Mnie już ręce opadają a Ty sobie, widzę, radzisz bardzo dobrze.
Powróce do propozycji - ja gotuję, Ty wychowujesz dzieci. I po co nam ci mężczyźni?

3 214

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

No to zdecydowałam - zabierasz moje dziecko na odchowanie. Mnie już ręce opadają a Ty sobie, widzę, radzisz bardzo dobrze.
Powróce do propozycji - ja gotuję, Ty wychowujesz dzieci. I po co nam ci mężczyźni?

Niekochana moje gratulacje, dla córki i rzecz jasna dla Ciebie. Macie co świętować.
Tarantella, mnie też czasem ręce opadają, zwłaszcza jak synek sprawdza moją wytrzymałość.

3 215

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

No to zdecydowałam - zabierasz moje dziecko na odchowanie. Mnie już ręce opadają a Ty sobie, widzę, radzisz bardzo dobrze.
Powróce do propozycji - ja gotuję, Ty wychowujesz dzieci. I po co nam ci mężczyźni?

Gdzieś już to napisałam. Złośliwie, ale co? Wolno mi: Po tatusiu to moje dziecko odziedziczyło tylko dystortografię. Z nią też sobie poradziłyśmy big_smile
Nie mam zamiaru przypisywać sobie szczególnych zasług - dziecię me pomimo iż jedynaczka - zawsze sumienne było. Ale nigdy kujon. I to wszystko też po mamusi big_smile
Zastanawiam się, na co poszła ta połowa materiału genetycznego? Zdecydowanie powinnam to opublikować: DYSORTOGRAFIA POŻERA 50% MATERIAŁU GENETYCZNEGO! No może troszkę mniej. Jeszcze troszkę schodzi na włosy...

3 216

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

Gratuluje zdolnej córce dostania się do wymarzonej klasy. A Tobie gratulacje należą się za wychowanie tak mądrej pannicy wink

Wróciłam z miasta... Sprawy pozałatwiane. Spotkałam kuzyna R. rozmawialiśmy chwilę o pogodzie i nagle zapytał się jak się czuję. Z początku chciałam udać że jestem najszczęśliwsza na świecie, ale zdałam sobie sprawę, że to nie przejdzie. Powiedziałam więc "nie jest najgorzej...ale nie żebym była w depresji. czuję jakąś pustkę i zakłopotanie z tym związane. tęsknotę i to mnie przytłacza, ale żyję dalej i staram się każdego dnia podnosić głowę wyżej". On powiedział, że można i tak, choć on na swoją EX ma wyje**, jest mega na nią zły i odciął się od wszystkich. Siedzi sam w pokoju słucha muzyki, pije piwo i myśli nad wszystkim. Na koniec dodał, żebym nie skreślała R. tak szybko, że każdy człowiek popełnia błędy, że my ludzie od tego mamy serca aby wybaczać, bym dała szansę (ale taką prawdziwą, a nie jakieś widzi misie) a także abym się zastanowiła czy nie lepiej byłoby zadbać o dobre relację. Owszem nie wyszło nam, ale może wyjść na innym poziomie relacji. Zapytałam czy on tak nie może zrobić ze swoją EX. On uznał, ze właśnie się nad tym zastanawia...
Gdy wróciłam do domu jego słowa nadal szumiały mi w głowie. Ale zaraz... Owszem człowiek popełnia błędy - zgadzam się z tym, ale czemu nie wyciąga z nich wniosków? Ponadto ile razy mam wybaczać? Całego życia na to poświęcić na pewno nie chce...
Zajrzałam w kalendarz - urodziny mojego dawnego chłopaka (rozdział przed pojawieniem się R.)... Wysłałam życzenia i zdałam sobie sprawę, że z nim byłam szczęśliwa. On dbał o mnie, kochał, okazywał uczucia, nie okłamywał... Ale czemu się to rozpadło? Z racji innych poglądów na życie? Żadne nie chciało odpuścić i... związek się rozpadł. A szkoda, był taki dobry...

3 217

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Gratulacje dla córki:)


Na poczatku jak sie dowiedzialam, ze moj byly maz mnie zdradza i ma zamiar sie wyprowadzic, rozpaczalam, ze nie mam dziecka, ktorym jeszcze bardziej moglabym sie zajac.. w jakims stopniu zapomniec i skupic sie tylko na nim. i nadal zaluje, mysle, ze jak sie podniose, co pewnie kiedys nastapi, wystapie o adopcje. Zostalam skazana na samotnosc, ktorej nie akceptuje, i wszystko wola we mnie NIEEE. Wiecie, tak sobie wczoraj myslalam, kiedy bylam na spotkaniu hospicjum domowego, ze moj swiat, mimo, ze ubozszy o niego, to jednak jest pelny innych ciekawych rzeczy, ktorych tamta baba nigdy robic nie bedzie. I pojelam, jak ich swiat jest pusty.. praca, po pracy obiadek, telewizor, czasem jakis spacer i takie tam.. Byc moze ta samotnosc wyzwala jeszcze wiecej energii by byc dla innych..

3 218

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantello

Bardzo dziekuje za Twojego posta. Masz racje, musze usiasc i napisac wszystkie krzywdy, jakie mnie od niego spotkaly, aby nie dac sie poniesc wspomnieniom. Na czekolade tez nabralam ochoty smile Filmow romantycznych nie ogladam, kiedys bardzo lubilam serial komediowy  allo allo, ale teraz widze siebie w tej zonie.. i przestalo mnie to bawic...

3 219

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Moja ukochana córka dostała się do wymarzonej klasy!!!!
Balujemy dziś!!!!

Gratuluje zdolnej córce dostania się do wymarzonej klasy. A Tobie gratulacje należą się za wychowanie tak mądrej pannicy wink

Wróciłam z miasta... Sprawy pozałatwiane. Spotkałam kuzyna R. rozmawialiśmy chwilę o pogodzie i nagle zapytał się jak się czuję. Z początku chciałam udać że jestem najszczęśliwsza na świecie, ale zdałam sobie sprawę, że to nie przejdzie. Powiedziałam więc "nie jest najgorzej...ale nie żebym była w depresji. czuję jakąś pustkę i zakłopotanie z tym związane. tęsknotę i to mnie przytłacza, ale żyję dalej i staram się każdego dnia podnosić głowę wyżej". On powiedział, że można i tak, choć on na swoją EX ma wyje**, jest mega na nią zły i odciął się od wszystkich. Siedzi sam w pokoju słucha muzyki, pije piwo i myśli nad wszystkim. Na koniec dodał, żebym nie skreślała R. tak szybko, że każdy człowiek popełnia błędy, że my ludzie od tego mamy serca aby wybaczać, bym dała szansę (ale taką prawdziwą, a nie jakieś widzi misie) a także abym się zastanowiła czy nie lepiej byłoby zadbać o dobre relację. Owszem nie wyszło nam, ale może wyjść na innym poziomie relacji. Zapytałam czy on tak nie może zrobić ze swoją EX. On uznał, ze właśnie się nad tym zastanawia...
Gdy wróciłam do domu jego słowa nadal szumiały mi w głowie. Ale zaraz... Owszem człowiek popełnia błędy - zgadzam się z tym, ale czemu nie wyciąga z nich wniosków? Ponadto ile razy mam wybaczać? Całego życia na to poświęcić na pewno nie chce...
Zajrzałam w kalendarz - urodziny mojego dawnego chłopaka (rozdział przed pojawieniem się R.)... Wysłałam życzenia i zdałam sobie sprawę, że z nim byłam szczęśliwa. On dbał o mnie, kochał, okazywał uczucia, nie okłamywał... Ale czemu się to rozpadło? Z racji innych poglądów na życie? Żadne nie chciało odpuścić i... związek się rozpadł. A szkoda, był taki dobry...

Wiesz..ja tez czasem daje sie poniesc, ze moze jeszcze nie wszystko stracone, moze rozmowa cos naprawi, moze moje wyznanie, ze chce by wrocil, ze go kocham, cos pomoze, ale tak nie jest, bo wiem, ze jestem w tym sama, ze on uklada juz sobie zycie z kims innym, choc mi caly czas wmawia, ze on musi wszystko przemyslec.. przemyslec.. w cudzym lozku??!! Musze sie pozbyc zludzen, choc to nie takie proste..bo glupia jestem i naiwnie wierze, ze cos mu sie odmieni.. Inne relacje? czy mozna mowic o przyjazni z kims, przez kogo schudlam, lece na lekach uspakajajacych i generalnie nie chce mi sie zyc..

3 220

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Sylnowa napisał/a:

Wiesz..ja tez czasem daje sie poniesc, ze moze jeszcze nie wszystko stracone, moze rozmowa cos naprawi, moze moje wyznanie, ze chce by wrocil, ze go kocham, cos pomoze, ale tak nie jest, bo wiem, ze jestem w tym sama, ze on uklada juz sobie zycie z kims innym, choc mi caly czas wmawia, ze on musi wszystko przemyslec.. przemyslec.. w cudzym lozku??!! Musze sie pozbyc zludzen, choc to nie takie proste..bo glupia jestem i naiwnie wierze, ze cos mu sie odmieni.. Inne relacje? czy mozna mowic o przyjazni z kims, przez kogo schudlam, lece na lekach uspakajajacych i generalnie nie chce mi sie zyc..

M. był całkowitym przeciwieństwem R. czuły, uczciwy i wiele razy ukazał mi, ze właśnie ja się liczę bardziej niż on itp. Żałuje, że nawet kontakt został zerwany... Natomiast co do R. sama już nie wiem co mam myśleć... Czuje się zagubiona... Możliwe, że wyjazd wpłynie jakoś na mnie i na moje samopoczucie... Zobaczymy... Na pewno potrzebuje czasu dla siebie, zastanowienia się nad wszystkim i nabrania dystansu do całej sytuacji...

3 221

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Zajrzałam w kalendarz - urodziny mojego dawnego chłopaka (rozdział przed pojawieniem się R.)... Wysłałam życzenia i zdałam sobie sprawę, że z nim byłam szczęśliwa. On dbał o mnie, kochał, okazywał uczucia, nie okłamywał... Ale czemu się to rozpadło? Z racji innych poglądów na życie? Żadne nie chciało odpuścić i... związek się rozpadł. A szkoda, był taki dobry...

I tu czai się następna pułapka KKZB. Dosadnie nazywa się to 'przechodzenie z rąk do rąk". Ja tak miałam. Kończył się jeden związek i zamiast zatrzymać się na chwilę, zastanowić DLACZEGO się rozpadł - natychmiast zaczynałam nowy. No i oczywiście na zasadzie kontrastu do poprzedniego - bo przecież tamten okazał się do niczego. I za każdym razem to były długie, kilkuletnie związki.
Też mam sentyment do Maćka - mój pierwszy chłopak na poważnie. Gdybyśmy TERAZ byli w tali związku jak WTEDY - byłoby świetnie. Ale TERAZ już z pewnością jesteśmy innymi ludźmi. Pozostały miłe wspomnienia, które pielęgnuję.

3 222

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

I tu czai się następna pułapka KKZB. Dosadnie nazywa się to 'przechodzenie z rąk do rąk". Ja tak miałam. Kończył się jeden związek i zamiast zatrzymać się na chwilę, zastanowić DLACZEGO się rozpadł - natychmiast zaczynałam nowy. No i oczywiście na zasadzie kontrastu do poprzedniego - bo przecież tamten okazał się do niczego. I za każdym razem to były długie, kilkuletnie związki.
Też mam sentyment do Maćka - mój pierwszy chłopak na poważnie. Gdybyśmy TERAZ byli w tali związku jak WTEDY - byłoby świetnie. Ale TERAZ już z pewnością jesteśmy innymi ludźmi. Pozostały miłe wspomnienia, które pielęgnuję.

Uuu zabrzmiało jak diagnoza ;/ Między jednym a drugim związkiem było pół roku i zdecydowanie te 6 miesięcy były za krótkie. Jeszcze nie zdążyłam odsapnąć po Maćku, jeszcze emocje nie opadły a tu pojawia się R. który wydaje się lepszy, ciekawszy, bardziej interesujący i bardziej pociągający...
A dziś okazało się, że to były jedynie fałszywe pierwsze wrażenia na jego temat... Szkoda, że rozstałam się z Maćkiem, bo to był naprawdę fajny facet i życzę mu jak najlepiej. Może jeszcze dane nam będzie się spotkać i pogadać (jest za granicą) na razie i ja mam wspomnienia, które są cenne smile

Mówiąc o wspomnieniach czy jako KKZB mogę pielęgnować wspomnienia po R.? Naturalnie te dobre, których było dość mało, ale jednak były? Czy byłoby w tym coś zdrożnego, niewłaściwego? Wiem, że powinnam zapomnieć o nim, odseparować się. Ale wspomnienia po M. zostały i miło mi gdy sobie przypomnę wspólne chwilę... Czy popełnię gdzieś błąd wspominając R. mając na uwadze te dobre momenty?

3 223

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Mówiąc o wspomnieniach czy jako KKZB mogę pielęgnować wspomnienia po R.? Naturalnie te dobre, których było dość mało, ale jednak były? Czy byłoby w tym coś zdrożnego, niewłaściwego? Wiem, że powinnam zapomnieć o nim, odseparować się. Ale wspomnienia po M. zostały i miło mi gdy sobie przypomnę wspólne chwilę... Czy popełnię gdzieś błąd wspominając R. mając na uwadze te dobre momenty?

Na to będzie czas dużo, dużo później, kochaniutka. Teraz wypieramy gadzinę, wypieramy tongue

3 224

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Na to będzie czas dużo, dużo później, kochaniutka. Teraz wypieramy gadzinę, wypieramy tongue

Tak, tak rozumiem doskonale. Chciałam się tylko dowiedzieć czy nie ma w tym nic złego jeśli po jakimś czasie (dłuższym to pewne) będę mogła pozwolić sobie na miłe wspomnienia o R. Tak jak to ma miejsce teraz z M. Ale skoro mówisz, że będzie to możliwe później i nie ma w tym nic złego to się cieszę. Bo bałam się, że jeśli już kiedyś uda mi się przejść do porządku dziennego do niego i nagle przyszła by fala miłych wspomnień to czy moje starania o własną równowagę nie ległyby w gruzach...

No ale nie zaprzątam sobie nim głowy teraz... Zastanawiam się nad wyborem studiów - politologia czy stosunki międzynarodowe byłyby lepsze tongue To mój priorytet, a jutro WELCOME HOME big_smile

3 225

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

No ale nie zaprzątam sobie nim głowy teraz... Zastanawiam się nad wyborem studiów - politologia czy stosunki międzynarodowe byłyby lepsze tongue

Monia, moja propozycja - psychiatria kliniczna. Jak skończysz - nam wszystkim pomożesz.

3 226 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-29 21:18:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Monia, moja propozycja - psychiatria kliniczna. Jak skończysz - nam wszystkim pomożesz.

Heh pomysł świetny, ale niestety nie wykonalny dla mnie.. Psychologia oraz jakiekolwiek jej dziedziny są niemożliwe do zrobienia w wymiarze 2 letnich studiów uzupełniających magisterskich (niestety) a szkoda;(

Twój pomysł sprawił mi uśmiech na twarzy - warto to zapamiętać i zapisać sobie gdzieś jako cytat do uśmiechu big_smile

Dziewczyny czytam sobie pierwsze lepsze zakupione w kiosku pisemko i tu nagle taki cytat w jednym z artykułów :
KAŻDY KOLEJNY DZIEŃ TO WYZWANIE. PRZYZNANIE SIĘ PRZED SAMĄ SOBĄ I INNYMI TO MILOWY KROK W PROCESIE SAMOUZDRAWIANIA

Ładnie brzmi - prawda?? wink

3 227

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Coś straszne prosektorium tu u nas ostatnio. Zero ruchu w interesie. Ja sama jakaś taka przymulona jestem. To dziewiąty dzień odwyku.
(Nazywam się Tarantella. Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu. Jeszcze dziesięć razy tyle i będę wolna. Nawet nie będę pamiętać jego imienia.)

3 228

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

KAŻDY KOLEJNY DZIEŃ TO WYZWANIE. PRZYZNANIE SIĘ PRZED SAMĄ SOBĄ I INNYMI TO MILOWY KROK W PROCESIE SAMOUZDRAWIANIA

Ładnie brzmi - prawda?? wink

Mój proces to raczej samodestrukcja hmm Ale ciągle walczę.

3 229

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mirella napisał/a:

Mój proces to raczej samodestrukcja hmm Ale ciągle walczę.

A czemu samodestrukcja?? Czemu tak uważasz??
To ja mogłabym tak powiedzieć po dzisiejszej rozmowie z jego kuzynem... Sama nie wiem ale jego słowa o wybaczaniu i szansie nadal tkwią mi w głowie... Ponadto miałam pewien niepokój ale niekochana wytłumaczyła mi, że to nic złego, ale dopiero w późniejszym etapie mojego życia. Opowiadaj co jest wink

3 230

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

niekochana72 bardzo bardzo Ci dziękuję za lekturę. Zabieram się za pobieranie smile
Dzisiaj D. zabrał mnie na wycieczkę rowerową, była piękna pogoda i przejechaliśmy około 30 km. Pięknie się opaliłam nareszcie. I wiecie co Wam powiem? Było bardzo miło... Aż byłam w szoku. Przełomowy moment czy mydlenie mi oczu? sad

3 231

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Często mam takie odczucia spowodowane wiecie kim. Niepotrzebnie się nakręcam i wpadam w jakąś psychozę. Ciągle myślę o tym, żeby o nim nie myśleć. I znowu jestem w punkcie wyjścia. Weekend był fatalny ale od poniedziałku wszystko zmierza ku dobremu. Problem pojawi się znowu w piątek bo idę na dwa tygodnie urlopu... Grrrrr....
W pracy w wolnej chwili czytam naszą literaturę i każdą z opisanych sytuacji porównuję z tym jak było u mnie. I kurna było dokładnie tak jak w książce! Usprawiedliwiałam go za każdym razem, wybielałam wszystkimi argumentami jakie tylko posypały się z rękawa a teraz mam co wyhodowałam.

Tarantella napisał/a:

Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu.

Też zaczynam odliczanie....

3 232

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to jest nas trzy walczące ze swoimi głowami big_smile

3 233 Ostatnio edytowany przez karen (2011-06-29 22:23:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Coś straszne prosektorium tu u nas ostatnio. Zero ruchu w interesie. Ja sama jakaś taka przymulona jestem. To dziewiąty dzień odwyku.
(Nazywam się Tarantella. Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu. Jeszcze dziesięć razy tyle i będę wolna. Nawet nie będę pamiętać jego imienia.)

Gdy napisałaś, ze potrzeba 90 dni na odwyk to się ucieszyłam, bo u mnie jest już 73 dni od ostatniego kontaktu, więc o wiele bliżej niz dalej. A tu dziś znowu mam jakiegos doła i jakieś głupie mysli mi przychodzą do głowy. Fuck!
A rozwaliło mnie, gdy uświadomilam sobie, ze panicznie boję się bliskości. Nigdy się tego nie bałam, a teraz po prostu nie wyobrazam sobie, ze mogłabym byc z kimś blisko i mu zaufać.
Pieprzony sukinsyn. Śpi sobie spokojnie, obraca kolejne panienki bez skrupułów, a ja tu od prawie 9 miesięcy dochodzę do siebie i wciąż nie mogę dojść.
K@#$^%&^&*^%$#@#!!!!!!!!!!!


EDIT:
Sorry, za mój wybuch.

Jestem mewą, lecę wysoko, w olbrzymiej przestrzeni nieba. Bezkresne morze, rozpościera się pode mną. Czuję przychylny wiatr, ktory unosi mnie coraz wyżej i wyżej....  JESTEM WOLNA!!! JESTEM RADOSNA!!! LECĘ!!! NIE ZATRZYMA NIKT MNIE!!!!

3 234

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:
mirella napisał/a:

Mój proces to raczej samodestrukcja hmm Ale ciągle walczę.

A czemu samodestrukcja?? Czemu tak uważasz??
To ja mogłabym tak powiedzieć po dzisiejszej rozmowie z jego kuzynem... Sama nie wiem ale jego słowa o wybaczaniu i szansie nadal tkwią mi w głowie... Ponadto miałam pewien niepokój ale niekochana wytłumaczyła mi, że to nic złego, ale dopiero w późniejszym etapie mojego życia. Opowiadaj co jest wink

Monia, ja tez przebaczylam i on o tym wie, ale póki co ma gdzieś moje przebaczenie. I póki co nie chcę przypominać sobie fajnych chwil, bo zaraz przychodzą mi do głowy ostatnie 6 miesięcy, kiedy to był ze mną i romansowal z inna. Póki co, Ty nabieraj sił, nie daj sie zwieść pięknym słowem. Niech idą za nim czyny, wtedy możesz sie zastanowić.

3 235

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
nonan napisał/a:

Dzisiaj D. zabrał mnie na wycieczkę rowerową, była piękna pogoda i przejechaliśmy około 30 km. Pięknie się opaliłam nareszcie. I wiecie co Wam powiem? Było bardzo miło... Aż byłam w szoku. Przełomowy moment czy mydlenie mi oczu? sad

A można wiedzieć czemu zgodziłaś się na wycieczkę?

mirellaheh no właśnie staranie się mieć na uwadze aby o nim nie myśleć jedynie wpływa na to, że to robisz... A może zamiast pilnować siebie byś zaczeła coś robić... Wiem ciężkie, ale wykonalne wink nakręcanie siebie samej również dobre nie jest, ale na to MY wpływu nie mamy za to Ty jak najbardziej wink idziesz na urlop - to może wyjedź gdzieś na ten czas i rozkoszuj się wolnością. Wyłącz telefon powiadamiając wcześniej bliskie osoby (mam tu na myśli rodziców, przyjaciół, rodzeństwo - ALE NIE JEGO) co planujesz i tyle wink

Sylnowa zgadzam się z Tobą. Mój limit wybaczeń się skończył. Ja również nie chce przypominać sobie miłych chwil, nie jestem na to jeszcze gotowa, więc zamiast o nim myślę o domu, o wakacjach, o nowym autku, o studiach tongue

3 236

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Coś straszne prosektorium tu u nas ostatnio. Zero ruchu w interesie. Ja sama jakaś taka przymulona jestem. To dziewiąty dzień odwyku.
(Nazywam się Tarantella. Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu. Jeszcze dziesięć razy tyle i będę wolna. Nawet nie będę pamiętać jego imienia.)

Gdy napisałaś, ze potrzeba 90 dni na odwyk to się ucieszyłam, bo u mnie jest już 73 dni od ostatniego kontaktu, więc o wiele bliżej niz dalej. A tu dziś znowu mam jakiegos doła i jakieś głupie mysli mi przychodzą do głowy. Fuck!
A rozwaliło mnie, gdy uświadomilam sobie, ze panicznie boję się bliskości. Nigdy się tego nie bałam, a teraz po prostu nie wyobrazam sobie, ze mogłabym byc z kimś blisko i mu zaufać.
Pieprzony sukinsyn. Śpi sobie spokojnie, obraca kolejne panienki bez skrupułów, a ja tu od prawie 9 miesięcy dochodzę do siebie i wciąż nie mogę dojść.
K@#$^%&^&*^%$#@#!!!!!!!!!!!

Ja tez zacżelam w ten sposób liczyć detoks. Jak dam radę to do końca zostanie mi 88 dni:) dziś on ma imieniny, ale nie wysle mu życzeń. Zmowie za niego zdrowaske, bardziej pomocna będzie. Moja przyjaciółka powiedziala mi wczoraj, żebym nic nie pisała do niego, bo on ze swoją kochanka na pewno czytają razem i sie śmieją ze mnie.. Wiesz..pomogło..póki co.. Ale tak jak i Ty boje sie samotności, tym bardziej, ze rozwód dla mnie nie jest wyjściem:( za nim poznałam mojego męża, długo byłam sama, w sumie on był pierwszym.. Niestety we wszystkim.. I dlatego tak mi cieżko jest sie pozbierać i uwierzyć, ze jeszcze i dla mnie nadejdą dobre czasy. Myśle sobie, ze Bóg z takiego zła, musi wyciągnąć jakieś dobro dla nas.. Skrzywdzonych, poranionych, cierpliwie kochających. Jesteśmy cudownymi kobietami, które ciagle dają.. I dla nas przyjdzie dobry czas, kiedy coś dostaniemy i będziemy szczęśliwe.

3 237 Ostatnio edytowany przez mirella (2011-06-29 22:22:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

mirella idziesz na urlop - to może wyjedź gdzieś na ten czas i rozkoszuj się wolnością. Wyłącz telefon powiadamiając wcześniej bliskie osoby (mam tu na myśli rodziców, przyjaciół, rodzeństwo - ALE NIE JEGO) co planujesz i tyle wink

No właśnie ten urlop będzie pracowity. Bronię pracę i wkuwanko będzie big_smile Ale końcem lipca jadę w świat na 10 dni, może spełni się to co wróżka powiedziała i kogoś poznam tongue heheheh No trzeba w coś wierzyć wink


Sylnowa napisał/a:

. Jesteśmy cudownymi kobietami, które ciagle dają..

A co masz na myśli??? big_smile Ja to bym nawet chciała ale nie mam komu tongue

3 238 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-29 22:26:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Coś straszne prosektorium tu u nas ostatnio. Zero ruchu w interesie. Ja sama jakaś taka przymulona jestem. To dziewiąty dzień odwyku.
(Nazywam się Tarantella. Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu. Jeszcze dziesięć razy tyle i będę wolna. Nawet nie będę pamiętać jego imienia.)

Gdy napisałaś, ze potrzeba 90 dni na odwyk to się ucieszyłam, bo u mnie jest już 73 dni od ostatniego kontaktu, więc o wiele bliżej niz dalej. A tu dziś znowu mam jakiegos doła i jakieś głupie mysli mi przychodzą do głowy. Fuck!
A rozwaliło mnie, gdy uświadomilam sobie, ze panicznie boję się bliskości. Nigdy się tego nie bałam, a teraz po prostu nie wyobrazam sobie, ze mogłabym byc z kimś blisko i mu zaufać.
Pieprzony sukinsyn. Śpi sobie spokojnie, obraca kolejne panienki bez skrupułów, a ja tu od prawie 9 miesięcy dochodzę do siebie i wciąż nie mogę dojść.
K@#$^%&^&*^%$#@#!!!!!!!!!!!

No to witam w klubie "Wystraszonych na-śmierć". Też mam od wczoraj dołek. Ale chyba nad tym jakoś panuję (ciągle zwalam na PMS a nie na swój durny łeb). U mnie sytuację znacznie pogarsza fakt, że psychofag wyjechał do Barcelny w delegację m.in. z blondi. Nie żebym miała jakieś awanse do jego osoby lub myśli pod hasłem "napewno do siebie dopadną" bo dopadną na 99,9% mimo jej buńczucznych deklaracji, że nawet patykiem go tknąć nie będzie chciała. Problemem jest fakt, że w tej pieprzonej Barcelonie przeżyliśmy naprawdę piękne chwile i to jest dla mnie kolejny bastion emocjonalny, który muszę w sobie pokonać. Bo nie ma już "naszych" miejsc i "naszych" wspomnień. Są tylko miejsca i wspomnienia, które muszę w mózgu zdefragmentować i klaster za klastrem wyciąć. Splugawił tyle "naszych" rzeczy, że jeszcze ta jedna nie jest już wielkim halo, ale ten proces musi potrwać i staram się brać to na spokój, przeczekanie i nie poddawanie się na prowokacje (zaraz po przylocie do Barcelony zadzwonił i nagrał smętne westchnienie bo rzecz jasna nie odebrałam). Taka resekcja wspomnień to bolesny proces i trzeba się na to nastawić. Nic, kochana, nie daje myślenie - obraca czy nie obraca. Psychofag na tych 99,9% też zapewne wyobraca blondi w tym "naszym" hiszpańskim mieście i zwyczajnie założyłam, że taka jego psychofagowa rola w tym tandetnym przedstawieniu a moje spokojne podejście do tego jest moją rolą, który muszę dograć, żeby to w sobie zamknąć, żeby bisów nie było.

Myślę sobie jednak, że jeśli zrobimy wszystko, żeby być ... jak to nazwać ... atrakcyjniejszymi same dla siebie, to mamy szansę, że polubi nas ktoś (i my go polubimy) naprawdę wartościowy. A możemy sobie przecież założyć, że takie godne, ze spokojem i podniesioną głową wychodzenie z koszmaru zdrady (ilekolwiek będzie w nas trwał) może być elementem konstruowania samej siebie - nowej, ciekawszej dla kogoś ciekawszego.

3 239

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Coś straszne prosektorium tu u nas ostatnio. Zero ruchu w interesie. Ja sama jakaś taka przymulona jestem. To dziewiąty dzień odwyku.
(Nazywam się Tarantella. Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu. Jeszcze dziesięć razy tyle i będę wolna. Nawet nie będę pamiętać jego imienia.)

Kochane moje u mnie dziś 7 dzień! pełny tydzień na detoksie...trzymam się...dzięki literaturze temu wątkowi i WAM!!!!

3 240 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-29 22:39:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I jeszcze jedno - kolejna porada dla tych, które korci dzwonić, pisać, sms-ować. Proponuję zajęcie podnoszące na duchu, które mnie pozwalało wytrwać z godnością wiele razy, kiedy korciło. Może to śmieszne, ale Wy wszystkie zrozumiecie. Zaprowadziłamsobie dzienniczek, w którym odnotowywałm, ile razy o mały włos nie zadzwoniłam lub nie zaesemesowałam oraz ile razy napisałam maila, którego po tem z premedytacją wyrzuciłam do kosza. Kolejne dni wytrwania "w czystości" i zapełniający się "Dzienniczek godności" dodawały mi otuchy. Zauważyłam też oczywistą prawidłowość. Im więcej było dni mojego powstrzymywania się od kontaktu, tym więcej było jego prób w moją stronę. Pojawiła się kolejna rubryka - "kontakty świadomie nie podjęte/odrzucone". I to jest dopiero frajda!

Kurczę, tak to czytam i sobie myślę, dla kogoś kto tego koszmaru nie przeżył, moja powyższa dywagacja to stek bzdur rozhisteryzowanej zdradzonej kobiety. Nikt nie wie, ile kosztuje takie jedno nieodebrane połączenie, dopóki sam przez to piekło nie przejdzie.

3 241

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mirella napisał/a:
monia_3103 napisał/a:

mirella idziesz na urlop - to może wyjedź gdzieś na ten czas i rozkoszuj się wolnością. Wyłącz telefon powiadamiając wcześniej bliskie osoby (mam tu na myśli rodziców, przyjaciół, rodzeństwo - ALE NIE JEGO) co planujesz i tyle wink

No właśnie ten urlop będzie pracowity. Bronię pracę i wkuwanko będzie big_smile Ale końcem lipca jadę w świat na 10 dni, może spełni się to co wróżka powiedziała i kogoś poznam tongue heheheh No trzeba w coś wierzyć wink


Sylnowa napisał/a:

. Jesteśmy cudownymi kobietami, które ciagle dają..

A co masz na myśli??? big_smile Ja to bym nawet chciała ale nie mam komu tongue

wink ha ha rozpustnica smile tez bym dała.. wink a tak na poważnie.. Masz w sobie wielki potencjał i potrzebę kochania, ale osoba niewłaściwa, która tego nie chce:(

3 242

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Sylnowa napisał/a:

za nim poznałam mojego męża, długo byłam sama, w sumie on był pierwszym.. Niestety we wszystkim.. I dlatego tak mi cieżko jest sie pozbierać i uwierzyć, ze jeszcze i dla mnie nadejdą dobre czasy.

A mój miał być ostatnim. Kiedy liczysz na to, że ktoś, po nieudanych próbach wreszcie jest TYM DOCELOWYM, do którego szło się całe życie (poznałam go jak miałam 40 lat), to taka katastrofa jest mega katastrofą, bo to może oznaczać już KONIEC NADZIEI. Ale się k**wa nie poddam. Musi być lepiej. Nam wszystkim. No chyba, że w niebie ...

3 243

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobrze, ze w przyplywie gniewu nie oddałam mu ipada, bo bym nie miała jak sie z Wami kontaktować:)

3 244

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Sylnowa napisał/a:

za nim poznałam mojego męża, długo byłam sama, w sumie on był pierwszym.. Niestety we wszystkim.. I dlatego tak mi cieżko jest sie pozbierać i uwierzyć, ze jeszcze i dla mnie nadejdą dobre czasy.

A mój miał być ostatnim. Kiedy liczysz na to, że ktoś, po nieudanych próbach wreszcie jest TYM DOCELOWYM, do którego szło się całe życie (poznałam go jak miałam 40 lat), to taka katastrofa jest mega katastrofą, bo to może oznaczać już KONIEC NADZIEI. Ale się k**wa nie poddam. Musi być lepiej. Nam wszystkim. No chyba, że w niebie ...

W niebie na pewno smile przynajmniej tak myśle i wierze:) nie możemy sie poddać, ja na początku chodziłam jak cień, do sklepu ukradkiem, jakbym to ja męża zdradziła i odeszła. A to oni powinni sie wstydzić, a nie ja. Dlatego dziś z podniesionym czołem poszłam do sklepu i było mi dobrze ze sobą. Zrobiłam pierwsze od miesiąca zakupy, by jakoś zacząć lodówkę zapelniac, bo aż wstyd.. Potem rozjasnilam włosy, najadlam sie czekolady:) to wzięłam od Ciebie, droga Tarantello. Mówią, ze nadzieja umiera ostatnia, nie możemy sie poddać, trzeba wierzyć, ze będzie lepiej. Ale dziś chyba jestem na jakimś haju, ale dobrze mi z tym.. smile

3 245 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-29 22:45:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

"Dzienniczek godności"

Kolejny ciekawy pomysł zaproponowany przez Ciebie. Może się na niego pokuszę, ale jak na razie mam spokój z jego strony a tym bardziej z mojej (ja po prostu nie mam czasu złapać telefonu do ręki od poniedziałku). Ale tamten pomysł z listą plusów i minusów jego zachowań - cel w 10! Kurczę ostatnio sobie jeszcze dopisałam parę myślników i nieźle budująco to na mnie działa...

Nania trwaj i wytrwaj wink no ja tam dni nie liczę, bo wiem, ze jak wróce do domu to telefon będzie odłożony na bok i będę miała gdzieś że ktoś dzwoni itp za dużo pracy mnie czeka, więc i czasu na telefony, maile mieć nie będę dużo. Ale do Was dziewczynki będę się starała zaglądać jak tylko się da często wink


mirella życzę połamania języka na obronie (ja już jestem po tongue )

Sylnowa dobre posunięcie i dzięki za przypomnienie, on ma mój telefon!! Wrrr ;/

3 246

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Myślę sobie jednak, że jeśli zrobimy wszystko, żeby być ... jak to nazwać ... atrakcyjniejszymi same dla siebie, to mamy szansę, że polubi nas ktoś (i my go polubimy) naprawdę wartościowy. A możemy sobie przecież założyć, że takie godne, ze spokojem i podniesioną głową wychodzenie z koszmaru zdrady (ilekolwiek będzie w nas trwał) może być elementem konstruowania samej siebie - nowej, ciekawszej dla kogoś ciekawszego.

Nie watpię, że będziemy atrakcyjniejsze dla samych siebie i dla wartościowych facetów też. Zastanawiam się tylko, czy poznamy się na tych wartościowych i ich nie odrzucimy ze strachu przed bliskością i kolejnym zranieniem.

Ok, chyba nie czas jeszcze o tym mysleć. Wciąż za wczesnie na jakieś mysli o nowych próbach. Nadal nie jestem w równowadze, do ktorej dążę.
A już mi się zdawało, że jestem.

3 247

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

A mój miał być ostatnim. Kiedy liczysz na to, że ktoś, po nieudanych próbach wreszcie jest TYM DOCELOWYM, do którego szło się całe życie (poznałam go jak miałam 40 lat), to taka katastrofa jest mega katastrofą, bo to może oznaczać już KONIEC NADZIEI. Ale się k**wa nie poddam. Musi być lepiej. Nam wszystkim. No chyba, że w niebie ...

Siostro syjamska!!!
Różnica tylko jedna.... ja miałam 49 lat.

MUSI BYĆ LEPIEJ!!!

Och, jak dobrze, ze jesteście Dziewczyny big_smile

3 248

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nania napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Coś straszne prosektorium tu u nas ostatnio. Zero ruchu w interesie. Ja sama jakaś taka przymulona jestem. To dziewiąty dzień odwyku.
(Nazywam się Tarantella. Odstawiłam toksynę dziewięć dni temu. Jeszcze dziesięć razy tyle i będę wolna. Nawet nie będę pamiętać jego imienia.)

Kochane moje u mnie dziś 7 dzień! pełny tydzień na detoksie...trzymam się...dzięki literaturze temu wątkowi i WAM!!!!

Zazdroszczę smile i dalej trzymam kciuki za Ciebie smile

3 249 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-29 22:54:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

Ok, chyba nie czas jeszcze o tym mysleć. Wciąż za wczesnie na jakieś mysli o nowych próbach. Nadal nie jestem w równowadze, do ktorej dążę.
A już mi się zdawało, że jestem.

Wiesz, ja sobie myślę, że z tą gotowością i rozpoznaniem to jest tak jak ze ... światłami w samochodzie. Kiedyś (100 lat temu) na kursie na prawo jazdy (uczyłam się na "maluchu") zapytałam "wodza", bo tak nazywaliśmy naszego SUPER instruktora, jak rozpoznać moment, kiedy należy włączyć światła (wtedy obowiązywał jeszcze przepis, że włączało się światła dopiero po zmroku i nikt nie wiedział, gdzie leży ta granica już zmrok/jeszcze nie zmrok). Wodzu odpowiedział - "Światła należy włączyć w tym momencie, dziecino, kiedy już się nad tym zastanawiasz. To znaczy, że już jest zmrok".

Tak więc, myślę sobie, kochana, że jak już się zaczniemy zastanawiać, czy przypadkiem ten facet, który się pojawił i się koło nas kręci, nie jest przypadkiem TYM wartościowym facetem, to to może być sygnał, że nasz czas nadszedł ... albo, że nadszedł (kolejny) zmrok big_smile

3 250

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

... albo, że nadszedł (kolejny) zmrok big_smile

Wypluj te słowa !!!! big_smile

Posty [ 3 186 do 3 250 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 48 49 50 51 52 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026