Sylnova, no nie ma lekko, kochana. Pamiętam jeszcze ten okres, kiedy 100% czasu myślałam tylko o tym wszystkim - on-zdrada, on-ona, ja-ona, ja-on. Tak, to koszmar niewyobrażalny dla samego oprawcy. I choć wiem, jak to ciężko, trzeba potężnym wysiłkiem próbować zająć się czymkolwiek innym. Już sama nie wiem, ile razy na tym wątku padały słowa - małymi kroczkami. Chyba TYSIĄC.
Ja dzis już o tym obłędzie myślę tylko 70% czasu i już spokojniej i już bez tej rozpaczy. Ale patrz, minęło tyle czasu, tyle złego się wydarzyło, które powinno "wyczyścić" mnie z myślenia o nim W OGÓLE a jednak te myśli same przypełzają. Jedynym osiągnięciem jest to, że nie są to już myśli TYLKO o nim, a raczej o samotności i wtedy na mikrosekundę pojawia się myśl o tym, żeby zadzwonić. I akurat w tym odruchu nie ma nic niewłasciwego bo to tylko odruch Pawłowa. Każda z nas przez lata, w momentach jak nam było źle, do niego kierowała swoje kroki jako do najbliższej osoby (nawe t wtedy, kiedy nie wiedziałyśmy, że MY już wcale nie jesteśmy dla nich najbliższe). I ten mechanizm teraz pokutuje. Wiesz? Na firmowych szkoleniach uczono nas, że dowolne zachowanie powtórzone 20 razy staje sie nawykiem - ot i cały problem. Teraz może więc wystarczy zastosować ten schemat jako naszą broń. W momencie, kiedy nam ich brak zastąpmy ten mechanizm myślowy ZŁE SAMOPOCZUCIE=POTRZEBA WSPARCIA=ON na jakiś inny ... ZŁE SAMOPOCZUCIE=POTRZEBA WSPARCIA=WŁĄCZENIE DOBREJ MUZYKI/SIŁOWNIA/SPACER/SZYDEŁKOWANIE/WYCZESYWANIE SPLĄTANYCH KUDŁÓW PSA. Jednym słowem COKOLWIEK, co wytworzy nowe połączenia nerwowe. I trzeba to tylko powtórzyć 20 razy i zastąpimy stary nawyk, nowym.
Ta nasza grupa tutaj jest o tyle lepsza od dowolnej profesjonalnej terapii, że możemy sobie dawać jakieś (choćby najdrobniejsze) rady techniczno-praktyczne.
Tak więc mnie (troszkę ale zawsze) pomaga:
- czytanie spisu jego niegodziwości i uczuć, które mi towarzyszyły w tych momentach, kiedy mi je czynił,
- ciepły prysznic z obowiązkowym wyciem,
- wizyta u kosmetyczki (choćby regulacja brwi) lub fryzjerki (choćby podcięcie rozdwajających się końcówek)
- zakup nowego ciucha/kosmetyku ale BARDZO PRZEMYŚLANEGO a nie powodu do kolejnej frustracji pt. po co mi ta kolejna sukienka - i tak nie chodzę w sukienkach
- rozmowa z kimś, kto rozumie
- skorzystanie z naszej "wyjni" czyt. forum
- pisanie listów do niego KTÓRYCH NIGDY NIE WYŚLĘ ale świetnie nadają się określania moich odczuć i będą świetne jako pamiętnik, z którego za jakiś czas się pośmieję
- czytanie lietratury fachowej o toksycznych związkach i bezcelowości ich utrzymywania
- manicure/pedicure
- wyjście na basen lub siłownię (endorfiny/figura/zadowolenie)
- zrobienie porządków tam, gdzie już dawno ich nie robiłam (np. szorowanie piecyka w kuchni, czyszczenie wszystkich butów, szorowanie kabiny prysznicowej,
- melisa raz-dwa razy dziennie + MagneB6 (efekty widoczne po dłuższej chwili ale widoczne)
- wpierdzielenie całej tabliczki czekolady z orzechami (tej z okienkiem)
- przytulanie się z psem w łózku
- rozmowy z moim dzieckiem (wtedy, kiedy nie pyskuje a ma lepszy moment)
- zastanawianie się nad tym, co mogłoby być moją pasją (może gra na fortepianie, może robienie zielnika, może artystyczny haft krzyżykowy)
Nauczyłam sie też ograniczać czynności, które zdecydowanie mi nie służą:
- NAJGORSZE jest dzwonienie albo pisanie do niego. Popełniłam ten błąd raz albo dwa i czułam się tak KOSZMARNIE, że zdecydowanie jest to najgorsza rzecz, którą możemy sobie zafundować.
- drugą analogiczną jest odbieranie telefonów od niego - zapewne ma nam do powiedzenia tylko coś na kształt: "Czy zapłaciłaś ratę za mój samochód?", bo przez ułamek sekundy ucieszyłam się, że on dzwoni do mnie a okazało się, że dzwoni tylko w sprawie formalnej, która do k*** nędzy jest dla nas w tej chwili TOTALNIE nieistotna w porównaniu z naszym cierpieniem a dla niego to nasze cierpienie nie ma TOTALNIE żadnego znaczenia,
- oglądanie komedii romantycznych (zawsze zadaję sobie pytanie: kiedy ten romantyczny i zakochany w NIEJ fiut ją zdradzi albo okaże sie zboczeńcem/charakteropatą)
- planowanie a potem nie wykonanie jakiejś wielkiej sprawy - np. zrobię generalne porzadki a potem dupa i tylko mnie to jeszcze bardziej rozwala
- towarzystwo większe niż 2 osoby (wyjątkiem może być spotkanie KKZB, chociaż dziewczyny jak u mnie były, to też widziały, że kompan ze mnie był dość kiepski)
- uczestnictwo w większych imprezach, gdzie wszyscy sie dobrze bawią i to mnie wpędza w jeszcze większą deprechę
- picie i nadmierne palenie
- przeglądanie innych forów poza naszym - za duża ilość "wyjni" wzmaga myślenie "na temat"
- bolesne zabiegi (dentysta, depilacja, drastyczny masaż kręgarski)
Może pozostałe koleżanki mają do dodania coś do listy zachowań uspakajających i destrukcyjnych?