Zaczynam się zastanawiać czy kochać można z przyzwyczajenia. Jak myślicie?
To już dawno nie jest miłość. To Twój żal za tym, jakby mogło być. Ale nie jest.
Trzeba to przyjąć do wiadomości, zaakceptować. To daje spokój.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 46 47 48 49 50 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Zaczynam się zastanawiać czy kochać można z przyzwyczajenia. Jak myślicie?
To już dawno nie jest miłość. To Twój żal za tym, jakby mogło być. Ale nie jest.
Trzeba to przyjąć do wiadomości, zaakceptować. To daje spokój.
Podobne tematy
...marzę żeby to się kiedyś skończyło...bo tak naprawde nic sie nie skończyło. Dziś do niego zadzwonie i on przyjedzie...
I się nie skończy.
To twoja ręka sięga po telefon...
To Ty go wzywasz...
Tylko TY możesz powiedzieć SOBIE i jemu STOP i nie brać tego telefonu do ręki.
Monia, no proszę Cię! To tak jakbyś uważała, że życie uratował Ci kierowca, który Cię przejechał na pasach, wycofał, przejechał jeszcze raz dla pewności - ALE wezwał pogotowie...
porównanie zabawne, ale jakby nie patrzeć to on mnie znalazł, zacząć cucić, wezwał pogotowie... Może owszem złe porównanie, ale tak czuje... Bo gdyby on nie przyszedł, to wątpię aby ktoś zajrzał do mnie... Jego siostra w ogóle do mieszkania nie zagląda - on jest jakby tym, który nadzoruje... Więc tak to widzę... A on do dnia dzisiejszego oczekuje podziękowań za ten wyczyn
niedoczekanie jego ![]()
Nania napisał/a:...marzę żeby to się kiedyś skończyło...bo tak naprawde nic sie nie skończyło. Dziś do niego zadzwonie i on przyjedzie...
I się nie skończy.
To twoja ręka sięga po telefon...
To Ty go wzywasz...
Tylko TY możesz powiedzieć SOBIE i jemu STOP i nie brać tego telefonu do ręki.
Wiem Anhedoniu wiem....teraz już to wiem i jedyne co mam teraz zrobić to w tym wytrwać...zazdroszcze Wam tej siły i mądrości...okazałam się taką idiotką myślałam ze jestem taka wyjątkowa, myślałam ze mną bedzie inaczej a co sie okazało...ze jestem naiwną idiotką przyznanie sie do tego przed samą sobą jest chyba najgorsze!
niekochana72 napisał/a:Monia, no proszę Cię! To tak jakbyś uważała, że życie uratował Ci kierowca, który Cię przejechał na pasach, wycofał, przejechał jeszcze raz dla pewności - ALE wezwał pogotowie...
Hehe! Dobre
Ja zostałam rozwałkowana zdecydowanie przez pociąg. Takie emocjonalne TGV.
Taaa... podniosły się szlabany na przejeździe kolejowym, uśmiechnięta niekochana weszła na tory - a tu TGV. Jak się sponiewierana przeczołgała odrobinkę - poprawiło jej jadące z naprzeciwka.
Ale od tego uderzenia powstała myśl, że ja jestem twarda - mogę tak całe życie, wytrzymam. Ale czy chcę? NIE.
Epoka napisał/a:Zaczynam się zastanawiać czy kochać można z przyzwyczajenia. Jak myślicie?
To już dawno nie jest miłość. To Twój żal za tym, jakby mogło być. Ale nie jest.
Trzeba to przyjąć do wiadomości, zaakceptować. To daje spokój.
Zgadzam się ,trzeba to zaakceptować - a w moim przypadku to pogodzenie się jest problemem. Sama niewiem dlaczego?
Ta moja lepsza połówka zaakceptowała wszystko, a ta gorsza co jakiś czas płata mi figle.
Ale pracuję nad tym by ta lepsza wygrała.
l&c napisał/a:głupi odruch pisania Ci z wielkiej litery...:)
No to akurat to kultura
jeżeli piszę Ci z wielkiej litery w znaczeniu "Tobie" to ok, ale ja pisałam to jako wskazanie w znaczeniu ci ludzie, tak jak tamci ludzie i wtedy wielka litera jest bez sensu.
pozdrawiam niekochana, masz bardzo mądre posty tutaj.
pozdrawiam wszystkie panie, które tęsknią, ale wiedzą,że tęsknią zupełnie bez sensu- uważam,że to stan normalny i rokujący. Osoba serdeczna, przywiązana tęskni- to normalne i każdy ma do tego prawo...grunt,żeby ta tęsknota była podparta świadomością,że niestety rzeczony człowiek nie był dla nas i nie warto tego rozgrzebywać kolejnymi próbami zbliżania się...
niekochana72 napisał/a:Epoka napisał/a:Zaczynam się zastanawiać czy kochać można z przyzwyczajenia. Jak myślicie?
To już dawno nie jest miłość. To Twój żal za tym, jakby mogło być. Ale nie jest.
Trzeba to przyjąć do wiadomości, zaakceptować. To daje spokój.Zgadzam się ,trzeba to zaakceptować - a w moim przypadku to pogodzenie się jest problemem. Sama niewiem dlaczego?
Ta moja lepsza połówka zaakceptowała wszystko, a ta gorsza co jakiś czas płata mi figle.
Ale pracuję nad tym by ta lepsza wygrała.
to chyba sedno sprawy to już nie miłość tylko przyzwyczajenie i tęsknota nawet nie za tym co było tylko za tym co mogłoby być ale nigdy nie będzie bo z gory było skazane na przegraną przynajmniej w miom przypadku:-(.
Ale czytając Was drogie kobietki jest światełko na pogodzenie się z tym i zaakceptowanie rzeczywistości...
Ale od tego uderzenia powstała myśl, że ja jestem twarda -
- jak stonka
A myślałam że ja byłam tym ciężkim przypadkiem podkładania się i skazywania na męki Pańskie. Dobrze że tu trafiłam bo pewnie dalej żyła bym z poczuciem winy że to ja byłam ta zła. Zawsze kłótnie prowokował On a ja je rozpętywałam więc to ja potem czułam się winna. Jak zaczął mnie zdradzać to też szukałam winy w sobie - za mało dawałam siebie, zołza ze mnie to sobie poszedł na lewiznę a ja ryczałam w poduszkę jak głupia i nie umiałam odejść. W końcu powiedziałam Basta! Odeszłam. On zaczął walczyć, błagał, płakał, kwiaty przysyłał, obiecał że się zmieni a ja nie uległam. Też oczywiście po czasie miałam wyrzuty sumienia że franca ze mnie, on biedny z podkulonym ogonem a ja go kijem pogoniłam. Całe moje życie u jego boku tak wyglądało. Obwinianie się ile wlezie a potem wmawiałam sobie że na to zasłużyłam. Co by się nie działo w naszym związku zawsze obwiniałam siebie chociażby w małym procencie. Oj głupia byłam, aż mi wstyd.
wychowałam się w domu dziecka (...)
po ślubie robiłam wszystko żeby moja rodzina była jak z filmu mąż chciał dziecko ja chciałam pójść na studia ale ON chciał więc ok było dziecko nie powiem że nie byłam szczęśliwa bo byłam tylko za jaką cenę musiałam zrezygnować z siebie a potem gdy dałam mu już wszystko co miałam on z dnia na dzień odszedł i zostawił mnie z dziećmi bez słowa jak nic niewarty śmieć i dobrze że były dzieci bo zemną było tragicznie gdy po dwóch miesiącach zadzwonił błagałam go żeby wrócił ,jakoś się pozbierałam ale wiem że nie potrafię żyć w związku nie wiem jak zaufać boje się że to się powtórzy myślę że ten kto by się zemną związał miałby przerąbane< zazdrość i różne taki na porządku dziennym a ja analizowała bym wszystko czy aby już nie zamierza mnie zostawić nie wiem co by taki człowiek musiał zrobić żebym mu zaufała i pewnie i tak byśmy oboje cierpieli
Współczuję
Do tej pory aby uzyskać akceptację i miłość dawałaś CAŁĄ siebie. A to okazało się, że ZA DUŻO. Życie to nie film.
Myślę, że nie wszystko stracone, bo masz świadomość swego problemu. ![]()
Jeśli boisz się, że trauma z dzieciństwa i nieudanego małżeństwa może Ci przeszkadzać w normalnych relacjach z mężczyznami, może powinnaś zwrócić się po pomoc do psychologa? Zdobycie zaufania istoty poranionej nie jest łatwe, ale możliwe - jeśli ta istota tego pragnie
Powodzenia i sił życzę
niekochana72 napisał/a:Epoka napisał/a:Zaczynam się zastanawiać czy kochać można z przyzwyczajenia. Jak myślicie?
To już dawno nie jest miłość. To Twój żal za tym, jakby mogło być. Ale nie jest.
Trzeba to przyjąć do wiadomości, zaakceptować. To daje spokój.Zgadzam się ,trzeba to zaakceptować - a w moim przypadku to pogodzenie się jest problemem. Sama niewiem dlaczego?
Ta moja lepsza połówka zaakceptowała wszystko, a ta gorsza co jakiś czas płata mi figle.
Ale pracuję nad tym by ta lepsza wygrała.
Myślę, że powinnaś zgłębić ten temat. Moim zdaniem tu tkwi problem.
Żeby Ci ułatwić napiszę, czego JA nie chciałam przyjąć do wiadomości bardzo długo. To cholerstwo trzymało mnie w tym porąbanym małżeństwie.
Otóż - nie chciałam się przyznać, że byłam słaba i głupia. Że sama na to pozwoliłam, że nie powiedziałam "dość", tylko coraz bardziej przymykałam oczy.
Myślałam, że jak się do tego przyznam - to całkiem się rozpadnę. A tu niespodzianka - to dało mi siłę.
A myślałam że ja byłam tym ciężkim przypadkiem podkładania się i skazywania na męki Pańskie. Dobrze że tu trafiłam bo pewnie dalej żyła bym z poczuciem winy że to ja byłam ta zła. Zawsze kłótnie prowokował On a ja je rozpętywałam więc to ja potem czułam się winna. Jak zaczął mnie zdradzać to też szukałam winy w sobie - za mało dawałam siebie, zołza ze mnie to sobie poszedł na lewiznę a ja ryczałam w poduszkę jak głupia i nie umiałam odejść. W końcu powiedziałam Basta! Odeszłam. On zaczął walczyć, błagał, płakał, kwiaty przysyłał, obiecał że się zmieni a ja nie uległam. Też oczywiście po czasie miałam wyrzuty sumienia że franca ze mnie, on biedny z podkulonym ogonem a ja go kijem pogoniłam. Całe moje życie u jego boku tak wyglądało. Obwinianie się ile wlezie a potem wmawiałam sobie że na to zasłużyłam. Co by się nie działo w naszym związku zawsze obwiniałam siebie chociażby w małym procencie. Oj głupia byłam, aż mi wstyd.
Ja również obwiniałam siebie za wszystkie jego humorki, uważałam, że to ja byłam początkiem całego bólu jaki go spotyka, tych przykrości itp. Że nie potrafię docenić tego co mam (WOW wiele tego patrząc dziś nie było
), że widzę tylko jego błędy (sam mi to wytykał i chyba jednak dobrze widziałam, ale przez jego wpływ inaczej działałam niż powinnam)... Tyle, że ja jeszcze nie miałam okazji powiedzieć DOŚĆ... A może właśnie dziś powinien być ten dzień, kiedy odejdę nie zważając na jego słowa, czyny (o ile do czegoś takiego on jest zdolny)...
Nie masz czego się wstydzić... Moja mama zawsze mi powtarzała, że jeśli umiem przyznać się do popełnionego błędu, potrafię wychwycić co robiłam nie tak, to nie jest to powód do tego aby wstydzić się swoich czynów, ale aby być z siebie dumnym. Że pomimo trudności, wiesz że źle postapiłaś i tylko to się liczy... I tym różnimy się od nich... My umiemy przyznać się, że źle postępowałyśmy w stosunku do nich: byłyśmy potulne, skakałyśmy jak oni zagrali, a oni? Nawet nie potrafią zauważyć, a co dopiero zrozumieć że zachowali się okropnie
Dla nich to nic zdrożnego ![]()
Kochane Wy moje wszystkie "świeżynki" - siadać i czytać "Toksyczne słowa". Oczęta się Wam pootwierają.
Która nie ma - mogę przesłać.
Anhedonia napisał/a:Tylko TY możesz powiedzieć SOBIE i jemu STOP
Wiem Anhedoniu wiem....teraz już to wiem i jedyne co mam teraz zrobić to w tym wytrwać...zazdroszcze Wam tej siły i mądrości...okazałam się taką idiotką myślałam ze jestem taka wyjątkowa, myślałam ze mną bedzie inaczej ...
Taaa - wszystkie tu jesteśmy wyjątkowe...
Wyjątkowo łatwowierne, wyjątkowo wybaczające, wyjątkowo potrafiące na każde świństwo znaleźć wytłumaczenie ![]()
Wyjątkowo długo.
A kto ma "miętkie" serce musi mieć twardą d.... i tak to poprzez lata obrosłyśmy twardą skorupą.
Ta siła nie wzięła się z marzeń a z ich pogrzebania. UTOPIA została skreślona.
To nie jest powód do radości - powodem jest ODZYSKANIE godności i szacunku dla samych siebie.
Ale nie każdy tak musi - można też zostać "męczennicą miłości" i TRWAĆ...
Świeżynka prosi o książeczkę
mam już Robin Norwood "Kobiety, które kochają za bardzo", ale niestety w pewnym momencie musiałam odłożyć ją na bok, gdyż musiałam przygotować się do obrony mgr'a... Jednakże miło, że przypomniałaś o lekturze... Zbliżają się wolniejsze dni, chętnie kolejną pasję wprowadzę do zycia...
Niekochana aktualnie czytam "Nie zależy mu na Tobie" i juz mi sie oczy otwierają i paraliżuje mnie strach przed całą resztą fachowej literatury bo to tak jakbym czytała o sobie a to tak boli:-(
Tyle, że ja jeszcze nie miałam okazji powiedzieć DOŚĆ... A może właśnie dziś powinien być ten dzień, kiedy odejdę nie zważając na jego słowa, czyny (o ile do czegoś takiego on jest zdolny)...
Ja powiedziałam DOŚĆ dwa lata temu, ale widmo jego osoby ciągle się za mną wlecze. Jakiś czas temu przegoniłam go z mojej głowy a potem strzeliłam sobie w stopę i cały ten proces muszę przechodzić od nowa.
Wiem że nie ma czegoś takiego jak luźne rozmowy z eksem, pomaganie sobie, to wszystko prowadzi zawsze do otwarcia się ran. Odciąć się i dać sobie szanse na nowe szczęście. Tego potrzebujemy. Więc otwieram szeroko okno i wdycham głęboko tą wolność która sobie ofiarowałam.
Myślę, że powinnaś zgłębić ten temat. Moim zdaniem tu tkwi problem.
Żeby Ci ułatwić napiszę, czego JA nie chciałam przyjąć do wiadomości bardzo długo. To cholerstwo trzymało mnie w tym porąbanym małżeństwie.
Otóż - nie chciałam się przyznać, że byłam słaba i głupia. Że sama na to pozwoliłam, że nie powiedziałam "dość", tylko coraz bardziej przymykałam oczy.
Myślałam, że jak się do tego przyznam - to całkiem się rozpadnę. A tu niespodzianka - to dało mi siłę.
Pozwoliłam w swoim życiu na wiele. Obiecał - nie dotrzymał, umówił się - nie przyszedł, a najgorsze chyba ze wszystkiego jest to, że chyba nigdy tak na prawdę go nie znałam. Wyjazd za granice tylko spotęgował jego wady - a ja je zaczęłam doszczegć. Kiedy próbowałam o tym rozmawiać , ironizował i twierdził że przesadzam. A ja dla świetego spokoju odpuszczałam.
Przyzwyczaiłam się do pewnego stanu rzeczy. Dzisiaj wiem, że źle zrobiłam - ale czy cokolwiek udałoby się wcześniej zmienić.
Pewnie nie - ponieważ "mąż" kiedy był problem to uciekał z domu - obojetnie gdzie, do matki, rodziny, kolegów -nie umie albo nie chce rozmawiać. A bez rozmowy nie uda się nic wyjasnić.
Kiedyś mi powiedział, że mówi to co chcę usłyszeć. Na moje pytanie czy on jest pewny, że to co on mówi to ja chcę usłyszeć - to milczał. Utwierdzam się, że woli prowadzić lekkie życie bez zobowiązań.
A mnie zostało to tylko zaakceptować.
"Nie zależy mu na Tobie"
Mogę prosić o tę pozycję??
Kochane Wy moje wszystkie "świeżynki" - siadać i czytać "Toksyczne słowa". Oczęta się Wam pootwierają.
Która nie ma - mogę przesłać.
Niekochana ja tez poproszę o te pozycję, 2 tygodnie urlopu przede mna bede czytać i wyciągać wnioski...dziękuję...
To nie jest powód do radości - powodem jest ODZYSKANIE godności i szacunku dla samych siebie.
Potwierdzam. Zauważyłam, że teraz prawie nigdy nie wstaję rano ot tak, bez powodu w złym humorze
W ogóle rzadko mam zły humor, moje szczęki nie są już cały czas zaciśnięte. Migren jest mniej. Same korzyści. ![]()
Nania napisał/a:"Nie zależy mu na Tobie"
Mogę prosić o tę pozycję??
tak Mirelko zaraz wysyłam:-)
niekochana72 napisał/a:Kochane Wy moje wszystkie "świeżynki" - siadać i czytać "Toksyczne słowa". Oczęta się Wam pootwierają.
Która nie ma - mogę przesłać.Niekochana ja tez poproszę o te pozycję, 2 tygodnie urlopu przede mna bede czytać i wyciągać wnioski...dziękuję...
Napisz na mojego maila.
Monia - Ty też.
NANIA- mogę Ci wysłać całą bibliotekę.
Ja również poproszę pozycję "Nie zależy mu na Tobie"
Mój adresik ![]()
monia_buu@op.pl
Pozwoliłam w swoim życiu na wiele. Obiecał - nie dotrzymał, umówił się - nie przyszedł, a najgorsze chyba ze wszystkiego jest to, że chyba nigdy tak na prawdę go nie znałam. Kiedy próbowałam o tym rozmawiać , ironizował i twierdził że przesadzam. A ja dla świetego spokoju odpuszczałam.
No przecież, że oni wszyscy tacy sami. Czytałaś "Toksyczne słowa"? To książka o nas.
Świeżynka prosi o książeczkę
mam już Robin Norwood "Kobiety, które kochają za bardzo", ale niestety w pewnym momencie musiałam odłożyć ją na bok, gdyż musiałam przygotować się do obrony mgr'a... Jednakże miło, że przypomniałaś o lekturze... Zbliżają się wolniejsze dni, chętnie kolejną pasję wprowadzę do zycia...
Monia, czy chcesz całą bibliotekę? Jeśli tak - napisz na mojego maila. Będę wysyłać nanii, więc będzie łatwiej obu na raz.
monia_3103 napisał/a:Tyle, że ja jeszcze nie miałam okazji powiedzieć DOŚĆ... A może właśnie dziś powinien być ten dzień, kiedy odejdę nie zważając na jego słowa, czyny (o ile do czegoś takiego on jest zdolny)...
Ja powiedziałam DOŚĆ dwa lata temu, ale widmo jego osoby ciągle się za mną wlecze. Jakiś czas temu przegoniłam go z mojej głowy a potem strzeliłam sobie w stopę i cały ten proces muszę przechodzić od nowa.
Wiem że nie ma czegoś takiego jak luźne rozmowy z eksem, pomaganie sobie, to wszystko prowadzi zawsze do otwarcia się ran. Odciąć się i dać sobie szanse na nowe szczęście. Tego potrzebujemy. Więc otwieram szeroko okno i wdycham głęboko tą wolność która sobie ofiarowałam.
Mam nadzieję, że już niedługo i ja powiem DOŚĆ, odejdę i pierwszy raz odetchnę pełną piersią... Przyznam Ci się, że o dziwo gdy razem z R. mieliśmy czas "przyjaźni" umieliśmy rozmawiać ze sobą na luzie (było kilkanaście takich dni)... Owszem tematy może nie były zbyt głębokie, wchodzące na wyższe szczeble umysłu, mające na celu uświadamianie komuś czegoś, ale rozmowy o pogodzie, planach, życiu, znajomych... Przyziemne i nic nie znaczące sprawy wtedy nie sprawiały bólu... Podeszłam do tego o dziwo na luzie - ot zwykły człowiek jak ja... Potrafiłam spotkać się z nim i naszymi wspólnymi znajomymi i traktować go w tamtym momencie jak znajomego, raz się uśmiechnęłam, raz coś zagadałam, innym razem coś odpowiedziałam - pełen luz... I to mi się podobało, bo nie czułam presji, nie czułam się odpowiedzialna za jego humor, nie czułam bólu i rozdrapywania pewnych ran...
Nie wiem czemu tak było, nie wiem czemu tak dobrze w tamtym czasie się czułam... To wszystko dla mnie było dziwne, ale jednocześnie wspaniałe, bo w tamtym momencie nie czułam się niczyją własnością, nie czułam jego presji, spokojnie mogłam się uśmiechać i być sobą...
Kończę czytać "Toksyczne słowa".
Niektóre książki powinno się polecać w szkole. Byłoby mniej bólu na świecie
Wróciłam z dwu godzinnego spaceru z koleżanką. Jak to baby zaczęłyśmy gadać o naszym życiu, narzekania żale itp. Słuchajcie, kobiety jednak mają nasrane w beret (sory za wyrażenie) ale po jej słowach mówię to z całą odpowiedzialnością. Jest 3 lata po ślubie, mają 8 miesięcznego syna a jej mąż jest 12 od niej starszy. Stary kawaler był, gdzieś się tam poznali a potem pobrali. Odkąd pamiętam to zawsze na niego narzekała. Że nic nie umie zrobić, że egoista, że tylko siedzi w domu itd. Albo chwaliła że taki dobry, troskliwy że inny niż mój ex. Od skrajności w skrajność. Ja miałam trudno wyczuć co tak naprawdę jest grane.
Dzisiaj znowu narzekała, że ona cały dzień z dzieckiem, że on wiecznie zmęczony, że nic przy dziecku nie robi bo się boi, że jest nudny i że jej jest z nim coraz gorzej i czasem ma ochotę się wyprowadzić. To tukę jej do łba, wyjdź z domu, zostaw mu dziecko chociażby na 3, 4 godziny, jedź na zakupy, do koleżanki, do fryzjera, zrób coś dla siebie a nie tylko siedzisz w domu bo Pan jest zmęczony i na nic nie ma ochoty. A ona że nie, bo on nie umie nakarmić dziecka i jak wróci to mały będzie głodny. No dobra. Inna rada: weź małego i przyjedź z nim do mnie, wyrwiesz się z domu, pogadamy, pójdziemy na spacer na lody... a Ona: no coś ty, przecież nie zostawię go w domu samego bo przecież by się obraził
Ręce mi opadły. Nawtykałam jej że skoro tak, to niech nie narzeka bo widzę ze dobrze ci z tym jeśli się godzisz na takie jego "humory". Potem pochwaliła się ze na urodziny dała mu pieniądze na wyjazd w góry z kolegami, a ona na ten czas idzie do mamy.
Ja chyba nie mogę się już z nią dłużej kolegować. Za dużo jak dla mnie.
Mirello niestety takim kobietom, które kochają za bardzo jedna taka rozmowa jaką przeprowadziłaś z nią nic nie poprawi. Ona potrzebuje terapii wstrząsowej, musi sama chcieć zmienić coś, musi zrozumieć, że w jej małżeństwie nie jest ciekawie...
Ja sama właśnie popełniłam błąd. Zgodziłam się na dzisiejsze spotkanie z NIM... Teraz wiem, że źle zrobiłam, ale on zadzwonił, prosił, błagał, nalegał... Ech ciężko... Zostaje mi jeszcze nie otworzenie MU drzwi... Coś mi nie wychodzi nic z moich planów... Ale jest nadzieja, że mogę mu podczas rozmowy powiedzieć DOŚĆ ![]()
Mirello niestety takim kobietom, które kochają za bardzo jedna taka rozmowa jaką przeprowadziłaś z nią nic nie poprawi. Ona potrzebuje terapii wstrząsowej, musi sama chcieć zmienić coś, musi zrozumieć, że w jej małżeństwie nie jest ciekawie...
Ja sama właśnie popełniłam błąd. Zgodziłam się na dzisiejsze spotkanie z NIM... Teraz wiem, że źle zrobiłam, ale on zadzwonił, prosił, błagał, nalegał... Ech ciężko... Zostaje mi jeszcze nie otworzenie MU drzwi... Coś mi nie wychodzi nic z moich planów... Ale jest nadzieja, że mogę mu podczas rozmowy powiedzieć DOŚĆ
Idź do kina, do kawiarni, do teatru, do sklepu, do kościoła, na spacer. Mam dalej wymieniać?
Nie niekochana72 nie musisz więcej wymieniać... Postanowiłam dziś usiąść i zajrzeć do lektury wieczorem podczas gdy on będzie się do mnie dobijał... Będzie ciężko ale trzeba jakoś żyć wiedząc, że on mieszka nie tak daleko ode mnie...
Postanowiłam dziś usiąść i zajrzeć do lektury wieczorem podczas gdy on będzie się do mnie dobijał... Będzie ciężko ale trzeba jakoś żyć wiedząc, że on mieszka nie tak daleko ode mnie...
Zuch dziewczynka
A ja siedzę i czekam. Na Twój sukces ![]()
Zuch dziewczynka
A ja siedzę i czekam. Na Twój sukces
Mój sukces jest jeszcze daleko... Naprawdę daleko, ale jeśli dziś przeżyję, to wszystko inne również ![]()
Naprawdę daleko, ale jeśli dziś przeżyję, to wszystko inne również
Pierwszy krok jest najtrudniejszy. Trzymaj się, kochana. I pamiętaj - obrzydzenie i bardzo krótka lista - jeśli będzie Cię kusiło, by otworzyć drzwi.
Pierwszy krok jest najtrudniejszy. Trzymaj się, kochana. I pamiętaj - obrzydzenie i bardzo krótka lista - jeśli będzie Cię kusiło, by otworzyć drzwi.
Mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać... I wiesz może nie obrzydzenie, ale raczej to jak mnie upokorzył będzie mnie motywowało do tego aby wyrzucać go z mojego życia... Kusić zapewne będzie i boje się, że niepodołam tej próbie (dopiero zaczynam walkę o samą siebie), ale zobaczymy... Ma się zjawić między 19 a 20... Do tej pory mam czas aby się przygotować emocjonalnie i psychicznie do tego całego wydarzenia.
niekochana72 napisał/a:Pierwszy krok jest najtrudniejszy. Trzymaj się, kochana. I pamiętaj - obrzydzenie i bardzo krótka lista - jeśli będzie Cię kusiło, by otworzyć drzwi.
Mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać... I wiesz może nie obrzydzenie, ale raczej to jak mnie upokorzył będzie mnie motywowało do tego aby wyrzucać go z mojego życia... Kusić zapewne będzie i boje się, że niepodołam tej próbie (dopiero zaczynam walkę o samą siebie), ale zobaczymy... Ma się zjawić między 19 a 20... Do tej pory mam czas aby się przygotować emocjonalnie i psychicznie do tego całego wydarzenia.
Mam dzisiaj wisielczy humor - na drzwiach wywiesiłabym kartke " wyszłam - wrócę kiedy będę" - ciekawa jestem miny człowieka po przeczytaniu czegoś takiego.
Mnie też kiedyś czeka konfrontacja - i mam nadzieje że będę tak bezlitosna jak i moj " mąż"
Witam.
Znalazłam się tutaj szukając odpowiedzi na pytanie :"Jak powiedzieć dzieciom, że ich tata ma romans". Nie wiem czy dobrze trafiłam. Tak sobie czytam i czytam i dochodzę do wniosku, że jednak tak. Dzisiaj nie jestem w stanie napisać więcej. Chciałam się tylko przywitać. Resztę opowiem niebawem (dlaczego się tu znalazłam i zarejestrowałam).
Pozdrawiam.
Witam.
Znalazłam się tutaj szukając odpowiedzi na pytanie :"Jak powiedzieć dzieciom, że ich tata ma romans". Nie wiem czy dobrze trafiłam. Tak sobie czytam i czytam i dochodzę do wniosku, że jednak tak. Dzisiaj nie jestem w stanie napisać więcej. Chciałam się tylko przywitać. Resztę opowiem niebawem (dlaczego się tu znalazłam i zarejestrowałam).
Pozdrawiam.
Witamy Cię, sunshine_007.
Ej, zeżarło nowy watek Zazdrości ?????
Wróciłam z dwu godzinnego spaceru z koleżanką. Jak to baby zaczęłyśmy gadać o naszym życiu, narzekania żale itp. Słuchajcie, kobiety jednak mają nasrane w beret (sory za wyrażenie) ale po jej słowach mówię to z całą odpowiedzialnością. Jest 3 lata po ślubie, mają 8 miesięcznego syna a jej mąż jest 12 od niej starszy. Stary kawaler był, gdzieś się tam poznali a potem pobrali. Odkąd pamiętam to zawsze na niego narzekała. Że nic nie umie zrobić, że egoista, że tylko siedzi w domu itd. Albo chwaliła że taki dobry, troskliwy że inny niż mój ex. Od skrajności w skrajność. Ja miałam trudno wyczuć co tak naprawdę jest grane.
Dzisiaj znowu narzekała, że ona cały dzień z dzieckiem, że on wiecznie zmęczony, że nic przy dziecku nie robi bo się boi, że jest nudny i że jej jest z nim coraz gorzej i czasem ma ochotę się wyprowadzić. To tukę jej do łba, wyjdź z domu, zostaw mu dziecko chociażby na 3, 4 godziny, jedź na zakupy, do koleżanki, do fryzjera, zrób coś dla siebie a nie tylko siedzisz w domu bo Pan jest zmęczony i na nic nie ma ochoty. A ona że nie, bo on nie umie nakarmić dziecka i jak wróci to mały będzie głodny. No dobra. Inna rada: weź małego i przyjedź z nim do mnie, wyrwiesz się z domu, pogadamy, pójdziemy na spacer na lody... a Ona: no coś ty, przecież nie zostawię go w domu samego bo przecież by się obraziłRęce mi opadły. Nawtykałam jej że skoro tak, to niech nie narzeka bo widzę ze dobrze ci z tym jeśli się godzisz na takie jego "humory". Potem pochwaliła się ze na urodziny dała mu pieniądze na wyjazd w góry z kolegami, a ona na ten czas idzie do mamy.
Ja chyba nie mogę się już z nią dłużej kolegować. Za dużo jak dla mnie.
MIRELLA
ja po Twojej namowie na spacer pojechałam do rodziców,tam zawsze czuje sie tak bezpiecznie, troche jestem przemęczona więc w swoim panieńskim pokoju ucięłam sobie poobiednią drzemkę i zrobiło mi się trochę lepiej.Rodzice nic nie wiedzą o tym co ja przezywam mieszkam paredziesiąt kilometrów od nich a ze mój związek był weekendowy więc niczego się nie domyślają skąd mój wisielczy humor.... A później posłuchałam narzekań siostry na swojego niezaradnego męża i kilka tekstów ze jak juz nie wytrzyma to tez się rozwiedzie ale ze słysze to juz od jakiegoś czasu to wcale się tym nie przejęłam ..pomyślałam sobie tylko samej źle ale z kimś tez nie zawsze dobrze...
I wiecie co? to już 3 dzień bez jakiegokolwiek kontaktu...
NIEKOCHANA
bardzo dziękuję za biblioteczkę:-)
Ja również dziękuje za biblioteczkę. W czasie "oczekiwania" na pukanie do drzwi ćwiczyłam swoją silną wolę czytając "Nie zależy mu na Tobie". Przyznam książka otworzyła oczka mi szerzej i w przykładowych listach znalazłam fragmenty jego zachowań...
Witam również Cię sunshine_007 ![]()
Ja również dziękuje za biblioteczkę. W czasie "oczekiwania" na pukanie do drzwi ćwiczyłam swoją silną wolę czytając "Nie zależy mu na Tobie". Przyznam książka otworzyła oczka mi szerzej i w przykładowych listach znalazłam fragmenty jego zachowań...
Witam również Cię sunshine_007
Trzymaj się Moniu!
Wiesz jak tak czytam te wszystkie posty zdradzonych oszukanych kobiet to tak bardzo boję się że na swiecie nie ma już uczciwych facetów, takich ktorym mozna zaufać,poczuć sie bezpiecznie być przy nim zwyczajnie szczęśliwym:-( jest nas tutaj na tym forum tak dużo tak dużo kobiet kochających za bardzo...boję sie ze już nigdy nie zaufam nawet komuś kto bedzie tego wart...
Sunshine_007 również gorąco Cie witam:-)
Wiesz jak tak czytam te wszystkie posty zdradzonych oszukanych kobiet to tak bardzo boję się że na swiecie nie ma już uczciwych facetów, takich ktorym mozna zaufać,poczuć sie bezpiecznie być przy nim zwyczajnie szczęśliwym:-( jest nas tutaj na tym forum tak dużo tak dużo kobiet kochających za bardzo...boję sie ze już nigdy nie zaufam nawet komuś kto bedzie tego wart...
Na świecie są tacy mężczyźni (mam młodszego od siebie przyjaciela i jest właśnie przeciwieństwem tych, których my przyciągamy). Ja również odczuwam lęk, że na swojej drodzę nie spotkam takiego, który zasługiwałby na mnie, który otoczy mnie ramieniem bezpieczeństwa, da szczęście, pozwoli, że zaufam i nie będę bała się jutra... Ale muszę mieć nadzieję, że gdzieś tam jest taki mój Łukasz (tak nazywa się mój przyjaciel), który jest przeznaczony dla mnie ![]()
Nania napisał/a:Wiesz jak tak czytam te wszystkie posty zdradzonych oszukanych kobiet to tak bardzo boję się że na swiecie nie ma już uczciwych facetów, takich ktorym mozna zaufać,poczuć sie bezpiecznie być przy nim zwyczajnie szczęśliwym:-( jest nas tutaj na tym forum tak dużo tak dużo kobiet kochających za bardzo...boję sie ze już nigdy nie zaufam nawet komuś kto bedzie tego wart...
Na świecie są tacy mężczyźni (mam młodszego od siebie przyjaciela i jest właśnie przeciwieństwem tych, których my przyciągamy). Ja również odczuwam lęk, że na swojej drodzę nie spotkam takiego, który zasługiwałby na mnie, który otoczy mnie ramieniem bezpieczeństwa, da szczęście, pozwoli, że zaufam i nie będę bała się jutra... Ale muszę mieć nadzieję, że gdzieś tam jest taki mój Łukasz (tak nazywa się mój przyjaciel), który jest przeznaczony dla mnie
Moniu ale powiało optymizmem tego mi trzeba cieszę się ze mogę się tu wygadać:-) i masz rację my przyciągamy takich drani:-( mam nadzieję ze po przeczytaniu biblioteczki bede wiedziała co robię źle że przyciągam takich patałachów wrrrr
MIRELLA
ja po Twojej namowie na spacer pojechałam do rodziców,tam zawsze czuje sie tak bezpiecznie, troche jestem przemęczona więc w swoim panieńskim pokoju ucięłam sobie poobiednią drzemkę i zrobiło mi się trochę lepiej.
Bardzo dobrze zrobiłaś. Wiem że na takim etapie wstanie z łóżka to duże wyzwanie, a wyjście z domu to już ekstremalny wyczyn, ale jak widzisz wszystko można pokonać. Ja wczoraj wbrew swoich chęci pojechałam z psami nad wodę, jechałam z płaczem a wracałam już z uśmiechem na twarzy. Jak widze mojego szalonego sierściucha w wodzie to wszystkie smutki mnie omijają. Czasem trzeba się zmusić do pewnych rzeczy, ale tylko do tych co wyjdą nam na dobre. Wszystkie inne wymuszacze na bok!
Dziękuję za książkę, zaraz będe czytać ![]()
Ale muszę mieć nadzieję, że gdzieś tam jest taki mój Łukasz (tak nazywa się mój przyjaciel), który jest przeznaczony dla mnie
Nie martw się jeśli jesteś teraz singlem. Pan Bóg patrzy na Ciebie i mówi: "A Ciebie zatrzymam dla kogoś wyjątkowego." ![]()
Nie martw się jeśli jesteś teraz singlem. Pan Bóg patrzy na Ciebie i mówi: "A Ciebie zatrzymam dla kogoś wyjątkowego."
Dziękuje za słowa otuchy... Ale one jednak nie powstrzymają łez jakie płyną... Zaczęłam się zastanawiać, czemu to zawsze ja mam wszystkich rozumieć, przyjmować ich racje, a nikt nie umie spojrzeć na mój punkt widzenia i przyjąć tego jak ja czuje się, jak ja myślę... Nawet on... Właśnie zdałam sobie sprawę, że jak ja chciałam aby spojrzał na sprawę inaczej, w inny sposób, zastanowił się nad drugą stroną medalu on się wkurzał i dobitnie dawał mi do zrozumienia, że jego racja jest najważniejsza... Czemu? Czy ja nie mam prawa głosu?
Moj byly maz zaczal znowu sie do mnie dowalac!!! boze jakie to jest zalosne po4 latach separacji i rozwodzie , wysyla mi maile.
Oni naprawde maja nierowno pod sufitem i powiem , ze mnie to strasznie wkurzylo. Fakt mamy wspolnego syna, ale on nie kapuje, ze ja nie naleze do jego dobr osobistych.
Napisal mi , ze i tak cale zycie bedziemy polaczeni i ze jak pokonamy swoj narcyzm to sie okaze, ze jestesmy dla siebie stworzeni.Wnioskuje z tego tyle, ze pan obecnie jest samotny i nie ma w zasiegu nikogo interesujacego, wiec musi sie ostro nudzic. Odpisalam krotko, troche szacunku prosze!
Oni sa po...ni!!!
Czy ja nie mam prawa głosu?
Masz. Tylko znajdź kogoś, kto będzie to akceptował.
Wybaczcie, cholera wybaczcie ale rozkleiłam się... Do cholery ile jeszcze muszę wycierpieć?? Ile jeszcze upokorzenia musze znieść, ile łez wylać, ile razy muszę być zmieszana z błotem, aby wreszcie być traktowana porządnie??!! Ile jeszcze muszę cierpieć, ile przemilczeć i ile razy grać dobrą minę do złej gry, aby wreszcie przestało boleć??!!
Kiedy wreszcie będę traktowana jak należy, kiedy wreszcie ON zrozumie i przestanie mnie tak ranić, tak tratować, tak odnosić się do mnie... Ja już nie daje rady... Czuje się słaba, mam dość wszystkiego... Mam dość bycia przedmiotem w życiu innych...
Chciałam być silna, nie udało mi się... Przepraszam Was...
Ile jeszcze upokorzenia musze znieść, ile łez wylać, ile razy muszę być zmieszana z błotem, aby wreszcie być traktowana porządnie??!! Ile jeszcze muszę cierpieć, ile przemilczeć i ile razy grać dobrą minę do złej gry, aby wreszcie przestało boleć??!!
Moniu, błądzisz u podstaw. Aby być traktowana porządnie, aby przestało boleć -właśnie NIE MOŻESZ robić tego wszystkiego.
Niekochana ale jak tylko zaczynam mówić swoje zdanie (aby nie milczeć) obrywa mi się podwójnie, a bo za młoda, a bo życia nie zna, a bo drugiego człowieka nie poznała...
Łzy same płyną gdy zdaje sobie sprawę, jaka do niczego jestem... Zamiast się postawić chowam się aby nie dostać kolejnego bolesnego ciosu...
Niekochana ale jak tylko zaczynam mówić swoje zdanie (aby nie milczeć) obrywa mi się podwójnie, a bo za młoda, a bo życia nie zna, a bo drugiego człowieka nie poznała...
Mówią to, na co im pozwalasz. Jeśli nie przestają pomimo Twojego protestu - to wybacz, ale nie są to ludzie, na których warto tracić czas.
Łzy same płyną gdy zdaje sobie sprawę, jaka do niczego jestem... Zamiast się postawić chowam się aby nie dostać kolejnego bolesnego ciosu...
Nie jestes do niczego. Postaw się - to trzeba ćwiczyć, jesli nie masz tego we krwi.
Napisal mi , ze i tak cale zycie bedziemy polaczeni i ze jak pokonamy swoj narcyzm to sie okaze, ze jestesmy dla siebie stworzeni.
Trzeba było mu odpisać, że chętnie rozważysz jego propozycję pod warunkiem, że on pierwszy pokona swój narcyzm i powie Ci jak to się robi. A Ty go tak od razu z buta
trzeba dać człowiekowi szansę na wyjście z charakteropatii, odpowiednio go zmotywować
![]()
ale on nie kapuje, ze ja nie naleze do jego dobr osobistych.
Ahh.. to ich właśnie najbardziej boli
A nas najbardziej cieszy
Twe dwa światy nigdy się nie spotkają ![]()
Chciałam być silna, nie udało mi się... Przepraszam Was...
Monia, to my wszystkie tu akurat wiedziałyśmy od początku (w sensie, że mu otworzysz). Przyszedł diler do kobitki na głodzie. Normalka. Nie musisz nas przepraszać tylko wykonać kolejne ćwiczenie. Zapamiętaj ten stan, w którym jesteś w tej chwili. Tylko zapamiętaj DOKŁADNIE - napięcie mięsniowe, upokorzenie, swoje myśli, uczucia, słowa, które teraz piszesz. A jak następnym razem zadzwoni - odtwórz to gówno (sorry) w sobie i może to cię powstrzyma od odebrania następnego telefonu od niego.
Kiedy wreszcie będę traktowana jak należy, kiedy wreszcie ON zrozumie i przestanie mnie tak ranić, tak tratować, tak odnosić się do mnie... Ja już nie daje rady... Czuje się słaba, mam dość wszystkiego... Mam dość bycia przedmiotem w życiu innych...
Chciałam być silna, nie udało mi się... Przepraszam Was...
Moniu, jemu jest dobrze tak, jak jest. On nie odczuwa potrzeby zrozumienia i zmienienia czegokolwiek. Odnosi się do Ciebie tak, jak jego zdaniem zasługujesz, czyli po prostu nie szanuje Cię.
Pora zacząć szanować samą siebie.
Ale kobietki ja mu nawet nie otworzyła, gdyż on nie przyszedł, nie zapukał, nic... ![]()
Moje myśli nie są spowodowane tym, ale ogólnym przeświadczeniem o tym wszystkim... Zdałam sobie sprawę, że czuje iz cos wymknęło się mi spod kontroli, a tym czyms jest poczucie własnych granic i bardzo mało miłosci do samej siebie...
Chyba trzeba poddać się leczeniu i terapii... Terapie już zaczęłam z Wami, leczenie zacznę w dniu wyjazdu i jak powiem o wszystkim mamie, która widzę, że się martwi, ale boi pytać tak do końca co jest...
A przepraszam, bo chciałam pokazać, że się trzymam, że mi się udaje jakoś wytrzymać bez użalania się nad sobą... Najwidoczniej nie udaje się ![]()
myway napisał/a:Napisal mi , ze i tak cale zycie bedziemy polaczeni i ze jak pokonamy swoj narcyzm to sie okaze, ze jestesmy dla siebie stworzeni.
Trzeba było mu odpisać, że chętnie rozważysz jego propozycję pod warunkiem, że on pierwszy pokona swój narcyzm i powie Ci jak to się robi. A Ty go tak od razu z buta
trzeba dać człowiekowi szansę na wyjście z charakteropatii, odpowiednio go zmotywować
![]()
![]()
Droga Tarantello!!! Alez ja mu daje szanse na wyjscie z jego psychofagostwa, dlatego nie odpisalam nic na jego wywody!!! moze kiedys do niego dojdzie! Why??? What the f..k!!! Albo poprostu pomysli jak zawsze ale glupia dz...ka!!! ![]()
Jedyne co mnie wkurzylo , ze ma czelnosc w ogole do mnie cos takiego napisac, po tym wszystkim. Dlatego wszem i w obec oglaszam ze niezle mu sie pogorszylo!
Napisal mi , ze i tak cale zycie bedziemy polaczeni i ze jak pokonamy swoj narcyzm to sie okaze, ze jestesmy dla siebie stworzeni
Moja mama też miała taką sytuację, po jakimś czasie ojciec również zaczął ją nachodzić i mówić jej, że są ze sobą połączeni do końca zycia itp. Że gdyby dała szansę to byłoby im lepiej itd.
Ona odpowiedziała mu, żę jedynie co ją łączy z nim to jego jeden plemnik, który podarował od siebie, bym mogłam powstać ja. Dodatkowo powiedziała mu, że skoro on wolał taki scenariusz to niech się go trzyma, bo ona z takim fagasem żyć nie chce...
dziś mi jakoś smutno...nie wiem czemu nachodzą mnie wspomnienia ostatniego spotkania naszego...nie wiedziałam wtedy,że będzie ostatnie, ale wiedziałam,że on ma już inną kobietę i za nic nie czułam się dla niego atrakcyjna...tak się stresowałam,że w czasie naszego ostatniego jak się potem okazało razu dostałam...rozstroju żołądka...strasznie mi wstyd i boję się,że mnie własnie tak pamięta...idiotyczne co? paskudnie mi. pamiętam jak mnie żegnał i powiedział- jestem Twój. to Ciebie kocham , a nie M...dwa tygodnie później kazałysmy mu wybierać i skończył ze mną przez telefon... a mnie zostało to idiotyczne wspomnienie fatalnego końca naszego życia seksualnego...:/
Chyba trzeba poddać się leczeniu i terapii... Terapie już zaczęłam z Wami, leczenie zacznę w dniu wyjazdu i jak powiem o wszystkim mamie, która widzę, że się martwi, ale boi pytać tak do końca co jest...
Moniu, jesteś w wieku mojej córki. Myślę, że Twoja mama nie boi się pytać, tylko nie chce Cię naciskać. Z tego co piszesz, Twoja mam jest madrą kobietą, jesteście przyjaciółkami? Może porozmawiaj z mamą jak kobieta z kobietą, jak córka z matką, jak przyjaciółka z przyjaciółką, będzie Ci lżej, gdy dostaniesz od niej wsparcie.
Moniu, jesteś w wieku mojej córki. Myślę, że Twoja mama nie boi się pytać, tylko nie chce Cię naciskać. Z tego co piszesz, Twoja mam jest madrą kobietą, jesteście przyjaciółkami? Może porozmawiaj z mamą jak kobieta z kobietą, jak córka z matką, jak przyjaciółka z przyjaciółką, będzie Ci lżej, gdy dostaniesz od niej wsparcie.
Kiedyś starałyśmy się taką nic zawiązać, ale zawiodłam ją w klasie maturalnej i do dzisiejszego dnia wypomina mi to. Ostatnio gdy zauwazyła moją minę skwitowała to słowami "myślałam, że będziesz inną kobietą, że doświadczenia młodości Cię zmienią, że wpłyną na Ciebie, a tu widocznie się myliłam". Więc nie jestem pewna czy owa rozmowa ma sens, bo co będzie? Z resztą czy ona zrozumie? Jest bez faceta 15 lat i jak opowiadałam jej o problemach z moim wcześniejszym facetem mówiła "olej" i tyle było jej matczynych słów okazujących wsparcie...
Strony Poprzednia 1 … 46 47 48 49 50 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026