przepraszam,ze się tak rozpisałam:)
2 926 2011-06-24 21:38:28
Podobne tematy
2 927 2011-06-24 21:41:26
Witaj l&c. Czuj się tu jak w domu ![]()
2 928 2011-06-24 22:01:25
dziękuję...tak jak czytam wasze posty z dawnych czasów wychodzi mi,że mój ex miał z 80% cech psychopaty...choć chyba nie złamał nigdy prawa:P
2 929 2011-06-24 22:02:50
Moj Avatar ! Tak dzisiaj sie czuje i mam zamiar tak sie czuc zawsze !!!!
2 930 2011-06-24 22:06:04
Moj Avatar ! Tak dzisiaj sie czuje i mam zamiar tak sie czuc zawsze !!!!
Życzę Ci z całego serca!
Jeśli złapałaś już wiatr swobody w żagle, trzymaj kurs, korzystaj.
Też tak mam. Dzieciakom mówię: nie wiem dlaczego, ale jestem szczęśliwa.
A one: to dobrze, bądź.
I jestem, nie przestanę.
2 931 2011-06-24 22:11:31
Moj Avatar ! Tak dzisiaj sie czuje i mam zamiar tak sie czuc zawsze !!!!
Pięknie kochana, pięknie ![]()
2 932 2011-06-25 00:10:36 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 00:15:33)
Witajcie ponownie... Przepraszam, że wcześniej nie odpisałam na Wasze odpowiedzi, ale musiałam się zastanowić. Zastanowić nad moim własnym życiem, nad tym jak ono wyglądało i jak wygląda teraz. Nad ofertą przyjaźni, nad jego obietnicami (które są g** warte) oraz nad jego czynami...
Mój stan na dziś - trudny do opisania. Z jednej strony spoko, lekka ulga, swoboda, ale czuje że coś mnie dusi... Coś nie daje mi spokoju, przyprawia o niepokój i jest mi z tym ciężko.
Widziałam się z nim w poniedziałek, przypadkiem wpadliśmy na siebie. Poszliśmy na kawę i wydawało się, że wszystko jest OK gdyby nie to, że się popłakałam... Serio, rozryczałam się w kawiarni jak bóbr! Zaczęłam szlochać, że jestem do niczego, że niewystarczająco dobrą kobietą jestem aby w jego życiu istnieć, ogólnie pokazałam się z tej złej strony. On zaczął mówić "wiele osiągnęłaś:studia, rozkochałaś mnie". Po czym zaczął zapewniać mnie o swojej przyjaźni... Ja mu na to, że w przyjaźni musi być szczerość i jeśli on zamierza wrócić do EX (co już zrobił dawno a nie raczył poinformować) to niech mi powie, bo chciałabym wiedzieć. On mi odpowiedział "Ty się liczysz, Ciebie bardziej lubię a jeśli wrócę powiem. Ona nie wie jak to jest między nami i tyle". O jak ja się wkurzyłam!! Kłamał mi w zywe oczy... Wyszłam z kawiarni i pojechałam na kilka dni do domu... I wiecie co chciałam powiedzieć o wszystkim mamie, ale się bałam... Nie tego, że go opierniczy, ale że powie "A NIE MÓWIŁAM"... Bałam się jemu również powiedzieć, że znam prawdę, że mnie okłamał... Bałam się konsekwencji, jego złości itp
Teraz jestem w lekkim amoku, bo nie wiem co robić. Jeszcze kilka dni temu miałam chwile, nawet dłuższą że potrafiłam odłożyć telefon i nie zaglądać do niego czy przypadkiem nie zadzwonił bądź nie napisał. Liczyłam, że spokojnie pójdę do pracy, będę studiować i jeśli go spotkam z uśmiechem powiem "cześć" bez żalu i złości po czym odejdę... Ale teraz znowu mam gorsze dni, obawy i lęki... Zaczynam czuć się jak ta gorsza od jego EX... Czuję, że przegrałam i zawiodłam jego a przede wszystkim siebie. A już było dobrze, zaczęłam robić małe kroczki i cieszyłam się z nich, a tu nagle TRACH i jak domek z piasku przestało istnieć królestwo w którym on nie rządzi...
Przyznaję, jestem jakby w jego sidłach, czuję jak potrafi czasem mną sterować (plusem jest to, że zauważam jego kłamstwa), jednakże boje się cokolwiek zrobić z tą wiedzą, bo boje się jego zranić, skrzywdzić... Bo znam go na tyle, że wiem iż kłótnia wyniknie a z nią zerwanie nawet i znajomości - a tego się boje... Niezłe co? Boje się, że mój były facet, dla którego byłam marionetką w zyciu mnie zostawi i będę sama... Przecież to istna głupota! Jak można takiego człowieka kochać? Jak można dla takiego człowieka tyle poświęcać i żadnej korzyści z tego nie mieć?
Byłam dla niego zabawką, romansem, pocieszeniem, oderwaniem od problemów... To boli najbardziej... To rani najmocniej, że pozwoliłam samą siebie sprowadzić do takiego stanu, nadać taki niski szczebel w hierarchii ludzkości... Zostałam wykorzystana... I co mi po tym?? Złe samopoczucie, łzy i obwinianie samej siebie o to, że wcześniej nie słuchałam rad innych, że nie uważałam, że nie patrzyłam dokładnie... Sama doprowadziłam siebie do takiego stanu za pomocą jego osoby...
To przykre... Bo zamiast niego zaczynam nienawidzić samej siebie
2 933 2011-06-25 08:50:04 Ostatnio edytowany przez Epoka (2011-06-25 08:54:03)
Przyjechałam do domu i zapytałam samą siebie: "Czego się boisz, głupia? Że będziesz samotna? A czy kiedykolwiek w życiu byłaś BARDZIEJ samotna, niż w tym popier*****ym małżeństwie? Piekło już było. Teraz może być tylko lepiej."
P.S. Się wzruszyłam
Trafiłaś w sedno Niekochana. Tylko trzeba czasu na pogodzenie się z sytuacją - a mnie cierpliwości brakuje. Ale pracuje nad tą wadą.
Ja tez czytając Twojego posta przypomniałam sobie moje "małżeństwo" i też się wzruszyłam - pozdrawiam
Przedstawię Ci trzy warianty:
1. Jeśli nie zechce wrócić - nic go przed tym nie powstrzyma, a Twoje upokorzenie wówczas będzie Cię boleć jeszcze bardziej. Faceci nie wracają "bo ona tak strasznie to przeżywa". Mogą tylko pomyśleć - nie mogę wrócić, bo tu mam spokojniej , przyjemniej, a jak wróce do tamtej, to permanentny lament gwarantowany.
2. Jeśli zaś zechce wrócić, to Twoje milczenie będzie dla niego tylko dowodem na to, że jesteś kobietą z godnością, dla której tym bardziej warto się zastanowić nad odbudowaniem waszego związku.
3. Jeśli natomiast nie wróci mimo Twojego milczenia, to znaczy, ze tak miało być a Ty zostaniesz po tym wszystkim z twarzą.
Sama mądrość w tych słowach , tylko trzeba chceć ją przyjąć i zrealizować.
2 934 2011-06-25 12:58:56
Z przyjemnością zauważam, odnotowuję i nie ulegam. Przykład z dziś:
Psychofag (P): Puściłaś ten przelew do XY na początku miesiąca?
Ja(J): Tak puściłam.
P: A masz wydruk, bo mówią, że nie dostali/
J: Wydruk zaraz po puszczeniu dałam Tobie, tak jak chciałeś.
P: Czyli MASZ(??!!) w domu to wydrukowane?
J: Nie, Ty masz. Jak mówiłam przed chwilą - wydruk wziąłeś Ty.
Na tym zakończyłam dyskusję.
A wcześniej: OCZYWIŚCIE, że nie zauważyłabym jakże subtelnej manipulacji (MASZ w domu), w domu biegiem do laptopa i drukuję oczywiście - no przecież potrzebne. Przepełniona oczywiście poczuciem winy. To nie koniec - potem kilka dni dopytywałabym, czy sprawa się wyjaśniła. Ale zryty beret!
A teraz - luzik. Niech sobie szuka wydruku, jak ma burdel w papierach. Ja mam tyle ważnych spraw - książka, forum, rozmyślania...
2 935 2011-06-25 13:13:57
Z przyjemnością zauważam, odnotowuję i nie ulegam. Przykład z dziś:
Psychofag (P): Puściłaś ten przelew do XY na początku miesiąca?
Ja(J): Tak puściłam.
P: A masz wydruk, bo mówią, że nie dostali/
J: Wydruk zaraz po puszczeniu dałam Tobie, tak jak chciałeś.
P: Czyli MASZ(??!!) w domu to wydrukowane?
J: Nie, Ty masz. Jak mówiłam przed chwilą - wydruk wziąłeś Ty.
Na tym zakończyłam dyskusję.
A wcześniej: OCZYWIŚCIE, że nie zauważyłabym jakże subtelnej manipulacji (MASZ w domu), w domu biegiem do laptopa i drukuję oczywiście - no przecież potrzebne. Przepełniona oczywiście poczuciem winy. To nie koniec - potem kilka dni dopytywałabym, czy sprawa się wyjaśniła. Ale zryty beret!
A teraz - luzik. Niech sobie szuka wydruku, jak ma burdel w papierach. Ja mam tyle ważnych spraw - książka, forum, rozmyślania...
Podoba mi się Twoje podejście do całej sytuacji. Mi jest ciężko... Może temu, że jeszcze daleka droga przede mną aby móc na luzie do wszystkiego podejść. Bo co ja nie powiem - on zły (naturalnie na mnie) i oczywiście ja mam się przejmować. Ale gdy ja przykładowo jestem zła słyszę "jak opadną Ci emocje odezwij się"... Tak wyglądają relacje przyjaźni między mną a moim ex facetem... Codziennie coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej jest jak oboje milczymy względem siebie... Ale gdzie tam... nachodzi myśl, jeden mój ruch i łapie za telefon aby jak głupia usłyszeć jego głos... Poryte...
2 936 2011-06-25 14:26:42 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-25 14:28:46)
Monia, podrzucę Ci jeszcze jeden przykład ćwiczenia (no bo my z Niekochaną te same psycholskie "sporty" ćwiczymy, tyle że ona ekstermalne bo w kontakcie bezpośrednim a ja wirtualne, bo psychofag ma zakaz widzenia/dzwonienia).
Otóż taka sytuacja. Psychofag od dłuższej chwili cierpi na zanik gotówki (nigdy nie gospodarował i nie wie jak to się robi więc mu tajemniczo zanika, gdy nie ma zarządco-intendentki). Dawno temu doradziłam mu, żeby zawiesił raty kredytu mieszkaniowego, bo w naszym kredycie jest taka możliwość na 3 miechy.
Postanowił to wykonać jak mu śmierć głodowa w oczy zajrzała i w środę dostałam od niego maila:
"Pilna sprawa formalna. Bank nie zawiesi kredytu dopóki nie pokażę im polisy ubezpieczenia mieszkania. Poproszę o skan Jeśli ubezpieczenie nie zrobione, to proszę, zrób pilnie, ja ci zwrócę pieniądze."
Ja na to:
"Polisy nie ma. W zeszłym roku zrobiłam ale już w kwietniu wygasła. Chwilowo z przyczyn wielu nie mogę się zająć ani polisą ani jej opłaceniem. Mogę ci dać telefon do agenta. Mogę ci zwrócić w ramch partycypowania w kosztach ubezpieczenia póki co jeszcze wspólnego kredytu odpowiednią kwotę ale nie mam czasu się tym zajmować."
Długie milczenie i jego mail:
"Umówiłem agenta, że przyjdzie do mieszkania. Podasz mu wszstkie dane i zostawi polisę. Ja po nią wpadnę później."
Moja odpowiedź:
"Proszę, żebyś nie dysponował moim czasem i nie umawiał mnie z nikim. Z agentem możesz się umówić na mieście, nie musi oglądać mieszkania, bo to tylko ubezpieczenie pod kwotę kredytu, którą znasz i pozostałe dane nieruchomości też powinienieś znać sam jako współwłaściciel. Twoja wizyta w tym układzie też jest zbędna."
Nie muszę tłumaczyć, że jeszcze niedawno WSZYSTKO wykonałabym sama w podskokach i z pieśnią na ustach?
Widziś, Moniu, ale problem polega natym, że my z Niekochaną ćwiczymy się na martwej tkance. Prawdziwym wyczynem jest zastosowanie tego samego (może tylko w przyjaźniejszej formie) w stosunku do człowieka, w którego jesteśmy zaangażowane emocjonalnie. Bo KKZB ma mniejszy problem z wyznaczaniem swoich granic wobec wszystkich innych oprócz swojego faceta, którego odmowami albo zaznaczaniem własnych granic boimy się stracić. Inaczej - robiąc dla nich te wszystkie rzeczy w podskokach i z pieśnią na ustach my zwyczajnie chcemy zasłużyć na miłość, usidlamy ich tymi naszymi wyczynami, żeby czuli się bez nas bezradni, żeby broń Boże nie pomyśleli, że BEZ NAS TEŻ MOŻNA ŻYĆ.
Tak się choduje psychofaga. Bo jak on to wyczuje, to z jednej strony godzi się na to ale z drugiej jest mu OGROMNIE na rękę i po jakiejś chwili robimy za niego WSZYSTKO a on dla nas oczywiście NIC, bo my niczego nie wymagamy również w ramach nie utracenia go. Boimy się być wymagające, bo misia do siebie zniechęcimy przecież.
2 937 2011-06-25 14:55:41 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 14:59:01)
Tarantella wszystko pięknie i ładnie brzmi w tym co napisałaś, ale wprowadzenie tego wszystkiego, albo nawet i małej odrobiny to duży wysiłek. Czuje się zagubiona i nie wiem co mam zrobić, od czego zacząć? Racją jest to, że ON posiada tą głupią wiedzę, iż ja boje się jego stracić i złego słowa nie powiem, bo zaraz R. się zdenerwuje itp. A ja łagodzę te jego humorki by zobaczyć uśmiech na jego twarzy co jest dla mnie niczym pożywienie... Wszystko to jest chore... Tak bez nas można żyć, to prawda... Ale bez nich również - co jest słusznym zauważeniem. Jednakże jak ciężko zacząć takie samotne życie (samotne w rozumieniu - bez niego). On bezkarnie kroczy sobie po świecie, bawi się i okiem nie mrugnie na ból jaki mi sprawił. A ja jak zobaczę że coś jest nie tak lecę do niego i ratuje co się da - paranoja jakaś...
Chłopaczyna doprowadził mnie do super stanu - muszę przyznać. Najlepsze jest to, że gdy zaczynam mówić o tym co ja czuję, jak myślę itp on się denerwuje i zaczyna rzucać słowa: "to się zmień", "przestań", "nie będziemy rozmawiać o tym", "wmawiasz sobie tworząc czarne scenariusze".
Ostatnio przyznał się, że właśnie przez te czarne scenariusze boi się mnie
Rozmawialiśmy o tym, że przyłapałam go na kłamstwie itp, a on, "że tworze tak aby było mi dobrze, jakieś głupoty wprowadzam do swoich myśli, że prowadzi to do mojej paranoi na dany temat" i stąd pojawiają się jego lęki
Zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem te lęki i strach nie są wywołane tym, że mam świadków, którzy potwierdzą jego kłamstwa i wtedy będzie on miał ze mną źle, gdyż kiedyś dałam mu szanse jak mnie okłamał i powiedziałam mu wtedy (jeszcze umiałam się postawić), ze jeszcze raz mnie okłamie a popamięta mnie i zniknę z jego życia - a tego on jakby się bał (nie wiem czemu) ;/
Ale coś trzeba robić, przecież takie dalsze płaszczenie się potrafi zrujnować psychikę kobiety i doprowadzić ją do niezłej formy zdrowotnej... Tylko co? Gdzie i w jakim kierunku dokonać pierwszego kroku?
2 938 2011-06-25 14:57:28
Monia - w tym momencie, to my więcej nie możemy zrobić.
TY musisz CHCIEĆ.
2 939 2011-06-25 15:08:48
Ale coś trzeba robić, przecież takie dalsze płaszczenie się potrafi zrujnować psychikę kobiety i doprowadzić ją do niezłej formy zdrowotnej... Tylko co? Gdzie i w jakim kierunku dokonać pierwszego kroku?
he he he... bieganie?
muzykoterapia?
kolezaneczki?
najlepsze efekty na poczatku daje "uprawa" siebie... bo te wszystkie depilacje (odchwaszczenie), wzmacnianie (uzyznianie) jest jak dla rolnika ziemia uprawna.
2 940 2011-06-25 15:12:33
Monia - a Ty nie możesz odciąć się od niego? Tak skutecznie?
2 941 2011-06-25 15:21:48 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 15:30:50)
Monia - w tym momencie, to my więcej nie możemy zrobić.
TY musisz CHCIEĆ.
Oj niekochana ja CHCE i to bardzo...
Mam dość użalania się nad sobą, mam dość wylewania łez, mam dość poczucia że jestem gorsza, że wszystko przeze mnie, że nie zasługuje na szczęście i że on jest ważnym elementem mojego życia. MAM DOŚĆ BYCIA KRZYWDZONĄ!
Gdzieś w trakcie związku z nim zagubiłam samą siebie i nie wiem w którym miejscu...
Ale szukam i co jakiś czas znajduję kawałki prawdziwej Moniki. Gdzieś potrafię się uśmiechnąć, gdzieś potrafię być dumna z moich dokonań, gdzieś cieszę się, że jednak żyję, gdzieś okazuje się, że mam przyjaciół do których mogę się odezwać - więc chyba idę w dobrym kierunku... Zaczynam dostrzegać samą siebie ![]()
Na razie nie jestem w stanie wyjść do większego grona osób i od tak zachowywać pozory, żeby nikt zaraz nie dopytywał się co się dzieję i jak. Ale oddaje się pasjom: czytaniu i malowaniu... Takie zajęcia pozwalają mnie się odstresować i wyrwać się z codziennych przemyśleń o jego osobę...
Najgorsze przede mną... Niedzielne spotkanie z nim i rozmowa o którą błagalnie prosi... Co chce podczas niej wyjaśnić, powiedzieć bądź wykrzyczeć (może się pożalić) nie wiem... Zastanawiam się czy powiedzieć mu o tych jego kłamstwach i fałszu jakim mnie otacza w "przyjaźni"...
Odciąć się skutecznie - pomysł ciekawy. Na pewno wyjadę na wakacje, one pozwolą mi trochę odpocząć psychicznie od niego. Natomiast co dalej... Jeśli okaże się, że nie dostałam się na studia to zostaje w rodzinnych stronach i szukam pracy a to jednocześnie oznacza, że nie będę go więcej widziała... Więc pomysł odcięcia jest możliwy do realizacji ![]()
2 942 2011-06-25 15:29:55 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-25 15:30:21)
Najgorsze przede mną... Niedzielne spotkanie z nim i rozmowa o którą błagalnie prosi... Co chce podczas niej wyjaśnić, powiedzieć bądź wykrzyczeć (może się pożalić) nie wiem... Zastanawiam się czy powiedzieć mu o tych jego kłamstwach i fałszu jakim mnie otacza w "przyjaźni"...
A dlaczego się na tą rozmowę godzisz? Nie chcesz - mówisz NIE. To byłby bardzo dobry pierwszy krok. Kochana - on pociąga za sznurki. Dobrze wie, jak. Pokaż, że Ty decydujesz. Ta rozmowa w niczym Ci nie pomoże. Odmówienie spotkania - OWSZEM.
Odciąć się skutecznie - pomysł ciekawy. Na pewno wyjadę na wakacje, one pozwolą mi trochę odpocząć psychicznie od niego. Natomiast co dalej... Jeśli okaże się, że nie dostałam się na studia to zostaje w rodzinnych stronach i szukam pracy a to jednocześnie oznacza, że nie będę go więcej widziała... Więc pomysł odcięcia jest możliwy do realizacji
Jak poczytasz posty w tym wątku, to zobaczysz, że to JEDYNA skuteczna droga.
2 943 2011-06-25 15:43:51 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 15:57:59)
A dlaczego się na tą rozmowę godzisz? Nie chcesz - mówisz NIE. To byłby bardzo dobry pierwszy krok. Kochana - on pociąga za sznurki. Dobrze wie, jak. Pokaż, że Ty decydujesz. Ta rozmowa w niczym Ci nie pomoże. Odmówienie spotkania - OWSZEM.
Jak poczytasz posty w tym wątku, to zobaczysz, że to JEDYNA skuteczna droga.
Zgodziłam się bo mam ochotę (wiem może to dziwne) ale mam cholerną ochotę przestać w sobie dusić to wszystko! Cały ten ból, przykrość, upokorzenie... Poczucie wykorzystania i złamane serce... Mam ochotę wykrzyczeć mu to w twarz (no ewentualnie powiedzieć - ale dobitnie) i nie dawać mu szansy na tłumaczenia, wyjaśnienia. Teraz ja mam prawo głosu (w końcu po to je nadano kobietom w Polsce za czasów Piłsudskiego!). Nie wiem czy coś pomoże jemu (nie musi) ważne, że ja wyrzucając z siebie to wszystko poczuję ulgę...
Oderwanie się od niego - skuteczna broń, więc módlcie się abym na studia się nie dostała
Na razie mieszkam w mieszkaniu jego siostry, od której wynajmuje lokal. Umowa spisana była na 3 lata z możliwością przedłużenia, jednakże wcześniejsze zerwanie umowy obciąża mnie finansowo. Więc kiedy redukcja etatów powiła się musiałam znaleźć wyjście i wyszły mi studia (kolejne). Najgorsze jest to, że on mieszka w tym samym bloku, bo zawsze jakby coś się działo w mieszkaniu nie tak ma oko na wszystko... Ech nieciekawie... Wszystko zależy od dostania się na studia (na których nie powiem, zalezy mi bardzo)... Jak nie to trzeba będzie szukać pracy w rodzinnych stronach... i pomyśleć coś na temat mieszkania (został mi 1 rok)
Choć przyznam się, że powrót w rodzinne strony odbieram czasem jako ucieczkę od problemów jakie zostały mi postawione przez los, jako że przegrałam i jest mi wstyd... Ale przecież trzeba zacząć odbudowywać szacunek do samej siebie, który on zniszczył...
Skoro według R. byłam warta zainteresowania, to chyba z jakichś powodów, prawda? Nie przestane być nagle wartościową, czy mniej wartą uwagi osobą, dlatego, że spotykałam się ze nim... Jestem warta zainteresowania samej siebie i powoli dochodzę do tego wniosku ![]()
2 944 2011-06-25 15:57:08
niekochana72 napisał/a:A dlaczego się na tą rozmowę godzisz? Nie chcesz - mówisz NIE. To byłby bardzo dobry pierwszy krok. Kochana - on pociąga za sznurki. Dobrze wie, jak. Pokaż, że Ty decydujesz. Ta rozmowa w niczym Ci nie pomoże. Odmówienie spotkania - OWSZEM.
Jak poczytasz posty w tym wątku, to zobaczysz, że to JEDYNA skuteczna droga.Zgodziłam się bo mam ochotę (wiem może to dziwne) ale mam cholerną ochotę przestać w sobie dusić to wszystko! Cały ten ból, przykrość, upokorzenie... Poczucie wykorzystania i złamane serce... Mam ochotę wykrzyczeć mu to w twarz (no ewentualnie powiedzieć - ale dobitnie) i nie dawać mu szansy na tłumaczenia, wyjaśnienia. Teraz ja mam prawo głosu (w końcu po to je nadano kobietom w Polsce za czasów Piłsudskiego!). Nie wiem czy coś pomoże jemu (nie musi) ważne, że ja wyrzucając z siebie to wszystko poczuję ulgę...
Oderwanie się od niego - skuteczna broń, więc módlcie się abym na studia się nie dostała
Na razie mieszkam w mieszkaniu jego siostry, od której wynajmuje lokal. Umowa spisana była na 3 lata z możliwością przedłużenia, jednakże wcześniejsze zerwanie umowy obciąża mnie finansowo. Więc kiedy redukcja etatów powiła się musiałam znaleźć wyjście i wyszły mi studia (kolejne). Najgorsze jest to, że on mieszka w tym samym bloku, bo zawsze jakby coś się działo w mieszkaniu nie tak ma oko na wszystko... Ech nieciekawie... Wszystko zależy od dostania się na studia (na których nie powiem, zalezy mi bardzo)... Jak nie to trzeba będzie szukać pracy w rodzinnych stronach...
Choć przyznam się, że powrót w rodzinne strony odbieram czasem jako ucieczkę od problemów jakie zostały mi postawione przez los, jako że przegrałam i jest mi wstyd... Ale przecież trzeba zacząć odbudowywać szacunek do samej siebie, który on zniszczył...
Będę brutalnie szczera, kochana. Mnie nie oszukasz ![]()
Czytam i widzę - każde zdanie to wymówka, żeby nic nie zmieniać. Nic dobrego z tej rozmowy dla Ciebie nie wyniknie - on juz wie, jak Tobą manipulować. Ty tez wiesz, że On wie. Po co więc się pchasz rzeźnikowi pod nóż?
Nie poczujesz ulgi - zapewniam.
2 945 2011-06-25 15:59:52
Ja kochana jeszczemęża mam za ścianą i pracujemy razem w firmie. I uwierz mi - on nie ma już na mnie najmniejszego wpływu. Bo ja tak zadecydowałam. Ciężką pracą umysłową, "wyszarpywaniem" fragmentów mózgu itp.
Ty też tak możesz - ale powtórzę - musisz chcieć. A Ty teraz nie chcesz.
2 946 2011-06-25 16:03:58 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 16:06:21)
Będę brutalnie szczera, kochana. Mnie nie oszukasz
Czytam i widzę - każde zdanie to wymówka, żeby nic nie zmieniać. Nic dobrego z tej rozmowy dla Ciebie nie wyniknie - on juz wie, jak Tobą manipulować. Ty tez wiesz, że On wie. Po co więc się pchasz rzeźnikowi pod nóż?
Nie poczujesz ulgi - zapewniam.
Nie uważam, że to co napisałam to wymówka... Jestem z tych osób, które nie potrafią na dłuższą metę dusić w sobie wszystkiego. Wiele razy próbowałam i mówiłam - była z tego wojna, kłótnia i ciche dni. Wiem, że i tym razem tak może być (podważam w końcu jego ego i jego zdanie) i boje się tego, ze będzie wkur*** (nie ukrywam) ale przecież nie mogę udawać obojętnej na takie sprawy. Jeśli chce wyrwać się z jego szponów muszę zacząć działać, a w tym wypadku powiedzieć. Olanie całej sprawy nic dobrego nie przyniesie. Będzie chciał rozmawiać jeszcze raz - wtedy powiem NIE. W końcu ja również muszę mieć swoje 5 minut... On swoje wykorzystał wiele razy, teraz czas na mnie... I choć możesz mi nie wierzyć to chcę coś zmienić w swoim życiu, chce go wymazać z życia... Będzie trudno ale będę się starała... Może i mi po jakimś czasie on stanie się obojętny
2 947 2011-06-25 16:11:18
. Jeśli chce wyrwać się z jego szponów muszę zacząć działać, a w tym wypadku powiedzieć. Olanie całej sprawy nic dobrego nie przyniesie.
A poproszę o wyjaśnienie;
Dlaczego uważasz, że najlepszym sposobem wyrwania się z jego szponów NIE JEST wyrwanie się z jego szponów już dziś?
Dlaczego olanie go nic dobrego nie przyniesie?
Jakie korzyści odniosłaś dotychczas z "nie duszenia w sobie wszystkiego"?
Dlaczego nie możesz udawać obojętnej?
Dlaczego chcesz mu tłumaczyć cokolwiek?
2 948 2011-06-25 16:13:32
niekochana, Tarantella, grejs Jak wy to robicie? Ja nie mam siły żeby wstać, i nie dlatego że kocham za bardzo (a może tak mi się tylko wydaje że nie) ale nie mam żadnej motywacji do tego. Wiem, powiecie że każda wymówka jest dobra ale naprawdę nie potrafię się podnieść. Płaczę naraz z kilku powodów a przy okazji każdy z nich wyolbrzymiam do granic możliwości. A nie chcę płakać więc ściskam w gardle tą gułę i sekundę przełykam ślinę żeby nie wybuchnąć. Chyba mojego doła rozkopałam dzisiaj w kilku wątkach więc sorki jakby któraś z Was czytała po raz enty to samo. Szukam ratunku albo dobicia. Sama nie wiem....
2 949 2011-06-25 16:19:27
niekochana, Tarantella, grejs Jak wy to robicie? Ja nie mam siły żeby wstać, i nie dlatego że kocham za bardzo (a może tak mi się tylko wydaje że nie) ale nie mam żadnej motywacji do tego. Wiem, powiecie że każda wymówka jest dobra ale naprawdę nie potrafię się podnieść. Płaczę naraz z kilku powodów a przy okazji każdy z nich wyolbrzymiam do granic możliwości. A nie chcę płakać więc ściskam w gardle tą gułę i sekundę przełykam ślinę żeby nie wybuchnąć. Chyba mojego doła rozkopałam dzisiaj w kilku wątkach więc sorki jakby któraś z Was czytała po raz enty to samo. Szukam ratunku albo dobicia. Sama nie wiem....
Mirello - nie kojarzę Twojej historii - możesz coś napisać?
2 950 2011-06-25 16:26:16 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 16:32:19)
Wydaje Ci się, że nic nie robię aby zacząć żyć dla samej siebie? Owszem robię... Dla niektórych to nic, a dla mnie odnowienie pasji choćby malowania czy czytania wiele znaczy. Wcześniej nie miałam na to większego czasu, gdyż całe dnie poświęcałam mu i jego pasjom, jego zwyczajom, jego znajomym... Odnoszę wrażenie, że przywrócenie do swojego życia tego co kocham, a z czego zrezygnowałam na rzecz faceta to już jakiś krok, gdyż przynosi mi to frajdę. (mogę się mylić, każda z nas inaczej wszystko widzi)
Olanie może nie sprawy, ale możliwości wyrzucenia z siebie wszystkiego sprawi, że nadal będę się dusić, a po co mi to? Mówi się, że jest wiele form terapii - pisanie listów, wykrzyczenie bólu ect. Więc czemu moje wyrzucenie mu w twarz nie byłoby dobrym rozwiązaniem dla mnie? Nie zależy mi aby on zaczął się tłumaczyć z tego wszystkiego, aby zaczął mnie czarować bajeczkami, ale zależy mi polepszeniu swojego własnego samopoczucia. A korzyścią jaką z tego mam jest ulga, choćby nawet i chwilowa, emocje opadają, ja się mniej denerwuje... Owszem potem dochodziło do kłótni, ale nigdy za swoje słowa nie przepraszałam, bo zawsze uznawałam, że powinno się o swoich uczuciach mówić głośno. Bywał zły, a ja starałam się poprawiać mu nastrój, ale nigdy przenigdy nie przepraszałam za słowa... Liczyłam w głębi serca że coś do niego dotrze, ale ważniejsze dla mnie było to, że potrafiłam wyrzucić swój lęk czy obawę i choć bałam się późniejszej reakcji to uczucie ulgi jest wspaniałe.
Nie chce mu niczego tlumaczyć, a jedynie wyrzucić mu w twarz (wiem głupie, idiotyczne, ale dla mnie wydaje się być dobre - mogę się mylić, krótko zyję na świecie). Sama kiedyś napisałaś (może źle zrozumiałam Twoje odniesienie się do sytuacji - to wybacz), że "jedynym lekarstwem (dla mnie) jest szczera i spokojna rozmowa na ten temat" a dla mnie w tym wypadku jest właśnie wyrzucenie z siebie bólu. Może rozmowa wyglądała by lepiej, jednakże wiem, że jeśli dopuszczę go do słowa, on znowu zacznie mi mącić w głowie swoimi słodkimi słówkami - tego chce uniknąc...
Podziwiam Cię za Twój stosunek do życia, do męża i do całej sytuacji. Do tego że masz siłe w sobie aby przekazywać ja w odrobinie dla innych dziewczyn... Może z czasem i ja będę miała taką siłę w sobie... Na razie stawiam małe kroczki i nie wiem czy kieruję się w dobrym kierunku, bo nadal jestem zagubiona i czasem potrzeba mi drogowskazu. Ale samo to, że wróciłam do tego co kocham, że potrafię spojrzeć w swoje lustrzane odbicie i uśmiechnąć się do siebie - dla mnie wiele znaczy.
2 951 2011-06-25 16:38:22
Olanie może nie sprawy, ale możliwości wyrzucenia z siebie wszystkiego sprawi, że nadal będę się dusić, a po co mi to? Mówi się, że jest wiele form terapii - pisanie listów, wykrzyczenie bólu ect. Więc czemu moje wyrzucenie mu w twarz nie byłoby dobrym rozwiązaniem dla mnie? Nie zależy mi aby on zaczął się tłumaczyć z tego wszystkiego, aby zaczął mnie czarować bajeczkami, ale zależy mi polepszeniu swojego własnego samopoczucia. A korzyścią jaką z tego mam jest ulga, choćby nawet i chwilowa, emocje opadają, ja się mniej denerwuje... Owszem potem dochodziło do kłótni, ale nigdy za swoje słowa nie przepraszałam, bo zawsze uznawałam, że powinno się o swoich uczuciach mówić głośno. Bywał zły, a ja starałam się poprawiać mu nastrój, ale nigdy przenigdy nie przepraszałam za słowa... Liczyłam w głębi serca że coś do niego dotrze, ale ważniejsze dla mnie było to, że potrafiłam wyrzucić swój lęk czy obawę i choć bałam się późniejszej reakcji to uczucie ulgi jest wspaniałe.
No więc powiedz - czy cokolwiek się zmieniało po tym, jak mu dotychczas mówiłaś o swoich uczuciach?
Chcesz poczuć ulgę - to się wykrzycz, napisz tu, na forum co Cię boli, napisz do szuflady.
Kochana - czy Ty naprawdę nie rozumiesz, że jego nie obchodzą Twoje uczucia? On ma głęboko gdzieś, bo dla niego liczy się tylko on sam. Czy uważasz, że jego obchodzi Twój ból? Czy liczy się z Twoimi uczuciami?
Cieszę się, że zajmujesz się sprawami na które dotychczas nie miałaś czasu. Ale kochana - nadal Twój świat kręci się wokół niego. Wokół tego, co on zrobi, co on powie, jak zareaguje na Twoje słowa, czy będzie się złościł, czy będzie się tłumaczył.
To wszystko powinno być dla Ciebie NIEISTOTNE.
2 952 2011-06-25 16:40:50
Mirello - nie kojarzę Twojej historii - możesz coś napisać?
Jestem dwa lata po rozstaniu z człowiekiem którego chyba kochałam za bardzo.. Po 5 latach wspólnego mieszkania wyprowadziłam się. Potem On walczył, ja poznałam kogoś innego i obstałam przy tym nowym ale z nim też się posypało. Od pół roku jestem sama i radzę sobie z tym różnie. Parę razy w tej mojej samotności spotkałam się z pierwszym eksem, wiem teraz że był to błąd bo tylko niepotrzebnie dało mi to nadzieję i odświeżyło stare rany które nie chcą się goić.
Ale podłoże mojego doła tkwi w całym moim życiu. Wiem, zabrzmiało to bynajmniej "groźnie" ale chyba za dużo analizuję i nie potrafię żyć chwilą. Wystarczy że coś mnie wyprowadzi z równowagi, to mam pretensje do wszystkim w koło i sama się nakręcam. Jestem sama, mieszkam sama, utrzymuję się sama, sama zasypiam i sama się budzę... dlatego tak ciężko mi już wytrzymać z samą sobą...
2 953 2011-06-25 16:46:52 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-25 17:00:21)
Masz rację, Monia. Coś trzeba zrobić, ale dopóki to coś nie stanie się w Tobie - trudna rada. Ja od początku wiedziałam i z lepszym bądź gorszyms kutkiem trenowałam uwalnianie się od niego poprzez maksymalne ograniczanie kontaktu. Na 100% udawało mi się ograniczanie kontaktu z mojej własnej inicjatywy - ratunek dla godności i to w nim budziło strach. Gorzej mi szło zdecydowanie z niereagowaniem na jego zaczepki i obiecanki. Ale tego też się można nauczyć tylko trzeba zawrzeć samej ze sobą umowę.
"Chcę z tym ciąganiem mnie za włosy po kamieniach skończyć i wytrwam." Bo co on tak naprawdę z Tobą robi, Monia? Napawa się myślą, że gdzieś tam siedzi sobie takie zapłakane i czekające na każdy jego ruch COŚ, do którego w każdej chwili można wrócić i ONO tam będzie.
A może spróbuj sobie samej udowodnić, że ONO nie będzie czekać. Daj sobie szansę. Wiem. Boisz się, że go stracisz. A duża to strata? A może to tylko utrata iluzji, które ciągle masz i ciągle budujesz na kilku fajnych scenach, które były w waszym życiu. Kilka scen to nie całe fajne życie. Z tego co wiem, Twoje życie z nim nie było całe fajne.
Może wykonaj takie ćwiczenie:
- spisz sobie na kartce te rzeczy, które były fajne (dowiesz się, na czym budujesz iluzję o wspólnej z nim przyszłości)
- na drugiej karce spisz to, co było niefajne i jak się z tym czujesz
- na trzeciej kartce spisz to, jak sobie wyobrażasz swój fantastyczny wymarzony związek (tak, kurde, masz prawo do swoich marzeń i ich realizacji!) a potem przy każdej takiej wymarzonej wizji postaw plusa tam, gdzie wydaje Ci się, że on może Ci to dać. I to dać nie pod warunkiem, że Ty mu to wszystko wytłumaczysz, że terapeuta go wyprostuje, że on COŚ TAM NAGLE zrozumie. Tak jak gdyby to wszystko, co sobie wymarzyłaś miało się zacząć dziaś od dziś, to czy on jest Ci to w stanie dać.
Mnie taka statystyka dobrze zrobiła na mózg i na złapanie odrobiny obiektywizmu. Okazało się że:
- tych miniscenek na podstawie których budowałam swoje iluzje było zaledwie kilka i to z okresu wczesno rozpoznawczo-godowego (oooo, wtedy to było romantycznie ale szybko się skończyło) + kilka fajnych wyjazdów + jego schludność (lubiłam to u niego) + jego intelekt (naprawdę nieprzeciętny)
- ale waga i ilośc tych tych niefajnych rzeczy była przygniatająca - kłótnie, kłamstwa, zdrady, negowanie mojego dziecka, moje emocjonalne osamotnienie, moja stagnacja w rozwoju i nas jako pary, jego wieczne humory a potem moje humory, taki sobie sex, zerowe partnerstwo w sprawach codziennych, jego brak umiarkowania w sprawie alkoholu i gier komputerowych, nieodpowiedzialność finansowa itd. itd. Iżadna fajna rzecz z pierwszej kartki nie była mi w stanie wynagrodzić tego paskudnego uczucia, które miałam w sobie po wykryciu zdrady (a dalej innych zdrad), nie była mi w stanie zrekompensować paskudnego uczucia bycia zaniedbaną przez mężczyznę kobietę (wiesz, te kwiatki, prezenciki, czułe telefony - zero).
- no i podstawa - doskonale zdawałam sobie sprawę, że trzecia kartka to same minusy przy każdej mojej wizji udanego i spełnionego związku - on nie miał mi już po naszym życiu nic do zaofiarowania.
Wiesz? Ja na codzień robię w cyferkach, analizach, excelach - wierzę takim podsumowaniom i tym razem też tej mojej domowej, prywatnej statystyce musiałam przyznać rację - nic z tego nie będzie a więc (jakkolwiek to strasznie boli) trzeba się zwijać i dać szczęściu szansę.
EDYCJA:
Dziewczyny widziały tu w jakim mózgowym rozwaleniu żyłam przez ostatnie pół roku, jak dawałam się nabierać na jego chwyty mimo całej koszmarnej prawdy, mimo moich własnych samoobronnych chwytów, ile razy włączałam i wyłączałam neon z napisem NOW WAY DLA PSYCHOFAGA. Musi Monia w Tobie nastąpić ten moment, w którym ten neon się już nie wyłączy. Daj sobie szansę. Odetnij się. Ja dziś już który dzień po nastąpieniu TEGO MOMENTU mam spokój wewnętrzny. Dziś siedzę sobie w ogródku, robię manicure/pedicure i nawet nie myślę zaglądać do komórki - już mnie to nie obchodzi. To uczucie uwolnienia od oprawcy jest warte każdej walki, którą sama ze sobą podejmiesz. Zapewniam Cię po latach życia niepełnowartościowym życiem i po wielu miesiącach samoupodlenia w imię dobrego samopoczucia egocentryka.
2 954 2011-06-25 16:51:07
Mirello - chcesz poczytać naszą literaturę? Mogę Ci podesłać. Większości z nas pozwalają "poukładać" pewne rzeczy w głowie.
Spotkania z eksem - wiesz, że to strzał w kolano? ![]()
Co robisz kochana dla siebie? Czym zajmujesz wolny czas? Co robisz, żeby nie być sama - nie myslę tu o nowym facecie, tylko generalnie o innych ludziach.
Polecam przeczytanie tego wątku od poczatku - zobaczysz, jak każda z nas ewoluowała, jak sobie radziłyśmy. Ja się na to forum 1,5 roku temu wczołgałam. Teraz stoję mocno na nogach, czasem się chwieję, ale juz nie przewracam.
2 955 2011-06-25 17:02:39
Wiem nikochana, czytam forum, wątki, nie zawsze się uaktywniam ale jestem obecna w "naszych" nieszczęściach. Wiem że to można pokonać, wiem że się udaje tylko trzeba być konsekwentnym w tym co się postanawia a z tym u mnie jest różnie. Czasem jestem naiwna, myślę sobie "moja historia jest inna" a to gó**o prawda! Jest taka jak każda, i On jest taki sam jak cała reszta tutaj opisana a ja jeszcze czasem naiwnie myślę że to się tak nie może skończyć. A to już się skończyło bardzo dawno temu...
Mam jakąś literaturę, ale ostatnio Tarantella pisała że dorwała jakąś nową pozycję. Jak macie w pdf to podam maila na pw. Dziękuję.
2 956 2011-06-25 17:09:19
Czasem jestem naiwna, myślę sobie "moja historia jest inna" a to gó**o prawda! Jest taka jak każda, i On jest taki sam jak cała reszta tutaj opisana a ja jeszcze czasem naiwnie myślę że to się tak nie może skończyć. A to już się skończyło bardzo dawno temu...
Oj tak, kochana. To niezwykle bolesna konstatacja
Parę razy juz się tu na mnie obrażono za to, ze śmiałam napisać:
" Nie jesteś kurna wyjątkowa. W najmniejszym stopniu. Twój "związek" też nie jest wyjątkowy. Jesteś taka sama jak my wszystkie"
Pięknie dziś w innym wątku napisała Tarantella - niczym się nie różnimy od tych kobiet, które codziennie dostają od "partnera" po twarzy. A przecież większość z nas myśli "czemu od niego głupia nie odejdzie?"
Ciosy, które my znosimy nie pokazują innym ludziom siniaków, skaleczeń - ale upodlają tak samo. I my się na to godziłysmy.
2 957 2011-06-25 17:10:56
Niekochana
Po każdej rozmowie gdy mówiłam o swoich uczuciach, już po cichych dniach przychodził moment, w których on mówił "rozumiem Twoje uczucia, wiem a raczej staram się zrozumieć twoje emocje i nie dziwie się, że je wyrzuciłaś z siebie". Po czym przychodziły lepsze dni, gdyż ja owe słowa jak głupia (przyznaję) odbierałam za dobrą monetę i uważałam, że coś doszło do niego... Jednakże jeśli nie zależałoby mu na mnie czemu więc wracał? Za każdym razem wracał gdy byliśmy razem? Były momenty gdy kazałam mu s** na drzewo, były ciche dni a on potem starał się, pokazywał że mu zależy i mówił, że nie chce stracić (taka jego strategia na zycie??)
Zagubiłam się w tym momencie i nie wiem co napisać... Rzeczywiście uważałam, że wykrzyczenie mu w twarz było by lepszym rozwiązaniem, ale teraz nie jestem tego aż taka pewna... Płaczę i nie wiem co robić... Wydawało mi się, że coś działam w kierunku lepszym, naprawienia samej siebie i wyrwania się z jego szponów, a tu nagle okazuje się, ze tak naprawdę nie jest... Że nadal jestem pod wpływem jego głupiej manipulacji
Tarantella
Myśl o ograniczeniu kontaktu jest ciężka, ale wydaje mi się wykonalna z mojej strony. Teraz gdy byłam kilka dni w domu spokojnie mogłam odłożyć telefon i nie patrzeć czy się odezwał czy nie (to plus
). Mam podobnie jak Ty - ciężko będzie na jego zaczepki nie reagować... Ale również trzeba będzie spróbować...
Co do karteczek i statystyki...
Już bez nich mogę uznać, że tych miłych scen było zaledwie kilka:super początek znajomości połączony z większym zainteresowaniem oraz udanym sexem - to tyle (okres czasu 1,5 miesiąca)... Mało tego, aż żałosne... Wydaje mi się, że wiele do tych scen przypisywałam miłe smsy, czułe słówka, poczucie bezpieczeństwa, pomocne ramię w kilku sytuacjach...
Do niefajnych rzeczy mogę zaliczyć: kłótnie, sprzeczki, humory, brak pomocy z jego strony (gdy rodzina mnie oczerniała on nie raczył im powiedzieć ani słowa), KŁAMSTWA, również brak umiaru jeśli chodzi o piwo i komputer, brak rezygnacji z byłej dziewczyny i pomimo wszystkiemu GRA NA 2 FRONTY (po dziś dzień!!).
Macie rację, aby zacząć coś działać w danym kierunku trzeba zacząć od siebie i postanowienia wreszcie wprowadzić w ruch. Muszę coś robić, a nie tylko chcieć i mówić o tym, aby przestać nabierać się na jego różowe słówka, zapewnienia i bajki z księżyca... Muszę się przełamać i dać sobie szansę na nowe życie bez niego...
2 958 2011-06-25 17:14:48
Którą pozycję, Mirella, bo ja czytuję jedną dziennie? ![]()
Ta, która mnie najbardziej poruszyła jest dla zaawansowanych zawodniczek z zaawansowanym psychofagiem (mizoginia) więc polecam tylko tym, które rzeczywiście czują, że miały (za przeproszeniem) po-życie z tym konkretnym typem charakteropaty.A jak wiadomo nie każdy zdrajca, kłamca, czy zwyczajnie kochający nas wystarczająco facet od razu jest socjopatą. To była książka "Dlaczego on nie koch"a a ona za nim szaleje" Susan Forward.
Jednakowoż generalnie uważam, że zamiast tych wszystkich Krzyżaków" i "Latarników" Susan Forward w całości powinna zostać włączona do lektur obowiązkowych przynajmniej na poziomie liceum. Z drugiej strony może to tylko nas - kobiet z określonymi problemami te pozycje tak poruszają i do nas trafiają a dla dzieciaków oraz zdrowych na umyśle osób to byłoby tak samo abstrakcyjne czytanie jak czytanie podręcznika dla ślusarza "Nowoczesne metody obróbki skrawaniem."
2 959 2011-06-25 17:19:51 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-25 17:20:30)
Niekochana
Po każdej rozmowie gdy mówiłam o swoich uczuciach, już po cichych dniach przychodził moment, w których on mówił "rozumiem Twoje uczucia, wiem a raczej staram się zrozumieć twoje emocje i nie dziwie się, że je wyrzuciłaś z siebie". Po czym przychodziły lepsze dni, gdyż ja owe słowa jak głupia (przyznaję) odbierałam za dobrą monetę i uważałam, że coś doszło do niego... Jednakże jeśli nie zależałoby mu na mnie czemu więc wracał? Za każdym razem wracał gdy byliśmy razem? Były momenty gdy kazałam mu s** na drzewo, były ciche dni a on potem starał się, pokazywał że mu zależy i mówił, że nie chce stracić (taka jego strategia na zycie?.
Monia, i dla Ciebie muszę zacytować fragment z mądrej książki, który już dziś przytaczałam na sąsiednim wątku:
(...) Para kochanków (czytaj wzajemnych dręczycieli) ogromnie boi się, że po zadanych sobie ranach zaraz się rozpadną i zostaną sami ze swoją pustką i lękiem, bez upragnionej szansy na miłość (czytaj: wybawienie). Dlatego gdy się godzą, doznają takiej ulgi i rozluźnienia napięcia, że czują się przez chwilę jak w niebie. Uniknęli totalnej katastrofy. Właśnie tak się uzależniamy od toksycznych związków (napięcie/rozluźnienie - adrenalina/dopamina). Mnóstwo ludzi powie ci z przekonaniem, że właśnie TO jest prawdziwa miłość i nie zamienią tego na żadne letnie, wyblakłe uczucia. (...) Przez całe życie patrząc na kobiety i mężczyzn w mojej rodzinie, uważałam takie związki za jedyne możliwe. Pełne szarpaniny, wzajemnych oskarżeń i niezadowolenia. Bycia ze sobą za każdą cenę. (...)
Wyjściem jest wypisanie się z tego tańca, wzięcie odpowiedzialności za stany swojej psychiki i dokonywanie zmian. Spokojna, opanowana, pewna siebie kobieta, a jeszcze szczęśliwa, nie zgodzi się na byle co. Mężczyzna by być z nią też musiałby chcieć pracować nad sobą, budować wiarę w siebie nie jej kosztem tylko własnym wysiłkiem. A to, przyznajmy, jest trudne, pracochłonne i długotrwałe. Nic dziwnego, że wielu z nich woli damę, która nie całkiem rozeznaje się w sobie i swoich prawach."
2 960 2011-06-25 17:21:54
Niekochana
Po każdej rozmowie gdy mówiłam o swoich uczuciach, już po cichych dniach przychodził moment, w których on mówił "rozumiem Twoje uczucia, wiem a raczej staram się zrozumieć twoje emocje i nie dziwie się, że je wyrzuciłaś z siebie". Po czym przychodziły lepsze dni, gdyż ja owe słowa jak głupia (przyznaję) odbierałam za dobrą monetę i uważałam, że coś doszło do niego... Jednakże jeśli nie zależałoby mu na mnie czemu więc wracał? Za każdym razem wracał gdy byliśmy razem? Były momenty gdy kazałam mu s** na drzewo, były ciche dni a on potem starał się, pokazywał że mu zależy i mówił, że nie chce stracić (taka jego strategia na zycie??)
Kochana, ja zapytałam, co się ZMIENIŁO? Dlaczego wracał - bo każdy psychofag potrzebuje mieć swoja ofiarę. Czy widziałaś kiedykolwiek kata bez ofiary? On żeruje na Twoich emocjach. Mówi to, co chcesz w danym momencie usłyszeć, a potem i tak robi swoje.
Zagubiłam się w tym momencie i nie wiem co napisać... Rzeczywiście uważałam, że wykrzyczenie mu w twarz było by lepszym rozwiązaniem, ale teraz nie jestem tego aż taka pewna... Płaczę i nie wiem co robić... Wydawało mi się, że coś działam w kierunku lepszym, naprawienia samej siebie i wyrwania się z jego szponów, a tu nagle okazuje się, ze tak naprawdę nie jest... Że nadal jestem pod wpływem jego głupiej manipulacji
Przepraszam Cie bardzo, ale właśnie to chciałam osiągnąć. Żebyś sama do tych wniosków doszła. Wiem, że to boli. Mnie też bolało.
Zerknij teraz na Twoich kilka postów powyżej kierowanych do mnie. Zobacz, jak bardzo mnie chciałaś przekonać, jak zaczynałaś się na mnie denerwować (prawda?). Byłam uparta i zadawałam bolesne pytania nie po to, żeby Cię dobijać - tylko po to, żebyś sama na nie odpowiedziała.
Tarantella
Myśl o ograniczeniu kontaktu jest ciężka, ale wydaje mi się wykonalna z mojej strony. Teraz gdy byłam kilka dni w domu spokojnie mogłam odłożyć telefon i nie patrzeć czy się odezwał czy nie (to plus). Mam podobnie jak Ty - ciężko będzie na jego zaczepki nie reagować... Ale również trzeba będzie spróbować...
Polecam, polecam.
Co do karteczek i statystyki...
Już bez nich mogę uznać, że tych miłych scen było zaledwie kilka:super początek znajomości połączony z większym zainteresowaniem oraz udanym sexem - to tyle (okres czasu 1,5 miesiąca)... Mało tego, aż żałosne... Wydaje mi się, że wiele do tych scen przypisywałam miłe smsy, czułe słówka, poczucie bezpieczeństwa, pomocne ramię w kilku sytuacjach...
Do niefajnych rzeczy mogę zaliczyć: kłótnie, sprzeczki, humory, brak pomocy z jego strony (gdy rodzina mnie oczerniała on nie raczył im powiedzieć ani słowa), KŁAMSTWA, również brak umiaru jeśli chodzi o piwo i komputer, brak rezygnacji z byłej dziewczyny i pomimo wszystkiemu GRA NA 2 FRONTY (po dziś dzień!!).Macie rację, aby zacząć coś działać w danym kierunku trzeba zacząć od siebie i postanowienia wreszcie wprowadzić w ruch. Muszę coś robić, a nie tylko chcieć i mówić o tym, aby przestać nabierać się na jego różowe słówka, zapewnienia i bajki z księżyca... Muszę się przełamać i dać sobie szansę na nowe życie bez niego...
Mądra dziewczynka. Zachowaj te karteczki - zobaczysz, że z czasem będziesz dopisywać nowe "szajsy", które sobie uzmysłowisz. I jak przyjdzie pokusa - wyciągamy karteczkę i czytamy. Aż nam przejdzie ![]()
2 961 2011-06-25 17:46:06 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-06-25 17:48:51)
Przepraszam Cie bardzo, ale właśnie to chciałam osiągnąć. Żebyś sama do tych wniosków doszła. Wiem, że to boli. Mnie też bolało.
Zerknij teraz na Twoich kilka postów powyżej kierowanych do mnie. Zobacz, jak bardzo mnie chciałaś przekonać, jak zaczynałaś się na mnie denerwować (prawda?). Byłam uparta i zadawałam bolesne pytania nie po to, żeby Cię dobijać - tylko po to, żebyś sama na nie odpowiedziała.
Mądra dziewczynka. Zachowaj te karteczki - zobaczysz, że z czasem będziesz dopisywać nowe "szajsy", które sobie uzmysłowisz. I jak przyjdzie pokusa - wyciągamy karteczkę i czytamy. Aż nam przejdzie
Nie masz za co przepraszać, bo nie jesteś niczemu winna. Ja po prostu żyłam w głupim przeświadczeniu że sama wiem co dla mnie najlepsze, choć pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji (szukałam pomocy na forum uznająć, ze sama znam rozwiązanie - dobre
)... Nie denerwowałam się, ale ciężko było mi przyjąć do wiadomości, że nie umiesz rozumieć mojego toku myślenia, który okazał się być błędny... Owszem odpowiedziałam na zadane pytania z trudem, ale się udało...
Teraz trzeba zacząć działać... Trzeźwo zastanowić się: czy oferowana przez niego przyjaźń ma sens bytu? Jak odnieść się do jego kłamstw i jego gierek na 2 fronty (dać mu do zrozumienia że wiem czy olać sprawę)? Czy będę umiała żyć bez niego?
Ponadto jak Ci się udało znaleźć siłę aby mieć taki stosunek do męża, który jest za ścianą? Jestem pod wrażeniem, żebym ja tak mogła mieszkając z nim w jednym bloku...
2 962 2011-06-25 17:54:25 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-06-25 17:56:34)
Monia czy myslisz gdzies tam gleboko, ze jak wykrzyczysz mu cala prawde to go to "ruszy" i odmieni? Czy myslisz, ze jest odrobina szansy, ze mozesz cos zrobic by go zatrzymac?
Zranione kobiety reagujace impulsywnie bardzo potem sie wstydza swojego wybuchu. Dopiero po czasie dostrzegaja jak bardzo wyzuly sie z calej godnosci takim wybuchem.
Wyladuj zlosc w inny sposob... uratujesz sie przed tym wstydem...
Monia ja kidys ukleknelam przed moim mezczyzna by poprosic go by mnie nie bil....
napisalam blagalny list do kochanki drugiego... przed drugim tez ukleknelam proszac go o milosc..
wstydze sie tego.. pisze bys wiedziala jak bardzo mozna utracic godnosc... chcialabym znac wtedy Niekochana... Niekochana, zwiazalabys mnie, prawda? Nie dalabys mi kleczec i pisac zalosnych listow?
a Ty Monia? pozwolilabys mi na to?
2 963 2011-06-25 18:01:49
Teraz trzeba zacząć działać... Trzeźwo zastanowić się: czy oferowana przez niego przyjaźń ma sens bytu? Jak odnieść się do jego kłamstw i jego gierek na 2 fronty (dać mu do zrozumienia że wiem czy olać sprawę)? Czy będę umiała żyć bez niego?
Zapytaj samą siebie, czym jest dla Ciebie przyjaźń, kim jest przyjaciel, czego oczekujesz od przyjaciela. I chyba wszystko jasne?
Przyjaciel nie krzywdzi.
Ponadto jak Ci się udało znaleźć siłę aby mieć taki stosunek do męża, który jest za ścianą? Jestem pod wrażeniem, żebym ja tak mogła mieszkając z nim w jednym bloku...
Kochana, mam do tego Pana taki stosunek, jak do każdego, o kim wiem, że chce mnie skrzywdzić. Nie pozwalam, aby w jakikolwiek sposób wpływał na moje życie, nie przejmuję się i nie angażuję w żadne aspekty jego życia. Jest mi obojętny tak samo, jak nie przymierzając sąsiad Tarantelli. Nie interesuje mnie jego opinia na żaden temat, nie interesuje mnie co robi, czego nie robi i dokładnie tego samego wymagam.
Odcięcie się - to proces zachodzący w głowie. Pewnie, że swobodniej czułabym się sama, w swoim domu - spokojnie, na to też przyjdzie czas. Ja już to wiem - to tylko kwestia czasu.
2 964 2011-06-25 18:03:34
Czy będę umiała żyć bez niego?
Kochana, wierz mi - dopiero wtedy poczujesz, co to znaczy ŻYĆ ![]()
2 965 2011-06-25 18:09:04 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-25 18:10:30)
chcialabym znac wtedy Niekochana... Niekochana, zwiazalabys mnie, prawda? Nie dalabys mi kleczec i pisac zalosnych listow?
a Ty Monia? pozwolilabys mi na to?
Przepłynęłabym ocean, żeby do tego nie dopuścić.
Porwałabym Cię i przykuła do drzewa - dokarmiałabym i rozmawiała, przytulała i powtarzała, że jesteś najwspanialszą kobieta na świecie - tak długo, aż byś w to uwierzyła.
Bardzo Ci dziękuję, za to co napisałaś (jak się upokorzyłaś w swoich działaniach) - jestem pewna, że któraś kobieta to przeczyta i zrozumie, że ona tak nie musi.
Ja tak miałam, gdy przeczytałam, Twoje "wyłam i rozmazywałam śluz po twarzy" - to były dla mnie słowa, którymi dostałam po twarzy. Bardzo Ci jestem za nie wdzięczna.
P.S. Nie będę pisać, co zrobiłabym Twoim ex-om. Bo mnie wywalą z forum ![]()
2 966 2011-06-25 18:10:48
a Ty Monia? pozwolilabys mi na to?
Przykro mi, że w swoim życiu musiałaś doświadczyć takich momentów jak utracenie własnej godności... Szacunek do samej siebie powinien być zawsze, bo jak ktoś mi kiedyś wspomniał "szanujesz siebie - inni też będą". Jednakże co jeśli inni Cię nie szanują? Ja uznałam, że skoro ON mnie nie szanuje to gdzieś musiałam popełnić błąd w szacunku samej do siebie. Pozwoliłam być dla niego przygodą - przez co do dziś cierpię, że pozwoliłam się upokorzyć. A R.? "Tak nie jest, szanuje Cię i nigdy nie byłaś dla mnie odskocznią czy przygodą - zrozum to"... Nie wierzę w jego słowa, choć może i są prawdziwe... Ale jak wierzyć kłamcy, który na 2 fronty gra? Dziś chciałam do niej zadzwonić i powiedzieć jaki R. jest naprawdę, jak okłamuje i ją i mnie... Ale się powstrzymałam, nie dlatego że nie chciałam zniżyć się do jego poziomu, ale bałam się późniejszego działania - może nie wyrzutów sumienia, ale uczucia, że po cholerę mi to było jak on i tak jej bajeczkę walnie, że ja jakaś chora psychicznie jestem i na tym się skończy... Więc się powstrzymuję - ale nie wiem na jak długo ![]()
Nie, ja nigdy nie klękałam przed mężczyzną i nigdy nie będę. Dla mnie to poniżenie samej siebie, do jakiego kobieta nie powinna dopuścić i wierz mi bądź nie... Nie pozwoliłabym Ci tego uczynić... Wiedząc ile w zyciu wycierpiałaś padanie na kolana przed takim łotrem nie jest warte...
2 967 2011-06-25 18:16:22
Zapytaj samą siebie, czym jest dla Ciebie przyjaźń, kim jest przyjaciel, czego oczekujesz od przyjaciela. I chyba wszystko jasne?
Przyjaciel nie krzywdzi.
Zgadza się, przyjaciel to bratnia dusza, ktoś na kim możesz polegać w trudnych sytuacjach, kto Tobą potrząśnie w odpowiednim momencie życia, ale na pewno nie rani...
P.S. Nie będę pisać, co zrobiłabym Twoim ex-om. Bo mnie wywalą z forum
Heh już sobie mogę wyobrazić blondynkę (chyba pisałaś, że nią jesteś) bojowo nastawioną i walczącą jak Xena (wybacz za porównanie) o dobre imię Zazdrości - przyznam pojawił się uśmiech na twarzyczce
ale tylko temu, że miło było pomyśleć, iż są ludzie, którzy pomimo wszystko potrafią walczyć o dobre imię drugiej osoby, że są pomocne i skore do pomocy...
2 968 2011-06-25 18:20:08
Nie, ja nigdy nie klękałam przed mężczyzną i nigdy nie będę. Dla mnie to poniżenie samej siebie, do jakiego kobieta nie powinna dopuścić i wierz mi bądź nie... Nie pozwoliłabym Ci tego uczynić... Wiedząc ile w zyciu wycierpiałaś padanie na kolana przed takim łotrem nie jest warte...
Ja tez mowilam nigdy...
no wiec Monia dzis... bedac na Twoim miejscu
ja nigdy nie upokorzylabym sie by do niego cokolwiek mowic i cokolwiek wykrzyczec. Nigdy nie pozwolilabym by widzial moje cierpienie, zlosc i bezsilnosc w zadnej formnie. Nie bylby godny tego by widziec moje emocjonalne rozszarpanie.
Nie musze okazywac moich emocji zadnemu smieciowi...
2 969 2011-06-25 18:22:55
Przykro mi, że w swoim życiu musiałaś doświadczyć takich momentów jak utracenie własnej godności...
No kochana, każda z nas to przerabiała w "swoim" zakresie.
Ja traciłam godność po wielokroć: godząc się na rzeczy, na które nie powinnam się godzić; udając, że nie widzę rzeczy, które nie powinny się wydarzyć; zaprzeczając własnym uczuciom; dając się zdominować; zaprzeczając faktom; pozwalając się krzywdzić najbardziej wyrafinowanymi metodami. Mogłabym tak długo. I za każdym razem granica przesuwała się coraz bliżej DNA - MOJEGO DNA. Aż pewnego pięknego dnia je osiągnęłam. I choć w odróżnieniu od Zazdrości nie klękałam - czułam się tak samo podle jak Ona. Bo to było MOJE DNO. Niżej już nie mogłam upaść.
I to był naprawdę PIĘKNY DZIEŃ. Pierwszy dzień mojej walki o normalność.
2 970 2011-06-25 18:23:16 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-25 18:24:18)
P.S. Nie będę pisać, co zrobiłabym Twoim ex-om. Bo mnie wywalą z forum
A dziś mam dzień sanitarny - pazury, farba na włosy, zgrubiały nakórek na piętach, owłosienie ... no same rozumiecie - trzeba jak człowiek wyglądać a nie jak wyrzucona na śmietnik szmata.
I tak podczas tego farbowania dosięgła mnie kolejna genialna myśl:
Wiecie dlaczego oni nam to wszystko robili? Bo od samego początku wiedzieli, że są nas NIEWARCI a jedyna droga, żeby sobie i nam pokazać, że możemy być takie same małe jak oni to nas upodlić.
To dokładnie jak w tym (teraz moim ulubionym) powiedzeniu, które napisała jedna z dziewczyn:
Nie warto dyskutować z idiotą. Najpierw sprowadzi cię do własnego poziomu a potem pokona doświadczeniem.
ONI zrobili z nami dokładnie to samo - sprowadzili do własnego poziomu ... ale jak widać nie pokonali mimo ogromnego doświadczenia.
2 971 2011-06-25 18:26:11
I tak podczas tego farbowania dosięgła mnie kolejna genialna myśl:
Tarantelko, zadzwoń do producenta i zapytaj, czy nie chcą na tym zbudować kampanii reklamowej swojego produktu ![]()
2 972 2011-06-25 18:29:26
No kochana, każda z nas to przerabiała w "swoim" zakresie.
Ja traciłam godność po wielokroć: godząc się na rzeczy, na które nie powinnam się godzić; udając, że nie widzę rzeczy, które nie powinny się wydarzyć; zaprzeczając własnym uczuciom; dając się zdominować; zaprzeczając faktom; pozwalając się krzywdzić najbardziej wyrafinowanymi metodami. Mogłabym tak długo. I za każdym razem granica przesuwała się coraz bliżej DNA - MOJEGO DNA. Aż pewnego pięknego dnia je osiągnęłam. I choć w odróżnieniu od Zazdrości nie klękałam - czułam się tak samo podle jak Ona. Bo to było MOJE DNO. Niżej już nie mogłam upaść.
I to był naprawdę PIĘKNY DZIEŃ. Pierwszy dzień mojej walki o normalność.
Ja chyba swojego dna nie osiągnęłam (jeszcze), ale zdaję sobie sprawę że również nisko upadłam pozwalając być jego przygodą i odskocznią od problemów...
ja nigdy nie upokorzylabym sie by do niego cokolwiek mowic i cokolwiek wykrzyczec. Nigdy nie pozwolilabym by widzial moje cierpienie, zlosc i bezsilnosc w zadnej formnie. Nie bylby godny tego by widziec moje emocjonalne rozszarpanie.
Nie musze okazywac moich emocji zadnemu smieciowi...
Masz rację nie warto pokazywać mu swojego cierpienia i bólu jaki mi zadał, jeśli nie jest tego wart. Mówi się, że żaden mężczyzna nie jest wart łez kobiety, ale jej emocji tj. bezsilność, cierpienie - również.
Czy więc nie warto również zwracać uwagi na jego kłamstwa? Jak odnieść się do nich?
2 973 2011-06-25 18:31:25
Czy więc nie warto również zwracać uwagi na jego kłamstwa? Jak odnieść się do nich?
nie myslec... nauczyc sie przechodzic obojetnie... i godnie
2 974 2011-06-25 18:35:36
Czy więc nie warto również zwracać uwagi na jego kłamstwa? Jak odnieść się do nich?
Czy obchodziłyby Cię kłamstwa sąsiada Tarantelli? Czy czułabyś potrzebę odniesienia do jego kłamstw?
2 975 2011-06-25 18:37:33
Nie czułam takowej potrzeby jeśli chodzi o jej sąsiada... Ale tutaj chodzi o to, ze on mnie okłamuje non stop, mam na to dowody! Przez to tworzy swoje różowe scenariusze, które stara się wpleść w moje czarne
i jednocześnie udowodniając mi, że ja nie mam żadnej racji mimo dowodów ![]()
2 976 2011-06-25 18:43:30
Nie czułam takowej potrzeby jeśli chodzi o jej sąsiada... Ale tutaj chodzi o to, ze on mnie okłamuje non stop, mam na to dowody! Przez to tworzy swoje różowe scenariusze, które stara się wpleść w moje czarne
i jednocześnie udowodniając mi, że ja nie mam żadnej racji mimo dowodów
Nie zrozumiałaś mnie dobrze. Dlaczego Ciebie to interesuje? Dlaczego ma dla Ciebie znaczenie, ze on Cię okłamuje?
Jest kłamcą - i już. Ja nie zadaję się z kłamcami. A Ty? Dlaczego chcesz się zadawać z kimś kto Cię okłamuje? Dlaczego przywiązujesz wagę do słów kłamcy?
Kiedyś napisałam: "My potrafimy nadać rangę gniotowi". Ty kochana też:nadałaś rangę wyjątkowości komuś, kto jest bezczelnym, żerującym na TWoich emocjach oszustem.
Co z tego, że kłamie? Gdy się od niego odetniesz - nie będzie Cię już okłamywał. Zabierzesz mu ta możliwość.
2 977 2011-06-25 18:46:45
Zazdrość, piekarnik do sernika ma być nagrzany czy wstawiamy do zimnego?
2 978 2011-06-25 18:48:54
od zawsze wiem, ze do nagrzanego... ale zapominam, ciagle zapominam nagrzac... i nie widze roznicy w serniku
2 979 2011-06-25 18:49:18
monia_3103 napisał/a:Czy więc nie warto również zwracać uwagi na jego kłamstwa? Jak odnieść się do nich?
Czy obchodziłyby Cię kłamstwa sąsiada Tarantelli? Czy czułabyś potrzebę odniesienia do jego kłamstw?
Niekochana, skąd wiesz, że mój sąsiad zdradza swoją żonę? Z panią z dzieckiem, zaczęło się od podwożenia jej do pracy i ... chyba robię się niedyskretna ![]()
2 980 2011-06-25 18:57:11
niekochana72 napisał/a:monia_3103 napisał/a:Czy więc nie warto również zwracać uwagi na jego kłamstwa? Jak odnieść się do nich?
Czy obchodziłyby Cię kłamstwa sąsiada Tarantelli? Czy czułabyś potrzebę odniesienia do jego kłamstw?
Niekochana, skąd wiesz, że mój sąsiad zdradza swoją żonę? Z panią z dzieckiem, zaczęło się od podwożenia jej do pracy i ... chyba robię się niedyskretna
Statystycznie - któryś z Twoich, moich, Zazdrości sąsiadów zdradza żonę. Smutne, ale prawdziwe.
2 981 2011-06-25 18:57:46
Tarantella napisalam o tym piekarniku ale nie wiem czy zauwazylas ![]()
2 982 2011-06-25 18:58:11
Nie wiem z czego to wynika... Chyba z tego, że właśnie przez jego kłamstwa czuje się upokorzona, czuje się oszukana i zdradzona a przede wszystkim wykorzystana... Te kłamstwa nie powinny mieć dla mnie większego znaczenia, ale jakoś mają... Bo uświadamiają mi jaka głupia byłam wierząc w jego słówka. A on jeszcze ma szczelność łgać mi w oczy i co najlepsze nie ma zielonego pojęcia o tym, że ja prawdę znam...
2 983 2011-06-25 19:00:34
Nie wiem z czego to wynika... Chyba z tego, że właśnie przez jego kłamstwa czuje się upokorzona, czuje się oszukana i zdradzona a przede wszystkim wykorzystana... Te kłamstwa nie powinny mieć dla mnie większego znaczenia, ale jakoś mają... Bo uświadamiają mi jaka głupia byłam wierząc w jego słówka. A on jeszcze ma szczelność łgać mi w oczy i co najlepsze nie ma zielonego pojęcia o tym, że ja prawdę znam...
No więc zapewniam Cię - zerwiesz kontakt i nie będzie Cię okłamywał
Byłaś głupia? To od dziś bądź mądra ![]()
2 984 2011-06-25 19:05:59
Zazdrość, zauważyłam. Sernik w piekarniku, miski jęzorem wylizane. Uwielbiam to robić - wylizywanie misek po żółtkach z cukrem i po masie serowej, nie zważając na salmonellę i inne syfy. Nie myję jajek, nie sparzam wrzątkiem - balansuję na granicy bezpieczeństwa. Niekochana pewnie z zawodowego obliga się skrzywi na te moje praktyki.
Moje dziecko już nerwowo kręci się koło kuchni a to jest wydarzenie, że cos go od kompa oderwało. Ja jestem specjalistką od sernika na zimno a on tęsknił za zapachem pieczonego ciasta, bidul. Dziś kupował ze mną ingredienta no i jak się dowiedział, że sernik o nazwie "Zazdrość" będzie i to pieczony i to w polewie czekoladowej to spokoju mi nie daje. Zasmuciła go konieczność czekania na ostygnięcie więc będę musiała psa postawić przy serniku, żeby mu dać dojść zanim Adaś się dorwie.
Czekamy w napięciu na wypiek.
2 985 2011-06-25 19:12:24 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-25 19:12:59)
Nie myję jajek, nie sparzam wrzątkiem - balansuję na granicy bezpieczeństwa. Niekochana pewnie z zawodowego obliga się skrzywi na te moje praktyki.
Niekochana robi tak samo.
Salmonella mnie nie pokona! Nie takie gówno wciągałam i żyję ![]()
Wyściski dla Adasia.
2 986 2011-06-25 19:12:51
No więc zapewniam Cię - zerwiesz kontakt i nie będzie Cię okłamywał
![]()
Byłaś głupia? To od dziś bądź mądra
Postaram się jak mogę... Ile sił mi starczy, choć nie obiecuję, że codziennie owe siły będą ![]()
2 987 2011-06-25 19:19:23
Tarantella napisał/a:I tak podczas tego farbowania dosięgła mnie kolejna genialna myśl:
Tarantelko, zadzwoń do producenta i zapytaj, czy nie chcą na tym zbudować kampanii reklamowej swojego produktu
Ty to masz łeb! A można w ogóle pójść tym tropem. Bo mnie najmądrzejsze myśli przychodzą np. na basenie. Mogłabym zaproponować właścicielowi kompleksu sportowego deal stulecia pod hasłem "Pływaj u nas a uda ci się spławić psychofaga!"
A po zjedzeniu tego sernika będę musiała pływać (i myśleć) dwa razy więcej.
Apropos "łeb". Zaczęłam dziś wdrażać moje dziecko w hasło DDA i konsekwencje. Moje dziecko wysłuchało i powiedziało: "To jak już tak zmądrzałaś, to rozumiem, że wreszcie pozwiesz ojca za te alimenty, co to ich nie płaci od 15 lat?"
Uważam, że jak na jego poziomie przyswaja nie to nieźle ogarnął temat wyzwalania się od oprawcy.
2 988 2011-06-25 19:23:04
Ja teraz podczas biegania też miewam olśnienia - to ten szok tlenowy ![]()
Brawo dla Adasia ![]()
2 989 2011-06-25 19:24:03
a ja jeszcze dodam.. ze
moj ex neka mnie smsami od miesiaca z prosba o seks.. proponuje mi pieniadze... stawka rosnie...
oto przed kim klekalam i kto mial mnie kochac... zwykly ludzki smiec
2 990 2011-06-25 19:27:15
a ja jeszcze dodam.. ze
moj ex neka mnie smsami od miesiaca z prosba o seks.. proponuje mi pieniadze... stawka rosnie...
oto przed kim klekalam i kto mial mnie kochac... zwykly ludzki smiec
A nie słyszał o sex-telefonie? Tam dziewczyny mają niższe stawki, takie śmiecio-stawki?