netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 188 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 42 43 44 45 46 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 796 do 2 860 z 26 310 ]

2 796

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moja droga !!! Jestem z ciebie dumna, jak bieglam to myslalam  o tobie zebys poczula te endorfiny i poczula sie potem jak mlody bog!!!
Ciesze sie, ze sie udalo!!!
Sciskam cie serdecznie!!!

2 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Córka dostała ponad 70 pkt, ale nie jest zadowolona, próbny poszedł jej dużo lepiej. Ma sporo pkt za świadectwo, więc ogólnie nie jest najgorzej, ale teraz oczekiwanie, czy dostanie się do wymarzonego liceum. Nerwowo będzie do końca miesiąca.
Buziaki.

Kochana - niech młoda nie będzie taka strasznie krytyczna dla siebie. Obiektywnie rzecz biorąc poszło jej całkiem dobrze big_smile
Daj jej przeczytać: "Dziennik Polski": Masakra, horror, porażka - to były pierwsze komentarze uczniów na temat tegorocznego egzaminu gimnazjalnego z części humanistycznej. Suchej nitki na autorach testu nie pozostawił też prof. Krzysztof Konarzewski, były dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Ogłoszone wczoraj przez Centralną Komisję Egzaminacyjną wyniki egzaminu potwierdziły opinie uczniów i ekspertów. Test był wyjątkowo trudny. Znacznie trudniejszy od ubiegłorocznego. Średni wynik w kraju uzyskany przez gimnazjalistów to 25,31 punktów na 50 możliwych z części humanistycznej i 23,63 z części matematyczno-przyrodniczej (w ubiegłym roku odpowiednio 30,34 i 23,90 punktów)."
Młodej - ja osobiście serdecznie gratuluję - innym naprawdę poszło gorzej smile Uszy do góry - będzie dobrze

2 798

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Źle było już od rana. Ale walczyłam z tym. Założyłam ładną sukienkę i śliczny nowy sweterek, i piękne różowe szpilki. Po pracy poszłam do fryzjera. Pani Kasia czyni cuda. A potem taka śliczna jechałam do domu i płakałam. I to nawet nie był płacz. Po prostu leciały mi z oczu łzy na ten śliczny sweterek. Tak właśnie boli dobijanie w sobie miłości kijem bejsbolowym. A najgorsze, że ta miłość patrzy na ciebie oczami ufnego psa, który nie rozumie, dlaczego jest traktowany przez swoją panią w taki brutalny sposób. Taki dylemat mają pewnie wszyscy, którzy muszą uśpić - zabić swojego zwierzaka, który jest agresywny dla innych i nawet dla samego właściciela. Wychowali go do szczeniaczka, kochają i on ich pewnie na swój sposób kocha ale inaczej nie umie, bo ma w głowie coś nie tak. Trzeba go więc zabić. A mnie się nie udało tak po prostu w sobie tego uśpić więc muszę dobić kijem bejsbolowym. A on nie pomaga. On wszystko utrudnia. Prosi, mówi "kochanie, uda się nam, tylko musisz w to uwierzyć, musisz przypomnieć sobie nasze najlepsze chwile a nie te najgorsze" ... ale ja już wiem, że nic się nie uda, bo zapadki w mojej głowie przeskoczyły. Już nie potrafię odtworzyć w sobie wizerunku tamtego chłopaka, którego spotkałam na Polach Mokotowskich 16 września 2006 roku, tamtego chłopaka, który chyba przez jakiś czas naprawdę mnie kochał ale jego wścieklizna tylko na chwilę w nim przysnęła, żeby zaatakować ze zdwojoną siłą po kilku latach. "Nic nam się nie uda, kochanie. Byłeś spełnieniem moich marzeń długo, nawet po tym, kiedy skończyło się ich spełnianie. Nawet wtedy wierzyłam, że jestem twoim marzeniem, a ta obojętność to tylko oznaka tego, że tylko cząstka naszej euforii opadła. Nie wiem, jak to się stało, że nie zauważyłam, że to nie żadna cząstka ale że to ty cały odpadłeś, odszedłeś tworzyć inną euforię. Jest tyle rzeczy, których nie potrafię ani zrozumieć, ani zapomnieć, ani wybaczyć. Dlatego, kochanie, nic nam się już nie uda. Ty możesz przestać oszukiwać mnie a ja siebie. Gdybym dziś się zgodziła, jutro zagryzłbyś mnie na śmierć, a ja muszę żyć. Dlatego dziś, po 1743 dniach naszego związku, w których nie wiem ile było miłości chociaż jeszcze pamiętam jej skrawki, zwracam ci wolność. Masz prawo żyć własnym życiem bez potykania się o moje zasady a ja mam prawo żyć dalej w zgodzie z nimi. Ze strachu przed samotnością i odrzuceniem, nie możemy zniszczyć swoich żyć nawzajem. Masz prawo pójść i znaleźć kobietę, która zaakceptuje twoje widzenie świata i nie będzie go nazywać zwyrodniałym, a ja mam prawo znaleźć mężczyznę, który nie będzie musiał dla mnie przerabiać siebie u terapeuty z radia na telewizor."

2 799

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantello - pięknie to napisałaś. Trzymaj się kochana - przesyłam Ci dużo pozytywnej energii. Jesteś wspaniałą kobietą.

2 800

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella, cierpisz. Znowu cierpisz... Przytulam Cię.
Przyjedziesz, nie wymiękniesz? Pogadamy, pośmiejemy się z siebie, może pomoże?
Trzymaj się, chciałabym pomóc, ale nie umiem. Chyba nikt nie umie.
Tylko Ty możesz sobie pomóc. Dasz radę, oczywiście, że dasz radę.

2 801

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochana - pięknie piszesz. Sama chyba widzisz, że trzeba już zamknąć ten rozdział życia.
3maj się

2 802

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantello, Kochana, wiem co czujesz... Obiecuję Ci, że to minie. Za jakiś czas zauwazysz, że to juz tak okropnie nie boli, że boli mniej, coraz mniej. Będzie wracać, ale za każdym razem słabiej. Zaczniesz się uśmiechać, a nie tylko udawać, że się śmiejesz. Ze zdziwieniem zauważysz, że nie myslisz już o nim bez przerwy, ze te przerwy bez myslenia o nim sa coraz dłuższe. A potem... nie wiem jak będzie potem, bo na razie doszłam do tego etapu, że nie myslę o nim bez przerwy, że normalnie się uśmiecham, a nawroty smutku, żalu, rozgoryczenia i tych innych niechcianych emocji są coraz rzadsze i coraz słabsze. Ty też tu dojdziesz, nie może byc inaczej. I obie pójdziemy dalej. Pokochamy siebie i będziemy szczęśliwe. Tak będzie, bo tak chcemy. Przytulam. Często myślę o Tobie. Trzymaj się, przetrwaj, Kochana, i bardzo siebie kochaj, najbardziej na świecie.

2 803

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I ja dołączam się do wsparcia.

Wszystkie jesteśmy z Tobą. Co do joty i na 100%. Koniecznie przyjedź! Wraz z Mikserkiem, co by nas bronił smile

2 804

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantello, przesyłam moc pozytywnej energii i dużo wsparcia dla Ciebie.
Obecnie jestem na tym samym etapie. Dlaczego oni w obliczu rozstania, potrafią składać obietnice, w które my nie umiemy, nie możemy uwierzyć. Rozkłada mnie na łopatki: Uwierz, bo ja wierzę.
Wczoraj dostał pozew z sądu i pokazał swoje oblicze. Jak mogę chcieć od niego pieniędzy. Tłumaczę, że nie dla mnie, bo tego w ogóle nie chcę, lecz dla dzieci, a one są wspólne. Stwierdził, że napisze całą prawdę, czytaj: jego prawdę. Nic nie rozumie, widzi tylko koniec swego nosa.
Wszystkie, Kochane Babeczki będące na etapie uzdrawiania siebie z KKZB, DDA, DDD czy też czegokolwiek innego musimy być silne, dla nas. Nie jest to łatwe. Sama jestem w totalnym dołku, ale w każdej negatywnej sytuacji należy poszukać pozytywów. W końcu teraz dołek, a prędzej czy później wolność,  odzyskanie siebie dla siebie...

2 805

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Melduję, że dziś też biegłam. Pomimo zakwasów - ach, te zapomniane partie mięśni. I pomimo tego - biegałam dziś większą część, niż wczoraj. Marsz - tam, gdzie ostro pod górę. Delikatne słonko, ptaszki śpiewają, cisza. Tylko ja. Polecam.

2 806

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Melduję, że dziś też biegłam. Pomimo zakwasów - ach, te zapomniane partie mięśni. I pomimo tego - biegałam dziś większą część, niż wczoraj. Marsz - tam, gdzie ostro pod górę. Delikatne słonko, ptaszki śpiewają, cisza. Tylko ja. Polecam.

Czyzby ktos zarazil sie wirusem? Jak juz od czegos trzeba byc uzalezionym to wole od endorfin po bieganiu:)

2 807 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-17 23:37:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję wszystkim za wsparcie energetyczne i troskę. Nie ma to jak rodzina.
Dziś podpisałam akt notarialny na zbycie ONEMUi jego synowi mojej połowy mieszkania. To co prawda dopiero umowa przedwstępna ale machina czasowa już ruszyła. To stąd ten dół - żeganam się z tym co tu miało być a nie było. Miało tu być najpiękniej i na zawsze a okazało się najpaskudniej i na rok. Rozkład czasowy teraz jest następujący - on (tym razem do spółki z synem) stara się o przejęcie kredytu, od momentu zdjęcia ze mnie kredytu - mam trzy miesiące na spakowanie dobytku i wymarsz. Czeka mnie trudny okres - muszę wyremontować (ciekawe za co) panieńskie mieszkanko, zrobić operację kolana, dokonać wszelkich formalności "eksmisyjnych", no i się przeprowadzić. Równo rok temu pakowałam się w tę stronę, teraz w drugą. Jakaś, ku*wa, nomada jestem. I tak ciągnę za sobą to swoje stadko - ja+dziecko+pies+biblioteka+serwis porcelanowy+antyczna komoda. Leżę więc sobie w tym żałobnym dole ale macham kończynami. Fajterka przecież jestem. Jutro idę na grilla - spotkanie z ludźmi z liceum (zawsze dobrze mi robi - w szkole byliśmy totalnie beznadziejną klasą a po latach okazało się, że jesteśmy fajni i całkiem nieźle zgrani). Potem spotkanie z Wami, może jeszcze przed operacją zabiorę syna gdzieś na kilka dni. I tak jakoś życie zleci big_smile

Myway, dzięki za rozpiskę z bieganiem - wygląda, cholera, kusząco. Nawet kolanem się wykręcić nie mogę, bo ortopeda kazał mi biegać (byle po równym) w celu wzmocnienia masy mięśniowej nogi. Może jutro zacznę. Do tej pory biegałam na bieżni - 2 min biegu, 5 marszu (x3) ale to był taki intuicyjny grafik. Teraz, jak mam taki profesjonalny od Ciebie, i jak Niekochana tak pięknie pisze o tym porannym słoneczku, chciałabym spróbować w naturalnych warunkach a nie na klimatyzowanej siłowni.

2 808

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Dziękuję wszystkim za wsparcie energetyczne i troskę. Nie ma to jak rodzina.
Dziś podpisałam akt notarialny na zbycie ONEMUi jego synowi mojej połowy mieszkania. To co prawda dopiero umowa przedwstępna ale machina czasowa już ruszyła. To stąd ten dół - żeganam się z tym co tu miało być a nie było. Miało tu być najpiękniej i na zawsze a okazało się najpaskudniej i na rok. Rozkład czasowy teraz jest następujący - on (tym razem do spółki z synem) stara się o przejęcie kredytu, od momentu zdjęcia ze mnie kredytu - mam trzy miesiące na spakowanie dobytku i wymarsz. Czeka mnie trudny okres - muszę wyremontować (ciekawe za co) panieńskie mieszkanko, zrobić operację kolana, dokonać wszelkich formalności "eksmisyjnych", no i się przeprowadzić. Równo rok temu pakowałam się w tę stronę, teraz w drugą. Jakaś, ku*wa, nomada jestem.

I tak ciągnę za sobą to swoje stadko - ja+dziecko+pies+biblioteka+serwis porcelanowy+antyczna komoda.

Tam dom Twój, gdzie serce Twoje...
Szkoda tego czasu, wysiłku i miłości wpakowanych w to, bez wątpienia cudne mieszkanie.
Ale... Nomada jest wolny, szczęśliwy, niezależny, nieuwikłany, sam sobie sterem, słucha tylko wiatru, a chroni wyłącznie przed deszczem.
A tak w kwestii formalnej: za wkład pracy, w remont, spłaconą część kredytu, to on Tobie tak NIC nie jest winien???

2 809

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja melduję, że biegam od ponad miesiąca, to UZALEŻNIA smile przepraszam, mało popularne słowo smile

2 810

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Leżę więc sobie w tym żałobnym dole ale macham kończynami. Fajterka przecież jestem. Jutro idę na grilla - spotkanie z ludźmi z liceum (zawsze dobrze mi robi - w szkole byliśmy totalnie beznadziejną klasą a po latach okazało się, że jesteśmy fajni i całkiem nieźle zgrani). Potem spotkanie z Wami, może jeszcze przed operacją zabiorę syna gdzieś na kilka dni. I tak jakoś życie zleci big_smile

Kochana - pewnie, że jesteś fajterka big_smile Baw się dobrze.

2 811 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-18 00:09:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
marynarka napisał/a:

A tak w kwestii formalnej: za wkład pracy, w remont, spłaconą część kredytu, to on Tobie tak NIC nie jest winien???

Jest, jest i to ma uregulować do 15-go lipca. Z tego oddam, co należne mojej rodzinie, która też się tu dorzuciła, a co zostanie wykorzystam na odświeżenie panieńskiego mieszkanka. Jednak póki nie zobaczę - nie zapeszam. Choć jedno mogę przyznać obiektywnie - w kwestiach finansowych od początku stara się być o krok do przodu niż ustawa przewiduje. W tej kwestii, jeśli wszystko skończy się zgodnie z literą umowy - złego słowa nie powiem, bo wiem, jak to czasem hardkorowo z tymi rozwowodo/rozstaniowymi rozliczeniami u dżentelmenów bywa. Generalnie nie ma co gadać - to był jego najdroższy romans życia - od miesięcy musi płacić za wynajem swojej garsoniery, od wyprowadzki płaci sam w całości ten kredyt (chociaż to nadal nasza współwłasność), ponosi wszystkie koszty zw. z formalnościami, bankami, notariuszami i bez gadania zaakceptował moje wyliczenia końcowe, nawet nie rzucił okiem na zestawienie. Nie bez świńskiej satysfakcji odnotowuję fakt, że zapętla się finansowo, żeby wyjść przynajmniej w tej mierze z twarzą ... ale czemuś mi go nie żal choć obiektywnie doceniam. Przynajmniej wiem, za co go kiedyś kochałam, nie? big_smile

2 812

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
marynarka napisał/a:

A tak w kwestii formalnej: za wkład pracy, w remont, spłaconą część kredytu, to on Tobie tak NIC nie jest winien???

Jest, jest i to ma uregulować do 15-go lipca. Z tego oddam, co należne mojej rodzinie, która też się tu dorzuciła, a co zostanie wykorzystam na odświeżenie panieńskiego mieszkanka. Jednak póki nie zobaczę - nie zapeszam. Choć jedno mogę przyznać obiektywnie - w kwestiach finansowych od początku stara się być o krok do przodu niż ustawa przewiduje. W tej kwestii, jeśli wszystko skończy się zgodnie z literą umowy - złego słowa nie powiem, bo wiem, jak to czasem hardkorowo z tymi rozwowodo/rozstaniowymi rozliczeniami u dżentelmenów bywa. Generalnie nie ma co gadać - to był jego najdroższy romans życia - od miesięcy musi płacić za wynajem swojej garsoniery, od wyprowadzki płaci sam w całości ten kredyt (chociaż to nadal nasza współwłasność), ponosi wszystkie koszty zw. z formalnościami, bankami, notariuszami i bez gadania zaakceptował moje wyliczenia końcowe, nawet nie rzucił okiem na zestawienie. Nie bez świńskiej satysfakcji odnotowuję fakt, że zapętla się finansowo, żeby wyjść przynajmniej w tej mierze z twarzą ... ale czemuś mi go nie żal choć obiektywnie doceniam. Przynajmniej wiem, za co go kiedyś kochałam, nie? big_smile

Finansowe fair play okazuje się niezbyt trwałym fundamentem związku. Powinno łączyć się z innymi fair.
Można jednak, z pewną satysfakcją stwierdzić, że drogo go to kosztowało. Dosłownie.

2 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja jestem na etapie zamawiania kolejnych książek (trza się wzmacniać):

Susan Forward "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje"
Isabelle Nazare-Aga "Nie pozwól sobą manipulować w miłości"

Może któraś z Was ma przeczytaną i mogłaby przytargać na nasze spotkanie? A może jakiś pdf?

2 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

A ja jestem na etapie zamawiania kolejnych książek (trza się wzmacniać):

Susan Forward "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje"
Isabelle Nazare-Aga "Nie pozwól sobą manipulować w miłości"

Może któraś z Was ma przeczytaną i mogłaby przytargać na nasze spotkanie? A może jakiś pdf?

Nie znam tych pozycji sad

2 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to zamówię i poznamy.

2 816

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

...
Dziś podpisałam akt notarialny na zbycie ONEMUi jego synowi mojej połowy mieszkania. To co prawda dopiero umowa przedwstępna ale machina czasowa już ruszyła. To stąd ten dół - żeganam się z tym co tu miało być a nie było. Miało tu być najpiękniej i na zawsze a okazało się najpaskudniej i na rok.(...)
Jutro idę na grilla - spotkanie z ludźmi z liceum (zawsze dobrze mi robi - w szkole byliśmy totalnie beznadziejną klasą a po latach okazało się, że jesteśmy fajni i całkiem nieźle zgrani). Potem spotkanie z Wami, może jeszcze przed operacją zabiorę syna gdzieś na kilka dni. I tak jakoś życie zleci big_smile

Jakże się cieszę, że trzymasz się dobrze. Martwiłam się twoim nastrojem - teraz widzę co było powodem (biedny, nowy, zmoczony łzami sweterek smile )
I widzisz - mówisz i masz - chciałaś NORMALNYCH ludzi i ich zwykłego życia - masz jak na zawołanie smile

2 817

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miałam dziś zebranie naukowe. Wcześniej wrzuciłabym coś wygodnego na siebie, wpadła w ostatniej chwili, a potem szybciutko, do domu. No bo przecież jak to - obiad, pranie itp bzdety. A dziś: sukienka, makijaż, obcasy - i zawijając bioderkami niekochana powolutku pomyka. Rozkoszowałam się cateringiem (łosoś, mniam), pogadałam ze znajomymi, złowiłam kilka spojrzeń i dostojnie (te obcasy hmm ) wróciłam do domku. Zaczynam się rozkoszować moją nową jakością życia tongue

Psychofag z teściową znów usiłowali wyciągnąć mnie na rodzinne spotkanie (tym razem kuzyn psychofaga). Grzecznie odmówiłam.
Hmm... ile jeszcze razy będę musiała to powtarzać? Utrwalenie przez wielokrotne powtórzenie? tongue

2 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, czy wy też tak macie? Ja nigdy nie potrafiłam się dobrze bawić w sensie ZABAWIĆ. I to nie jest kwestia, że w tej chwili bo żałoba, bo psychofag, bo zdrada. Miałam tak od zawsze. Nigdy nie umiałam się zabawić do białego rana, tak zeby wypić więcej niż przywoitość nakazuje, tańczyć całą noc do zdarcia obcasów, pójść w tango na miasto, szaleć po klubach i do rana zmieniać lokale. Nigdy nie bawiły mnie wesela z obligatoryjnymi "zabawami". Nawet najlepsze towarzystwo, najlepsza muzyka, ani szałowa impreza nie rozkręca mnie takim stopniu. Zawsze czułam się z tym ułomna - taka nudziara, co chce wcześnie wracać do domciu i nawet zaszaleć nie potrafi. Czy Wy też czujecie się na imprezach, nawet fajnych, ciotkami pierdzielińskimi?

2 819

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja uwielbiam tańczyć. Ponieważ psychofag nie tańczył - 'obtańczałam" mężów koleżanek. Zawsze bawię się bez alkoholu. Nie jest mi potrzebny. Potrafię szaleć do rana.

2 820 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-19 08:01:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Biegałam dziś w deszczu... Po raz pierwszy od bardzo dawna. No z pewnością od zeszłego wieku tongue
Cudowne uczucie - polecam. Prawie jak seks. wink

2 821

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pozdrawiam wszystkie kobietki
Czy kiedyś przestanie mi na nim zależeć ?
Skrzywdził ,krzywdzi a ja wciąż w duchu liczę,że może coś się zmieni.
Wiem ,że nie.
Rozum mówi i wszystkie znaki na niebie to pokazują...............ale głupie serce by chciało co innego.
Mam nadzieje ,że się wyprowadzi.
Nie wiem jak dam sobie radę ale na pewno się nie poddam.
Ciężko ,cholera strasznie ciężko.

2 822

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aisa napisał/a:

Czy kiedyś przestanie mi na nim zależeć ?
Skrzywdził ,krzywdzi a ja wciąż w duchu liczę,że może coś się zmieni.

A to wszystko zależy od Ciebie. Ty musisz sobie pozwolić na zerwanie tej więzi. Jesli tego nie zrobisz - jego wyprowadzka niewiele zmieni.

2 823

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aisa napisał/a:

...
Czy kiedyś przestanie mi na nim zależeć ?
Skrzywdził ,krzywdzi a ja wciąż w duchu liczę,że może coś się zmieni.
(...)
..............ale głupie serce by chciało co innego.
Mam nadzieje ,że się wyprowadzi.
Nie wiem jak dam sobie radę ale na pewno się nie poddam.
Ciężko ,cholera strasznie ciężko.

Jeśli się wyprowadzi - czego powinnaś STANOWCZO zażądać, zamiast pokładać nadzieję w jego łasce - to kiedyś przestanie.
Bez odcięcia się trwa to dłuuuugo dłużej. I wciąż powraca jak fala... i powoduje koszmarne rozdzieranie świeżo zabliźnionych ran.
Będzie trudno, ale dasz radę, skoro już podjęłaś decyzję. 3mam kciuki smile

2 824

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki dziewczyny
Widzisz Niekochana ja wiem niby co mam robić i ale to głupie serce ciągle mnie zawodzi i tęskni za nim ,za jego dotykiem,całusem i uśmiechem.
Rozum wie ,że to nie wróci i ze nic już z tego nie będzie ale to moje serce...........
Czy kiedyś jeszcze komuś zaufam,czy będe chciała być szczęśliwa..........

2 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aisa napisał/a:

Czy kiedyś jeszcze komuś zaufam,czy będe chciała być szczęśliwa..........

A to już kolejny etap, kochana. Ja się z nim właśnie zmagam hmm Wiem, że CHCĘ być szczęśliwa. Tylko to zaufanie....

2 826

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aisa napisał/a:

Dzięki dziewczyny
Widzisz Niekochana ja wiem niby co mam robić i ale to głupie serce ciągle mnie zawodzi i tęskni za nim ,za jego dotykiem,całusem i uśmiechem.

Problem w tym, że to JUŻ nie jest tamten człowiek. Ten obecny już nie przytuli Ciebie, nie pocałuje, bo robi to z kimś innym. Ty mu najwyżej plączesz się po życiorysie i go irytujesz (jeśli dobrze odczytałam twoje enigmatyczne wypowiedzi).
Masz 2 wyjścia - TRWAĆ z obcym człowiekiem na zasadzie współlokatora, raczej wrogiego niż przyjaznego. Zająć się swoim życiem i na niego jak najmniej zwracać uwagę.
Drugie - podjąć decyzję o tym, że krzywdzić się więcej nie dasz.

Tak czy inaczej - dorośli ludzie, gdy mają problemy starają się je rozwiązywać.
Zapytaj męża jak sobie wyobraża Wasze dalsze życie w tej sytuacji. Polityka strusia na całe życie nie wystarczy.

2 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć Dziewczyny,
ale Wy jesteście płodne!!! smile
Nie było mnie dwa dni, to pół nocy musiałam czytać nasze wątki, zeby znów być na bieżąco smile


Tarantella napisał/a:

Dziewczyny, czy wy też tak macie? Ja nigdy nie potrafiłam się dobrze bawić w sensie ZABAWIĆ. I to nie jest kwestia, że w tej chwili bo żałoba, bo psychofag, bo zdrada. Miałam tak od zawsze. Nigdy nie umiałam się zabawić do białego rana, tak zeby wypić więcej niż przywoitość nakazuje, tańczyć całą noc do zdarcia obcasów, pójść w tango na miasto, szaleć po klubach i do rana zmieniać lokale. Nigdy nie bawiły mnie wesela z obligatoryjnymi "zabawami". Nawet najlepsze towarzystwo, najlepsza muzyka, ani szałowa impreza nie rozkręca mnie takim stopniu. Zawsze czułam się z tym ułomna - taka nudziara, co chce wcześnie wracać do domciu i nawet zaszaleć nie potrafi. Czy Wy też czujecie się na imprezach, nawet fajnych, ciotkami pierdzielińskimi?

Zdecydowanie nigdy tak nie miałam. W czasach szeroko pojętej mlodości, imprezy w których uczestniczyłam, nie kończyły się przewaznie inaczej jak białym ranem, a co lepsze przeciągały o wiele dłużej, np. po zorganizowanym balu sylwestrowym szło się jeszcze do kogoś na chatę i witało Nowy Rok mniej więcej do południa. Niektóre imprezy były uatrakcyjniane tańcami na stole, nawet kankan nam całkiem równo  wychodził smile To były czasy... ech....
Skończyło się to alkoholizmem męża.... co za szczęście, że nie moim big_smile

Dziś w dobrym towarzystwie tez nie jestem ciotką pierdzielińską. Właśnie, gdy mnie nie było, byłam na imprezce ze znajomymi z poprzedniej pracy. Tańców na stole nie było, ale na parkiecie jak najbardziej. A wyjechałam z imprezy ostatnim transportem, dużo młodsi odpadli duzo wcześniej. "Zakochał się" się we mnie jeden kolega,  on jest znany z tego, że na każdej imprezie w kimś się zakochuje, więc nie wzięłam sobie tego powaznie do serca. Niemniej jednak miałam pewną satysfakcję, że wśród licznego grona kobiet w różnym wieku, tym razem wybrał mnie tongue

ps.
Z tym alkoholizmem męża  to żartuję, bo to nie jest taka prosta zasada, że ten kto lubi się bawić i często to robi, ten popada w alkoholizm. Jest to przewaznie o wiele bardziej złozone.

2 828 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2011-06-19 14:48:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Biegałam dziś w deszczu... Po raz pierwszy od bardzo dawna. No z pewnością od zeszłego wieku tongue
Cudowne uczucie - polecam. Prawie jak seks. wink

Dziś podzielę Twój los, + bieganie wczorajsze, to cudowna sprawa smile
[ na tą chwilę w Bydgoszczy leje ].

Ale "prawie" heh smile

2 829

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

kurde... tez bym pobiegal, ale nie mam butow do biegania - serio.

A teraz na powaznie - szukam miejsca na forum, w ktorym moglbym znalezc pomoc.

moj wewnetrzny, tajemny ogrod - w ktorym kwitnely, rosly i pachnialy uczucia - splonal, a moze lepiej zaatakowala go jakas tajemnicza choroba - drzewa, rosliny - poskrecane i pozolkle, ziemia spalona. Pokochalem w zyciu dwie kobiety. Nie przestalem kochac zadnej z nich. Szukam pomocy. Za trzy tygodnie zostane zamkniety w malej przestrzeni biura z jedna z nich. Z ta, z ktora pokochalem jako druga, ktorej pragne calym zyciem nie kochac. Prosze skierujcie mnie we wlasciwe strony forum.... szukam wsparcia, porad kobiet po 30-ce

2 830

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kamien i ogrod napisał/a:

Pokochalem w zyciu dwie kobiety. Nie przestalem kochac zadnej z nich.

To z pewnością nie jest TEN wątek.

2 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kamien i ogrod napisał/a:

moj wewnetrzny, tajemny ogrod - w ktorym kwitnely, rosly i pachnialy uczucia - splonal,

To chyba będzie coś w dziale o ogrodnictwie ... albo o piromanii. No bo skoro dałeś sobie przyzwolenie na kochanie dwóch na raz, to chyba sam spaliłeś

2 832

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kamien i ogrod napisał/a:

kurde... tez bym pobiegal, ale nie mam butow do biegania - serio.

A teraz na powaznie - szukam miejsca na forum, w ktorym moglbym znalezc pomoc.

moj wewnetrzny, tajemny ogrod - w ktorym kwitnely, rosly i pachnialy uczucia - splonal, a moze lepiej zaatakowala go jakas tajemnicza choroba - drzewa, rosliny - poskrecane i pozolkle, ziemia spalona. Pokochalem w zyciu dwie kobiety. Nie przestalem kochac zadnej z nich. Szukam pomocy. Za trzy tygodnie zostane zamkniety w malej przestrzeni biura z jedna z nich. Z ta, z ktora pokochalem jako druga, ktorej pragne calym zyciem nie kochac. Prosze skierujcie mnie we wlasciwe strony forum.... szukam wsparcia, porad kobiet po 30-ce

Ogródek potraktować dużą dawką Bromu i psychoterapii. Tajemniczą chorobę wyjałowić środkami owadobójczymi - odglistnić głównie. Ziemię pozwolić podlewać innemu ogrodnikowi - najwyraźniej nic nie wiesz o podlewaniu.

Na psychoterapii porusz wątek o klaustrofobii w pomieszczeniach biurowych.

Poważnie - radzę nie szukać porad u kobiet po 30-ce na tym forum - zjemy Cię z całym tym grafomańskim ogrodem, przeżujemy, a następnie zostaniesz bezpardonowo wypluty na kompost. Taki los ogrodnika co dłubie szpadelkiem w dwóch ogródkach na raz a potem płacze.

2 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja jestem przed 30-tką, w o ogóle nie uda mi się pomóc smile

2 834

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella smile ja też tak jakoś nie potrafiłam i nie czuję się do dzisiaj dobrze na imprezach, chociaż jestem osobą pogodną, spontaniczną, taka widocznie natura...ale za to jakieś nieplanowane spotkanie, zupełnie nieplanowane, w dresie, jakieś ognisko...bo akurat był kawałek drzewa i pyry w worku...i wspominam mile do dziś smile
...a tak w kwestii Nomada.....czwarty raz przerzucam swoje stadko...jako i Ty... ( ściskam ciepło w momencie jak łzy lecą )  i stwierdzam, że warto ....i w końcu znajdę miejsce...to właściwe...taką oazę ze źródełkiem i ptaszyskami z rana smile

2 835

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, polecam książkę "Dlaczego on jej nie kocha a ona za nim szaleje?" Wstrząsająca pozycja ... może tylko dla mnie ale normalnie jakbym mój życiorys czytała. Jeśli coś komuś mówi hasło "związek mizoginistyczny" to musi czytać w zapiętych pasach i z kołkiem w zębach.

2 836

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Dziewczyny, polecam książkę "Dlaczego on jej nie kocha a ona za nim szaleje?" Wstrząsająca pozycja ... może tylko dla mnie ale normalnie jakbym mój życiorys czytała. Jeśli coś komuś mówi hasło "związek mizoginistyczny" to musi czytać w zapiętych pasach i z kołkiem w zębach.

Widziałam wczoraj w Empiku, ale ze względów finansowych musiałam wybierać i wybrałam "Łóżko" Wiśniewskiego. Pięknie pisze o miłości, erotyce - ale głównie na smutno. Dla mnie na teraz - OK.

2 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja ostatecznie z biblioteki osiedlowej wypożyczyłam smile

2 838

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

A ja ostatecznie z biblioteki osiedlowej wypożyczyłam smile

A co tam u Ciebie, kochana?

2 839 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-06-20 22:36:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
takasobiemamuśka napisał/a:

Tarantella smile ja też tak jakoś nie potrafiłam i nie czuję się do dzisiaj dobrze na imprezach, chociaż jestem osobą pogodną, spontaniczną, taka widocznie natura...ale za to jakieś nieplanowane spotkanie, zupełnie nieplanowane, w dresie, jakieś ognisko...bo akurat był kawałek drzewa i pyry w worku...i wspominam mile do dziś smile
...a tak w kwestii Nomada.....czwarty raz przerzucam swoje stadko...jako i Ty... ( ściskam ciepło w momencie jak łzy lecą )  i stwierdzam, że warto ....i w końcu znajdę miejsce...to właściwe...taką oazę ze źródełkiem i ptaszyskami z rana smile

Dzięki Ci ogromne. Ja teraz mam doły-giganty. Nawet nie myślałam, że istniej DÓŁ większy niż dół. Ale pewnie jest nam to dane, żeby SATYSFAKCJA po wyjściu z takiego mega-doła była większa niż jakaś tam mała satysfakcyjka po wyjściu z dołka.

EDYCJA:
Niekochana, a no właśnie jak powyżej. Mam chyba stany depresyjno-maniakalne big_smile bo sinusoida jakoś się tak dziwnie spiętrzyła. Ale to pewnie normalne. Nie ważne. Dużo czytam, mało robię, wytrzebiam toksynę, czekam na kartę dźwiękową w kompie, żeby wreszcie wejść wkosmiczny kontakt z Kobiecymi Sercami na skypie i się fachowo sterapeutyzować. Liczę na cud w tej mierze.

2 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Trzymaj się, kochana. Myślami jestem z Tobą. W razie potrzeby  - pisz. Już niedługo się zobaczymy, naładujemy Cię po kokardę dobrymi emocjami.

2 841

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Median, witam w klubie.
Czasem fajnie tak w tym dole poleżeć, nie? No zwyczajnie jest to człowiekowi potrzebne ... tak się skatować.
Marynarko, ja mam podstawy przyczynowo-skutkowe.
Szczegóły:
Psychofag nie ustwał w wysiłkach przedłużając agonię nieuniknionego. Przed zawarciem aktu i zwłaszcza po nim psychofagował mnie na modłę - jestem skłonny przejść kwarantannę, jaką sobie życzysz, czekac na odległość albo całkiem blisko, moje uczucia są jasne i sprecyzowane, zrobię wszystko, co będzie niezbędne do uratowania NAS.
Oczywiście z im większą rezerwą się spotykał, tym większe miał parcie na mikrofon. Ale co mi filmów powłączał o cudownej odmianie i resuscytacji trupa o imieniu "nasz związek", to powłączał (jak zwykle ze szkodą dla mojej psyche).
Kolejne otrzeźwienie nie kazało na siebie czekać, ale nie będę wdawać się w szczegóły. Przyszło i już, a wraz znim długo przeze mnie wyczekiwane nadejście posiłków ze strony zdrowego instynktu samozachowawczego. No bo jak już logika i rozsądek nie działają, to przyszły siły pierwotnej natury. W niedzielę jakoś tak stałam się jakby trochę innym człowiekiem - coś ostatecznie pozamykało się w mojej głowie. Stwierdziłam - ani jednego kroku dalej, dalej jest tylko urwisko. Wykonałam wszystko, co należało uczciwie wykonać na drodze ratowania czegoś co kiedyś było piękne i zdawało się mieć sens i starczy. Wieczorem siadłam i napisałam do niego bardzo spokojnego, wyważonego maila (coś na kształt tego, co niedawno go tu zamieściłam ale bardziej rzeczowo / a wtedy mu go nie wysłałam). Do tej pory wszystkie rozstania były na emocjach w stylu "spier***laj z mojego życia, gnido). Prawda jest taka, że tego typu rozstania nigdy nie są definitywne, bo ładunek emocjonalny osłabia ich moc. Bałam się przez te wszystkie miesiące postawienia sprawy właśnie tak jak w niedzielę - na chłodno, po przemyśleniu, po zważeniu. Bałam się, bo wiedziałam, że jeśli już powiem właśnie takie DOŚĆ, to to już będzie autentyczne dość i odetnę sobie definitywnie kroplówkę z jego bajeczkami, obiecankami i mrzonkami. Bałam się tego, bo on też TO WIE - kiedy ja podejmuję świadomą decyzję bez jazdy na emocjach, to to już jest decyzja ostateczna.
Jednak mój organizm całym sobą poczuł wreszcie ten moment - napisałam, wysłałam ... i wpadłam w delirkę, dół i czarną rozpacz. Ale powiem Wam tak - przygotowałam się na to tak, jak "rozsądny" samobójca. Logistycznie szykowałam się do tego już od kilku dni - wręcz zabezpieczyłam sobie front na ten moment, bo wiedziałam, że będzie źle.
- wiedziałam, że pierwszą rzeczą jaką będę chciała zrobić po wysłaniu tego maila będzie paniczna chęć zadzwonienia do niego i odwołania wszystkich tych słów - przywiązałam się do kaloryfera big_smile,
- wiedziałam, że będą się trząść łapy i będzie płaczliwość - naszykowałam melisy,
- wiedziałam, że będę potrzebowała fachowego wsparcia na całą dobę po tym mailu - obłożyłam się maksymalną ilościa literatury fachowej,
- wcześniej konsekwentnie dopięłam sprawę z aktem nie dając mu się od tego odwieść, więc odcięłam juz ostatecznie konieczność JAKICHKOLWIEK kontaktów z jego toksyną (teraz już tylko czekam na pieniądz w banku i zaświadczenie o zdjęciu kredytu ... jak Bóg da),
- wiem, że mogę się powstrzymać od odbierania telefonów od niego,
- skusić mnie na dzwonienie do niego na pewno nie skusi - to już mam wyćwiczone miesiącami.

Cała reszta to tylko walka z objawami psycho-fizycznymi - trzęsiączka, płaczliwość, osłabienie, myśli o dośmiertnej samotności, lęki nocne. Mam nadzieję, że nie zapadnę się w czarną dziurę, bo i taki scenariusz też jest możliwy, ale wszystko mam tak rozplanowane, że pozostaje tylko działać jak maszynka i czekać na koniec detoksu.
Planowałam też odcięcie się od forum, bo tak naprawdę to takie jak ja powinny wylądować na ten czas na Księżycu i nie kontaktować w ogóle przez jakiś czas ze "starym światem", który ciagle o czymś przypomina. Jednak odcięcie sie od Was jest słabo realne big_smile, moja nowa rodzino.
Przyznam szczerze i od razu mówię - nie wiem, jaki będzie mój stan na czas naszego spotkania. Taki niefart - ostatnie spotkanie sprzęgło się z fazą ataków psychofagowych, kolejne będzie jeszcze być może pod gwiazdą detoksu. Obiecuję jednak, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby się podźwignąć i wyruszyć. Niewykluczone, że będzie całkiem dobrze ... ale kto to wie, co tam ta nasza psychika wyrabia. Jedno jest pewne - nie chciałabym Wam zatruć spotkania swoimi uwalniającymi się trującymi oparami a i sama mogę być totalnie nie do użytku. Gdyby co - mam nadzieję, że mi wybaczycie ewentualną absencję na L-4.

2 842

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie ma mowy o żadnej nieobecności. Będziemy znosić każdy Twój humor, zaopiekujemy się, zadbamy, utulimy, pogłaszczemy, rozśmieszymy.

Jestem z Ciebie dumna. Bardzo dumna. I podziwiam Cię z całego serca.

2 843

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam
I zmów nie zapanowałam nad emocjami,znów wysłałam głupie sms mam moralniaka.

2 844

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziś pierwszy dzień bez zakwasów. Pokonałam kwas w moich mięśniach. W ogóle pokonuję wszelkie "kwasy" tongue
Zauważyłam, ze ewentualne "doły" są już naprawdę krótki - czasami dosłownie minuty. hmm Nauczyłam się je przeganiać tymi dobrymi - jest ich zdecydowanie więcej.
I chyba udało mi się "ukraść" troszkę stoicyzmu Anhedonii. Haaa - jak niedługo znów będziemy miały okazję się spotkać - doładuję akumulatory.

2 845

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niekochana, Ty pokonałaś kwasy i pokonujesz doły. Ja - póki co poradziłam sobie z molami - tymi małymi i średnimi. Tego największego mam nadzieję pokonać jak najszybciej - mam nadzieję, że tak szybko, jak tamte mniejsze.
Dzień dobry wszystkim w ten piękny dzień.

2 846

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Tego największego mam nadzieję pokonać jak najszybciej - mam nadzieję, że tak szybko, jak tamte mniejsze.
Dzień dobry wszystkim w ten piękny dzień.

Jestem tego pewna, kochana. Naprawdę jesteś bardzo silną kobietą, jestem pod ogromnym wrażeniem.
Dziś będzie dobry dzień.

Wiecie co - mój jeszczemąż zaczął biegać. Ekhh... na szczęście nie na łonie natury, tylko w domu - na bieżni. Jeśli to schemat - zastanowię się, co mam robić, żeby jego "naśladowanie" było dla mnie korzystne. Jakieś propozycje?

2 847 Ostatnio edytowany przez Dorin92 (2011-06-22 15:03:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tyle czasu zastanawiałam się co robię źle, że faceci mnie zdradzali i związek zawsze kończył się tak samo, albo gdy 2 lata bardzo starałam się, by być z takim jednym facetem - Bartkiem, którego tak bardzo kochałam i nie potrafiłam odpuścić... Właśnie teraz do mnie dotarło, jak niejednokrotnie się przed nim poniżałam i usiłowałam przepraszać, choć tak naprawdę nie miałam za co...
Poznałam go w pierwszej klasie technikum - od pierwszego wejrzenia wpadłam mu w oko, widziałam to. On również mi się spodobał. I miało być tak pięknie... Przez kilka miesięcy mieliśmy wspaniały kontakt, świetnie nam się rozmawiało i zapowiadało się cudownie... Ale niestety wkrótce okazało się, że facet sam nie wie czego chce... Zaczęło się od tego, że jeden kolega żartami powiedział przy nas coś w stylu "oo, widzę że znajomość kwitnie, Bartek weź obejmij ją jeszcze, a nie siedzisz jak ciołek", taki głupi żart zepsuł wszystko. Coraz mniej się do mnie odzywał i w szkole praktycznie mnie ignorował. Ale ja nie chciałam się tak łatwo poddać i podeszłam do niego po lekcji i wzięłam na bok na rozmowę, zapytałam, czemu tak się dzieje i przejmuje czyimś żartem. Stwierdził, że mi się wydaje ale był oziębły. Któregoś razu napisał mi przez gg, że nic do mnie nie czuje, że przez moment wydawało mu się inaczej, ale wszystko prysnęło... Cholernie się wtedy załamałam i koleżanka mnie wspierała. Niestety trudno było o nim zapomnieć, gdy codziennie widziałam go w ławce naprzeciwko mnie. Zdawałam sobie też sprawę, że on doskonale widzi co dzieje się ze mną w środku, że strasznie to przeżywam, raz w szkole nawet płakałam w ubikacji, bo nie mogłam się ogarnąć i koleżanka mnie pocieszała. Ale... No właśnie, ale. Minął może miesiąc, czy 2 i on znów zaczął do mnie pisać i się odzywać, pisał ze mną w taki sposób jak wcześniej, gdy "twierdził, że coś do mnie czuje". A ja głupia cieszyłam się, wiedząc, do czego wcześniej moja naiwność doprowadziła... Wpakowałam się we wszystko na nowo i było jeszcze gorzej. Ale gdy napisał mi na gg pewnego razu, że wszystko się zmieniło (było to w takim kontekście, że mylił się, że nic do mnie nie czuje), to już biegałam koło niego z wywieszonym językiem. Angażowałam się w to w 100% mimo, iż bliskie osoby mi to odradzały, twierdziły, że on jest typem charakteru, który będzie mnie ciągle ranił swym zachowaniem... Nie słuchałam i brnęłam w to. I miałam za swoje. Często wracaliśmy razem ze szkoły, później były krótkie spacerki po lekcjach, buziaki w policzek na pożegnanie, lekkie przytulenie od czasu do czasu. Czułam się jak w raju, podobało mi się to wolne tempo, że nie jest typem faceta, który od razu "rzuca się" na kobietę i chciałby wszystko mieć od razu. Ale niestety Bartek był humorzasty strasznie, często bez powodu w szkole się nie odzywał, ignorował mnie, czasem nie powiedział nawet głupiego "cześć", gdy koło mnie przechodził. Gdy pytałam go, dlaczego raz jest taki ciepły dla mnie, a raz oziębły i jakby mnie nie znał stwierdził "nie mam humoru dzisiaj, w dodatku mam katar". Tak, dokładnie tak mi powiedział. A ja głupia usprawiedliwiałam go na każdym kroku, że może faktycznie kiepsko się czuje, ma zły dzień, itd... Niestety coraz częściej wstawał lewą nogą, czasem potrafił się na mnie wyżyć i być niemiły. Np. raz widziałam, że siedział na korytarzu gdzieś w kącie dalej od klasy i wyglądał na bardzo zmartwionego, myślałam, że coś się stało. Nie byliśmy razem (choć coś się "kroiło"), więc uznałam, że powinnam podejść i zapytać czy wszystko w porządku i usiąść obok niego. Wyobraźcie sobie moją minę, gdy to zrobiłam i zapytałam "cześć Bartek, czemu taki smutny siedzisz? Stało się coś? Mogę jakoś pomóc" i chamskim, pretensjonalnym tonem odburknął mi: "A co się miało niby stać?! Dopiero wstałem i jestem niewyspany". Zabrzmiało to wrednie, trzeba byłoby to usłyszeć na własne uszy. Wkurzyłam się, wstałam i poszłam. Ale potem przepraszał i było tak w kółko. Zbliżał się już koniec roku, a nadal nie udało mi się z nim wejść w związek, poza tym coraz częściej miał "ciche dni", że nawet do mnie nie napisał. Pewnego wieczoru postanowiłam zrobić sprawdzian, czy jest on czegokolwiek wart i czy choć odrobinę mu na mnie zależy. Widziałam, że siedzi na gg, ustawiłam pesymistyczny opis sugerujący, że coś się stało, mam dość i że nie będzie mnie przy komputerze kilka dni. Czekałam z nadzieją, że napisze sms'a albo zadzwoni pytając, co się stało... Minęły 3, czy 4 dni i nic. Wkurzyłam się, postanowiłam raz a dobrze przekreślić to wszystko i przestać się angażować w tego faceta, bo i tak nic z tego nie wyjdzie i nigdy nie będę mogła na nim polegać. Pech sprawił, że pisałam z jego kolegą, który w przeciwieństwie do Bartka się mną interesował, zagadywał, on napisał do mnie sms'a co się dzieje i nie było mu tak ciężko. Rozczarowana Bartkiem i swoimi staraniami spotkałam się z jego kolegą, długo gadaliśmy i stwierdził, że zna Bartka dobrze i on nie jest jeszcze dojrzały do związku, bo nigdy nie wie czego chce i nie potrafi zabiegać o dziewczynę. I ten kolega mnie pocałował, gdy byłam zapłakana. Uległam. Oczywiście Bartek dowiedział się o wszystkim i było źle, a kolega wkrótce zniknął z horyzontu i nie odzywał się już do mnie. I wtedy dotarło do mnie, co narobiłam, strasznie się obwiniałam, że to prawie jakbym Bartka zdradziła, nie wierzyłam, że ja mogłam zrobić mu coś takiego. Od razu wymazałam wszystko, co było złe, że nie interesował się, że traktował mnie różnie, że był zmienny jak chorągiewka na wietrze... Zaczęłam go przepraszać, prosić o wybaczenie. Kupiłam mu świetną, oryginalną i drogą bluzę na urodziny, poszłam niedaleko jego domu (w dodatku z chorym kolanem), i błagałam, żeby wyszedł do mnie, bo muszę z nim pogadać. Nie było łatwo, ale namówiłam go. Płakałam, przepraszałam, zostawiłam prezent na ławce (nie chciał go wziąć) i uciekłam. Później zobaczyłam jego opis na gg "nim wejdziesz drugi raz do tej samej rzeki, przemyśl dobrze czy to nie są ścieki". Cóż, ta historia ciągnęła się praktycznie jeszcze rok, przez część 2 klasy. W końcu zaczęłam tak chorować (na wszystko), że praktycznie w ogóle nie chodziłam do szkoły. Dziś myślę, że to przez tą sytuację tak się działo, bo ja naprawdę nie chciałam tam chodzić i robiłam wszystko, byle go nie widzieć i nie cierpieć. Na szczęście po 2 klasie podjęłam decyzję i przepisałam się do innej szkoły. Mimo, iż nie raz jeszcze sobie przypominam to wszystko, nie raz mi się śni i w duchu czuję, że nadal ma miejsce w moim sercu, to zrezygnowałam. Nie mam z nim obecnie żadnego kontaktu. Ale niestety moja samoocena po tej przygodnie z nim spadła jeszcze niżej, niż była wcześniej i pozostały mi w genach niektóre zachowania. Teraz skończyłam 3 klasę, zdałam maturę i nadal z nikim nie potrafiłam stworzyć związku, choć tyle czasu minęło. Tak jak jedna z Was tutaj miała syndrom "robienia pysznych serniczków", tak i mi pozostały złe nawyki, poprzez próbę zagłaskania na śmierć potencjalnego kandydata na partnera. Cóż, tak bardzo chciałabym być kochana, że jestem w stanie wiele poświęcić i się dostosować, nawet dać sobą pomiatać...

2 848

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Siostry drogie,
Jakoś nadspodziewanie "dobrze" mi idzie odwyk. Jestem spokojna jak jaszczur, normalnie funkcjonuję. Toksyna schodzi w zastraszającym tempie. Aż się boję zapeszyć. Czyżby w moim mózgu w ten niedzielny wieczór nastąpił aż tak radykalny przełom? Czy musiało minąć aż pół roku i wydarzyć się tyle niewyobrażalnych rzeczy, żebym mogła się od tego wreszcie uwolnić bez najczarniejszej żałoby, jaką przewidywałam? Dziwne. Myślałam, że będzie gorzej a tu ani śladu wspominek, złości, tęsknot, żalu po utraconym psycho-szczęściu ... Nic. Wręcz uczucie swobody.
Jedyne co mnie naprawdę martwi to coś zupełnie niezwiązanego z psychofagiem a z moją przyszłością. Zaczęłam się na poważnie bać, że nie będę w stanie "pozyskać" żadnego normalnego faceta, bo każdy normalny będzie mi się wydawał nudny, liniowy, płaskodenny. Do tej pory (oczywiście!) gustowałam w psychofagach - te wzloty emocji, te romantyczne burze, te ekscytujące kłótnie, te spontany, te ryzykowne zwroty akcji. To była jazda! Przyzwyczaiłam swój mózg, że facet = adrenalina.
Jak odzwyczaić go od tego? A raczej, jak dać mu tę samą satysfakcję emocjonalną, jeśli tożsamych sinusoid nie otrzyma w darze od kolejnego mężczyzny?
Oto jest pytanie.

Takie psychofagi potrafią skazić glebę w promieniu tysiąca mil od epicentrum wybuchu.

2 849

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Siostry drogie,
Jakoś nadspodziewanie "dobrze" mi idzie odwyk. Jestem spokojna jak jaszczur, normalnie funkcjonuję. Toksyna schodzi w zastraszającym tempie. Aż się boję zapeszyć. Czyżby w moim mózgu w ten niedzielny wieczór nastąpił aż tak radykalny przełom? Czy musiało minąć aż pół roku i wydarzyć się tyle niewyobrażalnych rzeczy, żebym mogła się od tego wreszcie uwolnić bez najczarniejszej żałoby, jaką przewidywałam? Dziwne. Myślałam, że będzie gorzej a tu ani śladu wspominek, złości, tęsknot, żalu po utraconym psycho-szczęściu ... Nic. Wręcz uczucie swobody.
Jedyne co mnie naprawdę martwi to coś zupełnie niezwiązanego z psychofagiem a z moją przyszłością. Zaczęłam się na poważnie bać, że nie będę w stanie "pozyskać" żadnego normalnego faceta, bo każdy normalny będzie mi się wydawał nudny, liniowy, płaskodenny. Do tej pory (oczywiście!) gustowałam w psychofagach - te wzloty emocji, te romantyczne burze, te ekscytujące kłótnie, te spontany, te ryzykowne zwroty akcji. To była jazda! Przyzwyczaiłam swój mózg, że facet = adrenalina.
Jak odzwyczaić go od tego? A raczej, jak dać mu tę samą satysfakcję emocjonalną, jeśli tożsamych sinusoid nie otrzyma w darze od kolejnego mężczyzny?
Oto jest pytanie.

Takie psychofagi potrafią skazić glebę w promieniu tysiąca mil od epicentrum wybuchu.

no wlasnie, nie chcialabym nikogo dolowac....ale !!!! jest trudno, jestem obecnie od 4 lat siinglem, gdyz zwracaja na mnie uwage psychofagi, ktorych wyczuwam na kilometr, niestety ci normalni wydaja mi sie ciotowaci i nie mescy!!! to chyba taka choroba, jak sie bylo iles lat na haju, najpierw trzeba odstawic narkotyk, a potem przywyknac do tego ze swiat bez lsd nie jest taki kolorowy!!! na tym etapie jestem i mam nadzieje, ze uda mi sie go przejsc!!!

2 850

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jesteście niesamowite.. Ja od 3 tygodni, kiedy dowiedziałam sie o zdradzie i ze mój mąż postanowił mnie porzucić dla innej, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nie jem, nie śpię, na początku jeszcze walczylam, ale przegralam, bo mój mąż odszedł do kobiety, która sama wychowywała dzieci, a ja cóż.. Jeszcze nie matka, nie miałam szansy, by mu pokazać, ze tez potrafię..nie zdążyłam.. Dziś przeplakalam pól dnia, drugie pól blagalam Boga o sile, by już nie dzwonić, nie kontaktować sie..

2 851

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sylnova, witaj.
Proś, proś o siłę powstrzymania się przed proszeniem. Przedstawię Ci trzy warianty:
1. Jeśli nie zechce wrócić - nic go przed tym nie powstrzyma, a Twoje upokorzenie wówczas będzie Cię boleć jeszcze bardziej.  Faceci nie wracają "bo ona tak strasznie to przeżywa". Mogą tylko pomyśleć - nie mogę wrócić, bo tu mam spokojniej , przyjemniej, a jak wróce do tamtej, to permanentny lament gwarantowany.
2. Jeśli zaś zechce wrócić, to Twoje milczenie będzie dla niego tylko dowodem na to, że jesteś kobietą z godnością, dla której tym bardziej warto się zastanowić nad odbudowaniem waszego związku.
3. Jeśli natomiast nie wróci mimo Twojego milczenia, to znaczy, ze tak miało być a Ty zostaniesz po tym wszystkim z twarzą.

Trzymaj się i pisz. Któraś z nas jest u zawsze do pomocy i wsparcia.

2 852 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-23 07:23:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Siostry drogie,
Jakoś nadspodziewanie "dobrze" mi idzie odwyk. Jestem spokojna jak jaszczur, normalnie funkcjonuję. Toksyna schodzi w zastraszającym tempie. Aż się boję zapeszyć. Czyżby w moim mózgu w ten niedzielny wieczór nastąpił aż tak radykalny przełom? Czy musiało minąć aż pół roku i wydarzyć się tyle niewyobrażalnych rzeczy, żebym mogła się od tego wreszcie uwolnić bez najczarniejszej żałoby, jaką przewidywałam? Dziwne. Myślałam, że będzie gorzej a tu ani śladu wspominek, złości, tęsknot, żalu po utraconym psycho-szczęściu ... Nic. Wręcz uczucie swobody.

Oczywiście kochana, że to możliwe.
Hmmm... powiem tak. Nie raz odnosiłam tu na forum wrażenie (gdy pisałam o swojej sytuacji), że część osób nie dowierza, że można tak nagle, z dnia na dzień odciąć się od psychofaga emocjonalnie i psychicznie. Że ja chyba tak "nadinterpretuję" to swoje "uwolnienie się". Otóż właśnie nie - to wszystko kwestia właśnie tego "przełomu". 
Wczoraj to był mój mąż a dziś już WIEM, że to jest socjopata, który ma jeden cel - zniszczyć mnie. Decyzja więc może być tylko jedna. A podjęcie słusznej decyzji, choćby była z tych najtrudniejszych na świecie niesie coś, czego bardzo potrzebujemy: SPOKÓJ. A jak już jesteśmy spokojne, to wtedy na spokojnie możemy DOKŁADNIE przeanalizować naszą przeszłość i zawalczyć o przyszłość.

Tarantelko - odnośnie dalszej części posta, której już nie zacytowałam. Kochana moja, musimy dać sobie czas. Pośpiech jest naszym najgorszym doradcą, nie trzeba się napinać, zastanawiać nad tym, co właściwie od nas nie zależy. Wiesz, że sama niejednokrotnie zastanawiałam się, co będzie dalej z moim życiem emocjonalnym, ewentualnym nowym związkiem. I szczerze mówiąc przestałam to robić po naszym sabacie. Wiesz dlaczego? Dlatego, że było tak wspaniale pogadać z kims, kto rozumie Cie wpół słowa,obśmiać nasze strachy, zaczerpnąć od innych tego, czego nam brakuje i podzielić się tym, co sama mam do zaoferowania.
Przyjechałam do domu i zapytałam samą siebie: "Czego się boisz, głupia? Że będziesz samotna? A czy kiedykolwiek w życiu byłaś BARDZIEJ samotna, niż w tym popier*****ym małżeństwie? Piekło już było. Teraz może być tylko lepiej."
Tego też życzę z całego serca Tobie, kochana. I wierzę, że tak właśnie będzie.

P.S. Się wzruszyłam big_smile

2 853

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

...było tak wspaniale pogadać z kims, kto rozumie Cie wpół słowa,obśmiać nasze strachy, zaczerpnąć od innych tego, czego nam brakuje i podzielić się tym, co sama mam do zaoferowania.
Przyjechałam do domu i zapytałam samą siebie: "Czego się boisz, głupia? Że będziesz samotna? A czy kiedykolwiek w życiu byłaś BARDZIEJ samotna, niż w tym popier*****ym małżeństwie? Piekło już było. Teraz może być tylko lepiej."
Tego też życzę z całego serca Tobie, kochana. I wierzę, że tak właśnie będzie.

P.S. Się wzruszyłam big_smile

smile
No tak moje miłe. Żrą nas od środka nasze strachy i lęki.
Bo my wrażliwe jesteśmy, mimo tego, że takie wojujące.
No i cóż, że aktualnie samotne? Można to zaakceptować. I nie powiedziane przecież, że ten stan będzie trwał już na zawsze big_smile
Najważniejsze, że nawet jeśli upadnę, to mam świadomość, że są takie dziewczyny rozsiane po całej Polsce i nawet dalej, które powiedzą: "halo, żyjesz? co jest?" I pomogą się podnieść i otrzepać big_smile
Miłego dnia kochane big_smile

2 854

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Najważniejsze, że nawet jeśli upadnę, to mam świadomość, że są takie dziewczyny rozsiane po całej Polsce i nawet dalej, które powiedzą: "halo, żyjesz? co jest?" I pomogą się podnieść i otrzepać big_smile
Miłego dnia kochane big_smile

Bardzo, bardzo mocno Cię przytuliłam właśnie teraz, kochana. big_smile

2 855

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Siostry drogie,
Jakoś nadspodziewanie "dobrze" mi idzie odwyk. Jestem spokojna jak jaszczur, normalnie funkcjonuję. Toksyna schodzi w zastraszającym tempie. Aż się boję zapeszyć. Czyżby w moim mózgu w ten niedzielny wieczór nastąpił aż tak radykalny przełom? Czy musiało minąć aż pół roku i wydarzyć się tyle niewyobrażalnych rzeczy, żebym mogła się od tego wreszcie uwolnić bez najczarniejszej żałoby, jaką przewidywałam? Dziwne. Myślałam, że będzie gorzej a tu ani śladu wspominek, złości, tęsknot, żalu po utraconym psycho-szczęściu ... Nic. Wręcz uczucie swobody.

Przyjechałam do domu i zapytałam samą siebie: "Czego się boisz, głupia? Że będziesz samotna? A czy kiedykolwiek w życiu byłaś BARDZIEJ samotna, niż w tym popier*****ym małżeństwie? Piekło już było. Teraz może być tylko lepiej."
Tego też życzę z całego serca Tobie, kochana. I wierzę, że tak właśnie będzie.

P.S. Się wzruszyłam big_smile

Tak, moja Droga, samotność już za nami. Taka beznadziejna, bezsensowna. Teraz jest wolność i możliwość wyboru. Zechcesz być sama - będziesz, zechcesz zaryzykować "samotność we dwoje" - zaryzykujesz.
Cieszę się Tarantello, że odzyskałaś swoją głowę "w całości". że już to emocjonalne pół nie zakłóca Ci spokoju. Pewnie jeszcze czasem dopadnie Cię coś, czego nie chcesz czuć i przeżywać, ale siła tego czegoś będzie coraz mniejsza.

Wyrwanie się z toksycznego układu, samo w sobie, daje takiego adrenalinowego kopa, że świat wydaje się należeć do "wyrwanej". Czasami muszę przywoływać mój zdrowy rozsądek, bo gdzieś, w radosnej aurze ginie. Jest to stan nader przyjemny, ale niekoniecznie dobrze rokujący na przyszłość. A zależy mi na spokojnej, bezpiecznej przyszłości. Po to była cała ta rozwodowa rewolucja.

2 856

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kurczę, i to właśnie chodzi. Obudziłam się, poszłam do mojego dziecka na "przytulachy" - niestety mimo iż jest wielkim koniem ciągle to lubię, usiąść na jego łóżku i posmyrać go po pleckach, zanużyć rękę w jego włosach, pocałować w (niestety już zarośniętego) ciepłego polika. Tak było od najmniejszego ale wiem, że powinnam to w sobie tępić, bo to już chłop i wiem, że mimo tego, że on też ciągle to lubi, to krępuje się tych czułostek i zawsze mnie goni. No więc jak mnie tak znów pogonił (mama, daj jeszcze pospać, cmok-cmok ale idź już), to wtedy usiadłam do komputera i Wy mnie przytuliłyście. Cholera, piękne to jest. (I ja się wzruszyłam).

Anhedonio, i ja tak to właśnie czułam całe życie - twardzielka, zaradna, energiczna, fighterka ... a w środku mieszka taka mała meduza - delikatne galaretowate niczym nie chronione ciałko, jak jej dotkniesz zwija się w mały kłębuszek i potrafi poparzyć, zbudowana z samych tylko zakończeń nerwowych, lęków, obaw o jutro. I to, kurde, jest tak, że za każdym razem liczymy, że TEN FACET, dostrzegł w nas WŁAŚNIE to galaretowate ciałko i zechce nas ochronić przed całym światem ... a on to ciałko nazwyczajniej w świecie nadziewa na widelec, skunks jeden i w ramach tego, że właśnie przed nim odsłaniamy ten nasz miękki środek - pozwala sobie na jeszcze większe okrucieństwo niż cała reszta świata, przed którym to chowałyśmy pod barwami ochronnymi twardzielki.
Jak tak po tym całym koszmarze zaczęłam dramatycznie chudnąć, zamykać się w sobie, cały świat powiedział - kto by to pomyślał, że Tarantella tak będzie przeżywać.
Bo my dla całego świata takie buldożery jesteśmy, a liczyłyśmy że ten oto mężczyzna WIE, że nim nie jesteśmy, uszanuje to. A tu, proszę, na odwrót - owszem on to WIE i właśnie dlatego wybrał nas taką, żeby nas łatwiej pogrążyć i żeby nas bardziej bolało, ale żeby też potem całemu światu oświadczyć - wy się o nią tak nie martwcie, przecież wszyscy wiecie, że Tarantella to buldożer i prędzej to NIE ja jej ale ONA mnie krzywdę zrobiła - taka pażąca meduza pieprzona. Bo gdybyśmy były z wizerunku takie malutkie, takie bezbronne, takie zalęknione (jak w środku jesteśmy), to cały świat nie darowałby psychofagowi okrucieństwa wobec nas - jak śmiałeś, sadysto, takiej subtelnej istotce zrobić coś takiego. Ale za takimi jak my (buldożerki) świat nie musi się wstawiać, no bo przecież my SAME SOBIE PORADZIMY ze wszystkimi niegodziwościami, nie?
I to jest cudowne w naszej grupie - my wiemy, że możemy sobie NIE PORADZIĆ i tylko my możemy sobie nawzajem pomóc.
Miłego dnia wszystkim

2 857

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I ja się wzruszyłam od tych dzisiejszych Waszych postów...
Jesteście wspaniałe i kochane, mądre, wrażliwe, cudowne Kobiety, meduzy - buldożerki big_smile

Pozwolę sobie tylko w jednym nie zgodzić do końca z Tarantellą, my tylko "chwilowo" możemy sobie NIE PORADZIĆ. Ta "chwila" może trwać pół roku albo i dłużej, ale przychodzi moment, że zaczynamy znów sobie radzić świetnie - mądrzejsze, silniejsze... i gdy tylko zobaczymy odrobinę światła w tunelu, łapiemy tę nadzieję na nowe zycie, i te fighterki w nas ciągną pokaleczone meduzy na siłę do tego światła. Walczymy o siebie jak lwice, uczymy się, czytamy, dyskutujemy i wspieramy nawzajem dając sobie wiarę, że uda się. I UDAJE SIĘ !!! Zaczynamy być spokojne, zaczynamy się uśmiechać, zaczynamy spotykać ludzi, poznawać nowe rzeczy, zaczynamy od nowa żyć, a nie tylko wegetować z bólem serca z dnia na dzień.

Ta grupa jest niesamowita. Myślę, że każda z nas wcześniej czy później wygrałaby z własną niemocą, bo wszystkie jesteśmy zdeterminowane by ŻYĆ I CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM, ale bez tej grupy trwałoby to o wiele dłużej.
Dajecie siłę, wiarę, nadzieję, moc, mądrość, wrażliwość, wsparcie i pomoc.

Dziękuję Wam za to. Kocham Was big_smile

2 858

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

I i gdy tylko zobaczymy odrobinę światła w tunelu, łapiemy tę nadzieję na nowe zycie, i te fighterki w nas ciągną pokaleczone meduzy na siłę do tego światła.

Karen - pięknie to napisałaś. Buziaki. big_smile

2 859

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Kochane dziewczyny! Sorki dorwalam sie do komputera ,gdzie nie ma polskich znakow i bedzie troche nie po polsku... Wszystko, co piszecie jest mi bardzo bliskie. Codziennie przezywam z Wami Wasze problemy , sa moimi problemami. Jest mi przykro , ze u mnie malo co sie zmienia w dzialaniach. Jednak w srodku  ide do przodu - pracuje nad soba. Czego nie moge zmienic ? Tego , ze jestem bardzo niezdecydowana , boje sie , ze w koncu obudzi sie moj M. i wezmie sprawy w swoje rece i ja ulegne , zapomne , pojde za nim i znowu znajde sie w dziurze. Staram sie walczyc ze soba , ucze sie  siebie wzmacniac , pisze za i przeciw - za naszym malzenstwem (rachunek jest zdecydowanie  za zakonczeniem naszego zycia malzenskiego) i nie wiem dlaczego jestem nadal taka chybotlwa uczuciowo- niech to szlag!!! Jestem wsciekla na siebie , ze go nadal kocham a, on ma mnie w d..e doslownie. Nadal nic nie robi tylko czeka, co ja zrobie. Ostatnio zwierzylam sie ( po 14 miesiacach mojej samotnosci - milczenia malzenskiego) bliskiej osobie,Lusi co u mnie sie dzieje. Lusia byla w szoku ,na zewnatrz wygladamy jakby nic sie nie stalo , nigdy sie nie zalilam , nie narzekalam , nie skarzylam. Dlatego ten szok. Jej reakcja byla taka :
- Czys ty zwariowala?!
- Dlaczego nic nie mowilas , przez tyle lat?
- Na co ty czekasz?
- Dlaczego tak ciepisz?
-  Na co czekasz , ze on sie ocknie?
- Jestem zla na Ciebie , bo jego traktowalam jak Twojego przyjaciela!
- Nigdy nie traktowalabym go tak jak traktuje , dalabym jemu odczuc , ze jestem duchowo z Toba , przez to on czul sie pewnie , ze ty glupia ukrywasz wszystko to co zle o nim...
- Myslisz , ze jak ryczysz , to on zlituje sie nad Toba i wroci ?
- Oni wszyscy chca seksownych usmiechnietych , a nie takich jak ty zestresowanych i ryczacych!!!
- Przeciez on najbardziej cieszylby sie zebys umarla i mialby wszystko co ma i jeszcze udalby zmartwionego!
To , co uslyszalam od Luski bylam w szoku  - CO ONA WYGADUJE ?! Przeciez on mnie kocha tylko chce cos uzyskac swoim milczeniem i swoim "buntem lezenia na kanapie"...
Minelo kilka dni ,poplakalam, przemyslalam i doszlo do mnie...glupia glupia zakochana i glupia.
Tego mi bylo trzeba!!! Kopa , ktorego dostalam!
Kurcze dlaczego tak jestem zakochana , ze az taka glupia... Nastepna rozmowa z ta moja bliska osoba i znowu jej pytanie - Grejs, ok a za co go tak kochasz? Jezu nie umialam odpowiedziec i do dzisiaj mysle , mysle , mysle i nic dziura.
No wlasnie za co?
Nastepne jej pytanie - Grejs , a czego bedzie ci zal jak odejdziesz? Jezu...ratunku nie potrafilam znalezc nic czego bedzie mi zal...dzieci ze mna byly sa i beda , psa zabieram , kota tez... niczego... NICZEGO , NICZEGO.
Jaki wniosek jestem jakas nienormalna , ze jestem w tym miejscu jakim jestem. Chyba trzeba mnie kopnac w.... jeszcze kilka razy!!!
Kochajaca za bardzo to ja idiotka Grejs, przyznaje sie bez bicia (ale z kopnieciem !!!)
Pozdrowienia dla wszyskich kochajacych za bardzo !!!  smile

2 860

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A jak dla mnie Grejs, to Ty nie jesteś zakochana tylko przerażona. Przerażona perspektywą nieuknionych zmian, ew. samotności, ew. pogorszenia sytuacji materialnej, i innymi ewentualnościami, których zwyczajnie się boisz. Ja też sobie bardzo długo wmawiałam, że skoro jestem TAK zakochana to jest co ratować. Ale to nie była miłość. Okazuje się, że miłość i strach jest bardzo łatwo pomylić. Nigdy wcześniej tego nie wiedziałam.

Posty [ 2 796 do 2 860 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 42 43 44 45 46 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026