Polecam, jeśli jeszcze nie czytałyście. Cholera, jestem Marilyn Monroe!
http://www.boutique.com.pl/tekst_archiwum.php?id=276
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 41 42 43 44 45 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Polecam, jeśli jeszcze nie czytałyście. Cholera, jestem Marilyn Monroe!
http://www.boutique.com.pl/tekst_archiwum.php?id=276
Podobne tematy
Tak MM, byla z pewnoscia kobieta, która kochala za bardzo. Czytalam kilka lat temu jej biografie, trudna historia.
Niekochana wielkie dzięki, dziewczyny wyjeżdżam nad morze jutro na 3tyg i będę rozkoszowała się wschodami i zachodami słońca, morze pewnie będzie zimne ale co tam, marzy mi sie odpoczynek i zanik całkowitego myslenia o wszystkich dupkach tego świata, pa kochane buziaczki
Polecam, jeśli jeszcze nie czytałyście. Cholera, jestem Marilyn Monroe!
http://www.boutique.com.pl/tekst_archiwum.php?id=276
Tiaaa... to już wiecie skąd mój awatar ![]()
Maxi: baw się dobrze, kochana.
Niekochana - dziś wyniki z testów gimnazjalnych. Jak poszło młodej?
Z moich "synów" 4 napisało nadspodziewanie dobrze, bo wszyscy około lub ponad 60 pkt. z części punktowanych (polski i ścisłe) a pozostałych 2 zgodnie z przewidywaniami nie za bardzo.
Pisz jak tylko się dowiesz, bo umrę z niecierpliwości ![]()
Maxi - życzę odjazdowej zabawy i wypoczynku ![]()
chcialam sie przywitac!!! cierpie na kkzb i lecze sie od 4 lat. jestem po rozwodzie od 2 miesiecy. pozdrawiam wszystkie kobietki
myway, witamy Cię serdecznie.
Jak się leczysz i jak się czujesz po rozwodzie?
Po pierwsze dziekuje za mile powitanie. Eh ciezko to wszystko opisac, lata walki. Najpierw byl psycholog, ale tu w Niemczech nie rozpoznal problemu. Wiec za glupie gadanie o d..ie marynie placilam duza kase. Potem byly rozne terapie przez skypa( z wrozkami , pseudowrozkami, oswieconymi przewodnikami). Duzo osobistych poszukiwan. Chyba wszystkie mozliwe ksiazki z omawianej tu polki plus 1000 innych o wewnetrznym wyzwoleniu umyslu , osiweceniu, medytatcji. Jestem tez expertem od narcyzmu, psychopatow i socjopatow:) Wszelka lileratura plus obserwacje osobiste prowadzone przez okolo 11 lat. Za to dziekuje mojemu psychofagowi , gdyz byl tak ciezkim przypadkiem i tak niesamowicie inteligentnym, ze doszlo do mnie na spotkaniu z psychologiem ,ze wiem w temacie wiecej niz pani z 20 letnim stazem praktyki.
przepraszam za brak polskiej czcionnki. i wszelkie bledy zwiazane z emocjonylnym podejsciem do sprawy;)
po rozwodzie czuje sie o niebo lepiej. Choc latwo nie jest z 8 letnim synkiem w obcym kraju bez rodziny. Udalo mi sie jednak znalezc prace w swoim zawodzie (Nauczyciel) i choc to pol etatu jakos wiaze koniec z koncem. Powiem krotko kiedys myslalam ze umre z samotnosci i nudy oraz braku ciepla...teraz w trakcie terapii doszlo do mnie, ze to co nazywalam samotnoscia to poprostu blogi spokoj i cisza , to co nazywalam nuda to brak swira w zasiegu i jego chorych emocji, a to nazywalam brakiem ciepla, bylo poprostu efektem odciecia bluszczu od zimnej sciany.
...to co nazywalam samotnoscia to poprostu blogi spokoj i cisza , to co nazywalam nuda to brak swira w zasiegu i jego chorych emocji, a to nazywalam brakiem ciepla, bylo poprostu efektem odciecia bluszczu od zimnej sciany.
O to to właśnie jest źródłem mego stoicyzmu ![]()
Witaj myway
Dodawaj nam sił i wiary w to, że warto odciąć się od psycho-palantów dla własnego dobra. ![]()
"My way" w wykonaniu Robbiego Williamsa w Covent Garden to moja najukochańsza piosenka
Słuchałam jej w najgorszym okresie rozstania i miałam łzy w oczach wraz z wykonawcą.
Za to dziekuje mojemu psychofagowi , gdyz byl tak ciezkim przypadkiem i tak niesamowicie inteligentnym, ze doszlo do mnie na spotkaniu z psychologiem ,ze wiem w temacie wiecej niz pani z 20 letnim stazem praktyki.
No to witam Cię szczególnie serdecznie. Ja jestem specjalistą od narcyzmu i mizoginii ![]()
Mój był wyjątkowo przebiegłym egzemplarzem.
A teraz tak sobie myślę, że oni nieźle ciągali nas za te sznurki, skoro same będąc "jedynie" DDA lub KKZB zrobiłyśmy "doktoraty" na ich piętnastu schorzeniach, wkręcając się jednocześnie w ich wszystkie -patie zamiast powiedzieć sobie "a, paszła parcha" i żyć dalej skupiając się na własnych -patiach.
Co, myway, może zaczniemy normalne życie bez tego bagażu? Damy radę?
ja jakos daje!!! Wpisalam sie tu , bo ja pseudo oswiecona wrozka czuje tu moc!!!! nadal mam kontakt z psychozje..em ze wzgledu na synka , wiec jestem w ciaglym temacie i sie doksztalacam:) tylko zauwazylam ze przyciagam nadal takich typkow, ale jestem uodporniona. tez uwielbiam ta piosenke:)
W przypadku zaburzeń psychopatycznych można się spotkać z tzw. kłamstwem patologicznym ? czyli kłamie się dla samego kłamania, bez celu, nie jest to zdrowe kłamstwo np. aby uniknąć kary, otrzymać nagrodę. W przypadku niektórych psychopatów występuje również nietypowa reakcja na alkohol ? po wypiciu kieliszka, zachowują się tak, jakby wypili większą ilość. Psychopaci kalkulatywni nie potrafią już ukrywać maski, stają się impulsywni. Za pomocą lodowatego spojrzenia potrafią wzbudzić w człowieku lęk. Psychopata przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z monstrum. Zazwyczaj są to osoby o ujmującej i ciekawej powierzchowności, pełne uroku. Wnikliwe badania psychologów, psychiatrów i neurofizyków pozwoliły wyodrębnić cechy, które charakteryzują osoby psychopatyczne. Zalicza się do nich:
- pozorny urok i gładkość
- egocentryzm
- brak poczucia winy i skrupułów
- niedorozwój emocjonalny
- brak empatii
- brak odpowiedzialności
- patologiczne kłamstwo (kłamanie dla kłamania)
- podatność na nudę, potrzebę stymulacji
- impulsywność
- brak kontroli.
Psychopaci często noszą maski normalności!
Normy społeczne rozumieją tylko na poziomie werbalnym, często je doskonale znają, aby wykorzystać do obrony siebie. Psychopaci nie potrafią biernie unikać kary, biernie tzn. przez zaniechanie czynności. Świetnie natomiast radzą sobie z aktywnym unikaniem odpowiedzialności za czyny. Badania Schallinga wykazują niskie występowanie lęku psychicznego i normalny poziom lęku biologicznego.
Rokowanie, terapia resocjalizacje psychopatów.
To, że ktoś urodził się psychopatą, nie oznacza, że koniecznie musi być od razu seryjnym mordercą; chociaż posiada deficyty nieakceptowane społecznie. Wielu psychopatów obwinia naszą brutalną kulturę o karanie ich żądz. Jeśli ktoś urodził się z trwałym zaburzeniem psychopatycznym, na dzień dzisiejszy rokowanie jest żadne; taki już zostanie. Istnieje powiedzenie, że jeżeli ktoś wyleczył psychopatę, to nie był to psychopata. Nie ma dotychczas żadnych rezultatów w leczeniu psychopatów. W przypadku czystej psychopatii, osobowość jest trwale niezmienna, trwała i nigdy się nie zmienia w przeciwieństwie do ludzi normalnych. W przypadku encefalopatii, np. guz rokowanie jest dobre. Psychopaci mają pełną świadomość swych czynów, dlatego mogą odpowiadać przed sądem. Jednak żadna forma resocjalizacji na dzień dzisiejszy NIE JEST skuteczna. Przestępstwa potrafią drobiazgowo planować nawet w trakcie odbywania kary. Dobrze znoszą trudne warunki np. w obozach, więzieniach. Na nic się zdały próby leczenia farmakologicznego czy zabiegi psychochirurgiczne. Terapia grupowa i indywidualna też nie przynosi efektów. Ma to związek z niezdolnością do wyciągania wniosków i uczenia się na błędach. Pewną skuteczność wykazała terapia behawioralna oparta na manipulacji przywilejami (wolny czas, lepsza praca, przepustki). Psychopaci nie odczuwają potrzeby poprawiania siebie, najchętniej ?poprawiliby? tych, którzy chcą ich korygować. Psychopatia jest dosyć słabo zbadana. Można powiedzieć, że psychopaci to takie ludzkie czarne dziury. Należy być bardzo ostrożnym w nazywaniu kogoś psychopatą, gdyż zniekształcenie rzeczywistości występuje również u zdrowych ludzi. Należy też wykluczyć zaburzenia i psychozy.
to tak dla przypomnienia dla mnie !!!! Tego nie da sie wyleczyc, a ja tak bardzo chcialam go wyleczyc!!!! A nawet na hiv podobno znalezli lekarstwo;)
Witam dziewczęta po długiej przerwie.
Powiem tak. Po kolejnych kilku chorych sytuacjach poddaję się. Mam to cholernie gdzieś. Ciągle narzekamy jak to jest nie tak, jak to nas źle faceci potraktowali. Same sobie na to pozwoliłyśmy. I będą to robić dalej. Jeśli już z nimi zerwałyśmy to i tak dalej tu jesteście. Nikt się z tego nie "wyleczył". Wszyscy dalej mają te same problemy. Może i "ruszyłyście się z miejsca", bo zerwałyście związki, rozwiodłyście się. Ale czy jest to jakieś osiągnięcie? Każda normalna kobieta by to zrobiła a my się cieszymy z każdego małego kroku. Terapeuci mało co dają bo nic o tym nie wiedzą. Więc może nie ma czegoś takiego jak KKZB? Może po prostu jesteśmy głupie i tyle? Może doszukujemy się tylko przyczyny naszych nieszczęść? Może nie chcemy przyznać że to tylko nasza wina i niczyja inna więc szukamy winnych. Obarczamy rodzinę, wzorce zachowań, złego partnera. Na chwilę obecną przeżywam taki żal o to wszystko. Sama sobie pozwalam na to co mi robi mój psychofag? Dlaczego uważam że to ja jestem winna? Bo wiem co mi robi, widzę to i na to pozwalam. Jak większość z nas. I wcale nie wynika to z tego że mam patologiczna potrzebę miłości która ma swoje korzenie w relacjach pomiędzy moimi rodzicami. Jest jak jest. Ludzie wychodzą z domów naprawdę patologicznych i jakoś funkcjonują w społeczeństwie i nie płaczą z samotności. Koniec walki. Nie będę walczyć z czym co albo nie istnieje albo jest bez sensu. Najbardziej pomogły by nam przyjaciółki a nie terapeuci. Ale większość z nas nie może na nie liczyć bo tyle razy już się zwracałyśmy do nich z tym samym problemem że aż głupio ciągle o tym gadać że mój psychofag jest taki "be". Większość z nas mówi "jestem twarda" - nie odzywam się do niego, rozwodzę się itp itd. a wyłączając komputer i tak płacze jak mała myszka i potem odbiera od niego telefon....
Pewnie będziecie złe za to co napisałam, ale nie wiem czy to wszytsko jest prawdziwe. Już w to nie wierzę. Nie można zrzucić winy za wszystko na uwarunkowania psychiczne KKZB. Same jesteśmy winne. Widiałyśmy co brałysmy. Widziałyśmy co się dzieje...
Licytujemy się? OK.
![]()
Jest taki typ mężczyzny, którego nie da się zaakceptować, zmienić, ale też trudno jest się od niego uwolnić. To mizoginista, facet, który stosuje swoje koszmarne metody psychicznego nękania partnerki i jest w tym tak skuteczny, iż niektóre kobiety przestają wierzyć własnym zmysłom i patrzą na wydarzenia oczyma partnera-mizoginisty. Kim jest taki facet ?
To ktoś, kto w głębi duszy nienawidzi kobiet, stosuje wobec nich przemoc psychiczną i manipulację. Związki uczuciowe z takimi partnerami są koszmarem, ale najgorsze jest to, że bardzo trudno się kobietom z nich wyzwolić. Niezależnie od faktu, że kobieta zdaje sobie sprawę, jak źle była traktowana, jej więzi uczuciowe z partnerem-mizoginistą mogą przyciągać do niego również po zerwaniu związku, bywa, że związki mizoginiczne mają charakter nałogu, im bardziej związek był toksyczny tym trudniej przychodzi zerwanie więzi. Podobnie jak w wypadku narkomanii, im mocniejszy narkotyk tym intensywniejsze stany euforii i depresji, a wiec tym trudniej zerwać z nałogiem.
Można się złapać na tym, ze myślimy w ten sposób:
- nie mogło być tak źle jak pamiętam,
- czasami było nam razem dobrze,
- ma taki żałosny głos, kiedy z nim rozmawiam, nie mogę mu czegoś takiego zrobić,
- może terapia / rozmowy spowodują, że przejrzy i będzie inaczej,
- zainwestowałam w ten związek tyle lat, nie mogę pozwolić by to się zmarnowało,
- jeżeli tak mi go brak to może odejście od niego było błędem?
Na tym etapie typowe jest minimalizowanie doznanych zniewag po to by usprawiedliwić pragnienie ponownego połączenia z partnerem.
Trzeba zmobilizować wszystkie siły, aby zwalczyć chęć powrotu. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: "jak zachowuje się mój partner?", skoncentrować się na jednej lub dwóch sytuacjach szczególnie okropnych z udziałem partnera, odtworzyć w myśli cały scenariusz, przywołać obraz jego twarzy, usłyszeć jego glos i przypomnieć sobie jak najwięcej słów. A co najważniejsze przypomnieć sobie, jak się wtedy czułam. Potem zadać sobie pytanie - "czy chcę sie czuć tak znowu" ?
Ambiwalentne uczucia po odejściu są bardzo powszechne. Bywają one szczególnie zdradliwe w wypadku związania z mizoginistą, ponieważ kiedy on się stara przyciągnąć ciebie z powrotem, wciela się w taki właśnie typ mężczyzny, jakim chciałabyś, aby był, bo mizoginista to mistrz w sztuce uwodzenia, który zna twoje słabe strony i wie, jak je wykorzystać dla własnych celów. Powie wszystko, czego oczekujesz, wyjaśni ci wszystkie twoje wątpliwości, zracjonalizuje każde wg ciebie jego niewłaściwe i nielogiczne zachowanie.
Jednakże gdybyś uległa i wróciła, on znowu zacznie zachowywać się tak jak przedtem bo nie próbował naprawdę się zmienić w czasie trwania związku. Po krótkim okresie spokoju, a może nawet dobrych chwil on powróci do swoich nawyków mających na celu niszczenie twojej psychiki. I tym razem może być nawet gorzej bo będzie miał dodatkowy powód do agresji i odgrywania sie na tobie - to, że go rzuciłaś a mimo to przyjęłaś z powrotem mimo wszystkich okropieństw, które ci wyrządził. On już wie ? jesteś słaba i może cię uczynić jeszcze słabszą. Teraz może cię nękać do woli. A im inteligentniejszy mizoginista ? tym subtelniej i w białych rękawiczkach będzie cię niszczył. Najpierw zaleje cię falą miłości i potem powoli będzie ci po kawałku odbierał najpierw swój czas, potem czułość, po chwili zacznie zauważać twój cellulitis, niewłaściwy ubiór, braki w ogładzie i wykształceniu. Ale będzie to wszystko podawać ci niejako z życzliwości, mimochodem, choć wie, że cię rani, że to ukryta forma agresji. A ty będziesz się starać być lepsza, doskonalsza, bardziej odpowiadająca jego kryteriom, żeby tylko go nie utracić. On zaś w tym czasie nie będzie robić nic, albo będzie ci rzucać ochłapy tego na co oczekujesz i ty uwierzysz, że to jest ?oczywista oznaka? miłości.
Najbardziej wyrafinowaną formą agresji wobec ciebie będzie powrót do ciebie i potem pod byle pretekstem (bo zawsze coś się znajdzie) ponowne odejście, bo jest inna kobieta, bo ty jesteś jednak nie taka, jak myślał, bo?, bo ?, bo ? Poniży cię w ten sposób najdotkliwiej ? zechciałaś go mimo wszystkich upokorzeń, wad i jego okrucieństwa a ON JEDNAK CIE NIE CHCE. Czy na to czekasz?
Rozwód uczuciowy jest najtrudniejszym okresem, przez który przechodzi kobieta po zerwaniu związku z mizoginistą. Zakończenie związku bardzo przypomina śmierć. To kres twych nadziei,sposobu życia i traktowania siebie jako połowy pary. Jak każda śmierć wymaga żałoby. Jeśli nie przejdziesz przez ten okres żałoby to uczucie powróci i będzie cię prześladować.
Każda kobieta pozostająca długo w związku z mizoginistą musiała częściowo zrezygnować z siebie samej dla świętego spokoju.
Toksyczny związek zużywa ogromne ilości energii. Nic bardziej nie wyczerpuje niż napięcia i konflikty i nic nie potrafi nas bardziej natchnąć radością i wzmocnić wewnętrznie niż postanowienie, że będziemy siebie akceptować i w ogóle będziemy sobą i uwolnimy się z takiego układu.
"DLACZEGO ON NIE KOCHA, A ONA ZA NIM SZALEJE "Susan Forward i Joan Torres to książka o trudnych partnerach: nieprzyjaznych, nieprzystępnych, napastliwych, o silnej tendencji do dominacji i stosowania przemocy psychicznej.
Autorki wyjaśniają podłoże takich zachowań:
Miłość mizoginisty charakteryzuje się wiecznym nienasyceniem i nieustannym domaganiem się o więcej.Kontroluje. Pyta np. ?Gdzie byłaś??, ?Z kim rozmawiałaś?? itp. Prosi lub domaga się, aby zrezygnowała z nauki czy przyjaźni. Potrafi być zazdrosny o wszystkich ? od jej byłego chłopaka aż po wspólne dzieci. Próbuje poniżać i umniejszać wszystkich jej bliskich i przyjaciół.
Jego środki to przechodzenie bez ostrzeżenia od miłości do przemocy, izolowanie partnerki od innych ludzi, ograniczanie jej przestrzeni życiowej. Jego celem jest podporządkowanie jej sobie, sprawowanie nad nią władzy i kontroli.
Życie z mizoginistą jest zawsze destrukcyjne, lecz samemu trudno to zauważyć. Błędem jest myślenie, że on zmieni swoje zachowanie, jeśli tylko będzie kochała go wystarczająco mocno. Nikt nie jest w stanie zadowolić mizoginisty. Niezależnie ile się da, dla niego nie będzie wystarczające.
Technika zaciemniania:
Zaprzeczanie:
Istnieje wiele sposobów doprowadzania człowieka do tego, ze zaczyna on wątpić we własna pamięć i zdolność percepcji. Najbardziej prymitywna i niewyszukana z tych praktyk jest zaprzeczanie. Mizoginista przekonuje np. partnerkę, ze jakieś zdarzenie w ogóle nie miało miejsca. (?). Najbardziej przygnębiające w owej taktyce zaprzeczania jest to, ze nie pozostaje nic do czego by się można odwołać. Stwarza to poczucie beznadziejnej frustracji. Nie ma żadnego sposobu rozwiązywania problemu gdy ktoś utrzymuje, ze pewne zdarzenia nie miały miejsca choć doskonale wiesz, ze było inaczej.
Zmiana wersji
W takiej taktyce nie zaprzecza się iż wydarzenie miało miejsce lecz przeinacza się je tak by odpowiadało to wersji mizoginisty. Nigdy dwie osoby nie pamiętają wydarzenia jednakowo ale mizoginista często ucieka się do gruntownej zmiany faktów dla uwiarygodnienia własnej wersji opowiadania. Fakty są jak plastelina, która ugniata się i modeluje w zależności od nastrojów i chwili.
Spychanie winy
W parze z technikami zaciemniania idzie przekonanie mizoginisty ze jeżeli zachowuje się źle to wyłącznie dlatego, ze reaguje na występek partnerki. Tacy mężczyźni szczerze i z pełnym przekonaniem udowadniają, że ich skandaliczne zachowanie jest zrozumiałą reakcja na jakieś okropne przewinienia lub prowokacje ze strony kobiety. Dzięki temu mizoginista unika konieczności uświadomienia sobie ze to ona ma poważne problemy z panowaniem nad sobą. Spychając winę na ciebie, załatwia dwie ważne sprawy: uwalnia się od nieprzyjemnego uświadomienia swojej roli w konflikcie, a zarazem przekonuje cię, ze to ułomności twojego charakteru są prawdziwym powodem nękających was problemów. Jakąkolwiek krytykę lub zastrzeżenia pod swoim adresem zwraca natychmiast przeciwko tobie, interpretując je jako kolejny dowód twojej ułomności. Ten proces spychania winy występuje juz od początku znajomości i nigdy nie ustaje. Pamiętajmy ze w związkach mizoginicznych obydwoje partnerzy winią kobietę, za wszystko co złe się wydarzy.
Nie wolno ci nawet westchnąć
Kolejnym dowodem twojej miłości będzie wyrzeczenie się prawa do reagowania na zachowania partnera. Gdy kobieta płacze lub staje się przygnębiona z powodu jego zachowań, on w odwecie staje się bardziej zły. Taka reakcje odbiera jako atak na niego i jeszcze jeden dowód niedoskonałości partnerki. Wielu mizoginistów stosuje metodę odwracania ról po to by zdjąć z siebie winę. Mawiają zwykle: jesteś przewrażliwiona, po prostu nie znosisz żadnej krytyki, lub tylko nie rozumiesz, co się do ciebie mówi, albo też oszalałaś. Odwracają sytuacje o 180 stopni tak ze nigdy nie czuja się w najmniejszym stopniu odpowiedzialni za stan do jakiego doprowadzili partnerkę. Nie jest to mila świadomość lecz musimy zaakceptować fakt, że mizoginista bardziej koncentruje się na odsunięciu od siebie winy niż na uzmysłowieniu sobie bólu jaki sprawa partnerce.
Gdy kobieta zostaje zaatakowana za okazywanie owego bólu lub smutku z powodu złego traktowania przez partnera musi stłamsić te - jakże normalne - uczucia. One jednak potrzebują ujścia. Gdy zwykły sposób ich wyrażania zostaje zablokowany znajdują inne sposoby ujawniania się: choroby, apatia, brak motywacji, depresji.
Przebieg tych związków jest podobny, można w nich wyróżnić charakterystyczne etapy:
1. Romantyczny początek i pełne zjednoczenie (w przypadku kolejnych kryzysów w związku ta faza powtarza się za każdym razem)
Wprawdzie już w pierwszym okresie pojawiają się pierwsze sygnały, ale kobieta zauroczona nie widzi ich lub nie chce widzieć. Zamierza zapewnić partnerowi wszystko, czego nikt inny wcześniej mu nie zapewnił, a jej miłość ma mu wynagrodzić wszystkie doznane wcześniej przykrości.
2. Pierwsze ataki przemocy psychicznej
Kobieta zostaje zaskoczona atakiem ze strony partnera na ogół z błahego powodu. Może to być agresja słowna, kłamstwo, odrzucenie. Dostrzega i odczuwa przykrość, ale zamiast obiektywnie ocenić sytuację, zaczyna go tłumaczyć.
3. Szukanie winy w sobie
Mizoginista na przemian jest czarujący i pełen miłości oraz wściekły. W chwilach, kiedy jest dobry, kobieta czuje się wspaniale, jest bezpieczna i wydaje jej się, że złe chwile to tylko ?koszmarny sen?. Powoli zaczyna szukać w sobie powodów ataków agresji ze strony męża. Mizoginista utwierdza ją w tym przekonaniu, że to ona powinna się zmienić, ona go rozczarowała, ona go nie akceptuje takim, jakim on jest. Kobieta wcześniej starała się tylko usprawiedliwiać postępowanie męża, teraz zaś zaczyna przyjmować na siebie odpowiedzialność za to, jak on się zachowuje.
4. Mizoginista przejmuje kontrolę
Partner ustala, jak daleko może kontrolować partnerkę. Ona naiwnie wierzy, że nie stawiając oporu i nie krytykując raniącego ją zachowania mężczyzny, wyraża swoją miłość do niego. Wiele kobiet wpada w tę pułapkę. Uczono je od dziecka, że na zło należy odpowiadać miłością. Uczono je, że powinny ?tuszować sprawy?, ustępować, przepraszać i wytwarzać ?miłą atmosferę?. Niestety takie zachowanie zachęca mizoginistę do złego traktowania partnerki. W związku mizoginicznym nie ma negocjacji, partnerstwa, on musi wygrać, ona przegrać. Oczywiście nie jest możliwa całkowita kontrola drugiego człowieka. Z tego powodu mizoginista jest zły, a on dysponuje wieloma taktykami grożenia, znieważania, poniżania, doprowadzenia, aby partnerka czuła się bezwartościowa i bezbronna. Czasem robi to tak subtelnie, że wręcz niewyczuwalnie, powoli drąży kamień.
5. Nałogowa miłość.
Związki takie są gwałtowne i chaotyczne. Kobieta jest w ciągłym stanie napięcia i niepewności, dziwne, ale ona toleruje ten stan. Aby przeżyć chwile szczęścia, musi zaznać dużo bólu. Każda kobieta w związku z agresywnym emocjonalnie partnerem znajduje się w szponach ?nałogu?. Nałogowa miłość działa jak każdy narkotyk. Charakteryzuje się nieodpartą potrzebą posiadania partnera. Im złośliwsze i bardziej władcze jest zachowanie mizoginisty, tym mocniej kobieta może się czuć z nim związana. Im bardziej zwątpiła w siebie i swoje umiejętności, tym trudniej jej przyjdzie zdecydować się na samodzielność, szczególnie, gdy panicznie boi się samotności.
6. Pułapka nadziei, kobieta ma wielką nadzieję, że coś się stanie, a wtedy on się zmieni. Czas jednak pokazuje, że jeśli cokolwiek się zmienia to tylko w gorszą stronę.
Wokół nas jest więcej takich związków, niż możemy przypuszczać. Często kobiety nie chcą się przyznać do swoich problemów, nakładając na twarz maskę i będą siebie zadręczać pytaniami:
1. Jak mogłam być tak głupia i ślepa?
2. Jak mogłam do tego dopuścić?
3. Jestem całkiem rozsądną osobą, więc jak mogłam się tak mylić?
Większość kobiet w takiej sytuacji, będzie odczuwało:
§ stałe zmęczenie, znudzenie, ogólne uczucie smutku, rozdrażnienie,
§ niezdolność do cieszenia się tym, co dawniej przynosiło radość,
§ problemy z bezsennością,
§ pesymizm co do przyszłości,
§ kłopoty z koncentracją i pamięcią
i stale będzie rozpamiętywała przeszłość. Naturalne jest, że pojawią się problemy wychowawcze z dziećmi, być może kłopoty zdrowotne i finansowe.
Ale jeśli kobieta jest przygotowana na aktywne pokonywanie codziennych problemów, nie będzie czuła się winna, szybciej przystosuje się do nowej sytuacji i może znowu stać się szczęśliwą osobą. Nie trzeba bać się przeanalizować różne sytuacje z własnego życia, zgodnie ze słowami św. Augustyna:
Nie szukaj daleko,
zwróć się w głąb siebie,
albowiem we wnętrzu człowieka mieszka prawda.
Strach, który gna cię do usprawiedliwiania krzywdy, która cię spotyka i szukania w niej misji, cierpisz ale za ideały, dla tego aby osiągnąć jakiś słuszny cel a cierpienie ból upokorzenia czy szkoda fizyczna to jedynie droga do celu, która kiedyś się skończy, wraz z osiągnięciem celu, uratowaniem tego biednego zagubionego człowieka. Swoją wiarę w możność uzdrowienia tego człowieka i związku tłumaczysz sobie wyjątkowością uczucia, jakie między wami było. Ale w uczuciu tym nie było nic wyjątkowego poza jego słowami, a wszystko, co robił ?dla ciebie? w rzeczywistości robił TYLKO dla siebie ? dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb i dla stworzenia ?podłoża?, na którym mógł cię dalej urabiać, subtelnie poniżać i odbierać ci to, czego pragnęłaś i sama mu zdradzałaś w trakcie waszego wspólnego życia.
Dziekuje:) Jak to czytam to wiem , ze rozumiemy sie bez slow;)
Witam dziewczęta po długiej przerwie.
Powiem tak. Po kolejnych kilku chorych sytuacjach poddaję się. Mam to cholernie gdzieś. Ciągle narzekamy jak to jest nie tak, jak to nas źle faceci potraktowali. Same sobie na to pozwoliłyśmy. I będą to robić dalej. Jeśli już z nimi zerwałyśmy to i tak dalej tu jesteście. Nikt się z tego nie "wyleczył". Wszyscy dalej mają te same problemy. Może i "ruszyłyście się z miejsca", bo zerwałyście związki, rozwiodłyście się. Ale czy jest to jakieś osiągnięcie? Każda normalna kobieta by to zrobiła a my się cieszymy z każdego małego kroku. Terapeuci mało co dają bo nic o tym nie wiedzą. Więc może nie ma czegoś takiego jak KKZB? Może po prostu jesteśmy głupie i tyle? Może doszukujemy się tylko przyczyny naszych nieszczęść? Może nie chcemy przyznać że to tylko nasza wina i niczyja inna więc szukamy winnych. Obarczamy rodzinę, wzorce zachowań, złego partnera. Na chwilę obecną przeżywam taki żal o to wszystko. Sama sobie pozwalam na to co mi robi mój psychofag? Dlaczego uważam że to ja jestem winna? Bo wiem co mi robi, widzę to i na to pozwalam. Jak większość z nas. I wcale nie wynika to z tego że mam patologiczna potrzebę miłości która ma swoje korzenie w relacjach pomiędzy moimi rodzicami. Jest jak jest. Ludzie wychodzą z domów naprawdę patologicznych i jakoś funkcjonują w społeczeństwie i nie płaczą z samotności. Koniec walki. Nie będę walczyć z czym co albo nie istnieje albo jest bez sensu. Najbardziej pomogły by nam przyjaciółki a nie terapeuci. Ale większość z nas nie może na nie liczyć bo tyle razy już się zwracałyśmy do nich z tym samym problemem że aż głupio ciągle o tym gadać że mój psychofag jest taki "be". Większość z nas mówi "jestem twarda" - nie odzywam się do niego, rozwodzę się itp itd. a wyłączając komputer i tak płacze jak mała myszka i potem odbiera od niego telefon....
Pewnie będziecie złe za to co napisałam, ale nie wiem czy to wszytsko jest prawdziwe. Już w to nie wierzę. Nie można zrzucić winy za wszystko na uwarunkowania psychiczne KKZB. Same jesteśmy winne. Widiałyśmy co brałysmy. Widziałyśmy co się dzieje...
A ja sie nie obwiniam i nie podaje, wiem ze umiem byc szczesliwa, bo jestem i bol mi juz przeszedl.Tez nie mam jazd powrotnych. Zapisalam sie do was, bo chce o tym pamietac, zeby nie bylo nawrotow choroby.
pozdrawiam
Większość z nas mówi "jestem twarda" - nie odzywam się do niego, rozwodzę się itp itd. a wyłączając komputer i tak płacze jak mała myszka i potem odbiera od niego telefon....
Pewnie będziecie złe za to co napisałam, ale nie wiem czy to wszytsko jest prawdziwe.
Jest jest. I to jest właśnie nasza choroba. Problem polega na tym, że KKZB ma większe szanse, jeśli trafi na normalnego gościa, jeśli natomiast trafi na psychofaga to jej problem rośnie do kwadratu i na tym polegają toksyczne związki.
Jak ktoś ma grypę to nie jest głupi. I my też nie jesteśmy głupie. Ja staram się walczyć z tą pier**ną grypą - mutacja dwóch wirusów - mojego chorego umysłu i jego chorego umysłu.
Za dwa dni podpisuję papiery na chałupę i wtedy postaram się odciąć od kontaktów z nim i (przepraszam Was moej kochane) również na jakiś czas z forum. To też wkręca w tematykę związaną z psychofagiem a tego mi najmniej trzeba. Kiedyś trzeba odciąć źródło zasilania tego chorego związku a niestety ciągłe analizowanie jego zachowań, moich reakcji, reakcji na moje rakcje, opisywanie swoich stanów ... za daleko to wszystko zaszło.
Będę ryczeć w poduszkę, będzie mnie swędziało, żeby odebrać telefon, ale ... taka kolej rzeczy, taki schemat i musi mi wystarczyć, że to wiem.
moze pomyslicie, ze to spirytystyczne pierdy, ale mi to pomoglo, wiec pisze co tam. Trzeba usiasc i poobserwowac siebie od srodka, to uczucie , ktore akurat w nas twki i trawi nas od srodka. Poprostu usiasc i sie na to patrzec, bez oceniania. Nie wazne jakie mysli przechodza przez glowe, patrzec sie na to spokojnie jak na film w kinie. Potem nadchodzi transformacja!!! bo wszystko przeciwko czemu sie opieramy pozostaje i staje sie silniejsze. Wiec nie walczcie ,a obserwujcie!!!
Niekochana - dziś wyniki z testów gimnazjalnych. Jak poszło młodej?
Z moich "synów" 4 napisało nadspodziewanie dobrze, bo wszyscy około lub ponad 60 pkt. z części punktowanych (polski i ścisłe) a pozostałych 2 zgodnie z przewidywaniami nie za bardzo.
Pisz jak tylko się dowiesz, bo umrę z niecierpliwości
Anhedoniu, dzięki za pamięć ![]()
Córka dostała ponad 70 pkt, ale nie jest zadowolona, próbny poszedł jej dużo lepiej. Ma sporo pkt za świadectwo, więc ogólnie nie jest najgorzej, ale teraz oczekiwanie, czy dostanie się do wymarzonego liceum. Nerwowo będzie do końca miesiąca.
Buziaki.
Po pierwsze dziekuje za mile powitanie. Eh ciezko to wszystko opisac, lata walki. Najpierw byl psycholog, ale tu w Niemczech nie rozpoznal problemu. Wiec za glupie gadanie o d..ie marynie placilam duza kase. Potem byly rozne terapie przez skypa( z wrozkami , pseudowrozkami, oswieconymi przewodnikami). Duzo osobistych poszukiwan. Chyba wszystkie mozliwe ksiazki z omawianej tu polki plus 1000 innych o wewnetrznym wyzwoleniu umyslu , osiweceniu, medytatcji. Jestem tez expertem od narcyzmu, psychopatow i socjopatow:) Wszelka lileratura plus obserwacje osobiste prowadzone przez okolo 11 lat. Za to dziekuje mojemu psychofagowi , gdyz byl tak ciezkim przypadkiem i tak niesamowicie inteligentnym, ze doszlo do mnie na spotkaniu z psychologiem ,ze wiem w temacie wiecej niz pani z 20 letnim stazem praktyki.
Witaj kochana ![]()
Buziaki
...Ciągle narzekamy jak to jest nie tak, jak to nas źle faceci potraktowali. Same sobie na to pozwoliłyśmy. I będą to robić dalej. Jeśli już z nimi zerwałyśmy to i tak dalej tu jesteście. Nikt się z tego nie "wyleczył". Wszyscy dalej mają te same problemy. Może i "ruszyłyście się z miejsca", bo zerwałyście związki, rozwiodłyście się. Ale czy jest to jakieś osiągnięcie? Każda normalna kobieta by to zrobiła a my się cieszymy z każdego małego kroku. (...)może nie ma czegoś takiego jak KKZB? Może po prostu jesteśmy głupie i tyle? Może doszukujemy się tylko przyczyny naszych nieszczęść? Może nie chcemy przyznać że to tylko nasza wina i niczyja inna więc szukamy winnych. Obarczamy rodzinę, wzorce zachowań, złego partnera. Na chwilę obecną przeżywam taki żal o to wszystko. Sama sobie pozwalam na to co mi robi mój psychofag? Dlaczego uważam że to ja jestem winna? Bo wiem co mi robi, widzę to i na to pozwalam. Jak większość z nas. I wcale nie wynika to z tego że mam patologiczna potrzebę miłości która ma swoje korzenie w relacjach pomiędzy moimi rodzicami. Jest jak jest. Ludzie wychodzą z domów naprawdę patologicznych i jakoś funkcjonują w społeczeństwie i nie płaczą z samotności. Koniec walki. Nie będę walczyć z czym co albo nie istnieje albo jest bez sensu. Najbardziej pomogły by nam przyjaciółki a nie terapeuci. (...) Same jesteśmy winne. Widiałyśmy co brałysmy. Widziałyśmy co się dzieje...
Cóż - kwestia gustu.
Uważam, że powiedzenie sobie samej prawdy w oczy jest 1 krokiem do zmiany.
Dla mnie zaprzestanie oszukiwania samej siebie jest osiągnięciem.
Człowiek uczy się na błędach i MOŻE ich więcej nie popełniać. Jeśli jest świadomy i twardy. A to już jak sobie każda życzy.
Widzę co mi psychofag ROBIŁ - JUŻ NIE ROBI, bo SOBIE na to nie pozwolę więcej.
Nie walczę, bo nie muszę, odcięłam się od tego.
Dlaczego zatem tu jestem - ano, utwierdzam się w słuszności swej decyzji ![]()
I tak jak pisze myway:"bo chce o tym pamietac, zeby nie bylo nawrotow choroby" ![]()
to tak dla przypomnienia dla mnie !!!! Tego nie da sie wyleczyc, a ja tak bardzo chcialam go wyleczyc!!!! A nawet na hiv podobno znalezli lekarstwo;)
Każda z nas chciała
Gdyby było na to lekarstwo - z pewnością byśmy odkryły. Nawet, a właściwie z pewnością po swoim trupie ![]()
Widiałyśmy co brałysmy.
A tak z ciekawości. Co widziałaś, że brałaś?
Dziekuje za mile powitanie na waszej grupie. Nie czuje sie expertem ,ale moge powiedziec ze bylam w zwiazku z bardzo ciezkim przypadkiem( pan prof. na uni)
cholernie podstepnym i inteligentym, a wyszlam z tego mimo , ze go widuje ze wzgledu na syna. Wiec wiem ze dacie rade. Obecnie doksztalacam sie w rozwoju osobistym i jestem szczesliwa, optymistyczna dziewczyna. Bylam na granicy samobojstwa, alkoholizmu i innych ble ble ble.
A teraz nie ma dnia zebym sie nie smiala , tak ze mam zakwasy:)
jak mowilam wyzej dmucham troch ena to moje szczescie, wiec postanowilam nie zapominiec ![]()
jesli potrzebujecie rady w stosunku do was, a nie psychofagow, waszych odczuc i emocji, oraz schizow gora dol, to sluze pomoca.
Dziekuje za mile powitanie na waszej grupie. Nie czuje sie expertem ,ale moge powiedziec ze bylam w zwiazku z bardzo ciezkim przypadkiem( pan prof. na uni)
cholernie podstepnym i inteligentym, a wyszlam z tego mimo , ze go widuje ze wzgledu na syna. Wiec wiem ze dacie rade. Obecnie doksztalacam sie w rozwoju osobistym i jestem szczesliwa, optymistyczna dziewczyna. Bylam na granicy samobojstwa, alkoholizmu i innych ble ble ble.
A teraz nie ma dnia zebym sie nie smiala , tak ze mam zakwasy:)
jak mowilam wyzej dmucham troch ena to moje szczescie, wiec postanowilam nie zapominiec
jesli potrzebujecie rady w stosunku do was, a nie psychofagow, waszych odczuc i emocji, oraz schizow gora dol, to sluze pomoca.
Będziemy z pewnością prosić, bo wiesz jak to jest - raz górka, raz dolinka.
Ja czuję nadchodząca dolinkę. Walczę, może mnie nie wciągnie ![]()
niech przyjdzie dolina, lecz nie mysl ze to ty nia jestes;) Popatrz na nia z dystansu i zmecz swoj umysl , zeby sie nie mogl za bardzo wkrecac. Mi pomoglo duzo bieganie. Zaczynalam marszobiegi -takie 5 min bieg 2 marsz. Ostatnio przebieglam polmaraton czyli 20 km, a we wrzesniu trzymajcie kciuki za przyszlego maratonczyka:)
myway napisał/a:to tak dla przypomnienia dla mnie !!!! Tego nie da sie wyleczyc, a ja tak bardzo chcialam go wyleczyc!!!! A nawet na hiv podobno znalezli lekarstwo;)
Każda z nas chciała
Gdyby było na to lekarstwo - z pewnością byśmy odkryły. Nawet, a właściwie z pewnością po swoim trupie
no wlasnie po trupie:) a mi chce sie zyc!!!! szkoda mnie dla Pana!!!! Wyszlam zaraz , nie.... wroce;)
niech przyjdzie dolina, lecz nie mysl ze to ty nia jestes;) Popatrz na nia z dystansu i zmecz swoj umysl , zeby sie nie mogl za bardzo wkrecac. Mi pomoglo duzo bieganie. Zaczynalam marszobiegi -takie 5 min bieg 2 marsz. Ostatnio przebieglam polmaraton czyli 20 km, a we wrzesniu trzymajcie kciuki za przyszlego maratonczyka:)
Ja chyba zacznę od jutra rana
Mam nadzieję, że się nie wykręcę ![]()
myway napisał/a:niech przyjdzie dolina, lecz nie mysl ze to ty nia jestes;) Popatrz na nia z dystansu i zmecz swoj umysl , zeby sie nie mogl za bardzo wkrecac. Mi pomoglo duzo bieganie. Zaczynalam marszobiegi -takie 5 min bieg 2 marsz. Ostatnio przebieglam polmaraton czyli 20 km, a we wrzesniu trzymajcie kciuki za przyszlego maratonczyka:)
Ja chyba zacznę od jutra rana
Mam nadzieję, że się nie wykręcę
no to mozemy isc razem:) daj zanc o ktorej , bede psychicznie ci towarzyszyc w moim pobliskim lasku. Na chore jazdy mozgowe najlepiej u mnie dzialalo bieganie.
Po pierwszy meczy mozg, do drugie wywala endorfiny w trakcie i po, po trzecie sprawia ze cellulit znika( a ponoc jest nieuleczalny) a nogi wygladaja jak u anny muchy:)
Ja czuję nadchodząca dolinkę. Walczę, może mnie nie wciągnie
Proszę mi tu natychmiast wymaszerować z tej pochylni w dół ![]()
Primo - trza "oblać" koniec czekania na wyniki testów córki - jaki by nie był wynik - ulga z zakończenia czekania ![]()
Może wyskocz z dzieciakiem do kina na jakąś dobrą komedię? a potem kawiarnia i lody ![]()
Będący zeszłego roku we wrześniu w Krakowie obejrzałam w Bagateli fajną rzecz: "Kochankowie nie z tej ziemi" - ciepłe i optymistyczne. Może jeszcze grają?
Koniec smętków - trzeba se "pod tuningować" nastrój ![]()
Proszę mi tu natychmiast wymaszerować z tej pochylni w dół
(...)
Koniec smętków - trzeba se "pod tuningować" nastrój
No kocham Cię i tyle!
Będę walczyć, tym bardziej, ze sama jestem sobie tej sytuacji winna. Ehh...
bitreelka napisał/a:Widiałyśmy co brałysmy.
A tak z ciekawości. Co widziałaś, że brałaś?
A ja widziałam, tylko to super skutecznie w sobie zdeptałam. Nawet pamiętam, jakiego argumentu sama wobec siebie używałam: ludzie są różni i nie można myśleć sztampą.
O! Tak mądrze sama sobie wszystkie "przeciw" umiałam wytłumaczyć.
Jak to było, Niekochana? My to umiemy gniotowi nadać rangę, rangę wyjątkowości ![]()
Tarantella,
Ja tez wiele zachowan partnera na poczatku, zgrabnie sobie tlumaczylam... ![]()
Niekochana, ja w dołku jestem od dłuższej chwili i zastanawiam się, czy ten obłęd kiedyś się skończy. Wiem, że walczyć trzeba choćby na siłę, choćby wbrew sobie. Jutro może w kompie będę już miała kartę dźwiękową (coś tam walnęło) i wtedy zeskypuję się z poradnią kobiecych serc. Każda forma walki jest dobra. Chociaż tak sobie myślę, czy nam - takim mundrym, ocytanym, jakikolwiek terapeuta coś może powiedzieć więcej niż same wiemy. Teorię mamy już w małym placu a praktyki za nas nikt nie zrobi.
Trzymaj się - oddaję Ci resztki mojej pozytywnej energii ![]()
Witam dziewczęta po długiej przerwie.
Powiem tak. Po kolejnych kilku chorych sytuacjach poddaję się. Mam to cholernie gdzieś. Ciągle narzekamy jak to jest nie tak, jak to nas źle faceci potraktowali. Same sobie na to pozwoliłyśmy. I będą to robić dalej. Jeśli już z nimi zerwałyśmy to i tak dalej tu jesteście. Nikt się z tego nie "wyleczył". Wszyscy dalej mają te same problemy. Może i "ruszyłyście się z miejsca", bo zerwałyście związki, rozwiodłyście się. Ale czy jest to jakieś osiągnięcie? Każda normalna kobieta by to zrobiła a my się cieszymy z każdego małego kroku. Terapeuci mało co dają bo nic o tym nie wiedzą. Więc może nie ma czegoś takiego jak KKZB? Może po prostu jesteśmy głupie i tyle? Może doszukujemy się tylko przyczyny naszych nieszczęść? Może nie chcemy przyznać że to tylko nasza wina i niczyja inna więc szukamy winnych. Obarczamy rodzinę, wzorce zachowań, złego partnera. Na chwilę obecną przeżywam taki żal o to wszystko. Sama sobie pozwalam na to co mi robi mój psychofag? Dlaczego uważam że to ja jestem winna? Bo wiem co mi robi, widzę to i na to pozwalam. Jak większość z nas. I wcale nie wynika to z tego że mam patologiczna potrzebę miłości która ma swoje korzenie w relacjach pomiędzy moimi rodzicami. Jest jak jest. Ludzie wychodzą z domów naprawdę patologicznych i jakoś funkcjonują w społeczeństwie i nie płaczą z samotności. Koniec walki. Nie będę walczyć z czym co albo nie istnieje albo jest bez sensu. Najbardziej pomogły by nam przyjaciółki a nie terapeuci. Ale większość z nas nie może na nie liczyć bo tyle razy już się zwracałyśmy do nich z tym samym problemem że aż głupio ciągle o tym gadać że mój psychofag jest taki "be". Większość z nas mówi "jestem twarda" - nie odzywam się do niego, rozwodzę się itp itd. a wyłączając komputer i tak płacze jak mała myszka i potem odbiera od niego telefon....
Pewnie będziecie złe za to co napisałam, ale nie wiem czy to wszytsko jest prawdziwe. Już w to nie wierzę. Nie można zrzucić winy za wszystko na uwarunkowania psychiczne KKZB. Same jesteśmy winne. Widiałyśmy co brałysmy. Widziałyśmy co się dzieje...
Bitrelka, osobiście nie jestem zła wcale, ale nie zgadzam się praktycznie z niczym co napisałaś ![]()
Odniosę się po kolei.
Ciągle narzekamy jak to jest nie tak, jak to nas źle faceci potraktowali. Same sobie na to pozwoliłyśmy. I będą to robić dalej.
To że same sobie pozwoliłyśmy to jest prawda. Uświadomienie sobie tego, że tak było to doskonały krok ku temu żeby więcej na to sobie właśnie nie pozwolić.
Jeśli już z nimi zerwałyśmy to i tak dalej tu jesteście. Nikt się z tego nie "wyleczył". Wszyscy dalej mają te same problemy.
Będę mówić za siebie- moje problemy zdecydowanie nie są takie same. Problemów, które były gdy zalogowałam się na forum już nie ma. Osobiście jestem tu dalej po pierwsze dlatego, że jetem ciekawa jak wiedzie się Tarantelli, Median, Niekochanej, Zazdrości, Anhedonii, Karen i wielu wielu innym osobom, które udzielały się tu w momencie gdy mnie było ciężko, albo pojawiły się później. Po drugie dlatego, że sądzę, że jeśli raz, dwa czy trzy zachowałam się jak "kochająca za bardzo" to jest wielkie prawdopodobieństwo, że zachowam się tak po raz czwarty. Chcę mądrzeć ja, chcę by mądrzeli inni, ten wątek to świetne miejce by uczyć się od innych mądrzejących.
Może i "ruszyłyście się z miejsca", bo zerwałyście związki, rozwiodłyście się. Ale czy jest to jakieś osiągnięcie? Każda normalna kobieta by to zrobiła a my się cieszymy z każdego małego kroku.
Rozstanie to zawsze jest dość trudna decyzja i nawet "normalna" kobieta będzie się z tego cieszyć jeżeli jej życie zmieni się dzięki temu na lepsze. Tym bardziej będzie się cieszyć kkzb, dla niej taki mały krok to skok na głęboką wodę, ale naprawdę nie ma w tym nic złego, że przeżywa fakt iż pomimo wszystko udało jej się to zrobić.
Terapeuci mało co dają bo nic o tym nie wiedzą. Więc może nie ma czegoś takiego jak KKZB? Może po prostu jesteśmy głupie i tyle? Może doszukujemy się tylko przyczyny naszych nieszczęść? Może nie chcemy przyznać że to tylko nasza wina i niczyja inna więc szukamy winnych. Obarczamy rodzinę, wzorce zachowań, złego partnera.
Co to znaczy, że obarczamy rodzinę ? Albo złego partnera ? Jeżeli partner jet zły, trzeba to sobie uswiadomić po to żeby nie chcieć mieć z nim więcej nic wspólnego. Jeżeli atmosfera domu rodzinnego spowodowała, że są w nas jakieś deficyty, które wypaczają nam dziś spojrzenie na siebie i innych to trzeba sobie to uświadomić po to, by połozyć kres temu wypaczonemu postrzeganiu. Co to ma wspólnego z obarczaniem ? Ja osobiście wiem, że odpowiedzialność za swoje czyny ponoszę sama, jeżeli znalazłam się w parszywym położeniu to tylko dlatego, że sama tam polazłam. Chętnie się do tego przyznaję, ale też staram się zrozumieć siebie i zastanowić skąd we mnie takie ciążenie ku samodestrukcji- nie po to by kogoś "obarczyć", po to by położyć kres błędnemu kołu zachowań.
I czy jest coś takiego jak kkzb... może i jest, może nie ma. Ktoś o tym wie, ktoś o tym nie wie tylko co z tego ? To nie wyrostek robaczkowy, że powie się, że boli więc trzeba wyciąć i wystarczy.
Jedno co jest pewne, to to że istnieje pewien określony schemat zachowań, który niektórzy teoretycy/terapeuci/autorzy nazwali kochaniem za bardzo. Ja siebie w tym wzrocu rozpoznałam. A czy to się nazwie kkzb albo głupotą albo czym jeszcze mnie jest osobiście obojętne. To na czym mi zależy to nie wpaść ponownie w ten sam schemat jakkolwiek by go nie ochrzcić.
Ludzie wychodzą z domów naprawdę patologicznych i jakoś funkcjonują w społeczeństwie i nie płaczą z samotności. Koniec walki.
Tak. Różni ludzie różnie reagują na wpływ środowiska. Nawet bliżniaki jednojajowe różnie reagują na takie same warunki w domu, szkole, wśród rówieśników. Tak jak jedno dziecko nie zarazi się grypą podczas epidemii a na inne wystarczy kichnąć i już jest chore. Jedni z fatalnych warunków domowych wyjdą bez uszczerbku, inni z częsciowo dysfunkcyjnej rodziny wyjdą poranieni. Czy to jest powód żeby nad sobą nie pracować ?
Nie będę walczyć z czym co albo nie istnieje albo jest bez sensu.
Tego nie rozumiem. Bitreelka, opowiedziałaś tu że jesteś z człowiekiem, który Cię notorycznie zdradza a Ty nie potrafisz się odciąć. Moim zdaniem możesz nie chcieć walczyć bo to jest wybór każdego człowieka, tylko nie chcesz chyba powiedzieć, że problem nie istnieje albo że walka z nim jest bez sensu ?
Najbardziej pomogły by nam przyjaciółki a nie terapeuci.
Pomóc można sobie samemu, tylko i wyłącznie. Tego nikt nie zrobi za nas jeśli sami nie będziemy do tego zdolni.
Trzymaj się - oddaję Ci resztki mojej pozytywnej energii
Dzięki kochana. Poradzę sobie, jak zwykle
Nie mam co do tego wątpliwości, tylko znów boli
I tym razem nie chodzi o samego psychofaga
Chodzi o moje stare nawyki. Wyłażą z kątów. Wdeptuję je w ziemię, ale... Wkur**a mnie, ze nadal SĄ.
Jak to było, Niekochana? My to umiemy gniotowi nadać rangę, rangę wyjątkowości
Tak, jam Ci popełniła to jakże znaczące podsumowanie
A ja chcę normalności, odrobinę normalności. A kurna, sama ją mam wrażenie odganiam.
Dość, biore się za siebie, bo sama siebie denerwuje tym marudzeniem.
Basta, kochane. Pierś do przodu (a propos mam piękny nowy biustonosz, który sprawia, że są jeszcze piękniejsze niż zwykle), uśmiech na twarz i damy radę.
Fajka: dzięki, że jesteś. Buziaki
niekochana72 napisał/a:myway napisał/a:niech przyjdzie dolina, lecz nie mysl ze to ty nia jestes;) Popatrz na nia z dystansu i zmecz swoj umysl , zeby sie nie mogl za bardzo wkrecac. Mi pomoglo duzo bieganie. Zaczynalam marszobiegi -takie 5 min bieg 2 marsz. Ostatnio przebieglam polmaraton czyli 20 km, a we wrzesniu trzymajcie kciuki za przyszlego maratonczyka:)
Ja chyba zacznę od jutra rana
Mam nadzieję, że się nie wykręcę
no to mozemy isc razem:) daj zanc o ktorej , bede psychicznie ci towarzyszyc w moim pobliskim lasku. Na chore jazdy mozgowe najlepiej u mnie dzialalo bieganie.
Po pierwszy meczy mozg, do drugie wywala endorfiny w trakcie i po, po trzecie sprawia ze cellulit znika( a ponoc jest nieuleczalny) a nogi wygladaja jak u anny muchy:)
Ja wcześnie - 5.30. Kopiec będzie mój ![]()
Zatem poproszę o moralne wsparcie.
MyWay i Tarantello,
Fajnie, ze udalo wam sie opisac te charakterystyki czesci psychofagow.
..... uczę się od WAS... dzięki
myway napisał/a:niekochana72 napisał/a:Ja chyba zacznę od jutra rana
Mam nadzieję, że się nie wykręcę
no to mozemy isc razem:) daj zanc o ktorej , bede psychicznie ci towarzyszyc w moim pobliskim lasku. Na chore jazdy mozgowe najlepiej u mnie dzialalo bieganie.
Po pierwszy meczy mozg, do drugie wywala endorfiny w trakcie i po, po trzecie sprawia ze cellulit znika( a ponoc jest nieuleczalny) a nogi wygladaja jak u anny muchy:)Ja wcześnie - 5.30. Kopiec będzie mój
Zatem poproszę o moralne wsparcie.
nie ma sprawy ja chodze o 6.00:)
Socjopaci antysocjalni mają następujący kompleks cech: po pierwsze, są to ludzie pozbawieni sumienia, ludzie, którzy nie mają ani poczucia winy, ani poczucia obowiązku , ludzie anormalni; po drugie, nie potrafią kochać nikogo, nie potrafią się przywiązać. Sami natomiast wykorzystują, eksploatują uczucia, ażeby uzyskać czyjeś względy. Często są czarujący, bardzo mili, wcześni nauczyli się, że wkradanie się w czyjeś łaski jest niezmiernie skuteczną techniką zdobywania powodzenia w życiu. Właśnie te dwie cechy: brak sumienia i brak zdolności kochania ? to jądro osobowości socjopaty antysocjalnego.
Mają talent do wypatrywania życzliwych, troskliwych kobiet.
Psychopata często wykorzystuje mimetyzm do przekonania innych, że jest normalną, ludzką istotą. Robi to, by stworzyć pozory empatii ze swoją ofiarą. Psychopata przez snucie smutnych opowieści lub zapewniając o głębokich, poruszających doświadczeniach, będzie próbował sprawić, żebyś uwierzył, iż ma on normalne emocje; prawda jest taka, że większość psychopatów żyje jak w inkubatorze ? poruszeni przez niewielu i pozbawieni prawdziwego współczucia dla innych; będą jednak kłamali, żeby przekonać cię, iż mają prawdziwe uczucia.
Element litości jest jedynym z powodów, dla którego ofiary często ulegają tym ?biednym? ludziom.
Kłamanie jest dla psychopaty jak oddychanie. Przyłapani na kłamstwie tworzą nowe kłamstwa, nie dbając, czy zostaną na tym nakryci. Jak stwierdza Hare:
Kłamanie, oszukiwanie i manipulacja to wrodzone zdolności psychopatów? Przyłapani na kłamstwie i postawieni w obliczy prawdy, rzadko są zmieszani czy zakłopotani po prostu zmieniają swoją historyjkę albo przystępują do przekręcania faktów, tak aby okazały się zgodne z kłamstwem. W efekcie mamy serię sprzecznych stwierdzeń i kompletnie ogłupiałego słuchacza [Hare].
Zachowanie psychopatów często służy wprawieniu w zakłopotanie i poskromieniu ofiar, albo wpłynięciu na każdego, kto mógłby słuchać ich wersji opowieści.
Manipulacja jest kluczem w ich podbojach, a kłamstwo jest jednym ze sposobów, w jaki to osiągają.
Niemal zabawnym przykładem sposobu, w jaki psychopaci kłamią, może być zachowanie człowieka, którego ślady zostały odkryte na miejscu zbrodni. ?Nie, to nie moje ślady, powiedział, choć wszyscy wiedzieli, że kłamie.
Tak właśnie działają psychopaci. Będą zaprzeczać rzeczywistości, dopóki ich ofiary nie załamią się nerwowo. Często psychopaci będą zrzucać winę na ofiarę i twierdzić, że ofiara cierpi na ?urojenia? i jest niezrównoważona psychicznie.
{Psychopatę często rozpraszają} wysokie o sobie mniemania, co często prowadzi do tego, że {niechcący} powie coś, co go zdemaskuje. Często zapominają oni swoje kłamstwa i opowiadają sprzeczne historie, co słuchacza wprawia w zdumienie i zastanawia się on, czy przypadkiem ów psychopata nie jest szalony. W tym jednak przypadku psychopata nie jest naprawdę szalony ? on po prostu zapomniał, co wcześniej nakłamał.
Najdziwniejszą jednakże rzeczą jest ich selektywna pamięć. Psychopata może nie pamiętać, co obiecał ci wczoraj, ale będzie pamiętał fakty z przeszłości, o ile w jakiś sposób służą jego celom. Często w ten sposób postępują w sytuacji, kiedy przyłapie się ich na kłamstwie.
Większość psychopatów to osoby bardzo aroganckie i zarozumiałe. Kiedy jednakże czarują potencjalną ofiarę, mówią same słuszne rzeczy i wywołują w niej przekonanie, że są ludźmi złotego serca. Nie zawsze tak jest, ale dość często. Psychopaci naprawdę nie są altruistami i nie dbają o przyjaźń i związki.
Guggenbuhl-Craig stwierdza, że ?łatwo im przychodzi stwarzanie pozorów, iż są znacznie skromniejsi od przeciętnego człowieka, choć tak nie jest. Niektórzy są również w stanie udawać zainteresowanie niższą klasą i twierdzą, że sami należą do przegranych, nędzarzy itd. Psychopata może na przykład utrzymywać (jeśli pochodzi z niższej klasy społeczno-ekonomicznej), że nie cierpi bogaczy, a jednocześnie będzie w duchu do tego wzdychał i zazdrościł im tego, co mają. Jest jak ten narcyz, pragnący dać fałszywy obraz siebie poprzez swój dobytek. Do jego dobytku wliczają się również istoty ludzkie: przyjaciółki, żony i dzieci.
Niektórzy psychopaci mogą nawet (wbrew powszechnemu mniemaniu) lubić zwierzęta, a mimo to postrzegają je jako dopełniające ich samych przedmioty.
Generalnie, większość psychopatów będzie bez końca chełpić się swoimi wyczynami i złymi postępkami (często zwanymi znakami ostrzegawczymi, które odstraszą uważne dusze), ale w większości wypadków zafascynowana takim osobnikiem kobieta nie posłucha rozsądku, nawet jeśli będzie ostrzeżona przez tych, którzy znają go z jego wcześniejszych zachowań.
Dlaczego Jeszcze raz kobieta go wybiera ? ponieważ psychopata sprawia, że czuje się ona taka wyjątkowa.
Proszę was, miłe panie, jeśli macie fioła na punkcie takiego mężczyzny, musicie pamiętać, że to NIE jest jego PRAWDZIWA osobowość. On tylko odgrywa pewną ROLĘ przeznaczoną wyłącznie dla was.
Dr. Black stwierdza, że jedną z najbardziej oczywistych oznak psychopatii jest sposób, w jaki ktoś chełpi się swoimi doświadczeniami, niezależnie od tego, na ile jego niesmaczne ... pozornie dobre samopoczucie wynikające z jego zboczonego zachowania, łatwość, z jaką dyskutuje, łamiąc wszystkie reguły, (są) zgodne z ASP (psychopatią)?. [Black, 68]
Psychopata przepełniony jest żądzą, ustala związki ze światem z pozycji siły, chociaż jak powiedziałam na zewnątrz może utrzymywać, że jest po stronie pozbawionych praw lub uciskanych. Znałam jednego, który lubił powtarzać frazy takie jak ?oni muszą przestać tłamsić moich braci?, ale kompletnie tak nie myślał. W rzeczywistości był rasistą. Psychopata często może też postrzegać się jako rewolucjonistę.
Z drugiej strony psychopata często maluje obraz samego siebie jako przybitego antybohatera (najgorszy typ własnego wroga), a niektórzy z nich lubią postrzegać siebie jako samotne wilki. Psychopata może nawet utrzymywać, że jest wrażliwy i głęboki, ale w środku jest jedynie pustką i żądzą.
dodam ,ze sa typy mieszane narcystyczno -psychopatyczne i mizognistyczne:) Do wyboru do koloru.
Wiec ja sobie kiedys powtarzalam tak: A o co ty jestes kochanie zazdrosna, ze Ted Banndy(psychopatyczny morderca z Usa) wybral sobie inna a ofiare, a nie chcial
zabic Ciebie?
Od tego czasu opusila mnie zazdrosc o cizie psychofaga, a bylo to juz dawno temu.
Mozna z tym wygrac!!!! Tylko lepiej o tym nie zapominac.
Socjopaci antysocjalni mają następujący kompleks cech: po pierwsze, są to ludzie pozbawieni sumienia, ludzie, którzy nie mają ani poczucia winy, ani poczucia obowiązku , ludzie anormalni; po drugie, nie potrafią kochać nikogo, nie potrafią się przywiązać. Sami natomiast wykorzystują, eksploatują uczucia, ażeby uzyskać czyjeś względy. Często są czarujący, bardzo mili, wcześni nauczyli się, że wkradanie się w czyjeś łaski jest niezmiernie skuteczną techniką zdobywania powodzenia w życiu. Właśnie te dwie cechy: brak sumienia i brak zdolności kochania ? to jądro osobowości socjopaty antysocjalnego.
Mają talent do wypatrywania życzliwych, troskliwych kobiet.
To właśnie mój jeszczemąż. Bosz... niech już będzie ten 5 października. ![]()
Uczestniczki Sabatu, zapraszam do "Wymarzonego Związku". Są wiadomości o leśnej głuszy!
moje doswiadczenie jest takie, ze bylam 4 lata w separacji, w ktorych sie schodzilam i rozchodzilam, wyrzucalam Pana , Pan mnie porzucal:) XXXXXX razy
Az w koncu powiedzialam o co k...wa kaman!!!! What the f...k!!! No i sie rozwiodlam z Teddem Bandy!!! I zyje!!!! Dziekuje CI Boze!!! Jego cizia natomiast przebywa obecnie w psychiatryku na zamknietym. Az mi jej zal, a tak jej nienawidzilam . Pan oczywiscie ma wiele nowych ofiar.
Ale wyzbylam sie wszelkiej tesknoty i zazdrosci , bo doszlo do mnie ze sama chcialam wpakowac sie w rece ostremu swirowi!!!
Az w koncu powiedzialam o co k...wa kaman!!!! What the f...k!!! bo doszlo do mnie ze sama chcialam wpakowac sie w rece ostremu swirowi!!!
To też moja rzeczywistość, kochana. 5 października wymarzona rozprawa rozwodowa
Ale jako, że socjopata nie lubu "tracić tego, co MA" - może sie przedłużyć. Ale nic to - nieodwołalne i już!
Przez te Wasze rozprawki siedzę i myślę... czy ten mój myśliwy to był psychopatą czy zwykłym sku...synem, bo nie mam jasności w tym względzie....
A tam, w sumie to niewazne. Ważne, że już go w moim zyciu nie ma i nie będę nad tym dłużej się zastanawiać. Muszę siebie wzmocnić, aby umieć się bronić, przed kazdym popaprańcem i loserem, a jak go zwał to już mniejsza o to.
Lepiej pomyslę, jakby tu za Waszym przykładem się zmobilizować do chodzenia. Jedno jest pewne, w środku nocy (5.30?!?!?!) nikt mnie nie zmusi do zrobienia jednego kroku, ale wieczorkiem.... Kto woli spacerować o normalnej porze?
Niekochana- z wzajemnością ![]()
Tarantelka, Myway - dziekuję za te teksty o mizofagii i tym podobnych. Smutne, że to słowa tak uderzająco prawdziwe czasem.
Ciągle mam nadzieję, że im wiecej takich charakterystyk przyswoję i wyryję w pamięci nie dam już sobie serwować toksyny domózgowo.
Lepiej pomyslę, jakby tu za Waszym przykładem się zmobilizować do chodzenia. Jedno jest pewne, w środku nocy (5.30?!?!?!) nikt mnie nie zmusi do zrobienia jednego kroku, ale wieczorkiem.... Kto woli spacerować o normalnej porze?
Ja będę po tej nocy?? biegać. Żeby nie było wymówek - ciuszki już przygotowane, budzik nastawiony.
w kwestii biegania!!! Poczatki sa trudne , potem leci jak z gorki moj osobisty rekord 3,5 godz non stop...no bo na ten maraton cwicze. jak by ktoras interesowalo , jak zaczac i trening, to moge podeslac mailem. Ja UWIELBIAM BIEC!!!!! i nikt mnie juz nie trzyma!
Ja będę po tej nocy?? biegać. Żeby nie było wymówek - ciuszki już przygotowane, budzik nastawiony.
OK, biegaj sobie, biegaj
w moim wieku bieganie niewskazane na stawy, więc będę spacerować - wieczorkiem ![]()
edit:
no dobra, będę szybko chodzić, nie spacerować, żeby sie zmęczyć
niekochana72 napisał/a:Ja będę po tej nocy?? biegać. Żeby nie było wymówek - ciuszki już przygotowane, budzik nastawiony.
OK, biegaj sobie, biegaj
w moim wieku bieganie niewskazane na stawy, więc będę spacerować - wieczorkiem
edit:
no dobra, będę szybko chodzić, nie spacerować, żeby sie zmęczyć
no cos ty!!! Wiesz, ze mnie ostatnio na pol maratonie wymineia 70 letnia babcia???
zacznij od walking skonczysz jak ja:)
w kwestii biegania!!! Poczatki sa trudne , potem leci jak z gorki moj osobisty rekord 3,5 godz non stop...no bo na ten maraton cwicze. jak by ktoras interesowalo , jak zaczac i trening, to moge podeslac mailem. Ja UWIELBIAM BIEC!!!!! i nikt mnie juz nie trzyma!
To ja poproszę: ika.72@o2.pl
zacznij od walking skonczysz jak ja:)
dla mnie leniwca komputerowego sam walking to juz wyczyn nie lada...
szczerze mówiąc za najlepszą formę ruchu uważam seks, a tu posucha... trzeba się normalnie gimnastykować i spacerować.... ale do biegania to raczej nikt mnie nie zmusi, będę Wam za to kibicować ![]()
myway napisał/a:w kwestii biegania!!! Poczatki sa trudne , potem leci jak z gorki moj osobisty rekord 3,5 godz non stop...no bo na ten maraton cwicze. jak by ktoras interesowalo , jak zaczac i trening, to moge podeslac mailem. Ja UWIELBIAM BIEC!!!!! i nikt mnie juz nie trzyma!
To ja poproszę: ika.72@o2.pl
Poszlo Niekochana Kochanie:)
siedzę i myślę... czy ten mój myśliwy to był psychopatą czy zwykłym sku...synem, bo nie mam jasności w tym względzie....
I to jest PIĘKNE ZDANIE!!! DO wydruku i w sypialni na nocnym stoliku położyć - zamiast pacierza czytać można. Bo my, drogie Siostry takie wybory życiowe sobie stawiamy - musimy wybrać KONIECZNIE albo psychola albo tylko ew. zwykłego skur***syna.
Mamy jeszcze inną alternatywę - możemy go sobie same zrobić z jakiegoś plastycznego materiału męskoosobowego. My wszystko potrafimy a musimy się tego właśnie oduczyć.
niekochana72 napisał/a:myway napisał/a:w kwestii biegania!!! Poczatki sa trudne , potem leci jak z gorki moj osobisty rekord 3,5 godz non stop...no bo na ten maraton cwicze. jak by ktoras interesowalo , jak zaczac i trening, to moge podeslac mailem. Ja UWIELBIAM BIEC!!!!! i nikt mnie juz nie trzyma!
To ja poproszę: ika.72@o2.pl
Poszlo Niekochana Kochanie:)
Ja też, też poproszę. tarantella@wp.pl
Jak już zoperuję kolano ... to na jesieni mogę zacząć walkingować o kulach.
karen napisał/a:siedzę i myślę... czy ten mój myśliwy to był psychopatą czy zwykłym sku...synem, bo nie mam jasności w tym względzie....
I to jest PIĘKNE ZDANIE!!! DO wydruku i w sypialni na nocnym stoliku położyć - zamiast pacierza czytać można. Bo my, drogie Siostry takie wybory życiowe sobie stawiamy - musimy wybrać KONIECZNIE albo psychola albo tylko ew. zwykłego skur***syna.
Mamy jeszcze inną alternatywę - możemy go sobie same zrobić z jakiegoś plastycznego materiału męskoosobowego. My wszystko potrafimy a musimy się tego właśnie oduczyć.
Dlatego wolę zostawić usmarkanego niż wmanewrować się znowu w jakiś szit. A nie spodziewam się, że psycholog - amator spróbuje zwalczyć moje demony przeszłości. Ja się z nimi już oswoiłam, pozamykałam w klatkach, ale wiem, że są i ktoś może je uwolnić. Na moją i swoją zgubę. Nie skrzywdzę człowieka. Jestem jaka jestem, nikt nie musi tego doświadczać.
A nie spodziewam się, że psycholog - amator spróbuje zwalczyć moje demony przeszłości. Ja się z nimi już oswoiłam, pozamykałam w klatkach, ale wiem, że są i ktoś może je uwolnić. Na moją i swoją zgubę. Nie skrzywdzę człowieka. Jestem jaka jestem, nikt nie musi tego doświadczać.
Kochana, ja tam myslę, że dla odpowiedniego człowieka byłabyś DAREM.
Spadam do spania, bo nie wstanę na te biegi ![]()
marynarka napisał/a:A nie spodziewam się, że psycholog - amator spróbuje zwalczyć moje demony przeszłości. Ja się z nimi już oswoiłam, pozamykałam w klatkach, ale wiem, że są i ktoś może je uwolnić. Na moją i swoją zgubę. Nie skrzywdzę człowieka. Jestem jaka jestem, nikt nie musi tego doświadczać.
Kochana, ja tam myslę, że dla odpowiedniego człowieka byłabyś DAREM.
Nikt, niestety nie ma na czole napisu - ODPOWIEDNI. Testowanie może dużo kosztować, nie tylko mnie.
Na TERAZ jestem zupełnie nieprzygotowana na takie zabawy. Nie chcę, zwyczajnie nie chcę.
Spadam do spania, bo nie wstanę na te biegi
no ja tez jak mam psychicznie kibicowac
5.25: niekochana wyruszyła (lekko niepewna) na trasę
6.03: niekochana już po orzeźwiającym prysznicu
Kochane, dotrzymałam słowa
Jestem z siebie bardzo dumna
:D:D
Ponieważ trasa biegnie pod i z górki: dziś się nie forsowałam, 2/3 przebiegłam, reszta - intensywny marsz. Szumi mi w uszach, chłodny prysznic był rozkoszą, widoki piękne. Ta pora jest teraz akurat - nie ma jeszcze słońca.
Myway: dzięki za wsparcie ![]()
Strony Poprzednia 1 … 41 42 43 44 45 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026