netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 182 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 364 365 366 367 368 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 726 do 23 790 z 26 310 ]

23 726

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień doberek smile

Spooooro mam do nadrobienia wink Ja już po odwiedzinach, imprezkach, tortach i wymiataniu pokładów śmieci spod szafek wink Maluchy tak szczęśliwe po urodzinach, że pół nocy przez sen gadały z emocji smile Jeszcze wszystkich prezentów nie wypróbowały w zabawie, bo pogoda w weekend przepiękna i wolałyśmy się jednak troszkę dotleniać smile Próbowałam Was wczoraj wieczorkiem podczytać - ale jak to zwykle - padłam po prostu smile Teraz mam chwilkę spokojuuuuuu i mogę nastawić się na podreperowanie kręgosłupa po taszczeniu siat z zakupami tongue

Postaram się ponadrabiać w ciągu dnia, ale pewnie powoli to będzie szło - czytanie ze zrozumieniem. Ja dziś też i po terapii. Zaczyna się i mnie samej robić sympatyczniej. Nie jestem kastratem emocjonalnym, tylko wiem, że nie każdemu i w każdej sytuacji można ufać. Otwartość a naiwność to dwie różne kwestie. Ja bywam naiwna - bo wierzę, że ludzie mają dobre intencje i są uczciwi - a więc mówią to co wiedzą i czują smile. A tak nie bywa w 100% przypadków - więc pewien dystans do ludzkości jest niezbędny wink. Czy można komuś zaufać? To warto zweryfikować. Mam emocje, napewno uczę się je otwarciej wyrażać. Szybciej zauważać. Nie dostosowywać się. I doceniać równie prostolinijnych ludzi jak ja - bo z tymi czuję się zdecydowanie bezpieczniej i sympatyczniej smile Na tym się powinnam opierać - poza oparciem na sobie smile smile smile

Uciekam pogrzebać w papierkach na biurku smile

23 727

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ehdi
Nadrobiłam zeszły tydzień i chciałam o coś zapytać. Ucieczka to żeby zapomnieć? Bo mnie się Ehdi skojarzyło kiedyś, że bardziej po to, by właśnie żal wylać, bo bez tego "przyczynka" jest względnie u Ciebie z emocjami spokój. Względnie, bo opierałaś się na byłym, na przyjacielu, na tym co wokół głównie. Za każdym razem kiedy pisałaś o lampce, to potem miałaś jakieś przemyślenia...
Mnie moje własne tego typu "ucieczki" kojarzą się właśnie jedynie z łatwiejszym upuszczeniem emocji. Bo otwarta czasem nawet przed sobą nie jestem i potrzebuję aktywizatora.... Bo wszyscy jednak wiedzą, że "to" nie jest po to by zapomnieć, to nie pozwala zapomnieć... Bynajmniej na początku zanim nie wyleje się ostatnia łza rozgoryczenia. Co później - nie wiem.... Nie wiem, kazdy z nas reaguje inaczej, mnie się to kojarzy właśnie z chęcią nie skrywania emocji. Choć przed sobą! smile Ale przyznaję, że ja się tego u Ciebie troszkę obawiałam...
Wiesz, nie będę ukrywać, ja zazdroszczę ludziom, którzy przed zaufanymi osobami potrafią zawsze i w każdej sytuacji konstruktywnie wywalić przykrość albo podzielić się radością. Nie umniejszać. Zazdraszczam, bo wiem, że to miłe uczucie - ale jednocześnie nie powinno być kierowanego do kazdego, bo nie kazdy z otoczenia pochyli nad tym głowę na przysłowiową minutkę. Ja się uczę smile Otwartości bez motywatorów i zmuszania się, przede wszystkim przed sobą samą smile

Buziaki smile

23 728

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liv
Czasem smarkam i chlipię do siebie. Jak mi coś "nie lezy", coś się przypomni, coś pokojarzy, czymś mi jm zajedzie - bo przecież w związku z dziećmi się widujemy. Jak mi coś nie pójdzie w pracy. Czasem jest mi smutno i wieczorkiem siadam sobie przy świeczce w kuchni z herbatką i narzekam sama do siebie, że mi ciężko i kręgosłup mnie boli. Bo boli. Kilka razy ostatnimi czasy wyryczałam się sama sobie tak, że ojojoj.... Ale ja wiem, że i muszę odreagować dawny stres, jak i jakieś nieprzyjemne wspomnienia czy aktualne sytuacje. Muszę nauczyć się odreagowywać na bieżąco, żeby stresu nie kumulować.

Za dużo Ci się kojarzy z Twoimi przeżyciami, kiedy czytasz?

Oj, ja chciałabym żeby ten czas nie tak dawny był już tylko bladym wspomnieniem, które warto mieć w pamięci, jako wazne doświadczenie, ale żeby bez końca żalu i rozgoryczenia nie wzbudzał. Kiedyś będzie. Cieszę się, że teraz jest lato i jest ciepełkowato smile Pewnie by mi się gorzej rozgryzało siebie i życie, gdybym musiała pozamykać szczelnie okna i zapatulić się kocyk. Gorzej pod względem - poszło by hurmem i się ulało za kilkoma zamachami wink A tak to na razie i wewnętrzny terapeuta lubi ze mną porozmawiać i sama mam całeee mnóóóóstwo możliwości "bezmyślnego" łapania oddechu.teraputy. smile

23 729

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Ehdi
Nadrobiłam zeszły tydzień i chciałam o coś zapytać. Ucieczka to żeby zapomnieć? Bo mnie się Ehdi skojarzyło kiedyś, że bardziej po to, by właśnie żal wylać, bo bez tego "przyczynka" jest względnie u Ciebie z emocjami spokój. Względnie, bo opierałaś się na byłym, na przyjacielu, na tym co wokół głównie. Za każdym razem kiedy pisałaś o lampce, to potem miałaś jakieś przemyślenia...
Mnie moje własne tego typu "ucieczki" kojarzą się właśnie jedynie z łatwiejszym upuszczeniem emocji. Bo otwarta czasem nawet przed sobą nie jestem i potrzebuję aktywizatora.... Bo wszyscy jednak wiedzą, że "to" nie jest po to by zapomnieć, to nie pozwala zapomnieć... Bynajmniej na początku zanim nie wyleje się ostatnia łza rozgoryczenia. Co później - nie wiem.... Nie wiem, kazdy z nas reaguje inaczej, mnie się to kojarzy właśnie z chęcią nie skrywania emocji. Choć przed sobą! smile Ale przyznaję, że ja się tego u Ciebie troszkę obawiałam...
Wiesz, nie będę ukrywać, ja zazdroszczę ludziom, którzy przed zaufanymi osobami potrafią zawsze i w każdej sytuacji konstruktywnie wywalić przykrość albo podzielić się radością. Nie umniejszać. Zazdraszczam, bo wiem, że to miłe uczucie - ale jednocześnie nie powinno być kierowanego do kazdego, bo nie kazdy z otoczenia pochyli nad tym głowę na przysłowiową minutkę. Ja się uczę smile Otwartości bez motywatorów i zmuszania się, przede wszystkim przed sobą samą smile

Buziaki smile

Zabka-k

Widzisz lampka wina, a może dwie mogą własnie upuszczać emocje. Ja jednak waliłam do nieprzytomności pomijąjąc czym prędzej ten okres "upuszczenia", to właśnie była ucieczka w moim rozumieniu.

Strasznie nadwerężyłam swoje ciało w ubiegłym tygodniu ale to strasznie. Zupełnie tak jakbym chciała siebie zniszczyć. Ucierpiała moja psychika i moje ciało. Teraz już z tego powoli wychodzę. Dziś sobię robię odstawkę od fajek i mam nadzieję, że wytrwam w tym nieco bo strasznie sie przejarałam.

Widziałam się wczoraj z moim szacownym. Przyjechał załatwić pewne kwestie. Miałam z nim przezabawną dyskusję. Wspomniał coś o tym, że jego rodzina nadal mnie traktuje jak swoją cześć. Rozśmieszyło mnie to strasznie bo po śmierci mojego ojca tylko jedna osoba zadzwoniła z kondolencjami i reszta mnie olała. Skoro się tak o mnie martwią to czemu nie zadzwonili i nie zapytali jak się czuję i jak sobię radzę. Powiedziałam mu, że to bardzo przykre, że po jedenastu latach ktoś nagle traktuje Cię jak obcą osobę.

On zaczął mi tłumaczyć, że jeśli oni to zrobili to nieumyślnie. No, więc się pytam czy fakt nieumyślności ich działań odbiera mi prawo do tego aby było mi przykro ? czy też umniejsza mój żal ?

On oczywiście stwierdził, że nie ale ciągle ich tłumaczył. Zapytałam go wprost po co mi ta wiedza, która i tak niczego nie zmienia ? Nie był w stanie mi odpowiedzieć. Podobnie jak nie był mi w stanie wytłumaczyć dlaczego trzy dni po pogrzebie mojego ojca wysłał mi rozliczenie kosztów.

Moja odpowiedź jest prosta - całkowity brak empatii i nie ma co dalej o tym dyskutować.

Powiedział mi jeszcze tekst "kochajmy się jak bracia ale liczmy się jak żydzi".

Poryczałam się po jego wizycie. Naprawdę nie mam ochoty na dalsze kontakty z nim. Najlepiej jakby zniknął.

23 730

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Widzisz lampka wina, a może dwie mogą własnie upuszczać emocje. Ja jednak waliłam do nieprzytomności pomijąjąc czym prędzej ten okres "upuszczenia", to właśnie była ucieczka w moim rozumieniu.

Strasznie nadwerężyłam swoje ciało w ubiegłym tygodniu ale to strasznie. Zupełnie tak jakbym chciała siebie zniszczyć. Ucierpiała moja psychika i moje ciało. Teraz już z tego powoli wychodzę. Dziś sobię robię odstawkę od fajek i mam nadzieję, że wytrwam w tym nieco bo strasznie sie przejarałam.

Widziałam się wczoraj z moim szacownym. Przyjechał załatwić pewne kwestie. Miałam z nim przezabawną dyskusję. Wspomniał coś o tym, że jego rodzina nadal mnie traktuje jak swoją cześć. Rozśmieszyło mnie to strasznie bo po śmierci mojego ojca tylko jedna osoba zadzwoniła z kondolencjami i reszta mnie olała. Skoro się tak o mnie martwią to czemu nie zadzwonili i nie zapytali jak się czuję i jak sobię radzę. Powiedziałam mu, że to bardzo przykre, że po jedenastu latach ktoś nagle traktuje Cię jak obcą osobę.

On zaczął mi tłumaczyć, że jeśli oni to zrobili to nieumyślnie. No, więc się pytam czy fakt nieumyślności ich działań odbiera mi prawo do tego aby było mi przykro ? czy też umniejsza mój żal ?

On oczywiście stwierdził, że nie ale ciągle ich tłumaczył. Zapytałam go wprost po co mi ta wiedza, która i tak niczego nie zmienia ? Nie był w stanie mi odpowiedzieć. Podobnie jak nie był mi w stanie wytłumaczyć dlaczego trzy dni po pogrzebie mojego ojca wysłał mi rozliczenie kosztów.

Moja odpowiedź jest prosta - całkowity brak empatii i nie ma co dalej o tym dyskutować.

Powiedział mi jeszcze tekst "kochajmy się jak bracia ale liczmy się jak żydzi".

Poryczałam się po jego wizycie. Naprawdę nie mam ochoty na dalsze kontakty z nim. Najlepiej jakby zniknął.

Myślę, że tak, że jedna / dwie czasem tak - ale jak też pisałam wcześniej, ja sporo strachów mam w sobie. A największy do przyzwyczajenia się, że uzależnię się od tego motywatora i inaczej już "nie dada". wink smile Wiem, że mam poczucie że przesadziłaś, bo poczytałam u Ciebie. Mnie się przyznam, po mnie samej, takowe sytuacje kojarzą z czymś troszkę innym - jak tu znowu sobie zrobić krzywdę i zadać odrobinę bólu. Aktualnie siedzę na fotelu i zwijam się z bólu, bo zapijam się kawą, palę papierochy, uwielbiam surowe warzywka i owocki, wypiłam w sobotę 3 piwka (przez cały dłuuugi wieczór, krzywdy nie było) - no i oczywiście odezwał się dziś rano żołądek. A przecież wiem doskonale, że tak będzie! No to mam przymusowe odtrucie po swoim trybie życia. Jak nie ktoś, to sama sobie "muszę" narozrabiać.

Pamiętam ten tylko jeden telefon, pisałaś. Sama po sobie wiem, że sam z siebie praktycznie nikt do mnie też nie zadzwoni. Domyślam się czasem dlaczego. Nie, nie próbuję ich tłumaczyć. Nie, nie chcę żeby coś robili na siłę. Po prostu widzę i rozumiem, że że ludzie będą mieć więcej oporów, niż ja sama sobie wymyśleć potrafię wink I że kontakt ze mną mógłby sprawić, że kogoś ze swojej rodziny akceptowali by mniej albo że ONI nie potrafią sobie z tą sytuacją poradzić, nie dojrzeli - nie dorośli do takiej możliwości? Że być może kiedyś, za parę lat - sama powiedziałabym, jak ja to widzę? Bo na razie daleka jestem od tego, nie w stosunku do jego rodziny i znajomych, nawet jeśli ktoś z głupia frant zapyta. Nie czuję się zainteresowana uświadamianiem społeczeństwa wink Tak - i to co o nim, o swoim byłym, piszesz, to jest ewidentny brak ciepłych uczuć i zdrowych reakcji. Nawet chyba wredna złośliwość. A potem człowiek "szkolony" w takim środowisku nie umie się sam połapać, jakie są zdrowe ludzkie reakcje. Ja też uważam że należy się "liczyć do złotówki", ale człowieczeństwo sprawia, że można znaleźć w miarę dogodny moment. Ale to ja wiem. Bo ja napewno jestem osobą wrażliwą na innych i na siebie. Ja na szczęście po "jego" ostatnim "występie" już się nie poryczałam, tylko po zebraniu w sobie, przeprowadzeniu rozmowy wyjaśniającej (z kimś innym) złapałam za telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki wywściekać się na manipulatora. I bardzo się z tego cieszę, co zrobiłam, bo ktoś mi chciał sprawić przykrość! A ja zanim się zdołowałam do cna, to się wygadałam i upuściłam złości! smile A i tak już mi niewiadomo jakie żale i domysły po główce chodziły...

Ma prawo - sama Ty przecież wiesz najlepiej - czuć że jest Ci przykro smile I masz prawo poczuć złość choćby z tego powodu smile No, ale Ty to wiesz. Ale może próbuj znaleźć inny sposób na wyładowanie tych uczuć - bo zobacz, w rezultacie Ty cierpisz. No - przytulam Cię mocno, tym mocniej, że ja dziś też cierpię wink Ja też sobie krzywdę zrobiłam i mam odwyk kawowo - papierosowo - surowościowy smile Bardzo proszę się na wypadzie zdrowo odżywiać! smile

23 731

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Truski napisał/a:

Trudno uporać się z tym i iść swoim, zdrowym tokiem myślenia, który chroni nas od cierpień. Trzeba się wtedy troszkę wygłuszyć na cierpienie innych. Czy Ty też słyszałaś wyrzuty takie jak ja od swojej matki? Że ją zostawiasz, ranisz, krzywdzisz? Że jest samotna i smutna?
Jak Twoja mama reaguje na Twoją postawę? Przyzwyczaiła się do tej obojętności i ograniczonego kontaktu?
Ja za swoje oddalenie płacę cenę - wyrzuty sumienia. Ale proponowałam mamie, kiedyś - dawno temu, pójście do terapeuty. Proponowałam, żeby, mimo swojego zawodu, sama poszukała pomocy u specjalisty, ponieważ ja i siostra nie potrafimy jej pomóc. Wiesz, co powiedziała? Ona terapeutka? Że terapeuta jej nie pomoże, bo nie wróci z nią do domu, nie potrzyma jej za rękę. ...
Ale może powinnam spróbować nakłonić ją do tego jeszcze raz? W końcu próbowałam tylko raz i to wiele lat temu.

Truski, na miłość Boską... jakie wyrzuty sumienia???
Czy Ty czytasz co sama tu piszesz??? Hm... Pisze wyraźnie co zrobiła i co robi na teraz w podzięce matce.

Z całego mojego grajdołka żal mi jest jednego, że się wpakowałem w ślub kościelny i TYLE. Reszta to doświadczenie życia, z którego spijam profity po dziś dzień, segregując toksycznych ludzi na swojej drodze w realu "jak ustawa śmieciowa nakazuje".
Moja tesciowa chciala dowodzić nami z tylnego siedzenia w małżeństwie.
Miałem tego w końcu dośc powyżej czuprynki stojącej dęba z wrażenia, że powiedziałem jej wprost, że za wyzwiska - psychicznie chorego odnośnie mojej niedoskonałosci zdrowotnej - i poniżenia dostałaby wpier..., ale z racji że jest kobietą to uszanuję i daruje. Żonie w końcu też wygarnałem, że z "mamą" sie qwa nie da tak dalej żyć".

Tak sobie życie wyobrażasz??? Ty, partner i matka "gratis"??? Głębokie wyrazy wspołczucia, bo to pogrzeb małzeństwa na starcie a dla Was za życia.

Bags, to nie jedt w podzięce, nie z mściwości, ani z niczego innego. To wszystko na co mnie stać po prostu. To jest zdrowa relacja z matką, zdrowa. Ja sobie żyję i ona sobie żyje. Czasem pogadamy. Nie skaczę ochoczo kiedy ją mam widzieć i to wszystko.
Ja się nie mszczę. Nie żywię urazy, ale kochać nie muszę itd.

23 732

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
bags napisał/a:

Truski, na miłość Boską... jakie wyrzuty sumienia???
Czy Ty czytasz co sama tu piszesz??? Hm... Pisze wyraźnie co zrobiła i co robi na teraz w podzięce matce.

Z całego mojego grajdołka żal mi jest jednego, że się wpakowałem w ślub kościelny i TYLE. Reszta to doświadczenie życia, z którego spijam profity po dziś dzień, segregując toksycznych ludzi na swojej drodze w realu "jak ustawa śmieciowa nakazuje".
Moja tesciowa chciala dowodzić nami z tylnego siedzenia w małżeństwie.
Miałem tego w końcu dośc powyżej czuprynki stojącej dęba z wrażenia, że powiedziałem jej wprost, że za wyzwiska - psychicznie chorego odnośnie mojej niedoskonałosci zdrowotnej - i poniżenia dostałaby wpier..., ale z racji że jest kobietą to uszanuję i daruje. Żonie w końcu też wygarnałem, że z "mamą" sie qwa nie da tak dalej żyć".

Tak sobie życie wyobrażasz??? Ty, partner i matka "gratis"??? Głębokie wyrazy wspołczucia, bo to pogrzeb małzeństwa na starcie a dla Was za życia.

Kurczę, Bags, naprawdę niezłą traumę masz po teściowej, bo wciąż od nowa, od nowa odnosisz się do niej i do Twoich doświadczeń z nią. Wciąż jej w Twoim życiu dużo, co?

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła go, a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną przy nim. To nie wiem, czy on był taki poszkodowany? tongue

Raczej ja borykałam się z matką partnera, moja się nie wtrącała do związku, bo ją TO NIE INTERESOWAŁO. Interesowało ją, żeby zadzwonić raz na tydzień do mnie i pożalić się na swoje smutne życie i swoje problemy.

I tak, mam wyrzuty sumienia...

Ale czyjego partnera gloryfikowała? Twojego czy swojego?

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

23 733

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Bags, to nie jedt w podzięce, nie z mściwości, ani z niczego innego. To wszystko na co mnie stać po prostu. To jest zdrowa relacja z matką, zdrowa. Ja sobie żyję i ona sobie żyje. Czasem pogadamy. Nie skaczę ochoczo kiedy ją mam widzieć i to wszystko. Ja się nie mszczę. Nie żywię urazy, ale kochać nie muszę itd.

Ja to wiem i doskonale Ciebie rozumiem. "Odcięłaś" się na swój sposób od tego Jej nadopiekuńczego matkowania i wyznaczyłaś, może inaczej wyznaczasz twarde granice, nie dając sobie zbytnio wchodzić na głowę. Zemsta, uraza nie rozwiązuje tego problemu, a wyznaczanie granic i ignorowanie przesadnej natrętności.

Miałem naoczny przykład w związku, jak taka relacja wygląda w "w symbiozie" a jak z osobą "dołączoną" do stada - czyli ze mną. Dwa światy i oba doskonale znam. To jest walka z wiatrakami i tylko nielicznym udaje się ją wygrać, choć i tak to oddziaływanie na pewnych płaszczyznach nie zniknie.

23 734

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Truski napisał/a:

Kurczę, Bags, naprawdę niezłą traumę masz po teściowej, bo wciąż od nowa, od nowa odnosisz się do niej i do Twoich doświadczeń z nią. Wciąż jej w Twoim życiu dużo, co?

Do traumy to jej baaaardzo daleko, prędzej jest to adekwatne do mojej sygnaturki. Tyle i aż tyle. Doswiadczenie... to już prędzej pasuje. smile
Zresztą już to wyjaśniałem dosadnie smile powyżej dla Hm...

Truski napisał/a:

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła

też to przerabiałem na starcie wobec swojej "matki"

Truski napisał/a:

a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną.

Takim podsumowaniem kwitowała mnie od ślubu... bezzasadnie jak wynika z powyższych moich postów tutaj. Chciała sie dowartościować moim kosztem...

Niedowartościowana, że hej smile
I i tak jej wartość nie wzrosła i tak smile

23 735 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-22 14:14:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Kuku, Droga hmm...szykuję się na obszerną odpowiedź, cmok, cmok, cmok. Ale się rozgadałaś cudnie przez ten czas, czytam i czytam, cool!
Dziewoje drogie- a weźcie się już nie paprajcie w błotku dawnym- szukanie w matkach wielkiego why??? nie posunie Was dalej. Nie szukajcie w sobie dziewczynek nie kochanych tak jak trzeba, przez co nie idzie itepe. Jesteście KOBIETAMI kochającymi za bardzo, nie dziewczynkami kochanymi za mało. Dorastamy, hej hop siup.
I nie gniewajcie się za ten pryszniczek, ale tak czytam te analizy matek wte i wewte i co, jajco.
To mówiłam ja, Zupka  z fiolką cudów i w rozsądnej terapii.
Cmok cmok.

Hej Ho Droga Zupko smile

smile:):):)
Me cudne oczęta radują się kiedy czytać Cię mogą tongue
Zwłaszcza gdy Cię za często nie widują smile

Cieszę się, że to co piszę jakoś poczytne się staje z akceptacją smile
Miłe to jest bardzo.

Poza tym o matkach już było i zostało posprzątane. Szuru buru, rach ciach ciach smile. Dawien dawna.
A co w tej fioleczce ukrywasz Zupko Droga?
Czary Mary?

23 736

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Wiem że on jest w nałogu, wiem że nie ma w tym mojej winy ani nie mam na to wpływu. Książki pewnie pomogą mi go lepiej rozumieć i rozsądniej z nim postępować, ale szczerze mówiąc nie mam narazie ochoty się w tym babrać. Mam ochotę zajmować się sobą i tyle smile Na co innego przyjdzie jeszcze czas.

Nie babrałabym się w jego sprawach w żadnym wypadku. Powiedziałabym co wiem a reszta to jego rzecz.
Masz problem bo..., czytałam to i to..., szukasz zadpokojenia czegoś w Twoim uzależnieniu. Zastanów się czy nie chcesz tego zmieniC. Mogę Ci pomóc bo...

A tak to Ty i Twoje sprawy.
Co o tym sądzisz?

Właśnie tak to widzę smile Jak cudownie umieć wreszcie właśnie tak myśleć smile

No to jest powód do radości smile

23 737

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Truski napisał/a:

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła go, a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną przy nim. To nie wiem, czy on był taki poszkodowany? tongue

Raczej ja borykałam się z matką partnera, moja się nie wtrącała do związku, bo ją TO NIE INTERESOWAŁO. Interesowało ją, żeby zadzwonić raz na tydzień do mnie i pożalić się na swoje smutne życie i swoje problemy.

I tak, mam wyrzuty sumienia...

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

23 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Ja to mam teraz hardcore bo po śmierci mojego ojca moja matka nagle zrobiła się kochająca. Nagle mi mówi, że jestem ładna i że nie wyglądam na swój wiem i że jest dumna, że ma taką córkę. Normalnie obłęd. Oczywiście mi dosrała po pogrzebie, że przytyłam ale zaraz się poprawiła, że ona sama też przytyła. Szkoda tylko, że przez większość mojego dzieciństwa się nademną znęcała, a teraz robi wszystko by być w moich łaskach. Ona doskonale wie, że jeśli się od niej odwrócę jej sytuacja będzie nieciekawa.

Niby fajnie, że ona mnie tak "kocha" ale z drugiej strony to wiem, że to nie ma najmniejszego związku z rzeczywistością.

O to to.
Wie, że ma tylko Ciebie. Moja go samo.
I jak się odwrócimy to ich sytuacja będzie nieciekawa, dokładnie.
Odrzekłaś coś na te komplementa?

Wiem, że jestem ładna, zawsze byłam, dopiefo teraz zauważyłaś tongue?

Chyba się trochę zarozumiała zrobiłam smile
Zdarza mi się być pewną swego smile

23 739 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-22 14:20:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Dzień doberek smile

Spooooro mam do nadrobienia wink Ja już po odwiedzinach, imprezkach, tortach i wymiataniu pokładów śmieci spod szafek wink Maluchy tak szczęśliwe po urodzinach, że pół nocy przez sen gadały z emocji smile Jeszcze wszystkich prezentów nie wypróbowały w zabawie, bo pogoda w weekend przepiękna i wolałyśmy się jednak troszkę dotleniać smile Próbowałam Was wczoraj wieczorkiem podczytać - ale jak to zwykle - padłam po prostu smile Teraz mam chwilkę spokojuuuuuu i mogę nastawić się na podreperowanie kręgosłupa po taszczeniu siat z zakupami tongue

Postaram się ponadrabiać w ciągu dnia, ale pewnie powoli to będzie szło - czytanie ze zrozumieniem. Ja dziś też i po terapii. Zaczyna się i mnie samej robić sympatyczniej. Nie jestem kastratem emocjonalnym, tylko wiem, że nie każdemu i w każdej sytuacji można ufać. Otwartość a naiwność to dwie różne kwestie. Ja bywam naiwna - bo wierzę, że ludzie mają dobre intencje i są uczciwi - a więc mówią to co wiedzą i czują smile. A tak nie bywa w 100% przypadków - więc pewien dystans do ludzkości jest niezbędny wink. Czy można komuś zaufać? To warto zweryfikować. Mam emocje, napewno uczę się je otwarciej wyrażać. Szybciej zauważać. Nie dostosowywać się. I doceniać równie prostolinijnych ludzi jak ja - bo z tymi czuję się zdecydowanie bezpieczniej i sympatyczniej smile Na tym się powinnam opierać - poza oparciem na sobie smile smile smile

Uciekam pogrzebać w papierkach na biurku smile

Hejo smile
Komu można to można, a komu lepiej nie to jak na drodze -zaufanie ograniczone wink

23 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
Truski napisał/a:

Kurczę, Bags, naprawdę niezłą traumę masz po teściowej, bo wciąż od nowa, od nowa odnosisz się do niej i do Twoich doświadczeń z nią. Wciąż jej w Twoim życiu dużo, co?

Do traumy to jej baaaardzo daleko, prędzej jest to adekwatne do mojej sygnaturki. Tyle i aż tyle. Doswiadczenie... to już prędzej pasuje. smile
Zresztą już to wyjaśniałem dosadnie smile powyżej dla Hm...

Truski napisał/a:

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła

też to przerabiałem na starcie wobec swojej "matki"

Truski napisał/a:

a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną.

Takim podsumowaniem kwitowała mnie od ślubu... bezzasadnie jak wynika z powyższych moich postów tutaj. Chciała sie dowartościować moim kosztem...

Niedowartościowana, że hej smile
I i tak jej wartość nie wzrosła i tak smile

Nie no Hm... wzrosła bardziej niż zyski z obligacji. Wzrosły notowania Jej/Ich opinii w tamtejszym otoczeniu no i "obroty" w myśl powiedzenia, że "zięciów to ja mogę mieć pięcioro, ale córkę to ja mam Ci tylko jedną". Ekonomia pełną gębą... gdy jest się świadkiem własnego upadku wespół z pierworodną big_smile

23 741

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Ehdi
Nadrobiłam zeszły tydzień i chciałam o coś zapytać. Ucieczka to żeby zapomnieć? Bo mnie się Ehdi skojarzyło kiedyś, że bardziej po to, by właśnie żal wylać, bo bez tego "przyczynka" jest względnie u Ciebie z emocjami spokój. Względnie, bo opierałaś się na byłym, na przyjacielu, na tym co wokół głównie. Za każdym razem kiedy pisałaś o lampce, to potem miałaś jakieś przemyślenia...
Mnie moje własne tego typu "ucieczki" kojarzą się właśnie jedynie z łatwiejszym upuszczeniem emocji. Bo otwarta czasem nawet przed sobą nie jestem i potrzebuję aktywizatora.... Bo wszyscy jednak wiedzą, że "to" nie jest po to by zapomnieć, to nie pozwala zapomnieć... Bynajmniej na początku zanim nie wyleje się ostatnia łza rozgoryczenia. Co później - nie wiem.... Nie wiem, kazdy z nas reaguje inaczej, mnie się to kojarzy właśnie z chęcią nie skrywania emocji. Choć przed sobą! smile Ale przyznaję, że ja się tego u Ciebie troszkę obawiałam...
Wiesz, nie będę ukrywać, ja zazdroszczę ludziom, którzy przed zaufanymi osobami potrafią zawsze i w każdej sytuacji konstruktywnie wywalić przykrość albo podzielić się radością. Nie umniejszać. Zazdraszczam, bo wiem, że to miłe uczucie - ale jednocześnie nie powinno być kierowanego do kazdego, bo nie kazdy z otoczenia pochyli nad tym głowę na przysłowiową minutkę. Ja się uczę smile Otwartości bez motywatorów i zmuszania się, przede wszystkim przed sobą samą smile

Buziaki smile

Zabka-k

Widzisz lampka wina, a może dwie mogą własnie upuszczać emocje. Ja jednak waliłam do nieprzytomności pomijąjąc czym prędzej ten okres "upuszczenia", to właśnie była ucieczka w moim rozumieniu.

Strasznie nadwerężyłam swoje ciało w ubiegłym tygodniu ale to strasznie. Zupełnie tak jakbym chciała siebie zniszczyć. Ucierpiała moja psychika i moje ciało. Teraz już z tego powoli wychodzę. Dziś sobię robię odstawkę od fajek i mam nadzieję, że wytrwam w tym nieco bo strasznie sie przejarałam.

Widziałam się wczoraj z moim szacownym. Przyjechał załatwić pewne kwestie. Miałam z nim przezabawną dyskusję. Wspomniał coś o tym, że jego rodzina nadal mnie traktuje jak swoją cześć. Rozśmieszyło mnie to strasznie bo po śmierci mojego ojca tylko jedna osoba zadzwoniła z kondolencjami i reszta mnie olała. Skoro się tak o mnie martwią to czemu nie zadzwonili i nie zapytali jak się czuję i jak sobię radzę. Powiedziałam mu, że to bardzo przykre, że po jedenastu latach ktoś nagle traktuje Cię jak obcą osobę.

On zaczął mi tłumaczyć, że jeśli oni to zrobili to nieumyślnie. No, więc się pytam czy fakt nieumyślności ich działań odbiera mi prawo do tego aby było mi przykro ? czy też umniejsza mój żal ?

On oczywiście stwierdził, że nie ale ciągle ich tłumaczył. Zapytałam go wprost po co mi ta wiedza, która i tak niczego nie zmienia ? Nie był w stanie mi odpowiedzieć. Podobnie jak nie był mi w stanie wytłumaczyć dlaczego trzy dni po pogrzebie mojego ojca wysłał mi rozliczenie kosztów.

Moja odpowiedź jest prosta - całkowity brak empatii i nie ma co dalej o tym dyskutować.

Powiedział mi jeszcze tekst "kochajmy się jak bracia ale liczmy się jak żydzi".

Poryczałam się po jego wizycie. Naprawdę nie mam ochoty na dalsze kontakty z nim. Najlepiej jakby zniknął.

Przykre jak to niektórzy uczuć nie mają, a starają się wmówić całemu światu i chyba też sobie, coś zupełnie innego.

23 742

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

Bags, to nie jedt w podzięce, nie z mściwości, ani z niczego innego. To wszystko na co mnie stać po prostu. To jest zdrowa relacja z matką, zdrowa. Ja sobie żyję i ona sobie żyje. Czasem pogadamy. Nie skaczę ochoczo kiedy ją mam widzieć i to wszystko. Ja się nie mszczę. Nie żywię urazy, ale kochać nie muszę itd.

Ja to wiem i doskonale Ciebie rozumiem. "Odcięłaś" się na swój sposób od tego Jej nadopiekuńczego matkowania i wyznaczyłaś, może inaczej wyznaczasz twarde granice, nie dając sobie zbytnio wchodzić na głowę. Zemsta, uraza nie rozwiązuje tego problemu, a wyznaczanie granic i ignorowanie przesadnej natrętności.

Miałem naoczny przykład w związku, jak taka relacja wygląda w "w symbiozie" a jak z osobą "dołączoną" do stada - czyli ze mną. Dwa światy i oba doskonale znam. To jest walka z wiatrakami i tylko nielicznym udaje się ją wygrać, choć i tak to oddziaływanie na pewnych płaszczyznach nie zniknie.

To jest granica. Absolutnie smile

23 743

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:
Truski napisał/a:

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła go, a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną przy nim. To nie wiem, czy on był taki poszkodowany? tongue

Raczej ja borykałam się z matką partnera, moja się nie wtrącała do związku, bo ją TO NIE INTERESOWAŁO. Interesowało ją, żeby zadzwonić raz na tydzień do mnie i pożalić się na swoje smutne życie i swoje problemy.

I tak, mam wyrzuty sumienia...

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

Jeśli jest singielką z wyboru to tymbardziej nikt jej śmieci nie wyniesie.

Mąż jest gdzie indziej Bags.
Rodzice nie są razem.  Dlaczego?

23 744

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
Truski napisał/a:

Kurczę, Bags, naprawdę niezłą traumę masz po teściowej, bo wciąż od nowa, od nowa odnosisz się do niej i do Twoich doświadczeń z nią. Wciąż jej w Twoim życiu dużo, co?

Do traumy to jej baaaardzo daleko, prędzej jest to adekwatne do mojej sygnaturki. Tyle i aż tyle. Doswiadczenie... to już prędzej pasuje. smile
Zresztą już to wyjaśniałem dosadnie smile powyżej dla Hm...

Truski napisał/a:

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła

też to przerabiałem na starcie wobec swojej "matki"

Takim podsumowaniem kwitowała mnie od ślubu... bezzasadnie jak wynika z powyższych moich postów tutaj. Chciała sie dowartościować moim kosztem...

Niedowartościowana, że hej smile
I i tak jej wartość nie wzrosła i tak smile

Nie no Hm... wzrosła bardziej niż zyski z obligacji. Wzrosły notowania Jej/Ich opinii w tamtejszym otoczeniu no i "obroty" w myśl powiedzenia, że "zięciów to ja mogę mieć pięcioro, ale córkę to ja mam Ci tylko jedną". Ekonomia pełną gębą... gdy jest się świadkiem własnego upadku wespół z pierworodną big_smile

To jest wzrost pozorny.
Wiesz co ma w oczach..różne rzeczy.
A liczy się wzrost realny, nie pozorny smile
Choćby to, że tamta strona wzrost widzi a Ty upadek smile

23 745 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-22 15:42:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

Jeśli jest singielką z wyboru to tymbardziej nikt jej śmieci nie wyniesie.
Mąż jest gdzie indziej Bags.
Rodzice nie są razem.  Dlaczego?

W przypadku rodziców mojej jż, to były zakręty życiowe z 1001 historii i wszystkie jak jedna "niekończąca się opowieść".
Nie mniej jednak wyrocznia była wtórną mężatką, lecz swojego chłopa trzymała na dystans pod pantoflem i On sam nie wcinał się "między wódkę i zakąskę". Z jednej strony Go rozumiałem, bo to nie był w końcu Jego cyrk i małpy, ale z drugiej miałem "ale", że nie interweniował w Naszej kwestii. Teraz to już po ptokach i nawet lepiej, bo ma spokojne życie smile.
Jedno co mi w tym całym galimatiasie "spędzało sen z powiek", to właśnie ten patologiczny aspekt kopiowania swojego życia na dziecko. Jak to Ehdi mawia wdrukowania. Ale jak mi to uświadomiło moje wsparcie duchowne i psycholog, jest to powielanie nieświadome swojego schematu życia na dziecko, chcąc w ten sposób uchronić nierozerwalność symbiotycznej Ich egzystencji.
Im bardziej się zagłębić w ten gąszcz lasu, tym więcej takich kwiatków i sęków wychodzi na światło dzienne smile Gajowy Marucha nawet takiego tego buszu nie ogarnia big_smile

23 746

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:
bags napisał/a:

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

Jeśli jest singielką z wyboru to tymbardziej nikt jej śmieci nie wyniesie.
Mąż jest gdzie indziej Bags.
Rodzice nie są razem.  Dlaczego?

W przypadku rodziców mojej jż, to były zakręty życiowe z 1001 historii i wszystkie jak jedna "niekończąca się opowieść".
Nie mniej jednak wyrocznia była wtórną mężatką, lecz swojego chłopa trzymała na dystans pod pantoflem i On sam nie wcinał się "między wódkę i zakąskę". Z jednej strony Go rozumiałem, bo to nie był w końcu Jego cyrk i małpy, ale z drugiej miałem "ale", że nie interweniował w Naszej kwestii. Teraz to już po ptokach i nawet lepiej, bo ma spokojne życie smile.
Jedno co mi w tym całym galimatiasie "spędzało sen z powiek", to właśnie ten patologiczny aspekt kopiowania swojego życia na dziecko. Jak to Ehdi mawia wdrukowania. Ale jak mi to uświadomiło moje wsparcie duchowne i psycholog, jest to powielanie nieświadome swojego schematu życia na dziecko, chcąc w ten sposób uchronić nierozerwalność symbiotycznej Ich egzystencji.
Im bardziej się zagłębić w ten gąszcz lasu, tym więcej takich kwiatków i sęków wychodzi na światło dzienne smile Gajowy Marucha nawet takiego tego buszu nie ogarnia big_smile

Nie wiem czy wiesz, ale problemy naszych dzieci w 80 proc. są spowodowane tym co się znajduje w naszej podświadomości.

23 747

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

Często tak się wypowiadasz o rodzicach swoich rozmówców?

23 748

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ale czyjego partnera gloryfikowała? Twojego czy swojego?

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

Mojego. Uważała go za o wiele zdolniejszego, mądrzejszego ode mnie, bardziej godnego zaufania i podkreślała to.

Sama się na to zdecydowała, wynikało to głównie z nieudanego związku z moim tatą - przez lata żyli obok siebie z oddzielnymi półkami w lodówce.

Nie wiem, ja jednak czuję jakąś specyficzną powinność wobec matki. Nie pomagam jej i mamy bardzo ograniczony kontakt, ale z tego tytułu (jak też wielu innych) bardzo gniotą mnie wyrzuty sumienia. Zresztą mama je dodatkowo napędza. Nie mam z jej strony żadnego wsparcia tylko kolejne ciężary. Kiedyś bardzo chciałam jej pomóc, ale ona nie pozwala na to, może jej było wygodnie, gdy miała obok mnie i siostrę i mogła zrzucić na nas swoje problemy... Nigdy nie brakowało nam jedzenia, ubrań czy innych podstawowych rzeczy. Wiadomo, że nie byłyśmy chowane jak pączki w maśle, ale też nikt się nad nami nie znęcał. Głównie nie do zniesienia była atmosfera w domu, ciągłe awantury, próby samobójcze mojej mamy i jej wieczne użalanie się nad sobą. I jej opowiadanie nam o swoich problemach, podkreślając że ją zostawiamy, że jest samotna...

Jestem bezradna.

Czuję, że zachowuję się bardzo podobnie do niej, a jednocześnie TAK BARDZO NIE CHCĘ BYĆ TAKA JAK ONA!! Tymczasem tak jak ona zrujnowałam swój związek, tak samo czuję się samotna... ale nie opowiadam o tym bliskim, bo po co? To wyłącznie, wyłącznie moja wina, że mimo dobrych chęci, w jakiś sposób odpycham od siebie ludzi. Nie jestem na etapie, na którym mogę dać coś dobrego od siebie. Nie mam nic dobrego do dania.

A dzisiaj znowu jest źle. Wczoraj w nocy rozmawiałam z przyjacielem (nie odzywał się ponad 2 tygodnie). Miałam do niego żal o to, zwłaszcza w takim momencie. Nie wiem, czy słusznie? Posprzeczaliśmy się, potem to wyjaśniliśmy i panuje zgoda. Ale wszystkie złe myśli wróciły.

Moja bezużyteczność.
Moja zdolność do niszczenia wszystkich relacji.
Moja samotność, poczucie odrzucenia i bycie nie zrozumianą.
Bardzo tęsknię za byłym, nagromadziło się tych wszystkich zmartwień.
Nie chce mi się żyć. Przynoszę tylko ciężar innym ludziom, bo nie mogę im dać nic dobrego. Nie chcę być dla nikogo ciężarem, chcę by ludzie cieszyli się z przebywania ze mną. No niestety nie jest możliwe cieszenie się z przebywania z licencjonowaną płaczką. tongue

23 749

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
bags napisał/a:

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

Często tak się wypowiadasz o rodzicach swoich rozmówców?

Mówię to w odniesieniu do przypadków określanych przez psychologię w sposób wszelaki, od nieodciętej pępowiny, przez jakąś tam niedojrzałość a na znamionach patologicznych kończąc. Nie generalizuję tego stosując formę "ad personam": Twój, Twoja, Twoje; a wyrażam swoją opinię w formie bezosobowej. Jeśli ktoś to zbyt dosadnie bierze do siebie, no to... z wyrazami należytego szacunku.
Jeśli już "wchodzę" w kogoś życiowe dylematy rodzinne z butami, to zachowuję i zarazem piszę powyższe formy grzecznościowe, sugerując to, co mnie w Jego/Jej wypowiedzi "uwiera".

hm... napisał/a:

Nie wiem czy wiesz, ale problemy naszych dzieci w 80 proc. są spowodowane tym co się znajduje w naszej podświadomości.

Zdążyłem to zarówno doświadczyć "organoleptycznie" jak i poznać od strony psychologicznej. Chcemy by było Im lepiej niż Nam, a wychodzi... jak zwykle.

23 750

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

Ale czyjego partnera gloryfikowała? Twojego czy swojego?

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

Mojego. Uważała go za o wiele zdolniejszego, mądrzejszego ode mnie, bardziej godnego zaufania i podkreślała to.

Sama się na to zdecydowała, wynikało to głównie z nieudanego związku z moim tatą - przez lata żyli obok siebie z oddzielnymi półkami w lodówce.

Nie wiem, ja jednak czuję jakąś specyficzną powinność wobec matki. Nie pomagam jej i mamy bardzo ograniczony kontakt, ale z tego tytułu (jak też wielu innych) bardzo gniotą mnie wyrzuty sumienia. Zresztą mama je dodatkowo napędza. Nie mam z jej strony żadnego wsparcia tylko kolejne ciężary. Kiedyś bardzo chciałam jej pomóc, ale ona nie pozwala na to, może jej było wygodnie, gdy miała obok mnie i siostrę i mogła zrzucić na nas swoje problemy... Nigdy nie brakowało nam jedzenia, ubrań czy innych podstawowych rzeczy. Wiadomo, że nie byłyśmy chowane jak pączki w maśle, ale też nikt się nad nami nie znęcał. Głównie nie do zniesienia była atmosfera w domu, ciągłe awantury, próby samobójcze mojej mamy i jej wieczne użalanie się nad sobą. I jej opowiadanie nam o swoich problemach, podkreślając że ją zostawiamy, że jest samotna...

Jestem bezradna.

Czuję, że zachowuję się bardzo podobnie do niej, a jednocześnie TAK BARDZO NIE CHCĘ BYĆ TAKA JAK ONA!! Tymczasem tak jak ona zrujnowałam swój związek, tak samo czuję się samotna... ale nie opowiadam o tym bliskim, bo po co? To wyłącznie, wyłącznie moja wina, że mimo dobrych chęci, w jakiś sposób odpycham od siebie ludzi. Nie jestem na etapie, na którym mogę dać coś dobrego od siebie. Nie mam nic dobrego do dania.

A dzisiaj znowu jest źle. Wczoraj w nocy rozmawiałam z przyjacielem (nie odzywał się ponad 2 tygodnie). Miałam do niego żal o to, zwłaszcza w takim momencie. Nie wiem, czy słusznie? Posprzeczaliśmy się, potem to wyjaśniliśmy i panuje zgoda. Ale wszystkie złe myśli wróciły.

Moja bezużyteczność.
Moja zdolność do niszczenia wszystkich relacji.
Moja samotność, poczucie odrzucenia i bycie nie zrozumianą.
Bardzo tęsknię za byłym, nagromadziło się tych wszystkich zmartwień.
Nie chce mi się żyć. Przynoszę tylko ciężar innym ludziom, bo nie mogę im dać nic dobrego. Nie chcę być dla nikogo ciężarem, chcę by ludzie cieszyli się z przebywania ze mną. No niestety nie jest możliwe cieszenie się z przebywania z licencjonowaną płaczką. tongue

Próby samobójcze? Na waszych oczach?

Ja to rozumiem Truski.
Miałam zachowanie podobnevdo matki, ale zauważyłam to i zmieniłam. To zachowanie było straszne, oznaka desprracji i bezsilności, a ja nie potrafiłam inaczej, bo innego nie znałam.
Tak. To nie trn etap jeszcze. Chwilowy smile

A cxy Ty cieszysz się z przebywania ze sobą?

23 751 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-22 18:56:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Truski napisał/a:
bags napisał/a:

To jest właśnie to.
Jeszcze jakoś te "wyrzuty" mogę zrozumieć, gdy matka jest "singielką" z wyboru albo innych zakrętów życiowych, choć i tak jest to zrozumienie mocno naciągane.
Ale po pierwsze do jasnej ciasnej, dziecko jest wychowywane dla świata a nie dla Niej. A po drugie jeśli Ona ma swojego męża, to po kiego diabła podcina skrzydła samorozwoju swojemu potomkowi? Genealogiczny "niedowład" umysłowy?

Często tak się wypowiadasz o rodzicach swoich rozmówców?

Mówię to w odniesieniu do przypadków określanych przez psychologię w sposób wszelaki, od nieodciętej pępowiny, przez jakąś tam niedojrzałość a na znamionach patologicznych kończąc. Nie generalizuję tego stosując formę "ad personam": Twój, Twoja, Twoje; a wyrażam swoją opinię w formie bezosobowej. Jeśli ktoś to zbyt dosadnie bierze do siebie, no to... z wyrazami należytego szacunku.
Jeśli już "wchodzę" w kogoś życiowe dylematy rodzinne z butami, to zachowuję i zarazem piszę powyższe formy grzecznościowe, sugerując to, co mnie w Jego/Jej wypowiedzi "uwiera".

hm... napisał/a:

Nie wiem czy wiesz, ale problemy naszych dzieci w 80 proc. są spowodowane tym co się znajduje w naszej podświadomości.

Zdążyłem to zarówno doświadczyć "organoleptycznie" jak i poznać od strony psychologicznej. Chcemy by było Im lepiej niż Nam, a wychodzi... jak zwykle.

Ale jak możemy tego chcieć skoro nie zdajemy sobie sprawy co się kryje w naszej podświadomości?
Bo my musimy odkryć swoją podświadomość, musimy wiedzieć co tam mamy. Ot co.

23 752

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

Ale czyjego partnera gloryfikowała? Twojego czy swojego?

A za co te wyrzuty ? Że smutna, że samotna, że sama mieszka? Czy ktoś ją do tdgo zmusza?

Mojego. Uważała go za o wiele zdolniejszego, mądrzejszego ode mnie, bardziej godnego zaufania i podkreślała to.

Sama się na to zdecydowała, wynikało to głównie z nieudanego związku z moim tatą - przez lata żyli obok siebie z oddzielnymi półkami w lodówce.

Nie wiem, ja jednak czuję jakąś specyficzną powinność wobec matki. Nie pomagam jej i mamy bardzo ograniczony kontakt, ale z tego tytułu (jak też wielu innych) bardzo gniotą mnie wyrzuty sumienia. Zresztą mama je dodatkowo napędza. Nie mam z jej strony żadnego wsparcia tylko kolejne ciężary. Kiedyś bardzo chciałam jej pomóc, ale ona nie pozwala na to, może jej było wygodnie, gdy miała obok mnie i siostrę i mogła zrzucić na nas swoje problemy... Nigdy nie brakowało nam jedzenia, ubrań czy innych podstawowych rzeczy. Wiadomo, że nie byłyśmy chowane jak pączki w maśle, ale też nikt się nad nami nie znęcał. Głównie nie do zniesienia była atmosfera w domu, ciągłe awantury, próby samobójcze mojej mamy i jej wieczne użalanie się nad sobą. I jej opowiadanie nam o swoich problemach, podkreślając że ją zostawiamy, że jest samotna...

Jestem bezradna.

Czuję, że zachowuję się bardzo podobnie do niej, a jednocześnie TAK BARDZO NIE CHCĘ BYĆ TAKA JAK ONA!! Tymczasem tak jak ona zrujnowałam swój związek, tak samo czuję się samotna... ale nie opowiadam o tym bliskim, bo po co? To wyłącznie, wyłącznie moja wina, że mimo dobrych chęci, w jakiś sposób odpycham od siebie ludzi. Nie jestem na etapie, na którym mogę dać coś dobrego od siebie. Nie mam nic dobrego do dania.

A dzisiaj znowu jest źle. Wczoraj w nocy rozmawiałam z przyjacielem (nie odzywał się ponad 2 tygodnie). Miałam do niego żal o to, zwłaszcza w takim momencie. Nie wiem, czy słusznie? Posprzeczaliśmy się, potem to wyjaśniliśmy i panuje zgoda. Ale wszystkie złe myśli wróciły.

Moja bezużyteczność.
Moja zdolność do niszczenia wszystkich relacji.
Moja samotność, poczucie odrzucenia i bycie nie zrozumianą.
Bardzo tęsknię za byłym, nagromadziło się tych wszystkich zmartwień.
Nie chce mi się żyć. Przynoszę tylko ciężar innym ludziom, bo nie mogę im dać nic dobrego. Nie chcę być dla nikogo ciężarem, chcę by ludzie cieszyli się z przebywania ze mną. No niestety nie jest możliwe cieszenie się z przebywania z licencjonowaną płaczką. tongue

Próby samobójcze? Na waszych oczach?

Ja to rozumiem Truski.
Miałam zachowanie podobnevdo matki, ale zauważyłam to i zmieniłam. To zachowanie było straszne, oznaka desprracji i bezsilności, a ja nie potrafiłam inaczej, bo innego nie znałam.
Tak. To nie trn etap jeszcze. Chwilowy smile

A cxy Ty cieszysz się z przebywania ze sobą?

Dużo retorycznych pytań.  Nie jestem z siebie dumna.

Mam nadzieję, ż e chwilowy. Chciałabym wierzyć w jakis cud, ktory odmieni moje zycie albo chociaz moje dzialania moze doprowadzą do tego, żeby było lepiej... ale nic takiego sie nie wydarzy. Jeśli się nie wydarzy to nie warto.

Marnuje konsekwentnie kazdy dzien na tym etapie, bo jestem bezużyteczna. Odliczam te dni i co wieczór,  po północy gratuluję sobie, że kolejny dzień za mną.

23 753

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ale jak możemy tego chcieć skoro nie zdajemy sobie sprawy co się kryje w naszej podświadomości?
Bo my musimy odkryć swoją podświadomość, musimy wiedzieć co tam mamy. Ot co.

23 754 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-23 07:51:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:
Truski napisał/a:

Mojego. Uważała go za o wiele zdolniejszego, mądrzejszego ode mnie, bardziej godnego zaufania i podkreślała to.

Sama się na to zdecydowała, wynikało to głównie z nieudanego związku z moim tatą - przez lata żyli obok siebie z oddzielnymi półkami w lodówce.

Nie wiem, ja jednak czuję jakąś specyficzną powinność wobec matki. Nie pomagam jej i mamy bardzo ograniczony kontakt, ale z tego tytułu (jak też wielu innych) bardzo gniotą mnie wyrzuty sumienia. Zresztą mama je dodatkowo napędza. Nie mam z jej strony żadnego wsparcia tylko kolejne ciężary. Kiedyś bardzo chciałam jej pomóc, ale ona nie pozwala na to, może jej było wygodnie, gdy miała obok mnie i siostrę i mogła zrzucić na nas swoje problemy... Nigdy nie brakowało nam jedzenia, ubrań czy innych podstawowych rzeczy. Wiadomo, że nie byłyśmy chowane jak pączki w maśle, ale też nikt się nad nami nie znęcał. Głównie nie do zniesienia była atmosfera w domu, ciągłe awantury, próby samobójcze mojej mamy i jej wieczne użalanie się nad sobą. I jej opowiadanie nam o swoich problemach, podkreślając że ją zostawiamy, że jest samotna...

Jestem bezradna.

Czuję, że zachowuję się bardzo podobnie do niej, a jednocześnie TAK BARDZO NIE CHCĘ BYĆ TAKA JAK ONA!! Tymczasem tak jak ona zrujnowałam swój związek, tak samo czuję się samotna... ale nie opowiadam o tym bliskim, bo po co? To wyłącznie, wyłącznie moja wina, że mimo dobrych chęci, w jakiś sposób odpycham od siebie ludzi. Nie jestem na etapie, na którym mogę dać coś dobrego od siebie. Nie mam nic dobrego do dania.

A dzisiaj znowu jest źle. Wczoraj w nocy rozmawiałam z przyjacielem (nie odzywał się ponad 2 tygodnie). Miałam do niego żal o to, zwłaszcza w takim momencie. Nie wiem, czy słusznie? Posprzeczaliśmy się, potem to wyjaśniliśmy i panuje zgoda. Ale wszystkie złe myśli wróciły.

Moja bezużyteczność.
Moja zdolność do niszczenia wszystkich relacji.
Moja samotność, poczucie odrzucenia i bycie nie zrozumianą.
Bardzo tęsknię za byłym, nagromadziło się tych wszystkich zmartwień.
Nie chce mi się żyć. Przynoszę tylko ciężar innym ludziom, bo nie mogę im dać nic dobrego. Nie chcę być dla nikogo ciężarem, chcę by ludzie cieszyli się z przebywania ze mną. No niestety nie jest możliwe cieszenie się z przebywania z licencjonowaną płaczką. tongue

Próby samobójcze? Na waszych oczach?

Ja to rozumiem Truski.
Miałam zachowanie podobnevdo matki, ale zauważyłam to i zmieniłam. To zachowanie było straszne, oznaka desprracji i bezsilności, a ja nie potrafiłam inaczej, bo innego nie znałam.
Tak. To nie trn etap jeszcze. Chwilowy smile

A cxy Ty cieszysz się z przebywania ze sobą?

Dużo retorycznych pytań.  Nie jestem z siebie dumna.

Mam nadzieję, ż e chwilowy. Chciałabym wierzyć w jakis cud, ktory odmieni moje zycie albo chociaz moje dzialania moze doprowadzą do tego, żeby było lepiej... ale nic takiego sie nie wydarzy. Jeśli się nie wydarzy to nie warto.

Marnuje konsekwentnie kazdy dzien na tym etapie, bo jestem bezużyteczna. Odliczam te dni i co wieczór,  po północy gratuluję sobie, że kolejny dzień za mną.

Takie myślenie jest destrukcyjne.

23 755

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Mojego. Uważała go za o wiele zdolniejszego, mądrzejszego ode mnie, bardziej godnego zaufania i podkreślała to.

Sama się na to zdecydowała, wynikało to głównie z nieudanego związku z moim tatą - przez lata żyli obok siebie z oddzielnymi półkami w lodówce.

Nie wiem, ja jednak czuję jakąś specyficzną powinność wobec matki. Nie pomagam jej i mamy bardzo ograniczony kontakt, ale z tego tytułu (jak też wielu innych) bardzo gniotą mnie wyrzuty sumienia. Zresztą mama je dodatkowo napędza. Nie mam z jej strony żadnego wsparcia tylko kolejne ciężary. Kiedyś bardzo chciałam jej pomóc, ale ona nie pozwala na to, może jej było wygodnie, gdy miała obok mnie i siostrę i mogła zrzucić na nas swoje problemy... Nigdy nie brakowało nam jedzenia, ubrań czy innych podstawowych rzeczy. Wiadomo, że nie byłyśmy chowane jak pączki w maśle, ale też nikt się nad nami nie znęcał. Głównie nie do zniesienia była atmosfera w domu, ciągłe awantury, próby samobójcze mojej mamy i jej wieczne użalanie się nad sobą. I jej opowiadanie nam o swoich problemach, podkreślając że ją zostawiamy, że jest samotna...

Jestem bezradna.

Czuję, że zachowuję się bardzo podobnie do niej, a jednocześnie TAK BARDZO NIE CHCĘ BYĆ TAKA JAK ONA!! Tymczasem tak jak ona zrujnowałam swój związek, tak samo czuję się samotna... ale nie opowiadam o tym bliskim, bo po co? To wyłącznie, wyłącznie moja wina, że mimo dobrych chęci, w jakiś sposób odpycham od siebie ludzi. Nie jestem na etapie, na którym mogę dać coś dobrego od siebie. Nie mam nic dobrego do dania.

A dzisiaj znowu jest źle. Wczoraj w nocy rozmawiałam z przyjacielem (nie odzywał się ponad 2 tygodnie). Miałam do niego żal o to, zwłaszcza w takim momencie. Nie wiem, czy słusznie? Posprzeczaliśmy się, potem to wyjaśniliśmy i panuje zgoda. Ale wszystkie złe myśli wróciły.

Moja bezużyteczność.
Moja zdolność do niszczenia wszystkich relacji.
Moja samotność, poczucie odrzucenia i bycie nie zrozumianą.
Bardzo tęsknię za byłym, nagromadziło się tych wszystkich zmartwień.
Nie chce mi się żyć. Przynoszę tylko ciężar innym ludziom, bo nie mogę im dać nic dobrego. Nie chcę być dla nikogo ciężarem, chcę by ludzie cieszyli się z przebywania ze mną. No niestety nie jest możliwe cieszenie się z przebywania z licencjonowaną płaczką. tongue

Truski...
Dlaczego jesteś bezuzyteczna? Bo nie spełniasz wymagań i oczekiwań mamy?
Zawsze niszczysz wszystkie relacje? Mamy też zniszczyłaś? I swoją z mamą zniszczyłaś?
Dlaczego czujesz się samotna, odrzucona i nie zrozumiana? Przez kogo?
Tęsknota za byłym jest tęsknotą, za tym co dobrego chcesz pamiętać z całej relacji.
Tego NIENAWIDZĘ! Bo łatwiej jest skończyć, niż wziąść się za siebie i popracować nad sobą i swoim życiem? By zacząc zauważać pozytywy a nie taplać się tylko w negatywnych odczuciach????
Szczerze mówiąc - nie sierotkuj, nie narzekaj! Chcesz by ludzie się cieszyli? Ciekawe jakim cudem, skoro Ty sama nie lubisz siebie i być ze sobą?
Sobą się zajmij - siebie zaakceptuj! I przestań patrzeć na siebie oczami mamy!

A co do wyjaśnienia przyjacielowi, że zrobił źle - może się uniosłaś, ale wg mnie miałaś rację. Jeśli Ty sama siebie nie będziesz szanowała - nie uszanuje Cię nikt. Im częściej będziesz się starała na bieżąco okazywać otoczeniu, że wg Ciebie traktuje Cię niewłaściwie i sprawia Ci przykrość (ale w swobodnej, spokojnej formie i z pewnością w stwierdzeniach), tym szybciej sama poczujesz się pewnie, że są zasady, które przyświecają twojemu traktowaniu innych i tego samego oczekujesz dla siebie i w stosunku do siebie. A jeżeli ktoś ma inne zasady, które sprawiają Ci ból - raczej warto ograniczać negatywne kontakty. Do tego trzeba dojrzeć. Nie żyjesz dla innych. Żyjesz dla siebie i masz prawo a wręcz obowiązek dokonywać zdrowych dla siebie wyborów a nie dostosowywać się do wszystkich, by innym sprawić przyjemność. Bo tu nie ma nic z Ciebie. I dalej będziesz się czuła bezużyteczna. Bo nie mając nic w sobie, żadnych własnych zasad, pewności, wartości, które są dla Ciebie motorem i kierunkowskazem - rzeczywiście niewiele możesz komuś z siebie dać, bo nawet sobie nic nie dajesz.

23 756

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Dużo retorycznych pytań.  Nie jestem z siebie dumna.

Mam nadzieję, ż e chwilowy. Chciałabym wierzyć w jakis cud, ktory odmieni moje zycie albo chociaz moje dzialania moze doprowadzą do tego, żeby było lepiej... ale nic takiego sie nie wydarzy. Jeśli się nie wydarzy to nie warto.

Marnuje konsekwentnie kazdy dzien na tym etapie, bo jestem bezużyteczna. Odliczam te dni i co wieczór,  po północy gratuluję sobie, że kolejny dzień za mną.

Truski, a przeczytaj to jeszcze raz i zastanów się, czy nie widzisz podobieństwa pomiędzy zachowaniem mamy a tym co tu napisałaś. łatwiej jest Ci powielić, niż poszukać samej siebie, a z drugiej strony Cię to męczy.
I Ty też chcesz na naszych oczach przygotowywać się do skończenia z życiem? Bo w końcu odechce Ci się liczyć. Ale jeśli tylko na odliczanie jesteś nastawiona.....
Samo się zrobi? Jasne! Myślisz, że ktokolwiek tu Ci powie, że cokolwiek zadzieje się samo? Ale jeśli nie chcesz, to nikt Cię do tego nie zmusi. To tylko Twoja sprawa i Twoja odpowiedzialność za Twoje dziś i Twoje jutro.  O ile będziesz chciała je "odliczyć"....

23 757

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A spacer jest pewnie guupi smile

Dzień dobry smile

23 758

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

dobry, dobry Hm....

23 759

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Świeże dostawy tlenu nie są guuuuupie wink
No jesteś w końcu - stęskniłam się smile Czyżbyś spacerowała? wink Oj tam, Ty czy w pracy, czy po pracy - możesz sobie pospacerować.... Yh - znowu się rozmarzyłam, pewnie tłumy turystów biegają latem obok Ciebie?

23 760

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

dobry, dobry Hm....

No i kogo widzę wink

Jak się masz?

23 761

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Proszę - Hm weszła i jak od razu się gwarniej robi smile
Widzisz, jaki masz pozytywny wpływ na ludzi smile

23 762

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Świeże dostawy tlenu nie są guuuuupie wink
No jesteś w końcu - stęskniłam się smile Czyżbyś spacerowała? wink Oj tam, Ty czy w pracy, czy po pracy - możesz sobie pospacerować.... Yh - znowu się rozmarzyłam, pewnie tłumy turystów biegają latem obok Ciebie?

No ja to tak czasem jestem smile
Czasem jestem pozornie smile
Ja też stęskniona, ja też:)

No tutaj to tak w pracy a jakby nie wink
Są, są i tu i tam smile

23 763

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Proszę - Hm weszła i jak od razu się gwarniej robi smile
Widzisz, jaki masz pozytywny wpływ na ludzi smile

To taki zbieg okoliczności pewnie smile

23 764

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

23 765

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm - jestem ciagle obecna tylko ostatnio tutaj nie pisalam. Wszystko na bierzaco jest w moim watku (jak bedziesz miec chwile to zapraszam), nie chce zasmiecac tutaj. Tak najogolniej to w kwesti jm - w porzadku chyba, wczoraj rozmwailismy 1 raz od daaaawna i ide w czwartek do banku zalatwiac. A ogolnie to mame mam w szpitalu i jedynie to mnie martwi. innymi rzeczami w zyciu nie zamierzam sie juz przejmowac. no i jutro zaczynam 6 tygodni wakacji......

23 766

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ejże. Jak nie oczy to głowa. Kobito !
Odważny krok.
Ty mi tu w bóle się nie chowaj smile

23 767

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

Hm - jestem ciagle obecna tylko ostatnio tutaj nie pisalam. Wszystko na bierzaco jest w moim watku (jak bedziesz miec chwile to zapraszam), nie chce zasmiecac tutaj. Tak najogolniej to w kwesti jm - w porzadku chyba, wczoraj rozmwailismy 1 raz od daaaawna i ide w czwartek do banku zalatwiac. A ogolnie to mame mam w szpitalu i jedynie to mnie martwi. innymi rzeczami w zyciu nie zamierzam sie juz przejmowac. no i jutro zaczynam 6 tygodni wakacji......

No to same optymistyczne rzeczy czytam, w jasnym świetle smile
Przykro, że mam w szpitalu, ale myślę, że nie tak długo.
Oj to się będziesz urlopować smile

Ja się trochę boję w wątki nowe wchodzić, bo ja się angażuję i lubię być na bieżąco. No może jeszcze jeden dam radę smile

23 768

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ejże. Jak nie oczy to głowa. Kobito !
Odważny krok.
Ty mi tu w bóle się nie chowaj smile

Nie chciałam pisać, że strasznie mnie boli kręgosłup.
Nie odpuszczę byłej sz. niby się przestraszyła, a na sumieniu ma sporo, a się nie odzywa w sprawie mojego wynagrodzenia. Nie miałam wyjścia, a książki trzeba kupić.

23 769

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ajajaj sad
Smutno mi.... Przykro.
Bo nawet na pracodawcę nie możesz liczyć, musi się wykpić! Dobrze, że już skargę złożyłaś - mówili coś, jak teraz szybko rozpatrują?
Tobie nie chodzi pewnie o prowadzanie, tylko o wsparcie? Przytulam smile Życzę mądrego motylka - naprawdę smile Ale mądrego, troskliwego smile I żebyś Ty mu zaraz nie chciała nieba przychylać za sam fakt, że się pojawił wink
Ja co prawda deskę sedesową umiem wymienić, ale większość rzeczy majsterkowych nie należy do moich ulubionych wink Nie mówiąc o wściekłości, kiedy muszę się babrać w innych rzeczach, załatwianiach wink

Liv, bo przecież wredna była szefowa, niemądry właściciel "m" - to nie jest wynik Twoich błędów, tylko fakt, że masz dobry charakter i wredne typy to wykorzystały!!!!! Myślisz, że każdy partner by Cię od tego uchronił? Chyba nie..... Tak szczerze?
Bo jeśli chodzi o wyżalenie się to tak, miałabyś komu. A żesz wywściekaj się choć na te wredne typy!

23 770

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Nie chciałam pisać, że strasznie mnie boli kręgosłup.
Nie odpuszczę byłej sz. niby się przestraszyła, a na sumieniu ma sporo, a się nie odzywa w sprawie mojego wynagrodzenia. Nie miałam wyjścia, a książki trzeba kupić.

Nie dałabyś rady iść na rehabilitację - przecież lekarz przepisze, wiem, terminy, ale w końcu wolny będzie...

23 771

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
kiedysbylam napisał/a:

Hm - jestem ciagle obecna tylko ostatnio tutaj nie pisalam. Wszystko na bierzaco jest w moim watku (jak bedziesz miec chwile to zapraszam), nie chce zasmiecac tutaj. Tak najogolniej to w kwesti jm - w porzadku chyba, wczoraj rozmwailismy 1 raz od daaaawna i ide w czwartek do banku zalatwiac. A ogolnie to mame mam w szpitalu i jedynie to mnie martwi. innymi rzeczami w zyciu nie zamierzam sie juz przejmowac. no i jutro zaczynam 6 tygodni wakacji......

No to same optymistyczne rzeczy czytam, w jasnym świetle smile
Przykro, że mam w szpitalu, ale myślę, że nie tak długo.
Oj to się będziesz urlopować smile

Ja się trochę boję w wątki nowe wchodzić, bo ja się angażuję i lubię być na bieżąco. No może jeszcze jeden dam radę smile

heh - same optymistyczne rzeczy to moze zbyt duzo powiedziane. za chwile biore kredyt na siebie, wyprwoadzka jm, perspektywa rozwodu i samotnego zycia, ale przede wszystkim mama - to powazna sprawa- ona przeszla nowotwor niedawno, w piatek przestalo pracowac jej 1 pluco i narazie niewiadomo co bedzie dalej. generalnie tak sie wsytarszylam w ten piatek ze az do jm napisalam o tym. teraz sytuacja jest opanowana, ale niewiadomo co dalej.

23 772

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

To taki zbieg okoliczności pewnie smile

Skromność to nad wyraz pozytywna cecha smile

23 773

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zabka-k:
,,Czasem smarkam i chlipię do siebie. Jak mi coś "nie lezy", coś się przypomni, coś pokojarzy, czymś mi jm zajedzie - bo przecież w związku z dziećmi się widujemy. Jak mi coś nie pójdzie w pracy. Czasem jest mi smutno i wieczorkiem siadam sobie przy świeczce w kuchni z herbatką i narzekam sama do siebie, że mi ciężko i kręgosłup mnie boli. Bo boli. Kilka razy ostatnimi czasy wyryczałam się sama sobie tak, że ojojoj.... Ale ja wiem, że i muszę odreagować dawny stres, jak i jakieś nieprzyjemne wspomnienia czy aktualne sytuacje. Muszę nauczyć się odreagowywać na bieżąco, żeby stresu nie kumulować.

Za dużo Ci się kojarzy z Twoimi przeżyciami, kiedy czytasz? ''

Nie, raczej nie skojarzenia powodują rozlew łez ale ..odzew Twój, Hm, Raki na to co piszę. Szczerze przyznaję, że nie umiem skupić się na problemach dziewczyn, które niedawno zaczęły pisać. To nie egoizm, skupianie tylko na sobie i swoich problemach, wręcz przeciwnie jestem bardziej pomocna niż kiedyś, przynajmniej w realu. Moja głowa wiele już nie pomieści.
Dlaczego odzew? Dobroć, życzliwość jest dla mnie trudna. Ale przekonuję się w realu jak często warto pokazać/mówić o swoich słabościach, potrzebach. To ochrona, wszystko staje się jasne. Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać ale trzeba w pewnym sensie zaryzykować.
Straciłam apetyt.

23 774

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Proszę - Hm weszła i jak od razu się gwarniej robi smile
Widzisz, jaki masz pozytywny wpływ na ludzi smile

To taki zbieg okoliczności pewnie smile

no wlasnie, nie badz taka skromna nam tutaj smile ja jak zobaczylam ze napisalas cos to od razu zajrzalam na przyklad.

23 775

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ejże. Jak nie oczy to głowa. Kobito !
Odważny krok.
Ty mi tu w bóle się nie chowaj smile

Nie chciałam pisać, że strasznie mnie boli kręgosłup.
Nie odpuszczę byłej sz. niby się przestraszyła, a na sumieniu ma sporo, a się nie odzywa w sprawie mojego wynagrodzenia. Nie miałam wyjścia, a książki trzeba kupić.

Tak, jak najbardziej. Trzeba egzekwować to co się należy.

23 776

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ajajaj sad
Smutno mi.... Przykro.
Bo nawet na pracodawcę nie możesz liczyć, musi się wykpić! Dobrze, że już skargę złożyłaś - mówili coś, jak teraz szybko rozpatrują?
Tobie nie chodzi pewnie o prowadzanie, tylko o wsparcie? Przytulam smile Życzę mądrego motylka - naprawdę smile Ale mądrego, troskliwego smile I żebyś Ty mu zaraz nie chciała nieba przychylać za sam fakt, że się pojawił wink
Ja co prawda deskę sedesową umiem wymienić, ale większość rzeczy majsterkowych nie należy do moich ulubionych wink Nie mówiąc o wściekłości, kiedy muszę się babrać w innych rzeczach, załatwianiach wink

Liv, bo przecież wredna była szefowa, niemądry właściciel "m" - to nie jest wynik Twoich błędów, tylko fakt, że masz dobry charakter i wredne typy to wykorzystały!!!!! Myślisz, że każdy partner by Cię od tego uchronił? Chyba nie..... Tak szczerze?


Bo jeśli chodzi o wyżalenie się to tak, miałabyś komu. A żesz wywściekaj się choć na te wredne typy!

Zabko ja potrzebuję chwili na złapanie oddechu i usunięcie mgły z oczu jak czytam Twoje na moje odpowiedzi smile dziękuję Ci.
Wszystko w porządku, to tylko reakcja na życzliwość.
Sama muszę o siebie zadbać, a mądry partner byłby obok i ze mną, razem w pełni samodzielni i mający w sobie wsparcie.
Inspekcja powiadomi mnie pisemnie co zrobią ze skargą, to pewnie kwestia kilku dni. Pewne jest, że coś z tym zrobią. Napisałam trzy poważne i prawdziwe zarzuty. Jest jeszcze sąd cywilny ale myślę, że już nie będzie potrzebny, a może?

23 777

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ajajaj sad
Smutno mi.... Przykro.
Bo nawet na pracodawcę nie możesz liczyć, musi się wykpić! Dobrze, że już skargę złożyłaś - mówili coś, jak teraz szybko rozpatrują?
Tobie nie chodzi pewnie o prowadzanie, tylko o wsparcie? Przytulam smile Życzę mądrego motylka - naprawdę smile Ale mądrego, troskliwego smile I żebyś Ty mu zaraz nie chciała nieba przychylać za sam fakt, że się pojawił wink
Ja co prawda deskę sedesową umiem wymienić, ale większość rzeczy majsterkowych nie należy do moich ulubionych wink Nie mówiąc o wściekłości, kiedy muszę się babrać w innych rzeczach, załatwianiach wink

Liv, bo przecież wredna była szefowa, niemądry właściciel "m" - to nie jest wynik Twoich błędów, tylko fakt, że masz dobry charakter i wredne typy to wykorzystały!!!!! Myślisz, że każdy partner by Cię od tego uchronił? Chyba nie..... Tak szczerze?
Bo jeśli chodzi o wyżalenie się to tak, miałabyś komu. A żesz wywściekaj się choć na te wredne typy!

Partner by pewnie nie uchronił.
A jeśli o wykorzystywanie chodzi to się proszę nie dawać, bo się ludzie dają to inni ich wykorzystują.

23 778

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:
hm... napisał/a:
kiedysbylam napisał/a:

Hm - jestem ciagle obecna tylko ostatnio tutaj nie pisalam. Wszystko na bierzaco jest w moim watku (jak bedziesz miec chwile to zapraszam), nie chce zasmiecac tutaj. Tak najogolniej to w kwesti jm - w porzadku chyba, wczoraj rozmwailismy 1 raz od daaaawna i ide w czwartek do banku zalatwiac. A ogolnie to mame mam w szpitalu i jedynie to mnie martwi. innymi rzeczami w zyciu nie zamierzam sie juz przejmowac. no i jutro zaczynam 6 tygodni wakacji......

No to same optymistyczne rzeczy czytam, w jasnym świetle smile
Przykro, że mam w szpitalu, ale myślę, że nie tak długo.
Oj to się będziesz urlopować smile

Ja się trochę boję w wątki nowe wchodzić, bo ja się angażuję i lubię być na bieżąco. No może jeszcze jeden dam radę smile

heh - same optymistyczne rzeczy to moze zbyt duzo powiedziane. za chwile biore kredyt na siebie, wyprwoadzka jm, perspektywa rozwodu i samotnego zycia, ale przede wszystkim mama - to powazna sprawa- ona przeszla nowotwor niedawno, w piatek przestalo pracowac jej 1 pluco i narazie niewiadomo co bedzie dalej. generalnie tak sie wsytarszylam w ten piatek ze az do jm napisalam o tym. teraz sytuacja jest opanowana, ale niewiadomo co dalej.

Optymistycznie bo
- jesteś sama i nie musisz się wpieniać
- nie ma chaosu
- jest święty spokój

A że kredyt, no zdarza się, ale za to masz mieszkanie. Ciesz się tym wink
Wszystko zależy od Twojego spojrzenia.

Pisz tu. Ok? Może być w skrócie.

Rozumiem, że z mamą kiepsko. Wspieraj ją. Uśmiechaj się. Do wyzdrowienia pozytywnej energii trzeba.

23 779

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:

Ejże. Jak nie oczy to głowa. Kobito !
Odważny krok.
Ty mi tu w bóle się nie chowaj smile

Nie chciałam pisać, że strasznie mnie boli kręgosłup.
Nie odpuszczę byłej sz. niby się przestraszyła, a na sumieniu ma sporo, a się nie odzywa w sprawie mojego wynagrodzenia. Nie miałam wyjścia, a książki trzeba kupić.

Tak, jak najbardziej. Trzeba egzekwować to co się należy.

Wiem że każdy wolałby uniknąć takich ostatecznych posunięć. Ja przypłacę to migreną ale nic to jesli tylko zakończy się dobrze. A mam nadzieję, że sz. odezwie się jednak i będzie próbowała dojść ze mną do porozumienia. Z drugiej strony prawnik z inspekcji dała mi do zrozumienia, że należy karać takie toś. Przyzwyczaiłam się do myśli że pracuję, zarabiam, mam. Mam marne perspektywy. Nie umiem się odnaleźć w tym. Nie żalę się, pisze stan faktyczny, bez łez.

23 780

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

To taki zbieg okoliczności pewnie smile

Skromność to nad wyraz pozytywna cecha smile

(Jak się robi zaczerwienienie?)

Może ten? Obrazek dodany przez użytkowniczkę

23 781

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

zabka-k:
,,Czasem smarkam i chlipię do siebie. Jak mi coś "nie lezy", coś się przypomni, coś pokojarzy, czymś mi jm zajedzie - bo przecież w związku z dziećmi się widujemy. Jak mi coś nie pójdzie w pracy. Czasem jest mi smutno i wieczorkiem siadam sobie przy świeczce w kuchni z herbatką i narzekam sama do siebie, że mi ciężko i kręgosłup mnie boli. Bo boli. Kilka razy ostatnimi czasy wyryczałam się sama sobie tak, że ojojoj.... Ale ja wiem, że i muszę odreagować dawny stres, jak i jakieś nieprzyjemne wspomnienia czy aktualne sytuacje. Muszę nauczyć się odreagowywać na bieżąco, żeby stresu nie kumulować.

Za dużo Ci się kojarzy z Twoimi przeżyciami, kiedy czytasz? ''

Nie, raczej nie skojarzenia powodują rozlew łez ale ..odzew Twój, Hm, Raki na to co piszę. Szczerze przyznaję, że nie umiem skupić się na problemach dziewczyn, które niedawno zaczęły pisać. To nie egoizm, skupianie tylko na sobie i swoich problemach, wręcz przeciwnie jestem bardziej pomocna niż kiedyś, przynajmniej w realu. Moja głowa wiele już nie pomieści.
Dlaczego odzew? Dobroć, życzliwość jest dla mnie trudna. Ale przekonuję się w realu jak często warto pokazać/mówić o swoich słabościach, potrzebach. To ochrona, wszystko staje się jasne. Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać ale trzeba w pewnym sensie zaryzykować.
Straciłam apetyt.

Ojej Liv - no i właśnie o to mi chodziło, że ty nie chciałaś się przyznać, że tak się czujesz... A do cholery, ma prawo Ci być źle!!!! Każdej z nas czasem jest źle - jednej częściej innej rzadziej, to wszystko zależy od danego dnia, sytuacji! smile Rany Julek, choć się przyznałaś, że może nie sierotka ale też i nie silna. Przecież my wszystkie napewno rozumiemy, jak się może czuć samotna kobieta z dziećmi!  Dobroć może nie jest trudna, tylko rozstraja, nakazuje wyjście z pozy....
Kilka sytuacji mi się przypomniało.... smile
1) Jak wróciłam z KRK, to napisałam Hm, że im bliżej domu, tym bardziej mi się płakać chciało - niby wracałam do dzieci, a jednak... wracałam tam, gdzie nie miałam się do kogo dorosłego odezwać, do domu w którym  atmosfera była ciężka...
2) Kiedy już prawie wyjeżdżałyśmy z Z-ca, Happy kupiła dla moich maluchów wielgachną porcję lodów, bo słyszała, jak pytają czy aby napewno kupię, bo obiecałam....:) Łzy miałam w oczach sad Buuu, aż mi się teraz zaszkliły oczy...
To sytuacje z osobami, które sama znasz smile A ile razy już "musiałam" poprosić o pomoc? Albo dostałam w wg mnie "nadmiarze"??? Może nie umiem jeszcze prosić wszystkich, bo rewelacyjna w tym nie jestem. Może się jeszcze uczę. Ale wsparcia mnie samej sobie już nie odmówię, bo wiem ile mi daje sił smile
Trzeba zaryzykować. I to przyznanie się, ta prośba choćby o maleńkie wsparcie, o zrozumienie.... to takie trudne jest.... Przyjąć czyjąś pomoc.... Zrozumieć, że ktoś jest bezinteresowny i nie musisz nic w zamian, bo on robi to co robi, bo po prostu on chce smile I pewnie Cię lubi smile I pewnie doskonale wie za co smile smile smile
Jej, ja wiem, że to nie jest proste.... I to nie pstryknięcie palcami... I że to w ogóle nie jest egoizm smile Bo to z egoizmem nic nie ma wspólnego smile
Jest Ci teraz bardzo trudno, a wiem, że unikasz narzekania jak ognia! Więc mocno przytulam! smile
Oj, szkoda, że my w gruncie rzeczy prawie po całym świecie rozrzucone jesteśmy....

23 782

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

zabka-k:
,,Czasem smarkam i chlipię do siebie. Jak mi coś "nie lezy", coś się przypomni, coś pokojarzy, czymś mi jm zajedzie - bo przecież w związku z dziećmi się widujemy. Jak mi coś nie pójdzie w pracy. Czasem jest mi smutno i wieczorkiem siadam sobie przy świeczce w kuchni z herbatką i narzekam sama do siebie, że mi ciężko i kręgosłup mnie boli. Bo boli. Kilka razy ostatnimi czasy wyryczałam się sama sobie tak, że ojojoj.... Ale ja wiem, że i muszę odreagować dawny stres, jak i jakieś nieprzyjemne wspomnienia czy aktualne sytuacje. Muszę nauczyć się odreagowywać na bieżąco, żeby stresu nie kumulować.

Za dużo Ci się kojarzy z Twoimi przeżyciami, kiedy czytasz? ''

Nie, raczej nie skojarzenia powodują rozlew łez ale ..odzew Twój, Hm, Raki na to co piszę. Szczerze przyznaję, że nie umiem skupić się na problemach dziewczyn, które niedawno zaczęły pisać. To nie egoizm, skupianie tylko na sobie i swoich problemach, wręcz przeciwnie jestem bardziej pomocna niż kiedyś, przynajmniej w realu. Moja głowa wiele już nie pomieści.
Dlaczego odzew? Dobroć, życzliwość jest dla mnie trudna. Ale przekonuję się w realu jak często warto pokazać/mówić o swoich słabościach, potrzebach. To ochrona, wszystko staje się jasne. Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać ale trzeba w pewnym sensie zaryzykować.
Straciłam apetyt.

Znam to uczucie, kiedy głowa jest taka pełna, kiedy masz wrażenie, że już nie ma tam miejsca.
Ja tam traktuję Cię jak swoją, przytulam i wogle smile
Towarzyska ze mnie duszka wink

Rozwesel się Obrazek dodany przez użytkowniczkę

23 783

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Proszę - Hm weszła i jak od razu się gwarniej robi smile
Widzisz, jaki masz pozytywny wpływ na ludzi smile

To taki zbieg okoliczności pewnie smile

no wlasnie, nie badz taka skromna nam tutaj smile ja jak zobaczylam ze napisalas cos to od razu zajrzalam na przyklad.

Bardzo się kurczę cieszę dziewczyny smile
Prawdziwie.

Przez ostatnie kilka dni ujrzałam przepaść wielką jak Kanion Kolorado. Mam nadzieję, że to skutek moich ostatnich działań. Wypierniczyłam tyle emocji z siebie, że trudno to opisać smile
Fajnie, że jesteście smile

23 784

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Zabko ja potrzebuję chwili na złapanie oddechu i usunięcie mgły z oczu jak czytam Twoje na moje odpowiedzi smile dziękuję Ci.
Wszystko w porządku, to tylko reakcja na życzliwość.
Sama muszę o siebie zadbać, a mądry partner byłby obok i ze mną, razem w pełni samodzielni i mający w sobie wsparcie.
Inspekcja powiadomi mnie pisemnie co zrobią ze skargą, to pewnie kwestia kilku dni. Pewne jest, że coś z tym zrobią. Napisałam trzy poważne i prawdziwe zarzuty. Jest jeszcze sąd cywilny ale myślę, że już nie będzie potrzebny, a może?

Ty mi się tak nie roztkliwiaj, co? wink W końcu prawie równieśniczki, nie? smile
Hm też się "zdziwiła" i Happy także... wink
Wiesz, ja myślę, że mogliby sobie z własnej racjonalności oszczędzić Sądu Pracy ... wink
Trzymam kciuki, za szybsze rozwiązanie, ale z tego co słyszę od ludzi, to i w Sądzie Pracy szybko się to odbywa.
A jak chcą mieć wyższe koszty.... Tylko ja będę trzymała mocno kciuki za szybszym rozwiązaniem - dla Ciebie smile

23 785

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Może ten? http://emotikona.pl/emotikony/pic/0blush2.gif

Oj śliczny ten emotikonek smile Pasuje do Ciebie smile

23 786

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witam, przerwa w upływie płynów z moich pięknych oczu wink przyszedł czas na migrenę.
Może to dobre jest, ból fizyczny przyćmi inne. Poza tym złożyłam skargę w Inspekcji Pracy.
I tak, tak, tak potrzebuję kogoś z kim mogłabym prowadzać się przez życie. Sierotką nie jestem ale też na silna nigdy nie pozowałam.
Tyle słońca..

Ajajaj sad
Smutno mi.... Przykro.
Bo nawet na pracodawcę nie możesz liczyć, musi się wykpić! Dobrze, że już skargę złożyłaś - mówili coś, jak teraz szybko rozpatrują?
Tobie nie chodzi pewnie o prowadzanie, tylko o wsparcie? Przytulam smile Życzę mądrego motylka - naprawdę smile Ale mądrego, troskliwego smile I żebyś Ty mu zaraz nie chciała nieba przychylać za sam fakt, że się pojawił wink
Ja co prawda deskę sedesową umiem wymienić, ale większość rzeczy majsterkowych nie należy do moich ulubionych wink Nie mówiąc o wściekłości, kiedy muszę się babrać w innych rzeczach, załatwianiach wink

Liv, bo przecież wredna była szefowa, niemądry właściciel "m" - to nie jest wynik Twoich błędów, tylko fakt, że masz dobry charakter i wredne typy to wykorzystały!!!!! Myślisz, że każdy partner by Cię od tego uchronił? Chyba nie..... Tak szczerze?


Bo jeśli chodzi o wyżalenie się to tak, miałabyś komu. A żesz wywściekaj się choć na te wredne typy!

Zabko ja potrzebuję chwili na złapanie oddechu i usunięcie mgły z oczu jak czytam Twoje na moje odpowiedzi smile dziękuję Ci.
Wszystko w porządku, to tylko reakcja na życzliwość.
Sama muszę o siebie zadbać, a mądry partner byłby obok i ze mną, razem w pełni samodzielni i mający w sobie wsparcie.
Inspekcja powiadomi mnie pisemnie co zrobią ze skargą, to pewnie kwestia kilku dni. Pewne jest, że coś z tym zrobią. Napisałam trzy poważne i prawdziwe zarzuty. Jest jeszcze sąd cywilny ale myślę, że już nie będzie potrzebny, a może?

A może nie? smile

Liv czujesz się tak bardzo sama? Stąd łzy odzewu...
Nie jesteś sama. A samotna to już na pewno nie. smile

23 787 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-23 15:56:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Nie chciałam pisać, że strasznie mnie boli kręgosłup.
Nie odpuszczę byłej sz. niby się przestraszyła, a na sumieniu ma sporo, a się nie odzywa w sprawie mojego wynagrodzenia. Nie miałam wyjścia, a książki trzeba kupić.

Tak, jak najbardziej. Trzeba egzekwować to co się należy.

Wiem że każdy wolałby uniknąć takich ostatecznych posunięć. Ja przypłacę to migreną ale nic to jesli tylko zakończy się dobrze. A mam nadzieję, że sz. odezwie się jednak i będzie próbowała dojść ze mną do porozumienia. Z drugiej strony prawnik z inspekcji dała mi do zrozumienia, że należy karać takie toś. Przyzwyczaiłam się do myśli że pracuję, zarabiam, mam. Mam marne perspektywy. Nie umiem się odnaleźć w tym. Nie żalę się, pisze stan faktyczny, bez łez.

Ok.
Uczciwie postąpiłaś. Masz sobie coś do zarzucenia?
Konsekwencja teraz, nie dać się zastrachać smile

23 788

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Przez ostatnie kilka dni ujrzałam przepaść wielką jak Kanion Kolorado. Mam nadzieję, że to skutek moich ostatnich działań. Wypierniczyłam tyle emocji z siebie, że trudno to opisać smile

E - wykrzyczałaś się? Czy jak?

23 789 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-23 15:59:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

zabka-k:
,,Czasem smarkam i chlipię do siebie. Jak mi coś "nie lezy", coś się przypomni, coś pokojarzy, czymś mi jm zajedzie - bo przecież w związku z dziećmi się widujemy. Jak mi coś nie pójdzie w pracy. Czasem jest mi smutno i wieczorkiem siadam sobie przy świeczce w kuchni z herbatką i narzekam sama do siebie, że mi ciężko i kręgosłup mnie boli. Bo boli. Kilka razy ostatnimi czasy wyryczałam się sama sobie tak, że ojojoj.... Ale ja wiem, że i muszę odreagować dawny stres, jak i jakieś nieprzyjemne wspomnienia czy aktualne sytuacje. Muszę nauczyć się odreagowywać na bieżąco, żeby stresu nie kumulować.

Za dużo Ci się kojarzy z Twoimi przeżyciami, kiedy czytasz? ''

Nie, raczej nie skojarzenia powodują rozlew łez ale ..odzew Twój, Hm, Raki na to co piszę. Szczerze przyznaję, że nie umiem skupić się na problemach dziewczyn, które niedawno zaczęły pisać. To nie egoizm, skupianie tylko na sobie i swoich problemach, wręcz przeciwnie jestem bardziej pomocna niż kiedyś, przynajmniej w realu. Moja głowa wiele już nie pomieści.
Dlaczego odzew? Dobroć, życzliwość jest dla mnie trudna. Ale przekonuję się w realu jak często warto pokazać/mówić o swoich słabościach, potrzebach. To ochrona, wszystko staje się jasne. Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać ale trzeba w pewnym sensie zaryzykować.
Straciłam apetyt.

Ojej Liv - no i właśnie o to mi chodziło, że ty nie chciałaś się przyznać, że tak się czujesz... A do cholery, ma prawo Ci być źle!!!! Każdej z nas czasem jest źle - jednej częściej innej rzadziej, to wszystko zależy od danego dnia, sytuacji! smile Rany Julek, choć się przyznałaś, że może nie sierotka ale też i nie silna. Przecież my wszystkie napewno rozumiemy, jak się może czuć samotna kobieta z dziećmi!  Dobroć może nie jest trudna, tylko rozstraja, nakazuje wyjście z pozy....
Kilka sytuacji mi się przypomniało.... smile
1) Jak wróciłam z KRK, to napisałam Hm, że im bliżej domu, tym bardziej mi się płakać chciało - niby wracałam do dzieci, a jednak... wracałam tam, gdzie nie miałam się do kogo dorosłego odezwać, do domu w którym  atmosfera była ciężka...
2) Kiedy już prawie wyjeżdżałyśmy z Z-ca, Happy kupiła dla moich maluchów wielgachną porcję lodów, bo słyszała, jak pytają czy aby napewno kupię, bo obiecałam....:) Łzy miałam w oczach sad Buuu, aż mi się teraz zaszkliły oczy...
To sytuacje z osobami, które sama znasz smile A ile razy już "musiałam" poprosić o pomoc? Albo dostałam w wg mnie "nadmiarze"??? Może nie umiem jeszcze prosić wszystkich, bo rewelacyjna w tym nie jestem. Może się jeszcze uczę. Ale wsparcia mnie samej sobie już nie odmówię, bo wiem ile mi daje sił smile
Trzeba zaryzykować. I to przyznanie się, ta prośba choćby o maleńkie wsparcie, o zrozumienie.... to takie trudne jest.... Przyjąć czyjąś pomoc.... Zrozumieć, że ktoś jest bezinteresowny i nie musisz nic w zamian, bo on robi to co robi, bo po prostu on chce smile I pewnie Cię lubi smile I pewnie doskonale wie za co smile smile smile
Jej, ja wiem, że to nie jest proste.... I to nie pstryknięcie palcami... I że to w ogóle nie jest egoizm smile Bo to z egoizmem nic nie ma wspólnego smile
Jest Ci teraz bardzo trudno, a wiem, że unikasz narzekania jak ognia! Więc mocno przytulam! smile
Oj, szkoda, że my w gruncie rzeczy prawie po całym świecie rozrzucone jesteśmy....

O to chodzi.
I wierzcie mi o ile jest cieplej na serduchu jak nas ktoś o tę pomoc poprosi. Jak zapyta o zdanie etc. O ile fajniej móc coś zrobić dla kogoś smile
Ja lubię wink
Słuchać, rozmawiać, pomagać. Uśmiech na twarzy czyjejś lubir widzieć, kiedy nie czuje sir już taki sam. Lubię smile

23 790

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Zabko ja potrzebuję chwili na złapanie oddechu i usunięcie mgły z oczu jak czytam Twoje na moje odpowiedzi smile dziękuję Ci.
Wszystko w porządku, to tylko reakcja na życzliwość.
Sama muszę o siebie zadbać, a mądry partner byłby obok i ze mną, razem w pełni samodzielni i mający w sobie wsparcie.
Inspekcja powiadomi mnie pisemnie co zrobią ze skargą, to pewnie kwestia kilku dni. Pewne jest, że coś z tym zrobią. Napisałam trzy poważne i prawdziwe zarzuty. Jest jeszcze sąd cywilny ale myślę, że już nie będzie potrzebny, a może?

Ty mi się tak nie roztkliwiaj, co? wink W końcu prawie równieśniczki, nie? smile
Hm też się "zdziwiła" i Happy także... wink
Wiesz, ja myślę, że mogliby sobie z własnej racjonalności oszczędzić Sądu Pracy ... wink
Trzymam kciuki, za szybsze rozwiązanie, ale z tego co słyszę od ludzi, to i w Sądzie Pracy szybko się to odbywa.
A jak chcą mieć wyższe koszty.... Tylko ja będę trzymała mocno kciuki za szybszym rozwiązaniem - dla Ciebie smile

Ja też trzymam smile

Posty [ 23 726 do 23 790 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 364 365 366 367 368 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026