Ehdi napisał/a:Widzisz lampka wina, a może dwie mogą własnie upuszczać emocje. Ja jednak waliłam do nieprzytomności pomijąjąc czym prędzej ten okres "upuszczenia", to właśnie była ucieczka w moim rozumieniu.
Strasznie nadwerężyłam swoje ciało w ubiegłym tygodniu ale to strasznie. Zupełnie tak jakbym chciała siebie zniszczyć. Ucierpiała moja psychika i moje ciało. Teraz już z tego powoli wychodzę. Dziś sobię robię odstawkę od fajek i mam nadzieję, że wytrwam w tym nieco bo strasznie sie przejarałam.
Widziałam się wczoraj z moim szacownym. Przyjechał załatwić pewne kwestie. Miałam z nim przezabawną dyskusję. Wspomniał coś o tym, że jego rodzina nadal mnie traktuje jak swoją cześć. Rozśmieszyło mnie to strasznie bo po śmierci mojego ojca tylko jedna osoba zadzwoniła z kondolencjami i reszta mnie olała. Skoro się tak o mnie martwią to czemu nie zadzwonili i nie zapytali jak się czuję i jak sobię radzę. Powiedziałam mu, że to bardzo przykre, że po jedenastu latach ktoś nagle traktuje Cię jak obcą osobę.
On zaczął mi tłumaczyć, że jeśli oni to zrobili to nieumyślnie. No, więc się pytam czy fakt nieumyślności ich działań odbiera mi prawo do tego aby było mi przykro ? czy też umniejsza mój żal ?
On oczywiście stwierdził, że nie ale ciągle ich tłumaczył. Zapytałam go wprost po co mi ta wiedza, która i tak niczego nie zmienia ? Nie był w stanie mi odpowiedzieć. Podobnie jak nie był mi w stanie wytłumaczyć dlaczego trzy dni po pogrzebie mojego ojca wysłał mi rozliczenie kosztów.
Moja odpowiedź jest prosta - całkowity brak empatii i nie ma co dalej o tym dyskutować.
Powiedział mi jeszcze tekst "kochajmy się jak bracia ale liczmy się jak żydzi".
Poryczałam się po jego wizycie. Naprawdę nie mam ochoty na dalsze kontakty z nim. Najlepiej jakby zniknął.
Myślę, że tak, że jedna / dwie czasem tak - ale jak też pisałam wcześniej, ja sporo strachów mam w sobie. A największy do przyzwyczajenia się, że uzależnię się od tego motywatora i inaczej już "nie dada".
Wiem, że mam poczucie że przesadziłaś, bo poczytałam u Ciebie. Mnie się przyznam, po mnie samej, takowe sytuacje kojarzą z czymś troszkę innym - jak tu znowu sobie zrobić krzywdę i zadać odrobinę bólu. Aktualnie siedzę na fotelu i zwijam się z bólu, bo zapijam się kawą, palę papierochy, uwielbiam surowe warzywka i owocki, wypiłam w sobotę 3 piwka (przez cały dłuuugi wieczór, krzywdy nie było) - no i oczywiście odezwał się dziś rano żołądek. A przecież wiem doskonale, że tak będzie! No to mam przymusowe odtrucie po swoim trybie życia. Jak nie ktoś, to sama sobie "muszę" narozrabiać.
Pamiętam ten tylko jeden telefon, pisałaś. Sama po sobie wiem, że sam z siebie praktycznie nikt do mnie też nie zadzwoni. Domyślam się czasem dlaczego. Nie, nie próbuję ich tłumaczyć. Nie, nie chcę żeby coś robili na siłę. Po prostu widzę i rozumiem, że że ludzie będą mieć więcej oporów, niż ja sama sobie wymyśleć potrafię
I że kontakt ze mną mógłby sprawić, że kogoś ze swojej rodziny akceptowali by mniej albo że ONI nie potrafią sobie z tą sytuacją poradzić, nie dojrzeli - nie dorośli do takiej możliwości? Że być może kiedyś, za parę lat - sama powiedziałabym, jak ja to widzę? Bo na razie daleka jestem od tego, nie w stosunku do jego rodziny i znajomych, nawet jeśli ktoś z głupia frant zapyta. Nie czuję się zainteresowana uświadamianiem społeczeństwa
Tak - i to co o nim, o swoim byłym, piszesz, to jest ewidentny brak ciepłych uczuć i zdrowych reakcji. Nawet chyba wredna złośliwość. A potem człowiek "szkolony" w takim środowisku nie umie się sam połapać, jakie są zdrowe ludzkie reakcje. Ja też uważam że należy się "liczyć do złotówki", ale człowieczeństwo sprawia, że można znaleźć w miarę dogodny moment. Ale to ja wiem. Bo ja napewno jestem osobą wrażliwą na innych i na siebie. Ja na szczęście po "jego" ostatnim "występie" już się nie poryczałam, tylko po zebraniu w sobie, przeprowadzeniu rozmowy wyjaśniającej (z kimś innym) złapałam za telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki wywściekać się na manipulatora. I bardzo się z tego cieszę, co zrobiłam, bo ktoś mi chciał sprawić przykrość! A ja zanim się zdołowałam do cna, to się wygadałam i upuściłam złości!
A i tak już mi niewiadomo jakie żale i domysły po główce chodziły...
Ma prawo - sama Ty przecież wiesz najlepiej - czuć że jest Ci przykro
I masz prawo poczuć złość choćby z tego powodu
No, ale Ty to wiesz. Ale może próbuj znaleźć inny sposób na wyładowanie tych uczuć - bo zobacz, w rezultacie Ty cierpisz. No - przytulam Cię mocno, tym mocniej, że ja dziś też cierpię
Ja też sobie krzywdę zrobiłam i mam odwyk kawowo - papierosowo - surowościowy
Bardzo proszę się na wypadzie zdrowo odżywiać! 