netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 183 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 363 364 365 366 367 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 661 do 23 725 z 26 310 ]

23 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pobędę sobie tylko, może to jest jakiś sposób. Innym razem odp, na wcześniejsze posty wybaczcie.

23 662

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
duzapanna napisał/a:

A u mnie nadchodzi trudniejszy moment. W momencie kiedy mąż mnie zrani na maksa, odseparowuję się, żyjemy w osobnych pokojach, nie odzywamy sie do siebie - wtedy łatwiej mi myśleć o sobie, czytam sobie książki, wychodzę z domu, jest jakoś tak inaczej.

Właśnie zaczęła się faza, w której zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Mamy gościa w domu więc przerwałam milczenie, żeby gość czuł się komfortowo, poza tym ze względów lokalowych musimy spać przez te kilka dni w jednym pokoju.

Obawiam się tego, że znów zatracę to swoje "bycie osobno". Za każdym razem tak było, że zaczynaliśmy gadać, następował względny spokój w zyciu codziennym a ja płynnie przechodziłam od poszukiwania siebie, to biernego nic nie robienia u jego boku. Jak tego uniknąć?...

Poszukiwaç siebie u jego boku smile

smile Łatwo powiedzieć.
Mam wrażenie jakbym się z nim zlewała w jedno. Dopiero kiedy jestem osobno oddycham. Dziwne to.
Na szczęście mąż wyjeżdża wkrótce na kurs. Będę miała 2 tygodnie tylko dla siebie smile

23 663

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Pobędę sobie tylko, może to jest jakiś sposób. Innym razem odp, na wcześniejsze posty wybaczcie.

Rób tak żebyś czuła się dobrze smile

23 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Pobędę sobie tylko, może to jest jakiś sposób. Innym razem odp, na wcześniejsze posty wybaczcie.

Rób tak żebyś czuła się dobrze smile

Hm żeby to było takie łatwe.

23 665

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:
duzapanna napisał/a:

A u mnie nadchodzi trudniejszy moment. W momencie kiedy mąż mnie zrani na maksa, odseparowuję się, żyjemy w osobnych pokojach, nie odzywamy sie do siebie - wtedy łatwiej mi myśleć o sobie, czytam sobie książki, wychodzę z domu, jest jakoś tak inaczej.

Właśnie zaczęła się faza, w której zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Mamy gościa w domu więc przerwałam milczenie, żeby gość czuł się komfortowo, poza tym ze względów lokalowych musimy spać przez te kilka dni w jednym pokoju.

Obawiam się tego, że znów zatracę to swoje "bycie osobno". Za każdym razem tak było, że zaczynaliśmy gadać, następował względny spokój w zyciu codziennym a ja płynnie przechodziłam od poszukiwania siebie, to biernego nic nie robienia u jego boku. Jak tego uniknąć?...

Poszukiwaç siebie u jego boku smile

smile Łatwo powiedzieć.
Mam wrażenie jakbym się z nim zlewała w jedno. Dopiero kiedy jestem osobno oddycham. Dziwne to.
Na szczęście mąż wyjeżdża wkrótce na kurs. Będę miała 2 tygodnie tylko dla siebie smile

To trudne. Nikt nie m?wił, że łatwo będzie smile

23 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Pobędę sobie tylko, może to jest jakiś sposób. Innym razem odp, na wcześniejsze posty wybaczcie.

Rób tak żebyś czuła się dobrze smile

Hm żeby to było takie łatwe.

Co to utrudnia?

23 667

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:

Rób tak żebyś czuła się dobrze smile

Hm żeby to było takie łatwe.

Co to utrudnia?

Zalewanie się łzami jak dziecko gdy tylko próbuje rozmawiać. Bronie się rękami i nogami żeby nie wpaść w jakieś wielkie przygnębienie.

23 668

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Hm żeby to było takie łatwe.

Co to utrudnia?

Zalewanie się łzami jak dziecko gdy tylko próbuje rozmawiać. Bronie się rękami i nogami żeby nie wpaść w jakieś wielkie przygnębienie.

Możesz jaśniej?

23 669

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jak go zniszczyłaś?
Skąd te napady?
Chciałaś wymusić na nim swoje racje?
Przeprosiłaś jego matkę za to, że Ciebie wyzywała?
Bardzo chciałaś żeby Cię zatrzymał w tą noc??

Zniszczyłam go, bo to widmo, że go zdradziłam będzie się za nim ciągnąć. Czy uda mu się jeszcze komuś zaufać? Poprzednia dziewczyna też go zdradziła - tylko, że tamten związek nie był tak poważny jak ten.

Jeśli chodzi o te napady, bardzo długo się tego wstydziłam. Nie chciałam na nim nic wymusić. Marzyłam wtedy, żeby mnie przytulił, tylko tyle, żeby pokazał, że jestem dla niego ważna.

Jego matkę przeprosiłam, bo uważałam, że dobrze jest pierwszej wyciągnąć rękę na zgodę. Nie chciałam z nią mieć spięć, bo była matką mojego chłopaka. Poza tym rzeczywiście, trzaskając pięścią w stół zachowałam się dość gwałtownie.

Co do tej nocy, to wiedziałam, że mnie nie zatrzyma. Nie miałam złudzeń. Duma by mu na to nie pozwoliła. Byłam jednak bardzo zaskoczona, że nie zadzwonił po godzinie, dwóch, trzech, nie odzywał się przez trzy dni, oprócz odpisania na mojego porannego smsa "Ok".

hm... napisał/a:

Wiesz dlaczego zdradziłaś?
Nie chodziło o seks, chciałaś się poczuć kochana.
Cały czas tego szukasz, u chłopaka, u kolegi, szukasz, nie znajdujesz i tam tego nie znajdziesz.
Ja myślę, że chłopak tak jak Ty ma problemy ze sobą. Jego matka ewidentnie także. Wszelkie poniżania, upokarzania.
Nie kochasz siebie więc jak chcesz kochać kogoś? I jak chcesz być kochana?
Twoje ciało odchorowuje wszystko co sięvdzieje w Twojej głowie.
A może by tak zawalczyć o siebie, nie o niego? Czy on rozumiał Ciebie?
Acha, kochał po swojemu. No tak.
Racjonalizujesz okrutnie.
A czy on uważa, że zrobiłaś mu krzywdę?
Napić, a. I to pomoże?


Truski. Nie jesteś już dzieckiem.
Popełniłaś błąd, bo nie mogłaś siebie odnaleźć i dalej nie możesz. I powiem Ci jedno, jeśli nie weźmiesz się za siebie to będziesz robić tylko głupoty, których zawsze będziesz żałować.
Matkę widzę miałaś podobną do mojej. Zaakceptować jaka jest, nie potrafi inaczej, jej sprawa. Nie masz na to wpływu.
Uciekłaś od niej po orostu. Zdajesz sobie z tego sprawę.
Przeczytaj co pisałam parę stron temu. Jak będziesz mieć pytania służę pomocą.

Jeśli samej sobie nie powiesz co czujesz nie uspokoisz się, nie będziesz szczęśliwa, nie poczujesz się kochana i nikt prócz Ciebie samej tego Ci nie da.

Wparowałaś w związek bez szorca, bez przygotowania, bez poczuciac wewnętrznej stabilizacji, bezpieczeństwa, własnej wartości. Rozumiesz?

Każdy popełnia błędy, ale nic nie dzieje się bez przyczyny.
Daj sobie prawo poczuć się bezsilną, bezradną i słabą, zaopiekuj się sobą, zrozum siebie, zastanów się dlaczego tevwszystkie sytuacjevw Twoim życiu się wydarzyły i dlaczego.
Dużapanna robi świetną analizę.

Powiem Ci coś nie jesteś do niczego jesteś zagubiona, nieszczęśliwa i samotna i tylko Ty możesz to zmienić. Tylko Ty. Samo się nie zrobi.
Tylko czy chcesz?

Bardzo chcę coś zmienić, pracuję nad tym. Jest ciężko. Mam huśtawki nastrojów, od euforii, że pracuję nad sobą i coś tam mi się może uda po totalne załamanie, które przywołane jest natychmiast jak cieszę się za bardzo. Po tym, co zrobiłam uważam, że nie mam prawa do szczęścia, do cieszenia się. Ból jaki przeżywam to kara.

Dziękuję za Twoją wiadomość. Wiele dla mnie znaczy to, co napisałaś. Na pewno zapiszę to gdzieś, abym mogła przywoływać w trudnych chwilach.

Hm.. jak dogadujesz się dzisiaj z matką? Jak wyglądają Wasze relacje? Masz do niej żal?

23 670

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Czy możesz mi napisać dlaczego afirmacja ma być połączona akurat ze spacerem? Może mi też sie przyda taka forma.

Wielki uśmiech dla Ciebie [bo zdaje się, że podobną drogę przebywamy smile] A więc afirmacja ze spacerem dlatego, ze po 1. to taki troche sprawdzian konsekwencji - spacer powinien odbywać się o dość stałej porze - codziennie, bez żadnych wykrętów, wiesz postanawiasz sobie coś dla siebie robić i robisz to, Twoja wola ma sie wzmocnić, ma Ci to dać przekonanie, że jak chcesz to potrafisz smile po 2. połączenie afirmacji z czynnością sprawi, że mózg łatwiej zapamiętuje to, co chcesz mu zaprogramować - kojarzy wychodzenie na spacer o określonej porze z nowymi pozytywnymi informacjami i później być może będzie wchodził w ten pozytywny tryb samoczynnie smile
Dobrze to wytłumaczyłam, Hm... ? smile

23 671

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Truski, zostawiłam niektóre zdania z Twojej wypowiedzi. Spróbuj je przeczytać tak, jakby mówiła to obca kobieta.
Czy myślisz, że tak powinien zachowywać się kochający facet?
Nie tłumacz go rodziną i chorymi układami w rodzinie. Facet z którym jesteś ma Cie chronić, ma być zawsze po Twojej stronie i koniec kropka.
Wszystkie robimy ten sam błąd. Tłumaczymy innych. On jest taki biedny, miał trudne dzieciństwo, matka nim manipuluje. To nie jest istotne!
Istotne jest to, Truski, że Ty zasługujesz na tysiąc razy lepsze traktowanie!
Jesteś mądrą dziewczyną. Na pewno dojdziesz do tego, dlaczego tak jest w Twoim życiu. Przeczytaj sobie "Kobiety, ktore kochają za bardzo" a potem inne książki polecane tu na forum. Są dostępne w necie w formie pdf. Jak chcesz mogę Ci wysłać.

Kochana trudne lata za Tobą, ale dość tego. Czas zawalczyć i nie o żadego faceta o o siebie. Przytulam...

Przeczytałam ją kiedyś przez przypadek, niedawno postanowiłam odnowić. Nie chciałam po nią sięgnąć, bo nigdy nie uważałam się za "kochają za bardzo". Wręcz przeciwnie. To ja byłam zazdrosna, czepiałam się albo po prostu nie dość się starałam, żeby było fajnie między nami. Uważałam, że to kobieta powinna być ostoją domowego ciepła. Dzisiaj myślę o tym inaczej, tzn. staram się przynajmniej. To właśnie lektura "Kobiet..." sprawiła, że postanowiłam poszukać dla siebie pomocy.

Czy w ogóle jest możliwe wyjście z tego błędnego koła, z tego ciągłego powielania emocji jakich doświadczaliśmy w dzieciństwie? Znacie kogoś, komu to się udało? Miał nieszczęśliwy dom, destrukcyjną atmosferę w rodzinie, a jednak stworzył dom szczęśliwy, kochający i pełen ciepła w dorosłym życiu. A może którejś z Was się to udało??
Ja muszę wiedzieć, jak to zrobić. big_smile

duzapanna napisał/a:

A u mnie nadchodzi trudniejszy moment. W momencie kiedy mąż mnie zrani na maksa, odseparowuję się, żyjemy w osobnych pokojach, nie odzywamy sie do siebie - wtedy łatwiej mi myśleć o sobie, czytam sobie książki, wychodzę z domu, jest jakoś tak inaczej.

Właśnie zaczęła się faza, w której zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Mamy gościa w domu więc przerwałam milczenie, żeby gość czuł się komfortowo, poza tym ze względów lokalowych musimy spać przez te kilka dni w jednym pokoju.

Obawiam się tego, że znów zatracę to swoje "bycie osobno". Za każdym razem tak było, że zaczynaliśmy gadać, następował względny spokój w zyciu codziennym a ja płynnie przechodziłam od poszukiwania siebie, to biernego nic nie robienia u jego boku. Jak tego uniknąć?...

Chcesz uniknąć eskalacji konfliktów odcinając się czy po prostu introwertyzm? Czujesz, że będąc u boku męża nie rozwijasz się, nie możesz poszukiwać siebie? Jak zachowuje się Twój mąż po kłótni? Nie próbuje nawiązać kontaktu?

23 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aniol napisał/a:

Witam, jestem na tym forum od niedawna, na razie tylko czytam i coraz bardziej wydaje mi się że ja chyba też kocham za bardzo męża.
Mam nadzieję, że wkrótce się odważę i opiszę Wam moją historię.
Wspominałyście na tym forum o książce KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO, czy może ktoś ma tą książkę w pdf i mógłby mi ją przesłać na maila
Mam nadzieję że może w niej znajdę odpowiedzi na moje pytania.
Z góry dziękuję i pozdrawiam

Już wysyłam. smile
Nie wiem, czy książka da Ci odpowiedź, ale na pewno nakieruje Cię na analizę pewnych schematów, do których przywykliśmy i które tak chętnie (nie do końca świadomie) powielamy.

Even napisał/a:

Trochę wcinam się w dyskusję, ale może ktoś się uśmiechnie, jak napiszę, że już czuję pozytywny skutek zmian [mimo, że to małe zmiany i początki]. Wczoraj wyruszyłam na pierwszy afirmacyjny spacer, a dzisiaj gotowałam dla siebie -TYLKO DLA SIEBIE - pyszny obiad. I nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, że kalorie. Robiłam coś dobrego dla siebie i poczułam się.. ważniejsza smile [ a na gazie pyrka sobie bulion warzywny, który uwielbiam, ale kto to widział gotować zupę dla samej siebie wink)

I bardzo dobrze zrobiłaś! Trzeba się czasem rozpieszczać! smile
Ja w ramach robienia-czegoś-dla-siebie, codziennie ćwiczę z Ewą Chodakowską. Taka nie groźna moda i działa pozytywnie. wink Trudno mi to przychodzi, bo jestem na etapie myślenia, że nie powinnam robić dla siebie nic dobrego, po tym, jak skrzywdziłam kilka osób, ale zmuszam się i jak dotąd codziennie mi się udaje. wink

Co do jedzonka. Miała być domowa pizza. Zamiast pizzy było sprzątanie octem połowy kuchni po znalezieniu w mące moli spożywczych!! Brrrr....

23 673 Ostatnio edytowany przez duzapanna (2013-07-19 23:11:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Czy możesz mi napisać dlaczego afirmacja ma być połączona akurat ze spacerem? Może mi też sie przyda taka forma.

Wielki uśmiech dla Ciebie [bo zdaje się, że podobną drogę przebywamy smile] A więc afirmacja ze spacerem dlatego, ze po 1. to taki troche sprawdzian konsekwencji - spacer powinien odbywać się o dość stałej porze - codziennie, bez żadnych wykrętów, wiesz postanawiasz sobie coś dla siebie robić i robisz to, Twoja wola ma sie wzmocnić, ma Ci to dać przekonanie, że jak chcesz to potrafisz smile po 2. połączenie afirmacji z czynnością sprawi, że mózg łatwiej zapamiętuje to, co chcesz mu zaprogramować - kojarzy wychodzenie na spacer o określonej porze z nowymi pozytywnymi informacjami i później być może będzie wchodził w ten pozytywny tryb samoczynnie smile
Dobrze to wytłumaczyłam, Hm... ? smile

Chyba tak Even smile Już rozumiem. Ja też szukam sposobów, jak zrobić coś dla siebie, pomyślę też nad tym spacerowym.


Truski napisał/a:

Przeczytałam ją kiedyś przez przypadek, niedawno postanowiłam odnowić. Nie chciałam po nią sięgnąć, bo nigdy nie uważałam się za "kochają za bardzo". Wręcz przeciwnie. To ja byłam zazdrosna, czepiałam się albo po prostu nie dość się starałam, żeby było fajnie między nami. Uważałam, że to kobieta powinna być ostoją domowego ciepła. Dzisiaj myślę o tym inaczej, tzn. staram się przynajmniej. To właśnie lektura "Kobiet..." sprawiła, że postanowiłam poszukać dla siebie pomocy.

Czy w ogóle jest możliwe wyjście z tego błędnego koła, z tego ciągłego powielania emocji jakich doświadczaliśmy w dzieciństwie? Znacie kogoś, komu to się udało? Miał nieszczęśliwy dom, destrukcyjną atmosferę w rodzinie, a jednak stworzył dom szczęśliwy, kochający i pełen ciepła w dorosłym życiu. A może którejś z Was się to udało??
Ja muszę wiedzieć, jak to zrobić. big_smile

Ja też się nigdy nie uważałam za kochającą za bardzo. Bo nie nadskakiwałam facetom, zawsze miałam sporo wymagań, nie jestem aniołem, i nie jestem z tych przesadnie dbających. Miałam nawet poczucie winy, że za mało się staram. Myślałam, że na pewno gdybym zrobiła coś więcej, on kochałby mnie bardziej.
Ale jestem kochającą za bardzo, bo związek z facetem był zawsze moim sensem i celem. Bez faceta czułam się niepełna i niedowartościowana. W związku większość moich myśli krążyłą wokół faceta. I najważniejsze, nawet jeśli byłam raniona, pomniejszałam jego winę i tłumaczyłam motywy, a od siebie wymagałam więcej i więcej.

Truski napisał/a:

Chcesz uniknąć eskalacji konfliktów odcinając się czy po prostu introwertyzm? Czujesz, że będąc u boku męża nie rozwijasz się, nie możesz poszukiwać siebie? Jak zachowuje się Twój mąż po kłótni? Nie próbuje nawiązać kontaktu?

Prawdziwe konflikty są u nas tylko jeśli ja je wywołam. Głównym żródłem konfliktów u nas jest jego seksoholizm. O innych rzeczach dyskutujemy, czasem sie posprzeczamy, ale dość szybko dochodzimy do jakiegoś kompromisu. Natomiast o seksoholiźmie mówie tylko ja. I jeśli czegoś na tym polu wymagam, to on się zamyka w sobie. Kiedyś błagał o kolejną szansę i obiecywał poprawę. Teraz wie, że nie ma to już sensu. Szuka okazji żeby jakoś zamieść sprawe pod dywan i zacząć zwyczajnie żyć codziennością.

U jego boku ja karmię swoją bierność. Czuję się w miare bezpiecznie więc tylko wegetuję. Nie wiem, czuję się jakoś przesadnie z nim zespolona. Natomiast jak odkrywam jawne dowody na jego nałogową działalność, zrobię aferę, stracę już ten grunt pod nogami, to wreszcie czuję się wolna i zaczynam szukać siebie.

Teraz znów rozmawiamy, znów zaczynam czuć znajome bezpieczeństwo. To mi zabiera oddech i motywacje do szukania.


Aha jeszcze a propos pozytywnych przykładów - poczytaj sobie początkowe strony tego wątku. Wielu dziewczynom udało się wyjść na prostą. Ja wierzę, że da sie jeszcze żyć normalnie i stworzyć szczęśliwą rodzinę. Choć pewnie dużo wysiłku to kosztuje i trzeba wciąż rewidować swoje motywy. Ale w końcu wszystko co wartościowe nie przychodzi bez wysilku smile

23 674

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Miałam nawet poczucie winy, że za mało się staram. Myślałam, że na pewno gdybym zrobiła coś więcej, on kochałby mnie bardziej.
(...)
Ale jestem kochającą za bardzo, bo związek z facetem był zawsze moim sensem i celem. Bez faceta czułam się niepełna i niedowartościowana. W związku większość moich myśli krążyłą wokół faceta. I najważniejsze, nawet jeśli byłam raniona, pomniejszałam jego winę i tłumaczyłam motywy, a od siebie wymagałam więcej i więcej.

Nic dodać, nic ująć. Kochająca za bardzo nie odnosi się wyłącznie do zagłaskiwania mężczyzny miłością (ja tak interpretowałam to określenie zanim przeczytałam książkę, tym bardziej uważałam, że nie jest dla mnie). Świadomość problemu i nazwanie go to już coś.

duzapanna napisał/a:

Prawdziwe konflikty są u nas tylko jeśli ja je wywołam. Głównym żródłem konfliktów u nas jest jego seksoholizm. O innych rzeczach dyskutujemy, czasem sie posprzeczamy, ale dość szybko dochodzimy do jakiegoś kompromisu. Natomiast o seksoholiźmie mówie tylko ja. I jeśli czegoś na tym polu wymagam, to on się zamyka w sobie. Kiedyś błagał o kolejną szansę i obiecywał poprawę. Teraz wie, że nie ma to już sensu. Szuka okazji żeby jakoś zamieść sprawe pod dywan i zacząć zwyczajnie żyć codziennością.

Typowe zachowanie kogoś, kto jest uzależniony. Udawanie, że problemu nie ma. Widocznie Twój mąż nie posiada jeszcze wystarczającej motywacji, żeby ze swoją chorobą walczyć. Seksoholizm to uzależnienie jak każde inne i równie niebezpieczne. Jednak jedyną osobą, która może zechcieć coś z tym zrobić to Twój mąż. Musi sam zdać sobie sprawę ze strat, jakie ponosi lub może ponieść, jeśli nie zmieni swojego zachowania, bo tylko wtedy może zacząć terapię, która przyniesie skutek.

duzapanna napisał/a:

U jego boku ja karmię swoją bierność. Czuję się w miare bezpiecznie więc tylko wegetuję. Nie wiem, czuję się jakoś przesadnie z nim zespolona. Natomiast jak odkrywam jawne dowody na jego nałogową działalność, zrobię aferę, stracę już ten grunt pod nogami, to wreszcie czuję się wolna i zaczynam szukać siebie.

Teraz znów rozmawiamy, znów zaczynam czuć znajome bezpieczeństwo. To mi zabiera oddech i motywacje do szukania.

Trochę to enigmatycznie brzmi. Co nazywasz szukaniem? Czego szukasz? Na czym polega szukanie siebie?

Wegetacja to świetne określenie. Wegetujesz, niby bezpiecznie, ale doskonale wiesz, że kolejna akcja to tylko kwestia czasu.

Chcesz być wolna?

duzapanna napisał/a:

Aha jeszcze a propos pozytywnych przykładów - poczytaj sobie początkowe strony tego wątku. Wielu dziewczynom udało się wyjść na prostą. Ja wierzę, że da sie jeszcze żyć normalnie i stworzyć szczęśliwą rodzinę. Choć pewnie dużo wysiłku to kosztuje i trzeba wciąż rewidować swoje motywy. Ale w końcu wszystko co wartościowe nie przychodzi bez wysilku smile

Poczytam!! smile

23 675 Ostatnio edytowany przez Even (2013-07-20 00:05:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Nic dodać, nic ująć. Kochająca za bardzo nie odnosi się wyłącznie do zagłaskiwania mężczyzny miłością (ja tak interpretowałam to określenie zanim przeczytałam książkę, tym bardziej uważałam, że nie jest dla mnie). Świadomość problemu i nazwanie go to już coś.

O, tak. Ja także czytałam ją dawniej, ale uznałam, że to nie mój problem i rzuciłam. Sama nazwa "przypadłości" [ a zarazem tytuł książki] jest bardzo myląca o czym przekonałam się czytając ją teraz, i... będąc gotową do zaakceptowania faktu.

23 676 Ostatnio edytowany przez duzapanna (2013-07-20 00:41:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja słyszałam już dawno o tej książce, ale nawet tytuł mnie odstraszał. Myślałam: przecież ja nie jestem z tych kochających wink

Moja pierwsza lektura w tym temacje to "Miłość to wybór. O terapii współuzależnień". Poleciła mi ją terapeutka do której chodziłam w zeszłym roku. Dopiero wtedy się dowiedziałam, że to może mnie jakkolwiek dotyczyć, że jestem kochająca za bardzo, współuzależniona.

Truski napisał/a:
duzapanna napisał/a:

U jego boku ja karmię swoją bierność. Czuję się w miare bezpiecznie więc tylko wegetuję. Nie wiem, czuję się jakoś przesadnie z nim zespolona. Natomiast jak odkrywam jawne dowody na jego nałogową działalność, zrobię aferę, stracę już ten grunt pod nogami, to wreszcie czuję się wolna i zaczynam szukać siebie.

Teraz znów rozmawiamy, znów zaczynam czuć znajome bezpieczeństwo. To mi zabiera oddech i motywacje do szukania.

Trochę to enigmatycznie brzmi. Co nazywasz szukaniem? Czego szukasz? Na czym polega szukanie siebie?

Wegetacja to świetne określenie. Wegetujesz, niby bezpiecznie, ale doskonale wiesz, że kolejna akcja to tylko kwestia czasu.

Chcesz być wolna?

Rozpisałam sie w odpowiedzi, ale skasowałam. Nie umiem jeszcze nazwać tego wszystkiego co czuję.

23 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
aniol napisał/a:

Witam, jestem na tym forum od niedawna, na razie tylko czytam i coraz bardziej wydaje mi się że ja chyba też kocham za bardzo męża.
Mam nadzieję, że wkrótce się odważę i opiszę Wam moją historię.
Wspominałyście na tym forum o książce KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO, czy może ktoś ma tą książkę w pdf i mógłby mi ją przesłać na maila
Mam nadzieję że może w niej znajdę odpowiedzi na moje pytania.
Z góry dziękuję i pozdrawiam

Już wysyłam. smile
Nie wiem, czy książka da Ci odpowiedź, ale na pewno nakieruje Cię na analizę pewnych schematów, do których przywykliśmy i które tak chętnie (nie do końca świadomie) powielamy.

Truski mozesz i mi wyslac??

23 678 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-20 09:20:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

Jak go zniszczyłaś?
Skąd te napady?
Chciałaś wymusić na nim swoje racje?
Przeprosiłaś jego matkę za to, że Ciebie wyzywała?
Bardzo chciałaś żeby Cię zatrzymał w tą noc??

Zniszczyłam go, bo to widmo, że go zdradziłam będzie się za nim ciągnąć. Czy uda mu się jeszcze komuś zaufać? Poprzednia dziewczyna też go zdradziła - tylko, że tamten związek nie był tak poważny jak ten.

Jeśli chodzi o te napady, bardzo długo się tego wstydziłam. Nie chciałam na nim nic wymusić. Marzyłam wtedy, żeby mnie przytulił, tylko tyle, żeby pokazał, że jestem dla niego ważna.

Jego matkę przeprosiłam, bo uważałam, że dobrze jest pierwszej wyciągnąć rękę na zgodę. Nie chciałam z nią mieć spięć, bo była matką mojego chłopaka. Poza tym rzeczywiście, trzaskając pięścią w stół zachowałam się dość gwałtownie.

Co do tej nocy, to wiedziałam, że mnie nie zatrzyma. Nie miałam złudzeń. Duma by mu na to nie pozwoliła. Byłam jednak bardzo zaskoczona, że nie zadzwonił po godzinie, dwóch, trzech, nie odzywał się przez trzy dni, oprócz odpisania na mojego porannego smsa "Ok".

hm... napisał/a:

Wiesz dlaczego zdradziłaś?
Nie chodziło o seks, chciałaś się poczuć kochana.
Cały czas tego szukasz, u chłopaka, u kolegi, szukasz, nie znajdujesz i tam tego nie znajdziesz.
Ja myślę, że chłopak tak jak Ty ma problemy ze sobą. Jego matka ewidentnie także. Wszelkie poniżania, upokarzania.
Nie kochasz siebie więc jak chcesz kochać kogoś? I jak chcesz być kochana?
Twoje ciało odchorowuje wszystko co sięvdzieje w Twojej głowie.
A może by tak zawalczyć o siebie, nie o niego? Czy on rozumiał Ciebie?
Acha, kochał po swojemu. No tak.
Racjonalizujesz okrutnie.
A czy on uważa, że zrobiłaś mu krzywdę?
Napić, a. I to pomoże?


Truski. Nie jesteś już dzieckiem.
Popełniłaś błąd, bo nie mogłaś siebie odnaleźć i dalej nie możesz. I powiem Ci jedno, jeśli nie weźmiesz się za siebie to będziesz robić tylko głupoty, których zawsze będziesz żałować.
Matkę widzę miałaś podobną do mojej. Zaakceptować jaka jest, nie potrafi inaczej, jej sprawa. Nie masz na to wpływu.
Uciekłaś od niej po orostu. Zdajesz sobie z tego sprawę.
Przeczytaj co pisałam parę stron temu. Jak będziesz mieć pytania służę pomocą.

Jeśli samej sobie nie powiesz co czujesz nie uspokoisz się, nie będziesz szczęśliwa, nie poczujesz się kochana i nikt prócz Ciebie samej tego Ci nie da.

Wparowałaś w związek bez szorca, bez przygotowania, bez poczuciac wewnętrznej stabilizacji, bezpieczeństwa, własnej wartości. Rozumiesz?

Każdy popełnia błędy, ale nic nie dzieje się bez przyczyny.
Daj sobie prawo poczuć się bezsilną, bezradną i słabą, zaopiekuj się sobą, zrozum siebie, zastanów się dlaczego tevwszystkie sytuacjevw Twoim życiu się wydarzyły i dlaczego.
Dużapanna robi świetną analizę.

Powiem Ci coś nie jesteś do niczego jesteś zagubiona, nieszczęśliwa i samotna i tylko Ty możesz to zmienić. Tylko Ty. Samo się nie zrobi.
Tylko czy chcesz?

Bardzo chcę coś zmienić, pracuję nad tym. Jest ciężko. Mam huśtawki nastrojów, od euforii, że pracuję nad sobą i coś tam mi się może uda po totalne załamanie, które przywołane jest natychmiast jak cieszę się za bardzo. Po tym, co zrobiłam uważam, że nie mam prawa do szczęścia, do cieszenia się. Ból jaki przeżywam to kara.

Dziękuję za Twoją wiadomość. Wiele dla mnie znaczy to, co napisałaś. Na pewno zapiszę to gdzieś, abym mogła przywoływać w trudnych chwilach.

Hm.. jak dogadujesz się dzisiaj z matką? Jak wyglądają Wasze relacje? Masz do niej żal?

Popełniamy błędy wiesz?
Nieraz trudne do zniesienia.
Żeby sobie pomóc musisz ten błąd zaakceptować, trzeba to zrobić by pójść dalej.
Zdradziłam bo...chciałam być kochana, chciałam być ważna, chciałam czuć się bezpiecznie? Tak? Szukałaś tego? Zastanów się.

Chcesz być ważna.
Proponuję codziennie. Najlepiej zaraz po przebudzeniu, albo przed pójściem spać wyjść na 10 minutowy spacer. Ustal sobie kiedy. Ale musi to być codziennie. Czy leje, czy wieje, czy świeci piękne słońce.
Ustal sobie jedno proste zdanie dotyczące Ciebie. Tutaj proponuję komunikat - jestem ważna.
Można do tego dodać "Lubię siebie, lubię świat, świat mnie lubi".
Codziennie.
Na trzeci dzień nie będzie Ci się pewnie chciało. Będziesz się sama do tego planu zniechęcać. Zobaczysz.
Organizm, nazwijmy to, będzie się bronił, bo chcesz mu wpoić coś w co nie wierzysz.
Jeśli chcesz coś zmienić zrób to na początek. Potem Ci powiem jak długo to robić.

Po co ten spacer zapytasz. Ano po to, żeby się konsekwencji nauczyć i odpowiedzialności, konsekwencji. I odpowiedzialności w podejmowaniu decyzji.

Moje relacje z matką są poprawne.
Widujemy się rzadko, nie ciągnie mnie tam. Czasem przez telefon rozmawiamy.
Kiedyś mój żal do niej był ogromny. Żal i nienawiść. Czułam też nienawiść do siebie, zapewne w związku z moimi przeżyciami z dzieciństwa w domu. Ona miała swoje przeżycia także. Co z nimi zrobiła jej sprawa.

Nie przeszło Ci przez myśl dlaczego poprzedniej dziewczynie u boku Twojego chłopaka także czegoś brakowało?

Potrzeba Ci spokoju, w Tobie jest trochę chaos teraz, prawda?

Nie uważam, że trzeba przepraszać kogoś za to, że Ciebie poniżył. Ileż można znieść żeby się nie zdenerwować?
Mnie wyzywała matka kiedyś. Miałam jej coś zrobić. Powiedziałam jej tak - jak mnie będziesz wyzywać to nic ci nie zrobię.
Jak myślisz co się wtedy stało?

Już się na nim nie skupiaj, co powinien a co nie, bo on sam ma swoje powinności i bezczynności po swojemu zakodowane. Mnie się wydaje, że chciałaś na nim podświadomie wywrzeć jakąś reakcję, on jednak okazał si? być obojętny, co Ciebie prawie zabiło. I po co? A wiesz, że chciałaś go zmanipulować? I on Ciebie teź, nie raz. Tak wynika z tego co napisałaś. Każdy z Was miał coś w deficycie, coś z czego nawet nie zdawał sobie sprawy i szukał tego w drugiej osobie. Walczył o to, ale kiedy nawet dostał to co wydawało mu się tym poszukiwanym, nie odczuł zaspokojenia, ulgi, no może na chwilę, ale to była iluzja tylko. Fikcja. Bo za chwilę znów był głód tego i pustka. Bo to tylko nam się zdaje, że jak się napijemy to tylko wtedy potrafimy wyluzować, że jak zjemy ciacho to jesteśmy super szczęśliwi i dlatego w chwili smutku po nie sięgamy. Czy tony ciastek są dla nas dobre?
Jeśli znajdziesz to czego Ci brakuje, a nie da Ci tego nikt, a tylko Ty sama, wtedy poczujesz ulgę i spokój.
Więc jak to z Tobą będzie?

Ja cały czas się uczę kochać siebie. Szukam pomysłów i rozwiązań żeby żyło mi się lepiej. Choć czasem nachodzą mnie jeszcze wątpliwości i brak wiary. Ale to tylko podświadomość, moja podświadomość, która chce dla mnie dobrze, która chce mnie chronić, to ona chce mnie z powrotem wprowadzić na tor działania, na jedyny jej dotąd znany tor. Ale ja wiem, że tamten jedyny jej znany tor nie jest dla mnie dobry. Na tym torze jest strach i brak wiary w swoje możliwości. Dlatego powoli, centymentr po centymetrze buduję nowy tor, taki super ekstra, taki dla szybkiego, nowoczesnego pociągu. Taki, który się nie zepsuje, pod którym nie osunie się nasyp, taki po którym pojedzie mój pociąg zwany życiem.
Wsiadasz ze mną do swojego pociągu? Lokomotywa już czeka. Tylko trzeba się trochę spocić, czasem nawet zapłakać, bo na rękach robią się bąble od ciężkiej pracy. Ale pomyśl jaka jest perspektywa. Jedziesz, dookoła piękne widoki, jeziora, rzeki, lasy, góry. Ja bardzo chcę tam jechać. I pojadę. smile

23 679

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Czy możesz mi napisać dlaczego afirmacja ma być połączona akurat ze spacerem? Może mi też sie przyda taka forma.

Wielki uśmiech dla Ciebie [bo zdaje się, że podobną drogę przebywamy smile] A więc afirmacja ze spacerem dlatego, ze po 1. to taki troche sprawdzian konsekwencji - spacer powinien odbywać się o dość stałej porze - codziennie, bez żadnych wykrętów, wiesz postanawiasz sobie coś dla siebie robić i robisz to, Twoja wola ma sie wzmocnić, ma Ci to dać przekonanie, że jak chcesz to potrafisz smile po 2. połączenie afirmacji z czynnością sprawi, że mózg łatwiej zapamiętuje to, co chcesz mu zaprogramować - kojarzy wychodzenie na spacer o określonej porze z nowymi pozytywnymi informacjami i później być może będzie wchodził w ten pozytywny tryb samoczynnie smile
Dobrze to wytłumaczyłam, Hm... ? smile

Świetnie smile

23 680

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
aniol napisał/a:

Witam, jestem na tym forum od niedawna, na razie tylko czytam i coraz bardziej wydaje mi się że ja chyba też kocham za bardzo męża.
Mam nadzieję, że wkrótce się odważę i opiszę Wam moją historię.
Wspominałyście na tym forum o książce KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO, czy może ktoś ma tą książkę w pdf i mógłby mi ją przesłać na maila
Mam nadzieję że może w niej znajdę odpowiedzi na moje pytania.
Z góry dziękuję i pozdrawiam

Już wysyłam. smile
Nie wiem, czy książka da Ci odpowiedź, ale na pewno nakieruje Cię na analizę pewnych schematów, do których przywykliśmy i które tak chętnie (nie do końca świadomie) powielamy.

Even napisał/a:

Trochę wcinam się w dyskusję, ale może ktoś się uśmiechnie, jak napiszę, że już czuję pozytywny skutek zmian [mimo, że to małe zmiany i początki]. Wczoraj wyruszyłam na pierwszy afirmacyjny spacer, a dzisiaj gotowałam dla siebie -TYLKO DLA SIEBIE - pyszny obiad. I nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, że kalorie. Robiłam coś dobrego dla siebie i poczułam się.. ważniejsza smile [ a na gazie pyrka sobie bulion warzywny, który uwielbiam, ale kto to widział gotować zupę dla samej siebie wink)

I bardzo dobrze zrobiłaś! Trzeba się czasem rozpieszczać! smile
Ja w ramach robienia-czegoś-dla-siebie, codziennie ćwiczę z Ewą Chodakowską. Taka nie groźna moda i działa pozytywnie. wink Trudno mi to przychodzi, bo jestem na etapie myślenia, że nie powinnam robić dla siebie nic dobrego, po tym, jak skrzywdziłam kilka osób, ale zmuszam się i jak dotąd codziennie mi się udaje. wink

Co do jedzonka. Miała być domowa pizza. Zamiast pizzy było sprzątanie octem połowy kuchni po znalezieniu w mące moli spożywczych!! Brrrr....

No proszę bardzo i uśmiechnięte mordki smile

23 681 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-20 09:27:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
Even napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Czy możesz mi napisać dlaczego afirmacja ma być połączona akurat ze spacerem? Może mi też sie przyda taka forma.

Wielki uśmiech dla Ciebie [bo zdaje się, że podobną drogę przebywamy smile] A więc afirmacja ze spacerem dlatego, ze po 1. to taki troche sprawdzian konsekwencji - spacer powinien odbywać się o dość stałej porze - codziennie, bez żadnych wykrętów, wiesz postanawiasz sobie coś dla siebie robić i robisz to, Twoja wola ma sie wzmocnić, ma Ci to dać przekonanie, że jak chcesz to potrafisz smile po 2. połączenie afirmacji z czynnością sprawi, że mózg łatwiej zapamiętuje to, co chcesz mu zaprogramować - kojarzy wychodzenie na spacer o określonej porze z nowymi pozytywnymi informacjami i później być może będzie wchodził w ten pozytywny tryb samoczynnie smile
Dobrze to wytłumaczyłam, Hm... ? smile

Chyba tak Even smile Już rozumiem. Ja też szukam sposobów, jak zrobić coś dla siebie, pomyślę też nad tym spacerowym.


Truski napisał/a:

Przeczytałam ją kiedyś przez przypadek, niedawno postanowiłam odnowić. Nie chciałam po nią sięgnąć, bo nigdy nie uważałam się za "kochają za bardzo". Wręcz przeciwnie. To ja byłam zazdrosna, czepiałam się albo po prostu nie dość się starałam, żeby było fajnie między nami. Uważałam, że to kobieta powinna być ostoją domowego ciepła. Dzisiaj myślę o tym inaczej, tzn. staram się przynajmniej. To właśnie lektura "Kobiet..." sprawiła, że postanowiłam poszukać dla siebie pomocy.

Czy w ogóle jest możliwe wyjście z tego błędnego koła, z tego ciągłego powielania emocji jakich doświadczaliśmy w dzieciństwie? Znacie kogoś, komu to się udało? Miał nieszczęśliwy dom, destrukcyjną atmosferę w rodzinie, a jednak stworzył dom szczęśliwy, kochający i pełen ciepła w dorosłym życiu. A może którejś z Was się to udało??
Ja muszę wiedzieć, jak to zrobić. big_smile

Ja też się nigdy nie uważałam za kochającą za bardzo. Bo nie nadskakiwałam facetom, zawsze miałam sporo wymagań, nie jestem aniołem, i nie jestem z tych przesadnie dbających. Miałam nawet poczucie winy, że za mało się staram. Myślałam, że na pewno gdybym zrobiła coś więcej, on kochałby mnie bardziej.
Ale jestem kochającą za bardzo, bo związek z facetem był zawsze moim sensem i celem. Bez faceta czułam się niepełna i niedowartościowana. W związku większość moich myśli krążyłą wokół faceta. I najważniejsze, nawet jeśli byłam raniona, pomniejszałam jego winę i tłumaczyłam motywy, a od siebie wymagałam więcej i więcej.

Truski napisał/a:

Chcesz uniknąć eskalacji konfliktów odcinając się czy po prostu introwertyzm? Czujesz, że będąc u boku męża nie rozwijasz się, nie możesz poszukiwać siebie? Jak zachowuje się Twój mąż po kłótni? Nie próbuje nawiązać kontaktu?

Prawdziwe konflikty są u nas tylko jeśli ja je wywołam. Głównym żródłem konfliktów u nas jest jego seksoholizm. O innych rzeczach dyskutujemy, czasem sie posprzeczamy, ale dość szybko dochodzimy do jakiegoś kompromisu. Natomiast o seksoholiźmie mówie tylko ja. I jeśli czegoś na tym polu wymagam, to on się zamyka w sobie. Kiedyś błagał o kolejną szansę i obiecywał poprawę. Teraz wie, że nie ma to już sensu. Szuka okazji żeby jakoś zamieść sprawe pod dywan i zacząć zwyczajnie żyć codziennością.

U jego boku ja karmię swoją bierność. Czuję się w miare bezpiecznie więc tylko wegetuję. Nie wiem, czuję się jakoś przesadnie z nim zespolona. Natomiast jak odkrywam jawne dowody na jego nałogową działalność, zrobię aferę, stracę już ten grunt pod nogami, to wreszcie czuję się wolna i zaczynam szukać siebie.

Teraz znów rozmawiamy, znów zaczynam czuć znajome bezpieczeństwo. To mi zabiera oddech i motywacje do szukania.


Aha jeszcze a propos pozytywnych przykładów - poczytaj sobie początkowe strony tego wątku. Wielu dziewczynom udało się wyjść na prostą. Ja wierzę, że da sie jeszcze żyć normalnie i stworzyć szczęśliwą rodzinę. Choć pewnie dużo wysiłku to kosztuje i trzeba wciąż rewidować swoje motywy. Ale w końcu wszystko co wartościowe nie przychodzi bez wysilku smile

A wiesz skąd się wziął jego seksoholizm?
Wiesz skąd to się bierze? smile

23 682

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Chcesz być ważna.
Proponuję codziennie. Najlepiej zaraz po przebudzeniu, albo przed pójściem spać wyjść na 10 minutowy spacer. Ustal sobie kiedy. Ale musi to być codziennie. Czy leje, czy wieje, czy świeci piękne słońce.
Ustal sobie jedno proste zdanie dotyczące Ciebie. Tutaj proponuję komunikat - jestem ważna.
Można do tego dodać "Lubię siebie, lubię świat, świat mnie lubi".
Codziennie.
Na trzeci dzień nie będzie Ci się pewnie chciało. Będziesz się sama do tego planu zniechęcać. Zobaczysz.
Organizm, nazwijmy to, będzie się bronił, bo chcesz mu wpoić coś w co nie wierzysz.
Jeśli chcesz coś zmienić zrób to na początek. Potem Ci powiem jak długo to robić.

Po co ten spacer zapytasz. Ano po to, żeby się konsekwencji nauczyć i odpowiedzialności, konsekwencji. I odpowiedzialności w podejmowaniu decyzji.

Nie wiem, czy się na to zdecyduje... Nie wystarczy, że mnóstwo innych rzeczy robię codziennie z żelazną konsekwencją? Spacer wydaje się przy tym mało produktywny... tongue
A Ty to robisz? Spacer + afirmacja? Pomaga?

Czy nie jest tak, że powinniśmy rozwijać sobie cechy, które chcemy posiadać lub wyeksponować, a nie wmawiać sobie, że je mamy?

hm... napisał/a:

Moje relacje z matką są poprawne.
Widujemy się rzadko, nie ciągnie mnie tam. Czasem przez telefon rozmawiamy.
Kiedyś mój żal do niej był ogromny. Żal i nienawiść. Czułam też nienawiść do siebie, zapewne w związku z moimi przeżyciami z dzieciństwa w domu. Ona miała swoje przeżycia także. Co z nimi zrobiła jej sprawa.
(...)
Nie uważam, że trzeba przepraszać kogoś za to, że Ciebie poniżył. Ileż można znieść żeby się nie zdenerwować?
Mnie wyzywała matka kiedyś. Miałam jej coś zrobić. Powiedziałam jej tak - jak mnie będziesz wyzywać to nic ci nie zrobię.
Jak myślisz co się wtedy stało?

Trudno powiedzieć, co mogło się stać, ale czy to jej przypadkiem nie sprowokowało jeszcze bardziej? Ten spokój z Twojej strony?

Moją mamę idę odwiedzić jutro. Te rozmowy od miesięcy kończą się tak samo: wychodzę stamtąd z płaczem, mama też płacze po moim wyjściu. Najpierw prowokuje kłótnie, ma wielką zdolność
"wjeżdżania" na psychikę, manipulacji. Czasami nie mogę uwierzyć, że jest terapeutką. W pracy - anioł, w domu - zawsze urządzała nam piekło. Sama dorastała w rodzinie alkoholików. Nie wiem, czy mnie kocha. Czasami myślę, że kocha tylko siebie. Zawsze obciążała mnie i moją siostrę swoimi problemami, przyprowadzała do domu ludzi, z którymi nigdy nie powinnyśmy się zetknąć. Teraz, gdy jest ze mną tak źle - ona skupia się na tym, że jej unikam, robi mi wyrzuty, oskarża o rzeczy, których w życiu bym nie wymyśliła!

Mam do niej mnóstwo żalu. Jestem na tym etapie "nienawidzenia" na zasadzie: "jak mogłaś mi  to zrobić". Chciałabym uwolnić się od tego uczucia, ale jakoś nie ciągnie mnie do poprawiania relacji z matką.

hm... napisał/a:

Popełniamy błędy wiesz?
Nieraz trudne do zniesienia.
Żeby sobie pomóc musisz ten błąd zaakceptować, trzeba to zrobić by pójść dalej.
Zdradziłam bo...chciałam być kochana, chciałam być ważna, chciałam czuć się bezpiecznie? Tak? Szukałaś tego? Zastanów się.

(...)

Nie przeszło Ci przez myśl dlaczego poprzedniej dziewczynie u boku Twojego chłopaka także czegoś brakowało?

Potrzeba Ci spokoju, w Tobie jest trochę chaos teraz, prawda?
Już się na nim nie skupiaj, co powinien a co nie, bo on sam ma swoje powinności i bezczynności po swojemu zakodowane. Mnie się wydaje, że chciałaś na nim podświadomie wywrzeć jakąś reakcję, on jednak okazał si? być obojętny, co Ciebie prawie zabiło. I po co? A wiesz, że chciałaś go zmanipulować? I on Ciebie teź, nie raz. Tak wynika z tego co napisałaś. Każdy z Was miał coś w deficycie, coś z czego nawet nie zdawał sobie sprawy i szukał tego w drugiej osobie. Walczył o to, ale kiedy nawet dostał to co wydawało mu się tym poszukiwanym, nie odczuł zaspokojenia, ulgi, no może na chwilę, ale to była iluzja tylko. Fikcja. Bo za chwilę znów był głód tego i pustka. Bo to tylko nam się zdaje, że jak się napijemy to tylko wtedy potrafimy wyluzować, że jak zjemy ciacho to jesteśmy super szczęśliwi i dlatego w chwili smutku po nie sięgamy. Czy tony ciastek są dla nas dobre?
Jeśli znajdziesz to czego Ci brakuje, a nie da Ci tego nikt, a tylko Ty sama, wtedy poczujesz ulgę i spokój.
Więc jak to z Tobą będzie?

Będzie dobrze, na pewno! Bardzo chcę, żeby było! Kiedy staram się zdystansować do sprawy widzę swoje błędy, ale też to, że były nie zawsze był w porządku. Czasem próbuję spojrzeć na sprawę oczami mojej przyjaciółki. Nie doradziłabym jej powrotu.

Nie wiem, czy to miłość do niego... czy sentyment... czy raczej obsesyjna potrzeba kochania i bycia kochaną.

Dzisiaj pierwszy raz od dawna czuję się ze sobą dobrze. Jestem dumna z tego, co do tej pory osiągnęłam, mimo, że niektórzy nie doceniają moich starań (taką osobą jest mój Tata). Spędziłam ten dzień aktywnie, pojechałam rowerem na działkę, odwiedziłam rodzinę. Spędziłam przyjemnie czas z dawno niewidzianymi osobami. Uśmiecham się do siebie, bo chciałabym mieć takie dobre odczucia każdego dnia, ale wiem, wiem, że teraz to jest huśtawka i byle co potrafi wybić mnie z tej harmonii.

hm... napisał/a:

Ja cały czas się uczę kochać siebie. Szukam pomysłów i rozwiązań żeby żyło mi się lepiej. Choć czasem nachodzą mnie jeszcze wątpliwości i brak wiary. Ale to tylko podświadomość, moja podświadomość, która chce dla mnie dobrze, która chce mnie chronić, to ona chce mnie z powrotem wprowadzić na tor działania, na jedyny jej dotąd znany tor. Ale ja wiem, że tamten jedyny jej znany tor nie jest dla mnie dobry. Na tym torze jest strach i brak wiary w swoje możliwości. Dlatego powoli, centymentr po centymetrze buduję nowy tor, taki super ekstra, taki dla szybkiego, nowoczesnego pociągu. Taki, który się nie zepsuje, pod którym nie osunie się nasyp, taki po którym pojedzie mój pociąg zwany życiem.
Wsiadasz ze mną do swojego pociągu? Lokomotywa już czeka. Tylko trzeba się trochę spocić, czasem nawet zapłakać, bo na rękach robią się bąble od ciężkiej pracy. Ale pomyśl jaka jest perspektywa. Jedziesz, dookoła piękne widoki, jeziora, rzeki, lasy, góry. Ja bardzo chcę tam jechać. I pojadę. smile

To znaczy, że to nowe życie jest takie nęcące i piękne? A jeśli jest nudne? Dręczy mnie ta obawa. Przyzwyczaiłam się, że ciągle jest coś nie tak.

Jak nauczyć się kochać siebie? Jak nauczyć się mądrze kochać innych?
Skąd to czerpać, gdy nikt tego nie nauczył?

Dziękuję za odpowiedź!! Nie miej żalu, jeśli się z czymś nie zgadzam. Muszę to spokojnie przemyśleć, rozważyć, jakie kroki chcę podjąć, by zmienić coś w moim życiu. Obecność tutaj i możliwość porozmawiania z kimś, kto mnie słucha - i rozumie - bardzo mi pomaga! Myślę, że wchodzę na dobrą drogę. smile

23 683

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Sol_1 napisał/a:

Truski mozesz i mi wyslac??

Już to zrobiłam. smile Daj znać, czy dotarło, bo nie mam żadnego potwierdzenia.

23 684

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I znów jest pod górkę. Zaczynam manipulować moim partnerem tak by okazał, że się martwi, że źle się czuję. Wiem, że nie mogę tego robić, ale tak bardzo chciałabym, żeby się o mnie troszczył... [ prawdopodobnie powielam schemat z dzieciństwa - kiedy byłam chora cały czas i uwaga mojej mamy należały do mnie...]

23 685 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-20 22:34:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Nie wystarczy, że mnóstwo innych rzeczy robię codziennie z żelazną konsekwencją?
Czy nie jest tak, że powinniśmy rozwijać sobie cechy, które chcemy posiadać lub wyeksponować, a nie wmawiać sobie, że je mamy?

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem.

Truski napisał/a:

Te rozmowy od miesięcy kończą się tak samo: wychodzę stamtąd z płaczem, mama też płacze po moim wyjściu. Najpierw prowokuje kłótnie, ma wielką zdolność
"wjeżdżania" na psychikę, manipulacji. Czasami nie mogę uwierzyć, że jest terapeutką. W pracy - anioł, w domu - zawsze urządzała nam piekło. Sama dorastała w rodzinie alkoholików. Nie wiem, czy mnie kocha. Czasami myślę, że kocha tylko siebie. Zawsze obciążała mnie i moją siostrę swoimi problemami, przyprowadzała do domu ludzi, z którymi nigdy nie powinnyśmy się zetknąć. Teraz, gdy jest ze mną tak źle - ona skupia się na tym, że jej unikam, robi mi wyrzuty, oskarża o rzeczy, których w życiu bym nie wymyśliła!
Mam do niej mnóstwo żalu. Jestem na tym etapie "nienawidzenia" na zasadzie: "jak mogłaś mi  to zrobić". Chciałabym uwolnić się od tego uczucia, ale jakoś nie ciągnie mnie do poprawiania relacji z matką.

"Nikt kto patrzy przez tą szybę nie widzi człowieka, tylko zbrodnie. Bo chce by go pamiętano nie tylko jak skończył życie, ale również jak je wykorzystał"... przekazując schedę z pokolenia na pokolenie.
Rodzic czyli Nasz prawdziwy oryginał - jest Naszym oknem na świat i zarazem przyjacielem... a jednak nie zawsze jest Nam z Nim "po drodze".
Moim zdaniem toczysz walkę z jednej strony ze sobą a z drugiej z matką, która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka. "Bogobojne" matki są zawsze najmądrzejsze... szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co druga strona ma do powiedzenia. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką matkę, Hm również, ja miałem właśnie taką teściową. Ja swoja "matkę" zostawiłem z całym małżeńskim inwentarzem, gdyż to była jedna z niewielu tych spraw toksycznych, które niestety w imię wielkiej miłości do jej córki rozwalały moje życie i małżeństwo na miliony kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej matce do rozsądku - Tobie również - i odetniecie pępowinę - co już małymi kroczkami czynisz, uświadamiając sobie co jest złe - albo nie masz o co z nią walczyć... pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Ty dobitnie zrozumiesz, ile złego wyrządziła Ci matka - nie Ona i efekt będzie taki, że ją znienawidzisz na swoją starość... Jeśli Ci na niej nadal na takiej relacji zależy, to obyś Ty nie poniosła gigantycznych tego konsekwencji w swoim przyszłym życiu/związku małżeńskim. Bo jak Twój facet będzie miał łeb na karku to nim się obejrzysz a będzie już Twoim byłym mężem.

Truski napisał/a:

Będzie dobrze, na pewno! Bardzo chcę, żeby było! Kiedy staram się zdystansować do sprawy widzę swoje błędy, ale też to, że były nie zawsze był w porządku. Czasem próbuję spojrzeć na sprawę oczami mojej przyjaciółki. Nie doradziłabym jej powrotu.
Nie wiem, czy to miłość do niego... czy sentyment... czy raczej obsesyjna potrzeba kochania i bycia kochaną.
Dzisiaj pierwszy raz od dawna czuję się ze sobą dobrze. Jestem dumna z tego, co do tej pory osiągnęłam, mimo, że niektórzy nie doceniają moich starań (taką osobą jest mój Tata). Spędziłam ten dzień aktywnie, pojechałam rowerem na działkę, odwiedziłam rodzinę. Spędziłam przyjemnie czas z dawno niewidzianymi osobami. Uśmiecham się do siebie, bo chciałabym mieć takie dobre odczucia każdego dnia, ale wiem, wiem, że teraz to jest huśtawka i byle co potrafi wybić mnie z tej harmonii.
To znaczy, że to nowe życie jest takie nęcące i piękne? A jeśli jest nudne? Dręczy mnie ta obawa. Przyzwyczaiłam się, że ciągle jest coś nie tak.
Jak nauczyć się kochać siebie? Jak nauczyć się mądrze kochać innych?
Skąd to czerpać, gdy nikt tego nie nauczył? Muszę to spokojnie przemyśleć, rozważyć, jakie kroki chcę podjąć, by zmienić coś w moim życiu. Obecność tutaj i możliwość porozmawiania z kimś, kto mnie słucha - i rozumie - bardzo mi pomaga! Myślę, że wchodzę na dobrą drogę. smile

Książkę Ewy Folley "Zakochaj się w życiu" czytałaś??? smile
"Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia! Nie warto marnować swojego cennego czasu na złość, niezadowolenie, kłótnie, obwinianie, zamartwianie się, frustrację czy narzekanie. Tak straconego czasu już nigdy nie odzyskasz.
A czas Twojego życia to jedyna bezcenna rzecz, którą na prawdę masz! Wykorzystuj ją mądrze i świadomie".
Aby coś zrobić - trzeba zacząć! Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to, co On z tym robi. smile

23 686

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Książkę Ewy Folley "Zakochaj się w życiu" czytałaś??? smile
"Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia! Nie warto marnować swojego cennego czasu na złość, niezadowolenie, kłótnie, obwinianie, zamartwianie się, frustrację czy narzekanie. Tak straconego czasu już nigdy nie odzyskasz.
A czas Twojego życia to jedyna bezcenna rzecz, którą na prawdę masz! Wykorzystuj ją mądrze i świadomie".
Aby coś zrobić - trzeba zacząć! Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to, co On z tym robi. smile

Zachęciłeś. Zrobię to zamiast próbować manipulacji, acz laptop jeden wie ; ) jak cięzką próbę sobie wyznaczyłam

23 687

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Zrobię to zamiast próbować manipulacji, acz laptop jeden wie ; ) jak cięzką próbę sobie wyznaczyłam

Na to słowo z własnej małżeńskiej autopsji dostaję białej gorączki... Toż to toksykomania, bluszczomania i egoistyczno - dyktatorskie zapędy do kierowania wolnością partnera w związku. Staczanie się po równi pochyłej... zbliżonej do pionowego walnięcia barankiem z przytupem o grube stalowe dno, ew. skok na bungee ze szczytu wieży Eifla... bez liny. yikes

Dyktatura manipulacyjna to nie miłość jaką się darzy partnera, to skrzywiona "miłość" tylko w jednym kierunku... domyślasz się w jakim???

23 688

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Na to słowo z własnej małżeńskiej autopsji dostaję białej gorączki... Toż to toksykomania, bluszczomania i egoistyczno - dyktatorskie zapędy do kierowania wolnością partnera w związku. Staczanie się po równi pochyłej... zbliżonej do pionowego walnięcia barankiem z przytupem o grube stalowe dno, ew. skok na bungee ze szczytu wieży Eifla... bez liny. yikes

Dyktatura manipulacyjna to nie miłość jaką się darzy partnera, to skrzywiona "miłość" tylko w jednym kierunku... domyślasz się w jakim???

No to przecież mówię, że się tego oduczam. W zasadzie bardzo niedawno zdałam sobie sprawę, że tak robię. Do tej pory działałam jakoś intuicyjnie [ bo tak się nauczyłam]. Nie chodzi o to, że się wybielam, ale od kiedy wiem, że moje zachowanie może być tak określone - staram się je zmieniać [chociaż, tak jak rzekłam wcześniej - schematy zmienić do zadanie nie lada, wysiłek Herkulesa]

23 689

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
bags napisał/a:

Na to słowo z własnej małżeńskiej autopsji dostaję białej gorączki... Toż to toksykomania, bluszczomania i egoistyczno - dyktatorskie zapędy do kierowania wolnością partnera w związku. Staczanie się po równi pochyłej... zbliżonej do pionowego walnięcia barankiem z przytupem o grube stalowe dno, ew. skok na bungee ze szczytu wieży Eifla... bez liny. yikes

Dyktatura manipulacyjna to nie miłość jaką się darzy partnera, to skrzywiona "miłość" tylko w jednym kierunku... domyślasz się w jakim???

No to przecież mówię, że się tego oduczam. W zasadzie bardzo niedawno zdałam sobie sprawę, że tak robię. Do tej pory działałam jakoś intuicyjnie [ bo tak się nauczyłam]. Nie chodzi o to, że się wybielam, ale od kiedy wiem, że moje zachowanie może być tak określone - staram się je zmieniać [chociaż, tak jak rzekłam wcześniej - schematy zmienić do zadanie nie lada, wysiłek Herkulesa]

Świadomość to pierwszy klucz do sukcesu... oby tylko ktoś Ci zamków zawczasu nie podmienił smile

23 690

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Świadomość to pierwszy klucz do sukcesu... oby tylko ktoś Ci zamków zawczasu nie podmienił smile

wink Co to, to nie. System antywłamaniowy [kamera + alarm] smile

23 691

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem.

Żelazna konsekwencja jest czymś, co sama sobie narzuciłam i z czego jestem dumna. Zawsze pewne rzeczy traktowałam "lekko", raz robiłam, raz nie - w zależności od tego, czy mi się chciało. Nikt mi nie kazał mieć samych piątek, codziennie o 20.00 kłaść się do łóżka.

Ja się cieszę z tego, że w końcu, kiedy jestem dorosła, potrafię coś, cokolwiek, choćby proste czynności w swoim życiu unormować, więc nie mogę się z Tobą zgodzić, że przejęłam jakieś wzorce ze starszyzny. Moja rodzina stroniła od wszelkich konsekwentnych, a zwłaszcza racjonalnych zachowań...

Zgodzę się tylko do "zostaw, bo zepsujesz". Czasami chcę im udowodnić, że nie jest to prawdą. Aktualnie wróciłam "na łono rodziny" (mieszkam u ojca) i notorycznie się spotykam z tym, że ktoś uważa, że sobie z czymś nie poradzę (mówię o prostych czynnościach, nie o fizyce kwantowej). Chciałabym pokazać bliskim, że przez 3 lata samodzielnego prowadzenia domu naprawdę sporo się nauczałam, ale udowadnianie im tego nie ma sensu. Ważne, że ja wiem, że umiem sobie poradzić.

Ale to chyba też Twój problem, biorąc pod uwagę wcześniejsze posty? wink

bags napisał/a:

"Nikt kto patrzy przez tą szybę nie widzi człowieka, tylko zbrodnie. Bo chce by go pamiętano nie tylko jak skończył życie, ale również jak je wykorzystał"... przekazując schedę z pokolenia na pokolenie.
Rodzic czyli Nasz prawdziwy oryginał - jest Naszym oknem na świat i zarazem przyjacielem... a jednak nie zawsze jest Nam z Nim "po drodze".
Moim zdaniem toczysz walkę z jednej strony ze sobą a z drugiej z matką, która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka. "Bogobojne" matki są zawsze najmądrzejsze... szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co druga strona ma do powiedzenia. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką matkę, Hm również, ja miałem właśnie taką teściową. Ja swoja "matkę" zostawiłem z całym małżeńskim inwentarzem, gdyż to była jedna z niewielu tych spraw toksycznych, które niestety w imię wielkiej miłości do jej córki rozwalały moje życie i małżeństwo na miliony kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej matce do rozsądku - Tobie również - i odetniecie pępowinę - co już małymi kroczkami czynisz, uświadamiając sobie co jest złe - albo nie masz o co z nią walczyć... pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Ty dobitnie zrozumiesz, ile złego wyrządziła Ci matka - nie Ona i efekt będzie taki, że ją znienawidzisz na swoją starość... Jeśli Ci na niej nadal na takiej relacji zależy, to obyś Ty nie poniosła gigantycznych tego konsekwencji w swoim przyszłym życiu/związku małżeńskim. Bo jak Twój facet będzie miał łeb na karku to nim się obejrzysz a będzie już Twoim byłym mężem.

Myślę, że kompletnie się nie rozumiemy.
Szybko wyciągasz wnioski, ale o sprawie, o której się wypowiadasz nie masz pojęcia. wink

Moja matka jest raczej antyklerykalna niż bogobojna. Szkoda, że nie przeczytałeś wcześniejszych postów. tongue Pozwoliła mi wynieść się z domu, gdy miałam 18 lat. Ba! Była tak zajęta swoim facetem i jego córką, że nawet nie zauważyła, że się wyprowadziłam. Ją nie interesują moje problemy i moje sprawy. Ale zawsze znajdzie mój numer, gdy to ona ma problem, gdy potrzebuje się wygadać albo pomocy. A najczęściej wyżyć się za jakieś niepowodzenia dnia.

Ja z mamą nie mam ścisłego kontaktu. Mieszkały aktualnie 2 minuty od siebie, ale widzimy się raz na dwa - trzy tygodnie. Odwiedzam ją przez grzeczność i szacunek. To jest nieodcięta pępowina? Nie chcę, by awantury z nią doprowadzały mnie do kolejnych załamań, zwłaszcza, gdy jest mi tak ciężko.

Proszę, jeśli chcesz się wypowiadać, czytaj posty uważnie. Nie każdy tu ma doświadczenia takie jak Ty ze swojego małżeństwa.

Nie zależy mi na takiej formie relacji, jak byś nie zauważył. Dlatego właśnie słyszę wyrzuty ze strony matki i jest to bardzo trudne, także etycznie, do rozwikłania. Mój przyszły mąż nie zwiąże się ze swoją teściową tylko ze mną, mam nadzieję, że będzie mnie w mojej postawie wspierał.

bags napisał/a:

Książkę Ewy Folley "Zakochaj się w życiu" czytałaś??? smile
"Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia! Nie warto marnować swojego cennego czasu na złość, niezadowolenie, kłótnie, obwinianie, zamartwianie się, frustrację czy narzekanie. Tak straconego czasu już nigdy nie odzyskasz.
A czas Twojego życia to jedyna bezcenna rzecz, którą na prawdę masz! Wykorzystuj ją mądrze i świadomie".
Aby coś zrobić - trzeba zacząć! Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to, co On z tym robi. smile

O, dzięki! Na pewno sięgnę! smile

23 692

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A wiesz skąd się wziął jego seksoholizm?
Wiesz skąd to się bierze? smile

Wiem. On jest DDA - ojciec alkoholik, matka rządząca i mocno kontrolująca. Nie miał szans być normalny.

23 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Ale to chyba też Twój problem, biorąc pod uwagę wcześniejsze posty? wink

Już czas przeszły smile

Truski napisał/a:

Myślę, że kompletnie się nie rozumiemy.
Proszę, jeśli chcesz się wypowiadać, czytaj posty uważnie. Nie każdy tu ma doświadczenia takie jak Ty ze swojego małżeństwa.
Nie zależy mi na takiej formie relacji, jak byś nie zauważył. Dlatego właśnie słyszę wyrzuty ze strony matki i jest to bardzo trudne, także etycznie, do rozwikłania. Mój przyszły mąż nie zwiąże się ze swoją teściową tylko ze mną, mam nadzieję, że będzie mnie w mojej postawie wspierał.

Czyżby?
Swoją wypowiedź opieram na własnej autopsji i konfrontacji z tym, co wyczytałem z Twoich postów.
Słowo przeciwko słowu w "..." ma zupełnie inne znaczenie i jakbyś raczyła zauważyć smile skupiłem swoją opinie na Twojej matce i jej toksycznym stylu życia względem Ciebie... czyż nie o tym nawet teraz piszesz??? wink

Truski napisał/a:

Szybko wyciągasz wnioski, ale o sprawie, o której się wypowiadasz nie masz pojęcia. wink

Mylisz się i to bardzo, a nawet bardziej niż myślisz. Ta wypowiedź o toksycznej matce, to mały fragment z mojego życiowego doświadczenia w tej materii, opisanego w osobistym wątku na tym forum. W przeciwnym wypadku nie zabierałbym głosu akuratnie w tej sprawie.

23 694

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj strasznie się rozgadaliście i widzę sporo nowych twarzy wink. Witam wszystkich. U mnie do bani.... ale przejdzie.

23 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Witam wszystkich. U mnie do bani.... ale przejdzie.

Witaj...
Nooorma wink

23 696

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

Chcesz być ważna.
Proponuję codziennie. Najlepiej zaraz po przebudzeniu, albo przed pójściem spać wyjść na 10 minutowy spacer. Ustal sobie kiedy. Ale musi to być codziennie. Czy leje, czy wieje, czy świeci piękne słońce.
Ustal sobie jedno proste zdanie dotyczące Ciebie. Tutaj proponuję komunikat - jestem ważna.
Można do tego dodać "Lubię siebie, lubię świat, świat mnie lubi".
Codziennie.
Na trzeci dzień nie będzie Ci się pewnie chciało. Będziesz się sama do tego planu zniechęcać. Zobaczysz.
Organizm, nazwijmy to, będzie się bronił, bo chcesz mu wpoić coś w co nie wierzysz.
Jeśli chcesz coś zmienić zrób to na początek. Potem Ci powiem jak długo to robić.

Po co ten spacer zapytasz. Ano po to, żeby się konsekwencji nauczyć i odpowiedzialności, konsekwencji. I odpowiedzialności w podejmowaniu decyzji.

Nie wiem, czy się na to zdecyduje... Nie wystarczy, że mnóstwo innych rzeczy robię codziennie z żelazną konsekwencją? Spacer wydaje się przy tym mało produktywny... tongue
A Ty to robisz? Spacer + afirmacja? Pomaga?

Czy nie jest tak, że powinniśmy rozwijać sobie cechy, które chcemy posiadać lub wyeksponować, a nie wmawiać sobie, że je mamy?

hm... napisał/a:

Moje relacje z matką są poprawne.
Widujemy się rzadko, nie ciągnie mnie tam. Czasem przez telefon rozmawiamy.
Kiedyś mój żal do niej był ogromny. Żal i nienawiść. Czułam też nienawiść do siebie, zapewne w związku z moimi przeżyciami z dzieciństwa w domu. Ona miała swoje przeżycia także. Co z nimi zrobiła jej sprawa.
(...)
Nie uważam, że trzeba przepraszać kogoś za to, że Ciebie poniżył. Ileż można znieść żeby się nie zdenerwować?
Mnie wyzywała matka kiedyś. Miałam jej coś zrobić. Powiedziałam jej tak - jak mnie będziesz wyzywać to nic ci nie zrobię.
Jak myślisz co się wtedy stało?

Trudno powiedzieć, co mogło się stać, ale czy to jej przypadkiem nie sprowokowało jeszcze bardziej? Ten spokój z Twojej strony?

Moją mamę idę odwiedzić jutro. Te rozmowy od miesięcy kończą się tak samo: wychodzę stamtąd z płaczem, mama też płacze po moim wyjściu. Najpierw prowokuje kłótnie, ma wielką zdolność
"wjeżdżania" na psychikę, manipulacji. Czasami nie mogę uwierzyć, że jest terapeutką. W pracy - anioł, w domu - zawsze urządzała nam piekło. Sama dorastała w rodzinie alkoholików. Nie wiem, czy mnie kocha. Czasami myślę, że kocha tylko siebie. Zawsze obciążała mnie i moją siostrę swoimi problemami, przyprowadzała do domu ludzi, z którymi nigdy nie powinnyśmy się zetknąć. Teraz, gdy jest ze mną tak źle - ona skupia się na tym, że jej unikam, robi mi wyrzuty, oskarża o rzeczy, których w życiu bym nie wymyśliła!

Mam do niej mnóstwo żalu. Jestem na tym etapie "nienawidzenia" na zasadzie: "jak mogłaś mi  to zrobić". Chciałabym uwolnić się od tego uczucia, ale jakoś nie ciągnie mnie do poprawiania relacji z matką.

hm... napisał/a:

Popełniamy błędy wiesz?
Nieraz trudne do zniesienia.
Żeby sobie pomóc musisz ten błąd zaakceptować, trzeba to zrobić by pójść dalej.
Zdradziłam bo...chciałam być kochana, chciałam być ważna, chciałam czuć się bezpiecznie? Tak? Szukałaś tego? Zastanów się.

(...)

Nie przeszło Ci przez myśl dlaczego poprzedniej dziewczynie u boku Twojego chłopaka także czegoś brakowało?

Potrzeba Ci spokoju, w Tobie jest trochę chaos teraz, prawda?
Już się na nim nie skupiaj, co powinien a co nie, bo on sam ma swoje powinności i bezczynności po swojemu zakodowane. Mnie się wydaje, że chciałaś na nim podświadomie wywrzeć jakąś reakcję, on jednak okazał si? być obojętny, co Ciebie prawie zabiło. I po co? A wiesz, że chciałaś go zmanipulować? I on Ciebie teź, nie raz. Tak wynika z tego co napisałaś. Każdy z Was miał coś w deficycie, coś z czego nawet nie zdawał sobie sprawy i szukał tego w drugiej osobie. Walczył o to, ale kiedy nawet dostał to co wydawało mu się tym poszukiwanym, nie odczuł zaspokojenia, ulgi, no może na chwilę, ale to była iluzja tylko. Fikcja. Bo za chwilę znów był głód tego i pustka. Bo to tylko nam się zdaje, że jak się napijemy to tylko wtedy potrafimy wyluzować, że jak zjemy ciacho to jesteśmy super szczęśliwi i dlatego w chwili smutku po nie sięgamy. Czy tony ciastek są dla nas dobre?
Jeśli znajdziesz to czego Ci brakuje, a nie da Ci tego nikt, a tylko Ty sama, wtedy poczujesz ulgę i spokój.
Więc jak to z Tobą będzie?

Będzie dobrze, na pewno! Bardzo chcę, żeby było! Kiedy staram się zdystansować do sprawy widzę swoje błędy, ale też to, że były nie zawsze był w porządku. Czasem próbuję spojrzeć na sprawę oczami mojej przyjaciółki. Nie doradziłabym jej powrotu.

Nie wiem, czy to miłość do niego... czy sentyment... czy raczej obsesyjna potrzeba kochania i bycia kochaną.

Dzisiaj pierwszy raz od dawna czuję się ze sobą dobrze. Jestem dumna z tego, co do tej pory osiągnęłam, mimo, że niektórzy nie doceniają moich starań (taką osobą jest mój Tata). Spędziłam ten dzień aktywnie, pojechałam rowerem na działkę, odwiedziłam rodzinę. Spędziłam przyjemnie czas z dawno niewidzianymi osobami. Uśmiecham się do siebie, bo chciałabym mieć takie dobre odczucia każdego dnia, ale wiem, wiem, że teraz to jest huśtawka i byle co potrafi wybić mnie z tej harmonii.

hm... napisał/a:

Ja cały czas się uczę kochać siebie. Szukam pomysłów i rozwiązań żeby żyło mi się lepiej. Choć czasem nachodzą mnie jeszcze wątpliwości i brak wiary. Ale to tylko podświadomość, moja podświadomość, która chce dla mnie dobrze, która chce mnie chronić, to ona chce mnie z powrotem wprowadzić na tor działania, na jedyny jej dotąd znany tor. Ale ja wiem, że tamten jedyny jej znany tor nie jest dla mnie dobry. Na tym torze jest strach i brak wiary w swoje możliwości. Dlatego powoli, centymentr po centymetrze buduję nowy tor, taki super ekstra, taki dla szybkiego, nowoczesnego pociągu. Taki, który się nie zepsuje, pod którym nie osunie się nasyp, taki po którym pojedzie mój pociąg zwany życiem.
Wsiadasz ze mną do swojego pociągu? Lokomotywa już czeka. Tylko trzeba się trochę spocić, czasem nawet zapłakać, bo na rękach robią się bąble od ciężkiej pracy. Ale pomyśl jaka jest perspektywa. Jedziesz, dookoła piękne widoki, jeziora, rzeki, lasy, góry. Ja bardzo chcę tam jechać. I pojadę. smile

To znaczy, że to nowe życie jest takie nęcące i piękne? A jeśli jest nudne? Dręczy mnie ta obawa. Przyzwyczaiłam się, że ciągle jest coś nie tak.

Jak nauczyć się kochać siebie? Jak nauczyć się mądrze kochać innych?
Skąd to czerpać, gdy nikt tego nie nauczył?

Dziękuję za odpowiedź!! Nie miej żalu, jeśli się z czymś nie zgadzam. Muszę to spokojnie przemyśleć, rozważyć, jakie kroki chcę podjąć, by zmienić coś w moim życiu. Obecność tutaj i możliwość porozmawiania z kimś, kto mnie słucha - i rozumie - bardzo mi pomaga! Myślę, że wchodzę na dobrą drogę. smile

Spacer mało produktywny? Widzisz, już się bronisz. To pewnie nie dla Ciebie co? Chyba nie chcesz nic zmienić skoro racjonalizujesz smile
Sprawdz sama smile
Jakie to są te rzeczy z żelazną konsekwencj? wykonywane?

A jak chcesz w sobie rozwinąć stwierdzenie jestem ważna, lubię siebie, świat mnie lubi?
Trzeba sobie swoje wierzenia od nowa zaprogramować kiedy są zaprogramowane źle. Nic się samo nie zrobi.
Ale słucham jak to chcesz w sobie rozwinąć?

Nie sprowokowało tylko zatkało.
Bo to jest postawienie komuś granicy.

Terapeutką, która sama sobie nie potrafi pomóc?
Szewc w obdartych butach chodzi.
Skoro pozwalasz żeby po Tobie jeżdziła to jeżdziła będzie.
Krzyk jest oznaką słabości.
Moja matka też mi się zwierzała. Obciążała moją dziecięcą wtedy głowę swoimi sprawami. To jest dla dziecka szkodliwe w takim stopniu.

Będzie dobrze, ale nie samo z siebie.
Szukasz potwierdzenia swoich starań u kogoś? Dlaczego?

A musi być hurra i pranie po mordzie?! Ma być stabilne, teraz wydaje Ci się, że jest to nuda. I znów racjonalizujesz, bo nie chcesz nic zmienić, za wszelką cenę nie chcesz czy boisz się efektu zmiany?
Pisałam o tym tutaj kilka stron temu.
No bo jeśli chcesz, żeby coś zawsze było nie tak to Twój wybór i Twoja sprawa smile

Najpierw kochać siebie, reszta przyjdzie sama.
Czytałaś to co pisałam o lustrach?
My tutaj cały czas piszemy o tym jak pokochać siebie.
Musisz być dla siebie najlepszym przyjacielem i rodzicem.
Zaakceptować całą siebie, wsio.

smile

Evan jak się czujesz chodząc na spacery?

23 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

I znów jest pod górkę. Zaczynam manipulować moim partnerem tak by okazał, że się martwi, że źle się czuję. Wiem, że nie mogę tego robić, ale tak bardzo chciałabym, żeby się o mnie troszczył... [ prawdopodobnie powielam schemat z dzieciństwa - kiedy byłam chora cały czas i uwaga mojej mamy należały do mnie...]

Mama nie poświęcała Ci czasu, więc nawet chciałaś chorować, żeby ten czas Ci poświęcała.
Evan, co wtedy czułaś, kiedy nie poświęcała Ci czasu?

23 698

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Truski napisał/a:

Nie wystarczy, że mnóstwo innych rzeczy robię codziennie z żelazną konsekwencją?
Czy nie jest tak, że powinniśmy rozwijać sobie cechy, które chcemy posiadać lub wyeksponować, a nie wmawiać sobie, że je mamy?

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem.

Truski napisał/a:

Te rozmowy od miesięcy kończą się tak samo: wychodzę stamtąd z płaczem, mama też płacze po moim wyjściu. Najpierw prowokuje kłótnie, ma wielką zdolność
"wjeżdżania" na psychikę, manipulacji. Czasami nie mogę uwierzyć, że jest terapeutką. W pracy - anioł, w domu - zawsze urządzała nam piekło. Sama dorastała w rodzinie alkoholików. Nie wiem, czy mnie kocha. Czasami myślę, że kocha tylko siebie. Zawsze obciążała mnie i moją siostrę swoimi problemami, przyprowadzała do domu ludzi, z którymi nigdy nie powinnyśmy się zetknąć. Teraz, gdy jest ze mną tak źle - ona skupia się na tym, że jej unikam, robi mi wyrzuty, oskarża o rzeczy, których w życiu bym nie wymyśliła!
Mam do niej mnóstwo żalu. Jestem na tym etapie "nienawidzenia" na zasadzie: "jak mogłaś mi  to zrobić". Chciałabym uwolnić się od tego uczucia, ale jakoś nie ciągnie mnie do poprawiania relacji z matką.

"Nikt kto patrzy przez tą szybę nie widzi człowieka, tylko zbrodnie. Bo chce by go pamiętano nie tylko jak skończył życie, ale również jak je wykorzystał"... przekazując schedę z pokolenia na pokolenie.
Rodzic czyli Nasz prawdziwy oryginał - jest Naszym oknem na świat i zarazem przyjacielem... a jednak nie zawsze jest Nam z Nim "po drodze".
Moim zdaniem toczysz walkę z jednej strony ze sobą a z drugiej z matką, która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka. "Bogobojne" matki są zawsze najmądrzejsze... szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co druga strona ma do powiedzenia. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką matkę, Hm również, ja miałem właśnie taką teściową. Ja swoja "matkę" zostawiłem z całym małżeńskim inwentarzem, gdyż to była jedna z niewielu tych spraw toksycznych, które niestety w imię wielkiej miłości do jej córki rozwalały moje życie i małżeństwo na miliony kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej matce do rozsądku - Tobie również - i odetniecie pępowinę - co już małymi kroczkami czynisz, uświadamiając sobie co jest złe - albo nie masz o co z nią walczyć... pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Ty dobitnie zrozumiesz, ile złego wyrządziła Ci matka - nie Ona i efekt będzie taki, że ją znienawidzisz na swoją starość... Jeśli Ci na niej nadal na takiej relacji zależy, to obyś Ty nie poniosła gigantycznych tego konsekwencji w swoim przyszłym życiu/związku małżeńskim. Bo jak Twój facet będzie miał łeb na karku to nim się obejrzysz a będzie już Twoim byłym mężem.

Truski napisał/a:

Będzie dobrze, na pewno! Bardzo chcę, żeby było! Kiedy staram się zdystansować do sprawy widzę swoje błędy, ale też to, że były nie zawsze był w porządku. Czasem próbuję spojrzeć na sprawę oczami mojej przyjaciółki. Nie doradziłabym jej powrotu.
Nie wiem, czy to miłość do niego... czy sentyment... czy raczej obsesyjna potrzeba kochania i bycia kochaną.
Dzisiaj pierwszy raz od dawna czuję się ze sobą dobrze. Jestem dumna z tego, co do tej pory osiągnęłam, mimo, że niektórzy nie doceniają moich starań (taką osobą jest mój Tata). Spędziłam ten dzień aktywnie, pojechałam rowerem na działkę, odwiedziłam rodzinę. Spędziłam przyjemnie czas z dawno niewidzianymi osobami. Uśmiecham się do siebie, bo chciałabym mieć takie dobre odczucia każdego dnia, ale wiem, wiem, że teraz to jest huśtawka i byle co potrafi wybić mnie z tej harmonii.
To znaczy, że to nowe życie jest takie nęcące i piękne? A jeśli jest nudne? Dręczy mnie ta obawa. Przyzwyczaiłam się, że ciągle jest coś nie tak.
Jak nauczyć się kochać siebie? Jak nauczyć się mądrze kochać innych?
Skąd to czerpać, gdy nikt tego nie nauczył? Muszę to spokojnie przemyśleć, rozważyć, jakie kroki chcę podjąć, by zmienić coś w moim życiu. Obecność tutaj i możliwość porozmawiania z kimś, kto mnie słucha - i rozumie - bardzo mi pomaga! Myślę, że wchodzę na dobrą drogę. smile

Książkę Ewy Folley "Zakochaj się w życiu" czytałaś??? smile
"Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia! Nie warto marnować swojego cennego czasu na złość, niezadowolenie, kłótnie, obwinianie, zamartwianie się, frustrację czy narzekanie. Tak straconego czasu już nigdy nie odzyskasz.
A czas Twojego życia to jedyna bezcenna rzecz, którą na prawdę masz! Wykorzystuj ją mądrze i świadomie".
Aby coś zrobić - trzeba zacząć! Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to, co On z tym robi. smile

W nawiązaniu do tego, że "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo"
Właśnie. Więc jaki z tego wniosek!

Widzisz Bags, moja matka mnie ani nie utrzymała, ani nie spreparowała na podobieństwo swoje. Ja od niej uciekłam. Był czas nienawiści, był czas obrzydzenia. Teraz jest obojętność, najlepsze uczucie jskie potrafię żywić w tym temacie.
I jej zależy i ona szuka kontaktu ze mną, a że ja mam swoje stanowisko to jej nie pozostaje nic innego jak się do tego przystosować, dostosować i to uszanować, bo wie, że ja na wyswiska, poniżanie etc. sobie nie pozwolę .

Mnie się wydaje, że takiej matce to do rozsądku raczej nikt nie przemówi. Jedyny sposób to zmienić swój stosunek na zdrowy, nie dać na siebie krzyczeć, nie dać się sprowokować. To trudne, bo najpierw trzeba wiedzieć ile jesteśmy warci. My musimy wiedzieć.
Nie wystarcze myśleć, że się chce coś zrobić.

23 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Even napisał/a:

Zrobię to zamiast próbować manipulacji, acz laptop jeden wie ; ) jak cięzką próbę sobie wyznaczyłam

Na to słowo z własnej małżeńskiej autopsji dostaję białej gorączki... Toż to toksykomania, bluszczomania i egoistyczno - dyktatorskie zapędy do kierowania wolnością partnera w związku. Staczanie się po równi pochyłej... zbliżonej do pionowego walnięcia barankiem z przytupem o grube stalowe dno, ew. skok na bungee ze szczytu wieży Eifla... bez liny. yikes

Dyktatura manipulacyjna to nie miłość jaką się darzy partnera, to skrzywiona "miłość" tylko w jednym kierunku... domyślasz się w jakim???

A to się bierze z tego Bags, że partner nie jest taki jakim chciałoby się żeby był. To chęć zreanimowania pomyłki, bo my domalowywujemy mu wąsy i mopa, a on ich nie ma. Wyobrażamy sobie, że nas przytulał będzie dozgonnie choć zrobił to tylko raz. I co tu zrobić jak nam się nie podoba, może tak poidealizujemy go trochę, może wychowamy, nauczymy innych zachowań, ale on tak jak my chcemy nie potrafi. I lipa. I tak się męczymy, rozczarowujemy, ale trwamy, bo...

23 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Even napisał/a:
bags napisał/a:

Na to słowo z własnej małżeńskiej autopsji dostaję białej gorączki... Toż to toksykomania, bluszczomania i egoistyczno - dyktatorskie zapędy do kierowania wolnością partnera w związku. Staczanie się po równi pochyłej... zbliżonej do pionowego walnięcia barankiem z przytupem o grube stalowe dno, ew. skok na bungee ze szczytu wieży Eifla... bez liny. yikes

Dyktatura manipulacyjna to nie miłość jaką się darzy partnera, to skrzywiona "miłość" tylko w jednym kierunku... domyślasz się w jakim???

No to przecież mówię, że się tego oduczam. W zasadzie bardzo niedawno zdałam sobie sprawę, że tak robię. Do tej pory działałam jakoś intuicyjnie [ bo tak się nauczyłam]. Nie chodzi o to, że się wybielam, ale od kiedy wiem, że moje zachowanie może być tak określone - staram się je zmieniać [chociaż, tak jak rzekłam wcześniej - schematy zmienić do zadanie nie lada, wysiłek Herkulesa]

Świadomość to pierwszy klucz do sukcesu... oby tylko ktoś Ci zamków zawczasu nie podmienił smile

Na myśl mi coś przyszło smile
Jakby to tskie proste było.
Idziemy do sklepu, kupujemy plastelinkę, lepimy człowieczka wefle swoich upodobaN i mamy partnera. Fajne co?

23 701

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
bags napisał/a:

Na to słowo z własnej małżeńskiej autopsji dostaję białej gorączki... Toż to toksykomania, bluszczomania i egoistyczno - dyktatorskie zapędy do kierowania wolnością partnera w związku. Staczanie się po równi pochyłej... zbliżonej do pionowego walnięcia barankiem z przytupem o grube stalowe dno, ew. skok na bungee ze szczytu wieży Eifla... bez liny. yikes

Dyktatura manipulacyjna to nie miłość jaką się darzy partnera, to skrzywiona "miłość" tylko w jednym kierunku... domyślasz się w jakim???

No to przecież mówię, że się tego oduczam. W zasadzie bardzo niedawno zdałam sobie sprawę, że tak robię. Do tej pory działałam jakoś intuicyjnie [ bo tak się nauczyłam]. Nie chodzi o to, że się wybielam, ale od kiedy wiem, że moje zachowanie może być tak określone - staram się je zmieniać [chociaż, tak jak rzekłam wcześniej - schematy zmienić do zadanie nie lada, wysiłek Herkulesa]

I o tego Herkulesa nam tutaj chodzi big_smile

23 702

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
bags napisał/a:

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem.

Żelazna konsekwencja jest czymś, co sama sobie narzuciłam i z czego jestem dumna. Zawsze pewne rzeczy traktowałam "lekko", raz robiłam, raz nie - w zależności od tego, czy mi się chciało. Nikt mi nie kazał mieć samych piątek, codziennie o 20.00 kłaść się do łóżka.

Ja się cieszę z tego, że w końcu, kiedy jestem dorosła, potrafię coś, cokolwiek, choćby proste czynności w swoim życiu unormować, więc nie mogę się z Tobą zgodzić, że przejęłam jakieś wzorce ze starszyzny. Moja rodzina stroniła od wszelkich konsekwentnych, a zwłaszcza racjonalnych zachowań...

Zgodzę się tylko do "zostaw, bo zepsujesz". Czasami chcę im udowodnić, że nie jest to prawdą. Aktualnie wróciłam "na łono rodziny" (mieszkam u ojca) i notorycznie się spotykam z tym, że ktoś uważa, że sobie z czymś nie poradzę (mówię o prostych czynnościach, nie o fizyce kwantowej). Chciałabym pokazać bliskim, że przez 3 lata samodzielnego prowadzenia domu naprawdę sporo się nauczałam, ale udowadnianie im tego nie ma sensu. Ważne, że ja wiem, że umiem sobie poradzić.

Ale to chyba też Twój problem, biorąc pod uwagę wcześniejsze posty? wink

bags napisał/a:

"Nikt kto patrzy przez tą szybę nie widzi człowieka, tylko zbrodnie. Bo chce by go pamiętano nie tylko jak skończył życie, ale również jak je wykorzystał"... przekazując schedę z pokolenia na pokolenie.
Rodzic czyli Nasz prawdziwy oryginał - jest Naszym oknem na świat i zarazem przyjacielem... a jednak nie zawsze jest Nam z Nim "po drodze".
Moim zdaniem toczysz walkę z jednej strony ze sobą a z drugiej z matką, która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka. "Bogobojne" matki są zawsze najmądrzejsze... szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co druga strona ma do powiedzenia. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką matkę, Hm również, ja miałem właśnie taką teściową. Ja swoja "matkę" zostawiłem z całym małżeńskim inwentarzem, gdyż to była jedna z niewielu tych spraw toksycznych, które niestety w imię wielkiej miłości do jej córki rozwalały moje życie i małżeństwo na miliony kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej matce do rozsądku - Tobie również - i odetniecie pępowinę - co już małymi kroczkami czynisz, uświadamiając sobie co jest złe - albo nie masz o co z nią walczyć... pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Ty dobitnie zrozumiesz, ile złego wyrządziła Ci matka - nie Ona i efekt będzie taki, że ją znienawidzisz na swoją starość... Jeśli Ci na niej nadal na takiej relacji zależy, to obyś Ty nie poniosła gigantycznych tego konsekwencji w swoim przyszłym życiu/związku małżeńskim. Bo jak Twój facet będzie miał łeb na karku to nim się obejrzysz a będzie już Twoim byłym mężem.

Myślę, że kompletnie się nie rozumiemy.
Szybko wyciągasz wnioski, ale o sprawie, o której się wypowiadasz nie masz pojęcia. wink

Moja matka jest raczej antyklerykalna niż bogobojna. Szkoda, że nie przeczytałeś wcześniejszych postów. tongue Pozwoliła mi wynieść się z domu, gdy miałam 18 lat. Ba! Była tak zajęta swoim facetem i jego córką, że nawet nie zauważyła, że się wyprowadziłam. Ją nie interesują moje problemy i moje sprawy. Ale zawsze znajdzie mój numer, gdy to ona ma problem, gdy potrzebuje się wygadać albo pomocy. A najczęściej wyżyć się za jakieś niepowodzenia dnia.

Ja z mamą nie mam ścisłego kontaktu. Mieszkały aktualnie 2 minuty od siebie, ale widzimy się raz na dwa - trzy tygodnie. Odwiedzam ją przez grzeczność i szacunek. To jest nieodcięta pępowina? Nie chcę, by awantury z nią doprowadzały mnie do kolejnych załamań, zwłaszcza, gdy jest mi tak ciężko.

Proszę, jeśli chcesz się wypowiadać, czytaj posty uważnie. Nie każdy tu ma doświadczenia takie jak Ty ze swojego małżeństwa.

Nie zależy mi na takiej formie relacji, jak byś nie zauważył. Dlatego właśnie słyszę wyrzuty ze strony matki i jest to bardzo trudne, także etycznie, do rozwikłania. Mój przyszły mąż nie zwiąże się ze swoją teściową tylko ze mną, mam nadzieję, że będzie mnie w mojej postawie wspierał.

bags napisał/a:

Książkę Ewy Folley "Zakochaj się w życiu" czytałaś??? smile
"Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia! Nie warto marnować swojego cennego czasu na złość, niezadowolenie, kłótnie, obwinianie, zamartwianie się, frustrację czy narzekanie. Tak straconego czasu już nigdy nie odzyskasz.
A czas Twojego życia to jedyna bezcenna rzecz, którą na prawdę masz! Wykorzystuj ją mądrze i świadomie".
Aby coś zrobić - trzeba zacząć! Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to, co On z tym robi. smile

O, dzięki! Na pewno sięgnę! smile

Moja to samo miała. Z tymi jej problemami i wyrzucaniem żali dnia. Tylko te żale to raczej koleżankom, bo ja w pewnym momencie powiedziałam, że nie chcę tego słuchać.
Była zimna, obojętna, bez uczuć jakby. Liczył się tylko jej świat i jej sprawy. Analiza co kto zrobił i dlaczego,.

Ty masz szacunek do matki? Naprawdę?

23 703

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:

A wiesz skąd się wziął jego seksoholizm?
Wiesz skąd to się bierze? smile

Wiem. On jest DDA - ojciec alkoholik, matka rządząca i mocno kontrolująca. Nie miał szans być normalny.

Ale głębiej.o daje mu konkretna czynność. Po co to robi. Wiesz.  Co wtedy czuje.
Bo jemu się wydaje, że to mu daje ukojenie w tym czego podświadomie szuka. A

23 704

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mama nie poświęcała Ci czasu, więc nawet chciałaś chorować, żeby ten czas Ci poświęcała.
Evan, co wtedy czułaś, kiedy nie poświęcała Ci czasu?

Czułam się smutna i niepotrzebna i chciałam zrobić coś żeby to zmienić albo uczyć się bardzo dobrze, żeby była ze mnie chociaż dumna albo zachowywać się prowokacyjnie - żeby się na mnie skupiła albo czuć źle żeby wywołać troskę i zajmowanie się mną. Ale najczęściej chyba uciekałam w inny świat [literacki] bo moje działania przynosiły tylko chwilowy efekt. No i przypomniałam sobie jak raz "uciekłam" realnie - zabrałam plecak i powiedziałam sobie, że uciekam, chociaż pamiętam, że wcale nie chciałam tak naprawdę uciec - chciałam tylko, żeby mnie szukali, żebym była najważniejszą myślą w ich głowie. Zdarza mi się robić podobnie w dorosłym życiu, niestety.

23 705

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Evan jak się czujesz chodząc na spacery?

Całkiem nienajgorzej smile To znaczy, idę powatrzam sobie to, co mam powtarzać i staram sobie to wbić do głowy. Złapałam się na tym, że po tym jak wracam, czasami jeszcze w domu powtarzam sobie swoją mantrę smile Jestem zadowolona z tego, że wczoraj wyszłam mimo, że czułam się nieciekawie. Podczas chodzenia miałam też myśl, że głupie jest to moje powtarzanie, ale zaraz wyrzuciłam tę myśl, bo wiem, że stary system się broni i tyle.

23 706 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-21 13:34:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

W nawiązaniu do tego, że "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo"
Właśnie. Więc jaki z tego wniosek!

Róbmy swoje big_smile po swojemu.
Najlepszym antidotum na to jest chyba utwór "Mury" Jacka Kaczmarskiego, bo najlepiej odpowiada tym stanom, do jakich jesteśmy "przykuci" od pokoleń.

hm... napisał/a:

Widzisz Bags, moja matka mnie ani nie utrzymała, ani nie spreparowała na podobieństwo swoje. Ja od niej uciekłam. Był czas nienawiści, był czas obrzydzenia. Teraz jest obojętność, najlepsze uczucie jskie potrafię żywić w tym temacie.
I jej zależy i ona szuka kontaktu ze mną, a że ja mam swoje stanowisko to jej nie pozostaje nic innego jak się do tego przystosować, dostosować i to uszanować, bo wie, że ja na wyzwiska, poniżanie etc. sobie nie pozwolę.

To jedno z tych rozwiązań, które na dłuższą metę wyjdą Nam na dobre.
Początkowo miałem taki etap "oswojenia" się ze swoją "matką", że odnosiłem wrażenie, że to moi coś spartolili wychowawczo, a ona to teraz chce zreformować, nastawić na właściwe tory. Ale po konfrontacji tego z jej taktyką wobec córki i moim wyniesionym z domu światopoglądem, to dostawałem delikatnie mówiąc qrwicy.
I praktycznie przez tą całą - ogólnie mówiąc - dyskryminację mnie, rozpętało się piekło, bo jak ja śmiałem się postawić "matuli" i jeszcze nastawiać przeciwko niej żonę, by stanęła w mojej obronie.

hm... napisał/a:

Mnie się wydaje, że takiej matce to do rozsądku raczej nikt nie przemówi. Jedyny sposób to zmienić swój stosunek na zdrowy, nie dać na siebie krzyczeć, nie dać się sprowokować. To trudne, bo najpierw trzeba wiedzieć ile jesteśmy warci. My musimy wiedzieć. Nie wystarczy myśleć, że się chce coś zrobić.

O to, to!
To jest kluczowe sedno całej tej sprawy. Tylko jak ma to zrozumieć ktoś, kto jest tak formowany od małego i o zgrozo jemu to pasuje? A jakiekolwiek lifting, zmiany na dobre są be?
Jedni do tego dochodzą sami, Inni przez terapie a jeszcze inni pławią się w tych "luksusach".
O tempota, o mores. big_smile

hm... napisał/a:

Na myśl mi coś przyszło smile
Jakby to tskie proste było.
Idziemy do sklepu, kupujemy plastelinkę, lepimy człowieczka wefle swoich upodobaN i mamy partnera.

Raczej do leśniczego po klocek dębu - dębowe jest mocne, bo "długo wyważone z natury" wytrzyma big_smile. I z początku jest ładne, gładkie - prawie jak amerykańskie. A jak zaczynamy rzeźbić je na Naszą modłę, to są same sęki.

hm... napisał/a:

A to się bierze z tego Bags, że partner nie jest taki jakim chciałoby się żeby był. To chęć zreanimowania pomyłki, bo my domalowywujemy mu wąsy i mopa, a on ich nie ma. Wyobrażamy sobie, że nas przytulał będzie dozgonnie choć zrobił to tylko raz. I co tu zrobić jak nam się nie podoba, może tak poidealizujemy go trochę, może wychowamy, nauczymy innych zachowań, ale on tak jak my chcemy nie potrafi. I lipa.

No i patrz Pan Pani, co się porobiło... aneksu do umowy małym druczkiem napisaniej nie przeczytaliśmy... qrde no! Tylko pytanie My czy oni??? Wy (My w związku) a 1 (on Ci jest, taki nie pasujący element układanki) - zagadka natury.

I tak się męczymy, rozczarowujemy, ale trwamy, bo...

Bo Nam się już w głowach całkiem pop.....rzestawiało.

hm... napisał/a:

Z tymi jej problemami i wyrzucaniem żali dnia. Tylko te żale to raczej koleżankom, bo ja w pewnym momencie powiedziałam, że nie chcę tego słuchać.
Była zimna, obojętna, bez uczuć jakby. Liczył się tylko jej świat i jej sprawy. Analiza co kto zrobił i dlaczego,.
Ty masz szacunek do matki? Naprawdę?

Zadziwiające jest to, jak te schematy lubią się powtarzać hmm
Przez to wszystko nie wiem jak można mieć szacunek do Takich osób. Masochizm "genetyczny" czy jaki czort?
Ale zdarzają się wyjątki, gdzie niedaleko pada jabłko od jabłoni i szacunek jest wtedy niemalże jak ze świętym wyniesionym na ołtarze... ja nie muszę daleko szukać i patrzeć yikes

23 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Mama nie poświęcała Ci czasu, więc nawet chciałaś chorować, żeby ten czas Ci poświęcała.
Evan, co wtedy czułaś, kiedy nie poświęcała Ci czasu?

Czułam się smutna i niepotrzebna i chciałam zrobić coś żeby to zmienić albo uczyć się bardzo dobrze, żeby była ze mnie chociaż dumna albo zachowywać się prowokacyjnie - żeby się na mnie skupiła albo czuć źle żeby wywołać troskę i zajmowanie się mną. Ale najczęściej chyba uciekałam w inny świat [literacki] bo moje działania przynosiły tylko chwilowy efekt. No i przypomniałam sobie jak raz "uciekłam" realnie - zabrałam plecak i powiedziałam sobie, że uciekam, chociaż pamiętam, że wcale nie chciałam tak naprawdę uciec - chciałam tylko, żeby mnie szukali, żebym była najważniejszą myślą w ich głowie. Zdarza mi się robić podobnie w dorosłym życiu, niestety.

Wciąż szukasz zainteresowania smile

23 708

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Evan jak się czujesz chodząc na spacery?

Całkiem nienajgorzej smile To znaczy, idę powatrzam sobie to, co mam powtarzać i staram sobie to wbić do głowy. Złapałam się na tym, że po tym jak wracam, czasami jeszcze w domu powtarzam sobie swoją mantrę smile Jestem zadowolona z tego, że wczoraj wyszłam mimo, że czułam się nieciekawie. Podczas chodzenia miałam też myśl, że głupie jest to moje powtarzanie, ale zaraz wyrzuciłam tę myśl, bo wiem, że stary system się broni i tyle.

Tak jest smile
Bardzo dobrze wink
Ciesz się ładną pogodą i świeżym powietrzem smile
W zimie będzie uroczo smile

23 709 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-21 18:27:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

W nawiązaniu do tego, że "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo"
Właśnie. Więc jaki z tego wniosek!

Róbmy swoje big_smile po swojemu.
Najlepszym antidotum na to jest chyba utwór "Mury" Jacka Kaczmarskiego, bo najlepiej odpowiada tym stanom, do jakich jesteśmy "przykuci" od pokoleń.

hm... napisał/a:

Widzisz Bags, moja matka mnie ani nie utrzymała, ani nie spreparowała na podobieństwo swoje. Ja od niej uciekłam. Był czas nienawiści, był czas obrzydzenia. Teraz jest obojętność, najlepsze uczucie jskie potrafię żywić w tym temacie.
I jej zależy i ona szuka kontaktu ze mną, a że ja mam swoje stanowisko to jej nie pozostaje nic innego jak się do tego przystosować, dostosować i to uszanować, bo wie, że ja na wyzwiska, poniżanie etc. sobie nie pozwolę.

To jedno z tych rozwiązań, które na dłuższą metę wyjdą Nam na dobre.
Początkowo miałem taki etap "oswojenia" się ze swoją "matką", że odnosiłem wrażenie, że to moi coś spartolili wychowawczo, a ona to teraz chce zreformować, nastawić na właściwe tory. Ale po konfrontacji tego z jej taktyką wobec córki i moim wyniesionym z domu światopoglądem, to dostawałem delikatnie mówiąc qrwicy.
I praktycznie przez tą całą - ogólnie mówiąc - dyskryminację mnie, rozpętało się piekło, bo jak ja śmiałem się postawić "matuli" i jeszcze nastawiać przeciwko niej żonę, by stanęła w mojej obronie.

hm... napisał/a:

Mnie się wydaje, że takiej matce to do rozsądku raczej nikt nie przemówi. Jedyny sposób to zmienić swój stosunek na zdrowy, nie dać na siebie krzyczeć, nie dać się sprowokować. To trudne, bo najpierw trzeba wiedzieć ile jesteśmy warci. My musimy wiedzieć. Nie wystarczy myśleć, że się chce coś zrobić.

O to, to!
To jest kluczowe sedno całej tej sprawy. Tylko jak ma to zrozumieć ktoś, kto jest tak formowany od małego i o zgrozo jemu to pasuje? A jakiekolwiek lifting, zmiany na dobre są be?
Jedni do tego dochodzą sami, Inni przez terapie a jeszcze inni pławią się w tych "luksusach".
O tempota, o mores. big_smile

hm... napisał/a:

Na myśl mi coś przyszło smile
Jakby to tskie proste było.
Idziemy do sklepu, kupujemy plastelinkę, lepimy człowieczka wefle swoich upodobaN i mamy partnera.

Raczej do leśniczego po klocek dębu - dębowe jest mocne, bo "długo wyważone z natury" wytrzyma big_smile. I z początku jest ładne, gładkie - prawie jak amerykańskie. A jak zaczynamy rzeźbić je na Naszą modłę, to są same sęki.

hm... napisał/a:

A to się bierze z tego Bags, że partner nie jest taki jakim chciałoby się żeby był. To chęć zreanimowania pomyłki, bo my domalowywujemy mu wąsy i mopa, a on ich nie ma. Wyobrażamy sobie, że nas przytulał będzie dozgonnie choć zrobił to tylko raz. I co tu zrobić jak nam się nie podoba, może tak poidealizujemy go trochę, może wychowamy, nauczymy innych zachowań, ale on tak jak my chcemy nie potrafi. I lipa.

No i patrz Pan Pani, co się porobiło... aneksu do umowy małym druczkiem napisaniej nie przeczytaliśmy... qrde no! Tylko pytanie My czy oni??? Wy (My w związku) a 1 (on Ci jest, taki nie pasujący element układanki) - zagadka natury.

I tak się męczymy, rozczarowujemy, ale trwamy, bo...

Bo Nam się już w głowach całkiem pop.....rzestawiało.

hm... napisał/a:

Z tymi jej problemami i wyrzucaniem żali dnia. Tylko te żale to raczej koleżankom, bo ja w pewnym momencie powiedziałam, że nie chcę tego słuchać.
Była zimna, obojętna, bez uczuć jakby. Liczył się tylko jej świat i jej sprawy. Analiza co kto zrobił i dlaczego,.
Ty masz szacunek do matki? Naprawdę?

Zadziwiające jest to, jak te schematy lubią się powtarzać hmm
Przez to wszystko nie wiem jak można mieć szacunek do Takich osób. Masochizm "genetyczny" czy jaki czort?
Ale zdarzają się wyjątki, gdzie niedaleko pada jabłko od jabłoni i szacunek jest wtedy niemalże jak ze świętym wyniesionym na ołtarze... ja nie muszę daleko szukać i patrzeć yikes

No to ja nawiązując ponownie do głupca, który robiąc wciąż to samo oczekuje innych rezultatów to powiem, że jeśli oczekujemy innych rezultatów to i postępować musimy inaczej wink. Po prostu

Poza tym duża bużka, smile

23 710

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:

A wiesz skąd się wziął jego seksoholizm?
Wiesz skąd to się bierze? smile

Wiem. On jest DDA - ojciec alkoholik, matka rządząca i mocno kontrolująca. Nie miał szans być normalny.

Ale głębiej.o daje mu konkretna czynność. Po co to robi. Wiesz.  Co wtedy czuje.
Bo jemu się wydaje, że to mu daje ukojenie w tym czego podświadomie szuka. A

Tego nie wiem. Nie wnikałam jeszcze. Mam w domu książkę "od nałogu do miłości" ale nie miałam dotąd siły by do niej zajrzeć.

23 711

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Moja to samo miała. Z tymi jej problemami i wyrzucaniem żali dnia. Tylko te żale to raczej koleżankom, bo ja w pewnym momencie powiedziałam, że nie chcę tego słuchać.
Była zimna, obojętna, bez uczuć jakby. Liczył się tylko jej świat i jej sprawy. Analiza co kto zrobił i dlaczego,.

Ty masz szacunek do matki? Naprawdę?

Nie jestem pewna, czy szacunek to dobre słowo. Raczej poczucia obowiązku wobec niej... Wciąż, wraz z siostrą, jesteśmy narażone na jej chore manipulacje, jaka jest biedna, nie ma komu się wyżalić, że ją zostawiamy, porzucamy (siostra to słyszy, gdy spotyka się z koleżankami), że się odwracamy od niej, że musi siedzieć sama i jest jej smutno... I tak jest w kółko. Kiedy słyszy się coś takiego od własnej matki to trudno się od tego uwolnić, prawda? Chciałoby się dla niej jak najlepiej, ale przebywanie z nią i słuchanie takich rzeczy wcale jej nie poprawia sytuacji życiowej, za to mi i siostrze zdecydowanie przysparza zmartwień i poczucia winy.

duzapanna napisał/a:

Tego nie wiem. Nie wnikałam jeszcze. Mam w domu książkę "od nałogu do miłości" ale nie miałam dotąd siły by do niej zajrzeć.

Czasem taka lektura otwiera oczy. Tylko czy Ty chcesz je otworzyć?

23 712

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

W nawiązaniu do tego, że "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo"
Właśnie. Więc jaki z tego wniosek!

Widzisz Bags, moja matka mnie ani nie utrzymała, ani nie spreparowała na podobieństwo swoje. Ja od niej uciekłam. Był czas nienawiści, był czas obrzydzenia. Teraz jest obojętność, najlepsze uczucie jskie potrafię żywić w tym temacie.
I jej zależy i ona szuka kontaktu ze mną, a że ja mam swoje stanowisko to jej nie pozostaje nic innego jak się do tego przystosować, dostosować i to uszanować, bo wie, że ja na wyswiska, poniżanie etc. sobie nie pozwolę .

Mnie się wydaje, że takiej matce to do rozsądku raczej nikt nie przemówi. Jedyny sposób to zmienić swój stosunek na zdrowy, nie dać na siebie krzyczeć, nie dać się sprowokować. To trudne, bo najpierw trzeba wiedzieć ile jesteśmy warci. My musimy wiedzieć.
Nie wystarcze myśleć, że się chce coś zrobić.

Mogę przytoczyć to, co wyżej napisałam.

Trudno uporać się z tym i iść swoim, zdrowym tokiem myślenia, który chroni nas od cierpień. Trzeba się wtedy troszkę wygłuszyć na cierpienie innych. Czy Ty też słyszałaś wyrzuty takie jak ja od swojej matki? Że ją zostawiasz, ranisz, krzywdzisz? Że jest samotna i smutna?

Jak Twoja mama reaguje na Twoją postawę? Przyzwyczaiła się do tej obojętności i ograniczonego kontaktu?

Ja za swoje oddalenie płacę cenę - wyrzuty sumienia. Ale proponowałam mamie, kiedyś - dawno temu, pójście do terapeuty. Proponowałam, żeby, mimo swojego zawodu, sama poszukała pomocy u specjalisty, ponieważ ja i siostra nie potrafimy jej pomóc. Wiesz, co powiedziała? Ona terapeutka? Że terapeuta jej nie pomoże, bo nie wróci z nią do domu, nie potrzyma jej za rękę. ...

Ale może powinnam spróbować nakłonić ją do tego jeszcze raz? W końcu próbowałam tylko raz i to wiele lat temu.

23 713

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Spacer mało produktywny? Widzisz, już się bronisz. To pewnie nie dla Ciebie co? Chyba nie chcesz nic zmienić skoro racjonalizujesz smile
Sprawdz sama smile
Jakie to są te rzeczy z żelazną konsekwencj? wykonywane?

Różne rytuały, wykonywane codziennie. Czy to dla samorozwoju, czy też dla poczucia bezpieczeństwa. Np. (uwaga to będzie baaardzo prozaiczne big_smile), kiedy zasypiam włączam po cichu telewizor lub muzykę, bo nie bardzo lubię zostawać w domu sama i nasłuchuję różnych dźwięków. tongue Codziennie też ćwiczę, żeby mieć ładną sylwetkę. No i takich rzeczy jest wiele wiele więcej. wink

Nie chcę wpadać w błędne koło i planować całego dnia z rocznym wyprzedzeniem. wink A tak będzie, jeśli dołożę sobie kolejne konieczności.

hm... napisał/a:

A jak chcesz w sobie rozwinąć stwierdzenie jestem ważna, lubię siebie, świat mnie lubi?
Trzeba sobie swoje wierzenia od nowa zaprogramować kiedy są zaprogramowane źle. Nic się samo nie zrobi.
Ale słucham jak to chcesz w sobie rozwinąć?

Staram się myśleć o sobie dobrze, próbuję pogodzić się z błędem, który popełniłam. Wiem, że go już nie naprawię, ale mogę zrobić jeszcze dużo dobrego w życiu, zaczynając od siebie - wtedy będzie więcej energii, żeby dać to dobro innym. wink

hm... napisał/a:

Nie sprowokowało tylko zatkało.
Bo to jest postawienie komuś granicy.

Bo spodziewała się, czegoś zupełnie innego. Kiedy kogoś ranimy, oczekujemy że będzie się bronił taką samą agresją. Ty obroniłaś się inaczej.

hm... napisał/a:

Terapeutką, która sama sobie nie potrafi pomóc?
Szewc w obdartych butach chodzi.
Skoro pozwalasz żeby po Tobie jeżdziła to jeżdziła będzie.
Krzyk jest oznaką słabości.
Moja matka też mi się zwierzała. Obciążała moją dziecięcą wtedy głowę swoimi sprawami. To jest dla dziecka szkodliwe w takim stopniu.

Wiesz, że terapeutami, psychologami, pielęgniarkami... zostają często osoby, które same sobie nie potrafią pomóc? Odwracają uwagę od swojego problemu zajmując się i rozwikłując problemy innych. To o wiele prostsze.

hm... napisał/a:

Będzie dobrze, ale nie samo z siebie.
Szukasz potwierdzenia swoich starań u kogoś? Dlaczego?

Bo nie wierzę, żebym mogła być obiektywna w ocenie samej siebie. Nigdy nie będę. Szukam potwierdzenia swojej wartości u bliskich osób. Niestety nie jest tak jakbym chciała.

Jako dziecko byłam bardzo chwalona i doceniania. Teraz w mojej rodzinie pojawiły się osoby, które mają zupełnie inny pogląd na życie i wartości, które sobą reprezentuję i moje umiejętności nie są przez nich cenione... Albo inaczej. Nie są w ogóle zauważane. Często jestem krytykowana, mimo, że w wielu dziedzinach posiadam większą wiedzę i umiejętności. Ale nikt nawet nie pozwala mi tego udowodnić, nie mogę się za coś zabrać, bo ich zdaniem po prostu sobie nie poradzę...

hm... napisał/a:

A musi być hurra i pranie po mordzie?! Ma być stabilne, teraz wydaje Ci się, że jest to nuda. I znów racjonalizujesz, bo nie chcesz nic zmienić, za wszelką cenę nie chcesz czy boisz się efektu zmiany?
Pisałam o tym tutaj kilka stron temu.
No bo jeśli chcesz, żeby coś zawsze było nie tak to Twój wybór i Twoja sprawa smile

Najpierw kochać siebie, reszta przyjdzie sama.
Czytałaś to co pisałam o lustrach?
My tutaj cały czas piszemy o tym jak pokochać siebie.
Musisz być dla siebie najlepszym przyjacielem i rodzicem.
Zaakceptować całą siebie, wsio.

smile

Chcę stabilności, ale jak przychodzi trudno mi się z nią oswoić, trudno się odnaleźć. Sama wtedy szukam pretekstów do kłótni i napięć. Wstyd mi z tego powodu.

Oczywiście, że chcę coś zmienić.

Bardzo wiele daje mi rozmowa z Wami, z osobami, które w wielu dziedzinach mają podobne doświadczenia. A nic bardziej nie pomaga niż fakt, że niektórym się udało.

Przede mną jeszcze długa droga, ale myślę, że zaczynam wchodzić na dobrą drogą, ponieważ przez ostatnie miesiące codziennie miałam myśli samobójcze... Od dwóch dni patrzę na siebie łaskawszym wzrokiem i daję sobie prawo do bycia niedoskonałą. I co zaskakujące, czuję się wtedy lepsza i silniejsza. smile

23 714

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Tego nie wiem. Nie wnikałam jeszcze. Mam w domu książkę "od nałogu do miłości" ale nie miałam dotąd siły by do niej zajrzeć.

Czasem taka lektura otwiera oczy. Tylko czy Ty chcesz je otworzyć?

Wiem że on jest w nałogu, wiem że nie ma w tym mojej winy ani nie mam na to wpływu. Książki pewnie pomogą mi go lepiej rozumieć i rozsądniej z nim postępować, ale szczerze mówiąc nie mam narazie ochoty się w tym babrać. Mam ochotę zajmować się sobą i tyle smile Na co innego przyjdzie jeszcze czas.

23 715

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Trudno uporać się z tym i iść swoim, zdrowym tokiem myślenia, który chroni nas od cierpień. Trzeba się wtedy troszkę wygłuszyć na cierpienie innych. Czy Ty też słyszałaś wyrzuty takie jak ja od swojej matki? Że ją zostawiasz, ranisz, krzywdzisz? Że jest samotna i smutna?
Jak Twoja mama reaguje na Twoją postawę? Przyzwyczaiła się do tej obojętności i ograniczonego kontaktu?
Ja za swoje oddalenie płacę cenę - wyrzuty sumienia. Ale proponowałam mamie, kiedyś - dawno temu, pójście do terapeuty. Proponowałam, żeby, mimo swojego zawodu, sama poszukała pomocy u specjalisty, ponieważ ja i siostra nie potrafimy jej pomóc. Wiesz, co powiedziała? Ona terapeutka? Że terapeuta jej nie pomoże, bo nie wróci z nią do domu, nie potrzyma jej za rękę. ...
Ale może powinnam spróbować nakłonić ją do tego jeszcze raz? W końcu próbowałam tylko raz i to wiele lat temu.

Truski, na miłość Boską... jakie wyrzuty sumienia???
Czy Ty czytasz co sama tu piszesz??? Hm... Pisze wyraźnie co zrobiła i co robi na teraz w podzięce matce.

Z całego mojego grajdołka żal mi jest jednego, że się wpakowałem w ślub kościelny i TYLE. Reszta to doświadczenie życia, z którego spijam profity po dziś dzień, segregując toksycznych ludzi na swojej drodze w realu "jak ustawa śmieciowa nakazuje".
Moja tesciowa chciala dowodzić nami z tylnego siedzenia w małżeństwie.
Miałem tego w końcu dośc powyżej czuprynki stojącej dęba z wrażenia, że powiedziałem jej wprost, że za wyzwiska - psychicznie chorego odnośnie mojej niedoskonałosci zdrowotnej - i poniżenia dostałaby wpier..., ale z racji że jest kobietą to uszanuję i daruje. Żonie w końcu też wygarnałem, że z "mamą" sie qwa nie da tak dalej żyć".

Tak sobie życie wyobrażasz??? Ty, partner i matka "gratis"??? Głębokie wyrazy wspołczucia, bo to pogrzeb małzeństwa na starcie a dla Was za życia.

23 716

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Truski, na miłość Boską... jakie wyrzuty sumienia???
Czy Ty czytasz co sama tu piszesz??? Hm... Pisze wyraźnie co zrobiła i co robi na teraz w podzięce matce.

Z całego mojego grajdołka żal mi jest jednego, że się wpakowałem w ślub kościelny i TYLE. Reszta to doświadczenie życia, z którego spijam profity po dziś dzień, segregując toksycznych ludzi na swojej drodze w realu "jak ustawa śmieciowa nakazuje".
Moja tesciowa chciala dowodzić nami z tylnego siedzenia w małżeństwie.
Miałem tego w końcu dośc powyżej czuprynki stojącej dęba z wrażenia, że powiedziałem jej wprost, że za wyzwiska - psychicznie chorego odnośnie mojej niedoskonałosci zdrowotnej - i poniżenia dostałaby wpier..., ale z racji że jest kobietą to uszanuję i daruje. Żonie w końcu też wygarnałem, że z "mamą" sie qwa nie da tak dalej żyć".

Tak sobie życie wyobrażasz??? Ty, partner i matka "gratis"??? Głębokie wyrazy wspołczucia, bo to pogrzeb małzeństwa na starcie a dla Was za życia.

Kurczę, Bags, naprawdę niezłą traumę masz po teściowej, bo wciąż od nowa, od nowa odnosisz się do niej i do Twoich doświadczeń z nią. Wciąż jej w Twoim życiu dużo, co?

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła go, a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną przy nim. To nie wiem, czy on był taki poszkodowany? tongue

Raczej ja borykałam się z matką partnera, moja się nie wtrącała do związku, bo ją TO NIE INTERESOWAŁO. Interesowało ją, żeby zadzwonić raz na tydzień do mnie i pożalić się na swoje smutne życie i swoje problemy.

I tak, mam wyrzuty sumienia...

23 717

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:

Kurczę, Bags, naprawdę niezłą traumę masz po teściowej, bo wciąż od nowa, od nowa odnosisz się do niej i do Twoich doświadczeń z nią. Wciąż jej w Twoim życiu dużo, co?

Do traumy to jej baaaardzo daleko, prędzej jest to adekwatne do mojej sygnaturki. Tyle i aż tyle. Doswiadczenie... to już prędzej pasuje. smile
Zresztą już to wyjaśniałem dosadnie smile powyżej dla Hm...

Truski napisał/a:

Kiedy byłam w związku moja mama gloryfikowała partnera, chwaliła

też to przerabiałem na starcie wobec swojej "matki"

Truski napisał/a:

a mnie miała za osobę co najmniej niesamodzielną.

Takim podsumowaniem kwitowała mnie od ślubu... bezzasadnie jak wynika z powyższych moich postów tutaj. Chciała sie dowartościować moim kosztem...

23 718

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kuku, Droga hmm...szykuję się na obszerną odpowiedź, cmok, cmok, cmok. Ale się rozgadałaś cudnie przez ten czas, czytam i czytam, cool!
Dziewoje drogie- a weźcie się już nie paprajcie w błotku dawnym- szukanie w matkach wielkiego why??? nie posunie Was dalej. Nie szukajcie w sobie dziewczynek nie kochanych tak jak trzeba, przez co nie idzie itepe. Jesteście KOBIETAMI kochającymi za bardzo, nie dziewczynkami kochanymi za mało. Dorastamy, hej hop siup.
I nie gniewajcie się za ten pryszniczek, ale tak czytam te analizy matek wte i wewte i co, jajco.
To mówiłam ja, Zupka  z fiolką cudów i w rozsądnej terapii.
Cmok cmok.

23 719

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Wiem. On jest DDA - ojciec alkoholik, matka rządząca i mocno kontrolująca. Nie miał szans być normalny.

Ale głębiej.o daje mu konkretna czynność. Po co to robi. Wiesz.  Co wtedy czuje.
Bo jemu się wydaje, że to mu daje ukojenie w tym czego podświadomie szuka. A

Tego nie wiem. Nie wnikałam jeszcze. Mam w domu książkę "od nałogu do miłości" ale nie miałam dotąd siły by do niej zajrzeć.

Bo to nie Ty powinnaś zajrzeć chyba.

23 720

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

Moja to samo miała. Z tymi jej problemami i wyrzucaniem żali dnia. Tylko te żale to raczej koleżankom, bo ja w pewnym momencie powiedziałam, że nie chcę tego słuchać.
Była zimna, obojętna, bez uczuć jakby. Liczył się tylko jej świat i jej sprawy. Analiza co kto zrobił i dlaczego,.

Ty masz szacunek do matki? Naprawdę?

Nie jestem pewna, czy szacunek to dobre słowo. Raczej poczucia obowiązku wobec niej... Wciąż, wraz z siostrą, jesteśmy narażone na jej chore manipulacje, jaka jest biedna, nie ma komu się wyżalić, że ją zostawiamy, porzucamy (siostra to słyszy, gdy spotyka się z koleżankami), że się odwracamy od niej, że musi siedzieć sama i jest jej smutno... I tak jest w kółko. Kiedy słyszy się coś takiego od własnej matki to trudno się od tego uwolnić, prawda? Chciałoby się dla niej jak najlepiej, ale przebywanie z nią i słuchanie takich rzeczy wcale jej nie poprawia sytuacji życiowej, za to mi i siostrze zdecydowanie przysparza zmartwień i poczucia winy.

duzapanna napisał/a:

Tego nie wiem. Nie wnikałam jeszcze. Mam w domu książkę "od nałogu do miłości" ale nie miałam dotąd siły by do niej zajrzeć.

Czasem taka lektura otwiera oczy. Tylko czy Ty chcesz je otworzyć?

Nie, nie trudno. Dla mnie nie.
Myślę, że ja w stosunku do niej wyjątkowo zobojętniałam.
Sama sobie na to zasłużyła, że jest sama. Ja mojej to powiedziałam. Sama jest taka, że wszyscy od niej odeszli.
Skoro tego nie widzi, a winy szuka we wszystkich tylko nie w sobie, jej sprawa. Ja odpowiedzialności za życie mojej matki nie zamierzam ponosić. Ja mam swoje życie.
Ja widzę to dlaczego jest sama, ona nie potrafi koegzystować z ludzmi, i nigdy nie chciała tego widzieć, a co za tym idzie tego zmienić.

Mnie nie wzruszają krzyki i żale. Mówię jej - nie narzekaj tylko zmień to co Ci nie pasuje. Zastanowiłaś się czemu jesteś sama? Bo taka samotna. Czy to moja wina? Oczywiście, że nie.

23 721 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-22 08:56:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

W nawiązaniu do tego, że "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo"
Właśnie. Więc jaki z tego wniosek!

Widzisz Bags, moja matka mnie ani nie utrzymała, ani nie spreparowała na podobieństwo swoje. Ja od niej uciekłam. Był czas nienawiści, był czas obrzydzenia. Teraz jest obojętność, najlepsze uczucie jskie potrafię żywić w tym temacie.
I jej zależy i ona szuka kontaktu ze mną, a że ja mam swoje stanowisko to jej nie pozostaje nic innego jak się do tego przystosować, dostosować i to uszanować, bo wie, że ja na wyswiska, poniżanie etc. sobie nie pozwolę .

Mnie się wydaje, że takiej matce to do rozsądku raczej nikt nie przemówi. Jedyny sposób to zmienić swój stosunek na zdrowy, nie dać na siebie krzyczeć, nie dać się sprowokować. To trudne, bo najpierw trzeba wiedzieć ile jesteśmy warci. My musimy wiedzieć.
Nie wystarcze myśleć, że się chce coś zrobić.

Mogę przytoczyć to, co wyżej napisałam.

Trudno uporać się z tym i iść swoim, zdrowym tokiem myślenia, który chroni nas od cierpień. Trzeba się wtedy troszkę wygłuszyć na cierpienie innych. Czy Ty też słyszałaś wyrzuty takie jak ja od swojej matki? Że ją zostawiasz, ranisz, krzywdzisz? Że jest samotna i smutna?

Jak Twoja mama reaguje na Twoją postawę? Przyzwyczaiła się do tej obojętności i ograniczonego kontaktu?

Ja za swoje oddalenie płacę cenę - wyrzuty sumienia. Ale proponowałam mamie, kiedyś - dawno temu, pójście do terapeuty. Proponowałam, żeby, mimo swojego zawodu, sama poszukała pomocy u specjalisty, ponieważ ja i siostra nie potrafimy jej pomóc. Wiesz, co powiedziała? Ona terapeutka? Że terapeuta jej nie pomoże, bo nie wróci z nią do domu, nie potrzyma jej za rękę. ...

Ale może powinnam spróbować nakłonić ją do tego jeszcze raz? W końcu próbowałam tylko raz i to wiele lat temu.

Przyzwyczaiła i pyta mnie jak zrobić to i to.
Ona zachorowała. Myślę, że wskutek tego, że nie była w stanie ogarnąć swoich emocji.
Trochę czasu jej poświęciłam, ale ona chciała więcej, chciała, żebym wszystko zostwiła i zajęła się nią, żebym wszystko za nią robiła. Coś tam robiłam, ale w końcu powiedziałam - stop, musisz sama. Co słyszałam? - nie umiem. Odpowiadałam, że ja za nią tego nie zrobię. I musiała sobie radzić sama. Gdybym ją wyręczała podejrzewam, że nie wróciłaby do samodzielności.
Mówiła różne rzeczy. Szantażowała, chciała wzbudzić poczucie winy. Chciała i próbowała.

Jeśli chcesz wszystko jest możliwe.
Jeśli Twoja matka zachowywała się jak samotne, małe dziecko i oczekiwała od Ciebie rodzicielskiego wsparcia to co musisz zrobić? Pokazać jej jak postępuje dorosły i odpowiedzialny człowiek. Pewnie jest zagubioną dziewczynką, której nikt nie poświęcał czasu kiedy była dzieckiem. Możesz jej wskazać drogę. Ale zmian za nią nie dokonasz.
Ja mojej mówię po tym co przeszła, że musi nauczyć się inaczej myśleć, pójść na terapię, ale nie wiem czy to kiedykolwiek się stanie. Ona na razie nie chce. Jej rzecz.

Ja próbuję cały czas i przypominam, najczęściej wtedy kiedy sytuacja się powtarza.
Jakim Twoja mama jest terapeutą? Jak pomaga innym skoro nie widzi siebie?

23 722

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truski napisał/a:
hm... napisał/a:

Spacer mało produktywny? Widzisz, już się bronisz. To pewnie nie dla Ciebie co? Chyba nie chcesz nic zmienić skoro racjonalizujesz smile
Sprawdz sama smile
Jakie to są te rzeczy z żelazną konsekwencj? wykonywane?

Różne rytuały, wykonywane codziennie. Czy to dla samorozwoju, czy też dla poczucia bezpieczeństwa. Np. (uwaga to będzie baaardzo prozaiczne big_smile), kiedy zasypiam włączam po cichu telewizor lub muzykę, bo nie bardzo lubię zostawać w domu sama i nasłuchuję różnych dźwięków. tongue Codziennie też ćwiczę, żeby mieć ładną sylwetkę. No i takich rzeczy jest wiele wiele więcej. wink

Nie chcę wpadać w błędne koło i planować całego dnia z rocznym wyprzedzeniem. wink A tak będzie, jeśli dołożę sobie kolejne konieczności.

hm... napisał/a:

A jak chcesz w sobie rozwinąć stwierdzenie jestem ważna, lubię siebie, świat mnie lubi?
Trzeba sobie swoje wierzenia od nowa zaprogramować kiedy są zaprogramowane źle. Nic się samo nie zrobi.
Ale słucham jak to chcesz w sobie rozwinąć?

Staram się myśleć o sobie dobrze, próbuję pogodzić się z błędem, który popełniłam. Wiem, że go już nie naprawię, ale mogę zrobić jeszcze dużo dobrego w życiu, zaczynając od siebie - wtedy będzie więcej energii, żeby dać to dobro innym. wink

hm... napisał/a:

Nie sprowokowało tylko zatkało.
Bo to jest postawienie komuś granicy.

Bo spodziewała się, czegoś zupełnie innego. Kiedy kogoś ranimy, oczekujemy że będzie się bronił taką samą agresją. Ty obroniłaś się inaczej.

hm... napisał/a:

Terapeutką, która sama sobie nie potrafi pomóc?
Szewc w obdartych butach chodzi.
Skoro pozwalasz żeby po Tobie jeżdziła to jeżdziła będzie.
Krzyk jest oznaką słabości.
Moja matka też mi się zwierzała. Obciążała moją dziecięcą wtedy głowę swoimi sprawami. To jest dla dziecka szkodliwe w takim stopniu.

Wiesz, że terapeutami, psychologami, pielęgniarkami... zostają często osoby, które same sobie nie potrafią pomóc? Odwracają uwagę od swojego problemu zajmując się i rozwikłując problemy innych. To o wiele prostsze.

hm... napisał/a:

Będzie dobrze, ale nie samo z siebie.
Szukasz potwierdzenia swoich starań u kogoś? Dlaczego?

Bo nie wierzę, żebym mogła być obiektywna w ocenie samej siebie. Nigdy nie będę. Szukam potwierdzenia swojej wartości u bliskich osób. Niestety nie jest tak jakbym chciała.

Jako dziecko byłam bardzo chwalona i doceniania. Teraz w mojej rodzinie pojawiły się osoby, które mają zupełnie inny pogląd na życie i wartości, które sobą reprezentuję i moje umiejętności nie są przez nich cenione... Albo inaczej. Nie są w ogóle zauważane. Często jestem krytykowana, mimo, że w wielu dziedzinach posiadam większą wiedzę i umiejętności. Ale nikt nawet nie pozwala mi tego udowodnić, nie mogę się za coś zabrać, bo ich zdaniem po prostu sobie nie poradzę...

hm... napisał/a:

A musi być hurra i pranie po mordzie?! Ma być stabilne, teraz wydaje Ci się, że jest to nuda. I znów racjonalizujesz, bo nie chcesz nic zmienić, za wszelką cenę nie chcesz czy boisz się efektu zmiany?
Pisałam o tym tutaj kilka stron temu.
No bo jeśli chcesz, żeby coś zawsze było nie tak to Twój wybór i Twoja sprawa smile

Najpierw kochać siebie, reszta przyjdzie sama.
Czytałaś to co pisałam o lustrach?
My tutaj cały czas piszemy o tym jak pokochać siebie.
Musisz być dla siebie najlepszym przyjacielem i rodzicem.
Zaakceptować całą siebie, wsio.

smile

Chcę stabilności, ale jak przychodzi trudno mi się z nią oswoić, trudno się odnaleźć. Sama wtedy szukam pretekstów do kłótni i napięć. Wstyd mi z tego powodu.

Oczywiście, że chcę coś zmienić.

Bardzo wiele daje mi rozmowa z Wami, z osobami, które w wielu dziedzinach mają podobne doświadczenia. A nic bardziej nie pomaga niż fakt, że niektórym się udało.

Przede mną jeszcze długa droga, ale myślę, że zaczynam wchodzić na dobrą drogą, ponieważ przez ostatnie miesiące codziennie miałam myśli samobójcze... Od dwóch dni patrzę na siebie łaskawszym wzrokiem i daję sobie prawo do bycia niedoskonałą. I co zaskakujące, czuję się wtedy lepsza i silniejsza. smile

Próbujesz odrzucić podstawową konieczność, konieczność od której wszystko się zaczyna.

Kiedy zaakceptujesz samą siebie nie będziesz szukać akceptacji u innych.

Ale po co chcesz to udowadniać?
Po co?
Bo czujesz się nie doceniona?
Jesteśmy inni, każdy z nas ma inne poglądy, trudno wyobrazić sobie, żeby marnować swoją energię na walkę z innymi o swoje racje. Po co? Szukasz rozczarowań?
Sama wiesz jak jest.

Bo jedyny znany schemat życia to chaos.

Właśnie my, z wadami i zaletami. Akceptacja. To My, kto jak nie Ty sama ma Ciebie akceptować.

Załóżmy, że ja nie wierzę w Boga, Ty wierzysz. Co robisz?

23 723

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
Truski napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Tego nie wiem. Nie wnikałam jeszcze. Mam w domu książkę "od nałogu do miłości" ale nie miałam dotąd siły by do niej zajrzeć.

Czasem taka lektura otwiera oczy. Tylko czy Ty chcesz je otworzyć?

Wiem że on jest w nałogu, wiem że nie ma w tym mojej winy ani nie mam na to wpływu. Książki pewnie pomogą mi go lepiej rozumieć i rozsądniej z nim postępować, ale szczerze mówiąc nie mam narazie ochoty się w tym babrać. Mam ochotę zajmować się sobą i tyle smile Na co innego przyjdzie jeszcze czas.

Nie babrałabym się w jego sprawach w żadnym wypadku. Powiedziałabym co wiem a reszta to jego rzecz.
Masz problem bo..., czytałam to i to..., szukasz zadpokojenia czegoś w Twoim uzależnieniu. Zastanów się czy nie chcesz tego zmieniC. Mogę Ci pomóc bo...

A tak to Ty i Twoje sprawy.
Co o tym sądzisz?

23 724

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
duzapanna napisał/a:
Truski napisał/a:

Czasem taka lektura otwiera oczy. Tylko czy Ty chcesz je otworzyć?

Wiem że on jest w nałogu, wiem że nie ma w tym mojej winy ani nie mam na to wpływu. Książki pewnie pomogą mi go lepiej rozumieć i rozsądniej z nim postępować, ale szczerze mówiąc nie mam narazie ochoty się w tym babrać. Mam ochotę zajmować się sobą i tyle smile Na co innego przyjdzie jeszcze czas.

Nie babrałabym się w jego sprawach w żadnym wypadku. Powiedziałabym co wiem a reszta to jego rzecz.
Masz problem bo..., czytałam to i to..., szukasz zadpokojenia czegoś w Twoim uzależnieniu. Zastanów się czy nie chcesz tego zmieniC. Mogę Ci pomóc bo...

A tak to Ty i Twoje sprawy.
Co o tym sądzisz?

Właśnie tak to widzę smile Jak cudownie umieć wreszcie właśnie tak myśleć smile

23 725

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja to mam teraz hardcore bo po śmierci mojego ojca moja matka nagle zrobiła się kochająca. Nagle mi mówi, że jestem ładna i że nie wyglądam na swój wiem i że jest dumna, że ma taką córkę. Normalnie obłęd. Oczywiście mi dosrała po pogrzebie, że przytyłam ale zaraz się poprawiła, że ona sama też przytyła. Szkoda tylko, że przez większość mojego dzieciństwa się nademną znęcała, a teraz robi wszystko by być w moich łaskach. Ona doskonale wie, że jeśli się od niej odwrócę jej sytuacja będzie nieciekawa.

Niby fajnie, że ona mnie tak "kocha" ale z drugiej strony to wiem, że to nie ma najmniejszego związku z rzeczywistością.

Posty [ 23 661 do 23 725 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 363 364 365 366 367 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026