netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 196 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 361 362 363 364 365 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 531 do 23 595 z 26 310 ]

23 531

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja już nie fantazjuje od lat. Nie wiem czy to monogamia, czy przekonanie, że i tak jestem dla mężczyzn niewidzialna. Ale fantazjowałam ciągle chyba odkąd skończyłam 6 lat.

23 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny i chłopaki, którzy mnie jeszcze pamiętają:)))
Jestem teraz na zesłaniu, internet tam działa jak chce i kiedy chce, no i muszę wydębić od Pana Truskawki blueconecta, dzisiaj jestem w mieście bo przyjechałam po synka.
Chcę rozwodu. Duszę się. Miałam plan, psycholog na jesień (bo teraz jestem w lesie), powoli itd. ale już nie mogę...
Przez 10 dni byliśmy sami, ani razu nigdzie nie wyszliśmy, nic się nie działo.
Wczoraj zaczęłam płakać i powiedziałam mu, że tak dłużej nie chcę, czuję się nie kochana i nieszczęśliwa. Chcę seksu, nie chcę do końca życia trwać w celibacie mam 41 lat i nie długo nikt nawet mnie nie zechce. Chcę normalnego małżeństwa albo powinniśmy się rozstać.
Obiecał, że do końca sierpnia będzie się starał to naprawić (miałam chyba jakąś dzikość w oczach), jak nie to pójdziemy na terapię małżeńską. Nawet poszliśmy wieczorem do baru na piwo. Wydawało się normalnie. Myślałam, że może jest szansa...
Ale dzisiaj zdałam sobie sprawę, że ja już tego nie chcę ciągnąć, nic do niego nie czuję, krzywdził mnie tyle lat... i co, nie wierzę, że będę potrafiła go pokochać, że będziemy udanym zakochanym małżeństwem, ja już nie chcę bylejakości. Czas szybko leci a ja jeszcze chcę być szczęśliwa, ułożyć sobie życie !!!! Nawet jak się postara to znowu potrwa to chwilę... przerabiałam to.
Dzisiaj miał urodziny, przyjechał synek, kupiłam tort, posiedział z nami chwilę i pojechał na działkę... czy to normalne. Tak w sobotę urządza imprezę dla rodziny (tzn. ja urządzam, bo na mnie spoczywa wszystko).
Dzisiaj patrzył na mnie jakby wszystko było dobrze, a w mnie się kotłowało.
Czy ja jestem nienormalna, boję się, że to wszystko obróci się przeciwko mnie. Rozwiodę się, zostanę sama, z żałosnymi alimentami, i jeszcze np. stracę pracę (płatną co kot napłakał)... i co ja wtedy zrobię..., boję się, że nie dam sobie rady, jestem sama jak palec, nie mam rodziców którzy by mnie wsparli ani nikogo.  Odchodzę od zmysłów. Ale nie chcę tak dłużej żyć.
Już myślałam, że jak mi się nie uda, to sobie coś zrobię i będzie koniec tego wszystkiego, a mały zostanie pod opieką tatusia, i tak mi wszystko jedno.
Chcę się umówić z prawnikiem żeby mi wyjaśnił, na czym to wszystko polega, jak się zabezpieczyć, żeby mnie nie oskubał, chcę wiedzieć na czym stoję. Ile kosztuje taka obsługa prawna? Już to pewnie przerabiałyście.
Nie wiem, z tymi psychologami, szukałam, rozpytywałam ale u nas nie ma chyba nikogo kompetentnego, na wszystkich narzekają.
Jestem załamana.

23 533

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
hm... napisał/a:

Trzymaj się Liv. Niech się dołuje Cię taka chwila smile
Słabsze dni się zdarzają.
Trzymaj się.

Hm.. staram się trzymać. Wiem, że jeszcze trochę będę mieć stresa/nerwa ale muszę dokończyć co zaczęłam, np z moją byłą szefową. Dziś dzwoniła do mnie już pięć razy, nie wiem czy na tej liczbie skończy. Nieco się przestraszyła po moim sms ale mnie wcale nie chodziło o straszenie ale o sprawiedliwe rozliczenie.
Ty tez się trzymaj smile

Dzięki smile
A jak się przestraszyła to coś na sumieniu chyba ma, oj...
Rozliczy, rozliczy. Trza swoje egzekwować. smile

23 534

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Ja już nie fantazjuje od lat. Nie wiem czy to monogamia, czy przekonanie, że i tak jestem dla mężczyzn niewidzialna. Ale fantazjowałam ciągle chyba odkąd skończyłam 6 lat.

Moja droga.
Poprzez fantazjowanie dawałaś sobie coś czego nie miałaś, potem wskakując w związek nadal szukałaś, pewnie bezpieczeństwa, miłości i tego żeby nie być już samotną.
Więc cały czas szukając kogoś kto zapewni nam poczucie bezpieczeństwa i miłości nigdy go nie znajdziemy. Bo nam nikt tego nie da. To my sami musimy siebie zaakceptować i pokochać. Nie kochając siebie nie potrafimy kochać innych.
Ktoś napisał, że jeśli na podwórku leży glina to samoczynnie nie powstanie z niej dzbanek. Potrzebny jest rzeźbiarz. Ale jeśli chodzi o nasze życie nie znajdziemy rzeżbiarza, który nada mu kształt. To my sami jesteśmy tym rzeźbiarzem.
To bardzo przykre, że byłaś sama jako dziecko.
Trzeba to zaakceptować. Jeśli chcesz to zmienić.
Stań przed lustrem i powiedz sobie, nie wiem co czujesz, ale przypuśćmy
-czuję się niekochana, samotna, bezradna i bezsilna, nie chcę się tak czuć
Przyznaj się do własnych uczuć, ale tak szczerze.

-jestem wartościowa

I jedno ćwiczenie z mojej biblii smile
Jeśli chcesz coś zmienić. Pokochać siebie. Zaskceptować siebie, być dla siebie ważna.
W każdym lustrze, w każdym przedmiocie w jakim zobaczysz swoje odbicie w ciągu dnia, spójrz sobie głęboko w oczy i powiedz - kocham cię.
Po dw?ch tygodniach widząc swoje odbicie...
Przekonaj się, jeśli chcesz.

23 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Witajcie dziewczyny i chłopaki, którzy mnie jeszcze pamiętają:)))
Jestem teraz na zesłaniu, internet tam działa jak chce i kiedy chce, no i muszę wydębić od Pana Truskawki blueconecta, dzisiaj jestem w mieście bo przyjechałam po synka.
Chcę rozwodu. Duszę się. Miałam plan, psycholog na jesień (bo teraz jestem w lesie), powoli itd. ale już nie mogę...
Przez 10 dni byliśmy sami, ani razu nigdzie nie wyszliśmy, nic się nie działo.
Wczoraj zaczęłam płakać i powiedziałam mu, że tak dłużej nie chcę, czuję się nie kochana i nieszczęśliwa. Chcę seksu, nie chcę do końca życia trwać w celibacie mam 41 lat i nie długo nikt nawet mnie nie zechce. Chcę normalnego małżeństwa albo powinniśmy się rozstać.
Obiecał, że do końca sierpnia będzie się starał to naprawić (miałam chyba jakąś dzikość w oczach), jak nie to pójdziemy na terapię małżeńską. Nawet poszliśmy wieczorem do baru na piwo. Wydawało się normalnie. Myślałam, że może jest szansa...
Ale dzisiaj zdałam sobie sprawę, że ja już tego nie chcę ciągnąć, nic do niego nie czuję, krzywdził mnie tyle lat... i co, nie wierzę, że będę potrafiła go pokochać, że będziemy udanym zakochanym małżeństwem, ja już nie chcę bylejakości. Czas szybko leci a ja jeszcze chcę być szczęśliwa, ułożyć sobie życie !!!! Nawet jak się postara to znowu potrwa to chwilę... przerabiałam to.
Dzisiaj miał urodziny, przyjechał synek, kupiłam tort, posiedział z nami chwilę i pojechał na działkę... czy to normalne. Tak w sobotę urządza imprezę dla rodziny (tzn. ja urządzam, bo na mnie spoczywa wszystko).
Dzisiaj patrzył na mnie jakby wszystko było dobrze, a w mnie się kotłowało.
Czy ja jestem nienormalna, boję się, że to wszystko obróci się przeciwko mnie. Rozwiodę się, zostanę sama, z żałosnymi alimentami, i jeszcze np. stracę pracę (płatną co kot napłakał)... i co ja wtedy zrobię..., boję się, że nie dam sobie rady, jestem sama jak palec, nie mam rodziców którzy by mnie wsparli ani nikogo.  Odchodzę od zmysłów. Ale nie chcę tak dłużej żyć.
Już myślałam, że jak mi się nie uda, to sobie coś zrobię i będzie koniec tego wszystkiego, a mały zostanie pod opieką tatusia, i tak mi wszystko jedno.
Chcę się umówić z prawnikiem żeby mi wyjaśnił, na czym to wszystko polega, jak się zabezpieczyć, żeby mnie nie oskubał, chcę wiedzieć na czym stoję. Ile kosztuje taka obsługa prawna? Już to pewnie przerabiałyście.
Nie wiem, z tymi psychologami, szukałam, rozpytywałam ale u nas nie ma chyba nikogo kompetentnego, na wszystkich narzekają.
Jestem załamana.

No tylko mi się nie załamuj kobieto smile
Wszystko będzie dobrze.
No gorzej już nie będzie.
To taki marazm kurcze. Takie pływanie w oleju.
Życzę wytrwałości. Decyzja należy do Ciebie.
Znam Twoją męczarnię, naprawdę. I celibat też. Krótszy, ale upokarzający.
Teraz jak byś się zdecydowała odejść to on obudzi się ze swojej truskawkowej hipnozy i nawet aktywny będzie, może straszyć nawet, obiecywać nie wiadomo co.
Wiem, że g..ne zarobki są, zwłaszcza kobiety takie maja..
Ake zaraz, zaraz,0, przecież Ty wykształcona babka jesteś.
Życzę siły.

23 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm.. dziękuję za wsparcie, wykształcona... no tak, ale pracuję w budżetówce, w męskim środowisku, nie należę do układów (polowania, narty te sprawy...) układ jest taki że wyżej d... nie podskoczę, jak jest podwyżka, to dostaję to minimum na swoim stanowisku, ostatnio 60 zł, po trzech latach bez podwyżek. Jak będą zwolnienia bo w naszej branży też kryzys będę jedną z pierwszych..., wiecie jak jest, dzisiaj trzeba być wykształconym i młodym najlepiej, po 40 z pracą ciężko. Wiem, że pesymizm mnie ogarnął, człowiek tyle lat zasuwa (mówię o wspieraniu męża) żeby poczuć jakąś stabilizację i spokój, a nie całe życie na dorobku... a teraz od początku, i wszystko sama i jeszcze z dzieckiem.... po ludzku mnie to przeraża. Tym bardziej, że mam znajomego, po rozwodzie, wyprowadził się od żony, jak stał, zostawił jej wszystko, syn już samodzielny. Zaczyna wszystko od początku, wynajął klitkę, 34 m2 za 1600 zł (takie u nas ceny) w której się męczy bo to nie jego (miał dom), jakiś tam samochód na utrzymaniu, kupuje wszystkie sprzęty od nowa itd... ale zarabia całkiem sporo kasy, jest sam i twierdzi, że mu ciężko .... gdy na to patrzę, nie jestem podbudowana...
Dlatego muszę z tym prawnikiem pogadać...

23 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

PokręconaOna
a Ty może ze stolicy bo takie ceny wynajmu.

23 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie ze stolicy, prowincjonalne miasto ale stolica województwa, z największą uczelnią w regionie, u nas zawsze te ceny były b.wysokie, pamiętam gdy wynajmowałam na początku swojego małżeństwa i porównywałam z innymi miastami o podobnej strukturze. W gazetowych zestawieniach, też zwykle w czołówce, cena za metr przy zakupie i cena wynajmu.

23 539 Ostatnio edytowany przez duzapanna (2013-07-17 22:21:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dla mnie najtrudniejsze jest, że wiele już wiem tak teoretycznie, ale nie wiem co z tą wiedzą zrobić. Wiem, że byłam niekochana, ale jak to sobie zrekompensować? Czy gadanie do siebie coś mi da? Wiem jak bardzo siebie zaniedbałam, chyba na każdym życiowym polu. Ale właściwie nadal nie czuję, że powinnam coś zrobić dla siebie. Prawie 30 lat żyję tak samo. Przywykłam.

Poza tym tak mnie wkurzają moje emocje jak nie wiem. On przyszedł z pracy, poprosił o książkę o uzależnieniach, przeczytał może z jeden rozdział. A mi już jakby ktoś kamień zdjął z piersi, już nagle dzień jest lepszy. Denerwuje mnie że taka jestem zależna, ale jak to zmienić?

23 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Analizowanie cholernie boli. Od wczoraj jestem w stałym szoku, bo odkryłam, że... [ i pierwszym raz w życiu to powiem... wiec serce bije jak dzwon...] byłam po prostu zaniedbywanym, samotnym dzieckiem. Nie chodzi o to, że nie miałam co jeść albo w co się ubrać... [ byłam rozpieszczana pod tym względem] ale nie dostałam czasu i uwagi... również od swojej mamy [ boooli, nigdy nie myslałam, ze ona mogła mnie jakoś skrzywdzić, bo jest dobrym człowiekiem...]. Uciekłam w książki ponieważ w  rzeczywistym świecie nie czułam się potrzebna. I teraz odkurzyły mi się jakieś dziwne wspomnienia, we wszystkich jestem sama i są smutne bardzo. Nie pozwalałam sobie ich pamiętać, chociaż czaiły się tak jakby we mnie. I wczoraj wyszły, a z nimi łzy i straszny żal, heh, żal mi dziecka, którym byłam, tak bardzo. Chciałabym takie dziecko przytulić i pocieszyć.

Ciężki moment.

23 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Even ja też to odkryłam stosunkowo niedawno i nadal nie mogę się nadziwić. Nie wiedziałam, że mam takie wspomnienia. Zawsze uwazałam mamę za najlepsza z możliwych. A teraz nie mogę pojąć, jak mogła mi kłaść na ramiona takie ciężary, jednocześnie nie dając nic, wsparcia, czułości, miłości.  Przecież miałam takich dobrych rodziców, jak to możliwe że nigdy nie usłyszałam "kocham cie"? Jednak możliwe sad

23 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Uwierzcie mi nie mam schizofrenii...mój mąż, który od lat mnie nie dotknął, teraz wypisuje mi pikantne sms-y , coś tam odpowiadam, żeby nie było, ale dziwnie się z tym czuję (o ssaniu moich pięknych dużych piersi itd... reszty Wam oszczędzę), nie wiem w co on gra, i kompletnie nie wiem co mam z tym zrobić, tyle lat czekałam na jakiś gest z jego strony, jakiś znak a on mi nagle jaka jestem piękna, moja maleńka... cholera nawet po pijaku tak się nie zachowywał.... Ja tu myślę o rozwodzie a ten zrobił się napalony, na razie na odległość... aż się boję... Nie wiem co o tym myśleć, kumacie coś???

23 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Analizowanie cholernie boli. Od wczoraj jestem w stałym szoku, bo odkryłam, że... [ i pierwszym raz w życiu to powiem... wiec serce bije jak dzwon...] byłam po prostu zaniedbywanym, samotnym dzieckiem. Nie chodzi o to, że nie miałam co jeść albo w co się ubrać... [ byłam rozpieszczana pod tym względem] ale nie dostałam czasu i uwagi... również od swojej mamy [ boooli, nigdy nie myslałam, ze ona mogła mnie jakoś skrzywdzić, bo jest dobrym człowiekiem...]. Uciekłam w książki ponieważ w  rzeczywistym świecie nie czułam się potrzebna. I teraz odkurzyły mi się jakieś dziwne wspomnienia, we wszystkich jestem sama i są smutne bardzo. Nie pozwalałam sobie ich pamiętać, chociaż czaiły się tak jakby we mnie. I wczoraj wyszły, a z nimi łzy i straszny żal, heh, żal mi dziecka, którym byłam, tak bardzo. Chciałabym takie dziecko przytulić i pocieszyć.

Ciężki moment.

Doskonale wiem o czym mówisz, u mnie było to samo - książki, byleby tylko trochę uciec od rzeczywistości, a brak normalnych relacji rodzic - dziecko, a wszyscy myślą że byłam rozpieszczana (łącznie z moją siostrą). I również dopiero teraz to odkryłam.

23 544

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jak nad sobą pracujesz?

Jesteś ważna i wartościowa, zasługujesz na to żeby być szczęśliwa. Chcesz tego?

Staram się wziąć w garść, robię wiele rzeczy żeby nie myśleć, spotykam się z ludźmi (choć ciężko mi to idzie, bo wiele kontaktów mi się urwało z powodu byłego chłopaka), rozmawiam z przyjaciółką (na razie ona jest moją najlepszą terapią) ale w momentach gdy jestem sama dopada mnie ta straszna rozpacz i panikuję.

Wiem, że jestem czegoś warta. Nie jestem głupią ani brzydką dziewczyną, ale jestem nieśmiała i nie do końca wierzę w siebie. Chcę być szczęśliwa, sama, nieuzależniona od nikogo. Chciałabym się tego nauczyć, długa droga przede mną.

Dziś wydarzyło się coś dziwnego, po tak długim czasie spotkałam moją lekarkę. Może to jakiś znak? wink

23 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mała91 i Duzapanna...

Nie chciałabym powiedzieć, że cieszę się, że też to przechodziłyście/przechodzicie, ale z drugiej strony gdy słyszy się o podobnych doświadczeniach od kogoś innego to czuje się jeszcze większe zrozumienie.

Boję się zaglądać dalej w swoją pamięć i w swoje uczucia. Nie wiem co tam znajdę...

23 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja grzebię dzień po dniu i zasmuca mnie do co sobie przypominam. Niektóre rzeczy zagrzebałam w pamięci, co do innych miałam świadomość, ale wszystkie zestawione razem - powalają hmm Mam ochotę powiedzieć mojej matce że jest zimna, nieczuła, okrutna i nigdy nie powinna mieć dzieci.
Choć oczywiście od razu tumaczę ją i wiem, że sama miała toksyczną matke, że nikt jej nie nauczył czułości, oraz przeciwności losu tak na nią wpłynęły. W gruncie rzeczy jest teraz łagodną starszą panią. Nie widzi swoich błędów, ale jaki jest sens teraz jej je wytykać. Pewnie żaden...

Przy okazji, czy tłumaczenie i rozumienie wszystkiego i wszystkich to nie jest część naszej choroby?

23 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dużapanno... Nie ma sensu mówić, trzeba wybaczyć chyba i jakos sobie dostarczyć samemu tego czego brakowało Ale faktycznie wciąż nie mogę uwierzyć w to jak moja pamięć mogła zrobić takie rzeczy. Ciężkość. [Mam tylko nadzieję, że to co we mnie siedziało przez tyle lat, raz uwolnione, wreszcie przepłakane - da spokój...]

23 548 Ostatnio edytowany przez duzapanna (2013-07-18 00:24:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem że nie ma sensu. Zresztą jak mówiłam ja jestem mistrzem od rozumienia i wybaczania hmm

Ja staram się zapisywać te wspomnienia i analizować czego mnie w dziecinstwie nauczyły. Tak, żeby poznać mechanizm według którego dzialam.
np.
wspomnienie: mama powtarzała często z wyrzutem gdy byłam mała: zawsze bronisz ojca, zawsze jesteś po jego stronie.
nauka: musisz rozumieć obie strony, nie wypowiadać negatywnych opinii. Najlepiej nie wypowiadać zadnych opini.
działanie: taka własnie jestem - nie sprzeciwiam sie, nie umiem powiedziec swojego zdania gdy wiem, że mam antagoniste.

wspomnienie: tata powtarzał: twoja siostra jest taka słodka, wie zawsze co powiedziec, uśmiechnie się, umie zjednaś sobie ludzi. TAKA SIE URODZIŁA, a ty jestes całkiem inna. Do tego brak czułości, dystans.
nauka: nie da sie ciebie lubić, kochać. po prostu taka jestes, taka sie urodziłaś.
działanie: wiadomo.

23 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Wiem że nie ma sensu. Zresztą jak mówiłam ja jestem mistrzem od rozumienia i wybaczania hmm

Ja staram się zapisywać te wspomnienia i analizować czego mnie w dziecinstwie nauczyły. Tak, żeby poznać mechanizm według którego dzialam.
np.
wspomnienie: mama powtarzała często z wyrzutem gdy byłam mała: zawsze bronisz ojca, zawsze jesteś po jego stronie.
nauka: musisz rozumieć obie strony, nie wypowiadać negatywnych opinii. Najlepiej nie wypowiadać zadnych opini.
działanie: taka własnie jestem - nie sprzeciwiam sie, nie umiem powiedziec swojego zdania gdy wiem, że mam antagoniste.

Dokładnie takie same słowa słyszałam... Nieprawdopodobne. Aczkolwiek powiem, że działanie całkiem inne - sprzeciwiam się, często bronię swojego zdania aż do... bólu - bo w pewnym momencie argumenty drugiej strony sprawiają, że mnie boli... że jestem urażona, i dopiero wtedy przestaję... [ boję się, że jeżeli nie zrobię tego co ktoś chce, to... zostanę sama ]

23 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja nie mówię nic, bo boję się nagatywnej reakcji. Jak coś powiem nawet w dobrej wierze, sprzeciwię się w minimalnym stopniu, to zostanę negatywnie oceniona, odrzucona. A przecież boję się jak niczego na świecie odrzucenia i braku akceptacji.

Takich negatywnych nauk jest mnóstwo. A co jest lekarstwem? Pokochanie siebie? Pewnie trzeba sie jeszcze nauczyć pozytywnych reakcji na znane sytuacje. Tylko jak, tego jest tak dużo.

23 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Hm.. dziękuję za wsparcie, wykształcona... no tak, ale pracuję w budżetówce, w męskim środowisku, nie należę do układów (polowania, narty te sprawy...) układ jest taki że wyżej d... nie podskoczę, jak jest podwyżka, to dostaję to minimum na swoim stanowisku, ostatnio 60 zł, po trzech latach bez podwyżek. Jak będą zwolnienia bo w naszej branży też kryzys będę jedną z pierwszych..., wiecie jak jest, dzisiaj trzeba być wykształconym i młodym najlepiej, po 40 z pracą ciężko. Wiem, że pesymizm mnie ogarnął, człowiek tyle lat zasuwa (mówię o wspieraniu męża) żeby poczuć jakąś stabilizację i spokój, a nie całe życie na dorobku... a teraz od początku, i wszystko sama i jeszcze z dzieckiem.... po ludzku mnie to przeraża. Tym bardziej, że mam znajomego, po rozwodzie, wyprowadził się od żony, jak stał, zostawił jej wszystko, syn już samodzielny. Zaczyna wszystko od początku, wynajął klitkę, 34 m2 za 1600 zł (takie u nas ceny) w której się męczy bo to nie jego (miał dom), jakiś tam samochód na utrzymaniu, kupuje wszystkie sprzęty od nowa itd... ale zarabia całkiem sporo kasy, jest sam i twierdzi, że mu ciężko .... gdy na to patrzę, nie jestem podbudowana...
Dlatego muszę z tym prawnikiem pogadać...

Pogadaj.
Nic się nie bój.
Jedna szalka wagi.
Jeśli nie macie rozdzielności to będziesz coś mieć.
Niektórzy jeszcze kredyty mają z tych wielkich pensji.
Koszty wynajmu spore. Przewyższają pensję niejednokrotnie. Myślę, że wynajmować nie będziesz musiała. Najlepiej prawnik Ci doradzi.
Pomyśl o sobie kurczę i dziecku. Pan Truskawka karierę zrobił zawodową, a Ty? Kariera w gospodarstwie domowym, a teraz się boisz zmiany, pewnie nie wierzysz nawet że mogłabyś mieć lepiej płatną pracę. Strach paraliżuje. "Strach matką destrukcji."

23 552 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-18 02:33:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Dla mnie najtrudniejsze jest, że wiele już wiem tak teoretycznie, ale nie wiem co z tą wiedzą zrobić. Wiem, że byłam niekochana, ale jak to sobie zrekompensować? Czy gadanie do siebie coś mi da? Wiem jak bardzo siebie zaniedbałam, chyba na każdym życiowym polu. Ale właściwie nadal nie czuję, że powinnam coś zrobić dla siebie. Prawie 30 lat żyję tak samo. Przywykłam.

Poza tym tak mnie wkurzają moje emocje jak nie wiem. On przyszedł z pracy, poprosił o książkę o uzależnieniach, przeczytał może z jeden rozdział. A mi już jakby ktoś kamień zdjął z piersi, już nagle dzień jest lepszy. Denerwuje mnie że taka jestem zależna, ale jak to zmienić?

Możesz to zmienić tylko gadaniem do siebie. Przyznaniem się do uczuć i emocji, a potem zaorogramowaniem siebie. Trzeba sto, tysiąc albo milion razy powiedzieć sobie to w co chcesz wierzyć o sobie. Wysłałam Ci książkę w kt?rej jest napisane hak to zrobić.
Ale widzę, że Twoja podświadomość już się broni. Bo może to nie dla Ciebie, co tam takie gadanie... to standardowa wycofka.
Afirmacja to jedyna możliwość.
Czyichś zaniedbań w stosunku do siebie niczym sobie nie zrekompensujesz. Niczym innym prócz tego, że musisz sama siebie zaakceptować. To jaką jesteś tu i teraz.  Nie dążeniem do ideału, którego nie ma. Zaakceptować to kim jesteś i skąd pochodzisz.
Jeśli chcesz zmiany, przeczytaj i zrób go. Nic się samo nie zmieni, samo z siebie nie zrobi. To Ty musisz to zrobić.

Cały wątek jest o tym jak się uniezależnić. I ja też o tym piszę.
Widzę, że racjonalizujesz. A bo jeden rozdział przeczytał to już nie jest uzależniony, a dobrze już będzie. Co będę do siebie gadać, ale to głupie. Kto to widział, żeby do siebie gadać. To nic nie da. To nie dla mnie. Może dla innych.
Trzeba przekonać swoją podświadomość, że nie ma racji. I nie wystarczy tego raz powiedzieć, bo w chwili kiefy o tym nie będziesz myślała ona wr?ci do schematu według którego działa całe Twoje życie. A jeśli dostajesz od życua po głowie to podświadomość nie ma prawidłowego schematu.

23 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Analizowanie cholernie boli. Od wczoraj jestem w stałym szoku, bo odkryłam, że... [ i pierwszym raz w życiu to powiem... wiec serce bije jak dzwon...] byłam po prostu zaniedbywanym, samotnym dzieckiem. Nie chodzi o to, że nie miałam co jeść albo w co się ubrać... [ byłam rozpieszczana pod tym względem] ale nie dostałam czasu i uwagi... również od swojej mamy [ boooli, nigdy nie myslałam, ze ona mogła mnie jakoś skrzywdzić, bo jest dobrym człowiekiem...]. Uciekłam w książki ponieważ w  rzeczywistym świecie nie czułam się potrzebna. I teraz odkurzyły mi się jakieś dziwne wspomnienia, we wszystkich jestem sama i są smutne bardzo. Nie pozwalałam sobie ich pamiętać, chociaż czaiły się tak jakby we mnie. I wczoraj wyszły, a z nimi łzy i straszny żal, heh, żal mi dziecka, którym byłam, tak bardzo. Chciałabym takie dziecko przytulić i pocieszyć.

Ciężki moment.

Zrobiłaś to smile
Gratuluję odwagi.

Even, spacer jest konieczny. Albo jakaś czynność. To jest podstawa. Codziennie np. O 19.00 wyjść na spacer na 10 minut i afirmacja. To jest konieczne. Nie mów, że za szybko. Narzuć to sobie i bądz konsekwentna. To jest potrzebne. Tak proponuję. Decyzja należy do Ciebie.

23 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Even ja też to odkryłam stosunkowo niedawno i nadal nie mogę się nadziwić. Nie wiedziałam, że mam takie wspomnienia. Zawsze uwazałam mamę za najlepsza z możliwych. A teraz nie mogę pojąć, jak mogła mi kłaść na ramiona takie ciężary, jednocześnie nie dając nic, wsparcia, czułości, miłości.  Przecież miałam takich dobrych rodziców, jak to możliwe że nigdy nie usłyszałam "kocham cie"? Jednak możliwe sad

Oni zapewne nawet nie zdawali sobie z tego sprawy.
I być może byli
Odobnie traktowani przez swoich rodziców. I nawet się nad tym nie zastanawiali.
Trudno ich nawet winić.
Moja matka również źle mnie traktowała, ale sama wiem, że dobrego dzieciństwa to ona nie miała.
Zachowanie dzievi i ich probkemy to odzwierciedlenie tego co kryje się w podświadomości rodziców. Dlatego akważne jest to, żeby nasza podśwuadomość miała zakodowane informacje prawdziwe tak jak je widzimy racjonalnie. Np. Niby osiągamy sukcesy, mamy pracę fajną, uśmiechamy się, ale nie potrafimy zrobić nic więcej bo nasza podświadomość zakodowała sobie, że jesteśmy głupi, a zrobiła to na podstawie pewnych doświadczeń z przeszłości. I dopóki nie przyznamy się przed sobą, że tak o sobie myślimy to nie ruszymy do przodu. Trzeba sobie głośno powiedzieć co w głębi duszy o sobie myślimy i głośno to sobie powiedzieć. Myślenie nie wystarczy. Trzeba powiedzieć. A potem powiedzieć co chcemy o sobie myśleć i siebie do tego przekonać.
Np. Jestem wartościowy, jestem ważny, etc.

23 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Uwierzcie mi nie mam schizofrenii...mój mąż, który od lat mnie nie dotknął, teraz wypisuje mi pikantne sms-y , coś tam odpowiadam, żeby nie było, ale dziwnie się z tym czuję (o ssaniu moich pięknych dużych piersi itd... reszty Wam oszczędzę), nie wiem w co on gra, i kompletnie nie wiem co mam z tym zrobić, tyle lat czekałam na jakiś gest z jego strony, jakiś znak a on mi nagle jaka jestem piękna, moja maleńka... cholera nawet po pijaku tak się nie zachowywał.... Ja tu myślę o rozwodzie a ten zrobił się napalony, na razie na odległość... aż się boję... Nie wiem co o tym myśleć, kumacie coś???

No miał coś zrobić do końca sietpnia nie?
Mam nadzieję, że mu się coś nie pomyliło.
Wiesz, może mieć priblemy, kompleksy, jakieś dośwuadczenia, które rzutują u niego na te sprawy.
Może dokonasz rewolucji.
Niech się weźmie do rzeczy wreszcie. No ile można czekać?
Ja tam życzę powodzenia. Może coś... smile

23 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
Even napisał/a:

Analizowanie cholernie boli. Od wczoraj jestem w stałym szoku, bo odkryłam, że... [ i pierwszym raz w życiu to powiem... wiec serce bije jak dzwon...] byłam po prostu zaniedbywanym, samotnym dzieckiem. Nie chodzi o to, że nie miałam co jeść albo w co się ubrać... [ byłam rozpieszczana pod tym względem] ale nie dostałam czasu i uwagi... również od swojej mamy [ boooli, nigdy nie myslałam, ze ona mogła mnie jakoś skrzywdzić, bo jest dobrym człowiekiem...]. Uciekłam w książki ponieważ w  rzeczywistym świecie nie czułam się potrzebna. I teraz odkurzyły mi się jakieś dziwne wspomnienia, we wszystkich jestem sama i są smutne bardzo. Nie pozwalałam sobie ich pamiętać, chociaż czaiły się tak jakby we mnie. I wczoraj wyszły, a z nimi łzy i straszny żal, heh, żal mi dziecka, którym byłam, tak bardzo. Chciałabym takie dziecko przytulić i pocieszyć.

Ciężki moment.

Doskonale wiem o czym mówisz, u mnie było to samo - książki, byleby tylko trochę uciec od rzeczywistości, a brak normalnych relacji rodzic - dziecko, a wszyscy myślą że byłam rozpieszczana (łącznie z moją siostrą). I również dopiero teraz to odkryłam.

No proszę.
Podoba mi się co robicie dziewczyny.
Naprawdę.
Ciotka Hm... jest zadowolona, bo jak się okazuje, nie rzuca słów na wiatr smile

23 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
hm... napisał/a:

Jak nad sobą pracujesz?

Jesteś ważna i wartościowa, zasługujesz na to żeby być szczęśliwa. Chcesz tego?

Staram się wziąć w garść, robię wiele rzeczy żeby nie myśleć, spotykam się z ludźmi (choć ciężko mi to idzie, bo wiele kontaktów mi się urwało z powodu byłego chłopaka), rozmawiam z przyjaciółką (na razie ona jest moją najlepszą terapią) ale w momentach gdy jestem sama dopada mnie ta straszna rozpacz i panikuję.

Wiem, że jestem czegoś warta. Nie jestem głupią ani brzydką dziewczyną, ale jestem nieśmiała i nie do końca wierzę w siebie. Chcę być szczęśliwa, sama, nieuzależniona od nikogo. Chciałabym się tego nauczyć, długa droga przede mną.

Dziś wydarzyło się coś dziwnego, po tak długim czasie spotkałam moją lekarkę. Może to jakiś znak? wink

Nie jesteś coś warta, tylko wartościowa. I ta środkowa część Twojej wypowiedzi jest ważna. To to chcesz zrobić.
Terapia terapią, rozmowa z koleżanką, wszystko jest potrzebne. Ale widzisz, kiedy zostajesz sama jest panika i niepokój.  A wiesz jaki jest optymalny stan?
Kiedy dobrze jest Ci ze samą sobą, jesteś spokojna, czujesz się ze sob? bezpiecznie, dobrze, sama siebie akceptujesz, możesz liczyć navswoje wsparcie. Jesteś swoim przyjacielem.
Jesteś na dobrej drodze.
To głupio zabrzmi oewnie, ake mam taki wniosek, żeby rozmawiać ze sob?. Tak. Poważnie. Ze sobą. Bo my siebie katujemy, a nie wspieramy.
A jak jużvsisbie zaajceptujesz to i ta nieśmiałość się zmieni. Bo jak tu być śmiałym i otwartym jak za nic się w siebie nie wierzy.
Czemu mówię, żeby ze sobą porozmawiać?
Bo przed sobą nie uciekniesz. W związek, gdzie możesz się skupić na nim, w znajomych, gdzie można się skupić na nich, w zakupy czy co ktoś tam szuka zamiast.

23 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Mała91 i Duzapanna...

Nie chciałabym powiedzieć, że cieszę się, że też to przechodziłyście/przechodzicie, ale z drugiej strony gdy słyszy się o podobnych doświadczeniach od kogoś innego to czuje się jeszcze większe zrozumienie.

Boję się zaglądać dalej w swoją pamięć i w swoje uczucia. Nie wiem co tam znajdę...

Strach ogranicza. Zajrzysz i będziesz wiedzieć, będziesz świadoma. Mało kto ma tę odwagę.

23 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Ja grzebię dzień po dniu i zasmuca mnie do co sobie przypominam. Niektóre rzeczy zagrzebałam w pamięci, co do innych miałam świadomość, ale wszystkie zestawione razem - powalają hmm Mam ochotę powiedzieć mojej matce że jest zimna, nieczuła, okrutna i nigdy nie powinna mieć dzieci.
Choć oczywiście od razu tumaczę ją i wiem, że sama miała toksyczną matke, że nikt jej nie nauczył czułości, oraz przeciwności losu tak na nią wpłynęły. W gruncie rzeczy jest teraz łagodną starszą panią. Nie widzi swoich błędów, ale jaki jest sens teraz jej je wytykać. Pewnie żaden...

Przy okazji, czy tłumaczenie i rozumienie wszystkiego i wszystkich to nie jest część naszej choroby?

Nie rozumienie i tłumaczenie tylko fakty, fakty. Zaajceptowanie czegoś na co nie mamy wpływu. A czy godzisz się na to chcąc to zmienić? Czy odpowiadają Ci skutki tych faktów?

23 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Dużapanno... Nie ma sensu mówić, trzeba wybaczyć chyba i jakos sobie dostarczyć samemu tego czego brakowało Ale faktycznie wciąż nie mogę uwierzyć w to jak moja pamięć mogła zrobić takie rzeczy. Ciężkość. [Mam tylko nadzieję, że to co we mnie siedziało przez tyle lat, raz uwolnione, wreszcie przepłakane - da spokój...]

Dokładnie tak.
Nie można żywić urazy i żalu chcąc być wolnym.
Da spokój, raz na zawsze. Jeśli to będzie wszystko.

23 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Wiem że nie ma sensu. Zresztą jak mówiłam ja jestem mistrzem od rozumienia i wybaczania hmm

Ja staram się zapisywać te wspomnienia i analizować czego mnie w dziecinstwie nauczyły. Tak, żeby poznać mechanizm według którego dzialam.
np.
wspomnienie: mama powtarzała często z wyrzutem gdy byłam mała: zawsze bronisz ojca, zawsze jesteś po jego stronie.
nauka: musisz rozumieć obie strony, nie wypowiadać negatywnych opinii. Najlepiej nie wypowiadać zadnych opini.
działanie: taka własnie jestem - nie sprzeciwiam sie, nie umiem powiedziec swojego zdania gdy wiem, że mam antagoniste.

wspomnienie: tata powtarzał: twoja siostra jest taka słodka, wie zawsze co powiedziec, uśmiechnie się, umie zjednaś sobie ludzi. TAKA SIE URODZIŁA, a ty jestes całkiem inna. Do tego brak czułości, dystans.
nauka: nie da sie ciebie lubić, kochać. po prostu taka jestes, taka sie urodziłaś.
działanie: wiadomo.

Piękna analiza.
Mistrzowska. Poważnie.
O to właśnie chodzi.
I ta nauka to to co w duszy, w podświadomości jest zakodowane i zabetonowane.

23 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Wiem że nie ma sensu. Zresztą jak mówiłam ja jestem mistrzem od rozumienia i wybaczania hmm

Ja staram się zapisywać te wspomnienia i analizować czego mnie w dziecinstwie nauczyły. Tak, żeby poznać mechanizm według którego dzialam.
np.
wspomnienie: mama powtarzała często z wyrzutem gdy byłam mała: zawsze bronisz ojca, zawsze jesteś po jego stronie.
nauka: musisz rozumieć obie strony, nie wypowiadać negatywnych opinii. Najlepiej nie wypowiadać zadnych opini.
działanie: taka własnie jestem - nie sprzeciwiam sie, nie umiem powiedziec swojego zdania gdy wiem, że mam antagoniste.

Dokładnie takie same słowa słyszałam... Nieprawdopodobne. Aczkolwiek powiem, że działanie całkiem inne - sprzeciwiam się, często bronię swojego zdania aż do... bólu - bo w pewnym momencie argumenty drugiej strony sprawiają, że mnie boli... że jestem urażona, i dopiero wtedy przestaję... [ boję się, że jeżeli nie zrobię tego co ktoś chce, to... zostanę sama ]

Czy warto się tego bać?







I dlaczego nie? smile:):):)

23 563 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-18 03:10:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

A ja nie mówię nic, bo boję się nagatywnej reakcji. Jak coś powiem nawet w dobrej wierze, sprzeciwię się w minimalnym stopniu, to zostanę negatywnie oceniona, odrzucona. A przecież boję się jak niczego na świecie odrzucenia i braku akceptacji.

Takich negatywnych nauk jest mnóstwo. A co jest lekarstwem? Pokochanie siebie? Pewnie trzeba sie jeszcze nauczyć pozytywnych reakcji na znane sytuacje. Tylko jak, tego jest tak dużo.

Pokonałaś kawał drogi.
Właśnie. Strach przed odrzuceniem.
Pokochać siebie. Tak jest.
Coś Wam zacytuję
"Ktoś wychowany w systemie nagród i kar do końca życia będzie usiłował zasłużyć na nagrodę i uniknąć kary. W praktyce będzie to oznaczało nieustanne poszukiwanie akceptacji i potwierdzenia swohej wartości u innych.  I usiłowanie ukrycia swoich prawdziwych emocji, myśli i czyn?w - żeby uniknąć kary."

No to już na dziś wystarczy.
To teraz mogę spać spokojnie tongue
Brawo dziewczyny.

Dobranoc.

23 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

"Ktoś wychowany w systemie nagród i kar do końca życia będzie usiłował zasłużyć na nagrodę i uniknąć kary. W praktyce będzie to oznaczało nieustanne poszukiwanie akceptacji i potwierdzenia swohej wartości u innych.  I usiłowanie ukrycia swoich prawdziwych emocji, myśli i czyn?w - żeby uniknąć kary."

Bo mu mentor łomot spuści... oj wiem coś o tym tongue

No to już na dziś wystarczy.
To teraz mogę spać spokojnie tongue

No jak po 3 w nocy, to na pewno... smile

23 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

"Ktoś wychowany w systemie nagród i kar do końca życia będzie usiłował zasłużyć na nagrodę i uniknąć kary. W praktyce będzie to oznaczało nieustanne poszukiwanie akceptacji i potwierdzenia swohej wartości u innych.  I usiłowanie ukrycia swoich prawdziwych emocji, myśli i czyn?w - żeby uniknąć kary."

Bo mu mentor łomot spuści... oj wiem coś o tym tongue

No to już na dziś wystarczy.
To teraz mogę spać spokojnie tongue

No jak po 3 w nocy, to na pewno... smile

Wyspałam się wcześniej smile

23 566

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie rozumienie i tłumaczenie tylko fakty, fakty. Zaajceptowanie czegoś na co nie mamy wpływu. A czy godzisz się na to chcąc to zmienić? Czy odpowiadają Ci skutki tych faktów?

Tak sobie myślę, że ja chyba jednak wcale nie rozumiem i wybaczam, tylko racjonalizuję.

Zamiast powiedzieć: mąż nie chce ze mną rozmawiać, nie stara się o mnie,
Mówię od razu: on jest taki zamknięty w sobie, bo miał trudne dzieciństwo, złe wzorce, nie nauczył się w domu.

Zamiast: mama była dla mnie oschła
Mówię: mama mnie kochała tylko nie umiała tego okazać, bo nikt jej nie nauczył.

Wcale nie wybaczam, tylko tłumaczę sobie, żeby ból był mniejszy. A potem mam nawet żal do siebie, że jestem za bardzo empatyczna, że może raz w życiu powinnam mieć do kogoś pretensje, a nie umiem sad

23 567 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-18 13:16:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie rozumienie i tłumaczenie tylko fakty, fakty. Zaajceptowanie czegoś na co nie mamy wpływu. A czy godzisz się na to chcąc to zmienić? Czy odpowiadają Ci skutki tych faktów?

Tak sobie myślę, że ja chyba jednak wcale nie rozumiem i wybaczam, tylko racjonalizuję.

Zamiast powiedzieć: mąż nie chce ze mną rozmawiać, nie stara się o mnie,
Mówię od razu: on jest taki zamknięty w sobie, bo miał trudne dzieciństwo, złe wzorce, nie nauczył się w domu.

Zamiast: mama była dla mnie oschła
Mówię: mama mnie kochała tylko nie umiała tego okazać, bo nikt jej nie nauczył.

Wcale nie wybaczam, tylko tłumaczę sobie, żeby ból był mniejszy. A potem mam nawet żal do siebie, że jestem za bardzo empatyczna, że może raz w życiu powinnam mieć do kogoś pretensje, a nie umiem sad

Wiesz. To też nie o to chodzi żeby na kimś psy wieszać. Sprawa dotyczy Ciebie. Oni to oni. To jacy są i co robią to ich sprawa.
Chodzi o to, żeby nie racjonalizować bólu i krzywdy jaka nam się dzieje.
Bo mama pewnie sobie nie zdawała sprawy. A i mąż faktycznie może być nie nauczony, ale rozmawiać nie chce, nie chce posłuchać.
Także nie ma co karabinu wyjmować i unicestwiać "tych niedobrych ludzi".
Twoje uczucia są istotne, nie ich czyny.
Chodzi o to, żeby siebie nie racjonalizować, swoich uczuć. Innych też nie można usprawiedliwiać.
Żebyś nie szukała winy wszędzie dookoła, o to chodzi. Że to jak będziesz żyła i z kim, jak siebie traktowała to zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Tak, jak będziesz siebie traktowała i co o sobie będziesz myślała, od tego wszystko zależy.

23 568

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Zrobiłaś to smile
Gratuluję odwagi.

Even, spacer jest konieczny. Albo jakaś czynność. To jest podstawa. Codziennie np. O 19.00 wyjść na spacer na 10 minut i afirmacja. To jest konieczne. Nie mów, że za szybko. Narzuć to sobie i bądz konsekwentna. To jest potrzebne. Tak proponuję. Decyzja należy do Ciebie.

Dziękuję Hm smile Tak, dzisiaj ruszam już na spacer z afirmacją. I nadal analizuje, chyba jest mi już trochę łatwiej to robić [mimo, że w którymś kolejnym poście napisałam, że się boję. Byłoby nieprawdą gdybym powiedziała, że tak nie jest, ale nie jest to strach, który mnie zatrzyma].

23 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem wiem, właśnie o to mi chodziło. Nie zamierzam nikogo teraz atakować smile Po prostu dotąd wszystkich jakby z automatu tłumaczyłam. Chyba nie umiałam zaakceptowac faktów i nie dawałam sobie prawa do żalu i  poczucia zranienia. A zraniona przeciez i tak byłam.

23 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Zrobiłaś to smile
Gratuluję odwagi.

Even, spacer jest konieczny. Albo jakaś czynność. To jest podstawa. Codziennie np. O 19.00 wyjść na spacer na 10 minut i afirmacja. To jest konieczne. Nie mów, że za szybko. Narzuć to sobie i bądz konsekwentna. To jest potrzebne. Tak proponuję. Decyzja należy do Ciebie.

Dziękuję Hm smile Tak, dzisiaj ruszam już na spacer z afirmacją. I nadal analizuje, chyba jest mi już trochę łatwiej to robić [mimo, że w którymś kolejnym poście napisałam, że się boję. Byłoby nieprawdą gdybym powiedziała, że tak nie jest, ale nie jest to strach, który mnie zatrzyma].

Dobrze smile
Tylko codziennie, pamiętaj.
Codziennie.
Wybierz sobie jedno zdanie, krótkie, jeden komunikat, który będziesz sobie na tym spacerze powtarzała.
Ten spacer jest po to, żebyś była konsekwentna i odpowiedzialna za swoje postanowienia.
I to będzie dowód na to, że potrafisz i dasz radę. Powodzenia smile

23 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Wiem wiem, właśnie o to mi chodziło. Nie zamierzam nikogo teraz atakować smile Po prostu dotąd wszystkich jakby z automatu tłumaczyłam. Chyba nie umiałam zaakceptowac faktów i nie dawałam sobie prawa do żalu i  poczucia zranienia. A zraniona przeciez i tak byłam.

Tak smile
Właśnie.
A te wszystkie emocje, dobre i złe to my smile

23 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Słuchajcie chciałam Was spytać, czy i jak udało się Wam rozszyfrować role w waszym domu rodzinnym? Jakie były i jak je przeniosłyście na dorosłe życie. Przeczytałam o tym sporo, rozumiem na książkowych przykładach jak role w rodzinie przekładają sie na wzorce postępowania, ale u siebie za cholere nie umiem tego odkryć.
Opisałam wszystko jak umiałam najlepiej, ale no nie widze tego.
Wiem też co było naszym rodzinnym tabu, ale nijak nie umiem tego z sobą połączyć. No nie wiem, nie jestem głupia, czemu tego nie widze?

23 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Słuchajcie chciałam Was spytać, czy i jak udało się Wam rozszyfrować role w waszym domu rodzinnym? Jakie były i jak je przeniosłyście na dorosłe życie. Przeczytałam o tym sporo, rozumiem na książkowych przykładach jak role w rodzinie przekładają sie na wzorce postępowania, ale u siebie za cholere nie umiem tego odkryć.
Opisałam wszystko jak umiałam najlepiej, ale no nie widze tego.
Wiem też co było naszym rodzinnym tabu, ale nijak nie umiem tego z sobą połączyć. No nie wiem, nie jestem głupia, czemu tego nie widze?

Ale do czego jest Ci to w zasadzie potrzebne?
Szukasz odzwierciedlenia zachowań z Twojego domu do obecnego życia, po coś jeszcze?

23 574

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

dzień dobry Wam wszystkim:)

23 575

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

dzień dobry Wam wszystkim:)

Zupka, co u Ciebie?
Opowiadaj smile
Kopę lat.

23 576

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ale do czego jest Ci to w zasadzie potrzebne?
Szukasz odzwierciedlenia zachowań z Twojego domu do obecnego życia, po coś jeszcze?

Tak chce znalezc to podobieństwo.
Chce wiedziec dlaczego cos robie, dlaczego cos wybieram. Niby wiadomo ze nauczylam sie w dzieciństwie,  tylko ze ja nie widze tych podobienstw. Czasen uda mi sie jakies pojedyncze wspomnienie przełożyć na dzisiejsze zachowanie. Tak jak wczoraj podalam przyklad. Ale co do całości nie widze podobienstw.
Czytam teraz Kobiety które kochają za bardzo i tam jest to tak fajnie pokazane: obraz rodziny- wyuczona rola lub zasada - zachowanie. Podobnie w innych książkach.

23 577

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:
hm... napisał/a:

Ale do czego jest Ci to w zasadzie potrzebne?
Szukasz odzwierciedlenia zachowań z Twojego domu do obecnego życia, po coś jeszcze?

Tak chce znalezc to podobieństwo.
Chce wiedziec dlaczego cos robie, dlaczego cos wybieram. Niby wiadomo ze nauczylam sie w dzieciństwie,  tylko ze ja nie widze tych podobienstw. Czasen uda mi sie jakies pojedyncze wspomnienie przełożyć na dzisiejsze zachowanie. Tak jak wczoraj podalam przyklad. Ale co do całości nie widze podobienstw.
Czytam teraz Kobiety które kochają za bardzo i tam jest to tak fajnie pokazane: obraz rodziny- wyuczona rola lub zasada - zachowanie. Podobnie w innych książkach.

Oj, ale nie jesteśmy robotami i każdy z nas jest inny.
Podejmujesz też swoje decyzje, niekt?re pod wpływem doświadczeń, ale nie jota w jotę jak mama czy tata.

23 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czołem kochana hmm...
tak, kopę lat. Leczę się nadal, nadal też jestem w terapii , dorosłam znów trochę ciut.
Ciekawą mam pracę, zmieniłam spojrzenie na karalucha i wiem, że każda z nas tak uważała, ale nie do końca z karaluchem żyłam, choć nadal mieszkam gdzie indziej.
Ale KKZB nadal jestem, choć bardziej świadomą.
Bardzo nad sobą pracuję, bardzo.
Mam masę czytania do nadrobienia, oj tak.

23 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Słuchajcie chciałam Was spytać, czy i jak udało się Wam rozszyfrować role w waszym domu rodzinnym? Jakie były i jak je przeniosłyście na dorosłe życie. Przeczytałam o tym sporo, rozumiem na książkowych przykładach jak role w rodzinie przekładają sie na wzorce postępowania, ale u siebie za cholere nie umiem tego odkryć.
Opisałam wszystko jak umiałam najlepiej, ale no nie widze tego.
Wiem też co było naszym rodzinnym tabu, ale nijak nie umiem tego z sobą połączyć. No nie wiem, nie jestem głupia, czemu tego nie widze?

Porady książkowe to sobie można prawdę powiedziawszy w buty włożyć, by wygodniej chodzić i by ćwiek nie uwierał w piętę.
Jedyną książkową pozycję godną - tak z mojego punktu widzenia - przeczytania jest poradnik o przewrotnym tytule "nieporadnik małżeński" Jerzego Grzybowskiego.

A tak apropo Twojego zapytania, to posłużę się tu swoim małżeńskim przykładem wyniesionych wzorców z domowych pieleszy.
Tu miałem doskonałą konfrontacje tego, co znaczy być wychowanym pod kloszem a co znaczy być rodzinnie "wyedukowanym" pisklakiem, gotowym do opuszczenia rodzinnego gniazda.
Jż była wychowana na zasadzie "zostaw bo zepsujesz, lepiej to ja za Ciebie zrobię", natomiast u mnie to było w stylu "zanim się zabierzesz i zrobisz lub spartolisz smile , to pozwól, że coś Ci podpowiem, pokażę, pomogę. Masz wątpliwości i pytania to wal śmiało".
Taka szkoła życia mi uświadomiła, że problemy w życiu są po to, by się z nimi zmierzyć, nawet jeśli są niemożliwe. Takie to robię w 7 dni a cuda w tydzień big_smile Jeśli czegoś się nie da zrobić, to spróbować nie zaszkodzi.
Żona zaś "perfekcyjna" pani domu, czyli strusiomania ogólnego stosowania, gdzie coś trudniejszego się pojawia, to już dezercja na starcie, bo "mama mi pomoże" - czytaj "zrobi za mnie".
Nie ukrywam, że w mojej konfrontacji z teściową - Adam Słodowy w spódnicy - miałem nieraz ubaw po pachy, jak mnie - zięcia z wykształceniem technicznym strofowała, że jestem do niczego. A była oblatana od A do Z - od wbicia gwoździa po naprawę samochodu. Choć w wielu tematach była lewa jak lewy but z prawej nogi.

Taki przykład: wymiana klocków hamulcowych w aucie.
Wg niej to koło zdjąć, stare klocki wyjąć i włożyć nowe, koło założyć i po sprawie. Jak się zapytałem "a kto odpowietrzy", to było yikes a jak się to robi i po co??? hmm

Reasumujac, to nie opieraj się na tym co wyczytasz, a prowadź doświadczalne metody prób i błędów na tym, co wyniesione z domu pasuje Tobie w dalszym życiu, resztę modernizuj wedle własnego uznania. Kopiowaniem toczka w toczkę starszyzny, to idzie się pohlastać równo i dokładnie. Wszystko wymaga odświeżenia... wedle własnego widzimisię.

23 580

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Czołem kochana hmm...
tak, kopę lat. Leczę się nadal, nadal też jestem w terapii , dorosłam znów trochę ciut.
Ciekawą mam pracę, zmieniłam spojrzenie na karalucha i wiem, że każda z nas tak uważała, ale nie do końca z karaluchem żyłam, choć nadal mieszkam gdzie indziej.
Ale KKZB nadal jestem, choć bardziej świadomą.
Bardzo nad sobą pracuję, bardzo.
Mam masę czytania do nadrobienia, oj tak.

Oj tak smile

Jakie jest to inne spojrzenie? Zdradzisz?
Cieszę się, że jesteś.
Brakowało mi Ciebie smile

23 581

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
duzapanna napisał/a:

Słuchajcie chciałam Was spytać, czy i jak udało się Wam rozszyfrować role w waszym domu rodzinnym? Jakie były i jak je przeniosłyście na dorosłe życie. Przeczytałam o tym sporo, rozumiem na książkowych przykładach jak role w rodzinie przekładają sie na wzorce postępowania, ale u siebie za cholere nie umiem tego odkryć.
Opisałam wszystko jak umiałam najlepiej, ale no nie widze tego.
Wiem też co było naszym rodzinnym tabu, ale nijak nie umiem tego z sobą połączyć. No nie wiem, nie jestem głupia, czemu tego nie widze?

Porady książkowe to sobie można prawdę powiedziawszy w buty włożyć, by wygodniej chodzić i by ćwiek nie uwierał w piętę.
Jedyną książkową pozycję godną - tak z mojego punktu widzenia - przeczytania jest poradnik o przewrotnym tytule "nieporadnik małżeński" Jerzego Grzybowskiego.

A tak apropo Twojego zapytania, to posłużę się tu swoim małżeńskim przykładem wyniesionych wzorców z domowych pieleszy.
Tu miałem doskonałą konfrontacje tego, co znaczy być wychowanym pod kloszem a co znaczy być rodzinnie "wyedukowanym" pisklakiem, gotowym do opuszczenia rodzinnego gniazda.
Jż była wychowana na zasadzie "zostaw bo zepsujesz, lepiej to ja za Ciebie zrobię", natomiast u mnie to było w stylu "zanim się zabierzesz i zrobisz lub spartolisz smile , to pozwól, że coś Ci podpowiem, pokażę, pomogę. Masz wątpliwości i pytania to wal śmiało".
Taka szkoła życia mi uświadomiła, że problemy w życiu są po to, by się z nimi zmierzyć, nawet jeśli są niemożliwe. Takie to robię w 7 dni a cuda w tydzień big_smile Jeśli czegoś się nie da zrobić, to spróbować nie zaszkodzi.
Żona zaś "perfekcyjna" pani domu, czyli strusiomania ogólnego stosowania, gdzie coś trudniejszego się pojawia, to już dezercja na starcie, bo "mama mi pomoże" - czytaj "zrobi za mnie".
Nie ukrywam, że w mojej konfrontacji z teściową - Adam Słodowy w spódnicy - miałem nieraz ubaw po pachy, jak mnie - zięcia z wykształceniem technicznym strofowała, że jestem do niczego. A była oblatana od A do Z - od wbicia gwoździa po naprawę samochodu. Choć w wielu tematach była lewa jak lewy but z prawej nogi.

Taki przykład: wymiana klocków hamulcowych w aucie.
Wg niej to koło zdjąć, stare klocki wyjąć i włożyć nowe, koło założyć i po sprawie. Jak się zapytałem "a kto odpowietrzy", to było yikes a jak się to robi i po co??? hmm

Reasumujac, to nie opieraj się na tym co wyczytasz, a prowadź doświadczalne metody prób i błędów na tym, co wyniesione z domu pasuje Tobie w dalszym życiu, resztę modernizuj wedle własnego uznania. Kopiowaniem toczka w toczkę starszyzny, to idzie się pohlastać równo i dokładnie. Wszystko wymaga odświeżenia... wedle własnego widzimisię.

To ta teściówka to przerost formy maleńki. Fajnie jak ktoś m?wi o czymś o czym nie ma pojęcia.
Bagsiu, trza było dać mamusi klucze, klocki i rzec "ma mamusua, mamusia zmieni klocki, jak m?wi, potem mamusia wsiada i mamusia jedzie". I spokój.
Wie lepiej. Niech robi.

23 582

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

To ta teściówka to przerost formy maleńki. Fajnie jak ktoś m?wi o czymś o czym nie ma pojęcia.
Bagsiu, trza było dać mamusi klucze, klocki i rzec "ma mamusua, mamusia zmieni klocki, jak m?wi, potem mamusia wsiada i mamusia jedzie". I spokój.
Wie lepiej. Niech robi.

To ją wqrwiało momentami do białej gorączki, że taki szczyl o połowę młodszy, jest lepiej zorientowany od niej.
Jak już wyczułem grunt, że nie przeskoczę jej wszechwiedzy, to pasowałem z miejsca i puszczałem ją przodem.

Kurzej ślepoty i pomroczności jasnej u żony nie szło "wyplewić", choć nieraz była świadkiem, gdzie mamuśka poległa na froncie ze swoimi przekonaniami. Na efekty nie musiałem długo czekać... big_smile

23 583 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-18 21:09:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

To ta teściówka to przerost formy maleńki. Fajnie jak ktoś m?wi o czymś o czym nie ma pojęcia.
Bagsiu, trza było dać mamusi klucze, klocki i rzec "ma mamusua, mamusia zmieni klocki, jak m?wi, potem mamusia wsiada i mamusia jedzie". I spokój.
Wie lepiej. Niech robi.

To ją wqrwiało momentami do białej gorączki, że taki szczyl o połowę młodszy, jest lepiej zorientowany od niej.
Jak już wyczułem grunt, że nie przeskoczę jej wszechwiedzy, to pasowałem z miejsca i puszczałem ją przodem.

Kurzej ślepoty i pomroczności jasnej u żony nie szło "wyplewić", choć nieraz była świadkiem, gdzie mamuśka poległa na froncie ze swoimi przekonaniami. Na efekty nie musiałem długo czekać... big_smile

Za takim stanowiskiem skrywane są szerokie pokłady kompleks?w Bags. Jak to się mówi --wyżej... niż..ma

Kurcze, czy to ważne ile kto ma lat jak się na czymś zna, w czymś specjalizuje.
Rany. Ciężko się chyba żyje komuś takiemu. Tylko krzywdzi najbliższych, w sumie wszystkich, których spotka.

23 584

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

To ta teściówka to przerost formy maleńki. Fajnie jak ktoś m?wi o czymś o czym nie ma pojęcia.
Bagsiu, trza było dać mamusi klucze, klocki i rzec "ma mamusua, mamusia zmieni klocki, jak m?wi, potem mamusia wsiada i mamusia jedzie". I spokój.
Wie lepiej. Niech robi.

To ją wqrwiało momentami do białej gorączki, że taki szczyl o połowę młodszy, jest lepiej zorientowany od niej.
Jak już wyczułem grunt, że nie przeskoczę jej wszechwiedzy, to pasowałem z miejsca i puszczałem ją przodem.

Kurzej ślepoty i pomroczności jasnej u żony nie szło "wyplewić", choć nieraz była świadkiem, gdzie mamuśka poległa na froncie ze swoimi przekonaniami. Na efekty nie musiałem długo czekać... big_smile

Za takim stanowiskiem skrywane są szerokie pokłady kompleks?w Bags. Jak to się mówi --wyżej... niż..ma
Kurcze, czy to ważne ile kto ma lat jak się na czymś zna, w czymś specjalizuje.
Rany. Ciężko się chyba żyje komuś takiemu. Tylko krzywdzi najbliższych, w sumie wszystkich, których spotka.

Ja to wiem i przekonałem się o tym.
Czy ciężko? Czują się jak pączek w maśle, bo może powozić się na kimś w przeświadczeniu, że słusznie prawi i postępuje.
Ciężko jest raczej uświadomić takiego osobnika i jego podwładnych, że źle robi i działa na szkodę innych. Ale jak najbliżsi są zapatrzeni w nich jak w obraz, to co My na to możemy?
Współczuć? hmm

Szkodą dla mnie jest spieprzone małżeństwo. Żony swego czasu było mi żal, ale po tych wszystkich szopkach przeszło jak ręką odjął. Teraz to sama się musi przejechać gołym zadkiem po betonie i przekonać, kto miał w tym wszystkim rację.

23 585

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:
bags napisał/a:

To ją wqrwiało momentami do białej gorączki, że taki szczyl o połowę młodszy, jest lepiej zorientowany od niej.
Jak już wyczułem grunt, że nie przeskoczę jej wszechwiedzy, to pasowałem z miejsca i puszczałem ją przodem.

Kurzej ślepoty i pomroczności jasnej u żony nie szło "wyplewić", choć nieraz była świadkiem, gdzie mamuśka poległa na froncie ze swoimi przekonaniami. Na efekty nie musiałem długo czekać... big_smile

Za takim stanowiskiem skrywane są szerokie pokłady kompleks?w Bags. Jak to się mówi --wyżej... niż..ma
Kurcze, czy to ważne ile kto ma lat jak się na czymś zna, w czymś specjalizuje.
Rany. Ciężko się chyba żyje komuś takiemu. Tylko krzywdzi najbliższych, w sumie wszystkich, których spotka.

Ja to wiem i przekonałem się o tym.
Czy ciężko? Czują się jak pączek w maśle, bo może powozić się na kimś w przeświadczeniu, że słusznie prawi i postępuje.
Ciężko jest raczej uświadomić takiego osobnika i jego podwładnych, że źle robi i działa na szkodę innych. Ale jak najbliżsi są zapatrzeni w nich jak w obraz, to co My na to możemy?
Współczuć? hmm

Szkodą dla mnie jest spieprzone małżeństwo. Żony swego czasu było mi żal, ale po tych wszystkich szopkach przeszło jak ręką odjął. Teraz to sama się musi przejechać gołym zadkiem po betonie i przekonać, kto miał w tym wszystkim rację.

No jak są zapatrzeni i na posyłki to tamci ładują akumulatory.
Ale jak nie mają takiego zaplecza to kończą bardzo źle.
Czytałeś jak pisałam tutaj nie tak dawn o mojej matce, to jest taki przykład.
To są ludzie nieszczęśliwi. Cały czas muszą być w centrum zainteresowania, wydaje im się, że są naj. Często zakrzyczani, zahukani.

Bags, czy masz czego żałować?
Myślę, że cieszyć si? trzeba, że masz na tyle rozsądku i instynktu samozachowawczego, że nie dałeś się wciągnąć w to Bagno.
Ja wiem, że gdzieś tam to Cię jeszcze kłuje, bo ślub kościelny, bo wiara, wiem, bo wracasz do tego. Ale nawet jeśli wiara to "Bóg to prawda".
Życie Bags.

23 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No jak są zapatrzeni i na posyłki to tamci ładują akumulatory.
Ale jak nie mają takiego zaplecza to kończą bardzo źle.
Czytałeś jak pisałam tutaj nie tak dawn o mojej matce, to jest taki przykład.
To są ludzie nieszczęśliwi. Cały czas muszą być w centrum zainteresowania, wydaje im się, że są naj. Często zakrzyczani, zahukani.

Czytałem i konfrontowałem ze swoim przypadkiem. Masakra.
Z czasem zrozumiałem, że to trzymanie na smyczy żony przez matkę, nawet przez telefon to jest jak respirator dla nich. Odcięcie i natychmiastowy "zgon".
Dla mnie zachowania teściówki to była momentami paranoja, by wobec dorosłej i zamężnej córki stosować aż taki zamordyzm. Bo inaczej się tego nie da określić.

Hm... napisał/a:

Bags, czy masz czego żałować?
Myślę, że cieszyć si? trzeba, że masz na tyle rozsądku i instynktu samozachowawczego, że nie dałeś się wciągnąć w to Bagno.
Ja wiem, że gdzieś tam to Cię jeszcze kłuje, bo ślub kościelny, bo wiara, wiem, bo wracasz do tego. Ale nawet jeśli wiara to "Bóg to prawda".
Życie Bags.

Tych powodów z kategorii "bo coś tam" jest a raczej było wiele, gdzie ślub to jedynie wierzchołek góry lodowej. A wokół niego się wszystko kręciło. Odszedłem jako ten przegrany, który paradoksalnie i tak wygrał w tym wszystkim więcej.
Wracam, bo mam doświadczenia, na podstawie których mogę podyskutować, kogoś przestrzec i nie jestem tym zielonym, nic nie wiedzącym w tej materii. smile

Kolejne doświadczenie życia i wskazówki jak nie należy postępować w przyszłości odhaczone big_smile

23 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

No jak są zapatrzeni i na posyłki to tamci ładują akumulatory.
Ale jak nie mają takiego zaplecza to kończą bardzo źle.
Czytałeś jak pisałam tutaj nie tak dawn o mojej matce, to jest taki przykład.
To są ludzie nieszczęśliwi. Cały czas muszą być w centrum zainteresowania, wydaje im się, że są naj. Często zakrzyczani, zahukani.

Czytałem i konfrontowałem ze swoim przypadkiem. Masakra.
Z czasem zrozumiałem, że to trzymanie na smyczy żony przez matkę, nawet przez telefon to jest jak respirator dla nich. Odcięcie i natychmiastowy "zgon".
Dla mnie zachowania teściówki to była momentami paranoja, by wobec dorosłej i zamężnej córki stosować aż taki zamordyzm. Bo inaczej się tego nie da określić.

Hm... napisał/a:

Bags, czy masz czego żałować?
Myślę, że cieszyć si? trzeba, że masz na tyle rozsądku i instynktu samozachowawczego, że nie dałeś się wciągnąć w to Bagno.
Ja wiem, że gdzieś tam to Cię jeszcze kłuje, bo ślub kościelny, bo wiara, wiem, bo wracasz do tego. Ale nawet jeśli wiara to "Bóg to prawda".
Życie Bags.

Tych powodów z kategorii "bo coś tam" jest a raczej było wiele, gdzie ślub to jedynie wierzchołek góry lodowej. A wokół niego się wszystko kręciło. Odszedłem jako ten przegrany, który paradoksalnie i tak wygrał w tym wszystkim więcej.
Wracam, bo mam doświadczenia, na podstawie których mogę podyskutować, kogoś przestrzec i nie jestem tym zielonym, nic nie wiedzącym w tej materii. smile

Kolejne doświadczenie życia i wskazówki jak nie należy postępować w przyszłości odhaczone big_smile

Toksyczny układ. Jak się jedno z ogniw wypali to...lipton.

Ale wracać, a wracać w nawiązaniu to dwie różne rzeczy. Mnie się wydaje, że nadal w tym tkwisz, że wywołuje to w Tobie emocje.

23 588

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ale wracać, a wracać w nawiązaniu to dwie różne rzeczy. Mnie się wydaje, że nadal w tym tkwisz, że wywołuje to w Tobie emocje.

Wracam do tego adekwatnie do swojej sygnaturki, nic więcej. Gdybym miał w tym tkwić dalej, to kombinowałbym jak koń pod górę dalej by wrócić do siebie. A to jest jak w pełni świadome podpisanie wyroku śmierci na siebie.
Za dużo o tym wiem i zbyt wiele złego dla mnie się w międzyczasie wydarzyło, by jakkolwiek próbować to poskładać na nowo. To jest niewykonalne i z góry skazane na porażkę. A repeta z nawiązką nie jest mi do niczego potrzebna.
Plan na ratowanie jest tylko jeden - uwolnić się formalnie z tego potłuczonego związku poprzez rozwód.

23 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

Ale wracać, a wracać w nawiązaniu to dwie różne rzeczy. Mnie się wydaje, że nadal w tym tkwisz, że wywołuje to w Tobie emocje.

Wracam do tego adekwatnie do swojej sygnaturki, nic więcej. Gdybym miał w tym tkwić dalej, to kombinowałbym jak koń pod górę dalej by wrócić do siebie. A to jest jak w pełni świadome podpisanie wyroku śmierci na siebie.
Za dużo o tym wiem i zbyt wiele złego dla mnie się w międzyczasie wydarzyło, by jakkolwiek próbować to poskładać na nowo. To jest niewykonalne i z góry skazane na porażkę. A repeta z nawiązką nie jest mi do niczego potrzebna.
Plan na ratowanie jest tylko jeden - uwolnić się formalnie z tego potłuczonego związku poprzez rozwód.

Ok smile
Wszystko jasne smile

23 590

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

No kochane, ja zapewne do  weekendu raczej trudno dostępna będę, bo impreza domowa goni imprezę smile

Uciekam!
Buziaki smile

Trzymaj się. Miłego imprezowania smile

Yyy..tak w tygodniu? smile

W tygodniu i już mam dość a najważniejsza impreza przede mną smile Jutro smile

23 591

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a u mnie tylko tyle, że kupiłam pralke wink jaka jestem podjarana wink po raz pierwszy w życiu wzięłam coś na raty wink ha ha ha

a tak w ogóle to WITAM wszystkich bo mało bywam ostatnio na forum wink.

23 592

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

No kochane, ja zapewne do  weekendu raczej trudno dostępna będę, bo impreza domowa goni imprezę smile

Uciekam!
Buziaki smile

Trzymaj się. Miłego imprezowania smile

Yyy..tak w tygodniu? smile

W tygodniu i już mam dość a najważniejsza impreza przede mną smile Jutro smile

No to ładny harmonogram smile

23 593

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
raki napisał/a:

Cześć Liv4, fajnie że się odezwałaś.
Dużo tego się nazbierało... nie wiem nawet co Ci poradzić, zresztą o radę nawet chyba nie prosisz. Przytulam po prostu mocno i zapewniam, że wszytko się będzie powoli układać.

smile co tu można poradzić, działać trzeba najlepiej jak sie da. Pierwsze kroki poczynione. I tak, chciałam się wygadać i zobaczyć na piśmie jakie wnioski wyciągam smile
Mam nadzieję że wyjdę z tego wszystkiego bez szwanku.
A co u Ciebie? Pisałaś że masz niewiele wolnego czasu. Odtulam smile

Liv, tak z odskoku....
Że ja mam problem z otwartością, to ja wiem.... Ale Ty to chyba nigdy nie uważasz że warto czasem pokazać łzy i żal i rozgoryczenie i słabość? Ranyyyyyy, też ma dzieci, wątpliwą czasem pracę i mnóstwo wątpliwości, ale dziewczyny i ich wsparcie dały mi siłę, nie słabość smile No, z drugiej strony po ostatmich dwóch dniach to ja wiem, że można - napiszę na spokojnie smile Po weekendzie albo w trakcie smile

23 594

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

a u mnie tylko tyle, że kupiłam pralke wink jaka jestem podjarana wink po raz pierwszy w życiu wzięłam coś na raty wink ha ha ha

a tak w ogóle to WITAM wszystkich bo mało bywam ostatnio na forum wink.

To będzie pranie teraz smile

23 595

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Ehdi napisał/a:

a u mnie tylko tyle, że kupiłam pralke wink jaka jestem podjarana wink po raz pierwszy w życiu wzięłam coś na raty wink ha ha ha

a tak w ogóle to WITAM wszystkich bo mało bywam ostatnio na forum wink.

To będzie pranie teraz smile

Tylko oby nie tego pod czuprynką hmm

Posty [ 23 531 do 23 595 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 361 362 363 364 365 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026