Mala. Samemu też może być fajnie.
A miłość powinna uskrzydlać, wywoływać uśmiech na twarzy i błysk w oku. Przynajmniej mnie się tak wydaje.
A morze łez i ból w sercu, czy to miłość?
On może nawet Ciebie kochać w tym swoim pojęciu, nie wiadomo.
Tylko tutaj o Ciebie chodzi i o Twoje samopoczucie.
Każdy pewnie miłość postrzega inaczej.
Jeden może uważać, że ma prawo uderzyć, bo on mąż, a to jego żona. Albo, że miłość to jest wtedy jak on w nocy przytula, bo mu zimno w tyłek, albo wtedy jak siedzi przy telewizorze, a Ty truskawki umyj (Pokręcona, wybacz że używam Twojego przykładu, jest wysoce obrazowy
). I kabaret mi się przypomniał "Marian, a czy Ty mnie jeszcze kochasz. No Marian, no...???" Przecież jest to kocha, nie?? Albo wtedy jak po pijaństwie wróci do domu, wrócił to kocha, albo jak da po twarzy, bo daje z miłości itd.
W niektórych kulturach kobita w domu siedziała a chłop szedł z każdą, nawet specjalne miejsca na to były przeznaczone. A gdzieś tam w Rzymie, czy Egipcie u cesarza to każdy z każdym na dworze. Cesarz najpierw tego, potem tamtego, potem tamtą. I powie ktoś, że czasy takie były, no i syfilis pewnie był modny, na topie i cool to trzeba mieć. No co kto lubi.
Rozumiesz Mala do czego zmierzam?
Natomiast jeśli w Twojej głowie jest przeświadczenie, że musisz kogoś mieć to to jest uzależnienie.
Mieć mimo krzywd i mimo łez.
Myślisz, że tak to powinno wyglądać?
A może myślisz, że nie tak powinno wyglądać, ale przecież nie jest tak źle, inni mają gorzej, itd...? A to tamto...
Uwierzyłaś w jego słowa. A co pokazał?
Takie mam wyobrażenie. Tak jak ofiara przemocy. Przychodzi on, pijany, bije. A ofiara potem mówi, że przecież kocha, a nie chciał uderzyć. Ale przecież kocha. Wierzysz?