netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 205 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 360 361 362 363 364 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 466 do 23 530 z 26 310 ]

23 466

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Cześć dziewczyny miałam ciężki weekend .... do tego stopnia, że nie pojechała  dziś do pracy. Nadal czuję się do dupy ale zaraz lecę pomagać zaprzyjaźnionej fundacji, więc może mi się lepiej zrobi.

??

coś mnie wylazło w weekend i nie byłam sama siebie w stanie znieść. Upiłam się w sobotę i w ogóle.... jakiś trudny moment. Możliwe, że stres po "tatusiu" wyłazi ze mnie.

23 467

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ehdi - czasem wyłazi... Nawet powinien.
Chyba nie tak dawno pisałaś o tych czasem zdarzających się smutkach, smuteczkach. A ja - choć się ich boję - takich chwil, które mogłyby zburzyć mój spokój, to potraktowałam to jak dobrą radę świadomej osoby smile Ja wiem, że dajesz sobie z tym w ten czy inny sposób jakoś radę, choć napewno warto inwestować w zdrowsze niż ten sposoby odreagowania wink Śmieję się, ale jeśli jeszcze "w trakcie" emocje mają ujście, to już "day after" bywa mniej słoneczny wink I kac wtedy bywa podwójny - po co ja dzień straciłam wink
Mnie tam też przykro strasznie, jak mnie smuteczek dopadnie i łza mi się zacznie kręcić jedna za drugą.... Ale wsparciem jest to co pisałaś u siebie - ma prawo, zdarza się, lepiej samego siebie utulić. I próbuję smile Bo nie tylko mega uśmiechem dni są wyściełane, wiemy to przecież. smile

Nawet mogę się przyznać, że tak przeraźliwie boję się swoich ewentualnych smuteczków, że aż staram się nie doprowadzać do stanów podskoków z euforii. Bo kojarzy mi się to wprost z amplitudą... Nie to, że nic nie robię, nie wychodzę czy cokolwiek w tym stylu. Jakaś taka "wypłaszczona" pod względem emocji teraz jestem. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle smile Po prostu nie wiem, tak jakoś teraz jest. Ani mi nudno ani nic przeciwnego.

Jak to mówią moje maluchy - wieli przytulas dla Ciebie smile

23 468

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
mala91 napisał/a:

Alacculd widzę, że jednak da się zmienić nastawienie i zacząć siebie doceniać.

Możecie mi powiedzieć jak wygląda terapia? Raz chodziłam do lekarki, która potrafiła mi jedynie wypisać lekarstwa, ale nie rozmawiała ze mną o dzieciństwie, nie szukała powodów moich zachowań, trochę mnie to zraziło.

Psycholog to chyba nie był?

Chodziłam do psychologa, który zasugerował mi pójście do psychiatry. To było dawno, po śmierci mojego chłopaka. Przeznaczyłam na to sporo pieniędzy a wizyta u psychologa naprawdę niewiele mi wtedy pomogła, obawiam się że tym razem też może tak być.

23 469

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
hm... napisał/a:
mala91 napisał/a:

Alacculd widzę, że jednak da się zmienić nastawienie i zacząć siebie doceniać.

Możecie mi powiedzieć jak wygląda terapia? Raz chodziłam do lekarki, która potrafiła mi jedynie wypisać lekarstwa, ale nie rozmawiała ze mną o dzieciństwie, nie szukała powodów moich zachowań, trochę mnie to zraziło.

Psycholog to chyba nie był?

Chodziłam do psychologa, który zasugerował mi pójście do psychiatry. To było dawno, po śmierci mojego chłopaka. Przeznaczyłam na to sporo pieniędzy a wizyta u psychologa naprawdę niewiele mi wtedy pomogła, obawiam się że tym razem też może tak być.

Nie obawiaj się, że nic nie da bo jak się tak nastawisz to na pewno nic nie da. Poszukaj prawdziwego profesjonalisty, a do psychiatry też się nie bój iść. Ja mam świetną psychiatrę i w sumie dzięki niej przejrzałam na oczy i zaczęłam prawdziwą psychoterapię.

Teraz schodzę z prochów bo mi to już nie potrzebne ale czasem trzeba i nie ma co się bać !!! Jesteśmy tylko ludźmi, czasem gorsza taka depresja sącząca się przez lata niż jeden silny atak. Ja przez lata byłam w "mroku" i wszystkim się wydawało, że jakoś sobie radzę. Nawet pierwszy psychiatra stwierdził, że nie mam depresji, no a miałam i to jaką. Lekarz powiedziałby, że miałam przewlekłą.

23 470

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Ehdi - czasem wyłazi... Nawet powinien.
Chyba nie tak dawno pisałaś o tych czasem zdarzających się smutkach, smuteczkach. A ja - choć się ich boję - takich chwil, które mogłyby zburzyć mój spokój, to potraktowałam to jak dobrą radę świadomej osoby smile Ja wiem, że dajesz sobie z tym w ten czy inny sposób jakoś radę, choć napewno warto inwestować w zdrowsze niż ten sposoby odreagowania wink Śmieję się, ale jeśli jeszcze "w trakcie" emocje mają ujście, to już "day after" bywa mniej słoneczny wink I kac wtedy bywa podwójny - po co ja dzień straciłam wink
Mnie tam też przykro strasznie, jak mnie smuteczek dopadnie i łza mi się zacznie kręcić jedna za drugą.... Ale wsparciem jest to co pisałaś u siebie - ma prawo, zdarza się, lepiej samego siebie utulić. I próbuję smile Bo nie tylko mega uśmiechem dni są wyściełane, wiemy to przecież. smile

Nawet mogę się przyznać, że tak przeraźliwie boję się swoich ewentualnych smuteczków, że aż staram się nie doprowadzać do stanów podskoków z euforii. Bo kojarzy mi się to wprost z amplitudą... Nie to, że nic nie robię, nie wychodzę czy cokolwiek w tym stylu. Jakaś taka "wypłaszczona" pod względem emocji teraz jestem. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle smile Po prostu nie wiem, tak jakoś teraz jest. Ani mi nudno ani nic przeciwnego.

Jak to mówią moje maluchy - wieli przytulas dla Ciebie smile

Kochana wiem, że mamy prawo do tego i nie ma tak super przez cały czas. Ty sobie pozwalaj na każde uczucie, nawet na euforię. Nie tamuj niczego bo to nic dobrego nie przynosi. Kastracja emocjonalna to coś czego powinnyśmy unikać.

23 471

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
hm... napisał/a:
mala91 napisał/a:

Alacculd widzę, że jednak da się zmienić nastawienie i zacząć siebie doceniać.

Możecie mi powiedzieć jak wygląda terapia? Raz chodziłam do lekarki, która potrafiła mi jedynie wypisać lekarstwa, ale nie rozmawiała ze mną o dzieciństwie, nie szukała powodów moich zachowań, trochę mnie to zraziło.

Psycholog to chyba nie był?

Chodziłam do psychologa, który zasugerował mi pójście do psychiatry. To było dawno, po śmierci mojego chłopaka. Przeznaczyłam na to sporo pieniędzy a wizyta u psychologa naprawdę niewiele mi wtedy pomogła, obawiam się że tym razem też może tak być.

Nie kieruj się uprzedzeniem smile
Szukaj takiego, który pomoże. smile
Jeśli chcesz oczywiście.

23 472

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja również czuję, że mam depresję. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, znajomi i rodzina nic nie zauważyli, zachowuję się w miarę normalnie, jednak psychicznie nie czuję się najlepiej. Co prawda gdy chodziłam do psychiatry lekarstwa mi pomogły, ale po kilku miesiącach to znów wróciło.

Dziś mam strasznie kiepski dzień. Przypominają mi się same dobre chwile z moim byłym, a w cholerę nie mogę sobie przypomnieć tych złych. Tak za mną szalał, a teraz po kilku tygodniach jest zaręczony z kimś innym, nawet nie mogę myśleć że ktoś inny zajął moje miejsce.

Ostatnio robię wiele nieodpowiedzialnych i głupich rzeczy, żeby tylko zapełnić tę pustkę w sercu.. Nie poznaję samej siebie, chciałabym tylko być silna jak kiedyś i nauczyć się być szczęśliwą sama ze sobą..

23 473

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej szukam wsparcia. Rozstałam się z mężem, jestem w 8 miesiącu ciąży i mam straszne doły

23 474 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-15 20:34:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Ja również czuję, że mam depresję. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, znajomi i rodzina nic nie zauważyli, zachowuję się w miarę normalnie, jednak psychicznie nie czuję się najlepiej. Co prawda gdy chodziłam do psychiatry lekarstwa mi pomogły, ale po kilku miesiącach to znów wróciło.

Dziś mam strasznie kiepski dzień. Przypominają mi się same dobre chwile z moim byłym, a w cholerę nie mogę sobie przypomnieć tych złych. Tak za mną szalał, a teraz po kilku tygodniach jest zaręczony z kimś innym, nawet nie mogę myśleć że ktoś inny zajął moje miejsce.

Ostatnio robię wiele nieodpowiedzialnych i głupich rzeczy, żeby tylko zapełnić tę pustkę w sercu.. Nie poznaję samej siebie, chciałabym tylko być silna jak kiedyś i nauczyć się być szczęśliwą sama ze sobą..

Mala, wcale nie musisz być silna. Skąd to przeświadczenie?
Nie musisz być siłaczką. Trzeba sobie powiedzieć prawdę w oczy. Przyznać się przed sobą do uczuć i emocjil
Przytulam.

23 475

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

Hej szukam wsparcia. Rozstałam się z mężem, jestem w 8 miesiącu ciąży i mam straszne doły

Oj, a co się stało?

23 476

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Po raz kolejny wybrał towarzystwo, imprezy a nas ma gdzieś. Ja do wyrzuciłam jak po 2 dniach nieobecności znowu przyszedł pijany.

23 477

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

Po raz kolejny wybrał towarzystwo, imprezy a nas ma gdzieś. Ja do wyrzuciłam jak po 2 dniach nieobecności znowu przyszedł pijany.

Czyli fiu bździu pod nosem smile

23 478

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

on się bawi z niczego sobie nie zdaje sprawy a mamy córkę 7letnia i za 1,5 miesiąca bedzie druga. Kasa jest potrzebna a on wszystko przepija, do domu wracał jak do hotelu oczywiście pijany. Wyrzuciłam go i pokazuje mi że mu w ogóle na nas nie zależy ani na dzieciach. Dziś mu wysłałam tylko informację że ma awizo na lis i żeby przesłał mi pieniądze na dzieci. Zadzwonił że kasę da mi końcem miesiąca bo nie pracował przez kilka dni (miał karę od szefa) i tyle naszej rozmowy. Siedzę w domu i myślę jak można być takim egoistą. Mówić jedno, robić drugie. Miał wolne to mógł córkę zabrac na rower, rolki przecież wie że ja z takim brzuchem nie pójdę z nią

23 479

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mala, wcale nie musisz być silna. Skąd to przeświadczenie?
Nie musisz być siłaczką. Trzeba sobie powiedzieć prawdę w oczy. Przyznać się przed sobą do uczuć i emocjil
Przytulam.

Może nie tyle co chciałabym być siłaczką, ale umieć lepiej sobie radzić z niektórymi sprawami, a w szczególności z rozstaniami. Moja wiara w siebie spadła do zera, bo dałam z siebie naprawdę wszystko a nie otrzymałam żadnej wdzięczności ani chociaż szczerego przepraszam. On dalej się bawi, albo układa sobie życie z kimś innym a moje życie się łamie na kawałki i czasem myślę, że to moja wina, że nie przetrwaliśmy przez mój skomplikowany charakter..

23 480

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie smile
Nie mogę już dłużej sama być z wydarzeniami ostatnich dni, moim samopoczuciem i wnioskami które powoli się nasuwają.
Kilka dni temu zrezygnowałam z pracy. Dziś zadzwoniłam by sie umówić na rozliczenie. Niczego dobrego się nie spodziewałam od kogoś, kto się zwał moją szefową, wiedziałam jak traktowała każdą inną odchodzącą przede mną, nie mniej strarsznie przykro po takim potraktowaniu. 
To decyzja słuszna pod każdym mozliwym względem a jednak odczuwam jako stratę. Co tu jest stratą?  Iluzja. Możliwość zarobienia pieniędzy, których zarobić nie można. Za długo by pisać i szkoda na to czasu.
Ludzie z mojej byłej grupy wsparcia- po bliższym poznaniu zupełnie prywatnie zerwałam kontakty.
Gospodarz mieszkania które wynajmuję nie opłaca go. Pieniądze za czynsz i rachunki dałam na rękę. a przychodzą ponaglenia.
Co łączy wszystkie te sprawy? Coś łączy, ludzie których spotkałam w/w mają dokładnie te cechy co osoby z mojej ,,najbliższej rodziny'' , a od których doznałam mnóstwa zranień, bólu. Piszę nie po to by się użalać, przeciwnie. Myślałam że pewne rzeczy mam przerobione, a tu wciąż i wciąż podobni ludzie,niby  inne sytuacje ale.. kurczę co zrobić?
Coś dobrego jest również. Zadzwoniła moja terapeutka z propozycja spotkania. W odpowiednim czasie smile  Jesli była szefowa dotrzyma słowa mogę nie martwić sie o szkołę.
Moge sprawdzić siebie w tej sytuacji ale nie wiem czy podołam nerwowo smile Strasznie trudne dla mnie zadałam sobie zadanie, otóż od jutra będę wysyłam ku byłej sz. dobrą energię..
No nie tylko w jej stronę mam zamiar wysłać wirtualna dobroć z mojej strony. Może to o to chodzi, chyba tak. Bym zmieniła swój stosunek do tych ludzi,  do sytuacji i co za tym idzie zaczęła inaczej reagować. Oto moje wnioski na dziś. Będzie ciężko, oj będzie i prawde mówiąc obawiam się bardzo czy podołam ale spróbuję, muszę sobie jeszcze to poukładać w głowie, zastosować afirmację i spróbować zrozumieć. Tylko. Ach i wsparcie by się przydało ale nic z tego, bo to zadanie dla mnie.
Miałam za mało czasu na forum i mam zaległości ale jak to dobrze wiedzieć że jesteście. Zresztą każda z nas tu piszących myśli podobnie smile

23 481

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć Liv4, fajnie że się odezwałaś.
Dużo tego się nazbierało... nie wiem nawet co Ci poradzić, zresztą o radę nawet chyba nie prosisz. Przytulam po prostu mocno i zapewniam, że wszytko się będzie powoli układać.

23 482

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Ja również czuję, że mam depresję. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, znajomi i rodzina nic nie zauważyli, zachowuję się w miarę normalnie, jednak psychicznie nie czuję się najlepiej. Co prawda gdy chodziłam do psychiatry lekarstwa mi pomogły, ale po kilku miesiącach to znów wróciło.

Dziś mam strasznie kiepski dzień. Przypominają mi się same dobre chwile z moim byłym, a w cholerę nie mogę sobie przypomnieć tych złych. Tak za mną szalał, a teraz po kilku tygodniach jest zaręczony z kimś innym, nawet nie mogę myśleć że ktoś inny zajął moje miejsce.

Ostatnio robię wiele nieodpowiedzialnych i głupich rzeczy, żeby tylko zapełnić tę pustkę w sercu.. Nie poznaję samej siebie, chciałabym tylko być silna jak kiedyś i nauczyć się być szczęśliwą sama ze sobą..

Ech.... bo tak to jest. Prochy pomagają ale nic nie poradzisz jak nie wykonasz pracy nad sobą, bo to wróci. Mam przyjaciółkę i pomimo, że ona wiele już wie ciągle nie ma siły na solidną psychoterapię i tak się kończy prochy, odstawienie i za chwilę kolejny zjazd. Teraz jak słyszy o zejściu z prochów to cała się trzęsie i mówi, że nie da rady, a w tym rzucie bierze dłużej ode mnie.

Nie wiem ale naprawdę jak się dobrze trafi to psychoterapia wiele daję. Ja Ci życzę abyś trafiła na dobrą osobę. Musisz jednak chcieć bo samo nic się nie zrobi i na pewno to jest robota na lata.

23 483

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

on się bawi z niczego sobie nie zdaje sprawy a mamy córkę 7letnia i za 1,5 miesiąca bedzie druga. Kasa jest potrzebna a on wszystko przepija, do domu wracał jak do hotelu oczywiście pijany. Wyrzuciłam go i pokazuje mi że mu w ogóle na nas nie zależy ani na dzieciach. Dziś mu wysłałam tylko informację że ma awizo na lis i żeby przesłał mi pieniądze na dzieci. Zadzwonił że kasę da mi końcem miesiąca bo nie pracował przez kilka dni (miał karę od szefa) i tyle naszej rozmowy. Siedzę w domu i myślę jak można być takim egoistą. Mówić jedno, robić drugie. Miał wolne to mógł córkę zabrac na rower, rolki przecież wie że ja z takim brzuchem nie pójdę z nią

Przykre to.
Pił kiedy go poznałaś?

23 484

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
hm... napisał/a:

Mala, wcale nie musisz być silna. Skąd to przeświadczenie?
Nie musisz być siłaczką. Trzeba sobie powiedzieć prawdę w oczy. Przyznać się przed sobą do uczuć i emocjil
Przytulam.

Może nie tyle co chciałabym być siłaczką, ale umieć lepiej sobie radzić z niektórymi sprawami, a w szczególności z rozstaniami. Moja wiara w siebie spadła do zera, bo dałam z siebie naprawdę wszystko a nie otrzymałam żadnej wdzięczności ani chociaż szczerego przepraszam. On dalej się bawi, albo układa sobie życie z kimś innym a moje życie się łamie na kawałki i czasem myślę, że to moja wina, że nie przetrwaliśmy przez mój skomplikowany charakter..

To teraz weź sobie karteczkę i sobie wypisz  jak wyglądał Wasz związek. Proponuję z prawej dobre, z lewej złe. Albo zeszyt nawet.
Obwiniasz bo racjonalizujesz? Znaczy wybielasz?

23 485

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Witajcie smile
Nie mogę już dłużej sama być z wydarzeniami ostatnich dni, moim samopoczuciem i wnioskami które powoli się nasuwają.
Kilka dni temu zrezygnowałam z pracy. Dziś zadzwoniłam by sie umówić na rozliczenie. Niczego dobrego się nie spodziewałam od kogoś, kto się zwał moją szefową, wiedziałam jak traktowała każdą inną odchodzącą przede mną, nie mniej strarsznie przykro po takim potraktowaniu. 
To decyzja słuszna pod każdym mozliwym względem a jednak odczuwam jako stratę. Co tu jest stratą?  Iluzja. Możliwość zarobienia pieniędzy, których zarobić nie można. Za długo by pisać i szkoda na to czasu.
Ludzie z mojej byłej grupy wsparcia- po bliższym poznaniu zupełnie prywatnie zerwałam kontakty.
Gospodarz mieszkania które wynajmuję nie opłaca go. Pieniądze za czynsz i rachunki dałam na rękę. a przychodzą ponaglenia.
Co łączy wszystkie te sprawy? Coś łączy, ludzie których spotkałam w/w mają dokładnie te cechy co osoby z mojej ,,najbliższej rodziny'' , a od których doznałam mnóstwa zranień, bólu. Piszę nie po to by się użalać, przeciwnie. Myślałam że pewne rzeczy mam przerobione, a tu wciąż i wciąż podobni ludzie,niby  inne sytuacje ale.. kurczę co zrobić?
Coś dobrego jest również. Zadzwoniła moja terapeutka z propozycja spotkania. W odpowiednim czasie smile  Jesli była szefowa dotrzyma słowa mogę nie martwić sie o szkołę.
Moge sprawdzić siebie w tej sytuacji ale nie wiem czy podołam nerwowo smile Strasznie trudne dla mnie zadałam sobie zadanie, otóż od jutra będę wysyłam ku byłej sz. dobrą energię..
No nie tylko w jej stronę mam zamiar wysłać wirtualna dobroć z mojej strony. Może to o to chodzi, chyba tak. Bym zmieniła swój stosunek do tych ludzi,  do sytuacji i co za tym idzie zaczęła inaczej reagować. Oto moje wnioski na dziś. Będzie ciężko, oj będzie i prawde mówiąc obawiam się bardzo czy podołam ale spróbuję, muszę sobie jeszcze to poukładać w głowie, zastosować afirmację i spróbować zrozumieć. Tylko. Ach i wsparcie by się przydało ale nic z tego, bo to zadanie dla mnie.
Miałam za mało czasu na forum i mam zaległości ale jak to dobrze wiedzieć że jesteście. Zresztą każda z nas tu piszących myśli podobnie smile

Trzymaj się Liv. Niech się dołuje Cię taka chwila smile
Słabsze dni się zdarzają.
Trzymaj się.

23 486

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Obwiniam siebie, bo dawałam z siebie wszystko i nie potrafiłam zrozumieć, że on się nie stara nawet w połowie tak jak ja, przez co wszczynałam kłótnie, miałam do niego pretensje, naciskałam go żeby do mnie wrócił (przecież ciągle powtarzał, że kocha i tęskni więc czemu zostawił, czemu rozmawia z innymi dziewczynami i pogrywa sobie ze mną). może to ze mną było coś nie tak, ale jak miałam sobie nie robić nadziei, gdy mówił że chce do mnie wrócić. nienawidzę siebie za te moje starania, za każdym razem gdy przestawałam do niego pisać on się odzywał, raz mnie chciał z powrotem a raz nie, przepłakałam przez niego prawie pół roku.. a teraz mija miesiąc odkąd nie mam z nim żadnego kontaktu, po tym wszystkim przez co przez niego przeszłam on mnie nienawidzi, bo zaczęłam się spotykać z kimś innym. nawet przez moment nie pomyślał, co ja czułam gdy ciągle rozmawiał i spotykał się z innymi dziewczynami, gdy zrobił komuś dziecko.. jestem w dołku, czuję się wykorzystana i nienawidzę go, a z drugiej strony tak bardzo chciałabym żeby wrócił..

23 487

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Obwiniam siebie, bo dawałam z siebie wszystko i nie potrafiłam zrozumieć, że on się nie stara nawet w połowie tak jak ja, przez co wszczynałam kłótnie, miałam do niego pretensje, naciskałam go żeby do mnie wrócił (przecież ciągle powtarzał, że kocha i tęskni więc czemu zostawił, czemu rozmawia z innymi dziewczynami i pogrywa sobie ze mną). może to ze mną było coś nie tak, ale jak miałam sobie nie robić nadziei, gdy mówił że chce do mnie wrócić. nienawidzę siebie za te moje starania, za każdym razem gdy przestawałam do niego pisać on się odzywał, raz mnie chciał z powrotem a raz nie, przepłakałam przez niego prawie pół roku.. a teraz mija miesiąc odkąd nie mam z nim żadnego kontaktu, po tym wszystkim przez co przez niego przeszłam on mnie nienawidzi, bo zaczęłam się spotykać z kimś innym. nawet przez moment nie pomyślał, co ja czułam gdy ciągle rozmawiał i spotykał się z innymi dziewczynami, gdy zrobił komuś dziecko.. jestem w dołku, czuję się wykorzystana i nienawidzę go, a z drugiej strony tak bardzo chciałabym żeby wrócił..

Dziewczyno co to za samobiczowanie się, lincz rozgrzanym drutem kolczastym po plecach???!!!! yikes
Nie omieszkam w tym miejscu zacytować Naszą koleżankę Happyfull

Happyfull napisał/a:

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia....

Blog "moje dwie głowy" i Apel do Pani ropuchowej tak na cito!!!

23 488 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-16 08:56:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Obwiniam siebie, bo dawałam z siebie wszystko i nie potrafiłam zrozumieć, że on się nie stara nawet w połowie tak jak ja, przez co wszczynałam kłótnie, miałam do niego pretensje, naciskałam go żeby do mnie wrócił (przecież ciągle powtarzał, że kocha i tęskni więc czemu zostawił, czemu rozmawia z innymi dziewczynami i pogrywa sobie ze mną). może to ze mną było coś nie tak, ale jak miałam sobie nie robić nadziei, gdy mówił że chce do mnie wrócić. nienawidzę siebie za te moje starania, za każdym razem gdy przestawałam do niego pisać on się odzywał, raz mnie chciał z powrotem a raz nie, przepłakałam przez niego prawie pół roku.. a teraz mija miesiąc odkąd nie mam z nim żadnego kontaktu, po tym wszystkim przez co przez niego przeszłam on mnie nienawidzi, bo zaczęłam się spotykać z kimś innym. nawet przez moment nie pomyślał, co ja czułam gdy ciągle rozmawiał i spotykał się z innymi dziewczynami, gdy zrobił komuś dziecko.. jestem w dołku, czuję się wykorzystana i nienawidzę go, a z drugiej strony tak bardzo chciałabym żeby wrócił..

Nie staraj się go zrozumieć.
Nie zmusisz go ani do zmiany, ani do chcenia, ani do starania. A może według niego on starał się ponad miarę a Ty nie dawałaś nic? Każdy jest inny. Zdaję sobie sprawę z tego jak ciężko to zaakceptować.
Ludzie nie zawsze się rozumieją, nie wszyscy do siebie pasują.
Mnie się wydaje, że tutaj nie chodzi o niego a o miłość jaką chciałaś żeby dawał, o samotność jaką miał zapełnić, o poczucie bezpieczeństwa. Przecież nie zmienił się nagle. Widziałaś go jakim był czy jakim chciałaś żeby był?

Czasem staramy się ponad możliwość zrobić ze szkła diament, z kupy za przeproszeniem złoto, etc. Ale nie da się. Nie da si?, a my nie dopuszczamy tego do świadomości. I co? Jesteśmy rozczarowani. Bo walczymy o miłość, szacunek, zainteresowanie, ochłap czasu. Walcząc nigdy nie będziemy szczęśliwi.  My nie mamy walczyć i zasłużyć. Rozumiesz? Mamy się kochać takimi jakimi jesteśmy. Przyciągamy ludzi o podobnych deficytach i nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Tylko wtedy to z miłością ma niewiele wspólnego.
Nie mając szacunku do siebie nie oczekujmy szacunku od innych itd.

Dlatego musimy zacząć od siebie.
Zastanowić się co jest w nas, przyznać się do własnych uczuć i emocji. Przede wszystkim do tych, które za wszelką cenę staramy się ukryć. Tak. Tych jest sporo jeśli nie jesteśmy spokojni. Jeśli mamy wzloty i upadki emocjonalne, że tak to nazwę.
Gdyby wszystko było w porządku nie balibyśmy się, bo odczuwamy strach i niepokój, strach przed samotnością, strach przed zmianą. I to nas blokuje.
W tych trudnych związkach, kiedy partner, nazwijmy to, nas frustruje, kiedy czujemy, że to ponad nasze siły, kiedy jesteśmy źli i zmęczeni, kiedy cały czas nam czegoś brakuje to...
Albo rybki albo akwarium.
To my musimy zdecydować czy chcemy się wkurzać i walczyć ze sobą czy chcemy być spokojni i szczęśliwi. Oczywiście możemy nadawać jaki on to nie jest. Bo robi tak i siak, a jak tak można? To, że nam się coś w głowie nie mieści nie oznacza, że ktoś czegoś nie robi. To jego życie i jego sprawa. Tylko czy ktoś nam każe być z nim?
Mala czy on faktycznie jest tak cudowny i złoty? Czy jest uczciwym człowiekiem, kt?ry odpowiada Ci jako partner?
Szczęście nie jest obowiązkowe.
To nie wielka forsa, dalekie podróże, samochody, siedem szaf ciuchów i facet (partner) jakikolwiek byle był.

23 489

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Kochana wiem, że mamy prawo do tego i nie ma tak super przez cały czas. Ty sobie pozwalaj na każde uczucie, nawet na euforię. Nie tamuj niczego bo to nic dobrego nie przynosi. Kastracja emocjonalna to coś czego powinnyśmy unikać.

smile
Staram się powolutku, jak to onegdaj mówiłam, krok za kroczkiem. Kiedyś dużo robiłam na siłę, odkąd jestem na swoim - daję czasowi czas i ani z jednej strony do niczego się nie przymuszam, ani z drugiej, staram się nie doprowadzić do zamknięcia. Odrabiam zadaną lekcję z emocji i rzuca mnie czasem.... Bo? Bo najnormalniej w świecie zawsze odpokutowywałam za własne emocje, nie tylko ten ostatni przeprowadził kastrację - akurat mega sad. Zawsze po głowie dostawałam za własne uczucia. Zawsze od najbliższych. Wylazłam na swoje powoli, to musiało drewnialdo mi zasolić taką dawkę ignorancji, że mnie wzdryga na samą myśl sad Pewnie, jestem rozgoryczona! Jestem nawet mega wkurzona! Zła! smile Ale nie naprawię siebie teraz w sekundę smile Ale i też nie zamierzam machnąć ręką..... smile
Najtrudniej pozbyć się strachu.... smile

23 490

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Witajcie smile
Ach i wsparcie by się przydało ale nic z tego, bo to zadanie dla mnie.

Ale "jakie nic z tego"????? Liv, nawet takie wirtualne wsparcie sprawia, że łatwiej sie uporać z trudnościami! Mnie pomagało ogromnie, nie czułam się sama! Ty też się w końcu "naucz", że nie jesteś smile smile smile Ja wiem, że nie chodzi o narzekanie smile

Co zrobisz z tym gamoniem właścicielem? Umowę masz? Ja pokwitowania biorę za wpłaconą kaskę....

23 491

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak go poznałam to sporadycznie jakieś piwko było, nie chodził na imprezy itp. Zamieszkaliśmy razem blisko jego domu rodzinnego i jego kumpli. Dopiero rok po ślubie (po śmierci jego mamy) dowiedziałam się od jego siostry że jak ja miałam 2 zmianę a on 1 to popołudniami pił i jarał z kumplami a potem robił drzemki u mamy w domu żebym się nie kapła i jak wracałam z pracy to on był trzeźwy i spał bo rano do pracy.
Nie rozmawiamy teraz se sobą oczywiście on ma focha bo to moja wina, bo ja przesadzam itp itd. Wątpię żeby poszedł się leczyć i walczył o nas bo jemu juz raczej nie zależy

23 492

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ranyyy - a ja proszę o wsparcie ale w sprawach codziennych! smile Jadę w południe załatwić znowu jakiś poważny temat w pracy i oczywiście się stresuję przeraźliwie, bo jak nie załatwię, to znowu mi nogi z pewnej części ciała wyrwą..... A do końca tygodnia kolejna jakaś niebywale niemożliwa sprawa, już mnie kark boli od ślęczenia i wymyślania, jak tu uszczknąć i wybrnąć sad. Nie mogła by ta gospodarka się trochę jednak rozhulać.... Troszkę jakby mniek stresu na codzień bym miała....

23 493

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Asia
A czego Ty w tej chwili oczekujesz? Czego chciałabyś? Wiem, domyślam się, że jest Ci ciężko, ale chciałabym zapytać, jak dalej widzisz siebie i swoją przyszłość? Jak ma wyglądać za 3, 6 i 12 miesięcy - według Ciebie? smile

23 494

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Kochana wiem, że mamy prawo do tego i nie ma tak super przez cały czas. Ty sobie pozwalaj na każde uczucie, nawet na euforię. Nie tamuj niczego bo to nic dobrego nie przynosi. Kastracja emocjonalna to coś czego powinnyśmy unikać.

smile
Staram się powolutku, jak to onegdaj mówiłam, krok za kroczkiem. Kiedyś dużo robiłam na siłę, odkąd jestem na swoim - daję czasowi czas i ani z jednej strony do niczego się nie przymuszam, ani z drugiej, staram się nie doprowadzić do zamknięcia. Odrabiam zadaną lekcję z emocji i rzuca mnie czasem.... Bo? Bo najnormalniej w świecie zawsze odpokutowywałam za własne emocje, nie tylko ten ostatni przeprowadził kastrację - akurat mega sad. Zawsze po głowie dostawałam za własne uczucia. Zawsze od najbliższych. Wylazłam na swoje powoli, to musiało drewnialdo mi zasolić taką dawkę ignorancji, że mnie wzdryga na samą myśl sad Pewnie, jestem rozgoryczona! Jestem nawet mega wkurzona! Zła! smile Ale nie naprawię siebie teraz w sekundę smile Ale i też nie zamierzam machnąć ręką..... smile
Najtrudniej pozbyć się strachu.... smile

Strach nas ogranicza, ale kiedy przestajemy się bać ...

23 495

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witajcie smile
Ach i wsparcie by się przydało ale nic z tego, bo to zadanie dla mnie.

Ale "jakie nic z tego"????? Liv, nawet takie wirtualne wsparcie sprawia, że łatwiej sie uporać z trudnościami! Mnie pomagało ogromnie, nie czułam się sama! Ty też się w końcu "naucz", że nie jesteś smile smile smile Ja wiem, że nie chodzi o narzekanie smile

Co zrobisz z tym gamoniem właścicielem? Umowę masz? Ja pokwitowania biorę za wpłaconą kaskę....

Nie ma to jak być "nic z tego" tongue

23 496

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Ranyyy - a ja proszę o wsparcie ale w sprawach codziennych! smile Jadę w południe załatwić znowu jakiś poważny temat w pracy i oczywiście się stresuję przeraźliwie, bo jak nie załatwię, to znowu mi nogi z pewnej części ciała wyrwą..... A do końca tygodnia kolejna jakaś niebywale niemożliwa sprawa, już mnie kark boli od ślęczenia i wymyślania, jak tu uszczknąć i wybrnąć sad. Nie mogła by ta gospodarka się trochę jednak rozhulać.... Troszkę jakby mniek stresu na codzień bym miała....

Trzymaj się i nie daj się smile

Ja już przestaję się wymandrzać big_smile
Czaszka mi dymi. Serio, czuję zmęczenie materiału i "za dużo tego wszystkiego". Jakoś tak. Muszę na luz wrzucić.
Ommmmmmm......
Coś mnie gniecie. Nie wiem.

23 497

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Strach nas ogranicza, ale kiedy przestajemy się bać ...

Zażartuję sobie - to strach się nie bać wink tongue

23 498

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Trzymaj się i nie daj się smile

Ja już przestaję się wymandrzać big_smile
Czaszka mi dymi. Serio, czuję zmęczenie materiału i "za dużo tego wszystkiego". Jakoś tak. Muszę na luz wrzucić.
Ommmmmmm......
Coś mnie gniecie. Nie wiem.

Bardzo dziękuję smile

Luzuj smile Bo rzeczywiście mocno się angażowałaś ostatnio, chyba czas pomyśleć o relaksie smile

Ale jak gniecie, to jednak mów, co? Żeby to nie wyszło tak, że Ty wszystkim, tylko o sobie zapominasz! No! smile

23 499 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-16 11:32:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Strach nas ogranicza, ale kiedy przestajemy się bać ...

Zażartuję sobie - to strach się nie bać wink tongue

Żarty żartami, ale to prawda jest.

A bać się to nie strach?

23 500 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-16 12:00:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Trzymaj się i nie daj się smile

Ja już przestaję się wymandrzać big_smile
Czaszka mi dymi. Serio, czuję zmęczenie materiału i "za dużo tego wszystkiego". Jakoś tak. Muszę na luz wrzucić.
Ommmmmmm......
Coś mnie gniecie. Nie wiem.

Bardzo dziękuję smile

Luzuj smile Bo rzeczywiście mocno się angażowałaś ostatnio, chyba czas pomyśleć o relaksie smile

Ale jak gniecie, to jednak mów, co? Żeby to nie wyszło tak, że Ty wszystkim, tylko o sobie zapominasz! No! smile

Tak mnie życiowo gdziecie, że tak za dużo. Takie coś.
Takie myślenie czy zrobione, taka wątpliwość okrutna. Pamiętasz?
Bo nawet jak 15 razy sprawdzę to i tak bywa, że się zastanawiam.
Za dużo myślę chyba.
Bo zawsze robiłam ok i nie myślałam o tym i ten jeden raz zawaliłam i to chyba wraca. Że przecież jestem za to co robię odpowiedzialna i..
Coś mi się jakby dezaktywuje, ale to nie jest dziwne, bo pewne rzeczy robimy z automatu i nawet się nie zastanawiamy, wiemy, że jest ok.
A przecież wiem, że można na mnie polegać, że mogę na sobie polegać, że robię to dobrze, w końcu nie od wczoraj. I już.
Spokojniutko, powolutku. Stop. smile. I dalej.

23 501

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
mala91 napisał/a:

Obwiniam siebie, bo dawałam z siebie wszystko i nie potrafiłam zrozumieć, że on się nie stara nawet w połowie tak jak ja, przez co wszczynałam kłótnie, miałam do niego pretensje, naciskałam go żeby do mnie wrócił (przecież ciągle powtarzał, że kocha i tęskni więc czemu zostawił, czemu rozmawia z innymi dziewczynami i pogrywa sobie ze mną). może to ze mną było coś nie tak, ale jak miałam sobie nie robić nadziei, gdy mówił że chce do mnie wrócić. nienawidzę siebie za te moje starania, za każdym razem gdy przestawałam do niego pisać on się odzywał, raz mnie chciał z powrotem a raz nie, przepłakałam przez niego prawie pół roku.. a teraz mija miesiąc odkąd nie mam z nim żadnego kontaktu, po tym wszystkim przez co przez niego przeszłam on mnie nienawidzi, bo zaczęłam się spotykać z kimś innym. nawet przez moment nie pomyślał, co ja czułam gdy ciągle rozmawiał i spotykał się z innymi dziewczynami, gdy zrobił komuś dziecko.. jestem w dołku, czuję się wykorzystana i nienawidzę go, a z drugiej strony tak bardzo chciałabym żeby wrócił..

Nie staraj się go zrozumieć.
Nie zmusisz go ani do zmiany, ani do chcenia, ani do starania. A może według niego on starał się ponad miarę a Ty nie dawałaś nic? Każdy jest inny. Zdaję sobie sprawę z tego jak ciężko to zaakceptować.
Ludzie nie zawsze się rozumieją, nie wszyscy do siebie pasują.
Mnie się wydaje, że tutaj nie chodzi o niego a o miłość jaką chciałaś żeby dawał, o samotność jaką miał zapełnić, o poczucie bezpieczeństwa. Przecież nie zmienił się nagle. Widziałaś go jakim był czy jakim chciałaś żeby był?

Czasem staramy się ponad możliwość zrobić ze szkła diament, z kupy za przeproszeniem złoto, etc. Ale nie da się. Nie da si?, a my nie dopuszczamy tego do świadomości. I co? Jesteśmy rozczarowani. Bo walczymy o miłość, szacunek, zainteresowanie, ochłap czasu. Walcząc nigdy nie będziemy szczęśliwi.  My nie mamy walczyć i zasłużyć. Rozumiesz? Mamy się kochać takimi jakimi jesteśmy. Przyciągamy ludzi o podobnych deficytach i nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Tylko wtedy to z miłością ma niewiele wspólnego.
Nie mając szacunku do siebie nie oczekujmy szacunku od innych itd.

Dlatego musimy zacząć od siebie.
Zastanowić się co jest w nas, przyznać się do własnych uczuć i emocji. Przede wszystkim do tych, które za wszelką cenę staramy się ukryć. Tak. Tych jest sporo jeśli nie jesteśmy spokojni. Jeśli mamy wzloty i upadki emocjonalne, że tak to nazwę.
Gdyby wszystko było w porządku nie balibyśmy się, bo odczuwamy strach i niepokój, strach przed samotnością, strach przed zmianą. I to nas blokuje.
W tych trudnych związkach, kiedy partner, nazwijmy to, nas frustruje, kiedy czujemy, że to ponad nasze siły, kiedy jesteśmy źli i zmęczeni, kiedy cały czas nam czegoś brakuje to...
Albo rybki albo akwarium.
To my musimy zdecydować czy chcemy się wkurzać i walczyć ze sobą czy chcemy być spokojni i szczęśliwi. Oczywiście możemy nadawać jaki on to nie jest. Bo robi tak i siak, a jak tak można? To, że nam się coś w głowie nie mieści nie oznacza, że ktoś czegoś nie robi. To jego życie i jego sprawa. Tylko czy ktoś nam każe być z nim?
Mala czy on faktycznie jest tak cudowny i złoty? Czy jest uczciwym człowiekiem, kt?ry odpowiada Ci jako partner?
Szczęście nie jest obowiązkowe.
To nie wielka forsa, dalekie podróże, samochody, siedem szaf ciuchów i facet (partner) jakikolwiek byle był.

Dokładnie tak.. myślałam, że się zmieni.. Raz go zostawiłam, a on płakał i obiecywał że się zmieni i będzie dla mnie dobry, i tak obiecywał kolejny rok, aż w końcu mnie zostawił.. Na sam koniec nawet powiedział, że byłam nawet bardziej niż dobra dla niego i powinien być dla mnie lepszy i lepiej mnie traktować, a później mnie nawyzywał jak to on.. Ciężki miał charakter, nawet moja siostra mi mówiła, że on nie jest do końca normalny i żebym go zostawiła. Po prostu uwierzyłam, że mnie tak bardzo kocha, a jeżeli kocha to się zmieni.. Żałuję straconego czasu, wylałam morze łez przez niego.
Chyba jestem uzależniona od facetów, odkąd skończyłam 15 lat zawsze kogoś miałam i ciężko mi teraz być samą, zupełnie nie mogę się w tym odnaleźć.
Dziękuję za rady, dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś z kimś można porozmawiać, chociażby online wink

23 502 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-16 12:42:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mala. Samemu też może być fajnie.
A miłość powinna uskrzydlać, wywoływać uśmiech na twarzy i błysk w oku. Przynajmniej mnie się tak wydaje.
A morze łez i ból w sercu, czy to miłość?

On może nawet Ciebie kochać w tym swoim pojęciu, nie wiadomo.
Tylko tutaj o Ciebie chodzi i o Twoje samopoczucie.
Każdy pewnie miłość postrzega inaczej.
Jeden może uważać, że ma prawo uderzyć, bo on mąż, a to jego żona. Albo, że miłość to jest wtedy jak on w nocy przytula, bo mu zimno w tyłek, albo wtedy jak siedzi przy telewizorze, a Ty truskawki umyj (Pokręcona, wybacz że używam Twojego przykładu, jest wysoce obrazowy smile ). I kabaret mi się przypomniał "Marian, a czy Ty mnie jeszcze kochasz. No Marian, no...???" Przecież jest to kocha, nie?? Albo wtedy jak po pijaństwie wróci do domu, wrócił to kocha, albo jak da po twarzy, bo daje z miłości itd.
W niektórych kulturach kobita w domu siedziała a chłop szedł z każdą, nawet specjalne miejsca na to były przeznaczone. A gdzieś tam w Rzymie, czy Egipcie u cesarza to każdy z każdym na dworze. Cesarz najpierw tego, potem tamtego, potem tamtą. I powie ktoś, że czasy takie były, no i syfilis pewnie był modny, na topie i cool to trzeba mieć. No co kto lubi.
Rozumiesz Mala do czego zmierzam?

Natomiast jeśli w Twojej głowie jest przeświadczenie, że musisz kogoś mieć to to jest uzależnienie.
Mieć mimo krzywd i mimo łez.
Myślisz, że tak to powinno wyglądać?
A może myślisz, że nie tak powinno wyglądać, ale przecież nie jest tak źle, inni mają gorzej, itd...? A to tamto...

Uwierzyłaś w jego słowa. A co pokazał?
Takie mam wyobrażenie. Tak jak ofiara przemocy. Przychodzi on, pijany, bije. A ofiara potem mówi, że przecież kocha, a nie chciał uderzyć. Ale przecież kocha. Wierzysz?

23 503

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Dokładnie tak.. myślałam, że się zmieni.. Raz go zostawiłam, a on płakał i obiecywał że się zmieni i będzie dla mnie dobry, i tak obiecywał kolejny rok, aż w końcu mnie zostawił.. Na sam koniec nawet powiedział, że byłam nawet bardziej niż dobra dla niego i powinien być dla mnie lepszy i lepiej mnie traktować, a później mnie nawyzywał jak to on.. Ciężki miał charakter, nawet moja siostra mi mówiła, że on nie jest do końca normalny i żebym go zostawiła. Po prostu uwierzyłam, że mnie tak bardzo kocha, a jeżeli kocha to się zmieni.. Żałuję straconego czasu, wylałam morze łez przez niego.
Chyba jestem uzależniona od facetów, odkąd skończyłam 15 lat zawsze kogoś miałam i ciężko mi teraz być samą, zupełnie nie mogę się w tym odnaleźć.
Dziękuję za rady, dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś z kimś można porozmawiać, chociażby online wink

Mała po prostu jesteś uzależniona i to się nie zmieni tak samo z siebie. Jak nie poukładasz siebie to spoktkasz kolejnego, któremy pozowolisz się krzywdzić i po tem kolejnego i tak dalej albo spotkasz kolesia, któremu dasz się krzywdzić całe życie. Dopóki człowiek nie nauczy się być samemu ze sobą ciężko jest stworzyć związek. Dlatego naprawde będę to powtarzać jak mantrę IDŹ NA TERAPIĘ. Poczytaj sobie trochę mądrych książek i pracuj. Samo się nic nie zrobi.

Ja miałam dokładnie to samo co ty i straciłam dużo więcej swojego życia na próbę reformowania niereformowalnych. Dlatego nie ma sensu sie nad sobą użalać, tylko trzeba zewrzeć poślady i ogarnąć.

23 504

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Asia
A czego Ty w tej chwili oczekujesz? Czego chciałabyś? Wiem, domyślam się, że jest Ci ciężko, ale chciałabym zapytać, jak dalej widzisz siebie i swoją przyszłość? Jak ma wyglądać za 3, 6 i 12 miesięcy - według Ciebie? smile

Chciałabym, żeby poszedł na terapię i zrozumiał czemu tak bardzo mi przeszkadzają jego wybryki. Żeby uświadomił sobie co to naprawdę jest rodzina i jak bardzo jest ważna. On nie miał i nie ma miłości, wsparcia od strony ojca nie wiem może temu się tak zachowuje. Jego ojciec też robił co chciał co prawda nie pił ale miał kochanki i często bił żonę i dzieci a męża najbardziej bo jest najstarszy. Nie tłumaczę go ale wiem że dużo wyniósł z domu a ja chciałam mu pokazać i dać normalną rodzinę.


Wiem, że jeśli on nie pójdzie na leczenie to nie będę z nim bo wiem że ta sytuacja będzie się w kółko powtarzała a tylko i wyłącznie ucierpią na tym dziewczynki i ja. Na dzień dzisiejszy nie rozmawiamy ze sobą i nie mieszkamy razem. Nie wiem czy odwiedzi córkę, czy będzie chciał nas widywać. Nie ukrywam że fajnie by było gdyby coś zrozumiał i pomógł by mi np. w tym że zaprowadzi starszą córkę do szkoły i ją odbierze bo akurat będę świeżo po porodzie.

Jak ma wyglądać moje życie- chcę spokoju, szczęścia, zrozumienia, przede wszystkim stabilizacji.
Jeśli będę sama z dziećmi to wiem jak będzie wyglądało. Rok siedzenia w domu wychowanie malutkiej i pomaganie starszej w lekcjach. Potem trzeba wrócić do pracy, choć nie wiem kto zostanie mi z dzieckiem w domu.

23 505

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Tak mnie życiowo gdziecie, że tak za dużo. Takie coś.
Takie myślenie czy zrobione, taka wątpliwość okrutna. Pamiętasz?
Bo nawet jak 15 razy sprawdzę to i tak bywa, że się zastanawiam.
Za dużo myślę chyba.
Bo zawsze robiłam ok i nie myślałam o tym i ten jeden raz zawaliłam i to chyba wraca. Że przecież jestem za to co robię odpowiedzialna i..
Coś mi się jakby dezaktywuje, ale to nie jest dziwne, bo pewne rzeczy robimy z automatu i nawet się nie zastanawiamy, wiemy, że jest ok.
A przecież wiem, że można na mnie polegać, że mogę na sobie polegać, że robię to dobrze, w końcu nie od wczoraj. I już.
Spokojniutko, powolutku. Stop. smile. I dalej.

Hm - no i ja Ci powiem, że w końcu, jak jam na swoim, to i mnie się przydarza czasem nagle samą siebie zapytać - o rany, czy ja aby tego nie zapomniałam???? Albo nawet narozrabiać... Rano kiedyś zostawiłam niedopałek w zlewie (a ja zapewne na 100% myślałam że w popielniczce).  I to musiałam całego chyba położyć, bo zapodobno prawie cały, a tu dziecko wrzuciło coś do zlewu - jakieś papierki. Na szczęście fajki teraz inteligentne, szybko gasną. I ja nawet nie wiem, jakim cudem ja to zrobiłam. U mnie to chyba totalne rozprężenie z tych poprzednich nerwów się narobiło. Drobnostek zapominam co chwila, ale takich typowych drobnostek, że coś tam miałam, a "nie zrobiłam" co kompletnie nikomu nie wadzi. W domu tongue Bo w pracy to pewnie wadzi wink
Czasem to od przegrzania zwojów się tak człowiekowi robi. Ty się chyba za bardzo denerwujesz, że coś będzie źle, że o czymś naprawdę ważnym zapomnisz, przeoczysz. Że ostatnio coś Cię mocno podniosło na duchu, coś dało więcej otwartości i nagle sama zaczynasz się stopować - halo, a może coś się dzieje nie tak, jak powinno; może ja za bardzo się w to angażuję? Może jak za mocno się zaangażuję, to coś przeoczę? Ja nie wiem, czy na to też nie wpływa niegdysiejszy stres z mamą. Czy Ty się gdzieś tam podświadomie przypadkiem nie boisz, że Ty też tak możesz...? I to też tak na Ciebie wpływa? Że masz wątpliwości?
Wątpliwości rodzą się chyba przeważnie tam, kiedy znajdujemy się w innej niż dotąd sytuacji. A to, że się otworzyłaś...? To chyba nie jest negatywne?

23 506

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Asia
A czego Ty w tej chwili oczekujesz? Czego chciałabyś? Wiem, domyślam się, że jest Ci ciężko, ale chciałabym zapytać, jak dalej widzisz siebie i swoją przyszłość? Jak ma wyglądać za 3, 6 i 12 miesięcy - według Ciebie? smile

Chciałabym, żeby poszedł na terapię i zrozumiał czemu tak bardzo mi przeszkadzają jego wybryki. Żeby uświadomił sobie co to naprawdę jest rodzina i jak bardzo jest ważna. On nie miał i nie ma miłości, wsparcia od strony ojca nie wiem może temu się tak zachowuje. Jego ojciec też robił co chciał co prawda nie pił ale miał kochanki i często bił żonę i dzieci a męża najbardziej bo jest najstarszy. Nie tłumaczę go ale wiem że dużo wyniósł z domu a ja chciałam mu pokazać i dać normalną rodzinę.


Wiem, że jeśli on nie pójdzie na leczenie to nie będę z nim bo wiem że ta sytuacja będzie się w kółko powtarzała a tylko i wyłącznie ucierpią na tym dziewczynki i ja. Na dzień dzisiejszy nie rozmawiamy ze sobą i nie mieszkamy razem. Nie wiem czy odwiedzi córkę, czy będzie chciał nas widywać. Nie ukrywam że fajnie by było gdyby coś zrozumiał i pomógł by mi np. w tym że zaprowadzi starszą córkę do szkoły i ją odbierze bo akurat będę świeżo po porodzie.

Jak ma wyglądać moje życie- chcę spokoju, szczęścia, zrozumienia, przede wszystkim stabilizacji.
Jeśli będę sama z dziećmi to wiem jak będzie wyglądało. Rok siedzenia w domu wychowanie malutkiej i pomaganie starszej w lekcjach. Potem trzeba wrócić do pracy, choć nie wiem kto zostanie mi z dzieckiem w domu.

Asiu smile
Ile "dajesz" mu czasu na rozpoczęcie terapii?
Albo inaczej, właściwiej - ile dajesz czasu sobie? Żeby podjąć ostateczną decyzję i wcielić ją w czyn? Wóz albo przewóz -dla swojego i córek dobra? Bo jeśli Twoje córki zostaną wychowane w "wierze" w bezkarność tatusia i wiecznie czekającej na niego i wybaczającej wszystko mamy, to jakoś tak.... Chyba nie wierzysz, że swoje życie ułożą inaczej?

Kilka dobrych miesięcy temu też wielu rzeczy nie wiedziałam. I teraz też pewnie "kilku" nie wiem.
Ale wiem co innego - jestem lubiana, moje dzieci także i czasem nawet nie muszę prosić o pomoc smile A czasem proszę i ją dostaję smile Mnie mój jeszcze niedoszły "były" formalnie niby nie pomógł, ale napewno jesgo strach przed rozwodem i ew. ograniczeniem praw rodzicielskich sprawia, że zrozumiał agrumenty przedstawione podczas planu rodzicielskiego i angażuje się w życie dzieci. I tak muszę czasem wytłumaczyć jak małemu cielakowi, ale.... są z tego w końcu pozytywy dla mnie. Żeby nie było - ja nie mam żadnej rodziny, która mogła by mi pomóc. Ja mam przyjaciół i znajomych smile Ja myślę, że jeśli on nie czuje tej wartości, jaką daje rodzina, najbliżsi, to.... to to nie jest człowiek, przy którym będziesz mogła czuć się spokojna i szczęśliwa. I też żebyś nie sądziła - ja jestem zwolenniczką dogadywania się, współpracy w związku, uświadamiania sobie i szukania sposobów na poprawę. Tylko chodzi mi o ten czas - jaki sobie dajesz. Zakomunikowałaś mu formalnie i ostatecznie ten czas na określenie się, czego chce i czy podejmie konsekwentne kroki?
Ja naprawdę rozumiem, że jest Ci ciężko, szczególnie, że już niedługo rodzisz. Ale wiesz, że nie jesteś sama smile

23 507

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zabka-k

Jak na razie to mu tylko zakomunikowałam że jak nie przestanie pić i nie pójdzie na odwyk to go wyrzucę z domu. I tak zrobiłam co prawda było to w wielkich nerwach i złości ale skoro normalne upominanie nie pomogło więc w końcu wybuchłam. od momentu jego "wyprowadzki" jest prawie tydzień jedyne co mu napisałam że ma awizo i że pieniądze ma mi wpłacić bo potrzebuję na dzieci i to prawda. Oddzwonił powiedział że wpłaci pod koniec miesiąca bo nie pracował bo szef dał mu karę chyba za picie. Nie wiem czy czekać aż odwiedzi córkę i z nim pogadać czy mu napisać esa. Chciałabym aby do końca wakacji podjął leczenie i jakąś decyzję bo przecież też muszę wiedzieć jakie kroki podjac.
Co radzisz jak to rozegrać? Dzwonić czy czekać aż sam się odezwie choć wiem że jest uparty i zawzięty jak osioł.

23 508

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz co Asiu... Ja nie wiem, ale jak on tak samo zawzięty na podjęcie się leczenia miałby być...

Przede wszystkim sama musisz przemyśleć, co dalej i czego Ty formalnie chcesz, na co się zgodzisz, na co absolutnie, jakie są realia i na co możesz liczyć, a co nie ulegnie zmianie. Jeśli człowiek dostaje kary za picie w pracy... To ile czasu na podjęcie się leczenia można mu dać? Gdzie to ma zabrnąć? Jeśli do tego zbyt długie picie najczęściej kończy się fizyczną przemocą?

Przecież Ty już go dość dobrze znasz, prawda? Sama najlepiej zapewne wiesz, czego możesz się spodziewać i czy to jest dokładnie to, co da Ci w życiu spokój i szczęście. I Twoim dzieciom. Tu chyba nikt Ci wprost rady nie da, bo zawsze decyzję musimy podjąć sami - taką, jaka dla nas samych jest najwłaściwsza. A ja po prostu jestem sobą i wiem, do czego ja w tym momencie mojego życia bym dążyła smile I trudno jest mi doradzać komuś innemu - bo to czyjeś życie, nie moje. Rozumiesz mnie, prawda?

23 509

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak rozumiem co masz na myśli.
Wiem że i tak będę się z nim musiała spotkać bo przecież mamy dzieci i są pewne rzeczy, które trzeba ustalić. Poczekam do końca tygodnia jak on się nie odezwie to ja to zrobię i postaram się z nim spotkać i porozmawiać na spokojnie o całej naszej sytuacji

23 510

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

Zabka-k

Jak na razie to mu tylko zakomunikowałam że jak nie przestanie pić i nie pójdzie na odwyk to go wyrzucę z domu. I tak zrobiłam co prawda było to w wielkich nerwach i złości ale skoro normalne upominanie nie pomogło więc w końcu wybuchłam. od momentu jego "wyprowadzki" jest prawie tydzień jedyne co mu napisałam że ma awizo i że pieniądze ma mi wpłacić bo potrzebuję na dzieci i to prawda. Oddzwonił powiedział że wpłaci pod koniec miesiąca bo nie pracował bo szef dał mu karę chyba za picie. Nie wiem czy czekać aż odwiedzi córkę i z nim pogadać czy mu napisać esa. Chciałabym aby do końca wakacji podjął leczenie i jakąś decyzję bo przecież też muszę wiedzieć jakie kroki podjac.
Co radzisz jak to rozegrać? Dzwonić czy czekać aż sam się odezwie choć wiem że jest uparty i zawzięty jak osioł.

Moim zdaniem ani nie dzwonić, ani nie czekać po prostu złożyć pozew o rozwód i wystąpić o alimenty. Jak zacznie leczenie i przestanie pić to zawsze możecie do siebie wrócić. Ja jednak nie wierzę w takie przymusowe terapie, aby coś się stało on musi chcieć, a ewidentnie nie chce.

23 511

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mala. Samemu też może być fajnie.
A miłość powinna uskrzydlać, wywoływać uśmiech na twarzy i błysk w oku. Przynajmniej mnie się tak wydaje.
A morze łez i ból w sercu, czy to miłość?

On może nawet Ciebie kochać w tym swoim pojęciu, nie wiadomo.
Tylko tutaj o Ciebie chodzi i o Twoje samopoczucie.
Każdy pewnie miłość postrzega inaczej.
Jeden może uważać, że ma prawo uderzyć, bo on mąż, a to jego żona. Albo, że miłość to jest wtedy jak on w nocy przytula, bo mu zimno w tyłek, albo wtedy jak siedzi przy telewizorze, a Ty truskawki umyj (Pokręcona, wybacz że używam Twojego przykładu, jest wysoce obrazowy smile ). I kabaret mi się przypomniał "Marian, a czy Ty mnie jeszcze kochasz. No Marian, no...???" Przecież jest to kocha, nie?? Albo wtedy jak po pijaństwie wróci do domu, wrócił to kocha, albo jak da po twarzy, bo daje z miłości itd.
W niektórych kulturach kobita w domu siedziała a chłop szedł z każdą, nawet specjalne miejsca na to były przeznaczone. A gdzieś tam w Rzymie, czy Egipcie u cesarza to każdy z każdym na dworze. Cesarz najpierw tego, potem tamtego, potem tamtą. I powie ktoś, że czasy takie były, no i syfilis pewnie był modny, na topie i cool to trzeba mieć. No co kto lubi.
Rozumiesz Mala do czego zmierzam?

Natomiast jeśli w Twojej głowie jest przeświadczenie, że musisz kogoś mieć to to jest uzależnienie.
Mieć mimo krzywd i mimo łez.
Myślisz, że tak to powinno wyglądać?
A może myślisz, że nie tak powinno wyglądać, ale przecież nie jest tak źle, inni mają gorzej, itd...? A to tamto...

Uwierzyłaś w jego słowa. A co pokazał?
Takie mam wyobrażenie. Tak jak ofiara przemocy. Przychodzi on, pijany, bije. A ofiara potem mówi, że przecież kocha, a nie chciał uderzyć. Ale przecież kocha. Wierzysz?

Jestem uzależniona, przyznaję. Tak bardzo chcę mieć kogoś przy sobie, że nie widzę gdy ta osoba zupełnie nie dba o moje uczucia. Miłość kojarzy mi się jedynie z bólem, nie znam innej miłości jak tą bolesną i skomplikowaną. Staram się, pracuję nad sobą, chcę zacząć żyć własnym życiem ale z drugiej strony wciąż go pamiętam. Jego i jego słowa i czuję się oszukana po raz kolejny przez faceta. Wiele razy powtarzał mi, że jego była dziewczyna strasznie go zraniła zdradzając go i że on nie jest taki jak inni faceci, a zrobił mi takie świństwo. Zawsze się zastanawiałam czemu on mnie tak kontroluje i jest tak straszliwie zazdrosny o mnie, a teraz wiem że po prostu mierzył mnie swoją miarą. On był nie w porządku i myślał, że ja również taka jestem.

Różnicę kulturową też dało się zauważyć, strasznie dużo ode mnie wymagał jako kobiety a on, no cóż mógł robić co mu się żywnie podobało i nie zwracał uwagi, że mnie to rani. To, że nie umiem gotować, że mam kolegów, że czasem wyjdę na piwo - cały czas dawał mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra, podczas gdy sam nie gotował, nie pracował, nie uczył się a pieniądze od taty wydawał na przyjemności i nowe telefony.. Plus co tydzień miał dziesiątki nowych koleżanek. Ciężko mi teraz myśleć, że on na pewno sobie mnie szybciutko zastąpił i nawet o mnie nie pamięta.

Na razie nie myślę o tym, że muszę kogoś mieć. Boję się związków. Spotykałam się z kolegą, bo wydawało mi się, że jemu na mnie zależy ale szybko mu przeszło. Trochę popłakałam, ale nie w takim stopniu jak za byłym. Boję się, że już nie będę w stanie nikogo pokochać i wszystkich będę do niego porównywać..

23 512

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:
mala91 napisał/a:

Dokładnie tak.. myślałam, że się zmieni.. Raz go zostawiłam, a on płakał i obiecywał że się zmieni i będzie dla mnie dobry, i tak obiecywał kolejny rok, aż w końcu mnie zostawił.. Na sam koniec nawet powiedział, że byłam nawet bardziej niż dobra dla niego i powinien być dla mnie lepszy i lepiej mnie traktować, a później mnie nawyzywał jak to on.. Ciężki miał charakter, nawet moja siostra mi mówiła, że on nie jest do końca normalny i żebym go zostawiła. Po prostu uwierzyłam, że mnie tak bardzo kocha, a jeżeli kocha to się zmieni.. Żałuję straconego czasu, wylałam morze łez przez niego.
Chyba jestem uzależniona od facetów, odkąd skończyłam 15 lat zawsze kogoś miałam i ciężko mi teraz być samą, zupełnie nie mogę się w tym odnaleźć.
Dziękuję za rady, dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś z kimś można porozmawiać, chociażby online wink

Mała po prostu jesteś uzależniona i to się nie zmieni tak samo z siebie. Jak nie poukładasz siebie to spoktkasz kolejnego, któremy pozowolisz się krzywdzić i po tem kolejnego i tak dalej albo spotkasz kolesia, któremu dasz się krzywdzić całe życie. Dopóki człowiek nie nauczy się być samemu ze sobą ciężko jest stworzyć związek. Dlatego naprawde będę to powtarzać jak mantrę IDŹ NA TERAPIĘ. Poczytaj sobie trochę mądrych książek i pracuj. Samo się nic nie zrobi.

Ja miałam dokładnie to samo co ty i straciłam dużo więcej swojego życia na próbę reformowania niereformowalnych. Dlatego nie ma sensu sie nad sobą użalać, tylko trzeba zewrzeć poślady i ogarnąć.

Dokładnie. Samo się nic nie zrobi.

23 513

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Tak mnie życiowo gdziecie, że tak za dużo. Takie coś.
Takie myślenie czy zrobione, taka wątpliwość okrutna. Pamiętasz?
Bo nawet jak 15 razy sprawdzę to i tak bywa, że się zastanawiam.
Za dużo myślę chyba.
Bo zawsze robiłam ok i nie myślałam o tym i ten jeden raz zawaliłam i to chyba wraca. Że przecież jestem za to co robię odpowiedzialna i..
Coś mi się jakby dezaktywuje, ale to nie jest dziwne, bo pewne rzeczy robimy z automatu i nawet się nie zastanawiamy, wiemy, że jest ok.
A przecież wiem, że można na mnie polegać, że mogę na sobie polegać, że robię to dobrze, w końcu nie od wczoraj. I już.
Spokojniutko, powolutku. Stop. smile. I dalej.

Hm - no i ja Ci powiem, że w końcu, jak jam na swoim, to i mnie się przydarza czasem nagle samą siebie zapytać - o rany, czy ja aby tego nie zapomniałam???? Albo nawet narozrabiać... Rano kiedyś zostawiłam niedopałek w zlewie (a ja zapewne na 100% myślałam że w popielniczce).  I to musiałam całego chyba położyć, bo zapodobno prawie cały, a tu dziecko wrzuciło coś do zlewu - jakieś papierki. Na szczęście fajki teraz inteligentne, szybko gasną. I ja nawet nie wiem, jakim cudem ja to zrobiłam. U mnie to chyba totalne rozprężenie z tych poprzednich nerwów się narobiło. Drobnostek zapominam co chwila, ale takich typowych drobnostek, że coś tam miałam, a "nie zrobiłam" co kompletnie nikomu nie wadzi. W domu tongue Bo w pracy to pewnie wadzi wink
Czasem to od przegrzania zwojów się tak człowiekowi robi. Ty się chyba za bardzo denerwujesz, że coś będzie źle, że o czymś naprawdę ważnym zapomnisz, przeoczysz. Że ostatnio coś Cię mocno podniosło na duchu, coś dało więcej otwartości i nagle sama zaczynasz się stopować - halo, a może coś się dzieje nie tak, jak powinno; może ja za bardzo się w to angażuję? Może jak za mocno się zaangażuję, to coś przeoczę? Ja nie wiem, czy na to też nie wpływa niegdysiejszy stres z mamą. Czy Ty się gdzieś tam podświadomie przypadkiem nie boisz, że Ty też tak możesz...? I to też tak na Ciebie wpływa? Że masz wątpliwości?
Wątpliwości rodzą się chyba przeważnie tam, kiedy znajdujemy się w innej niż dotąd sytuacji. A to, że się otworzyłaś...? To chyba nie jest negatywne?

A wiesz, że ja dziś tak o tej mamie pomyślałam, aż mnie dreszcz przeszedł. No pomyślałam.
Czy ja aby nie...
A czy mnie podniosło...hm...chyba faktycznie. Coś co pozwoliło uwierzyć, że może być inaczej, że mam wpływ.
Denerwuję się, tak jest. Na wyrost prawdopodobnie.
No tak Żabko, dokładnie tak. Wszystko się zgadza.
Moja otwartość nie jest negatywna, ale do mnie niepodobna smile, prawda?

23 514

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
asia549 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Asia
A czego Ty w tej chwili oczekujesz? Czego chciałabyś? Wiem, domyślam się, że jest Ci ciężko, ale chciałabym zapytać, jak dalej widzisz siebie i swoją przyszłość? Jak ma wyglądać za 3, 6 i 12 miesięcy - według Ciebie? smile

Chciałabym, żeby poszedł na terapię i zrozumiał czemu tak bardzo mi przeszkadzają jego wybryki. Żeby uświadomił sobie co to naprawdę jest rodzina i jak bardzo jest ważna. On nie miał i nie ma miłości, wsparcia od strony ojca nie wiem może temu się tak zachowuje. Jego ojciec też robił co chciał co prawda nie pił ale miał kochanki i często bił żonę i dzieci a męża najbardziej bo jest najstarszy. Nie tłumaczę go ale wiem że dużo wyniósł z domu a ja chciałam mu pokazać i dać normalną rodzinę.


Wiem, że jeśli on nie pójdzie na leczenie to nie będę z nim bo wiem że ta sytuacja będzie się w kółko powtarzała a tylko i wyłącznie ucierpią na tym dziewczynki i ja. Na dzień dzisiejszy nie rozmawiamy ze sobą i nie mieszkamy razem. Nie wiem czy odwiedzi córkę, czy będzie chciał nas widywać. Nie ukrywam że fajnie by było gdyby coś zrozumiał i pomógł by mi np. w tym że zaprowadzi starszą córkę do szkoły i ją odbierze bo akurat będę świeżo po porodzie.

Jak ma wyglądać moje życie- chcę spokoju, szczęścia, zrozumienia, przede wszystkim stabilizacji.
Jeśli będę sama z dziećmi to wiem jak będzie wyglądało. Rok siedzenia w domu wychowanie malutkiej i pomaganie starszej w lekcjach. Potem trzeba wrócić do pracy, choć nie wiem kto zostanie mi z dzieckiem w domu.

Asiu smile
Ile "dajesz" mu czasu na rozpoczęcie terapii?
Albo inaczej, właściwiej - ile dajesz czasu sobie? Żeby podjąć ostateczną decyzję i wcielić ją w czyn? Wóz albo przewóz -dla swojego i córek dobra? Bo jeśli Twoje córki zostaną wychowane w "wierze" w bezkarność tatusia i wiecznie czekającej na niego i wybaczającej wszystko mamy, to jakoś tak.... Chyba nie wierzysz, że swoje życie ułożą inaczej?

Kilka dobrych miesięcy temu też wielu rzeczy nie wiedziałam. I teraz też pewnie "kilku" nie wiem.
Ale wiem co innego - jestem lubiana, moje dzieci także i czasem nawet nie muszę prosić o pomoc smile A czasem proszę i ją dostaję smile Mnie mój jeszcze niedoszły "były" formalnie niby nie pomógł, ale napewno jesgo strach przed rozwodem i ew. ograniczeniem praw rodzicielskich sprawia, że zrozumiał agrumenty przedstawione podczas planu rodzicielskiego i angażuje się w życie dzieci. I tak muszę czasem wytłumaczyć jak małemu cielakowi, ale.... są z tego w końcu pozytywy dla mnie. Żeby nie było - ja nie mam żadnej rodziny, która mogła by mi pomóc. Ja mam przyjaciół i znajomych smile Ja myślę, że jeśli on nie czuje tej wartości, jaką daje rodzina, najbliżsi, to.... to to nie jest człowiek, przy którym będziesz mogła czuć się spokojna i szczęśliwa. I też żebyś nie sądziła - ja jestem zwolenniczką dogadywania się, współpracy w związku, uświadamiania sobie i szukania sposobów na poprawę. Tylko chodzi mi o ten czas - jaki sobie dajesz. Zakomunikowałaś mu formalnie i ostatecznie ten czas na określenie się, czego chce i czy podejmie konsekwentne kroki?
Ja naprawdę rozumiem, że jest Ci ciężko, szczególnie, że już niedługo rodzisz. Ale wiesz, że nie jesteś sama smile

Ja się podpisuję. Szczególnie pod tym, jeśli ktoś nie docenia wartości rodziny to to nie jest to.
Może jeszcze warto porozmawiać. Może jeszcze chciałby mieć coś czego nigdy nie miał. Ja myślę, że trzeba konkretny plan sprecyzować i przedstawić. No i...wiadomo.

23 515

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

Zabka-k

Jak na razie to mu tylko zakomunikowałam że jak nie przestanie pić i nie pójdzie na odwyk to go wyrzucę z domu. I tak zrobiłam co prawda było to w wielkich nerwach i złości ale skoro normalne upominanie nie pomogło więc w końcu wybuchłam. od momentu jego "wyprowadzki" jest prawie tydzień jedyne co mu napisałam że ma awizo i że pieniądze ma mi wpłacić bo potrzebuję na dzieci i to prawda. Oddzwonił powiedział że wpłaci pod koniec miesiąca bo nie pracował bo szef dał mu karę chyba za picie. Nie wiem czy czekać aż odwiedzi córkę i z nim pogadać czy mu napisać esa. Chciałabym aby do końca wakacji podjął leczenie i jakąś decyzję bo przecież też muszę wiedzieć jakie kroki podjac.
Co radzisz jak to rozegrać? Dzwonić czy czekać aż sam się odezwie choć wiem że jest uparty i zawzięty jak osioł.

Możesz zawsze poprosić o rozmowę.
On pali też to no...?
Wiesz, życie z pijakiem to w moim przypadku pasmo wstydu, udręki i ciągła niepewność.

I faktycznie jeśli kary w pracy za picie no to odpowiedzialność raczej marna.

23 516

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
hm... napisał/a:

Mala. Samemu też może być fajnie.
A miłość powinna uskrzydlać, wywoływać uśmiech na twarzy i błysk w oku. Przynajmniej mnie się tak wydaje.
A morze łez i ból w sercu, czy to miłość?

On może nawet Ciebie kochać w tym swoim pojęciu, nie wiadomo.
Tylko tutaj o Ciebie chodzi i o Twoje samopoczucie.
Każdy pewnie miłość postrzega inaczej.
Jeden może uważać, że ma prawo uderzyć, bo on mąż, a to jego żona. Albo, że miłość to jest wtedy jak on w nocy przytula, bo mu zimno w tyłek, albo wtedy jak siedzi przy telewizorze, a Ty truskawki umyj (Pokręcona, wybacz że używam Twojego przykładu, jest wysoce obrazowy smile ). I kabaret mi się przypomniał "Marian, a czy Ty mnie jeszcze kochasz. No Marian, no...???" Przecież jest to kocha, nie?? Albo wtedy jak po pijaństwie wróci do domu, wrócił to kocha, albo jak da po twarzy, bo daje z miłości itd.
W niektórych kulturach kobita w domu siedziała a chłop szedł z każdą, nawet specjalne miejsca na to były przeznaczone. A gdzieś tam w Rzymie, czy Egipcie u cesarza to każdy z każdym na dworze. Cesarz najpierw tego, potem tamtego, potem tamtą. I powie ktoś, że czasy takie były, no i syfilis pewnie był modny, na topie i cool to trzeba mieć. No co kto lubi.
Rozumiesz Mala do czego zmierzam?

Natomiast jeśli w Twojej głowie jest przeświadczenie, że musisz kogoś mieć to to jest uzależnienie.
Mieć mimo krzywd i mimo łez.
Myślisz, że tak to powinno wyglądać?
A może myślisz, że nie tak powinno wyglądać, ale przecież nie jest tak źle, inni mają gorzej, itd...? A to tamto...

Uwierzyłaś w jego słowa. A co pokazał?
Takie mam wyobrażenie. Tak jak ofiara przemocy. Przychodzi on, pijany, bije. A ofiara potem mówi, że przecież kocha, a nie chciał uderzyć. Ale przecież kocha. Wierzysz?

Jestem uzależniona, przyznaję. Tak bardzo chcę mieć kogoś przy sobie, że nie widzę gdy ta osoba zupełnie nie dba o moje uczucia. Miłość kojarzy mi się jedynie z bólem, nie znam innej miłości jak tą bolesną i skomplikowaną. Staram się, pracuję nad sobą, chcę zacząć żyć własnym życiem ale z drugiej strony wciąż go pamiętam. Jego i jego słowa i czuję się oszukana po raz kolejny przez faceta. Wiele razy powtarzał mi, że jego była dziewczyna strasznie go zraniła zdradzając go i że on nie jest taki jak inni faceci, a zrobił mi takie świństwo. Zawsze się zastanawiałam czemu on mnie tak kontroluje i jest tak straszliwie zazdrosny o mnie, a teraz wiem że po prostu mierzył mnie swoją miarą. On był nie w porządku i myślał, że ja również taka jestem.

Różnicę kulturową też dało się zauważyć, strasznie dużo ode mnie wymagał jako kobiety a on, no cóż mógł robić co mu się żywnie podobało i nie zwracał uwagi, że mnie to rani. To, że nie umiem gotować, że mam kolegów, że czasem wyjdę na piwo - cały czas dawał mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra, podczas gdy sam nie gotował, nie pracował, nie uczył się a pieniądze od taty wydawał na przyjemności i nowe telefony.. Plus co tydzień miał dziesiątki nowych koleżanek. Ciężko mi teraz myśleć, że on na pewno sobie mnie szybciutko zastąpił i nawet o mnie nie pamięta.

Na razie nie myślę o tym, że muszę kogoś mieć. Boję się związków. Spotykałam się z kolegą, bo wydawało mi się, że jemu na mnie zależy ale szybko mu przeszło. Trochę popłakałam, ale nie w takim stopniu jak za byłym. Boję się, że już nie będę w stanie nikogo pokochać i wszystkich będę do niego porównywać..

Jak nad sobą pracujesz?

Jesteś ważna i wartościowa, zasługujesz na to żeby być szczęśliwa. Chcesz tego?

23 517

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z tą pracą to tak że tam dosłownie wszyscy są uzależnieni dosłownie od wszystkiego. W czasie pracy piją, ćpają, grają na maszynach. Szefowi to odpowiada bo wie że do pracy i tak przyjda bo muszą za coś żyć a zarobione pieniądze i tak zostawią u niego bo to gastronomia. Wiem jedno że rozmowa i tak jest nie unikniona tylko kwestia kiedy ja przeprowadzić. Wolałabym przed porodem

23 518 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-16 23:12:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

Z tą pracą to tak że tam dosłownie wszyscy są uzależnieni dosłownie od wszystkiego. W czasie pracy piją, ćpają, grają na maszynach. Szefowi to odpowiada bo wie że do pracy i tak przyjda bo muszą za coś żyć a zarobione pieniądze i tak zostawią u niego bo to gastronomia. Wiem jedno że rozmowa i tak jest nie unikniona tylko kwestia kiedy ja przeprowadzić. Wolałabym przed porodem

O rany. No to poważna instytucja.
Wiesz, tak sobie myślę na ile to człowidk dojrzały, na kt?rego nie mają wpływu koledzy..

23 519

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A wiesz, że ja dziś tak o tej mamie pomyślałam, aż mnie dreszcz przeszedł. No pomyślałam.
Czy ja aby nie...
A czy mnie podniosło...hm...chyba faktycznie. Coś co pozwoliło uwierzyć, że może być inaczej, że mam wpływ.
Denerwuję się, tak jest. Na wyrost prawdopodobnie.
No tak Żabko, dokładnie tak. Wszystko się zgadza.
Moja otwartość nie jest negatywna, ale do mnie niepodobna smile, prawda?

Kurczę, zawsze zaczynam pisac "po imieniu" i dopiero się łapię po momencie, że to nie tu wink

Hm, a skąd ja mam wiedzieć czy niepodobna, skoro ja Ciebie krótko znam smile smile smile

23 520

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
asia549 napisał/a:

Z tą pracą to tak że tam dosłownie wszyscy są uzależnieni dosłownie od wszystkiego. W czasie pracy piją, ćpają, grają na maszynach. Szefowi to odpowiada bo wie że do pracy i tak przyjda bo muszą za coś żyć a zarobione pieniądze i tak zostawią u niego bo to gastronomia. Wiem jedno że rozmowa i tak jest nie unikniona tylko kwestia kiedy ja przeprowadzić. Wolałabym przed porodem

No nieźle.... Plus szefuńcio na czele głaszczący biedactwa uzależnione, bo kasa się wraca....
Jakos mi się tak nasunęło, wybacz Asia, że to jedno wielkie dno jest. Bagniste dno... Strach, żeby kogoś jeszcze nie wciągnęło.... Bo i tak na wiele się dotychczas chyba godziłaś...

23 521

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No kochane, ja zapewne do  weekendu raczej trudno dostępna będę, bo impreza domowa goni imprezę smile

Uciekam!
Buziaki smile

23 522

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć Dziewczyny. Ja też nie mam na nic czasu. Trochę mam dość siebie chwilowo. Musze gdzieś odpocząć i się zresetować.

23 523

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

A wiesz, że ja dziś tak o tej mamie pomyślałam, aż mnie dreszcz przeszedł. No pomyślałam.
Czy ja aby nie...
A czy mnie podniosło...hm...chyba faktycznie. Coś co pozwoliło uwierzyć, że może być inaczej, że mam wpływ.
Denerwuję się, tak jest. Na wyrost prawdopodobnie.
No tak Żabko, dokładnie tak. Wszystko się zgadza.
Moja otwartość nie jest negatywna, ale do mnie niepodobna smile, prawda?

Kurczę, zawsze zaczynam pisac "po imieniu" i dopiero się łapię po momencie, że to nie tu wink

Hm, a skąd ja mam wiedzieć czy niepodobna, skoro ja Ciebie krótko znam smile smile smile

No też prawda smile

23 524

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

No kochane, ja zapewne do  weekendu raczej trudno dostępna będę, bo impreza domowa goni imprezę smile

Uciekam!
Buziaki smile

Trzymaj się. Miłego imprezowania smile

Yyy..tak w tygodniu? smile

23 525 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-17 15:47:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Cześć Dziewczyny. Ja też nie mam na nic czasu. Trochę mam dość siebie chwilowo. Musze gdzieś odpocząć i się zresetować.

No z czasem to jest różnie, ale zawsze się chwilka znajdzie nie?

23 526

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Cześć Liv4, fajnie że się odezwałaś.
Dużo tego się nazbierało... nie wiem nawet co Ci poradzić, zresztą o radę nawet chyba nie prosisz. Przytulam po prostu mocno i zapewniam, że wszytko się będzie powoli układać.

smile co tu można poradzić, działać trzeba najlepiej jak sie da. Pierwsze kroki poczynione. I tak, chciałam się wygadać i zobaczyć na piśmie jakie wnioski wyciągam smile
Mam nadzieję że wyjdę z tego wszystkiego bez szwanku.
A co u Ciebie? Pisałaś że masz niewiele wolnego czasu. Odtulam smile

23 527

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Trzymaj się Liv. Niech się dołuje Cię taka chwila smile
Słabsze dni się zdarzają.
Trzymaj się.

Hm.. staram się trzymać. Wiem, że jeszcze trochę będę mieć stresa/nerwa ale muszę dokończyć co zaczęłam, np z moją byłą szefową. Dziś dzwoniła do mnie już pięć razy, nie wiem czy na tej liczbie skończy. Nieco się przestraszyła po moim sms ale mnie wcale nie chodziło o straszenie ale o sprawiedliwe rozliczenie.
Ty tez się trzymaj smile

23 528

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie. Przebrnęłam przez cały wątek o życiu z seksoholikiem i napisałam tam też coś o sobie. Teraz przyszłam tutaj. Przez 700 stron pewnie nie przebrnę, ale trochę postaram się przejrzeć. Mam nadzieję, że mnie przyjmiecie.
Ja z moim narkotykiem jestem już ponad 7 lat, 5 lat temu zaczęło się odkrywanie jego nałogu, ale dopiero rok temu dowiedziałam się, że to JEST nałóg, a ja jestem współuzależniona. Wcześniej nazywałam siebie dokładnie tak (jak się okazuje książkowo) kochającą za bardzo, za bardzo rozumiejącą, za bardzo empatyczną. Szukałam źródeł mojego współuzależnienia. Zawsze byłam przekonana, że wychowałam się we wzorowej rodzinie. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że zawsze brakowało mi miłości. Jako 7-latka chciałam uciec z domu by ktoś zwrócił na mnie uwagę. Byłam pewna że w końcu umrę, jeśli ktoś mnie wreszcie nie przytuli. Przez lata fantazjowałam o tym że po prostu mam kogoś, kto mnie przytula i tak sobie błogo tkwię i jestem szczęśliwa. Wydawało mi się że jestem rozsądna i poukładana, ale jak tylko pojawili sie faceci w moim życiu - wsiąkałam. Nie wiedziałam też dotąd że jestem kontrolująca, taki troche bluszcz. I że wszystko to wynika z tego, że nikt nie nauczył mnie, że jestem ważna, że trzeba o siebie dbać, że się liczę.

Teraz wiele rzeczy już rozumiem na poziomie intelektualnym, ale gdy rządzą emocje, ciągle robię głupoty...

23 529

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Witajcie smile
Ach i wsparcie by się przydało ale nic z tego, bo to zadanie dla mnie.

Ale "jakie nic z tego"????? Liv, nawet takie wirtualne wsparcie sprawia, że łatwiej sie uporać z trudnościami! Mnie pomagało ogromnie, nie czułam się sama! Ty też się w końcu "naucz", że nie jesteś smile smile smile Ja wiem, że nie chodzi o narzekanie smile

Co zrobisz z tym gamoniem właścicielem? Umowę masz? Ja pokwitowania biorę za wpłaconą kaskę....

Wiem że pisanie z wami, to wsparcie. Zawsze zostanę przeczytana, zawsze znajdą się odpowiedzi adekwatne do sytuacji, zawsze można wirtualnie sie przytulić smile Tak trudno mi nie myśleć-nie jestem sama. Całe życie jestem sama, nawet jak nie jestem.
A opłacać rachunki będę sama. Właściciel dostanie swoją część za czynsz, reszta wpłynie na konto spółdzielni z dodatku mieszkaniowego i będę na czysto. Muszę tylko z nim pogadać o dotychczasowych nie zapłaconych rachunkach, woda to pół biedy ale z energetykiem nie ma żartów. Ciężko sie doprosić czegokolwiek. Okna wymienił po dość ciekawej rozmowie ;( więc mam nadzieję, że odrobinę mu zależy na mnie jako na lokatorze i będzie nam się dobrze współpracowało. Wezmę tylko rachunki w swoje ręce. Umowę mam, nawet dwie. Nie chcę tu pisać szczegółów ale pokwitowania rzeczywiście nie brałam, bo myślę że nie wykorzystałby tego. Może jest tylko niefrasobliwy smile

Trzymajcie się ciepło dziewczyny smile

23 530

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
duzapanna napisał/a:

Witajcie. Przebrnęłam przez cały wątek o życiu z seksoholikiem i napisałam tam też coś o sobie. Teraz przyszłam tutaj. Przez 700 stron pewnie nie przebrnę, ale trochę postaram się przejrzeć. Mam nadzieję, że mnie przyjmiecie.
Ja z moim narkotykiem jestem już ponad 7 lat, 5 lat temu zaczęło się odkrywanie jego nałogu, ale dopiero rok temu dowiedziałam się, że to JEST nałóg, a ja jestem współuzależniona. Wcześniej nazywałam siebie dokładnie tak (jak się okazuje książkowo) kochającą za bardzo, za bardzo rozumiejącą, za bardzo empatyczną. Szukałam źródeł mojego współuzależnienia. Zawsze byłam przekonana, że wychowałam się we wzorowej rodzinie. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że zawsze brakowało mi miłości. Jako 7-latka chciałam uciec z domu by ktoś zwrócił na mnie uwagę. Byłam pewna że w końcu umrę, jeśli ktoś mnie wreszcie nie przytuli. Przez lata fantazjowałam o tym że po prostu mam kogoś, kto mnie przytula i tak sobie błogo tkwię i jestem szczęśliwa. Wydawało mi się że jestem rozsądna i poukładana, ale jak tylko pojawili sie faceci w moim życiu - wsiąkałam. Nie wiedziałam też dotąd że jestem kontrolująca, taki troche bluszcz. I że wszystko to wynika z tego, że nikt nie nauczył mnie, że jestem ważna, że trzeba o siebie dbać, że się liczę.

Teraz wiele rzeczy już rozumiem na poziomie intelektualnym, ale gdy rządzą emocje, ciągle robię głupoty...

Witaj duzapanno smile Przeczytałam szybciutko. Staram się nie udzielać rad, bo nie czuję się w tym dobrze. Napiszę tylko, że rozumiem to piszesz o fantazjowaniu na temat przytulenia, miłości, wsiąkaniu. Rozumiem. Do tej pory musze uważać, by nie wsiąkać za każdym razem, gdy trafię na ,,odpowiedni okaz'' Przynajmniej jesteśmy tego świadome smile a to bardzo duzo.

Posty [ 23 466 do 23 530 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 360 361 362 363 364 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026