netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 207 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 359 360 361 362 363 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 401 do 23 465 z 26 310 ]

23 401

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

W kwestii ubierania czy tam wyglądu i jego znaczenia jeżeli chodzi o nasze samopoczucie to ktoś ostatnio mi powiedział, że można zacząć od wyglądu, psychiki lub ducha i dojdzie się do tego samego. Taka luźna myśl.


Jak tam różowy cień?
Świetnie smile

Ponoć nasza podświadomość potrafi wywołać chorobę, ból itd żeby tylko nas ochronić, w swój znany sposób. Bo tylko taki schemat ma w zanadrzu na ten przykład.

Ciekawe, co ja wczoraj miałam na myśli pisząc "a jeszcze" - któż to wie wink

Myślę, że od wyglądu można, ale to troszkę na siłę bywa. Mogłam sobie kupić czerwoną bluzkę i jej nie wyciągać wink Różowy OK smile Z chorobami się zgadzam, sama widzę, jak inni mając problemy, nie potrafiąc się dogadać po ludzku z adwersarzem, nawet nie wiedzą, że jakiś problem po prostu sami wywołują. Nie mówię, że to zawsze jest jedyna przyczyna, ale zestresowany organizm musi jakoś odreagować, a jeśli my sami nie dajemy mu takiej możliwości w ten czy inny zdrowy sposób - to zaczynamy się "rozkładać". Jeśli zrobi sie porządek ze stresem, to po czasie w rezultacie, albo się okazujemy okazem zdrowia, albo pozostają tylko te doległiwości, które faktycznie mają podstawy inne niż psychosomatyczne.
smile

23 402

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Gdy zmieniłam środowisko stres w pracy i w życiu prywatnym spowodował, że bardzo dużo schudłam. Nosiłam rozmiar 36 ale ciągle czułam się za mało szczupła. Wycieńczyłam swój organizm pracą i wyglądałam koszmarnie. W końcu gdy trochę życie mi się uspokoiło zaczęłam tyć. Byłam już wtedy z moim mężem. Doszłam do rozmiaru 42 i czułam do siebie obrzydzenie. Wzięłam się za siebie i schudłam znowu do rozmiaru 36. Niby czułam się dobrze ale np. nie mogłam patrzeć na swoje zdjęcia bo uważałam, że jestem gruba.

Wiesz co, przypomniałaś mi, jak po rozstaniu z pierwszym "m" zaczęłam chudnąć - prawie dla sportu to robiłam sad Jak doszłam do wagi 59 kg (przy wzroście 178 cm i raczej mocnej budowie ciała) - to .... straciłam całą chęć do uśmiechu. Zrobiłam się tak smuuuuutna, że się sama na siebie wkurzyłam! I dobrze smile
A teraz nie mam problemu z chodzeniem w krótkich dzinsowych spodenkach, bo nie mam powodu smile A cellulitis podobno każdy ma, wystarczy, żebym dbała o to, żeby nie był mega widoczny wink Mam 41 lat i jestem z siebie zadowolona smile

23 403

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Zdrowo, o ile czas pozwala. Jak nie mam czasu, to różnie. Ciężko mi pozbyć się myśli, że nie osiągnę stanu zadowolenia nawet jeśli schudnę jeszcze. Oczywiście, że sie porównuję. Miałam zawsze taka szczupłą koleżankę [Podobnie jak Edhi], ona wprawdzie nie dążyła do tego, żebym poczuła się gorzej, ale z nią byłam w stanie ciągłej rywalizacji [rodzice nie porównywali mnie do niej, to tak samo z siebie wyszło]. No i na studiach byłam już od niej szczuplejsza, ale faktycznie nadal patrzyłam na nią jak na tą zgraniejsza. Nigdy nie pomagają niczyje słowa. Teraz jest o tyle lepiej, że jestem w stanie ubrać się w coś mniejszego, zgrabniejszego [o ile mi to ktoś kupi/ przekona do kupna]. Poczucie winy, że jem albo poprawa humoru przez niejedzenie [ w sensie ze niby coś kontroluje]. Raz próbowałam zwymiotować, ale wszystko nie od tego bolało, wiec nie ponowiłam.

Even - nie osiągniesz stanu zadowolenia.
Do czego zmierzasz??????? Do tego, żeby ubrania kupować jedynie w sklepie dziecięcym? Bo innych profitów z tego nie będzie. Ceny wcale nie są niższe, w dodatku wzory i kolory dziecinne - a Ty chcesz być traktowana jak dziecko, czy jak osoba dorosła?
Po co, na co, komu - to katowanie i biczowanie się?
Sobie? Przecież i tak nie jesteś zadowolona....

A jedzenie jest często kolorowe, zdrowe i smaczne smile I odpowiednio skomponowane daje i energię i chęci i uśmiech smile Czemu sobie chcesz tego odmawiać?

23 404

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Nie ma to jak dać sobie samemu lukrowanego liścia w pysk na otrzeźwienie. A czasem nawet dostać repetę... od mentora trajkoczącego Nam nad uchem.

Repetę, to mi tu i dziewczyny niejednokrotnie zasadziły wink

23 405

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Adelawarszawa
Wiesz, zastanawiam się, kiedy jeszcze do nas zajrzysz.... Czy w ogóle? Czy spróbujesz znaleźć pomoc w realu?
Bo zostając w swoim jedynie towarzystwie i swoich lęków, bólu - nie dajesz sobie szansy na poprawę własnego zdania o swoim życiu, przyszłości.

Tak jak inni, którzy, jednak nie są gotowi jeszcze choćby na próbę rozmowy. Wiem, że ciężko się jest pozbyć własnych złudzen o własnej sytuacji, że rozjątrzanie się ww własnym bólu bywa takie sadystycznie miłe niekiedy.... sad Ale na dłuższą metę - ale to kompletnie nic nie daje. NIC.
A ta dłuższa, to podobno 6 tygodni smile

Nie Bags? smile Taka wersja akceptowalnego czasu żałoby chyba u nas na 36 chodziła, o ile dobrze sobie przypominam? No - maks 2 miesiące wink

23 406

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Even - nie osiągniesz stanu zadowolenia.
Do czego zmierzasz??????? Do tego, żeby ubrania kupować jedynie w sklepie dziecięcym? Bo innych profitów z tego nie będzie. Ceny wcale nie są niższe, w dodatku wzory i kolory dziecinne - a Ty chcesz być traktowana jak dziecko, czy jak osoba dorosła?
Po co, na co, komu - to katowanie i biczowanie się?
Sobie? Przecież i tak nie jesteś zadowolona....

A jedzenie jest często kolorowe, zdrowe i smaczne smile I odpowiednio skomponowane daje i energię i chęci i uśmiech smile Czemu sobie chcesz tego odmawiać?

Nie wiem, Żabko. Jakoś tak wychodzi, że nie mogę się uwolnić od myśli o jedzeniu i wadze. Ale teraz już nie szaleję z tym aż tak. Jakoś sobie i z tym poradzę, bo jaki mam wybór... Chociaż kaliber problemu jest cięższy, bo mocno zakotwiczony. Pamiętam, że kalorie liczyłam już jako mała dziewczynka i próbowałam tak zorganizować dzień żeby mieć na jedzenie mało czasu.

23 407 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-12 11:10:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Adela

Wiesz, że to co napisałaś, że jak kogoś polubisz to do końca, a jak nie to nie to mi się takie, przepraszam za słowo, niedojrzałe wydaje. Bo jak to tak? Mimo krzywd, mimo łez? I teraz to by Lemona wypadało posłuchać "Napraw".

23 408

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Even napisał/a:

Hm....

Zadanie, które zadałaś teraz wywodzi się z zadania, które zadałaś mi wcześniej smile

smile

I na tym spacerze będziesz sobie afirmować. Co chcesz na początek?
I ten spacer codziennie smile

Jeszcze spacer może by obleciał [ przynajmniej na początku ; ) ] Ale ta afirmacja to już za wysokie progi wink

23 409

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Patent na kartki bezpieczeństwa też jest skuteczny z adnotacją "W razie nagłego ataku złości - zerwać, zmiąć, energicznie rzucić w kąt. Jeśli nie przechodzi... podeptać" lol

Jeśli dalej nie przechodzi, zjeść big_smile

23 410

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Nie wiem, Żabko. Jakoś tak wychodzi, że nie mogę się uwolnić od myśli o jedzeniu i wadze. Ale teraz już nie szaleję z tym aż tak. Jakoś sobie i z tym poradzę, bo jaki mam wybór... Chociaż kaliber problemu jest cięższy, bo mocno zakotwiczony. Pamiętam, że kalorie liczyłam już jako mała dziewczynka i próbowałam tak zorganizować dzień żeby mieć na jedzenie mało czasu.

I pewnie warto poszukać przyczyny? Że odmawiasz sobie uśmiechu i zadowolenia... Wiesz, "to" się często tu przewija w postach... Ale najwartościowsze są wnioski własne - bo wypracowane własną pracą.  Właśnie warto poszukać, gdzież tą kotwicę ciągle zarzucasz. Bo nawet jeśli przestaniesz kontrolować wagę, kalorie i jedzenie - to zamienisz to na kontrolowanie czegoś innego, co w efekcie będzie Ci utrudniać znalezienie zadowolenia....
?
Dobrze wiesz, bo napewno nie nawet setna Ci mówię, że w tym rozmiarze problemu z jedzeniem nie ma. Z wagą tym bardziej. Tylko co ja mówię, skoro gdyby w sklepie były rozmiary 28 (i nie chodzi o spodnie tongue ), to Ty byś do tego rozmiaru dążyła. Czy to naprawdę takie miłe - widzieć w lustrze każdą dobrze widoczną kość swojego ciała? Co w życiu powinno dawać satysfakcję - rozmiar na metce czy może dobre samopoczucie w obcowaniu ze sobą? A obcowanie ze sobą w dużo mniejszym stopniu polega na cielesności... Na moje...
Albo inaczej. A przepraszam - a Ty nie masz żadnych innych zainteresowań niż wartość kaloryczna lista sałaty?
Nie jakoś sobie poradzisz! Poradzisz sobie sama - jeśli będziesz tego chciała. Nie ma sensu samej sobie piętrzyć problemów bez problemu....?

23 411

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Adela

Wiesz, że to co napisałaś, że jak kogoś polubisz to do końca, a jak nie fo nie to mi się takie, przepraszam za słowo, niedojrzałe wydaje. Bo jak to tak? Mimo krzywd, mimo łez? I terazbto by Lemona wypadało posłuchać "Napraw".

O żesz Cię! Aż wysypki dostałam smile tongue

23 412

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tango dla dwojga napisał/a:

Wkleję swoją historię - żeby dać nadzieję co niektórym paniom kochającym za bardzo. Że czasem faceci też potrafią przejrzeć na oczy
*
Jesteśmy razem niemal 15 lat. Czasem żartuję, że nie dałem Jej szansy poznania kogoś lepszego, gdyż byłem pierwszym facetem, który po rozpoczęciu przez Nią studiów zaprosił Ją na randkę (poznaliśmy się pierwszego Jej dnia na osiedlu akademickim - była współlokatorką dziewczyny mojego najlepszego kumpla)
Nosiłem wtedy ramoneskę, ciągle się buntowałem, miałem świetnych kumpli i...na zabój byłem zakochany w Jej imienniczce.
Walczyła o mnie długo. Bardzo długo, cierpliwie i wytrwale.
Była cudowna.
Ja...nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.
Cholera, za łatwo mi wszystko wówczas przychodziło - pieniądze, podróże, świat.
Więcej byłem za granicą niż z Nią...

Wzięliśmy ślub. Po kilku latach.
To nie tak, że byłem złym mężem. Ale...nie, nie byłem najlepszym. Na pewno.
Bo...wciąż nie ceniłem tego, co mam.
A Ona była najlepszym co mnie w życiu spotkało.

W międzyczasie była Jej choroba (bardzo poważna), po długich staraniach urodził się nam wspaniały syn.
Nie, ojcem na pewno nie byłem złym. Bo Mały to oczko w głowie taty.
Ale - wciąż nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.

Znów wyjechałem. Uznałem, że większe pieniądze są ważniejsze niż bycie z Nimi. Że wynagrodzą im to.

Znalazła sobie kogoś.

Nie, nie mam prawa mieć o to do Niej pretensji. Przez te 15 lat większość tego czasu byłem poza domem (poza krajem), nie poświęcałem Jej tyle czasu na ile zasługiwała, nie rozumiałem, że mam największy skarb jaki można mieć w życiu: kogoś, kto Cię kocha nie za to jaki jesteś, ale za to, że po prostu jesteś.

Chciała rozwodu, więc pamiętając o tym co powyżej - zgodziłem się.

Zostawił Ją.

Dziś - próbujemy wszystko poskładać.
Na szczęście rozwód zdążyliśmy jeszcze odkręcić.
Chodzimy do psychologa - na razie każde oddzielnie, ale już niedługo pierwsze sesje razem.

Kocham Ją.
Po 15 latach wreszcie to zrozumiałem.
Po raz pierwszy nie mówię tych słów do Niej ot, tak, by one padały.

Kocham Ją. Po prostu za to, że jest.

Ale też kocham Jej śliczne zielone oczy ze złotymi plamkami słońca, kształt Jej ust kiedy się uśmiecha, to jak zarzuca głową kiedy niesforny wiatr koniecznie chce wepchnąć Jej włosy tak by nic nie widziała, to jak wydyma wargi kiedy oddycha we śnie, to jak sobie radzi ze wszystkim, to jaka jest i za to jaka będzie.

Kocham Ją.

Powiedziałeś jej to?

23 413 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-12 11:18:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

W kwestii ubierania czy tam wyglądu i jego znaczenia jeżeli chodzi o nasze samopoczucie to ktoś ostatnio mi powiedział, że można zacząć od wyglądu, psychiki lub ducha i dojdzie się do tego samego. Taka luźna myśl.


Jak tam różowy cień?
Świetnie smile

Ponoć nasza podświadomość potrafi wywołać chorobę, ból itd żeby tylko nas ochronić, w swój znany sposób. Bo tylko taki schemat ma w zanadrzu na ten przykład.

Ciekawe, co ja wczoraj miałam na myśli pisząc "a jeszcze" - któż to wie wink

Myślę, że od wyglądu można, ale to troszkę na siłę bywa. Mogłam sobie kupić czerwoną bluzkę i jej nie wyciągać wink Różowy OK smile Z chorobami się zgadzam, sama widzę, jak inni mając problemy, nie potrafiąc się dogadać po ludzku z adwersarzem, nawet nie wiedzą, że jakiś problem po prostu sami wywołują. Nie mówię, że to zawsze jest jedyna przyczyna, ale zestresowany organizm musi jakoś odreagować, a jeśli my sami nie dajemy mu takiej możliwości w ten czy inny zdrowy sposób - to zaczynamy się "rozkładać". Jeśli zrobi sie porządek ze stresem, to po czasie w rezultacie, albo się okazujemy okazem zdrowia, albo pozostają tylko te doległiwości, które faktycznie mają podstawy inne niż psychosomatyczne.
smile

Przyznam, że też się nad tym zastanawiałam smile
To jest zapowiedz innych, nowych rzeczy, wydarzeń, przygód, doświadczeń, wrażeń smile
(Tak przypuszczam smile )

Ja to sobie myślę tak, że organizm się buntuje jak ciało i psyche to taki "Paweł i Gaweł". I tutaj mam na myśli to co mamy zakodowane podświadomie i to co jest racjonalne. I tak sobie myślę, że stres to może być objaw tego konfliktu, a co dalej ze stresem to już wiemy.

23 414

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Gdy zmieniłam środowisko stres w pracy i w życiu prywatnym spowodował, że bardzo dużo schudłam. Nosiłam rozmiar 36 ale ciągle czułam się za mało szczupła. Wycieńczyłam swój organizm pracą i wyglądałam koszmarnie. W końcu gdy trochę życie mi się uspokoiło zaczęłam tyć. Byłam już wtedy z moim mężem. Doszłam do rozmiaru 42 i czułam do siebie obrzydzenie. Wzięłam się za siebie i schudłam znowu do rozmiaru 36. Niby czułam się dobrze ale np. nie mogłam patrzeć na swoje zdjęcia bo uważałam, że jestem gruba.

Wiesz co, przypomniałaś mi, jak po rozstaniu z pierwszym "m" zaczęłam chudnąć - prawie dla sportu to robiłam sad Jak doszłam do wagi 59 kg (przy wzroście 178 cm i raczej mocnej budowie ciała) - to .... straciłam całą chęć do uśmiechu. Zrobiłam się tak smuuuuutna, że się sama na siebie wkurzyłam! I dobrze smile
A teraz nie mam problemu z chodzeniem w krótkich dzinsowych spodenkach, bo nie mam powodu smile A cellulitis podobno każdy ma, wystarczy, żebym dbała o to, żeby nie był mega widoczny wink Mam 41 lat i jestem z siebie zadowolona smile

I tak ma być smile

23 415

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A!
Zawściekłam sie wczoraj.
Za tydzień bąble mają czwarte urodzinki.
Wiadomo, widuję tego jeszcze męża dośc często z racji opieki nad dziećmi właśnie. Poprosiłam o numer telefonu do chrzestnego jednej z bliźniaczek, bo mam tylko do żony a miło by było zadzwonić wprost do niego z zaprosinamy na dmuchanie świeczek. Przepraszam za brzydkie słowa! Men... powiedział, że "ale wiesz, K mnie uprzedził już, że on w przyszłym tygodniu nie może i że zostawi prezent u mnie". Hm... Mówię "daj mi numer telefonu, to jest sprawa pomiędzy mną a K i z nim będę rozmawiać, nie z tobą". "Ale Ci przecież mówię" - on. "Ale czy problemem jest numer telefonu? Jeśli tak, zadzwonię do żony i dostanę" odpowiadam. Dodałam - "nie rozumiem, czego się boisz, czyżbyś czegokolwiek nagadał, że obawiasz się, że ktoś teraz będzie miał możliwość skonfrontowania tego z rzeczywistością?" Dał przyparty do muru, ale mina nieziemska.
Siedzę tak potem i czuje jak mi coraz bardziej przykro. No tak, chrzestny, to jego przyjaciel, od lat, pewnie uznał, że nie chce mieć jednak ze mną do czynienia, ale do jaśnistej - dziecko niczemu nie winne. Poza tym jeśli taką decyzję podjął, to do cholery powinien oznajmić ją mnie i sprawę rozwiązać dobrze dla dobra dziecka! I że nie zgadzam się na przekazywanie prezentów przez kogoś, bo dziecko po 5 minutach zapomni od kogo to było, a tym  bardziej, że nawet na ulicy nie rozpozna! A tak robi jaśnie tatuś z własnymi dziećmi - wysługuje się innymi - nawiasem mówiąc.
Zebrałam się w sobie, przemyślałam, dzwonię (nie mam co odkładać rozmowy, nawet jeśli ma być dla mnie przykra) - no trudno.
"Bardzo sie cieszę, dziękuję za zaproszenie. Ale to minęło, nie?  Co prawda mam 3 zmianę, ale przecież to na 22.00 a tyle u maluchów przecież goście nie będą siedzieć, bo one nie wytrzymają, prawda? Z chęcią i z G (żoną) wpadniemy - bo fakt, dawno się nie widzieliśmy. A możesz mi zasugerować, co by mała najbardziej chciała, o czym marzy?"

Żadnego problemu z przyjściem na urodziny nie ma. Wredna małpa zabawia się chyba w chęć kontrolowania mnie i dalsze wredne manipulanctwo. Cieszę się, że od razu zadzwoniłam. I zaraz też zadzwoniłam do psiapsióły wyładować frustrację na małpę, przez którą się zdenerowałam.
Kiedyś gnębiłabym się dniami zanim bym zadzwoniła. Z góry założyłabym, że ktoś nie chce ze mną rozmawiać, przebywać w moim towarzystwie. A potem - zanim bym się wyżaliła komukolwiek, w tym przyjaciółce w szczególności - to by kolejne dni minęły. Na szczęście się nie zagnębiłam tym razem.

Co nie zmienia faktu, ze to wredna małpa jest! Grrrr!

23 416

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

I tak ma być smile

Hyhyhy - Hm - chodzi Ci że wiek tak ma być, czy zadowolenie? tongue
Bo wiesz, co tu kryć, zegara to nie wstrzymam, a kłamać nigdy nie potrafiłam wink

No, tym optymistycznym akcentem praktycznie można by weekend zacząć smile

23 417

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Tak jak inni, którzy, jednak nie są gotowi jeszcze choćby na próbę rozmowy. Wiem, że ciężko się jest pozbyć własnych złudzen o własnej sytuacji, że rozjątrzanie się ww własnym bólu bywa takie sadystycznie miłe niekiedy.... sad Ale na dłuższą metę - ale to kompletnie nic nie daje. NIC.
A ta dłuższa, to podobno 6 tygodni smile

Nie Bags? smile Taka wersja akceptowalnego czasu żałoby chyba u nas na 36 chodziła, o ile dobrze sobie przypominam? No - maks 2 miesiące wink

Oj chyba nawet szybciej, bo tam taki świeżak z miejsca dostawał "receptę", co będzie się działo prawdopodobnie dalej w Jego związku. Najczęściej jednak diagnoza była słuszna. Poza tym w 36 zebrała się elita "okrągłego stołu",  debatując zaciekle o "wszystkiem i niczem" i tworząc "dzienniki ustaw" dla nowicjuszy.

Takie grzebanie się we własnym piekiełku i odgrażanie Innym, że "co Wy możecie wiedzieć? Nie macie racji, bo u mnie było i jest inaczej" prowadzi prędzej czy później do tego, że człowiek i tak dochodzi do ściany w psychologicznej - nieświadomie początkowo - próbie ratowania czegoś, czego nie ma.

23 418

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Even - nie osiągniesz stanu zadowolenia.
Do czego zmierzasz??????? Do tego, żeby ubrania kupować jedynie w sklepie dziecięcym? Bo innych profitów z tego nie będzie. Ceny wcale nie są niższe, w dodatku wzory i kolory dziecinne - a Ty chcesz być traktowana jak dziecko, czy jak osoba dorosła?
Po co, na co, komu - to katowanie i biczowanie się?
Sobie? Przecież i tak nie jesteś zadowolona....

A jedzenie jest często kolorowe, zdrowe i smaczne smile I odpowiednio skomponowane daje i energię i chęci i uśmiech smile Czemu sobie chcesz tego odmawiać?

Nie wiem, Żabko. Jakoś tak wychodzi, że nie mogę się uwolnić od myśli o jedzeniu i wadze. Ale teraz już nie szaleję z tym aż tak. Jakoś sobie i z tym poradzę, bo jaki mam wybór... Chociaż kaliber problemu jest cięższy, bo mocno zakotwiczony. Pamiętam, że kalorie liczyłam już jako mała dziewczynka i próbowałam tak zorganizować dzień żeby mieć na jedzenie mało czasu.

Czekaj, czekaj.
Jaki masz wybór?
A no taki, że możesz się katować psychicznie, czyli dążyć do ideału kt?rego nie ma, i tutaj masz swój przykład. Czy ważysz 100kg cz 10dag i tak nie jest dobrze. I fizycznie wtedy katujesz się również. Albo jesz, bo to jest potrzebne do życia, zdrowo, racjonalnie, wykluczając rzeczy, których nie musisz, bo doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że zdrowe nie są i doskonale wiesz jakie to są rzeczy i one właśnie do życia potrzebne nie są.
Co wybierasz?
Głodzenie jest gorsze od jedzenia regularnie akuratnych, nie za dużych porcji. Wiesz o tym? Głodzenie a potem jedzenie powoduje, że tyjesz dwukrotnie. Tego chcesz? Zastanów się?
I czy to głodzenie nie daje Ci iluzorycznie jakiejś innej satysfakcji? Bo sama widzisz, że tylko w danym momencie kiedy nie zjesz czujesz się dobrze. Więc? O co chodzi?
Zastanów się po co Ci ta krzywda?
Bo to, że na tę chwilę nie potrafisz inaczej to już wiemy.

I tak musisz analizować sobie każdą rzecz którą robisz. smile

23 419

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Tak jak inni, którzy, jednak nie są gotowi jeszcze choćby na próbę rozmowy. Wiem, że ciężko się jest pozbyć własnych złudzen o własnej sytuacji, że rozjątrzanie się ww własnym bólu bywa takie sadystycznie miłe niekiedy.... sad Ale na dłuższą metę - ale to kompletnie nic nie daje. NIC.
A ta dłuższa, to podobno 6 tygodni smile

Nie Bags? smile Taka wersja akceptowalnego czasu żałoby chyba u nas na 36 chodziła, o ile dobrze sobie przypominam? No - maks 2 miesiące wink

Oj chyba nawet szybciej, bo tam taki świeżak z miejsca dostawał "receptę", co będzie się działo prawdopodobnie dalej w Jego związku. Najczęściej jednak diagnoza była słuszna. Poza tym w 36 zebrała się elita "okrągłego stołu",  debatując zaciekle o "wszystkiem i niczem" i tworząc "dzienniki ustaw" dla nowicjuszy.

Takie grzebanie się we własnym piekiełku i odgrażanie Innym, że "co Wy możecie wiedzieć? Nie macie racji, bo u mnie było i jest inaczej" prowadzi prędzej czy później do tego, że człowiek i tak dochodzi do ściany w psychologicznej - nieświadomie początkowo - próbie ratowania czegoś, czego nie ma.

Fakt - prowadzi. Szkoda marnować jednak czas na rażące przedłużające się później.... Naprawdę. Lepiej zainwestować w siebie.

23 420 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-12 11:14:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:
Even napisał/a:

Hm....

Zadanie, które zadałaś teraz wywodzi się z zadania, które zadałaś mi wcześniej smile

smile

I na tym spacerze będziesz sobie afirmować. Co chcesz na początek?
I ten spacer codziennie smile

Jeszcze spacer może by obleciał [ przynajmniej na początku ; ) ] Ale ta afirmacja to już za wysokie progi wink

Wycofujesz się?
Za wysokie progi bo?

23 421

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Even napisał/a:

Nie wiem, Żabko. Jakoś tak wychodzi, że nie mogę się uwolnić od myśli o jedzeniu i wadze. Ale teraz już nie szaleję z tym aż tak. Jakoś sobie i z tym poradzę, bo jaki mam wybór... Chociaż kaliber problemu jest cięższy, bo mocno zakotwiczony. Pamiętam, że kalorie liczyłam już jako mała dziewczynka i próbowałam tak zorganizować dzień żeby mieć na jedzenie mało czasu.

I pewnie warto poszukać przyczyny? Że odmawiasz sobie uśmiechu i zadowolenia... Wiesz, "to" się często tu przewija w postach... Ale najwartościowsze są wnioski własne - bo wypracowane własną pracą.  Właśnie warto poszukać, gdzież tą kotwicę ciągle zarzucasz. Bo nawet jeśli przestaniesz kontrolować wagę, kalorie i jedzenie - to zamienisz to na kontrolowanie czegoś innego, co w efekcie będzie Ci utrudniać znalezienie zadowolenia....
?
Dobrze wiesz, bo napewno nie nawet setna Ci mówię, że w tym rozmiarze problemu z jedzeniem nie ma. Z wagą tym bardziej. Tylko co ja mówię, skoro gdyby w sklepie były rozmiary 28 (i nie chodzi o spodnie tongue ), to Ty byś do tego rozmiaru dążyła. Czy to naprawdę takie miłe - widzieć w lustrze każdą dobrze widoczną kość swojego ciała? Co w życiu powinno dawać satysfakcję - rozmiar na metce czy może dobre samopoczucie w obcowaniu ze sobą? A obcowanie ze sobą w dużo mniejszym stopniu polega na cielesności... Na moje...
Albo inaczej. A przepraszam - a Ty nie masz żadnych innych zainteresowań niż wartość kaloryczna lista sałaty?
Nie jakoś sobie poradzisz! Poradzisz sobie sama - jeśli będziesz tego chciała. Nie ma sensu samej sobie piętrzyć problemów bez problemu....?

Właśnie.
A jak zdarzy się wypadek lub choroba, a ciało ulegnie deformacji, co wtedy? Śmierć?

23 422

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Adela

Wiesz, że to co napisałaś, że jak kogoś polubisz to do końca, a jak nie fo nie to mi się takie, przepraszam za słowo, niedojrzałe wydaje. Bo jak to tak? Mimo krzywd, mimo łez? I terazbto by Lemona wypadało posłuchać "Napraw".

O żesz Cię! Aż wysypki dostałam smile tongue

smile

23 423 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-12 11:26:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tango dla dwojga napisał/a:

Jesteśmy razem niemal 15 lat. Czasem żartuję, że nie dałem Jej szansy poznania kogoś lepszego, gdyż byłem pierwszym facetem...
Ja...nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała... Cholera, za łatwo mi wszystko wówczas przychodziło - pieniądze, podróże, świat. Więcej byłem za granicą niż z Nią...

Wzięliśmy ślub. Po kilku latach... To nie tak, że byłem złym mężem. Ale...nie, nie byłem najlepszym. Na pewno.
Bo...wciąż nie ceniłem tego, co mam. A Ona była najlepszym co mnie w życiu spotkało.

W międzyczasie była Jej choroba (bardzo poważna), po długich staraniach urodził się nam wspaniały syn.
Nie, ojcem na pewno nie byłem złym. Bo Mały to oczko w głowie taty.
Ale - wciąż nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.
Znów wyjechałem. Uznałem, że większe pieniądze są ważniejsze niż bycie z Nimi. Że wynagrodzą im to.

Znalazła sobie kogoś.

Nie, nie mam prawa mieć o to do Niej pretensji. Przez te 15 lat większość tego czasu byłem poza domem (poza krajem), nie poświęcałem Jej tyle czasu na ile zasługiwała, nie rozumiałem, że mam największy skarb jaki można mieć w życiu: kogoś, kto Cię kocha nie za to jaki jesteś, ale za to, że po prostu jesteś.

Chciała rozwodu, więc pamiętając o tym co powyżej - zgodziłem się.

Zostawiłem Ją.

Dziś - próbujemy wszystko poskładać. Na szczęście rozwód zdążyliśmy jeszcze odkręcić.
Chodzimy do psychologa - na razie każde oddzielnie, ale już niedługo pierwsze sesje razem.
Kocham Ją.
Po 15 latach wreszcie to zrozumiałem.
Po raz pierwszy nie mówię tych słów do Niej ot, tak, by one padały.
Kocham Ją. Po prostu za to, że jest.

Wcześniej też była!!! hmm
Jakoś z doświadczenia i autopsji odwrotnego układu jak u Ciebie, zastanawia zapewne nie tylko mnie tu wiele kwestii. Począwszy od podkreślonych zdań, przez egoizm a na terapeutycznej sprawie skończywszy. Nie wiem czego DALEJ jest w Tobie więcej - egoizmu czy cynizmu (gdzie znałeś niby cenę wszystkiego a nie znałeś jego wartości).
Pogrubienie to kwintesencja udanego związku...

23 424

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A!
Zawściekłam sie wczoraj.
Za tydzień bąble mają czwarte urodzinki.
Wiadomo, widuję tego jeszcze męża dośc często z racji opieki nad dziećmi właśnie. Poprosiłam o numer telefonu do chrzestnego jednej z bliźniaczek, bo mam tylko do żony a miło by było zadzwonić wprost do niego z zaprosinamy na dmuchanie świeczek. Przepraszam za brzydkie słowa! Men... powiedział, że "ale wiesz, K mnie uprzedził już, że on w przyszłym tygodniu nie może i że zostawi prezent u mnie". Hm... Mówię "daj mi numer telefonu, to jest sprawa pomiędzy mną a K i z nim będę rozmawiać, nie z tobą". "Ale Ci przecież mówię" - on. "Ale czy problemem jest numer telefonu? Jeśli tak, zadzwonię do żony i dostanę" odpowiadam. Dodałam - "nie rozumiem, czego się boisz, czyżbyś czegokolwiek nagadał, że obawiasz się, że ktoś teraz będzie miał możliwość skonfrontowania tego z rzeczywistością?" Dał przyparty do muru, ale mina nieziemska.
Siedzę tak potem i czuje jak mi coraz bardziej przykro. No tak, chrzestny, to jego przyjaciel, od lat, pewnie uznał, że nie chce mieć jednak ze mną do czynienia, ale do jaśnistej - dziecko niczemu nie winne. Poza tym jeśli taką decyzję podjął, to do cholery powinien oznajmić ją mnie i sprawę rozwiązać dobrze dla dobra dziecka! I że nie zgadzam się na przekazywanie prezentów przez kogoś, bo dziecko po 5 minutach zapomni od kogo to było, a tym  bardziej, że nawet na ulicy nie rozpozna! A tak robi jaśnie tatuś z własnymi dziećmi - wysługuje się innymi - nawiasem mówiąc.
Zebrałam się w sobie, przemyślałam, dzwonię (nie mam co odkładać rozmowy, nawet jeśli ma być dla mnie przykra) - no trudno.
"Bardzo sie cieszę, dziękuję za zaproszenie. Ale to minęło, nie?  Co prawda mam 3 zmianę, ale przecież to na 22.00 a tyle u maluchów przecież goście nie będą siedzieć, bo one nie wytrzymają, prawda? Z chęcią i z G (żoną) wpadniemy - bo fakt, dawno się nie widzieliśmy. A możesz mi zasugerować, co by mała najbardziej chciała, o czym marzy?"

Żadnego problemu z przyjściem na urodziny nie ma. Wredna małpa zabawia się chyba w chęć kontrolowania mnie i dalsze wredne manipulanctwo. Cieszę się, że od razu zadzwoniłam. I zaraz też zadzwoniłam do psiapsióły wyładować frustrację na małpę, przez którą się zdenerowałam.
Kiedyś gnębiłabym się dniami zanim bym zadzwoniła. Z góry założyłabym, że ktoś nie chce ze mną rozmawiać, przebywać w moim towarzystwie. A potem - zanim bym się wyżaliła komukolwiek, w tym przyjaciółce w szczególności - to by kolejne dni minęły. Na szczęście się nie zagnębiłam tym razem.

Co nie zmienia faktu, ze to wredna małpa jest! Grrrr!

Warto zapytać małpę po co ta intryga? Bo sam coś dziecku odbiera izolując chrzestnych. Zdaje mi się, że to jego pomysł był. Bo mu gupio jest, małpie znaczy.
Nie można na małpie polegać jak sama zauważyłaś.
Sytuacja elegancjo załatwiona.
Nie dość że drewnialdo to jeszcze małpa.

23 425

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

I tak ma być smile

Hyhyhy - Hm - chodzi Ci że wiek tak ma być, czy zadowolenie? tongue
Bo wiesz, co tu kryć, zegara to nie wstrzymam, a kłamać nigdy nie potrafiłam wink

No, tym optymistycznym akcentem praktycznie można by weekend zacząć smile

Zadowolenie, bo reszta przemija. smile

23 426

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Even napisał/a:

Nie wiem, Żabko. Jakoś tak wychodzi, że nie mogę się uwolnić od myśli o jedzeniu i wadze. Ale teraz już nie szaleję z tym aż tak. Jakoś sobie i z tym poradzę, bo jaki mam wybór... Chociaż kaliber problemu jest cięższy, bo mocno zakotwiczony. Pamiętam, że kalorie liczyłam już jako mała dziewczynka i próbowałam tak zorganizować dzień żeby mieć na jedzenie mało czasu.

I pewnie warto poszukać przyczyny? Że odmawiasz sobie uśmiechu i zadowolenia... Wiesz, "to" się często tu przewija w postach... Ale najwartościowsze są wnioski własne - bo wypracowane własną pracą.  Właśnie warto poszukać, gdzież tą kotwicę ciągle zarzucasz. Bo nawet jeśli przestaniesz kontrolować wagę, kalorie i jedzenie - to zamienisz to na kontrolowanie czegoś innego, co w efekcie będzie Ci utrudniać znalezienie zadowolenia....
?
Dobrze wiesz, bo napewno nie nawet setna Ci mówię, że w tym rozmiarze problemu z jedzeniem nie ma. Z wagą tym bardziej. Tylko co ja mówię, skoro gdyby w sklepie były rozmiary 28 (i nie chodzi o spodnie tongue ), to Ty byś do tego rozmiaru dążyła. Czy to naprawdę takie miłe - widzieć w lustrze każdą dobrze widoczną kość swojego ciała? Co w życiu powinno dawać satysfakcję - rozmiar na metce czy może dobre samopoczucie w obcowaniu ze sobą? A obcowanie ze sobą w dużo mniejszym stopniu polega na cielesności... Na moje...
Albo inaczej. A przepraszam - a Ty nie masz żadnych innych zainteresowań niż wartość kaloryczna lista sałaty?
Nie jakoś sobie poradzisz! Poradzisz sobie sama - jeśli będziesz tego chciała. Nie ma sensu samej sobie piętrzyć problemów bez problemu....?

Właśnie.
A jak zdarzy się wypadek lub choroba, a ciało ulegnie deformacji, co wtedy? Śmierć?

Czasem patrzymy na Nasze życie za bardzo z profilu, że tylko jeden góra dwa rozwiązane "fundamentalne" problemy załatwią całokształt... Nie mniej jednak tam gdzie kończy się taka potłuczona obserwacyjna teoria, zaczyna się praktyka poszerzonych horyzontów, którą dobitnie można odczuć na własnej skórze po konfrontacji z nią. Zazwyczaj na własne życzenie.

23 427 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-12 11:47:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bagsiu, czy Ty mnie czasem nie obrażasz? tongue

23 428

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Bagsiu, czy Ty mnie czasem nie obrażasz? tongue

Co to to nie. Jak bym w ogóle śmiał...

23 429

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Warto zapytać małpę po co ta intryga? Bo sam coś dziecku odbiera izolując chrzestnych. Zdaje mi się, że to jego pomysł był. Bo mu gupio jest, małpie znaczy.
Nie można na małpie polegać jak sama zauważyłaś.
Sytuacja elegancjo załatwiona.
Nie dość że drewnialdo to jeszcze małpa.

Uważam że nie warto jednak HM - żmija się zacznie ślizgać, mogę zostać z wylinką w ręce i musieć to jeszcze do kosza na śmieci uprzątać, ręce domywać - zbędne zabiegi smile Więcej mam satysfakcji z tego, że zamiast memlać w sobie, zadzwoniłam praktycznie od razu i nawet bez pytań czy coś jest na rzeczy - uświadomiłam sobie samej, że z ich strony - nic. I że zamiast wściekać się bezproduktywnie sama w chałupce - wnerwa opowiedziałam komuś zaufanemu, mówiąc co na ten temat uważam. Bo że ja mam problem z emocjami wiem, więc czas się problemowi przyjrzeć i nim zająć smile
Natomiast nie zapomnę, bo to już drugi bodajże raz, wcześniej przy przeprowadzce chciałam telefon do innego kolegi, który remontami się zajmuje, bo chodziło mi o elektrykę. Oczywista nie dał, pomimo ponawiania prośby, argumentując, że chłopak pracuje w W-wie i rzadko jest w domu (mieszka blok obok mnie). Wtedy zamknęłam buzię, przykro mi było, chłopaka namierzyć po mieszkaniach nie chciałam (100 rodzin w bloku smile ), na szczęście znajomych mam mnóstwo i nie było problemu dogadać się z sympatycznym fachowcem smile. Ale wtedy przełknęłam, nie dochodziłam się i wiem, że mi za długo przykro było. Po prostu wredne drewnialdo chce mnie odseparować. Dalsze tego typu zachowania, szczególnie przeciwko dzieciom, będą argumentem w sądzie.

23 430

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

I tak ma być smile

Hyhyhy - Hm - chodzi Ci że wiek tak ma być, czy zadowolenie? tongue
Bo wiesz, co tu kryć, zegara to nie wstrzymam, a kłamać nigdy nie potrafiłam wink

No, tym optymistycznym akcentem praktycznie można by weekend zacząć smile

Zadowolenie, bo reszta przemija. smile

Może "nabiera mocy"? tongue hihihihi smile

23 431

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

Bagsiu, czy Ty mnie czasem nie obrażasz? tongue

Co to to nie. Jak bym w ogóle śmiał...

Śmieję się, bo po prostu piszesz tak skomplikowanym językiem nieraz, że przyznam, że się głowię smile

23 432

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Warto zapytać małpę po co ta intryga? Bo sam coś dziecku odbiera izolując chrzestnych. Zdaje mi się, że to jego pomysł był. Bo mu gupio jest, małpie znaczy.
Nie można na małpie polegać jak sama zauważyłaś.
Sytuacja elegancjo załatwiona.
Nie dość że drewnialdo to jeszcze małpa.

Uważam że nie warto jednak HM - żmija się zacznie ślizgać, mogę zostać z wylinką w ręce i musieć to jeszcze do kosza na śmieci uprzątać, ręce domywać - zbędne zabiegi smile Więcej mam satysfakcji z tego, że zamiast memlać w sobie, zadzwoniłam praktycznie od razu i nawet bez pytań czy coś jest na rzeczy - uświadomiłam sobie samej, że z ich strony - nic. I że zamiast wściekać się bezproduktywnie sama w chałupce - wnerwa opowiedziałam komuś zaufanemu, mówiąc co na ten temat uważam. Bo że ja mam problem z emocjami wiem, więc czas się problemowi przyjrzeć i nim zająć smile
Natomiast nie zapomnę, bo to już drugi bodajże raz, wcześniej przy przeprowadzce chciałam telefon do innego kolegi, który remontami się zajmuje, bo chodziło mi o elektrykę. Oczywista nie dał, pomimo ponawiania prośby, argumentując, że chłopak pracuje w W-wie i rzadko jest w domu (mieszka blok obok mnie). Wtedy zamknęłam buzię, przykro mi było, chłopaka namierzyć po mieszkaniach nie chciałam (100 rodzin w bloku smile ), na szczęście znajomych mam mnóstwo i nie było problemu dogadać się z sympatycznym fachowcem smile. Ale wtedy przełknęłam, nie dochodziłam się i wiem, że mi za długo przykro było. Po prostu wredne drewnialdo chce mnie odseparować. Dalsze tego typu zachowania, szczególnie przeciwko dzieciom, będą argumentem w sądzie.

A wiesz, że masz rację.
Od żmij lepiej z daleka się trzymać.
Jedyny wniosek to załatwiać sobie wszystko we własnym zakresie bez udziału małpy.
Przemyślałam to sobie.
A argument twardy, oj twardy.
Nie ma co jątrzyć w...

23 433

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Hyhyhy - Hm - chodzi Ci że wiek tak ma być, czy zadowolenie? tongue
Bo wiesz, co tu kryć, zegara to nie wstrzymam, a kłamać nigdy nie potrafiłam wink

No, tym optymistycznym akcentem praktycznie można by weekend zacząć smile

Zadowolenie, bo reszta przemija. smile

Może "nabiera mocy"? tongue hihihihi smile

Uprawomacnia się czy też uprawomocnia? smile

23 434

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Zadowolenie, bo reszta przemija. smile

Może "nabiera mocy"? tongue hihihihi smile

Uprawomacnia się czy też uprawomocnia? smile

smile smile smile A nie wiem smile smile smile
Ważne że przybite i z pełną mocą ważne wink

23 435

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Może "nabiera mocy"? tongue hihihihi smile

Uprawomacnia się czy też uprawomocnia? smile

smile smile smile A nie wiem smile smile smile
Ważne że przybite i z pełną mocą ważne wink

I tego się trzymajmy smile

23 436

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

bags

Partner był dla Ciebie jak narkotyk. Waszą separację/rozstanie odbierasz jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Cię paradoksalnie uzależniło od wirujących emocji szalejących wokół Twojego partnera. Byłaś "na haju". Teraz jest czas, byś zaczęła swoje życie od nowa... z dala od takich "używek".
Związek to partnerstwo i pozwolenie wzajemne na bycie sobą a nie dyktatorskie życie w klatce. Dyktatura w związku to nie jest prawdziwa miłość, to substytut miłości w jedną stronę - do siebie.


DOKLADNIE tak sie czuje....jak na odwyku....trafione w 100%....wkoncu ktos to potrafisz nazwac!!! Zawsze mialam zmienne nastroje...jednego dnia bylo dobrze...bo miedzy nami sie ukladalo...drugiego zle, bo miedzy nami bylo zle...moj humor zalezal od niego...wszystko zalezalo od niego...a bylam kiedys silna kobieta...bylam wiem, bo nie jedno przeszlam i wkoncu w efekcie z kazdej porazki wyszlam...bogatsza o doswiadczenie...a ja pozwolilam mu do siebie wrocic tylerazy...za kazdym razem obiecywalam sobie, ze to ostatni raz...a i tak wrocilam...i tak...jestem na odwyku...to idealne okreslenie! Chcialabym sie wkoncu"wyleczyc"...byc silna kobieta znow...i wkoncu raz na zawsze skonczyc z tym"nalogiem"...nie wiem jakie to ma podloze...moze takie, ze u mnie w domu nigdy nie bylo stabilnosci....ciagle wahania...i czegos takiego moze w zyciu szukam..bo nie wiem jak to jest gdy jest normalnie...gdy jest BEZPIECZNIE...jka to jest? Dlaczego wszedzie wesze podstep....nie...obiecuje sobie....juz nigdy nie pozwole by ktos trafil w moje serce...ale w glebi ducha chce byc szczesliwa...tak prawdziwie szczesliwa...jaki srodek znalezc zeby wyjsc z tego"nalogu"...jka postepowac kiedy on wroci(bo wroci wiem o tym znam go)i powiedziec nie...to koniec, ale juz definitywnie...kiedy teskni sie za nim, jego objeciami...musi byc do cholery jasnej jakis zloty srodek!

23 437

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kocha sie za bardzo wtedy kiedy człowiek przywiązuję sie bardzo do wszystkiego, do zapachów, do klimatu, do symboli...jak ktoś stworzy ci taki idealny świat, wtedy się jakby asymilujesz z tym , chcesz do tego wracać...a nawet jak sa jakieś złe bodźce to potrafisz je zignorować, byle tylko żeby było to wszystko w całości...Niektórzy mówią o osobowości bierno - zależnej, która godzi się na coś złego, w obawie że straci Tę iluzję miłości.....

23 438

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Adelawarszawa
Wiesz, zastanawiam się, kiedy jeszcze do nas zajrzysz.... Czy w ogóle? Czy spróbujesz znaleźć pomoc w realu?
Bo zostając w swoim jedynie towarzystwie i swoich lęków, bólu - nie dajesz sobie szansy na poprawę własnego zdania o swoim życiu, przyszłości.

Tak jak inni, którzy, jednak nie są gotowi jeszcze choćby na próbę rozmowy. Wiem, że ciężko się jest pozbyć własnych złudzen o własnej sytuacji, że rozjątrzanie się ww własnym bólu bywa takie sadystycznie miłe niekiedy.... sad Ale na dłuższą metę - ale to kompletnie nic nie daje. NIC.
A ta dłuższa, to podobno 6 tygodni smile

Nie Bags? smile Taka wersja akceptowalnego czasu żałoby chyba u nas na 36 chodziła, o ile dobrze sobie przypominam? No - maks 2 miesiące wink

Chce znalezc pomoc w realu...szukam tej pomocy tylko nie wiem gdzie...bo nie chce caly czas tkwic w jednym punkcie...a robie to od kilku lat...chce go skreslic...serce kloci sie z rozumem...ja jestem gotowa na rozmowe...chce o tym rozmawiac...bo chce znalezc zloty srodek na moj bol...mowi sie, ze "zaloba" bo zwiazku trwa dwa razy tyle co sam zwiazek...tylko ja nie bede tego"zwiazku" liczyla x2...bo to sei ciagnelo bardzo dlugo...musi byc jakis spob zebym z tego wyszla...

23 439

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Adela

Wiesz, że to co napisałaś, że jak kogoś polubisz to do końca, a jak nie to nie to mi się takie, przepraszam za słowo, niedojrzałe wydaje. Bo jak to tak? Mimo krzywd, mimo łez? I teraz to by Lemona wypadało posłuchać "Napraw".

Mimo krzywd mimo lez...to jest jak swiadome katowanie...tak chyba robia chorzy psychicznie...nie wiem jka mam to nazywac...

23 440

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Adelawarszawa napisał/a:

bags

Partner był dla Ciebie jak narkotyk. Waszą separację/rozstanie odbierasz jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Cię paradoksalnie uzależniło od wirujących emocji szalejących wokół Twojego partnera. Byłaś "na haju". Teraz jest czas, byś zaczęła swoje życie od nowa... z dala od takich "używek".
Związek to partnerstwo i pozwolenie wzajemne na bycie sobą a nie dyktatorskie życie w klatce. Dyktatura w związku to nie jest prawdziwa miłość, to substytut miłości w jedną stronę - do siebie.


DOKLADNIE tak sie czuje....jak na odwyku....trafione w 100%....wkoncu ktos to potrafisz nazwac!!! Zawsze mialam zmienne nastroje...jednego dnia bylo dobrze...bo miedzy nami sie ukladalo...drugiego zle, bo miedzy nami bylo zle...moj humor zalezal od niego...wszystko zalezalo od niego...a bylam kiedys silna kobieta...bylam wiem, bo nie jedno przeszlam i wkoncu w efekcie z kazdej porazki wyszlam...bogatsza o doswiadczenie...a ja pozwolilam mu do siebie wrocic tylerazy...za kazdym razem obiecywalam sobie, ze to ostatni raz...a i tak wrocilam...i tak...jestem na odwyku...to idealne okreslenie! Chcialabym sie wkoncu"wyleczyc"...byc silna kobieta znow...i wkoncu raz na zawsze skonczyc z tym"nalogiem"...nie wiem jakie to ma podloze...moze takie, ze u mnie w domu nigdy nie bylo stabilnosci....ciagle wahania...i czegos takiego moze w zyciu szukam..bo nie wiem jak to jest gdy jest normalnie...gdy jest BEZPIECZNIE...jka to jest? Dlaczego wszedzie wesze podstep....nie...obiecuje sobie....juz nigdy nie pozwole by ktos trafil w moje serce...ale w glebi ducha chce byc szczesliwa...tak prawdziwie szczesliwa...jaki srodek znalezc zeby wyjsc z tego"nalogu"...jka postepowac kiedy on wroci(bo wroci wiem o tym znam go)i powiedziec nie...to koniec, ale juz definitywnie...kiedy teskni sie za nim, jego objeciami...musi byc do cholery jasnej jakis zloty srodek!

Nie wiesz jak to jest i nie potrafisz być może tej stabilizacji podświadomie stworzyć. Wiesz jak to powinno wyglądać, a mimo to trzymasz się utartego schematu, takiego jaki znasz.
To trudne. Musisz sama przekonać siebie co dla Ciebie dobre.
Co jest dla Ciebie dobre?
I jeśli chcesz trzymać się tego co dla Ciebie dobre musisz być uparta jak osioł. I będziesz się setki razy sama przekonywała, żeby wrócić do starego, znanego i będziesz sobie wmawiać, racjonalizować.
Gdybyś wszystko czytała to niedawno o tym pisałam do Evan.

23 441 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-13 10:50:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
czasymira napisał/a:

Kocha sie za bardzo wtedy kiedy człowiek przywiązuję sie bardzo do wszystkiego, do zapachów, do klimatu, do symboli...jak ktoś stworzy ci taki idealny świat, wtedy się jakby asymilujesz z tym , chcesz do tego wracać...a nawet jak sa jakieś złe bodźce to potrafisz je zignorować, byle tylko żeby było to wszystko w całości...Niektórzy mówią o osobowości bierno - zależnej, która godzi się na coś złego, w obawie że straci Tę iluzję miłości.....

Jak świat jest idealny to gdzie miejsce na złe bodzce?
To nie tak.
To my tworzymy sobie w naszych głowach ten świat idealnym, racjonalizujemy sobie i nie widzimy pewnych rzeczy, kt?re są, a były, są i będą, tylko my je widzimy dopiero kiedy przeglądamy na oczy a skowronki miłosne są wtedy na obiedzie, bo ile można ćwierkać smile
Kochanie za bardzo to uzależnienie. Wyżej pisałam. Kilka stron temu,

23 442

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Adelawarszawa napisał/a:
hm... napisał/a:

Adela

Wiesz, że to co napisałaś, że jak kogoś polubisz to do końca, a jak nie to nie to mi się takie, przepraszam za słowo, niedojrzałe wydaje. Bo jak to tak? Mimo krzywd, mimo łez? I teraz to by Lemona wypadało posłuchać "Napraw".

Mimo krzywd mimo lez...to jest jak swiadome katowanie...tak chyba robia chorzy psychicznie...nie wiem jka mam to nazywac...

Masochizm smile

23 443

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Adela, on nie da Ci szczęścia
Nikt nie da Ci szczęścia
Szczęście można dać tylko sobie samemu
Trzeba odnaleźć je w sobie.
Jeśli sama se sobą nie jesteś szczęśliwa, nie będziesz szczęśliwa z nikim.
I nikt z Tobą nie będzie szczęśliwy.
Rozumiesz?

23 444

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

smile

I na tym spacerze będziesz sobie afirmować. Co chcesz na początek?
I ten spacer codziennie smile

Jeszcze spacer może by obleciał [ przynajmniej na początku ; ) ] Ale ta afirmacja to już za wysokie progi wink

Wycofujesz się?
Za wysokie progi bo?

Za szybko, za dużo na raz?

23 445 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-13 12:13:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:
Even napisał/a:

Jeszcze spacer może by obleciał [ przynajmniej na początku ; ) ] Ale ta afirmacja to już za wysokie progi wink

Wycofujesz się?
Za wysokie progi bo?

Za szybko, za dużo na raz?

Co za dużo na raz?
Wyjść na spacer i powiedzieć sobie -jestem ważna to za dużo?

Ok. Rozumiem,.
Analiza, afirmacja, ok. Za szybko. Ok. To zwolnijmy smile
Miłego dnia i weekendu smile

23 446

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
czasymira napisał/a:

Kocha sie za bardzo wtedy kiedy człowiek przywiązuję sie bardzo do wszystkiego, do zapachów, do klimatu, do symboli...jak ktoś stworzy ci taki idealny świat, wtedy się jakby asymilujesz z tym , chcesz do tego wracać...a nawet jak sa jakieś złe bodźce to potrafisz je zignorować, byle tylko żeby było to wszystko w całości...Niektórzy mówią o osobowości bierno - zależnej, która godzi się na coś złego, w obawie że straci Tę iluzję miłości.....

Jak świat jest idealny to gdzie miejsce na złe bodzce?
To nie tak.
To my tworzymy sobie w naszych głowach ten świat idealnym, racjonalizujemy sobie i nie widzimy pewnych rzeczy, kt?re są, a były, są i będą, tylko my je widzimy dopiero kiedy przeglądamy na oczy a skowronki miłosne są wtedy na obiedzie, bo ile można ćwierkać smile
Kochanie za bardzo to uzależnienie. Wyżej pisałam. Kilka stron temu,

Chodzi mi o to że czasem człowiek ma problem odróżnic dobro od zła....miłość czasem te róznice zaciera.....może ja tak miałam...tzn. chłopak dał mi milość fizyczną, która była jakby obrzydliwa dla mojej rodziny, a dla mnie była spełnieniem się.....po prostu , tego właśnie pragnęłam od dawna.może to nie było idealne, ale było.....po prostu nie chciałam juz dłużej czekać......ale jak doszły inne problemy, które wynikły z różnic, które wcześniej bagatelizowałam , to wyszło tak jak wyszło, że sie rozstaliśmy..nasz związek stał sie toksyczny, ciężki, męczący, jak pchanie syzyfowego kamienia pod góre....i to jest ta właśnie miłośc nad wyrost, czy jak Wy to mówicie "Kochać zbyt mocno"....

23 447

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
czasymira napisał/a:
hm... napisał/a:
czasymira napisał/a:

Kocha sie za bardzo wtedy kiedy człowiek przywiązuję sie bardzo do wszystkiego, do zapachów, do klimatu, do symboli...jak ktoś stworzy ci taki idealny świat, wtedy się jakby asymilujesz z tym , chcesz do tego wracać...a nawet jak sa jakieś złe bodźce to potrafisz je zignorować, byle tylko żeby było to wszystko w całości...Niektórzy mówią o osobowości bierno - zależnej, która godzi się na coś złego, w obawie że straci Tę iluzję miłości.....

Jak świat jest idealny to gdzie miejsce na złe bodzce?
To nie tak.
To my tworzymy sobie w naszych głowach ten świat idealnym, racjonalizujemy sobie i nie widzimy pewnych rzeczy, kt?re są, a były, są i będą, tylko my je widzimy dopiero kiedy przeglądamy na oczy a skowronki miłosne są wtedy na obiedzie, bo ile można ćwierkać smile
Kochanie za bardzo to uzależnienie. Wyżej pisałam. Kilka stron temu,

Chodzi mi o to że czasem człowiek ma problem odróżnic dobro od zła....miłość czasem te róznice zaciera.....może ja tak miałam...tzn. chłopak dał mi milość fizyczną, która była jakby obrzydliwa dla mojej rodziny, a dla mnie była spełnieniem się.....po prostu , tego właśnie pragnęłam od dawna.może to nie było idealne, ale było.....po prostu nie chciałam juz dłużej czekać......ale jak doszły inne problemy, które wynikły z różnic, które wcześniej bagatelizowałam , to wyszło tak jak wyszło, że sie rozstaliśmy..nasz związek stał sie toksyczny, ciężki, męczący, jak pchanie syzyfowego kamienia pod góre....i to jest ta właśnie miłośc nad wyrost, czy jak Wy to mówicie "Kochać zbyt mocno"....

No prawda smile

23 448

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ok. Rozumiem,.
Analiza, afirmacja, ok. Za szybko. Ok. To zwolnijmy :)
Miłego dnia i weekendu :)

Tak, im wiecej zanalizuje i zrozumiem tym łatwiej mi będzie uznać, co trzeba i afirmować.
Dziękuję i Tobie oraz pozostałym również życzę :)

23 449

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Ok. Rozumiem,.
Analiza, afirmacja, ok. Za szybko. Ok. To zwolnijmy smile
Miłego dnia i weekendu smile

Tak, im wiecej zanalizuje i zrozumiem tym łatwiej mi będzie uznać, co trzeba i afirmować.
Dziękuję i Tobie oraz pozostałym również życzę smile

Rozumiem, że robisz porządek smile
Trzymam kciuki smile
Nie ma za co smile

23 450

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
mala91 napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Mala91 witaj w naszej grupie. Niestety czeka Cię ogromna praca nad sobą, bo dopóki nie potrafisz funkcjonować sama i nie potrafisz żyć bez drugiego człowieka u boku nadal będziesz pakować sie w takie relacje.

Masz szansę na terapie tam gdzie jesteś ??

Jakie miałaś dzieciństwo ??

Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ogromna praca, udało mi się po moim byłym chłopaku, otrząsnęłam się, zaczęłam żyć swoim życiem, myśleć o sobie, i za moment wpadłam w kolejny toksyczny związek. Podniosłam się z tego pewnie dlatego, że miałam wielkie wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół, lekarki, teraz jest gorzej a ja nie mam nikogo u boku i nie chcę ludzi obarczać moimi problemami.
Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Co do terapii, nie wiem, nie dowiadywałam się jednak nie czuję się komfortowo mówiąc o swoich problemach obcej osobie/osobom.

Moi rodzice zawsze przesadzali z alkoholem. Mama jest kochana, zawsze się o mnie troszczyła ale jednak już gdy byłam małą dziewczynką widziałam że ma problem. Od taty raczej wiele miłości nie zaznałam. A co do ich wspólnych relacji to w domu były ciągłe kłótnie, kiedyś wydawało mi się to normalne. Jednak wciąż nie wiem, czy to jest powodem moich porażek z facetami, moja siostra nigdy nie miała takich problemów.

Cieszę się, że jest tu ktoś kto w ogóle wie o czym mówię, ludzie kompletnie nie rozumieją czemu tak mocno przeżywam rozstania i angażuję się w związki

Witaj!

Mała - jak się masz czuć dobrze ze spokojnym facetem, jeśli dzieciństwo przyzwyczaiło Cię do atmosfery kłótni i pretensji? Mnie dzieciństwo przyzwyczaiło do samotności, do tego, że lepiej zamknąć się w sobie i nawet nie pokazywać, że jestem, zejść z oczu i samej zająć się sobą. Przez większość czasu obcując z kimś nie zauważam, że właśnie tak postępuję, że usuwam się dając komuś możliwość wyjścia na pierwsze miejsce - i jego potrzebom. Ale w gruncie rzeczy wiem, że mi to nie odpowiada i nie jestem w stanie tak wytrzymać cały czas.... W końcu dochodzę do takiego miejsca, że mam wybór - albo się zacznę ratować, albo utonę. Nigdy nie miałam wątpliwości, co wybrać - przyparta do muru. Parafrazując psychologa Jacka Walkiewicza - polejesz czy wyjdziesz? smile

Ja dopiero od niedawna zaczynam to zauważać. Mój były mnie kontrolował, manipulował mną a mi to nawet nie przeszkadzało. Co prawda kłóciłam się z nim, ale na końcu zawsze robiłam to co on chciał, najważniejsze dla mnie było aby on był zadowolony. On nawet tego nie zauważał, wymagał ode mnie coraz więcej, a ja obwiniałam samą siebie za to, że nie jestem wystarczająco dobra dla kogoś takiego jak on.
Wciąż za nim tęsknię, zdaję sobie sprawę że to był zły i niedojrzały człowiek ale potrzebuję go. Czuję się dokładnie tak jak na odwyku, jakbym straciła coś co mi pozornie dawało siły do życia

23 451 Ostatnio edytowany przez ona991 (2013-07-14 22:52:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czesc chyba tez kocham za bardzo..
pozwalalam sie traktowac jak zabawke oczywiscie na poczatku bylo dobrze a po.kilku.miesiacach juz nie.. chodzilam jak w zegarku czego chcial to to mial a sam nic mi nie dawal..zawsze mial wyliczony dla mnie czas zwykle 3 godziny nie wiecej a nie widywalismy sie co dziennie raczej 1 do 2 razy na tydzien (gdy bylam z nim slyszalam ze on juz wraca do domu gdy bylam u niego slyszalam idz juz albo wyciagal rozklad autobusu i mowil kiedy jest najblizszy), on nie umowil sie ze mna na przod nigdy bo najpierw musial widziec czy aby koledzy nie beda miec czasu dla niego gdy nie mieli spotykal sie ze mna, czesto mnie olewal np gdy kupowal nowy sprzet elektroniczny to nie bylam zbyt wazna bo musial go wyprobowac, nie bylo czasu na czulosci dla mnie ale zeby jego potrzeby zaspokoic znalazl sie czas gdy tylko chcial tylko odwdzieczyc sie nie bylo kiedy ani jak, nie bylo tez smsowania tylko czesc, dobranoc i ze wrocil z pracy, nie bylo co slychac czy jak minol mi dzien zadko o co kolwiek zapytal zadko mi odpisywal na moje smsy bo nie mial ochoty albo weny...albo umawialismy sie na spotkanie a potem pisal godzine przed ze np. ze cos mu wypadlo albo ze sie wlasnie dowiedzial ze kolega ma urodziny i musi isc bo kolega sie obrazi... a gdy nadeszly moje urodziny olal mnie jakies glosniki byly wazniejsze i powiedzial ze to tylko urodziny sa co roku a tego sprzetu nie kupilby za tak niska cene ale przeciez mogl to zaniesc do domu i przyjsc..no ale nie przyszedl poszlam do niego to uslyszalam to co wyzej o urodzinach nie bylo przepraszam nie bylo nawet spojrzenia na mnie bo wlasnie je podlaczal..a mowil ze kocha ze mu zalezy znal moja historie wiedzial jak poprzedni facet mnie skrzywdzil obiecal na poczatku ze on nigdy w zaden sposob mnie nie skrzywdzi i nie da skrzywdzic innym.. ale przeciez tak sie nie zachowuje ktos kto kocha i komu zalezy..przeciez mnie krzywdzil...w dniu moich urodzin cos we mnie peklo czara sie przelala odeszlam od niego po 13 miesiacach bycia razem... ;-(
odeszlam bo obiecalam sobie po poprzednim zwiazku ze nie dam sie traktowac jak zabawke i nie dam sie tak ranic a jednak dalam i to dosc dlugo...teraz minelo 6 dni, ciezko mi mimo wszystko tesknie za nim chyba bylam i jestem uzalerzniona od niego...

tak samo dawalam sobie wejsc na glowe mlodszej siostrze, bylam tez przesladowana w szkole nawet balam sie i boje nadal mowic gdy mam inne zdanie niz przyjaciolka bo  sie obrazi przestanie odzywac itp.

Mysle o terapi czy to dobry pomysl?

23 452

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Ja dopiero od niedawna zaczynam to zauważać. Mój były mnie kontrolował, manipulował mną a mi to nawet nie przeszkadzało. Co prawda kłóciłam się z nim, ale na końcu zawsze robiłam to co on chciał, najważniejsze dla mnie było aby on był zadowolony. On nawet tego nie zauważał, wymagał ode mnie coraz więcej, a ja obwiniałam samą siebie za to, że nie jestem wystarczająco dobra dla kogoś takiego jak on.
Wciąż za nim tęsknię, zdaję sobie sprawę że to był zły i niedojrzały człowiek ale potrzebuję go. Czuję się dokładnie tak jak na odwyku, jakbym straciła coś co mi pozornie dawało siły do życia

I znów odsyłam do postów kierowanych do Adeli o toksycznym uzależnieniu... Nie wiem, ja to sobie muszę jakiegoś gotowca sklecić, bo wiadomości na ten temat mam w nadmiarze i wszędzie porozrzucane na tym forum big_smile

Konfrontacja Twojego postu z informacjami od Małej Białej Owieczki sprzed kilku stron wstecz, daje mi obraz Waszego "ksero" czyli pomieszania z poplątaniem KKZB i toksykologii. "Gastronomiczne" poddanie się jego "smakom podniebienia". Toksyczny terrorysta emocjonalny i podatno - chłonna jak gąbka partnerka. Charakter toksycznego faceta dominanta, przewaga jego nad Tobą w odniesieniu do "osaczenia" Cię na każdej płaszczyźnie związku.

Paradoksalnie też miałem taki odwrotny układowo i z gratisem "kierat" jak Ty, pomieszkując "na zesłaniu" od rodzinnej miejscowości oddalonej o 30 km, w której - dzięki Bogu - jeszcze pracowałem na dojazdach, będac... mężem hmm

Zwróć uwagę, że pierwszą chorą oznaką potłuczonego Twojego uzależnienia od (ex)męża jest pisanie i gadanie w stylu "o nim, przy nim, z nim. na nim, w nim" a gdzie w tym wszystkim jesteś TYLKO TY i tylko Twoje potrzeby??? hmm
Jako osoba z doświadczeniem brutalnego prania mózgu przez toksyki 2 - żonę i teściową - wiem doskonale, jak jest ciężko zaprzestać usprawiedliwiać, wybielać i wykorzenić to jednokierunkowe myślenie o wyższości partnera nad Nami "bo tak powinno qrna być zawsze!!!" Nad tym trzeba pracować systematycznie i zacząć jak najszybciej myśleć o sobie, a nawet o sobie najpierw. I nie ważne, czy związek jeszcze trwa, czy już jest w rozsypce przed/po rozwodzie.
Film - wykład pt Sekret" na Youtube, książka Ewy Folley "zakochaj się w życiu" i...
http://www.netkobiety.pl/t8107.html
http://www.netkobiety.pl/t51369.html
Wątki poglądowe dla Ciebie i Adelawarszawa

Poza tym ADELA!!!
Detoks czyli brak emocjonalno - słownego "pierwszego kontaktu" z partnerem.
A Brak kontaktu opisuje ta metoda - nie przeredagowana - przeznaczona dla małżeństw w kryzysie:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj żony. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie żona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z żoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. żona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

23 453

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ona991 napisał/a:

Czesc chyba tez kocham za bardzo..
pozwalalam sie traktowac jak zabawke oczywiscie na poczatku bylo dobrze a po.kilku.miesiacach juz nie.. chodzilam jak w zegarku czego chcial to to mial a sam nic mi nie dawal..zawsze mial wyliczony dla mnie czas zwykle 3 godziny nie wiecej a nie widywalismy sie co dziennie raczej 1 do 2 razy na tydzien (gdy bylam z nim slyszalam ze on juz wraca do domu gdy bylam u niego slyszalam idz juz albo wyciagal rozklad autobusu i mowil kiedy jest najblizszy), on nie umowil sie ze mna na przod nigdy bo najpierw musial widziec czy aby koledzy nie beda miec czasu dla niego gdy nie mieli spotykal sie ze mna, czesto mnie olewal np gdy kupowal nowy sprzet elektroniczny to nie bylam zbyt wazna bo musial go wyprobowac, nie bylo czasu na czulosci dla mnie ale zeby jego potrzeby zaspokoic znalazl sie czas gdy tylko chcial tylko odwdzieczyc sie nie bylo kiedy ani jak, nie bylo tez smsowania tylko czesc, dobranoc i ze wrocil z pracy, nie bylo co slychac czy jak minol mi dzien zadko o co kolwiek zapytal zadko mi odpisywal na moje smsy bo nie mial ochoty albo weny...albo umawialismy sie na spotkanie a potem pisal godzine przed ze np. ze cos mu wypadlo albo ze sie wlasnie dowiedzial ze kolega ma urodziny i musi isc bo kolega sie obrazi... a gdy nadeszly moje urodziny olal mnie jakies glosniki byly wazniejsze i powiedzial ze to tylko urodziny sa co roku a tego sprzetu nie kupilby za tak niska cene ale przeciez mogl to zaniesc do domu i przyjsc..no ale nie przyszedl poszlam do niego to uslyszalam to co wyzej o urodzinach nie bylo przepraszam nie bylo nawet spojrzenia na mnie bo wlasnie je podlaczal..a mowil ze kocha ze mu zalezy znal moja historie wiedzial jak poprzedni facet mnie skrzywdzil obiecal na poczatku ze on nigdy w zaden sposob mnie nie skrzywdzi i nie da skrzywdzic innym.. ale przeciez tak sie nie zachowuje ktos kto kocha i komu zalezy..przeciez mnie krzywdzil...w dniu moich urodzin cos we mnie peklo czara sie przelala odeszlam od niego po 13 miesiacach bycia razem... ;-(
odeszlam bo obiecalam sobie po poprzednim zwiazku ze nie dam sie traktowac jak zabawke i nie dam sie tak ranic a jednak dalam i to dosc dlugo...teraz minelo 6 dni, ciezko mi mimo wszystko tesknie za nim chyba bylam i jestem uzalerzniona od niego...

tak samo dawalam sobie wejsc na glowe mlodszej siostrze, bylam tez przesladowana w szkole nawet balam sie i boje nadal mowic gdy mam inne zdanie niz przyjaciolka bo  sie obrazi przestanie odzywac itp.

Mysle o terapi czy to dobry pomysl?

Myślę, że dobrze zrobiłaś. Zadbałaś o siebie.
Nikt nie będzie miał szacunku do Ciebie, jeśli Ty sama nie będziesz go miała.
Wiesz, to niedobrze, że boisz się wyrażać własne zdanie, że boisz się czyjejś reakcji.  Strach jest matką destrukcji.
Terapia zawsze jest dobra jeśli czujesz potrzebę.

23 454

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie po weekendzie smile

Kochane....
Terapia zawsze jest dobra, jeśli ma się jakiekolwiek wątpliwości co do własnego postępowania. Myślę, że przede wszystkim pozwala zrozumieć siebie. Tylko pytanie - czy Ty chcesz zrozumieć siebie, czy przypadkiem decydując się na ten krok, nie chcesz zrozumieć jednak znowu.... jego? Bo jak tak - to porażka, terapia nie spełni swojej roli.
Po drugie - niezbyt wiele pomoże Wam samo "bycie" tutaj. Osoby przebywające tutaj - potrafią zareagować, ale nie zawsze są "on-line", są dostępne na wyciągnięcie ręki, nie zawsze zareagują w najbardziej niezbędnym momencie. Poza tym - my napewno możemy wspomóc, jednak nie jesteśmy profesjonalistami smile Nie wiem, ja nie czuję się w stanie pomagać komukolwiek zamiast specjalisty i mam nadzieję, że nigdy się tak nie poczuję tongue Pomóc nie umiałam przez wiele lat sobie, za to pomagałam wszystkim wokół i jemu na czele. Teraz miałabym to niby zmienić na pomoc kolezankom? Nie, nie zależy mi na zmienianiu świata tongue Zależy mi na mnie samej smile
Mam wiele zrozumienia i współczucia, często czuję, jak wracają wspomnienia, kiedy ja przeżywałam podobne problemy, katusze wręcz... Ale napewno nie mam aż takich umiejętności, które komuś dałyby realne wsparcie w dążeniu do siebie... Poza tym bałabym się, że się w tym zagalopuję, a tego z powyższych względów nie chcę smile

Sama wiem, jak ciężko wiele rzeczy mi zrozumieć, jak samemu powoli dochodzi się do własnych wniosków, jak wiele myśli kłębi się po głowie.... Nie wiem, czy potrafiłabym się czuć teraz tak spokojnie, gdyby kilka miesięcy wcześniej nie zdecydowała się na terapię i nie znalazła dodatkowo wsparcia tutaj smile Gdybym nie doceniła wsparcia mojej przyjaciółki, która choć bez stosownego wykształcenia, to jednak ma w miarę zdrowe podejście do życia... Ja się go uczę - w każdej sytuacji. Wiem, że cechuje mnie teraz naiwność i ufność małego dziecka, które każdą aktywność innego człowieka odbiera pozytywnie. Wiem, że zarówno staram sie dorosnąć, jak i że moje najbliższe otoczenie ma na mnie solidne "baczenie".... Miałam ostatnio w weekend wrażenie, że czują się za mnie odpowiedzialni, jak rodzice, i chcą za mnie za wszelką cenę nauczyć realizmu.... No - może nie za wszelką, ale poczułam się rzeczywiście dziwnie, bo znowu czegoś tam nie przyuważyłam i młodszy kilka lat kolega siedział i tłumaczył mi jak "tata" - w czym tkwi problem i żebym "uważała" smile Kolejne osoby mówią mi, że boją się, że znowu dam się wykorzystać.... Dziwneeeeee.....

No nic, uciekam ogarniać pracę, bo muszę w tym tygodniu wziąć ze dwa dni urlopu smile A więc trzeba zrobić coś, żeby mnie papiery po powrocie nie pożarły tongue Ale oczywiście będę zaglądać na miarę możliwości (stałego łącza tongue) smile

23 455

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Witajcie po weekendzie smile

Kochane....
Terapia zawsze jest dobra, jeśli ma się jakiekolwiek wątpliwości co do własnego postępowania. Myślę, że przede wszystkim pozwala zrozumieć siebie. Tylko pytanie - czy Ty chcesz zrozumieć siebie, czy przypadkiem decydując się na ten krok, nie chcesz zrozumieć jednak znowu.... jego? Bo jak tak - to porażka, terapia nie spełni swojej roli.
Po drugie - niezbyt wiele pomoże Wam samo "bycie" tutaj. Osoby przebywające tutaj - potrafią zareagować, ale nie zawsze są "on-line", są dostępne na wyciągnięcie ręki, nie zawsze zareagują w najbardziej niezbędnym momencie. Poza tym - my napewno możemy wspomóc, jednak nie jesteśmy profesjonalistami smile Nie wiem, ja nie czuję się w stanie pomagać komukolwiek zamiast specjalisty i mam nadzieję, że nigdy się tak nie poczuję tongue Pomóc nie umiałam przez wiele lat sobie, za to pomagałam wszystkim wokół i jemu na czele. Teraz miałabym to niby zmienić na pomoc kolezankom? Nie, nie zależy mi na zmienianiu świata tongue Zależy mi na mnie samej smile
Mam wiele zrozumienia i współczucia, często czuję, jak wracają wspomnienia, kiedy ja przeżywałam podobne problemy, katusze wręcz... Ale napewno nie mam aż takich umiejętności, które komuś dałyby realne wsparcie w dążeniu do siebie... Poza tym bałabym się, że się w tym zagalopuję, a tego z powyższych względów nie chcę smile

Sama wiem, jak ciężko wiele rzeczy mi zrozumieć, jak samemu powoli dochodzi się do własnych wniosków, jak wiele myśli kłębi się po głowie.... Nie wiem, czy potrafiłabym się czuć teraz tak spokojnie, gdyby kilka miesięcy wcześniej nie zdecydowała się na terapię i nie znalazła dodatkowo wsparcia tutaj smile Gdybym nie doceniła wsparcia mojej przyjaciółki, która choć bez stosownego wykształcenia, to jednak ma w miarę zdrowe podejście do życia... Ja się go uczę - w każdej sytuacji. Wiem, że cechuje mnie teraz naiwność i ufność małego dziecka, które każdą aktywność innego człowieka odbiera pozytywnie. Wiem, że zarówno staram sie dorosnąć, jak i że moje najbliższe otoczenie ma na mnie solidne "baczenie".... Miałam ostatnio w weekend wrażenie, że czują się za mnie odpowiedzialni, jak rodzice, i chcą za mnie za wszelką cenę nauczyć realizmu.... No - może nie za wszelką, ale poczułam się rzeczywiście dziwnie, bo znowu czegoś tam nie przyuważyłam i młodszy kilka lat kolega siedział i tłumaczył mi jak "tata" - w czym tkwi problem i żebym "uważała" smile Kolejne osoby mówią mi, że boją się, że znowu dam się wykorzystać.... Dziwneeeeee.....

No nic, uciekam ogarniać pracę, bo muszę w tym tygodniu wziąć ze dwa dni urlopu smile A więc trzeba zrobić coś, żeby mnie papiery po powrocie nie pożarły tongue Ale oczywiście będę zaglądać na miarę możliwości (stałego łącza tongue) smile

Cześć Żabko, cześć wszystkim.
Ja Ci powiem, że to fajnie, że mają baczenie, że się martwią.
To zawsze jest miłe.

23 456

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Hm smile

Wiesz, czas by było dorosnąć, żeby się młodsi o mnie nie obawiali wink Acz miłe - fakt faktyczny smile

23 457

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja tez kochałam za bardzo, ale to wynikało z mojej niskiej samooceny i przekonania, że muszę sobie zasłużyć na miłość moimi czynami. Teraz już wiem, że zasługuje na miłość taka, jaka jestem i nie muszę robić niczego wbrew sobie, żeby ją dostawać smile

23 458

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Witaj Hm smile

Wiesz, czas by było dorosnąć, żeby się młodsi o mnie nie obawiali wink Acz miłe - fakt faktyczny smile

Myślisz, że to o dorosłość chodzi?
Hm...
No może to i dorosłość.

23 459 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-15 11:03:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Alacculd napisał/a:

Ja tez kochałam za bardzo, ale to wynikało z mojej niskiej samooceny i przekonania, że muszę sobie zasłużyć na miłość moimi czynami. Teraz już wiem, że zasługuje na miłość taka, jaka jestem i nie muszę robić niczego wbrew sobie, żeby ją dostawać smile

Bardzo to ładne i prawdziwe.
I na głowie stawać też nie musisz i walczyć o cokolwiek też nie smile

23 460

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Alacculd widzę, że jednak da się zmienić nastawienie i zacząć siebie doceniać.

Możecie mi powiedzieć jak wygląda terapia? Raz chodziłam do lekarki, która potrafiła mi jedynie wypisać lekarstwa, ale nie rozmawiała ze mną o dzieciństwie, nie szukała powodów moich zachowań, trochę mnie to zraziło.

23 461

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Witaj Hm smile

Wiesz, czas by było dorosnąć, żeby się młodsi o mnie nie obawiali wink Acz miłe - fakt faktyczny smile

Myślisz, że to o dorosłość chodzi?
Hm...
No może to i dorosłość.

Napewno wyzbycie się dziecięcej naiwności biorącej górę w każdej sekundzie wink Bo całej to się nie zamierzam wyzbywać tongue


Mała
Terapia to głównie rozmowa smile Leki przepisuje na podstawie wywiadu psychiatra. Ale nie do końca jego rolą jest szukanie przyczyn w Twoim życiu... Terapeuta to psycholog, fakt - może zasugerować wizytę u psychiatry pewnie, jeśli osoba z którą rozmawia przejawia być może jakieś nadmierne problemy i brak możliwości poradzenia sobie - acz ja nie wiem, mnie nie sugerowano. To są jak dla mnie - kompletnie dwa różne dowody i myślę, że nie ma co szukać winy w lekarzu wypisującym receptę wink
Terapia to nie nauka Ciebie jak masz żyć, ale umiejętność zadawania chyba pytań, na ktore musisz odpowiedzieć. No - nie musisz jak nie chcesz - ale wtedy cel i sens terapii raczej idzie do kosza. Samemu wiele pytań trudno sobie zadać. A pytania zmuszają jednak do myślenia smile Myślenie do wyciągania wniosków - swoich własnych smile Najwięcej chyba naszych problemów powstaje dlatego, że nie mamy "innych" odnośników do tego, co w naszym własnym zachowaniu jest motorem pewnych zdarzeń. Mnie terapia pozwala poszukać tych motorków i ich przyczyn. I to ja sama muszę się z motorkami uporać smile No - z tymi wadliwie działającymi. Samej było by mi zbyt ciężko. Widzę smile
I mnie terapia sprawia jednak ogromną satysfakcję. Pomimo, że nie zawsze są to miłe chwile.... Opowiadanie o jakichś wspomnieniach, patrzenie na pewne sytuacje z perspektywy czasu. To może sprawić, pewnie nawet często - sprawia ból, ogromny ból. Ale w tym wszystkim przecież chodzi o to, aby nauczyć się tak starać postępować, by znowu bólu samemu sobie nie sprawiać, by umieć czuć i rozumieć, reagować i nie pozwalać wyrządzać sobie samemu krzywdy - szczególnie przez siebie samego.

Zresztą spróbuj - sama się przekonasz smile Każdy ma zapewne trochę inne zdanie o terapii - najlepiej byś wyrobiła sobie własne, bo nigdy spostrzeżenia jakichkolwiek dwojga ludzi nie będą identyczne smile Jak każdy człowiek - jesteś indywidualnością i sama wyciągniesz swoje własne wnioski smile

23 462

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Alacculd widzę, że jednak da się zmienić nastawienie i zacząć siebie doceniać.

Możecie mi powiedzieć jak wygląda terapia? Raz chodziłam do lekarki, która potrafiła mi jedynie wypisać lekarstwa, ale nie rozmawiała ze mną o dzieciństwie, nie szukała powodów moich zachowań, trochę mnie to zraziło.

Psycholog to chyba nie był?

23 463

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Witaj Hm smile

Wiesz, czas by było dorosnąć, żeby się młodsi o mnie nie obawiali wink Acz miłe - fakt faktyczny smile

Myślisz, że to o dorosłość chodzi?
Hm...
No może to i dorosłość.

Napewno wyzbycie się dziecięcej naiwności biorącej górę w każdej sekundzie wink Bo całej to się nie zamierzam wyzbywać tongue

No ok. Niech będzie, że to to dziecko. Ok.
Wszak dorośli bywają faktycznie jak dzieci i to we mgle.

No całkiem się ogołocić go nie smile

23 464

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny miałam ciężki weekend .... do tego stopnia, że nie pojechała  dziś do pracy. Nadal czuję się do dupy ale zaraz lecę pomagać zaprzyjaźnionej fundacji, więc może mi się lepiej zrobi.

23 465

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Cześć dziewczyny miałam ciężki weekend .... do tego stopnia, że nie pojechała  dziś do pracy. Nadal czuję się do dupy ale zaraz lecę pomagać zaprzyjaźnionej fundacji, więc może mi się lepiej zrobi.

??

Posty [ 23 401 do 23 465 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 359 360 361 362 363 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026