Witajcie, to mój pierwszy raz gdy postanowiłam udzielić się na tym forum i porozmawiać z kobietami, które tak jak ja kochają za bardzo. Moja historia zaczęła się gdy pokochałam po raz pierwszy. Kogoś bardzo słabego psychicznie, kogoś kto mnie oszukiwał, zdradzał ale jednocześnie był tak samo uzależniony ode mnie jak ja od niego. Jednak nie dałam rady wybaczyć mu kłamstw i zdrad, płakałam, krzyczałam, nie potrafiłam do niego wrócić. Szantażował mnie, że popełni samobójstwo i w końcu zrobił to.. Po tym zdarzeniu załamałam się, chodziłam do psychiatry ale jeszcze miałam w sobie tę siłę, żeby wstać na nogi i walczyć. Z pomocą rodziny i przyjaciół jakoś się podniosłam, przetłumaczyłam sobie że miałam po prostu cholernego pecha trafiając na takiego faceta.
Dosyć szybko, bo po 3 miesiącach spotkałam moją kolejną miłość. Poznaliśmy się na wakacjach, szalenie mi się podobał, rozśmieszał mnie do łez. Po powrocie utrzymywaliśmy kontakt, tęskniliśmy strasznie za sobą i postanowiliśmy być razem, pomimo tego że on mieszkał w Anglii, ja w Polsce, on był Kurdem a ja Polką. Nie wiem, co mnie skłoniło do wejścia w związek z muzułmaninem, z reguły jestem bardzo rozsądną osobą. Rozmawiałam z nim o tym wiele razy, powtarzał że nie jest religijny, że bardzo mu się to podoba że jestem Polką. Poza tym był dosyć rozrywkowy, nawet powiedziałabym że trochę zepsuty, spędziłam z nim szalone chwile. Czułam, że mu na mnie zależy, przyjeżdżał do mnie co 3 miesiące z Anglii, zapraszał do siebie, zabrał mnie znów do miejsca gdzie się poznaliśmy. A z drugiej strony był bardzo zaborczy, kontrolował mnie, musiał mieć moje hasło do fb, czytał wiadomości. Gdy rozmawiałam z kolegami stawał się szalenie zazdrosny i mówił, że z nimi flirtuję, posądzał o zdrady, krzyczał i mówił że jestem łatwa. Co do spraw łóżkowych, po prostu robił to gdy miał ochotę, nie zwracając uwagi na moje zdanie, nie liczył się z moimi uczuciami w żadnej kwestii, był strasznie samolubny. Jestem bardzo uczuciową i wrażliwą osobą i bardzo mnie to bolało. Sama stałam się taka sama, zazdrosna i kontrolująca jego, tyle że on faktycznie pisał i dzwonił do różnych dziewczyn które poznał w internecie, a dla mnie istniał tylko on. Zrezygnowałam z kontaktów towarzyskich, stałam się bardzo samotna, byle tylko jego nie doprowadzić do złości, zrobił mi kompletne pranie mózgu. Po 2 latach związku, po którejś z naszych kłótni stwierdził, że on jednak nie może być ze mną, bo jestem Polką i "nie jestem typem żony", no i odległość jest największym problemem. Bardzo to przeżyłam, jednak on się wciąż do mnie odzywał, mówił że mnie kocha, tęskni i już nigdy nie pozna takiej dziewczyny jak ja. Walczyłam o niego dobre kilka miesięcy, ignorował mnie gdy go najbardziej potrzebowałam, gdy płakałam nigdy nie miał dla mnie czasu, odzywał się tylko gdy miał ochotę ale wciąż powtarzał że chce do mnie wrócić jednak potrzebuje czasu. W międzyczasie flirtował z dziesiątkami dziewczyn przez internet, jedna nawet wysłała mi maila z wyzwiskami twierdząc że teraz ona z nim jest i żebym mu dała spokój. Byłam załamana ale wciąż nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Zerwał z tą dziewczyną po kilku dniach. W końcu powiedział, że chce do mnie przylecieć i mnie przeprosić. I przyleciał, fakt, zachowywaliśmy się jak para, rozmawialiśmy o powrocie do siebie ale nie przeprosił, tylko stwierdził że ta dziewczyna nic nie znaczyła, że był zagubiony i chciał o mnie zapomnieć. I stwierdził, że potrzebuje kilku dni, że musi najpierw porozmawiać z rodziną (jego ojciec to straszny człowiek, nigdy nie pochwalał naszego związku). Wrócił do Anglii, rozmawialiśmy codziennie, mówił że tęskni i że bardzo do siebie pasujemy. Jednak w końcu zapytałam się go wprost kim dla siebie jesteśmy. Wtedy jak to on znowu mnie zignorował, powiedział żebym dała mu spokój, nawyzywałam go wtedy, on poleciał na wakacje, do tego samego hotelu, w którym się poznaliśmy i nie odzywał się do mnie tydzień czasu. Cały ten tydzień przepłakałam. Gdy wrócił znów się zaczął do mnie odzywać, powiedział że jednak to koniec, że nie chce być ze mną ale wciąż pisał że tęskni a ja głupia rozmawiałam z nim i ciągle miałam nadzieję. Później się okazało, że na tych wakacjach zrobił jakiejś dziewczynie dziecko.
W końcu znajomy zaprosił mnie na randkę, zaczęliśmy się spotykać. Pomimo tego, że wciąż bardzo kochałam mojego byłego postanowiłam dać temu mojemu koledze szansę. Wydawał się taki porządny (zupełne przeciwieństwo mojego byłego), mówił że będzie cierpliwy, że mu na mnie zależy, chce być przy mnie i mnie nie zrani. Powiedziałam mojemu byłemu, że się z kimś spotykam. Wtedy on zaczął mnie błagać, żebym tego nie robiła, że mnie kocha, żebyśmy byli ze sobą. Stwierdziłam, że znienawidziłabym siebie już do końca gdybym teraz tak po prostu do niego wróciła. Pewnie gdyby powalczył jeszcze trochę wróciłabym, w duszy pewnie na to liczyłam. Ale wtedy on powiedział o tym co się wydarzyło na wakacjach, że zrobił komuś dziecko. Dowiedziałam się tego jakiś miesiąc temu i wciąż nie mogę się otrząsnąć, mój były zupełnie się do mnie nie odzywa, stwierdził że mnie stracił, podobno jest już zaręczony z kimś innym, napisał że wie że za nim płaczę jak zawsze i życzył mi powodzenia w zastępowaniu jego kimś innym. A mój znajomy stwierdził, że to nie ma sensu bo ma teraz dużo pracy i mieszka 60 km ode mnie i nie będzie się mógł ze mną spotykać. Mam do niego o to wielki żal, bo wiedział przez co przechodzę, mówił że będzie przy mnie a zostawił mnie zupełnie samą. To trwa już miesiąc a ja płaczę dzień w dzień, tęsknię za moim byłym, mam wrażenie że już nigdy nie przeżyję tak szalonej i intensywnej miłości, oglądam jego zdjęcia. Jestem niesamowicie samotna, bo nie dbałam o kontakty towarzyskie, wiadomo, my kobiety kochające za bardzo często stawiamy faceta na pierwszym miejscu i żyjemy tylko dla niego. Poza tym chodzę ciągle smutna i nie słucham tego co ludzie do mnie mówią, myślę o nim non stop i o tym ile energii i zdrowia dla niego poświęciłam.
Boję się, że w przyszłości nie będę już umiała zbudować normalnego związku, że każdy facet którego poznam zauważy, że coś jest ze mną nie tak i ucieknie właśnie jak ten mój znajomy.