netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 214 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 358 359 360 361 362 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 336 do 23 400 z 26 310 ]

23 336

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

witam Was kochane, kochani. jesli ktos sledzi moj watek, to pewnie wiecie ze padlo to kosmiczne slowo rozowd - pozew do konca wrzesnia. i tak bedzie na pewno. ale wiecie co? prawda jest trudna i bolesna, ale daje spokoj duszy jakis. juz wiem wszystko. ' to wszystko' okazalo sie banalne do bolu. jest mi dobrze!!! jestem swirnieta? ciesze sie na swoje 'nowe zycie' jestem nawet podekscytowana troche? masakra smile jak juz sie wyprowadzi i bede sama. cos co przerazalo, teraz daje poczucie ulgi i jakiejs ekscytacji. jak juz bede sama, w tylko sWOIM mieszkaniu, z taki pozytywnym poczcuiem odpowiedzialnosci za nie. jakies chore uczucia mi przychodza ze az sie ich boje smile

Czuj Kiedyśbyłam, czuj swoje uczucia smile

23 337

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ta ulga to wynik akceptacji smile Ciesz się tym. Teraz Ty też już chcesz wyjść z tej całej sytuacji. Teraz będzie tylko lepiej.

23 338

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A może być destrukcyjny pozytyw?

Jak nie jak tak smile
Dając komuś lukrowanymi słowami w pysk, jak to onegdaj powiadała pani_zupa

23 339

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Even - mam nadzieję, że Cię te spostrzeżenia nie zdenerwują, bo czasem osoby negatywnie reagują na zwrotną informację forumowiczów, co nam się nasuwają za przemyślenia. Niby to charakterystyczny mechanizm reagowania, kiedy ktoś nam wskazuje błędny kierunek - ale z drugiej strony, czasem warto sobie uprościć życie i spróbować pójśc tym sugerowanym torem wink

Ja ewidentnie się zgadzam, że np. Mnie jest łatwiej przebywać w środowisku trudnym - jest mi obo po prostu bliższe i znam innego. Warto poszukać przyczyny....? smile Ten uśmiech to dla otuchy smile

Nie denerwują. Piszę po to, żeby coś uzyskać - mieć materiał do przemyśleń i dostaję - za co dziękuję Hm... Żabce-K i i Bagsowi smile Chciałabym napisać mądrzej i więcej, ale troche mam dziś kryzys.

23 340

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie już znajome,i nieznajome ,które przez przypadek tu traficie.Nie rozwiodłam się .32 letni związek.Ja zawsze mądrzejsza i bardziej drobiazgowa,w końcu stawiam ultimatum.Dorosłam.przez czytanie tego ,co przeżywają i jak się wyzwalają inne dziewczyny.Bardzo mi to forum
pomogło.Damy radę ,zawsze.Kochane jesteśmy przecież tą najbardziej wartościową stroną.To nie oni rodzą i wychowują dzieci ,nie oni są za nie
odpowiedzialni.

23 341

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie, to mój pierwszy raz gdy postanowiłam udzielić się na tym forum i porozmawiać z kobietami, które tak jak ja kochają za bardzo. Moja historia zaczęła się gdy pokochałam po raz pierwszy. Kogoś bardzo słabego psychicznie, kogoś kto mnie oszukiwał, zdradzał ale jednocześnie był tak samo uzależniony ode mnie jak ja od niego. Jednak nie dałam rady wybaczyć mu kłamstw i zdrad, płakałam, krzyczałam, nie potrafiłam do niego wrócić. Szantażował mnie, że popełni samobójstwo i w końcu zrobił to.. Po tym zdarzeniu załamałam się, chodziłam do psychiatry ale jeszcze miałam w sobie tę siłę, żeby wstać na nogi i walczyć. Z pomocą rodziny i przyjaciół jakoś się podniosłam, przetłumaczyłam sobie że miałam po prostu cholernego pecha trafiając na takiego faceta.
Dosyć szybko, bo po 3 miesiącach spotkałam moją kolejną miłość. Poznaliśmy się na wakacjach, szalenie mi się podobał, rozśmieszał mnie do łez. Po powrocie utrzymywaliśmy kontakt, tęskniliśmy strasznie za sobą i postanowiliśmy być razem, pomimo tego że on mieszkał w Anglii, ja w Polsce, on był Kurdem a ja Polką. Nie wiem, co mnie skłoniło do wejścia w związek z muzułmaninem, z reguły jestem bardzo rozsądną osobą. Rozmawiałam z nim o tym wiele razy, powtarzał że nie jest religijny, że bardzo mu się to podoba że jestem Polką. Poza tym był dosyć rozrywkowy, nawet powiedziałabym że trochę zepsuty, spędziłam z nim szalone chwile. Czułam, że mu na mnie zależy, przyjeżdżał do mnie co 3 miesiące z Anglii, zapraszał do siebie, zabrał mnie znów do miejsca gdzie się poznaliśmy. A z drugiej strony był bardzo zaborczy, kontrolował mnie, musiał mieć moje hasło do fb, czytał wiadomości. Gdy rozmawiałam z kolegami stawał się szalenie zazdrosny i mówił, że z nimi flirtuję, posądzał o zdrady, krzyczał i mówił że jestem łatwa. Co do spraw łóżkowych, po prostu robił to gdy miał ochotę, nie zwracając uwagi na moje zdanie, nie liczył się z moimi uczuciami w żadnej kwestii, był strasznie samolubny. Jestem bardzo uczuciową i wrażliwą osobą i bardzo mnie to bolało. Sama stałam się taka sama, zazdrosna i kontrolująca jego, tyle że on faktycznie pisał i dzwonił do różnych dziewczyn które poznał w internecie, a dla mnie istniał tylko on. Zrezygnowałam z kontaktów towarzyskich, stałam się bardzo samotna, byle tylko jego nie doprowadzić do złości, zrobił mi kompletne pranie mózgu. Po 2 latach związku, po którejś z naszych kłótni stwierdził, że on jednak nie może być ze mną, bo jestem Polką i "nie jestem typem żony", no i odległość jest największym problemem. Bardzo to przeżyłam, jednak on się wciąż do mnie odzywał, mówił że mnie kocha, tęskni i już nigdy nie pozna takiej dziewczyny jak ja. Walczyłam o niego dobre kilka miesięcy, ignorował mnie gdy go najbardziej potrzebowałam, gdy płakałam nigdy nie miał dla mnie czasu, odzywał się tylko gdy miał ochotę ale wciąż powtarzał że chce do mnie wrócić jednak potrzebuje czasu. W międzyczasie flirtował z dziesiątkami dziewczyn przez internet, jedna nawet wysłała mi maila z wyzwiskami twierdząc że teraz ona z nim jest i żebym mu dała spokój. Byłam załamana ale wciąż nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Zerwał z tą dziewczyną po kilku dniach. W końcu powiedział, że chce do mnie przylecieć i mnie przeprosić. I przyleciał, fakt, zachowywaliśmy się jak para, rozmawialiśmy o powrocie do siebie ale nie przeprosił, tylko stwierdził że ta dziewczyna nic nie znaczyła, że był zagubiony i chciał o mnie zapomnieć. I stwierdził, że potrzebuje kilku dni, że musi najpierw porozmawiać z rodziną (jego ojciec to straszny człowiek, nigdy nie pochwalał naszego związku). Wrócił do Anglii, rozmawialiśmy codziennie, mówił że tęskni i że bardzo do siebie pasujemy. Jednak w końcu zapytałam się go wprost kim dla siebie jesteśmy. Wtedy jak to on znowu mnie zignorował, powiedział żebym dała mu spokój, nawyzywałam go wtedy, on poleciał na wakacje, do tego samego hotelu, w którym się poznaliśmy i nie odzywał się do mnie tydzień czasu. Cały ten tydzień przepłakałam. Gdy wrócił znów się zaczął do mnie odzywać, powiedział że jednak to koniec, że nie chce być ze mną ale wciąż pisał że tęskni a ja głupia rozmawiałam z nim i ciągle miałam nadzieję. Później się okazało, że na tych wakacjach zrobił jakiejś dziewczynie dziecko.
W końcu znajomy zaprosił mnie na randkę, zaczęliśmy się spotykać. Pomimo tego, że wciąż bardzo kochałam mojego byłego postanowiłam dać temu mojemu koledze szansę. Wydawał się taki porządny (zupełne przeciwieństwo mojego byłego), mówił że będzie cierpliwy, że mu na mnie zależy, chce być przy mnie i mnie nie zrani. Powiedziałam mojemu byłemu, że się z kimś spotykam. Wtedy on zaczął mnie błagać, żebym tego nie robiła, że mnie kocha, żebyśmy byli ze sobą. Stwierdziłam, że znienawidziłabym siebie już do końca gdybym teraz tak po prostu do niego wróciła. Pewnie gdyby powalczył jeszcze trochę wróciłabym, w duszy pewnie na to liczyłam. Ale wtedy on powiedział o tym co się wydarzyło na wakacjach, że zrobił komuś dziecko. Dowiedziałam się tego jakiś miesiąc temu i wciąż nie mogę się otrząsnąć, mój były zupełnie się do mnie nie odzywa, stwierdził że mnie stracił, podobno jest już zaręczony z kimś innym, napisał że wie że za nim płaczę jak zawsze i życzył mi powodzenia w zastępowaniu jego kimś innym. A mój znajomy stwierdził, że to nie ma sensu bo ma teraz dużo pracy i mieszka 60 km ode mnie i nie będzie się mógł ze mną spotykać. Mam do niego o to wielki żal, bo wiedział przez co przechodzę, mówił że będzie przy mnie a zostawił mnie zupełnie samą. To trwa już miesiąc a ja płaczę dzień w dzień, tęsknię za moim byłym, mam wrażenie że już nigdy nie przeżyję tak szalonej i intensywnej miłości, oglądam jego zdjęcia. Jestem niesamowicie samotna, bo nie dbałam o kontakty towarzyskie, wiadomo, my kobiety kochające za bardzo często stawiamy faceta na pierwszym miejscu i żyjemy tylko dla niego. Poza tym chodzę ciągle smutna i nie słucham tego co ludzie do mnie mówią, myślę o nim non stop i o tym ile energii i zdrowia dla niego poświęciłam.
Boję się, że w przyszłości nie będę już umiała zbudować normalnego związku, że każdy facet którego poznam zauważy, że coś jest ze mną nie tak i ucieknie właśnie jak ten mój znajomy.

23 342

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

A może być destrukcyjny pozytyw?

Jak nie jak tak smile
Dając komuś lukrowanymi słowami w pysk, jak to onegdaj powiadała pani_zupa

smile

23 343 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-10 00:25:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Mala.

Chcę Ci powiedzieć jedno.
W stanie w którym jesteś obecnie nie nawiążesz kontaktu z nikim innym jak tylko z człowiekiem, który będzie miał problemy i deficyty. I powiem Ci, że zdrowy związek to to nie będzie.
Nie jesteś samotna, bo nie ma koło Ciebie faceta, jesteś samotna, bo samotność jest w Tobie, a wiesz co to jest samotność? "Samotność to odległość jaka dzieli Ciebie od Twoich własnych uczuć ukrytych w podświadomości. Tylko Ty możesz ją ukoić".
Jak długo będziesz starała się żeby ktoś lub coś zapełnił Twoje braki jakimi jest samotność, brak poczucia bezpieczeństwa etc. tak długo nie będziesz szczęśliwa.
Nie masz zbyt wysokiego poczucia własnej wartości prawda?
To ja Ci powiem, że jesteś wartościowym człowiekiem, bo każdy z nas jest. I każdy z nas ma prawo do bycia szczęśliwym. Wiesz o tym?
Być może racjonalnie widzisz, że tak jest, ale podświadomie w to nie wierzysz.
Wiesz dlaczego twierdzę, że tak jest?
Bo człowiek świadomy swojej wartości, człowiek, którego życiem nie kieruje strach, człowiek, który nie boi się zmian nie brnie w toksyczny układ i nie daje się żle traktować, nie daje sobie zrobić krzywdy.
Więc zastanów się czego Ci potrzeba i daj to sobie, daj to sobie sama. Odszukaj siebie, zaufaj sobie, pokochaj siebie, skonfrontuj ze swoimi emocjami i uczuciami, zastan?w się czego Ci brakuje, przemyśl co każdy ze związków miał Ci dawać, co Ci partnerzy Ci dawali, że z nimi byłaś. Wiemy, że miłości nie dawali, a jedynie chcieli siebie dowartościować, dać sobie coś czego im brakuje. I wiesz, ani Ty ani oni być może nie wiedzą czego im brakowało i brakuje.
Trzeba zacząć od siebie.

Nie smuć się, przemyśl to.

Prawda jest taka, że jeżeli sama ze sobą nie jesteś szczęśliwa to nie będziesz szczęśliwa z nikim.
Długa praca odkrywcza przed Tobą, jeśli tylko chcesz smile

23 344

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeżeli w mojej przeszłości są jakieś dysfunkcje [oprocz deficytu uwagi ojca] to musiałam niezle je przed sobą ukryć... bo ich nie znajduję... Zastanawiam sie też czemu mi się to zdarzyło [ten problem] a innym kobietom, ktore znam, a które pochodzą z jawnie dysfunkcyjnych rodzin - nie. Mamy jakis "dodatkowy gen" ?

23 345 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-10 08:57:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Jeżeli w mojej przeszłości są jakieś dysfunkcje [oprocz deficytu uwagi ojca] to musiałam niezle je przed sobą ukryć... bo ich nie znajduję... Zastanawiam sie też czemu mi się to zdarzyło [ten problem] a innym kobietom, ktore znam, a które pochodzą z jawnie dysfunkcyjnych rodzin - nie. Mamy jakis "dodatkowy gen" ?

Większość ludzi ma jakiś deficyt. Tak nie byłoby alkoholików, seksoholików, zdradzaczy.
Jeśli będziesz chciała to znajdziesz, ale myślę, że to dopiero w danej sytuacji, na bieżąco jakby.
Nie gen, a skłonność do uzależnienia, do trwania w niesprzyjających warunkach.
Jak dana sytuacja się zdarzy, wtedy wiesz, że nie chcesz czegoś, że to nie jest dla Ciebie dobre, a mimo to robisz to, a potem jesteś zła na siebie, jest Ci przykro.
Z jednej strony coś Ci mówi, że nie tak powinno być, a druga strona, czyli podświadomość jakby zmusza Cię, żeby coś zrobić. Czujesz, że musisz i racjonalizujesz, że to nie jest dla Ciebie złe, że inni mają gorzej, że każdy ma wady, etc. A ta racjonalizacja to system obronny jedynie. Jedyny znany sposób postępowania.

No i czasem bywa tak, że mimo iż rodzina jest dysfunkcyjna to dziecko ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa, czuje się kochane itd. To wszystko zależy od rodzic?w. Dzieci z pełnych rodzin to dopiero miewają problemy, a wszystko mogłoby się wydawać takie super.

I pamiętaj, że to, że my to mamy to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, lepsi. Każdy jest inny. Ale zawsze wartościowyi w to trzeba uwierzyć i zmienić wvswojej głowie smile

23 346

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Even - mam nadzieję, że Cię te spostrzeżenia nie zdenerwują, bo czasem osoby negatywnie reagują na zwrotną informację forumowiczów, co nam się nasuwają za przemyślenia. Niby to charakterystyczny mechanizm reagowania, kiedy ktoś nam wskazuje błędny kierunek - ale z drugiej strony, czasem warto sobie uprościć życie i spróbować pójśc tym sugerowanym torem wink

Ja ewidentnie się zgadzam, że np. Mnie jest łatwiej przebywać w środowisku trudnym - jest mi obo po prostu bliższe i znam innego. Warto poszukać przyczyny....? smile Ten uśmiech to dla otuchy smile

Nie denerwują. Piszę po to, żeby coś uzyskać - mieć materiał do przemyśleń i dostaję - za co dziękuję Hm... Żabce-K i i Bagsowi smile Chciałabym napisać mądrzej i więcej, ale troche mam dziś kryzys.

To ja przytulam smile
Się zdarzają niestety. Czasem jak się okaże się czegoś znowu nie zauważyło - co oczywiście odnoszę do siebie. Bo mi znowu coś wlazło do głowy i wyleźć jakoś dzisiaj nie może, choć jasno sobie wytłumaczyłam, że w tej i wielu innych kwestiach wcale nie muszę zrozumieć. A wręcz wara mi od zrozumienia! Ale inna kwestia, że mi się owo coś cholernie nie podoba!
NO!
smile

23 347

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie!

Hm - jak masz tę książkę w wersji elektronicznej, to ja bardzo poproszę wink Na serio smile

Even - przeszłość to nie tylko dzieciństwo, choć najczęściej od tego się zaczyna. Zapewne "ukryłaś" - przecież najprawdopodobniej w ogóle nie zdajesz sobie sprawy, jak konkretna sytuacja mogła wpłynąć na Ciebie. Trudno tak nagle i od razu dojść do tego, w czym tkwi przyczyna. I że w ogóle dana kwestia mogła w taki negatywny sposób zadziałać na nas.... Gdybyś mnie spytała rok temu, to w życiu bym Ci nie odpowiedziała tego co mogłabym odpowiedzieć teraz. I wcale nie muszę tego samego powiedzieć za pół roku choćby.
Dla mnie w tym wszystkim  chyba jednak najgorszym odczuciem był strach przed tym co mogłam właśnie ukryć w sobie. Tego się bałam kiedy zaczęłam pracować ze sobą. Strach na szczęście tym razem nie podziałał demotywująco.

23 348 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-10 11:56:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Witajcie!

Hm - jak masz tę książkę w wersji elektronicznej, to ja bardzo poproszę wink Na serio smile

Even - przeszłość to nie tylko dzieciństwo, choć najczęściej od tego się zaczyna. Zapewne "ukryłaś" - przecież najprawdopodobniej w ogóle nie zdajesz sobie sprawy, jak konkretna sytuacja mogła wpłynąć na Ciebie. Trudno tak nagle i od razu dojść do tego, w czym tkwi przyczyna. I że w ogóle dana kwestia mogła w taki negatywny sposób zadziałać na nas.... Gdybyś mnie spytała rok temu, to w życiu bym Ci nie odpowiedziała tego co mogłabym odpowiedzieć teraz. I wcale nie muszę tego samego powiedzieć za pół roku choćby.
Dla mnie w tym wszystkim  chyba jednak najgorszym odczuciem był strach przed tym co mogłam właśnie ukryć w sobie. Tego się bałam kiedy zaczęłam pracować ze sobą. Strach na szczęście tym razem nie podziałał demotywująco.

Kochana, ja ją mam w wersji klasycznej, tamtej nie udało mi się zdobyć.
Ale powiem Ci, że ta klasyczna daje wiele, bo można ją sobie pomalować i pozaznaczaći itd.
Podoba Ci się jak gadam? tongue
Żartuję smile, wszak nie o gadanie tutaj chodzi.

A tak serio, polecam. Chociaż myślę, że reklamy jej nie trzeba robić smile.Wytrzeszczu dostaję pod wpływem i moc rozważań mam. Niezwykłe. smile

23 349

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A żebyś wiedziała, że podoba! I sama to w sobie zauważyłaś, że się otworzyłaś. I właśnie widzę, że jesteś pod jej wrażeniem i dała Ci mnóstwo wiary w siebie! Buziak wielki smile

To proszę z klasyczną kiedyś do mnie na zwiedzanie - Ty będziesz oglądać - a ja wtedy czytać wink Fuj - gupi pomysł, wolę połazić i pogadać smile

23 350 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-10 12:44:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A żebyś wiedziała, że podoba! I sama to w sobie zauważyłaś, że się otworzyłaś. I właśnie widzę, że jesteś pod jej wrażeniem i dała Ci mnóstwo wiary w siebie! Buziak wielki smile

To proszę z klasyczną kiedyś do mnie na zwiedzanie - Ty będziesz oglądać - a ja wtedy czytać wink Fuj - gupi pomysł, wolę połazić i pogadać smile

Jest mi ogromnie miło.
Niesamowite jest to, że robię mnóstwo rzeczy dla swojego dobra. I nic nie muszę. Ani świństw, ani cukru. Normalnie wodę piję. Nie mam na nic ciśnienia, na nic, niesamowite.
Ja nic nie muszę, mogę sobie z radością funkcjonować bez wielu rzeczy, a jak są to miło, a jak nie ma to nie ma problema smile
Jest tam coś co doskwiera, to wiesz, ale pomysł mam malutki i postaram się go..., co tam po prostu go powiększę i zrealizuję i zobaczymy co z tego wyniknie.
A jakby coś to inne pomysły będą. Raz się uda, raz nie. No nie? Ale uda się, bo czemuż by nie?
I mam tyle do powiedzenia, tyle przemyśleń.
I w pewnym momencie zmysły mi się tak wyostrzyły jakobym wietrzyła jak zwierzę smile

W harmonii żyj, ze sobą, prawdziwą, nie tą iluzoryczną.
Ja pierniczę, co się dzieje?
Normalnie coś dziwnego smile

Pochodzimy, pozwiedzamy, a czytać będziesz później może nie?
Przyjadę smile

A wiesz co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Że niczego nie trzeba robić naprędce, tylko tak spokojnie, na luzie. Ale nie tak że wiemy, że trzeba małymi kroczkami, ale tak..., tak po prostu.

23 351 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-10 12:43:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I w taki o to sposób zaczynasz odmawiać rzeczy, które wcześniej wydawało się, że chciałaś, że musisz nawet. A teraz wiesz, że to była tylko wewnętrza presja, bo raz, że wcale ich nie potrzebujesz, bo do życia nie są Ci potrzebne, a dwa, że bywają dla Ciebie niedobre.

23 352

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie lubię pisać o sobie.

23 353

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Taaaa! Nie lubisz?????? A co napisałaś? smile smile smile Szkoda że tu nie ma tego śmiejącego i turlającego się emotka smile Ale tak pozytywnie mi chodzi turlającego się, bo w końcu zaczynasz o sobie smile

No właśnie jest przecudne smile Owo krok za kroczkiem dla siebie smile Nawet jak się biegnie do autobusu, to krok za kroczkiem wink
Wczoraj się zaśmiałam do kogoś, że nic nikogo nie zmusza, żeby zrobić coś natychmiast, zaraz - nawet sądy dają przynajmniej tydzień na coś tam wink Sami się zmuszamy i potem zdziwienie, że nie mam humorku.

Przyjeżdżaj smile smile Raczej nie poczytam wink Lepiej, jak mi sama opowiesz - to jeszcze bardziej zachęca smile

23 354

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Taaaa! Nie lubisz?????? A co napisałaś? smile smile smile Szkoda że tu nie ma tego śmiejącego i turlającego się emotka smile Ale tak pozytywnie mi chodzi turlającego się, bo w końcu zaczynasz o sobie smile

No właśnie jest przecudne smile Owo krok za kroczkiem dla siebie smile Nawet jak się biegnie do autobusu, to krok za kroczkiem wink
Wczoraj się zaśmiałam do kogoś, że nic nikogo nie zmusza, żeby zrobić coś natychmiast, zaraz - nawet sądy dają przynajmniej tydzień na coś tam wink Sami się zmuszamy i potem zdziwienie, że nie mam humorku.

Przyjeżdżaj smile smile Raczej nie poczytam wink Lepiej, jak mi sama opowiesz - to jeszcze bardziej zachęca smile

big_smile
Sami się zmuszamy a potem się dziwimy, że nam nie wychodzi bo za szybko, albo robimy, chociaż wcale nie chcieliśmy tego robić.
Nieraz to i 31 dni czasu mają smile

Ale czasem warto się zmusić dla własnego dobra, ot tak jak z chodzeniem do dentysty. Do super przyjemności to się nie zalicza, ale każdy człowiek na poziomie racjonalnym wie jakie mogą być konsekwencje nie wyleczonego zęba.
I w tym wszystkim o to chodzi, żeby dopuścić ten racjonalny głos rozsądku do siebie i skonfrontować go z naszą podświadomością, która chce nas przekonać do swoich niekoniecznie słusznych racji i tak w przypadku zęba może m?wić -ale on jeszcze tak nie boli, można poczekać, nic takiego się jeszcze nie dzieje. smile.

Opowiem tu, opowiem tam smile

23 355

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Heh - i pewnie nie tylko niesłuszne racje - ale wręcz czasem działanie na szkodę i przeciwko? To mnie czasem zastanawia - dlaczego coś właśnie potrafimy zrobić na przekór sobie - bo sobie na ową szkodę.... Jak to jest, że człowiek wie, jest świadomy, a woli machnąć ręką?

23 356

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mala91 witaj w naszej grupie. Niestety czeka Cię ogromna praca nad sobą, bo dopóki nie potrafisz funkcjonować sama i nie potrafisz żyć bez drugiego człowieka u boku nadal będziesz pakować sie w takie relacje.

Masz szansę na terapie tam gdzie jesteś ??

Jakie miałaś dzieciństwo ??

23 357

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A żebyś wiedziała, że podoba! I sama to w sobie zauważyłaś, że się otworzyłaś. I właśnie widzę, że jesteś pod jej wrażeniem i dała Ci mnóstwo wiary w siebie! Buziak wielki smile

To proszę z klasyczną kiedyś do mnie na zwiedzanie - Ty będziesz oglądać - a ja wtedy czytać wink Fuj - gupi pomysł, wolę połazić i pogadać smile

Jest mi ogromnie miło.
Niesamowite jest to, że robię mnóstwo rzeczy dla swojego dobra. I nic nie muszę. Ani świństw, ani cukru. Normalnie wodę piję. Nie mam na nic ciśnienia, na nic, niesamowite.
Ja nic nie muszę, mogę sobie z radością funkcjonować bez wielu rzeczy, a jak są to miło, a jak nie ma to nie ma problema smile
Jest tam coś co doskwiera, to wiesz, ale pomysł mam malutki i postaram się go..., co tam po prostu go powiększę i zrealizuję i zobaczymy co z tego wyniknie.
A jakby coś to inne pomysły będą. Raz się uda, raz nie. No nie? Ale uda się, bo czemuż by nie?
I mam tyle do powiedzenia, tyle przemyśleń.
I w pewnym momencie zmysły mi się tak wyostrzyły jakobym wietrzyła jak zwierzę smile

W harmonii żyj, ze sobą, prawdziwą, nie tą iluzoryczną.
Ja pierniczę, co się dzieje?
Normalnie coś dziwnego smile

Pochodzimy, pozwiedzamy, a czytać będziesz później może nie?
Przyjadę smile

A wiesz co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Że niczego nie trzeba robić naprędce, tylko tak spokojnie, na luzie. Ale nie tak że wiemy, że trzeba małymi kroczkami, ale tak..., tak po prostu.

No i Amen !! Czuję dokładnie to samo. To fantastyczne gdy człowiek dojdzie do tego etapu.

23 358

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Heh - i pewnie nie tylko niesłuszne racje - ale wręcz czasem działanie na szkodę i przeciwko? To mnie czasem zastanawia - dlaczego coś właśnie potrafimy zrobić na przekór sobie - bo sobie na ową szkodę.... Jak to jest, że człowiek wie, jest świadomy, a woli machnąć ręką?

Bo to jest jedyny podświadomie znany sposób, jedyna znana możliwość. Bo podświadomość nie wie, że to złe. Ona chce nas chronić i robi wszystko co uważa za stosowne, wybiera tylko spośród znanego sobie zakresu możliwości.

23 359

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

No i Amen !! Czuję dokładnie to samo. To fantastyczne gdy człowiek dojdzie do tego etapu.

Jak dobrze, że tu trafiłam smile To naprawdę daje siłę.  Może ja też dojdę do takiego stanu [baaardzo chcę]. Na razie ze wszystkim problem, nawet z samodzielną decyzją dotyczącą zakupów i ciągłe ubieganie się o powtwierdznie "dobrze zrobiłaś".

Mogę zapytać czy każda z Was korzystała z pomocy terapeuty albo grup "samopomocy" czy wystarczyła Wam tylko własna praca nad sobą? [ Rozumiem, że to może być zbyt osobiste pytanie, jeśli tak to przepraszam ]

23 360

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A żebyś wiedziała, że podoba! I sama to w sobie zauważyłaś, że się otworzyłaś. I właśnie widzę, że jesteś pod jej wrażeniem i dała Ci mnóstwo wiary w siebie! Buziak wielki smile

To proszę z klasyczną kiedyś do mnie na zwiedzanie - Ty będziesz oglądać - a ja wtedy czytać wink Fuj - gupi pomysł, wolę połazić i pogadać smile

Jest mi ogromnie miło.
Niesamowite jest to, że robię mnóstwo rzeczy dla swojego dobra. I nic nie muszę. Ani świństw, ani cukru. Normalnie wodę piję. Nie mam na nic ciśnienia, na nic, niesamowite.
Ja nic nie muszę, mogę sobie z radością funkcjonować bez wielu rzeczy, a jak są to miło, a jak nie ma to nie ma problema smile
Jest tam coś co doskwiera, to wiesz, ale pomysł mam malutki i postaram się go..., co tam po prostu go powiększę i zrealizuję i zobaczymy co z tego wyniknie.
A jakby coś to inne pomysły będą. Raz się uda, raz nie. No nie? Ale uda się, bo czemuż by nie?
I mam tyle do powiedzenia, tyle przemyśleń.
I w pewnym momencie zmysły mi się tak wyostrzyły jakobym wietrzyła jak zwierzę smile

W harmonii żyj, ze sobą, prawdziwą, nie tą iluzoryczną.
Ja pierniczę, co się dzieje?
Normalnie coś dziwnego smile

Pochodzimy, pozwiedzamy, a czytać będziesz później może nie?
Przyjadę smile

A wiesz co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Że niczego nie trzeba robić naprędce, tylko tak spokojnie, na luzie. Ale nie tak że wiemy, że trzeba małymi kroczkami, ale tak..., tak po prostu.

No i Amen !! Czuję dokładnie to samo. To fantastyczne gdy człowiek dojdzie do tego etapu.

Zgadza się @-

23 361

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
Ehdi napisał/a:

No i Amen !! Czuję dokładnie to samo. To fantastyczne gdy człowiek dojdzie do tego etapu.

Jak dobrze, że tu trafiłam smile To naprawdę daje siłę.  Może ja też dojdę do takiego stanu [baaardzo chcę]. Na razie ze wszystkim problem, nawet z samodzielną decyzją dotyczącą zakupów i ciągłe ubieganie się o powtwierdznie "dobrze zrobiłaś".

Mogę zapytać czy każda z Was korzystała z pomocy terapeuty albo grup "samopomocy" czy wystarczyła Wam tylko własna praca nad sobą? [ Rozumiem, że to może być zbyt osobiste pytanie, jeśli tak to przepraszam ]

Ja tam korzystałam, ale bardzo malutko.

23 362

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To my, jeśli chcemy możemy wytłumaczyć naszej głowie, że to co robi nie jest dla nas dobre Żabko. Tylko my zwykle o tym nie wiemy, albo się do tego nie przyznajemy, bo coś nam jednak świta.

23 363

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Mala91 witaj w naszej grupie. Niestety czeka Cię ogromna praca nad sobą, bo dopóki nie potrafisz funkcjonować sama i nie potrafisz żyć bez drugiego człowieka u boku nadal będziesz pakować sie w takie relacje.

Masz szansę na terapie tam gdzie jesteś ??

Jakie miałaś dzieciństwo ??

Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ogromna praca, udało mi się po moim byłym chłopaku, otrząsnęłam się, zaczęłam żyć swoim życiem, myśleć o sobie, i za moment wpadłam w kolejny toksyczny związek. Podniosłam się z tego pewnie dlatego, że miałam wielkie wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół, lekarki, teraz jest gorzej a ja nie mam nikogo u boku i nie chcę ludzi obarczać moimi problemami.
Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Co do terapii, nie wiem, nie dowiadywałam się jednak nie czuję się komfortowo mówiąc o swoich problemach obcej osobie/osobom.

Moi rodzice zawsze przesadzali z alkoholem. Mama jest kochana, zawsze się o mnie troszczyła ale jednak już gdy byłam małą dziewczynką widziałam że ma problem. Od taty raczej wiele miłości nie zaznałam. A co do ich wspólnych relacji to w domu były ciągłe kłótnie, kiedyś wydawało mi się to normalne. Jednak wciąż nie wiem, czy to jest powodem moich porażek z facetami, moja siostra nigdy nie miała takich problemów.

Cieszę się, że jest tu ktoś kto w ogóle wie o czym mówię, ludzie kompletnie nie rozumieją czemu tak mocno przeżywam rozstania i angażuję się w związki

23 364

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Mala91 witaj w naszej grupie. Niestety czeka Cię ogromna praca nad sobą, bo dopóki nie potrafisz funkcjonować sama i nie potrafisz żyć bez drugiego człowieka u boku nadal będziesz pakować sie w takie relacje.

Masz szansę na terapie tam gdzie jesteś ??

Jakie miałaś dzieciństwo ??

Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ogromna praca, udało mi się po moim byłym chłopaku, otrząsnęłam się, zaczęłam żyć swoim życiem, myśleć o sobie, i za moment wpadłam w kolejny toksyczny związek. Podniosłam się z tego pewnie dlatego, że miałam wielkie wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół, lekarki, teraz jest gorzej a ja nie mam nikogo u boku i nie chcę ludzi obarczać moimi problemami.
Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Co do terapii, nie wiem, nie dowiadywałam się jednak nie czuję się komfortowo mówiąc o swoich problemach obcej osobie/osobom.

Moi rodzice zawsze przesadzali z alkoholem. Mama jest kochana, zawsze się o mnie troszczyła ale jednak już gdy byłam małą dziewczynką widziałam że ma problem. Od taty raczej wiele miłości nie zaznałam. A co do ich wspólnych relacji to w domu były ciągłe kłótnie, kiedyś wydawało mi się to normalne. Jednak wciąż nie wiem, czy to jest powodem moich porażek z facetami, moja siostra nigdy nie miała takich problemów.

Cieszę się, że jest tu ktoś kto w ogóle wie o czym mówię, ludzie kompletnie nie rozumieją czemu tak mocno przeżywam rozstania i angażuję się w związki

Każdy z nas jest inny.
Widzisz Ty i siostra jesteście z jednegk domu, a każda inaczej sobie radzi, ma inne potrzeby itd.

Terapeuta od tego jest żeby wysłuchać. Nie masz nic do stracenia. Jeśli chcesz,bo przecież nie musisz. Możesz spróbować sama.

23 365

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:

Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Nie to, że chciałabym się wymądrzać, ale to standardowe, wydaje się. Wolimy większe wyzwania, więcej problemów, które możemy rozwiązywać [ i to jego problemów] zamiast skupiać się na sobie. Nauczyłyśmy się schmeatu związek = ekstremalne uczucia. Chcemy ciągle pomagać, zajmować się kimś, być potrzebne - to jedyna znana rola, więc przyciągamy i jesteśmy zainteresowane "trudnymi facetami". Myli nam się dramatyzm z siłą uczucia. [Tak przynajmniej zrozumiałam z tego co napisała Norwood - i potwierdzam swoim doświadczeniem]

23 366 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-11 10:02:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
mala91 napisał/a:

Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Nie to, że chciałabym się wymądrzać, ale to standardowe, wydaje się. Wolimy większe wyzwania, więcej problemów, które możemy rozwiązywać [ i to jego problemów] zamiast skupiać się na sobie. Nauczyłyśmy się schmeatu związek = ekstremalne uczucia. Chcemy ciągle pomagać, zajmować się kimś, być potrzebne - to jedyna znana rola, więc przyciągamy i jesteśmy zainteresowane "trudnymi facetami". Myli nam się dramatyzm z siłą uczucia. [Tak przynajmniej zrozumiałam z tego co napisała Norwood - i potwierdzam swoim doświadczeniem]

No pewnie.
Myślę, że KKZB będzie szukać akceptacji w jego oczach, więc musi o sobie przypominać.
Nie zajmuje się sobą tylko nim.
Będzie chciała zwrócić jego uwagę robiąc wszystko co się da, jednak efekt jest odwtotny całkowicie.
Mnie się wydaje, że w głębi nie o nudzenie chodzi a o stabilność, stabilność emocji i uczuć. Bo ten nudny to właśnie jest stabilny, więc nasza podświadomość się nim nie zainteresuje. Zainteresuje się podobnym okazem jak my podświadomie jesteśmy. Nie, że jota w jotę takim samym jak my, ale r?wnie pokręconym pod jakimś względem, poszukującym czegoś z czego nawet nie zdaje sobie sprawy.
Więc ludzie nudni, czytaj stabilni i wiedzący czego chcą, tacy co to nie muszą się starać o zainteresowanie i akceptację, poniewaź są świadomi swojej wartości i sami siebie akceptują ,zapewne przyciągają nudnych, czytaj podobnych sobie, stabilnych i świadomych swojej wartości itd.. A pokręceni pokręconych smile

I rozwi?zujemy te problemy tego jego, bo ma nam coś to dać, ale niestety nie daje nam to niczego. Ulotną, fikcyjną satysfakcję na chwilę. Iluzję. A jak się uśmiechnie i przytuli, albo powie, że kocha to my całe w skowronkach jesteśmy, bo przecież chcemy być kochane ponad wszystko. A on nam przecież zainteresowanie na dodatek okazał.To nic, że zaraz pójdzie oglądać pornola, albo p?jdzie gdzieś. Albo nas oleje jak zwykle i w tv dzień cały bez kontaktu ze światem, w obojętności swej siedział będzie, w oczekiwaniu na swe truskawki. Powiedział przecież, że kocha nie? To super jest. Kocha, interesuje się.
I obojętny będzie jak zwykle dopóki czegoś nie zachce od nas, a wtedy zn?w...
I stąd taka huśtawka. Myślę, że żadne z nas wtedy nie wie czego chce. Podświadomość stwarza systemy obronne na sobie znanym polu. Ale w zgodzie to my wtedy ze sobą nie żyjemy, mamy w sobie chaos. Bo podświadomość swoje, a racjonalny umysł swoje. Ile razy łapałyście się na uczuciu, że to nie tak powinno być, a potem przekonywałyście same siebie, że jeszcze nie jest tak źle? Że zawsze może być gorzej, że inni mają gorzej itd.
I dochodzimy do punktu w którym robimy to co nie do końca byśmy chcieli.

23 367

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
Ehdi napisał/a:

No i Amen !! Czuję dokładnie to samo. To fantastyczne gdy człowiek dojdzie do tego etapu.

Jak dobrze, że tu trafiłam smile To naprawdę daje siłę.  Może ja też dojdę do takiego stanu [baaardzo chcę]. Na razie ze wszystkim problem, nawet z samodzielną decyzją dotyczącą zakupów i ciągłe ubieganie się o powtwierdznie "dobrze zrobiłaś".

Mogę zapytać czy każda z Was korzystała z pomocy terapeuty albo grup "samopomocy" czy wystarczyła Wam tylko własna praca nad sobą? [ Rozumiem, że to może być zbyt osobiste pytanie, jeśli tak to przepraszam ]

Even, pewnie dziewczyny też już napisały, ja więc tylko dodam, że wiele z nas korzystała, czy korzysta z "profesjonalnej" pomocy. Ja w dalszym ciągu, zaczęłam bodajże w listopadzie zeszłego roku. Nie widzę w tym już nic wstydliwego, że szukałam i znalazłam taką pomoc, jaka mi pomaga. Nie poprzestałam na niej, bo przecież jestem i tu smile Robię, próbuję wszystkiego, co ma dla mnie znaczenie i czego chcę smile

Jeśli będziesz chciała, odzyskasz i wiarę w siebie i zaufanie do siebie samej smile Ja nie byłam w stanie wyjść na kawę sama, a teraz najprzyjemniej chodzi mi się na ciuchowo- butowe zakupy samej, bo zajmuję się tylko swoimi potrzebami w tym zakresie tongue Obiad na mieście dla mnie samej? A czemu nie, byle by za kazdym razem inna knajpka, bo "kilka" jest a ja niestety nie mam rozeznania w nich i nie bardzo wiem, gdzie na coś konkretnego można liczyć. Dobrze robię, kiedy MNIE coś sprawia przyjemność, satysfakcję i sprawia że jestem pogodna smile A to daje jeszcze większą satysfakcję smile

23 368

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

To my, jeśli chcemy możemy wytłumaczyć naszej głowie, że to co robi nie jest dla nas dobre Żabko. Tylko my zwykle o tym nie wiemy, albo się do tego nie przyznajemy, bo coś nam jednak świta.

Chyba - patrząc na mnie wstecz - nie przyznajemy, wręcz tłamsimy.

23 369

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Mala91 witaj w naszej grupie. Niestety czeka Cię ogromna praca nad sobą, bo dopóki nie potrafisz funkcjonować sama i nie potrafisz żyć bez drugiego człowieka u boku nadal będziesz pakować sie w takie relacje.

Masz szansę na terapie tam gdzie jesteś ??

Jakie miałaś dzieciństwo ??

Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ogromna praca, udało mi się po moim byłym chłopaku, otrząsnęłam się, zaczęłam żyć swoim życiem, myśleć o sobie, i za moment wpadłam w kolejny toksyczny związek. Podniosłam się z tego pewnie dlatego, że miałam wielkie wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół, lekarki, teraz jest gorzej a ja nie mam nikogo u boku i nie chcę ludzi obarczać moimi problemami.
Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Co do terapii, nie wiem, nie dowiadywałam się jednak nie czuję się komfortowo mówiąc o swoich problemach obcej osobie/osobom.

Moi rodzice zawsze przesadzali z alkoholem. Mama jest kochana, zawsze się o mnie troszczyła ale jednak już gdy byłam małą dziewczynką widziałam że ma problem. Od taty raczej wiele miłości nie zaznałam. A co do ich wspólnych relacji to w domu były ciągłe kłótnie, kiedyś wydawało mi się to normalne. Jednak wciąż nie wiem, czy to jest powodem moich porażek z facetami, moja siostra nigdy nie miała takich problemów.

Cieszę się, że jest tu ktoś kto w ogóle wie o czym mówię, ludzie kompletnie nie rozumieją czemu tak mocno przeżywam rozstania i angażuję się w związki

Witaj!

Mała - jak się masz czuć dobrze ze spokojnym facetem, jeśli dzieciństwo przyzwyczaiło Cię do atmosfery kłótni i pretensji? Mnie dzieciństwo przyzwyczaiło do samotności, do tego, że lepiej zamknąć się w sobie i nawet nie pokazywać, że jestem, zejść z oczu i samej zająć się sobą. Przez większość czasu obcując z kimś nie zauważam, że właśnie tak postępuję, że usuwam się dając komuś możliwość wyjścia na pierwsze miejsce - i jego potrzebom. Ale w gruncie rzeczy wiem, że mi to nie odpowiada i nie jestem w stanie tak wytrzymać cały czas.... W końcu dochodzę do takiego miejsca, że mam wybór - albo się zacznę ratować, albo utonę. Nigdy nie miałam wątpliwości, co wybrać - przyparta do muru. Parafrazując psychologa Jacka Walkiewicza - polejesz czy wyjdziesz? smile

23 370 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-11 11:33:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

To my, jeśli chcemy możemy wytłumaczyć naszej głowie, że to co robi nie jest dla nas dobre Żabko. Tylko my zwykle o tym nie wiemy, albo się do tego nie przyznajemy, bo coś nam jednak świta.

Chyba - patrząc na mnie wstecz - nie przyznajemy, wręcz tłamsimy.

Ja tylko wyjaśniam w nawiązaniu do Twojej myśli tam wyżej. Taka luźna dyskusja. Nie że do ciebie, że  do Ciebie smile

Pewnie, że wstecz dla Ciebie.
Dla niektórych wstecz, dla innych teraz.

Pokręcona co u Ciebie?

23 371

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm smile
Ja dyskutuję smile Jak mi się coś wydaje w zakresie moich odczuć smile
Może i dla innych teraz - ale wiesz, optymistyczne jest to, że kazdy z nas robił coś "teraz" i kiedyś przestał. Zawsze jest szansa smile

Pogoda się kiepści sad Ale nie ta moja pogoda ducha, nie skąd smile
A ja chciałam pod namiot na weekend - typowy camping smile Samej się przekonać, czy ja dam radę z igliwiem i robactwem bez prysznica dwa dni funkcjonować, czy jednak "glamping" jedynie - a tu taki psikus, pewnie trzeba będzie przełożyć na lepszą aurę. Bo absolutnie nie zamierzam i nie będę sama tolerować wrzucanych sobie na przymus noclegów podczas burzy czy lejącego uporczywie deszczu, to już jest absolutnie ponad moją percepcję tongue
W takim razie wybiorę się do koleżanki dawno nie widzianej na oglądanie jej portugalskich poczynań w stanie leczenia rwy kulszowej i smakowanie aloesu. I ponowne zapoznanie się z jej siostrą, bo tej kobietki, to już nie widziałam chyba z 7 lat! smile Ale tak to bywa jak sie ludzie po świecie rozłażą - formalnie, bo rzeczywiście mieszka w Krakowie i do tego jest pilotem wycieczek zagranicznych. No z nią się "szybko" zobaczyć, to trzeba konkretną chyba wycieczkę wykupić wink

23 372

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Even, pewnie dziewczyny też już napisały, ja więc tylko dodam, że wiele z nas korzystała, czy korzysta z "profesjonalnej" pomocy. Ja w dalszym ciągu, zaczęłam bodajże w listopadzie zeszłego roku. Nie widzę w tym już nic wstydliwego, że szukałam i znalazłam taką pomoc, jaka mi pomaga. Nie poprzestałam na niej, bo przecież jestem i tu smile Robię, próbuję wszystkiego, co ma dla mnie znaczenie i czego chcę smile

Jeśli będziesz chciała, odzyskasz i wiarę w siebie i zaufanie do siebie samej smile Ja nie byłam w stanie wyjść na kawę sama, a teraz najprzyjemniej chodzi mi się na ciuchowo- butowe zakupy samej, bo zajmuję się tylko swoimi potrzebami w tym zakresie tongue Obiad na mieście dla mnie samej? A czemu nie, byle by za kazdym razem inna knajpka, bo "kilka" jest a ja niestety nie mam rozeznania w nich i nie bardzo wiem, gdzie na coś konkretnego można liczyć. Dobrze robię, kiedy MNIE coś sprawia przyjemność, satysfakcję i sprawia że jestem pogodna smile A to daje jeszcze większą satysfakcję smile

Żabko smile nie uważam, że to coś wstydliwego - ja też mówię o tym otwarcie - od ponad roku chodzę na terapię, ale chciałam być delikatna, bo wiem, że część osób krępuje się o tym mówić, a nawet czuje zawstydzenie gdy ktoś inny o tym mówi. Myślę, że bardziej wstydliwe jest tkwienie bezczynne w martwym punkcie i umęczanie się. Chyba mam prawo tak powiedzieć, bo sama tak robiłam, ale oczywiście nikogo nie chciałabym urazić - szczególnie osób, które są w głębokiej depresji - wtedy naprawdę ciężko jest nawet oddychać. Ale później, kiedy najgorsza i najciemniejsza mgła opada trzeba zacząć coś robić, żeby znów jej nie przywołać.

A poza tym nastrajasz pozytywnie smile

23 373

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Hm smile
Ja dyskutuję smile Jak mi się coś wydaje w zakresie moich odczuć smile
Może i dla innych teraz - ale wiesz, optymistyczne jest to, że kazdy z nas robił coś "teraz" i kiedyś przestał. Zawsze jest szansa smile

Pogoda się kiepści sad Ale nie ta moja pogoda ducha, nie skąd smile
A ja chciałam pod namiot na weekend - typowy camping smile Samej się przekonać, czy ja dam radę z igliwiem i robactwem bez prysznica dwa dni funkcjonować, czy jednak "glamping" jedynie - a tu taki psikus, pewnie trzeba będzie przełożyć na lepszą aurę. Bo absolutnie nie zamierzam i nie będę sama tolerować wrzucanych sobie na przymus noclegów podczas burzy czy lejącego uporczywie deszczu, to już jest absolutnie ponad moją percepcję tongue
W takim razie wybiorę się do koleżanki dawno nie widzianej na oglądanie jej portugalskich poczynań w stanie leczenia rwy kulszowej i smakowanie aloesu. I ponowne zapoznanie się z jej siostrą, bo tej kobietki, to już nie widziałam chyba z 7 lat! smile Ale tak to bywa jak sie ludzie po świecie rozłażą - formalnie, bo rzeczywiście mieszka w Krakowie i do tego jest pilotem wycieczek zagranicznych. No z nią się "szybko" zobaczyć, to trzeba konkretną chyba wycieczkę wykupić wink

Jasne, że to optymistyczne i myślę, że budujące smile

Fajne plany, elastycznie smile
Jak mnie deszczyk zaskoczy to kaloszki w groszki.
Tutej też mokrawo wink

23 374

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Żabko smile nie uważam, że to coś wstydliwego - ja też mówię o tym otwarcie - od ponad roku chodzę na terapię, ale chciałam być delikatna, bo wiem, że część osób krępuje się o tym mówić, a nawet czuje zawstydzenie gdy ktoś inny o tym mówi. Myślę, że bardziej wstydliwe jest tkwienie bezczynne w martwym punkcie i umęczanie się. Chyba mam prawo tak powiedzieć, bo sama tak robiłam, ale oczywiście nikogo nie chciałabym urazić - szczególnie osób, które są w głębokiej depresji - wtedy naprawdę ciężko jest nawet oddychać. Ale później, kiedy najgorsza i najciemniejsza mgła opada trzeba zacząć coś robić, żeby znów jej nie przywołać.

A poza tym nastrajasz pozytywnie smile

To z tą wstydliwością byłyśmy już przynajmniej dwie wink
Dziękuję smile
Najprzyjemniej na świecie jest zarażać optymizmem i uśmiechem - to ta jedna z dobrych "bakterii" wink Było by mi bardzo miło, gdyby mnie się udawało smile

To tkwienie w martwym punkcie jest przerażające. Sama go pamiętam - kompletny bezsił do jakiegokolwiek samodzielnego wniosku.... Musi ktoś, musi coś pomóc... Taki kopniak musi skądś pójść, żeby zacząć nabierać rozpędu.... Napewno ciężej tego kopa zasadzić przez net, bo dla mnie motywacją do wstania z podłogi była realna przyjaciółka z uporem maniak "jazgocząca" mi nad głową o wszelkich sprawach właściwych i wydumanych które się zdarzyły od "wczorajszego wieczora" ( wink oj - dręczyła mnie niemożebnie praktycznie każdego dnia wink ) i - co tu gadać - przerażona starsza córka, że mama siedzi i po prostu leją się jej łzy... Przykro mi że to widziała...
Ale napewno samemu trzeba znaleźć siłę i chęć do rozdmuchiwania tej mgły - bo to jednak jedyna skuteczna rada. Próbować cały czas po troszczeczce smile To tak, jak z bieganiem - każdego dnia 10 metrów więcej i po jakimś czasie startujesz w maratonie - a po jakim, to już każdego osobista sprawa, bo każdy ma własne wewnętrzne uwarunkowania smile Byle by tylko nie machnąć ręką smile

23 375

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jasne, że to optymistyczne i myślę, że budujące smile

Fajne plany, elastycznie smile
Jak mnie deszczyk zaskoczy to kaloszki w groszki.
Tutej też mokrawo wink

Wiesz, weekend się zbliża, to chmurki straszą wink

23 376

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mala91 napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Mala91 witaj w naszej grupie. Niestety czeka Cię ogromna praca nad sobą, bo dopóki nie potrafisz funkcjonować sama i nie potrafisz żyć bez drugiego człowieka u boku nadal będziesz pakować sie w takie relacje.

Masz szansę na terapie tam gdzie jesteś ??

Jakie miałaś dzieciństwo ??

Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ogromna praca, udało mi się po moim byłym chłopaku, otrząsnęłam się, zaczęłam żyć swoim życiem, myśleć o sobie, i za moment wpadłam w kolejny toksyczny związek. Podniosłam się z tego pewnie dlatego, że miałam wielkie wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół, lekarki, teraz jest gorzej a ja nie mam nikogo u boku i nie chcę ludzi obarczać moimi problemami.
Nie wiem czemu ale normalni faceci mnie nudzą, nie umiem być z kimś z kim nie mogę się pokłócić, kto jest spokojny, bezproblemowy..

Co do terapii, nie wiem, nie dowiadywałam się jednak nie czuję się komfortowo mówiąc o swoich problemach obcej osobie/osobom.

Moi rodzice zawsze przesadzali z alkoholem. Mama jest kochana, zawsze się o mnie troszczyła ale jednak już gdy byłam małą dziewczynką widziałam że ma problem. Od taty raczej wiele miłości nie zaznałam. A co do ich wspólnych relacji to w domu były ciągłe kłótnie, kiedyś wydawało mi się to normalne. Jednak wciąż nie wiem, czy to jest powodem moich porażek z facetami, moja siostra nigdy nie miała takich problemów.

Cieszę się, że jest tu ktoś kto w ogóle wie o czym mówię, ludzie kompletnie nie rozumieją czemu tak mocno przeżywam rozstania i angażuję się w związki

Wiesz słyszłam na terapii grupowej słowa "ja nie umiem się otwierać przed obcymi", a później kobity waliły jak leci. Powiem tak bez profesjonalnej terapii jest trudno samemu to poskładać. Ja uważam, że moja terapeutka jest warta każdej złotówki i cieszę się, że na nią trafiłam.

Ewidentnie jesteś DDA możesz się nawet ubiegać o terapię na NFZ. Tak jak powiedziały dziewczyny, nic nie tracisz możesz jedynie wiele zyskac.

23 377

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Ewidentnie jesteś DDA możesz się nawet ubiegać o terapię na NFZ. Tak jak powiedziały dziewczyny, nic nie tracisz możesz jedynie wiele zyskac.

Ja nie płacę za swoją terapię, także to możliwe. Nawet się specjalnie nie musiałam o to starać.

Jak wiadomo kropla drąży skałę więc dodam swoją smile Dzisiaj najpierw przeczytałam kilka mądrych rzeczy [ na temat tego jak bardzo moja, od wielu lat niezdiagnozowana a bardzo nieprzyjemna choroba, mogła być spowodowana przez moją psychikę - mogę rozwinąć wątek jeżeli ktoś uzna, że to ważne] nazbierałam materiału do przemyśleń i myślę, a w międzyczasie wyrzuciłam całą zawartość szafy, segreguję i prasuję. To poniekąd też terapeutyczne - móc lepiej wyglądać smile [zdałam sobie sprawę, że chodzę ciągle w tych samych ubraniach, i to dość przygnębiających, mimo, że mam sporo ładnych dzięki siostrze i przyjaciółce (kompleksy sprawiają, że nie umiem sama wybierać niczego zgrabnie - optymistycznego)]

23 378

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Ewidentnie jesteś DDA możesz się nawet ubiegać o terapię na NFZ. Tak jak powiedziały dziewczyny, nic nie tracisz możesz jedynie wiele zyskac.

Ja nie płacę za swoją terapię, także to możliwe. Nawet się specjalnie nie musiałam o to starać.

Jestem DDA i wiem, że można za darmo. Jednak trzeba czekać na miejsce przy najmniej tutaj. Ja nie powiem jestem leniwa, więc poszłam tam gdzie mam ubezpieczenie medyczne. Teraz już płacę bo miałam limit ale mimo wszystko za darmo, za pieniądze to nie ma znaczenia ważne aby znaleźć dobrego terapeutę. No i mieć siłe i odwagę zmienić terapeutę gdy okaże się, że ten nic nie daje.

23 379

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Even
Kiedy się tu pojawiłam, i tak wiele czasu trwało, zanim przestałam mówić, że "nie widzę się w lustrze". To był także wynik kompleksów i to nie tylko wynikających z tego, że jakoweś sama sobie wmówiłam, tylko po prostu efekt ignorowania mnie pod każdym względem przez jeszcze niedoszłego "byłego".
Też wkładałam na siebie, to co pod rękę wpadło.... wink Może podświadomie chciałam się wtopić, nie wyróżniać. Pewnie, coś tam zrzuciłam jesienią, pewnie nawet sporo może - ale nie mam wagi, to niby skąd dokładnie mam wiedzieć smile Zresztą akurat zmiana wagi w niczym mi - uwierz nie pomogłą, bo mniemanie o sobie, jakie miałam, takie było dalej. Bo to nie ilość kilogramów działa na pewność siebie - choć pewnie w niektórych przypadkach ma jakieś znaczenie... Teraz troszkę inaczej jest. Spokojnie mogę się nawet obejrzeć w kostiumie kąpielowym wink A ciuchy noszę różne - zresztą tak, przesadzałam bo mam wysoce standardowy dla mnie rozmiar 42 i nie widzę w tym nic dziwnego smile Nawet ostatnio kupiłam różowy cień do powiek, który mi dziewczyny sugerowały tongue I już się do niego przyzwyczaiłam smile Ale fakt - ja niczego nie zrobiłam na siłę, tylko wtedy, kiedy tego chciałam smile Ale robiłam mnóstwo, by czegoś - tego czy owego zachcieć i zrobić smile
W kwestii problemów z organizmem.... No cóż, dosć często nerwy powodują uaktywnienie dolegliwości, schorzeń. Co mam powiedzieć... Na szczęście, ja tylko walczyłam z problemami z oddychaniem, z dotlenieniem w ogóle. Na szczęście to nie był długi czas, nie lata - tylko miesiące, napewno już pozbyłam się przytłaczającej przyczyny i napewno oddycham swobodniej, czuję się DOBRZE smile Myślę, że czuję się dobrze, bo więcej o siebie dbam i chodzę "po świecie" bez przytłaczajacego poczucia winy - "co ja znowu takiego zrobiłam, że znowu tak dostałam po głowie".

Z kompleksami jest tak, że od czegoś trzeba zacząć "polubianie" siebie wink Ja zaczęłam od weryfikacji stanu obecnego na podstawie opinii bliskich osób (że przesadzam! i stwierdziłam, że pewnie mają rację a ja tylko sobie wmawiam głupoty) - potem zmiany fryzjera (a bo rzeczywiście - chodziłam byle chodzić i wcale to fajnie nie wyglądało) i od kosmetyczki (raz na miesiąc nikomu nie zaszkodzi), od zmuszania siebie do dopieszczania się, od sympatycznych różnych (a nie jednego typu) płynów do kąpieli i jedzenia większej ilości warzyw i owoców, bo dają mi mnóstwo energii (no - ja się zapijam kawą, więc mi witamin potrzeba sporo smile ). I piiiicia niesamowitych ilości różnych herbatek smile I od przebywania coraz więcej wśród ludzi - no zaczęłam do neta i forum wink Ale to z czasem zaczyna powolutku się "rozszerzać" - jeśli sobie na to pozwolisz smile


A! Jeszcze

23 380

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Jasne, że to optymistyczne i myślę, że budujące smile

Fajne plany, elastycznie smile
Jak mnie deszczyk zaskoczy to kaloszki w groszki.
Tutej też mokrawo wink

Wiesz, weekend się zbliża, to chmurki straszą wink

Przegonimy je może troszkę co?

23 381

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Ewidentnie jesteś DDA możesz się nawet ubiegać o terapię na NFZ. Tak jak powiedziały dziewczyny, nic nie tracisz możesz jedynie wiele zyskac.

Ja nie płacę za swoją terapię, także to możliwe. Nawet się specjalnie nie musiałam o to starać.

Jak wiadomo kropla drąży skałę więc dodam swoją smile Dzisiaj najpierw przeczytałam kilka mądrych rzeczy [ na temat tego jak bardzo moja, od wielu lat niezdiagnozowana a bardzo nieprzyjemna choroba, mogła być spowodowana przez moją psychikę - mogę rozwinąć wątek jeżeli ktoś uzna, że to ważne] nazbierałam materiału do przemyśleń i myślę, a w międzyczasie wyrzuciłam całą zawartość szafy, segreguję i prasuję. To poniekąd też terapeutyczne - móc lepiej wyglądać smile [zdałam sobie sprawę, że chodzę ciągle w tych samych ubraniach, i to dość przygnębiających, mimo, że mam sporo ładnych dzięki siostrze i przyjaciółce (kompleksy sprawiają, że nie umiem sama wybierać niczego zgrabnie - optymistycznego)]

Jakie kompleksy?
Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz w czym dobrze wyglądasz, co dla Ciebie dobre?
Je§li czujesz potrzebę, otwórz się. Nie nakegam absolutnie.

23 382

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Even
Kiedy się tu pojawiłam, i tak wiele czasu trwało, zanim przestałam mówić, że "nie widzę się w lustrze". To był także wynik kompleksów i to nie tylko wynikających z tego, że jakoweś sama sobie wmówiłam, tylko po prostu efekt ignorowania mnie pod każdym względem przez jeszcze niedoszłego "byłego".
Też wkładałam na siebie, to co pod rękę wpadło.... wink Może podświadomie chciałam się wtopić, nie wyróżniać. Pewnie, coś tam zrzuciłam jesienią, pewnie nawet sporo może - ale nie mam wagi, to niby skąd dokładnie mam wiedzieć smile Zresztą akurat zmiana wagi w niczym mi - uwierz nie pomogłą, bo mniemanie o sobie, jakie miałam, takie było dalej. Bo to nie ilość kilogramów działa na pewność siebie - choć pewnie w niektórych przypadkach ma jakieś znaczenie... Teraz troszkę inaczej jest. Spokojnie mogę się nawet obejrzeć w kostiumie kąpielowym wink A ciuchy noszę różne - zresztą tak, przesadzałam bo mam wysoce standardowy dla mnie rozmiar 42 i nie widzę w tym nic dziwnego smile Nawet ostatnio kupiłam różowy cień do powiek, który mi dziewczyny sugerowały tongue I już się do niego przyzwyczaiłam smile Ale fakt - ja niczego nie zrobiłam na siłę, tylko wtedy, kiedy tego chciałam smile Ale robiłam mnóstwo, by czegoś - tego czy owego zachcieć i zrobić smile
W kwestii problemów z organizmem.... No cóż, dosć często nerwy powodują uaktywnienie dolegliwości, schorzeń. Co mam powiedzieć... Na szczęście, ja tylko walczyłam z problemami z oddychaniem, z dotlenieniem w ogóle. Na szczęście to nie był długi czas, nie lata - tylko miesiące, napewno już pozbyłam się przytłaczającej przyczyny i napewno oddycham swobodniej, czuję się DOBRZE smile Myślę, że czuję się dobrze, bo więcej o siebie dbam i chodzę "po świecie" bez przytłaczajacego poczucia winy - "co ja znowu takiego zrobiłam, że znowu tak dostałam po głowie".

Z kompleksami jest tak, że od czegoś trzeba zacząć "polubianie" siebie wink Ja zaczęłam od weryfikacji stanu obecnego na podstawie opinii bliskich osób (że przesadzam! i stwierdziłam, że pewnie mają rację a ja tylko sobie wmawiam głupoty) - potem zmiany fryzjera (a bo rzeczywiście - chodziłam byle chodzić i wcale to fajnie nie wyglądało) i od kosmetyczki (raz na miesiąc nikomu nie zaszkodzi), od zmuszania siebie do dopieszczania się, od sympatycznych różnych (a nie jednego typu) płynów do kąpieli i jedzenia większej ilości warzyw i owoców, bo dają mi mnóstwo energii (no - ja się zapijam kawą, więc mi witamin potrzeba sporo smile ). I piiiicia niesamowitych ilości różnych herbatek smile I od przebywania coraz więcej wśród ludzi - no zaczęłam do neta i forum wink Ale to z czasem zaczyna powolutku się "rozszerzać" - jeśli sobie na to pozwolisz smile


A! Jeszcze

W kwestii ubierania czy tam wyglądu i jego znaczenia jeżeli chodzi o nasze samopoczucie to ktoś ostatnio mi powiedział, że można zacząć od wyglądu, psychiki lub ducha i dojdzie się do tego samego. Taka luźna myśl.


Jak tam różowy cień?
Świetnie smile

Ponoć nasza podświadomość potrafi wywołać chorobę, ból itd żeby tylko nas ochronić, w swój znany sposób. Bo tylko taki schemat ma w zanadrzu na ten przykład.

23 383 Ostatnio edytowany przez Ehdi (2013-07-11 15:45:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Odnośnie kompleksów to ja zawsze miałam problem ze swoją wagą ale bardziej mózgowy niż prawdziwy. Fakt ze względu na leczenie stałam się dość pulchnym dzieciakiem. Byłam ociężała i nie garnęłam się do aktywności fizycznej. Rodzice postawili na mnie krzyżyk. Matce to w sumie było na rękę bo ciągle mi powtarzała, że jestem od niej grubsza. Miałam też "przyjaciółkę" chudą jak patyk, która też ciągle pokazywała mi, że jestem gruba. Ona robiła to specjalnie bo była o mnie zazdrosna. Nie zwróciłam uwagi, że wraz z rozwojem i podjęciem aktywności fizycznej zrzuciłam dużo wagi i miałam normalną kobiecą sylwetkę. Ja ciągle czułam się otyła.

Gdy zmieniłam środowisko stres w pracy i w życiu prywatnym spowodował, że bardzo dużo schudłam. Nosiłam rozmiar 36 ale ciągle czułam się za mało szczupła. Wycieńczyłam swój organizm pracą i wyglądałam koszmarnie. W końcu gdy trochę życie mi się uspokoiło zaczęłam tyć. Byłam już wtedy z moim mężem. Doszłam do rozmiaru 42 i czułam do siebie obrzydzenie. Wzięłam się za siebie i schudłam znowu do rozmiaru 36. Niby czułam się dobrze ale np. nie mogłam patrzeć na swoje zdjęcia bo uważałam, że jestem gruba.

Jak rzuciłam fajki przytyło mi się trochę. Uznałam, że musze szybko schudnąć ale nie dałam rady. Przestałam sobie kupować ciuchy, ciągle myślałam, że teraz wyglądam niedopuszczalnie. Walczyłam z wagą ale bezskutecznie.

Teraz nosze rozmiar 38 i zaakceptowałam ten fakt. Czuję się dobrze, choć gdybym schudła jakieś pięć kilo byłoby już super. Jednak ostatnio na imprezie spotkałam znajomą, której nie widziałam bardzo dawno i ona sama do mnie podeszła i stwierdziła, że w końcu wyglądam super bo nabrałam kobiecych kształtów. Stwierdziła, że wcześniej wyglądałam po prostu niezdrowo.

Teraz ubieram się jak chcem i mam wyjechane kto sobie coś myśli. Po prostu ubieram się tak jak mi wygodniej i nie zamierzam nikomu już nic udowadniać. Lustra nie omijam szerokim łukiem i uważam, że pomimo większej ilości ciała jestem bardzo atrakcyjną kobietą.

23 384

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jakie kompleksy?
Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz w czym dobrze wyglądasz, co dla Ciebie dobre?
Je§li czujesz potrzebę, otwórz się. Nie nakegam absolutnie.

Gruuuuuubaaaaaaa, brzyyydka. Jako mała dziewczynka byłam szczupła, później, w okresie dojrzewania stałam się większa. Nosiłam spodnie w rozmiarze 40, co było dla mnie katastrofą wtedy. A nastolatkowie są okrutni. W dodatku nie miałam chłopaka a prawie wszystkie dziewczyny miały. Widziałam tylko swoje biodra, wszystko mi się w sobie nie podobało. W pierwszej klasie liceum ważyłam prawie 65 kilo/170 cm wzrostu. Nie mogłam tego znieść. Odchudzanie, głodówki, ruch, nerwy. Zeszczuplałam [to fakt, który pokazywała i waga i rozmiar ubrań] wcale tego nie czułam. Teraz mogę wejść w rozmiar 36, ale wciąż nie jestem zadowolona... jak kupuje sobie ubrania sama [stres!] to są workowate i ukrywające. Poza tym kiedy widzę zgrabną dziewczynę wydaje mi się, że kupuje ubrania 34 albo mniejsze ;P kiedys, postanowilam sprawdzic i spróbowałam założyć spodnie koleżanki, której figurę uznaje za świetną. Zmieściłam się. Byłam w ogromnym szoku, ale nadal mysle tak samo jak myslalam. "Jest bardziej proporcjonalna, ma lepiej zarysowane mieśnie" itd. itp. A jedzenie to rzadko przyjemność pozbawiona wyrzutów sumienia.

23 385

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Odnośnie kompleksów to ja zawsze miałam problem ze swoją wagą ale bardziej mózgowy niż prawdziwy. Fakt ze względu na leczenie stałam się dość pulchnym dzieciakiem. Byłam ociężała i nie garnęłam się do aktywności fizycznej. Rodzice postawili na mnie krzyżyk. Matce to w sumie było na rękę bo ciągle mi powtarzała, że jestem od niej grubsza. Miałam też "przyjaciółkę" chudą jak patyk, która też ciągle pokazywała mi, że jestem gruba. Ona robiła to specjalnie bo była o mnie zazdrosna. Nie zwróciłam uwagi, że wraz z rozwojem i podjęciem aktywności fizycznej zrzuciłam dużo wagi i miałam normalną kobiecą sylwetkę. Ja ciągle czułam się otyła.

Gdy zmieniłam środowisko stres w pracy i w życiu prywatnym spowodował, że bardzo dużo schudłam. Nosiłam rozmiar 36 ale ciągle czułam się za mało szczupła. Wycieńczyłam swój organizm pracą i wyglądałam koszmarnie. W końcu gdy trochę życie mi się uspokoiło zaczęłam tyć. Byłam już wtedy z moim mężem. Doszłam do rozmiaru 42 i czułam do siebie obrzydzenie. Wzięłam się za siebie i schudłam znowu do rozmiaru 36. Niby czułam się dobrze ale np. nie mogłam patrzeć na swoje zdjęcia bo uważałam, że jestem gruba.

Jak rzuciłam fajki przytyło mi się trochę. Uznałam, że musze szybko schudnąć ale nie dałam rady. Przestałam sobie kupować ciuchy, ciągle myślałam, że teraz wyglądam niedopuszczalnie. Walczyłam z wagą ale bezskutecznie.

Teraz nosze rozmiar 38 i zaakceptowałam ten fakt. Czuję się dobrze, choć gdybym schudła jakieś pięć kilo byłoby już super. Jednak ostatnio na imprezie spotkałam znajomą, której nie widziałam bardzo dawno i ona sama do mnie podeszła i stwierdziła, że w końcu wyglądam super bo nabrałam kobiecych kształtów. Stwierdziła, że wcześniej wyglądałam po prostu niezdrowo.

Teraz ubieram się jak chcem i mam wyjechane kto sobie coś myśli. Po prostu ubieram się tak jak mi wygodniej i nie zamierzam nikomu już nic udowadniać. Lustra nie omijam szerokim łukiem i uważam, że pomimo większej ilości ciała jestem bardzo atrakcyjną kobietą.

Miałaś tą otyłość w głowie.

Bo niczego nikomu udowadniać nie musisz, właśnie smile

23 386 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-11 16:14:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Jakie kompleksy?
Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz w czym dobrze wyglądasz, co dla Ciebie dobre?
Je§li czujesz potrzebę, otwórz się. Nie nakegam absolutnie.

Gruuuuuubaaaaaaa, brzyyydka. Jako mała dziewczynka byłam szczupła, później, w okresie dojrzewania stałam się większa. Nosiłam spodnie w rozmiarze 40, co było dla mnie katastrofą wtedy. A nastolatkowie są okrutni. W dodatku nie miałam chłopaka a prawie wszystkie dziewczyny miały. Widziałam tylko swoje biodra, wszystko mi się w sobie nie podobało. W pierwszej klasie liceum ważyłam prawie 65 kilo/170 cm wzrostu. Nie mogłam tego znieść. Odchudzanie, głodówki, ruch, nerwy. Zeszczuplałam [to fakt, który pokazywała i waga i rozmiar ubrań] wcale tego nie czułam. Teraz mogę wejść w rozmiar 36, ale wciąż nie jestem zadowolona... jak kupuje sobie ubrania sama [stres!] to są workowate i ukrywające. Poza tym kiedy widzę zgrabną dziewczynę wydaje mi się, że kupuje ubrania 34 albo mniejsze ;P kiedys, postanowilam sprawdzic i spróbowałam założyć spodnie koleżanki, której figurę uznaje za świetną. Zmieściłam się. Byłam w ogromnym szoku, ale nadal mysle tak samo jak myslalam. "Jest bardziej proporcjonalna, ma lepiej zarysowane mieśnie" itd. itp. A jedzenie to rzadko przyjemność pozbawiona wyrzutów sumienia.

A jakby tak odżywiać się zdrowo?
Tak dobrze dla siebie?
Dążysz do ideału którego nie ma, wiesz o tym?
Bo z takim nastawieniem jakie masz to lepiej nie będzie.
Porównujesz się z innymi?

Co zamierzasz?

Ale nie bulimia i obżeranie?

23 387

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A jakby tak odżywiać się zdrowo?
Tak dobrze dla siebie?
Dążysz do ideału którego nie ma, wiesz o tym?
Bo z takim nastawieniem jakie masz to lepiej nie będzie.
Porównujesz się z innymi?

Co zamierzasz?

Ale nie bulimia i obżeranie?

Zdrowo, o ile czas pozwala. Jak nie mam czasu, to różnie. Ciężko mi pozbyć się myśli, że nie osiągnę stanu zadowolenia nawet jeśli schudnę jeszcze. Oczywiście, że sie porównuję. Miałam zawsze taka szczupłą koleżankę [Podobnie jak Edhi], ona wprawdzie nie dążyła do tego, żebym poczuła się gorzej, ale z nią byłam w stanie ciągłej rywalizacji [rodzice nie porównywali mnie do niej, to tak samo z siebie wyszło]. No i na studiach byłam już od niej szczuplejsza, ale faktycznie nadal patrzyłam na nią jak na tą zgraniejsza. Nigdy nie pomagają niczyje słowa. Teraz jest o tyle lepiej, że jestem w stanie ubrać się w coś mniejszego, zgrabniejszego [o ile mi to ktoś kupi/ przekona do kupna]. Poczucie winy, że jem albo poprawa humoru przez niejedzenie [ w sensie ze niby coś kontroluje]. Raz próbowałam zwymiotować, ale wszystko nie od tego bolało, wiec nie ponowiłam.

23 388

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

A jakby tak odżywiać się zdrowo?
Tak dobrze dla siebie?
Dążysz do ideału którego nie ma, wiesz o tym?
Bo z takim nastawieniem jakie masz to lepiej nie będzie.
Porównujesz się z innymi?

Co zamierzasz?

Ale nie bulimia i obżeranie?

Zdrowo, o ile czas pozwala. Jak nie mam czasu, to różnie. Ciężko mi pozbyć się myśli, że nie osiągnę stanu zadowolenia nawet jeśli schudnę jeszcze. Oczywiście, że sie porównuję. Miałam zawsze taka szczupłą koleżankę [Podobnie jak Edhi], ona wprawdzie nie dążyła do tego, żebym poczuła się gorzej, ale z nią byłam w stanie ciągłej rywalizacji [rodzice nie porównywali mnie do niej, to tak samo z siebie wyszło]. No i na studiach byłam już od niej szczuplejsza, ale faktycznie nadal patrzyłam na nią jak na tą zgraniejsza. Nigdy nie pomagają niczyje słowa. Teraz jest o tyle lepiej, że jestem w stanie ubrać się w coś mniejszego, zgrabniejszego [o ile mi to ktoś kupi/ przekona do kupna]. Poczucie winy, że jem albo poprawa humoru przez niejedzenie [ w sensie ze niby coś kontroluje]. Raz próbowałam zwymiotować, ale wszystko nie od tego bolało, wiec nie ponowiłam.

Ale wiesz, że głodzenie nie jest dobre?
O zdrowie chodzi.
Każdy jest inny. Nie ma lepszych i gorszych smile

A nie ma tam niczego głębiej?

23 389

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ale wiesz, że głodzenie nie jest dobre?
O zdrowie chodzi.
Każdy jest inny. Nie ma lepszych i gorszych smile

A nie ma tam niczego głębiej?

Wiem. Staram się tego nie robić. Co do "głębiej" może i jest. Mam dużo starsze rodzeństwo [ 8 i 9 lat] i myśle, że zawsze chciałam być mądra jak oni... "nadrobić lata". Jednak to, oprócz oczywistych względów, okazało się niemożliwe bo... oboje są ścisłowcami, a ja jestem nogą z tych przedmiotów. Im łatwiej im przychodziło przynosić dobre oceny z matmy, tym gorzej ja się czułam nie mogąc nawet w połowie ich dogonić. Rodzice nie mówili, że oni potrafią a ja nie, po prostu zaakceptowali, że inżyniera ze mnie nie będzie, a wydawało się też, że się cieszą z moich jakichś tam sukcesów z innych dyscyplin. Czasami prosili żeby któreś z nich pomogło mi w matmie, ale ja strasznie się buntowałam, bo okazywalo sie, że jestem tą głupszą... Nie cierpiałam tego i poniekąd przez to moje stopnie były jeszcze gorsze- jakby na złość im.

23 390 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-11 18:32:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Ale wiesz, że głodzenie nie jest dobre?
O zdrowie chodzi.
Każdy jest inny. Nie ma lepszych i gorszych smile

A nie ma tam niczego głębiej?

Wiem. Staram się tego nie robić. Co do "głębiej" może i jest. Mam dużo starsze rodzeństwo [ 8 i 9 lat] i myśle, że zawsze chciałam być mądra jak oni... "nadrobić lata". Jednak to, oprócz oczywistych względów, okazało się niemożliwe bo... oboje są ścisłowcami, a ja jestem nogą z tych przedmiotów. Im łatwiej im przychodziło przynosić dobre oceny z matmy, tym gorzej ja się czułam nie mogąc nawet w połowie ich dogonić. Rodzice nie mówili, że oni potrafią a ja nie, po prostu zaakceptowali, że inżyniera ze mnie nie będzie, a wydawało się też, że się cieszą z moich jakichś tam sukcesów z innych dyscyplin. Czasami prosili żeby któreś z nich pomogło mi w matmie, ale ja strasznie się buntowałam, bo okazywalo sie, że jestem tą głupszą... Nie cierpiałam tego i poniekąd przez to moje stopnie były jeszcze gorsze- jakby na złość im.

Pewnie dlatego były gorsze, że się spinałaś smile

Są inne rzeczy w których jesteś dobra smile

Co zrobisz żeby było dobrze?
Żebyś czuła się dobrze i siebie doceniała?

23 391 Ostatnio edytowany przez Even (2013-07-11 18:44:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm... To jest dopiero trudne pytanie. Nie wiem czy już coś robię, na razie próbuje zrozumieć czemu tak się wszystko poukładało...i na poziomie logiki poprzekładać na właściwe miejsca.

Nie widzę jeszcze niczego za co miałabym siebie docenić, może kiedyś to odkryję...

23 392

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Hm... To jest dopiero trudne pytanie. Nie wiem czy już coś robię, na razie próbuje zrozumieć czemu tak się wszystko poukładało...i na poziomie logiki poprzekładać na właściwe miejsca.

Nie widzę jeszcze niczego za co miałabym siebie docenić, może kiedyś to odkryję...

Nie widzisz czy nie chcesz widzieć smile ?

Wiesz, że to na bieżąco, że dopiero w danej sytuacji wyłapać można. Więc żyj i wyłapuj. Jeśli chcesz mogę Ci dać zadanie, które wyczytałam i zobaczysz jak Twoja podświadomość będzie się broniła,.

Ja bym najpierw zaczęła od prawd oczywistych, czyli tego z czym na codzień trudno Ci się żyje.
Od wiary w siebie, od poczucia własnej wartości.
Trzeba jakby od nowa siebie zaprogramować.
Łatwe to nie jest, bo nie wystarczy sobie raz powtórzyć.
Trzeba samego siebie do tego przekonać i powtarzać sobie w kółko, do znudzenia.
Bo jeśli powiesz to sobie raz, bo będzie Ci się wydawało, że skoro teraz tak sądzisz to już tak zostanie to będziesz mieć niespodziankę. Bo jeśli porzucisz pieczę nad myślami, wypuścisz podświadomość spod kontroli to ona wróci znów do starego, dobrze znanego sobie stanu.

23 393

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm...

No to poproszę zadanie w takim razie smile Poprzednie właśnie wypełniam smile

23 394 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-11 21:07:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Hm...

No to poproszę zadanie w takim razie smile Poprzednie właśnie wypełniam smile

No więc...

Nie wiem czy będziesz w stanie, ponieważ nie wiem o kt?rej wstajesz i ile masz czasu, ale...

Codziennie rano, po przebudzeniu pójdz na spacer.

Jakie poprzednie ? tongue

23 395

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm....

Zadanie, które zadałaś teraz wywodzi się z zadania, które zadałaś mi wcześniej smile

23 396

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Hm....

Zadanie, które zadałaś teraz wywodzi się z zadania, które zadałaś mi wcześniej smile

smile

I na tym spacerze będziesz sobie afirmować. Co chcesz na początek?
I ten spacer codziennie smile

23 397

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zabka
Owszem masz racje moje uczucie bylo nadmierne. Ten czlowiek nie zaslugiwal na mnie i na moja uwage..nie wiem dlaczego go pokochalam...bylam naiwna malolata...tylko, ze ja tak mam, ze jak juz kogos polubie to do konca...jesli nie polubie to nie...i mysle, ze w zyciu mozna kochac tylko raz. Ja juz to zrobilam..i zmarnowalam to wspaniale uczucie dla skurwysyna...boli, ale ucze sie z tym zyc...stracony czas, rany, blizny...on mnie zniszczyl jako czlowieka...ale staram sie pracowac nad soba...kiedy go nie ma przy mnie...zdaje wszytskie egzaminy na studiach, dostalam awans w pracy...a kiedy on byl wszystko w zyciu zawalalam...nawet stracilam ludzi, ktorzy byli przy mnie od wielu lat...naszczescie okazali sie "prawdziwymi"..bo podali mi reke kiedy bylo naprawde zle...moze czlowiek musi siegnac samego dna zeby sie od niego odbic? Moze cos w tym jest...ja przez chwile zapomnialam kim jestem....zapomnialam o swoich przekonaniach, wartosciach, zasadach wg ktorych zyje...i dzieki ktorym mam spokojne sumienie...a to wszytsko nadal mnie przesladuje....widze czesto ta jego byla obecna dziewczyne...widac w jej spojrzeniu zazdrosc....ale wcale jej sie nie dziwie...tez bym byla zazdrosna...dzis juz dojrzalam zeby powiedziec to, ze moze to i nie jej do konca wina...to on jest skurwysynem..krzywdzil mnie i ja...ona tez go kochala i pewnie kocha tak jka ja...toczyla sie walka...z ktorej ja zrezygnowalam..w imie czego? Nerwowo, nieprzespanych nocy, nerwicy? Czas powiedziec stop...i spojrzec na zycie z innej perspektywy...bo chyba nie na tym zycie polega zeby klasc sie z nerwami, budzic sie oblana potem czy on czasami mnie nei zdradzil..jak to jest zasypiac ze swiadomoscia, ze ktos jest tylko dla nas?
"Dlaczego niektore kobiety uwazaja najwiekszego skurwysyna za mezczyzne swojego zycia?"

23 398

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Adelawarszawa napisał/a:

Ten czlowiek nie zaslugiwal na mnie i na moja uwage..nie wiem dlaczego go pokochalam...bylam naiwna malolata...tylko, ze ja tak mam, ze jak juz kogos polubie to do konca...jesli nie polubie to nie...

Jazda bez trzymanki od bandy do bandy... pora teraz nieco przystopować i wykalibrować swoje życie na środek dalszej drogi. Spokojniej i bezpieczniej dążyć do celu małymi kroczkami.

i mysle, ze w zyciu mozna kochac tylko raz. Ja juz to zrobilam..i zmarnowalam to wspaniale uczucie dla skurwysyna...

Bujda na resorach, bo jak wyjdziesz z tego na prostą, to pokochasz znów. Tym razem ostrożniej i z dystansem z wyciągniętych wniosków tejże porażki.

boli, ale ucze sie z tym zyc...stracony czas, rany, blizny...on mnie zniszczyl jako czlowieka...ale staram sie pracowac nad soba...

Przez cierpienie człowiek się doskonali i jak mawia Dalajlama "najwięcej zawdzięczam tym, którzy mnie skrzywdzili".

kiedy go nie ma przy mnie...zdaje wszytskie egzaminy na studiach, dostalam awans w pracy...a kiedy on byl wszystko w zyciu zawalalam...nawet stracilam ludzi, ktorzy byli przy mnie od wielu lat...naszczescie okazali sie "prawdziwymi"..bo podali mi reke kiedy bylo naprawde zle...

Partner w epicentrum uwagi hmm jak to mówią "baba na świeczniku/chłop na piedestale"... pora go wykopyrtnąć stamtąd pędzikiem.

moze czlowiek musi siegnac samego dna zeby sie od niego odbic? Moze cos w tym jest...

Czasem upadek na głowę równo stawia na nogi... a po kilku uderzeniach nie czuć nic oprócz migreny wink

ja przez chwile zapomnialam kim jestem....zapomnialam o swoich przekonaniach, wartosciach, zasadach wg ktorych zyje...i dzieki ktorym mam spokojne sumienie...a to wszytsko nadal mnie przesladuje....widze czesto ta jego byla obecna dziewczyne...widac w jej spojrzeniu zazdrosc....ale wcale jej sie nie dziwie...tez bym byla zazdrosna...

Partner jest zazdrosny o poprzednika, partnerka o następczynię... coś w tym jest tongue

dzis juz dojrzalam zeby powiedziec to, ze moze to i nie jej do konca wina...to on jest skurwysynem..krzywdzil mnie i ja...ona tez go kochala i pewnie kocha tak jka ja...

"To że Cię kocham zależy ode mnie, ale to jak Cię kocham, to zależy od Twojego zachowania" ks. Marek Dziewięcki.

toczyla sie walka...z ktorej ja zrezygnowalam..w imie czego? Nerwowo, nieprzespanych nocy, nerwicy?

Podchodząc do walki nie myśl o wygranej. Przegrywający też z czasem wygrywa...

Czas powiedziec stop...i spojrzec na zycie z innej perspektywy...bo chyba nie na tym zycie polega zeby klasc sie z nerwami, budzic sie oblana potem czy on czasami mnie nei zdradzil..jak to jest zasypiac ze swiadomoscia, ze ktos jest tylko dla nas?

Żyj "jutrem" i nie wracaj do "wczoraj"

"Dlaczego niektore kobiety uwazaja najwiekszego skurwysyna za mezczyzne swojego zycia?"

Kochamy tych, którzy Nas nienawidzą a nienawidzimy zaś tych, którzy Nas kochają...

Partner był dla Ciebie jak narkotyk. Waszą separację/rozstanie odbierasz jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Cię paradoksalnie uzależniło od wirujących emocji szalejących wokół Twojego partnera. Byłaś "na haju". Teraz jest czas, byś zaczęła swoje życie od nowa... z dala od takich "używek".
Związek to partnerstwo i pozwolenie wzajemne na bycie sobą a nie dyktatorskie życie w klatce. Dyktatura w związku to nie jest prawdziwa miłość, to substytut miłości w jedną stronę - do siebie.

23 399

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Najprzyjemniej na świecie jest zarażać optymizmem i uśmiechem - to ta jedna z dobrych "bakterii" wink Było by mi bardzo miło, gdyby mnie się udawało smile

Udawa Ci się to, udawa wink

zabka-k napisał/a:

To tkwienie w martwym punkcie jest przerażające. Sama go pamiętam - kompletny bezsił do jakiegokolwiek samodzielnego wniosku.... Musi ktoś, musi coś pomóc... Taki kopniak musi skądś pójść, żeby zacząć nabierać rozpędu.... Napewno ciężej tego kopa zasadzić przez net, bo dla mnie motywacją do wstania z podłogi była realna przyjaciółka z uporem maniak "jazgocząca" mi nad głową o wszelkich sprawach właściwych i wydumanych które się zdarzyły od "wczorajszego wieczora" ( wink oj - dręczyła mnie niemożebnie praktycznie każdego dnia wink ) i - co tu gadać - przerażona starsza córka, że mama siedzi i po prostu leją się jej łzy... Przykro mi że to widziała...
Ale napewno samemu trzeba znaleźć siłę i chęć do rozdmuchiwania tej mgły - bo to jednak jedyna skuteczna rada. Próbować cały czas po troszczeczce smile To tak, jak z bieganiem - każdego dnia 10 metrów więcej i po jakimś czasie startujesz w maratonie - a po jakim, to już każdego osobista sprawa, bo każdy ma własne wewnętrzne uwarunkowania smile

Nie ma to jak dać sobie samemu lukrowanego liścia w pysk na otrzeźwienie. A czasem nawet dostać repetę... od mentora trajkoczącego Nam nad uchem.

zabka-k napisał/a:

Byle by tylko nie machnąć ręką smile

Bo potem ręce same o(d)padają "bezwładnie" big_smile

Patent na kartki bezpieczeństwa też jest skuteczny z adnotacją "W razie nagłego ataku złości - zerwać, zmiąć, energicznie rzucić w kąt. Jeśli nie przechodzi... podeptać" lol

23 400

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wkleję swoją historię - żeby dać nadzieję co niektórym paniom kochającym za bardzo. Że czasem faceci też potrafią przejrzeć na oczy
*
Jesteśmy razem niemal 15 lat. Czasem żartuję, że nie dałem Jej szansy poznania kogoś lepszego, gdyż byłem pierwszym facetem, który po rozpoczęciu przez Nią studiów zaprosił Ją na randkę (poznaliśmy się pierwszego Jej dnia na osiedlu akademickim - była współlokatorką dziewczyny mojego najlepszego kumpla)
Nosiłem wtedy ramoneskę, ciągle się buntowałem, miałem świetnych kumpli i...na zabój byłem zakochany w Jej imienniczce.
Walczyła o mnie długo. Bardzo długo, cierpliwie i wytrwale.
Była cudowna.
Ja...nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.
Cholera, za łatwo mi wszystko wówczas przychodziło - pieniądze, podróże, świat.
Więcej byłem za granicą niż z Nią...

Wzięliśmy ślub. Po kilku latach.
To nie tak, że byłem złym mężem. Ale...nie, nie byłem najlepszym. Na pewno.
Bo...wciąż nie ceniłem tego, co mam.
A Ona była najlepszym co mnie w życiu spotkało.

W międzyczasie była Jej choroba (bardzo poważna), po długich staraniach urodził się nam wspaniały syn.
Nie, ojcem na pewno nie byłem złym. Bo Mały to oczko w głowie taty.
Ale - wciąż nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.

Znów wyjechałem. Uznałem, że większe pieniądze są ważniejsze niż bycie z Nimi. Że wynagrodzą im to.

Znalazła sobie kogoś.

Nie, nie mam prawa mieć o to do Niej pretensji. Przez te 15 lat większość tego czasu byłem poza domem (poza krajem), nie poświęcałem Jej tyle czasu na ile zasługiwała, nie rozumiałem, że mam największy skarb jaki można mieć w życiu: kogoś, kto Cię kocha nie za to jaki jesteś, ale za to, że po prostu jesteś.

Chciała rozwodu, więc pamiętając o tym co powyżej - zgodziłem się.

Zostawił Ją.

Dziś - próbujemy wszystko poskładać.
Na szczęście rozwód zdążyliśmy jeszcze odkręcić.
Chodzimy do psychologa - na razie każde oddzielnie, ale już niedługo pierwsze sesje razem.

Kocham Ją.
Po 15 latach wreszcie to zrozumiałem.
Po raz pierwszy nie mówię tych słów do Niej ot, tak, by one padały.

Kocham Ją. Po prostu za to, że jest.

Ale też kocham Jej śliczne zielone oczy ze złotymi plamkami słońca, kształt Jej ust kiedy się uśmiecha, to jak zarzuca głową kiedy niesforny wiatr koniecznie chce wepchnąć Jej włosy tak by nic nie widziała, to jak wydyma wargi kiedy oddycha we śnie, to jak sobie radzi ze wszystkim, to jaka jest i za to jaka będzie.

Kocham Ją.

Posty [ 23 336 do 23 400 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 358 359 360 361 362 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026