netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 215 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 357 358 359 360 361 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 271 do 23 335 z 26 310 ]

23 271

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie!

Piątek smile

Hm
Noooo smile Zauważyłam, jak pisałam do Owieczki. W ogóle bardzo mi było fajnie przeczytać tę charakterystykę sposobów zachowań, bo jednocześnie obok odniesienia i zrozumienia swojego sposobu rozumowania, mogę łatwiej zrozumieć zachowania innych w takich przypadkach. I Ty masz oczywiście racje, z tym co napisałaś o sobie, ale przecież sama wiesz smile Kurcze, my to się tu - im dłużej jesteśmy - prawie jak owe "łyse konie" znamy smile

Raki
Jak miło, że zaglądasz smile Wiesz, po tej przeprowadzce zaczynasz emanować jeszcze większym spokojem? smile Takim wewnętrznym smile Takie przeciepłe wrażenie na mnie to sprawia smile

Pokręcona
Możesz mieć rację, całkiem prawdopodobne wnioski - patrząc z boku. Wiem, że ja na ten temat nic nie wiem, ale to wygląda dośc racjonalnie. A tak dokładniej, to najprawdopodobniej on sam tego o sobie nie wie i nie dopuszcza do siebie, ze właśnie takowe ma upodobania a zaprzecza im ze względu na pozycję. Takie dwoiste postępowanie rodzi najwięcej problemów w życiu i w konsekwencji odbija to na Tobie.... Wszystko o co nieświadomie mógłby siebie podejrzewać i co świadomie od siebie odsuwa, może być kierowane jako zarzut w Twoją stronę - takie mechanizmy miewają miejsce. Stąd Ty sama przestajesz wiedzieć co jest prawdą, co wymysłem i zakręcasz się w tej całej nierzeczywistości....

23 272

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

smile Pan Truskawka smile Dobrze się złożyło, bo akurat odpaliłam przenośny internet w kompie, do tej pory miałam połączenie ze światem tylko dzięki komórce, przynajmniej mogłam Was czytać na bieżąco:)
Tak jak wspominałam jestem prawie całkiem odizolowana od świata i kontaktów werbalnych (poza telefonicznymi) z dorosłymi. Czuję się okropnie, ile można sprzątać i gotować. Dużo czasu na myślenie działa na mnie w tych okolicznościach bardzo depresyjnie. Ale w poniedziałek jadę do miasta !
Hm.. on przez te dwa miechy właściwie ma mieszkanie do całkowitej swojej dyspozycji, ale myślałam kiedyś o tym, po pierwsze mam bardzo wścibską sąsiadkę na emeryturze, po drugie nie potrafiłby zatrzeć śladów tak abym nie poznała. Musiałby zmienić pościel na jakąś tajną, nawet gdyby się okazało jakimś cudem, że potrafi, znam go na tyle, żeby wiedzieć, że nie jest w stanie aż tak się poświęcić. Przez tę samotność i myślenie chyba go rozgryzłam, nie wiem może się mylę.
Przypomniałam sobie, że gdy byliśmy parą, dwa razy go rzuciłam, raz chodziło o to, że byliśmy na ślubie wspólnych znajomych. Ja akurat zachorowałam, bardzo źle się czułam, byłam osłabiona więc po oczepinach wróciłam sama do domu. On został, nie widziałam w tym nic złego, było tam sporo znajomych, nie chciałam aby z mojego powodu psuł sobie zabawę. Potem się dowiedziałam, że bardzo się zbliżył z koleżanką panny młodej. Tańczyli przytuleni, trzymali się za rączki, podobno na zewnątrz się całowali. On potem zrzucił to na alkohol, że za dużo wypił, nic nie pamięta itd. ale długo nie mogłam mu wybaczyć. Do czego zmierzam, ona była taka wulgarna i wyzywająca, jakby pracowała pod latarnią... Teraz, po kolejnych jego akcjach, myślę sobie, że ja mam być może pełnić w jego życiu rolę zasłony dymnej (jak u gejów), taka żonka na pokaz, rodzinka na pokaz, a pociągają go kobiety wulgarne i wyzywające, prostytutki, jednak taką trudno przedstawić rodzinie lub pójść na kolację biznesową. Bo jak wytłumaczyć całkowity brak fizycznego zainteresowania żoną, nawet jak kiedyś był seks to on nie miał żadnych wymagań, nie chciał nic urozmaicać. Ja mam być po prostu tą grzeczną matką, żoną (służącą) na pokaz, a prawdziwych wrażeń szuka gdzieś indziej. Może mi odbija z tej izolacji... ale tak dzisiaj sobie wymyśliłam, bo trudno to jednak zrozumieć. Dzisiaj mówił mi, że kocha, robił te swoje infantylne dzióbki, teraz inaczej na to patrzę, taka gra pozorów, a ja sztywnieję gdy mnie dotyka, już nie chcę tego, widzę jakie to sztuczne. Gdzie ja miałam oczy przez te lata, nigdy nie pomyślałabym, że mnie to spotka, miało być tak pięknie, robiłam wszystko aby tak było i chyba ta wizja mnie zgubiła...

Wiesz jacy niektórzy faceci są śmieszni.
Wstydzą się lub z jakiegoś powodu nie chcą mówić o swoich pragnieniach.
A może mu pojedz tak wulgarnie co? Się zdziwi. Nie rozmawiałaś z nim o tym? Pewnie czujesz się oszukana?

23 273

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Ehdi, myślałam o Twoim ojcu z innej perspektywy, zastanawiałam się jakim trzeba być nieszczęśliwym  człowiekiem, żeby w ten sposób próbować na siebie zwrócić uwagę ... ile jadu i zawziętości musiało być w jego sercu, jak mało (wcale) miłości... nie chcę Cię urazić, ale może jak spojrzysz na niego z litością, łatwiej będzie Ci się uporać z tą całą sytuacją... nie wiem sama, może się mylę ...

Dobrze.
Myślę, że to jest to.

23 274

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Witajcie!

Piątek smile

Hm
Noooo smile Zauważyłam, jak pisałam do Owieczki. W ogóle bardzo mi było fajnie przeczytać tę charakterystykę sposobów zachowań, bo jednocześnie obok odniesienia i zrozumienia swojego sposobu rozumowania, mogę łatwiej zrozumieć zachowania innych w takich przypadkach. I Ty masz oczywiście racje, z tym co napisałaś o sobie, ale przecież sama wiesz smile Kurcze, my to się tu - im dłużej jesteśmy - prawie jak owe "łyse konie" znamy smile

Raki
Jak miło, że zaglądasz smile Wiesz, po tej przeprowadzce zaczynasz emanować jeszcze większym spokojem? smile Takim wewnętrznym smile Takie przeciepłe wrażenie na mnie to sprawia smile

Pokręcona
Możesz mieć rację, całkiem prawdopodobne wnioski - patrząc z boku. Wiem, że ja na ten temat nic nie wiem, ale to wygląda dośc racjonalnie. A tak dokładniej, to najprawdopodobniej on sam tego o sobie nie wie i nie dopuszcza do siebie, ze właśnie takowe ma upodobania a zaprzecza im ze względu na pozycję. Takie dwoiste postępowanie rodzi najwięcej problemów w życiu i w konsekwencji odbija to na Tobie.... Wszystko o co nieświadomie mógłby siebie podejrzewać i co świadomie od siebie odsuwa, może być kierowane jako zarzut w Twoją stronę - takie mechanizmy miewają miejsce. Stąd Ty sama przestajesz wiedzieć co jest prawdą, co wymysłem i zakręcasz się w tej całej nierzeczywistości....

Prawda Żabko, znamy się wyjątkowo dobrze, na wskroś.
I w sumie na tyle niby na ile się pozwoli. To dotyczy nowych osób zwłaszcza. Tyle tylko, że widać jak na  dłoni czy ktoś się otwiera czy nie i ile chce, a ile nie.

Raki powiała spokojem i dobrym jedzonkiem, aż miło smile

Pokręcona, jaki jest plan?



Bo wszystko co nas spotyka w życiu rodzi się z naszej podświadomości, czy coś takiego. smile

23 275 Ostatnio edytowany przez raki (2013-07-05 16:12:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Teraz wiem, że wszystko bierze się z nas i to my decydujemy o sobie i o tym co nas w życiu spotyka piniekąd.
Teraz tej eksternalizm to mi się taki irracjonalny wydaje, taki naiwny.

Zgodzę się smile Mnie się jeszcze to przeznaczenie rzucało, jako coś nieuchronnego...Tylko uważam nalezy też na popadnięcie wszechwładność własnego życia, bo jednak do życia, losu i innych ludzi trzeba mieć pokorę, od przypadku lub decyzji innego człowieka czasem wiele może zależeć, ale od nas zalezy jak sobie z tym damy radę:)

bags napisał/a:

Moje sprawy są już podjete i "dojrzewają" w cieniu. Jak już pisałem u Dziewczyn "na zakręcie" z jednej strony "czekam" - Happy, Endi i reszta... spokojnie tongue to tylko "repeta" - pół roku na pozew od jz i sam "zwlekam" z tym tematem z przyczyn ogólno -technicznych "singla" - kasa - szukając tu na forum inspiracji do ew. obrony na rozwodzie big_smile

Oj coś Ci nie wierzę i wiele mi się tu nie podoba. Takie tam wymówki. I jaka tam obrona? Po co? Na co? Grunt by odciąć do krechą i iść do przodu.

Pokreconaona Jesteś chyba na dobrej drodze w tym myślemy. Zresztą jak można kalać seksem, który jest tak brudny, "świętą" żonę. Straci na świętości.
On pewnie chodzi gdzieś, gdzie ktoś za niego posprząta. Lub nie. Ale w 15 minut można wiele. Nie podoba mi się to wszystko.

zabka-k napisał/a:

Jak miło, że zaglądasz smile Wiesz, po tej przeprowadzce zaczynasz emanować jeszcze większym spokojem? smile Takim wewnętrznym smile Takie przeciepłe wrażenie na mnie to sprawia smile

Miło to słyszeć. Czuję się spokojna. ba, naprawdę nie brakuje mi nic, na razie więcej nie chcę.
Zaglądam cały czas i regularnie czytam, ale ze względu na dbanie o spokój i harmider w pracy nie zawsze mogę odpisać. Uczę się skupiać na jednym i przechodzić do drugiego, chociaż podzielnosć uwagi i robienie stu rzeczy na raz jest niezbędne w zawodzie, z tym że po co dokładać sto pierewszą.

Tęsknię za Happy, zofią282, Liv4, Anstawią, panią zupą i beosą. Co do pozostałych jestem spokojna, choć mniemam, że u Astawii czasem zawieje. Za to o beosę się martwię.
Ostatnio nie było tu kiedysbylam.

23 276

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Można dołączyć?

Niedawno się dowiedziałam od mojej psycholog, że mam syndrom kkkb...

[ chciałabym móc o tym opowiedzieć, ale tutaj już chyba wszyscy się znają... i czuję się trochę jak intruz...]

23 277

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozgość się i opowiadaj. My tu w odpowiednim momencie przychodzimy i odchodzimy. Zawsze jest ktoś nowy i stary.

23 278

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Even - witaj i opowiadaj.

23 279

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam i dziękuję za przywitanie i zachętę.

Zacznę od początku. Od tego, że nie pamiętam siebie zupełnie szczęśliwej. Jako malutka dziewczynka uciekałam od świata w książki, to był sens życia. Nie ruszałam się nigdzie bez nichi, a jeśli już musiałam to przynajmniej w swojej głowie "odgrywałam" fabułę, którejś z ostatnich. Słowa i moja wyobraźnia. Byłam dobrą uczennicą, docenianą w szkole, tylko wiecznie nieszczęśliwą, zawsze było coś nie tak... Pesymizm od początku do końca, mistrzowsko realizowany. Każde wyzwanie miało się dla mnie skończyć źle, [nie chciałam złożyć dokumentów na studia, bo byłam pewna, że nie zdałam matury]. Znany dobrze schemat. Na szczęście miałam zawsze oddanych przyjaciół, którzy zmuszali mnie do pewnych kroków. W ogóle ludzie mnie lubią, uważają za inteligentną, zabawną, ciekawą, chcą się ze mną widywać, rozmawiać. Ja się taka nie czuję, zawsze gorsza, brzydsza, grubsza i głupsza, i od lat... od lat pewna, że nikt mnie nigdy nie pokocha. Na studiach pierwsze poważne depresje, z którymi nie poradziłabym sobie sama, ale zawsze przyjaciółki trzymały rękę na pulsie, pomagały, dbały, wyrywały z najciemniejszych... Później związek, z pierwszym facetem, który się mną zainteresował, i tak jest do dziś (chociaż epizody "zdrad" z mojej strony - zdarzają się). Być może ten mężczyzna też jest częściowo winny, ale ja już wiem, że to we mnie tkwi zadra. To ja tak bardzo chcę być kochana i tak bardzo nie chcę zostać sama. To okropne uczucie. Strach, strach, strach.

23 280

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To może nam opowiesz, jak postrzegasz u siebie ten problem kkzb?
I jakie żywisz uczucie do tego mężczyzny?

23 281

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

To może nam opowiesz, jak postrzegasz u siebie ten problem kkzb?
I jakie żywisz uczucie do tego mężczyzny?

Długo w ogóle nie umiałam problemu zdiagnozować - wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak, ale raczej winiłam jego [jego cechy i zachowanie] albo siebie [ ale na zasadzie - bo ja jednak za mało się staram, bo ja jestem wiecznie niezadowolona, nerwowa, wymagająca, bo ja jestem tym gorszym elementem i powinnam się cieszyć, że on jest ze mną, chociaż nie wiadomo właściwie dlaczego]. W momencie gdy moja psycholog zasugerowała mi ten syndrom, byłam bardzo zdziwiona, zasmucona, a nawet trochę poirytowana. Wiedziałam jednak, że warto zmierzyć  z tym "zarzutem" i spróbować ocenić na spokojnie. I tak właśnie zrobiłam, czytając o problemie w necie [ plus Norwood] to bardzo dało mi do myślenia... a właściwie spowodowało, że zaczęłam dostrzegać pewne podobieństwa [ szczerze mówiąc - niektore opisane sytuacje idealnie odzwierciedlały moją]. Zmuszona jestem uznać, że nie może to być przypadkowy zbieg okoliczności.

Co do uczuć - to bardzo trudne pytanie... na pewno przywiązanie [ tak bardzo bym chciała, żeby to nie była jednak obsesja!] czasami dużą sympatię [nie potrafię powiedzieć, że go darzę uczuciem, które jest w nazwie syndromu] czasami złość ocierającą się o nienawiść, momentami ogromną czułość, troskę. W jego obecności może mi być bardzo dobrze, ale bywa, że czuje się jak w klatce, brakuje mi powietrza, muszę się ograniczać, boję się, że mnie skrzywdzi, próbuje być kimś innym... [ doszło już do somatyzacji].

23 282

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Teraz wiem, że wszystko bierze się z nas i to my decydujemy o sobie i o tym co nas w życiu spotyka piniekąd.
Teraz tej eksternalizm to mi się taki irracjonalny wydaje, taki naiwny.

Zgodzę się smile Mnie się jeszcze to przeznaczenie rzucało, jako coś nieuchronnego...Tylko uważam nalezy też na popadnięcie wszechwładność własnego życia, bo jednak do życia, losu i innych ludzi trzeba mieć pokorę, od przypadku lub decyzji innego człowieka czasem wiele może zależeć, ale od nas zalezy jak sobie z tym damy radę:)

bags napisał/a:

Moje sprawy są już podjete i "dojrzewają" w cieniu. Jak już pisałem u Dziewczyn "na zakręcie" z jednej strony "czekam" - Happy, Endi i reszta... spokojnie tongue to tylko "repeta" - pół roku na pozew od jz i sam "zwlekam" z tym tematem z przyczyn ogólno -technicznych "singla" - kasa - szukając tu na forum inspiracji do ew. obrony na rozwodzie big_smile

Oj coś Ci nie wierzę i wiele mi się tu nie podoba. Takie tam wymówki. I jaka tam obrona? Po co? Na co? Grunt by odciąć do krechą i iść do przodu.

Pokreconaona Jesteś chyba na dobrej drodze w tym myślemy. Zresztą jak można kalać seksem, który jest tak brudny, "świętą" żonę. Straci na świętości.
On pewnie chodzi gdzieś, gdzie ktoś za niego posprząta. Lub nie. Ale w 15 minut można wiele. Nie podoba mi się to wszystko.

zabka-k napisał/a:

Jak miło, że zaglądasz smile Wiesz, po tej przeprowadzce zaczynasz emanować jeszcze większym spokojem? smile Takim wewnętrznym smile Takie przeciepłe wrażenie na mnie to sprawia smile

Miło to słyszeć. Czuję się spokojna. ba, naprawdę nie brakuje mi nic, na razie więcej nie chcę.
Zaglądam cały czas i regularnie czytam, ale ze względu na dbanie o spokój i harmider w pracy nie zawsze mogę odpisać. Uczę się skupiać na jednym i przechodzić do drugiego, chociaż podzielnosć uwagi i robienie stu rzeczy na raz jest niezbędne w zawodzie, z tym że po co dokładać sto pierewszą.

Tęsknię za Happy, zofią282, Liv4, Anstawią, panią zupą i beosą. Co do pozostałych jestem spokojna, choć mniemam, że u Astawii czasem zawieje. Za to o beosę się martwię.
Ostatnio nie było tu kiedysbylam.

No wszechwładni nie jesteśmy, ani wszechmogący smile

Bagsiu kogo Ty chcesz oszukać?
Wiesz co ja widzę? Że wałkujesz. Czy sam już pogodziłeś się z tym co piszesz?

Truskawka men ma za uszami, z pewnością smile


A wiesz, że ja o Beisie też myślę. Generalnie mam podobne odczucia w tej kwestii.

23 283

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Witam i dziękuję za przywitanie i zachętę.

Zacznę od początku. Od tego, że nie pamiętam siebie zupełnie szczęśliwej. Jako malutka dziewczynka uciekałam od świata w książki, to był sens życia. Nie ruszałam się nigdzie bez nichi, a jeśli już musiałam to przynajmniej w swojej głowie "odgrywałam" fabułę, którejś z ostatnich. Słowa i moja wyobraźnia. Byłam dobrą uczennicą, docenianą w szkole, tylko wiecznie nieszczęśliwą, zawsze było coś nie tak... Pesymizm od początku do końca, mistrzowsko realizowany. Każde wyzwanie miało się dla mnie skończyć źle, [nie chciałam złożyć dokumentów na studia, bo byłam pewna, że nie zdałam matury]. Znany dobrze schemat. Na szczęście miałam zawsze oddanych przyjaciół, którzy zmuszali mnie do pewnych kroków. W ogóle ludzie mnie lubią, uważają za inteligentną, zabawną, ciekawą, chcą się ze mną widywać, rozmawiać. Ja się taka nie czuję, zawsze gorsza, brzydsza, grubsza i głupsza, i od lat... od lat pewna, że nikt mnie nigdy nie pokocha. Na studiach pierwsze poważne depresje, z którymi nie poradziłabym sobie sama, ale zawsze przyjaciółki trzymały rękę na pulsie, pomagały, dbały, wyrywały z najciemniejszych... Później związek, z pierwszym facetem, który się mną zainteresował, i tak jest do dziś (chociaż epizody "zdrad" z mojej strony - zdarzają się). Być może ten mężczyzna też jest częściowo winny, ale ja już wiem, że to we mnie tkwi zadra. To ja tak bardzo chcę być kochana i tak bardzo nie chcę zostać sama. To okropne uczucie. Strach, strach, strach.

I tak bardzo pragniesz nie być samotną i być kochaną, że szukasz wciąż nowych wrażeń i zdradzasz, a zdrada i zbliżenie jeszcze z kimś daje Ci tylko chwilową przyjemność, luz i zaspokojenie potrzeby, zapełnienie luki, a tk tylko iluzja. Podświadomość Twoja ma zły schemat.

23 284 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-05 22:40:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
raki napisał/a:

To może nam opowiesz, jak postrzegasz u siebie ten problem kkzb?
I jakie żywisz uczucie do tego mężczyzny?

Długo w ogóle nie umiałam problemu zdiagnozować - wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak, ale raczej winiłam jego [jego cechy i zachowanie] albo siebie [ ale na zasadzie - bo ja jednak za mało się staram, bo ja jestem wiecznie niezadowolona, nerwowa, wymagająca, bo ja jestem tym gorszym elementem i powinnam się cieszyć, że on jest ze mną, chociaż nie wiadomo właściwie dlaczego]. W momencie gdy moja psycholog zasugerowała mi ten syndrom, byłam bardzo zdziwiona, zasmucona, a nawet trochę poirytowana. Wiedziałam jednak, że warto zmierzyć  z tym "zarzutem" i spróbować ocenić na spokojnie. I tak właśnie zrobiłam, czytając o problemie w necie [ plus Norwood] to bardzo dało mi do myślenia... a właściwie spowodowało, że zaczęłam dostrzegać pewne podobieństwa [ szczerze mówiąc - niektore opisane sytuacje idealnie odzwierciedlały moją]. Zmuszona jestem uznać, że nie może to być przypadkowy zbieg okoliczności.

Co do uczuć - to bardzo trudne pytanie... na pewno przywiązanie [ tak bardzo bym chciała, żeby to nie była jednak obsesja!] czasami dużą sympatię [nie potrafię powiedzieć, że go darzę uczuciem, które jest w nazwie syndromu] czasami złość ocierającą się o nienawiść, momentami ogromną czułość, troskę. W jego obecności może mi być bardzo dobrze, ale bywa, że czuje się jak w klatce, brakuje mi powietrza, muszę się ograniczać, boję się, że mnie skrzywdzi, próbuje być kimś innym... [ doszło już do somatyzacji].

A nie jest tak, że przypisujesz jemu zasługi, bo pozornie robi to czego potrzebujesz, np. czasem pogada i Tobie się wydaje, że się Tobą interesuje?

23 285

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moja podświadomość z pewnością ma zły schemat - wiem, dostarczam sobie tylko substytów. Substytów uczuć a nawet substytów osób. Im gorzej układa mi sie z moim partnerem tym częściej szukam kontaktu z kimś innym [ i chodzi głównie o kontakt niefizyczny], po czym czuję się bardzo źle, mam poczucie winy, wstyd. Szukam przede wszystkim ciepła, troski, zainteresowania.

Mój partner pochodzi z rodziny bardzo dysfunkcyjnej [ ojciec chory na alkoholizm, obecnie nie pije, a matka - zupełnie nieczuła, zimna, toksyczna]. Staram się nie idealizować go - wiem, że czasami zachowuje się podle, ale też wielokrotnie zdarzało mu się bardzo mi pomagać [mam nadzieję, że nie jestem aż tak odrealniona...]

23 286 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-05 22:53:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Moja podświadomość z pewnością ma zły schemat - wiem, dostarczam sobie tylko substytów. Substytów uczuć a nawet substytów osób. Im gorzej układa mi sie z moim partnerem tym częściej szukam kontaktu z kimś innym [ i chodzi głównie o kontakt niefizyczny], po czym czuję się bardzo źle, mam poczucie winy, wstyd. Szukam przede wszystkim ciepła, troski, zainteresowania.

Mój partner pochodzi z rodziny bardzo dysfunkcyjnej [ ojciec chory na alkoholizm, obecnie nie pije, a matka - zupełnie nieczuła, zimna, toksyczna]. Staram się nie idealizować go - wiem, że czasami zachowuje się podle, ale też wielokrotnie zdarzało mu się bardzo mi pomagać [mam nadzieję, że nie jestem aż tak odrealniona...]

Nie ma znaczenia ile szukasz bo i tak nie otrzymujesz tego czego potrzebujesz. Bo to nie o to chodzi. I też nie o to żeby wciąż szukać zainteresowania. Musisz dać to sobie sama. Zastanów się czego szukasz, czego nie masz, czego chcesz i skąd to się bierze. I zastan?w się też czy to czego chcesz nie zagraża Tobie, czy jest bezpieczne.
I to czego potrzebujesz nie zawsze jest tym na co wygląda. Jeśli czujesz się samotna myślisz, że pomoże Ci w tym zainteresowanie kogoś. Jak to było w dzieciństwie? Co musiałaś zrobić żeby zwrócić na siebie uwagę? Czy interesowano się Tobą tak po prostu czy jednak warunkowo?
No i chyba nie w tym rzecz żeby czuć się przy kimś żle. Nie naprawisz jego. On musi sam zająć się sobą.
Schematy wyniesione z domu rządzą nami bardziej niż może nam się wydawać, bardziej niż możemy sobie wyobrazić. Większości rzeczy nie jesteśmy świadomi.

23 287

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie ma znaczenia ile szukasz bo i tak nie otrzymujesz tego czego potrzebujesz. Bo to nie o to chodzi. I też nie o to żeby wciąż szukać zainteresowania. Musisz dać to sobie sama. Zastanów się czego szukasz, czego nie masz, czego chcesz i skąd to się bierze. I zastan?w się też czy to czego chcesz nie zagraża Tobie, czy jest bezpieczne.
I to czego potrzebujesz nie zawsze jest tym na co wygląda. Jeśli czujesz się samotna myślisz, że pomoże Ci w tym zainteresowanie kogoś. Jak to było w dzieciństwie? Co musiałaś zrobić żeby zwrócić na siebie uwagę? Czy interesowano się Tobą tak po prostu czy jednak warunkowo?


Dać sobie sama, ale co? Ja jestem mocno pogubiona, a depresja dodatkowo utrudnia znalezienie sił i chęci by robić coś dla siebie. Co do drugiej części - nie wiem, strasznie ciężko mi mówić o dzieciństwie... mam niesamowicie mało wspomnień... nie wiem dlaczego tak jest. Taka niby przeciętna rodzina. Ja jestem najmłodsza, moje rodzeństwo też się mną opiekowało/opiekuje. Z ojcem kontakt mam mały, zawsze tak było. Ale dzieństwo to głównie książki, to pamiętam.

23 288

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Milisc, przytiulenie, akceptacje, usmiech, opieke, spokoj - eszystko,czego podswiadomie szukasz.
Trzeba najpierw sie zregenerowac z tej depresji. Czyli skorzystac z podstawowych rad (wszedzie ich pelno), moze wziac leki, heslli to konieczne odciac sie od pewnych osob. Spokojnie, wyjdziesz ztego. Co dobrego planujesz na sniadanie   (dla siebie).

Jesli moge spytac, ile masz lat? Uczysz sie? Pracujesz? Co lubisz robic?

23 289 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-06 08:44:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie ma znaczenia ile szukasz bo i tak nie otrzymujesz tego czego potrzebujesz. Bo to nie o to chodzi. I też nie o to żeby wciąż szukać zainteresowania. Musisz dać to sobie sama. Zastanów się czego szukasz, czego nie masz, czego chcesz i skąd to się bierze. I zastan?w się też czy to czego chcesz nie zagraża Tobie, czy jest bezpieczne.
I to czego potrzebujesz nie zawsze jest tym na co wygląda. Jeśli czujesz się samotna myślisz, że pomoże Ci w tym zainteresowanie kogoś. Jak to było w dzieciństwie? Co musiałaś zrobić żeby zwrócić na siebie uwagę? Czy interesowano się Tobą tak po prostu czy jednak warunkowo?


Dać sobie sama, ale co? Ja jestem mocno pogubiona, a depresja dodatkowo utrudnia znalezienie sił i chęci by robić coś dla siebie. Co do drugiej części - nie wiem, strasznie ciężko mi mówić o dzieciństwie... mam niesamowicie mało wspomnień... nie wiem dlaczego tak jest. Taka niby przeciętna rodzina. Ja jestem najmłodsza, moje rodzeństwo też się mną opiekowało/opiekuje. Z ojcem kontakt mam mały, zawsze tak było. Ale dzieństwo to głównie książki, to pamiętam.

Dać sobie samej wszystko.
Jeśli wpadasz w jakieś uzależnienie, jeśli nie wyobrażasz sobie życia bez kogoś lub czegoś. Jeśli wydaje Ci się, że musisz zapalić, bo umrzesz, jeśli wydaje Ci się, że potrzebujesz seksu, bo inaczej umrzesz, bo tak Ci go brakuje, jeśli wydaje Ci się, że musisz zjeść ciastko, bo tego potrzebujesz to nie prawda. To są oczywiście przykłady, bo każdy jeśli nie ma racjonalnego podejścia potrzebuje czegoś żeby zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa czy inny brak, deficyt. Kto świadomy tego, że papieroch to trucizna świadomie bierze i pali. Kto świadomie się truje? Jedynie ten z uzależnioną osobowością. I każdy jeden uzależniony od czegoś czy to od miłości, alkoholu, seksu, papierosów czy czegoś innego robi to lub czuje ciśnienie na robienie tego właśnie dlatego, żeby zapełnić lukę, brak, deficyt. A to jest nic innego jak tylko iluzja. Tak na prawdę żadna rzecz z moich przykładów nie jest nam potrzebna do życia. To tylko w naszej podświadomości zapisane są informacje, fałszywe informacje, które zmuszają nas do tych rzeczy. I to jest cały problem.
Wiem, powiesz, ale to głupie. Jestem dorosła i wiem co robię. Co Ty Hm... możesz o tym wiedzieć, gówno wiesz to nie prawda.
Powiem Ci właśnie, że prawda. Przeczytaj książkę którą Ci podrzuciłam.

Podstawą do pracy nad sobą jest przerobienie dzieciństwa. Na tyle ile to moźliwe postaraj się przypomnieć sobie uczucia i zachowania z dzieciństwa.

Jeszcze raz powiem przeczytaj. smile

23 290

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Milisc, przytiulenie, akceptacje, usmiech, opieke, spokoj - eszystko,czego podswiadomie szukasz.
Trzeba najpierw sie zregenerowac z tej depresji. Czyli skorzystac z podstawowych rad (wszedzie ich pelno), moze wziac leki, heslli to konieczne odciac sie od pewnych osob. Spokojnie, wyjdziesz ztego. Co dobrego planujesz na sniadanie   (dla siebie).

Jesli moge spytac, ile masz lat? Uczysz sie? Pracujesz? Co lubisz robic?

Moja depresja miała być leczona [w najgorszej fazie] na oddziale dziennym [na co jednak się nie zdecydowałam]. Dostałam leki, które brałam przez dwa miesiące, jednak zniechęcona brakiem pozytywnych efektów odstawiłam je. Zrezygnowałam z wizyt u psychiatry, ale nie pomijam spotkań z terapeutką, bo one rzeczywiście trochę pomagają. W chwili obecnej nie jest tak źle jak bywało, ale moj nastrój jest tak zmienny, że czuje, że choroba czai się tuż za rogiem. Ona nie odchodzi tylko milknie.

Mam 24 lata, kończę studia [brak tylko pracy magisterskiej]. Pracowałam trochę jako niania, co już dzisiaj nie jest dla mnie dziwne, bo mogłam się nimi opiekować, czułam się odpowiedzialna, ważna i kochana [chociaż przez dzieci]. Co lubię... kiedyś lubiłam czytać, studia trochę we mnie to zabiły, ale myślę, że to się odrodzi. Jazdę na rowerze, najlepiej w nocy, kiedy nade mną gwiazdy, a chłodny wiatr we włosach smile rozmowy z ludźmi też bardzo lubię. Wiele osób chwaliło mnie za malowanie i szkicowanie, sprawiało mi to przyjemność, ale szybko się zniechęcam, kiedy nie jestem w czymś tak dobra jakbym chciała... Wydaje mi się, że wszystko co lubię, lubię za mało...

23 291

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm...
nie uważam, że to co mowisz to nieprawda. Decydując się na terapię, musiałam w wiele rzeczy zwątpić i w tyle samo uwierzyć. I wszystko bardzo dokładnie przemyśleć. I tak samo sprawa ma się z tym co czytam od Was.
Dziękowałam Ci prywatnie smile

23 292

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:
raki napisał/a:

Milisc, przytiulenie, akceptacje, usmiech, opieke, spokoj - eszystko,czego podswiadomie szukasz.
Trzeba najpierw sie zregenerowac z tej depresji. Czyli skorzystac z podstawowych rad (wszedzie ich pelno), moze wziac leki, heslli to konieczne odciac sie od pewnych osob. Spokojnie, wyjdziesz ztego. Co dobrego planujesz na sniadanie   (dla siebie).

Jesli moge spytac, ile masz lat? Uczysz sie? Pracujesz? Co lubisz robic?

Moja depresja miała być leczona [w najgorszej fazie] na oddziale dziennym [na co jednak się nie zdecydowałam]. Dostałam leki, które brałam przez dwa miesiące, jednak zniechęcona brakiem pozytywnych efektów odstawiłam je. Zrezygnowałam z wizyt u psychiatry, ale nie pomijam spotkań z terapeutką, bo one rzeczywiście trochę pomagają. W chwili obecnej nie jest tak źle jak bywało, ale moj nastrój jest tak zmienny, że czuje, że choroba czai się tuż za rogiem. Ona nie odchodzi tylko milknie.

Mam 24 lata, kończę studia [brak tylko pracy magisterskiej]. Pracowałam trochę jako niania, co już dzisiaj nie jest dla mnie dziwne, bo mogłam się nimi opiekować, czułam się odpowiedzialna, ważna i kochana [chociaż przez dzieci]. Co lubię... kiedyś lubiłam czytać, studia trochę we mnie to zabiły, ale myślę, że to się odrodzi. Jazdę na rowerze, najlepiej w nocy, kiedy nade mną gwiazdy, a chłodny wiatr we włosach smile rozmowy z ludźmi też bardzo lubię. Wiele osób chwaliło mnie za malowanie i szkicowanie, sprawiało mi to przyjemność, ale szybko się zniechęcam, kiedy nie jestem w czymś tak dobra jakbym chciała... Wydaje mi się, że wszystko co lubię, lubię za mało...

Coż to za mordercze studia?
A jak dobra chciałabyś być? Co jest wyznacznikiem tej umiejętności według Ciebie?

23 293

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Hm...
nie uważam, że to co mowisz to nieprawda. Decydując się na terapię, musiałam w wiele rzeczy zwątpić i w tyle samo uwierzyć. I wszystko bardzo dokładnie przemyśleć. I tak samo sprawa ma się z tym co czytam od Was.
Dziękowałam Ci prywatnie smile

Cieszę się. Bardzo mi miło. smile

23 294

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Even zastanów się czy w Twoim życiu nie było tak, że wciąż dla kogoś nie byłaś wystarczająco dobra, że nie spełniałaś oczekiwań czyichś, bo swoich możesz jeszcze nawet nie znać smile

Choroba została uśpiona smile
Wierzę, że pracą nad sobą i dbaniem osiebie, odnajdziesz prawdziwą siebie i odzyskasz harmonię. I wszystko będzie ok. Będziesz szczęśliwa. Szukaj, pracuj, warto smile

23 295

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Studia mordercze nie są, właśnie także i o to chodzi ... Wydawało mi się, że chcę pójść na humanistyczny kierunek, że to jest to w czym jestem dobra, że lubię i że to wystarczy, ale gdzieś czaił się inny głos: "to nie jest ambitne, nie jest potrzebne, każdy może to skończyć, ale na lepsze się nie nadajesz... " To nie jest głos nikogo z mojego otoczenia, niestety [ albo na szczęście]. To, że zdawałam kolejne egzaminy nie sprawiało mi radości, bo "przecież każdy zalicza". Żadnej satysfakcji, wręcz utwierdzanie się w bezsensowności.

Próbuję sobie przypomnieć czy stawiano mi wymagania... I to jest tak, że nie do końca wiem co jest moim wspomnieniem prawdziwym, co rzeczą, którą sobie wyobrażałam oraz czy czegoś przed sobą nie ukrywam... Chciałam być dobra, zawsze, we wszystkim, chciałam być podziwiana i doceniana...  Bardzo rzadko zdarza mi się stwierdzić, że zrobiłam coś dobrze. A jeśli nawet, to i tak chcę, żeby ktoś to potwierdził, żeby ktoś się zachwycił. To się zdarzało, ale nadal mi nie wystarcza, bo przecież cały świat nie padł mi do stóp ; ))  Nie wiem co dałoby mi nareszcie poczucie "jesteś wystarczająco dobra". Taka postawa jest strasznie męcząca, bo wręcz zabraniam sobie robienia czegoś, co lubię jeśli to nie jest zrobione doskonale. Ten sam głos mowi: "jesteś nijaka, Twoje próby są żałosne, jeśli nie umiesz czegoś naprawdę - zostaw to i nie narażaj się na śmieszność"...

23 296 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-06 14:05:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
bags napisał/a:

Moje sprawy są już podjete i "dojrzewają" w cieniu. Jak już pisałem u Dziewczyn "na zakręcie" z jednej strony "czekam" - Happy, Endi i reszta... spokojnie tongue to tylko "repeta" - pół roku na pozew od jz i sam "zwlekam" z tym tematem z przyczyn ogólno -technicznych "singla" - kasa - szukając tu na forum inspiracji do ew. obrony na rozwodzie big_smile

Oj coś Ci nie wierzę i wiele mi się tu nie podoba. Takie tam wymówki. I jaka tam obrona? Po co? Na co? Grunt by odciąć do krechą i iść do przodu.

tak tytułem rekonensansu pozwiązkowego to wszystko ładnie wygląda z boku. Żona przede wszystkim uważa się w całej okazałości ofiarą a nie winną tudzież też marionetką w rękach matki; milczy praktycznie od stycznia br. stosując wtedy wobec mnie zamordyzm, bym się potulnie zgodził na rozwód bez orzekania o winie - o zdradzie wiedziałem już wcześniej - bo jak nie to będzie pranie brudów i wywali pełno fałszywych faktów na stół. kilka miesięcy później było "tłumaczenie", ze ona teraz nie ma czasu, ma inne problemy na głowie i jak mi się spieszy, to 'se składaj'. motylek gach nie jest mobilny??? hmm big_smile
Całe to tłumaczenie jak mniemam wykrętem by wymigać się od przyjazdu celem złożenia papierów i na rozprawy do mojego miasta. A jak ktoś nie chce się oderwać z wrodzonego egoizmu i z "zasiedzenia" stołka, to wtedy każdy pretekst jest dobry.
Wyrocznia jest obrotna (?) w tych sądowych sprawach i tak ustawia zagrywki, bo to "chłop jest winny, on się wyniósł, to niech działa!".

Reasumując ja nie mam zamiaru się szarpać o to, kto tu jest winny rozpadu, bo ręce równo i dokładnie maczała w tym teściowa - a od strony prawnej ona jest nietykalna - więc po co mi się kopać z nimi i ciągać po sądach. Wtedy "przystałem" na groźby żony a teraz mam zamiar samemu ten bajzel posprzątać metodą lisa i lwa. Pozew napisać szerzej niż tylko "różnica charakterów" a mając swoje 5 minut na rozprawie, uzasadnić wszystko bezpretensjonalnie. Jak to kiedyś tutaj pani_zupa napisała "lukrowanymi słowami dać w pysk" big_smile

23 297 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-06 14:43:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Studia mordercze nie są, właśnie także i o to chodzi ... Wydawało mi się, że chcę pójść na humanistyczny kierunek, że to jest to w czym jestem dobra, że lubię i że to wystarczy, ale gdzieś czaił się inny głos: "to nie jest ambitne, nie jest potrzebne, każdy może to skończyć, ale na lepsze się nie nadajesz... " To nie jest głos nikogo z mojego otoczenia, niestety [ albo na szczęście]. To, że zdawałam kolejne egzaminy nie sprawiało mi radości, bo "przecież każdy zalicza". Żadnej satysfakcji, wręcz utwierdzanie się w bezsensowności.

Próbuję sobie przypomnieć czy stawiano mi wymagania... I to jest tak, że nie do końca wiem co jest moim wspomnieniem prawdziwym, co rzeczą, którą sobie wyobrażałam oraz czy czegoś przed sobą nie ukrywam... Chciałam być dobra, zawsze, we wszystkim, chciałam być podziwiana i doceniana...  Bardzo rzadko zdarza mi się stwierdzić, że zrobiłam coś dobrze. A jeśli nawet, to i tak chcę, żeby ktoś to potwierdził, żeby ktoś się zachwycił. To się zdarzało, ale nadal mi nie wystarcza, bo przecież cały świat nie padł mi do stóp ; ))  Nie wiem co dałoby mi nareszcie poczucie "jesteś wystarczająco dobra". Taka postawa jest strasznie męcząca, bo wręcz zabraniam sobie robienia czegoś, co lubię jeśli to nie jest zrobione doskonale. Ten sam głos mowi: "jesteś nijaka, Twoje próby są żałosne, jeśli nie umiesz czegoś naprawdę - zostaw to i nie narażaj się na śmieszność"...

A nie wydaje Ci się, że ten głos to głos fałszu zakorzeniony gdzieś w przeszłości, że to nie prawda?
Nawet gdyby cały świat padł Ci do stóp to na chwilę poczułabyś się dobrze, i to nie to.

Brak Ci miłości, akceptacji, wsparcia. Nie wiem co było kiedyś, ale tego nie dostałaś, nie jesteś bezpieczna, nie czujesz się taka.

Nawet kiedy wyjdziesz na Mount Everest nie będziesz zadowolona. Sama sobie stworzyłaś przeszkodę, a raczej Twoja podświadomość.

23 298

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
raki napisał/a:
bags napisał/a:

Moje sprawy są już podjete i "dojrzewają" w cieniu. Jak już pisałem u Dziewczyn "na zakręcie" z jednej strony "czekam" - Happy, Endi i reszta... spokojnie tongue to tylko "repeta" - pół roku na pozew od jz i sam "zwlekam" z tym tematem z przyczyn ogólno -technicznych "singla" - kasa - szukając tu na forum inspiracji do ew. obrony na rozwodzie big_smile

Oj coś Ci nie wierzę i wiele mi się tu nie podoba. Takie tam wymówki. I jaka tam obrona? Po co? Na co? Grunt by odciąć do krechą i iść do przodu.

tak tytułem rekonensansu pozwiązkowego to wszystko ładnie wygląda z boku. Żona przede wszystkim uważa się w całej okazałości ofiarą a nie winną tudzież też marionetką w rękach matki; milczy praktycznie od stycznia br. stosując wtedy wobec mnie zamordyzm, bym się potulnie zgodził na rozwód bez orzekania o winie - o zdradzie wiedziałem już wcześniej - bo jak nie to będzie pranie brudów i wywali pełno fałszywych faktów na stół. kilka miesięcy później było "tłumaczenie", ze ona teraz nie ma czasu, ma inne problemy na głowie i jak mi się spieszy, to 'se składaj'. motylek gach nie jest mobilny??? hmm big_smile
Całe to tłumaczenie jak mniemam wykrętem by wymigać się od przyjazdu celem złożenia papierów i na rozprawy do mojego miasta. A jak ktoś nie chce się oderwać z wrodzonego egoizmu i z "zasiedzenia" stołka, to wtedy każdy pretekst jest dobry.
Wyrocznia jest obrotna (?) w tych sądowych sprawach i tak ustawia zagrywki, bo to "chłop jest winny, on się wyniósł, to niech działa!".

Reasumując ja nie mam zamiaru się szarpać o to, kto tu jest winny rozpadu, bo ręce równo i dokładnie maczała w tym teściowa - a od strony prawnej ona jest nietykalna - więc po co mi się kopać z nimi i ciągać po sądach. Wtedy "przystałem" na groźby żony a teraz mam zamiar samemu ten bajzel posprzątać metodą lisa i lwa. Pozew napisać szerzej niż tylko "różnica charakterów" a mając swoje 5 minut na rozprawie, uzasadnić wszystko bezpretensjonalnie. Jak to kiedyś tutaj pani_zupa napisała "lukrowanymi słowami dać w pysk" big_smile

A co Ciebie ona i jej widzimisię obchodzi? Chę?

23 299

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem. Po co miałabym się okłamywać w sposób, który mi szkodzi...? Skąd wziął się ten  głos jeśli jest fałszywy?

23 300

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A co Ciebie ona i jej widzimisię obchodzi? Chę?

Mi był jej układ na rękę, by to posprzątać wtedy na jej "zasadach" pędzikiem smile
Teraz się obawiam - słusznie lub też nie - że będzie powtórka z rozrywki i dalej próba pokazania - tym razem przed sądem - wielce poszkodowanej. Lepiej dmuchać na zimne wink
Multum czasu milczy i nic nie robi w tym temacie, to cholercia na co liczy? że facet znów przyjdzie się płaszczyć u jej stóp a jak złoży papiery, to mu wpierdzielić trzeba, bo zmącił sielankę spokoju motylkomanii. hmm

23 301 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-06 14:53:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Nie wiem. Po co miałabym się okłamywać w sposób, który mi szkodzi...? Skąd wziął się ten  głos jeśli jest fałszywy?

Twoja podświadomość broni Ciebie jak umie. Ona nie wie, że to co robi jest niedobre. To jedyna znana jej linia obrony.
Coś kiedyś zakodowała sobie na podstawie doświadczeń i tego się trzyma.
A jeśli zakodowała sobie coś co nie jest prawdą to i nie są prawdziwe wnioski jakie wyciągnęła, więc nie działa jak działać powinna a wciąż pakuje Cię w kłopoty. Po to żeby Cię chronić. Paradoksalnie.
Wewnątrz Ciebie jest konflikt, robisz coś mimo tego, że wiesz, że to nie jest dla Ciebie dobre, a jednak coś Cię ku temu pcha. Posłuchaj drugiego głosu. Tego, który jest racjonalny. Pozwól mu się wypowiedzieć.

23 302

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

A co Ciebie ona i jej widzimisię obchodzi? Chę?

Mi był jej układ na rękę, by to posprzątać wtedy na jej "zasadach" pędzikiem smile
Teraz się obawiam - słusznie lub też nie - że będzie powtórka z rozrywki i dalej próba pokazania - tym razem przed sądem - wielce poszkodowanej. Lepiej dmuchać na zimne wink
Multum czasu milczy i nic nie robi w tym temacie, to cholercia na co liczy? że facet znów przyjdzie się płaszczyć u jej stóp a jak złoży papiery, to mu wpierdzielić trzeba, bo zmącił sielankę spokoju motylkomanii. hmm

Bagsiu nie mów, że się boisz?
I co Ciebie to na co liczy.
Wejże jej pokaż na tej sali. Jesteś inteligentnym facetem.
Teściowrj też się boisz?
A niech wywleka.
Masz rozsądne argumenty i tego się trzymaj.
Powiedz, nie szkoda Ci czasu żeby analizować ją?
Idz na lody lepiej albo popływać smile

23 303

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

A co Ciebie ona i jej widzimisię obchodzi? Chę?

Mi był jej układ na rękę, by to posprzątać wtedy na jej "zasadach" pędzikiem smile
Teraz się obawiam - słusznie lub też nie - że będzie powtórka z rozrywki i dalej próba pokazania - tym razem przed sądem - wielce poszkodowanej. Lepiej dmuchać na zimne wink
Multum czasu milczy i nic nie robi w tym temacie, to cholercia na co liczy? że facet znów przyjdzie się płaszczyć u jej stóp a jak złoży papiery, to mu wpierdzielić trzeba, bo zmącił sielankę spokoju motylkomanii. hmm

Bagsiu nie mów, że się boisz?
I co Ciebie to na co liczy.
Wejże jej pokaż na tej sali. Jesteś inteligentnym facetem.
Teściowrj też się boisz?
A niech wywleka.
Masz rozsądne argumenty i tego się trzymaj.
Powiedz, nie szkoda Ci czasu żeby analizować ją?
Idz na lody lepiej albo popływać smile

Jakbym chodził zlękniony tym, co jedna z drugą powiedzą na rozwodzie to bym dawno pewnie z nimi ustawki udokumentowane pod ich domem robił, by było jak najbardziej polubownie rozegrane. A w doopie z tym. Czas tracę na zgoła co innego, bardziej pożytecznego smile

23 304

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
hm... napisał/a:
bags napisał/a:

Mi był jej układ na rękę, by to posprzątać wtedy na jej "zasadach" pędzikiem smile
Teraz się obawiam - słusznie lub też nie - że będzie powtórka z rozrywki i dalej próba pokazania - tym razem przed sądem - wielce poszkodowanej. Lepiej dmuchać na zimne wink
Multum czasu milczy i nic nie robi w tym temacie, to cholercia na co liczy? że facet znów przyjdzie się płaszczyć u jej stóp a jak złoży papiery, to mu wpierdzielić trzeba, bo zmącił sielankę spokoju motylkomanii. hmm

Bagsiu nie mów, że się boisz?
I co Ciebie to na co liczy.
Wejże jej pokaż na tej sali. Jesteś inteligentnym facetem.
Teściowrj też się boisz?
A niech wywleka.
Masz rozsądne argumenty i tego się trzymaj.
Powiedz, nie szkoda Ci czasu żeby analizować ją?
Idz na lody lepiej albo popływać smile

Jakbym chodził zlękniony tym, co jedna z drugą powiedzą na rozwodzie to bym dawno pewnie z nimi ustawki udokumentowane pod ich domem robił, by było jak najbardziej polubownie rozegrane. A w doopie z tym. Czas tracę na zgoła co innego, bardziej pożytecznego smile

Trać zgoła smile

23 305

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Ehdi, myślałam o Twoim ojcu z innej perspektywy, zastanawiałam się jakim trzeba być nieszczęśliwym  człowiekiem, żeby w ten sposób próbować na siebie zwrócić uwagę ... ile jadu i zawziętości musiało być w jego sercu, jak mało (wcale) miłości... nie chcę Cię urazić, ale może jak spojrzysz na niego z litością, łatwiej będzie Ci się uporać z tą całą sytuacją... nie wiem sama, może się mylę ...

Dziś już doszłam do tego etapu ale wszystkie uczucia były potrzebne.

23 306

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam nadzieję, że czujesz się lepiej.

Za to ja mam za sobą porządny "kryzys". Taki pierwszy chyba od powrotu.
Idąc spać w środku nocy, bo dość fajnym dniu, zaczęłam płakać. Bolało bardzo. Bolało też rano i rano też leciały łzy.
Szukam w sobie, co tak bardzo boli.
1. Na pewno były mąż i utracona miłość (ta jego ciągła złość, wściekłość, która w pewnym momencie się pojawiła, i którą niestety mam okazję obserwować do teraz od czasu do czasu, teraz ma przynajmniej powód, by się na mnie wściekać, tylko dlaczego permanentnie przez trzy lata niebycia razem). Bardzo się kochaliśmy i latami było nam dobrze.
2. To jak dałam się zaciągnąć w pułapkę dwóm psychofagom (seksomaniakom). Przeraża mnie, że z tak euforycznej miłości do nich nie zostało we mnie nic. Patrzę na nich, na siebie, na sceny z nimi i bije się w pierś za własną ślepotę, brak jakiejkolwiek wartości tej dwójki ludzi i mnie tańczącą ich śmieszny taniec, jak na narkotyku...
3. to jak pozwoliłam sobie na stratę wartościowych osób, z powodu nich (ufff, że nie wszystkich i nie wszystko).

Najbardziej jednak bolą dwie rzeczy,  z którymi nie wiem, co zrobić, a wywodzą się z powyżej:
1. całkowita utrata wiary w miłość,
2. całkowita utrata wiary w Boga.
Obie te sprawy jawą mi się jako psychopaci.

23 307

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Raki smile

Even, w porządku?
Trochę się martwię, bo takie wypisywania moje mogą się wydawać nie tego.
To nie tylko Ciebie dotyczy Even, nie jesteś sama.

Dzień dobry. Miłego dnia.

23 308

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry dziewczyny!
Hm... dziękuję za wczoraj:)

23 309

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Dzień dobry dziewczyny!
Hm... dziękuję za wczoraj:)

Dzień dobry smile
No nie ma za co smile

23 310

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm... nie powiem, zeby w porzadku było ze mną, ale to co pisałaś jest w porządku, jak najbardziej. Walczę ze swoimi permanentnymi nerwami [potrafię nimi tak ranić najbliższych ludzi...] We mnie są konflikty na poziomie globalnym i lokalnym [jesli mozna to tak okreslic...] to wszystko sprawia, że nie wiem kim jestem...

23 311

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Hm... nie powiem, zeby w porzadku było ze mną, ale to co pisałaś jest w porządku, jak najbardziej. Walczę ze swoimi permanentnymi nerwami [potrafię nimi tak ranić najbliższych ludzi...] We mnie są konflikty na poziomie globalnym i lokalnym [jesli mozna to tak okreslic...] to wszystko sprawia, że nie wiem kim jestem...

Jakie konflikty?
Rozpracujmy to.

23 312

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Najpierw Dzień Dobry smile smile smile

Spróbuję nadrobić smile

23 313

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Po pierwsze - nie wiem czego chcę, najczęściej wiem czego nie chcę, ale to nie znaczy, że tego unikam. Mam jakąś wizję swoich planów, ale strach nie pozwalam mi na ich realizację, podpowiada, że się nie uda. Wydaje mi się, że kogoś lubię, ale unikam kontaktu z nim, a osoby, które są dla mnie "trudniejsze" stają się częściej obecne. Odczuwam wiele uczuć na raz a w konsekwencji popadam w rozdrażnienie albo panikę. Nie jestem w stanie wyrazić swoich opinii, bo kiedy coś mówię to już wydaje mi się, że to nie do końca prawda, że czegoś nie przemyślałam do końca. Teraz też tak jest.

23 314

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja wróciłam dziś do pracy po tygodniu przerwy. Generalnie czuję się fatalnie fizycznie. Psyche już w miare ok ale widze, że stres na mnie jednak wpływa silniej

23 315

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Even smile
Chyba dość często niewiele wiemy o sobie i swoich marzeniach, kiedy znajdujemy się na rozdrożach. Depresje, decyzje o skorzystaniu z pomocy dość często wynikają z całkowitej utratu poczucia własnej wartości, zwątpienia w cokolwiek, co nas samych dotyczy. Co powoduje owo zwątpienie? I sama do tego z czasem dojdziesz smile
Ja "mieszam się", kiedy to co mówię lub robię sprawia, że zaczynam się obawiać, jak to zaakceptuje otoczenie. A więc wynika z faktu, że nie robię czegoś dla siebie i nie wynika to z moich wewnętrznych pragnień i potrzeb, tylko z potrzeby znalezienia akceptacji otoczenia. Staram się z tym sposobem na podejmowanie decyzji przeze mnie samą "walczyć", zastanawiać, stopować i szukać tego co mnie daje prawidzą radość i satysfakcję, szukać siebie w tym wszystkim. A o własnym zdaniu już wiem, że nie dość że się zmienia, to nawet powinno - przeciez docierają do mnie różne bodźce i mam pełne prawo weryfikować własną opinię o świecie, nie? smile Pewnie, nie czuję się mocno otwarta a wręcz wiem, że troszkę czasu zawsze trwa, zanim się "oswoję" i zanim spróbuję wyartykułować z siebie swoje własne zdanie. Ale nie trzymam się go kurczowo, bo za 2 godziny mogę zmienić to własne zdanie tongue Byle by korzystać z najróżniejszych sposobów komunikacji i słuchać ze zrozumienie (a to już mój własny przytyczek do mnie dzisiaj wink ) smile

Even - kto jest nieomylny? Kto jest wszechmogący? Kto potrafi wszystko? Kto nie popełnia ani błędów ani grzechów? Kto jest idealny?

A! Walczysz z nerwami. Ale wiesz, nam już chyba wszystkim tu się kojarzy, że walka to coś co często jest prawie ponad siły, wymaga mnóstwo energii, którą równie dobrze można skierować na pozytywniejsze tory - niż walka, która np. mnie kojarzy się z agresją i wydatkowaniem ogromnych pokładów siły. A czemu z nimi walczyć, zamiast może spróbować się uspokoić, zapewnić sobie takie środowisko, które sprzyjać będzie odzyskiwaniu wewnętrznego spokoju? Może spróbować dać sobie coś miłego - nawet urlop od tej walki? Co do leków, Even, a może po prostu rozważ zmianę leku? Lekarza? Może podpytaj terapeuty?

23 316

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Ja wróciłam dziś do pracy po tygodniu przerwy. Generalnie czuję się fatalnie fizycznie. Psyche już w miare ok ale widze, że stres na mnie jednak wpływa silniej

Witaj! smile Przytulam!!!

Ehdi, wiesz, to wszystko nastąpiło w takim momencie, gdzie zaczęłaś czuć się zdziebko pewniej i dostałaś  - jak to mawiam "po głowie" - całkowicie nie spodziewając się tego ciosu. Masz prawo czuć, że to było złe i że ktoś po raz kolejny sprawił Ci po prostu ból. Gdybyś nie była osobą delikatną i wrażliwą, zniosła byś to może lżej? Ale skąd niby masz to wiedzieć? Jesteś delikatną osobą i napewno życzyłabym Ci mnóstwo relaksu i przyjemności teraz. Dla podreperowania ciałka i uśmiechu smile

23 317

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Mam nadzieję, że czujesz się lepiej.

Za to ja mam za sobą porządny "kryzys". Taki pierwszy chyba od powrotu.
Idąc spać w środku nocy, bo dość fajnym dniu, zaczęłam płakać. Bolało bardzo. Bolało też rano i rano też leciały łzy.
Szukam w sobie, co tak bardzo boli.
1. Na pewno były mąż i utracona miłość (ta jego ciągła złość, wściekłość, która w pewnym momencie się pojawiła, i którą niestety mam okazję obserwować do teraz od czasu do czasu, teraz ma przynajmniej powód, by się na mnie wściekać, tylko dlaczego permanentnie przez trzy lata niebycia razem). Bardzo się kochaliśmy i latami było nam dobrze.
2. To jak dałam się zaciągnąć w pułapkę dwóm psychofagom (seksomaniakom). Przeraża mnie, że z tak euforycznej miłości do nich nie zostało we mnie nic. Patrzę na nich, na siebie, na sceny z nimi i bije się w pierś za własną ślepotę, brak jakiejkolwiek wartości tej dwójki ludzi i mnie tańczącą ich śmieszny taniec, jak na narkotyku...
3. to jak pozwoliłam sobie na stratę wartościowych osób, z powodu nich (ufff, że nie wszystkich i nie wszystko).

Najbardziej jednak bolą dwie rzeczy,  z którymi nie wiem, co zrobić, a wywodzą się z powyżej:
1. całkowita utrata wiary w miłość,
2. całkowita utrata wiary w Boga.
Obie te sprawy jawą mi się jako psychopaci.

Wiesz, i mnie się czasem zdarza, że przyjemne chwilki burzy wewnętrzne odczucie, że jednak nie wszystko co zdarzyło się w moim życiu - było "sprawiedliwe". I też czasem mi łezki się poleją. Ale wiem, że tego poczucia krzywdy ani nie chcę stracić, ani nie chcę go rozjątrzać. Chcę wynieść pożytek z tego co było. Bo krzywdę czasem robimy sobie sami  - jak piszesz o ślepocie.... O marzeniach które przesłaniają realność... O złudzeniach wink Czasem aż się i popukam w czółko i też szeroko uśmiecham z własnych głupotek - bo wiem, że nie wszystko wiedziałam. I nadal wielu rzeczy nie wiem, poza tym, że mam mnóstwo czasu przed sobą, żeby się móc szeroko uśmiechać, bo po prostu będę się czuła spokojna smile
Też sama odchodziłam od ludzi, którzy byli dla mnie wsparciem.... Moje "naturalne otoczenie", to straty i odejścia. Jeśli nikt sam nie odchodził, mechanizm wprawiałam w ruch sama - odchodząc od najbliższych i najprzyjaźniej nastawionych ludzi. Staram się teraz wyłapywać swoje "zawieruszenia" i zastanawiać, jak to z tym naprawdę było - czy był powód rzeczywisty, czy wydumany przeze mnie... Ale wszystkooooo naaaa spokojnieeeeee smile

23 318

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Even napisał/a:

Po pierwsze - nie wiem czego chcę, najczęściej wiem czego nie chcę, ale to nie znaczy, że tego unikam. Mam jakąś wizję swoich planów, ale strach nie pozwalam mi na ich realizację, podpowiada, że się nie uda. Wydaje mi się, że kogoś lubię, ale unikam kontaktu z nim, a osoby, które są dla mnie "trudniejsze" stają się częściej obecne. Odczuwam wiele uczuć na raz a w konsekwencji popadam w rozdrażnienie albo panikę. Nie jestem w stanie wyrazić swoich opinii, bo kiedy coś mówię to już wydaje mi się, że to nie do końca prawda, że czegoś nie przemyślałam do końca. Teraz też tak jest.

Wiesz czego nie chcesz, to ogromnie dużo, gorzej z tym, że nie chcesz a to robisz, a po zrobieniu tego czujesz się żle.
Ale wiesz na poziomie racjonalnym, że to coś jest dla Ciebie niedobre. I tutaj mamy konflikt.
Musisz zaufać sobie i słuchać tego głosu który kieruje Cię ku dobremu.
Musisz jakby od nowa siebie zaprogramować, posłuchać siebie, przyjrzeć się sobie obiektywnie.

I masz zakodowane, że się nie uda.
Na podstawie doświadczeń  Twoja podświadomość zakodowała sobie, że nic Ci się nie udaje. Jednak to nie jest prawda. Nie ma na świecie ludzi, którym nic się nie udaje. To wmówiła sobie Twoja głowa.
Proszę napisz co zrobiłaś dobrze.
Czeka Cię dużo pracy.
Chcesz to zmienić?

23 319

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Witaj Even smile
Chyba dość często niewiele wiemy o sobie i swoich marzeniach, kiedy znajdujemy się na rozdrożach. Depresje, decyzje o skorzystaniu z pomocy dość często wynikają z całkowitej utratu poczucia własnej wartości, zwątpienia w cokolwiek, co nas samych dotyczy. Co powoduje owo zwątpienie? I sama do tego z czasem dojdziesz smile
Ja "mieszam się", kiedy to co mówię lub robię sprawia, że zaczynam się obawiać, jak to zaakceptuje otoczenie. A więc wynika z faktu, że nie robię czegoś dla siebie i nie wynika to z moich wewnętrznych pragnień i potrzeb, tylko z potrzeby znalezienia akceptacji otoczenia. Staram się z tym sposobem na podejmowanie decyzji przeze mnie samą "walczyć", zastanawiać, stopować i szukać tego co mnie daje prawidzą radość i satysfakcję, szukać siebie w tym wszystkim. A o własnym zdaniu już wiem, że nie dość że się zmienia, to nawet powinno - przeciez docierają do mnie różne bodźce i mam pełne prawo weryfikować własną opinię o świecie, nie? smile Pewnie, nie czuję się mocno otwarta a wręcz wiem, że troszkę czasu zawsze trwa, zanim się "oswoję" i zanim spróbuję wyartykułować z siebie swoje własne zdanie. Ale nie trzymam się go kurczowo, bo za 2 godziny mogę zmienić to własne zdanie tongue Byle by korzystać z najróżniejszych sposobów komunikacji i słuchać ze zrozumienie (a to już mój własny przytyczek do mnie dzisiaj wink ) smile

Even - kto jest nieomylny? Kto jest wszechmogący? Kto potrafi wszystko? Kto nie popełnia ani błędów ani grzechów? Kto jest idealny?

A! Walczysz z nerwami. Ale wiesz, nam już chyba wszystkim tu się kojarzy, że walka to coś co często jest prawie ponad siły, wymaga mnóstwo energii, którą równie dobrze można skierować na pozytywniejsze tory - niż walka, która np. mnie kojarzy się z agresją i wydatkowaniem ogromnych pokładów siły. A czemu z nimi walczyć, zamiast może spróbować się uspokoić, zapewnić sobie takie środowisko, które sprzyjać będzie odzyskiwaniu wewnętrznego spokoju? Może spróbować dać sobie coś miłego - nawet urlop od tej walki? Co do leków, Even, a może po prostu rozważ zmianę leku? Lekarza? Może podpytaj terapeuty?

A może też na początek trzeba pozwolić się sobie zdenerwować?
A potem trzeba się zastanowić skąd się te nerwy biorą i wydumać co zrobić żeby się nie denerwować.

23 320

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ratuje nas tylko spokój.
Ja już może skończę lub przynajmniej przerwę tę podświadomościową mądrość. smile

23 321

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Ja wróciłam dziś do pracy po tygodniu przerwy. Generalnie czuję się fatalnie fizycznie. Psyche już w miare ok ale widze, że stres na mnie jednak wpływa silniej

Witaj! smile Przytulam!!!

Ehdi, wiesz, to wszystko nastąpiło w takim momencie, gdzie zaczęłaś czuć się zdziebko pewniej i dostałaś  - jak to mawiam "po głowie" - całkowicie nie spodziewając się tego ciosu. Masz prawo czuć, że to było złe i że ktoś po raz kolejny sprawił Ci po prostu ból. Gdybyś nie była osobą delikatną i wrażliwą, zniosła byś to może lżej? Ale skąd niby masz to wiedzieć? Jesteś delikatną osobą i napewno życzyłabym Ci mnóstwo relaksu i przyjemności teraz. Dla podreperowania ciałka i uśmiechu smile

W sumie niby tak. Mój szacowny przyjechał na pogrzeb co tez mi nie pomogło. Zachował się w sumie tak, że źle się z tym wszystkim czułam. Szwagierka jak dzwoniła złożyć kondolencje to miałam wrażenie na początku, że jest do mnie jakoś negatywnie nastawiona, dopoero po chwili wyluzowała. Mam ich wszystkich dość naprawdę. Co śmieszne szacowny od dnia pogrzebu nawet się do mnie nie odezwał, choć ponoć tak bardzo o mnie dba wink. Szkoda gadać.

23 322

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak się nie odzywa, tym lepiej dla Ciebie smile

23 323

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Jak się nie odzywa, tym lepiej dla Ciebie smile

Ja się naprawdę z tego ciesze. Nie podobało mi się jak tam był i stał obok mnie jako najbliższa rodzina.

23 324

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A może też na początek trzeba pozwolić się sobie zdenerwować?
A potem trzeba się zastanowić skąd się te nerwy biorą i wydumać co zrobić żeby się nie denerwować.

Masz ewidentnie rację smile
W tym wszystkim nie napisałam w ogóle o emocjach - bo zdenerwowanie skądś wynika, z czegoś powstaje! Ddoatkowe nerwy powoduje ukrywanie przed sobą tego, co spowodowało owe nerwy i pewnie jakiejś reakcji, która aż powinna się zadziać (bo aż dusi w środku), ale się nie zadzieje, bo... Bo to nie wypada, bo pewnie przesadzam, bo - często ma się takie właśnie "bo".
Ale mnie chodzi, że nie na siłę tłumić emocje - o to mi biegało smile Nie jestem w stanie pozbyć się swojego nerwa, jeśli z nim walczę. Mam wrażenie, że walka to często tłumienie.
Kiedy nie walczę, to wyłażą emocje i jest własna reakcja. I napewno rodzi się owo pytanie - czemu się denerwuję. A kiedyś i znajduje się odpowiedź.

23 325 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-08 14:48:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Even...
Spójrz jak destrukcyjny tryb życia, planów i osobistych marzeń sama sobie serwujesz (świadomie lub też nieświadomie):

Even napisał/a:

Po pierwsze - nie wiem czego chcę...
Mam jakąś wizję swoich planów...

ale!!!

Po pierwsze - najczęściej wiem czego nie chcę...
strach nie pozwala mi na ich realizację...
strach podpowiada, że się nie uda ale to nie znaczy, że tego unikam.

Mówią wielcy ludzie, że strach, lęk, napady "depresyjnej" beznadziejności to paradoksalnie największy sabotażysta Naszego życia. Najczęściej takie zależności wynikają z krytykanckiej formy wyniesionej z domu rodzinnego.

Even napisał/a:

Wydaje mi się, że kogoś lubię, ale unikam kontaktu z nim, a osoby, które są dla mnie "trudniejsze" stają się częściej obecne. Odczuwam wiele uczuć na raz a w konsekwencji popadam w rozdrażnienie albo panikę. Nie jestem w stanie wyrazić swoich opinii, bo kiedy coś mówię to już wydaje mi się, że to nie do końca prawda, że czegoś nie przemyślałam do końca.

Ludzie są jak psy - wiedzą czy ich lubisz.
Potrzeby stanowiące wyraz "zastraszonego" pragnienia ambicji, akceptacji, uznania i prestiżu w oczach innych. To "trudniejsze" otoczenie jest dla Ciebie "do przełknięcia" w odróżnieniu od tych pozytywnie zakręconych, bo sama sobie wytworzyłaś negatywny obraz siebie i świata wokół siebie. Z takimi "trudnymi typami" sobie poradzisz, bo jesteś zaprawiona w bojach ze swoim negatywnym wizerunkiem.

Even napisał/a:

Teraz też tak jest.

To może pora nad tym popracować i czerpać inspirację z tych życiowych optymistów i nie unikać ich a depresantom mówić stanowcze NIE, co by za bardzo na głowę nie wchodzili.
Obracać się wokół reakcji frustracyjnie pozytywnych niż tych destrukcyjnie negatywnych. Więcej pozytywnej sublimacji i substytucji "małych kroczków" w życiu i dążeniu do celu zamiast górnolotnego skazywania go na niepowodzenie daje więcej satysfakcji. smile

23 326

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

W sumie niby tak. Mój szacowny przyjechał na pogrzeb co tez mi nie pomogło. Zachował się w sumie tak, że źle się z tym wszystkim czułam. Szwagierka jak dzwoniła złożyć kondolencje to miałam wrażenie na początku, że jest do mnie jakoś negatywnie nastawiona, dopoero po chwili wyluzowała. Mam ich wszystkich dość naprawdę. Co śmieszne szacowny od dnia pogrzebu nawet się do mnie nie odezwał, choć ponoć tak bardzo o mnie dba wink. Szkoda gadać.

Czasem zachowujemy się sami z takim dystansem do pewnych osób, że te osoby same nie wiedzą jak się zachować w stosunku do nas - nie jestem pewna, ale tak mi się wydaje. Terapeutka kiedyś mnie poprosiła, żebym się zastanowiła nad faktem, iż z pewnymi osobami z przeszłości w ogóle nie utrzymuję kontaktu, z czego to wynika... Teraz mam kolejne zadanie domowe (oj, kilka ich mam wink ), tym razem na panelu są emocje.

Wiesz, ja nie wiem, czy potrafię być swobodna wobec "jego" rodziny. Nie jestem przekonana, że już tak. Napewno było by mi lżej, gdybym miała pewność, że nikt nie będzie poruszał jego tematu i że będę mogła się odciąć od kwestii, że byliśmy w związku. Pewnie chciałabym być w końcu traktowana tylko przez pryzmat siebie. I żebym miała pewność, że jeśli ktoś się ze mną kontaktuje, to ze względu na mnie - a nie na dzieci, które są ich rodziną (no bo jeśli z tego powodu, to nie musimy mieć zbyt bliskich kontaktów) lub "bo tak wypada". smile Ale to się okaże smile
Wiesz, pewnie szwagierka miała dobro intencje, nie wiem, w jakich stosunkach byłyście "w trakcie", jak i "po"....

Nie "szkoda gadać" - przecież Ehdi to chyba, co on gada i czy są to potwierdzone faktami deklaracje - nie ma znaczenia dla Ciebie osobiście? Czy ma?

23 327

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Even...
Spójrz jak destrukcyjny tryb życia, planów i osobistych marzeń sama sobie serwujesz (świadomie lub też nieświadomie):

Even napisał/a:

Po pierwsze - nie wiem czego chcę...
Mam jakąś wizję swoich planów...

ale!!!

Po pierwsze - najczęściej wiem czego nie chcę...
strach nie pozwala mi na ich realizację...
strach podpowiada, że się nie uda ale to nie znaczy, że tego unikam.

Mówią wielcy ludzie, że strach, lęk, napady "depresyjnej" beznadziejności to paradoksalnie największy sabotażysta Naszego życia. Najczęściej takie zależności wynikają z krytykanckiej formy wyniesionej z domu rodzinnego.

Even napisał/a:

Wydaje mi się, że kogoś lubię, ale unikam kontaktu z nim, a osoby, które są dla mnie "trudniejsze" stają się częściej obecne. Odczuwam wiele uczuć na raz a w konsekwencji popadam w rozdrażnienie albo panikę. Nie jestem w stanie wyrazić swoich opinii, bo kiedy coś mówię to już wydaje mi się, że to nie do końca prawda, że czegoś nie przemyślałam do końca.

Ludzie są jak psy - wiedzą czy ich lubisz.
Potrzeby stanowiące wyraz "zastraszonego" pragnienia ambicji, akceptacji, uznania i prestiżu w oczach innych. To "trudniejsze" otoczenie jest dla Ciebie "do przełknięcia" w odróżnieniu od tych pozytywnie zakręconych, bo sama sobie wytworzyłaś negatywny obraz siebie i świata wokół siebie. Z takimi "trudnymi typami" sobie poradzisz, bo jesteś zaprawiona w bojach ze swoim negatywnym wizerunkiem.

Even napisał/a:

Teraz też tak jest.

To może pora nad tym popracować i czerpać inspirację z tych życiowych optymistów i nie unikać ich a depresantom mówić stanowcze NIE, co by za bardzo na głowę nie wchodzili.
Obracać się wokół reakcji frustracyjnie pozytywnych niż tych destrukcyjnie negatywnych. Więcej pozytywnej sublimacji i substytucji "małych kroczków" w życiu i dążeniu do celu zamiast górnolotnego skazywania go na niepowodzenie daje więcej satysfakcji. smile

smile
Szkoda, że ja taka otwarta wcześniej nie byłąm Bags i nikt mi tego nie miał okazji wyłuszczyć smile I znowu sama do wszystkiego muszę dochodzić, zamiast poprosić o pomoc - nawet i mówiąc wprost jakie mam obawy smile

Even - mam nadzieję, że Cię te spostrzeżenia nie zdenerwują, bo czasem osoby negatywnie reagują na zwrotną informację forumowiczów, co nam się nasuwają za przemyślenia. Niby to charakterystyczny mechanizm reagowania, kiedy ktoś nam wskazuje błędny kierunek - ale z drugiej strony, czasem warto sobie uprościć życie i spróbować pójśc tym sugerowanym torem wink

Ja ewidentnie się zgadzam, że np. Mnie jest łatwiej przebywać w środowisku trudnym - jest mi obo po prostu bliższe i znam innego. Warto poszukać przyczyny....? smile Ten uśmiech to dla otuchy smile

23 328

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Po co szukać przyczyny - przyczynę znasz:

zabka-k napisał/a:

jest mi ono po prostu bliższe i nie znam innego

Rozgrzebywać za bardzo nie ma sensu, bo ugrzęźniemy w błocie. Chodzi teraz o to, jak się nauczyć naturalnie przebywać w "środowisku łatwym"

23 329 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-08 16:03:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

A może też na początek trzeba pozwolić się sobie zdenerwować?
A potem trzeba się zastanowić skąd się te nerwy biorą i wydumać co zrobić żeby się nie denerwować.

Masz ewidentnie rację smile
W tym wszystkim nie napisałam w ogóle o emocjach - bo zdenerwowanie skądś wynika, z czegoś powstaje! Ddoatkowe nerwy powoduje ukrywanie przed sobą tego, co spowodowało owe nerwy i pewnie jakiejś reakcji, która aż powinna się zadziać (bo aż dusi w środku), ale się nie zadzieje, bo... Bo to nie wypada, bo pewnie przesadzam, bo - często ma się takie właśnie "bo".
Ale mnie chodzi, że nie na siłę tłumić emocje - o to mi biegało smile Nie jestem w stanie pozbyć się swojego nerwa, jeśli z nim walczę. Mam wrażenie, że walka to często tłumienie.
Kiedy nie walczę, to wyłażą emocje i jest własna reakcja. I napewno rodzi się owo pytanie - czemu się denerwuję. A kiedyś i znajduje się odpowiedź.

Walka z nerwami i nie przyznawanie się do własnego nerwa odgradza denerwującego od możliwości kontemplacji.
Śmiem twierdzić, że zdecydowana większość nie zastanawia się skąd ten nerw.
Paradoksalnie znając przyczynę nerwa potrafimy jakoś inaczej reagować nawet jeśli w dalszym ciągu mamy przyczynę obok siebie.

I mi się przypomniało jak to ludzie m?wi? sobie nawzajem i dzieciom swoim - nie denerwuj się, zamiast zapytać - co Cię tak zdenerwowało? Że już nie wspomnę o wymijającym - przesadzasz, zdaje Ci się, zdziwiasz. Bo jeśli coś nas zdenerwowało to tak się stało, nie wyobrażamy tego sobie, nie zdziwiamy. To jest wnerw i mamy do niego prawo.
Gorzej, kiedy przyczyną nerwa jest ten co nam mówi, że zdziwiamy smile, taki żarcik.

23 330

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Even...
Spójrz jak destrukcyjny tryb życia, planów i osobistych marzeń sama sobie serwujesz (świadomie lub też nieświadomie):

Even napisał/a:

Po pierwsze - nie wiem czego chcę...
Mam jakąś wizję swoich planów...

ale!!!

Po pierwsze - najczęściej wiem czego nie chcę...
strach nie pozwala mi na ich realizację...
strach podpowiada, że się nie uda ale to nie znaczy, że tego unikam.

Mówią wielcy ludzie, że strach, lęk, napady "depresyjnej" beznadziejności to paradoksalnie największy sabotażysta Naszego życia. Najczęściej takie zależności wynikają z krytykanckiej formy wyniesionej z domu rodzinnego.

Even napisał/a:

Wydaje mi się, że kogoś lubię, ale unikam kontaktu z nim, a osoby, które są dla mnie "trudniejsze" stają się częściej obecne. Odczuwam wiele uczuć na raz a w konsekwencji popadam w rozdrażnienie albo panikę. Nie jestem w stanie wyrazić swoich opinii, bo kiedy coś mówię to już wydaje mi się, że to nie do końca prawda, że czegoś nie przemyślałam do końca.

Ludzie są jak psy - wiedzą czy ich lubisz.
Potrzeby stanowiące wyraz "zastraszonego" pragnienia ambicji, akceptacji, uznania i prestiżu w oczach innych. To "trudniejsze" otoczenie jest dla Ciebie "do przełknięcia" w odróżnieniu od tych pozytywnie zakręconych, bo sama sobie wytworzyłaś negatywny obraz siebie i świata wokół siebie. Z takimi "trudnymi typami" sobie poradzisz, bo jesteś zaprawiona w bojach ze swoim negatywnym wizerunkiem.

Even napisał/a:

Teraz też tak jest.

To może pora nad tym popracować i czerpać inspirację z tych życiowych optymistów i nie unikać ich a depresantom mówić stanowcze NIE, co by za bardzo na głowę nie wchodzili.
Obracać się wokół reakcji frustracyjnie pozytywnych niż tych destrukcyjnie negatywnych. Więcej pozytywnej sublimacji i substytucji "małych kroczków" w życiu i dążeniu do celu zamiast górnolotnego skazywania go na niepowodzenie daje więcej satysfakcji. smile

A może być destrukcyjny pozytyw?

23 331

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Po co szukać przyczyny - przyczynę znasz:

zabka-k napisał/a:

jest mi ono po prostu bliższe i nie znam innego

Rozgrzebywać za bardzo nie ma sensu, bo ugrzęźniemy w błocie. Chodzi teraz o to, jak się nauczyć naturalnie przebywać w "środowisku łatwym"

Wiesz Raki, ja nie wiem, może to tak wygląda, jak piszę, ale raczej osoby z reala wiedzą, że ja nie rozgrzebuję smile Wręcz jestem do tego negatywnie nastawiona i u innych osób i staram się stopować i ucinać wycieczki rozjątrzające wstecz. Bo jeśli się cofać i nad czymś z przeszłości pracować - to wg mnie i dla mojego użytku po to by dojść przyczyny, że zaczynam tracić poczucie "realności". Że zaczynam żyć marzeniem, nie rzeczywistością - a to w przypadku moich sytuacji kryzysowych była podstawa "wpadek". Rozgrzebywanie u mnie niekoniecznie polega na zapłakiwaniu się, wręcz odwrotnie.

Cóż, ja taka jestem. Lubię nad czymś przysiąść, zastanowić się, wyciągnąć wnioski. Mam analityczne podejście i przyznaję, że pewnych rzeczy nie bardzo chcę zmieniać w swoim zachowaniu - pod tym względem smile I wiem dlaczego nie chcę tongue Akurat w tym momencie uważam, że myślenie i wyciąganie wniosków absolutnie nie wychodzi mi na niekorzyść smile

Jak przebywać w środowisku łatwym? A może najpierw zauważyć i zrozumieć, co to jest łatwe środowisko? smile I mówię o sobie, każdy z nas inaczej pewne rzeczy traktuje i do własnych wniosków swoją drogą dochodzi - nie? smile

23 332

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Walka z nerwami i nie przyznawanie się do własnego nerwa odgradza denerwującego od możliwości kontemplacji.
Śmiem twierdzić, że zdecydowana większość nie zastanawia się skąd ten nerw.
Paradoksalnie znając przyczynę nerwa potrafimy jakoś inaczej reagować nawet jeśli w dalszym ciągu mamy przyczynę obok siebie.

I mi się przypomniało jak to ludzie m?wi? sobie nawzajem i dzieciom swoim - nie denerwuj się, zamiast zapytać - co Cię tak zdenerwowało? Że już nie wspomnę o wymijającym - przesadzasz, zdaje Ci się, zdziwiasz. Bo jeśli coś nas zdenerwowało to tak się stało, nie wyobrażamy tego sobie, nie zdziwiamy. To jest wnerw i mamy do niego prawo.
Gorzej, kiedy przyczyną nerwa jest ten co nam mówi, że zdziwiamy smile, taki żarcik.

Wiesz co, ja właśnie jak mam nerwa, czy dzieci mają nerwa - to staram się najpierw opanować nadmiar emocji - bo się formalnie nie daje wcześniej wyciągnąć o co właściwie chodzi i co jest powodem. Ani ja z siebie nie wyciągnę zanim nie zrobię 10 oddechów, ani z każdego z dzieci, bo za dużo właśnie jest emocji. Czasem to przytulenie, czasem trzeba zasugerować kilka podskoków mocno do góry wink Wiesz, no po prostu w stanie nerwa chyba też i ja sama podaję inną przyczynę - niż faktyczna. Dlatego mówię o tym uspokojeniu się. Bo w moim przypadku właściwa przyczyna to nie zawsze ta, która mi się pierwsza na jęzor nasuwa tongue

Tam żarcik smile Proza po prostu.
Noooo, wiesz co mawiam wink Jak sie nie da zmusić do chcenia, to i do rozumienia tym bardziej wink

23 333

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Jak przebywać w środowisku łatwym? A może najpierw zauważyć i zrozumieć, co to jest łatwe środowisko? smile I mówię o sobie, każdy z nas inaczej pewne rzeczy traktuje i do własnych wniosków swoją drogą dochodzi - nie? smile

Bo każdy jest inny smile

23 334 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-09 10:34:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Walka z nerwami i nie przyznawanie się do własnego nerwa odgradza denerwującego od możliwości kontemplacji.
Śmiem twierdzić, że zdecydowana większość nie zastanawia się skąd ten nerw.
Paradoksalnie znając przyczynę nerwa potrafimy jakoś inaczej reagować nawet jeśli w dalszym ciągu mamy przyczynę obok siebie.

I mi się przypomniało jak to ludzie m?wi? sobie nawzajem i dzieciom swoim - nie denerwuj się, zamiast zapytać - co Cię tak zdenerwowało? Że już nie wspomnę o wymijającym - przesadzasz, zdaje Ci się, zdziwiasz. Bo jeśli coś nas zdenerwowało to tak się stało, nie wyobrażamy tego sobie, nie zdziwiamy. To jest wnerw i mamy do niego prawo.
Gorzej, kiedy przyczyną nerwa jest ten co nam mówi, że zdziwiamy smile, taki żarcik.

Wiesz co, ja właśnie jak mam nerwa, czy dzieci mają nerwa - to staram się najpierw opanować nadmiar emocji - bo się formalnie nie daje wcześniej wyciągnąć o co właściwie chodzi i co jest powodem. Ani ja z siebie nie wyciągnę zanim nie zrobię 10 oddechów, ani z każdego z dzieci, bo za dużo właśnie jest emocji. Czasem to przytulenie, czasem trzeba zasugerować kilka podskoków mocno do góry wink Wiesz, no po prostu w stanie nerwa chyba też i ja sama podaję inną przyczynę - niż faktyczna. Dlatego mówię o tym uspokojeniu się. Bo w moim przypadku właściwa przyczyna to nie zawsze ta, która mi się pierwsza na jęzor nasuwa tongue

Tam żarcik smile Proza po prostu.
Noooo, wiesz co mawiam wink Jak sie nie da zmusić do chcenia, to i do rozumienia tym bardziej wink

Trzeba sobie dać przeżyć nerwa i dzieciom też. Walka, jakakolwiek walka, a przede wszystkim ta ze sobą po prostu wysysa z nas energię. Więc wracając to tematu, trza dać sobie przeżyć nerwa, podskoki są eleganckie na rozładowanie, a potem jak emocje już opadną to na spokojnie możemy się zastanowić co jest grane. No i co ważne to to, że z czasem po takich konfrontacji siebie z własnymi uczuciami i emocjami uzyskamy taki właśnie spokój i nerw będzie rzadszy, rzadszy...

No i przyczyna zapewne jest gdzieś ukryta głębiej, żeby nie było za łatwo tongue

Jasne, że się nie da zmusić.
Ja się zgadzam absolutnie. W całej rozciągłości.
Chcieć to móc, a jak się nie chce to i nie można. Ja już o tym pisałam też smile
Wtedy jak się nie chce chcieć to się nie chce i już big_smile

23 335

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witam Was kochane, kochani. jesli ktos sledzi moj watek, to pewnie wiecie ze padlo to kosmiczne slowo rozowd - pozew do konca wrzesnia. i tak bedzie na pewno. ale wiecie co? prawda jest trudna i bolesna, ale daje spokoj duszy jakis. juz wiem wszystko. ' to wszystko' okazalo sie banalne do bolu. jest mi dobrze!!! jestem swirnieta? ciesze sie na swoje 'nowe zycie' jestem nawet podekscytowana troche? masakra smile jak juz sie wyprowadzi i bede sama. cos co przerazalo, teraz daje poczucie ulgi i jakiejs ekscytacji. jak juz bede sama, w tylko sWOIM mieszkaniu, z taki pozytywnym poczcuiem odpowiedzialnosci za nie. jakies chore uczucia mi przychodza ze az sie ich boje smile

Posty [ 23 271 do 23 335 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 357 358 359 360 361 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026