Ehdi - przytulam!
Przykro mi...
23 206 2013-07-02 12:01:57 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-07-02 14:30:14)
Podobne tematy
23 207 2013-07-02 14:23:42
żabka i wszystkim Wam dziękuję za wsparcie... to jednak nie przypadek chyba, że tu trafiłam...
Ehdi mi również przykro, cóż można rzec w takich trudnych sytuacjach, trzymaj się Dziewczyno... jak to mówią, po ciężkich chwilach musi zaświecić Słońce, także dla Ciebie... dla nas tu wszystkich... tego staram się trzymać.
23 208 2013-07-02 14:30:44
Ehdi, prytulam mocno.
23 209 2013-07-02 14:34:30
...
Ja też na tym forum, nie tylko na tym wątku, dostałam mnóstwo wsparcia. Ogromnie to doceniam, bo nie wiem, czy tak szybko z wieloma myślami dałabym sobie radę. Ludzie których poznałam - i tylko wirtualnie i miałam możliwość osobiście - w taki normalny sposób pokazali mi, że nie jestem kosmitką, że życie biegnie dalej a tylko ode mnie zależy, jakie to życie będzie - czy z uśmiechem na twarzy, czy ze łzami... Napewno nie będzie mi super łatwo (bo super łatwo kojarzy mi się z byle jak
), nigdy bezwzględnie z mojej strony w stosunku do innych osób - czego każdemu życzę
Normalności i mnóstwa szczęśliwych chwil, bo z tych chwilek składa się życie ![]()
23 210 2013-07-02 14:42:03
Mój numer gg porozmawiajmy 44697275
Ale, że o co chodzi?
23 211 2013-07-02 14:43:33 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-02 14:45:34)
hm... napisał/a:Rozmawiałaś z nim o tym?
Nie, nie rozmawiałam. A powinnam?
hm... napisał/a:To dlatego, że masz do tego skłonność. Nie ma znaczenia gdzie jesteś smile
hm... napisał/a:I nawet to by nie być bluszczem też dla niego no smile
Jak widać przypadek beznadziejny.
Juz myslałam ze to mam za sobą...
Czy z bycia KKZB jest tak jak z alkoholizmem?
Bede KKZB do końca życia?
A nie chciałabyś żeby wiedział i pomógł jeśli kocha?
Myślę, że zawsze warto rozmawiać z partnerem kt?rego interesuje to co myślimy i jak się czujemy.
Myślę, że gdzieś tam jakieś skłonności zostają. Ale pracując ze sobą i wyrabiając nowe nawyki uczymy się żyć od nowa.
Polecam przeczytać Beatę Pawlikowską, tytuł "Dzungla podświadomości"
23 212 2013-07-02 14:45:06 Ostatnio edytowany przez raki (2013-07-02 15:16:56)
A moze wlasnie ma byc latwo, dlaczego my ciagle wybieramy owo trudniej. Latwiej nie musi oznaczac byle jak.
23 213 2013-07-02 15:01:18
Raki - ja to super łatwo odnoszę do nieco chyba innego czegoś niż Ty ![]()
Jeśli chodzi o super łatwo w sensie klarownie - to tak
Zresztą pozytywny oddźwięk ma wiele "rozumień" super łatwo.
23 214 2013-07-02 15:19:20
Mnie psycholog jeszcze na poprzedniej terapii pytała "dlaczego Pani wybiera zawsze trudniej, znowu wybrałam Pani trudniejszą opcję".
Wracając do Polski, chyba pierwszy raz wybrałam łatwiej.
Nie wiem zabko do końca, ale u mnie jak w górach, jeśli dasz mi dwie trasy, prowadzące do tego samego punktu, zawsze wybiorę trudniejszą opcję.
Teraz uczę się inaczej. Nie chodzi o to jednak by iść w życiu na łatwiznę. Czasem my po prostu do tego samego punktu wolimy iść krętą drogą zamiast prostą. Takie typowe kkzb.
23 215 2013-07-02 15:55:42
Hm... no właśnie nie wiem kiedy to się stało, że jestem rozliczana z każdej godziny, tzn. nie wprost, pod pozorem troski, dzwoni do mnie i pyta gdzie jestem, co robię, co mam do zrobienia, ile czasu mi to zajmie, cholera nie wiem, teraz to widzę, ja nawet się cieszyłam, bo to była jedyna oznaka zainteresowania mną i jakby troski. Nawet żartowałam, że powinniśmy częściej przebywać osobno, bo przynajmniej wtedy rozmawiamy. Gdy jestem w domu już nic go nie obchodzi, nawet gdy płaczę ( o czym pisałam). Sprawa wygląda tak, że do miasta w którym mieszkam z domku letniskowego mam ok 50 km. W okresie letnim (wakacje synka), pracę mogę wykonywać w domu i raz w tygodniu przyjeżdżam do miasta, zachodzę do pracy i załatwiam całą masę spraw, które się nagromadziły w ciągu tego czasu oraz zakupy. Do wieczora ledwo się wyrabiam. Ale wiąże się to z zapewnieniem opieki synkowi, czyli on idzie do teściów. Aby gdzieś wyjechać dodatkowo muszę to mocno uzasadnić, bo koszty, opieka do dziecka no i po co skoro mamy tam tak cudownie..., raz w tygodniu wychodne całkowicie wystarczy! Z wyprzedzeniem, mąż prosi, żebym załatwiła leki i inne sprawy... Owszem raz czy dwa jakoś by mi się udało to załatwić, sporym wysiłkiem psychicznym.. Ja chcę tę terapię zacząć konkretnie i pociągnąć... w zamieszaniu poza sezonem jest to możliwe bo wykonuję wolny zawód i nie może mnie tak kontrolować. Rany, on mnie kontroluje ! Czeka mnie dalsz przeprawa z tą fakturą, chcę sprawdzić nr agencji, porównać jego aktywność (gdy pracuje gada prawie non stop) z konkretnymi dniami tygodnia... ale dzisiaj nie mam na to siły.. a-ha 340 zł netto za same SEKS rozmówki. Powiedzcie mi bo ja mam mózg zwichrowany --- może to nie jest aż nic takiego i wszyscy tak robią, a ja panikuję przesadnie ???
A ja zobaczyłam teraz coś strasznego. Mianowicie pow?d kontroli. Powód egoistyczny. Bo skoro nie wiadomo co robi to po co pyta ile Ci coś zajmie? Czyżby miał coś do ukrycia?
Mogę nie mieć racji, zaznaczam,
Inwigilacja maskująca.
Kontroluje bo ma coś do ukrycia. Tak uważam.
Dla mnie to nie jest ok.
Nie chcę niczego sugerować, ale jakby nie patrzeć to chatę ma wolną. Jak wie kiedy jesteś w mieście to wie. Nic nie piszę juź.
23 216 2013-07-02 16:01:43
Ja tylko na chwilke ....wpadlam na chwilke, by napisac, ze zyje i mam sie dobrze
.
Jestem baaaaaardzo zadowolona z wyjazdu. Pracuje (ciezko), ale radze sobie dobrze. Spedzam tez kazda wolna chwile z siostra. Nie mozemy sie nagadac. W wolniejszej chwili napisze wiecej
A co u was kochane kobietki ?
Niestety nie mam czasu na poczytanie Was![]()
![]()
i chyba nigdy nie nadrobie zaleglosci
![]()
![]()
.
Baaaardzo mi Was brakuje !Pozdrawiam was wszystkie
![]()
![]()
![]()
Mocno Was wszystkie sciskam .
Pozdrawiam serdecznie ![]()
23 217 2013-07-02 16:03:33
Mała Biała Owieczka napisał/a:zabka-k napisał/a:Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.Wiesz, zapewne po przeprowadzce masz prawo nie czuć się zbyt swojsko. Ja onegdaj też całkowicie "pozmieniałam" swój świat. Nie wspominam tego źle, bo pierwszy miesiąc polegał na bieganiu z miejsca na miejsce w celu poszukiwania pracy - i udało mi się ją znaleźć. Poza tym zaraz zaszłam w ciążę, zaczęło się planowanie co i jak poukładać. Nie było problemu ze spotkaniami z jego znajomymi, bo tych już troszkę znałam. W efekcie ja tego okresu ze względu na ilość sytuacji, spraw - źle nie wspominam jeśli chodzi o "zajętość". Zresztą, mój organizm podczas ciąży reaguje zawsze ogromną sennością. Napewno starałam się tamten "pierwszy" czas wykorzystać zgodnie ze swoim usposobieniem - czyli starając się jak najczęściej wychodzić z domu czy zapraszać na soczek kogoś do siebie. Ale dopiero po urodzeniu Niuńki zaczęło do mn ie docierać że coś jednak jest "nie halo". Tak, wiem, że brak mi było towarzystwa - w końcu macierzyński i zaległy urlop to praktycznie 9 m-cy, ale z dnia na dzień zaczynało się coraz bardziej okazywać, że kiedy już nie ma wszeogarniającego mnie stanu znużenia i senności i kiedy jestem "aktywna", to... między nami jest niezbyt wiele, a już napewno nie moge liczyć na zbyt wiele zainteresowania ze strony partnera. Jego opcją była gazeta przy obiedzie i program TV, początkowo tłumaczony faktem, że dziecko jest małe i na razie nie ma możliwości żebyśmy bardziej się angażowali w inne aktywności... I tak "wtapiałam" rok za rokiem, gdzie znajdowałam sobie jakieś odskocznie. Pracę, wyjazdy po całej okolicy, potem poza województwo... Wiesz... My akurat nigdy chyba jednak nie potrafiliśmy być ze sobą wspólnie - chwilę dłuższą razem i dla siebie. To znaczy ja chciałam, on interesował się bardziej czym innym, niż byciem z kimś. Mnie coraz bardziej doskwierał brak możliwości porozmawiania - tym bardziej, że uważałam go za najbliższą i najbardziej zaufaną osobę, z którą mogę pogadac o wszystkim, bo ma szerokie zainteresowania...
Z jednej strony - tak, należy mieć własne życie i własne pasje. Ale z drugiej - jeśli dwoje ludzi jest ze sobą, to niech będzie ze sobą? Nie mówię, że cały czas. Ale aby związek miał podstawy i przetrwał, niezbędne jest zawsze i intymność, bliskość (czyli chęć przebywania w swoim towarzystwie, bo z tą drugą osobą czujemy sie swobodnie i swobodnie możemy wyrażać siebie i współpracować), jak i namiętność. Z tego ma szansę zrodzić się trwałe zaangażowanie. Jeśli oboje partnerzy potrafią się uzupełniać w codziennym życiu.
Napewno nie pomaga w zaangażowaniu brak własnego świata i własnych odskoczni. Ale też i nie tylko na posiadaniu włąsnych pasji związek się opiera i spotykaniu się w przelocie.
Wiesz, czego możesz się obawiać, znasz własne doświadczenia. Myślę, że to stanowi - ta wiedza o sobie - Twoją siłę
Dwa miesiące to może być zbyt krótko by określić, że wpadłaś w stare nawyki, acz słusznie się obawiasz - nigdy nie wiadomo, jak się to może skończyć. Zainwestuj ten letni czas w siebie i swój uśmiech
Różne są sposoby i sposobiki
Jak nie wiedziałam co ze sobą począc, to po prostu szłam na spacer, choćby krótki
I oczywiście nie mówię, że wszystko od początku szło mi różowo czy że teraz czasem nie mam ochoty sobie "pomemłać"
Żabko Twoja opinia o związku, jaki powinien być jest z moimi oczekiwaniami kompatybilna. Dokładnie tak to widzE. Trzeba mieć siebie i swoje pasje, zainteresowania i ulubienia, ale trzeba też być razem, być blisko itd. Jak najbardziej.
23 218 2013-07-02 16:07:43
Hm
Oj, chyba imprezka udana?![]()
Zofia
Jak cudnie, że wpadłaś choć na chwilkęCieszę się, że z pracą ok i że masz mnóstwo zajęcia
I w ogóle serdeczne pozdrowionka dla wszystkich - jak zwykle, im więcej słońca, tym ja mam więcej pozytywnej energii
Udana, owszem. Świetnie było. To najlepsza impreza tego typu na jakiej byłam.
Partner jednak dał du..y. Nic to.
23 219 2013-07-02 16:09:13
Ehdi, ściskam.
23 220 2013-07-02 16:10:35
A moze wlasnie ma byc latwo, dlaczego my ciagle wybieramy owo trudniej. Latwiej nie musi oznaczac byle jak.
No właśnie. Choćby łatwiej bo spokojniej na ten przykład ![]()
23 221 2013-07-02 17:09:24
Umarł i zdał mi ból ......nawet po śmierci mnie skrzywdził .....
23 222 2013-07-02 17:26:07
Witam,
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu, ale żeby miało to ręce i nogi, staram się być systematyczna i konsekwentna. Dlatego na razie jestem na etapie końcówki pierwszej setki stron
Jestem więc trochę nie na bieżąco z tym, co się aktualnie dzieje, ale chciałabym wiedzieć, czy jest tu jeszcze ktoś, kto mógłby przesłać mi biblioteczkę kochających za bardzo? Coś czuję, że jest mi to baaardzo potrzebne...
23 223 2013-07-02 17:26:14
Umarł i zdał mi ból ......nawet po śmierci mnie skrzywdził .....
Ból po śmierci?
23 224 2013-07-02 17:42:48
zabka-k napisał/a:Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.
Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...
23 225 2013-07-02 17:57:20
Ehdi napisał/a:Umarł i zdał mi ból ......nawet po śmierci mnie skrzywdził .....
Ból po śmierci?
Zostawił notarialne oświadczenie, ze ja i mój brat byliśmy złymi dziećmi .....nie potrafił nawet odejść z klasa.
23 226 2013-07-02 19:45:48
hm... napisał/a:Ehdi napisał/a:Umarł i zdał mi ból ......nawet po śmierci mnie skrzywdził .....
Ból po śmierci?
Zostawił oświadczenie, ze ja i mój brat byliśmy złymi dziećmi .....nie potrafił nawet odejść z klasa.
23 227 2013-07-02 19:57:27
Mała Biała Owieczka napisał/a:zabka-k napisał/a:Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...
yyyyy?
wymówka od czego?
Czyli według Ciebie jestem dziewczyną bez pasji, bez zainteresowań i szukam na to usprawiedliwienia?
23 228 2013-07-02 20:23:57
bags napisał/a:Mała Biała Owieczka napisał/a:Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...yyyyy?
wymówka od czego?
Czyli według Ciebie jestem dziewczyną bez pasji, bez zainteresowań i szukam na to usprawiedliwienia?
Nie to miałem na myśli i nawet nie posądzam Cię o to. Tylko napisałaś to w taki sposób, że wyjeżdzając w męża strony wszystko "zostawiłaś" w poprzednim miejscu Twojego miejsca zamieszkania i teraz jesteś jakby to powiedzieć "bezradna", bo masz tylko Jego i Jego świat znajomych. To nie prawda
Nawet na takiej "obczyźnie" można odnaleźć i stopniowo "odbudować" swoje dawne "ja", nie zapominając nadal o sobie i nie stawiając partnera na piedestale.
Nie będę się zbytnio rozpisywał, bo w Żabki poście jest to sensownie napisane.
23 229 2013-07-02 21:55:08
Miejsce pobytu nie ma znaczenia. Skłonności.
23 230 2013-07-02 22:09:36
hm... napisał/a:Ehdi napisał/a:Umarł i zdał mi ból ......nawet po śmierci mnie skrzywdził .....
Ból po śmierci?
Zostawił notarialne oświadczenie, ze ja i mój brat byliśmy złymi dziećmi .....nie potrafił nawet odejść z klasa.
Ja bardzo przepraszam, ale dla mnie to śmieszne jest . Brak mi słów.
23 231 2013-07-02 22:40:02
Ehdi, to tylko o nim świadczy.
Zofia282, jakbyś weszła, to ściskamy. Twoje przesiadywanie z siostrą pokazuje ile ważnych relacji jest w życiu - nawet ważniejszych niż związek z mężczyzną. By to życie było pełne trzeba wielu klocków i też wielu różnych związków na różnych płaszczyznach - jak te siostrzane.
23 232 2013-07-02 22:57:39
dla mnie to nie jest smieszne. dla mnie to jest tragiczne. w glowie mi sie cos takiego nie miesci po prostu....
23 233 2013-07-02 23:01:32
Zastanawiam sie czy nie pojsc do psychologa...tylko nie wiem czy to mi pomoze..kilka lat temu poznalam chlopaka...zaczelismy sie spotykac...zakochalam sie w nim odrazu...tylko nie wiedzialam o jednym..ze to zwykly skurwysyn, ktory potrafil mna manipulowac...spotykalismy sie kilka miesiecy..on wrocil do swojej bylej dziewczyny...plakalam, rozpaczalam...ale wkoncu dalam sobie rade...mimo, ze go caly czas kochalam i go kocham do tej pory. Wrocil po dwoch latach...odezwal sie do mnie z wyjasnieniami...ja w tym czasie bylam po rozstaniu z innym chlopakiem, ktory nic dla mnie nie znaczyl...tak jak i zaden po nim...spotkalismy sie..oczywiscie rzucilam sie mu w ramiona...zaczelismy sie spotykac..powiedzial, ze byl strasznie glupi, ze tak postapil..chcial rzekomo ze mna sprobowac..ja wniebowzieta zgodzilam sie...oczywiscie nie zmienil sie..byl taki sam jka z przed kilku lat...tylko ja go idealizowalam..zaczal odwalac szopki...potrafil sie nie odzywac przez kilka dni..a pozniej oczywiscie wrocic, a ja lecialam na skrzydlach...nie da sie tego opisac jka mna manipulowal..jak mnie zwodzil, oszukiwal...a ja? bo co? bo go kochalam? i to jest powod? to bylo chore i toksyczne...pozwolilam mu wrocic drugi raz, pozniej trzeci, czwarty i piaty..az wkoncu wrocil znowu do swojje bylej...sytuacja z pzred kilku lat...zostawil mnei bez slowa...tylko, ze ja go bardzo kochalam...stalam sie innym czlowiekiem przez niego...jestem strasznie wybuchowa, nerwowa, nienawidze siebie..caly czas stoje w jednym punkcie...juz nie jestem anstolatka..jestem kobieta, ktora zostala skrzywdzona...nie jestem tym samym czlowiekiem, nie radze sobie z zyciem..czuje, ze juz nikoo nie pokocham...w moim domu nigdy nie bylo milosci...ojciec pil...juz nie pije, ale pil...w domu nie bylo milosci...nigdy nie wiedzialam do konca jka sobie radzic w zyciu...czasami tylko potrafilam byc swietna aktorka...nie wiem co ma zrobic ze swoim zyciem...boje sie, ze przez moje zachowanie niedlugo wszyscy ode mne odejda..bo po prostu tego nie zniosa..mam cechy DDA...nie potrafie uwolnic sie od toksycznej znajomosci...i tak bym mu wybaczyla jkaby wrocil...niech sie wyszaleje, a ja go przyjme...ale i tak bede ta druga...dostane ochlapy...na to zasluguje...chcialabym walczyc o swoje zycie..poradzic sobie z przeszloscia...nie weim gdzie sie zglosic...czy ktos zna moze dobrego psychologa w Toruniu ?
23 234 2013-07-02 23:06:23
Mnie się nasuwa pytanie, czy Cię po prostu nie wydziedziczył, bo domyślam się, że w takim oświadczeniu to jest zawarte, bo zdziwiłby mnie notariusz, który coś takiego sporządziłby dla samego sporządzenia.
23 235 2013-07-02 23:08:26 Ostatnio edytowany przez Adelawarszawa (2013-07-02 23:09:55)
.
23 236 2013-07-02 23:15:31
dla mnie to nie jest smieszne. dla mnie to jest tragiczne. w glowie mi sie cos takiego nie miesci po prostu....
Narcystyczne zakłamanie takie zwalanie winy na dzieci.
Czytałaś o rodzicach Ehdi?
23 237 2013-07-02 23:21:23
hm. czytalam. Oczywiscie ze to jest zwalanie winy na dzieci. oczywiscie. jestem po prostu w szoku, ze mimo wszystko tak mozna. tylko tyle.
23 238 2013-07-02 23:23:52
hm. czytalam. Oczywiscie ze to jest zwalanie winy na dzieci. oczywiscie. jestem po prostu w szoku, ze mimo wszystko tak mozna. tylko tyle.
Oj można, można, ludzie są zdolni do rzeczy, które nie mieszczą nam się w głowie.
23 239 2013-07-02 23:24:57
Mnie się nasuwa pytanie, czy Cię po prostu nie wydziedziczył, bo domyślam się, że w takim oświadczeniu to jest zawarte, bo zdziwiłby mnie notariusz, który coś takiego sporządziłby dla samego sporządzenia.
Wiesz w nosie mam kasę i to co on ma, wiedział to doskonale. Nigdy nie chciałam od niego pieniędzy i mam to w d... on doskonale o tym wiedział i wiedział ze nie dam matki skrzywdzić. Chciał jednak sprawić ból. Wiele spraw i tajemnych listów i oświadczeń dzis wyszło. Okazało sie ze wiele osób miało cos do przekazania "po śmierci". Tajemnice, listy, oświadczenia .... szkoda gadać ..... Uderzył we mnie nie finansowo bo wiedział ze ewentualny brak spadku mam w d..... On wiedział ze pieniądze nigdy mnie nie interesowały. Chciał mi zadać ból, brata wydziedziczyl bo wiedział ze to go zaboli najbardziej.
23 240 2013-07-02 23:27:20
raki napisał/a:Mnie się nasuwa pytanie, czy Cię po prostu nie wydziedziczył, bo domyślam się, że w takim oświadczeniu to jest zawarte, bo zdziwiłby mnie notariusz, który coś takiego sporządziłby dla samego sporządzenia.
Wiesz w nosie mam kasę i to co on ma, wiedział to doskonale. Nigdy nie chciałam od niego pieniędzy i mam to w d... on doskonale o tym wiedział i wiedział ze nie dam matki skrzywdzić. Chciał jednak sprawić ból. Wiele spraw i tajemnych listów i oświadczeń dzis wyszło. Okazało sie ze wiele osób miało cos do przekazania "po śmierci". Tajemnice, listy, oświadczenia .... szkoda gadać ..... Uderzył we mnie nie finansowo bo wiedział ze ewentualny brak spadku mam w d..... On wiedział ze pieniądze nigdy mnie nie interesowały. Chciał mi zadać ból, brata wydziedziczyl bo wiedział ze to go zaboli najbardziej.
Jedno słowo mi po głowie chodzi.
Ja mam dość ostre zdanie na ten temat, które zostawię może lepiej dla siebie.
Masz już z nim spokój.
23 241 2013-07-03 07:32:57
Nie to miałem na myśli i nawet nie posądzam Cię o to. Tylko napisałaś to w taki sposób, że wyjeżdzając w męża strony wszystko "zostawiłaś" w poprzednim miejscu Twojego miejsca zamieszkania i teraz jesteś jakby to powiedzieć "bezradna", bo masz tylko Jego i Jego świat znajomych. To nie prawda
No właśnie prawda. Poznaliśmy się przez wspólne zainteresowania. Nasze działania (z moich stron i jego) uzupełniają się, lecz nie są tym samym. Znajomych zostawiłam, rodziny poniekąd nie mam.
Nawet na takiej "obczyźnie" można odnaleźć i stopniowo "odbudować" swoje dawne "ja", nie zapominając nadal o sobie i nie stawiając partnera na piedestale.
Tak, ale nie w 2 miesiące. W momencie kiedy nie pracuję, żyję z oszczędności...
23 242 2013-07-03 07:46:25
Pytalam o wydziedziczenie, bo to oznacza, ze celem dopelnienia formalnosci musial to zrobic. Dlatego potraktuj to jak formalnosc. On mierzy swoja miara, wiec skoro on moglby od matki na Twoim miejscu brac, wg niego Ty tez mozesz. I sue zavezpieczyl.
Nie chce gotlumaczyc, ale po co Ci niepotrzebne emocje.
23 243 2013-07-03 09:04:49
Mnie psycholog jeszcze na poprzedniej terapii pytała "dlaczego Pani wybiera zawsze trudniej, znowu wybrałam Pani trudniejszą opcję".
Wracając do Polski, chyba pierwszy raz wybrałam łatwiej.
Nie wiem zabko do końca, ale u mnie jak w górach, jeśli dasz mi dwie trasy, prowadzące do tego samego punktu, zawsze wybiorę trudniejszą opcję.
Teraz uczę się inaczej. Nie chodzi o to jednak by iść w życiu na łatwiznę. Czasem my po prostu do tego samego punktu wolimy iść krętą drogą zamiast prostą. Takie typowe kkzb.
Wiesz, ja napisałam o tym super łatwo w sensie "nieświadomie świadomie" wybieranych opcji nie będących moimi własnymi. Super łatwo to ja już się uzależniałam zawsze od czyjegoś chcenia i uważania. Super łatwo przestawałam wierzyć w siebie, itd, itp... Owo super łatwo troszkę dwuznaczne było - ale wynika z faktu, że nigdy nie myślałam o sobie.
Czy wybieram trudniej? W sensie żeby było bardziej pod górkę? Nieee, chyba teraz już nie. Zresztą nie wiem jak teraz szczerze mówiąc
Uczę się prosić o pomoc. Uczę się mówić co myślę, być asertywna. Uczę się dbać o siebie. Zdrowo. Dla mnie to trudniej, skoro nigdy nie potrafiłam tak postępować
Po prostu uczę się czegoś nowego
Wiem, że nie na łatwiznę
Owo super łatwo było i chodzeniem na łatwiznę - ale według czyjegoś zdania, nie własnego - o to mi chodzi w gruncie rzeczy z tym super łatwo
W górach tak niekoniecznie postępuję. Tam mam więcej szacunku i pokory dla natury, zdaję sobie sprawę z własnych możliwości. Zresztą, tak myślę, że zawsze miałam, zawsze - echhhh - tylko przyrodę uważałam za rzeczywiście silniejszą od siebie, wszystkiego innego uważałam, że można się nauczyć, jeśli się tylko chce....
Teraz jest "trudniej", bo mądrzej dla siebie, czego nie było przez 40 lat, zmiana nawyków kosztuje odrobinkę wysiłku, ale przynosi radość ![]()
23 244 2013-07-03 09:16:44
Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...
Wiesz, chyba tak - bo tak naprawdę - co to za pasje, skoro przeprowadzka jest wymówką? Np jeśli ktoś mawia, że kocha biegać....
Ja te wnioski przede wszystkim odnoszę do siebie i swoich życiowych poczynań
Chadzałam w mieście rodzinnym na żużel, nawet z rok po przeprowadzce kupowałam Tygodnik Żużlowy
Ale zabrakło mi możliwości chodzenia na mecze, swądu spalin, atmosfery, meczy wyjazdowych z moją ekipą.... No i co? Oglądam teraz czasem jakieś relacje z większych imprez, coś tam gdzieś tam przeczytam w sensie krótkiej notki. Tak naprawdę byłam fanką żużla, bo uwielbiałam przebywać w tym towarzystwie - a była nas z 40 stka, rodzice starsi ode mnie z 10 lat średnio, ich dużo młodsze ode mnie dzieciaki i parę osób kole mojego wieku. I ja to wiem, że głównie chodzi mi o ludzi
I owo "moje" sedno też rozumiem - jakie ono jest. A może jak tak sobie publicznie napiszę, to ktoś sam się zastanowi, czy nie wyciąga złych wniosków ze swoich zachowań?
23 245 2013-07-03 09:22:52
"yyyyy?
wymówka od czego?
Czyli według Ciebie jestem dziewczyną bez pasji, bez zainteresowań i szukam na to usprawiedliwienia? "Nie to miałem na myśli i nawet nie posądzam Cię o to. Tylko napisałaś to w taki sposób, że wyjeżdzając w męża strony wszystko "zostawiłaś" w poprzednim miejscu Twojego miejsca zamieszkania i teraz jesteś jakby to powiedzieć "bezradna", bo masz tylko Jego i Jego świat znajomych. To nie prawda
Nawet na takiej "obczyźnie" można odnaleźć i stopniowo "odbudować" swoje dawne "ja", nie zapominając nadal o sobie i nie stawiając partnera na piedestale.
Nie będę się zbytnio rozpisywał, bo w Żabki poście jest to sensownie napisane.
Zdenerwowałaś się?
Kochana - ja jestem osobą bez pasji
Ale mam swoje zainteresowania, często są one zmienne. Jeśli już, to moją pasją są ludzie. A pozostałe? Robię w danym momencie życia to, co chcę i mam ochotę robić. Może za mało różnych rzeczy jeszcze poznałam, żeby trafić na to, co może stać się moją pasją? Albo może nie zauważyłam? No to co ![]()
I wcale nie uważam tego za jakiś minus
I do tego śmiało mogę powiedzieć, że jestem otwarta ![]()
23 246 2013-07-03 09:27:11
Ehdi
Przytulam. I przykro mi strasznie, że w takiej chwili jeszcze wychodzą takie sprawy.
Nie wiem, chyba przez neta w takich sytuacjach ciężko mi nawet coś odpowiedzieć, bo to moment, kiedy lepsza jest bezpośrednia rozmowa i chyba nie umiem tak tu... Bardzo Ci życzę, żebyś to jakoś szybko "przełknęła"...
23 247 2013-07-03 09:29:20
Ja myślę Ehdi, że ojciec kontroli już nad Tobą nie miał od dawna i jeszcze jakoś chciał Ci dołożyć.
Moim zdaniem nie warto się tym zadręczać. Wiem, że to boli.
23 248 2013-07-03 09:31:35
Hm
Już nie cytuję, bo pamiętam. Cieszę się, że podobny mamy na związek pogląd
Może kiedyś uda mi się go wcielić w życie
(standardem zażartowałam, ale pod tym względem to ja się nie chcę zmieniać
). A mnie się za to podobało, jak napisałaś o tacie i rodzinie
Tak .... no nie wiem, nie umiem tego nazwać, ale z tych słów biła pewność
.
Eee - że nie wytańczyłaś się, czy za szybko odpadł? Czasem to zbieg okoliczności, czasem to styl ![]()
23 249 2013-07-03 09:36:19
Adela
Witaj. Mam nadzieję, że jednak zajrzysz jeszcze? Ja osobiście nie znam. Ale szukaj, przecież zawsze możesz zmienić terapeutę, jeśli ten którego wybierzesz okaże się dla Ciebie niewystarczający.
Inwestuj w siebie
Może w Twoim domu nie było zbyt wielu uczuć, ale napewno skoro tęsknisz za nimi, szukasz i uczysz się uczuć, w tym tego, że i z uczuciami można przeinwestować czy źle je ulokować i że mogą być nadmierne lub też żadne, to wiesz już sporo ![]()
23 250 2013-07-03 10:25:25
Hm
Już nie cytuję, bo pamiętam. Cieszę się, że podobny mamy na związek poglądMoże kiedyś uda mi się go wcielić w życie
(standardem zażartowałam, ale pod tym względem to ja się nie chcę zmieniać
). A mnie się za to podobało, jak napisałaś o tacie i rodzinie
Tak .... no nie wiem, nie umiem tego nazwać, ale z tych słów biła pewność
.
Eee - że nie wytańczyłaś się, czy za szybko odpadł? Czasem to zbieg okoliczności, czasem to styl
Miłe to jest, że mamy podobne podejście
. Lubię to!
Żarcik musi być.
Ale jaka pewność?
Zachowywał się dziwnie. Przykro mi trochę było. Wybawiłam się bez względu na to. Myślę, że nie bywał na imprezach w takim stylu.
23 251 2013-07-03 10:31:51
Miłe to jest, że mamy podobne podejście
. Lubię to!
Żarcik musi być.
Ale jaka pewność?Zachowywał się dziwnie. Przykro mi trochę było. Wybawiłam się bez względu na to. Myślę, że nie bywał na imprezach w takim stylu.
No właśnie jak zwykle słów mi brak - siła, świadomość, że właśnie tak jest, że jesteś w rodzinie i z rodziną dobrze się czujesz?
Takie pozytywne to było.
Że może niezbyt partnersko będąc na imprezie z partnerką?
23 252 2013-07-03 10:40:17 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-03 10:43:29)
hm... napisał/a:Miłe to jest, że mamy podobne podejście
. Lubię to!
Żarcik musi być.
Ale jaka pewność?Zachowywał się dziwnie. Przykro mi trochę było. Wybawiłam się bez względu na to. Myślę, że nie bywał na imprezach w takim stylu.
No właśnie jak zwykle słów mi brak - siła, świadomość, że właśnie tak jest, że jesteś w rodzinie i z rodziną dobrze się czujesz?
Takie pozytywne to było.
Że może niezbyt partnersko będąc na imprezie z partnerką?
Fajnie Żabko.
Wiesz, przeczytałam to jeszcze raz. Pierwsza myśl - ja to napisałam?
Kurcze podoba mi się to spojrzenie. Tak jakoś nie że samouwielbienie ale tak. No nie wiem jak to powiedzieć. No ma to sens. Samoocena? Pozytywna?
Dzięki Żabko ![]()
Dokładnie. Niezbyt partnersko. Dokładnie tak.
A było świetnie wśród swoich i nieznanych. Było tak ciepło. Wszyscy tak dobrze życzyli młodym, byli tacy serdeczni.
Ja uwielbiam być wśr?d ludzi. Być w kontakcie. Rozmawiać ![]()
23 253 2013-07-03 11:13:24
Fajnie Żabko.
Wiesz, przeczytałam to jeszcze raz. Pierwsza myśl - ja to napisałam?
Kurcze podoba mi się to spojrzenie. Tak jakoś nie że samouwielbienie ale tak. No nie wiem jak to powiedzieć. No ma to sens. Samoocena? Pozytywna?
Dzięki ŻabkoDokładnie. Niezbyt partnersko. Dokładnie tak.
A było świetnie wśród swoich i nieznanych. Było tak ciepło. Wszyscy tak dobrze życzyli młodym, byli tacy serdeczni.
Ja uwielbiam być wśr?d ludzi. Być w kontakcie. Rozmawiać
A może podobało, że właśnie tak się dobrze z nimi czujesz? ![]()
Co do "partnerstwa", to kiedyś się mawiało, że trzeba z człowiekiem w długą podróż się wybrać, żeby go poznać
Można i na imprezę
No cóż, ja tam nic nie mówię, bo teraz to ja się moge jedynie wymądrzać, nie?
Panna na wydaniu jestem, to i ciężko oceniać jak to w życiu winno być
Znowu żarty
![]()
U mnie w rodzinkach na razie takowych imprezek brak - dzieciaki są w wieku krótko przed, ciekawam, czy odpuszczą sobie jeszcze choć ze 2-3 lata...? A potem jak się zacznie..... To trzeba będzie miesiąc w miesiąc rezerwę 500 zł robić, bo jak tu uzbierać
Choć powiem Ci, ze ja średniawo wesela, to zależy ogólnie od atmosfery. Zazwyczaj muza potrafi mnie jednak najmocniej zmrozić ![]()
23 254 2013-07-03 13:41:26 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-03 13:42:03)
hm... napisał/a:Fajnie Żabko.
Wiesz, przeczytałam to jeszcze raz. Pierwsza myśl - ja to napisałam?
Kurcze podoba mi się to spojrzenie. Tak jakoś nie że samouwielbienie ale tak. No nie wiem jak to powiedzieć. No ma to sens. Samoocena? Pozytywna?
Dzięki ŻabkoDokładnie. Niezbyt partnersko. Dokładnie tak.
A było świetnie wśród swoich i nieznanych. Było tak ciepło. Wszyscy tak dobrze życzyli młodym, byli tacy serdeczni.
Ja uwielbiam być wśr?d ludzi. Być w kontakcie. RozmawiaćA może podobało, że właśnie tak się dobrze z nimi czujesz?
Co do "partnerstwa", to kiedyś się mawiało, że trzeba z człowiekiem w długą podróż się wybrać, żeby go poznać
Można i na imprezę
No cóż, ja tam nic nie mówię, bo teraz to ja się moge jedynie wymądrzać, nie?
Panna na wydaniu jestem, to i ciężko oceniać jak to w życiu winno być
Znowu żarty
![]()
![]()
U mnie w rodzinkach na razie takowych imprezek brak - dzieciaki są w wieku krótko przed, ciekawam, czy odpuszczą sobie jeszcze choć ze 2-3 lata...? A potem jak się zacznie..... To trzeba będzie miesiąc w miesiąc rezerwę 500 zł robić, bo jak tu uzbierać
Choć powiem Ci, ze ja średniawo wesela, to zależy ogólnie od atmosfery. Zazwyczaj muza potrafi mnie jednak najmocniej zmrozić
No może ![]()
No powiem Ci, że faktycznie po takiej imprezie widać jaki kto.
Muza była wyjątkowa.
23 255 2013-07-03 14:00:59
Ja Cię kręcę. Znalazłam kilka ciekawych zagadnień
-zespół alienacji rodzicielskiej
-poczucie umiejscowienia kontroli, tj. Internalista i eksternalista (przeczytajcie to jest niesamowite i myślę, że niezwykle zastanawiające, bardzo nas dotyczy)
23 256 2013-07-03 22:36:40
bags napisał/a:Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...Wiesz, chyba tak - bo tak naprawdę - co to za pasje, skoro przeprowadzka jest wymówką? Np jeśli ktoś mawia, że kocha biegać....
Widocznie to nie pasja, skoro nie mozna jej wykonywać w innym miejscu...
A porównanie do biegania? Biegać można wszędzie. A dla przykładu - chodzić po górach bedąc nad morzem może być ciężko. Tak samo pływać na pustyni. I dlatego ze czegos nie można wszedzie wykonywać, to oznacza że dane zajęcie nie jest pasją?
Dziwna definicja.
Zresztą co za różnica? Prawda jest taka że to czym sie zajmowałam nie może być wykonywane przeze mnie tutaj.
Ty szukasz swoich do tej pory, a ja zostałam skrytykowana bo nie znalazłam nic w 2 miesiące...
Jak tu sie nie denerwowac?
A pozatym wszystkim - staram sie. A przynajmnniej probuje nie być zazdrosna. Zwracam duuuzo uwagi na to co robie i co mówie. Jak tylko znajde tu w Polsce pracę, bede miała ubezpieczenie to zapiszę się do psychologa. Zdecydowanie nie chce powrotu dawnych zachowań. Nie jest łatwo. Wspominałam ze jestem dodatkowo DDA a co za tym idzie DDD? Świat jest porypany. Przychodzisz na świat i nic od Ciebie nie zależy. Płacimy za nie swoje błędy. Ciekawe jaki bym miala charakter gdybym miala normalna rodzinę?
23 257 2013-07-03 23:02:25 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-03 23:30:12)
zabka-k napisał/a:bags napisał/a:Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...Wiesz, chyba tak - bo tak naprawdę - co to za pasje, skoro przeprowadzka jest wymówką? Np jeśli ktoś mawia, że kocha biegać....
Widocznie to nie pasja, skoro nie mozna jej wykonywać w innym miejscu...
A porównanie do biegania? Biegać można wszędzie. A dla przykładu - chodzić po górach bedąc nad morzem może być ciężko. Tak samo pływać na pustyni. I dlatego ze czegos nie można wszedzie wykonywać, to oznacza że dane zajęcie nie jest pasją?
Dziwna definicja.
Należysz do "klubu" Korzeniowskiego, Olren Wasaw Marathon i etc??? Taka trasa, trepcie, taki a taki stopień trudności i wiraże na poligonie... tak, wtedy to jest pasja z bakcylem.
Dla jednych to szajba a dla innych zwykły sposób na odreagowanie codzienności.
Dla przykładu bieganie dla mnie to zalecenie medyczne ze wzgledu na moją dysfunkcję stopy. Nie traktuję tego jako przymus, jako pasję a jako połączenie przyjemnego z pożytecznym - pograć w nogę, tenisa, kosza, siatkówkę i od czasu do czasu pobiegać dla relaksu.
Zresztą co za różnica? Prawda jest taka że to czym sie zajmowałam nie może być wykonywane przeze mnie tutaj.
Ty szukasz swoich do tej pory, a ja zostałam skrytykowana bo nie znalazłam nic w 2 miesiące...
Jak tu sie nie denerwowac?
Winny się tłumaczy... znasz to powiedzenie zapewne.
Kto nie chce ten szuka POWODU, A kto chce, ten szuka SPOSOBU i nawet przy oburęcznej lewiźnie spod ziemi go wyciągnie.
"Kto nie chce, kiedy może, nie będzie mógł, kiedy będzie chciał." W, Churchil.
Ty mi się jawisz jak nie porównując moja jz, że gdy jej zdaniem jakiś tam jeden element układanki sprawiał mi problem, to dlań znaczyło ni mniej ni więcej to, że mi się w ogóle tego nie chce (z)robić. O dziwo z jej toku myślenia ja dzisiaj zarabiam "na chleb" poprzez przeskoczenie tudzież zastąpienie tego mojego "problemu" zamiennikiem, na co Ona zrobiła
jak się dowiedziała, że ten mój pomysł jednak działa
Przychodzisz na świat i nic od Ciebie nie zależy. Płacimy za nie swoje błędy. Ciekawe jaki bym miala charakter gdybym miala normalna rodzinę?
Jestes tym kim byłaś a to co Ci się teraz przytrafia, to cząstkowe wdrukowania z przeszłości, płacisz za swoje i tylko swoje błędy z "odsetkami" z przeszłości. Masz bardzo pretensjonalny ton wypowiedzi i usprawiedliwiania się, swoich niepowodzeń - kimś. Nie tędy droga...
Życie jest w kolorze, które ma Twoja wyobraźnia. Czego nie dospisz, nie dodrzemiesz.
Edit:
Jak to ktoś kiedyś zabawnie powiedział, że: Gdy czegoś się nie da zrobić, to trzeba poszukać kogoś, kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi.
Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych, takie robią w tydzień a cuda w 7 dni ![]()
23 258 2013-07-04 07:27:18
Zresztą co za różnica? Prawda jest taka że to czym sie zajmowałam nie może być wykonywane przeze mnie tutaj.
Ty szukasz swoich do tej pory, a ja zostałam skrytykowana bo nie znalazłam nic w 2 miesiące...
Jak tu sie nie denerwowac?Winny się tłumaczy... znasz to powiedzenie zapewne.
Kto nie chce ten szuka POWODU, A kto chce, ten szuka SPOSOBU i nawet przy oburęcznej lewiźnie spod ziemi go wyciągnie.
"Kto nie chce, kiedy może, nie będzie mógł, kiedy będzie chciał." W, Churchil.
Gdzie ja się tu tłumacze???? ![]()
Ty mi się jawisz jak nie porównując moja jz, że gdy jej zdaniem jakiś tam jeden element układanki sprawiał mi problem, to dlań znaczyło ni mniej ni więcej to, że mi się w ogóle tego nie chce (z)robić. O dziwo z jej toku myślenia ja dzisiaj zarabiam "na chleb" poprzez przeskoczenie tudzież zastąpienie tego mojego "problemu" zamiennikiem, na co Ona zrobiła
jak się dowiedziała, że ten mój pomysł jednak działa
Jestes tym kim byłaś a to co Ci się teraz przytrafia, to cząstkowe wdrukowania z przeszłości, płacisz za swoje i tylko swoje błędy z "odsetkami" z przeszłości. Masz bardzo pretensjonalny ton wypowiedzi i usprawiedliwiania się, swoich niepowodzeń - kimś. Nie tędy droga...
Życie jest w kolorze, które ma Twoja wyobraźnia. Czego nie dospisz, nie dodrzemiesz.Edit:
Jak to ktoś kiedyś zabawnie powiedział, że: Gdy czegoś się nie da zrobić, to trzeba poszukać kogoś, kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi.
Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych, takie robią w tydzień a cuda w 7 dni
Jak juz powiedzialam, nie mogę tutaj tego wykonywać.
Nikim nie usprawiedliwiam swoich niepowodzeń.
Nie wierzysz w DDA - trudno.
Ja mam pretensjonalny ton wypowiedzi? Spójrz na swój. Atakujesz kogoś kogo nie znasz, nie masz o nim pojęcia. I walisz niedokładnymi cytatami i nawet nie wiesz czyj to cytat (poszukaj einsteina).
Akurat jestem osobą która przejmuje się czyjąś opinią. I choć mnie nie znasz, szukasz na siłę cech, których nie posiadam.
To forum stracilo dla mnie sens.
Zamiast wsparcia ludzie na siłe próbują Ci wmówić ze jestes bez pasji, DDA nie istnieje, wszystko cię spotkało to twoja wina, jesteś przypadkiem beznadziejnym.
Szkoda.
Usuwam konto.
Mimo wszystko - wszystkim życzę powodzenia ![]()
23 259 2013-07-04 07:54:31
Mała Biała Owieczko, zmieniłaś partnera, przeprowadziłaś się, ale sądząc z Twych nielicznych postów nie zmieniłaś myślenia o sobie, o partnerze, o relacjach w związku. Nie napisałam tego, by sprawić Ci przykrość, by dokopać. Nie twierdzę, że jesteś przypadkiem beznadziejnym, nie zaprzeczam istnienia ani DDA, ani DDD, ani temu, że masz takie przeżycia za sobą. Najważniejszym jest jednak to, co zrobisz z tym bagażem doświadczeń.
Proponuję, byś zaczęła od spraw z pozoru drobnych, czyli od zauważenia swej dobrej strony, od zauważenia swej siły, swej wartości.
Proponuję, byś przestała żyć przeszłością.
Proponuję, byś przestała się starać, a zaczęła działać. Wbrew pozorom, to znaczna różnica. ![]()
23 260 2013-07-04 09:29:42
Ja Cię kręcę. Znalazłam kilka ciekawych zagadnień
-zespół alienacji rodzicielskiej
-poczucie umiejscowienia kontroli, tj. Internalista i eksternalista (przeczytajcie to jest niesamowite i myślę, że niezwykle zastanawiające, bardzo nas dotyczy)
Noooo, ciekawe
Myślę, żem internalista bardziej jednak - a Ty? Bo u mnie poza brakiem możliwości wpływania na cokolwiek w dzieciństwie, jednak wymuszona była samodzielność totalna... Stąd ja praktycznie rzadko odczuwam krzywdę, bardziej obarczam się winą, dlaczego wcześniej nie zareagowałam, nie skierowałam swojej aktywności w innym kierunku, żeby ograniczyć "straty".... Chyba tak, ale pewnie muszę się na spokojnie pozastanawiać jak to z tym jest formalnie ![]()
23 261 2013-07-04 09:46:08
zabka-k napisał/a:bags napisał/a:Żabko strzał w 10...
Tu nie przeprowadzka jest problemem, to raczej jednostkowa wymówka, ucieczka od sedna sprawy...Wiesz, chyba tak - bo tak naprawdę - co to za pasje, skoro przeprowadzka jest wymówką? Np jeśli ktoś mawia, że kocha biegać....
Widocznie to nie pasja, skoro nie mozna jej wykonywać w innym miejscu...
A porównanie do biegania? Biegać można wszędzie. A dla przykładu - chodzić po górach bedąc nad morzem może być ciężko. Tak samo pływać na pustyni. I dlatego ze czegos nie można wszedzie wykonywać, to oznacza że dane zajęcie nie jest pasją?
Dziwna definicja.Zresztą co za różnica? Prawda jest taka że to czym sie zajmowałam nie może być wykonywane przeze mnie tutaj.
Ty szukasz swoich do tej pory, a ja zostałam skrytykowana bo nie znalazłam nic w 2 miesiące...
Jak tu sie nie denerwowac?A pozatym wszystkim - staram sie. A przynajmnniej probuje nie być zazdrosna. Zwracam duuuzo uwagi na to co robie i co mówie. Jak tylko znajde tu w Polsce pracę, bede miała ubezpieczenie to zapiszę się do psychologa. Zdecydowanie nie chce powrotu dawnych zachowań. Nie jest łatwo. Wspominałam ze jestem dodatkowo DDA a co za tym idzie DDD? Świat jest porypany. Przychodzisz na świat i nic od Ciebie nie zależy. Płacimy za nie swoje błędy. Ciekawe jaki bym miala charakter gdybym miala normalna rodzinę?
Lubię chodzić po górach, po Tatrach przede wszystkim i wcale nie po Orlej Perci. Ale to nie jest pasja. Ale jednocześnie robię to, jeśli składają się pozytywne czynniki, czyli czas, finanse i możliwości. Nie wszędzie można chodzić po górach - ale można chcieć i starać się do nich dotrzeć. Znam wielu pasjonatów takiego łazęgowania mieszkających nad morzem... I wcale nie posiadających grubego portfela - a potrafiących zorganizować sobie czas na swoje pasje. Bo poza wszystkim - zawsze trzeba czegoś naprawdę chcieć. Jeśli się czegoś nie chce naprawdę, to się tego nie zrobi. Są ludzie którzy kochają wyścigi samochodowe, ale nie mają możliwości - ale pamiętają o swoich pasjach. I jako, że nie moga robić tego, co by naprawde chcieli, bo okoliczności są niesprzyjające - postarali się znaleźć inne zajęcia, najbardziej im odpowiadające i dające im satysfakcję. Można? Tak, ale trzeba samemu chcieć
Albo chcieć znaleźć wymówkę ![]()
Też jestem DDA. Raz, że uważam, że każdy z nas ma jakiś syndrom w swoich zachowaniach wynikający z czegoś; dwa - mnie ten skrót pomaga znaleźć "pytanka do zastanowienia się". Nie mam już przelepionej łatki, choć samo zorientowanie się, że jestem elementem tłumu osób z określonymi problemami, było napewno szokiem. Najpierw negatywnym, teraz pozytywnym - nie jestem ewenementem ni dziwolągiem. Jestem jedną z wielu takich osób, które ma jakiś tam syndrom. Nie wiem natomiast ile osób z tych właśnie wyciągnie z tego pozytywne konsekwencje. Ja się staram ![]()
Przyszłam na świat i zależy ode mnie prawie wszystko. A napewno to, jak będę żyła. I jakie będę miała nastawienie do życia. I jak będę podchodzić do różnych sytuacji i zdarzeń. I co mi moje doświadczenia życiowe dadzą - lub nie dadzą.
Płacę głównie za własne błędy - błąd zaniechania przyjrzenia się swojemu aktualnie byłemu partnerowi i określenia, czy to partner dla mnie; za błąd nieumiejętności postępowania inaczej, niż dostosowywać się. Ale rozumiem z czego ten błąd wynikał. I nie mam do siebie żalu - mam natomiast mnóstwo wskazówek, co zrobić, by nie wleźć ponownie do tej samej wody. I tylko ode mnie zależy, czy będę potrafiła chcieć je wykorzystać.
Nie wiem, jaki bym miała charakter, "gdyby". Nawet nie chcę wiedzieć, bo przeszłości nie jestem w stanie zmienić - zresztą nikt nie jest w stanie. A dziś i jutro tak - każdy może. Tylko trzeba wiedzieć, czego się chce. Czy woli się narzekać na skrzywdzenie, czy woli się wyciągnąć wnioski i postarać się ograniczyć do minimum możliwość zostania skrzywdzoną od teraz.
I wcale nie oczekuję od ludzi mega energii do chcenia w sekundę - bo nie oczekuję tego przede wszystkim od siebie
Od siebie oczekuję pozytywnego podejścia, chęci, myślenia, wyciągania wniosków i wdrażania ich w życie - w dogodnych i odpowiednich momentach, kiedy mam na to czas i chęć ![]()
23 262 2013-07-04 13:04:09
bags napisał/a:Zresztą co za różnica? Prawda jest taka że to czym sie zajmowałam nie może być wykonywane przeze mnie tutaj.
Ty szukasz swoich do tej pory, a ja zostałam skrytykowana bo nie znalazłam nic w 2 miesiące...
Jak tu sie nie denerwowac?Winny się tłumaczy... znasz to powiedzenie zapewne.
Kto nie chce ten szuka POWODU, A kto chce, ten szuka SPOSOBU i nawet przy oburęcznej lewiźnie spod ziemi go wyciągnie.
"Kto nie chce, kiedy może, nie będzie mógł, kiedy będzie chciał." W, Churchil.Gdzie ja się tu tłumacze????
Pasja ma to do siebie, że powstanie nawet na takiej "obczyźnie" jak feniks z popiołów. "nie może być wykonywane tutaj" bo co?? pomysłu na rozkręcenie brakuje czy partner Cię ogranicza? Równie dobrze może być z tego mix podcinający skrzydła...
Wielokropek w 2 akapicie o tym nowym starcie krok po kroku mówi...
Nie wierzysz w DDA - trudno.
Ja mam pretensjonalny ton wypowiedzi? Spójrz na swój. Atakujesz kogoś kogo nie znasz, nie masz o nim pojęcia. I walisz niedokładnymi cytatami i nawet nie wiesz czyj to cytat (poszukaj einsteina).
Przedstawicielem DDA czy DDR nie jestem, z DDD może coś mam, choć nie sądzę. Bo pomimo własnej nie genetycznej dysfunkcji zdrowotnej radzę sobie w życiu w miarę dobrze. Za to mam a raczej miałem partnerkę ze zmiksowanymi wszystkimi opcjami DD_ i też przez to forum w niewielkim stopniu poznałem ich charakterystykę. Dokształciłem się poza nim.
Nikogo nie atakuje, jakoś upomnień i innych "nagan" od moderacji nie wyłapuję - z całym szacunkiem dla Niej. Z Einsteinem "jestem na Ty" jako również osoba leworęczna
i nie muszę być aż takim omnibusem, by znać toczka w toczkę treść przytaczanych cytatów. Paradoksalnie ich przesłanie więcej dla mnie znaczy niż ten "zlepek" słów.
Akurat jestem osobą która przejmuje się czyjąś opinią. I choć mnie nie znasz, szukasz na siłę cech, których nie posiadam.
Tego typu riposty się po Tobie spodziewałem. Tak jak Ty też swego czasu byłem podatny, chłonny jak gąbka na opinię i krytykę innych na wielu życiowych płaszczyznach: niepełnosprawności "kulawego", leworęczności piśmiennej itd. Wiele by nie powiedzieć że kilkaset osób chciało mnie "sprowadzić do parteru" beznadziejności i jakoś nikomu się to nie udało. Nawet jż i teściowej pomimo wytoczenia przez nie mocnych dział przeciwko mnie. Przeciwność ludzka i losowa nauczyła mnie by nie dać się gnoić i sterować przez innych a w każdej podbramkowej sytuacji szukać rozwiązań, nie wymówek czy usprawiedliwień "nie da się; nie można". Spróbuje, pochylę czoła nad problemem i wtedy się zobaczy... Po tutejszych Dziewczynach widzę to samo podejście do życia i serwowanych przez nie problemów. Szukają sposobu a nie powodu.
Zamiast wsparcia ludzie na siłe próbują Ci wmówić ze jestes bez pasji, DDA nie istnieje, wszystko cię spotkało to twoja wina, jesteś przypadkiem beznadziejnym.
Szkoda.
To forum stracilo dla mnie sens.
Ludzie tutaj dają wsparcie lecz jeśli ktoś szuka poklepania po plecach i "mazgajenia" to z tym może być problem. Jesteś kowalem własnego losu, a My tu dajemy inspiracje i "kopniaczki" na rozpęd, by niepowodzenia życia przekuć w sukces. Małymi kroczkami do przodu ale zawsze.
Mimo wszystko - wszystkim życzę powodzenia
Z wzajemnością ![]()
23 263 2013-07-04 15:31:11 Ostatnio edytowany przez raki (2013-07-04 15:45:33)
Do pasji podejdę inaczej. To takie górnoletne słowo MalaBialaOwieczko, i znowu nie takie najważniejsze. Ważniejsze są codzienne drobiazgi i sprawianie sobie przyjemności, ważne by czuć się dobrze...
Mnie chyba samej jest najspokojniej.
Podam Ci przykład z dzisiaj, bo przed chwilą szłam ulicą z takim poczuciem - "fajności".
Rano zrobiłam sobie cudne śniadanie, tak ladnie podane, było tyle słońca. Melon z gongorzolą, oliwą i czarnym pieprzem. Dziś zamiast iść na "najtańszy domowy obiad, jak robię zazwyczaj", uznałam, że pójdę do ulubionej (w mieście pracy, w mieście zamieszkania jest przebijająca ją jedzeniem, choć nie atmosferą) restauracji (cudny tu wystrój, wszystko w drewnie piece, zioła, oliwy, makarony na zewnątrz i pyszne jedzenie). Stać mnie, choć ogólnie staram się oszczędzać, ale tak tu przyjemnie i smacznie. O dziwo samotnie tą przyjemność, mają odwagę sobie sprawiać tylko mężczyźni, są wokół, kobiet brak. To moja chwila odpoczynku w przerwie w pracy, też by Was poczytać.
Ostatnio dużo spotykam się ze znajomymi (na spokojnie, w pojedynkę-nie przepadam za imprezami), e, gotuję, staram się poświęcać czas kotu. W pracy, że wakacje, powoli spokojniej. Jakbym nic więcej nie potrzebowała (choć czasem pojawiają się "gorsze momenty" i taka panika, chęć wtulenia w męskie ciało).
Mam pasję (poza pracą, ona też jest moją pasją), ważne, ba do nich trzeba mi wyjechać daleko i kosztują. Myślę o nich, planuję. Ale przecież one nie stworzą mi codzienności (chyba, że planowanie)
Niestety podobnie było przed moim wyjazdem do "ciepłych krajów" i na początku w "cieplych krajach", nim na nowo nie wpadłam w szpony (chciałam napisać (g)jma, a powinnam napisać) mojego nałogu. Ale to mnie dużo nauczyło, już wiem, co się może stać i chcę być ostrożna, widać muszę jeszcze nad czymś popracować.
Ty też już wiesz, wykorzystaj to, po prostu. Skup się na drobnych rzeczach, to one tworzą naszą rzeczywistość, świat, życie. Też w związku.
To może być zabawa z kotem, wypicie kawy, książka, spacer, kąpiel (oj uwielbiam kąpiel). Ty sama wiesz.
Zapytaj się skąd ta nagła panika, przecież znasz symptomy, teraz je dostrzegasz i nam opisujesz, czyli wystarczy im zaradzić, a rozwiązania są w Tobie.
***
A zapomniałabym. Wiele kobiet tutaj się obraża, irytuje, że jest atakowana, każda z nas, które tu wytrwały stawiała takie zarzuty. Ja też na początku się burzyłam. Dziś jestem wdzięczna Happyfull za te ataki (nie tylko jej), za to, że gdy trzeba sprowadza się mnie do pionu. Sama się gubię, choroba nie daje mi rozeznania do końca (uczę się).
Jeśli kogoś się tu nieco pogłaska, podniesie na duchu, to tylko te kobiety, które są naprawdę w paskudnym stanie, i trzeba im nieco regeneracji, ale Ty do nich się nie zaliczasz.
***
Bags, jak sprawy formalne Twoje i Ty. Bo ostatnio dużo zajmujesz się innymi... ![]()
23 264 2013-07-04 16:12:50
Owieczko
Wszystko co dzieje się w Twoim życiu wynika z Twojej podświadomości.
23 265 2013-07-04 16:17:48
hm... napisał/a:Ja Cię kręcę. Znalazłam kilka ciekawych zagadnień
-zespół alienacji rodzicielskiej
-poczucie umiejscowienia kontroli, tj. Internalista i eksternalista (przeczytajcie to jest niesamowite i myślę, że niezwykle zastanawiające, bardzo nas dotyczy)Noooo, ciekawe
Myślę, żem internalista bardziej jednak - a Ty? Bo u mnie poza brakiem możliwości wpływania na cokolwiek w dzieciństwie, jednak wymuszona była samodzielność totalna... Stąd ja praktycznie rzadko odczuwam krzywdę, bardziej obarczam się winą, dlaczego wcześniej nie zareagowałam, nie skierowałam swojej aktywności w innym kierunku, żeby ograniczyć "straty".... Chyba tak, ale pewnie muszę się na spokojnie pozastanawiać jak to z tym jest formalnie
Kiedyś byłam eksternalistką, wyniosłam to z domu. Nie wierzyłam internalistom. Teraz wiem, że wszystko bierze się z nas i to my decydujemy o sobie i o tym co nas w życiu spotyka piniekąd.
Teraz tej eksternalizm to mi się taki irracjonalny wydaje, taki naiwny.
23 266 2013-07-04 16:21:51
Mała Biała Owieczka napisał/a:zabka-k napisał/a:Wiesz, chyba tak - bo tak naprawdę - co to za pasje, skoro przeprowadzka jest wymówką? Np jeśli ktoś mawia, że kocha biegać....
Widocznie to nie pasja, skoro nie mozna jej wykonywać w innym miejscu...
A porównanie do biegania? Biegać można wszędzie. A dla przykładu - chodzić po górach bedąc nad morzem może być ciężko. Tak samo pływać na pustyni. I dlatego ze czegos nie można wszedzie wykonywać, to oznacza że dane zajęcie nie jest pasją?
Dziwna definicja.Zresztą co za różnica? Prawda jest taka że to czym sie zajmowałam nie może być wykonywane przeze mnie tutaj.
Ty szukasz swoich do tej pory, a ja zostałam skrytykowana bo nie znalazłam nic w 2 miesiące...
Jak tu sie nie denerwowac?A pozatym wszystkim - staram sie. A przynajmnniej probuje nie być zazdrosna. Zwracam duuuzo uwagi na to co robie i co mówie. Jak tylko znajde tu w Polsce pracę, bede miała ubezpieczenie to zapiszę się do psychologa. Zdecydowanie nie chce powrotu dawnych zachowań. Nie jest łatwo. Wspominałam ze jestem dodatkowo DDA a co za tym idzie DDD? Świat jest porypany. Przychodzisz na świat i nic od Ciebie nie zależy. Płacimy za nie swoje błędy. Ciekawe jaki bym miala charakter gdybym miala normalna rodzinę?
Lubię chodzić po górach, po Tatrach przede wszystkim i wcale nie po Orlej Perci. Ale to nie jest pasja. Ale jednocześnie robię to, jeśli składają się pozytywne czynniki, czyli czas, finanse i możliwości. Nie wszędzie można chodzić po górach - ale można chcieć i starać się do nich dotrzeć. Znam wielu pasjonatów takiego łazęgowania mieszkających nad morzem... I wcale nie posiadających grubego portfela - a potrafiących zorganizować sobie czas na swoje pasje. Bo poza wszystkim - zawsze trzeba czegoś naprawdę chcieć. Jeśli się czegoś nie chce naprawdę, to się tego nie zrobi. Są ludzie którzy kochają wyścigi samochodowe, ale nie mają możliwości - ale pamiętają o swoich pasjach. I jako, że nie moga robić tego, co by naprawde chcieli, bo okoliczności są niesprzyjające - postarali się znaleźć inne zajęcia, najbardziej im odpowiadające i dające im satysfakcję. Można? Tak, ale trzeba samemu chcieć
Albo chcieć znaleźć wymówkę
Też jestem DDA. Raz, że uważam, że każdy z nas ma jakiś syndrom w swoich zachowaniach wynikający z czegoś; dwa - mnie ten skrót pomaga znaleźć "pytanka do zastanowienia się". Nie mam już przelepionej łatki, choć samo zorientowanie się, że jestem elementem tłumu osób z określonymi problemami, było napewno szokiem. Najpierw negatywnym, teraz pozytywnym - nie jestem ewenementem ni dziwolągiem. Jestem jedną z wielu takich osób, które ma jakiś tam syndrom. Nie wiem natomiast ile osób z tych właśnie wyciągnie z tego pozytywne konsekwencje. Ja się staram
Przyszłam na świat i zależy ode mnie prawie wszystko. A napewno to, jak będę żyła. I jakie będę miała nastawienie do życia. I jak będę podchodzić do różnych sytuacji i zdarzeń. I co mi moje doświadczenia życiowe dadzą - lub nie dadzą.
Płacę głównie za własne błędy - błąd zaniechania przyjrzenia się swojemu aktualnie byłemu partnerowi i określenia, czy to partner dla mnie; za błąd nieumiejętności postępowania inaczej, niż dostosowywać się. Ale rozumiem z czego ten błąd wynikał. I nie mam do siebie żalu - mam natomiast mnóstwo wskazówek, co zrobić, by nie wleźć ponownie do tej samej wody. I tylko ode mnie zależy, czy będę potrafiła chcieć je wykorzystać.Nie wiem, jaki bym miała charakter, "gdyby". Nawet nie chcę wiedzieć, bo przeszłości nie jestem w stanie zmienić - zresztą nikt nie jest w stanie. A dziś i jutro tak - każdy może. Tylko trzeba wiedzieć, czego się chce. Czy woli się narzekać na skrzywdzenie, czy woli się wyciągnąć wnioski i postarać się ograniczyć do minimum możliwość zostania skrzywdzoną od teraz.
I wcale nie oczekuję od ludzi mega energii do chcenia w sekundę - bo nie oczekuję tego przede wszystkim od siebieOd siebie oczekuję pozytywnego podejścia, chęci, myślenia, wyciągania wniosków i wdrażania ich w życie - w dogodnych i odpowiednich momentach, kiedy mam na to czas i chęć
No i się internalistycznie scharakteryzowałaś ![]()
23 267 2013-07-04 17:04:55
Bags, jak sprawy formalne Twoje i Ty. Bo ostatnio dużo zajmujesz się innymi...
U mnie to takie forumowe "zboczenie zawodowe". Swego czasu ciągaliśmy się za uszy z asekuracją w osobie żabki-k
w apartamencie 36 - wątek Fluffiego "36 lat i rozwód" - a teraz przekazuję "schedę" dalej
Moje sprawy są już podjete i "dojrzewają" w cieniu. Jak już pisałem u Dziewczyn "na zakręcie" z jednej strony "czekam" - Happy, Endi i reszta... spokojnie
to tylko "repeta" - pół roku na pozew od jz i sam "zwlekam" z tym tematem z przyczyn ogólno -technicznych "singla" - kasa - szukając tu na forum inspiracji do ew. obrony na rozwodzie ![]()
23 268 2013-07-04 20:59:25
Jak tam Pan Truskawka ?
23 269 2013-07-05 00:25:49
Pan Truskawka
Dobrze się złożyło, bo akurat odpaliłam przenośny internet w kompie, do tej pory miałam połączenie ze światem tylko dzięki komórce, przynajmniej mogłam Was czytać na bieżąco:)
Tak jak wspominałam jestem prawie całkiem odizolowana od świata i kontaktów werbalnych (poza telefonicznymi) z dorosłymi. Czuję się okropnie, ile można sprzątać i gotować. Dużo czasu na myślenie działa na mnie w tych okolicznościach bardzo depresyjnie. Ale w poniedziałek jadę do miasta !
Hm.. on przez te dwa miechy właściwie ma mieszkanie do całkowitej swojej dyspozycji, ale myślałam kiedyś o tym, po pierwsze mam bardzo wścibską sąsiadkę na emeryturze, po drugie nie potrafiłby zatrzeć śladów tak abym nie poznała. Musiałby zmienić pościel na jakąś tajną, nawet gdyby się okazało jakimś cudem, że potrafi, znam go na tyle, żeby wiedzieć, że nie jest w stanie aż tak się poświęcić. Przez tę samotność i myślenie chyba go rozgryzłam, nie wiem może się mylę.
Przypomniałam sobie, że gdy byliśmy parą, dwa razy go rzuciłam, raz chodziło o to, że byliśmy na ślubie wspólnych znajomych. Ja akurat zachorowałam, bardzo źle się czułam, byłam osłabiona więc po oczepinach wróciłam sama do domu. On został, nie widziałam w tym nic złego, było tam sporo znajomych, nie chciałam aby z mojego powodu psuł sobie zabawę. Potem się dowiedziałam, że bardzo się zbliżył z koleżanką panny młodej. Tańczyli przytuleni, trzymali się za rączki, podobno na zewnątrz się całowali. On potem zrzucił to na alkohol, że za dużo wypił, nic nie pamięta itd. ale długo nie mogłam mu wybaczyć. Do czego zmierzam, ona była taka wulgarna i wyzywająca, jakby pracowała pod latarnią... Teraz, po kolejnych jego akcjach, myślę sobie, że ja mam być może pełnić w jego życiu rolę zasłony dymnej (jak u gejów), taka żonka na pokaz, rodzinka na pokaz, a pociągają go kobiety wulgarne i wyzywające, prostytutki, jednak taką trudno przedstawić rodzinie lub pójść na kolację biznesową. Bo jak wytłumaczyć całkowity brak fizycznego zainteresowania żoną, nawet jak kiedyś był seks to on nie miał żadnych wymagań, nie chciał nic urozmaicać. Ja mam być po prostu tą grzeczną matką, żoną (służącą) na pokaz, a prawdziwych wrażeń szuka gdzieś indziej. Może mi odbija z tej izolacji... ale tak dzisiaj sobie wymyśliłam, bo trudno to jednak zrozumieć. Dzisiaj mówił mi, że kocha, robił te swoje infantylne dzióbki, teraz inaczej na to patrzę, taka gra pozorów, a ja sztywnieję gdy mnie dotyka, już nie chcę tego, widzę jakie to sztuczne. Gdzie ja miałam oczy przez te lata, nigdy nie pomyślałabym, że mnie to spotka, miało być tak pięknie, robiłam wszystko aby tak było i chyba ta wizja mnie zgubiła...
23 270 2013-07-05 00:36:39
Ehdi, myślałam o Twoim ojcu z innej perspektywy, zastanawiałam się jakim trzeba być nieszczęśliwym człowiekiem, żeby w ten sposób próbować na siebie zwrócić uwagę ... ile jadu i zawziętości musiało być w jego sercu, jak mało (wcale) miłości... nie chcę Cię urazić, ale może jak spojrzysz na niego z litością, łatwiej będzie Ci się uporać z tą całą sytuacją... nie wiem sama, może się mylę ...