O
Ja to się boję tam wracać i siebie czytać
Ja też się boję - coś mam wrażenie, że znowu skończyło by się moimi rykami jak w zeszłym tygodniu.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 355 356 357 358 359 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
O
Ja to się boję tam wracać i siebie czytać
Ja też się boję - coś mam wrażenie, że znowu skończyło by się moimi rykami jak w zeszłym tygodniu.
Podobne tematy
Happy, przecież i tak sama wiesz, że nawet chęci bywają iluzoryczne. O jednej osobie domyślam się, o drugą nie jestem pewna. Nie znamy prawdziwych intencji osób zaglądających. Nie znamy faktycznego nastawienia. I nie zmienimy tego. Nie mamy na to wpływu, co inni robią ze swoim życiem
Happy, może i smutne, ale ... No przecież nie samym dawaniem rad człowiek żyje, nie wszyscy muszą chcieć skorzystać z nich
Po co to piszesz? Bo chciałaś komuś pomóc się zmienić? Myślę, że ma sens, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że każdy ma prawo wziąść z tych rad tyle ile sam będzie chciał
I każdy ma swoją własną drogę do przejścia.
Nie wiem... Nie kojarzysz troszkę dlaczego to napisałaś?
Ja wiem dlaczego.
To tak jak tłumaczyć karaluchowi. Kulą w płot. Nie rozumie, że nie rozumie, nie chce rozumieć i chcieć nie chce, a i przez to chcieć rozumieć. Rozumiecie prawda?
A Ty powiedz dziecku swoj?, a kiedy dorośnie sam zweryfikuje i życie zweryfikuje.
A Ty znasz tę jego wersję?Powiedziałaś pani prawnik o swoich obawach i strachu?
Nie mówiła Ci nic o tym jak powinnaś się zachowywać w stosunku do niego, czy jak zbierać dowody?
Czy ich potrzebujecie?Ja powiedziałam prawnikowi o swoich obawach, uspokoił mnie. Nieraz zdarzyło mi się zadzwonić, miałam dzwonić jakby coś. I wiesz, miałam pewność jakąś taką, czułam wsparcie. Czułam się bezpiecznie. I nic nie było mnie w stanie złamać, tak się czułam.
Chyba znam jego wersję - jest taka, że to ja jestem wszystkiemu winna. Pewnie każdą sytuację i każde słowo będzie próbował obrócić przeciwko mnie.
O swoich obawach raczej rozmawiam z panią psycholog, ona mi pomaga. A prawniczka zasugerowała, że mogę nawet wynająć detektywów, żeby trochę za nim pojeździli przez jakiś czas. Tylko że takie coś jest dość drogie i na razie jeszcze się nie zdecydowałam. Poza tym mam drukować wszystkie maile i smsy i zachować spokój przy jego obecności.
A Ty też się rozwodziłaś? Z orzeczeniem o winie? Jak długo to trwało? (sorry, że pytam, być może o tym pisałaś wcześniej, ale jestem tu nowa i jeszcze nie zdążyłam przeczytać tego wątku od początku)
hm... napisał/a:zabka-k napisał/a:A ja się domyślam, acz nie do końca wiem, co ja miałam na myśli pisząc to
Serio
Może tam uśmiech miał być i żarty miały pójść dalej?
Byłam przekonana, że masz dystansvdo siebie itd. Jednak po przeczytaniu się zastanowiłam zdziebko.
KobitkoA ja myślałam, że Ty już się pakujesz
Dystans mam (byle by mi ktoś na stopę nie wlazł przeginając), tylko szczerze mówiąc.... Przeczytałam to przed zamknięciem kompa i myślałam że to Happy. I skojarzył mi się scenariusz z Kasprowym Wierchem - więc się przeraziłam chyba że będę może źle zrozumiana, ale nie dowcipnie. Nie widziałaś, że próbowałam edytować? Ale machnęłam ręką, bo by mi autobus uciekł.
Dystans mam jak cholewcia, a jak tu go nie mieć, jak mi sie ciągle wpadki zdarzają, typu "dzień dobry" zamiast "wszystkiego najlepszego" składając życzenia solenizantowi.... Ale to scenka sytuacyjna była bardziej, zresztą nie wiem, czy Ci nie opowiadałam, skleroza jakaś - tudzież zbyt duża liczba wpadek do opowiadania
Fajne te wpadki ![]()
Złożona bardziej sprawa z tym żartem ![]()
¤¤¤¤
Jeśli się z Happy zlewam tom zaszczycona ![]()
¤¤¤¤
Pakowanko wieczorkiem ![]()
Kojarze Zabko
![]()
Powiem Ci, ze czas przyszedl abym odeszla i zajela sie tym co gloszeZyc w realu dla siebie
Potrzebny mi dystans...
Jak to proroczo brzmi...:)
Ale rozumiem ![]()
Masz prawnika czy jesteś sama na placu boju?
Mam - podobno jedna z najlepszych w mieście
Mam nadzieję, że się sprawdzi
Wierzę, że tak. ![]()
hm... napisał/a:Skąd się bierze obawa że sąd przyzna mu więcej widzeń ? Jest niebezpieczny?
Masz świadka jakiegoś na te jego zachowania z czasów piekła, że tak to nazwę?Niebezpieczny? Nie wiem, przez rok prawie nie miałam z nim kontaktu, nie wiem co robi teraz, jak żyje, jakim jest człowiekiem, czy już kogoś ma... Nic o nim nie wiem, bo nie odpowiada mi np. na pytania (raz przyjechał z ręką w bandażach, więc zapytałam co się stało. Odpowiedział "nic takiego")
Świadków mam, rodziców i ewentualnie siostrę. Tylko zbyt dużo to oni też nie powiedzą, bo kłótnie raczej nie odbywały się przy świadkach.
To w takim razie dlaczego obawiasz się częstszych wizyt?
Możesz przytoczyć w sądzie opisaną sytuację.
hm... napisał/a:O
Ja to się boję tam wracać i siebie czytać
Ja też się boję - coś mam wrażenie, że znowu skończyło by się moimi rykami jak w zeszłym tygodniu.
Poprzednie strony to przeszłość Żabko ![]()
Fajne te wpadki
Złożona bardziej sprawa z tym żartem
¤¤¤¤
Jeśli się z Happy zlewam tom zaszczycona¤¤¤¤
Pakowanko wieczorkiem
Fajne ![]()
Chyba jednak prosta jak konstrukcja bata kochana, bo zawsze wynikają z mojego zakręcenia ![]()
Nie zlewasz - zamiast czytać domyślam się, że po H jest....
Wybaw się na maksiorka ![]()
hm... napisał/a:A Ty powiedz dziecku swoj?, a kiedy dorośnie sam zweryfikuje i życie zweryfikuje.
A Ty znasz tę jego wersję?Powiedziałaś pani prawnik o swoich obawach i strachu?
Nie mówiła Ci nic o tym jak powinnaś się zachowywać w stosunku do niego, czy jak zbierać dowody?
Czy ich potrzebujecie?Ja powiedziałam prawnikowi o swoich obawach, uspokoił mnie. Nieraz zdarzyło mi się zadzwonić, miałam dzwonić jakby coś. I wiesz, miałam pewność jakąś taką, czułam wsparcie. Czułam się bezpiecznie. I nic nie było mnie w stanie złamać, tak się czułam.
Chyba znam jego wersję - jest taka, że to ja jestem wszystkiemu winna. Pewnie każdą sytuację i każde słowo będzie próbował obrócić przeciwko mnie.
O swoich obawach raczej rozmawiam z panią psycholog, ona mi pomaga. A prawniczka zasugerowała, że mogę nawet wynająć detektywów, żeby trochę za nim pojeździli przez jakiś czas. Tylko że takie coś jest dość drogie i na razie jeszcze się nie zdecydowałam. Poza tym mam drukować wszystkie maile i smsy i zachować spokój przy jego obecności.A Ty też się rozwodziłaś? Z orzeczeniem o winie? Jak długo to trwało? (sorry, że pytam, być może o tym pisałaś wcześniej, ale jestem tu nowa i jeszcze nie zdążyłam przeczytać tego wątku od początku)
Ja bez orzekania ![]()
Niedawno, w marcu się zakończyło. Trochę trwało, bo nie od razu miałam prawnika.
Jeśli będziesz wychowywać dziecko na świadomego człowieka, pozwolisz mu popełniać błędy, i oceniać sytuację to sam b?dzie wiedział, sam zrozumie. Nie bój się tego. Ja tego doświadczyłam i widzę, że moje dziecko wie kto jaki jest i starania docenia i widzę, że mu lżej. To jest niesamowite doświadczenie.
Posłuchaj sobie Marty Podulki "Nieodkryty Ląd".
hm... napisał/a:Fajne te wpadki
Złożona bardziej sprawa z tym żartem
¤¤¤¤
Jeśli się z Happy zlewam tom zaszczycona¤¤¤¤
Pakowanko wieczorkiemFajne
Chyba jednak prosta jak konstrukcja bata kochana, bo zawsze wynikają z mojego zakręcenia
Nie zlewasz - zamiast czytać domyślam się, że po H jest....
Wybaw się na maksiorka
Że ja wcześniej nie pomyślałam, że my obydwie na H jesteśmy ![]()
zabka-k napisał/a:Happyfull napisał/a:Kojarze Zabko
![]()
Powiem Ci, ze czas przyszedl abym odeszla i zajela sie tym co gloszeZyc w realu dla siebie
Potrzebny mi dystans...
Mam nadzieję, że nie żegnam się z Tobą...
![]()
Ale myślę, że masz rację, bo masz - tak jak my wszyscy - mnóstwo życia wokół siebie![]()
Każdy z nas musi szukac swojego złotego środka na SiebieZa kogoś życia nie przeżyjemy.
Wyciagam wnioski
Zabka spadam do reala
Zobyczymy sie w Berlinie
:(:(:(:(:(:(eeeeeeee....
Lipa.
Fajnie Żabko, że jedziesz.
I mnie rzeczywistość dopadła.
Na dzień dzisiejszy tak.
Nie chodzi czy zaczyna czy nie, ja po prostu piszę co jest charakterystyczne w moich zachowaniach. Głowy sobie za to uciąć nie zamierzam, ot, tak się zdarza mi niejednokrotnie. Mogłam usunąć - ale po kiego? Jestem jaka jestem ![]()
Na dzień dzisiejszy tak.
Nie chodzi czy zaczyna czy nie, ja po prostu piszę co jest charakterystyczne w moich zachowaniach. Głowy sobie za to uciąć nie zamierzam, ot, tak się zdarza mi niejednokrotnie. Mogłam usunąć - ale po kiego? Jestem jaka jestem
Nie wiem o co chodzi.
Jestem jaka jestem? O kurka ![]()
Dobrze, że nie dodałaś i się nie zmienię.
Nie, to nie jest epidemia ![]()
Ha - no to edytuję, bo doczytałam, co dopisałaś
No, nie przeszło mi nawet przez myśl. Jeśli już - to przeciwnie ![]()
Zaraz do domciu!!!!!!!!!!!!
Kocham weekend ![]()
Nie, to nie jest epidemia
Ha - no to edytuję, bo doczytałam, co dopisałaś
No, nie przeszło mi nawet przez myśl. Jeśli już - to przeciwnie
Zaraz do domciu!!!!!!!!!!!!
Kocham weekend
Yyyyy?
Nie kumam.
jestem jeszcze w pracy, nie mam jak pisac, ale czytam. dzisiejszy wieczor i chyba nietylko spedze sobie na czytaniu. ktoras z Was napisala ze jak ktos lubi czytac, zeby poczytac Was od poczatku
chyba sie porwe na to
zobaczymy czy sie uda.
weekend mam srednio zaowiadajacy bo moj 'ratunek weekendowy' czyli moj brat i jego dziewczyna jutro ida na impreze urodzinowa ( tak, tez maja swoje zycie poza mna ...
wiec nie pojade spac do nich, co zwykle robilam w soboty. i tak troche mi sie poprzestawialo... chyba ze pojade dzisiaj, a jutro bede u siebie. sama nie wiem... troche panika mi sie z tym weekendem wlaczyla. a Wy jakie plany...?
Happy, sama pisalas, ze nikogo na sile się tu nie zatrzyma. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Taka kkzb to przecież psychofag jest
każda z nas jest psychofagiem na swoj sposób. A psychofaga póki sam nie zechce, nie zmienisz.
Ja jestem wdzieczna za Twoja obecność tu, gdy się pojawilas i dalej jestes.
Choc sama sie ostatnio zastanawiałam, jak Wywyrabiacie - pracowac, dom i tu, a sa jeszcze inne rzeczy do zrobienia. Ja nie wyrabiam ![]()
Happy, sama pisalas, ze nikogo na sile się tu nie zatrzyma. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Taka kkzb to przecież psychofag jest
każda z nas jest psychofagiem na swoj sposób. A psychofaga póki sam nie zechce, nie zmienisz.
Ja jestem wdzieczna za Twoja obecność tu, gdy się pojawilas i dalej jestes.
Choc sama sie ostatnio zastanawiałam, jak Wywyrabiacie - pracowac, dom i tu, a sa jeszcze inne rzeczy do zrobienia. Ja nie wyrabiam
Ja czasem też nie wyrabiam, ale lubię tutaj zajrzeć ![]()
tak, wiecie co... wlasnie zeby nie siedziec bezczynnie wzielam sie za porzadki szafek w kuchni.... i co? co mnie doprowadzilo do placzu? PRZYPRAWY. koszyczki pelne przypraw..... tak, uczylam sie gotowac i lubilam kupowac przyprawy, probowac czegos nowego. i on tez gotowal. tez uzywal duzo ziol itd. i to mi sie nagle przypomnialo - jak to normalnie jedlismy sniadania, obiady, kolacje, gotowalismy na swieta i robilismy grille.... a teraz stoi to wszystko. masakra. przyprawy.rycze. no tego bym sie nie spodziewala.
A ja po przeczytanniu pierwszego zdania o porzadkach w szafkach pomyslalam "masochistka, po co to robi? Przeciez będzie ryk". I doczytałam, ze jest. To wszystko przed Tobą, ale daj sobie czas, jeszcze nie teraz, a gdy on się wprowadzi.
Teraz rob tylko to, co Co go nie bedzie przypominać. Wszystko nowe. Nic co było razem.
Edit.
Widzisz, od mojego rozstania z byłym mężem minęły juz trzy lata, a mnoe nadal rzeczy o nim przypominają (chociażby wkładane przed chwilą do szuflady sztucce). Zawsze będa, atopowe w tym nie ma juz emocji. Czasem trochę żalu, bo bardzo go kochałam. W koncu to 8 lat symbiozy. Dziś wiem, że symbioza to zły pomysł.
raki - no ale wiesz, mieszkamy wciaz razem wiec wdzedzie sa jego rzeczy wiec tutaj nawet nie chodzi jeszcze o przypominanie - bo to dopiero przyjdzie jak sie wyprowadzi. po prostu. dzisiaj piatek. weekend bez planow bo moje kolo ratunkowe - brat jest dosc zajety. wiec siedze w domu. chcialam sie czyms zajac. wszedzie przez te ostatnie miesiace sie syfu narobilo bo przeciez czlowiek nie mial glowy na cokolwiek. no to pomyslalam poukladam w szafce - nie ze zdjeciami, nie z chiuchami nawet., ale z pieprzem i sola! no i mimo wszystko. wlasnie to sa takie chwile, moementy - poczatek weekendu. gdzie nie mam co ze soba zrobic zupelnie
zajac sie soba. jak ? czym? dzwonilam do tej kolezanki o ktorej pisalam - no jedzie wlasnie na kregle z ludzmi z pracy, jutro swietuje z mezem bo maja dzisiaj rocznice slubu... dalam do zrozumienia ze nic nie robie weekend, zeby sie ogolnie odezwala jak bedzie miala czas. - no, zdzwonimy sie w niedziele.
tak, zycie toczy sie dalej. nie zatrzyma sie. ludzie normalnie funkcjonuja. tylko czlowiek jest taki wyrwany i jakby przyklejony do dnia dzisiejszego, gdzie nic do siebie nie pasuje...
Powoli je bedziesz ukladac od nowa. Tak - na tym etapie nawet szmaty byłyby jak zdjęcia. Szukaj co robić, zajmij sie czymś innym, poszukaj w pamięci co Ci smakowało w dzieciństwie i (coś czegonie graliście razem), idź dając do kina, pobiegać, zapisz sie na fitness. Nowe otoczenie dużo daje, bo jest wyrwane z kontekstu Was we dwoje.
Dasz radę.
Zrób tiramisu Z
smutno mi, że Happy odeszła ![]()
Widzim ją przecież niedługo. Pewnie i tak będzie z nami.
Widzicie.
Ja nie widzę.
Dlatego napisałam, że mnie rzeczywistość dopadła.
Nie będzie mnie teraz ani pewnie p?żniej, zasrane marne grosze, kt?re zarabiam, jak żebrak, gołodupiec.
Za gardło mnie ściska.
????
Witam,
dla tego tematu zarejestrowalam się na forum.
Jestem kochająca za bardzo. Znam problem, mam za sobą baaaaaardzo toksyczny związek. Wyszłam z kochania za bardzo, a raczej tak mi się wydawało, tamten związek to przeszłość. Jestem w nowym związku 2 lata i znów zaczynam zauważać ze wracam do dawnych nawyków. Widzę ze zaczynam popełniać dawne błedy. Znów stawiam jego i jego potrzeby ponad swoje, znów staram sie, zmuszam do czegoś byle tylko okazał mi troszke uczucia.
Szukam pomocy. Kiedys sie leczylam, ale mieszkam teraz na 2 koncu Polski i nie mam mozliwości powrotu do dawnej grupy
Muszę coś ze sobą zrobić zanim ten związek zamieni sie w toksyczny. Nie chcę znowu przechodzić przez piekło ![]()
Witam,
dla tego tematu zarejestrowalam się na forum.
Jestem kochająca za bardzo. Znam problem, mam za sobą baaaaaardzo toksyczny związek. Wyszłam z kochania za bardzo, a raczej tak mi się wydawało, tamten związek to przeszłość. Jestem w nowym związku 2 lata i znów zaczynam zauważać ze wracam do dawnych nawyków. Widzę ze zaczynam popełniać dawne błedy. Znów stawiam jego i jego potrzeby ponad swoje, znów staram sie, zmuszam do czegoś byle tylko okazał mi troszke uczucia.Szukam pomocy. Kiedys sie leczylam, ale mieszkam teraz na 2 koncu Polski i nie mam mozliwości powrotu do dawnej grupy
Muszę coś ze sobą zrobić zanim ten związek zamieni sie w toksyczny. Nie chcę znowu przechodzić przez piekło
Samam grupa w internecie nie pomoże, trzeba temat przerobić bardzo dokładnie. Może poszukaj terapeuty. No i napisz coś o swoim nowym związku ? Gdzie tkwi problem ?
Ostanio kilka dziewczyn zniknelo
Przez glupi przypadek trafilam na dwie z nich.
I co dupa czarna. Pomimo wiedzy ciagle miela to samo co na poczatkuMiela gdzie indziej i maja inna publicznosc
Zreszta sama nie wiem po co to pisze ? Tak mnie naszlo
********************
Moze napisalam to dlatego, ze czasami mam wrazenie, ze nie ma sensu dyskutowac i dawac jakies rady. Tylko jak sie osiagnie dno...to wtedy zaczynamy sie brac do roboty.
Czasami latami nie dobijamy do dna...i tylko co nam pozostalo to czekac ?*********************
Rozumiem teraz kobiety z blogow, ktore ostro powiedzialy, ze zajmuja sie tylko tymi, ktore zdecydowaly sie na rozstanie a nie tymi, ktore dopiero o tym mysla ...
To tak jak gadac do slupa a slup....tak robi swojePrzypomnialo mi sie jak ze mna tez bylo
Nie wiem czy ten prztyczek od Happy tyczył się mnie, ale dla mnie każde słowo od Was ma ogromne znaczenie. Jak się siedzi z tym ?kochaniem za bardzo? na co dzień to w pewnym momencie nie myśli już się racjonalnie. Pewne sprawy się wyolbrzymia i wtedy taka opinia kogoś z boku pozwala z innej perspektywy spojrzeć na całą sytuację, uwierzyć że się uda wyjść jeszcze na prostą. Mnie osobiście to forum bardzo uspokaja, nie zawsze mam siłę tu zajrzeć czy napisać, ale wszystkie słowa otuchy które otrzymałam od Was są dla mnie strasznie ważne. Po sobie widzę, że do pewnych decyzji trzeba po prostu dojrzeć, chyba nieuniknione jest popełnienie iluś tam błędów, osiągnięcie dna i dopiero wtedy przychodzi to otrzeźwienie. Pewnych procesów nie da się przyspieszyć, bo każda z nas indywidualnie dojrzewa do poczynienia zmian w swoim życiu. Ale rady od Was są potrzebne, one zostają gdzieś tam w środku i powoli kiełkują, aż w końcu zaczynamy zmieniać swoje życie. Taka moja refleksja i dzień dobry Wszystkim ![]()
A jakie jest Wasze zdanie: czy pozbycie się wszystkich rzeczy, wspólnych zdjęć, pamiątek itp. coś pomaga w wyleczeniu się z 'kochania za bardzo'? Co zrobić np. z obrączką?
Bo ja z jednej strony bardzo chciałabym wszystko spalić co mi się z nim kojarzy, ale z drugiej coś może na pamiątkę też zostawić...? Sama nie wiem.
Jak Wy sobie z tym radziłyście?
Samam grupa w internecie nie pomoże, trzeba temat przerobić bardzo dokładnie. Może poszukaj terapeuty. No i napisz coś o swoim nowym związku ? Gdzie tkwi problem ?
Wiem ze nie wystarczy,ale od czegos trzeba zacząć. Narazie nie mam pieniedzy na terapeute, a nie jestem ubezpieczona i na NFZ nie da rady.
Nowy związek przez 1,5 roku był bardzo fajny. Mam partnera, który o mnie dba, kocha, okazuje to, no i bardzo ważne - duzo ze mną rozmawia o uczuciach itd. Wie ze mialam problem. Jakis czas temu zauwazylam zmianę we mnie - nagle pragne zeby był ciągle przy mnie, ciagle zajował się tylko i wyłącznie mną. Jestem coraz bardziej zazdrosna o jego rodzine (ze poswieca im czas). Zreszta znow zaczelam byc zazdrosna o inne kobiety. Robię rzeczy z których on bedzie zadowolony. Zaniedbuję swoje potrzeby. Robię wszystko byle tylko mi okazal uczucie i mi poswiecił cały wolny czas. Chce tego więcej i więcej. Wiem że to baaardzo złe oznaki...
Zaczęłam znów czytac (po raz 3 lub 4) Robin Norwood.
Bardzo się boję, bo nie chcę rozwalić kolejnego związku ![]()
A jakie jest Wasze zdanie: czy pozbycie się wszystkich rzeczy, wspólnych zdjęć, pamiątek itp. coś pomaga w wyleczeniu się z 'kochania za bardzo'? Co zrobić np. z obrączką?
Bo ja z jednej strony bardzo chciałabym wszystko spalić co mi się z nim kojarzy, ale z drugiej coś może na pamiątkę też zostawić...? Sama nie wiem.
Jak Wy sobie z tym radziłyście?
Ja część rzeczy wywaliłam, a część spakowalam w kartony i wyniosłam do piwnicy, łacznie z pierścionkiem zaręczynowym.
No i na początku nie jest za fajnie. Siedzisz i ryczysz bo brakuje Ci obecnosci tych rzeczy, nagle jest inaczej.
Ale robisz porzadek, czy przemeblowanie tak by było zupełnie inaczej niż jak bylaś z nim.
Łatwiej wtedy przyzwyczaic się do zmian i braku obecnosci części rzeczy.
A kiedy bedziesz gotowa - pozbywasz sie kartonów.
Ja osobiscie nie wyrzuciłam jeszcze wszystkich mimo iz minęły 3 lata.
Ale z czasem ![]()
Kochane, od jakiegoś czasu gryzłam się z tym, że nie wiem jak zachowywać się w stosunku do ojca. Pamiętam jak złe relacje miał zawsze z matką, z nami, jak go obwiniałam za wszystko do niedawna, jak sie go bałam, nienawidziłam, nie szanowałam, obojetniałam na niego i cała gama innych. Pamiętam jak zaczynałam terapię i w pewnym momencie terapeutka powiedziała, mi, że mimo mojej ogromnej niechęci w któryms momencie poruszymy temat:,,matka, ojciec''. Nie na siłę, miał sam wypłynąć w odpowiednim momencie. Byłam wtedy na etapie, gdzie z matka trzymałam sztamę, spedzałam mnóstwo czasu, wpajała mi swoje chore mądrości, manipulowała mną. Konsekwentnie nie chciałam widzieć, jednocześnie coraz bardziej bywałam zirytowana nią w całości. I wtedy, gdy zaczęłam druga terapię wypłynał temat o którym nie chciałam rozmawiać i zasmiałam się, że: jeszcze sie okaże, że nie jest tak jak myslę, że to matka jest ta ,,winna'', a myliłam sie co do ojca.
Do czego zmierzam? Poruszyłyście temat oczekiwania od innych lojalności,, jak mąż mnie zdradza (tylko przykład), to wszyscy stoja za mna murem, a on mam byc potepiony.
Wasze odpowiedzi naprowadziły mnie. Obwiniałam ojca, widziałam go takim a nie innym przez pryzmat matki. Nigdy nie poznałam go jako człowieka i ojca. A teraz ani ja ani on nie wiemy o sobie wiele, nie wiemy czego oczekiwać, jacy jesteśmy, nie rozumiemy się, czesto jest nam głupio wobec siebie
. I do tego momentu niestety widziałam, widzę go przez pryzmat tego jaki był dla matki, dla nas. Do głowy mi nie przyszła rzecz oczywista, że każda relacja jest inna, swoja i na tej podstawie nie mozna oceniać. Rzecz oczywista
w chwili gdy to piszę poczułam smutek. terapeutka powiedziała by, że dobrze, ja to wiem.
A teraz sobie ulżę. Perfidna manipulantka zabrała mi/ nam (rodzeństwu) szansę na to, by mieć ojca, poznać go, na własne zdanie. Jak kura wgarnęła nas pod swoje chore skrzydła, by sprawować nie opiekę i troskę ale by mieć pod kontrolą i kierować. i dziobała gdy ktoś próbował mieć inne zdanie, byc milszy dla ojca, byc inny niż w jej chorym swiecie. Pozbawiła poczucia wartości, mozliwości itd. Całe życie ojciec to był ,,on''. Owszem i teraz pojawiła się złość na ,,niego'', bo bez winy nie był. Poznawszy ,,go'' mogłbym mieć szansę zdecydowania i moja wściekłość wynika głównie z tego, czuję sie pozbawiona, zniewolona, uwieziona w chorych priorytetach, schematach..
Moja dziewczyna we mnie co teraz robi?
Nigdy nie myślałam o sobie egocentryczka, okazało się że byłam i nadal jestem. Przykład: poznałam, spotkałam się z pewnym człowiekiem. Spokojny gość. Nie umawialismy sie dzis na spotkanie, przeciwnie napisał mi że jest z synem w ten weekend. Piszemy i próbuje dac do zrozumienia, a raczej zmanipulować go na zaproszenie na drinka, wina, taka dzis mam ochotę pogaduchy przy lapmce wina. I zła jestem że tego nie propnuje. I teraz wiem, że ma tego syna(dorosły) , że nie umawialiśmy się, że dopiero sie poznajemy, a jestem zła. Z drugiej strony dlaczego nie napisze w prost? Bo boje sie odrzucenia, że pomysli że sie narzucam itp. Manipulantka. Może nie najlepszy przykład, są inne, mniejsza z tym.
Pisałam, że szykuje spowiedź, moze nadszedł czas. Klaruje sie jeszcze.
Dzięki za przeczytanie tych moich wypocin. Jeszcze nie doczytałam do końca forum, wiec może jeszcze cos mi się nasunie.
Doczytałam. Happy nie zdążyłam poznać Cię osobiście.
Wczoraj impreza rodzinna.
Znów zazdrość o czas poświęcany jego rodzinie. Jestesmy juz troche czasu razem, razem mieszkamy, wiem ze to nawet byloby dziwne ze siedzac na imprezie rodzinnej rozmawia tylko ze mną i mną sie zajmuje. Uzależniłam się od niego
A sytuacja jest o tyle beznadziejna ze mieszkamy teraz w jego stronach, a ja tu nie mam tylko swoich znajomych. Ludzie z ktorymi sie widuje to jego znajomi, których zresztą bardzo lubie. Ale to są JEGO znajomi. Gotuję tak by jemu smakowało i to na co ON ma ochotę.
Od czego zacząć? Jak zmienic podejscie i nastawienie?
????
Chodziło mi o to, że ja jdj nie zobaczę.
A z powodu mojej sytuacji to chyba nieprędko gdzieś się z Wami spotkam.
Kochane, od jakiegoś czasu gryzłam się z tym, że nie wiem jak zachowywać się w stosunku do ojca. Pamiętam jak złe relacje miał zawsze z matką, z nami, jak go obwiniałam za wszystko do niedawna, jak sie go bałam, nienawidziłam, nie szanowałam, obojetniałam na niego i cała gama innych. Pamiętam jak zaczynałam terapię i w pewnym momencie terapeutka powiedziała, mi, że mimo mojej ogromnej niechęci w któryms momencie poruszymy temat:,,matka, ojciec''. Nie na siłę, miał sam wypłynąć w odpowiednim momencie. Byłam wtedy na etapie, gdzie z matka trzymałam sztamę, spedzałam mnóstwo czasu, wpajała mi swoje chore mądrości, manipulowała mną. Konsekwentnie nie chciałam widzieć, jednocześnie coraz bardziej bywałam zirytowana nią w całości. I wtedy, gdy zaczęłam druga terapię wypłynał temat o którym nie chciałam rozmawiać i zasmiałam się, że: jeszcze sie okaże, że nie jest tak jak myslę, że to matka jest ta ,,winna'', a myliłam sie co do ojca.
Do czego zmierzam? Poruszyłyście temat oczekiwania od innych lojalności,, jak mąż mnie zdradza (tylko przykład), to wszyscy stoja za mna murem, a on mam byc potepiony.
Wasze odpowiedzi naprowadziły mnie. Obwiniałam ojca, widziałam go takim a nie innym przez pryzmat matki. Nigdy nie poznałam go jako człowieka i ojca. A teraz ani ja ani on nie wiemy o sobie wiele, nie wiemy czego oczekiwać, jacy jesteśmy, nie rozumiemy się, czesto jest nam głupio wobec siebie
. I do tego momentu niestety widziałam, widzę go przez pryzmat tego jaki był dla matki, dla nas. Do głowy mi nie przyszła rzecz oczywista, że każda relacja jest inna, swoja i na tej podstawie nie mozna oceniać. Rzecz oczywistaw chwili gdy to piszę poczułam smutek. terapeutka powiedziała by, że dobrze, ja to wiem.
A teraz sobie ulżę. Perfidna manipulantka zabrała mi/ nam (rodzeństwu) szansę na to, by mieć ojca, poznać go, na własne zdanie. Jak kura wgarnęła nas pod swoje chore skrzydła, by sprawować nie opiekę i troskę ale by mieć pod kontrolą i kierować. i dziobała gdy ktoś próbował mieć inne zdanie, byc milszy dla ojca, byc inny niż w jej chorym swiecie. Pozbawiła poczucia wartości, mozliwości itd. Całe życie ojciec to był ,,on''. Owszem i teraz pojawiła się złość na ,,niego'', bo bez winy nie był. Poznawszy ,,go'' mogłbym mieć szansę zdecydowania i moja wściekłość wynika głównie z tego, czuję sie pozbawiona, zniewolona, uwieziona w chorych priorytetach, schematach..
Moja dziewczyna we mnie co teraz robi?
Nigdy nie myślałam o sobie egocentryczka, okazało się że byłam i nadal jestem. Przykład: poznałam, spotkałam się z pewnym człowiekiem. Spokojny gość. Nie umawialismy sie dzis na spotkanie, przeciwnie napisał mi że jest z synem w ten weekend. Piszemy i próbuje dac do zrozumienia, a raczej zmanipulować go na zaproszenie na drinka, wina, taka dzis mam ochotę pogaduchy przy lapmce wina. I zła jestem że tego nie propnuje. I teraz wiem, że ma tego syna(dorosły) , że nie umawialiśmy się, że dopiero sie poznajemy, a jestem zła. Z drugiej strony dlaczego nie napisze w prost? Bo boje sie odrzucenia, że pomysli że sie narzucam itp. Manipulantka. Może nie najlepszy przykład, są inne, mniejsza z tym.
Pisałam, że szykuje spowiedź, moze nadszedł czas. Klaruje sie jeszcze.
Dzięki za przeczytanie tych moich wypocin. Jeszcze nie doczytałam do końca forum, wiec może jeszcze cos mi się nasunie.Doczytałam. Happy nie zdążyłam poznać Cię osobiście.
W nawiązaniu do refleksji o ojcu. Moja matka chciała mnie nastawić do ojca negatywnie, żebym go widziała takim jak ona. Liv, nie wiem jak to się stało, ale jej się to nie udało. Obserwowałam. Poznałam jego kobietę. Są razem juź naście lat. Matka dalej wywleja jaki był zły. Powiedziałam jej, że chciała go zmienić, rządzić nim. Że nie mieli ze sobą nic wsp?lnego, że znalazł kogoś z kim dzieli życie i jest szczęśliwy. No zrobiła minę.
Ja wiem jak to było między nimi. Ojca nie ma za co winić. Ojciec dba o siebie i swoje potrzeby, nie dał się zdominować, bo ma i zawsze miał swoje pasje. Jest jaki jest i są osoby z którymi dogaduje się świetnie. Trzymamy się w kupie z rodziną, czujemy się ze sobą dobrze.
A moja matka. No cóż. Ona niby chce inaczej myśleć, ale nie chce wcale, bo nic w tym kierunku nie robi. Ojciec całe życie będzie zły, bo ją zostawił. Ale w chorobie bardzo jej pomógł i słowa nie powiedział. A mógł nie zrobić nic.
Także poznawajmy sami ludzi. I miejmy coś swojego. Róbmy coś dla siebie,, miejmy swój kapitał, żeby w razie w nie zostać z niczym.
Ja nie wiem czy moja matka to kkzb, czy bluszcz czy co, ale ona postępuje z facetami tak:
Nie ma władnych zainteresować, żadnych, więc poznając faceta przejmuje jakby na chwilę jego ulubienia i się tym zachwyca. Jednak kle można udawać, że się coś lubi? No i myślę, że nie jest świadona tego, że nie wytrzymuje, że ją coś dławi od środkai zaczyna się czepiać, sychodzi z niej prawdziwe ja. Facet nie może niczego dotknąć (u niej w mieszjaniu) najlepiej jakby się nie ruszał i nie oddychał. No i musi robić wszystko tak jakona chce. No i jeszcze nie pozna dobrze kogoś, bo tak realnie poznać wcale nie chce. Tak, nie chce. A już pieszczotliwie mu wchodzi do tyłka nazywając zdrobniale.
Mnie to się śmiać chciało z tych nowych zdobyczy. Nikt jednak z nią nie wytrzymał. Nie wiem co to za osobowość i nawet wiedzieć nie muszę. Może ktoś coś dla siebie wyciągnie, nie lubię o niej pisać.
Wczoraj impreza rodzinna.
Znów zazdrość o czas poświęcany jego rodzinie. Jestesmy juz troche czasu razem, razem mieszkamy, wiem ze to nawet byloby dziwne ze siedzac na imprezie rodzinnej rozmawia tylko ze mną i mną sie zajmuje. Uzależniłam się od niegoA sytuacja jest o tyle beznadziejna ze mieszkamy teraz w jego stronach, a ja tu nie mam tylko swoich znajomych. Ludzie z ktorymi sie widuje to jego znajomi, których zresztą bardzo lubie. Ale to są JEGO znajomi. Gotuję tak by jemu smakowało i to na co ON ma ochotę.
Od czego zacząć? Jak zmienic podejscie i nastawienie?
Widzisz jakie błędy popełniasz no to postaraj się postępować ![]()
Powoli, do celu.
Terapię może?
Wczoraj impreza rodzinna.
Znów zazdrość o czas poświęcany jego rodzinie. Jestesmy juz troche czasu razem, razem mieszkamy, wiem ze to nawet byloby dziwne ze siedzac na imprezie rodzinnej rozmawia tylko ze mną i mną sie zajmuje. Uzależniłam się od niegoA sytuacja jest o tyle beznadziejna ze mieszkamy teraz w jego stronach, a ja tu nie mam tylko swoich znajomych. Ludzie z ktorymi sie widuje to jego znajomi, których zresztą bardzo lubie. Ale to są JEGO znajomi. Gotuję tak by jemu smakowało i to na co ON ma ochotę.
Od czego zacząć? Jak zmienic podejscie i nastawienie?
Te trzy podkreślone fragmenty i konfrontacja ich z pierwszym zdaniem z Twojego postu daje pomieszani z poplątaniem (M)KKZB i toksykologii. U niego zazdrość o głupotę prawdę powiedziawszy a z Twojej strony gastronomiczne poddanie się jego "smakom podniebienia". Toksyk dwukierunkowy albo charakter toksycznego faceta dominanta, przewaga jego nad Tobą w odniesieniu do "osaczenia" Cię na rodzinnym party. ![]()
Paradoksalnie też miałem taki "kierat" jak Ty, że najbliżsi moi znajomi, to ostali się w rodzinnej miejscowości oddalonej o 30 km, w której - dzięki Bogu - jeszcze pracowałem na dojazdach
, będac... mężem ![]()
Nie robiło to na mnie jakieś kolosalnej różnicy z racji znajomych żony - zresztą po postawionym "piwku" na wiosce zaraz jest chmara "zasiadanych" znajomych
-choć i tak czułem się tam jak taki outsaider z wyższych sfer... wiadomo, miastowy ![]()
Starałem się tak skumplować
z nimi, by nie czuli tego "lęku" przed kontaktami ze mną, że osobą kontaktową ze mną była moja ex luba " bo Gieniu z Mirkiem chcą byś coś tam..." ![]()
Zwróć uwagę, że pierwszą chorą oznaką potłuczonego Twojego uzależnienia od (ex)męża jest pisanie i gadanie w stylu "o nim, przy nim, z nim. na nim, w nim" a gdzie jesteś TYLKO TY i tylko Twoje potrzeby??? ![]()
Jako osoba z doświadczeniem brutalnego prania mózgu przez toksyki 2 - żonę i teściową - wiem doskonale, jak jest ciężko zaprzestać usprawiedliwiać, wybielać i wykorzenić to jednokierunkowe myślenie o wyższości partnera nad Nami "bo tak powinno qrna być zawsze!!!" Nad tym trzeba pracować systematycznie i zacząć jak najszybciej myśleć o sobie, a nawet o sobie najpierw. I nie ważne, czy związek jeszcze trwa, czy już jest w rozsypce przed/po rozwodzie.
Witajcie ![]()
"Starszy dobrzy znajomi" i nowe na wątku osoby ![]()
No cóż, Liv , ja też się nie czuję fair jeśli chodzi o moje zachowania. Niby staram się z dorosłymi postępować aktualnie rozsądnie.... Nie patrzeć przez pryzmat kogokolwiek.... Ale zauważyłam, że traktuję jak potencjalną ofiarę swoją starszą córkę... Z jednej strony nie chcę kompletnie, żeby była jak ja - z drugiej zauważyłam dośc duże podobieństwo w zachowaniach w pewnych sytuacjach. Właśnie siaduję i myślę, jak to wypośrodkować.... W końcu pewne kwestie i zachowania wynikają też i z faktu, że ona jest coraz starsza a niezbyt - ujmijmy to - obowiązkowa
Z ciągle zastanawiam się, gdzie jest granica odpowiedzialności za wychowanie dziecka a mojego "upierdliwstwa" - bo jak bym miała to inaczej nazwać, to nie wiem.
Kiedysbylam
Mnie też było ciężko pozbierać się, kiedy zdarzały się weekendy kiedy musiałam zostać w domu, choć mogłam mieć wolne. Zresztą i teraz nie było by mi super komfortowo zmieniać plany na samotne posiadówki. Na szczęście nie mam już prawie namacalnych wspomnień, ale niewątpliwie jakieś tam skojarzenia są, choć przyznaję - rzadko. I raczej nie doprowadzają do takiego przemożnego smutku. Wiem, mam wiele czasu za sobą, u mnie już nie ma co mówić nawet o wmawianiu sobie jakichś uczuć. Nawet na bazie samych wspomnień sytuacyjnych. Cóż.... Najtrudniej jest zająć się sobą, jestem tego świadoma, stworzyć czy odtworzyć swój własny świat. Ale warto, bo to po prostu inwestycja we własną przyszłość.
Tak ładnie napisała Hm o zachowaniu osoby, która nie posiada własnych pasji i zainteresowań - i czym się to kończy. Ale w ten własny świat warto i należy inwestować - to co sami stworzymy wokół siebie i dla siebie to nasza podpora w ciężkich chwilach. Nie człowiek, który może zniknąć, umówić się z kimś innym, zmienić plany. Nie chcę być czyjąś satelitą
trochę to dla mnie trudne, bo ja nie przepadam za byciem samą przez zbyt długi czas.
I tak delikatnie wspomniała Raki - jak my may czas - dom, praca, życie prywatne i jeszcze tu?
Mam nadzieję, że u wszystkich zaczyna się miły, słoneczny, prawdziwie letni pod względem atmosfery - tydzień ![]()
Witajcie ![]()
"Starszy dobrzy znajomi" i nowe na wątku osoby ![]()
No cóż, Liv , ja też się nie czuję fair jeśli chodzi o moje zachowania. Niby staram się z dorosłymi postępować aktualnie rozsądnie.... Nie patrzeć przez pryzmat kogokolwiek.... Ale zauważyłam, że traktuję jak potencjalną ofiarę swoją starszą córkę... Z jednej strony nie chcę kompletnie, żeby była jak ja - z drugiej zauważyłam dośc duże podobieństwo w zachowaniach w pewnych sytuacjach. Właśnie siaduję i myślę, jak to wypośrodkować.... W końcu pewne kwestie i zachowania wynikają też i z faktu, że ona jest coraz starsza a niezbyt - ujmijmy to - obowiązkowa
Z ciągle zastanawiam się, gdzie jest granica odpowiedzialności za wychowanie dziecka a mojego "upierdliwstwa" - bo jak bym miała to inaczej nazwać, to nie wiem.
Kiedysbylam
Mnie też było ciężko pozbierać się, kiedy zdarzały się weekendy kiedy musiałam zostać w domu, choć mogłam mieć wolne. Zresztą i teraz nie było by mi super komfortowo zmieniać plany na samotne posiadówki. Na szczęście nie mam już prawie namacalnych wspomnień, ale niewątpliwie jakieś tam skojarzenia są, choć przyznaję - rzadko. I raczej nie doprowadzają do takiego przemożnego smutku. Wiem, mam wiele czasu za sobą, u mnie już nie ma co mówić nawet o wmawianiu sobie jakichś uczuć. Nawet na bazie samych wspomnień sytuacyjnych. Cóż.... Najtrudniej jest zająć się sobą, jestem tego świadoma, stworzyć czy odtworzyć swój własny świat. Ale warto, bo to po prostu inwestycja we własną przyszłość.
Tak ładnie napisała Hm o zachowaniu osoby, która nie posiada własnych pasji i zainteresowań - i czym się to kończy. Ale w ten własny świat warto i należy inwestować - to co sami stworzymy wokół siebie i dla siebie to nasza podpora w ciężkich chwilach. Nie człowiek, który może zniknąć, umówić się z kimś innym, zmienić plany. Nie chcę być czyjąś satelitą
trochę to dla mnie trudne, bo ja nie przepadam za byciem samą przez zbyt długi czas.
I tak delikatnie wspomniała Raki - jak my may czas - dom, praca, życie prywatne i jeszcze tu?
Mam nadzieję, że u wszystkich zaczyna się miły, słoneczny, prawdziwie letni pod względem atmosfery - tydzień ![]()
Mała Biała Owieczka napisał/a:Wczoraj impreza rodzinna.
Znów zazdrość o czas poświęcany jego rodzinie. Jestesmy juz troche czasu razem, razem mieszkamy, wiem ze to nawet byloby dziwne ze siedzac na imprezie rodzinnej rozmawia tylko ze mną i mną sie zajmuje. Uzależniłam się od niegoA sytuacja jest o tyle beznadziejna ze mieszkamy teraz w jego stronach, a ja tu nie mam tylko swoich znajomych. Ludzie z ktorymi sie widuje to jego znajomi, których zresztą bardzo lubie. Ale to są JEGO znajomi. Gotuję tak by jemu smakowało i to na co ON ma ochotę.
Od czego zacząć? Jak zmienic podejscie i nastawienie?Te trzy podkreślone fragmenty i konfrontacja ich z pierwszym zdaniem z Twojego postu daje pomieszani z poplątaniem (M)KKZB i toksykologii. U niego zazdrość o głupotę prawdę powiedziawszy a z Twojej strony gastronomiczne poddanie się jego "smakom podniebienia". Toksyk dwukierunkowy albo charakter toksycznego faceta dominanta, przewaga jego nad Tobą w odniesieniu do "osaczenia" Cię na rodzinnym party.
Nie.. Ja to chyba dość chaotycznie napisałam.
Chodzi o moją zazdrość o czas który on poświęca rodzinie (rozmowa z ciotka/wujkiem/siostrzenica a nie ze mną). Ja niby wiem, ze to normalne i że nie ma w tym nic złego z jego strony, a mimo to wolałabym zeby ten czas poświęcał mi.
Poprostu jest tyle takich przykładów, że nie sposób opisać tego wszystkiego. Wracam do dawnych nawyków i zachowań z poprzedniego baaaardzo toksycznego związku. Osaczam go. Od 2 miesięcy nie był nigdzie ze znajomymi, bo ja wolę jak on siedzi w domu ze mną.
Przyłapałam sie ostatnio na jednym z takich zachowań, przestraszylam i przeanalizowałam ostatnie pół roku i rzeczywiście. Coraz więcej mam takich zachowań. A kiedyś tak nie było. Nawet nie wiem od czego zacząć. Wczoraj sama zaproponowalam spacer z jego siostrą. Wolałam iść sama z nim, ale zmusiłam sie.
Owieczko - masz jakieś pasje? Hobby, zainteresowania, swoje towarzystwo?
Owieczko - masz jakieś pasje? Hobby, zainteresowania, swoje towarzystwo?
Niby mam, ale 2 miesiące temu na stałe przeprowadziłam się na 2 koniec Polski do jego okolic.
Aktualnie szukam pracy, on ma bardzo dobrą, dobrze płatną.
Dlatego nie mam jeszcze tylko SWOJEGO towarzystwa.
Nie mam nawet pojęcia jak sie od niego odciąć.
On docenia to że zajmuje się teraz domem.
Ze jak wraca jest porządek, jest ugotowane i wszystko zrobione.
Tylko czemu ja to robie? Żebym nie musiała tego robić, jak on wróci z pracy.
Ja juz raz walczyłam.
Wiem ze stać mnie na to, żeby np wyjsc gdzies (np z psem), w czasie kiedy on wraca do domu.
Czy właśnie ugotować coś, co mi smakuje, na co ja mam chęć.
Ale to są pojedyncze rzeczy.
A ja muszę zmienic cały tok swojego myślenia, bo inaczej źle to się skończy.
Stanę się bluszczem (w sumie juz jestem), on zacznie sie wycofywac z relacji, tym bardziej bede go osaczać...
Błędne koło ![]()
Ale wiesz że od czegoś należy zacząć, prawda? I to kontynuować?
Więc jeśli Cię stać, to próbuj ![]()
Domyślam się, że może być ciężej, napewno, jak już zaczniesz pracować troszeczkę więcej będzie zajęć "poza" - i całkiem będzie to naturalne. Tym bardziej, że zapewne środowisko ludzi z pracy także będzie Cię chciało bliżej poznać...
Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.
Zgadzam się z tym by od czegoś zacząć. Nie zmienisz swojego myślenia od razu i w całości. Właśnie chodzi o drobne rzeczy. Robienie tego na co masz ochotę.
Zresztą to nie jest dziwne, że większość obowiązków wykonujesz, gdy go nie ma, by gdy wróci spędzić jakoś czas razem. To wręcz naturalne (szczególnie, że tak krótko mieszkacie razem).
To, co mi się rzuca w oczy to: nie chcę być bluszczem, by go nie stracić (=chcę mieć pasje, by się nie wycofał).
Trochę chyba nie w tą stronę. Gdzie Ty? Rób coś dla siebie, bo Ci odpowiada, a nie by go utrzymać.
Może skoro nie masz pracy, na razie zapisz się na jakiś kurs, poza tym na siłownie. Poszukaj nowych ludzi. I nie panikuj, pomalutku. Rób to, co lubisz.
Witajcie Dziewczyny, ja jak zwykle w biegu i nie wiem czy to nie do innego wątku, ale jako że część z Was jest w temacie a ja jestem zbyt roztrzęsiona aby się powtarzać, więc uderzam. W sprawie PT (pana truskawki, jak go ochrzciłyście). Jak wiecie realizuję plan, jeden punkt, to odkrycie ciemnych sprawek męża, okazja jakby sama wpadła w ręce. Zwykle nie widziałam jego faktur za tel. (jakoś je przechwytywał), ostatnio słyszałam jak rozmawiał z biurem obsługi, że jedna gdzieś zaginęła. Dzisiaj musiał wyjechać do domku letniskowego czegoś tam dopilnować i przyszła ta faktura, trochę to trwało zanim się przemogłam, otwierałam kopertę ostrym nożem, skserowałam wszystko. Na razie tylko pierwsze wrażenia. Dzwoni na seks telefony, rano gdy wyjeżdża z domu i wieczorem gdy jesteśmy osobno (ale tam chyba on nic nie musi gadać bo bym słyszała). Nie codziennie. Kosztowało nas to w tym miesiącu ponad 340 zł. Ma też drugi numer telefonu, ale nie wiem o co chodzi, bo płaci abonament i nic więcej, ma tam 100 SMS za darmo. Nie ma bilingu tylko opłata za numer w podsumowaniu. Nie rozumiem tego. Nie mam na razie siły ani bezpiecznego numeru aby na ten numer zadzwonić i zorientować się o co chodzi, czy ktoś odbierze. Dobrze, że dzisiaj nie wraca, bo trudno byłoby mi udawać spokój. Jeszcze synkowi zasechł klej a musiałam to jakoś sprytnie zakleić. Reszty tego długiego bilingu jeszcze nie analizowałam. Musiałam gdzieś się wygadać. Psycholog dopiero na wrzesień niestety, bo teraz będę na działce z synkiem skąd trudno mi się wyrwać nie budząc podejrzeń. Pozdrawiam smutno.
PS. z tym drugim numerem to już wiem, przypomniałam sobie, że ma internet przenośny do kompa, więc to za to, pozostał jeden numer do analizy
Witajcie
"Starszy dobrzy znajomi" i nowe na wątku osobyNo cóż, Liv , ja też się nie czuję fair jeśli chodzi o moje zachowania. Niby staram się z dorosłymi postępować aktualnie rozsądnie.... Nie patrzeć przez pryzmat kogokolwiek.... Ale zauważyłam, że traktuję jak potencjalną ofiarę swoją starszą córkę... Z jednej strony nie chcę kompletnie, żeby była jak ja - z drugiej zauważyłam dośc duże podobieństwo w zachowaniach w pewnych sytuacjach. Właśnie siaduję i myślę, jak to wypośrodkować.... W końcu pewne kwestie i zachowania wynikają też i z faktu, że ona jest coraz starsza a niezbyt - ujmijmy to - obowiązkowa
Z ciągle zastanawiam się, gdzie jest granica odpowiedzialności za wychowanie dziecka a mojego "upierdliwstwa" - bo jak bym miała to inaczej nazwać, to nie wiem.
Kiedysbylam
Mnie też było ciężko pozbierać się, kiedy zdarzały się weekendy kiedy musiałam zostać w domu, choć mogłam mieć wolne. Zresztą i teraz nie było by mi super komfortowo zmieniać plany na samotne posiadówki. Na szczęście nie mam już prawie namacalnych wspomnień, ale niewątpliwie jakieś tam skojarzenia są, choć przyznaję - rzadko. I raczej nie doprowadzają do takiego przemożnego smutku. Wiem, mam wiele czasu za sobą, u mnie już nie ma co mówić nawet o wmawianiu sobie jakichś uczuć. Nawet na bazie samych wspomnień sytuacyjnych. Cóż.... Najtrudniej jest zająć się sobą, jestem tego świadoma, stworzyć czy odtworzyć swój własny świat. Ale warto, bo to po prostu inwestycja we własną przyszłość.
Tak ładnie napisała Hm o zachowaniu osoby, która nie posiada własnych pasji i zainteresowań - i czym się to kończy. Ale w ten własny świat warto i należy inwestować - to co sami stworzymy wokół siebie i dla siebie to nasza podpora w ciężkich chwilach. Nie człowiek, który może zniknąć, umówić się z kimś innym, zmienić plany. Nie chcę być czyjąś satelitątrochę to dla mnie trudne, bo ja nie przepadam za byciem samą przez zbyt długi czas.
I tak delikatnie wspomniała Raki - jak my may czas - dom, praca, życie prywatne i jeszcze tu?![]()
Mam nadzieję, że u wszystkich zaczyna się miły, słoneczny, prawdziwie letni pod względem atmosfery - tydzień
My to takie drzewo trochę jesteśmy. Inwestując w siebie wzmacniamy swoje korzenie i żaden deszcz, żadna wichura nam nie straszne. Mocno osadzone drzewo przetrwa najstraszniejszy kataklizm. Chociaż drzewo to może kiepskie por?wnanie. Chociaż sydaje mi się w sam raz. Ma setki igiełek, listków, więc konstrukcje ma mocną, ale zaczyna się od słabego krzaczka...:)
bags napisał/a:Mała Biała Owieczka napisał/a:Wczoraj impreza rodzinna.
Znów zazdrość o czas poświęcany jego rodzinie. Jestesmy juz troche czasu razem, razem mieszkamy, wiem ze to nawet byloby dziwne ze siedzac na imprezie rodzinnej rozmawia tylko ze mną i mną sie zajmuje. Uzależniłam się od niegoA sytuacja jest o tyle beznadziejna ze mieszkamy teraz w jego stronach, a ja tu nie mam tylko swoich znajomych. Ludzie z ktorymi sie widuje to jego znajomi, których zresztą bardzo lubie. Ale to są JEGO znajomi. Gotuję tak by jemu smakowało i to na co ON ma ochotę.
Od czego zacząć? Jak zmienic podejscie i nastawienie?Te trzy podkreślone fragmenty i konfrontacja ich z pierwszym zdaniem z Twojego postu daje pomieszani z poplątaniem (M)KKZB i toksykologii. U niego zazdrość o głupotę prawdę powiedziawszy a z Twojej strony gastronomiczne poddanie się jego "smakom podniebienia". Toksyk dwukierunkowy albo charakter toksycznego faceta dominanta, przewaga jego nad Tobą w odniesieniu do "osaczenia" Cię na rodzinnym party.
Nie.. Ja to chyba dość chaotycznie napisałam.
Chodzi o moją zazdrość o czas który on poświęca rodzinie (rozmowa z ciotka/wujkiem/siostrzenica a nie ze mną). Ja niby wiem, ze to normalne i że nie ma w tym nic złego z jego strony, a mimo to wolałabym zeby ten czas poświęcał mi.
Poprostu jest tyle takich przykładów, że nie sposób opisać tego wszystkiego. Wracam do dawnych nawyków i zachowań z poprzedniego baaaardzo toksycznego związku. Osaczam go. Od 2 miesięcy nie był nigdzie ze znajomymi, bo ja wolę jak on siedzi w domu ze mną.
Przyłapałam sie ostatnio na jednym z takich zachowań, przestraszylam i przeanalizowałam ostatnie pół roku i rzeczywiście. Coraz więcej mam takich zachowań. A kiedyś tak nie było. Nawet nie wiem od czego zacząć. Wczoraj sama zaproponowalam spacer z jego siostrą. Wolałam iść sama z nim, ale zmusiłam sie.
Rozmawiałaś z nim o tym?
Tak sobie myślę jakim drzewem byłaby każda z nas.
Przeradzamy się z brzózki, przez płaczącą wierzbę aż po dąb ![]()
zabka-k napisał/a:Owieczko - masz jakieś pasje? Hobby, zainteresowania, swoje towarzystwo?
Niby mam, ale 2 miesiące temu na stałe przeprowadziłam się na 2 koniec Polski do jego okolic.
Aktualnie szukam pracy, on ma bardzo dobrą, dobrze płatną.
Dlatego nie mam jeszcze tylko SWOJEGO towarzystwa.
Nie mam nawet pojęcia jak sie od niego odciąć.On docenia to że zajmuje się teraz domem.
Ze jak wraca jest porządek, jest ugotowane i wszystko zrobione.
Tylko czemu ja to robie? Żebym nie musiała tego robić, jak on wróci z pracy.Ja juz raz walczyłam.
Wiem ze stać mnie na to, żeby np wyjsc gdzies (np z psem), w czasie kiedy on wraca do domu.
Czy właśnie ugotować coś, co mi smakuje, na co ja mam chęć.
Ale to są pojedyncze rzeczy.
A ja muszę zmienic cały tok swojego myślenia, bo inaczej źle to się skończy.
Stanę się bluszczem (w sumie juz jestem), on zacznie sie wycofywac z relacji, tym bardziej bede go osaczać...
Błędne koło
No to stop ![]()
Ale wiesz że od czegoś należy zacząć, prawda? I to kontynuować?
Więc jeśli Cię stać, to próbuj
Domyślam się, że może być ciężej, napewno, jak już zaczniesz pracować troszeczkę więcej będzie zajęć "poza" - i całkiem będzie to naturalne. Tym bardziej, że zapewne środowisko ludzi z pracy także będzie Cię chciało bliżej poznać...Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Tak jest Żabko. Tylko chyba tak długo się nie da, bo ktoś w takim układzie odpadnie. Albo pasjonat albo pasja.
zabka-k napisał/a:Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.
To dlatego, że masz do tego skłonność. Nie ma znaczenia gdzie jesteś ![]()
Zgadzam się z tym by od czegoś zacząć. Nie zmienisz swojego myślenia od razu i w całości. Właśnie chodzi o drobne rzeczy. Robienie tego na co masz ochotę.
Zresztą to nie jest dziwne, że większość obowiązków wykonujesz, gdy go nie ma, by gdy wróci spędzić jakoś czas razem. To wręcz naturalne (szczególnie, że tak krótko mieszkacie razem).
To, co mi się rzuca w oczy to: nie chcę być bluszczem, by go nie stracić (=chcę mieć pasje, by się nie wycofał).
Trochę chyba nie w tą stronę. Gdzie Ty? Rób coś dla siebie, bo Ci odpowiada, a nie by go utrzymać.
Może skoro nie masz pracy, na razie zapisz się na jakiś kurs, poza tym na siłownie. Poszukaj nowych ludzi. I nie panikuj, pomalutku. Rób to, co lubisz.
I nawet to by nie być bluszczem też dla niego no ![]()
Witajcie Dziewczyny, ja jak zwykle w biegu i nie wiem czy to nie do innego wątku, ale jako że część z Was jest w temacie a ja jestem zbyt roztrzęsiona aby się powtarzać, więc uderzam. W sprawie PT (pana truskawki, jak go ochrzciłyście). Jak wiecie realizuję plan, jeden punkt, to odkrycie ciemnych sprawek męża, okazja jakby sama wpadła w ręce. Zwykle nie widziałam jego faktur za tel. (jakoś je przechwytywał), ostatnio słyszałam jak rozmawiał z biurem obsługi, że jedna gdzieś zaginęła. Dzisiaj musiał wyjechać do domku letniskowego czegoś tam dopilnować i przyszła ta faktura, trochę to trwało zanim się przemogłam, otwierałam kopertę ostrym nożem, skserowałam wszystko. Na razie tylko pierwsze wrażenia. Dzwoni na seks telefony, rano gdy wyjeżdża z domu i wieczorem gdy jesteśmy osobno (ale tam chyba on nic nie musi gadać bo bym słyszała). Nie codziennie. Kosztowało nas to w tym miesiącu ponad 340 zł. Ma też drugi numer telefonu, ale nie wiem o co chodzi, bo płaci abonament i nic więcej, ma tam 100 SMS za darmo. Nie ma bilingu tylko opłata za numer w podsumowaniu. Nie rozumiem tego. Nie mam na razie siły ani bezpiecznego numeru aby na ten numer zadzwonić i zorientować się o co chodzi, czy ktoś odbierze. Dobrze, że dzisiaj nie wraca, bo trudno byłoby mi udawać spokój. Jeszcze synkowi zasechł klej a musiałam to jakoś sprytnie zakleić. Reszty tego długiego bilingu jeszcze nie analizowałam. Musiałam gdzieś się wygadać. Psycholog dopiero na wrzesień niestety, bo teraz będę na działce z synkiem skąd trudno mi się wyrwać nie budząc podejrzeń. Pozdrawiam smutno.
PS. z tym drugim numerem to już wiem, przypomniałam sobie, że ma internet przenośny do kompa, więc to za to, pozostał jeden numer do analizy
To Tobie nic nie wolno?
Życzę siły.
Mój numer gg porozmawiajmy 44697275
Rozmawiałaś z nim o tym?
Nie, nie rozmawiałam. A powinnam?
To dlatego, że masz do tego skłonność. Nie ma znaczenia gdzie jesteś smile
I nawet to by nie być bluszczem też dla niego no smile
Jak widać przypadek beznadziejny.
Juz myslałam ze to mam za sobą...
Czy z bycia KKZB jest tak jak z alkoholizmem?
Bede KKZB do końca życia?
Hm... no właśnie nie wiem kiedy to się stało, że jestem rozliczana z każdej godziny, tzn. nie wprost, pod pozorem troski, dzwoni do mnie i pyta gdzie jestem, co robię, co mam do zrobienia, ile czasu mi to zajmie, cholera nie wiem, teraz to widzę, ja nawet się cieszyłam, bo to była jedyna oznaka zainteresowania mną i jakby troski. Nawet żartowałam, że powinniśmy częściej przebywać osobno, bo przynajmniej wtedy rozmawiamy. Gdy jestem w domu już nic go nie obchodzi, nawet gdy płaczę ( o czym pisałam). Sprawa wygląda tak, że do miasta w którym mieszkam z domku letniskowego mam ok 50 km. W okresie letnim (wakacje synka), pracę mogę wykonywać w domu i raz w tygodniu przyjeżdżam do miasta, zachodzę do pracy i załatwiam całą masę spraw, które się nagromadziły w ciągu tego czasu oraz zakupy. Do wieczora ledwo się wyrabiam. Ale wiąże się to z zapewnieniem opieki synkowi, czyli on idzie do teściów. Aby gdzieś wyjechać dodatkowo muszę to mocno uzasadnić, bo koszty, opieka do dziecka no i po co skoro mamy tam tak cudownie..., raz w tygodniu wychodne całkowicie wystarczy! Z wyprzedzeniem, mąż prosi, żebym załatwiła leki i inne sprawy... Owszem raz czy dwa jakoś by mi się udało to załatwić, sporym wysiłkiem psychicznym.. Ja chcę tę terapię zacząć konkretnie i pociągnąć... w zamieszaniu poza sezonem jest to możliwe bo wykonuję wolny zawód i nie może mnie tak kontrolować. Rany, on mnie kontroluje ! Czeka mnie dalsz przeprawa z tą fakturą, chcę sprawdzić nr agencji, porównać jego aktywność (gdy pracuje gada prawie non stop) z konkretnymi dniami tygodnia... ale dzisiaj nie mam na to siły.. a-ha 340 zł netto za same SEKS rozmówki. Powiedzcie mi bo ja mam mózg zwichrowany --- może to nie jest aż nic takiego i wszyscy tak robią, a ja panikuję przesadnie ???
Ja tylko na chwilke ....wpadlam na chwilke, by napisac, ze zyje i mam sie dobrze
.
Jestem baaaaaardzo zadowolona z wyjazdu. Pracuje (ciezko), ale radze sobie dobrze
. Spedzam tez kazda wolna chwile z siostra. Nie mozemy sie nagadac. W wolniejszej chwili napisze wiecej ![]()
A co u was kochane kobietki ?
Niestety nie mam czasu na poczytanie Was
i chyba nigdy nie nadrobie zaleglosci
.
Baaaardzo mi Was brakuje !
Pozdrawiam was wszystkie
Mocno Was wszystkie sciskam .
zabka-k napisał/a:Wiesz, jeśli ma się problem z własnymi pasjami, to pasją staje się właśnie ten człowiek obok Ciebie. Tak mi się wydaje...
Albo się je traci ze wzgledu na daleką przeprowadzkę...
Kurde, to fakt, moze to sie dzieje bo się tu przeprowadzilam i wszystko jest wokoło związane z nim.
Jego okolice, jego rodzina, jego znajomi.
A ja musze budowac swoj swiat od zera.
Wcześniej tak na to nie patrzyłam.
Wiesz, zapewne po przeprowadzce masz prawo nie czuć się zbyt swojsko. Ja onegdaj też całkowicie "pozmieniałam" swój świat. Nie wspominam tego źle, bo pierwszy miesiąc polegał na bieganiu z miejsca na miejsce w celu poszukiwania pracy - i udało mi się ją znaleźć. Poza tym zaraz zaszłam w ciążę, zaczęło się planowanie co i jak poukładać. Nie było problemu ze spotkaniami z jego znajomymi, bo tych już troszkę znałam. W efekcie ja tego okresu ze względu na ilość sytuacji, spraw - źle nie wspominam jeśli chodzi o "zajętość". Zresztą, mój organizm podczas ciąży reaguje zawsze ogromną sennością. Napewno starałam się tamten "pierwszy" czas wykorzystać zgodnie ze swoim usposobieniem - czyli starając się jak najczęściej wychodzić z domu czy zapraszać na soczek kogoś do siebie. Ale dopiero po urodzeniu Niuńki zaczęło do mn ie docierać że coś jednak jest "nie halo". Tak, wiem, że brak mi było towarzystwa - w końcu macierzyński i zaległy urlop to praktycznie 9 m-cy, ale z dnia na dzień zaczynało się coraz bardziej okazywać, że kiedy już nie ma wszeogarniającego mnie stanu znużenia i senności i kiedy jestem "aktywna", to... między nami jest niezbyt wiele, a już napewno nie moge liczyć na zbyt wiele zainteresowania ze strony partnera. Jego opcją była gazeta przy obiedzie i program TV, początkowo tłumaczony faktem, że dziecko jest małe i na razie nie ma możliwości żebyśmy bardziej się angażowali w inne aktywności... I tak "wtapiałam" rok za rokiem, gdzie znajdowałam sobie jakieś odskocznie. Pracę, wyjazdy po całej okolicy, potem poza województwo... Wiesz... My akurat nigdy chyba jednak nie potrafiliśmy być ze sobą wspólnie - chwilę dłuższą razem i dla siebie. To znaczy ja chciałam, on interesował się bardziej czym innym, niż byciem z kimś. Mnie coraz bardziej doskwierał brak możliwości porozmawiania - tym bardziej, że uważałam go za najbliższą i najbardziej zaufaną osobę, z którą mogę pogadac o wszystkim, bo ma szerokie zainteresowania...
Z jednej strony - tak, należy mieć własne życie i własne pasje. Ale z drugiej - jeśli dwoje ludzi jest ze sobą, to niech będzie ze sobą? Nie mówię, że cały czas. Ale aby związek miał podstawy i przetrwał, niezbędne jest zawsze i intymność, bliskość (czyli chęć przebywania w swoim towarzystwie, bo z tą drugą osobą czujemy sie swobodnie i swobodnie możemy wyrażać siebie i współpracować), jak i namiętność. Z tego ma szansę zrodzić się trwałe zaangażowanie. Jeśli oboje partnerzy potrafią się uzupełniać w codziennym życiu.
Napewno nie pomaga w zaangażowaniu brak własnego świata i własnych odskoczni. Ale też i nie tylko na posiadaniu włąsnych pasji związek się opiera i spotykaniu się w przelocie.
Wiesz, czego możesz się obawiać, znasz własne doświadczenia. Myślę, że to stanowi - ta wiedza o sobie - Twoją siłę
Dwa miesiące to może być zbyt krótko by określić, że wpadłaś w stare nawyki, acz słusznie się obawiasz - nigdy nie wiadomo, jak się to może skończyć. Zainwestuj ten letni czas w siebie i swój uśmiech
Różne są sposoby i sposobiki
Jak nie wiedziałam co ze sobą począc, to po prostu szłam na spacer, choćby krótki
I oczywiście nie mówię, że wszystko od początku szło mi różowo czy że teraz czasem nie mam ochoty sobie "pomemłać" ![]()
Witajcie Dziewczyny (...)
Przeczytałam całość, cytuję pierwszego posta.
Witaj!
To okropne odkrycie - jeśli chodzi o sam fakt, że takimi papierami poznajesz dopiero teraz dokładniej osobę z którą jesteś. Z tym rozliczaniem Cię - tak zachowuje się ptrzeważnie osoba, która ma najwięcej do ukrycia - tak mi się wydaje. Bo skąd bierze się większość podejrzeń co do drugiej osoby? Z własnego zachowania, doświadczeń, prawda?
To chyba taki przeraźliwy krzyk rozpaczy, owo Twoje pytanie, że może przesadzasz i wszyscy partnerzy tak wydzwaniają na sekstelefony? I chyba nie spodziewasz się, że ktoś Ci przyświadczy, że to jest fair, OK i że przesadzasz?
Ja chyba się domyślam, że nie oczekujesz tego... Tylko, że nie mieści Ci się w głowie. No - nie powinno mieścić i usprawiedliwiać kogoś nie ma czym, nie ma powodu.
Staraj się o dowody, analizuj. Teraz wiesz, że masz możliwość znalezienia obiektywnych dowodów, które dadzą Ci więcej wiary w siebie i w to, że nie masz roszczeniowej postawy wobec partnerstwa. Choć myślę, że warto by było zacząć ufać samej sobie przede wszystkim, nie tylko papierkom, fakturom
Swoim cechom charakteru, zachowaniu, usposobieniu, oddaniu, pracowitości
To największy argument w Twojej sprawie ![]()
Hm
Oj, chyba imprezka udana?
Zofia
Jak cudnie, że wpadłaś choć na chwilkę
Cieszę się, że z pracą ok i że masz mnóstwo zajęcia ![]()
I w ogóle serdeczne pozdrowionka dla wszystkich - jak zwykle, im więcej słońca, tym ja mam więcej pozytywnej energii ![]()
Jadę czatować przy łóżku ojca, niby mnie skrzywdził ale jednak. Cięzko mi dziewczyny.
Strony Poprzednia 1 … 355 356 357 358 359 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026