Happyful - czego bym oczekiwala? a no zycie czasem stawia ludzi przed pewnymi wyborami. moja 'przyjaciolka' zostala postawiona niejako przed takim wyborem. i to nie ani z jej winy ani z mojej tylko z winy mojego meza, ktory dokonal taki decyzji a nie innych. wiec oczekiwalabym (zrobilabym to samo w odwrotnej sytuacji) ze jesli jestem jej przyjaciolka, no to jestem po jej stronie, po prostu. nie chodzi o to, ze mialabym sie wtracac w ich sprawy czy rozmawiac z jej mezem. Ale jesli organizowalabym impreze urodzinowa swojego meza, we wlasnym mieszkaniu nie wyobrazam sobie nie zaprosic jej, jako mojej przyjaciolki, ktora maz zdradzil i porzucil, a zaprosic jej meza, dlatego poniewaz moj maz chcialby widziec go na swoich urodzinach i dlatego bo nie zamierza zrywac z nim kontaktu. A tak sie wlasnie stalo- zaprosili jego, a nie mnie, argumentujac to w taki sposob ze jest neizreczna sytuacja, jej mezowi zalezalo na obecnosci mojego meza, ona ma uordziny za miesiac i wtedy zaprosza mnie, a nie jego. do tego po imprezie moja przyjaciolka stwierdzila ze moja maz byl bardzo w porzadku na imprezie, pogadalm z chlopakami itd. NIE, ON NIE JEST W PORZADKU. tego bym oczekiwala zeby ze strony moich 'przyjaciol' bylo to jasne i klarowne. zdradzal mnie, jednego dnia spal ze mna, drugiego z kochanka, a teraz manipuluje wszystkimi, mowiac glosno ze on chce sie rozstac w zgodzie i z szacunkiem. a ludzie sie na to nabieraja i jesli ja bede robic jakies problemy przy rozstaniu no to przeciez bedzie moja wina bo on przeciez jest taki kulturalny i w porzadku ze chcial sie rozstac w zgodzie. jaka zgoda? jaki szacunek? klamal nie tylko mnie, ale i znajomych, bo byly sytuacje kiedy 1 czy 2 kolega zapytal go czy ma kogos, dlaczego nie chce ze mna byc (wczesniej jeszcze) i klamal w oczy: 'nie, nie ma nikogo', i nie wstydzi sie teraz tego. ludzie wola byc nieutralni, bo tak latwiej. ale wlasnie o to mi chodzi, ze tak nie powinno byc i koniec. to jest znieczulica. ja nie mowie ze powinni zerwac z nim kontakt czy ublizac mu. NIe. im w koncu nic zlego nei zrobil, lubia go. Ale nie powinni nie powiedziec NIC, zapraszac go na impreze a nie mnie i podkladac mu poduszezcki pod dupke i dawac komfort calej sytuacji ze jeszcze biedny nie mial problemu - nie musial byc ze mna na 1 imprezie, bo mnie nie zaprosili. jestem zla na moja kolezanke, bo uwazalam ja za dobra kolezanke. ale nie jest wobec mnie lojalna i kropka.
to nei jest latwe, ale jesli najblizszi pokazali by mu wyraznie - zle robisz czlowieku i jakich argumentow bys nie uzywal, to co robisz to swiadoma krzywda dla twojej zony, nic nie usprawieliwia tego co zrobiles i tego co robisz w tej chwili - ze zmieniles zdanie, odkochales sie i porzucasz swoja zone. kropka. nie musiliby robic i mowic nic wiecej. moga sie nadal kolegowac. no ale wtedy byloby juz mu niezrecznie, wiedzialby co o tym sadza. no ale widocznie tak nie sadza. widocznie go rozumieja. ja tak to czuje. widocznie, mimo ze sami sa mezami izonami, uwazaja ze to po protu sie zdarza tak, ze po 2 latach od swiadomego slubu, zalozenia rodziny, mozna po prostu zmienic zdanie, albo ze po prostu mial widocznie swoje powody i nic im do tego.
ok. dla mnie to jasna informacja. pora na weryfikacje rowneiz listy znajomych
oczywiscie ze nikt tego nie lubi umorlaniania, zwlascza jesli prawda w oczy kole. wlasnie o to chodzi. ze wygodniej nie mowic nic. a moim zdaniem to nie jest sluszne. i nie mowie wlasnie o napominaniu, umoralnianiu za kazdym razem jak sie widza i bez konca. wystarczylo by raz powiedziec, pokazac ze to twoj wybor czlowieku ale ja tego nie popieram. nic takiego nie bylo, w zamian kazdy zachowuje sie tak jak on- jakby nigdy nie istaniala w jego zyciu lub w naszym wspolnym zyciu ze znajojmymi. zaprosili jego na impreze a nie mnie lub po prostu nas oboje - tak jakby nigdy nie istaniala i nigdy na tych impreazach razem z nim nie byla. zaznaczam ze to nasi wspolni znajomi, nie jego.
i wlasnie o to chodzi - ludzie sa na tyle ze soba bliscy zeby pic razem wodke i dobrze sie bawic, ale nie tylko - bo to w porzadku ludzie i zawsze moglismy na nich liczyc, my tez im pomagalismy i dlatego te relacje byly naprawde w porzadku, no ale nie sa na tyle bliscy zeby powiedziec ze ktos robi cos nietak. zreszta mi sie wlasnie wydaje i to mnie wlasnie boli - ze oni nie powiedzieli nic, nei dlatego ze nie sa na tyle blisko, ale wlasnie dlatego bo nie widza w tym nic az takiego strszanego, zadnego dramatu. i to jest straszne i przykre dla mnie. po prostu zmienil zdanie no i tyle - tak wlasnie jest - dla niego to takei nic, no i dla nich rowniez - no bywa prawda. to jest wlasnie przerazajace, ze ludzie sami daja sobie takie przyzwolenia, jeden drugiemu, teraz nie zdziwie sie jak za ile lat ktorys z mezow z tych 4 malzenstw tez jak poczuje sie nie szczesliwy ze swoaj zona, tez ja porzuci - majac w psychice przyklad mojego meza ktorys iles tam lat wczesniej tak zrobil no i przeciez nic takiego sie nei stalo. to ze my, osoby porzucone tracimy zdrowie, czesto cale zycie, nic juz nei jest tak jak wczesniej, tylko dlatego ze jeden czy drug iczlowiek zachowuje sie totalnie nieodpowiedzialnie, podle i nawet nie mial ochoty probowac czegos ratowac, to przeciez nie jest taka tragedia prawda i nei ma sesnu tego rozpamietywac....a reszta ludzi patrzy i uwaza to za cos normalnego, chcac nie chcac, przyjmujac to wlasnie za cos normalnego ,cos co sie po prostu zdarza, nie dopuszczajac mysl ize wcale tak nie musialo byc, ze to jest konsekwencja decyzji czlowieka anei ze tak po prostu wyszlo i chcac nie chcac przyjmujac to za cos dopuszczalnego, co im samym przyjdzie duzo latwiej w ewentualnej podobnej sytuacji w przyszlosci .
gdyby wiekszosc trzymala sie tego co na pewn otrudniejsze, ale moralne, odpowiedzialne - wtedy innym wlasnie bylo by trudniej postepowac inaczej. ale to jest plaga, to jest zjawisko na skale swiatowa w te jcwhili, ze to jest przeciez 'normalne' ze malzenstwa sie 'rozpadaja' i ludzie sie rozchodza. to ze ktos nawet nei mial ochoty wziasc odpowiedzialnosc za swoje czyny, zdrady, przysiege a wtedy moglby byc zupelnie inaczej, to jakby nieistotne. to jest chore co on zrobil. a kazdy kto jakby jest cicho i zaprasza go na imprezke i twierdzi ze moj maz jest ogolnie bardzo w porzadku czlowiekiem - nie znajdzie mojego zrozumienia. trudno. i nei chodzi o to ze ja mialabym w owdrotnej sytuacji wlasnie specjalnie wydzwaniac np do meza mojej zdradzonej kolezanki i mu ublizac czy nawracac. Ale jesli nadaza sie okazja lub sytuacja tego wymaga, ze mam z nim stycznosc - pokazalabym mu jasno co sadze na temat jego zachowania. proste. moj maz moglby sie z nim przyjaznic - jesl itego chce, ale ja stanelabym po stronie mojej przyjaciolki i po prostu nie zachowywalabym sie jakby nigdy nic w stosunku do zdradacza i porzucacza, dajac buzi na przywitanie (jak dawniej) pijac z nim wodke (jak dawniej) i zapraszajac jego a nie przyajciokke (nie jak dawniej) i mowiac ze to w prozadku czlowiek (jak uwazalam dawniej).
ja wiem z 1 strony ze to nie jest jakas zla wola tych znajomych bo uwazam ich ogolnie za naprawde fajnych ludzi, tylko taka wlasnie nieswiadomosc do konca co ja przezywam i to, ze wlasnie dopoki nie jest sie w takiej sytuacji samemu to inaczej sie na to patrzy.
Ale z 2 strony - powiem szczerze - ja nie mialam takiej sytuacji, nie znam nikogo ani z rodziny ani ze znajomych gdzie maz by porzucil zone i zdradzil - i byloby to jasno powiedziane przez zone, oficjalnie i zebym ja z tym czlowiekiem miala jakikolwiek kontakt. nie mialam takiego doswiadczenia. Ale wlasnie jestem pewna jak bym sie wtedy zachowala. moja kuzynka i jej facet - co prawda nie mazlenstwo - ale potraktowal ja podobnie - nie ukrywalam tego co o nim mysle. nie dzwonilam do niego oczywiscie sama z siebie, ale jak go spotkalam gdzies to nie ukrywalam po prostu ze go nie lubie, ze nie mam do niego szacunku, przez to jak potraktowal moja kuzynke i przyjaciolke jednoczesnie. ale widac jestem jakas dziwna skoro dla reszty ludzi jest to takie trudne... oni teraz sa razem, zeszli sie, no i co? nie mam zadnego problemu do niego. skoro ona mu wybaczyla i on teraz traktuje ja inaczej. lepieij no to bardzo sie ciesze. a ze swoja droga mu nie ufam i nie zmienilam zbytnio zdania na jego temat - to moj problem, moja kuyznka jest szczesliwa i sie ciesze. i nawet jesl iteraz nie jest on moim najelpszym przyjacielem przez t oze wtedy pokazalam mu ze krzywdzi moja kuzynke, to wazniejsze jest dla mnie wlasnie to, ze wtedy bylam wobec niej lojalna i ze nie musiala sie czuc przeze mnie tak, jak ja sie czuje teraz przez inne osoby.
Zwlaszcza ze mowie o konkretnych znajomych, ktorzy wiedza dokladnie - on mnie zdradzil i porzucil, ja bardzo chcialam z nim byc, robilam wszystko. wiedza o tym. to nie jest tak, ze cos tam wiedza ze sie rozstajemy ale nie wiedza dlaczego itd, po prostu WOLA udawac ze nie wiedza dokladnie i nie komentowac. niewazne. ja bede szczera i powiem tej kolezance jak to dobieram i jak sie poczulam. jesli nie zrozunie, to trudno. chce miec z nia kontakt i dlatego bede wobec niej szczera, jesli sie obrazi, trudno. ja sie nie obrazilam wlasnie tylko powiem jej co mysle. zobaczymy.
a tak ogolnie - to ciezko mi bardzo. mam wrazenie ze on mna strasznie manipulowal i nadal to robi. wie, ze ma przewagw psychiczna, nadal czuje pewnie moj lek i strach. mimo ze ja fizycznie to niby trzymam sie jakos i zyjemy osobno od takiego juz czasu, ale ciagle wolalam zagluszyc w sobie zlosc, a zeby sie nie klocic z nim, bo znowu jego manipulacja: 'on chce sie rozstac w zgodzie' czyli jesli ja z czymkolwiek sie nei zgadzam no to wychodzi ze ja chce sie mscic. itd. mam juz tego dosc ogolnie... to zycie z nim pod 1 dachem, gdzie dzien w dzien czuje jego obojetnosc, pogarde, jakies najgorsze uczucia na swiecie - jest po prostu straszne.... wczesniej wierzylam ze moze znienic zdanie. dzis juz wiem ze on mu sie wyporwadzic. nie zmieni zdania. a czy kiedykolwiek zrozumie? pozaluje? zateskni? tego to juz nie wiem, ale tez sniem watpic.... on naprawde wie co robi...
w moim przpadku ja uwazam ze naprawde mnie kochal. nic nie dzieje sie bez powodu - tak zgadza sie - przyczyny naszych problemow juz znam - oboje jestesmy za nie odpowiedzialni, ale to, co zdarzylo sie potem - jego zdrada i odejscie emocjonalne od razu w zasadzie do innej - to juz jego wina i to jest wlasnie jedyny powod dla ktorego przestal kochac mnie. przestalam dla niego po prostu istniec i tak jest do teraz. dzis wiem juz na 1000% ze nadal z nia jest. sa razem. przez pewien okres od rozstania jak wiecie, wierzylam w to ze moze z nia nie byc, ze to naprawde zakonczyl ale mimo wszystko nie chce ze mna. Cudow nie ma takich. Dlatego tak mnie wrecz nienawidzi bo musi wciaz zagluszac swoje sumienie. Ale to jest podle i chore. ma zone, mieszka z nia a jest z kochanka. nie wiem jak wytrzymam jeszcze ten miesiac, do swojego wyjazdu do polski, jak wroce ma go juz nie byc. Mam w sobie taka zlosc na niego ze az mnie to przeraza. Nadal robi ze mnie idiotke, mysli ze jestem tak naiwna. mimo ze nierozmawiam z nim juz w ogole na zadne tematy, ale jak ostatni raz byl ten temat no to on dalej wypieral sie w oczy, ze nic ich nie laczy. Teraz jest tak zlosliwi ze schodzi to do naprawde niskiego poziomu. wczoraj wyslal mi meila ze nie bedzie placic juz za polska telewizje bo telewizji nie oglada. no zalosne. umawialismy sie ze dopoki mieszkamy razem wszystkie rachunki nadal placimy po polowie, no wiec napisalam mu ze ja tez nie ogladam. i zeby zadzwonil do pana z polsatu i powiedzial mu ze nie zaplaci bo juz nie oglada.....
no zalosne. to jest na jego nazwisko i i tak i tak musi zaplcic - logiczne, ale kabelki mi poodlacza ze telewizji nei bedzie. chcial zaoszczedzi 20zl miesiecznie, rozumiecie - 4 funty!!!! tak mi otwiera oczy teraz ze brak slow. ciezko mi. zabija mnie od srodka...