netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 269 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 350 351 352 353 354 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 816 do 22 880 z 26 310 ]

22 816

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Boli jak cholera, bo się dopiero wypłakałam sad Tyle, że ja wiele rzeczy sama sobie robiłam sad Dlatego mówię, że mam nadmiar empatii... No daję się WYKORZYSTYWAĆ!

Można się uśmiechnąć czytając Bagsa, ale ... to jest owo drugie dno wink Można się uśmiechnąć, warto pomyśleć wink Bags wiele energii wykorzystuje, by podtrzymać innych, chciałabym, by zawsze myślał i o sobie smile My się nie stąd znamy smile smile smile

Ja - przyznaję - miałam okres problemów z oddechem. A raczej jakimś bezdechem? Nie wiem, wciągałam powietrze i końca nie było widać - jak w pustą przestrzeń, brak dna i zawroty głowy.... W efekcie internistka za rękę zaprowadziła mnie po wszelkich badaniach do psychiatry - akurat u mnie w przychodni jest 3 i jeden miał wolne. Wprost z gabinetu do gabinetu poszłam.... Mnie zdrowotnie nic kompletnie nie jest smile Pod wieloma względami, omijając kolano tongue A badania robiłam przez trzy miesiące.... Ale to tylko stres....

Nie chcę zapomnieć stwierdzenia jednego jedynego, które warto zapamiętać smile
Żeby pozbyć się stresu, szczególnie długotrwałego, trzeba usunąc jego przyczynę.
Powtarzam w różnych konfiguracjach, sens jest ten sam. Ale to było tak proste i tak trudne jednocześnie.

Pamiętam wszystko inne z tej wizyty, także i to, że jestem zdrowo myślącą osobą, tylko znajdującą się w bardzo ciężkiej sytuacji. I że mi żadnego wspomaganie nie potrzeba, bo świetnie - pomimo całokształtu - radzę sobie sama. I nie warto brać leków, może przypłacę nie jednym płaczem, ale ma powody do płaczu.... Ale ja problem miałam z czymś innym, a to do mnie dotarło. No fakt, popłakałam się dzisiaj. Ale pewnie nie raz jeszcze - jak przypomnę sobie. Ale bardzo, bardzo liczę na to, że nigdy już sama nie zafunduję sobię płaczu z bieżących relacji. Jeśli ktoś sprawia mi przykrość, to nie jest moim "przyjacielem".

Moje własne zdanie: Nie ma przyjaźni między katem a ofiarą. Jest tylko toksyczne uzależnienie.

22 817

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To sie dzisiaj wyplakalas sad No ale moze pomoglo smile
Kolorowych snow smile

22 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Zabka wez i ukrzyzuj sie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie znam najbardziej niekonsekwentnej osoby od Ciebie !!!!!!!!!!!!!!!!

Niech jej ktos w dupe nakopie !!!!!!!!!!! Rozumiem PMS ale to juz chyba za duzo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zabka i jak z tego wyszlas ???? Moze przypomnij sobie !!!! Gdzie jestes teraz ? Na swoim i pozew w sadzie !!!
Jaka niekonsekwentna ?
Zobacz co w slowniku pisza: konsekwentny
(1.1) skutek czegoś, rezultat
(1.2) spójność działań, wytrwałość w robieniu czegoś

Oj dalas dzisiaj popalic !!!! No tak to jest na odwyku tongue tongue tongue

***************************************************************
Lubisz upaly ? Tak do 28 stopni ? To zadne upaly tongue Ja mialam w mieszkaniu wczoraj 28 stopni.
Dzisiaj przeszla straszna burza i musilam ponad godzine w tramwaju siedziec a potem byl wypadek i tramwaj nie mogl jechac. Zamowili nam taksowke na koszt komunikacji miejskiej smile

No i co z tego, że znasz? Ja dla siebie jestem najważniejsza tongue
Nie ukrzyżuję tongue  To ja Ci przypomnę - działania się zaczęły, jak dostałam nakaz. Sama piszesz o dnach wink Ja mogłam konsekwentnie postępować wcześniej i pewnie by mnie tam nie było w momencie kiedy przyszedł nakaz. A ja nie byłam konsekwentna smile Happy, ja się nie krzyżuję, ja po prostu chciałam w końcu się przyznać... Byłam z Wami, a obiady gotowałam... Bo  mi żal człowieka było, żeby głodny nie chodził, przecież ojciec dzieci.... Sama pytałaś co robi z pensją, nie jeden raz zapytałaś mnie. A skąd do cholery mam wiedzieć???? Nawet nie mam zamiaru pytać smile

Happy - jedyne co zrobiłam w kwestii konsekwencji, to że mnie kompletnie nic nie obchodzi.
Co dałam? Ja nic nie dałam, ja się przyznałam. Dziewczyny jak tu wchodzą, to nas po prawie za ideały chyba uważają - że my takie bardzo do przodu i myślące wink Ktoś trzaskał drzwiami, ktoś obiady gotował wink

Wiesz kiedy będzie rezultat? Jak za 10 lat nie będę ryczeć że się biedna znowu dałam oszukać! A konsekwentna chciałabym być w każdym aspekcie, nie tylko rozstań i wyprowadzek tongue Ja tam nie muszę Nobla dostać, bo tylko by kurz na nim osiadł. Ja się chcę czuć zawsze w swoim towarzystwie kompleksowo bezpiecznie. Bo jak na razie, to sama sobie robię jazdy - no cóż wink

22 819 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-21 00:59:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A Ty Zabka myslisz, ze my nie wiedzialysmy, ze obiady gotujesz ? tongue
I spac przez Ciebie nie moge !!!

Dziewczyny nas za idealy nie uwazaja tongue Mnie na pewno nie tongue Z takim charakterkiem nigdy tongue

Ale gorzkie zale mamy dzisiaj !!! Ja Ci powiem tak jak inaczej nie dociera : Jak na KKZB to bylas bardzo konsekwentna tongue
Jak juz sie troche "podleczysz" to wtedy bedziesz mogla sie ukrzyzowac za niekonsekwencje tongue
Ja tam walnelam dzwiami i co ? Z perspektywy czasu nie zaluje smile Bylam konsekwentna !!!! Moze nie od razu ale przeciez idealem nie jestem tongue tongue tongue

Jak to Raki swego czasu pisala: Namielilas dzisiaj tym mozgiem smile

22 820

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile namieliłam smile

Dzień dobry smile

Mam nadzieję, że jednak Happy trochę pospałaś....?

22 821

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

dziewczyny ponawiam moje pytanie... czy myslicie ze naprawde bedzie mi latwiej jak juz sie wyporwadzi... ?(moj ostatni post)

22 822

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile Nie wiem, Kiedyśbyłam smile
Ja Tobą nie jestem, ani nie mam zdolności wróżbiarskich smile Przyznaję, że najłatwiej mi odpowiedzieć, czy mnie jest. Mnie jest przyjemniej smile Ale ja Tobą nie jestem.

Ale tak z boku stojąc... wink Powiedz mi, czy ludzie, którzy się rozstają, powinni dalej mieszkać razem? Takie pytanko.

22 823 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-06-21 11:19:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

no oczywiscie ze nie powinni i dlatego ze ja dopiero teraz to rozstanie dopuscilam do siebie tak w 100% wiec dopiero teraz zaczynam sie z tym naprawde zle czuc. wczesniej sie ludzilam i wierzylam ze moze jednak nie bedzie chcial sie wyprowadzac wiec sama tymbardziej nie chcielam do tego dazyc....

dzisiaj piatek. lece jutro do rzymu rano, na chrzest - bede chrzestna u syna kuzynki. wracam w nocy w niedziele i w poniedzialek do pracy z rana. takze bedzie napiety weekend i dobrze....


Zabka - to slowo - ta konsekwncja wlasnie. to bardzo wazne. kazda z nas rozumie przez nie cos innego troszke, ale mysle ze to jes kluczowe. kazda z nas powinna byc konsekwenta w tym, co postanowila, co przyjela jak juz zrozumiala co ja najabrdziej krzywdzilo i co bylo najabrdziej chore. trzeba byc konsekwentym zeby tego wlasnie unikac, nie robic, albo robic konsekwentnie to, co ma dac nam spokuj i szczescie....

ja poki co opieram sie, daze do spokoju. tylko tyle i az tyle. chce byc spokojna kobieta. pewna siebie i spokojna. na szczescie przyjdzie czas pozniej

22 824

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pewnie że dobrze  - bo życie dzieje się dalej.

Wiesz, myślę, że już zdajesz sobie sprawę, ale wewnętrznie obawiasz się, co to będzie, kiedy go faktycznie nie będzie. I dobrze. Wiele przeszłaś, dla Ciebie samej dobrze by było siebie pozytywnie ukierunkować.

Fantastyczna okazja smile Gratuluję chrzestna mamo smile

22 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

tak, wewnetrznie mam oczywiscie obawy- ale znowu musze sobie uswiadomic ze nie mam czego sie bac. bo fizycznie to nic sie juz nie zmieni. moje dni beda wygladac tak samo jak wygladaja teraz. nie mam z niego juz totalnie nic. nawet kolegi, nawet wspololatora, zadnej pomocy, nic . przestal mowic nawet czesc. po prsotu dla niego nie istnieje. wiec to tylko takie obawy, ktore wytwarzza moja podswiadomosc. tak naprawde nie mam czego sie bac.... teraz tez zyje juz sama.

tak, to juz moj drugi chrzesniak bedzie smile tylko te upaly mnie tam przerazaja. nasze lato w londynie zadko przekracza magicnza granice 21 stopni smile)

22 826

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Bags powiem szczerze, że uśmiałam się jak bóbr, czytając Twoje komentarze, to chyba dobrze, albo jakaś reakcja obronna...

Śmiechoterapia wskazana...
Ja już tak mam, na tym forum takiego bakcyla złapałem od swojej rodziny spod apartamentu 36 (wątek Fluffiego - mam 36 lat i rozwód), by ironicznie i z uśmiechem przyłożyć komuś "liścia" na otrzeźwienie w tym amoku Nie jest to bezpodstawne, bo podobnie jak Dziewczyny tutaj, tak i ja mam swoje wietnamskie smile przeprawy z jz i wyrocznią - czytaj teściową - za pazuchą.

zabka-k napisał/a:

Można się uśmiechnąć czytając Bagsa, ale ... to jest owo drugie dno wink Można się uśmiechnąć, warto pomyśleć wink Bags wiele energii wykorzystuje, by podtrzymać innych, chciałabym, by zawsze myślał i o sobie smile My się nie stąd znamy smile smile smile

Żabka spokojnie, ja na bateriach chmielowych jadę, Warka strong i temu podobne, a jak coś to Duracell w zapasie big_smile
Mysle o sobie, myślę i wspieram innych. Lepiej myśleć pozytywnie nad sobą niż rozkminiać przeszłość zaobrączkowania. Jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział, że "5 minut z durniem wystarczy by zidiocieć na rok ". Przemiał procesorka pod czuprynką gwarantowany lol

22 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

tak, wewnetrznie mam oczywiscie obawy- ale znowu musze sobie uswiadomic ze nie mam czego sie bac. bo fizycznie to nic sie juz nie zmieni. moje dni beda wygladac tak samo jak wygladaja teraz. )

No wlasnie nie masz czego sie bac smile Jezeli zdasz sobie z tego sprawe smile Twoje dni moze beda wygladac jak do tej pory a moze nie tongue To zalezy od Ciebie co z nimi zrobisz !!! Wyjdziesz do ludzi i zobaczycz, ze jest tez inne zycie niz do tej pory znalas smile
Korzystaj z zycia bo jestes za mloda aby plakac nad kims, kto Cie nie chce !!!
No i czytaj dalej smile

22 828 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-21 11:43:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

smile namieliłam smile

Dzień dobry smile

Mam nadzieję, że jednak Happy trochę pospałaś....?

Pospalam Zabka smile Ale dzisiaj mam bardzo zajety dzien ale juz piatek smile

Jak juz wymielilas to juz nie miel dalej tongue

Wkurza mnie jak tak siebie katujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Spokoju Ci teraz trzeba a nie dola od mielenia !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A i przypomnialo mi sie jak ja tak sie taplalam i mielilam !!! Juz nie chce !!!!!!

22 829

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

Żabka spokojnie, ja na bateriach chmielowych jadę, Warka strong i temu podobne, a jak coś to Duracell w zapasie big_smile

Bags a to byl zart, czy Ty naprawde tak z tym chmielem ? Facet uwazaj !!!!!!!!!!!!!!!!!

22 830 Ostatnio edytowany przez bags (2013-06-21 12:03:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
bags napisał/a:

Żabka spokojnie, ja na bateriach chmielowych jadę, Warka strong i temu podobne, a jak coś to Duracell w zapasie big_smile

Bags a to byl zart, czy Ty naprawde tak z tym chmielem ? Facet uwazaj !!!!!!!!!!!!!!!!!

Jak to Żabka rzecze

Bags wiele energii wykorzystuje, by podtrzymać innych...

to trzeba się jakoś wzmocnic wink
Chmiel dobrze na nerki - i nie tylko - działa i po tych niestrawnościach karaluszo - toksycznych dobrze jest się "medycyną naturalną" odchamić, wróć odkazić big_smile
Poszukaj sobie na youtube "śmieszne anegdoty ks. Pawlukiewicza", to jest chyba w 2 częsci (dobrze jest wszystkie 3 części przesłuchać dla poprawy animuszu) big_smile

22 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

tak, wewnetrznie mam oczywiscie obawy- ale znowu musze sobie uswiadomic ze nie mam czego sie bac. bo fizycznie to nic sie juz nie zmieni. moje dni beda wygladac tak samo jak wygladaja teraz. nie mam z niego juz totalnie nic. nawet kolegi, nawet wspololatora, zadnej pomocy, nic . przestal mowic nawet czesc. po prsotu dla niego nie istnieje. wiec to tylko takie obawy, ktore wytwarzza moja podswiadomosc. tak naprawde nie mam czego sie bac.... teraz tez zyje juz sama.

tak, to juz moj drugi chrzesniak bedzie smile tylko te upaly mnie tam przerazaja. nasze lato w londynie zadko przekracza magicnza granice 21 stopni smile)

Najwięcej strachu wzbudza uświadomienie sobie czegoś.... chyba?

Bags
A tu Cię mam wink Ja myślałam, że Ty tak na rześko, a tu wspomaganie włączone wink

Happy
Nie znałam Cię tej mielącej smile A ja dziś od popołudnia postaram się jechać na luziku wink Wiem, że się katuję - to znaczy rozumiem, co mi mówicie, bo nie Wy jedne to mówicie. OK, wtrynię do łebka. Postaram się zacząć na tym łapać. Obiecuję smile

Idę spłynąć potem na papieroska smile

22 832

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Bags
A tu Cię mam wink Ja myślałam, że Ty tak na rześko, a tu wspomaganie włączone wink

To nie wspomaganie, to rozjaśniacz umysłu big_smile

22 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Bags
A tu Cię mam wink Ja myślałam, że Ty tak na rześko, a tu wspomaganie włączone wink

To nie wspomaganie, to rozjaśniacz umysłu big_smile

Bagsiu, to zależy chyba od stanu umysłowego spożywającego jeszcze, u niektórych pogłębia zmącenie a nie rozjaśnia wink

Swoją drogą jeszcze mi się skojarzyło z rozjaśnianiem włosów.... hihi...

Ciekawam co bym wczoraj nawydziwiała, gdybym też sobie tak postanowiła porozjaśniać..... No, strach się bać wink

22 834 Ostatnio edytowany przez CzarnulaBłękitna (2013-06-21 13:39:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przepraszam pomyłka, miałam otwarte dwa okienka, i wpisałam odpowiedź, nie tam gdzie chciałam. Proszę o skasowanie:)

22 835

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żabka Ty dla mnie to stoisz na Mount Evereście, chwiejesz się czasem bo tu wiatr a tu śnieżyca, ale tak to widzę, z trójką dzieci jesteś sama i radzisz sobie, najgorsze masz chyba za sobą, pisałaś o karmieniu męża w tajemnicy, chyba każda z obecnych tutaj to rozumie, tak mamy, empatia chociaż nie zasłużona przez drugą stronę, to nas chyba gubi...
Bags ja mam na szczęście poczucie humoru, i śmieję się często oraz szczerze ale prawie nigdy w domu... takie sarkastyczne komentarze też mobilizują do obiektywizmu a nie użalania się nad sobą, chociaż człowiek to słaba istota...
A ja koszuli nie uprasowałam... pierwszy raz.. ze zmęczenia też nie męczyłam się z tym w nocy bo i tak bywa (co będzie..?), rano MM obudził mnie przed budzikiem, delikatnie (zwykle jak czegoś chce to mnie tak szturcha ręką, zawsze mu mówię, że kija przyniosę to nawet schylać się nie będzie musiał) i grzecznie poprosił o wyprasowanie tej koszuli. Wstałam, wyprasowałam, po czym powiedziałam, że na przyszłość ma dwie rączki to niech sobie rozbuja... i wyszłam. Przed wyjściem z domu pocałował mnie w policzek na pożegnanie, nigdy tego nie robi. Potem dostałam smsa, że przeprasza za swoją wybuchowość (wolałabym aby wybuchł, a on mnie po prostu upokarzał na spokojnie) i, że kocha. Mój normalny tryb mówi mi wtedy: no tak, faktycznie zgrzeszył ale żałuje, może jeszcze kocha skoro się stara, chce żeby było dobrze, że się zmieni już od dawna nie wierzę, zbyt często to przerabiam. Teraz jednak widzę w tym manipulację, wiem już jak to działa, on zawsze dąży do stanu o którym często mówi, "żeby było normalnie". Czyli spokojnie, bez problemów, bez proszenia mnie o cokolwiek, bez konieczności zaangażowania z jego strony, czyli bez zawracania mu głowy i bez oczekiwań z mojej strony. Gdy daję się udobruchać ( a co mam zrobić), wszystko wraca do tej normy, nie ma buziaków, smsów, nie ma niczego...bo jest dobrze, dla niego...
Tylko, kto oprócz Was to zrozumie..., jestem wariatką tak się mówi o osobach, które swoje szczęście widzą inaczej... zresztą nawet nie chciałoby mi się tłumaczyć...

22 836

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Tylko, kto oprócz Was to zrozumie..., jestem wariatką tak się mówi o osobach, które swoje szczęście widzą inaczej... zresztą nawet nie chciałoby mi się tłumaczyć...

No tak, bo nie być szalonym oznaczałoby nic innego jak bycie szalonym innym rodzajem szaleństwa...
Apel do Pani ropuchowej a potem zerknij na blog "moje dwie głowy"... tylko na spokojnie, bez yikes

22 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Tylko, kto oprócz Was to zrozumie..., jestem wariatką tak się mówi o osobach, które swoje szczęście widzą inaczej... zresztą nawet nie chciałoby mi się tłumaczyć...

Coś się mnie zdaje, że nie wszystkie tu jesteśmy wink Czasem znienacka się okazuje, że ktoś jednak rozumie - obojętnie, czy jedno, czy drugie "inaczej".
Zamiast normalny spróbuj używac terminu dotychczasowy tryb - to zmienia punkt odniesienia wink Z tą normalnością to już wiemy, że dla każdego z nas co innego jest normalne, niekoniecznie dobre czy sprawiedliwe.

A co masz zrobić? A nie wiem co Ci powiedzieć, przecież tak naprawdę wspieranie nie polega tylko na narzucaniu zrobienia czegoś a raczej na naprowadzaniu na to, czego aktualnie chcesz i do czego dążysz - na dawaniu odwagi chyba? smile

No ja też już bym chciała być chyba w domu i wyłączyć telefon jednak.... Siedzi mi nad głową ta pracowa sprawa i chciałabym od niej psychicznie odetchnąć po prostu tongue Zbagatelizować się nie da wink

Wszystkim planującym pluskanie i wszelkie inne formy relakso-odpoczynku życzę pomyślnej pogody!

22 838

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Ech... aleście nagadały dziewczyny wink

Zabko twoje obawy o przyszłość są normalne aczkolwiek wiesz bardzo fajnie jest skupiać się na TU i TERAZ. Patrzeć na swoje emocje i próbować unikać tego co jest dla nas nieprzyjemne. Przerobiłaś lekcje z emocji ?? To ważne w kierunku doceniania TU i TERAZ, bez patrzenie ciągle przez swoje plecy z obawą, że tam coś jest co nas w przyszłości dopadnie.
\
Ideałów nie ma bo każdy z nas musi się nauczyć być po prostu SOBĄ i po prostu akceptować się w pełni. W rzeczywistości nie ma za dużej miłości własnej, bo teoretycznie wedle definicji to narcyzm jest właśnie przerostem tej "miłości własnej" tylko narcyz tak naprawdę się nie kocha. Ta jego "miłość własna" to tarcza obronna, zasłona dymna dla rzeczywistej nienawiści własnej.

Dlatego prawdziwej miłości własnej nie może być za dużo. Poza tym odnośnie ideałów, jak ocenić, że coś jest idealne. Jeśli ja jestem taka jaka jestem to nie ma dla mnie wzorca. Kocham siebie za swoją indywidualność łącznie ze swoimi ułomnościami. Moim wyborem jest co chcę z tymi "ułomnościami" zrobić, np. nauczyć się jeździć na rowerze. Jednak z drugiej strony nie muszę tego robić, robię bo CHCĘ. To jest mój rozwój wedle wyboru.

Ja jak nie jestem pewna czegoś to ciągle stosuje stop klatki i myślę o swoich emocjach. Osobiście uwielbiam tę metodę, bardzo pomaga w stawianiu granic i powrocie do normalności.

Na razie nie czuję się osobą normalną, ale doceniam bardzo TU i TERAZ oraz bardzo ale to bardzo się uspokoiłam. Życie przyjmuję ze stoickim spokojem i nawet jest śmiesznie, że jak sobie pomyślę, że chciałabym trochę więcej w danym miesiącu zarobić to nagle znajduje się nowe zlecenie. Nie ma co martwić się na zapas i blokować się strachem o przyszłość.

Szczęściara smile

22 839

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Witajcie ponownie, z uwagą czytam Wasze posty lecz jako dobrze funkcjonujący wielofunkcyjny robot domowy nie często mam okazję pisać. Wczoraj swoją wieczorną samotność wykorzystałam aktywnie idąc sobie na basen.
Podziwiam Was za odwagę, na prawdę, widzę, że macie wątpliwości, wpadki ale jednak Wam się udało.
Ja dzisiaj już jak rasowa KKZB miałam napisać, że moje wątpliwości wynikają też stąd, że po pierwsze nie mam absolutnie wzorców, nie wiem jak powinno wyglądać zdrowe małżeństwo po latach, bo na początku to wiadomo...no i że trudno mi przez ten brak oczywistych namacalnych dowodów typu: pije, zdradza itd.., bo on ma stresującą, odpowiedzialną pracę, też może jest samotny w tym wszystkim może po prostu jak to facet zamyka się w sobie, zwyczajnie nie ma siły, i nie wie jak to powinno być, żeby było dobrze (z domu też nie ma odpowiednich wzorców), raz jestem na niego wściekła a innym razem myślę, że może gdzieś jest drugie dno, którego nie dostrzegam i też egoistycznie myślę o sobie.
Ale opowiem Wam dzisiejszą sytuację: zgiełk wieczorny, tzn. synek już po kolacji, jeszcze się kąpał, truskawki na wieczór umyte, z grubsza wszystko przygotowane. Więc usiadłam żeby napisać zaległego mejla, MM co chwilę rozkazy to mi podaj, tamto zrób, przygotuj małemu leki bo zaraz wychodzi, wyszedł na dwór zapalić, wtedy mój synek już po kąpieli, poszedł do  pokoju, powiedziałam mu, że już kończę i za chwilę do niego przyjdę. Wszedł MM i od razu rozkaz - idź do małego bo jest w pokoju (tak jakbym nie wiedziała co robię codziennie, on gdy raz na rok zostanie z nim sam dzwoni co 5 min. bo nie wie co robić). Wtedy się wkurzyłam i krzyknęłam trochę " do cholery, on wie że zaraz przyjdę, przecież widzisz, że piszę, co ja jestem tresowanym psem, który co chwilę na rozkaz musi wstawać" wiecie co zrobił, zaczął gwizdać z lekceważeniem i mnie przedrzeźniać. Powiedziałam zdenerwowana ale spokojnie, że przynajmniej widzę ile dla niego znaczę, tyle co robot i tresowany pies i tak mnie traktuje. On coś w rodzaju, że żebym się nad sobą zastanowiła bo go przerażam - z lekceważącym uśmiechem na twarzy. Gdyby w domu nie było dziecka wybuchłbym wtedy ale on to wie i wykorzystuje. Powiedziałam, żeby się nie odzywał do mnie i poszedł do siebie. Zaczęłam nerwowo sprzątać, tak sobie radzę, po jakimś czasie podszedł i powiedział - to co? zgoda ? wyszłam do łazienki, a on do mnie, że na jutro potrzebuje koszulę (prasować nie umie rzecz jasna). Powiedziałam, że tylko dlatego chce się pogodzić, bo koszula, oczywiście zaprzeczył. Minęło kolejne pół godz. przyszedł do mnie i powiedział, że ponieważ jest mężczyzną i jest wierzący a wiara każe wybaczać, to mnie przeprasza i cmoknął w policzek, nie brzmiało to szczerze. Teraz ja tu siedzę i myślę, no tak ale jutro ma ważne spotkanie potrzebna ładna koszula w koszulce nie pójdzie, prasować nie potrafi. Normalnie robię tak, że w nocy gdy już śpi, prasuję, bo nie chcę, żeby wiedział, ale teraz już sama nie wiem....
Wiecie co jest jeszcze w tym wszystkim straszne, że ja zwyczajnie się go boję, nie, dopóki jestem mu potrzebna nic mi nie zrobi, ale gdybym chciała się od niego uwolnić... on jest bezwzględny i idzie po trupach, ma potężne znajomości, może mi bardzo zaszkodzić pod każdym względem, jest silniejszy i ma władzę. Coraz bardziej dociera do mnie ta cała koszmarna sytuacja...

Achaaa i że szantażem Ciebie może weźmie.
Kochana, czy mnie się zdaje, czy Ty mu usługujesz. Co znaczy nie umie? Jakbyś mu nie wyprasowała to co by zrobił?
Najłatwiej to jest niepełnosprawnego udawać.
I wiesz co ja zrobiłam jak się ode mnie wymagało nis wiadomo co. Powiedziałam, że nie umiem smile
I zauważ mechanizm. Jest wobec Ciebie nie w porządku, a Ciebie obwinia.

22 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

Zabko - polibulam? co to za slowo w ogole smile tutaj 'spedzilam' godziny albo raczej dni - doslownie w najciezszych chwilach swojego zycia. to jest dla mnie po prostu magiczne 'miejsce' ktore jest stowrzone wlasnie przez takie osoby jak Wy smile)

piszac ze widze pustke zle to ujelam smile mialam na mysli ze widze 'NIC' w sensie ze nic nie widze jak pomysle o sowim zyciu za rok, ale nie w takim negatywnym sensie ze bedzie wlasnie w moim zyciu pustka, bo wierze ze nie, tylko chodzilo mi o to, ze wlasnie nie potrafie na ta chwile i nawet nie chce sobie tego swojego zycia wyobrazic za rok - mam pustke w glowie, czysta, biala karte przed oczami, bez zadnych planow, obrazkow.... i to uczucie jest takie nowe dla mnie - wlasnie z racji tego, ze cale zycie bylo wszystko TAK bardzo poukladane, ze wiedzialam, przynajmniej wlasnie w swoich planach - jak to bedzie za pol roku, rok - no moze niedokladnie, ale na pewn owidzialam siebie i jego, tak? no i widac jak mylny ten obrazek byl. bo nagle, z dnia na dzien wlasciwie, go nie ma.

tak sie boje tego momentu jak sie wyporwadzi,a z 2 strony tak bardzo tego juz chce. chce, bo wiem ze to nieuniknione, ze nic zrobic nie moge i chce sie jakby juz z tym zmierzyc, chce sprawdzic jak to bedzie juz tak na 100% samej, no  a przede wszystkim wierze gleboko ze tak bedzie dla mnie lepiej, ze ulzy mi wtedy, ze bedzie latwiej.... bo teraz - widzicie - niby ze mna ok, jakos mysle logicznie, no ale nie ma go teraz np - a byl wczesniej bo stoi motor - czyli chcac nie chcac, mam taka informacje ze nie ma go w domu a nie jest w pracy. i nie mialam mozliwosci tego nie zauwazyc i chcac nie chcac juz w jakims sensie mysle gdzie jest... nie zebym paznokcie obgryzala z nerwow smile ale wiecie... no jest to po prostu w mojej glowie. a jak by juz nie mieszkal... no to bym tego problemu nie miala. nie wiem gdzie jest, nei wiem co robi i dobrze. bo teraz tez go nei ma, tez nie wiem gdzie jest, ale wiem ze gdzies jest. ale bezsensu juz pisze:) ale mam nadzieje ze zrozumiecie co mam na mysli. i napiszcie co myslcicie. czy bedzie mi lepiej jak sie wyporwadzi? boje sie tego cholera! bo to ze teraz juz nie jestesmy razem naprawde, w zadnym tego slowa znaczeniu - to fakt - ale znowu - psychika jeszcze sie jakos broni  no i dobrze jej - bo mieszka tu jeszcze. a jak sie wyporwadzi no to tak jakby nie bedzie juz ani cienia powodu to jakiegokolwiek oszukawania samej siebie, co chyba mozg sam czasem jeszcze robi.... ?

Ilu ludzi chciałoby rozpoczą z czystą kartą...
A co się zmieni kiedy jdgo nie będzie?

22 841

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

Zabko - polibulam? co to za slowo w ogole smile tutaj 'spedzilam' godziny albo raczej dni - doslownie w najciezszych chwilach swojego zycia. to jest dla mnie po prostu magiczne 'miejsce' ktore jest stowrzone wlasnie przez takie osoby jak Wy smile)

piszac ze widze pustke zle to ujelam smile mialam na mysli ze widze 'NIC' w sensie ze nic nie widze jak pomysle o sowim zyciu za rok, ale nie w takim negatywnym sensie ze bedzie wlasnie w moim zyciu pustka, bo wierze ze nie, tylko chodzilo mi o to, ze wlasnie nie potrafie na ta chwile i nawet nie chce sobie tego swojego zycia wyobrazic za rok - mam pustke w glowie, czysta, biala karte przed oczami, bez zadnych planow, obrazkow.... i to uczucie jest takie nowe dla mnie - wlasnie z racji tego, ze cale zycie bylo wszystko TAK bardzo poukladane, ze wiedzialam, przynajmniej wlasnie w swoich planach - jak to bedzie za pol roku, rok - no moze niedokladnie, ale na pewn owidzialam siebie i jego, tak? no i widac jak mylny ten obrazek byl. bo nagle, z dnia na dzien wlasciwie, go nie ma.

tak sie boje tego momentu jak sie wyporwadzi,a z 2 strony tak bardzo tego juz chce. chce, bo wiem ze to nieuniknione, ze nic zrobic nie moge i chce sie jakby juz z tym zmierzyc, chce sprawdzic jak to bedzie juz tak na 100% samej, no  a przede wszystkim wierze gleboko ze tak bedzie dla mnie lepiej, ze ulzy mi wtedy, ze bedzie latwiej.... bo teraz - widzicie - niby ze mna ok, jakos mysle logicznie, no ale nie ma go teraz np - a byl wczesniej bo stoi motor - czyli chcac nie chcac, mam taka informacje ze nie ma go w domu a nie jest w pracy. i nie mialam mozliwosci tego nie zauwazyc i chcac nie chcac juz w jakims sensie mysle gdzie jest... nie zebym paznokcie obgryzala z nerwow smile ale wiecie... no jest to po prostu w mojej glowie. a jak by juz nie mieszkal... no to bym tego problemu nie miala. nie wiem gdzie jest, nei wiem co robi i dobrze. bo teraz tez go nei ma, tez nie wiem gdzie jest, ale wiem ze gdzies jest. ale bezsensu juz pisze:) ale mam nadzieje ze zrozumiecie co mam na mysli. i napiszcie co myslcicie. czy bedzie mi lepiej jak sie wyporwadzi? boje sie tego cholera! bo to ze teraz juz nie jestesmy razem naprawde, w zadnym tego slowa znaczeniu - to fakt - ale znowu - psychika jeszcze sie jakos broni  no i dobrze jej - bo mieszka tu jeszcze. a jak sie wyporwadzi no to tak jakby nie bedzie juz ani cienia powodu to jakiegokolwiek oszukawania samej siebie, co chyba mozg sam czasem jeszcze robi.... ?

Ilu ludzi chciałoby rozpoczą z czystą kartą...
A co się zmieni kiedy jdgo nie będzie?

22 842

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Bags powiem szczerze, że uśmiałam się jak bóbr, czytając Twoje komentarze, to chyba dobrze, albo jakaś reakcja obronna...
Żabka to co piszesz, to co piszecie, to żywa prawda w czystej postaci, mam tego świadomość, i bardzo boli..
To tak jakby świat się załamał, jakbym traciła grunt pod nogami, tak jak pisała Kiedysbyłam całe życie planowałam, dawało mi to poczucie bezpieczeństwa, a teraz ... okazuje się, że wszystko, czyli całe moje życie było bez sensu...tylko ja już mam tę wiedzę i nie da się tego zapomnieć czy zlekceważyć...on tam siedzi sobie spokojnie za ścianą i nawet nie wie co się dzieje teraz w mojej głowie...
Wiem jedno muszę psychicznie się wzmocnić, pierwszy krok, szukam terapeuty (macie jakieś rady czym się kierować, gdzie go szukać) i czytam książki, które dostałam na mejla. Boję się okrutnie...wiem, że teoretycznie synkowi powinno być lepiej ale jak on to przejdzie...jemu najbardziej świat się zawali, on nic z tego nie zrozumie a jednocześnie jest w tym wieku (prawie 8 lat), że chce wszystko rozumieć, wiem, napiszecie , że jestem głupia, ale tak bardzo się o niego boję...to nie wymówka, to realne uczucie..

Zrozumie, zrozumie.

22 843

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

no oczywiscie ze nie powinni i dlatego ze ja dopiero teraz to rozstanie dopuscilam do siebie tak w 100% wiec dopiero teraz zaczynam sie z tym naprawde zle czuc. wczesniej sie ludzilam i wierzylam ze moze jednak nie bedzie chcial sie wyprowadzac wiec sama tymbardziej nie chcielam do tego dazyc....

dzisiaj piatek. lece jutro do rzymu rano, na chrzest - bede chrzestna u syna kuzynki. wracam w nocy w niedziele i w poniedzialek do pracy z rana. takze bedzie napiety weekend i dobrze....


Zabka - to slowo - ta konsekwncja wlasnie. to bardzo wazne. kazda z nas rozumie przez nie cos innego troszke, ale mysle ze to jes kluczowe. kazda z nas powinna byc konsekwenta w tym, co postanowila, co przyjela jak juz zrozumiala co ja najabrdziej krzywdzilo i co bylo najabrdziej chore. trzeba byc konsekwentym zeby tego wlasnie unikac, nie robic, albo robic konsekwentnie to, co ma dac nam spokuj i szczescie....

ja poki co opieram sie, daze do spokoju. tylko tyle i az tyle. chce byc spokojna kobieta. pewna siebie i spokojna. na szczescie przyjdzie czas pozniej

Dobry weekend, aktywny. smile

Ja tam Żabko konsekwencjęcw Twym działaniu widziałam wielką jak dzwon Zygmunta. Bo co założyłaś to zrobiłaś. I to jest przejaw odpowiedzialności za dzieci oczywiście, ale i konsekwencji. Bo gdybyś nie była konsekwentna to nawet gdybyś sobie założyła, że znajdziesz mieszkanie i sobie pójdziesz to byś tego nie zrobiła.

22 844 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-21 16:57:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Żabka Ty dla mnie to stoisz na Mount Evereście, chwiejesz się czasem bo tu wiatr a tu śnieżyca,

No i prosze Zabka nastepny wpis na deski do kuchni smile

Ladne porownanie sasiadko smile
A Ty to na razie rozeznanie robisz jak na ten Mont Everest wejsc smile To niech Ci Zabka troche podpowie co do plecaka na wspinaczke masz spakowac a co oddac Szerpom do niesienia smile

22 845 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-21 18:43:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wspólne życie ? bilans związku - Ewa-Klepacka-Gryz -Zwierciadlo

"Decyzja o wspólnym życiu to ryzykowny krok w nieznane. Ty i on wsiadacie do łódki ? maleńkiej łupinki kołyszącej się na wodach groźnego oceanu. Dzielnie wiosłujecie przed siebie. Ale czy na pewno do tego samego brzegu?   
On mi się w ogóle nie podobał, nawet go nie lubiłam? ? tak zaczyna swoją opowieść Danka, jedna z moich pacjentek. Roberta poznała na imprezie u znajomych. Ona brylowała w towarzystwie, a on wodził za nią zachwyconym wzrokiem.

? Opłakiwałam wtedy swoją ostatnią miłość ? opowiada. ? To był facet, który odchodził i wracał do mnie jak bumerang. Właśnie po raz kolejny zniknął z mojego życia. Przyjaciółki radziły mi: ?Danka, klin klinem?, a Robert akurat był pod ręką. Starał się, zabiegał, uwodził, no i? wpadłam jak śliwka w kompot. Zaczęłam odpowiadać na jego adorację, dawać do zrozumienia, że mi także zależy, a wtedy on zwolnił tempo. Kiedy proponowałam spotkanie sam na sam, on mówił, że może następnym razem, bo dzisiaj nasza paczka wybiera się do kina. Parę razy próbowałam się do niego przytulić, pocałować, ale on robił uniki. Poklepywał mnie po plecach jak dobrego kumpla, przytulał jak brat siostrę, całował w policzek. W towarzystwie nadal sprawiał wrażenie, że jest mną zainteresowany. Wszyscy byli pewni, że między nami coś się szykuje. Byłam wściekła, czułam, że robi ze mnie idiotkę. Koleżanka doradziła mi, żebym się zdystansowała, nie dawała po sobie poznać, że mi na nim zależy. Tłumaczyła, że każdy facet to myśliwy, sam chce zdobywać. Kiedy robiłam krok do tyłu, on zbliżał się; dzwonił, pisał SMS-y, nazywał mnie ?kotkiem?, ?misiaczkiem?. Takie akcje dodawały mi odwagi, zaczynałam wierzyć, że jemu także na mnie zależy. Pewnego dnia zapytał, czy zostanę u niego na noc. Pomyślałam, że  wreszcie podjął decyzję, że się zdeklaruje. Zostałam, poszliśmy do łóżka, było cudownie, ale kiedy rano zapytałam, co robimy dalej, odpowiedział, że umówił się z kumplami na piwo i że wieczorem zadzwoni. Mam już tego dosyć, nie rozumiem, o co mu chodzi. Zależy mu na mnie, czy chodzi tylko o seks?

? A czego ty chcesz? ? pytam w odpowiedzi. Danka jest zdziwiona. Jak większość kobiet, na początku relacji miała dokładnie zaplanowany scenariusz, ale nie swój, tylko partnera. Wiedziała, czego od niego oczekuje, jaki krok on powinien zrobić, jak się powinien zachować. O swoich uczuciach nie wiedziała nic. Czuła się zaproszona (nie wiadomo, na jakiej podstawie) do wspólnej łódki i zgadywała, jaki kurs chce obrać Robert.

Świadomość swoich intencji

? Czy myśli pani, że jemu na mnie zależy? ? dopytuje Danka. ? Przecież tak się nie zachowuje facet, któremu kobieta się nie podoba.
Próbuję jej tłumaczyć, że tu nie chodzi o jakąś kobietę, tylko o nią. O to, co ona czuje, czy zachowanie Roberta uszczęśliwia ją, czy rani. Nie chcę słuchać opowieści o tym, co on zrobił, a co powinien zrobić. Nie mam zamiaru interpretować jego zachowania, doradzać jej, co powinna zrobić, żeby on był bardziej zaangażowany. Tłumaczę, że wspólne życie ma szansę tylko wtedy, kiedy obydwie strony mają świadomość swoich intencji, bo na intencje partnera nie mamy żadnego wpływu. Że wszelkie intelektualne strategie, gry, manipulacje to mało efektywne zabiegi. Odwodzę od pokusy ?poważnej? rozmowy z Robertem, dopóki ona sama nie będzie pewna, czego chce od tego mężczyzny, co pragnie mu dać. Wreszcie na jednej z sesji Danka zdecydowała: ? Tak naprawdę nie chodzi mi o niego. Po prostu nie chcę być w ten sposób traktowana przez żadnego faceta.

Przypomniałam jej wtedy to, co powiedziała mi na pierwszej sesji, że on jej się nawet nie podobał. Zaczarowała się faktem, że zainteresował się nią jakiś mężczyzna, na dodatek w tym czasie, kiedy czuła się zraniona przez innego. Zalała Roberta mnóstwem uczuć: rozczarowaniem, tęsknotą za miłością, lękiem przed odrzuceniem, chęcią bycia w związku.

PAMIĘTAJ: Jeśli decydujesz się wsiąść z kimś do wspólnej łodzi z zamiarem popłynięcia na Hawaje, powiedz mu, że właśnie tam chcesz dotrzeć i zmiana kursu nie wchodzi w grę.

Miłość nie znosi poświęceń

? Zainteresowałam się nim, bo był inny niż mężczyźni, których spotykałam do tej pory ? tak zaczęła swoją opowieść Magda. Nie wiedziała, czy chce ratować związek, czy rozstać się z Michałem. Od roku czuła, że ją i Michała niewiele już łączy. Żyją obok siebie, coraz rzadziej się kochają. Magda ma swoją firmę, która przynosi coraz większe dochody. Michał nie pracuje, kolejny raz wznowił studia. Kiedy Magda sugeruje, żeby dołożył się do rachunków, on pożycza od rodziców.

? Znajomi zwracają mi uwagę, że się zmieniłam ? mówiła Magda. ? Unikam wspólnych wyjazdów, bo Michał nie ma pieniędzy, a ja jestem zmęczona sponsorowaniem. Na knajpy też mu szkoda kasy. Ma ulubioną siłownię, filmy i książki.

Kiedy zapytałam, czego ode mnie potrzebuje, powiedziała: ? Czuję, że powinnam zakończyć ten związek, ale nie mam odwagi, bo Michał to w gruncie rzeczy taki dobry człowiek.

Gdy zaczęłyśmy zgłębiać pojęcie ?dobrego człowieka?, okazało się, że Magda, jak wiele z nas, pielęgnuje w swojej głowie mnóstwo powszechnych mitów w stylu: ?To najlepszy kandydat na męża?, ?Zegar biologiczny tyka?, ?Najpierw kariera, potem pora na męża, dziecko, rodzinę?. Magda ma 30 lat. Powiedziała mi, że jej ojciec w dniu jej osiemnastych urodzin zrobił listę gości weselnych, którą co rok uaktualnia.

Na kolejną sesję postanowiłam zaprosić ją razem z Michałem. Oczami wyobraźni widziałam go jako nieudacznika, który zarabia mniej od swojej partnerki i jeszcze pożycza pieniądze od rodziców, a tymczasem siedział przede mną zadbany, zadowolony z siebie mężczyzna, a obok niego drobniutka, skulona kobieta z poczuciem winy na twarzy. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej chudła, miała problemy ze snem, bolał ją kręgosłup i często się przeziębiała. Nikła w oczach. Czułam, że jeśli nie przestanie poświęcać samej siebie w imię związku, może stać się coś bardzo złego. Tłumaczyłam jej, że Michał lubi swoje życie i wcale nie chce niczego zmieniać. Żył podobnie jak jego rodzina; rodzice byli artystami, nie mieli stałych źródeł dochodu. ? Może właśnie to mi się podobało w Michale, że żyje tak na luzie, nie martwi się o jutro ? tłumaczyła mi. Ale sama chciała żyć inaczej. W jej rodzinie stała praca, oszczędności, planowanie wszystkiego ? to były podstawowe wartości.

Różnice nas przyciągają, kuszą, są obietnicą ciekawego życia, ale z czasem stają się kością niezgody. Trudno jest rozstać się z tzw. dobrym człowiekiem, rozum podpowiada: ?Nie spotkasz nikogo lepszego?, poza tym żal odejść, kiedy tyle zainwestowało się w związek. To wszystko prawda, jednak kiedy ?w imię miłości? poświęcasz siebie, ważne wartości, rezygnujesz z marzeń i potrzeb ? twoje serce i ciało cierpią.

PAMIĘTAJ: Nie masz mocy, by zmienić partnera, zwłaszcza jeśli jemu odpowiada tryb życia, jaki prowadzi. Kiedy wsiadasz do łodzi i jesteś gotowa płynąć gdziekolwiek tylko po to, by nie być sama, albo zaspokoić oczekiwania rodziców, bądź tego w pełni świadoma. I zadaj sobie pytanie: ?Czy właśnie tego chcesz??.

Najpierw miłość, potem ślub

Iwona, kolejna moja pacjentka, jest w związku z mężczyzną, który ?boi się zobowiązań?. Jak twierdzi, nie ma wystarczająco ustabilizowanej pozycji zawodowo-materialnej, żeby zdecydować się na ślub, nie jest gotowy na dziecko, na wspólne mieszkanie ma jeszcze czas.
Podoba mu się życie beztroskiego nastolatka (choć ma już trzydziestkę), który zarobione pieniądze wydaje na własne przyjemności. Tymczasem Iwona marzy o stabilizacji, białej sukni, deklaracji przed ołtarzem i coraz poważniej ? o dziecku. ?  Jak mam go do tego przekonać? ? pyta.

Kiedy tłumaczę, że nie jest w stanie tego zrobić, czuje się rozczarowana. ? A może on mnie nie kocha? ? dalej drąży temat.

Niestety, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Historia związku Iwony podobna jest do poprzedniej. Jednak jest o wiele poważniejsza, bo dotyczy ważnych kwestii wspólnego życia.

Kiedy jesteśmy zakochane, patrzymy na partnera i związek przez różowe okulary, wierzymy, że nasze pomysły na życie, plany i marzenia dotyczą nas obydwojga, bo ?przecież skoro się kochamy??. Wsiadamy do wspólnej łodzi i naiwnie wierzymy, że kurs jest z góry ustalony. Tylko przez kogo?

Dlatego powiedziałam Iwonie: ? Nie wierz w te bzdury, że skoro on cię kocha, to myśli i czuje identycznie jak ty. Ty chcesz ślubu, dziecka, odkładania pieniędzy na mieszkanie, spędzania czasu w określony sposób, a tymczasem on myśli inaczej. I ma do tego prawo. Każde z was wyniosło z domu rodzinnego określone pomysły na związek, rodzinę, wyznawane wartości, priorytety. I każde wierzy, że jego pomysł jest najlepszy. Kiedy minie czas pierwszych zauroczeń, faza zakochania dojrzewa do decyzji przekształcenia się w zaangażowaną miłość, albo w? walkę, pełną rozczarowań i cierpienia. Zamiast liczyć, że uda ci się zmienić partnera, dobrocią bądź szantażem przekonać do własnej wizji, przygotuj się do poważnej rozmowy.

W ważnych sprawach nie warto improwizować

Satysfakcjonujący związek, tak samo jak satysfakcjonująca podróż, wymaga konkretnego planu. Dokąd chcecie razem dopłynąć? Jaki macie pomysł na wspólne życie? Co z waszą pracą? Czy (i ile) chcecie mieć dzieci? Jak lubicie spędzać wolny czas, jakie macie priorytety jako para? Te ustalenia to fundament związku i choć rozmowa może nie być łatwa, bez tego ani rusz. Tłumaczenie w stylu: ?nie stać nas na ślub? czy: ?jak wpadniemy to OK, ale póki co dobrze się bawmy? to z reguły ucieczka od problemu, chęć odwleczenia decyzji w czasie. Zamiast zastanawiać się, czy on cię kocha, zapytaj wprost, czy małżeństwo jest dla niego wartością, czy chce mieć dzieci. Jeśli o tym porozmawiacie, oszczędzicie sobie rozczarowań i cierpienia. W tak poważnych sprawach nie warto improwizować. Fajny seks czy wspólne pasje to za mało, by zbudować na tym stabilny związek. Z twoich i jego marzeń, oczekiwań, wartości i pomysłów na życie musicie zbudować część wspólną, w której obydwoje będziecie czuli się spełnieni i autentyczni."

22 846

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Żabka Ty dla mnie to stoisz na Mount Evereście, chwiejesz się czasem bo tu wiatr a tu śnieżyca, ale tak to widzę, z trójką dzieci jesteś sama i radzisz sobie, najgorsze masz chyba za sobą, pisałaś o karmieniu męża w tajemnicy, chyba każda z obecnych tutaj to rozumie, tak mamy, empatia chociaż nie zasłużona przez drugą stronę, to nas chyba gubi...
Bags ja mam na szczęście poczucie humoru, i śmieję się często oraz szczerze ale prawie nigdy w domu... takie sarkastyczne komentarze też mobilizują do obiektywizmu a nie użalania się nad sobą, chociaż człowiek to słaba istota...
A ja koszuli nie uprasowałam... pierwszy raz.. ze zmęczenia też nie męczyłam się z tym w nocy bo i tak bywa (co będzie..?), rano MM obudził mnie przed budzikiem, delikatnie (zwykle jak czegoś chce to mnie tak szturcha ręką, zawsze mu mówię, że kija przyniosę to nawet schylać się nie będzie musiał) i grzecznie poprosił o wyprasowanie tej koszuli. Wstałam, wyprasowałam, po czym powiedziałam, że na przyszłość ma dwie rączki to niech sobie rozbuja... i wyszłam. Przed wyjściem z domu pocałował mnie w policzek na pożegnanie, nigdy tego nie robi. Potem dostałam smsa, że przeprasza za swoją wybuchowość (wolałabym aby wybuchł, a on mnie po prostu upokarzał na spokojnie) i, że kocha. Mój normalny tryb mówi mi wtedy: no tak, faktycznie zgrzeszył ale żałuje, może jeszcze kocha skoro się stara, chce żeby było dobrze, że się zmieni już od dawna nie wierzę, zbyt często to przerabiam. Teraz jednak widzę w tym manipulację, wiem już jak to działa, on zawsze dąży do stanu o którym często mówi, "żeby było normalnie". Czyli spokojnie, bez problemów, bez proszenia mnie o cokolwiek, bez konieczności zaangażowania z jego strony, czyli bez zawracania mu głowy i bez oczekiwań z mojej strony. Gdy daję się udobruchać ( a co mam zrobić), wszystko wraca do tej normy, nie ma buziaków, smsów, nie ma niczego...bo jest dobrze, dla niego...
Tylko, kto oprócz Was to zrozumie..., jestem wariatką tak się mówi o osobach, które swoje szczęście widzą inaczej... zresztą nawet nie chciałoby mi się tłumaczyć...

Właśnie, dla niego.
W kwestii ostatniego zdania to tak mówią wariaci big_smile

22 847

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm - co sie zmieni jak sie wyporwadzi? no fizycznie to chyba nic. poza tym ze nie bedzie wracal do domu na noc wieczorem poznym, wiec nie bede slyszala jak wchodzi do domu i poza tym ze nie zobacze go przelotem z raz w tygodniu w sobote lub w niedziele.... w sumie tyle sie zmieni fizycznie. psychicznie? sama nie wiem... swiadomosc ze jestem juz naprawde sama?

22 848

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

Hm - co sie zmieni jak sie wyporwadzi? no fizycznie to chyba nic. poza tym ze nie bedzie wracal do domu na noc wieczorem poznym, wiec nie bede slyszala jak wchodzi do domu i poza tym ze nie zobacze go przelotem z raz w tygodniu w sobote lub w niedziele.... w sumie tyle sie zmieni fizycznie. psychicznie? sama nie wiem... swiadomosc ze jestem juz naprawde sama?

Nie będziesz się zastanawiać gdzie jest itd.
Będziesz mieć spokój. Tak myślę.
Przycxyna stresu odejdzie.

22 849

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ehdi napisał/a:

Dlatego prawdziwej miłości własnej nie może być za dużo. Poza tym odnośnie ideałów, jak ocenić, że coś jest idealne. Jeśli ja jestem taka jaka jestem to nie ma dla mnie wzorca. Kocham siebie za swoją indywidualność łącznie ze swoimi ułomnościami. Moim wyborem jest co chcę z tymi "ułomnościami" zrobić, np. nauczyć się jeździć na rowerze. Jednak z drugiej strony nie muszę tego robić, robię bo CHCĘ. To jest mój rozwój wedle wyboru.

Mogłybyśmy sobie teraz popolemizować, ale byłoby to pewnie puste, a nam obu tak naprawdę pewnie chodzi o to samo. Osobiście ujęłabym inaczej.
Nigdy miłości własnej nie jest za dużo i to nie narcyzm. Narcyzm jest miłością chorą, która nie widzi samego siebie we właściwym świetle (otoczenia też), natomiast doba miłość do siebie, to kochanie się takim jakim jest (to co piszesz) ze świadomością (relaną) wad i zalet. Wtedy nie ma sznas się stać narcystą.

22 850

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Happyfull napisał/a:
bags napisał/a:

Ja już część z tego czytałem wypożyczonego w wersji papierowej, a teraz trzeba do tego wrócić na dłużej i co niektóre pozycje rozesłać dalej big_smile

A masz cos w pdf ciekawego ? Dostales reszte ?

Dostałem i zgrałem na dysk. Dobsona czy Pia Mellody nie będę C podsyłał jak masz, a starą "bibliotekę" mi ukradli pół roku temu wraz z laptopem. Odtwarzam "zaległości big_smile.
John Spencer "kto mi ukradł mój ser" lub Jay Cartera "Wredni ludzie" w formacie *.doc
smile

A mnie prześlij, bo ww. pozycji nie mam - tylko to, co od Happy.

22 851

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Bo co założyłaś to zrobiłaś. I to jest przejaw odpowiedzialności za dzieci oczywiście, ale i konsekwencji. Bo gdybyś nie była konsekwentna to nawet gdybyś sobie założyła, że znajdziesz mieszkanie i sobie pójdziesz to byś tego nie zrobiła.

Jasne wink
A opcją byłby adres korespondencyjny: trzeci karton za stacją BP.
Halo, chwila! Ludzie! smile Mam prawie 41 i troje dzieci - nie jestem niewydolna - wręcz przeciwnie, myślę. Że za dużo? Aktualnie? A może taka sytuacja.
Bądźmy szczerzy - zrobiłam to, co powinnam była.
Czy jest mi ciężko?
TAK!!!!! A co - jak ma mi być łatwo? Bo to niby takie proste jest?
Nie. Ale jaka sytuacja, taka reakcja.
Nie  przeze mnie zamierzona...
Jestem konsekwentna, a bynajmniej się staram smile

A odpowiedzialnym się jest - ale za SWOJE decyzje, nie za czyjeś wink

22 852

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

Hm - co sie zmieni jak sie wyporwadzi? no fizycznie to chyba nic. poza tym ze nie bedzie wracal do domu na noc wieczorem poznym, wiec nie bede slyszala jak wchodzi do domu i poza tym ze nie zobacze go przelotem z raz w tygodniu w sobote lub w niedziele.... w sumie tyle sie zmieni fizycznie. psychicznie? sama nie wiem... swiadomosc ze jestem juz naprawde sama?

Co????
Wszystko!
Trochę realniej podejdziesz do sprawy wink

Mnie nie wyłazi teraz kwestia rozstania, ale kwestia odpowiedzialności za nas cztery. Tak mi się wydaje... I wyłazi, fakt, że połaczenie interesów nas wszystkich, w dodatku tak rozbieżnych wiekowo, jak i faktu, że wspólne życie to jednak też i finanse - że to proste nie jest. A że mam w sobie zbyt wiele empatii, to się bardziej zajmuję wątpliwościami niż bieżacymi problemami.... A tych dopiero mogę sobie narobić myśląc "niewiadomooczym" wink

22 853

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A opcją byłby adres korespondencyjny: trzeci karton za stacją BP.

Podaj dokładne namiary, wpadnę na kawę wink big_smile

22 854

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
kiedysbylam napisał/a:

Hm - co sie zmieni jak sie wyporwadzi? no fizycznie to chyba nic. poza tym ze nie bedzie wracal do domu na noc wieczorem poznym, wiec nie bede slyszala jak wchodzi do domu i poza tym ze nie zobacze go przelotem z raz w tygodniu w sobote lub w niedziele.... w sumie tyle sie zmieni fizycznie. psychicznie? sama nie wiem... swiadomosc ze jestem juz naprawde sama?

Nie będziesz się zastanawiać gdzie jest itd.
Będziesz mieć spokój. Tak myślę.
Przycxyna stresu odejdzie.

Nie odejdzie!
Sam fakt, że faceta pod ręką nie będzie, nie oznacza, że pozbędziesz się źródła stresu - to zbyt "proste" domniemanie! A myśli o źródle to co? To z serca i z myśli trzeba usunąć, a usunięcie z rzeczywistości bieżącej jedynie w tym pomoże.

22 855

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A opcją byłby adres korespondencyjny: trzeci karton za stacją BP.

Podaj dokładne namiary, wpadnę na kawę wink big_smile

smile
Oj żesz TY!!!!!

No - trzeci za stacją wink
No i takie wstawki uwielbiam smile
Dobranoc, idę spać, domowe weekendy wymagają spania, bo od rana maniana wink

22 856

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czesc dziewczyny!
Weekend na jaki czekalam, by moc przyjrzec sie sobie , nie tak intensywny jak poprzednie.
Chcialam wiedziec, bedzie. Choc planow sporo, bo byl i koncert (Bartosiewicz), i sport i kumpele, i rodzice i jeszcze praca...to,jednak pierwszy od powrotu bez gonienia.

Jest dobrze, spokojni. Ale mam sie przygladac szwabskim fantazjom..., by patrzec na moje pragnienia. Chyba bardzo chce bliskosci. Bardzo.
Czas ja sobie samej dac.

Kiedysbylam-zmieni się dużo, poczujesz wolnosc. Zadne zachowanie nie będzie kierowane jego obecnoscia. Szybciej pootwieraja się rany, ale i szybciej zagoją.Co z oczu, to z serca.

Zabko-k jestes konsekwentna.

22 857

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochanie za bardzo.. oj, potrafi zabić od wewnątrz niestety.

22 858

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ciekawe co masz na mysli. Zauwazam, ze wiele osób, ktore tu wchodza, nie wiedza w czym rzecz w ogole.

22 859

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Bo co założyłaś to zrobiłaś. I to jest przejaw odpowiedzialności za dzieci oczywiście, ale i konsekwencji. Bo gdybyś nie była konsekwentna to nawet gdybyś sobie założyła, że znajdziesz mieszkanie i sobie pójdziesz to byś tego nie zrobiła.

Jasne wink
A opcją byłby adres korespondencyjny: trzeci karton za stacją BP.
Halo, chwila! Ludzie! smile Mam prawie 41 i troje dzieci - nie jestem niewydolna - wręcz przeciwnie, myślę. Że za dużo? Aktualnie? A może taka sytuacja.
Bądźmy szczerzy - zrobiłam to, co powinnam była.
Czy jest mi ciężko?
TAK!!!!! A co - jak ma mi być łatwo? Bo to niby takie proste jest?
Nie. Ale jaka sytuacja, taka reakcja.
Nie  przeze mnie zamierzona...
Jestem konsekwentna, a bynajmniej się staram smile

A odpowiedzialnym się jest - ale za SWOJE decyzje, nie za czyjeś wink

Konsekwentna smile

22 860 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-06-23 15:04:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
kiedysbylam napisał/a:

Hm - co sie zmieni jak sie wyporwadzi? no fizycznie to chyba nic. poza tym ze nie bedzie wracal do domu na noc wieczorem poznym, wiec nie bede slyszala jak wchodzi do domu i poza tym ze nie zobacze go przelotem z raz w tygodniu w sobote lub w niedziele.... w sumie tyle sie zmieni fizycznie. psychicznie? sama nie wiem... swiadomosc ze jestem juz naprawde sama?

Nie będziesz się zastanawiać gdzie jest itd.
Będziesz mieć spokój. Tak myślę.
Przycxyna stresu odejdzie.

Nie odejdzie!
Sam fakt, że faceta pod ręką nie będzie, nie oznacza, że pozbędziesz się źródła stresu - to zbyt "proste" domniemanie! A myśli o źródle to co? To z serca i z myśli trzeba usunąć, a usunięcie z rzeczywistości bieżącej jedynie w tym pomoże.

No pomoże.
Nie od razu, ale w końcu się to stanie.
A już myślenia nie będzie takiego.
Nic co dotyczy rozstania itp., tego o czym my tutaj debatujemy, nie dzieje się w sekundzie.

22 861

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Ehdi napisał/a:

Dlatego prawdziwej miłości własnej nie może być za dużo. Poza tym odnośnie ideałów, jak ocenić, że coś jest idealne. Jeśli ja jestem taka jaka jestem to nie ma dla mnie wzorca. Kocham siebie za swoją indywidualność łącznie ze swoimi ułomnościami. Moim wyborem jest co chcę z tymi "ułomnościami" zrobić, np. nauczyć się jeździć na rowerze. Jednak z drugiej strony nie muszę tego robić, robię bo CHCĘ. To jest mój rozwój wedle wyboru.

Mogłybyśmy sobie teraz popolemizować, ale byłoby to pewnie puste, a nam obu tak naprawdę pewnie chodzi o to samo. Osobiście ujęłabym inaczej.
Nigdy miłości własnej nie jest za dużo i to nie narcyzm. Narcyzm jest miłością chorą, która nie widzi samego siebie we właściwym świetle (otoczenia też), natomiast doba miłość do siebie, to kochanie się takim jakim jest (to co piszesz) ze świadomością (relaną) wad i zalet. Wtedy nie ma sznas się stać narcystą.

Chodzi nam dokładnie o to samo. Teraz czytając Trapped in the Mirror widzę jak działa narcystyczny mózg. Jednak jak wbijesz narcyzm w google to znajdziesz wiele wadliwych definicji jak np. przerost miłości własnej. Grunt to akceptacja samego siebie.

Ja dziś mam kiepski dzień bardzo melancholijny, smutek towarzyszy mi od wczoraj wieczora. Brakuje mi bliskości drugiej osoby, a nawet nie czuję się samotna.

Dostałam też w piątek info od lekarza, że muszę jednak iść na kolejne konsultacje ale mam już to w nosie. Pójdę, posłucham i nic z tym nie będę robić, bo nie mam ochoty z tymi kretynami się użerać hmm. Najwyżej poszukam sobie jakiegoś sensownego endo poza moim ubezpieczeniem.

22 862

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rowniez mam trudniejszy dzien. Tylko tak naprawde nie wiem czego mi potrzeba. Staram sie to badac , jakbym chciala ksztaltowac codziennosc, a potem zwiazek. Od zwiazku to juz zupelnie nie wiem, czego chce, z czym byloby mi dobrze. Czasu mam mnóstwo ale warto się wywiedziec.

22 863

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja sobie wlasnie poogladalm zdjecia mojego bylego z jego przyszla narzeczona !!! Brylant na palcu sie blyszczy !!!
I po kiego licha mi to bylo ????
Pomimo, ze wiem, ze narcysta nie potrafi kochac itd. to schowalabym sie w mysia dziure !!!
Zero kontaktu to tez zero otwierania czegos co mogloby nas zainteresowac !!!

Ale lysine ma wieksza a laska mi do piet nie dorasta !!! Zreszta zal mi jej !!! Tak sie pocíeszam smile smile smile
Nie za ja do niego cos jescze czuje ale zeby jemu troche bylo nie tak za te wszystkie moje krzywdy a tu dupa !!!
Musialam odreagowac smile

22 864

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zaczęłam czytać Moje dwie głowy, ze złotej przemocowej dwudziestki zgadza mi się jakieś kilkanaście punktów. Generalnie brakuje u niego destrukcyjnych działań (nie licząc palenia papierosów, ostatnio też codziennie popija) z których musiałabym go tłumaczyć, chyba nie ma kochanki (ale to musiałabym sprawdzić, nie wiem jak, sygnałów nie ma, jest bardzo przebiegły, więc w komórce śladów nie znajdę, jak ma dodatkowe konto w poczcie, nie dowiem się o tym, ma osobisty komputer zabezpieczony hasłami), nie robi żadnych szalonych ruchów. Odnosi faktyczne sukcesy zawodowe, bo jest dobry w tym co robi, ale przesadnie się nimi nie chwali, generalnie też jakoś nie kłamie, ani nie kręci. Zresztą nasze rozmowy ograniczają się do ustaleń logistycznych. Jednak wiele się zgadza. Mam znowu chaos w głowie, tak jak tam było napisane.... może na głowę upadłam, może robię błąd życia...może po prostu umarła miłość, bliskość, a ja doszukuję się usprawiedliwienia... szukam alibi... nie wiem, strasznie się gubię... Ale to dopiero początek, muszę czytać dalej...
Siedzę tutaj i jakbym jednocześnie była w dwóch światach... jakby to był jakiś koszmar, z którego chciałabym się obudzić....a trafiłam tu przez przypadek.... boję się...

22 865

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witam Was Kochane...


a ja mysle ze jak sie wyporwadzi to bedzie jednak dopiero apogeum mojej rozpaczy jednak....  takie przybicie gwozdzia do trumny... ze tak, stalo sie. mialam meza i nie mam. koniec.

wlasnie wrocilam z wloch - z tego chrztu. bylo w porzadku. ale nie wiem dlaczego - wyjazd, spotkanie z wieloma ludzmi - kuzynami i kuzynkami ktorych lubie, piekna pogoda, ale niestety wrocilam rozsypana. wrocily jakies wspomnienia - sytuacji - rodzina, jakies wydarzenie - msza w kosciele, potem restauracja - wszyscy, kazdy z kims - z zonami, dziecmi - ja tez normalnie w takiej styuacji bylabym z nim. Nie chce sie uzalac, walcze, probuje - pojechalam tam, ale musialam wielokrotnie wychodzic bo lzy po prostu prawie splywaly mi po policzkach.

Za 2 tyg mialam leciec na wesele do polski. podjelam juz decyzje. mimo ze mam juz bilety - nie lece. nie che nikomu psuc zabawy i nie chce tez plakac po lazienkach. nie dam rady. to jeszcze za wczesnie.

bedzie dobrze? nie wiem. nie ma tutaj dobrego wyjscia. krzywda jaka mi wyrzadzil, poczucie bolu jest tak ogromne ze nie da sie tego opisac. jak sie zachowywac? moja rodzina tez wie, wiec na chrzcinach nikt ani razu mnie o niego nie zapytal. i dobrze. dobrze? no wlasnie nie wiem co jest dobrze? ciesze sie, bo nie chce plakac po nim i rozmwaic z kolejnymi osobami godzinami o tym samym, o tym ze on po prostu zmienil zdanie i juz mnie nie kocha. Ale z 2 strony, nikt o nic nie zapytal, kazdy przyjal to juz za fakt - nie jestesmy razem i ja niby tez i jakos funkcjonuje, ale tez nie bylo mi tak dobrze!! sad ze bylam tam sama no i tak musi po prostu byc. nie wiem, tak zle, tak nie dobrze.... nie ma tutaj jakiejs chyba zlotej metody, ale wlasnie nie jest dobrze i jakbym sie nie zachowywala, jakiej drogi nie obierala nie bedzie dobrze... nic, po prostu nic nie zmienia tego jak bardzo to boli. Dopiero teraz, 2,5 miesiaca po rozstaniu zaczynam przezywac te zalobe, zalobe po stracie marzen, planow ktore mielismy wspolnie. Dopiero to jest sam poczatek sad Do tego mam zal do ludzi sad( do znajomych, no ja rozumiem ze to nie jest ich wina, ze to jego wybor, no ale to jest po prostu znieczulica ludzka!! ktos nie wyrzadza sam krzywdy to nic zlego nie robi prawda?? jacy to katolicy? 3 pary znajomych - malzenstwa - uznali to po prostu za fakt- on nie che i ma przeciez prawo. Nikt mu NIC nie powiedzial - zaprosili go na impreze jak teraz bylam na chrzcie. moja dobra myslalam kolezanka napisala mi no ze byl bardzo w porzadku, pogadal z chlopakami... no szok. Jak one, jako kobiety, zony to rozumieja? a ja wiem jak. zadna nie dopuszcza mysli ze jej by sie moglo cos takiego przytrafic, ze jej kochany maz moglby ja tak rzucic. Bo gdyby zdaly sobie z tego sprawe - no ja nie wyobrazam sobie, rozumiem ze nie moga nic zrobic, nie chodzi mi o to ze maja z nim kontakt w ogole, ale o to no ze nikt zlego slowa mu nie powiedzial - czyn taki jak zdrada zony i porzucenie jej - no jest juz czyms tak 'normalnym' dla ludzi ze brak slow. wychodzi na to ze w sumie to go chyba rozumieja, tak? i popieraja no ze skoro biedaczek sie odkochal to tak bedzie lepiej... a no zycie. oczywiscie ze sytuacja nie jest latwa na znajomych tez, czasem widac trzeba chyba dokonac pewnych wyborow. n oto dokonali. w momencie kiedy najbardziej potrzebowalabym zeby poczuc sie ze naprawde mnie sama, jako mnie lubia, lubia moje towarzystwo, rozumieja i sa ze mna, po prostu - no to zapraszaja jego na urodziny na ktorych zawsze bylismy razem w gronei wlasnie 4 malzenstw, a nie mnie. powod? to yly urodziny meza tej mojej dobrej kolezanki - no wiec on chcial zeby on byl. ona ma urodziny za miesaic wiec za miesiac zaprosza mnie, a teraz zaprosili jego. swietnie. mieszkamy jeszcze razem, ale ludzie za nas rozwiazuja problemy - zeby nie bylo niezrecznie, to najpierw jego, potem mnie. zalosne. niestety. i tak by mnie tam nei bylo bo bylam na chrzcinach, ale sam fakt. ja sobei tego po prostu nei wyobrazam. zeby te moja kolezanke maz zdradzil, rzucil a ja, robie we wlasnym mieszkaniu jakokolwiek impreze - nawet urodzinowa meza i zebym jej nie zaprosila bo bedzie nieizrecznie!! a o pewne troche by bylo gdybysmy oboje tam poszli. no a na imprezie trzeba sie przeciez smiac, bawic i nie myslec o porzuconych zonach - kolezankach - fakt. on traktuje mnie jakbym nigdy nie istaniala no i oni rowniez. zorgazniowali sobie impreze - taka jak zawsze - i oni rowniez zachowuja sie jakby mnie nigdy po prsotu nei bylo - ani w jego zyciu, a ni w ich, ani w nszym wspolnym, jako znajomi.
a moze po prostu oni go rozumieja? moze uwazali ze jestem jakas nienormalna i dobrze zrobil,...? wiecie, to chore, ale czlowiek naprawde zaczyna sie zastanwaic sad( no bo jak tak mozna?? moze widzieili jak robilam problemy jakies na imprezach, wiecie nie chce na sie obwiniac, ale to taie trudne wlasnie sad w chiwli kiedy znajomi mogliby ci pomoc, sprawic wlasnie zebys uwierzyla ze ze mna naprawde nie jest nic nietak, ze to ON ZLE ZROBIL, to on zlamal wszelkie noramy moralne itd, to wychodzi na to ze mial prawo....

22 866 Ostatnio edytowany przez PokręconaOna (2013-06-24 10:58:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

kiedysbyłam - przytulam mocno, nie będę pisać pustych frazesów, że będzie dobrze, bo co ja mogą wiedzieć, sama jestem w rozsypce. Myślę, że i tak musisz przejść wszystkie etapy, wsparcie osób w podobnej sytuacji, które mają to za sobą na pewno też Ci pomoże, bo jest wiarygodne...trzymaj się ... I wiesz co jak zrobię ten krok w kierunku rozwodu (co prawda u mnie jest inna sytuacja) to WSZYSCY mnie obwinią, on ciężko pracuje, zapewnia nam wszystko (moja praca zawodowa to wiesz, fanaberia), a ja niewdzięczna tak mu się odpłacam...zostanę zlinczowana i odcięta ... zwłaszcza, że nasi znajomi to głównie jego znajomi. Moje dwie przyjaciółki z czasów szkolnych są za granicą. Przez ta izolację od świata, którą mi funduje, nie nawiązałam bliższych relacji z nikim, przecież w pracy nie będę się zwierzać z problemów osobistych. Dlatego Cię rozumiem. ON Cię zdradził, fakt niezaprzeczalny i niepodważalny argument jego winy, teoretyczne nawet nie powinnaś nic tłumaczyć. Ale jak to mówią, prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie... ja wiem, że zostanę całkiem sama, też mnie to przeraża jak cholera.
No właśnie, wczoraj byłam na mszy, ksiądz mówił, że we wszystkich problemach trzeba zaufać Bogu, ludzie się szamoczą, bo tego nie potrafią i myślą, że sami są mądrzejsi we wszystkim. Gdyby zaufali i mocno wierzyli, rozwiązanie samo by przyszło. A szatan mami nas tym, że jesteśmy wielcy, potrafimy zmieniać świat, popycha do złych czynów.... Ja jestem bardzo wierząca, nie chcę powiedzieć, że to mój problem, tylko, że właśnie, może nie potrafię być taka jak Bóg tego oczekuje, stąd to wszystko. Kiedyś mówiłam, że powierzam Ci moje problemy, pomóż mi, jednak może jestem zbyt niecierpliwa, to taka próba, w wierze małżeństwo jest nierozerwalne, na dobre i na złe, teraz jest to złe, może powinnam przetrwać ....chociaż wiem, że on się nie zmieni. Ale kto wie, może gdybym jeszcze poczekała jakaś cegła spadałby mu na głowę i coś by mu w mózgu poprzestawiała, przejrzałby na oczy, zrozumiał.... Jak to piszę to ta moja druga głowa, mówi mi że jestem totalną idiotką (może to ten szatan). Ale jednocześnie widzę świat, leniwie płynące życie, ludzie chodzą, słońce świeci.... a ja czuję się jak knujące, opętane szatanem zombie...
Jest jeszcze coś co od dawana leży na dnie mojej podświadomości, pewne podejrzenie, ale nie chciałam tego  wydobywać na wyższe stany świadomości, bo mogłoby okazać się prawdą jednak trudną do udowodnienia i przeżycia...może potem napiszę, żebyście powiedziały czy nie wpadam w paranoję...

22 867

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Rowniez mam trudniejszy dzien. Tylko tak naprawde nie wiem czego mi potrzeba. Staram sie to badac , jakbym chciala ksztaltowac codziennosc, a potem zwiazek. Od zwiazku to juz zupelnie nie wiem, czego chce, z czym byloby mi dobrze. Czasu mam mnóstwo ale warto się wywiedziec.

Mam wrażenie, że właśnie dotychczas najczęściej z owej niewiedzy i nieznajomości swoich "marzeń" ja pozwalałam na to, by pragnienia, plany innych stawały się moimi...
Ale też pamiętam, że im dłuższy był czas pozostawania "samej" wszystko nawet szczątkowe, co o sobie wiedziałam - brało w łeb. Najłatwiej było mi rezygnować z siebie.

22 868

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

A ja sobie wlasnie poogladalm zdjecia mojego bylego z jego przyszla narzeczona !!! Brylant na palcu sie blyszczy !!!
I po kiego licha mi to bylo ????
Pomimo, ze wiem, ze narcysta nie potrafi kochac itd. to schowalabym sie w mysia dziure !!!
Zero kontaktu to tez zero otwierania czegos co mogloby nas zainteresowac !!!

Ale lysine ma wieksza a laska mi do piet nie dorasta !!! Zreszta zal mi jej !!! Tak sie pocíeszam smile smile smile
Nie za ja do niego cos jescze czuje ale zeby jemu troche bylo nie tak za te wszystkie moje krzywdy a tu dupa !!!
Musialam odreagowac smile

smile
I gdzie ta sprawiedliwość i czemu on nie cierpi wink
No coż, ja zwaliłabym to na zwykłą ludzką ciekawość, choć pewnie bym musiała troszkę pozagryzać rozgoryczenie w sobie. Nawet jeśli narcysta nie potrafi kochać to ma prawo ułożyć sobie życie wedle własnej opcji wink A może to dobrana para? Bo na odpowiednim doborze to jednak polega wink

Hy - ja tam nie mam problemu z oglądaniem zdjęć byłego bywszego, nawet tych ze ślubu, to już odległa odległość jest. A jakichkolwiek skrawków rękawa w tle obecnego już nie bardzo, dobrze że mało go w całości gdziekolwiek wink Złam na niego i tyle. Kiedyś mi to minie, domniemywam z autopsji.

22 869

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Zaczęłam czytać Moje dwie głowy, ze złotej przemocowej dwudziestki zgadza mi się jakieś kilkanaście punktów. Generalnie brakuje u niego destrukcyjnych działań (nie licząc palenia papierosów, ostatnio też codziennie popija) z których musiałabym go tłumaczyć, chyba nie ma kochanki (ale to musiałabym sprawdzić, nie wiem jak, sygnałów nie ma, jest bardzo przebiegły, więc w komórce śladów nie znajdę, jak ma dodatkowe konto w poczcie, nie dowiem się o tym, ma osobisty komputer zabezpieczony hasłami), nie robi żadnych szalonych ruchów. Odnosi faktyczne sukcesy zawodowe, bo jest dobry w tym co robi, ale przesadnie się nimi nie chwali, generalnie też jakoś nie kłamie, ani nie kręci. Zresztą nasze rozmowy ograniczają się do ustaleń logistycznych. Jednak wiele się zgadza. Mam znowu chaos w głowie, tak jak tam było napisane.... może na głowę upadłam, może robię błąd życia...może po prostu umarła miłość, bliskość, a ja doszukuję się usprawiedliwienia... szukam alibi... nie wiem, strasznie się gubię... Ale to dopiero początek, muszę czytać dalej...
Siedzę tutaj i jakbym jednocześnie była w dwóch światach... jakby to był jakiś koszmar, z którego chciałabym się obudzić....a trafiłam tu przez przypadek.... boję się...

Może....
Nie pił (bo nie może), palił jedynie, ceniony w pracy, nie zdradził.
Mnie także niezbyt wiele się zgadzało, aż nie nazbyt tak wiele, bym śmiała uważać go za kogoś "złego" - ot rzeczywiście przyświadczałam, nie wyszło, tak bywa...
Ale że to człowiek bez zbytnich uczuć, mający problemy z emocjonalnością, nastawiony tylko na siebie, maksymalnie chłodny emocjonalnie, nieporadny uczuciowo - tego tam chyba nie wpisano.... Że oszukał w sferze własnych emocji też chyba nie? Nic nie jest idealnie takie samo, żaden związek. Jednak chyba jedynie perspektywa pozwala na jakąś realniejszą ocenę.

W tym wszystkim ważniejsze jest by patrzeć na siebie, kimkolwiek i czymkolwiek można było by opisać Twój związek - to czy ten związek odpowiadał i odpowiada Tobie, zapewnia bezpieczeństwo, równowagę, pewność i oparcie? Czy jesteś kochana? Bo nie pytam, czy czujesz się kochana, bo z tym czuciem to u nas jakoś nie bardzo wink Tylko czy jesteś? I za co? Za wyprasowaną koszulę?

22 870

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

witam Was Kochane...


....

Witaj!

Także przytulam, mocno smile
Kiedysbyłam, wiele z tego co piszesz jest najczęstszą naszą i otoczenia reakcją. Czy się z nią zgadzam? Ze swoją, z płaczem, z bólem - tak. W końcu łzy mi powoli pomagały przyglądać się jaśniej temu co było i jak było... Z histerycznego - "chcę być z nim" przechodziło z wolna "przecież on mnie nigdy tak naprawdę nie kochał, ja mu tylko byłam potrzebna"... Kiedy ryczałam całymi dniami, nocami - przypominało mi się po kolei wszystko... Każda chwilka... Ile było tych, które spowodowały uśmiech przez łzy????? Ile chwil przyjemnych i to sprawionych całkowicie przez niego? Bez mojego udziału, organizacji...

Co do znajomych, rodziny... Akurat jego rodziny, moja nic nie wiedziała do maja br (jakąś tam niewielką rodzinkę mam, ale daleko i aktualnie wie tylko kilka osób). Nikt nie pytał. Nikt poza przyjaciółką, nianią, jej mamą. I koleżanką jedną, która kiedy się w końcu dowiedziała - nie zostawiła mnie samej z tymi resztkami ryków. smile. Czasem ktoś zadzwoni i głupio się tłumaczy - że zasadniczo nigdy się nie wtrąca, bo tak najlepiej i że czas pozwala na ułożenie wszystkiego. Jasne. Ale nie chodziło o układanie nam od nowa życia, tylko może o odrobinę wsparcia dla mnie? DLA  MNIE? Bo to była bardzo ciężka sytuacja i dalej, choć dużo mnie jest - ja się tej sytuacji jeszcze uczę, biorąc pod uwagę, co mam na myśli.

Wiem, kto mnie wsparł, wspierał i wspiera. To wiele daje!!! A że to wydaje się przykre jednak? Bo jest. Ale daje możliwoźć troszkę bardziej trzeźwiejszego oglądu z kim i w jakiej sytuacji po jakiej drodze będzie Ci po drodze smile

Wiem, że źle się z tym czujesz, wiem, jak cholernie Ci przykro i smutno sad
Ale masz nas - może daleko, może nie da się przytulić ramieniem, może nie jesteśmy obok w kazdej chwili, kiedy Cię najmocniej dopada smutek - ale my naprawdę rozumiemy, że Ci ciężko. I bardzo nam zależy, abyś w sobie znalazła i chęć i odrobinkę siły by poskładać się w całość. W weselszą całość smile
Buziaki smile

22 871 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-24 13:53:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

I gdzie ta sprawiedliwość i czemu on nie cierpi wink
No coż, ja zwaliłabym to na zwykłą ludzką ciekawość, choć pewnie bym musiała troszkę pozagryzać rozgoryczenie w sobie. Nawet jeśli narcysta nie potrafi kochać to ma prawo ułożyć sobie życie wedle własnej opcji wink A może to dobrana para? Bo na odpowiednim doborze to jednak polega wink

Zabka ja tez bylam odpowiednia dla narcysty tongue Odpowiedni dobor: KKZB i narcysta smile
Dlatego pisze, ze zal mi jej, chociaz tak naprawde to nie !!! Bo ani glupia ani slepa (lysinka) nie jest !!!

No coz smutno mi sie zrobilo troche ale wiedzialam, ze facet szukal za wszelka cene. Powiedzial mi to kilka tygodni po rozstaniu, ze za wszelka cene chce byc z kims, bo on jest bardzo nieszczesliwy i samotny !!! No i wtedy podjelam decyzje o zero kontaktu !!!
No i byly te slynne slowa mojego terapeuty, ze jezeli nie chcemy kontaktu to nie mowimy, ze nie chcemy, tylko sie nie kontaktujemy !!!

Wiesz minely 2,5 roku a ja ciagle sie wstydze, ze bylam z kims takim, ze dalam soba pomiatac sad
I wkurza mnie, ze obejrzalam te zdjecia !!!

22 872

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
PokręconaOna napisał/a:

Ale kto wie, może gdybym jeszcze poczekała jakaś cegła spadałby mu na głowę i coś by mu w mózgu poprzestawiała, przejrzałby na oczy, zrozumiał.... Jak to piszę to ta moja druga głowa, mówi mi że jestem totalną idiotką (może to ten szatan). Ale jednocześnie widzę świat, leniwie płynące życie, ludzie chodzą, słońce świeci.... a ja czuję się jak knujące, opętane szatanem zombie...
Jest jeszcze coś co od dawana leży na dnie mojej podświadomości, pewne podejrzenie, ale nie chciałam tego  wydobywać na wyższe stany świadomości, bo mogłoby okazać się prawdą jednak trudną do udowodnienia i przeżycia...może potem napiszę, żebyście powiedziały czy nie wpadam w paranoję...

Szatan ??? A Twoj maz to nie szatan ??? Twoje zycie to nie pieklo ???

I sluchaj sie tej jednej madrej glowy !!! I boisz sie, ze ta glowa mowi prawde !!!! Tylko ta druga nie chce sluchac, ze pierwsza ma racje !!!
I to nie wyzsze stany swiadosci tylko Twoje zaprzeczanie, ze cos nie jest az takie zle !!! Jest zle i tyle !!!
A Ty jestes nie az tak nieszczesliwa? To kiedy bedziesz naprawde nieszczesliwa ?

22 873

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happy...

A że się wkurzasz, że dałaś pomiatać, to dobrze smile I dlatego te fotki czasem warto obejrzeć, żeby sobie przypomnieć na co już nigdy więcej nie pozwolisz smile

Pewnie troszkę na tej zasadzie ja jestem w stanie swobodnie oglądać zdjęcia byłego bywszego. Nigdy nie pozwolę więcej na zdradę. Ani nie zdradzam sama. Ale przecież kiedyś był moim mężem, przeszłość to przeszłość, a ja lubię czasem spojrzeć, jak wyglądałam. Na zdjęcia z podstawówki też czasem patrzę.

22 874 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-24 13:55:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

( Do tego mam zal do ludzi sad( do znajomych, no ja rozumiem ze to nie jest ich wina, ze to jego wybor, no ale to jest po prostu znieczulica ludzka!! ktos nie wyrzadza sam krzywdy to nic zlego nie robi prawda?? jacy to katolicy? 3 pary znajomych - malzenstwa - uznali to po prostu za fakt- on nie che i ma przeciez prawo. Nikt mu NIC nie powiedzial - zaprosili go na impreze jak teraz bylam na chrzcie. moja dobra myslalam kolezanka napisala mi no ze byl bardzo w porzadku, pogadal z chlopakami... no szok. Jak one, jako kobiety, zony to rozumieja? a ja wiem jak. zadna nie dopuszcza mysli ze jej by sie moglo cos takiego przytrafic, ze jej kochany maz moglby ja tak rzucic. Bo gdyby zdaly sobie z tego sprawe - no ja nie wyobrazam sobie, rozumiem ze nie moga nic zrobic, nie chodzi mi o to ze maja z nim kontakt w ogole, ale o to no ze nikt zlego slowa mu nie powiedzial - czyn taki jak zdrada zony i porzucenie jej - no jest juz czyms tak 'normalnym' dla ludzi ze brak slow. wychodzi na to ze w sumie to go chyba rozumieja, tak? i popieraja no ze skoro biedaczek sie odkochal to tak bedzie lepiej... a no zycie.

Kiedysbylam ja po rozstaniu moglam liczyc tylko na kilka osob !!! Poza tym moja mama nie wierzyla, ze sie rozstalismy. Inni wspolni znajomi tez mnie olali !!! Takie jest zycie !!!

Przerzedzi Ci sie towarzystwo ale to nie jest zle !!! Teraz bedziesz wiedziala na kogo mozesz liczyc smile A ze bedzie dobrze to nie takie gadanie !!! Jezeli sobie pozwolisz aby bylo dobrze to kiedys bedzie !!! Jezeli nie pozwolisz to  nie bedzie !!!


kiedysbylam napisał/a:

(..)w chiwli kiedy znajomi mogliby ci pomoc, sprawic wlasnie zebys uwierzyla ze ze mna naprawde nie jest nic nietak, ze to ON ZLE ZROBIL, to on zlamal wszelkie noramy moralne itd, to wychodzi na to ze mial prawo....

Kiedysbylam a jak znajomi mogliby Ci pomoc ? Mowieniem, ze on taki sk...yn ? Dlaczego  tak bardzo zalezy Ci aby oni uwierzyli, ze z Toba jest naprawde ok a tylko on jest winny?

No i rozczaruje - mial prawo sad Ty tez masz prawo lamac wszelkie normy moralne - lecz czy tego chcesz ?
Facet okazal sie fiutkiem ale do tego tez ma prawo. Ty kochana nie wywlekaj brudow przed znajomymi, bo nic Ci to nie da ale moze zaszkodzic, np. przy rozwodzie.
Masz to forum i wywalaj tutaj wszystko ale znajomym nie ma sensu "udowadniac" ze on "fiutek" !!!

22 875

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak czytam ...
W tym wsparciu znajomych przecież chodzi o to, o co nam i tu - chyba? Że jesteśmy "normalne" i mamy prawo źle czuć się w danym związku. Bo chyba o to powinno...

Dziewczyny, poza kwestią narcyzmu, karaluchów i wszelkich innych, przecież to i tak się chyba opiera na świadomości, że może dany człowiek jest postrzegany i może i jest sam dla siebie "OK", czyli spokojny, zrównoważony i co tam jeszcze. Ale też i na świadomości, że nie jest OK dla nas, że być może nie umie i/lub nie potrzebuje okazywania uczuć - ale dla nas okazywanie uczuć jest ważne i rezygnacja z nich, z troski czy opiekuńczości sprawia nam przykrość. I nie na tym, by sobie sprawiać przykrość związek polega.
Każdy ma prawo mieć satysfakcjonujący związek, pod warunkiem, że jest świadomy czego potrzebuje i umie uszanować swoje potrzeby i zdrowo dążyć do ich realizacji. Wizerunkiem, zachwytem nad czyjąś inteligencją jedynie nie zorganizujemy swego życia w parze. W związku przede wszystkim razem należało by się czuć dobrze, swobodnie smile Nie tylko w obliczu przejawów czyjegoś spokoju wink Dwoje ludzi odrębnie może być najspanialszymi ludźmi na świecie. Razem - mogą stworzyć zarówno parę zgraną, jak i stwarzającą zagrożenie wybuchem.

Dlatego znajomi nie chcą się angażować, bo obawiają się właśnie tego, że oczekujemy analizy, jaka to ja jestem normalna - a nie on? wink Ale sami powinni skonfrontować swoje obawy, a nie z góry zakładać smile Choć zaraz po rozstaniu to jakoś z autopsji śmiem powiedzieć, że mają podstawy się obawiać wink Ja tam śmiem twierdzić, że to rewelacyjnie, że tylko psiapsióle życie zatrułam swoim napierw "ogromem miłości do niego", a potem prawie nienawiści. Przynajmniej tylko jeden świadek i tylko jedna osoba, acz z pełnym zrozumieniem, została przeze mnie "zagadana" smile

22 876 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-24 14:37:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No bo czemu znajomi maja sie angazowac ? Bo moze oni do siebie wroca a potem to Ci znajomi "winni" beda, ze powiedzieli cos zlego !!! Tak niestety tez jest !!! To sa tylko znajomi a nie przyjaciele !!! Jezeli przyjaciele nas oleja to nie sa przyjaciolmi !!!
Ale przyjaciele nie sa tylko od glaskania  po glowie !!!

No a w sprawie normalnosci to ja poszlam na terapie !!! Dostalam potwierdzenie, ze jestem !!! Jezeli bym chciala moglabym na pismie dostac !!!
A moze moj terapeuta nie byl normalny tongue

22 877

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kiedysbylam napisał/a:

witam Was Kochane...


a ja mysle ze jak sie wyporwadzi to bedzie jednak dopiero apogeum mojej rozpaczy jednak....  takie przybicie gwozdzia do trumny... ze tak, stalo sie. mialam meza i nie mam. koniec.

wlasnie wrocilam z wloch - z tego chrztu. bylo w porzadku. ale nie wiem dlaczego - wyjazd, spotkanie z wieloma ludzmi - kuzynami i kuzynkami ktorych lubie, piekna pogoda, ale niestety wrocilam rozsypana. wrocily jakies wspomnienia - sytuacji - rodzina, jakies wydarzenie - msza w kosciele, potem restauracja - wszyscy, kazdy z kims - z zonami, dziecmi - ja tez normalnie w takiej styuacji bylabym z nim. Nie chce sie uzalac, walcze, probuje - pojechalam tam, ale musialam wielokrotnie wychodzic bo lzy po prostu prawie splywaly mi po policzkach.

Za 2 tyg mialam leciec na wesele do polski. podjelam juz decyzje. mimo ze mam juz bilety - nie lece. nie che nikomu psuc zabawy i nie chce tez plakac po lazienkach. nie dam rady. to jeszcze za wczesnie.

bedzie dobrze? nie wiem. nie ma tutaj dobrego wyjscia. krzywda jaka mi wyrzadzil, poczucie bolu jest tak ogromne ze nie da sie tego opisac. jak sie zachowywac? moja rodzina tez wie, wiec na chrzcinach nikt ani razu mnie o niego nie zapytal. i dobrze. dobrze? no wlasnie nie wiem co jest dobrze? ciesze sie, bo nie chce plakac po nim i rozmwaic z kolejnymi osobami godzinami o tym samym, o tym ze on po prostu zmienil zdanie i juz mnie nie kocha. Ale z 2 strony, nikt o nic nie zapytal, kazdy przyjal to juz za fakt - nie jestesmy razem i ja niby tez i jakos funkcjonuje, ale tez nie bylo mi tak dobrze!! sad ze bylam tam sama no i tak musi po prostu byc. nie wiem, tak zle, tak nie dobrze.... nie ma tutaj jakiejs chyba zlotej metody, ale wlasnie nie jest dobrze i jakbym sie nie zachowywala, jakiej drogi nie obierala nie bedzie dobrze... nic, po prostu nic nie zmienia tego jak bardzo to boli. Dopiero teraz, 2,5 miesiaca po rozstaniu zaczynam przezywac te zalobe, zalobe po stracie marzen, planow ktore mielismy wspolnie. Dopiero to jest sam poczatek sad Do tego mam zal do ludzi sad( do znajomych, no ja rozumiem ze to nie jest ich wina, ze to jego wybor, no ale to jest po prostu znieczulica ludzka!! ktos nie wyrzadza sam krzywdy to nic zlego nie robi prawda?? jacy to katolicy? 3 pary znajomych - malzenstwa - uznali to po prostu za fakt- on nie che i ma przeciez prawo. Nikt mu NIC nie powiedzial - zaprosili go na impreze jak teraz bylam na chrzcie. moja dobra myslalam kolezanka napisala mi no ze byl bardzo w porzadku, pogadal z chlopakami... no szok. Jak one, jako kobiety, zony to rozumieja? a ja wiem jak. zadna nie dopuszcza mysli ze jej by sie moglo cos takiego przytrafic, ze jej kochany maz moglby ja tak rzucic. Bo gdyby zdaly sobie z tego sprawe - no ja nie wyobrazam sobie, rozumiem ze nie moga nic zrobic, nie chodzi mi o to ze maja z nim kontakt w ogole, ale o to no ze nikt zlego slowa mu nie powiedzial - czyn taki jak zdrada zony i porzucenie jej - no jest juz czyms tak 'normalnym' dla ludzi ze brak slow. wychodzi na to ze w sumie to go chyba rozumieja, tak? i popieraja no ze skoro biedaczek sie odkochal to tak bedzie lepiej... a no zycie. oczywiscie ze sytuacja nie jest latwa na znajomych tez, czasem widac trzeba chyba dokonac pewnych wyborow. n oto dokonali. w momencie kiedy najbardziej potrzebowalabym zeby poczuc sie ze naprawde mnie sama, jako mnie lubia, lubia moje towarzystwo, rozumieja i sa ze mna, po prostu - no to zapraszaja jego na urodziny na ktorych zawsze bylismy razem w gronei wlasnie 4 malzenstw, a nie mnie. powod? to yly urodziny meza tej mojej dobrej kolezanki - no wiec on chcial zeby on byl. ona ma urodziny za miesaic wiec za miesiac zaprosza mnie, a teraz zaprosili jego. swietnie. mieszkamy jeszcze razem, ale ludzie za nas rozwiazuja problemy - zeby nie bylo niezrecznie, to najpierw jego, potem mnie. zalosne. niestety. i tak by mnie tam nei bylo bo bylam na chrzcinach, ale sam fakt. ja sobei tego po prostu nei wyobrazam. zeby te moja kolezanke maz zdradzil, rzucil a ja, robie we wlasnym mieszkaniu jakokolwiek impreze - nawet urodzinowa meza i zebym jej nie zaprosila bo bedzie nieizrecznie!! a o pewne troche by bylo gdybysmy oboje tam poszli. no a na imprezie trzeba sie przeciez smiac, bawic i nie myslec o porzuconych zonach - kolezankach - fakt. on traktuje mnie jakbym nigdy nie istaniala no i oni rowniez. zorgazniowali sobie impreze - taka jak zawsze - i oni rowniez zachowuja sie jakby mnie nigdy po prsotu nei bylo - ani w jego zyciu, a ni w ich, ani w nszym wspolnym, jako znajomi.
a moze po prostu oni go rozumieja? moze uwazali ze jestem jakas nienormalna i dobrze zrobil,...? wiecie, to chore, ale czlowiek naprawde zaczyna sie zastanwaic sad( no bo jak tak mozna?? moze widzieili jak robilam problemy jakies na imprezach, wiecie nie chce na sie obwiniac, ale to taie trudne wlasnie sad w chiwli kiedy znajomi mogliby ci pomoc, sprawic wlasnie zebys uwierzyla ze ze mna naprawde nie jest nic nietak, ze to ON ZLE ZROBIL, to on zlamal wszelkie noramy moralne itd, to wychodzi na to ze mial prawo....

Sama widzisz, że w pewnych okolicznościach zmieniamy otoczenie i jest to w pełni uzasadnione.

A jak mówi wiara katolicka?
Że nie można się odkochać? Że trzeba trwać mimo wszystko?
Bo ja widzę tych wierzących, co do kościółka biegają, co kochanki do domu zapraszają jak tylko żony nie ma. Katolicy k..a mać.
Ja myślę, że oczekiwałaś wsparcia. Wszak ludziom czasem ciężko zdobyć się na odrobinę empatii.
A może on w tym palce maczał, żeby Ci zaplecze odpowiednie załatwić. "Biedny miś".

22 878 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-06-24 15:18:10)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
PokręconaOna napisał/a:

Ale kto wie, może gdybym jeszcze poczekała jakaś cegła spadałby mu na głowę i coś by mu w mózgu poprzestawiała, przejrzałby na oczy, zrozumiał.... Jak to piszę to ta moja druga głowa, mówi mi że jestem totalną idiotką (może to ten szatan). Ale jednocześnie widzę świat, leniwie płynące życie, ludzie chodzą, słońce świeci.... a ja czuję się jak knujące, opętane szatanem zombie...
Jest jeszcze coś co od dawana leży na dnie mojej podświadomości, pewne podejrzenie, ale nie chciałam tego  wydobywać na wyższe stany świadomości, bo mogłoby okazać się prawdą jednak trudną do udowodnienia i przeżycia...może potem napiszę, żebyście powiedziały czy nie wpadam w paranoję...

Szatan ??? A Twoj maz to nie szatan ??? Twoje zycie to nie pieklo ???

I sluchaj sie tej jednej madrej glowy !!! I boisz sie, ze ta glowa mowi prawde !!!! Tylko ta druga nie chce sluchac, ze pierwsza ma racje !!!
I to nie wyzsze stany swiadosci tylko Twoje zaprzeczanie, ze cos nie jest az takie zle !!! Jest zle i tyle !!!
A Ty jestes nie az tak nieszczesliwa? To kiedy bedziesz naprawde nieszczesliwa ?

Można na tego tam Boga poczekać.
Ja nie mogę czytać tych religijnych rzeczy spod pisma mądrych osób przecie.
Wiecie, bo ja tam już jakieś doświadczenia mam i przekonałam się niejednokrotnie, że w kwestii Boga to śmiem twierdzić, że to wymysł.. A ślepo wierzyć nie umiem. I wiem, że cała nadzieja w nas i tylko na siebie możemy liczyć.
Więcej już nie będę na ten temat, bo swoje zdanie w tej kwestii mam .

I jedyne co to jak widzę rozsądną kobietę, wykorzystywaną, poniżaną, gnębioną, a ona Bogu wierna pragnie czekać na jego łaskę to... Każdy ma prawo mieć swoje zdanie.

22 879

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

No bo czemu znajomi maja sie angazowac ?

Wiesz co, wydaje mi się, że jednak znajomi lepiej by się nie nagażowali dla naszego i własnego zdrowia wink Jakoś tak po podsumowaniu moich dokonań z tamtego okresu wink Jakoś ewidentnie psiapsióła wystarczyła. Znajomy to znajomy jedynie. A człowiek w emocjach jednak myli wsparcie z wtrącaniem wink

22 880 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-24 15:13:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:

No bo czemu znajomi maja sie angazowac ?

Wiesz co, wydaje mi się, że jednak znajomi lepiej by się nie nagażowali dla naszego i własnego zdrowia wink Jakoś tak po podsumowaniu moich dokonań z tamtego okresu wink Jakoś ewidentnie psiapsióła wystarczyła. Znajomy to znajomy jedynie. A człowiek w emocjach jednak myli wsparcie z wtrącaniem wink

Dokladnie Zabko smile Ja tez sie nie wtracam do rozwodow i rozstan znajomych !!! Widze i milcze !!! Czasami musze sie w jezyk ugryzc tongue

Pamietam jak moja ex przyjaciolka mowila, ze chce odejsc od meza. Ja jej radzilam zostac ale w glebi serca wiedzialam, ze byloby lepiej gdyby odeszla. To bylo jak bylam z moim narcysta. Widzialam u niej to czego u siebie nie chcialam widziec i mowilam to czego nie mysle !!!!
Zreszta co by to zmienilo ? Moze wczesniej zostalybysmy ex przyjaciolkami, bo ja bym jej przytaknela, ze jej maz to sk..syn (orginalne jej slowa) i ona chce zyc sama a po 2-3 dniach wszystko bylo juz ok. I co ja bym mogla powiedziec ? Juz nie uwazam, ze on sk..syn ? Gdbym potwierdzila to napewno odsunelaby sie !!!
Nawet po takim krotkim czasie od pogodzenia, chcieli kredyt na mieszkanie brac. Na szczescie im nie dali.
Nie wiem co u niej. Nie wiem czy chcialabym wiedziec ? Wiem, ze nie potrafie z nia juz rozmawiac. Wiem, ze to nie tylko jej wina ale tez moja. Coz takie zycie. Ja poszlam w innym kierunku ona zostala na swoim miejscu !!!

Kazdy ma prawo do zycia tak jak chce smile

Posty [ 22 816 do 22 880 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 350 351 352 353 354 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026