Ehdi
Bardzo mi pomogło co napisałaś. Może nie przyjmuję życia ze stoickim spokojem jeszcze, stąd dzisiejsze emocje...
Te ostatnie dwa zdania to jeszcze nie ja, ale stop klatki mi pomagają
Wiem, naprawdę wewnątrz czuję, że bez nich potrafiłabym znowu wywrócić wszystko do góry nogami... Dlatego staram się zatrzymać. Na razie wiem, że wszystko, co intuicyjnie wyczuwam - także mi pomaga, Nie chcę iść na żywioł, bo to w moim przypadku nigdy się nie sprawdziło.
Nie Ehdi, emocji nie przerobiłam. Ja staram się robić wiele dla siebie - ale w swoim tempie - nie zmuszać się, tylko reagować na swoje wątpliwości i potrzeby. Wtedy jest inny skutek
Bo kiedy się zmuszam, to nie rozumiem nawet jednego słowa 
Wiem, że ideałów nie ma, ja to dobrze wiem
Ale wiedzenie to coś innego niż robienie u mnie
Mam jakiś dziwny pociąg do postępowania wbrew temu co czuję i wiem... Nie rozumiem tego, ale postaram się to zrozumieć
Jak zwykle żartobliwie dodam, że np. koleżanki zwykły mawiać wśród znajomych "ideałów nie ma, patrz a jednak jestem" - a ja "nie ma ideałów, więc jakąś wadę muszę mieć, choćby tę właśnie jedną". Zawsze jak mi ktoś wypomina, że wciąż palę. Tudzież wścieka się na mnie o jakieś zachowanie
Happy Napisałaś że jestem konsekwentna. Nie! To nie tak
Ja byłam po prostu odpowiedzialna, jeśli patrzysz na kwestie organizacji przenosin, wyboru w ogóle
Konsekwentny człowiek dochodzi do jakichś wniosków, podejmuje decyzje na ich podstawie i wdraża ją w życie. Już to pisałam kiedyś. Ja byłam odpowiedzialna
Sprawa zaczęła się klarować, więc jako dość dobrze zorganizowana osoba postarałam się o logistykę - od oględzin, przez wybór, biurokrację i w końcu bycie tu
To jest odpowiedzialność. Gdybym siedziała z założonymi rękami i biadoliła - była bym pomimo swoich lat, doświadczeń i trójki dzieci - nieodpowiedzialna straszliwie. A ja nie jestem. Mogę powiedzieć nawet, że jestem momentami nadodpowiedzialna i daję się zaorać sobie samej. Natomiast jeszcze nie zweryfikowałam swojej konsekwencji i naprawdę wiem o czym mówię
To ja ze sobą mam się czuć pewnie. Bo jeśli ja sama sobie nie będę ufać, to nic z tego nie będzie.
Gdybym była konsekwentna, to zamiast tu siedzieć, skończyłabym gotować obiad oraz analizę ofert
Ale przecież ja dam radę zrobić to wszystko rano....
Ja jestem na odwyku - od emocji.
I tak się dziś zastanawiałam.... Nie umiem żyć spokojnie jak się coś nie dzieje: nawet obiady robię na zapas do zamrażarki - i twierdzę, ze chodzi o to, żebym jedynie nie musiała codziennie stać przy kuchni po 2 godziny... Ja uwielbiam kumulacje... Pracy, zajęć domowych, prania (aktualnie jedno się kończy, mam jeszcze dwa
), prasowania, zakupów, wszystkiego. Dobrze, jeśli chodzi o sprawy codzienne, bo to mi pomaga w wypracowaniu wolnych chwil na zabawę i dla siebie. Ale czas postawić granicę tym kumulacjom, które powodują nerwa.... Przecież ja dobrze wiedziałam, że po tej bandzie mogłam pojechać od razu. Już bym dawno miała pozamiatane.... W tę czy w tę... Nie wiem.... Jak to piszę, to z wrażenia zapuściłam pobieranie firmowych maili.... Ale ja to zrobiłam w pełni świadomie, wiedząc że i tak mi to wylezie, ale może grom z jasnego niebia kogoś oświeci.... Ja tam wiem, że nikogo nie oświeci - ja to nieświadomie świadomie odwlekłam, żeby nie musieć być stawiana pod ścianą bo z oponentami łączy mnie wzajemny szacunek do profesjonalizmu. Który dwa miesiące temu stanowił argument użyty przez nich w rozmowach.... Ja się jedynie chyba odwzajemniłam... Tak się czasem kończy biznes, kiedy ktoś, zamiast argumentów profesjonalnych, zaczyna używać osobistych
Ech tam, przecież podświadomie czułam, ze tak będzie, przy okazji, nie tu, mogę opowiedzieć o swoim "nie karaluchu", to znaczy awersji do wykorzystywania znajomości prywatnych do spraw biznesowych
