Do jutra Happy ![]()
22 491 2013-06-13 23:15:51
Podobne tematy
22 492 2013-06-13 23:15:53
A wierzysz w to, że od ciebie coś zależy, czy wszystko w rękach Boga?
Anstawia to juz dalszy stopien wtajemniczenia
Ona jeszcze nie czytala lektur ![]()
22 493 2013-06-13 23:17:11
Anstawia napisał/a:A wierzysz w to, że od ciebie coś zależy, czy wszystko w rękach Boga?
Anstawia to juz dalszy stopien wtajemniczenia
Ona jeszcze nie czytala lektur
No wiem... no dobra...
To idę spać. ![]()
22 494 2013-06-13 23:18:56
nie czytalam - to prawda, ale wierze ze ode mnie nie zalezy w tej chwili nic, poza moim wlasnym 'ja', moim wlasnym szczesciem. jego decyzja zalezy od niego bo kazdy ma wolna wole. Ale tak ogolnie to wierze ze Bog po prostu wie co robi.....
dobrej nocy.... i dziekuje
22 495 2013-06-13 23:21:20
Happyfull napisał/a:Anstawia napisał/a:A wierzysz w to, że od ciebie coś zależy, czy wszystko w rękach Boga?
Anstawia to juz dalszy stopien wtajemniczenia
Ona jeszcze nie czytala lektur
No wiem... no dobra...
To idę spać.
I powiem Wam, ze ja po rozstaniu i przed to codziennie do kosciola chodzialam swieczke palic !!! I tak samo jak Kiedysbylam zyczylam sobie aby sie jakos ulozylo. Tak aby na koncu mi bylo dobrze
I tarota sobie stawialam i horoskopy czytalam i inne jeszcze zabobony
Nawet Sekret przeczytalam i obejrzalam ![]()
Od czegos trzeba bylo zaczac
No a teraz to sie wymadrzam ![]()
22 496 2013-06-13 23:26:32
Happyfull no stawiajac chodzenie do kosciola i w takim razie rozumiem wiare w jednym zdaniu i na jednej lini z tarotem, horoskopami i 'sekretem' to jak dla mnie jakas mala rozbieznosc....? jak dla mnie jedno wyklucza drugie...? albo chwytam sie wszystkiego co moge, albo wierze w cos? w cos co wyklucza taorty, horoskopy i tak dalej...? no nie wiem. kazdy ma swoj puntk widzenia i siedzenia ![]()
22 497 2013-06-14 00:03:40
Cześć Dziewczyny
Zabko mnie to czasem najbardziej wkurza to codzienne staranie się, żeby przetrwać kolejny dzień. Takie staczanie bitwy jakby samemu ze sobą. Właśnie ta cholerna walka o siebie każdego dnia doprowadza mnie czasem do furii, jeszcze jak pomyślę że to może trwać nawet i rok. Jestem osobą niecierpliwą, choleryczką, może dlatego tak mnie frustruje ta cała sytuacja. Czasem mam taki dziwny stan euforii, takiego pobudzenia i potrafi mi to w jednej sekundzie zniknąć, opadam z sił psychicznych kompletnie. Może dziwne to opisuje, ale staram się możliwie jak najdokładniej opisać jak to wygląda u mnie.
Zaczynam się zastanawiać na ile dokucza mi kochanie za bardzo, a na ile to że jestem DDA. Mój związek od początku źle funkcjonował. Ciągle byłam oszukiwana, krzywdzona, itd. Więc teoretycznie nie ma za czym tęsknić. Mam wrażenie, że ja nie tyle tęsknię za swoim byłym partnerem, co za miłością. Skoro nie chce być z tym człowiekiem, zrozumiałam to już bardzo dawno, jest to dobrze przemyślana decyzja, to nie może to być tęsknota za moim partnerem, tylko może za miłością. Ja czuję takie dziwne uczucie, chyba tęsknota za czymś czego nigdy nie miałam. Dziewczyny nie wiem czy nie wypisuję tu głupot, czy dobrze nazywam to co czuję, ale ?uczucie? ciężko przelać na papier.
Co myślicie o takiej metodzie, żeby żyć jak osoby zdrowe? Zaraz wytłumaczę co mam na myśli. Ja pomimo swoich lat uważam, że zachowuje się czasem dziecinnie. Taki przykład: potrafiłam się czepić jak mój partner nie odezwał się do mnie do któreś tam godziny (godzina mogła być różna, w zależności jak mi akurat odbiło. Ja nie odzywałam się pierwsza, bo według moich wyobrażeń to facet powinien. Ja uważałam, że jak będę odzywała się pierwsza, to stracę pozycję w związku. Wbrew temu jak jest teraz, przez długi czas w moim związku ja byłam tak jakby tą silniejszą stroną. Nigdy też nie miałam w zwyczaju dzwonić pierwsza, chyba że akurat miałam awaryjną sytuację, np. nie mogłam gdzieś trafić. Według mojego partnera zawsze unoszę się głupim honorem, i coś z w tym jest. Ja mam takie przeświadczenie, że jak ktoś zauważy że mi zależy to wykorzysta to. Początki mojego związku takie właśnie były, dopóki ja się nie zmieniłam i nie zaczęłam stawiać na swoim. Ale wracając do tematu, nie można czepiać się kogoś że się nie odezwał do godziny, którą ja sobie uwidziałam i o której ja jedynie wiedziałam. Ja zaraz czuje się niekochana, niepotrzebna, nieważna. Tego podobnych sytuacji jest mnóstwo. Rozumiecie jak chore jest moje zachowanie. Dodam jeszcze, że takie czepianie następuje dopiero jak sobie przypomnę że mój partner się coś długo nie odzywa. Ale np. ja jak zajmę się swoją pracą, to pochłania mnie to niesamowicie, bo mój zawód jest moją pasją.
I teraz pomyślałam sobie, żeby zacząć zachowywać się tak jak osoby ?zdrowe?. Nie czepiać się głupot, nie interpretować cudzych zachowań jako brak miłości. Chciałabym tak zaprogramować się, żeby naturalnym odruchem były u mnie te zdrowe zachowania. Żeby coś stało się naszym nawykiem, trzeba to powtarzać nawet 6-8 tygodni. Tylko zastanawiam się na ile uda się to osobie DDA czy KKZB, już sama nie wiem na co bardziej cierpię. Przecież pozostaje mózg, który nie da zapomnieć o tym niezaspokojonym głodzie miłości. Czy słyszałyście kiedyś o osobie, która pomogła sobie sama, bez terapii? Zaczynam powoli dojrzewać do wizyty u psychologa, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała mniej inwazyjnej metody :-P
Jeszcze takie wyjaśnienie: używam określenie ?mój partner?, żeby nie bawić się w te określenie ?były? itd. Chce z tym zerwać, chce normalnie żyć, ale nie zmienię 26 lat swojego życia z dnia na dzień. Jakby nie patrzeć, problem powstawał przez 26 lat.
Raki, Hm odnosząc się do Waszych wypowiedzi, jaki to jest chory mechanizm. Dzwoni do mnie On, rozmawiamy i przez chwilę mniej boli. Po prostu jak narkoman się zachowuje. I na jakiś czas mi starcza. Tylko takim sposobem ciągle się cofam.
Dziewczyny bardzo dziękuję za wszystkie słowa wsparcia od Was. Na razie jestem na etapie, że po kilka razy czytam co do mnie piszecie, żeby niczego nie pominąć.
Przepraszam za taki długo post, nie wiem nawet czy można tu pisać takie długie wypowiedzi.
22 498 2013-06-14 07:28:41
Drogie dziewczyny.
Czas się pożegnać.
Anstawia umarła, by narodzić się na nowo.
Dziękuję za wsparcie przez ten cały czas.
Pozdrawiam.
I do usłyszenia lub zobaczenia...
22 499 2013-06-14 08:40:05
Anstawio, dużo dobrego dla Ciebie. ![]()
22 500 2013-06-14 09:09:10
wiecie co - pierwsze 2-3 dni, po tym jak on podjal ta swoja ostateczna decyzje - nie bylo spokoju
kazalam mu sie wynosic. wypieprzac tu i teraz. nie chcial. wiec brat przyjechal mnie 'pozbierac' bo nie bylam w stanie jechac samochodem. wynisolam sie. na tydzien. po spotkaniu z psychologiem - wrocilam do SIEBIE. zaczelam sie modlic. bardzo, bardzo duzo. i nie o jego powrot. tylko o to, co dla mnie najbardziej potzebne, ufajac Gorze... i to mi dalo wlasnie jakis taki spokuj... inne spojrzenie na wszystko
pierwsze co dostalam to sen. odkad zaczelam sie modlic - nagle jak reka odjac zaczelam jakos spac. oczywiscie 5-6 godzin maks, ale jednak. wczensiej tluklam sie do rana z boku na bok, balam sie wogole zasnac, bo jak sie obudze to na nowo dotrze do mnie ze to nie sen tylko rzeczywisrtosc.
mam zal - ogromny - ze zlamal wszystko co obiecal, dal mi wszystkie powody zebym mogla czuc sie kochana bezpieczna i wierzyc ze moj swiat jest stabilny. a w sekundzie zabral mi to wszystko. i do tego nie chce nic z tym zrobic. wlasnie zal do niego to chyba najbardziej trafne uczucie jakie do niego w tej chwili zywie.
wiecie - ultimatum, warunki, wojny.... byly juz. i co? i potem sama czulam sie jeszcze gorzej. bo ja idzie na noze to na noze. i nitk nie szczedzi w slowach. kilka razy sie zagalopowal, potem przyszedl raz i przeprosil: "nie bylas zla zona, bylas dobra zona wiem jak sie staralas'. rzeczy przez okno? ale do czego to ma prowadzic? uczucia sie skonczyly tak? prawo do mieszkania mamy takie samo. nie moge go wyrzucic. honoru jak widac nie ma. moge skarge do Pana Boga pisac
Byłaś dobrą żoną, a mimo to...
22 501 2013-06-14 09:10:58
nie czytalam - to prawda, ale wierze ze ode mnie nie zalezy w tej chwili nic, poza moim wlasnym 'ja', moim wlasnym szczesciem. jego decyzja zalezy od niego bo kazdy ma wolna wole. Ale tak ogolnie to wierze ze Bog po prostu wie co robi.....
dobrej nocy.... i dziekuje
A co więcej potrzeba oprócz własnego "ja"?
Przeczytaj artykuł, który podrzuciła nam Raki jakieś dwie strony temu.
22 502 2013-06-14 09:15:45
Drogie dziewczyny.
Czas się pożegnać.
Anstawia umarła, by narodzić się na nowo.
Dziękuję za wsparcie przez ten cały czas.
Pozdrawiam.
I do usłyszenia lub zobaczenia...
A co to za klepsydra?
22 503 2013-06-14 09:29:11 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-06-14 09:46:20)
Cześć Dziewczyny
Zabko mnie to czasem najbardziej wkurza to codzienne staranie się, żeby przetrwać kolejny dzień. Takie staczanie bitwy jakby samemu ze sobą. Właśnie ta cholerna walka o siebie każdego dnia doprowadza mnie czasem do furii, jeszcze jak pomyślę że to może trwać nawet i rok. Jestem osobą niecierpliwą, choleryczką, może dlatego tak mnie frustruje ta cała sytuacja. Czasem mam taki dziwny stan euforii, takiego pobudzenia i potrafi mi to w jednej sekundzie zniknąć, opadam z sił psychicznych kompletnie. Może dziwne to opisuje, ale staram się możliwie jak najdokładniej opisać jak to wygląda u mnie.
Zaczynam się zastanawiać na ile dokucza mi kochanie za bardzo, a na ile to że jestem DDA. Mój związek od początku źle funkcjonował. Ciągle byłam oszukiwana, krzywdzona, itd. Więc teoretycznie nie ma za czym tęsknić. Mam wrażenie, że ja nie tyle tęsknię za swoim byłym partnerem, co za miłością. Skoro nie chce być z tym człowiekiem, zrozumiałam to już bardzo dawno, jest to dobrze przemyślana decyzja, to nie może to być tęsknota za moim partnerem, tylko może za miłością. Ja czuję takie dziwne uczucie, chyba tęsknota za czymś czego nigdy nie miałam. Dziewczyny nie wiem czy nie wypisuję tu głupot, czy dobrze nazywam to co czuję, ale ?uczucie? ciężko przelać na papier.
Co myślicie o takiej metodzie, żeby żyć jak osoby zdrowe? Zaraz wytłumaczę co mam na myśli. Ja pomimo swoich lat uważam, że zachowuje się czasem dziecinnie. Taki przykład: potrafiłam się czepić jak mój partner nie odezwał się do mnie do któreś tam godziny (godzina mogła być różna, w zależności jak mi akurat odbiło. Ja nie odzywałam się pierwsza, bo według moich wyobrażeń to facet powinien. Ja uważałam, że jak będę odzywała się pierwsza, to stracę pozycję w związku. Wbrew temu jak jest teraz, przez długi czas w moim związku ja byłam tak jakby tą silniejszą stroną. Nigdy też nie miałam w zwyczaju dzwonić pierwsza, chyba że akurat miałam awaryjną sytuację, np. nie mogłam gdzieś trafić. Według mojego partnera zawsze unoszę się głupim honorem, i coś z w tym jest. Ja mam takie przeświadczenie, że jak ktoś zauważy że mi zależy to wykorzysta to. Początki mojego związku takie właśnie były, dopóki ja się nie zmieniłam i nie zaczęłam stawiać na swoim. Ale wracając do tematu, nie można czepiać się kogoś że się nie odezwał do godziny, którą ja sobie uwidziałam i o której ja jedynie wiedziałam. Ja zaraz czuje się niekochana, niepotrzebna, nieważna. Tego podobnych sytuacji jest mnóstwo. Rozumiecie jak chore jest moje zachowanie. Dodam jeszcze, że takie czepianie następuje dopiero jak sobie przypomnę że mój partner się coś długo nie odzywa. Ale np. ja jak zajmę się swoją pracą, to pochłania mnie to niesamowicie, bo mój zawód jest moją pasją.
I teraz pomyślałam sobie, żeby zacząć zachowywać się tak jak osoby ?zdrowe?. Nie czepiać się głupot, nie interpretować cudzych zachowań jako brak miłości. Chciałabym tak zaprogramować się, żeby naturalnym odruchem były u mnie te zdrowe zachowania. Żeby coś stało się naszym nawykiem, trzeba to powtarzać nawet 6-8 tygodni. Tylko zastanawiam się na ile uda się to osobie DDA czy KKZB, już sama nie wiem na co bardziej cierpię. Przecież pozostaje mózg, który nie da zapomnieć o tym niezaspokojonym głodzie miłości. Czy słyszałyście kiedyś o osobie, która pomogła sobie sama, bez terapii? Zaczynam powoli dojrzewać do wizyty u psychologa, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała mniej inwazyjnej metody :-PJeszcze takie wyjaśnienie: używam określenie ?mój partner?, żeby nie bawić się w te określenie ?były? itd. Chce z tym zerwać, chce normalnie żyć, ale nie zmienię 26 lat swojego życia z dnia na dzień. Jakby nie patrzeć, problem powstawał przez 26 lat.
Raki, Hm odnosząc się do Waszych wypowiedzi, jaki to jest chory mechanizm. Dzwoni do mnie On, rozmawiamy i przez chwilę mniej boli. Po prostu jak narkoman się zachowuje. I na jakiś czas mi starcza. Tylko takim sposobem ciągle się cofam.
Dziewczyny bardzo dziękuję za wszystkie słowa wsparcia od Was. Na razie jestem na etapie, że po kilka razy czytam co do mnie piszecie, żeby niczego nie pominąć.
Przepraszam za taki długo post, nie wiem nawet czy można tu pisać takie długie wypowiedzi.
Wyobrażałaś sobie coś w swojej głowie o czym nikt nie wiedział i wymagałaś, że ktoś to spełni. I czepiałaś się. Dobrze, że jesteś tego świadoma. Świadomość to podstawa.
To teraz sobie wyobraź, że powiem Ci - połóż to tam.
I co?
Kochana, Twoje założenie, żeby postępować jak człowiek dorosły to jakby cały klops, całe clou.
O to właśnie chodzi.
Trzeba dawać jasne sygnały, mówić wprost, stawiać granice i być świadomym siebie. Bo czasem nasze zachowanie powoduje jakieś konsekwencje, których nie zrozumiemy jeślii nie spojrzymy na siebie obiektywnie.
Nie wiem jak w psychologii nazywa się zjawisko nie widzenia swojego niewłaściwego zachowania, idealizowanie siebie, nie zauważanie własnych błędów, a do tego hipokryzja. A do tego dochodzi jeszcze tarcza obronna i skorupa przez którą nie są w stanie przebić się z sygnały z zewnątrz, że ktoś sam robi sobie krzywdę i nie nadaje się do życia. I że wszyscy są nie tacy, tacy, siacy owacy, a cały świat zły, a ja wspaniały. Narcyzm? Psychopatia?
Spokojnie, Tobie to nie grozi.
Zdajesz sobie sprawę jak duży krok zrobiłaś dostrzegając na jakiej drodze się znajdujesz i jakie popełniłaś błędy?
22 504 2013-06-14 10:54:17 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-14 11:22:53)
Drogie dziewczyny.
Czas się pożegnać.
Anstawia umarła, by narodzić się na nowo.
Dziękuję za wsparcie przez ten cały czas.
Pozdrawiam.
I do usłyszenia lub zobaczenia...
Napisz cos na maila
Milego Nas czytania
Do uslyszenia
Powodzenia ![]()
22 505 2013-06-14 10:59:16
Happyfull no stawiajac chodzenie do kosciola i w takim razie rozumiem wiare w jednym zdaniu i na jednej lini z tarotem, horoskopami i 'sekretem' to jak dla mnie jakas mala rozbieznosc....? jak dla mnie jedno wyklucza drugie...? albo chwytam sie wszystkiego co moge, albo wierze w cos? w cos co wyklucza taorty, horoskopy i tak dalej...? no nie wiem. kazdy ma swoj puntk widzenia i siedzenia
Kochana no widzisz w jakim ja stanie bylam
Moj punkt widzenia... no tylko cud mogl mi pomoc.
Nic ode mnie nie zalezalo - wiesz czemu ? Bo odebralam sobie sama to prawo !!!!!
Poczytaj sobie o Kobietach kochajacych za bardzo ![]()
22 506 2013-06-14 11:07:10 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-14 11:08:33)
Co myślicie o takiej metodzie, żeby żyć jak osoby zdrowe?
(..)Przepraszam za taki długo post, nie wiem nawet czy można tu pisać takie długie wypowiedzi.
Po pierwsze: post moze byc taki dlugi a nawet jeszcze dluzszy ![]()
Po drugie: zyc i postepowac jak osoba zdrowa - jak najbardziej
Dlatego polecamy wizyte u psychologa ![]()
Ty sie troche wymigac chcesz od psychloga i pytasz czy samej Ci sie uda ? Szczerze - nie wiem !!!
Wiekszosc z Nas chodzila i chodzi na terapie, bo stwierdzila, ze sama sobie nie poradzi.
Radzenie sobie tylko samej doprowadzilo nas do roznych nieciekawych stanow.
Zreszta jezeli jestes DDA to masz prawo do bezplatnej terapii ![]()
Zycze sily i madrosci ![]()
22 507 2013-06-14 11:35:25
Dziewczyny, chciałam tylko napisać, że po prostu chłonę to co piszecie. Mozę kiedyś zacznę pisać o sobie tutaj.
22 508 2013-06-14 11:40:53
Stokrotka na wszystko przyjdzie czas
Czytaj Nas i wyciagaj wnioski dla Ciebie
Pozdrowienia
22 509 2013-06-14 13:56:05
kiedysbylam napisał/a:nie czytalam - to prawda, ale wierze ze ode mnie nie zalezy w tej chwili nic, poza moim wlasnym 'ja', moim wlasnym szczesciem. jego decyzja zalezy od niego bo kazdy ma wolna wole. Ale tak ogolnie to wierze ze Bog po prostu wie co robi.....
dobrej nocy.... i dziekuje
A co więcej potrzeba oprócz własnego "ja"?
Przeczytaj artykuł, który podrzuciła nam Raki jakieś dwie strony temu.
poczytam, poczytam, moze na weekendzie w koncu sie zabiore za jakas literature.
wiem ze to 'ja' to jest klucz do calej reszty. wiec wiem ze moje zycie jest w moich rekach. nie ma co uzalac sie zrzucajac odpowiedzialnosc na kogos - bo on mnie tak skrzywdzil. no skrzywdzil, fakt, ale co dalej? no to zalezy ode mnie, wlasnie musimy sobie uswiadomic to 'prawo' do decydowania za swoje zycie ale i odpowiedzialnosc wlasnie. bo jak osiadziemy na laurach i zamkniemy sie na wszystko to bedzie jednak nasza wina, a nie ich.... u mnie dzisiaj nawet w porzadku. mialam w pracy wlasnie kolejna wazna hospitacje - przez sama dyrektorke, a tutaj to nie jest powszechne, bo jak dyrektorka ma szkole - 1400 uczniow, 150 nauczycieli to ma caly sztab ludzi ktorzy zajmuja sie takimi rzeczami, ale dzisiaj wyjatkowo byla na lekcji i pewnego nauczyciela a ja robilam z nim nauczanie zespolowe. mam nadzieje ze jakos dobrze to poszlo. mi samej ciezko ocenic co ona na ten temat mysli.
22 510 2013-06-14 14:10:01
Cześć Dziewczyny
Zabko mnie to czasem najbardziej wkurza to codzienne staranie się, żeby przetrwać kolejny dzień. Takie staczanie bitwy jakby samemu ze sobą. Właśnie ta cholerna walka o siebie każdego dnia doprowadza mnie czasem do furii, jeszcze jak pomyślę że to może trwać nawet i rok. Jestem osobą niecierpliwą, choleryczką, może dlatego tak mnie frustruje ta cała sytuacja. Czasem mam taki dziwny stan euforii, takiego pobudzenia i potrafi mi to w jednej sekundzie zniknąć, opadam z sił psychicznych kompletnie. Może dziwne to opisuje, ale staram się możliwie jak najdokładniej opisać jak to wygląda u mnie.
Zaczynam się zastanawiać na ile dokucza mi kochanie za bardzo, a na ile to że jestem DDA. Mój związek od początku źle funkcjonował. Ciągle byłam oszukiwana, krzywdzona, itd. Więc teoretycznie nie ma za czym tęsknić. Mam wrażenie, że ja nie tyle tęsknię za swoim byłym partnerem, co za miłością. Skoro nie chce być z tym człowiekiem, zrozumiałam to już bardzo dawno, jest to dobrze przemyślana decyzja, to nie może to być tęsknota za moim partnerem, tylko może za miłością. Ja czuję takie dziwne uczucie, chyba tęsknota za czymś czego nigdy nie miałam. Dziewczyny nie wiem czy nie wypisuję tu głupot, czy dobrze nazywam to co czuję, ale ?uczucie? ciężko przelać na papier.
Co myślicie o takiej metodzie, żeby żyć jak osoby zdrowe? Zaraz wytłumaczę co mam na myśli. Ja pomimo swoich lat uważam, że zachowuje się czasem dziecinnie. Taki przykład: potrafiłam się czepić jak mój partner nie odezwał się do mnie do któreś tam godziny (godzina mogła być różna, w zależności jak mi akurat odbiło. Ja nie odzywałam się pierwsza, bo według moich wyobrażeń to facet powinien. Ja uważałam, że jak będę odzywała się pierwsza, to stracę pozycję w związku. Wbrew temu jak jest teraz, przez długi czas w moim związku ja byłam tak jakby tą silniejszą stroną. Nigdy też nie miałam w zwyczaju dzwonić pierwsza, chyba że akurat miałam awaryjną sytuację, np. nie mogłam gdzieś trafić. Według mojego partnera zawsze unoszę się głupim honorem, i coś z w tym jest. Ja mam takie przeświadczenie, że jak ktoś zauważy że mi zależy to wykorzysta to. Początki mojego związku takie właśnie były, dopóki ja się nie zmieniłam i nie zaczęłam stawiać na swoim. Ale wracając do tematu, nie można czepiać się kogoś że się nie odezwał do godziny, którą ja sobie uwidziałam i o której ja jedynie wiedziałam. Ja zaraz czuje się niekochana, niepotrzebna, nieważna. Tego podobnych sytuacji jest mnóstwo. Rozumiecie jak chore jest moje zachowanie. Dodam jeszcze, że takie czepianie następuje dopiero jak sobie przypomnę że mój partner się coś długo nie odzywa. Ale np. ja jak zajmę się swoją pracą, to pochłania mnie to niesamowicie, bo mój zawód jest moją pasją.
I teraz pomyślałam sobie, żeby zacząć zachowywać się tak jak osoby ?zdrowe?. Nie czepiać się głupot, nie interpretować cudzych zachowań jako brak miłości. Chciałabym tak zaprogramować się, żeby naturalnym odruchem były u mnie te zdrowe zachowania. Żeby coś stało się naszym nawykiem, trzeba to powtarzać nawet 6-8 tygodni. Tylko zastanawiam się na ile uda się to osobie DDA czy KKZB, już sama nie wiem na co bardziej cierpię. Przecież pozostaje mózg, który nie da zapomnieć o tym niezaspokojonym głodzie miłości. Czy słyszałyście kiedyś o osobie, która pomogła sobie sama, bez terapii? Zaczynam powoli dojrzewać do wizyty u psychologa, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała mniej inwazyjnej metody :-PJeszcze takie wyjaśnienie: używam określenie ?mój partner?, żeby nie bawić się w te określenie ?były? itd. Chce z tym zerwać, chce normalnie żyć, ale nie zmienię 26 lat swojego życia z dnia na dzień. Jakby nie patrzeć, problem powstawał przez 26 lat.
Raki, Hm odnosząc się do Waszych wypowiedzi, jaki to jest chory mechanizm. Dzwoni do mnie On, rozmawiamy i przez chwilę mniej boli. Po prostu jak narkoman się zachowuje. I na jakiś czas mi starcza. Tylko takim sposobem ciągle się cofam.
Dziewczyny bardzo dziękuję za wszystkie słowa wsparcia od Was. Na razie jestem na etapie, że po kilka razy czytam co do mnie piszecie, żeby niczego nie pominąć.
Przepraszam za taki długo post, nie wiem nawet czy można tu pisać takie długie wypowiedzi.
He he he jasne, że uzależnienie. Najpierw trzeba jednak dojrzeć. Ja zachowywałam się dokładnie tak samo. Zdiagnozowałam swoje uzależnienie od miłości i tyle. Uczę się z tym żyć i sobie radzić. Nic nie stanie się z dnia na dzień. Czy to ważne, czy KKZB, DDA czy DDD czy też tak jak ja DNR również. Ważne aby zrozumieć i kochać siebie i przestać się uzależniać.
Projekcje, fantazje, iluzje. Żebranie o miłość, prowadzenie gierek (nie zadzwonię bo....), to wszystko będzie jeszcze z nas wyłazić. Ważne aby mieć świadomość. To tak jak z alkoholikiem do końca życia będzie musiał się pilnować poatrząc na wódkę
.
22 511 2013-06-14 14:21:01
Ehdi - tak wlasie jest. czlowiek uczy sie przez cale zycie, taka prawda. a w szczegolnosci jesli chodzi wlasnie o takie zyciowe tematy. dzis jestesmy madrzejsze niz miesiac temu, a za rok bedziemy jeszcze madrzejsze, bardziej zdystansowane, przynajmniej ja mam takie odczucie o sobie samej...
choroba mamy - juz mnie zmienila. uswiadomila ze bez wszystkiego mozna zyc. bez zdrowia - niestety nie. niby oczywiste nie, ale jakos kazdemu sie wydaje ze rak to tylko u kolezanki, kolegi, sasiada, ale nie w mojej rodzinie, tak blisko....
teraz moje wspaniale doswiadczenia malzenskie.... no rewelacja
no ale po cos to wszystko jest... i mimo wszystko duzo nam daje, jako ludziom....
22 512 2013-06-14 14:33:44
chyba zaliczam się do waszego grona kobietki.
facet mnie rzucił, bo chciałam postawić ultimatum, że dość mam sytuacji w których szuka szczęścia naokoło. wiedziałam o tym ale ukrywałam w sobie
22 513 2013-06-14 14:40:39
hm... napisał/a:kiedysbylam napisał/a:nie czytalam - to prawda, ale wierze ze ode mnie nie zalezy w tej chwili nic, poza moim wlasnym 'ja', moim wlasnym szczesciem. jego decyzja zalezy od niego bo kazdy ma wolna wole. Ale tak ogolnie to wierze ze Bog po prostu wie co robi.....
dobrej nocy.... i dziekuje
A co więcej potrzeba oprócz własnego "ja"?
Przeczytaj artykuł, który podrzuciła nam Raki jakieś dwie strony temu.
poczytam, poczytam, moze na weekendzie w koncu sie zabiore za jakas literature.
wiem ze to 'ja' to jest klucz do calej reszty. wiec wiem ze moje zycie jest w moich rekach. nie ma co uzalac sie zrzucajac odpowiedzialnosc na kogos - bo on mnie tak skrzywdzil. no skrzywdzil, fakt, ale co dalej? no to zalezy ode mnie, wlasnie musimy sobie uswiadomic to 'prawo' do decydowania za swoje zycie ale i odpowiedzialnosc wlasnie. bo jak osiadziemy na laurach i zamkniemy sie na wszystko to bedzie jednak nasza wina, a nie ich.... u mnie dzisiaj nawet w porzadku. mialam w pracy wlasnie kolejna wazna hospitacje - przez sama dyrektorke, a tutaj to nie jest powszechne, bo jak dyrektorka ma szkole - 1400 uczniow, 150 nauczycieli to ma caly sztab ludzi ktorzy zajmuja sie takimi rzeczami, ale dzisiaj wyjatkowo byla na lekcji i pewnego nauczyciela a ja robilam z nim nauczanie zespolowe. mam nadzieje ze jakos dobrze to poszlo. mi samej ciezko ocenic co ona na ten temat mysli.
Jesteś nauczycielką?
22 514 2013-06-14 14:43:15
tak, jestem mloda nauczycielka
a czemu pytasz?
22 515 2013-06-14 14:44:24
chyba zaliczam się do waszego grona kobietki.
facet mnie rzucił, bo chciałam postawić ultimatum, że dość mam sytuacji w których szuka szczęścia naokoło. wiedziałam o tym ale ukrywałam w sobie
Czyli nie sprostał oczekiwaniom i poszedł sobie?
22 516 2013-06-14 14:47:08
tak, jestem mloda nauczycielka
a czemu pytasz?
A tak, bo to fajne ![]()
Jakiś trudny przedmiot?
22 517 2013-06-14 14:48:29
trudny kontekst nauczania ![]()
ucze angielskiego w Londynie. tak, wiem, smieszne prawda ? a tak na serio to smieszne to wcale nie jest, bo skala dzieci i mlodziezy ktora przyjezdzaj tutaj z calego swiata i nie mowi zupelnie po angielsku, jest porazajaca. Takie tez dzieci zostaja wedlug prawa przyjmowane do publicznych, angielskich szkol no i sa np w takiej klasie 9-tej - odpowiednik bodajze 2-3gimnazjum no i ma 'sie uczyc', chodzic na wszystkie swoje lekcje - nie mowiac slowa po angielsku. i tak w sumie sie dzieje. Tylko szkola musi tym dzieciom jakos pomoc, wiec maja takie wlasnie ekstra lekcje angielskiego, ktore wlasnie ja prowadze to jest angielski jako jezk dodatkowy - no bo nie jest to ich jezyk ojczysty, a angielski w Anglii nie moze byc nazwany jezykiem obcym. Takze lekko nie jest, uczac 13-16 latkow, majac cala klase z ktora musisz sie komunikowac po angielsku, ba musisz ich czegos nauczyc, gdzie oni po angielsku nie mowia nic no ale ja po turecku, chinsku albo albansku tym bardziej.
Malo tego, niektore z tych dzieci - np. z Somalii, majac te 13-14 lat, nie chodzily nigdy wczesniej do szkoly. nie potrafia czytac ani pisac we wlasnym jezyku a gdzie mowa o angielskim. Sa TOTALNIE nie przystosowani do funkcjonowania w instytucji jaka jest szkola, gdzie wszystko jest objete jakimis regulami, zasadami. gdzie w klasie trzeba siedziec przez 60 minut i sie nie ruszac i do tego siedziec cicho - tak oczywiste sprawy, dla dziecka, ktore nigdy wczesniej nie chodzilo do przedszkola ,szkoly, a wiekszosc zycai spedzilo na pustyni z jakimis zwierzetami, sa po prostu czasami niewykonalne. duza czesc z nich, tak na dokladke jest po bardzo trauamatycznych przejsciach, ucieczkach ze swoich krajow, pobytow w obozach uchodzcow i tysiace kilometrow od swoich rodzicow ktorzy zostali gdzies tam na drugim koncu swiata, wysylajac dziecko do lepszego swiata do krewnych albo czesto obcych ludzi.
i biorac to wszystko pod uwage, wszystkie te czynniki, jak sie tak porowna zwykle polskie dziecko w polskim gimnzjum czy liceum - to chyba mimo wszystko jest wieksza szansa na efektywny rozwoj i nauke
22 518 2013-06-14 14:53:27
trudny kontekst nauczania
ucze angielskiego w Londynie. tak, wiem, smieszne prawda ? a tak na serio to smieszne to wcale nie jest, bo skala dzieci i mlodziezy ktora przyjezdzaj tutaj z calego swiata i nie mowi zupelnie po angielsku, jest porazajaca. Takie tez dzieci zostaja wedlug prawa przyjmowane do publicznych, angielskich szkol no i sa np w takiej klasie 9-tej - odpowiednik bodajze 2-3gimnazjum no i ma 'sie uczyc', chodzic na wszystkie swoje lekcje - nie mowiac slowa po angielsku. i tak w sumie sie dzieje. Tylko szkola musi tym dzieciom jakos pomoc, wiec maja takie wlasnie ekstra lekcje angielskiego, ktore wlasnie ja prowadze to jest angielski jako jezk dodatkowy - no bo nie jest to ich jezyk ojczysty, a angielski w Anglii nie moze byc nazwany jezykiem obcym. Takze lekko nie jest, uczac 13-16 latkow, majac cala klase z ktora musisz sie komunikowac po angielsku, ba musisz ich czegos nauczyc, gdzie oni po angielsku nie mowia nic no ale ja po turecku, chinsku albo albansku tym bardziej.
Malo tego, niektore z tych dzieci - np. z Somalii, majac te 13-14 lat, nie chodzily nigdy wczesniej do szkoly. nie potrafia czytac ani pisac we wlasnym jezyku a gdzie mowa o angielskim. Sa TOTALNIE nie przystosowani do funkcjonowania w instytucji jaka jest szkola, gdzie wszystko jest objete jakimis regulami, zasadami. gdzie w klasie trzeba siedziec przez 60 minut i sie nie ruszac i do tego siedziec cicho - tak oczywiste sprawy, dla dziecka, ktore nigdy wczesniej nie chodzilo do przedszkola ,szkoly, a wiekszosc zycai spedzilo na pustyni z jakimis zwierzetami, sa po prostu czasami niewykonalne. duza czesc z nich, tak na dokladke jest po bardzo trauamatycznych przejsciach, ucieczkach ze swoich krajow, pobytow w obozach uchodzcow i tysiace kilometrow od swoich rodzicow ktorzy zostali gdzies tam na drugim koncu swiata, wysylajac dziecko do lepszego swiata do krewnych albo czesto obcych ludzi.
i biorac to wszystko pod uwage, wszystkie te czynniki, jak sie tak porowna zwykle polskie dziecko w polskim gimnzjum czy liceum - to chyba mimo wszystko jest wieksza szansa na efektywny rozwoj i nauke
No to muszę przyznać, że masz ciężką pracę.
Dzieci nie dość, że muszą się zmierzyć z samotnością i r?żnicami kulturowymi to jeszcze nowy język, wszystko nowe. Pewnie zdolniejsze dają radę, a te słabsze...
Ja w kwestii języka porozumiem się, nie ma sprawy, ale żebym np. po angielsku miała się uczyć biologii to chyba nie dałabym rady.
22 519 2013-06-14 14:59:00
no wiec wlasnie.... powiem Wam, ze ja kurcze - nauczycielka, tak? znam angielski naprawde dobrze. Ale mimo wszystko jak ide z takim dzieckiem np na wlasnie biologie, chemie czy fizyke (chodze tez do klas i wspieram takie dziecko indywidualnie na innych przedmiotach) to niektore rzeczy sa po prostu dla mnie trudne, albo nowe. oczywiscie, bedac ogolnie osoba jakos tam wyedukowana, wiekszosc rozumie sie tez po prosti z kontekstu, ale fakt jest taki ze takie slownictwo zwiazane z danym przedmiotem jest po prostu bardzo trudne samo w sobie, a nie mowiac juz w ogole o rozumieniu tego co to cos tak naprawde oznacza. W sensie moge dziecku przetlumaczyc na biologii, ze np 'evaporation' (parowanie) to w jego jezyku tak i tak, ale co z tego jak to dziecko wlasnie tak ogolnie nie ma pojecie co to jest za proces i samo slowo nawet w jego jezyku nic mu nie mowi. zwlaszcza jesli mowimy o dzieciach bez wczesniejszej edukacji. to jes szok. dzieci w wieku 14 lat nie wiedza ze zdanie zaczyna sie od duzej litery, ze swoje imie musi napisac z duzej litery, nie wie co to jest znak zapytania czy wykrzyknik.... no masakra
) lekko nie jest. ale tak naprawde nie moge narzekac. mam tak naprawde duzo wolnego w ciagu takiego szkolnego dnia. kazdy ma swojego laptopa i jak widac, np teraz, obijam sie czasem ![]()
22 520 2013-06-14 15:12:21
"hm..."
Wygląda na to, że niestety tak. Chciałam poważnego związku, myślałam że mieszkanie ze sobą jest już czyms poważnym. Jednak się myliłam, bo z jego strony chciał się jeszcze wyszaleć i opierał się na przykładach ludzi, którzy mają partnerów i partnerki, ale mieszkają oddzielnie. Więc sama siebie się pytam- po cho...kę tego chciał?
22 521 2013-06-14 15:31:43
"hm..."
Wygląda na to, że niestety tak. Chciałam poważnego związku, myślałam że mieszkanie ze sobą jest już czyms poważnym. Jednak się myliłam, bo z jego strony chciał się jeszcze wyszaleć i opierał się na przykładach ludzi, którzy mają partnerów i partnerki, ale mieszkają oddzielnie. Więc sama siebie się pytam- po cho...kę tego chciał?
Czyli jak się ma partnera a z nim nie mieszka to sobie można szaleć na boku tak, fajnie niektórzy myślą sobie. Nie moja to rzecz.
A jak Ty się w tym odnajdujesz?
22 522 2013-06-14 15:34:00
hm...
nie odnajduję
szukam pomyslu na ucieczkę od problemow
22 523 2013-06-14 15:35:35 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-06-14 15:41:50)
hm...
nie odnajduję
szukam pomyslu na ucieczkę od problemow
Chodzi mi o to co Tobie odpowiada, czego chcesz i z czym sobie nie radzisz.
22 524 2013-06-14 15:48:20
nie umiem żyć oddzielnie, nei umiem żyć bez tego mężczyzny. i co najgorsze- nie wyobrażam sobie życia bez niego.
nie wiem w ktora stronę iść.
z jednej strony było tyle przykrych słów- z obu stron. ale taka już jestem, zapominam w sekundę i rzucam wszystko, żeby coś odbudować
22 525 2013-06-14 15:52:58
maslo maślane, z góry przepraszam;p
22 526 2013-06-14 15:53:43
nie umiem żyć oddzielnie, nei umiem żyć bez tego mężczyzny. i co najgorsze- nie wyobrażam sobie życia bez niego.
nie wiem w ktora stronę iść.
z jednej strony było tyle przykrych słów- z obu stron. ale taka już jestem, zapominam w sekundę i rzucam wszystko, żeby coś odbudować
To nie jest cecha taka już jestem. Można wybaczyć, można się dogadać, dopóki nas to nie krzywdzi.
I co teraz zamierzasz?
22 527 2013-06-14 15:54:59
Nie, nie, jest ok.
A czemu nie umiesz bez niego żyć?
22 528 2013-06-14 15:57:58
tak bardzo chciałabym wszystko odbudować. wiem, ze to facet na cale zycie dla mnie.
22 529 2013-06-14 15:59:29
nie umiem żyć oddzielnie, nei umiem żyć bez tego mężczyzny. i co najgorsze- nie wyobrażam sobie życia bez niego.
nie wiem w ktora stronę iść.
z jednej strony było tyle przykrych słów- z obu stron. ale taka już jestem, zapominam w sekundę i rzucam wszystko, żeby coś odbudować
Ech.... nie umiesz bez niego żyć ? Zapewniam Cię że umiesz tylko nie dajesz sobie do tego prawa. Nie kochasz sama siebie, bo jakbyś pokochała to byś nigdy nie dała się źle potraktować, a z nim to już nie mogłabyć żyć. Taka prawda. Terapia się kłania.
22 530 2013-06-14 16:00:42
tak bardzo chciałabym wszystko odbudować. wiem, ze to facet na cale zycie dla mnie.
pierdzielenie o szopenie, typowa gadka uzaleznieniowca. Ehdi to gdzieś już słyszała
sama tak gadała jak potłuczona.
22 531 2013-06-14 16:05:46
wiem, ze potrafię zyc bez tej osoby. ale nie chcę. chcialabym znowu dzielic zycie z ta wlasnie osoba. wiem tez, ze jesli sie kocha to sie wybacza, ta druga osoba rowniez cierpi przez moje bledy.
22 532 2013-06-14 16:06:24
paluina napisał/a:tak bardzo chciałabym wszystko odbudować. wiem, ze to facet na cale zycie dla mnie.
pierdzielenie o szopenie, typowa gadka uzaleznieniowca. Ehdi to gdzieś już słyszała
sama tak gadała jak potłuczona.
Ehdi czyzbys sie juz porzadnie wkurzyla ? ![]()
22 533 2013-06-14 16:07:30
Dziewczyny przyjemnego weekendu
Ja wybywam do Strassburga ![]()
22 534 2013-06-14 16:13:07
tak bardzo chciałabym wszystko odbudować. wiem, ze to facet na cale zycie dla mnie.
A Ty dla niego? Czy nie pokazał Ci już wystarczająco dużo?
22 535 2013-06-14 16:14:17
paluina napisał/a:nie umiem żyć oddzielnie, nei umiem żyć bez tego mężczyzny. i co najgorsze- nie wyobrażam sobie życia bez niego.
nie wiem w ktora stronę iść.
z jednej strony było tyle przykrych słów- z obu stron. ale taka już jestem, zapominam w sekundę i rzucam wszystko, żeby coś odbudowaćEch.... nie umiesz bez niego żyć ? Zapewniam Cię że umiesz tylko nie dajesz sobie do tego prawa. Nie kochasz sama siebie, bo jakbyś pokochała to byś nigdy nie dała się źle potraktować, a z nim to już nie mogłabyć żyć. Taka prawda. Terapia się kłania.
Świetnie to ujęłaś Ehdi.
W ramki i na ścianę ![]()
Oj potrafimy idealizować świństwa.
22 536 2013-06-14 16:15:44
wiem, ze potrafię zyc bez tej osoby. ale nie chcę. chcialabym znowu dzielic zycie z ta wlasnie osoba. wiem tez, ze jesli sie kocha to sie wybacza, ta druga osoba rowniez cierpi przez moje bledy.
22 537 2013-06-14 16:16:52
Dziewczyny przyjemnego weekendu
Ja wybywam do Strassburga
Przyjemnego wybywania,
Ehdi na posterunku ![]()
Ale motywująca babka ![]()
22 538 2013-06-14 16:21:08
nie wiem, jak rozumiec ta sytuacje.
wiem, ze wiele sie nacierpialam. ale... tak tak slynne ale ktorego nie powinno byc.
ta druga osoba rowniez doswiadczyla wiele cierpienia z mojej strony. nie wiem tez jak pojmowac roznice w charakterach- zdarzalo mi sie dosyc czesto byc mega zaborcza o zwykle wyjscia do kumpli robiac afere i placzac
22 539 2013-06-14 17:08:20 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-06-14 17:09:21)
Kochane bylam u samej dyrektorki przed momentem zeby dostac opinie na temat lekcji w ktorej bralam dzisiaj udzial. To, ze w ogole mnie wezwano zeby sama osobiscie mi to powiedziala to juz wielki zaszczyt
bo tak jak pisalam, to jest ogromna szkola - 1400 uczniow, 150 nauczycieli i pewnie ze 100 innych pracownikow szkoly wiec ona sama nie jest w stanie osobiscie wszystkim sie zajmowac.
powiedziala krotko ze moj udzial w lekcji byl 'outstanding' czyli bardzo, bardzo dobry, dostalismy najwyzsza ocene i powiedziala ze jest po prostu pod wrazeniem naszej pracy
))) rewelacyjny poczatek weekendu !!!
22 540 2013-06-14 17:30:00
Kochane bylam u samej dyrektorki przed momentem zeby dostac opinie na temat lekcji w ktorej bralam dzisiaj udzial. To, ze w ogole mnie wezwano zeby sama osobiscie mi to powiedziala to juz wielki zaszczyt
bo tak jak pisalam, to jest ogromna szkola - 1400 uczniow, 150 nauczycieli i pewnie ze 100 innych pracownikow szkoly wiec ona sama nie jest w stanie osobiscie wszystkim sie zajmowac.
powiedziala krotko ze moj udzial w lekcji byl 'outstanding' czyli bardzo, bardzo dobry, dostalismy najwyzsza ocene i powiedziala ze jest po prostu pod wrazeniem naszej pracy
))) rewelacyjny poczatek weekendu !!!
Świetnie, gratulacje ![]()
22 541 2013-06-14 17:31:52
nie wiem, jak rozumiec ta sytuacje.
wiem, ze wiele sie nacierpialam. ale... tak tak slynne ale ktorego nie powinno byc.
ta druga osoba rowniez doswiadczyla wiele cierpienia z mojej strony. nie wiem tez jak pojmowac roznice w charakterach- zdarzalo mi sie dosyc czesto byc mega zaborcza o zwykle wyjscia do kumpli robiac afere i placzac
No tylko się o wszystko nie obwiniaj.
22 542 2013-06-14 17:41:23
cho...ra, chcialabym o wszystkim zapomniec i zyc szczesliwie bez tych zlych spraw
22 543 2013-06-14 17:47:12
cho...ra, chcialabym o wszystkim zapomniec i zyc szczesliwie bez tych zlych spraw
Więc to zostaw
22 544 2013-06-14 17:49:16
głupia jestem. jak zostawię, będe mieć uczucie że cos jeszcze moglam zrobic.
chce zapomniec, ale z toba osoba byc.
glupota uskrzydla, glupie serce. ;-)
22 545 2013-06-14 18:54:02
Kiedysbylam- Podziwiam, że pomimo tego co Cię spotkało odnosisz sukcesy w pracy! Tym większe należą Ci się gratulacje, że nie dałaś złamać się problemom. Podziw we mnie budzą Dziewczyny, które pomimo tego co ich spotkało ogarniają nie tylko siebie, ale dzieci, dom i pracę.
Hm nawet nie pomyślałam o tym w ten sposób, że jakiś sukces mam za sobą. Rok temu to jeszcze nie uważałam się za KKZB, chyba nawet nie znałam skrótu DDA. Teraz powoli dojrzewam do tego, żeby udać się do psychologa, baa nawet psychiatry. Myślę też, żeby znaleźć grupę terapeutyczną dla mnie, tylko muszę mieć najpierw w miarę stały grafik pacjentów. Chciałabym regularnie chodzić na takie spotkania, bo na pewno tylko wtedy mają sens.
Happyfull dziękuję za dobre słowa, nie pierwsze zresztą już od Ciebie ? Happy co do moich kombinacji z psychologiem to masz rację, ale dojrzewam do tego. Myślę, że psycholog lub grupa terapeutyczna pomogłaby mi spojrzeć na mój problem z dystansem i nauczyłabym się jak kontrolować swoje iluzje. Ja mam czasem tak, że wiem że zaczynam ?szaleć?, mój rozum to wie, ale jest jakby moje drugie ?ja?, które zwycięża i wtedy np. głupie zdarzenie odbieram jako brak miłości. Psychiczna jestem strasznie :-P
Ehdi ? ja uświadomiłam sobie dość niedawno, że problemem nie jest niewłaściwy facet, tylko ja. Nic się nie zmieni, jeżeli nie zacznę leczyć tego uzależnienia, bo faktycznie wpakuję się w kolejny chory układ. Teraz i tak nie myślę o kolejnym związku, tylko o sobie. Łatwiej jest mimo wszystko żyć jak ma się tą świadomość, że ?kochanie za bardzo? to też choroba.
Jakie jest Wasze zdanie na temat wierności w obecnych czasach? Ja mam wrażenie, że większość partnerów zdradza, jak nie fizycznie, to w jakieś sposób nie jest lojalny wobec drugiej strony. Dla mnie wierność jest fantastyczna! Brzydzę się zdradą, nie chce tu nikogo urazić. Dla mnie zawsze wierność, lojalność i przyjaźń były największymi wartościami. O tyle zależy mi na Waszym poglądzie, bo może to moje urojenia, że ja wszędzie widzę nieuczciwych, niewiernych ludzi. Zdrady fizycznej nie doświadczyłam (tzn. nic mi o niej niewiadomo), psychiczną nielojalność (dla mnie zwykłą niewierność) tak, może dlatego jestem tak nieufna.
Z dnia na dzień mocniej mnie do Was tu ciągnie Dziewczyny?
22 546 2013-06-14 19:23:06
Witajcie!
Mając do wyboru prysznic i sprawdzenie pogody, wybrałam pogodę... No a przy okazji ... ![]()
Nałóg jest nałóg ![]()
Nooogi mnie bolą! To dobrze! Chwilka oddechu przed ogniskiem, chciałabym szybko iśc spać, bo wstać muszę 4.45 - jedziemy do Pragi. Dziś m.in. byłam na Szczelińcu. Piękne formy skalne
O, właśnie weszła współspaczka, więc nie piszę, idę się myć i szykować ![]()
22 547 2013-06-14 21:26:56
wiem, ze potrafię zyc bez tej osoby. ale nie chcę. chcialabym znowu dzielic zycie z ta wlasnie osoba. wiem tez, ze jesli sie kocha to sie wybacza, ta druga osoba rowniez cierpi przez moje bledy.
ha ha ha no pitu, pitu, też kiedyś tak gadałam i tylko krzywdziłam siebie.
Kochana mam dla Ciebie propozycję, idź na terapię i przez najbliższe trzy miesiące rób tylko te rzeczy na które masz ochotę poza kontaktem z byłym. Zajmuj się sobą i dogadzaj sobie. Naucz się co jest dla Ciebie przyjemne, a co nie. Jak poczujesz się dobrze sama we własnej skórze i nie będzie Ci nikogo więcej do szczęścia potrzeba to spotkaj się z byłym.
Daję sobie łapę uciąć, że Cię odrzuci.
Wiesz, że być z drugim człowiekiem trzeba kochać samego siebie. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.
22 548 2013-06-14 21:28:21
Ehdi napisał/a:paluina napisał/a:tak bardzo chciałabym wszystko odbudować. wiem, ze to facet na cale zycie dla mnie.
pierdzielenie o szopenie, typowa gadka uzaleznieniowca. Ehdi to gdzieś już słyszała
sama tak gadała jak potłuczona.
Ehdi czyzbys sie juz porzadnie wkurzyla ?
Chciałam płakać, a się wkurzyłam i dziś mam dzień ustawiania wszystkich po kątach
ale co tam. Właśnie zeżarłam babeczkę z truskawkami i teraz piję kawkę, a raczej mleczko z odrobiną kawy.
Jestem dziś szczera do bólu, więc uwaga
.
22 549 2013-06-14 21:39:11
Kiedysbylam- Podziwiam, że pomimo tego co Cię spotkało odnosisz sukcesy w pracy! Tym większe należą Ci się gratulacje, że nie dałaś złamać się problemom. Podziw we mnie budzą Dziewczyny, które pomimo tego co ich spotkało ogarniają nie tylko siebie, ale dzieci, dom i pracę.
Hm nawet nie pomyślałam o tym w ten sposób, że jakiś sukces mam za sobą. Rok temu to jeszcze nie uważałam się za KKZB, chyba nawet nie znałam skrótu DDA. Teraz powoli dojrzewam do tego, żeby udać się do psychologa, baa nawet psychiatry. Myślę też, żeby znaleźć grupę terapeutyczną dla mnie, tylko muszę mieć najpierw w miarę stały grafik pacjentów. Chciałabym regularnie chodzić na takie spotkania, bo na pewno tylko wtedy mają sens.
Happyfull dziękuję za dobre słowa, nie pierwsze zresztą już od Ciebie ? Happy co do moich kombinacji z psychologiem to masz rację, ale dojrzewam do tego. Myślę, że psycholog lub grupa terapeutyczna pomogłaby mi spojrzeć na mój problem z dystansem i nauczyłabym się jak kontrolować swoje iluzje. Ja mam czasem tak, że wiem że zaczynam ?szaleć?, mój rozum to wie, ale jest jakby moje drugie ?ja?, które zwycięża i wtedy np. głupie zdarzenie odbieram jako brak miłości. Psychiczna jestem strasznie :-P
Ehdi ? ja uświadomiłam sobie dość niedawno, że problemem nie jest niewłaściwy facet, tylko ja. Nic się nie zmieni, jeżeli nie zacznę leczyć tego uzależnienia, bo faktycznie wpakuję się w kolejny chory układ. Teraz i tak nie myślę o kolejnym związku, tylko o sobie. Łatwiej jest mimo wszystko żyć jak ma się tą świadomość, że ?kochanie za bardzo? to też choroba.
Jakie jest Wasze zdanie na temat wierności w obecnych czasach? Ja mam wrażenie, że większość partnerów zdradza, jak nie fizycznie, to w jakieś sposób nie jest lojalny wobec drugiej strony. Dla mnie wierność jest fantastyczna! Brzydzę się zdradą, nie chce tu nikogo urazić. Dla mnie zawsze wierność, lojalność i przyjaźń były największymi wartościami. O tyle zależy mi na Waszym poglądzie, bo może to moje urojenia, że ja wszędzie widzę nieuczciwych, niewiernych ludzi. Zdrady fizycznej nie doświadczyłam (tzn. nic mi o niej niewiadomo), psychiczną nielojalność (dla mnie zwykłą niewierność) tak, może dlatego jestem tak nieufna.
Z dnia na dzień mocniej mnie do Was tu ciągnie Dziewczyny?
Ten ktoś też musi być odpowiedni. Ale jeśli zadbasz o siebie to spokojna głowa.
Mnie się widzi, że w dzisiejszych czasach ludzie nie potrafią, nie chcą rozmawiać. A po dłuższym czasie takiej sytuacji po prostubsajmują się swoimi sprawami. Bo ile m8ożna czekać i próbować.
22 550 2013-06-14 21:47:45
dzieki dziewczyny - no ciesze sie bardzo bo pierwsza hospitacja - jakies 3 tyg temu poszla mi nienajlepiej. potem mialam druga na poczatku tego tygodnia - poszlo duzo lepiej, a ta dzisiejsza to tak przypadkiem wyszlo, dopiero przedwczoraj ze w ogole bede obserwowana no i troche stresu bylo.
wlasnie zrobilam guntowne porzadki na tarasie - 30 metrow kwadratowych, kupa kwaitkow wiec sie troche nameczylam
i tak nie skonczylam jeszcze wszystkiego, ale jaka satysfakcja
) tyle bylo juz kurzu, pajeczyn, lisci i ogolnie syfu ze az strach ![]()
22 551 2013-06-14 21:50:44
No i fajnie ![]()
:Ahoj Żabko ![]()
22 552 2013-06-15 10:48:41
Witam bardzo serdecznie. Czytam Was juz druga dobę. Bardzo potrzebuje wsparcia. Bardzo.
Tez należę do kobiet głodnych miłości. Ten niespełniony głód niszczy mnie i moje życie.
Rozstałam się z mężem po 15 latach nieudanego małżeństwa, w którym nie było szacunku, miłości, odpowiedzialności. A ja ciągle samotna.
Od razu po rozstaniu wpadłam w ramiona starszego mężczyzny, który zdobywając mnie dał wszystko czego potrzebowałam- czułośc, bliskość, cudne słowa. A potem juz bylo tylko gorzej.
On nadal mieszka ze swoja partnerką z którą jak twierdzi nic go nie łączy. Nie moze mi złozyc żadnej deklaracji bo jak twierdzi - musi miec więcej czasu. A spotykamy się od pół roku.
Ja oczywiście robie dla niego wszystko- załatwiam co mogę, organizuje spotkania, wyjzdy. Przestałam dbac o swoja pracę, dzieci, dom. On jest centrum moich mysli i wszechświata - trwam w oczekiwaniu na odrobinę uczucia, troski, ciepła. Płacze po nocach, moje zycie to pasmo łez. CXiągle sfrustrowana, ze on nie moze mi dac tego czego chcę.
Chodze na psychoterapię, biorę leki, próbuje sobie pomóc. Potrzebuje wsparacia kobiet, które rozumieją te chore mechanizmy.
22 553 2013-06-15 10:56:04
Witam bardzo serdecznie. Czytam Was juz druga dobę. Bardzo potrzebuje wsparcia. Bardzo.
Tez należę do kobiet głodnych miłości. Ten niespełniony głód niszczy mnie i moje życie.
Rozstałam się z mężem po 15 latach nieudanego małżeństwa, w którym nie było szacunku, miłości, odpowiedzialności. A ja ciągle samotna.Od razu po rozstaniu wpadłam w ramiona starszego mężczyzny, który zdobywając mnie dał wszystko czego potrzebowałam- czułośc, bliskość, cudne słowa. A potem juz bylo tylko gorzej.
On nadal mieszka ze swoja partnerką z którą jak twierdzi nic go nie łączy. Nie moze mi złozyc żadnej deklaracji bo jak twierdzi - musi miec więcej czasu. A spotykamy się od pół roku.Ja oczywiście robie dla niego wszystko- załatwiam co mogę, organizuje spotkania, wyjzdy. Przestałam dbac o swoja pracę, dzieci, dom. On jest centrum moich mysli i wszechświata - trwam w oczekiwaniu na odrobinę uczucia, troski, ciepła. Płacze po nocach, moje zycie to pasmo łez. CXiągle sfrustrowana, ze on nie moze mi dac tego czego chcę.
Chodze na psychoterapię, biorę leki, próbuje sobie pomóc. Potrzebuje wsparacia kobiet, które rozumieją te chore mechanizmy.
Witaj ![]()
Czytaj wątek. Tutaj znajdziesz zrozumienie.
Przeczytaj może na początek "Kobiety, które kochają za bardzo".
Mam jedno pytanie. Czy fajtycznie ten ktoś dał Ci to czego potrzebowałaś, czy t o tylko Twoja projekcja?
I jak tam na terapii? Jakie wnioski?
22 554 2013-06-15 11:04:43 Ostatnio edytowany przez quest33 (2013-06-15 11:08:53)
Czytałam ta książkę. Jest prawie cała o mnie.
Ojciec, który zauwazał mnie tylko gdy na to zasłuzyłam. Psychoterapia idzie mi cieżko. najpierw dezyzja o rozwodzie - trwało to dwa lata. Dopiero teraz wiem o co cały czas chodziło. O brak miłości. Byłam zablokowana i zraniona. teraz ta wielka pustka wychodzi. Jak wielka czarna dziura.
Mężczyzna o którym pisałam to klasyczny przykład. Zagubiony, flirciarz, z masa problemów, zamkniety w sobie, mało okazujący uczucia.
A ja poświęcam dla niego wszystko rujnując sama siebie.
Na początku było bosko - to chyba norma gdy mężczyzna zdobywa kobietę. Teraz on ma dla mnie coraz mniej czasu, coraz rzadziej chce sie spotykać. Czasem nawet mnie nie zauwaza. To oczywiście powoduje, ze ja zaczynam się starac jak szalona i zasługiwać bardziej.
Obecnie prawie się rozstalismy. On przestal dzwonić, nie proponuje spotkania. Trudno mi sie pozbierać. Nie jestem w stanie myslec o niczym innym. Nie potrafie skupic sie na sobie.
Mam momenty, ze chce do niego dzwonic i błagac o spotkanie...
22 555 2013-06-15 11:09:28
quest33, wsparcia tutaj sporo. ![]()
Skarżysz się na trudy terapii. To normalna rzecz. Kontakt z własnymi uczuciami do prostych i przyjemnych nie należy, ale efekt wart jest trudu.