raki napisał/a:Zabko-k, Jakś tam chemia musi jednak być, przecież gdy nie ma żadnej, a człowiek nie jest bardzo bliski i nie ma intymności - to nawet pocałować się byłoby trudno. Trudna sprawa. Póki co na pewno potrzeba nam wszystkim czasu i pobycia ze sobą.
Choć ja ostatnio odczułam "brak" męskiego ramienia, ale takie tam chwilowe to, jak brak nowego ciucha 
Tak się domyślam
Ale wiesz, no cóż - nie będę ukrywać, że o tych dwóch "rzutach zachowaniowych" to z autopsji napisałam
Bo taki tworek jak ja, to sobie i bliskość potrafię wmówić - jak to? Ja nie potrafię???
Przecież wystarczy tylko chcieć 
Przyznaję, że się domyślam, że przyjdzie moment, kiedy uda mi się odblokować swoje emocje, jakieś żwawsze i żywsze spojrzenie na świat i bardzo zatęsknię za męskim ramieniem. Tak, ja wiem że tak będzie, że tak po prostu będzie. Obym drugi raz nie zrobiła tego, co za ostatnim zamachem 
Bo wiecie, jestem w genogramie na etapie już moich związków małżeńskich... To znaczy zaraz je zacznę...
Nie myślałam podczas przeprowadzki, ale teraz mam troszkę spokoju w głowie i myślenie o tym co dzieje się ze mną, o moich sprawach - przychodzi samo
Podczas dymka 
Za pierwszym razem było totalne zauroczenie zewnętrzem, ale to był pierwszy mój życiowy związek, w dodatku poszłam planem czyimś... Nie, nie tamtego m, nie
Jego babci.
Potem luuuuz (łagodnie ujmując) i kolejny związek - od razu po pachy. Poszłam swoją drogą. Tak, do tego muszę się przyznać. Potrzebowałam męskiego ramienia, nie chciałam już pięknego Adonisa, miał facet myśleć przede wszystkim. No tak... On myślał, mówił niezbyt wiele - to ja sobie dopisałam scenariusz co on myśli. Ale zrobiłam to już sama, nikt mnie do tego pomysłu nie doprowadził poza "onym" samym. Zamiast patrzeć, czuć, słuchać, zastanowić się, czego w życiu chciałam i co myślałam o tym, jak w różnych sytuacjach można zdrowo postąpić - ja z ogromnych zachwytem rzuciłam się w wir romantycznego związku po grób i na przekór ludziom "widzącym". Całkowicie zaprzeczyłam temu co myślałam, sądziłam, twierdziłam. Fakt, dałam się oszukać. Ale mimo wszystko wizje szczęśliwości w mojej głowie zawładnęły wszystkim - napisałam sobie kolejny raz w życiu scenariusz... Troszkę go chyba nie dopracowałam 
Stąd teraz mam wiecznie wątpliwości do siebie
I mówię o owych potknięciach, o czasie, o spokoju, o myśleniu i widzeniu. Stąd właśnie. Bo chyba najbardziej oszukałam sama siebie nie będąc konsekwentną w stosunku do własnego zdania. Dwie głowy?
Nie - to chyba Serce i Głowa
? Znaleźć jakoś umiejętność komunikowania się między tymi moimi dwoma organami było by super
Chemia i realizm? Nie wiem jeszcze
Ale postaram się dowiedzieć, jeśli będzie sprzyjająca sytuacja
Nie, nie sprzyjająca okazja, okazji to zbyt dużo było
Jak zwykle podśmiewam się z siebie 
Raki
Jak tam, skończona przeprowadzka? Już troszkę luźniej, czy jeszcze?