Szczerze powiedziawszy dziwię się wszystkim laskom, które Ci napisały coś w stylu "dziewczyno, co Ty robisz, szanuj się!1111". Ewidentnie widać, że nie rozumieją sytuacji. Zupełnie inaczej człowiek na to patrzy, gdy rozumie uczucia drugiej osoby. Empatia, to bardzo cenna sprawa.
Ale do rzeczy. Nie uważam równocześnie, że zdrada jest ok. Po prostu rozumiem Cię. Sama zdradzałam i byłam zdradzana, powiedzmy więc, że temat znam bardzo dobrze.
Na Twoim miejscu skupiłabym się najpierw na odbudowie swojego małżeństwa. Dzwonisz/piszesz do kochanka i mówisz, że na przykład, przez 3 tygodnie będziesz poza zasięgiem, bo się bierzesz za swoje małżeństwo. Kropka. Zastanów się czego w nim brakuje (domyślam się po poprzednich postach, że fajnego seksu, flirtowania, spontaniczności, czułości, wiadomo, chyba wszystkie to lubimy). Lubimy emocje. Więc może zrób tak, żeby te emocje w związku się zaczęły pojawiać. Wiesz co Cię kręci. Zaproponuj mężowi jakiś nietypowy seks, przebieranki, plener może? Chatka w górach (BEZ "TEGO" TOWARZYSTWA) i seks na skórze niedźwiedzia przy kominku? ;p Pewnie sama wiesz najlepiej co Cię kręci.
Po drugie powiedz mężowi czego Ci brakuje. Tak normalnie, otwarcie. W końcu to Twój mąż, nie? Wyszłaś za mąż bardzo młodo. Moim zdaniem za młodo, nie miałaś czasu się wyszaleć, przespać z innymi facetami, poimprezować wystarczająco długo, nie? Opowiedz mu zatem o tym wszystkim, czego Ci brak. Wszystkim, oprócz tego nieszczęsnego kochanka, rzecz jasna
Zastanów się jak można by Was "zaczarować" na nowo, dodać Waszemu związku nowej energii. Może zmieńcie miejsce zamieszkania nawet? Może zmień pracę? Znajdź nową pasję? Nową pasję, którą będzie można dzielić z mężem, hm?
I na końcu - rozważcie terapię małżeńską. Serio, to może bardzo pomóc. Ale to już tak jako krok przedostateczny. Jak już poprzednie sposoby nie przyniosą rezultatu.
Co miałoby być krokiem ostatecznym? Rozstanie. Ale jeszcze raz zaznaczam, że tylko wtedy, gdy poprzednie sposoby na nic się zdadzą.
Teraz druga strona medalu. TEN przystojniak. Przystojny facet to jest zawsze ambaras. Na szczęście/nieszczęście prawie wszyscy moi partnerzy byli bardzo przystojni - wiem ile problemów to generuje w otoczeniu innych kobiet. Trudno przestać myśleć o facecie, gdy jest naprawdę miły, opiekuńczy i przystojny. Ale... Sytuacja trwa 7 lat. Wystarczająco długo, aby zrobić kolejny krok, zamiast wynajmować po kryjomu hotelowe pokoje.
Weź tego Janusza (robocze imię) na rozmowę. W cztery oczy. Wygenerujcie pół godziny, może godzinę. Nie na szybko, nie przez telefon. No i bez przytulanek czy innych czułości! Przygotuj się do tej rozmowy. Zrób bilans zysków i strat. Zastanów się co zyskałaś (fajny seks, miłe rozmowy, coś tam, coś tam), a co straciłaś (stabilizację we własnym związku, spokój, pewnie trochę zdrowie psychiczne itp.). Zastanów się, na zimno, co Ci ten romans realnie dał. Czy wyobrażałabyś sobie dwa rozwody, abyście mogli być razem? Pier*ol kwestie kredytów, mieszkań i innych materialnych rzeczy. Skup się tylko i wyłącznie na swoim szczęściu. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, jeśli jesteś w stanie związać się z tym facetem na serio...
...zapytaj się jak on to widzi. Powiedz, że za długo to trwa. Zauważ, że on na pewno też nie jest w pełni szczęśliwy. Zapytaj go, jak uważa, co będzie za kolejne 3 lata. Powiedz co o nim myślisz. Powiedz co myślisz o całej sytuacji. Naciskaj tak długo, aż się zadeklaruje do końca. Jeśli padnie "chyba nie możemy się już spotykać" - przestańcie. Bez sentymentów. A jeśli padnie coś w stylu: "ok, rozwiodę się", daj czas maksymalny. Rok? I cholera jasna, egzekwuj decyzje.
Szczerze? Nie widzę innych dróg. Ile można z kimś sypiać w takim dziwnym układzie i nic z tego nie będzie wynikać? Będziesz coraz bardziej nieszczęśliwa, odłamująca siebie i innych. Twoja zdrowie psychiczne będzie coraz bardziej w gruzach. Będziesz mieć poczucie winy i zmarnowanego czasu.
Co sądzisz o moich radach?
Trzymam kciuki!