Ani kobiety ani faceci nie potrafią doceniać tego co mają.Pamiętajcie,że przychodzi taki czas,kiedy człowiek budzi się z ręką w nocniku i wtedy zaczyna się płacz i lament.
Podobne tematy
to czyli ja mam teraz taki moment...mam nadzieje ze minie jak najszybciej...
Jeden człowiek,jedna osobista tragedia.Przeraża mnie ogrom tych zjawisk.Zdrady,flirty,kłamstwa.Jak te dzieci mają wyrosnąć na wartościowych ludzi???
pelaska21,to nie Ty masz płakać.On ma ręke w przysłowiowym nocniku a TY musisz tylko nie dać się urobić.
mnie też to przeraża i boję się, że świat kiedy nasze dzieci będą dorosłe będzie jeszcze gorszy.
Niby tak, są ze mną, ale wiesz ja uważam, że cokolwiek będę robić to nie zastąpię dziewczynom ojca i bardzo ubolewam nad tą sytuacją, że są z rozbitej rodziny. Może jestem głupia i naiwna, bo to ja zostałam zdradzona, oszukana i w ogóle a przejmuję się tym, że sporadyczny kontakt mają ze sobą
Zawsze dzieciaki ucierpią na nieodpowiedzialności jednego z rodziców.Kurna,no nie mogę sobie tego wszystkiego ogarnąć.
nie ma szans na jakie kolwiek urobienie....znalazl swojego ideala to niech sie nia cieszy...ja moze nie jestem taka idealna ale jak kocham to daje z siebie wszystko...teraz czas na pogodzenie sie z faktem ze jestem ta gorsza...moze gdybym byla starsza i bardziej doswiadczona przez zycie lepiej bym sobie poradzila...a ja biedna dziewczynka ktora tkwila w 5 letnim zwiazku z chlopcem alkocholikiem nie nauczylam sie wiele tylko tyle ze wiem jak przyjmowac cierpienie na klate...
Powiem Wam,że w mojej rodzinie będe pierwszym,który się rozwiedzie.Szok dla otoczenia,tym bardziej,że moja żona,zawsze się brzydziła zdradą!Jak widać,sama nie wiedziała chyba co mówi.
pelaska21,będziesz przez to bardziej ostrożna,a to Ci akurat wyjdzie na dobre.Ja zresztą też:)
tak samo moj chlopak powiedzial ze w zyciu by mnie nie zdradzil ale gdyby podkreslam gdyby juz to sie zdazylo to by mi odrazu o tym powiedzial...a jak mnie zdradzil to nawet slowem nie wspomnial o tym tylko przyszedl i blagal zebym mu pozwolla mu wrocic bo on nic nie zrobil tylko byl na baletach i to wszystko...wybaczylam ale jak ja sie umowilam z kolega kilka razy to orazu stalam sie wielka szma.ta...ja sie musze pocieszyc tez tym ze on jest jeszcze mlody i glupi i liczy sie dla niego zabawa picie i pukanie wszystkiego na okolo...
Dołaczam sie do was i witam serdecznie słowiczku:) my to jesteśmy pikusie przy Tobie...owszem,my także ciepimy,ale u Ciebie cierpi jeszcze córka...nie wiem jakim trzeba być podłym żeby nie liczyć się z uczuciami innych tylko tak ranić...ale oni jeszcze za to zapłacą...my sobie poradzimy wszyscy...bedzie jeszcze dobrze,oddamy komuś nasze serduszka a oni będa żałować,że nas stracili...to troche przynosi ulge w cierpieniu...musimy dać rade i nie dać exom satysfakcji...ja mam dziś doła,bo moj ex bedzie pewnie u swojej koleżanki...ciągle o tym myśle:( a w sumie niech ja obraca...
Ilonka niech sobie obraca...moj niech tez sobie obraca ...nie zmienimy tego proszeniem albo uzalaniem sie nad soba w takich chwilach musimy zrobic wszystko zeby nie myslec...sa tu ludzie ktorzy sa w gorszych sytuacjach...cieszmy sie ze nie mamy z nimi dzieci bo to by byla dopiero porazka...moje dziecko by biedowalo a moj byly znajac zycie tak czy siak by mial browara...pomysl o sobie jak cierpisz...on ma cie gdzies ty tez sie staraj...wyjdz z domu idz do pubu albo chocby wez jakas relaksujaca kapiel wlacz sobie do tego jakas wesola pioseneczke i ciesz sie ze teraz juz cie nie bedzie obchodzilo czy twoj byly sie wkurzy jak gdzies wyjdziesz czy jak sie z kims umowisz ...zobacz ilu jest fajnych chlopakow w okolo jestesmy za mlode zeby tak cierpiec...
Masz racje Pelasieńko Kochana:* niech sobie ją obraca...ale ja i tak wiem,kiedyś zrozumie swój błąd...wtedy ja już będe na tyle silna,żeby zasmiac mu się w twarz,to mi dodaje sił...zycie jest zbyt cenne,żeby tracić nerwy na takich skubańców
Kontynuuje wątek,bo miałam pisać jak bedzie mi zle...znów troszke jest dołek...ale staram sie myslec pozytywnie,choc nadal kłebi się za dużo negatywnych myśli:(
Wiem jak to boli, wiem o czym się wtedy myśli i nawet uwagi zajmij się czymś są dziwne, ale trzeba się przemóc i cos ze sobą jednak zrobić, ja zwykle mam dół wieczorem, rano obojętność, nie wiem dlaczego tak jest, poza tym ta pogoda, ten upał nawet nie chce się gdzieś wyjść bo to masakra
dziewczyny on sie dzisiaj wyprowadza...teraz niby mnie to wali choc czuje lekkie trzesiawki od wewnatrz...wczoraj sobie pogadalismy oczywiscie sie poklocilismy i powiem wam szczerze ze on mysli ze edzie tak jak zawsze ze to znowu ja sie odezwe i bede blagac wczoraj mnie zacytowalpowiedzial ze czeka az zaczne dzwonic i mowic'blagam cie wroc do mnie blagam sproujmy jeszcze raz blagam' i on jest pewien ze tak bedzie...jak ze chlopak sie zdziwi jak nie edzie zadnego tel do niego...
Oj Pelasiu dzisiaj czeka Cię trudny dzień,ale sama widzisz jaki Twój ex jest pewny siebie...nie daj mu satysfakcji...olej dziada...:) Maxi ja mam podobnie z reguły wieczorem mam załamki,a wczoraj wiedziałam,że pewnie jest z inną...aż mi się niedobrze robiło na samą myśl o tym,ale damy rade dziewczynki...ja jak zaczynają wracać miłe wspomnienia z ex,to staram się zastąpić je tymi złymi...to mnie ustawia do pionu...ale dobrze,że tak jest,bo znów bym go prosiła,żeby wrócił,a tak to gdy on się odezwie znów namieszać mi w głowie i podbudować swoje ego wtedy ja wyobraże sobie,że lizał się z inną i każe spadać...kurde narazie tak myśle,że bedzie ale znając mnie pewnie braknie mi siły:(
Eh znów to samo...właśnie puściłam mu dzwonka...sama siebie już nie rozumiem...zarzekam się,że się nie odezwe,a potem znów odwalam takie numery...robie to pod wpływem emocji...chyba ktoś powinien mi porządnie nakopać po d...albo powiedzieć do słuchu,może to coś pomoże...
to ja ci wpier.dole!!!!!!!!!co ty czubku robisz nie mozesz tak..ex sie wyprowadzil a ja mu nawet buzi nie dalam nic...najpierw czulam straszny bol nie moglam powstrzymac lez walczylam z nimi caly dzien...az wkoncu usiadlam i zaczelam pisac pamietnik(od kilku dni to robie)napisalam za co go kochalam i szczerze napisalam tylko ze za to ze byl...a za co go nienawidze i tu sie zaczelo...napisalam na 3 kartki...napisalam sobie tez co musze robic zeby sie zmienic...i czego nie moge robic napisalam sobie ze nie moge sie uzalac nad soba i pod zadnym pozorem do niego dzwonic...chce o nim zapomniec...
Oj wiem,że jestem głupia...czasem potrafie się ogarnąć,ale potem znów przychodzi załamka...tak chciałabym zapomnieć...ale znajac zycie ten gad za 2 dni znów sie odezwie i namąci mi w głowie
musimy byc silne:( dzisiaj ja mam zalamke jestem w stanie go blagac o wybaczenie:( ale trzymam telefon daleko od siebie...:( nie chce zrobic czegos czego bede zalowala:(
Heh znów musze wam o czymś opowiedzieć...może mi to pomoże...mój ex od kąd mnie zostawił,ciągle się odzywał,pisał co słychać itp...mówił jak mu to zle beze mnie,że tęskni...chciałam już zapomnieć o wszystkim złym,co mi zrobił...wyciągnęłam ręke na zgode z propozycja powrotu,on stwierdził,że teraz mam dużo spraw na głowie i pogadamy o tym za tydzień...w czwartek weszłam na profil jego koleżanki a tu co widze...zdjęcia ich razem w górach...zadzwoniłam do niego i powiedziałam,że jest śmieciem,a ten na to,że nadażyła się okazja wyjazdu,wiedział ze sie o tym dowiem i dlatego to zrobił,tzn.mi na złość...jak ja go nienawidze,i żałuje,że znów chciałam dać mu szanse...tylko nie rozumiem,że można być taką perfidną i wyrachowaną osobą...aha a ta koleżanka to poprostu osoba,do której może się przytulić jak ma gorszy dzień i tęskni za mną...nie wiem a już sama tego nie kumam,jak pozwoliłam się tak omotać i kochać taką gnide...mam chyba największy żal do samej siebie,że mogłąm go już dawno kopnąć,przynajmniej by mnie tak nie ranił...
Witam ![]()
Śledzę ten wątek od kilku dni i chciałabym napisać coś mądrego, ale teraz sama chyba potrzebuję mądrych słów...
Kilkanaście dni temu rozstał się (chyba) ze mną mój partner. Byliśmy ze sobą zaledwie kilka miesięcy, nawet nie mieszkaliśmy ze sobą. Oboje mamy za sobą bardzo nieudane małżeństwa, z tym, że ja rozstałam się wcześniej i zdążyłam się z tego otrząsnąć, on jeszcze nie... Przez jakiś czas układało nam się wspaniale, był wspaniałym, czułym i opiekuńczym facetem - takim, który całuję ziemię, po której stąpa jego kobieta. Cóż, zakochałam się bez pamięci, jak jeszcze nigdy. Wydawało mi się, że on też... i że uda nam się stworzyć szczęśliwy związek. Ale jakiś czas temu on stwierdził, że to się nie uda, że on się nie nadaje do związku, że nie zasługuje na szczęście, nie zasługuje na mnie itd. Myślałam, że po prostu ma "doła", ale miesiąc później powiedział, że nie jest w stanie dłużej tego ciągnąć, oszukiwać mnie, że jest gotowy do budowania związku, że nie potrafi pokochać mnie tak, jak na to zasługuję. Rozstaliśmy się. Chciałam go zatrzymać, tłumaczyć, przekonywać, ale w myśl zasady "jeśli coś kochasz..." pozwoliłam odejść. Już następnego dnia się odezwał, twierdząc, że nie chciał mnie skrzywdzić i że jest mu przykro, że zdaje sobie sprawę, że ja nie będę na niego czekać, ale nie mógł inaczej. Naszego rozstania nie nazwał już rozstaniem, ale przerwą w budowaniu związku. Widujemy się codziennie - pracujemy w tym samym miejscu i widzę, że rzeczywiście cierpi. Rozmawiamy często - wiem, że powinnam "podziękować" mu raz na zawsze, ale nie jestem w stanie ... Nie potrafię przekreślić tych chwil, które były i nie potrafię pozbyć się wiary, że jeszcze możemy być szczęśliwi. Ostatnio powiedział, że tęskni, że zdaje sobie sprawę, że być może źle zrobił rozstając się ze mną, a ja... nadal go kocham i tęsknię straszliwie. I nie wiem, już co robić - czekać, czy nie. Wiem, że często mężczyźni gorzej znoszą rozstanie, dłużej muszą wracać do równowagi, więc może powinnam poczekać? A ten facet, mimo wszystko (jakby nie patrzeć - był ze mną uczciwy, nie oszukiwał, że kocha, nie ciągnął tego tylko dla sexu, albo tylko po to, żeby nie być samemu) wart jest poświęcenia. Nie naciskam na niego - po prostu jestem obok. Boję się tylko, że braknie mi cierpliwości i tego, że jeśli teraz go odrzucę (on panicznie boi się odrzucenia) - stracę go na zawsze. Co robić?
Najsłuszniej w Twojej sytuacji faktycznie nie naciskać go. Niech czuje, że ma w Tobie wsparcie, po prostu bądź, a sprawy pozostaw swojemu biegowi. Może on musi pozbierać myśli, zapomnieć o tamtym związku. Niech widzi, ze może na Ciebie liczyć , może zaproponuj mu od czasu do czasu wyjście na impreze, razem się bawcie jak dobrzy znajomi.... Może wtedy się zreflektuje, że z Tobą jest szansa na prowadzenie ciekawego życia bez dołowania .... Lepiej unikać na razie wyznań, ze to jest miłośc życia itp. on pewnie nie jest przygotowany na to po świeżym rozstaniu....
Boze teraz widze,ze takich przypadkow podobnych do mojego jest wiele.dziewczyny ja bylam tak zakochana glupia i zmanipulowana ze ponad 3lata po rozstaniu mna manipulowal!!!!!!!!!!!!szukal kontaktu,nekal macil,ile razy decydowalam sie ze ok moze sprobujmy znowu to odcinal sie!!!!!!!!!ponizyl mnie,odarl z szacunku,czesc zycia zniszczyl!!!teraz w koncu naprawde sie odcielam.Mysle ze tacy faceci musza sie leczyc-mowie powaznie.Pozdrawiam was dziewczyny i wiedzcie,ze nie jestescie same-nas jest wiecej!Nigdy wiecej psycholi!
tak czytam ten watek i wciąż powtarza się schemat, że po rozstaniu nagle facet dzwoni jak gdyby nigdy nic, mowi ze teskni i inne sciemy, które my łykamy.......... a kiedy wyciągamy dłoń oni odwracają się tyłem..
o co kaman? skąd w facetach takie myslenie? nie rozumiem tego.... a najgorsze, że to chyba jakaś choroba bo prawie każdy tak robi..
ok mogą zadzwonić jeżeli rozstaliście się przyjacielsku i w zgodzie, wtedy rozumiem że może wymsknąć mu się "tesknie", ale powinno być tym samym jasno powiedziane, że to nie znaczy powrotu!
tylko taką sytuacje jestem w stanie zrozumieć..
w innych jest tak, że:
- facet dzwoni tylko po to aby zagłuszyć swoje sumienie /co nie znaczy,że chce powrotu/ i dzwoni aby zobaczyc co u nas,
- szuka kontaktu zeby miec koło ratunkowe
- aby cieszyc sie naszym smutkiem i dokopać
- aby samemu poczuc sie lepiej, potwierdzic to ze dobrze zrobił odchodząc
takie sa moje spotrzeżenia.....
a, zauważyłam też że nie koniecznie schemat ten powtarza się tylko przy rozstaniu, ja u mojego partnera zauwazyłam, że on dzwoni jak gdyby nigdy nic i udaje, że wszystko gra... kiedy "nie gra" i chowa głowe w piasek unikając konfrontacji.....
dziwne te ich myślenie.
masz racje Wicherek. Ja kiedys slyszalam,ze facet nigdy nie powie kobiecie ze jej nie chce wprost,ze jest to dla niego najgorsza katorga powiedziec prawde i ze pokazuje to na tysiace sposobow byleby nie powiedziec wprost.Toz to jest okropne tchorzostwo.
Ja np nie powiem nie bylo mi lekko gdy chcialam sie rozstac z facetem,ale powiedzialam mu to an tyle konkretnie,ze w koncu zrozumial.A wyjatkowo nie chcial aby do niego dotarlo.
Okropne to wszystko.Ja mam tylko nadzieje,ze nie nabiore sie koejny raz.