Pisząc że wy kobiety możecie mieć problem z odpowiedzią chodziło mi o to, że w takiej sytuacji kiedy facet jest niepełnosprawny np na wózku, to wy kobiety bardziej się nim opiekujecie niż on wami, no bo co tu dużo mówić niepełnosprawność ruchowa to jest spore utrudnienie i choćby facet chciał bo nie będzie w 100% taki jak ten zdrowy...
facetom jest łatwiej zaakceptować niepełnosprawną partnerkę, tzn może źle się wyraziłem, mnie byłoby łatwiej zaakceptować niepełnosprawną partnerkę (sorry za to uogólnienie) chodzi o to że wg mnie to facet powinien być tą osobą która opiekuje się swoją kobietą, to do niego ona powinna przychodzić kiedy jest zagrożona i kiedy nie czuje się bezpiecznie by poczuć się dopiero w jego ramionach... wracając do tematu, zakładając że mam partnerkę niepełnosprawną po prostu otaczam ją opieką większą niż sprawną partnerkę, zajmuje się nią tak samą jak ta sprawną tylko że w większym stopniu...
"Ale pewności nie mam. Można gdybać" no właśnie i chyba ty głębiej przemyślałaś temat ponieważ nie powiedziałaś wprost że tak... wyżej napisałem żeby brać pod uwagę codzienność z osobą niepełnosprawną, np seks bo to coś normalnego w zdrowym stabilnym związku, byłby problem z osobą która nic nie czuje od pasa w dół, podobno seks w związku nie jest najważniejszy ale bez niego praktycznie nie da się utrzymać związku... nie wiem, nie znam się...
teraz coś o swoich odczuciach w tej sprawie...
ja skłaniam się ku temu że mógłbym być z dziewczyną na wózku czy o balkoniku, przecież to normalna osoba, z takimi samymi uczuciami jak każdy, (tyle że ich uczucia pewnie nie raz były wystawiane na wielką próbę...) taka osoba też jest atrakcyjna, niby czemu dziewczyna na wózku miała by mi się nie podobać? też może mieć śliczną twarz, super osobowość, też może być dojrzała i stabilna (ojj daj Boże, daj Boże...) też może mieć fajny biust, ładną figurę czy piękne nogi,
co do seksu to wydaje mi się że gdybym był z dziewczyną która jest sparaliżowana od pasa w dół a gdyby po obu stronach była wola i chęć seksu to i tak bym se poradził i było by git
co, sadman by sobie nie dał rady? SADMAN?
Wydaje mi się (zdanie laika) że szczęście, prawdziwa miłość jest ponad wszystko, ponad to czy ktoś może chodzić czy nie, trzeba sobie zadać pytanie czy lepiej być z kimś niepełnosprawnym z kim będziemy szczęśliwi (zakładam że tak, choć różnie może być...) czy czekać na księcia/księżniczkę w nieskończoność bo nam przeszkadzało kilka rurek aluminiowych 
wózek (ew balkonik, kule) nie odbiera człowiekowi atrakcyjności, wartości... wystawia tylko na próbę tę drugą osobę, czy podoła i czy (w przypadku faceta) to jest prawdziwy mężczyzna (który akceptuje wady partnerki) czy nie bardzo... 
Takie moje zdanie, takie moje poglądy, krytykujta 