no dobrze, co do moich poglądów, twierdzę, że będąc u progu życia, naszych miłostek nie można nazwać wielkimi miłościami aż po grób, bo to wręcz niedorzeczne. człowiek jest wtedy jeszcze zbyt młody, każde zauroczenie bierze jako miłość i cierpi niewypowiedzianie po wyparowaniu emocji, myślę, że jeśli ma się zamiar wyjechać ze swojego dotychczasowego miejsca zamieszkania, na studia, do pracy, jeśli tak jak ja mieszka się w małej miejscowości i chce się wyjechać, gdzieś indziej się uczyć, znaleźć pracę, kupić mieszkanie/zbudować dom, założyć rodzinę to kompletnie bezzasadne jest szukanie sobie partnera na miejscu, zwłaszcza jeśli jest to rok maturalny, który praktycznie decyduje o naszej przyszłości, niepotrzebne są zawirowania emocjonalne, skoki nastrojów, bo on się nie odzywa, bo emocje opadły, nie ma już motylków w brzuchu... mamy jeszcze czas na prawdziwą miłość, kiedy będziemy na tyle dojrzali by móc jej sprostać w życiu, podejść do tego odpowiedzialnie, oczywiście wiem, że zdarzają sie pary, które dobrały się w szkole gimnazjalnej a później po pięciu latach się pobrały, ale nie zawsze jest tak pięknie. Zgadzam się, że potrzebna jest człowiekowi bliskość, zrozumienie, ale ja myśląc o miłości, wiem czego chcę, wiem, że chcę dać spokojny, ciepły, czuły dom mojemu mężowi, chcę dać mu poczucie stabilności, chcę by dom, był odskocznią od codzienności. Myśląc o uczuciu myślę już o rodzinie, wspólnym domu, dziecku... chcę dawać mężczyźnie szczęście. A mam zważcie osiemnaście lat. Jeśli chodzi o związki, które obserwuję teraz, widzę, że nie potrafiłabym się w czymś takim odnaleźć. oczywiście brakuje mi ciepła i czułości, ale nie wyobrażam sobie tego, a jako humanistka mam bardzo bujną wyobraźnię..
takie są moje zapatrywania, ciekawa jestem jaki będzie odzew.. 