Ale wy ludzie macie problemy co było za czasów jaskiniowców, a co jest teraz
Sobie żyjcie jak chcecie, a nie pod dyktando społeczeństwa wtedy będziecie wolni
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Brak chęci na ponowny związek ?
Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ale wy ludzie macie problemy co było za czasów jaskiniowców, a co jest teraz
Sobie żyjcie jak chcecie, a nie pod dyktando społeczeństwa wtedy będziecie wolni
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:To już było później, średniowieczne i czasy obecne to jest nic nie znaczący okres, jeśli chodzi o czasy kształtowania się atawizmów, instynktow.
Te ukształtowały się w ciągu dziesiątek tysięcy lat, kiedy człowiek żył w małych grupach plemiennych.
Obecnie realia są inne, ale nasza podświadomość dalej działa na systemie, który się przez ten czas kształtował.złoto napisał/a:A co wg Ciebie oznacza " na jakimś tam poziomie bycia samodzielną"?
Pisałem w kontekście czasów obecnych i naszej kultury.
Każdy normalny mężczyzna będzie np oczekiwał, że kobieta będzie aktywna zawodowo, może poza momentami odchowania dzieci.
Dawniej to mężczyźni wychodzili na zewnątrz, kobiety troszczyły się o ognisko domowe. Ich utrzymanie było całkowicie po stronie mężczyzn.Raczej kobieta była traktowana jako ktoś niższej rangi, co wciąż widać w tych bardziej prymitywnych kulturach, gdzie domena mężczyzny, czyli siła fizyczna, decyduje o miejscu w stadzie.
Są nawet teorie twierdzące, że kobiety i dzieci były wspólne.
Nie istniała wyłączność.To jest "dawno i nieprawda", ale nie dla naszej podświadomości, dla której to obecne czasy są czymś nienaturalnym.
My, mężczyźni np dalej mamy w sobie mocną troskę o kobiety czy dzieci.
Stawiamy Was pod tym względem o wiele wyżej od siebie. To są atawizmy, wtórnie powielane przez kulturę.Tak działa m.in. kwestia wyglądu u kobiet. Kobieta, która się podobała, miała o wiele łatwiej.
Dalej tak jest, ale dawniej to były o wiele bardziej istotne kwestie.Czasy obecne i cywilizacja Zachodu jakoś się mają do prehistorii, ale to, co piszesz np. o grupach plemiennych tzw, kulturach prymitywnych to już bzdury totalne. Mocna troska o kobiety i dzieci jako atawizm? Kobiety i dzieci były wspólne? jesteśmy na początku XX wieku czy jednak XXI? bo mam nieodparte wrażenie cofnięcia w czasie o jakieś co najmniej 50 lat, jak nie więcej.
Zaciekawiło mnie. Napiszesz Muqin skąd wg Ciebie wzięły się wartości którymi oceniany się w świecie damsko meskim? Tak po łebkach i tylko kultura zachodnia?
Przeciez Farmer to on w zyciu nie byl.z zadna studentka to jest tylko jego wyobraznia, wogole watpie,ze on wogole kiedykolwiek uczyl na uniwersytecie czy gdziekolwiek
We wtorek jakaś nastolatka powiedziała mi, że jestem przystojny, ale nawet ja mam swoje granice (nie dopytywałem czy ma więcej niż 16 lat
)
Julia life in UK napisał/a:Przeciez Farmer to on w zyciu nie byl.z zadna studentka to jest tylko jego wyobraznia, wogole watpie,ze on wogole kiedykolwiek uczyl na uniwersytecie czy gdziekolwiek
We wtorek jakaś nastolatka powiedziała mi, że jestem przystojny, ale nawet ja mam swoje granice (nie dopytywałem czy ma więcej niż 16 lat
)
chyba w Twoich snach tak Tobie powiedziala
Choc nie chca za to wziac odpowiedzialnosci.... Odebrałem jakbym był czemus winny. A to ja namawiam kobiety na czerwone paznokcie czy makijaż? Ja namawiam na mini czy jednak babka czuje ze podnosi swoją wartosc uważając to za swoje mocne strony? To gra w której uczestniczą obie strony.
Mamy inny odbior faceta ktory podjeżdża rollsem albo starym oplem. Wina babek czy gra obustronna?
Wzięcie odpowiedzialności to nie wina, a doroslość Na tym ona m.in. polega.
Część facetów płacze tu, że kobiety poszły za daleko ze stawianiem na wygląd. A kto wykupuje za grube $ dostepy do tych wszystkich OnlyFans, lajkuje rozneglizowane laski na insta i masturbuje sie do nich?
Kobiety kapitalizuja na waszych najniższych instynktach. ZA TO warto wziac odpowiedzialność.
Część z was świadomie rezygnuje z tej gry i stara się te najniższe instynkty wyciszyć. Pytanie na ile to jest racjonalizacja sobie pewnych rzeczy typowo na rozum, na ile stłumienie popędów.
Nie twierdze, że związanie się z przeciętnej urody laską to złe rozwiązanie, bo do tych najładniejszych ustawia się kolejka i nie każdy z was ma psychikę do konkurencji,a przede wszystkim inwestowania w swój rozwój żeby być w topce.
Chodzi o wzięcie swojej części odpowiedzialności za to. Tak, jako płeć. Tak jak chcecie żeby pojedyncze kobiety odpowiadały za wszystkie "puste lale", które dały facetom kosza, a nie były puste póki pilka była w grze ![]()
We wtorek jakaś nastolatka powiedziała mi, że jestem przystojny, ale nawet ja mam swoje granice (nie dopytywałem czy ma więcej niż 16 lat
)
Hahahah, jeśli ktoś pamięta dokładnie dzień i pewnie godzine kiedy dostał komplement, to pewnym jest, że nie dostaje ich często. Także niezle samozaoranie D:
Zaciekawiło mnie. Napiszesz Muqin skąd wg Ciebie wzięły się wartości którymi oceniany się w świecie damsko meskim? Tak po łebkach i tylko kultura zachodnia?
Masz na myśli wartości czy kryteria? Wartości to pakiet kulturowy, kryteria mieszany. ![]()
Mrs.Happiness napisał/a:RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:Jednak jest też druga strona medalu. Osoby posiadające jakieś walory (pieniądze, wygląd, itp), którymi się pozycjonują i którym nadają ogromną wartość, próbując się w ten sposób dowartościować, nie potrafią zrozumieć że nie dla wszystkich te walory mają podobną wartość.
Myślę, że czasem wynika to również ze strachu. Przykładowo, jeśli kobieta naprawdę wierzy, że liczy się tylko wygląd, włożyła dużo pracy w to, by maksymalnie go podkręcić, używała go do otwierania sobie różnych drzwi, uprzedmiotowiła samą siebie i jest on jedyną rzeczą, którą w sobie ceni, to dopuszczenie myśli, że dla wielu ludzi może on być kwestią drugo a nawet trzeciorzędną, zachwiałoby całym jej światopoglądem.
Skądś to się wzięło? Czy media to sprawiły - te wszystkie insta-śliczonki, graficznie przerabiane? Czy może dom rodzinny, gdzie miałaś być ładna, dziewczęca, może byłaś porównywana do innych - zobacz, a Oliwka ma szczuplejsze nogi, i ładniejsze włosy - mogłabyś trochę poćwiczyć (tzn nogi nie włosy
).
Zadziwiające jest to, że jednak taka kobieta nie będzie w strachu, że jak nie będzie pracowała nad swoim charakterem, to będzie odrzucająca dla otoczenia, dla mężczyzn, albo, gdy jej wiedza o świecie ograniczy się do wiadomości z social mediów, będzie znała jednocześnie plotki z życia celebrytów z Hollywood,a z drugiej strony nie będzie wiedziała jaka jest stolica Czech i co to była Czechosłowacja? Skąd to się bierze, ze jednak dla większości kobiet wygląd ma aż takie znaczenie, a nie charakter czy wykształcenie?
Jeszcze nie słyszałam, by jakaś kobieta rozpaczała, ze żaden jej nie zechce z jej charakterem, więc od dzisiaj będzie go poprawiała, niwelowała jakieś swoje gorsze cechy, może zbytnią kłótliwość, popędliwość, roszczeniowość, leniwość, brak ogłady...czy też zdecydowała się postawić na edukację, skończyć jakieś studia, podyplomówki, może kursy zawodowe. To jakby nie ma znaczenia. Zawsze natomiast jest to wygląd.
Mężczyźni to wzrokowcy, kobiety się temu podporządkowują. Chyba tak jest z ewolucyjnego punktu widzenia.
Podsumowując, bo bardzo dużo było tu odpowiedzi "tak to już jest", mężczyźni to wzrokowcy, kobiety to wiedzą, dlatego też malują paznokcie na czerwono, bo chcą się podobać, ale w drugą stronę mężczyźni dążą do wyższego statusu materialnego, bo to przyciąga więcej kobiet. Zaparkowany stary opel nie wzbudzi takiej sensacji jak nowiutki, prosto z salonu Mercedes za milion.
Ewolucyjnie i historycznie, bo też tu oadaly takie głosy, jest to w jakoś sposób udowodnione, tylko mimo upływu tysięcy lat, jakoś nie bardzo się to zmienia, nadal króluje, w uproszczeniu, uroda kobiet i zasobność mężczyzn. Ktoś tu też napisał, że to się będzie zmieniało wraz z następowaniem po sobie pokoleń-może, o tym się już nie dowiemy.
Czyli najgorzej mają biedni i brzydkie.
W perspektywie czasu to jednak nie jest tak czarnobiałe.
Za dwadzieścia lat bogaty mąż może stać się biedny, a piękna żona brzydka.
Chociaż i w drugą stronę też może być, biedny mąż poprzez swoje wysiłki może stać się bogaty, a brzydka żona... będzie jeszcze brzydszą żoną. ![]()
Farmer napisał/a:We wtorek jakaś nastolatka powiedziała mi, że jestem przystojny, ale nawet ja mam swoje granice (nie dopytywałem czy ma więcej niż 16 lat
)
Hahahah, jeśli ktoś pamięta dokładnie dzień i pewnie godzine kiedy dostał komplement, to pewnym jest, że nie dostaje ich często. Także niezle samozaoranie D:
Dawno nastolatka nie powiedziała mi komplementu.
Warto zapamiętać.
Giaa2 napisał/a:Farmer napisał/a:We wtorek jakaś nastolatka powiedziała mi, że jestem przystojny, ale nawet ja mam swoje granice (nie dopytywałem czy ma więcej niż 16 lat
)
Hahahah, jeśli ktoś pamięta dokładnie dzień i pewnie godzine kiedy dostał komplement, to pewnym jest, że nie dostaje ich często. Także niezle samozaoranie D:
Dawno nastolatka nie powiedziała mi komplementu.
Warto zapamiętać.
Też mi ostatnio nastolatek powiedział komplement, przypomniałeś mi tamtą sytuację.
Giaa2 napisał/a:Farmer napisał/a:We wtorek jakaś nastolatka powiedziała mi, że jestem przystojny, ale nawet ja mam swoje granice (nie dopytywałem czy ma więcej niż 16 lat
)
Hahahah, jeśli ktoś pamięta dokładnie dzień i pewnie godzine kiedy dostał komplement, to pewnym jest, że nie dostaje ich często. Także niezle samozaoranie D:
Dawno nastolatka nie powiedziała mi komplementu.
Warto zapamiętać.
Znowu Ci sie cos śniło? ![]()
Ewolucyjnie i historycznie, bo też tu oadaly takie głosy, jest to w jakoś sposób udowodnione, tylko mimo upływu tysięcy lat, jakoś nie bardzo się to zmienia, nadal króluje, w uproszczeniu, uroda kobiet i zasobność mężczyzn. Ktoś tu też napisał, że to się będzie zmieniało wraz z następowaniem po sobie pokoleń-może, o tym się już nie dowiemy.
Czyli najgorzej mają biedni i brzydkie.
Ostatnie zdanie to wydaje się być rzeczywiście stanem "na teraz" w odniesieniu do rozwiniętej cywilizacji Zachodu. Stanem historycznie nowym, nieznanym i przez to niełatwym. Już to chyba na tym forum gdzieś pisałam - brak ustalonego jednego społecznego wzorca związku do realizacji (obecnie mamy równolegle wzorców kilka, w różnych wariantach) w tym wzorce wzajem się wykluczające i totalny chaos oraz pogubienie.
Przez stulecia w pary dobierano się w sposób uporządkowany, właściwie lepszym byłoby określenie "pary były dobierane", bo związek (małżeński obowiązkowo) był przede wszystkim tworem społecznym. Miłość między małżonkami zaś mogła być miłym dodatkiem. Istniało coś takiego jak rynek matrymonialny, zróżnicowany dla różnych grup społecznych, rządzący się brutalnymi prawami i uczucia wzajemne młodych nie były wysoko punktowane. Małżeństwo z miłości to w historii ludzkości twór zupełnie nowiuśki, o czym pisząc o tzw dawnych czasach starannie zapominamy. Narodził się jako pomysł tak w XX wieku dopiero. Farba jeszcze nie wyschła
Uroda kobiety w czasach dawnych była dodatkiem do jej urodzenia oraz posagu szeroko pojmowanego. I to nie do końca uroda, bardziej młodość/świeżość czyli atuty szybko przemijające, bo im się ta młodość kończyła bardzo szybko. Przypomnę, że niejaka Izabela Łęcka z "Lalki" na ówczesnym rynku matrymonialnym miała pozycję słabiuśką, mimo urody - brak posagu i zaawansowany wiek lat 25 czyniły ją atrakcyjną już tylko dla starca oraz nuworysza. Zasobność mężczyzny znaczenia miała, ale znowu - nie tylko sam majątek ale też jego pochodzenie były istotne, a podział na "stare" i "nowe" pieniądze odgrywał ogromną rolę.
Mało kto dziś pamięta takie słowa jak mezalians, nuworysz, snob (w pierwotnym znaczeniu) czy bękart. ![]()
złoto napisał/a:Ewolucyjnie i historycznie, bo też tu oadaly takie głosy, jest to w jakoś sposób udowodnione, tylko mimo upływu tysięcy lat, jakoś nie bardzo się to zmienia, nadal króluje, w uproszczeniu, uroda kobiet i zasobność mężczyzn. Ktoś tu też napisał, że to się będzie zmieniało wraz z następowaniem po sobie pokoleń-może, o tym się już nie dowiemy.
Czyli najgorzej mają biedni i brzydkie.
Ostatnie zdanie to wydaje się być rzeczywiście stanem "na teraz" w odniesieniu do rozwiniętej cywilizacji Zachodu. Stanem historycznie nowym, nieznanym i przez to niełatwym. Już to chyba na tym forum gdzieś pisałam - brak ustalonego jednego społecznego wzorca związku do realizacji (obecnie mamy równolegle wzorców kilka, w różnych wariantach) w tym wzorce wzajem się wykluczające i totalny chaos oraz pogubienie.
Przez stulecia w pary dobierano się w sposób uporządkowany, właściwie lepszym byłoby określenie "pary były dobierane", bo związek (małżeński obowiązkowo) był przede wszystkim tworem społecznym. Miłość między małżonkami zaś mogła być miłym dodatkiem. Istniało coś takiego jak rynek matrymonialny, zróżnicowany dla różnych grup społecznych, rządzący się brutalnymi prawami i uczucia wzajemne młodych nie były wysoko punktowane. Małżeństwo z miłości to w historii ludzkości twór zupełnie nowiuśki, o czym pisząc o tzw dawnych czasach starannie zapominamy. Narodził się jako pomysł tak w XX wieku dopiero. Farba jeszcze nie wyschła![]()
Uroda kobiety w czasach dawnych była dodatkiem do jej urodzenia oraz posagu szeroko pojmowanego. I to nie do końca uroda, bardziej młodość/świeżość czyli atuty szybko przemijające, bo im się ta młodość kończyła bardzo szybko. Przypomnę, że niejaka Izabela Łęcka z "Lalki" na ówczesnym rynku matrymonialnym miała pozycję słabiuśką, mimo urody - brak posagu i zaawansowany wiek lat 25 czyniły ją atrakcyjną już tylko dla starca oraz nuworysza. Zasobność mężczyzny znaczenia miała, ale znowu - nie tylko sam majątek ale też jego pochodzenie były istotne, a podział na "stare" i "nowe" pieniądze odgrywał ogromną rolę.
Mało kto dziś pamięta takie słowa jak mezalians, nuworysz, snob (w pierwotnym znaczeniu) czy bękart.
Czyli teram mamy lepiej, kobiety, mężczyźni mogą wiązać się z kim chcą (pomijając rodziny, w których jednak rodzice naciskają na ślub lub na zerwanie z danym meżczyzną,bo on im się nie podoba. albo kobietą). Pisze o w miar cywilizowanych krajach, a nie miejscach, gdzie kobietę kupuje się za 100 krów.
Albo jakies rodziny królewskie, chociaż Harry ożenił sie z aktorką, rozwódką i przeniósł sie z nia do USA.
Teraz to mamy inaczej. Z jednej strony może i lepiej, ale z drugiej trudniej o wiele. Wiesz, nadmiar możliwości ma swoje wady, podjęcie decyzji jest trudniejsze i jest też więcej porażek.
Potrzebujesz kupić sobie spódnicę - jeśli sklepy masz dwa i w każdym powiedzmy 20 spódnic oraz ileś pieniędzy na zakup jakąś wybierzesz, kupisz i zapewne będziesz w miarę zadowolona. Idziesz na wielohektarowy targ z samymi spódnicami - masz znacznie większą szansę, ze wyjdziesz z niczym albo kupisz którąkolwiek żeby zwyczajnie wyjść z tego targu, bo ileż można oglądać i się zastanawiać. Mnie te obecne portale randkowe trochę taki targ przypominają - można wyłapać "perełkę" pasującą, ale to bardziej szczęście niż cokolwiek innego. No i zawsze zostaje ślad niepewności, czy gdyby dłużej szukać coś jeszcze lepszego by się nie znalazło.
Tak przy okazji "krajów cywilizowanych" to ciekawa jestem, czy Indie uznajesz za "kraj cywilizowany" czy nie?
Teraz to mamy inaczej. Z jednej strony może i lepiej, ale z drugiej trudniej o wiele. Wiesz, nadmiar możliwości ma swoje wady, podjęcie decyzji jest trudniejsze i jest też więcej porażek.
Potrzebujesz kupić sobie spódnicę - jeśli sklepy masz dwa i w każdym powiedzmy 20 spódnic oraz ileś pieniędzy na zakup jakąś wybierzesz, kupisz i zapewne będziesz w miarę zadowolona. Idziesz na wielohektarowy targ z samymi spódnicami - masz znacznie większą szansę, ze wyjdziesz z niczym albo kupisz którąkolwiek żeby zwyczajnie wyjść z tego targu, bo ileż można oglądać i się zastanawiać. Mnie te obecne portale randkowe trochę taki targ przypominają - można wyłapać "perełkę" pasującą, ale to bardziej szczęście niż cokolwiek innego. No i zawsze zostaje ślad niepewności, czy gdyby dłużej szukać coś jeszcze lepszego by się nie znalazło.Tak przy okazji "krajów cywilizowanych" to ciekawa jestem, czy Indie uznajesz za "kraj cywilizowany" czy nie?
A z drugiej strony, kiedyś, szłaś do sklepu, wychodziłas z brązową sztruksową spódnicą, chociaz chciałaś lnianą beżową, ale były tylko te pierwsze.
Indie zależy. bo tam obok miejsc wysoce nowoczesnych msz brud i slumsy.
Całościowo, nie wiem.
Kiedyś czyli kiedy? Z tymi spódnicami to tak, że dostępny jeden model jest chyba tylko peryferyjnie w Korei Północnej i było krotko w okresie Rewolucji Kulturalnej w Chinach. Aż tak mały wybór to ekstremum. Podobnie z partnerem do związku - aż tak źle to nie bywało w dawnych czasach. A i oczekiwania względem partnera były mniejsze i dosyć jasno określone, łatwiej to było zweryfikować.
Indie to nie wyjątek - w USA też masz brud, slumsy, analfabetyzm, o mniej zasobnych krajach nie wspominając.
Tym niemniej cywilizacja Doliny Indusu datowana jest na 3300 pne. I jeszcze z dorobku kulturowego dały światu buddyzm. Cywilizacja Chin - podobnie. Raczej trudno uznać, że kraj jest nie należy do cywilizowanych, choć zderzenie nowoczesnych technologii z nędzą jest tam oczywiście ogromne.
Czemu zahaczyłam o Indie? Ano kraj o starej cywilizacji a do dziś 96 czy 97% związków małżeńskich jest tam układanych przez rodziny obu stron. Nie przejęli naszych, europejskich wzorców.
Czemu zahaczyłam o Indie? Ano kraj o starej cywilizacji a do dziś 96 czy 97% związków małżeńskich jest tam układanych przez rodziny obu stron. Nie przejęli naszych, europejskich wzorców.
Gdybysmy tak mieli polowa watkow by nie istniała na forum ![]()
Zostałby synek nie chce jeść sniadan, jak podcinać wiśnie, czy warto sie przeprowadzić do Krakowa
Bert44 śmiejesz się, ale czy naprawdę takie tematy byłyby aż tak nieciekawe? Patrząc na to forum od kilku lat, im dalej tematy odchodzą od samych związków, tym ciekawiej i bardziej merytorycznie się robi w debatach ![]()
Bert44 śmiejesz się, ale czy naprawdę takie tematy byłyby aż tak nieciekawe? Patrząc na to forum od kilku lat, im dalej tematy odchodzą od samych związków, tym ciekawiej i bardziej merytorycznie się robi w debatach
Niby tak ale w podcinaniu wisni niewiele emocji jest
Oj, czasami to by się przydało wielu osobom odstawienie emocji na bok..
bagienni_k napisał/a:Bert44 śmiejesz się, ale czy naprawdę takie tematy byłyby aż tak nieciekawe? Patrząc na to forum od kilku lat, im dalej tematy odchodzą od samych związków, tym ciekawiej i bardziej merytorycznie się robi w debatach
Niby tak ale w podcinaniu wisni niewiele emocji jest
Życia nie znasz i wiśni nie podcinałeś:)
A emocje to są w ludziach, nie w czynnościach czy tematach.
Bert44 napisał/a:bagienni_k napisał/a:Bert44 śmiejesz się, ale czy naprawdę takie tematy byłyby aż tak nieciekawe? Patrząc na to forum od kilku lat, im dalej tematy odchodzą od samych związków, tym ciekawiej i bardziej merytorycznie się robi w debatach
Niby tak ale w podcinaniu wisni niewiele emocji jest
Życia nie znasz i wiśni nie podcinałeś:)
A emocje to są w ludziach, nie w czynnościach czy tematach.
A właśnie ze podcinalem. I nie cierpie tego ani zadnych innych ogrodowych zabaw. Choc rzeczywiście wzbudza to we mnie emocje - niewielkie negatywne
Z pewnymi czynnościami wiąże sie więcej emocji z innymi mniej. Jakoś przy wiśniach ludzie nie chca sobie oczu wydrapać
Kiedyś czyli kiedy? Z tymi spódnicami to tak, że dostępny jeden model jest chyba tylko peryferyjnie w Korei Północnej i było krotko w okresie Rewolucji Kulturalnej w Chinach. Aż tak mały wybór to ekstremum. Podobnie z partnerem do związku - aż tak źle to nie bywało w dawnych czasach. A i oczekiwania względem partnera były mniejsze i dosyć jasno określone, łatwiej to było zweryfikować.
Oczekiwania względem partnera, jak się tak przyjrzeć, to, uogólniając, były takie same jak teraz. Miał być bogaty. A panna miała być ładna i dobrze by było, jakby miała posag.
Z resztą mężczyzna też dobrze, aby dodatkowo nie odstraszał aparycją. Jedynie mono zmieniło się to, że rodzice niewiele mają już do powiedzenia, para się ze sobą spotyka albo i nie, zależy, jak sobie postanowią, a nie, że rodzice wybierają kawalera dla córki, albo pannę dla syna.
Co do spódnic, to wystarczy porównać co możesz kupić teraz, a co na przykład w 1995. O jeansach mogłaś sobie pomarzyć. A ogólnie dzieciakowi kupowałaś t, co akurat rzucili do klepu, ewentualnie donaszało po starszym rodzeństwie.
Muqin napisał/a:Bert44 napisał/a:Niby tak ale w podcinaniu wisni niewiele emocji jest
Życia nie znasz i wiśni nie podcinałeś:)
A emocje to są w ludziach, nie w czynnościach czy tematach.A właśnie ze podcinalem. I nie cierpie tego ani zadnych innych ogrodowych zabaw. Choc rzeczywiście wzbudza to we mnie emocje - niewielkie negatywne
Z pewnymi czynnościami wiąże sie więcej emocji z innymi mniej. Jakoś przy wiśniach ludzie nie chca sobie oczu wydrapać
Myślisz?
A może bylłyby wątki, że jeden podcina wiśnie tak a inny inaczej i kto ma racje? Albo, czy lepsza jest odmiana A czy odmiana B. Albo, czy robić opryski czy nie robić oprysków.
A może lepiej zamiast wiśni zasadzić czereśnie, bo w sumie też małe i okrągłe, a nawet słodsze. ![]()
Bert44 napisał/a:Muqin napisał/a:Życia nie znasz i wiśni nie podcinałeś:)
A emocje to są w ludziach, nie w czynnościach czy tematach.A właśnie ze podcinalem. I nie cierpie tego ani zadnych innych ogrodowych zabaw. Choc rzeczywiście wzbudza to we mnie emocje - niewielkie negatywne
Z pewnymi czynnościami wiąże sie więcej emocji z innymi mniej. Jakoś przy wiśniach ludzie nie chca sobie oczu wydrapać
Myślisz?
A może bylłyby wątki, że jeden podcina wiśnie tak a inny inaczej i kto ma racje? Albo, czy lepsza jest odmiana A czy odmiana B. Albo, czy robić opryski czy nie robić oprysków.
A może lepiej zamiast wiśni zasadzić czereśnie, bo w sumie też małe i okrągłe, a nawet słodsze.
No tak ale tam chyba nikt aż tak nie identyfikuje sie z odmiana A ze zbluzga miłośnika odmiany B
. Choć kto wie? Moze warto zajrzeć na forum ogrodnicze
I widzisz macie rację zaraz sie o wiśnie pokłócimy ![]()
PS. Wiśnie mają jedna mocna strone jak dla mnie - nalewki....
złoto napisał/a:Bert44 napisał/a:A właśnie ze podcinalem. I nie cierpie tego ani zadnych innych ogrodowych zabaw. Choc rzeczywiście wzbudza to we mnie emocje - niewielkie negatywne
Z pewnymi czynnościami wiąże sie więcej emocji z innymi mniej. Jakoś przy wiśniach ludzie nie chca sobie oczu wydrapać
Myślisz?
A może bylłyby wątki, że jeden podcina wiśnie tak a inny inaczej i kto ma racje? Albo, czy lepsza jest odmiana A czy odmiana B. Albo, czy robić opryski czy nie robić oprysków.
A może lepiej zamiast wiśni zasadzić czereśnie, bo w sumie też małe i okrągłe, a nawet słodsze.No tak ale tam chyba nikt aż tak nie identyfikuje sie z odmiana A i zbluzga miłośnika odmiany B
I widzisz macie rację zaraz sie o wiśnie pokłócimy
Sam widzisz jak to jest. ![]()
Gdzie sa tylko dwie możliwości tam może być zaczątek forumowych przepychanek. Chociaż myślę, ze na żwo ludzie byliby bardziej powściągliwi.
Teraz to mamy inaczej. Z jednej strony może i lepiej, ale z drugiej trudniej o wiele. Wiesz, nadmiar możliwości ma swoje wady, podjęcie decyzji jest trudniejsze i jest też więcej porażek.
Potrzebujesz kupić sobie spódnicę - jeśli sklepy masz dwa i w każdym powiedzmy 20 spódnic oraz ileś pieniędzy na zakup jakąś wybierzesz, kupisz i zapewne będziesz w miarę zadowolona. Idziesz na wielohektarowy targ z samymi spódnicami - masz znacznie większą szansę, ze wyjdziesz z niczym albo kupisz którąkolwiek żeby zwyczajnie wyjść z tego targu, bo ileż można oglądać i się zastanawiać. Mnie te obecne portale randkowe trochę taki targ przypominają - można wyłapać "perełkę" pasującą, ale to bardziej szczęście niż cokolwiek innego. No i zawsze zostaje ślad niepewności, czy gdyby dłużej szukać coś jeszcze lepszego by się nie znalazło.Tak przy okazji "krajów cywilizowanych" to ciekawa jestem, czy Indie uznajesz za "kraj cywilizowany" czy nie?
Zupełnie nie zgadzam. Ludzie nie znajdują niczego, jak nie określają czego szukają, sami nie wiedzą, albo łapią byle co.
oczywiscie że szybciej kupię spódnicę skrojoną na mnie w wielkiej galerii niz w butiku bo jest przy ulicy którą chodzę.
ale trzeba dobrze siebie znać i wiedzieć jaka pasuje Ci do figury.
Muqin napisał/a:Teraz to mamy inaczej. Z jednej strony może i lepiej, ale z drugiej trudniej o wiele. Wiesz, nadmiar możliwości ma swoje wady, podjęcie decyzji jest trudniejsze i jest też więcej porażek.
Potrzebujesz kupić sobie spódnicę - jeśli sklepy masz dwa i w każdym powiedzmy 20 spódnic oraz ileś pieniędzy na zakup jakąś wybierzesz, kupisz i zapewne będziesz w miarę zadowolona. Idziesz na wielohektarowy targ z samymi spódnicami - masz znacznie większą szansę, ze wyjdziesz z niczym albo kupisz którąkolwiek żeby zwyczajnie wyjść z tego targu, bo ileż można oglądać i się zastanawiać. Mnie te obecne portale randkowe trochę taki targ przypominają - można wyłapać "perełkę" pasującą, ale to bardziej szczęście niż cokolwiek innego. No i zawsze zostaje ślad niepewności, czy gdyby dłużej szukać coś jeszcze lepszego by się nie znalazło.Tak przy okazji "krajów cywilizowanych" to ciekawa jestem, czy Indie uznajesz za "kraj cywilizowany" czy nie?
Zupełnie nie zgadzam. Ludzie nie znajdują niczego, jak nie określają czego szukają, sami nie wiedzą, albo łapią byle co.
oczywiscie że szybciej kupię spódnicę skrojoną na mnie w wielkiej galerii niz w butiku bo jest przy ulicy którą chodzę.
ale trzeba dobrze siebie znać i wiedzieć jaka pasuje Ci do figury.
czasem takie byle co. jak piszesz, jest na przeczekanie.
Elu, a z czym ty się właściwie nie zgadzasz?
złoto napisał/a:Bert44 napisał/a:A właśnie ze podcinalem. I nie cierpie tego ani zadnych innych ogrodowych zabaw. Choc rzeczywiście wzbudza to we mnie emocje - niewielkie negatywne
Z pewnymi czynnościami wiąże sie więcej emocji z innymi mniej. Jakoś przy wiśniach ludzie nie chca sobie oczu wydrapać
Myślisz?
A może bylłyby wątki, że jeden podcina wiśnie tak a inny inaczej i kto ma racje? Albo, czy lepsza jest odmiana A czy odmiana B. Albo, czy robić opryski czy nie robić oprysków.
A może lepiej zamiast wiśni zasadzić czereśnie, bo w sumie też małe i okrągłe, a nawet słodsze.No tak ale tam chyba nikt aż tak nie identyfikuje sie z odmiana A ze zbluzga miłośnika odmiany B
. Choć kto wie? Moze warto zajrzeć na forum ogrodnicze
I widzisz macie rację zaraz sie o wiśnie pokłócimy
PS. Wiśnie mają jedna mocna strone jak dla mnie - nalewki....
O dowolne coś da się pokłócić jeśli jest wola i potrzeba. Bert zasygnalizował, że niechętne ma nastawienie do czynności typu podcinanie wiśni i ogrodowe zabawy ...toż to cudowny punkt wyjścia do kłótni, no Bert, ja uwielbiam ogrodowe zabawy w tym podcinanie, a ty to jakiś niedorobiony jesteś ....popiszę tak trochę , podkręcę i kłótnia gotowa ![]()
O wszystkim da się przecież rozmawiać z emocjami
Jednak tematy związkowe i ogólnospołeczne stają się na tyle spolaryzowane, że czasami już zwyczajnie to człowieka męczy, więc chciałby może uciec choć na chwilę gdzie indziej ![]()
Oj, tak, bagiennik_k..., choć może nie aż uciec ale przynajmniej się przespacerować w jakieś rejony rzadziej eksplorowane...
Elu, a z czym ty się właściwie nie zgadzasz?
Bert44 napisał/a:złoto napisał/a:Myślisz?
A może bylłyby wątki, że jeden podcina wiśnie tak a inny inaczej i kto ma racje? Albo, czy lepsza jest odmiana A czy odmiana B. Albo, czy robić opryski czy nie robić oprysków.
A może lepiej zamiast wiśni zasadzić czereśnie, bo w sumie też małe i okrągłe, a nawet słodsze.No tak ale tam chyba nikt aż tak nie identyfikuje sie z odmiana A ze zbluzga miłośnika odmiany B
. Choć kto wie? Moze warto zajrzeć na forum ogrodnicze
I widzisz macie rację zaraz sie o wiśnie pokłócimy
PS. Wiśnie mają jedna mocna strone jak dla mnie - nalewki....
O dowolne coś da się pokłócić jeśli jest wola i potrzeba. Bert zasygnalizował, że niechętne ma nastawienie do czynności typu podcinanie wiśni i ogrodowe zabawy ...toż to cudowny punkt wyjścia do kłótni, no Bert, ja uwielbiam ogrodowe zabawy w tym podcinanie, a ty to jakiś niedorobiony jesteś ....popiszę tak trochę , podkręcę i kłótnia gotowa
Uwielbiam ogrodowe zabawy? Beznadziejna jestes ![]()
To ja mam taką propozycję...
https://www.youtube.com/watch?v=M33OJhWYaxY
Bert, mamy problem...ja kompletnie nie jestem kłótliwą babą
normalnie nie za bardzo umiem, zwłaszcza tak na zawołanie i na zadany temat. Masz rację, beznadziejna jestem, nie umiem się w kłótnie bawić, buuu... zaraz mi poczucie własnej wartości zjedzie w okolice zera bezwzględnego. Zdołowaleś mnie, cierpię ! A przecież nie musiałeś tego czynić, zatem DLACZEGO??? no dlaczego mnie tak zdołowałeś, ty wstrętny typie? ![]()
Ale skoro Alessandro ma propozycję to się dołączę https://www.youtube.com/watch?v=lkcGZ5Kob-0
Bert, mamy problem...ja kompletnie nie jestem kłótliwą babą
normalnie nie za bardzo umiem, zwłaszcza tak na zawołanie i na zadany temat. Masz rację, beznadziejna jestem, nie umiem się w kłótnie bawić, buuu... zaraz mi poczucie własnej wartości zjedzie w okolice zera bezwzględnego. Zdołowaleś mnie, cierpię ! A przecież nie musiałeś tego czynić, zatem DLACZEGO??? no dlaczego mnie tak zdołowałeś, ty wstrętny typie?
Ale skoro Alessandro ma propozycję to się dołączę https://www.youtube.com/watch?v=lkcGZ5Kob-0
Bo ja jak wiemy zimny dran jestem
Bo ja jak wiemy zimny dran jestem
Są jeszcze słodkie i tanie dranie ,dranie tanie niesłychanie
coś jak sernik na zimno z Biedronki
To ja mam taką propozycję...
https://www.youtube.com/watch?v=M33OJhWYaxY
Na wódeczkę trochę za gorąco..
Lepsze zimne piwko ![]()
Farmer napisał/a:Giaa2 napisał/a:Hahahah, jeśli ktoś pamięta dokładnie dzień i pewnie godzine kiedy dostał komplement, to pewnym jest, że nie dostaje ich często. Także niezle samozaoranie D:
Dawno nastolatka nie powiedziała mi komplementu.
Warto zapamiętać.Znowu Ci sie cos śniło?
Nie, nie śniło.
Ale była płaska z przodu, to nie wzbudziła u mnie dużego zainteresowania ![]()
Julia life in UK napisał/a:Farmer napisał/a:Dawno nastolatka nie powiedziała mi komplementu.
Warto zapamiętać.Znowu Ci sie cos śniło?
Nie, nie śniło.
Ale była płaska z przodu, to nie wzbudziła u mnie dużego zainteresowania
To zdanie jest nielogiczne, bo jakby nie była płaska z przodu to też nie wzbudziłaby zainteresowania.
Farmer napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Znowu Ci sie cos śniło?
Nie, nie śniło.
Ale była płaska z przodu, to nie wzbudziła u mnie dużego zainteresowaniaTo zdanie jest nielogiczne, bo jakby nie była płaska z przodu to też nie wzbudziłaby zainteresowania.
dokładnie
To ktoś jeszcze ma obecnie brak chęci na kolejny związek?
To ktoś jeszcze ma obecnie brak chęci na kolejny związek?
Puenta po 36 stronach ![]()
złoto napisał/a:To ktoś jeszcze ma obecnie brak chęci na kolejny związek?
Puenta po 36 stronach
A skąd. To pytanie. ![]()
Bert44 napisał/a:złoto napisał/a:To ktoś jeszcze ma obecnie brak chęci na kolejny związek?
Puenta po 36 stronach
A skąd. To pytanie.
Mam wrażenie, że wiele osób nie odczuwa potrzeby ani motywacji do angażowania się w nowe relacje.
Niedawno poznałem pewną kobietę, która mieszka niedaleko mnie i ma 15-letniego syna. Na początku nie poczułem żadnej iskry, choć jest atrakcyjna jak na swój wiek, rozmowa z nią jest przyjemna, a ona sama wydaje się samodzielna i zaradna.
Jednak dwie sytuacje sprawiły, że zacząłem mocno wątpić w sens tej znajomości.
Pierwsza – zauważyłem, że to zawsze ja inicjuję rozmowy i kontakt. Postanowiłem więc poczekać, aż sama się odezwie. Napisała dopiero po dwóch dniach, wyraźnie zirytowana, sugerując, że pewnie mam kogoś innego, skoro się nie odzywam. Gdy wyjaśniłem, że dla mnie relacja powinna opierać się na wzajemnym zaangażowaniu, odpowiedziała, że ona chce być "zdobywana". Szczerze mówiąc, zdobyć to mogę górski szczyt albo coś materialnego, ale nie potencjalną partnerkę.
Druga sytuacja – w pewien dzień wybrała się na rower, mimo że zapowiadano burzę. Oczywiście złapała ją ulewa, a później miała pretensje, że powinienem o niej pomyśleć, przyjechać i ją "uratować". Szczerze mówiąc, trochę mnie to zaskoczyło, bo na tym etapie jesteśmy dla siebie niemal obcymi ludźmi.
Zaczynam coraz bardziej wątpić w sens tej relacji i unikam wchodzenia w poważniejsze rozmowy o przyszłości.
Pierwsza – zauważyłem, że to zawsze ja inicjuję rozmowy i kontakt. Postanowiłem więc poczekać, aż sama się odezwie. Napisała dopiero po dwóch dniach, wyraźnie zirytowana, sugerując, że pewnie mam kogoś innego, skoro się nie odzywam. Gdy wyjaśniłem, że dla mnie relacja powinna opierać się na wzajemnym zaangażowaniu, odpowiedziała, że ona chce być "zdobywana". Szczerze mówiąc, zdobyć to mogę górski szczyt albo coś materialnego, ale nie potencjalną partnerkę.
Druga sytuacja – w pewien dzień wybrała się na rower, mimo że zapowiadano burzę. Oczywiście złapała ją ulewa, a później miała pretensje, że powinienem o niej pomyśleć, przyjechać i ją "uratować". Szczerze mówiąc, trochę mnie to zaskoczyło, bo na tym etapie jesteśmy dla siebie niemal obcymi ludźmi.
Księżniczka.
Uciekaj od niej jak najdalej!
Jak słyszęze ma ktoś kogoś właśnie ratować,szczerze zalecam unikanie kontaktu..wygaszanie go..raczej nic fajnego ani rozsądnego to nie jest
Skąd ja wytrzasnąłeś Autorze?też Badoo? : pp
Z tą ulewą to jechaliście razem, czy ona samodzielnie pojechała na rower i miała pretensje że nie jesteś jej pogodynkim, bo nie rozumiem? Czy może jechała np. do Ciebie i czemu jej nie powiedziałeś, że to nie jest odpowiedni środek transportu.
Atrakcyjna jak na swój wiek, trochę nie rozumiem zasadniczo 30 latka wygląda inaczej niż 20 czy 40, więc co było nie tak? Będąc 40+ bez medycyny estetycznej trudno o gładkie lico.
Co do tego odzywania się Ty jako pierwszy nie każda kobieta lubi się narzucać.
złoto napisał/a:Bert44 napisał/a:Puenta po 36 stronach
A skąd. To pytanie.
Mam wrażenie, że wiele osób nie odczuwa potrzeby ani motywacji do angażowania się w nowe relacje.
Niedawno poznałem pewną kobietę, która mieszka niedaleko mnie i ma 15-letniego syna. Na początku nie poczułem żadnej iskry, choć jest atrakcyjna jak na swój wiek, rozmowa z nią jest przyjemna, a ona sama wydaje się samodzielna i zaradna.
Jednak dwie sytuacje sprawiły, że zacząłem mocno wątpić w sens tej znajomości.
Pierwsza – zauważyłem, że to zawsze ja inicjuję rozmowy i kontakt. Postanowiłem więc poczekać, aż sama się odezwie. Napisała dopiero po dwóch dniach, wyraźnie zirytowana, sugerując, że pewnie mam kogoś innego, skoro się nie odzywam. Gdy wyjaśniłem, że dla mnie relacja powinna opierać się na wzajemnym zaangażowaniu, odpowiedziała, że ona chce być "zdobywana". Szczerze mówiąc, zdobyć to mogę górski szczyt albo coś materialnego, ale nie potencjalną partnerkę.
Druga sytuacja – w pewien dzień wybrała się na rower, mimo że zapowiadano burzę. Oczywiście złapała ją ulewa, a później miała pretensje, że powinienem o niej pomyśleć, przyjechać i ją "uratować". Szczerze mówiąc, trochę mnie to zaskoczyło, bo na tym etapie jesteśmy dla siebie niemal obcymi ludźmi.
Zaczynam coraz bardziej wątpić w sens tej relacji i unikam wchodzenia w poważniejsze rozmowy o przyszłości.
Z tym uratowaniem to pewnie żartowała, Powinieneś też na początku zaznaczyć, że zależy ci na wzajemnym zaangażowaniu, też chcesz poczuć, że jej zależy.
Zresztą mówi się, że faceci to zdobywcy, w twoim przypadku to jest odwrotnie ![]()
To nie czas żeby jeszcze mówić już o przyszłości, ale powinnaś kontynuować tę znajomość i zobaczyć dalej jak to się rozwinie.
Chciałeś żeby wszystko było tak jak ty sobie założyłeś, to niestety musisz być sam, bo nikt ci nie dogodzi. Nie każdy nadaje się do związków, bo czasem nawet nie wystarczy przymknięcie jednego oka.
Może Kolega sprecyzuje, ale serio, jak czasami czytam o takich właśnie sytuacjach, to nie dziwię się nawet niektórym innym Kolegom, że im się odechciewa wszystkiego..
Z tym ratowaniem to miałbym nadzieję, na miejscu Kaszpira, że to wszystko zostało puszczone w żart.
Natomiast odnośnie inicjowania kontaktu..
No ludzie..ile można?
Ile razy można wszystko zaczynać samemu? Odezwę się raz, drugi czy trzeci, sam coś zaproponuję kilka razy..ale czy naprawdę myślicie, że da się tak na dłuższą metę samemu ciągnąć to wszystko? Nie sądzicie, że oczekiwanie choć minimum wzajemności jest
wręcz oczywiste? Serio, 100% zachodu ma być po stronie faceta? Tak ciężko pojąć, że w pewnym momencie człowiek nie chce być zwyczajnie wykorzystywany, po czym rezygnuje nawet, jeśli w jakimś stopniu znajomość rokuje...trzeba postawić jasno swoje granice i ich nie przekraczać w imię " wyższych celów".
Może Kolega sprecyzuje, ale serio, jak czasami czytam o takich właśnie sytuacjach, to nie dziwię się nawet niektórym innym Kolegom, że im się odechciewa wszystkiego..
Z tym ratowaniem to miałbym nadzieję, na miejscu Kaszpira, że to wszystko zostało puszczone w żart.
Natomiast odnośnie inicjowania kontaktu..
No ludzie..ile można?
Ile razy można wszystko zaczynać samemu? Odezwę się raz, drugi czy trzeci, sam coś zaproponuję kilka razy..ale czy naprawdę myślicie, że da się tak na dłuższą metę samemu ciągnąć to wszystko? Nie sądzicie, że oczekiwanie choć minimum wzajemności jest
wręcz oczywiste? Serio, 100% zachodu ma być po stronie faceta? Tak ciężko pojąć, że w pewnym momencie człowiek nie chce być zwyczajnie wykorzystywany, po czym rezygnuje nawet, jeśli w jakimś stopniu znajomość rokuje...trzeba postawić jasno swoje granice i ich nie przekraczać w imię " wyższych celów".
Czytając kolegę można odczuć warzenie, ze oboje nie mieli ochoty się zaangażować. Po pierwsze kolega zaczął od wad nie wiem czy posiadanie dzieci to wada fizyczna czy prawna, ale wada jako ocenił kolega.
Oceniając kogoś mimo, że miała syna lat 15, (wada chyba prawna) jak na swój wiek (wada raczej fizyczna) wyglądała atrakcyjnie, nawet samodzielna czyli co ?
Jeśli zaczyna się od wad to trudno oczekiwać żeby było coś z tego.
Jak słyszęze ma ktoś kogoś właśnie ratować,szczerze zalecam unikanie kontaktu..wygaszanie go..raczej nic fajnego ani rozsądnego to nie jest
Skąd ja wytrzasnąłeś Autorze?też Badoo? : pp
Przecież takich kobiet jest mnóstwo wszędzie. Tylko to forum przez kilka użytkowniczek zakłamuje rzeczywistość.
Może Kolega sprecyzuje, ale serio, jak czasami czytam o takich właśnie sytuacjach, to nie dziwię się nawet niektórym innym Kolegom, że im się odechciewa wszystkiego..
Z tym ratowaniem to miałbym nadzieję, na miejscu Kaszpira, że to wszystko zostało puszczone w żart.
Natomiast odnośnie inicjowania kontaktu..
No ludzie..ile można?
Ile razy można wszystko zaczynać samemu? Odezwę się raz, drugi czy trzeci, sam coś zaproponuję kilka razy..ale czy naprawdę myślicie, że da się tak na dłuższą metę samemu ciągnąć to wszystko? Nie sądzicie, że oczekiwanie choć minimum wzajemności jest
wręcz oczywiste? Serio, 100% zachodu ma być po stronie faceta? Tak ciężko pojąć, że w pewnym momencie człowiek nie chce być zwyczajnie wykorzystywany, po czym rezygnuje nawet, jeśli w jakimś stopniu znajomość rokuje...trzeba postawić jasno swoje granice i ich nie przekraczać w imię " wyższych celów".
Wszystko zależy od człowieka, czasami to kobieta musi zdobywać faceta na początku bo wydaje się powiedzmy nieśmiały, więc ja bym nie kruszyła kopii kto na początku ma wykazywać większą inicjatywę.
To się czuje czy komuś zależy bez względu kto inicjuje większy kontakt.
Tylko jak się zwraca uwagę na takie detale, to co tu mówić dalej.
Może Kolega sprecyzuje, ale serio, jak czasami czytam o takich właśnie sytuacjach, to nie dziwię się nawet niektórym innym Kolegom, że im się odechciewa wszystkiego..
Z tym ratowaniem to miałbym nadzieję, na miejscu Kaszpira, że to wszystko zostało puszczone w żart.
Natomiast odnośnie inicjowania kontaktu..
No ludzie..ile można?
Ile razy można wszystko zaczynać samemu? Odezwę się raz, drugi czy trzeci, sam coś zaproponuję kilka razy..ale czy naprawdę myślicie, że da się tak na dłuższą metę samemu ciągnąć to wszystko? Nie sądzicie, że oczekiwanie choć minimum wzajemności jest
wręcz oczywiste? Serio, 100% zachodu ma być po stronie faceta? Tak ciężko pojąć, że w pewnym momencie człowiek nie chce być zwyczajnie wykorzystywany, po czym rezygnuje nawet, jeśli w jakimś stopniu znajomość rokuje...trzeba postawić jasno swoje granice i ich nie przekraczać w imię " wyższych celów".
Pani zmokła na własne życzenie. Tego dnia się nie spotykaliśmy ani nie było planowane spotkanie.
Nie był to żart z jej strony. To pretensje i żal.
Potem po moich wyjaśnieniach był foch "nie ważne" i zero kontaktu z jej strony w tym dniu.
Ja też nie odpowiadałem bo i po co ?
Widzę że to co napisałem jak widzę relację (podobne zaangażowanie w kontakt i rozmowę) to nic sie nie zmieniło. Dalej to ja rozpoczynam rozmowe.
Wcale się nie dziwię że tylu mężczyzn daje sobie spokój z szukaniem kobiety. Żaden normlany facet który ma już doświadczenie i wiedzę nie będzie marnował czasu na jakieś "zdobywanie kobiety"
Raczej poszuka takiej której nie trzeba zdobywać.
Nikt nie lubi marnować czasu.
Wcale się nie dziwię że tylu mężczyzn daje sobie spokój z szukaniem kobiety. Żaden normlany facet który ma już doświadczenie i wiedzę nie będzie marnował czasu na jakieś "zdobywanie kobiety"
Raczej poszuka takiej której nie trzeba zdobywać.
No to...teraz Ty księżniczkujesz ![]()
Kaszpir007 napisał/a:Wcale się nie dziwię że tylu mężczyzn daje sobie spokój z szukaniem kobiety. Żaden normlany facet który ma już doświadczenie i wiedzę nie będzie marnował czasu na jakieś "zdobywanie kobiety"
Raczej poszuka takiej której nie trzeba zdobywać.No to...teraz Ty księżniczkujesz
Jak o mówią.
Kto z kim przystaje takim się staje ![]()
Palec Boga napisał/a:Kaszpir007 napisał/a:Wcale się nie dziwię że tylu mężczyzn daje sobie spokój z szukaniem kobiety. Żaden normlany facet który ma już doświadczenie i wiedzę nie będzie marnował czasu na jakieś "zdobywanie kobiety"
Raczej poszuka takiej której nie trzeba zdobywać.No to...teraz Ty księżniczkujesz
Jak o mówią.
Kto z kim przystaje takim się staje
No i "prawie" ok
Ponieważ wiesz doskonale jakie są dysproporcje w ilości wolnych kobiet i mężczyzn i sam już zaznałeś poszukiwań na portalach randkowych. Zdajesz sobie więc doskonale sprawę, że damska księżniczka znajdzie amanta (na tegoż amanta zgubę, ale o tym amant zapewne dowie się nieprędko), a męska księżniczka nie zwiększy tymże księżniczkowaniem prawdopodobieństwa znalezienia partnerki....
Wcale się nie dziwię że tylu mężczyzn daje sobie spokój z szukaniem kobiety. Żaden normlany facet który ma już doświadczenie i wiedzę nie będzie marnował czasu na jakieś "zdobywanie kobiety"
Raczej poszuka takiej której nie trzeba zdobywać.Nikt nie lubi marnować czasu.
To u dojrzałego mężczyzny uważam za żenujące.
Jeśli poznanie się do Ciebie to marnowanie czasu to życzę powodzenia, ale potwierdziłeś mi że nie warto myśleć o tych dojrzałych.
To u dojrzałego mężczyzny uważam za żenujące.
Jeśli poznanie się do Ciebie to marnowanie czasu to życzę powodzenia, ale potwierdziłeś mi że nie warto myśleć o tych dojrzałych.
Jeśli obie strony są faktycznie zainteresowane relacją, powinny w równym stopniu angażować się w rozmowy i utrzymywanie kontaktu. Gdy ciężar inicjowania rozmów spada wyłącznie na jedną osobę – zazwyczaj mężczyznę – może to sugerować brak wzajemności, a w takiej sytuacji dalsze starania mogą okazać się stratą czasu.
Jest oczywiste, że wiele kobiet lubi być adorowane i cieszyć się popularnością na portalach randkowych. Jednak niektóre z nich nie szukają prawdziwego związku, lecz raczej podbudowują swoje ego. Dlatego ważne jest, aby odróżnić osoby faktycznie zainteresowane budowaniem relacji od tych, które traktują interakcje powierzchownie.
Zdrowe relacje opierają się na obustronnym zaangażowaniu, dlatego warto kierować swoją energię w stronę tych osób, które wykazują podobny poziom zainteresowania i inicjatywy.
minnie.89 napisał/a:To u dojrzałego mężczyzny uważam za żenujące.
Jeśli poznanie się do Ciebie to marnowanie czasu to życzę powodzenia, ale potwierdziłeś mi że nie warto myśleć o tych dojrzałych.
Jeśli obie strony są faktycznie zainteresowane relacją, powinny w równym stopniu angażować się w rozmowy i utrzymywanie kontaktu. Gdy ciężar inicjowania rozmów spada wyłącznie na jedną osobę – zazwyczaj mężczyznę – może to sugerować brak wzajemności, a w takiej sytuacji dalsze starania mogą okazać się stratą czasu.
Jest oczywiste, że wiele kobiet lubi być adorowane i cieszyć się popularnością na portalach randkowych. Jednak niektóre z nich nie szukają prawdziwego związku, lecz raczej podbudowują swoje ego. Dlatego ważne jest, aby odróżnić osoby faktycznie zainteresowane budowaniem relacji od tych, które traktują interakcje powierzchownie.
Zdrowe relacje opierają się na obustronnym zaangażowaniu, dlatego warto kierować swoją energię w stronę tych osób, które wykazują podobny poziom zainteresowania i inicjatywy.
Po raz kolejny pokazujesz, równość za za razem wymagania Twoje nie a równe. Kiedyś to właśnie padło, że zachowujesz się jak działacz lewicowy a wymagania względem kobiet jak prawicowy orędownik.
Prawdziwy związek to się tworzy a nie powstają w ciągu kilkunastu dni, bo ktoś tak chce.
Przerobiłam juz osobnika, który chciał być w związku i ch**. Nie polecam.
Kaszpir007 napisał/a:Wcale się nie dziwię że tylu mężczyzn daje sobie spokój z szukaniem kobiety. Żaden normlany facet który ma już doświadczenie i wiedzę nie będzie marnował czasu na jakieś "zdobywanie kobiety"
Raczej poszuka takiej której nie trzeba zdobywać.Nikt nie lubi marnować czasu.
To u dojrzałego mężczyzny uważam za żenujące.
Jeśli poznanie się do Ciebie to marnowanie czasu to życzę powodzenia, ale potwierdziłeś mi że nie warto myśleć o tych dojrzałych.
Dokładnie, bo oni już są rozleniwieni i im się nie chce… I to działa w obydwie strony, dojrzałej kobiecie też się nie chce wysilać.
I tak oglądając się jeden na drugiego…:D
Nie wiem jak bardzo precyzyjnie się Kolega wyraził w odniesieniu do swojej sytuacji. Dostrzegam jednak pewien istotny przekaz: POZIOM zaangażowania czy też różnice we wkładzie po obydwu stronach. Anię zwracają oczywiście uwagę na co innego i tutaj można się zgodzić: te oceny atrakcyjności brzmią może nieco niestosownie, jednak to pewnie kwestia dobrania odpowiednich słów.
Co jest tutaj istotne?
Otóż podejście tej kobiety, najpierw w odniesieniu do tej dziwnej prośby o "ratowanie" brzmi zwyczajnie dziecinnie, wręcz groteskowo. Ciężko jest mi to w ogóle
komentować..Czego ona oczekiwała? Twojego
natychmiastowego zjawienia się w
umówionym miejscu i wybawienia jej z opresji?
Druga sprawa: nawet kiedy się znajomość dopiero rozwija, choćby to był sam początek, powinno się znać swoje granice komfortu, których się nie przekracza. Jeśli facet wyjdzie z inicjatywą raz, drugi i trzeci, po czym widzi, że druga strona oczekuje właśnie tej 100% sprawczości i nie robi żadnego kroku , pokazującego, że jej też zależy, to czy nie odczuwa się tego zmęczenia i rezygnacji? Rezygnacji wynikającej po prostu z bycia jedynym kołem napędowym całego mechanizmu..może niektórzy dalej mają wbudowany jednoznaczny podział na rolę mężczyzny i kobiety w takim procesie, gdzie kobieta trzyma się przekonania, iż dla faceta najlepszą nagroda za jego trud i wysiłek jest jej towarzystwo? No nie, ja serdecznie dziękuję za taką polaryzację. Skoro ja wyszedłem z inicjatywą te kilka razy to może ona też łaskawie coś da z siebie?
Nie wiem jak bardzo precyzyjnie się Kolega wyraził w odniesieniu do swojej sytuacji. Dostrzegam jednak pewien istotny przekaz: POZIOM zaangażowania czy też różnice we wkładzie po obydwu stronach. Anię zwracają oczywiście uwagę na co innego i tutaj można się zgodzić: te oceny atrakcyjności brzmią może nieco niestosownie, jednak to pewnie kwestia dobrania odpowiednich słów.
Co jest tutaj istotne?
Otóż podejście tej kobiety, najpierw w odniesieniu do tej dziwnej prośby o "ratowanie" brzmi zwyczajnie dziecinnie, wręcz groteskowo. Ciężko jest mi to w ogóle
komentować..Czego ona oczekiwała? Twojego
natychmiastowego zjawienia się w
umówionym miejscu i wybawienia jej z opresji?Druga sprawa: nawet kiedy się znajomość dopiero rozwija, choćby to był sam początek, powinno się znać swoje granice komfortu, których się nie przekracza. Jeśli facet wyjdzie z inicjatywą raz, drugi i trzeci, po czym widzi, że druga strona oczekuje właśnie tej 100% sprawczości i nie robi żadnego kroku , pokazującego, że jej też zależy, to czy nie odczuwa się tego zmęczenia i rezygnacji? Rezygnacji wynikającej po prostu z bycia jedynym kołem napędowym całego mechanizmu..może niektórzy dalej mają wbudowany jednoznaczny podział na rolę mężczyzny i kobiety w takim procesie, gdzie kobieta trzyma się przekonania, iż dla faceta najlepszą nagroda za jego trud i wysiłek jest jej towarzystwo? No nie, ja serdecznie dziękuję za taką polaryzację. Skoro ja wyszedłem z inicjatywą te kilka razy to może ona też łaskawie coś da z siebie?
Na pewno tak częściej bywa, ale są kobiety które oczekują większej inicjatywy faceta, to nie powinno na początku determinować, być albo nie być.
Sam nie wiem co o tym myśleć.
Z jednej strony Kaszpir Cie rozumiem z drugiej mam odczucie ze brakuje Ci cierpliwisci i chcialbys trafic w 100% w pożądane cechy bez żadnej wspólnej pracy nad tym. Nie zadzwoniła? Bo chce być zdobywana? No ok dosc powszechne zjawisko wśród babek. Niech testuje co z Toba przejdzie a co nie. Potrzeba troszkę czasu żeby "pokazać sie" drugiej stronie. Nie ma co z tego robic "red flagow". Poznaj troche ta babke - nie zenisz sie zawsze bedziesz mogl sie wycofac. Ja mam wrazenie ze tak juz nie masz sily do pracy nad zwiazkiem ze oczekujesz 100% zgrania od zera. Wydaje mi sie ze masz takie trochę "niech sie domysli". Masz swoje zasady i oczekiwania, ona pewnie też- daj Wam czas na dotarcie sie. Za latwo dostrzegasz (lub sam tworzysz) czerwone flagi.
A z tym ratowaniem tonącej to musiałbym słyszeć rozmowę bo mógłbyś ja na 100 sposobów pociągnąć. Nie wiem jak było
Mam takie przeczucie ze babce bedzie trudno się przy Tobie wyluzowac bo to wygląda jak ezgamin maturalny. Masz jedna jedyna szanse - zdałaś albo poleglas
Może tak być, jak piszesz Bert. Tylko wydaje mi się ,że Kolega jest ma pewne rzeczy przeczulony, dlatego słusznie bądź niesłusznie, wyłapuje lub tworzy te przeszkody.
Sam zwróciłem uwagę z kolei na obecne wśród niektórych podejście, że na początku to facet ma prawie wyłącznie dawać a kobieta brać. Razi mnie brak równowagi w zaangażowaniu obu stron.
Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Brak chęci na ponowny związek ?
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024