Naprawdę sądzisz, że większość z nas zna osobiście milionerów oraz miliarderów?
Rozmawia z nimi, spędza czas, koleguje się, przyjaźni?
Miliarderów - nie. Milionerów - owszem. To po prostu statystyka. Jeśli takich kontaktów nie masz, to dlatego, że tacy ludzie ciebie w swoim otoczeniu z jakiegoś powodu nie chcą. Albo zwyczajnie nie epatują kasą, bo nie muszą. Znam takiego jednego kolesia, co zarabia od chuja i jeszcze trochę, a ubiera się.....w Lidlu i jeździ rozjebaną Vespą czy tam Piaggio.
Można fantazjować o panach prezesach, nikt nie broni, ale jakie są szanse, że kiedykolwiek będzie to czymś więcej niż naiwnym bajaniem, a jakie że ta kobieta już zawsze będzie się czuła niespełniona?
Oczywiście, że fantazjować można. Tylko jest różnica pomiędzy posiadaniem marzeń, a życiem ułudą. Obserwować topkę swojego otoczenia i szukać kogoś z podobnym setem cech - spoko. Stawianie wymagań i oczekiwanie księcia z bajki - już nie. Zwłaszcza jak samemu nie ma się za wiele do pokazania/dania.
Od paru stron mówię to samo. Dlatego powtarzałam, że większą wartość ma rozmowa na temat normalnych, zwyczajnych mężczyzn, niż analizowanie życia, którego znaczna część z nas nigdy nie doświadczy.
I tak i nie. Tz, ja twoje słowa odebrałem kompletnie inaczej. Raczej jako nawoływanie do obniżenia własnych oczekiwań, ale w tym negatywnym znaczeniu tego sformułowania. A nie jako docenienie ludzi ze swojej bańki. "Normalny" to jestem ja, N_o i paru innych ludków, którzy się tu przewinęli. Tylko na tym forum, jak nie potakujesz to prędzej czy później masz łatkę kmiota bez polotu, chama, prostaka, życiowego nieudacznika. Tak się kończyło w każdym temacie. Np taka prosta sprawa, która pojawiała się tu wielokrotnie w różnych tematach, że przeciętnie pozytywna kobieta, czuła, troskliwa i wdzięczna prawie zawsze wygra nad jej ładniejszą koleżanką, ale złośliwą, małostkową materialistką. Wiesz z jakim odzewem się to spotykało najczęściej bez względu na autora tezy? Że nie, że bajki opowiadamy i tak usprawiedliwiamy nasze grażyny, bo do pięknych kobiet nie mamy dostępu. Ot i taka to dyskusja prawie za każdym jednym razem. A to przecież truizm nad truizmy - związek nie opiera się jedynie na atrakcyjności fizycznej. Tak to się szuka do jednorazowego ruchania. Ja to wiem, ty to wiesz....każdy to wie. Jak pisałem - truizm. A jednak z jakiegoś powodu budzi oburzenie, kiedy pisze o tym facet, który ma czelność posiadać inne zdanie niż jego interlokutorka.
Nie zgadzam się. Wiele kobiet obwinia także siebie.
Mają kompleksy, nie potrafią stawiać granic.
No właśnie o tym mówię. Język emocji, kompleksy i szukanie winnego. Jakby wskazanie kogoś palcem (choćby i w lustrze) magicznie rozwiązywało problem. Albo usprawiedliwiało jego istnienie.
