Giaa2 napisał/a:SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Myślę, że Gia trochę manipuluje, co było już wiele razy podkreślane. Zestawienie dobrze zarabiajacego prawnika z bezdomną, to jest jakaś oczywista oczywistość, że bez sensu o takich rzeczach gadać. Bajki, że wykonywany zawód gwarantuje powodzenie od razu, z marszu, a inny nas dyskwalifikuje, to też no właśnie bajki. Niektóre wypowiedzi podpadają wręcz pod telenowele brazylijską. Prezes robi to, biznesman tamto.
No i ten Rafał Brzoska XD Omena zaczynała od rozbieranek 18+ na polsacie. Zwykła patocelebrytka.
Może być człowiek z sukcesami, który szuka do związku kogoś prostego, potulnego, niezbyt obrotnego, bo chce mieć w domu święty spokój. Może wręcz przeciwnie, nakręcony pracą i sukcesami szukać partnera do wzajemnego napędzania swoich ambicji.
Dobrze zarabiający człowiek może oczekiwać od partnera podobnego poziomu, bo nie chce czuć się w związku jak bankomat. Inny może właśnie mieć podejście mi się powodzi, mi nie ubędzie, więc nie ma sensu oglądać się na pieniądze.
W tym sensie mężczyźni patrzą na prace, zresztą tak samo i kobiety. Tak jak pisze Kaszpir, nie czuł się dobrze jak kobieta za dużo była skupiona na pracy, albo miała dziwne godziny pracy. I w przyszłości może zwyczajnie omijać jakiś zawód. Nie dlatego, że to poniżej czy powyżej jego poziomu, ale ten zawód wiąże się ze stylem życia, czy wymaga charakteru, który mu nie leży.
Nie dla każdego to co robimy będzie atutem, ale dla odpowiedniego człowieka może być decydujący czynnik.
Taka nauczycielka zakochana w pracy z dziećmi, dla kolesia co nie chce mieć dzieci, może być wsio. Dla faceta, który marzy o wielodzietnej rodzinie i żonie, co będzie cały ten rozgardiasz ogarniać to może być super pociągające, że ona uwielbia dzieci, tym żyje i ma super kontakt z dzieciakami z jego dalszej rodziny.
Otóż NIE manipuluję 
Raz, że po co miałabym to robić? Dwa, jeśli zrozumiesz moją perspektywę to spojrzysz na to co mowie inaczej..
Otóz pieniądze/status, jak ktoś woli to nie sa "tylko pieniądze", ani aż.
Za umiejętnością zarabiania naprawde dobrych pieniędzy i nie jednorazowo, a w powtarzalny, długofalowy sposób stoi dyscyplina, która z kolei kształtuje bardzo określone cechy charakteru i osobowości.
Te cechy z kolei przekładają się w 100% na przyjęcie pewnego stylu życia, ktory z kolei utrwala to co do tej pory zostało wypracowane w kwestii charakteru, ale dodatkowo ciągle stymuluje do rozwoju.
Teraz, ostatną potrzebą jaką odczuwa człowiek, który poświęcił x czasu na rozwój osobisty, zawodowy, personalny, finansowy jest.. sparowanie się z kimś kto nie ma takich potrzeb w 50% nawet, ergo - nie jest w stanie w 20% zrozumieć nawet przez co przeszła ta pierwsza osoby żeby dotrzec do miejsc a wktórym jest, a co za tym idzie naprawdę docenic i zrozumieć go jako całość.
Tak, bo człowiek to nie jest tylko ten punkt, w którym ktoś nas poznaje, ale cała droga przed.
I powiedz mi, jaki wspolny element drogi z milionerem czy chociażby gościem, który tyra x godzin 7 dni w tyg. żeby do czegoś kiedys dojśc ma laska, która ani nie jest ambitna, ani sie nie rozwija w żadnej dziedzinie sama z siebie, nastawiona tylko na wiązanie końca z końcem? Wytlumacz mi jeśli się mylę, ale nie będzie to łatwe 
Po prostu pewna wspólnotę nie tyle doświadczen nawet, co przeżyć, myśli, dążeń trzeba mieć w jakims procencie wpólną.
Przykłady z menelica były dla żartu trochę, ale wiesz doskonale, że chodzi mi o pewien mental, który w tzw. realnym życiu nawet jak się rpzetnie z facetem, który osiągnał cięzka praca pewien poziom, nie ma bata żeby zainteresował go na dłużej. Z tej prostej przyczyny, że dla niego ktoś kto przez x lat nic ze swoim życiem nie zrobił poza tym, że się urodził, a potem rósł i uprawiał seks (bo mógł), to naprawdę nie jest partnerka, która wnosi jakąkolwiek wartośc dodana do jego życia.
Tylko prosze bez argumentów emocjonalnych w stylu, że każdy chłop lubi sie przytulic do cycusia i jak wraca do domu do usmiechniętej cieplutkiej jak bułeczka partnerki.. bo to sa argumenty w stylu: kierowania się wyborem partnera byle nie chlał i nie lał żeby były ślady.
Ja mowię o zestawie cech, które od pewnego poziomu sa po prostu czyms naturalnym.
I nie skupiam się teraz ilu % jest takich Polaków, skupiam sie konkretnie na grupie, od której wyszła ta dyskusja.
Salon jest świeżo wywietrzony. Jacek, Ola i Anna, wszyscy już ubrani, siedzą na kanapie. Poprzednie zdarzenie stało się już anegdotą, która wywoływała uśmiech, choć wspomnienie zapachu nadal było żywe.
Jacek, zainspirowany "osiągnięciem" Oli, postanawia pójść o krok dalej. Siedzi spokojnie, starając się wyglądać niewinnie. Nagle, bezgłośnie, puszcza cichacza.
Przez kilka sekund nic się nie dzieje. Potem, powoli, do nozdrzy Anny i Oli dociera okropny smród. Nie jest to zwykły zapach. To coś podstępnego, śmierdzącego, co wpełza w powietrze i uderza z zaskakującą siłą.
Anna i Ola, które właśnie rozmawiały, nagle przerywają. Ich twarze wykrzywiają się w grymasie.
OLA: (Zatyka nos, jej twarz blednie) O, kurwa! Co to znowu?!
Anna, która zazwyczaj jest opanowana, również zatyka nos. Jej oczy szeroko się otwierają.
ANNA: (Jej głos jest stłumiony, prawie beznadziejny) O, chuj jasny! Co to było?!
Obie kobiety spoglądają na Jacka, który siedzi nieruchomo, próbując zachować kamienną twarz.
JACEK: (Udając niewiniątko) Co? Nic nie czuję. Chyba macie jakieś omamy węchowe.
Ale zapach staje się coraz silniejszy. Ola zeskakuje z kanapy, chwytając się za usta.
OLA: (Głos stłumiony, prawie na granicy wymiotów) Jacek! To... to od ciebie! Jebało tak, że prawie rzygam! Ty skurwysynu!
Anna również zrywa się z kanapy, kaszląc i machając rękami.
ANNA: (Zakrywając usta, jej głos jest przesycony wstrętem) Jacek! To jest niewiarygodne! Jak to zrobiłeś?! Jebało gorzej niż to z Oli! Co ty, do cholery, jadłeś?!
Jacek, widząc reakcję matki i siostry, nie jest już w stanie powstrzymać uśmiechu. Śmieje się, choć zapach jest tak intensywny, że i on sam zaczyna mieć trudności z oddychaniem.
JACEK: (Śmieje się) Ha! Cichacz! To było moje mistrzostwo!
Anna i Ola, wciąż zatykając nosy i walcząc z mdłościami, patrzą na Jacka z niedowierzaniem, ale też z nutką rozbawienia.
ANNA: (Kręci głową, wciąż zatykając nos) Dobra, dobra, mistrzu! Teraz idziesz otworzyć wszystkie okna! I to natychmiast! Bo inaczej tu padniemy!
Jacek, zadowolony ze swojego "osiągnięcia", podbiega do okien i z rozmachem je otwiera, wpuszczając świeże powietrze do salonu. Wymieniając się spojrzeniami pełnymi obrzydzenia, ale i humoru, cała trójka po raz kolejny utwierdza się w przekonaniu, że w ich domu nie ma żadnych tajemnic – nawet tych najbardziej nieprzyjemnych