Dalej nudy nic się na razie nie dzieje.
Ta...widzimy. Dajesz się wodzić za nos i przeżywasz jej socjale i wrzutki jak nastolatek w kryzysie tożsamości.
Ktoś ci broni zająć się sobą?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Dalej nudy nic się na razie nie dzieje.
Ta...widzimy. Dajesz się wodzić za nos i przeżywasz jej socjale i wrzutki jak nastolatek w kryzysie tożsamości.
Ktoś ci broni zająć się sobą?
Czesiek, przeczytalam ostatnie Twoje informacje o sytuacji z zona. Niesmak i smutek po tym. Katarzyna wydaje sie byc bardzo niedojrzala osoba. To tak jakby dziecko w ciele doroslego bawilo sie w zycie.
Jak widać Twoja Kasia zaczęła prowadzić wojnę podjazdową w postaci prymitywnej propagandy i prowokacji. Ona jest przekonana, że tego rodzaju działaniami będzie szarpać Cię coraz mocniej oraz jednocześnie jeszcze bardziej sponiewierać pod każdym względem. W ten sposób będzie dążyć do tego, aby zafundować Tobie najbardziej koszmarną jesień średniowiecza. To ma być kara za to co zrobiłeś.
Ty ją znasz najlepiej, a przez to wiesz na co ją stać. Zatem na swój sposób jesteś już przygotowany na jej różne odpały, ale też nie tak do końca. Czas pokaże co jeszcze się objawi.
Dalej nudy nic się na razie nie dzieje, poza wrzucaniem od niedzieli zdjęć Katarzyny na fejsbuka, które same z automatu mi się wyświetlają, bo nadal mamy status znajomych, więc fejsbuk sam mi to wyświetla jak tylko odpalam stronę...
No więc w niedzielę mamy fotorelację z jakiejś hiszpańskiej restauracji w Kołobrzegu. Nie ma na nich Katarzyny ani nikogo, tylko samo żarcie jakieś tam różne. W niedzielę akurat niemiłosiernie piździło, a nad morzem to pewnie łeb urywało i gile w nosie zamarzały, więc raczej nie pojechała tam sama na spacer, tylko ... no właśnie.
Na kolejnym zdjęciu jest już ona w jakimś mieszkaniu, którego nie rozpoznaję, nigdy w nim nie byłem, ale rozpoznaję od razu pewne drobne szczegóły, takie jak na przykład brak ślubnej obrączki. Kasia stoi wygięta do tyłu w łuk prezentując nienaganną jak zawsze figurę, a podpis pod zdjęciem brzmi mniej więcej:
- Zamiast bolesnych zastrzyków na kręgosłup robię tak. Chociaż ostatni masaż wywołany pewnymi okolicznościami też był spoko![]()
Kilka godzin później wpada kolejne zdjęcie, również nie rozpoznaję na nim pomieszczenia w którym zostało zrobione, ale za to rozpoznaję nasz telewizor, na którym wyświetla się tytuł "Pretty Woman" i podpis pod zdjęciem, który głosi:
- A teraz czas na miłość (serduszko)Następnego dnia kolejna fota, gdzie widzimy już jakiegoś typa, który trzyma tablicę z logo Pornhub, a na tablicy wypisane imię i nazwisko Kasi, no i oczywiście podpis:
- Weź się nie uśmiechnij, kiedy przyjaciel odbiera cię z lotniskaTakie tam duperelki o "dwuznacznym" wydźwięku, który dla mnie jest akurat oczywisty - gra dobiegła końca.
Może Kasia z Bartusiem robiom sobie jajca z Ciebie Czesio i sztuczna inteligencja takie zdjęcia wymyslajom ![]()
Jak widać Twoja Kasia zaczęła prowadzić wojnę podjazdową w postaci prymitywnej propagandy i prowokacji. Ona jest przekonana, że tego rodzaju działaniami będzie szarpać Cię coraz mocniej oraz jednocześnie jeszcze bardziej sponiewierać pod każdym względem. W ten sposób będzie dążyć do tego, aby zafundować Tobie najbardziej koszmarną jesień średniowiecza. To ma być kara za to co zrobiłeś.
Ty ją znasz najlepiej, a przez to wiesz na co ją stać. Zatem na swój sposób jesteś już przygotowany na jej różne odpały, ale też nie tak do końca. Czas pokaże co jeszcze się objawi.
O nieeee, on dopiero się przekona na sali sądowej na co ją stać. Widać już jedno, czego sygnały Czesio dostał wcześniej i co my też dostrzegliśmy: że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Kasia podejdzie do tej kwestii na wyraz osobiście i postawiła sobie za punkt honoru wgniecenie Czesia w ziemię tak, jak jeszcze żaden karaluch nie został przez słonia wgnieciony.
Jeśli więc Czesio jest ciekawy, na co musi być gotowy na sali sądowej, to mu odpowiem: NA WSZYSTKO. Sky's the limit.
Palec Boga napisał/a:A czego się spodziewałeś? Ze Kasia wróci skruszona i że łzami w oczach i od progu rzuci się w twe ramiona, goraco wyznając Ci dozgonną miłość aż-po-grób?
No tego to może się nie spodziewałem akurat, ale że wytrzyma trochę dłużej niż miesiąc albo przynajmniej się powstrzyma z ogłaszaniem tego publicznie całemu światu.
A w jakim celu miałaby się powstrzymywać?
Żyjesz nadzieją. Mocno złudne w takim przypadku.
Czesiek, a tak z mojej ciekawości pytanie mam: Parę lat temu rozpisywałeś się tutaj na temat Kasi i już wtedy padło stwierdzenie, w bardzo ogólnym rozrachunku (
) sugerujące, że bawiła się poprzednimi partnerami. Jaki ciąg myśli w Twojej głowie zafunkcjonował, że stwierdziłeś, że z Tobą tak nie będzie?
Alessandro napisał/a:Jak widać Twoja Kasia zaczęła prowadzić wojnę podjazdową w postaci prymitywnej propagandy i prowokacji. Ona jest przekonana, że tego rodzaju działaniami będzie szarpać Cię coraz mocniej oraz jednocześnie jeszcze bardziej sponiewierać pod każdym względem. W ten sposób będzie dążyć do tego, aby zafundować Tobie najbardziej koszmarną jesień średniowiecza. To ma być kara za to co zrobiłeś.
Ty ją znasz najlepiej, a przez to wiesz na co ją stać. Zatem na swój sposób jesteś już przygotowany na jej różne odpały, ale też nie tak do końca. Czas pokaże co jeszcze się objawi.O nieeee, on dopiero się przekona na sali sądowej na co ją stać. Widać już jedno, czego sygnały Czesio dostał wcześniej i co my też dostrzegliśmy: że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Kasia podejdzie do tej kwestii na wyraz osobiście i postawiła sobie za punkt honoru wgniecenie Czesia w ziemię tak, jak jeszcze żaden karaluch nie został przez słonia wgnieciony.
Jeśli więc Czesio jest ciekawy, na co musi być gotowy na sali sądowej, to mu odpowiem: NA WSZYSTKO. Sky's the limit.
Projektujesz własne doświadczenia. To, że twoja exżona miała najprawdopodobniej jakieś solidne podstawy, żeby w trakcie rozwodu przed sądem móc przeciągnąć cię pod kilem, nie jest reprezentatywnym przypadkiem.
Projektujesz własne doświadczenia. To, że twoja exżona miała najprawdopodobniej jakieś solidne podstawy, żeby w trakcie rozwodu przed sądem móc przeciągnąć cię pod kilem, nie jest reprezentatywnym przypadkiem.
Jak zwykle pudło. Ani miała powody ani przeciągnęła. To raczej czesiowa Kasia emituje sygnały, że zrobienie mu z dupy jesieni średniowiecza sprawi jej wielką przyjemność. Co więcej, nie ma żadnych argumentów (które akurat u mnie były, te główne nawet żywe), które mogłyby ją przed tym powstrzymać. Nie dopowiadaj sobie więc, bo słabo ci idzie.
Tak, tak. Oczywiście Nowe Otwarcie.
Jakbyś nie był tutaj znany na tym forum.
Tak, tak. Oczywiście Nowe Otwarcie.
Jakbyś nie był tutaj znany na tym forum.
Ty też jesteś znany ![]()
Palec Boga napisał/a:Tak, tak. Oczywiście Nowe Otwarcie.
Jakbyś nie był tutaj znany na tym forum.Ty też jesteś znany
Znany, a i owszem.
Ale nie rozpoznany.
Tak, tak. Oczywiście Nowe Otwarcie.
Jakbyś nie był tutaj znany na tym forum.
Tak jełopie, bo ty mnie znasz najlepiej, zwłaszcza osobiście.
Palec Boga napisał/a:Projektujesz własne doświadczenia. To, że twoja exżona miała najprawdopodobniej jakieś solidne podstawy, żeby w trakcie rozwodu przed sądem móc przeciągnąć cię pod kilem, nie jest reprezentatywnym przypadkiem.
Jak zwykle pudło. Ani miała powody ani przeciągnęła.
Ekhm....to jest z twojego PIERWSZEGO postu na tym forum
ona zostawiła mnie w zasadzie bez środków do życia i usiłowała dobić wygórowanymi alimentami (pod dłuższym czasie wróciła, gdy miałem nową, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej płatną pracę, ale ostatecznie i tak skończyło się to rozwodem sfinalizowanym na początku tego roku).
Już bardziej przeciągnąć w rozwodzie się nie da więc Palec Boga w niczym się nie pomylił.
Nowe_otwarcie napisał/a:Palec Boga napisał/a:Projektujesz własne doświadczenia. To, że twoja exżona miała najprawdopodobniej jakieś solidne podstawy, żeby w trakcie rozwodu przed sądem móc przeciągnąć cię pod kilem, nie jest reprezentatywnym przypadkiem.
Jak zwykle pudło. Ani miała powody ani przeciągnęła.
Ekhm....to jest z twojego PIERWSZEGO postu na tym forum
ona zostawiła mnie w zasadzie bez środków do życia i usiłowała dobić wygórowanymi alimentami (pod dłuższym czasie wróciła, gdy miałem nową, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej płatną pracę, ale ostatecznie i tak skończyło się to rozwodem sfinalizowanym na początku tego roku).
Już bardziej przeciągnąć w rozwodzie się nie da więc Palec Boga w niczym się nie pomylił.
...gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do tego, czy Jack Swallows potrafi czytać ze zrozumieniem ![]()
Czesiek, a tak z mojej ciekawości pytanie mam: Parę lat temu rozpisywałeś się tutaj na temat Kasi i już wtedy padło stwierdzenie, w bardzo ogólnym rozrachunku (
) sugerujące, że bawiła się poprzednimi partnerami. Jaki ciąg myśli w Twojej głowie zafunkcjonował, że stwierdziłeś, że z Tobą tak nie będzie?
Dobre pytanie, hmm... Szczerze?
Po pierwsze brałem grubszą poprawkę na jej pierdolenie i traktowałem w kategoriach zaburzeń psychicznych, które u niektórych kobiet objawiają się tym na przykład, że do późnej starości uważają mężczyzn za półgłówków i nie przyjmują do swoich ciasnych mózgów myśli, że są dla nich tylko fajną lalką do dmuchania i to jest jedyny powód, który tych facetów przy nich trzyma, a nie jakaś wielka miłość czy lęk przed odrzuceniem przez taki boży cud jakim ona w swoim mniemaniu chyba jest. Kasia w młodości wygrała konkurs Playboya na profesjonalną sesję dla tego czasopisma, więc uważała się za boginię seksu i łez, które może sobie pozwalać na wszystko, a faceci będą to znosić cierpliwie, aby tylko móc z nią być. Pomimo upływu lat, Kasia nadal nie odróżnia "móc z nią być" od "móc korzystać z jej ciała" i w dalszym ciągu jest przekonana o tym, że to ona wszystkich rozgrywała, a nie że mogło być na odwrót.
Po drugie brałem też poprawkę na to, że po 20 latach coś już do tego łba dotarło, no i przede wszystkim powinna już zauważyć, że upływ czasu raczej nigdy nie działa na korzyść kobiety, która w jakimś tam okresie swojego życia mogła przebierać w kutasach jak pojebana, ale ten okres już dawno minął, niestety bezpowrotnie, więc chyba najwyższa pora zrewidować pewne poglądy na pewne rzeczy czy pewne przekonania na temat innych.
Po trzecie, przynajmniej z jej opowieści, wiedziałem że było przede mną paru innych chętnych i gotowych Katarzynę poślubić, widziałem zdjęcia pierścionków zaręczynowych i słyszałem różne historie, których zakończenie było takie, że nigdy za mąż nie wyszła, bo nigdy tego nie chciała. Zaręczyć się to i owszem, czemu nie, ale ślub to już grubszy temat i dziękuję, ale nie. Taka jest jej wersja, jak było naprawdę, nie wiem. No a w naszym przypadku, to w sumie ona chciała wziąć ten ślub bardziej niż ja, dlatego stwierdziłem, że ze mną jest i będzie być może inaczej. Dla jasności, ja nie jestem ani zamożny, ani jakoś reprezentacyjnie przystojny, jeżdżę starym volvo, które wiecznie się psuje, no a przede wszystkim Kasia jest ode mnie o równo dziesięć lat młodsza. Analizując powyższe, nie widziałem nic podejrzanego w tym, że akurat na mnie padł jej wybór...
Wątpliwości pojawiły się u mnie dopiero wtedy, gdy w naszym domu pojawił się Bartuś. To chyba tyle tak w telegraficznym skrócie, bo muszę już jechać do roboty.
EDIT
Nawet kiedy sytuacja z Bartusiem stawała się coraz bardziej dla nas wszystkich uciążliwa, nadal chciałem to sobie tłumaczyć tym, że gdyby Katarzyna chciała tylko wygodnie i bezstresowo żyć, nieważne z kim u swojego boku, aby tylko ogarniał jej hajsy, to pomimo 40-tki na karku, nadal miałaby w kim wybierać i mieć z kimś innym znacznie lepiej niż ma ze mną.
No cóż, Czesiu. Ta dama miała takich „cześków” na kilogramy i pewnie jeszcze parę lat temu nawet by na Ciebie nie zerknęła.
Ale kurs jej notowań mocno poleciał w dół i chyba sama to zauważa.
Teraz szuka sponsora, co utrzyma ją i Bartusia, i tyle.
Jak nie Ty, to inny – w końcu na świecie nie brakuje facetów, którzy myślą rozporkiem zamiast głową i wpadają na genialnie beznadziejne pomysły.
Palec Boga napisał/a:Czesiek, a tak z mojej ciekawości pytanie mam: Parę lat temu rozpisywałeś się tutaj na temat Kasi i już wtedy padło stwierdzenie, w bardzo ogólnym rozrachunku (
) sugerujące, że bawiła się poprzednimi partnerami. Jaki ciąg myśli w Twojej głowie zafunkcjonował, że stwierdziłeś, że z Tobą tak nie będzie?
Dobre pytanie, hmm... Szczerze?
Po pierwsze brałem grubszą poprawkę na jej pierdolenie i traktowałem w kategoriach zaburzeń psychicznych, które u niektórych kobiet objawiają się tym na przykład, że do późnej starości uważają mężczyzn za półgłówków i nie przyjmują do swoich ciasnych mózgów myśli, że są dla nich tylko fajną lalką do dmuchania i to jest jedyny powód, który tych facetów przy nich trzyma, .....
Trzymał wilk razy kilka, ponieśli i wilka ![]()
Kombinowałeś Czesiek i tak się jakoś stało, że ta zaburzona psychicznie stworzona tylko do dmuchania baba wydmuchała cię na kasę i niewykluczone, że wyjdziesz z tego związku w skarpetkach.
A ty dalej się jej trzymasz, choć podobno to ona ma ciasny mózg...
Niesamowite, jakie mniemanie mają o sobie faceci w andropauzie.
Sorry, ale musiałam.
Wujek Czesiek napisał/a:Palec Boga napisał/a:Czesiek, a tak z mojej ciekawości pytanie mam: Parę lat temu rozpisywałeś się tutaj na temat Kasi i już wtedy padło stwierdzenie, w bardzo ogólnym rozrachunku (
) sugerujące, że bawiła się poprzednimi partnerami. Jaki ciąg myśli w Twojej głowie zafunkcjonował, że stwierdziłeś, że z Tobą tak nie będzie?
Dobre pytanie, hmm... Szczerze?
Po pierwsze brałem grubszą poprawkę na jej pierdolenie i traktowałem w kategoriach zaburzeń psychicznych, które u niektórych kobiet objawiają się tym na przykład, że do późnej starości uważają mężczyzn za półgłówków i nie przyjmują do swoich ciasnych mózgów myśli, że są dla nich tylko fajną lalką do dmuchania i to jest jedyny powód, który tych facetów przy nich trzyma, .....
Trzymał wilk razy kilka, ponieśli i wilka
Kombinowałeś Czesiek i tak się jakoś stało, że ta zaburzona psychicznie stworzona tylko do dmuchania baba wydmuchała cię na kasę i niewykluczone, że wyjdziesz z tego związku w skarpetkach.
A ty dalej się jej trzymasz, choć podobno to ona ma ciasny mózg...
Niesamowite, jakie mniemanie mają o sobie faceci w andropauzie.
Sorry, ale musiałam.
Bez skarpetek wyjdzie
No cóż, Czesiu. Ta dama miała takich „cześków” na kilogramy i pewnie jeszcze parę lat temu nawet by na Ciebie nie zerknęła.
Bardzo możliwe, ale mieć takich cześków na kilogramy, a wyjść za mąż, no to nie wiem, chyba jednak jest jakaś różnica. A może nie ma, nie wiem, nie siedziałem nigdy w jej głowie. Tak czy inaczej wychodząc za mnie, praktycznie nic nie zyskała, a tylko straciła, chociażby szansę na związanie z kimś innym, dopóki ja siedzę obok. Oczywiście zakładam i zakładałem od samego początku taki scenariusz, że byłem w jej życiu tylko przelotem, do odpalenia w dowolnym korzystnym dla niej momencie, miałem tego świadomość i ani trochę bym się nie zdziwił na taki obrót spraw, tym bardziej zdziwiło mnie to, że to ona sama bez żadnego powodu powróciła do tematu naszego ślubu, który ja już dawno, bo chyba rok wcześniej zarzuciłem, widząc jak jej entuzjazm po zaręczynach zaczął przygasać. Niby zabawny komentarz "mogłam być dalej singielką, to mnie kurwa podkusiło" albo jakieś z dupy gadki w stylu "no ale po co nam ten ślub, tyle lat żyłam bez, a ty miałeś już dwa..." no generalnie takie na siłę wyszukiwanie powodów, aby tego ślubu może nie brać, no bo w sumie to po co.
Za którymś razem słysząc te jej wynurzenia odparłem, że już nie musi się wysilać z owijaniem w te sreberka, bo zrozumiałem za pierwszym razem i skoro ona nie chce brać ślubu, no to i ja również mam to w dupie, a tym samym możemy oboje przyjąć, że formuła naszych rozmów na ten temat została wyczerpana i nie ma potrzeby mielić jęzorami po próżnicy. Celowo poszedłem od razu pod prysznic, żeby nie mogła kontynuować i na tym ostatecznie stanęło. Jak tylko ona jeszcze kiedyś tam próbowała, oglądając jakiś film na przykład czy program albo opowiadając mi o kimś tam "przy okazji" zaczepić o wątek naszego ślubu, to na momencie ją gasiłem informacją, że nie chce mi się o tym gadać albo ignorowałem ją w ogóle. I tyle.
A nagle po jakimś czasie ona się uruchamia i sama zaczyna mi dupę zawracać, a chodź podejdziemy tu i tu, bo widziałam że suknię ślubną można wypożyczyć zamiast kupować... a chodź podjedziemy tam i tam zobaczymy jakieś garnitury na ciebie, bo przecież ty żadnego nie masz... a chodź w niedzielę usiądziemy i zrobimy listę gości, ty swoich, ja swoich... Bez żadnego wstępu ani jakiejkolwiek sytuacji, któregoś dnia ją pierdolnęło na ten ślub i sama mnie zaciągnęła do kościoła po zaświadczenia, że żadne z nas nie miało wcześniej ślubu kościelnego. Tak po prostu w jakiś wtorek czy czwartek jak załatwialiśmy coś razem na mieście w pobliżu.
Dzisiaj w pracy tak sobie o tym wszystkim myślałem i jedyne co mi przychodzi do głowy, poza oczywiście tym że Katarzyna z tylko sobie znanych powodów z dnia na dzień zapałała do mnie miłością nad życie i zapragnęła wziąć ślub ze mną właśnie (sarkazm) mogły być pewne komplikacje z uzyskaniem przez nią samą kredytu na zakup mieszkania. Powód był prozaiczny, a mianowicie taki, że kiedy pojawił się ten pomysł, Kasia była świeżo po zmianie pracy, a banki wymagają między innymi historii wpływów na konto z wypłatami za okres co najmniej 6-12 ostatnich miesięcy i samo to już było nie do przeskoczenia. Ja sam też nie dostałbym takiej pożyczki ze względu na inne moje obciążenia, które już posiadam i komputer z automatu mnie odrzuca z moimi zarobkami na papierze. No więc laska, która nam ogarniała ten temat, kiedy się okazało, że wszystkie banki nas obsrały, rzuciła w żartach - a weźcie się hajtnijcie i wtedy jako małżeństwo z podwójnym dochodem będzie inna rozmowa - tyle że nam już się odechciało wszystkiego po tym jak nam przepadła zaliczka 10tys. plus dodatkowo 4tys. jakiejś tam prowizji od czegoś, wpłacone w biurze nieruchomości przy podpisywaniu umowy przedwstępnej, której również bank wymaga na dzień dobry, a to były pieniądze, które Kasia dostała od swojego taty z przeznaczeniem na zakup mieszkania, nie do przepuszczenia na jakieś pierdoły. No więc kiedy sprawa się ostatecznie rypła, a czternaście koła poszło się paść na łąkę, uznaliśmy że nie będziemy drugi raz ryzykować i poczekamy aż Kasia przepracuje te pół roku, a wtedy być może wrócimy do tematu, lepiej przygotowani i zorganizowani, nie na łapu capu.
No i to wszystko się działo na przełomie roku. Tego teraz, który aktualnie mamy. Pamiętam bardzo dobrze, bo na załatwienie wszystkiego w banku mieliśmy tylko 30 dni od podpisania umowy z biurem, a zaraz wypadały święta, później sylwester, no to nikomu nigdzie już się nic nie chciało i wszystko się niemiłosiernie przeciągało, a kolejne dni uciekały jeden po drugim i chodziliśmy wkurwieni oboje, ale nie na siebie, tylko na sytuację, że wybraliśmy sobie najbardziej chujowy okres w roku, żeby zacząć się tymi sprawami zajmować. Tak czy owak wyszedł z tego jeden chuj wielki i dwa bąbelki, a jakiś czas później powrócił jak bumerang temat naszego ślubu.
Nie chcę nic mówić ani sugerować bynajmnjej, tak tylko mi się dzisiaj nasunęła jakaś taka zbieżność w chronologii wydarzeń...
Niesamowite, jakie mniemanie mają o sobie faceci w andropauzie.
Sorry, ale musiałam.
Nie ma sprawy. Nikt tu nie przychodzi po to, żeby być głaskanym i klepanym po plecach. Czasem nie zaszkodzi spojrzeć na siebie oczami innych i stąd się wziął ten temat na forum. Nie z potrzeby wypłakania, tylko z chęci zrozumienia. Jeśli faktycznie spierdoliłem, to chcę wiedzieć co, gdzie i kiedy. Nie przyszedłem tutaj wybielać siebie kosztem mojej żony, ani tym bardziej tłumaczyć jej zjebanych akcji kosztem własnym, bo to moja żona i będę jej bronił przed wszystkimi do samego końca. Nie będę. U mojej mamy czeka na mnie jakieś avizo z poczty, a Kasia dzisiaj rano ponownie zdezaktywowała swoje konto na FB, więc chyba się domyślam w jakiej sprawie był u mojej mamy listonosz ![]()
No tego to może się nie spodziewałem akurat, ale że wytrzyma trochę dłużej niż miesiąc albo przynajmniej się powstrzyma z ogłaszaniem tego publicznie całemu światu.
Ona całemu światu ogłasza przy okazji, bo głównym celem jesteś ty - ty masz to zobaczyć i to ciebie ma uj strzelić. Dziecinna zagrywka pokazująca jakim infantylnym człowiekiem jest ta twoja była. Ale jakim ty jesteś człowiekiem, że mimo pięćdziesiątki na karku, dałeś się na to złapać?
Nie chcę nic mówić ani sugerować bynajmnjej, tak tylko mi się dzisiaj nasunęła jakaś taka zbieżność w chronologii wydarzeń...
Czesiu, dzisiaj żaden bank n ie wymaga ślubu od kredytobiorców, wystarczy dobra wola obu stron, że chcecie dobrowolnie i świadomi praw i obowiązków spłacać wspólnie kredyt do grobowej deski.
Ja bym tego doradcę bankowego na waszym miejscu do sądu podala, że tak was w błąd wprowadził i teraz musicie się rozwodzić ![]()
Ale historia ciekawa, i coraz bardziej mnie wciąga.
3Kiedyś nie bawiłeś w jakieś analizy, głębsze przemyślenia, szedłeś na żywioł, płynąłeś z nurtem. Teraz prześwietlasz cała Waszą wspólną historię, chronologicznie, od samego początku po dzień dzisiejszy. Najważniejsze pytanie to "czy było warto?". Sądzę, że akurat dla Ciebie jest to prosta odpowiedź. Było i gdyby Bartuś nie wpierd...ł się między wódkę a zakąskę to zapewne dalej trwałby Wasz wspólny rollercoaster.
Jeśli faktycznie spierdoliłem, to chcę wiedzieć co, gdzie i kiedy.
Nawet jeśli znajdziesz odpowiedzi na te pytania, czy to sprawi, że poczujesz się lepiej? Czasu nie cofniesz. Przed Tobą jeszcze kawał życia, a że po 50-tce? No i co z tego?
Czesiu, dzisiaj żaden bank n ie wymaga ślubu od kredytobiorców, wystarczy dobra wola obu stron, że chcecie dobrowolnie i świadomi praw i obowiązków spłacać wspólnie kredyt do grobowej deski.
Nie będę się wymądrzał, bo nie wiem. Kasia i tak nie miałaby szans nawet na chwilówkę w providencie, bo była na okresie próbnym i nie miała umowy o pracę na czas nieokreślony, której wymagają wszyscy wszędzie. Kolejny problem nie do przejścia, to zerowa historia stałych dochodów na jej koncie z aktualnego miejsca pracy. Tak czy siak, niezależnie od tego czy jako moja żona czy jako wolny elektron, żaden bank w Polsce nie dałby jej nawet guzika z pętelką, więc jeśli ten nasz ślub miał jakiś z tym związek, to raczej przyszłościowo, a nie na chwilę obecną w sensie tamtą wtedy. Ja nie wiem tak naprawdę, mogę tylko spekulować, ale jeżeli nagła potrzeba zawarcia związku małżeńskiego była związana z ujebaniem mnie we wspólny kredyt na mieszkanie, które po spłacie i moim zejściu odziedziczy Katarzyna (jako moja żona dostałaby wszystko, a moje dziecko figę z makiem i kopa w dupę na drogę) a po niej Bartuś, no to jest to jakieś logiczne uzasadnienie całego zamieszania ze ślubem. Powtarzam jednak po raz kolejny - nie wiem - ale w przypadku mojej śmierci, Katarzyna bez papierka z pieczątką urzędu stanu cywilnego, zatrzymałaby jedynie swoją część nieruchomości czyli powiedzmy połowę, a drugą połowę musiałaby w jakiejś tam formie oddać mojemu synowi.
Poza tym, ale też tego nie wiem, gdyby przeszła jej miłość i po namyśle jednak by stwierdziła, że do siebie nie pasujemy, to być może dalszy etap planu zakładał, że wypierdoli mnie z mojego własnego mieszkania, a ja i tak będę musiał dalej spłacać ten kredyt do ostatniej raty. Nie znam się na tym i pojęcia nie mam, ale w wolnym czasie poczytałem co nieco o wyrokach polskich sądów w sprawach o podział majątku czy alimenty i różne historie różnych facetów, którzy obecnie żyją właściwie tylko po to, żeby spłacać zobowiązania wobec swoich byłych żon albo dzieci tych żon z innymi facetami, bo jeden z drugim wpadł na zajebisty pomysł, żeby cudze dzieciaki przysposobić (żona tak go prosiła, żeby dzieci miały takie samo nazwisko bla bla bla) a po rozwodzie już nie może z tego się wymiksować i buli alimenty normalnie jak za swoje, to jest dopiero jakaś pierdolona parodia, na szczęście mnie akurat nie dotyczy.
. Nie znam się na tym i pojęcia nie mam, ale w wolnym czasie poczytałem co nieco o wyrokach polskich sądów w sprawach o podział majątku czy alimenty i różne historie różnych facetów, którzy obecnie żyją właściwie tylko po to, żeby spłacać zobowiązania wobec swoich byłych żon albo dzieci tych żon z innymi facetami, bo jeden z drugim wpadł na zajebisty pomysł, żeby cudze dzieciaki przysposobić (żona tak go prosiła, żeby dzieci miały takie samo nazwisko bla bla bla) a po rozwodzie już nie może z tego się wymiksować i buli alimenty normalnie jak za swoje, to jest dopiero jakaś pierdolona parodia, na szczęście mnie akurat nie dotyczy.
Dzieci zwykle mają matkę i OJCA. Jeśli ojciec się n ie godzi, to w jaki sposób może ktoś przysposobić JEGO dziecko?
Dziecko pozostaje dzieckiem swego ojca i nawet nazwiska nie może zmienić do czasu, aż nie skończy 18 lat.
Czesiu.. Nie czytaj "Życia na gorąco" czy co teraz w tej Polsce jest na topie, bo całkiem ci się mózg zlasuje.
Dzieci zwykle mają matkę i OJCA. Jeśli ojciec się n ie godzi, to w jaki sposób może ktoś przysposobić JEGO dziecko?
Dziecko pozostaje dzieckiem swego ojca i nawet nazwiska nie może zmienić do czasu, aż nie skończy 18 lat.
No chyba że biologiczny ojciec ma w to dziecko wyjebane, a tym bardziej w płacenie alimentów na nie, wtedy z wielką radością pozbędzie się problemu i przerzuci cały ciężar na jakiegoś frajera o dobrym serduszku, który tak bardzo kocha swoją nową młodą i ładną żonę, że zrobi dla niej wszystko o co tylko ona go poprosi. Czyli coś mniej więcej jak u mnie ![]()
Wujek Czesiek napisał/a:Jeśli faktycznie spierdoliłem, to chcę wiedzieć co, gdzie i kiedy.
Nawet jeśli znajdziesz odpowiedzi na te pytania, czy to sprawi, że poczujesz się lepiej?
Ktoś mi kiedyś powiedział - lepiej nie zadawaj pytań, na które odpowiedzi mogą ci się nie spodobać - i miał rację.
Większość mi się nie podoba, a trudno będzie znaleźć jakieś inne, więc chyba nie ma już co dalej szczempić ryja
Chciałbym podziękować wszystkim za udział, poświęcenie swojego czasu na czytanie, wtrącenie swoich paru groszy i wytrącenie mnie z równowagi, a przede wszystkim ze stanu bezkrytycznego uwielbienia dla kogoś, komu miesiąc czasu zajęło zastąpienie mnie kimś innym. Wszystko inne bym przełknął, ale nie żywe gówno, które z uśmiechem wsmarowała mi w gębę mówiąc smacznego
Wujek Czesiek napisał/a:. Nie znam się na tym i pojęcia nie mam, ale w wolnym czasie poczytałem co nieco o wyrokach polskich sądów w sprawach o podział majątku czy alimenty i różne historie różnych facetów, którzy obecnie żyją właściwie tylko po to, żeby spłacać zobowiązania wobec swoich byłych żon albo dzieci tych żon z innymi facetami, bo jeden z drugim wpadł na zajebisty pomysł, żeby cudze dzieciaki przysposobić (żona tak go prosiła, żeby dzieci miały takie samo nazwisko bla bla bla) a po rozwodzie już nie może z tego się wymiksować i buli alimenty normalnie jak za swoje, to jest dopiero jakaś pierdolona parodia, na szczęście mnie akurat nie dotyczy.
Dzieci zwykle mają matkę i OJCA. Jeśli ojciec się n ie godzi, to w jaki sposób może ktoś przysposobić JEGO dziecko?
Dziecko pozostaje dzieckiem swego ojca i nawet nazwiska nie może zmienić do czasu, aż nie skończy 18 lat.
Czesiu.. Nie czytaj "Życia na gorąco" czy co teraz w tej Polsce jest na topie, bo całkiem ci się mózg zlasuje.
Oczywiście, że nazwisko może zmienić i nie ma to żadnego związku z przysposobieniem ani prawami rodzicielskimi. W normalnych okolicznościach potrzebna jest zgoda obojga rodziców, ale w niektórych przypadkach może to być wniosek jednej strony poparty sądem opiekuńczym.
Co do przysposobienia to zależy od okoliczności, ale zgoda ojca nie musi być brana pod uwagę, bo mógł on zostać pozbawiony praw do dziecka w drodze rozwodu. I to jest jedyna opcja w polskim prawie, bo w PL ojciec nie może zrzec się praw. Może jedynie łaskawie o to złożyć wniosek, ale to sąd rozpatruje czy są ku temu obiektywne przesłanki. Ot tak sobie - to może tylko matka (okno życia). Ojciec nie.
Jednak te wynurzenia Czesia są bajką, ponieważ:
Obowiązek alimentacyjny w przypadku adopcji przez małżonka
Art. 131 § 2 KRiO opisuje sytuację, gdy jedno z małżonków przysposobi dziecko drugiego małżonka. W takim przypadku adopcja nie wpływa na dotychczasowe obowiązki alimentacyjne, wobec tego dziecka. Oznacza to, że obowiązek alimentacyjny między dzieckiem a biologicznym rodzicem oraz jego krewnymi pozostaje bez zmian. Przysposabiający małżonek nie przejmuje tych obowiązków, a jedynie staje się dodatkowym źródłem wsparcia dla dziecka.
Wujek Czesiek napisał/a:Nie chcę nic mówić ani sugerować bynajmnjej, tak tylko mi się dzisiaj nasunęła jakaś taka zbieżność w chronologii wydarzeń...
Czesiu, dzisiaj żaden bank n ie wymaga ślubu od kredytobiorców, wystarczy dobra wola obu stron, że chcecie dobrowolnie i świadomi praw i obowiązków spłacać wspólnie kredyt do grobowej deski.
Ja bym tego doradcę bankowego na waszym miejscu do sądu podala, że tak was w błąd wprowadził i teraz musicie się rozwodzić
Ale historia ciekawa, i coraz bardziej mnie wciąga.
Deklarujesz, że od lat nie mieszkasz w PL, a znasz się na polskim prawie bankowym? W Polsce małżeństwa mają lepsze warunki niż zwyczajna dwójka randomów. Wynika to choćby z tego:
W praktyce przy staraniu się o kredyt młode małżeństwa mogą korzystać poniekąd z preferencyjnego traktowania. Wynika to z tego, że wchodząc w związek małżeński, zakładasz wspólne gospodarstwo domowe z małżonkiem. Bank traktuje małżeństwo jako jeden „organizm”, który ma wspólne zarobki, aktywa i zobowiązania, co wpływa korzystnie na zdolność kredytową (o ile współmałżonek nie ma problemów finansowych).
(...)
Ponadto utrzymanie dwuosobowych gospodarstw domowych jest proporcjonalnie tańsze niż w przypadku gospodarstw jednoosobowych.
(...)
małżeństwa mogą korzystać z rządowych programów wsparcia, które często są skonstruowane właśnie tak, by pomagać osobom młodym, w sformalizowanym związku, chcącym kupić pierwsze mieszkanie.
Jak liczyliśmy z żoną co nam się bardziej opłaca - dalsze zarabianie i kupienie za swoje, kredyt jako małżeństwo czy rozdzielność i kredyt jako dwójka niejako osobnych bytów, to w porównaniu opcji kredytowych jak małżeństwu dawano nam najlepsze oferty. W Polskich warunkach kredytowych dla wielu ludzi to jedyna opcja.
No to wracam właśnie z poczty i niestety nie mam dobrych wieści.
To nie pozew, tylko jakieś bzdety z banku. Gdybym wiedział, to nawet nie wychodziłbym z domu w taką piździawicę...
Ale za to wiesz co to było. Coś tak myślę, że na pozew to jeszcze długo poczekasz. Ko wie, czy Twoja Katarzyna przypadkiem nie oczekuje, że to Ty wniesiesz pozew rozwodowy, gdyż to Ty wtedy będziesz musiał wyłożyć pierwszy kasę. Nikt poza nią nie wie jaką strategię postanowiła przyjąć. Czy na przeczekanie, aby Cię zmęczyć psychicznie, emocjonalnie, a przez to licząc na jeszcze większy, mocniejszy wkurw z Twojej strony? Czy może też zdecydowała się na jeszcze coś innego.
Poza tym, czy jej przeszkadza w czymś fakt, że oficjalnie jest mężatką? Przecież mieszkacie już od jakiegoś czasu oddzielnie, nie macie żadnego kontaktu ze sobą. Oboje robicie co chcecie, więc po co ona miałaby wywalać kasę na rozwód tym bardziej, że musi przecież mieć z czegoś siebie i synusia utrzymać. Wątpię, żeby miała szansę na zwolnienie z uiszczenia wpisu od pozwu. Na pewno dowiedziała się, że inna opłata jest przy ugodowym rozwiązaniu, a inna kiedy strony nie mają tego porozumienia. Natomiast długotrwały proces to jedynie generowanie jeszcze większych kosztów sądowych.
Myślę, że obecnie bardziej jej zależy na posiadaniu i co ważne utrzymaniu własnej płynności finansowej niż na zapłacie dość pokaźnej daniny dla państwa. Dlatego sądzę, że na razie póki co Kasia nie wyskoczy z pozwem z tego prozaicznego powodu, czyli braku kasy na ten cel.
Salomonka napisał/a:Wujek Czesiek napisał/a:Nie chcę nic mówić ani sugerować bynajmnjej, tak tylko mi się dzisiaj nasunęła jakaś taka zbieżność w chronologii wydarzeń...
Czesiu, dzisiaj żaden bank n ie wymaga ślubu od kredytobiorców, wystarczy dobra wola obu stron, że chcecie dobrowolnie i świadomi praw i obowiązków spłacać wspólnie kredyt do grobowej deski.
Ja bym tego doradcę bankowego na waszym miejscu do sądu podala, że tak was w błąd wprowadził i teraz musicie się rozwodzić
Ale historia ciekawa, i coraz bardziej mnie wciąga.
Deklarujesz, że od lat nie mieszkasz w PL, a znasz się na polskim prawie bankowym? W Polsce małżeństwa mają lepsze warunki niż zwyczajna dwójka randomów. Wynika to choćby z tego:
W praktyce przy staraniu się o kredyt młode małżeństwa mogą korzystać poniekąd z preferencyjnego traktowania. Wynika to z tego, że wchodząc w związek małżeński, zakładasz wspólne gospodarstwo domowe z małżonkiem. Bank traktuje małżeństwo jako jeden „organizm”, który ma wspólne zarobki, aktywa i zobowiązania, co wpływa korzystnie na zdolność kredytową (o ile współmałżonek nie ma problemów finansowych).
(...)
Ponadto utrzymanie dwuosobowych gospodarstw domowych jest proporcjonalnie tańsze niż w przypadku gospodarstw jednoosobowych.
(...)
małżeństwa mogą korzystać z rządowych programów wsparcia, które często są skonstruowane właśnie tak, by pomagać osobom młodym, w sformalizowanym związku, chcącym kupić pierwsze mieszkanie.
Jak liczyliśmy z żoną co nam się bardziej opłaca - dalsze zarabianie i kupienie za swoje, kredyt jako małżeństwo czy rozdzielność i kredyt jako dwójka niejako osobnych bytów, to w porównaniu opcji kredytowych jak małżeństwu dawano nam najlepsze oferty. W Polskich warunkach kredytowych dla wielu ludzi to jedyna opcja.
Dla banku oczywiście lepsza jest opcja kredytu dla małżeństwa, bo w razie gdy kredyt nie jest terminowo spłacany, ma dwie osoby do ścigania bez zbędnych spraw formalnych. Oczywiści kredyt na wspólwłasność też trzeba spłacać i każda ze stron ponosi wspólną odpowiedzialność za jego spłatę, to jednak jest więcej "zachodu" w razie gdy jedna ze stron pozwoli go sobie nie spłacać.
Czym innym jest jednak wygoda Banku, a czym innym prawo.
W przypadku kredytu hipotecznego, łatwiej jest uzyskać go wspólnie z inną osobą niż samodzielnie, głównie dlatego, że bank bierze pod uwagę zarobki obu osób. Podobnie uwzględniane są wydatki, które obciążają te zarobki. Teoretycznie, status cywilny nie jest aż tak istotny, ponieważ nie ma przepisów regulujących tę kwestię w Prawie Bankowym ani w Ustawie o Kredycie Konsumenckim.
W związku z tym, praktycznie nie ma różnicy między kredytem dla małżeństw a kredytem dla współkredytobiorców. W końcu, zarówno małżeństwo może mieszkać osobno i prowadzić dwa oddzielne gospodarstwa domowe, jak i osoby pozostające w związku nieformalnym mogą mieszkać razem i prowadzić jedno gospodarstwo. Decyduje tu jedynie oświadczenie, a nie więzy rodzinne.
O ile dla młodych ludzi dopiero startujących w doroslość wspólność ustawowa małżeńska jest jak najbardziej zrozumiała, to wypadku Czesia i Kasi kompletnie nie miała sensu. Mogli nabyć nieruchomość wspolnie, procentowo dla każdego z nich i po ew. rozstaniu się mieliby sytuację czystą, każdy wiedziałby co jest jego i co ma spłacać.
Co do twojego pytania Jacusiu: Tak, od wielu lat mieszkam poza Polską, choć z wiążą mnie z nią liczne sprawy: Kilka mieszkań które tam wynajmuję, oraz córka która tam się osiedliła. W związku z tym śledzę na bieżąco wszelkie sprawy dotyczące np. nieruchomości.
Dla banku oczywiście lepsza jest opcja kredytu dla małżeństwa, bo w razie gdy kredyt nie jest terminowo spłacany, ma dwie osoby do ścigania.
Jedną. Małżeństwo jest jednością ekonomiczną o ile nie ma rozdzielności majątkowej. Chodzi o to, że dla małżeństw jest wiele bonusów z państwa oraz z natury swojej rzeczy tacy ludzie mieszkają razem. Zatem mamy do czynienia z dwoma dochodami, ale wydatkami z jednego gospodarstwa. Dlatego zdolność kredytowa małżeństwa jest inaczej oceniana niż dwóch randomowych osób.
W związku z tym, praktycznie nie ma różnicy między kredytem dla małżeństw a kredytem dla współkredytobiorców.
Poza tym, że są różne programy wsparcia dla małżeństw, ulgi podatkowe i tak dalej, co każdy bank bierze pod uwagę.
W związku z tym śledzę na bieżąco wszelkie sprawy dotyczące np. nieruchomości.
A ja mam słonia, żyrafę i występuję w balecie. Za bardzo mieszasz tu pojęcia, aby to mogło być prawdą.
Salomonka napisał/a:Dla banku oczywiście lepsza jest opcja kredytu dla małżeństwa, bo w razie gdy kredyt nie jest terminowo spłacany, ma dwie osoby do ścigania.
Jedną. Małżeństwo jest jednością ekonomiczną o ile nie ma rozdzielności majątkowej. Chodzi o to, że dla małżeństw jest wiele bonusów z państwa oraz z natury swojej rzeczy tacy ludzie mieszkają razem. Zatem mamy do czynienia z dwoma dochodami, ale wydatkami z jednego gospodarstwa. Dlatego zdolność kredytowa małżeństwa jest inaczej oceniana niż dwóch randomowych osób.
W związku z tym, praktycznie nie ma różnicy między kredytem dla małżeństw a kredytem dla współkredytobiorców.
Poza tym, że są różne programy wsparcia dla małżeństw, ulgi podatkowe i tak dalej, co każdy bank bierze pod uwagę.
W związku z tym śledzę na bieżąco wszelkie sprawy dotyczące np. nieruchomości.
A ja mam słonia, żyrafę i występuję w balecie. Za bardzo mieszasz tu pojęcia, aby to mogło być prawdą.
A mnie wisi co myśli o mnie jakiś Jacuś ze wsi na Podlasiu. ![]()
Acha. A takim wpisem to próbujesz przekonać kogo? Mnie? Siebie ? Forumowiczów?
Tyle razy już to powtarzałaś.....spróbuj jeszcze kilkanaście. Może kiedyś stanie się to prawdą.
W przypadku kredytu hipotecznego, łatwiej jest uzyskać go wspólnie z inną osobą niż samodzielnie, głównie dlatego, że bank bierze pod uwagę zarobki obu osób. Podobnie uwzględniane są wydatki, które obciążają te zarobki. Teoretycznie, status cywilny nie jest aż tak istotny, ponieważ nie ma przepisów regulujących tę kwestię w Prawie Bankowym ani w Ustawie o Kredycie Konsumenckim.
W związku z tym, praktycznie nie ma różnicy między kredytem dla małżeństw a kredytem dla współkredytobiorców.
Dla banku może i nie ma, ale dla tego ze współkredytobiorców, który przeżyje drugiego, no chyba jednak ma. Chcę podkreślić wyraźnie, że jest to tylko jedna z hipotez i czyste teoretyzowanie z mojej strony bez żadnych póki co podstaw, ale zakładając na chwilę, że pożyłbym jeszcze z 10-15 lat i wziął umarł śmiercią naturalną, to Katarzyna jako moja żona, zatrzymuje w części spłacone przeze mnie mieszkanie i może z nim sobie zrobić co zechce, chociażby sprzedać i kupić dwa mniejsze z których jedno będzie dla Bartusia. W przypadku gdybym jednak okazał się mądrzejszy i tego ślubu nie wziął, to w tej samej sytuacji Katarzyna musiałby się jakoś rozliczyć z moim dzieckiem, które w naturalny sposób dziedziczy po mnie moją część nieruchomości i albo sam spłaca mój kredyt do końca albo mówi - goń się stara raszplo, nie chcę połowy chałupy, tylko dawaj mi tu siano, które stary już zapłacił - no tak czy nie?
Poza tym, znając nasze perypetie, mogłoby dojść w dowolnym momencie do siłowego pozbycia się Czesia z mieszkanka w asyście policji lub prowokowania go tak długo, żeby dobrowolnie sam opuścił lokal, którego hipotekę nadal będzie musiał spłacać co najmniej w połowie odciążając Kasię, która tam sobie dalej mieszka albo sama, albo z Bartusiem albo z jakimś nowym Czesiem z tindera.
W obu wariantach sam ślub Kasi dużo Kasi ułatwia, a przy zakładanym przeze mnie wyżej scenariuszu Kasia robi na tym ślubie interes życia. W wariancie pierwszym Czesio umiera biedaczek i zrozpaczona wdowa zostaje z mieszkaniem w części już spłaconym przez kochanego męża... W wariancie drugim Czesio ląduje pod mostem albo w przytułku dla bezdomnych z sądowym zakazem zbliżania do Kasi, ale kredyt sam się nie spłaci, mało kogo będzie wtedy już interesowało skąd Czesio weźmie na ratę za mieszkanie, do którego nie ma nawet wstępu...
Tak czy srak kto na tym tylko zyskuje?
no tak czy nie?
Nie. Przede wszystkim liczy się testament. Według prawa spadkowego część wartości i tak przypada twojemu dziecku. Po drugie jest coś takiego jak intercyza, rozdzielność majątkowa, różne rodzaje umów cywilno-prawnych (jak z mieszkaniami Komendy) i tak dalej i dalej.
ale dla tego ze współkredytobiorców, który przeżyje drugiego, no chyba jednak ma. Chcę podkreślić wyraźnie, że jest to tylko jedna z hipotez i czyste teoretyzowanie z mojej strony bez żadnych póki co podstaw, ale zakładając na chwilę, że pożyłbym jeszcze z 10-15 lat i wziął umarł śmiercią naturalną, to Katarzyna jako moja żona, zatrzymuje w części spłacone przeze mnie mieszkanie i może z nim sobie zrobić co zechce, chociażby sprzedać i kupić dwa mniejsze z których jedno będzie dla Bartusia. W przypadku gdybym jednak okazał się mądrzejszy i tego ślubu nie wziął, to w tej samej sytuacji Katarzyna musiałby się jakoś rozliczyć z moim dzieckiem, które w naturalny sposób dziedziczy po mnie moją część nieruchomości i albo sam spłaca mój kredyt do końca albo mówi - goń się stara raszplo, nie chcę połowy chałupy, tylko dawaj mi tu siano, które stary już zapłacił - no tak czy nie?
Poza tym, znając nasze perypetie, mogłoby dojść w dowolnym momencie do siłowego pozbycia się Czesia z mieszkanka w asyście policji lub prowokowania go tak długo, żeby dobrowolnie sam opuścił lokal, którego hipotekę nadal będzie musiał spłacać co najmniej w połowie odciążając Kasię, która tam sobie dalej mieszka albo sama, albo z Bartusiem albo z jakimś nowym Czesiem z tindera.
W obu wariantach sam ślub Kasi dużo Kasi ułatwia, a przy zakładanym przeze mnie wyżej scenariuszu Kasia robi na tym ślubie interes życia. W wariancie pierwszym Czesio umiera biedaczek i zrozpaczona wdowa zostaje z mieszkaniem w części już spłaconym przez kochanego męża... W wariancie drugim Czesio ląduje pod mostem albo w przytułku dla bezdomnych z sądowym zakazem zbliżania do Kasi, ale kredyt sam się nie spłaci, mało kogo będzie wtedy już interesowało skąd Czesio weźmie na ratę za mieszkanie, do którego nie ma nawet wstępu...
Tak czy srak kto na tym tylko zyskuje?
Czesiu, ty tak wszystko mieszasz, że trudno ci na cokolwiek odpowiedzieć, bo nie wiadomo od czego zacząć.
Po pierwsze: Nie ma tak, że po twojej śmierci z automatu Kasia mogłaby mieszkanie sprzedać jako wyłącznie swoje. Jest sprawa spadkowa i sąd decyduje kto spadek po tobie dziedziczy. Twoja połowa mieszkania (łopatologicznie) przypada w częsciach równych żonie i twoim dzieciom, ale już nie Bartusiowi. Jeśli masz jedno dziecko, to Kasia i twoje dziecko dziedziczą po połowie twoją część. Jeśli miałbyś dwoje dzieci, to spadek byłby dziedziczony po 1/3 całości. Jeśli Kasia nie spłaciłaby twojego dziecka, nie mogłaby mieszkania sprzedać, chyba że ktoś by je nabył świadomie z tym obciążeniem i sam dokonał rozliczenia, ale to śliski temat, choć nie niemożliwy i spotykany w praktyce.
Gdybyś nabył z Kasią mieszkanie na współwlasność bez ślubu, to sprawa wyglądałaby podobnie, gdybyś mial polowę udziału w tym mieszkaniu. Oczywiście gdy ułamkowo byłoby to mniej, np. 1/4 to tylko to 1/4 podlega spadkowi po tobie. Tak samo, gdy twoja część byłaby proporcjonalnie większa. Tutaj tylko mialbyś większe pole do działania, bo jako np. wnoszący większy wkład w spłatę kredytu, przez większe zarobki mógłbyś na siebie wziąć większą część wspolwłasności, np. 2/3 .
Wspólwłasność ułamkowa ma tę przewagę nad wspólnością majątkową, że możesz ze swoją częścią zrobić co tylko chcesz, sprzedać, darować dziecku, obciążyć kredytem konsumpcyjnym, itp.itd. bez zgody wspólwłaściciela, w tym wypadku Kasi.
To jednak tylko teoretyzowanie, bo mleko zostalo rozlane, macie mieszkanie w kredycie, jesteście małżeństwem i wiesz co? Ty chociaż o rozdzielność majątkową się postaraj, bo jeśli Kasia zacznie robić jakieś długi, to komornik do ciebie uderzy w pierwszej kolejności i jako mąż będziesz bulił.
Dlatego jak myślę, ona nie występuje o rozwod, bo dla niej to żadna korzyść. Po rozwodzie będzie już osobnym bytem i niczego z ciebie nie wyciągnie.
Czesiu, ty tak wszystko mieszasz, że trudno ci na cokolwiek odpowiedzieć, bo nie wiadomo od czego zacząć.
Po pierwsze: Nie ma tak, że po twojej śmierci z automatu Kasia mogłaby mieszkanie sprzedać jako wyłącznie swoje. Jest sprawa spadkowa i sąd decyduje kto spadek po tobie dziedziczy. Twoja połowa mieszkania (łopatologicznie) przypada w częsciach równych żonie i twoim dzieciom, ale już nie Bartusiowi. Jeśli masz jedno dziecko, to Kasia i twoje dziecko dziedziczą po połowie twoją część.
Faktycznie. Nie byłem zorientowany, bo jeszcze nigdzie się nie wybieram w dającej się przewidzieć przyszłości, ale już sobie doczytałem i jest tak jak piszesz.
Co nie zmienia faktu, że tak czy inaczej Kasia po ślubie jest o 1/4 wartości chałupy na plusie ![]()
Brak ślubu to dla niej strata tej 1/4 którą jako żona dziedziczy z automatu, a w przypadku nie bycia żoną, obejdzie się tylko smakiem
P.S.
Nie mamy żadnego wspólnego majątku, więc sypiam raczej spokojnie, tak tylko sobie teoretyzuję co by było gdyby jednak się udało ten kredyt załatwić.
Poza tym z wszelkich dostępnych źródeł u jakich pytałem, otrzymałem mniej więcej podobne informacje graniczące ze stuprocentową pewnością, że nie istnieją żadne przesłanki, które mogłyby spowodować orzeczenie mojej winy przy rozwodzie, a tym bardziej zasądzenie jakichkolwiek alimentów na rzecz mojej żony. Oczywiście pomijając okoliczność "trwałego rozpadu małżeństwa" spowodowanego moją wyprowadzką, ale chyba nikt przy zdrowych zmysłach nawet nie zada na sali rozpraw pytania dlaczego to zrobiłem...
Palec Boga napisał/a:Czesiek, a tak z mojej ciekawości pytanie mam: Parę lat temu rozpisywałeś się tutaj na temat Kasi i już wtedy padło stwierdzenie, w bardzo ogólnym rozrachunku (
) sugerujące, że bawiła się poprzednimi partnerami. Jaki ciąg myśli w Twojej głowie zafunkcjonował, że stwierdziłeś, że z Tobą tak nie będzie?
Dobre pytanie, hmm... Szczerze?
Po pierwsze brałem grubszą poprawkę na jej pierdolenie i traktowałem w kategoriach zaburzeń psychicznych, które u niektórych kobiet objawiają się tym na przykład, że do późnej starości uważają mężczyzn za półgłówków i nie przyjmują do swoich ciasnych mózgów myśli, że są dla nich tylko fajną lalką do dmuchania i to jest jedyny powód, który tych facetów przy nich trzyma, a nie jakaś wielka miłość czy lęk przed odrzuceniem przez taki boży cud jakim ona w swoim mniemaniu chyba jest. Kasia w młodości wygrała konkurs Playboya na profesjonalną sesję dla tego czasopisma, więc uważała się za boginię seksu i łez, które może sobie pozwalać na wszystko, a faceci będą to znosić cierpliwie, aby tylko móc z nią być. Pomimo upływu lat, Kasia nadal nie odróżnia "móc z nią być" od "móc korzystać z jej ciała" i w dalszym ciągu jest przekonana o tym, że to ona wszystkich rozgrywała, a nie że mogło być na odwrót.
Po drugie brałem też poprawkę na to, że po 20 latach coś już do tego łba dotarło, no i przede wszystkim powinna już zauważyć, że upływ czasu raczej nigdy nie działa na korzyść kobiety, która w jakimś tam okresie swojego życia mogła przebierać w kutasach jak pojebana, ale ten okres już dawno minął, niestety bezpowrotnie, więc chyba najwyższa pora zrewidować pewne poglądy na pewne rzeczy czy pewne przekonania na temat innych.
Po trzecie, przynajmniej z jej opowieści, wiedziałem że było przede mną paru innych chętnych i gotowych Katarzynę poślubić, widziałem zdjęcia pierścionków zaręczynowych i słyszałem różne historie, których zakończenie było takie, że nigdy za mąż nie wyszła, bo nigdy tego nie chciała. Zaręczyć się to i owszem, czemu nie, ale ślub to już grubszy temat i dziękuję, ale nie. Taka jest jej wersja, jak było naprawdę, nie wiem. No a w naszym przypadku, to w sumie ona chciała wziąć ten ślub bardziej niż ja, dlatego stwierdziłem, że ze mną jest i będzie być może inaczej. Dla jasności, ja nie jestem ani zamożny, ani jakoś reprezentacyjnie przystojny, jeżdżę starym volvo, które wiecznie się psuje, no a przede wszystkim Kasia jest ode mnie o równo dziesięć lat młodsza. Analizując powyższe, nie widziałem nic podejrzanego w tym, że akurat na mnie padł jej wybór...
Wątpliwości pojawiły się u mnie dopiero wtedy, gdy w naszym domu pojawił się Bartuś. To chyba tyle tak w telegraficznym skrócie, bo muszę już jechać do roboty.
EDIT
Nawet kiedy sytuacja z Bartusiem stawała się coraz bardziej dla nas wszystkich uciążliwa, nadal chciałem to sobie tłumaczyć tym, że gdyby Katarzyna chciała tylko wygodnie i bezstresowo żyć, nieważne z kim u swojego boku, aby tylko ogarniał jej hajsy, to pomimo 40-tki na karku, nadal miałaby w kim wybierać i mieć z kimś innym znacznie lepiej niż ma ze mną.
Czyli, podsumowując, nie brałeś pod uwagę faktów, a oparłeś całość wizji związku z Kasią na własnych wyobrażeniach i jakiejś projekcji swoich marzeń. Taki mega intensywny i wściekły róż indyjski na okularach. A Kasia po prostu pozostała sobą, księżniczką przekonaną o własnej zajebistości, niezdolną do głębszej relacji, uciekającą przed bliskością i traktującą facetów utylitarnie. Jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat Tobą księżniczka się nie znudzi i nie wymieni na inny model? I jak widać dawała o tym sygnały już na samym, samiutkim początku. Wystarczyło je zobaczyć, Czesiu. A nie polecieć za ładną twarzyczką i fajnym ciałem licząc, że dla Ciebie ta kobieta się zmieni
. Wiem, myśl tej zmianie zapewne miło połechtała twe ego, no ale ja się pytam cały czas, Ty masz 50 lat i doświadczenie życiowe, czy jesteś gościem w okolicach 20lat? Bo opisy na forum to trochę to pierwsze, ale czyny to ewidentnie to drugie...
I może (uwaga, uwaga, teraz nie czytaj, ponieważ działa to na Ciebie jak płachta na byka) warto zrewidować jednak pewne kryteria wyboru, ponieważ jak słyszysz od jeszcze nie żony, że cyt.:„ faceci jedli jej z ręki, a ona z nimi robiła co chciała, do czasu aż ją zaczęło to nudzić i w końcu ich zostawiała” to jakim niby cudem zakładasz, że z Tobą będzie inaczej?
A już tekst „ Zaręczyć się to i owszem, czemu nie, ale ślub to już grubszy temat i dziękuję, ale nie” - to nie jest tekst osoby stabilnej emocjonalnie i wiedzącej, czego chce w życiu.
Czesiu...miliard czerwonych pochodni tworzących krwawą łunę na horyzoncie, a Ty w to wszedłeś. I dziwisz się, że wszystko spłonęło.
No kurde, „jak do tego doszło nie wiem...”
P.S. Czepiasz się trochę Bartusia, jakby pojawił się nagle wyskakując znieniacka z jakiejś mgły. Owszem pisałeś, że ustaliliście, że „cudzymi bachorami” nie będziecie się zajmować, ale powiedz mi proszę, tak po pierwsze primo, jak wyobrażasz sobie ślub z kobietą i brak kontaktu z Jej dziećmi? Ślub i wspólne życie obejmuje całość tego życia, a nie jego wybrany, dogodny wycinek. Taki układ to bardziej by pasował do FWB, gdzie spotykamy się dla benefitów, ale w sumie życia są oddzielne i dzieci „gdzieś tam są, ale tak gdzieś dalej”. A dodatkowo info o wizycie w ZK Barusia, a więc pewien obraz osoby, z jaką masz do czynienia miałeś przed propozycją zamążpójscia. Więc tak, Bartuś był w pakiecie od samego początku.
A po drugie primo – jak już się pojawił u Was w mieszkaniu i było to wbrew tym waszym ustaleniom (jakiekolwiek by one nie były) to powinieneś wtedy się mocno postawić. Nie postawiłeś się, więc to księżniczka postawiła na swoim i stary koń zamieszkał z Wami. Co mogło sprawić, że zauważyła, że jesteś kolejnym facetem, który je Jej z ręki. I się księżniczka znudziła.
I może (uwaga, uwaga, teraz nie czytaj, ponieważ działa to na Ciebie jak płachta na byka) warto zrewidować jednak pewne kryteria wyboru, ponieważ jak słyszysz od jeszcze nie żony, że cyt.:„ faceci jedli jej z ręki, a ona z nimi robiła co chciała, do czasu aż ją zaczęło to nudzić i w końcu ich zostawiała” to jakim niby cudem zakładasz, że z Tobą będzie inaczej?
A już tekst „ Zaręczyć się to i owszem, czemu nie, ale ślub to już grubszy temat i dziękuję, ale nie” - to nie jest tekst osoby stabilnej emocjonalnie i wiedzącej, czego chce w życiu.Czesiu...miliard czerwonych pochodni tworzących krwawą łunę na horyzoncie, a Ty w to wszedłeś. I dziwisz się, że wszystko spłonęło.
No kurde, „jak do tego doszło nie wiem...”
Ależ wiem doskonale i od samego początku to wiedziałem, chyba zresztą o tym wspominałem już wcześniej.
Cały czas z tyłu głowy słyszałem głos, który mamrotał - wiesz, że ona nigdy nie będzie twoja, teraz tylko jest twoja kolej, a padło na ciebie, bo inne opcje są chwilowo niedostępne, ale to nie będzie trwało wiecznie, więc bądź czujny i gotowy - i tego faktu akurat miałem pełną świadomość, ale...
Ale dopóki było dobrze, to było mi dobrze, a im dłużej trwało, tym głębiej spychałem myśl, że któregoś dnia to wszystko pierdolnie, gdy tylko Kasia uzna, że nadszedł już właściwy moment. Tak więc nie jestem ani zaskoczony, ani zdziwiony, bo zakładałem taki scenariusz wiedząc to co już wiedziałem.
Zmylił mnie jedynie jej powrót do rozmów na temat ślubu, raczej to mnie zdziwiło i zaskoczyło, bo w tym czasie ja już byłem w zasadzie pewien tego, że to nasza ostatnia prosta i ostatecznie się rozstaniemy tak czy inaczej, to tylko kwestia czasu i tego co się wydarzy (czyt. pojawi się na horyzoncie lepszy kandydat gotowy przejąć cały ten majdan, a nie tylko poruchać i jebnąć w kąt) bo co innego pospotykać się z czyjąś babą i pokorzystać, a co innego wziąć ją sobie na łeb z całym dobrodziejstwem inwentarza, gównianą pracą, opłatami za wynajem mieszkania i zalegającym w nim leniwym pasożytem, ale to się chyba już zmieniło z tego co widzę, bo właśnie wpadły na FB kolejne wrzutki od Kasi
Jako zdjęcie w tle na swoim profilu ustawiła obrazek z cytatem "Jak dobrze z siebie zdjąć kłujący sweter oczekiwań innych niezależnie od pogody" czy coś w tym stylu, a następnego dnia dodała post o treści mniej więcej "Kiedy twoje dziecko opuści w końcu gniazdo, więc wszywasz instruktaże, żeby nie zmieniło zdania" a niżej zdjęcie kurtki z metką zawierającą instrukcję prania "Najlepiej daj starej do wyprania albo wpierdol na 40 stopni do pralki i powinno być git, tylko niech cię kurwa nie podkusi suszarka"
Reasumując, wszystko to czego "podświadomie" spodziewałem się od zawsze, właśnie teraz się dzieje, dlatego moje zdziwienie i zaskoczenie wzbudza jedynie sam motyw ze ślubem, którego tak bardzo nie chciała z nikim, a ze mną go wzięła. Po jaki chuj? To już chyba na zawsze pozostanie zagadką...
P.S.
Tak, wiem oczywiście, że ta akcja z jej wysrywami na fejsbuku, jest skierowana do mnie i że przede wszystkim ja mam to zobaczyć, tak głupi nie jestem, żeby się tego nie domyślać. No ale pomijając ten drobny detal, całościowy obraz i przekaz jest chyba jasny i czytelny dla każdego. To czego ja nie mogłem wyegzekwować przez prawie rok czasu, nagle stało się łatwe i proste jak pierdnięcie w mąkę, ledwie miesiąc po mojej wyprowadzce i odcięciu od funduszy, a co takiego mogło się zmienić w tym czasie? Wygrała na loterii? Spadek dostała? Znalazła walizkę z milionem w środku? Nie. Poznała kogoś innego, kto przyszłościowo rokuje, więc najpierw pozbyła się kuli u nogi w mojej osobie, a następnie wyekspediowała swoje biedne pokrzywdzone zawsze dziecko w niebyt, żeby stworzyć sprzyjające warunki do rozwoju nowej relacji. A kiedy kolejny naiwny frajer da się owinąć na mały palec, Bartuś nagle powróci z tobołkiem i wszystko wróci na z góry ustalone tory. Takie jakby mam deżawju... I żeby była jasność, to też ani trochę mnie nie zdziwi ani nie zaskoczy ![]()
Julia life in UK napisał/a:Palec Boga napisał/a:Tak, tak. Oczywiście Nowe Otwarcie.
Jakbyś nie był tutaj znany na tym forum.Ty też jesteś znany
Znany, a i owszem.
Ale nie rozpoznany.
Tego to bym nie był taki pewny
ale o tym szaaa ![]()
Ależ wiem doskonale i od samego początku to wiedziałem, chyba zresztą o tym wspominałem już wcześniej.
Cały czas z tyłu głowy słyszałem głos, który mamrotał - (...) i tego faktu akurat miałem pełną świadomość, (...) Tak więc nie jestem ani zaskoczony, ani zdziwiony, bo zakładałem taki scenariusz wiedząc to co już wiedziałem. (...) ostatecznie się rozstaniemy tak czy inaczej, to tylko kwestia czasu i tego co się wydarzy
(...)
Reasumując, wszystko to czego "podświadomie" spodziewałem się od zawsze, właśnie teraz się dzieje, dlatego moje zdziwienie i zaskoczenie wzbudza jedynie sam motyw ze ślubem, którego tak bardzo nie chciała z nikim, a ze mną go wzięła. Po jaki chuj? To już chyba na zawsze pozostanie zagadką...
Uff, to dzięki Bogu byłeś wszystkiego świadomy i wszystko przewidziałeś ![]()
Czesiu, obyś stanął na nogi chłopie ![]()
Ale weź się odetnij od tej jeszcze-żony wreszcie.
Nie wiem, pojedź na Pelikan Point w Namibii i ratuj tam foki, wpłać do WWF na jakiegoś misia Pandę, schlej się i poprzytulaj każde napotkane w parku drzewo, ale kurffa odizoluj się od tej babki wreszcie. I przestań oglądać ją na fb. Spraw, aby nie miała nad Tobą władzy, stała się mglistym wspomnieniem.
Palec Boga napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Ty też jesteś znany
Znany, a i owszem.
Ale nie rozpoznany.Tego to bym nie był taki pewny
O Muj Borze! O Matko Boska Rozwiązująca Węzły, z Kościoła św. Piotra w Augsburgu !
I co teraz???
Uff, to dzięki Bogu byłeś wszystkiego świadomy i wszystko przewidziałeś
Nie wszystko. Moje przewidywania były bardziej ukierunkowane na otoczenie w którym moja wówczas dziewczyna, później narzeczona, a w końcu żona, przebywa poza domem, niż na to co się będzie działo w nim samym (tak, znowu ten Bartuś co wszystko przez niego, a on tylko był dodatkiem, takim kwiatkiem u kożucha, nie odegrał żadnej znaczącej roli ani w naszym życiu, ani nie przyczynił się wcale do naszego rozstania, to są tylko moje urojenia, żeby poczuć się lepiej wskazując winnego) więc tego co się wydarzyło, akurat nie przewidziałem, bo nawet nie brałem takiej opcji pod uwagę, gdyż w tamtym czasie ta opcja po prostu nie istniała.
Gdybym miał stawiać własne pieniądze, to połowę postawiłbym na kogoś poznanego w pracy, gdzie codziennie przewijało się tylu dzianych kolesi, a każdy z nich mógłby mnie kupić za drobniaki w kieszeni z wszystkim co posiadam, że faktycznie na tym polu czułem realne zagrożenie.
Drugą połowę postawiłbym na jakiegoś przypadkowego leszcza z siłowni na fajnym motorze z ładną buzią i czarnymi lokami do ramion, które optycznie poszerza skórzana kurtka motocyklisty, nie dlatego że mam jakieś kompleksy na punkcie swojego wyglądu, ale dlatego że wiem jak działa magia kontrastu, gdzie ja nienawidzę motocyklistów, nie posiadam ładnej buzi, ani nie mam nawet loków, może jedynie jakaś kurtka to by się jeszcze znalazła, no i szeroki jestem z budowy, nie potrzebuję dodatkowych rekwizytów, które mogą mnie powiększyć.
I to były moje pewniaki, więc jeśli już miałoby do tego dojść, przewidywałem albo jakiegoś zamożnego biznesmena z nowym BMW serii 7 w przedłużonej wersji, albo jakiegoś wyżelowanego pizdusia z okładki magazynu dla gejów czyli jak zwykle przepierdoliłbym tylko pieniądze bez sensu, bo wyszło coś całkiem innego, czego na tamten moment nigdy bym się nie spodziewał.
Nie ma przymusu, możesz się z tym nie zgadzać i na dowód cytować moje wcześniejsze wypowiedzi o wyrzucaniu z domu i nazywaniu złodziejem czy co tam tylko jeszcze znajdziesz ciekawego, tylko weź proszę pod uwagę chronologię wydarzeń oraz upływ czasu od początkowego etapu znajomości, kiedy nikt mnie złodziejem nie nazywał, do zakończenia relacji trzy lata później, to może będzie łatwiej znaleźć tym razem odpowiedni przykład, który mógłby potwierdzić, że patrząc tylko na dupę i cycki nie widziałem sygnałów
![]()
P.S.
Nie widziałem, bo ich nie było, przecież nie muszę tego powtarzać za każdym razem, odpowiadając na każdy jeden wpis pod moim adresem. Czy muszę?
VS
Po pierwsze brałem grubszą poprawkę na jej pierdolenie i traktowałem w kategoriach zaburzeń psychicznych, które u niektórych kobiet objawiają się tym na przykład, że do późnej starości uważają mężczyzn za półgłówków i nie przyjmują do swoich ciasnych mózgów myśli, że są dla nich tylko fajną lalką do dmuchania i to jest jedyny powód, który tych facetów przy nich trzyma, a nie jakaś wielka miłość czy lęk przed odrzuceniem przez taki boży cud jakim ona w swoim mniemaniu chyba jest. Kasia w młodości wygrała konkurs Playboya na profesjonalną sesję dla tego czasopisma, więc uważała się za boginię seksu i łez, które może sobie pozwalać na wszystko, a faceci będą to znosić cierpliwie, aby tylko móc z nią być. Pomimo upływu lat, Kasia nadal nie odróżnia "móc z nią być" od "móc korzystać z jej ciała" i w dalszym ciągu jest przekonana o tym, że to ona wszystkich rozgrywała, a nie że mogło być na odwrót.
Po drugie brałem też poprawkę na to, że po 20 latach coś już do tego łba dotarło, no i przede wszystkim powinna już zauważyć, że upływ czasu raczej nigdy nie działa na korzyść kobiety, która w jakimś tam okresie swojego życia mogła przebierać w kutasach jak pojebana, ale ten okres już dawno minął, niestety bezpowrotnie, więc chyba najwyższa pora zrewidować pewne poglądy na pewne rzeczy czy pewne przekonania na temat innych.
Swoją drogą, pięknie myślałeś o partnerce. Tak poetycko to ująłeś, że aż się wzruszyłam.
Ależ wiem doskonale i od samego początku to wiedziałem, chyba zresztą o tym wspominałem już wcześniej.
Cały czas z tyłu głowy słyszałem głos, który mamrotał - wiesz, że ona nigdy nie będzie twoja, teraz tylko jest twoja kolej, a padło na ciebie, bo inne opcje są chwilowo niedostępne, ale to nie będzie trwało wiecznie, więc bądź czujny i gotowy - i tego faktu akurat miałem pełną świadomość, ale...
Ale dopóki było dobrze, to było mi dobrze, a im dłużej trwało, tym głębiej spychałem myśl, że któregoś dnia to wszystko pierdolnie, gdy tylko Kasia uzna, że nadszedł już właściwy moment. Tak więc nie jestem ani zaskoczony, ani zdziwiony, bo zakładałem taki scenariusz wiedząc to co już wiedziałem.

pięknie myślałeś o partnerce. Tak poetycko to ująłeś, że aż się wzruszyłam.
No wiem. Nie jesteś pierwsza. Każda mi to mówi, że mam w sobie to coś.
A w tak zwanym międzyczasie na fejsbuniu...
W sobotę smażyła placki.
W niedzielę słuchała muzyki.
W poniedziałek leżała pod kroplówką w szpitalu.
Dzisiaj rano udostępniła zdjęcie z naszej sesji ślubnej nad morzem.
Godzinę temu do mnie napisała (pierwszy raz po 2,5 miesiąca braku jakiegokolwiek kontaktu)
- Myślę, że nadszedł czas, aby pogadać, bo już mnie męczy ta sytuacja. Możemy się spotkać albo możemy pisać.
- Myślę, że od lat znasz moje zdanie - rób tak, żeby tobie było dobrze - wolisz się spotkać czy wolisz pisać?
- Obojętnie.
- Więc zaczynaj.
- OK co robimy?
- Ja robię perkusję do nowego kawałka, a ty?
- Czesiek
- Twoja ostatnia wiadomość wysłana do mnie brzmiała mniej więcej "jutro wnoszę o rozwód" po czym zapadła głucha cisza na ponad dwa miesiące. Dzisiaj proponujesz, żeby pogadać. Gadajmy.
- Ale to ty odszedłeś, spakowałeś się w dwie godziny i bez słowa mnie zostawiłeś...
- Rilaks. Nie napędzaj się. Mam dość kłótni.
- Nie chcę wojny. Rozwodzimy się bez orzekania winy czy walczymy?
- Walczymy o co na przykład? Niczego wspólnie się nie dorobiliśmy, to o co mamy walczyć?
- O nas durniu!
- Ile razy na ten temat rozmawialiśmy? Pierdylion? Pierdyliard?
- Nie pamiętam.
- Ale ja pamiętam. Dużo. I co zostało ustalone, pamiętasz?
- No co?
- No to, że kiedy nie będziemy chcieli ze sobą być, to się rozstaniemy, bez kłótni, bez wrzasków, bez pretensji i żali.
- Ale o czym ty teraz mówisz, bo chyba błądzę
- Mówię o tym, że konstrukcja rozmowy polega na tym, że posiada swój początek, środek i koniec. A my gdzie teraz jesteśmy?
- W dupie?
- Dlatego może na początek spróbujmy ustalić czy my chcemy ze sobą być czy nie chcemy i o tym najpierw pogadajmy.
- Nie spodziewałam się takiej rozmowy, zbiłeś mnie z pantałyku.
- Nie spodziewałem się w ogóle rozmowy, więc też nie jestem do niej przygotowany.
- Kocham cię Czesiek i o tym wiesz.
- Mam ponad 50 lat na garbie, dawno już to na mnie nie działa i o tym wiesz.
- Dobra, komponuj, nie zawracam.
- Lubię Cię Kaśka. Kochanie kochaniem, ale ja Ciebie lubię jako osobę. Głupio by było się rozwodzić tylko dlatego, że nie potrafimy się dogadać w tym czy w tamtym, ale też głupio by było męczyć się ze sobą tylko dlatego, że nie potrafimy się dogadać w tym czy w tamtym. Niech każdy na spokojnie się zastanowi nad tym i tamtym, a jakby co, to w kontakcie.
- Kłamczuch. Tylko się za bardzo nie forsuj tym zastanawianiem. Pa.
- Będę pamiętał.
Koniec.
Że ty pamiętasz te dialogi ![]()
A w tak zwanym międzyczasie na fejsbuniu...
W sobotę smażyła placki.
W niedzielę słuchała muzyki.
W poniedziałek leżała pod kroplówką w szpitalu.
Dzisiaj rano udostępniła zdjęcie z naszej sesji ślubnej nad morzem.
Godzinę temu do mnie napisała (pierwszy raz po 2,5 miesiąca braku jakiegokolwiek kontaktu)- Myślę, że nadszedł czas, aby pogadać, bo już mnie męczy ta sytuacja. Możemy się spotkać albo możemy pisać.
- Myślę, że od lat znasz moje zdanie - rób tak, żeby tobie było dobrze - wolisz się spotkać czy wolisz pisać?
- Obojętnie.
- Więc zaczynaj.
- OK co robimy?
- Ja robię perkusję do nowego kawałka, a ty?
- Czesiek
- Twoja ostatnia wiadomość wysłana do mnie brzmiała mniej więcej "jutro wnoszę o rozwód" po czym zapadła głucha cisza na ponad dwa miesiące. Dzisiaj proponujesz, żeby pogadać. Gadajmy.
- Ale to ty odszedłeś, spakowałeś się w dwie godziny i bez słowa mnie zostawiłeś...
- Rilaks. Nie napędzaj się. Mam dość kłótni.
- Nie chcę wojny. Rozwodzimy się bez orzekania winy czy walczymy?
- Walczymy o co na przykład? Niczego wspólnie się nie dorobiliśmy, to o co mamy walczyć?
- O nas durniu!
- Ile razy na ten temat rozmawialiśmy? Pierdylion? Pierdyliard?
- Nie pamiętam.
- Ale ja pamiętam. Dużo. I co zostało ustalone, pamiętasz?
- No co?
- No to, że kiedy nie będziemy chcieli ze sobą być, to się rozstaniemy, bez kłótni, bez wrzasków, bez pretensji i żali.
- Ale o czym ty teraz mówisz, bo chyba błądzę
- Mówię o tym, że konstrukcja rozmowy polega na tym, że posiada swój początek, środek i koniec. A my gdzie teraz jesteśmy?
- W dupie?
- Dlatego może na początek spróbujmy ustalić czy my chcemy ze sobą być czy nie chcemy i o tym najpierw pogadajmy.
- Nie spodziewałam się takiej rozmowy, zbiłeś mnie z pantałyku.
- Nie spodziewałem się w ogóle rozmowy, więc też nie jestem do niej przygotowany.
- Kocham cię Czesiek i o tym wiesz.
- Mam ponad 50 lat na garbie, dawno już to na mnie nie działa i o tym wiesz.
- Dobra, komponuj, nie zawracam.
- Lubię Cię Kaśka. Kochanie kochaniem, ale ja Ciebie lubię jako osobę. Głupio by było się rozwodzić tylko dlatego, że nie potrafimy się dogadać w tym czy w tamtym, ale też głupio by było męczyć się ze sobą tylko dlatego, że nie potrafimy się dogadać w tym czy w tamtym. Niech każdy na spokojnie się zastanowi nad tym i tamtym, a jakby co, to w kontakcie.
- Kłamczuch. Tylko się za bardzo nie forsuj tym zastanawianiem. Pa.
- Będę pamiętał.Koniec.
Rozdział 7 "Czesio detektyw " ![]()
Było do przewidzenia, że Kasia się w końcu odezwie. Zobaczyła, że Czesiek na jej fejsbukowe akcje twardy jak skała;) więc się pofatygowała. Czesiek jeszcze trzyma gardę, ale po kolejnych pięciu wyznaniach Kasi, że go kocha, zmięknie mu rura i znowu zamieszkają we dwoje. Za 3 msc, przechodząc obok, w piękne niedzielne popołudnie, wpadnie do nich Bartuś, na obiad akurat, gdy Kasia zrobiła najlepsze mielone na świecie. Czesiek będzie wkurwiony, że musi się dzielić z tym darmozjadem kotletami, na ktore ciężko harował w robocie, ale jakoś przełknie tę gorycz wierząc, że jak Bartuś się nażre to pójdzie do diabła i nie będzie oglądać jego bezczelnej gęby co najmniej pół roku. Ale Bartuś zniewczy nadzieje Cześka i zamiast zniknąć na pół roku, to się zasiedzi na rok. Kasia z rozbrajającym uśmiechem spojrzy na Czeska rozkładając bezradnie ręce a Czesio zacznie pisać kolejne odcinki powieści z cyklu "Jak do tego doszło, nie wiem" ![]()
Że ty pamiętasz te dialogi
Przepisuję z telefonu
Było to przewidzenia, że Kasia się w końcu odezwie.
Szczerze mówiąc, widząc jej zdjęcie profilowe w nagłówku wiadomości i pierwsze zdanie, pomyślałem że w dalszej części zostanę poinformowany o jakimś nowym koledze z którym już układa nowe życie, a odzywa się do mnie tylko po to, żeby domknąć temat i wyczyścić sprawy. Naprawdę robiłem w tym czasie perkusję, a na warsztacie mam aktualnie motyw przewodni z filmu Terminator, który jest dość trudny i skomplikowany rytmicznie, więc wymaga maksymalnego skupienia, żeby nie spierdolić całego efektu jednym przypadkowym puknięciem w niewłaściwym momencie, a tu nagle w słuchawkach sygnał wiadomości i na ekranie komputera z otwartym programem w którym to robię, wyskakuje okienko mesendżera...
Tak jak z Kasią ustaliliśmy, nie zamierzam się forsować póki co przemyśleniami, tym bardziej że moje stanowisko jest jej znane i u mnie nic się w tym temacie nie zmieniło. Pożyjemy, zobaczymy. Co do kwestii Bartusia, mam przygotowaną pewną niespodziankę w zanadrzu, której Kasia chyba się nie spodziewa. Jeśli dojdziemy do etapu rozmów o ewentualnym powrocie do siebie i ponownym zamieszkaniu wspólnie, pierwszy mój warunek, który nie podlega negocjacjom, to tym razem będziemy mieszkać u mnie i na moich zasadach, które nie uwzględniają osoby Bartusia akurat, więc...
Było to przewidzenia, że Kasia się w końcu odezwie. Zobaczyła, że Czesiek na jej fejsbukowe akcje twardy jak skała;) więc się pofatygowała. Czesiek jeszcze trzyma gardę, ale po kolejnych pięciu wyznaniach Kasi, że go kocha, zmięknie mu rura i znowu zamieszkają we dwoje. Za 3 msc, przechodząc obok, w piękne niedzielne popołudnie, wpadnie do nich Bartuś, na obiad akurat, gdy Kasia zrobiła najlepsze mielone na świecie. Czesiek będzie wkurwiony, że musi się dzielić z tym darmozjadem kotletami, na ktore ciężko harował w robocie, ale jakoś przełknie tę gorycz wierząc, że jak Bartuś się nażre to pójdzie do diabła i nie będzie oglądać jego bezczelnej gęby co najmniej pół roku. Ale Bartuś zniewczy nadzieje Cześka i zamiast zniknąć na pół roku, to się zasiedzi na rok. Kasia z rozbrajającym uśmiechem spojrzy na Czeska rozkładając bezradnie ręce a Czesio zacznie pisać kolejne odcinki powieści z cyklu "Jak do tego doszło, nie wiem"
No ja właśnie czekam na kolejny rozdział opowieści ![]()
Robiom te baby z tymi chopami co chcom, nawet po 50 nie mądrzeją.
Wiadomo, że Czesio znowu będzie urubiony porządnym grzmoceniem i wszystko wróci na jakiś czas do tego co było. Emocjonalna sinusoida, to podstawa wielu związków.
Patrząc na sposób wyrażania się Cześka odnoszę wrażenie, że sam wybiera takie trudne przypadki. Za dużo tego już wszystkiego było. Jak to życie wygląda, skoro ma się na koncie 2 czy 3 rozwody? Ten złośliwy czy konfliktowy charakter (obu stron zresztą), jaki wyłania się z tych rozmów pozwala przypuszczać, że zarówno Autor, jak i wszystkie jego wybranki należą do tej grupy ludzi, którzy nie odpuszczają NIGDY ani na moment, byle tylko dopiąć swego.
Czytając ową historię z "Kasią" zastanawiałem się w którym miejscu wycofałby się z tego układu przeciętny, statystyczny facet? Wyją wszelkie możliwe syreny, jarzą wszelkie okoliczne latarnie a Kolega dalej twierdzi, że nic nie widać ani nie słychać. Oczywiście będzie usprawiedliwiane w jakiś tam sposób, bo pomimo szeregu "red flagów" coś tam go do niej przyciągało..
Czesiu, jak już zdecydujesz się na powrót do szanownej małżonki, to przynajmniej zaproponuj wspólną terapię. Przyda się.
A tak z innej beczki, czytasz książki? Bo jeśli tak, to polecam "Kult" Łukasza Orbitowskiego. Macie podobny styl pisania.
Patrząc na sposób wyrażania się Cześka odnoszę wrażenie, że sam wybiera takie trudne przypadki. Za dużo tego już wszystkiego było. Jak to życie wygląda, skoro ma się na koncie 2 czy 3 rozwody? Ten złośliwy czy konfliktowy charakter (obu stron zresztą), jaki wyłania się z tych rozmów pozwala przypuszczać, że zarówno Autor, jak i wszystkie jego wybranki należą do tej grupy ludzi, którzy nie odpuszczają NIGDY ani na moment, byle tylko dopiąć swego.
Czytając ową historię z "Kasią" zastanawiałem się w którym miejscu wycofałby się z tego układu przeciętny, statystyczny facet? Wyją wszelkie możliwe syreny, jarzą wszelkie okoliczne latarnie a Kolega dalej twierdzi, że nic nie widać ani nie słychać. Oczywiście będzie usprawiedliwiane w jakiś tam sposób, bo pomimo szeregu "red flagów" coś tam go do niej przyciągało..
Jaja puste, brzuch pełny.
Czego można więcej chcieć ![]()
Jak zamiast mózgu wybiera się myślenie penisem to niestety wybory chujowe ...
Robiom te baby z tymi chopami co chcom, nawet po 50 nie mądrzeją.
Wiadomo, że Czesio znowu będzie urubiony porządnym grzmoceniem i wszystko wróci na jakiś czas do tego co było. Emocjonalna sinusoida, to podstawa wielu związków.
Czesio ma takie... kryteria wyboru
(wybacz Czesiu;) ) bo tak lubi! Każdy ma, co lubi.
Kaśka! Wbijaj do Cześka szybko, bo czytelnicy się niecierpliwią;)
Kaśka! Wbijaj do Cześka szybko, bo czytelnicy się niecierpliwią;)
Kaśka Ciebie nie słyszy i lepiej, żeby nie usłyszała
Nie życzę Cześkowi źle. Co ma być to będzie.
I to jest dokladnie ten sam Czesio,ktory w temacie Mniszkówny sie madruje najwięcej
![]()
Wujku napisz, jak już wrócisz do Pańci.
Wujku napisz, jak już wrócisz do Pańci.
I do Bartusia ![]()
Spokojnie, są sprawy ważne i ważniejsze.
Kończę Terminatora i już mam trzy nowe projekty otwarte, a że od poniedziałku mam wolne do 7 stycznia, to pośpiech w naszej sprawie nie jest mi raczej na rękę
Poza tym temat jakoś ucichł, więc i ja nie dopytuję. Coś tam rano napisała, ale akurat jechałem do pracy i "Katarzyna cofnęła wysyłanie wiadomości" zanim zdążyłem odczytać co tam naskrobała. Od wczoraj znowu chyba mamy status no contact albo nie wiem, tak czy siak wracam do roboty zanim wena się ulotni.
Prosta rada:
Jebać tą Kasię, tego Bartusia i ten ślub.
A tak w ogole to jebać to wszystko.
Uciekać gdzie pieprz rośnie i najlepiej zniknąć z dnia na dzień.Jeżeli to nie trol, to ja bym sie zastanawiał tak szczerze mówiąc, kto ma bardziej nasrane we łbie. Mamusia czy synek...
Prawda lepiej byc samemu jak sie pakowac do takiej kabaly na szacunek to sobie kazdy zasluguje jak sie stara jak pomimo ze cos robi i tak go nie otrzymuje to nie ma co brnac dalej bo nie bedzie lepiej.
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024