Po ślubie będzie jeszcze gorzej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Strony 1 2 3 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 394 ]

Temat: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Aż musiałem założyć sobie konto na tym szanownym forum, aby spróbować tak na chłopski rozum wyjaśnić i zrozumieć pewną kwestię, gdyż albowiem ponieważ apropo chyba nie do końca jestem pewien czy dobrze wszystko usłyszałem czy może jednak coś źle zrozumiałem, a sytuacja tego typu jest następująca...

Rozdział pierwszy.
Jesteśmy razem jakieś powiedzmy dwa lata. Oszczędzę wszystkim przynudzania o bratnich duszach i połówkach pomarańczy oraz rozwlekania mało ważnych lub w ogóle nieistotnych wątków pobocznych historii. Generalnie jest nam dobrze, a nawet bardzo dobrze, ale ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że jestem zwyczajnie robiony w chuja przez wszystkich dookoła, a udawanie głupiego i gryzienie się w język, tylko jeszcze bardziej rozzuchwala całe towarzystwo w myśl zasady jak dasz palec to ci wlezą na łeb i nasrają. No ale po kolei, przepraszam będzie długo...
Poznaliśmy się jako wolni dorośli bez zobowiązań i obciążeń w postaci małych czy jakichkolwiek dzieci na wychowaniu. Między innymi to nas właśnie połączyło. Na samym początku znajomości wyjaśniliśmy sobie od razu jedno, jeśli mamy rozwijać jakąkolwiek relację poza okazjonalne randki i weekendowe stukanie, to nasi partnerzy nie mogą mieć pod opieką na stałe żadnych dzieci z którymi mieszkają, którymi trzeba będzie się zajmować i z którymi trzeba będzie spędzać wspólnie czas, bo oboje już jesteśmy na to za starzy i zbyt wygodni, chcemy mieć wreszcie święty spokój, a w związku chcemy zajmować się związkiem i sobą, niczym innym więcej. Oczywiście oboje posiadamy dzieci z poprzednich związków i utrzymujemy z nimi normalny kontakt, ale nie mieszkają z nami na stałe i w tym oto momencie zaczyna się historia właściwa...
Mój niepełnoletni syn mieszka ze swoją mamą, moją byłą żoną. Tak się umówiliśmy przy rozwodzie, sąd klepnął, wszystkim to pasuje i tak po prostu jest. Syn mojej obecnej partnerki jest już dorosły, ma ponad 20 lat i całe życie mieszkał z nią, ale że im robił się większy, tym stawał się coraz gorszy, któregoś dnia po prostu go spakowała i wystawiła za drzwi, bo już nad nim nie panowała i nie dawała sobie z nim rady. Zamieszkał z dziadkami od strony ojca i na takim etapie jej życia się poznaliśmy. Coś tam mi o nim opowiadała, ja za dużo nie pytałem, bo co mnie to w sumie gówno obchodzi, ale gdzieś tam mnie trochę gniotło wewnętrznie, że nie utrzymują ze sobą praktycznie żadnego kontaktu. Tyle że wtedy jeszcze go nie znałem, ale do tego dojdziemy w następnym rozdziale...

Rozdział drugi.
Pierwszy raz na oczy zobaczyłem Bartusia (imię wymyślone, tak samo jak wszystkie inne, które ewentualnie mogą się pojawić) niedługo po tym jak opuścił zakład karny po odbyciu kary za pobicie wraz z kolegą jakiegoś dzieciaka idącego do szkoły. Chcieli zabrac mu epapierosa czy coś tam, tamten nie chciał oddać, no więc we dwóch na jednego skatowali leżącego już po pierwszym ciosie na chodniku chłopaka, a ich bohaterski wyczyn zarejestrowała kamera monitoringu i dzięki temu jeszcze tego samego dnia obaj trafili najpierw na dołek, a potem do aresztu śledczego oczekując tam na medal i oklaski. Kasia (mama naszego gieroja) popadła w taką rozpacz, że zaczęły jej się w głowie fakty pierdolić, aż wymyśliła własną równoległą wersję wydarzeń, którą powtarzała tak długo wszystkim dookoła, że o prawdziwej zapomniała. Prawda była taka, że dwóch niedopitych i naćpanych obszczymurów zaczepiło nad ranem bogu ducha winnego dzieciaka, obalili go na ziemię, po czym kopali po głowie i tłukli czym popadnie, aż się napierdoleńcy zmęczyli i dopiero wtedy zostawili go w spokoju. To było na filmie z kamer, to samo ustaliła prokuratura i za to sąd ich obu skazał. Według Kasi było zupełnie inaczej, bo to ten chłopak musiał coś powiedzieć albo zrobić, a w ogóle to po co tamtędy szedł akurat o tej porze, prowokując jej synka do tego, żeby kopnął go w twarz zachodząc chłopaka od tyłu jak ostatni frajer i pizda, bo nawet w ulicznej bójce obowiązują pewne niepisane zasady, nie atakuje się z partyzanta, nie kopie się leżącego i przede wszystkim zawsze jest jeden na jednego, przynajmniej tak było za moich czasów i nawet najgorsze zbóje tych reguł przestrzegały, no ale widocznie obecnie jacy bandyci, takie zasady. Oprócz tego, że istniał zapis video czarno na białym z przebiegiem całej sytuacji od samego początku do samego końca, były też zeznania obu oskarżonych jak również osoby poszkodowanej, które w najważniejszych kwestiach się pokrywały i ja sam byłem w ciężkim szoku, kiedy usłyszałem wyroki jakie obaj otrzymali. Po prostu jeden wielki śmiech na sali. Za to co zrobili nie posiedzieli nawet roku, ani jeden, ani drugi, wyszli sobie po tam chyba ośmiu miesiącach z uśmiechem na ustach i no elo, to jesteśmy z powrotem... Według mojej opinii wyrok był skandalicznie niski i po prostu niesprawiedliwy, ale według oceny Kasi, to wszystko był proces pokazowy, żeby dostali jak najwięcej, bo policja się na nich uwzięła (WTF?) prokurator chciał się wykazać (WTF ŻE KURWA CO???) a sędzia był z wszystkimi w zmowie, bo to jedna banda (NO JA ŻESZ PIERDOLE) a najgorsze w tym wszystkim jest to, że w ramach kary Bartuś musi teraz chodzić na odróbki w każdy weekend, kiedy on jest taki zmęczony po całym tygodniu...

Rozdział trzeci.
Tak. Bartusia męczy bardzo robienie czegokolwiek wokół siebie, ale najbardziej go męczy chodzenie do pracy. Przez okres 1/5 roku jak jest na wolności, przepracował łącznie w sumie może z 6 tygodni i to nawet nie jednym ciągiem, tylko w trzech różnych miejscach z przerwami po pół roku, żeby odpocząć i nabrać sił. Taki kurwa przemęczony. A do tego jeszcze te odróbki, bo prokurator się uwziął, a sędzia był w zmowie, nie żeby Bartuś coś złego komuś zrobił, to po prostu był spisek służb i wymiaru sprawiedliwości, a ten chłopak co przechodził, to na pewno był podstawiony celowo figurant, nie żadna ofiara dwóch zwyrodnialców, którym sam bym jaja wyciągnął przez gardła i kazał jeszcze raz je zeżreć, gdyby to zrobili mojemu synowi. No więc Bartuś głównie zajmuje się w życiu wypoczywaniem i żerowaniem na wszystkich dookoła. Począwszy od matki i ojca, poprzez dziadków, a na mnie kończąc. Od matki ciągnie kasę bez opamiętania na wszystko, a ta mu tylko śle przelewy albo do ręki daje i to nie jakieś śmieszne kwoty rzędu 50 czy 100 złotych powiedzmy raz na tydzień, tylko 200-300 (o takich przynajmniej ja wiem) po dwa albo trzy razy w tygodniu. Nie jednym, ale każdym. Regularnie co czwartek przyłaził po kasę no bo weekend. Regularnie co poniedziałek, a czasami już w niedzielę wypisywał wiadomości ile by tam potrzebował, no bo po weekendzie. Oprócz tego wiele innych sytuacji, do których zaraz dojdziemy...

Rozdział czwarty.
U ojca mieszkał za darmo przez jakiś rok czasu. Nie robił tam nic. Kompletnie nic. Żarcie podstawione pod ryj albo mamusia zawoziła. Do pracy nie. Do szkoły nie. Zrobić ze sobą cokolwiek też nie, no bo nie. Tylko daj i daj i daj, bo ja nie mam na balety z kolegami, bo ja nie mam na buty, bo ja nie mam na kurtkę, na bluzę z napisem, markowe perfumy, bo ja nie mam na benzynę do auta od tatusia, którymi dziwki wożę na śniadania do Kołobrzegu, bo taki ze mnie kurwa milioner, że ho ho, no ale pani kelnerka rachunek przyniosła i nie mam z czego zapłacić, a 250 złotych wyszło, to weź mi szybko wyślij... I tak było przez około rok. Aż się w końcu stary wkurwił i darmozjada wystawił za drzwi z tobołami, żegnając dobrym słowem na drogę - wypierdalaj do przytułku albo niech cię teraz mamusia weźmie - i zabierając kluczyki od autka, które przez pół roku tak zniszczył i dojebał, że jakaś masakra, ale na naprawy oczywiście nie ma, no bo skąd ma mieć nierób zasrany i leń śmierdzący. Na początku matka mu dawała, jestem tego pewien, ale nasza sytuacja materialna też uległa pewnym nieoczekiwanym zmianom i karmienie pasożyta też się miało niebawem ukrócić, bo żeby mu dać, musiałaby powiedzieć mi, ile potrzebuje i na co, a ja bym ją wtedy śmiechem zabił na miejscu i chyba się zesrał przy okazji, no ale sytuacja jest poważna, bo gnojek nie ma dokąd pójść. Jego ojciec nawet nie odbiera telefonu, dziadkowie co prawda odebrali, ale tylko po to, żeby mu powiedzieć od razu spierdalaj do nas nie przyjdziesz teraz radź sobie sam, a ten siedzi u nas w samych klapkach na nogach robiąc smutne miny i już tylko czekam, kiedy padnie hasło - no to na razie zostaniesz u nas - bo wiem bardzo dobrze o tym, że "na razie" oznacza "na stałe" i że knuli to razem już dużo wcześniej, tylko nie chcieli się z tym zdradzać, bo teraz zabiłbym śmiechem oboje na miejscu zanim którekolwiek dokończyłoby zdanie. Jeszcze tego mi tu brakuje, bezrobotnego ściemniacza i lesera, którego będę karmił i utrzymywał zapierdalając po sześć dni w tygodniu, a ten mi tu będzie zalegał przed telewizorem i potem spał do południa, bo przecież zmęczony. Ni chuja, nie zrobicie ze mnie wała...

Rozdział piąty.
Uprzedzając przebieg zdarzeń, zanim Kasia wypaliła z pomysłem przygarnięcia "na razie" biednego żuczka, ja wypaliłem z propozycją bezzwrotnej pożyczki na wynajem jakiegoś mieszkania od zaraz, zapłacenie wszystkich opłat za jeden miesiąc z góry i oczywiśćie wpłacenie kaucji. Łącznie wyszło ileś tam nieważne ile, powiedzmy że mniej więcej połowa mojego miesięcznego dochodu, możę trochę więcej. Warunki, na które oboje musieli się zgodzić, to natychmiastowe podjęcie jakiejkolwiek pracy zarobkowej przez szczeniaka i utrzymanie jej minimum przez pół roku, a po tym czasie nie musi mi oddawać ani złotówki z tego co ode mnie dostanie. Dałem mu czas do końca roku na znalezienie pracy, a była połowa października. Od Kasi natomiast zażądałem obietnicy natychmiastowego odcięcia synalka od pieniędzy, a więc żadnych przelewów po kryjomu, żadnego dawania do ręki za moimi plecami, żadnych nieuzasadnionych zakupów ani wydatków pod tytułem szósta para najków albo wyjazd do Szczecina na weekend. Jak sobie zarobi, to sobie będzie kupował i sobie będzie jeździł. Za swoje. Czy któryś fragment jest dla kogoś niezrozumiały lub niejasny? Nie? W porządku. Szukaj dla niego chaty od jutra i powiedz tylko ile trzeba zapłacić, resztą się nie przejmuj. Pasi? No...

Rozdział szósty.
Od października do końca roku nawet nie ruszył dupy z barłogu, żeby chociaż poszukać jakiejś pracy, której w naszym mieście nie brakuje. Ja sam robię w branży produkcyjnej, a w mojej firmie przewijają się tabunami młode chłopaki, którzy skądś przychodzą i dokądś odchodzą, a więc to nie jest tak, że u nas roboty nie ma. Jak ktoś chce pracować, to znajdzie migiem zajęcie, wystarczy wejść na OLX i wysłać 5 czy 10 CV do firm szukających ludzi od zaraz, bez doświadczenia, bez wykształcenia, bez konieczności spełniania nie wiadomo jakich warunków, wystarczą dwie sprawne ręce i chęć do pracy. No ale po co to pracy jakiejś szukać, gdzie trzeba będzie wcześnie wstawać, chodzić tam i jeszcze pracować, no po co? Nie fajniej leżeć z jajami wyjebanymi do góry, imprezować z kolesiami na wynajętym mieszkaniu, które mamusia opłaci? I zakupy zrobi i przyniesie co trzeba? No przecież nawet upośledzony umysłowo szympans umie sobie policzyć ile to jest 2 banany minus 2 banany jak je wpierdoli i zostanie mu 0 bananów, no tak czy nie? No to tak samo ja potrafię sobie obliczyć ile to jest 3 miesiące płacenia komuś za wynajem mieszkania plus do tego wyżywienie plus do tego melanżowanie praktycznie non stop, kiedy ktoś jest bezrobotny i nie zarabia. No kurwa nie da się. Matematycznie i fizycznie jest to po prostu niewykonalne. To skąd się brały hajsy na to wszystko jak nie z konta mamusi, bo wszyscy inni mają wyjebane jaja i kiełbasę?

Rozdział siódmy.
Właściciel wynajętego mieszkania w grudniu tuż przed świętami napisał sms z żądaniem natychmiastowego opuszczenie lokalu w związku z licznymi i niekończącymi się skargami na głośne zachowanie, ciągłe imprezowanie, chamskie odzywki do interweniujących sąsiadów zwracającyh uwagę oraz niestosowne zachowanie itp. Oczywiści Bartuś jest niewinny, on nic nie wie, nic nie robi, nigdy żadnych imprez nie było, na oczy własnej matki przysięga, że to wszystko kłamstwa, oszczerstwa i bezpodstawne pomówienia, bo... no bo znów się na niego uwzięli, tym razem mieszkańcy bloku. Matka wierzy dziecku, bo on by nigdy, a że sąsiedzi mają w swoich telefonach filmy nagrywane z podwórka co tam się po nocach dzieje, a że sam właściciel mieszkania również ma własny, bo któregoś razu osobiście przyjechał sprawdzić co ci niedobrzy i paskudni sąsiedzi wygadują... to wszystko nieważne, Kasia nie słucha nikogo i nie wierzy nikomu, bo Bartuś taki nie jest i chuj koniec kropka. No ale z mieszkania i tak zrobił wypad, bo Kasi już się skończyły środki na finansowanie wygodnego życia obibokowi, więc przyszedł czas na wielki finał...

Rozdział ósmy.
Jak już pewnie każdy zdążył się domyślić Bartuś finalnie wylądował u nas. Najpierw było tyko na kilka dni. Kilka dni szybko zleciało i był już styczeń, no więc pytam nieśmiało co z naszą umową, dlaczego cwaniaczek nadal nie pracuje i ciągnie od ciebie kasę, skoro umawialiśmy się inaczej. Poza tym rozmawialiśmy na ten temat nie raz, nie dwa i nie sto razy, wydaje mi się że określiłem dość jasno i czytelnie moje stanowisko w kwestii mieszkania Bartusia z nami teraz lub w przyszłości. Nigdy się na to nie zgodzę i chcę po prostu wiedzieć co zamierzasz z tym zrobić, no kurwa chyba płacimy razem za mieszkanie i ja też mam prawo decydować o tym z kim chcę w tym mieszkaniu mieszkać, a już w ogóle chyba wam obojgu na łby sufit się spierdolił, jeśli któreś z was sobie myśli, że ten leser będzie dalej się opierdalał, przesypiał całe dnie, a w nocy żerował i wpierdalał wszystko co jest w lodówce, a ja będę mu donosił, na pewno tak nie będzie... No to mamy konflikt interesów (ona do mnie mówi) na co ja zdumiony pytam o jakie ci konkretnie interesy się rozchodzi. Jaki to jest dla mnie interes jebać na twojego darmozjada na przykład? Albo jaki to dla mnie interes płacić co miesiąc tyle kasy za mieszkanie w którym nie mogę nawet decydować o tym, kto w nim będzie mieszkał, ale za to mam znosić wszelkie niewygody, brak jakiejkolwiek prywatności, wszystkim się dzielić, bo jak tylko coś zostawię na chwilę, to zaraz tego nie ma i jeszcze wozić dupę panicza za darmo samochodem, bo on wszędzie musi jechać, a ja mam napis taxi na czole i benzynę na stacji za darmo. To ma być interes? Serdecznie pierdolę takie interesy. Podstępnie zwaliłaś mi go na łeb i mam się teraz z nim użerać, bo wszyscy inni mają go głęboko w dupie, ale zapytałaś chociaż? Oczywiście że nie, bo wiesz, nigdy bym się na to nie zgodził. Tak samo jak ty byś się nigdy na to nie zgodziła, żeby to mój syn z nami zamieszkał i sobie tu pierdział w kanapę całymi dnia nie dając ani złotówki na swoje utrzymanie. Już to widzę jaka byś była szczęśliwa z tego powodu...

Rozdział dziewiąty.
Mamy początek marca, sytuacja nadal bez zmian. O pardą, zmiana jest taka, że nie wolno mi nawet jednym słowem wspominać na temat naszego milusińskiego, bo to powoduje natychmiastowy napad furii w moim kierunku, kończy się awanturą, cichymi dniami i całym tym gównem, o którym już nawet nie chce mi się z nikim gadać. W sobotę mamy brać ślub. Tak, tą sobotę co teraz będzie. Na wieść o tym wydarzeniu reakcja moich znajomych, to nie jest - kurwa stary gratuluję, wszystkiego najlepszego, no co za wiadomość - nie, nic podobnego. Standardowa reakcja moich znajomych, przynajmniej tych którzy są wtajemniczeni w sytuację, to zwykle - ja pierdolę co ty odwalasz, popierdoliło cię już całkowicie, wiesz że po ślubie będzie jeszcze gorzej...

Koniec.

Zobacz podobne tematy :
Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Dlaczego piszesz rozdział 1, drugi, trzeci itp? Bedziesz tu książka pisal? To wez sobie daj tytuł  "mamisynek Bartus mojej nowej partnerki"  big_smile

3

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zamiast ślubu, powinieneś zerwać relację i się wyprowadzić, tym bardziej, że mieszkasz u niej.
Chyba, że zaakceptujesz tę sytuację, bo ona się nie zmieni, nie staraj się zrozumieć partnerkę, bo nie zrozumiesz.
Możesz też się wyprowadzić i być z tą kobietą, ale mieszkać osobno.
Masz wybór.

4

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wow. Strasznie smutne jest to co piszesz. Społeczeństwo ma na karku nieroba i w zasadzie początkującego przestępcę, bo raczej jak raz wszedł wymiarowi sprawiedliwości w drogę, to drugi raz jest kwestią czasu.
Cóż Ci można napisać. Chyba sam wszystko widzisz jak na dłoni. Twoja partnerka odmawia kontaktu z rzeczywistością, a co gorsza odmawia uznania, że jej dziecko jest przemocowe, leniwe i... pewnie źle wychowane (za mało zaangażowania ojca w wychowanie młodego gniewnego?). Z jakiegoś powodu pewnie nie chce w to wierzyć. Dodatkowo zignorowała waszą wspólną umowę, że dzieci z wami nie mieszkają.
Lepiej nie będzie. Poza tym jak się z nią hajtniesz (a pewnie rozdzielności majątkowej nie przewidujecie), to jej finanse staną się Twoimi i na odwrót. Patrząc na jej desperackie przywiązanie do syna masz pewność, że nie ma żadnych długów pozaciąganych na jego ekstrawagancki styl życia?
Dodatkowo miej świadomość, że mieszkasz jednak pod jednym dachem z kimś kto pobił kogoś innego za... e-papierosa. Nie wiesz czy młokosowi kiedyś nie odwali, jak mu kolejny raz odmówisz podwózki albo kasy na imprezkę i czy nie dostaniesz w tył głowy, a matka stwierdzi, że przecież mogłeś mu te dwie stówy dać i się uwziąłeś na Bartusia.
Nie lepiej ten ślub odłożyć w czasie i zrezygnować też ze wspólnego mieszkania dopóki partnerka nie upora się ze swoim synem?
Jak będziesz tak się dawał robić, to jeszcze skończysz z kredytami na zachcianki młodocianego przestępcy.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
wieka napisał/a:

Zamiast ślubu, powinieneś zerwać relację i się wyprowadzić, tym bardziej, że mieszkasz u niej.
Chyba, że zaakceptujesz tę sytuację, bo ona się nie zmieni, nie staraj się zrozumieć partnerkę, bo nie zrozumiesz.
Możesz też się wyprowadzić i być z tą kobietą, ale mieszkać osobno.
Masz wybór.

Jak byc razem,a mieszkac osobno? Bez sensu. Po slubie tez beda mieszkac osobno? big_smile. Ten Bartus to roznianczony jest strasznie jak bym była jego matka to NIC bym wokół niego nie robila

6

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Aż musiałem założyć sobie konto na tym szanownym forum, aby spróbować tak na chłopski rozum wyjaśnić i zrozumieć pewną kwestię, gdyż albowiem ponieważ apropo chyba nie do końca jestem pewien czy dobrze wszystko usłyszałem czy może jednak coś źle zrozumiałem, a sytuacja tego typu jest następująca...

Rozdział pierwszy.
Jesteśmy razem jakieś powiedzmy dwa lata. Oszczędzę wszystkim przynudzania o bratnich duszach i połówkach pomarańczy oraz rozwlekania mało ważnych lub w ogóle nieistotnych wątków pobocznych historii. Generalnie jest nam dobrze, a nawet bardzo dobrze, ale ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że jestem zwyczajnie robiony w chuja przez wszystkich dookoła, a udawanie głupiego i gryzienie się w język, tylko jeszcze bardziej rozzuchwala całe towarzystwo w myśl zasady jak dasz palec to ci wlezą na łeb i nasrają. No ale po kolei, przepraszam będzie długo...
Poznaliśmy się jako wolni dorośli bez zobowiązań i obciążeń w postaci małych czy jakichkolwiek dzieci na wychowaniu. Między innymi to nas właśnie połączyło. Na samym początku znajomości wyjaśniliśmy sobie od razu jedno, jeśli mamy rozwijać jakąkolwiek relację poza okazjonalne randki i weekendowe stukanie, to nasi partnerzy nie mogą mieć pod opieką na stałe żadnych dzieci z którymi mieszkają, którymi trzeba będzie się zajmować i z którymi trzeba będzie spędzać wspólnie czas, bo oboje już jesteśmy na to za starzy i zbyt wygodni, chcemy mieć wreszcie święty spokój, a w związku chcemy zajmować się związkiem i sobą, niczym innym więcej. Oczywiście oboje posiadamy dzieci z poprzednich związków i utrzymujemy z nimi normalny kontakt, ale nie mieszkają z nami na stałe i w tym oto momencie zaczyna się historia właściwa...
Mój niepełnoletni syn mieszka ze swoją mamą, moją byłą żoną. Tak się umówiliśmy przy rozwodzie, sąd klepnął, wszystkim to pasuje i tak po prostu jest. Syn mojej obecnej partnerki jest już dorosły, ma ponad 20 lat i całe życie mieszkał z nią, ale że im robił się większy, tym stawał się coraz gorszy, któregoś dnia po prostu go spakowała i wystawiła za drzwi, bo już nad nim nie panowała i nie dawała sobie z nim rady. Zamieszkał z dziadkami od strony ojca i na takim etapie jej życia się poznaliśmy. Coś tam mi o nim opowiadała, ja za dużo nie pytałem, bo co mnie to w sumie gówno obchodzi, ale gdzieś tam mnie trochę gniotło wewnętrznie, że nie utrzymują ze sobą praktycznie żadnego kontaktu. Tyle że wtedy jeszcze go nie znałem, ale do tego dojdziemy w następnym rozdziale...

Rozdział drugi.
Pierwszy raz na oczy zobaczyłem Bartusia (imię wymyślone, tak samo jak wszystkie inne, które ewentualnie mogą się pojawić) niedługo po tym jak opuścił zakład karny po odbyciu kary za pobicie wraz z kolegą jakiegoś dzieciaka idącego do szkoły. Chcieli zabrac mu epapierosa czy coś tam, tamten nie chciał oddać, no więc we dwóch na jednego skatowali leżącego już po pierwszym ciosie na chodniku chłopaka, a ich bohaterski wyczyn zarejestrowała kamera monitoringu i dzięki temu jeszcze tego samego dnia obaj trafili najpierw na dołek, a potem do aresztu śledczego oczekując tam na medal i oklaski. Kasia (mama naszego gieroja) popadła w taką rozpacz, że zaczęły jej się w głowie fakty pierdolić, aż wymyśliła własną równoległą wersję wydarzeń, którą powtarzała tak długo wszystkim dookoła, że o prawdziwej zapomniała. Prawda była taka, że dwóch niedopitych i naćpanych obszczymurów zaczepiło nad ranem bogu ducha winnego dzieciaka, obalili go na ziemię, po czym kopali po głowie i tłukli czym popadnie, aż się napierdoleńcy zmęczyli i dopiero wtedy zostawili go w spokoju. To było na filmie z kamer, to samo ustaliła prokuratura i za to sąd ich obu skazał. Według Kasi było zupełnie inaczej, bo to ten chłopak musiał coś powiedzieć albo zrobić, a w ogóle to po co tamtędy szedł akurat o tej porze, prowokując jej synka do tego, żeby kopnął go w twarz zachodząc chłopaka od tyłu jak ostatni frajer i pizda, bo nawet w ulicznej bójce obowiązują pewne niepisane zasady, nie atakuje się z partyzanta, nie kopie się leżącego i przede wszystkim zawsze jest jeden na jednego, przynajmniej tak było za moich czasów i nawet najgorsze zbóje tych reguł przestrzegały, no ale widocznie obecnie jacy bandyci, takie zasady. Oprócz tego, że istniał zapis video czarno na białym z przebiegiem całej sytuacji od samego początku do samego końca, były też zeznania obu oskarżonych jak również osoby poszkodowanej, które w najważniejszych kwestiach się pokrywały i ja sam byłem w ciężkim szoku, kiedy usłyszałem wyroki jakie obaj otrzymali. Po prostu jeden wielki śmiech na sali. Za to co zrobili nie posiedzieli nawet roku, ani jeden, ani drugi, wyszli sobie po tam chyba ośmiu miesiącach z uśmiechem na ustach i no elo, to jesteśmy z powrotem... Według mojej opinii wyrok był skandalicznie niski i po prostu niesprawiedliwy, ale według oceny Kasi, to wszystko był proces pokazowy, żeby dostali jak najwięcej, bo policja się na nich uwzięła (WTF?) prokurator chciał się wykazać (WTF ŻE KURWA CO???) a sędzia był z wszystkimi w zmowie, bo to jedna banda (NO JA ŻESZ PIERDOLE) a najgorsze w tym wszystkim jest to, że w ramach kary Bartuś musi teraz chodzić na odróbki w każdy weekend, kiedy on jest taki zmęczony po całym tygodniu...

Rozdział trzeci.
Tak. Bartusia męczy bardzo robienie czegokolwiek wokół siebie, ale najbardziej go męczy chodzenie do pracy. Przez okres 1/5 roku jak jest na wolności, przepracował łącznie w sumie może z 6 tygodni i to nawet nie jednym ciągiem, tylko w trzech różnych miejscach z przerwami po pół roku, żeby odpocząć i nabrać sił. Taki kurwa przemęczony. A do tego jeszcze te odróbki, bo prokurator się uwziął, a sędzia był w zmowie, nie żeby Bartuś coś złego komuś zrobił, to po prostu był spisek służb i wymiaru sprawiedliwości, a ten chłopak co przechodził, to na pewno był podstawiony celowo figurant, nie żadna ofiara dwóch zwyrodnialców, którym sam bym jaja wyciągnął przez gardła i kazał jeszcze raz je zeżreć, gdyby to zrobili mojemu synowi. No więc Bartuś głównie zajmuje się w życiu wypoczywaniem i żerowaniem na wszystkich dookoła. Począwszy od matki i ojca, poprzez dziadków, a na mnie kończąc. Od matki ciągnie kasę bez opamiętania na wszystko, a ta mu tylko śle przelewy albo do ręki daje i to nie jakieś śmieszne kwoty rzędu 50 czy 100 złotych powiedzmy raz na tydzień, tylko 200-300 (o takich przynajmniej ja wiem) po dwa albo trzy razy w tygodniu. Nie jednym, ale każdym. Regularnie co czwartek przyłaził po kasę no bo weekend. Regularnie co poniedziałek, a czasami już w niedzielę wypisywał wiadomości ile by tam potrzebował, no bo po weekendzie. Oprócz tego wiele innych sytuacji, do których zaraz dojdziemy...

Rozdział czwarty.
U ojca mieszkał za darmo przez jakiś rok czasu. Nie robił tam nic. Kompletnie nic. Żarcie podstawione pod ryj albo mamusia zawoziła. Do pracy nie. Do szkoły nie. Zrobić ze sobą cokolwiek też nie, no bo nie. Tylko daj i daj i daj, bo ja nie mam na balety z kolegami, bo ja nie mam na buty, bo ja nie mam na kurtkę, na bluzę z napisem, markowe perfumy, bo ja nie mam na benzynę do auta od tatusia, którymi dziwki wożę na śniadania do Kołobrzegu, bo taki ze mnie kurwa milioner, że ho ho, no ale pani kelnerka rachunek przyniosła i nie mam z czego zapłacić, a 250 złotych wyszło, to weź mi szybko wyślij... I tak było przez około rok. Aż się w końcu stary wkurwił i darmozjada wystawił za drzwi z tobołami, żegnając dobrym słowem na drogę - wypierdalaj do przytułku albo niech cię teraz mamusia weźmie - i zabierając kluczyki od autka, które przez pół roku tak zniszczył i dojebał, że jakaś masakra, ale na naprawy oczywiście nie ma, no bo skąd ma mieć nierób zasrany i leń śmierdzący. Na początku matka mu dawała, jestem tego pewien, ale nasza sytuacja materialna też uległa pewnym nieoczekiwanym zmianom i karmienie pasożyta też się miało niebawem ukrócić, bo żeby mu dać, musiałaby powiedzieć mi, ile potrzebuje i na co, a ja bym ją wtedy śmiechem zabił na miejscu i chyba się zesrał przy okazji, no ale sytuacja jest poważna, bo gnojek nie ma dokąd pójść. Jego ojciec nawet nie odbiera telefonu, dziadkowie co prawda odebrali, ale tylko po to, żeby mu powiedzieć od razu spierdalaj do nas nie przyjdziesz teraz radź sobie sam, a ten siedzi u nas w samych klapkach na nogach robiąc smutne miny i już tylko czekam, kiedy padnie hasło - no to na razie zostaniesz u nas - bo wiem bardzo dobrze o tym, że "na razie" oznacza "na stałe" i że knuli to razem już dużo wcześniej, tylko nie chcieli się z tym zdradzać, bo teraz zabiłbym śmiechem oboje na miejscu zanim którekolwiek dokończyłoby zdanie. Jeszcze tego mi tu brakuje, bezrobotnego ściemniacza i lesera, którego będę karmił i utrzymywał zapierdalając po sześć dni w tygodniu, a ten mi tu będzie zalegał przed telewizorem i potem spał do południa, bo przecież zmęczony. Ni chuja, nie zrobicie ze mnie wała...

Rozdział piąty.
Uprzedzając przebieg zdarzeń, zanim Kasia wypaliła z pomysłem przygarnięcia "na razie" biednego żuczka, ja wypaliłem z propozycją bezzwrotnej pożyczki na wynajem jakiegoś mieszkania od zaraz, zapłacenie wszystkich opłat za jeden miesiąc z góry i oczywiśćie wpłacenie kaucji. Łącznie wyszło ileś tam nieważne ile, powiedzmy że mniej więcej połowa mojego miesięcznego dochodu, możę trochę więcej. Warunki, na które oboje musieli się zgodzić, to natychmiastowe podjęcie jakiejkolwiek pracy zarobkowej przez szczeniaka i utrzymanie jej minimum przez pół roku, a po tym czasie nie musi mi oddawać ani złotówki z tego co ode mnie dostanie. Dałem mu czas do końca roku na znalezienie pracy, a była połowa października. Od Kasi natomiast zażądałem obietnicy natychmiastowego odcięcia synalka od pieniędzy, a więc żadnych przelewów po kryjomu, żadnego dawania do ręki za moimi plecami, żadnych nieuzasadnionych zakupów ani wydatków pod tytułem szósta para najków albo wyjazd do Szczecina na weekend. Jak sobie zarobi, to sobie będzie kupował i sobie będzie jeździł. Za swoje. Czy któryś fragment jest dla kogoś niezrozumiały lub niejasny? Nie? W porządku. Szukaj dla niego chaty od jutra i powiedz tylko ile trzeba zapłacić, resztą się nie przejmuj. Pasi? No...

Rozdział szósty.
Od października do końca roku nawet nie ruszył dupy z barłogu, żeby chociaż poszukać jakiejś pracy, której w naszym mieście nie brakuje. Ja sam robię w branży produkcyjnej, a w mojej firmie przewijają się tabunami młode chłopaki, którzy skądś przychodzą i dokądś odchodzą, a więc to nie jest tak, że u nas roboty nie ma. Jak ktoś chce pracować, to znajdzie migiem zajęcie, wystarczy wejść na OLX i wysłać 5 czy 10 CV do firm szukających ludzi od zaraz, bez doświadczenia, bez wykształcenia, bez konieczności spełniania nie wiadomo jakich warunków, wystarczą dwie sprawne ręce i chęć do pracy. No ale po co to pracy jakiejś szukać, gdzie trzeba będzie wcześnie wstawać, chodzić tam i jeszcze pracować, no po co? Nie fajniej leżeć z jajami wyjebanymi do góry, imprezować z kolesiami na wynajętym mieszkaniu, które mamusia opłaci? I zakupy zrobi i przyniesie co trzeba? No przecież nawet upośledzony umysłowo szympans umie sobie policzyć ile to jest 2 banany minus 2 banany jak je wpierdoli i zostanie mu 0 bananów, no tak czy nie? No to tak samo ja potrafię sobie obliczyć ile to jest 3 miesiące płacenia komuś za wynajem mieszkania plus do tego wyżywienie plus do tego melanżowanie praktycznie non stop, kiedy ktoś jest bezrobotny i nie zarabia. No kurwa nie da się. Matematycznie i fizycznie jest to po prostu niewykonalne. To skąd się brały hajsy na to wszystko jak nie z konta mamusi, bo wszyscy inni mają wyjebane jaja i kiełbasę?

Rozdział siódmy.
Właściciel wynajętego mieszkania w grudniu tuż przed świętami napisał sms z żądaniem natychmiastowego opuszczenie lokalu w związku z licznymi i niekończącymi się skargami na głośne zachowanie, ciągłe imprezowanie, chamskie odzywki do interweniujących sąsiadów zwracającyh uwagę oraz niestosowne zachowanie itp. Oczywiści Bartuś jest niewinny, on nic nie wie, nic nie robi, nigdy żadnych imprez nie było, na oczy własnej matki przysięga, że to wszystko kłamstwa, oszczerstwa i bezpodstawne pomówienia, bo... no bo znów się na niego uwzięli, tym razem mieszkańcy bloku. Matka wierzy dziecku, bo on by nigdy, a że sąsiedzi mają w swoich telefonach filmy nagrywane z podwórka co tam się po nocach dzieje, a że sam właściciel mieszkania również ma własny, bo któregoś razu osobiście przyjechał sprawdzić co ci niedobrzy i paskudni sąsiedzi wygadują... to wszystko nieważne, Kasia nie słucha nikogo i nie wierzy nikomu, bo Bartuś taki nie jest i chuj koniec kropka. No ale z mieszkania i tak zrobił wypad, bo Kasi już się skończyły środki na finansowanie wygodnego życia obibokowi, więc przyszedł czas na wielki finał...

Rozdział ósmy.
Jak już pewnie każdy zdążył się domyślić Bartuś finalnie wylądował u nas. Najpierw było tyko na kilka dni. Kilka dni szybko zleciało i był już styczeń, no więc pytam nieśmiało co z naszą umową, dlaczego cwaniaczek nadal nie pracuje i ciągnie od ciebie kasę, skoro umawialiśmy się inaczej. Poza tym rozmawialiśmy na ten temat nie raz, nie dwa i nie sto razy, wydaje mi się że określiłem dość jasno i czytelnie moje stanowisko w kwestii mieszkania Bartusia z nami teraz lub w przyszłości. Nigdy się na to nie zgodzę i chcę po prostu wiedzieć co zamierzasz z tym zrobić, no kurwa chyba płacimy razem za mieszkanie i ja też mam prawo decydować o tym z kim chcę w tym mieszkaniu mieszkać, a już w ogóle chyba wam obojgu na łby sufit się spierdolił, jeśli któreś z was sobie myśli, że ten leser będzie dalej się opierdalał, przesypiał całe dnie, a w nocy żerował i wpierdalał wszystko co jest w lodówce, a ja będę mu donosił, na pewno tak nie będzie... No to mamy konflikt interesów (ona do mnie mówi) na co ja zdumiony pytam o jakie ci konkretnie interesy się rozchodzi. Jaki to jest dla mnie interes jebać na twojego darmozjada na przykład? Albo jaki to dla mnie interes płacić co miesiąc tyle kasy za mieszkanie w którym nie mogę nawet decydować o tym, kto w nim będzie mieszkał, ale za to mam znosić wszelkie niewygody, brak jakiejkolwiek prywatności, wszystkim się dzielić, bo jak tylko coś zostawię na chwilę, to zaraz tego nie ma i jeszcze wozić dupę panicza za darmo samochodem, bo on wszędzie musi jechać, a ja mam napis taxi na czole i benzynę na stacji za darmo. To ma być interes? Serdecznie pierdolę takie interesy. Podstępnie zwaliłaś mi go na łeb i mam się teraz z nim użerać, bo wszyscy inni mają go głęboko w dupie, ale zapytałaś chociaż? Oczywiście że nie, bo wiesz, nigdy bym się na to nie zgodził. Tak samo jak ty byś się nigdy na to nie zgodziła, żeby to mój syn z nami zamieszkał i sobie tu pierdział w kanapę całymi dnia nie dając ani złotówki na swoje utrzymanie. Już to widzę jaka byś była szczęśliwa z tego powodu...

Rozdział dziewiąty.
Mamy początek marca, sytuacja nadal bez zmian. O pardą, zmiana jest taka, że nie wolno mi nawet jednym słowem wspominać na temat naszego milusińskiego, bo to powoduje natychmiastowy napad furii w moim kierunku, kończy się awanturą, cichymi dniami i całym tym gównem, o którym już nawet nie chce mi się z nikim gadać. W sobotę mamy brać ślub. Tak, tą sobotę co teraz będzie. Na wieść o tym wydarzeniu reakcja moich znajomych, to nie jest - kurwa stary gratuluję, wszystkiego najlepszego, no co za wiadomość - nie, nic podobnego. Standardowa reakcja moich znajomych, przynajmniej tych którzy są wtajemniczeni w sytuację, to zwykle - ja pierdolę co ty odwalasz, popierdoliło cię już całkowicie, wiesz że po ślubie będzie jeszcze gorzej...

Koniec.

No i co niby oczekujesz po tym wpisie? to ze beda ludzie pisac to samo co mowia twoi to wiadomo, bo trzeba byc skonczonym debilem zeby sie w takiej sytuacji ozenic o cyzm zdaje sie sam dobrze wiesz. To jest druga strona relacji gdzie w gre wchodzi mamisynstwo, to jest nie tylko destrukcyjne dla osob zwiazanych z mamisynkiem ale tez dla partnerow matek mamisynkow. To sie nigdy nie zmieni na lepsze, z czasem bedzie tylko gorzej ale ty powinienes braz nogi za pas zamiast rozmyslac o slubie.

7

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ta cała historia jest tak bardzo z sufitu, że aż prawdopodobna. Wisienka na torcie tj. ślub za parę dni mnie powala big_smile

Bierz pod uwagę, że razem z małżeństwem idą pewne założenia i zobowiązania. Wgryź się w temat jesli trzeba, bo nie jestem 100% pewnym źródłem danych. W momencie gdy "Kasia" zostaje Twoją żoną, to w domysle nie masz prawa jej zakazać wspólnego mieszkania (no bo jestescie Rodziną przez duże R i co tam jeszcze), a jednocześnie zakazać JEJ wspólnego mieszkania z "Bartkiem" jest jeszcze trudniej skoro ona chce żeby syn mieszkał z nią. Metodą wynikania lądujesz z "Bartkiem" mocniej związany niż kiedykolwiek. Plus w razie gdyby Tobie coś się stało ona dziedziczy, więc pasożyt pośrednio również. Skoro "Bartek" ma historię pobić to ja bym się solidnie zastanowiła, czy to się Bardzo Źle nie skończy. I nieważne, kto by kogo pokonał w walce 1:1 bo wg. tego co relacjonujesz to nie jego styl.

Ale gratuluję trollingu, lvl hard tongue

8

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ej czekaj to nie Ty jesteś ten klipozor? big_smile po stylu pisma stary poznam cię na kilometr

No co mamy ci napisać, chyba wiesz że syn jeden jedyny zawsze będzie najważniejszy dla matki a nie jakiś tam doklepany chłop który jeszcze pyskuje i nie robi tego czego chce.

9

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ktoś to może streścić? smile

10

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Prosta rada:
Jebać tą Kasię, tego Bartusia i ten ślub.
A tak w ogole to jebać to wszystko.
Uciekać gdzie pieprz rośnie i najlepiej zniknąć z dnia na dzień.

Jeżeli to nie trol, to ja bym sie zastanawiał tak szczerze mówiąc, kto ma bardziej nasrane we łbie. Mamusia czy synek...

11 Ostatnio edytowany przez Ein (2025-03-06 13:52:56)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Legat napisał/a:

Ktoś to może streścić? smile

1. Chłop poznał babę
2. Mial to być związek bez dzieci itp. bo już są dorosłe i same sobie radzą w życiu
3. Synek tej baby to leń, kryminalista, i nierób. Ojciec i dziadkowie wyrzucili go z domu
4. Teraz mieszka z autorem
5. Matka tego synka (partnera autora) jest zapatrzona w synusia, broni go jak może i daje hajs
6. Autor musi na to wszystko robić
7. W sobote biorą ślub big_smile

12

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Ein napisał/a:
Legat napisał/a:

Ktoś to może streścić? smile

1. Chłop poznał babę
2. Mial to być związek bez dzieci itp. bo już są dorosłe i same sobie radzą w życiu
3. Synek tej baby to leń, kryminalista, i nierób. Ojciec i dziadkowie wyrzucili go z domu
4. Teraz mieszka z autorem
5. Matka tego synka (partnera autora) jest zapatrzona w synusia, broni go jak może i daje hajs
6. Autor musi na to wszystko robić
7. W sobote biorą ślub big_smile

Krócej się nie da.
Czego oczekuję po tym wpisie? Neutralnej oceny sytuacji osób, które nigdy nas nie widziały na oczy i nic o nas nie wiedzą. Oczekuję obiektywnej opinii, ewentualnie podzielenia się doświadczeniem własnym lub innych, którzy mieli podobnie. Ślubu nie odwołam, tego jednego na pewno jej nie zrobię, bo nie chodzi mi o to, żeby ją karać czy złośliwie udowadniać, że mogę to zrobić, bo oczywiście mogę, tylko z jednej strony uważam, że to by było najgorsze skurwysyństwo w czystej postaci z mojej strony, a z drugiej strony takie posunięcie w żaden sposób nie rozwiązuje mojego problemu, bo problemem nie jest ona. Dopóki żyliśmy sobie spokojnie tylko we dwoje, wychodząc rano do pracy już na schodach do garażu myślałem o tym co będziemy razem robić, kiedy wrócę do domu. Mieliśmy naprawdę fajne życie, dokładnie takie, jakie zawsze chciałem mieć, a to nie jest moja pierwsza dziewczyna ani jedyna partnerka życiowa, którą miałem, więc kiedy klękałem przed nią z pierścionkiem zaręczynowym, byłem absolutnie pewien tego co robię i że to właśnie z nią chcę się zestarzeć, nie z żadną inną, które miałem wcześniej czy mógłbym jeszcze kiedyś tam mieć. Przechodziliśmy różne zawirowania, kilka razy się rozstawaliśmy, żeby do siebie wracać, bo ani ja, ani chyba ona też, po prostu sobie nie wyobrażamy życia bez siebie czy bycia z kimś innym. Kasia jest po 40-tce i to będzie jej pierwszy ślub, choć przede mną była w wielu związkach dłuższych lub krótszych, ale wychodzić za mąż nigdy nie chciała. Ze mną było podobnie, tyle że ja jestem od niej starszy i mam trochę większe doświadczenie małżeńskie, bo żonę już miałem. Żeby było zabawniej moje małżeństwo rozpadło się dokładnie z tego samego powodu, kiedy moja cierpliwość do rozwydrzonego gówniarza (syna mojej żony) się wyczerpała i po prostu musieliśmy się rozstać, bo atmosfera w domu była nie do wytrzymania. Po którejś z kolei kłótni spakowałem reklamówkę z gaciami na zmianę i wyszedłem z mieszkania. Przez kilka miesięcy widywaliśmy się raz w tygodniu, żeby spędzić wspólnie trochę czasu z naszym dzieckiem i ewentualnie wybadać grunt czy jesteśmy gotowi na zejście się z powrotem. Czas sobie mijał, nikomu jakoś szczególnie się nie spieszyło ani chyba też nie zależało na tym aby to przerwać i się pogodzić, aż w końcu moja żona zrezygnowała i zaczęła się spotykać z kimś innym. Ja zresztą też nie byłem wcale lepszy, żeby się tutaj nie wybielać i nie stroić w piórka aniołka bez winy. Nie mieszkamy w Warszawie ani w żadnym innym wielomilionowym mieście, gdzie nikt nikogo nie zna i nikogo nie obchodzi co kto robi, więc dość szybko życzliwi znajomi nam donieśli z kim gdzie i kiedy to drugie widzieli, a potem już nie było czego zbierać ani o czym w zasadzie rozmawiać, no bo niby o czym. Żona stwierdziła, że teraz jest szczęśliwa, ja uznałem że w sumie też mogę jeszcze być, więc nie ma o co szczempić ryja po próżnicy. Ustaliliśmy tylko, że rozwód się odbędzie jak najszybciej, bez orzekania o winie i szarpania się o majątki. Chyba nigdy oboje nie byliśmy tak zgodni, przynajmniej odkąd sięgam pamięcią...
To było dość dawno, jakieś osiem lat temu, ale dzisiaj jak wracam z pracy do domu, to mam deżawi i nie chcę, żeby historia się powtórzyła. Nie dlatego, że Kasi jestem coś winien albo nie chcę jej robić przykrości. Robiłem w swoim życiu gorsze rzeczy i to akurat by nie było nic spektakularnie wyjątkowego w moim wykonaniu. Nie chcę jej zostawiać samej, bo najzwyczajniej w świecie ją kocham. Po prostu. To jest jedyny powód, dla którego jeszcze się nie wyprowadziłem. Myślę, że nikogo nigdy tak nie kochałem i z nikim wcześniej nie miałem takiej relacji, nie chcę tego stracić podejmując pochopnie decyzję w chwilowych emocjach, które prędzej czy później ze mnie zejdą i zacznę tego ruchu żałować, a będzie już za późno, bo jak już wiem z własnego doświadczenia, są granice po przekroczeniu których nie można już zawrócić. Chcę z nią być do samego końca, mojego lub jej i to jedno nie podlega żadnej dyskusji. Kasia jest fajna, naprawdę jest fajną dziewczyną, taką w sam raz dla mnie, dlatego to jej się oświadczyłem, a nie żadnej innej, no ale kiedy zaczynaliśmy planować ślub i całą resztę naszego życia, nie było kurwa mowy o tym, że Bartuś będzie z nami mieszkał, leżał na kanapie całymi dniami i nawet zasranej złotówki nie dołoży do budżetu, który już tylko dla naszej dwójki był napięty jak baranie jaja, a teraz jeszcze trzeba to dzielić na trzy i ten śmierdziel ani trochę się nie poczuwa do tego, żeby cokolwiek nam pomóc, bo ma wyjebane, a mamusia wściekle go broni i trzyma jego stronę, bo widocznie jej pasuje taki układ.
No mi akurat nie pasuje i to czego oczekuję po tym wątku... sam nie wiem. Czasem mnie nachodzą takie myśli, że może to ja jestem jakiś pierdolnięty, wyolbrzymiam i przesadzam, zamiast okazać zrozumienie i zamknąć mordę, bo przecież jestem w związku, a bycie w związku to nie tylko przyjemnmości i egoistyczne zaspokajanie własnych potrzeb, ale też mierzenie się z trudnościami i wspólne rozwiązywanie problemów. Tylko zaraz potem przychodzą inne myśli, że tych problemów nigdy bym nie miał, gdybym żył sobie sam albo z kimś innym. Że to w sumie nie jest ani mój problem, ani to w ogóle nie jest żaden problem. Dorosły facet chodzi do pracy i łaski nikomu nie robi. Dorosły facet nie siedzi na garnuszku u mamusi drapiąc się po dupie i pierdoląc jakie życie jest ciężkie. Od ojca dostał samochód, pełną michę i dach nad głową. Za nic. Jedyne co musiał robić, to iść do roboty. Ale zamiast do roboty, to przyłaził do nas i tłoczył matce do głowy jaki ten ojciec to ciężki pojeb z którym nie idzie się dogadać, bo wiecznie ma o coś pretensje i Bartuś nie chce tam z nim siedzieć, bo woli u nas... No oczywiście, że woli u nas, bo mamusia ugotuje, mamusia da pieniążek, mamusia zapłaci za kolejne naprawy samochodu i jeszcze go zatankuje, żeby synuś mogł się lansować na mieście jaki to z niego nie jest wielki dżolero, a kurwa nawet nawet na fajki go nie stać z własnej kieszeni, bo przecież jako bezrobotny wiecznie gówno w niej ma i tylko mamciu daj, mamciu wyślij, mamciu zapłać, mamciu dorzuć do tego albo tamtego, mamciu pożycz bo muszę komuś tam oddać... I tak non stop i tak bez przerwy. Jak jeszcze z nami nie mieszkał, to nie było chwili spokoju w weekend, żeby czegoś nie odpierdolił albo czegoś nie chciał akurat wtedy jak jesteśmy na plaży albo mamy gdzieś wyjść na pieprzoną randkę czy normalnie chcemy się pobzykać, bo nigdy nie ma na nic czasu w tygodniu. Ósma rano w niedzielę i już się zaczyna wydzwanianie, wypisywanie, zmiana planów, odwoływanie wszystkiego, bo Bartuś się przebudził i musi być w centrum uwagi, no to trzeba po niego pojechać, bo siedzi u ojca na wsi i nie ma jak się dostać do miasta, przecież autko zepsute albo stary mu zabrał kluczyki za coś tam znowu. Potem trzeba Bartusia zabawiać towarzystwem, żeby się nie czuł u nas źle, bo to mój zasrany obowiązek jak to kiedyś usłyszałem, no a na koniec trzeba Bartusia odstawić do domu albo jeszcze go powozić tu i tam, bo on ma sprawę z koleżką do załatwienia... i tak niedziela sobie mija. Nie jedna, nie dwie, tylko praktycznie każda. Bartuś ukontentowany, bo zjebał mi cały weekend, nażarł się do syta i wyciągnął od matki pieniądze (przecież tylko po to do nas przyłazi) Kasia szczęśliwa bo spędziła fajnie czas ze swoim synkiem, a ja mogę się iść pierdolić, bo gówno kogo interesuje co ja tam chciałem robić czy co tam zaplanowałem i może powinienem sobie przemyśleć moją roszczeniową postawę, bo zachowuję się jak energetyczny wampir, a nie wszystko kręci się tylko wokół mnie. Bartuś ma depresję, bo nikt go nie chce i nie lubi, a ja zamiast z nim rozmawiać i zadbać o budowanie z nim relacji, to tylko się przypierdalam i żadnego wsparcia ona we mnie nie ma, nic... Helloł do kurwy jasnej, ale że jakiego wsparcia? Jaka depresja? Przepierdolić osiem stów jednej nocy w dyskotece jakoś nie miał depresji. A kto go później przez pół niedzieli szukał, bo leżał gdzieś napierdolony i nie odbierał telefonu? Mieliśmy iść do kina, razem z moim synem, kupiłem już bilety i wszystko było ustalone, ale nie, bo teraz będziemy marnować paliwo i czas na jeżdżenie i szukanie moczymordy, chuj tam z kinem jakimś, pijackie wybryki Bartusia są teraz ważniejsze... i żeby to był tylko jeden raz, ale nie, to samo jest niemal co tydzień jak tylko dostanie jakąś kasę do ręki. A skąd dostaje jak nie pracuje? No właśnie.
Bo Bartuś to po prostu wyrachowany i cienki w uszach cwaniaczek z umysłem ośmiolatka, któremu się wydaje, że jest niezwykle przebiegłym spryciarzem i wszystkich będzie robił w chuja, żeby tylko dalej nic nie robić i żyć na krzywy ryj jak pączek w maśle, bo mamunia zawsze go obroni i o wszystko zadba. Poświęci każdy związek dla Bartusia, bo Bartuś jest jej synem i jest dla niej najwazniejszy, a cała reszta to chuj, nie będę ja, to znajdzie sobie kogoś innego, mniej problematycznego i wymagającego, mało to frajerów czeka w kolejce, żeby się pospotykać tylko od czasu do czasu bez wikłania w niepotrzebne nikomu problemy? No sama mi to powiedziała całkiem niedawno przy okazji którejś tam próby rozmowy na temat tego co zamierza zrobić w obecnej sytuacji i ile czasu to będzie jeszcze trwało. Będzie trwało ile będzie. Po zamieszkaniu u nas i przeliczeniu ile miesięcznie kosztuje życie we troje, kiedy tylko dwoje z nas pracuje i przynosi do domu jakieś pieniądze, a trzecie nie robi nic, tylko żre, marnuje wodę i prąd, no i oczywiście co chwilę na coś potrzebuje, bo a to komuś tam musi jakieś 200 oddać, a to musi jakieś mandaty na 1500 zapłacić, a to z kolegą się na pizzę umówił i mama daj ze 150... Kasi w końcu strzeliła żyłka i osobiście zawiozła Bartusia do miejsca zwanego pracą. Owszem, pracował, sam go woziłem rano i widziałem jak wchodzi. Przepracował całe 10 dni, aż jego ojciec tak się tym faktem wzruszył, że oddał mu samochód. Naprawiony na własny koszt i "oddasz mi za naprawę jak dostaniesz wypłatę" a miało to miejsce w piątek. W sobotę Bartuś pojechał na jakąś imprezę, gdzie się nakurwił jak bombowiec, a wracając rozpierdolił samochodzik w drzazgi na jedynym w okolicy przydrożnym drzewie. Musiał jechać co najmniej 150 na godzinę, bo auto na prostej drodze zjechało do rowu i odbiło się od nasypu z taką siłą, że przeleciało jakieś 15-20 metrów w powietrzu i na pełnej kurwie owinęło się wokół drzewa. Nie wiem jak, ale jakimś cudem Bartuś i pasażerka wyszli z tego żywi. Oczywiście standardowa sytuacja, do których już przywykłem czyli od samego rana w niedzielę wszyscy się spuszczają nad Bartusiem, który leży u nas w domu zakrwawiony i ledwo bełkocze, bo ma jeszcze chyba ze dwa promile we krwi. Gdybym ja był jego ojcem, to najpierw bym go napierdolił tak, że na oczy nic by nie widział, a potem osobiście zawiózłbym go na policję i niech się tłumaczy. Ale Kasia nie. Kasia najbardziej z wszystkiego przejmowała się tym, że nie może wezwać pogotowia, bo Bartuś jest pijany i zabiorą mu prawo jazdy. Szczęście w nieszczęściu nikogo przy okazji nie zabił i sprawa rozeszła się po kościach. Z pracy oczywiście go wywalili, bo na okresie próbnym nikt się nie będzie cackał z nierobem ani czekał na niego z czerwonym dywanem, a ponieważ był zatrudniony na umowę zlecenie, za leżenie na L4 też nie dostał ani grosza. Lekarstwa, zastrzyki, opatrunki, jeżdżenie po lekarzach na kontrole itp. to są wszystko dodatkowe koszty, które musieliśmy ponieść my, nie kto inny, bo wszyscy mają to w chuju. Każdy z przejęciem wysłuchał wymyślonej na poczekaniu, bo przecież nie można prawdy powiedzieć i wzruszającej historyjki o tym jak to Bartuś normalnie sobie jechał, ale była taka straszna mgła, że nie widział drogi, no i tak to się stało, że teraz ani autka nie ma, ani pracy, ani nawet nie wiadomo kiedy będzie miał, a pieniążki by się przydały, bo przecież mieszka i żyje u nas za darmo, nic nie dokłada, bo nie ma z czego... ktokolwiek tym się przejął? Dziadkowie na przykład? Albo ojciec Bartusia? A gówno, chociaż tego ostatniego akurat rozumiem.
No i tak to nasz Bartuś po raz kolejny wymigał się od chodzenia do pracy, chociaż zaraz minie miesiąc jak pan doktor po raz ostatni go zbadał i stwierdził, że nie widzi żadnych przeciwwskazań, aby Bartuś mógł wrócić do normalnego życia zaczynając od podjęcia jakichkolwiek czynności zarobkowych. Od tego czasu tydzień po tygodniu, dokładnie w każdy poniedziałek słyszę jedną i tą samą śpiewkę. A to ktoś ma coś mu załatwić, ale od nowego tygodnia... A to ktoś ma zadzwonić, ale to na początku marca... A to ktoś już mu coś tam znalazł, ale no kurde akurat nie odbiera telefonu, to może po niedzieli... Tydzień w tydzień to samo pierdolenie o szopenie, aby tylko odwlec o kolejny tydzień, aby tylko przeciągnąć do kolejnego weekendu, całą sobotę przechlać, całą niedzielę przespać, a w poniedziałek pocisnąć starym kolejną bajeczkę wyjętą z dupy, że może za tydzień będzie już praca i dalej sobie leżeć śmiejąc się w duchu z wszystkich dookoła, a zwłaszcza z matki, która gładko łyka te bzdety i się cieszy z chuj wie czego licząc w przedpokoju stówki, które mu zaraz cichaczem położy na stole, zanim ja wyjdę z łazienki i coś zobaczę albo usłyszę jak szepczą za ścianą chichocząc, bo myślą że ja jestem głuchy albo jebnięty i się nie domyślę za co Bartuś idzie znowu chlać na całą noc...
I tak to sobie działa w najlepsze, ale jeszcze lepsze jest to, że Kasi wydaje się zupełnie nie przeszkadzać fakt, że postępując w ten sposób i tolerując tą patologię, to nie ze mnie robi kretyna ukrywając przede mną ile i na co mu daje, tylko z siebie robi idiotkę, która daje się wykorzystywać cwaniaczkowi z bąblem w nosie i miodem w uszach.
Tak jest Bartuś nauczony, dobrze wie co ma robić, a czego nie robić, żeby jego plan funkcjonował bez zakłóceń, a przyszłościowo pewnie już sobie wymyślił jak się mnie pozbyć na zawsze i zająć moje miejsce przy mamusi, tylko póki co Kasia zdaje sobie sprawę, że moje odejście będzie się wiązać z pewnymi niedogodnościami, tym bardziej w sytuacji, kiedy Bartuś nie pracuje i nie przynosi żadnych pieniędzy do domu, a tylko generuje dodatkowy koszt, no więc przynajmniej na razie moja obecność jeszcze przynosi jakieś korzyści dla obojga, bo samochód jest mój, a mieszkanie jest niczyje, płacimy po połowie grube hajsy za jego wynajem. Bartuś nie płaci nic, bo jest u nas gościem, no nie? Proste. Od dwóch dni stoi zlew zajebany garami i kubkami Bartusia, który jakimś gównem go zapchał i oczywiście nawet tego gnoju nie dotknie, chociaż nic innego nie ma do roboty. Wczoraj przez całe popołudnie i wieczór jedno i drugie leżało przed telewizorem i tylko do tego zlewu wrzucali kolejne naczynia czekając chyba na mnie, kiedy przyjdę do kuchni i sam się tym zajmę... No po prostu jakaś masakra. 
Ostatnio dostałem opierdol za to, że za dużo kawy piję i mam sobie sam dla siebie kupować. Mam nawet własną osobistą puszkę na kawę, wyobrażacie sobie? No to teraz sobie wyobraźcie moją minę, kiedy po całym dniu jebania w robocie i po dwóch godzinach na siłowni wracam do domu, otwieram moją puszkę z kawą tylko dla mnie, a tam gówno, nie ma nic, chociaż jeszcze dwa dni temu była pełna i zdążyłem sobie zrobić dwie kawy. Biorę tą puszkę i idę zapytać mojej ukochanej, gdzie jest kurwa moja kawa tylko dla mnie, bo w mojej osobistej puszcze po dwóch dniach zostały tylko jakieś paprochy na dnie, a pół kilo kawy wzięło i znikło, no więc pytam normalnie jak człowiek, gdzie się ona podziała ta kawa... zanim dokończyłem zdanie Kasia się na mnie rzuciła z wytrzeszczonymi oczami, które gdyby nie wisiały na kablach, to by jej z oczodołów wyskoczyły

- Przestań skarżyć! Od dwóch minut jesteś w domu i już skarżysz jak trzyletnie dziecko! Nie masz kawy, to co za problem iść i sobie kupić!
- No skoro nie problem iść i kupić, to jak ktoś wszystko mi wychlał i widzi, że się skończyło, dlaczego nie poszedł i nie kupił, jaki problem? Poza tym...
- Daj mi spokój, nie chce mi się tego słuchać, wiecznie tylko fochy i pretensje, idź i sobie kup, a nie tylko siedzisz z jajami!
- Ja siedzę? Z jajami? No dobra, to wiesz co, napiję się herbaty. W sumie już za późno na kawę, a właściwie to nawet nie lubię kawy.

Pierdolnąłem puszkę po kawie w kąt i wypiłem sobie herbatę nie odzywając się już ani słowem do nikogo przez resztę dnia, bo mógłbym niechcący coś komuś zrobić, a po co, pójdę sobie do drugiego pokoju posiedzieć, odpoczniemy sobie od siebie, Kasia się uspokoi, mi też przejdzie, życie. Rano wstaję do roboty i widzę, że kupiła kawę. Sobie i Bartusiowi, a moja osobista puszka jak leżała pusta w kącie, tak dalej leży. Zrobiłem sobie więc herbatę, Kasi zrobiłem kawę, bo wstajemy do pracy razem i zawsze jej robię, nawet jak jesteśmy śmiertelnie pokłóceni i poobrażani na siebie, to kawę ja jej robię, tak już po prostu jest. Wypiliśmy bez słowa każdy to co tam miał w kubku, odwiozłem Kasię do pracy i pojechałem do swojej. Po pracy odebrałem Kasię i przyjechaliśmy do domu. Jest godzina 15, zlew jak stał zajebany gnojowicą i brudnymi garami, tak dalej stoi, a hrabia jaśnie pan leży i wypoczywa. Wstał tylko po to, żeby sobie odgrzać w mikrofali obiad, który mamusia mu przyniosła, po czym położył się znowu odpocząć. Kasia zamiast go opierdolić i zagonić bezużytecznego trutnia do roboty, pogłaskała go po główce i położyła mu na stole papieroski, żeby miał co palić w nocy jak będzie oglądał sobie netflixa, bo przecież po całym dniu odpoczywania spać się nie chce nikomu, to co tu w nocy robić, albo żreć, albo palić, albo najlepiej jedno i drugie na zmianę, a w dzień odsypianie po ciężkiej nocy...

Nie wiem czego oczekiwałem zakładając ten temat. Może tego, że przeczytam tutaj w jaki sposób mam z nią rozmawiać i chociaż spróbować jej wytłumaczyć, że utrzymywanie tej sytuacji nikomu nie pomaga, a w dalszej perspektywie może tylko rozpierdolić nasz związek i zostanie z Bartusiem sama, bo chyba sobie nie wyobraża, że ja to będę spokojnie znosił w nieskończoność, aż w końcu się przyzwyczaję i machnę ręką na wszystko. Bartuś jest dorosły, zdrowy, całkiem niegłupi i nie potrzebuje naszej pomocy. Jedyne czego potrzebuje, to kopa w dupę do roboty, odcięcia od darmowej kasy i pasożytowania na innych. Kasia nie potrafi tego zrozumieć, że jak masz wszystko podstawione pod samą mordę i nic nie musisz robić, to sam z własnej woli robić nic nie będziesz. Ani żadne gadanie tego nie zmieni, ani tłumaczenie, ani prośby, ani groźby, jeśli nigdy nie zostaną spełnione, a przecież wszyscy dobrze wiemy i Bartuś i ona i ja, że nie zostaną. Dzisiaj się na niego wydrze, przy okazji mi się też oberwie, bo na kimś trzeba się wyżyć, ale jutro pojedzie z nim do galerii na zakupy albo wypłaci szmal z bankomatu na kolejne balety i fryzjera przy okazji, wrócą do domu w radosnym nastroju i będą spijać sobie z dzióbków, a wrogiem numer jeden będę ja, bo ważyłem się coś nieodpowiedniego powiedzieć. Ostatnio jak zapytałem co załatwili w sprawie pracy dla młodego, to usłyszałem, że gówno, więc na jej pytanie a co u mnie, odpowiedziałem to samo i przez prawie tydzień się do mnie nie odzywali. I wiem, że tak będzie, bo tak jest zawsze, no więc po tym poście oczekuję tego, że znajdę tutaj rozwiązanie, aby tak nie było. Dziękuję za wytrwałość i przepraszam, ża aż tyle, ale wierzcie mi na słowo, to nawet nie jest połowa tego co się tutaj odpierdala każdego dnia.

13

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Jeśli nie ma się wspólnych dzieci (a wy nie macie)
Ani kredytów
Ani jakiś wspólnych majątków/lub ma się rozdzielność majątkową

To ślub wcale nie jest jakiś specjalnie nie wiadomo czym i jakim uwiązaniem. Więc czy weźmiesz czy nie nie ma to większego znaczenia. A może kobieta będzie się bardziej liczyłą z Twoim zdaniem bo będzie to zdanie męża a nie partnera. Spróbować zawsze można. No chyba, że chcecie dzieci wspólne i kredyty.

14 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-03-06 17:17:11)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Nie da się czytać takich elaboratów, które w sumie nic nie wnoszą, widać wygadanie ci jest potrzebne.
Będziesz miał powtórkę z rozrywki, wiesz na co się piszesz, żadne rady nic nie zmienią.
Czyli będzie ślub, za jakiś czas rozwód.

15

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wieka, masz rację. Normalny człowiek od razu by się ewakuował z tego związku. Ale widać Autor ma bardzo określone wymagania: chce mieć spokój. Lecz nie widzi , że w tym związku już tego spokoju nie będzie miał. A przyszła małżonka też się nie zmieni: na pierwszym miejscu zawsze będzie syn.
Autorze. Moja rada - nie bierz ślubu. Poczekaj i zobaczysz jak sytuacja będzie się rozwijała. Raczej myślę, że syn zawsze będzie z wami. A na stare lata zrobi ci jesień średniowiecza. Tego chcesz? Jesteś w sile wieku. Powinieneś mieć swój rozum i szacunek do siebie. Jak jest teraz źle w związku, to po ślubie będzie tsk samo albo gorzej. Ale to twoje życie.

16

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ja bym stawiała na miłość toksyczną, dlatego tak ciężko odejść i zrezygnować z tej relacji, choć rozum mówi uciekaj.

17

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Za dlugi wstep ,reszta ok .

18

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

pachnie mi to trollowaniem Rity, zwłaszcza, że jej wpisy wszystkie zniknęły.

19

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Noble napisał/a:

pachnie mi to trollowaniem Rity, zwłaszcza, że jej wpisy wszystkie zniknęły.

A skąd, klipozor pisze z anonima, gdyż ponieważ albowiem najwyraźniej wstydzi się pisać pod swoim nickiem.

20

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ja w pierwszej chwili pomyślałam, że jest to tekst skądś wklejony, bo jakiemu facetowi by się chciało pisać takie elaboraty.
I to jeszcze dwa dni przed ślubem big_smile
Ale ciekawa jestem czy do ślubu dojdzie.

21

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

"Uciekająca panna młoda" to już była, ale uciekający pan młody?

22

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Ein napisał/a:
Legat napisał/a:

Ktoś to może streścić? smile

1. Chłop poznał babę
2. Mial to być związek bez dzieci itp. bo już są dorosłe i same sobie radzą w życiu
3. Synek tej baby to leń, kryminalista, i nierób. Ojciec i dziadkowie wyrzucili go z domu
4. Teraz mieszka z autorem
5. Matka tego synka (partnera autora) jest zapatrzona w synusia, broni go jak może i daje hajs
6. Autor musi na to wszystko robić
7. W sobote biorą ślub big_smile

Dzięki. O i rozwiąznie problemu podałeś. smile

Ein napisał/a:

Prosta rada:
Jebać tą Kasię, tego Bartusia i ten ślub.
A tak w ogole to jebać to wszystko.
Uciekać gdzie pieprz rośnie i najlepiej zniknąć z dnia na dzień.

23 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-03-06 20:52:30)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Legat napisał/a:
Ein napisał/a:
Legat napisał/a:

Ktoś to może streścić? smile

1. Chłop poznał babę
2. Mial to być związek bez dzieci itp. bo już są dorosłe i same sobie radzą w życiu
3. Synek tej baby to leń, kryminalista, i nierób. Ojciec i dziadkowie wyrzucili go z domu
4. Teraz mieszka z autorem
5. Matka tego synka (partnera autora) jest zapatrzona w synusia, broni go jak może i daje hajs
6. Autor musi na to wszystko robić
7. W sobote biorą ślub big_smile

Dzięki. O i rozwiąznie problemu podałeś. smile

Ein napisał/a:

Prosta rada:
Jebać tą Kasię, tego Bartusia i ten ślub.
A tak w ogole to jebać to wszystko.
Uciekać gdzie pieprz rośnie i najlepiej zniknąć z dnia na dzień.

Skrótów ci się zachciało to masz big_smile
Aż nie mogę powstrzymać się od śmiechu…

24

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Anewe napisał/a:
Noble napisał/a:

pachnie mi to trollowaniem Rity, zwłaszcza, że jej wpisy wszystkie zniknęły.

A skąd, klipozor pisze z anonima, gdyż ponieważ albowiem najwyraźniej wstydzi się pisać pod swoim nickiem.

Dokładnie, ale ja go tam lubiłam big_smile

Zastanów się sam co Ty byś komuś na takiego posta odpisał. Tak po klipozorowemu, ze swoim doświadczeniem życiowym, z tym czego się już nauczyłeś w związkach, jak się wychodzi na tego typu akcjach. Wiesz sam dobrze,że ci się to w tym twoim starym łbie wszystko nie spina albo spina właśnie. Jak teraz zwyczajnie po ludzku nie idzie się dogadać to sam się zastanów kiedy się będzie dało.

25

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Jakbym czytał starego uzytkownika Anderstud, ale czy on bylby az takim frajerem, jak ten tu powyzej...

26

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

no więc po tym poście oczekuję tego, że znajdę tutaj rozwiązanie, aby tak nie było.

Raczej nie znajdziesz. Ktos musialby byc takim samym albo jeszcze wiekszym frajerem. Pewnie sa tacy ale nie licz, ze sie ktorys przyzna. Chyba, ze nowe konto zalozy.

27

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Anewe napisał/a:
Noble napisał/a:

pachnie mi to trollowaniem Rity, zwłaszcza, że jej wpisy wszystkie zniknęły.

A skąd, klipozor pisze z anonima, gdyż ponieważ albowiem najwyraźniej wstydzi się pisać pod swoim nickiem.

Nie wiem ktory to pisze i czy to trollowe ale niekoniecznie. Wcale bym sie nie zdziwila jakby to byl ktorys ze stalych bywalcow wypisujacych tutaj swoje mundrosci zyciowe i jaki to on nie jest macho a w rzeczywistosci jest totalnie jebany przez swoje babsko i jej pato synalka.

28

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Legat napisał/a:
Ein napisał/a:
Legat napisał/a:

Ktoś to może streścić? smile

1. Chłop poznał babę
2. Mial to być związek bez dzieci itp. bo już są dorosłe i same sobie radzą w życiu
3. Synek tej baby to leń, kryminalista, i nierób. Ojciec i dziadkowie wyrzucili go z domu
4. Teraz mieszka z autorem
5. Matka tego synka (partnera autora) jest zapatrzona w synusia, broni go jak może i daje hajs
6. Autor musi na to wszystko robić
7. W sobote biorą ślub big_smile

Dzięki. O i rozwiąznie problemu podałeś. smile

Ein napisał/a:

Prosta rada:
Jebać tą Kasię, tego Bartusia i ten ślub.
A tak w ogole to jebać to wszystko.
Uciekać gdzie pieprz rośnie i najlepiej zniknąć z dnia na dzień.


Poświęciłem prawie godzinną przerwę w pracy na przeczytanie i streszczenie tego big_smile

I w sumie nie wiem czy trol czy nie ale mi sie to fajnie czyta. Tzn. te opisy jaki jest ten Bartuś czy co tam sie wyprawia - moje poczucie humoru

29

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Ein napisał/a:
Legat napisał/a:

Ktoś to może streścić? smile

1. Chłop poznał babę
2. Mial to być związek bez dzieci itp. bo już są dorosłe i same sobie radzą w życiu
3. Synek tej baby to leń, kryminalista, i nierób. Ojciec i dziadkowie wyrzucili go z domu
4. Teraz mieszka z autorem
5. Matka tego synka (partnera autora) jest zapatrzona w synusia, broni go jak może i daje hajs
6. Autor musi na to wszystko robić
7. W sobote biorą ślub big_smile

Krócej się nie da.
Czego oczekuję po tym wpisie? Neutralnej oceny sytuacji osób, które nigdy nas nie widziały na oczy i nic o nas nie wiedzą. Oczekuję obiektywnej opinii, ewentualnie podzielenia się doświadczeniem własnym lub innych, którzy mieli podobnie. Ślubu nie odwołam, tego jednego na pewno jej nie zrobię, bo nie chodzi mi o to, żeby ją karać czy złośliwie udowadniać, że mogę to zrobić, bo oczywiście mogę, tylko z jednej strony uważam, że to by było najgorsze skurwysyństwo w czystej postaci z mojej strony, a z drugiej strony takie posunięcie w żaden sposób nie rozwiązuje mojego problemu, bo problemem nie jest ona. Dopóki żyliśmy sobie spokojnie tylko we dwoje, wychodząc rano do pracy już na schodach do garażu myślałem o tym co będziemy razem robić, kiedy wrócę do domu. Mieliśmy naprawdę fajne życie, dokładnie takie, jakie zawsze chciałem mieć, a to nie jest moja pierwsza dziewczyna ani jedyna partnerka życiowa, którą miałem, więc kiedy klękałem przed nią z pierścionkiem zaręczynowym, byłem absolutnie pewien tego co robię i że to właśnie z nią chcę się zestarzeć, nie z żadną inną, które miałem wcześniej czy mógłbym jeszcze kiedyś tam mieć. Przechodziliśmy różne zawirowania, kilka razy się rozstawaliśmy, żeby do siebie wracać, bo ani ja, ani chyba ona też, po prostu sobie nie wyobrażamy życia bez siebie czy bycia z kimś innym. Kasia jest po 40-tce i to będzie jej pierwszy ślub, choć przede mną była w wielu związkach dłuższych lub krótszych, ale wychodzić za mąż nigdy nie chciała. Ze mną było podobnie, tyle że ja jestem od niej starszy i mam trochę większe doświadczenie małżeńskie, bo żonę już miałem. Żeby było zabawniej moje małżeństwo rozpadło się dokładnie z tego samego powodu, kiedy moja cierpliwość do rozwydrzonego gówniarza (syna mojej żony) się wyczerpała i po prostu musieliśmy się rozstać, bo atmosfera w domu była nie do wytrzymania. Po którejś z kolei kłótni spakowałem reklamówkę z gaciami na zmianę i wyszedłem z mieszkania. Przez kilka miesięcy widywaliśmy się raz w tygodniu, żeby spędzić wspólnie trochę czasu z naszym dzieckiem i ewentualnie wybadać grunt czy jesteśmy gotowi na zejście się z powrotem. Czas sobie mijał, nikomu jakoś szczególnie się nie spieszyło ani chyba też nie zależało na tym aby to przerwać i się pogodzić, aż w końcu moja żona zrezygnowała i zaczęła się spotykać z kimś innym. Ja zresztą też nie byłem wcale lepszy, żeby się tutaj nie wybielać i nie stroić w piórka aniołka bez winy. Nie mieszkamy w Warszawie ani w żadnym innym wielomilionowym mieście, gdzie nikt nikogo nie zna i nikogo nie obchodzi co kto robi, więc dość szybko życzliwi znajomi nam donieśli z kim gdzie i kiedy to drugie widzieli, a potem już nie było czego zbierać ani o czym w zasadzie rozmawiać, no bo niby o czym. Żona stwierdziła, że teraz jest szczęśliwa, ja uznałem że w sumie też mogę jeszcze być, więc nie ma o co szczempić ryja po próżnicy. Ustaliliśmy tylko, że rozwód się odbędzie jak najszybciej, bez orzekania o winie i szarpania się o majątki. Chyba nigdy oboje nie byliśmy tak zgodni, przynajmniej odkąd sięgam pamięcią...
To było dość dawno, jakieś osiem lat temu, ale dzisiaj jak wracam z pracy do domu, to mam deżawi i nie chcę, żeby historia się powtórzyła. Nie dlatego, że Kasi jestem coś winien albo nie chcę jej robić przykrości. Robiłem w swoim życiu gorsze rzeczy i to akurat by nie było nic spektakularnie wyjątkowego w moim wykonaniu. Nie chcę jej zostawiać samej, bo najzwyczajniej w świecie ją kocham. Po prostu. To jest jedyny powód, dla którego jeszcze się nie wyprowadziłem. Myślę, że nikogo nigdy tak nie kochałem i z nikim wcześniej nie miałem takiej relacji, nie chcę tego stracić podejmując pochopnie decyzję w chwilowych emocjach, które prędzej czy później ze mnie zejdą i zacznę tego ruchu żałować, a będzie już za późno, bo jak już wiem z własnego doświadczenia, są granice po przekroczeniu których nie można już zawrócić. Chcę z nią być do samego końca, mojego lub jej i to jedno nie podlega żadnej dyskusji. Kasia jest fajna, naprawdę jest fajną dziewczyną, taką w sam raz dla mnie, dlatego to jej się oświadczyłem, a nie żadnej innej, no ale kiedy zaczynaliśmy planować ślub i całą resztę naszego życia, nie było kurwa mowy o tym, że Bartuś będzie z nami mieszkał, leżał na kanapie całymi dniami i nawet zasranej złotówki nie dołoży do budżetu, który już tylko dla naszej dwójki był napięty jak baranie jaja, a teraz jeszcze trzeba to dzielić na trzy i ten śmierdziel ani trochę się nie poczuwa do tego, żeby cokolwiek nam pomóc, bo ma wyjebane, a mamusia wściekle go broni i trzyma jego stronę, bo widocznie jej pasuje taki układ.
No mi akurat nie pasuje i to czego oczekuję po tym wątku... sam nie wiem. Czasem mnie nachodzą takie myśli, że może to ja jestem jakiś pierdolnięty, wyolbrzymiam i przesadzam, zamiast okazać zrozumienie i zamknąć mordę, bo przecież jestem w związku, a bycie w związku to nie tylko przyjemnmości i egoistyczne zaspokajanie własnych potrzeb, ale też mierzenie się z trudnościami i wspólne rozwiązywanie problemów. Tylko zaraz potem przychodzą inne myśli, że tych problemów nigdy bym nie miał, gdybym żył sobie sam albo z kimś innym. Że to w sumie nie jest ani mój problem, ani to w ogóle nie jest żaden problem. Dorosły facet chodzi do pracy i łaski nikomu nie robi. Dorosły facet nie siedzi na garnuszku u mamusi drapiąc się po dupie i pierdoląc jakie życie jest ciężkie. Od ojca dostał samochód, pełną michę i dach nad głową. Za nic. Jedyne co musiał robić, to iść do roboty. Ale zamiast do roboty, to przyłaził do nas i tłoczył matce do głowy jaki ten ojciec to ciężki pojeb z którym nie idzie się dogadać, bo wiecznie ma o coś pretensje i Bartuś nie chce tam z nim siedzieć, bo woli u nas... No oczywiście, że woli u nas, bo mamusia ugotuje, mamusia da pieniążek, mamusia zapłaci za kolejne naprawy samochodu i jeszcze go zatankuje, żeby synuś mogł się lansować na mieście jaki to z niego nie jest wielki dżolero, a kurwa nawet nawet na fajki go nie stać z własnej kieszeni, bo przecież jako bezrobotny wiecznie gówno w niej ma i tylko mamciu daj, mamciu wyślij, mamciu zapłać, mamciu dorzuć do tego albo tamtego, mamciu pożycz bo muszę komuś tam oddać... I tak non stop i tak bez przerwy. Jak jeszcze z nami nie mieszkał, to nie było chwili spokoju w weekend, żeby czegoś nie odpierdolił albo czegoś nie chciał akurat wtedy jak jesteśmy na plaży albo mamy gdzieś wyjść na pieprzoną randkę czy normalnie chcemy się pobzykać, bo nigdy nie ma na nic czasu w tygodniu. Ósma rano w niedzielę i już się zaczyna wydzwanianie, wypisywanie, zmiana planów, odwoływanie wszystkiego, bo Bartuś się przebudził i musi być w centrum uwagi, no to trzeba po niego pojechać, bo siedzi u ojca na wsi i nie ma jak się dostać do miasta, przecież autko zepsute albo stary mu zabrał kluczyki za coś tam znowu. Potem trzeba Bartusia zabawiać towarzystwem, żeby się nie czuł u nas źle, bo to mój zasrany obowiązek jak to kiedyś usłyszałem, no a na koniec trzeba Bartusia odstawić do domu albo jeszcze go powozić tu i tam, bo on ma sprawę z koleżką do załatwienia... i tak niedziela sobie mija. Nie jedna, nie dwie, tylko praktycznie każda. Bartuś ukontentowany, bo zjebał mi cały weekend, nażarł się do syta i wyciągnął od matki pieniądze (przecież tylko po to do nas przyłazi) Kasia szczęśliwa bo spędziła fajnie czas ze swoim synkiem, a ja mogę się iść pierdolić, bo gówno kogo interesuje co ja tam chciałem robić czy co tam zaplanowałem i może powinienem sobie przemyśleć moją roszczeniową postawę, bo zachowuję się jak energetyczny wampir, a nie wszystko kręci się tylko wokół mnie. Bartuś ma depresję, bo nikt go nie chce i nie lubi, a ja zamiast z nim rozmawiać i zadbać o budowanie z nim relacji, to tylko się przypierdalam i żadnego wsparcia ona we mnie nie ma, nic... Helloł do kurwy jasnej, ale że jakiego wsparcia? Jaka depresja? Przepierdolić osiem stów jednej nocy w dyskotece jakoś nie miał depresji. A kto go później przez pół niedzieli szukał, bo leżał gdzieś napierdolony i nie odbierał telefonu? Mieliśmy iść do kina, razem z moim synem, kupiłem już bilety i wszystko było ustalone, ale nie, bo teraz będziemy marnować paliwo i czas na jeżdżenie i szukanie moczymordy, chuj tam z kinem jakimś, pijackie wybryki Bartusia są teraz ważniejsze... i żeby to był tylko jeden raz, ale nie, to samo jest niemal co tydzień jak tylko dostanie jakąś kasę do ręki. A skąd dostaje jak nie pracuje? No właśnie.
Bo Bartuś to po prostu wyrachowany i cienki w uszach cwaniaczek z umysłem ośmiolatka, któremu się wydaje, że jest niezwykle przebiegłym spryciarzem i wszystkich będzie robił w chuja, żeby tylko dalej nic nie robić i żyć na krzywy ryj jak pączek w maśle, bo mamunia zawsze go obroni i o wszystko zadba. Poświęci każdy związek dla Bartusia, bo Bartuś jest jej synem i jest dla niej najwazniejszy, a cała reszta to chuj, nie będę ja, to znajdzie sobie kogoś innego, mniej problematycznego i wymagającego, mało to frajerów czeka w kolejce, żeby się pospotykać tylko od czasu do czasu bez wikłania w niepotrzebne nikomu problemy? No sama mi to powiedziała całkiem niedawno przy okazji którejś tam próby rozmowy na temat tego co zamierza zrobić w obecnej sytuacji i ile czasu to będzie jeszcze trwało. Będzie trwało ile będzie. Po zamieszkaniu u nas i przeliczeniu ile miesięcznie kosztuje życie we troje, kiedy tylko dwoje z nas pracuje i przynosi do domu jakieś pieniądze, a trzecie nie robi nic, tylko żre, marnuje wodę i prąd, no i oczywiście co chwilę na coś potrzebuje, bo a to komuś tam musi jakieś 200 oddać, a to musi jakieś mandaty na 1500 zapłacić, a to z kolegą się na pizzę umówił i mama daj ze 150... Kasi w końcu strzeliła żyłka i osobiście zawiozła Bartusia do miejsca zwanego pracą. Owszem, pracował, sam go woziłem rano i widziałem jak wchodzi. Przepracował całe 10 dni, aż jego ojciec tak się tym faktem wzruszył, że oddał mu samochód. Naprawiony na własny koszt i "oddasz mi za naprawę jak dostaniesz wypłatę" a miało to miejsce w piątek. W sobotę Bartuś pojechał na jakąś imprezę, gdzie się nakurwił jak bombowiec, a wracając rozpierdolił samochodzik w drzazgi na jedynym w okolicy przydrożnym drzewie. Musiał jechać co najmniej 150 na godzinę, bo auto na prostej drodze zjechało do rowu i odbiło się od nasypu z taką siłą, że przeleciało jakieś 15-20 metrów w powietrzu i na pełnej kurwie owinęło się wokół drzewa. Nie wiem jak, ale jakimś cudem Bartuś i pasażerka wyszli z tego żywi. Oczywiście standardowa sytuacja, do których już przywykłem czyli od samego rana w niedzielę wszyscy się spuszczają nad Bartusiem, który leży u nas w domu zakrwawiony i ledwo bełkocze, bo ma jeszcze chyba ze dwa promile we krwi. Gdybym ja był jego ojcem, to najpierw bym go napierdolił tak, że na oczy nic by nie widział, a potem osobiście zawiózłbym go na policję i niech się tłumaczy. Ale Kasia nie. Kasia najbardziej z wszystkiego przejmowała się tym, że nie może wezwać pogotowia, bo Bartuś jest pijany i zabiorą mu prawo jazdy. Szczęście w nieszczęściu nikogo przy okazji nie zabił i sprawa rozeszła się po kościach. Z pracy oczywiście go wywalili, bo na okresie próbnym nikt się nie będzie cackał z nierobem ani czekał na niego z czerwonym dywanem, a ponieważ był zatrudniony na umowę zlecenie, za leżenie na L4 też nie dostał ani grosza. Lekarstwa, zastrzyki, opatrunki, jeżdżenie po lekarzach na kontrole itp. to są wszystko dodatkowe koszty, które musieliśmy ponieść my, nie kto inny, bo wszyscy mają to w chuju. Każdy z przejęciem wysłuchał wymyślonej na poczekaniu, bo przecież nie można prawdy powiedzieć i wzruszającej historyjki o tym jak to Bartuś normalnie sobie jechał, ale była taka straszna mgła, że nie widział drogi, no i tak to się stało, że teraz ani autka nie ma, ani pracy, ani nawet nie wiadomo kiedy będzie miał, a pieniążki by się przydały, bo przecież mieszka i żyje u nas za darmo, nic nie dokłada, bo nie ma z czego... ktokolwiek tym się przejął? Dziadkowie na przykład? Albo ojciec Bartusia? A gówno, chociaż tego ostatniego akurat rozumiem.
No i tak to nasz Bartuś po raz kolejny wymigał się od chodzenia do pracy, chociaż zaraz minie miesiąc jak pan doktor po raz ostatni go zbadał i stwierdził, że nie widzi żadnych przeciwwskazań, aby Bartuś mógł wrócić do normalnego życia zaczynając od podjęcia jakichkolwiek czynności zarobkowych. Od tego czasu tydzień po tygodniu, dokładnie w każdy poniedziałek słyszę jedną i tą samą śpiewkę. A to ktoś ma coś mu załatwić, ale od nowego tygodnia... A to ktoś ma zadzwonić, ale to na początku marca... A to ktoś już mu coś tam znalazł, ale no kurde akurat nie odbiera telefonu, to może po niedzieli... Tydzień w tydzień to samo pierdolenie o szopenie, aby tylko odwlec o kolejny tydzień, aby tylko przeciągnąć do kolejnego weekendu, całą sobotę przechlać, całą niedzielę przespać, a w poniedziałek pocisnąć starym kolejną bajeczkę wyjętą z dupy, że może za tydzień będzie już praca i dalej sobie leżeć śmiejąc się w duchu z wszystkich dookoła, a zwłaszcza z matki, która gładko łyka te bzdety i się cieszy z chuj wie czego licząc w przedpokoju stówki, które mu zaraz cichaczem położy na stole, zanim ja wyjdę z łazienki i coś zobaczę albo usłyszę jak szepczą za ścianą chichocząc, bo myślą że ja jestem głuchy albo jebnięty i się nie domyślę za co Bartuś idzie znowu chlać na całą noc...
I tak to sobie działa w najlepsze, ale jeszcze lepsze jest to, że Kasi wydaje się zupełnie nie przeszkadzać fakt, że postępując w ten sposób i tolerując tą patologię, to nie ze mnie robi kretyna ukrywając przede mną ile i na co mu daje, tylko z siebie robi idiotkę, która daje się wykorzystywać cwaniaczkowi z bąblem w nosie i miodem w uszach.
Tak jest Bartuś nauczony, dobrze wie co ma robić, a czego nie robić, żeby jego plan funkcjonował bez zakłóceń, a przyszłościowo pewnie już sobie wymyślił jak się mnie pozbyć na zawsze i zająć moje miejsce przy mamusi, tylko póki co Kasia zdaje sobie sprawę, że moje odejście będzie się wiązać z pewnymi niedogodnościami, tym bardziej w sytuacji, kiedy Bartuś nie pracuje i nie przynosi żadnych pieniędzy do domu, a tylko generuje dodatkowy koszt, no więc przynajmniej na razie moja obecność jeszcze przynosi jakieś korzyści dla obojga, bo samochód jest mój, a mieszkanie jest niczyje, płacimy po połowie grube hajsy za jego wynajem. Bartuś nie płaci nic, bo jest u nas gościem, no nie? Proste. Od dwóch dni stoi zlew zajebany garami i kubkami Bartusia, który jakimś gównem go zapchał i oczywiście nawet tego gnoju nie dotknie, chociaż nic innego nie ma do roboty. Wczoraj przez całe popołudnie i wieczór jedno i drugie leżało przed telewizorem i tylko do tego zlewu wrzucali kolejne naczynia czekając chyba na mnie, kiedy przyjdę do kuchni i sam się tym zajmę... No po prostu jakaś masakra. 
Ostatnio dostałem opierdol za to, że za dużo kawy piję i mam sobie sam dla siebie kupować. Mam nawet własną osobistą puszkę na kawę, wyobrażacie sobie? No to teraz sobie wyobraźcie moją minę, kiedy po całym dniu jebania w robocie i po dwóch godzinach na siłowni wracam do domu, otwieram moją puszkę z kawą tylko dla mnie, a tam gówno, nie ma nic, chociaż jeszcze dwa dni temu była pełna i zdążyłem sobie zrobić dwie kawy. Biorę tą puszkę i idę zapytać mojej ukochanej, gdzie jest kurwa moja kawa tylko dla mnie, bo w mojej osobistej puszcze po dwóch dniach zostały tylko jakieś paprochy na dnie, a pół kilo kawy wzięło i znikło, no więc pytam normalnie jak człowiek, gdzie się ona podziała ta kawa... zanim dokończyłem zdanie Kasia się na mnie rzuciła z wytrzeszczonymi oczami, które gdyby nie wisiały na kablach, to by jej z oczodołów wyskoczyły

- Przestań skarżyć! Od dwóch minut jesteś w domu i już skarżysz jak trzyletnie dziecko! Nie masz kawy, to co za problem iść i sobie kupić!
- No skoro nie problem iść i kupić, to jak ktoś wszystko mi wychlał i widzi, że się skończyło, dlaczego nie poszedł i nie kupił, jaki problem? Poza tym...
- Daj mi spokój, nie chce mi się tego słuchać, wiecznie tylko fochy i pretensje, idź i sobie kup, a nie tylko siedzisz z jajami!
- Ja siedzę? Z jajami? No dobra, to wiesz co, napiję się herbaty. W sumie już za późno na kawę, a właściwie to nawet nie lubię kawy.

Pierdolnąłem puszkę po kawie w kąt i wypiłem sobie herbatę nie odzywając się już ani słowem do nikogo przez resztę dnia, bo mógłbym niechcący coś komuś zrobić, a po co, pójdę sobie do drugiego pokoju posiedzieć, odpoczniemy sobie od siebie, Kasia się uspokoi, mi też przejdzie, życie. Rano wstaję do roboty i widzę, że kupiła kawę. Sobie i Bartusiowi, a moja osobista puszka jak leżała pusta w kącie, tak dalej leży. Zrobiłem sobie więc herbatę, Kasi zrobiłem kawę, bo wstajemy do pracy razem i zawsze jej robię, nawet jak jesteśmy śmiertelnie pokłóceni i poobrażani na siebie, to kawę ja jej robię, tak już po prostu jest. Wypiliśmy bez słowa każdy to co tam miał w kubku, odwiozłem Kasię do pracy i pojechałem do swojej. Po pracy odebrałem Kasię i przyjechaliśmy do domu. Jest godzina 15, zlew jak stał zajebany gnojowicą i brudnymi garami, tak dalej stoi, a hrabia jaśnie pan leży i wypoczywa. Wstał tylko po to, żeby sobie odgrzać w mikrofali obiad, który mamusia mu przyniosła, po czym położył się znowu odpocząć. Kasia zamiast go opierdolić i zagonić bezużytecznego trutnia do roboty, pogłaskała go po główce i położyła mu na stole papieroski, żeby miał co palić w nocy jak będzie oglądał sobie netflixa, bo przecież po całym dniu odpoczywania spać się nie chce nikomu, to co tu w nocy robić, albo żreć, albo palić, albo najlepiej jedno i drugie na zmianę, a w dzień odsypianie po ciężkiej nocy...

Nie wiem czego oczekiwałem zakładając ten temat. Może tego, że przeczytam tutaj w jaki sposób mam z nią rozmawiać i chociaż spróbować jej wytłumaczyć, że utrzymywanie tej sytuacji nikomu nie pomaga, a w dalszej perspektywie może tylko rozpierdolić nasz związek i zostanie z Bartusiem sama, bo chyba sobie nie wyobraża, że ja to będę spokojnie znosił w nieskończoność, aż w końcu się przyzwyczaję i machnę ręką na wszystko. Bartuś jest dorosły, zdrowy, całkiem niegłupi i nie potrzebuje naszej pomocy. Jedyne czego potrzebuje, to kopa w dupę do roboty, odcięcia od darmowej kasy i pasożytowania na innych. Kasia nie potrafi tego zrozumieć, że jak masz wszystko podstawione pod samą mordę i nic nie musisz robić, to sam z własnej woli robić nic nie będziesz. Ani żadne gadanie tego nie zmieni, ani tłumaczenie, ani prośby, ani groźby, jeśli nigdy nie zostaną spełnione, a przecież wszyscy dobrze wiemy i Bartuś i ona i ja, że nie zostaną. Dzisiaj się na niego wydrze, przy okazji mi się też oberwie, bo na kimś trzeba się wyżyć, ale jutro pojedzie z nim do galerii na zakupy albo wypłaci szmal z bankomatu na kolejne balety i fryzjera przy okazji, wrócą do domu w radosnym nastroju i będą spijać sobie z dzióbków, a wrogiem numer jeden będę ja, bo ważyłem się coś nieodpowiedniego powiedzieć. Ostatnio jak zapytałem co załatwili w sprawie pracy dla młodego, to usłyszałem, że gówno, więc na jej pytanie a co u mnie, odpowiedziałem to samo i przez prawie tydzień się do mnie nie odzywali. I wiem, że tak będzie, bo tak jest zawsze, no więc po tym poście oczekuję tego, że znajdę tutaj rozwiązanie, aby tak nie było. Dziękuję za wytrwałość i przepraszam, ża aż tyle, ale wierzcie mi na słowo, to nawet nie jest połowa tego co się tutaj odpierdala każdego dnia.


Chłopie, wyjścia są dwa:
1. Uciekasz od nich, bo oni Cię doją na hajs i robią z Ciebie feajera.
Ślub można odwołać i przełożyć.
Niektórzy podpisują intercyze - Ty zażąda czegoś podobnego w sprawie Bartusia.
Że jak weźmiecie ślub to on ma spiżadzć z domu w podskokach.
2. Weź ten ślub, wpakuj się nie w szambo ale w jakąś gnojówe, tak po same uszy że nie bedziesz mógł zapłać oddechu.

Mi rodzice zawsze powtarzali, że jak przed ślubem jest źle, to po ślubie będzie jeszcze gorzej.
Ja dzieki temu uniknąłem wielu życiowych błędów...

30

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Drogi Piotrze - usiądź oddychaj, jabłko zjedz
poczekaj trochę cierpliwości
młodego i tak zamkną tym razem na dłużnej
jak tak dalej pójdzie
mamusia odleciała i nie ma co liczyć na ponowne zastosowanie "twardej miłości " z jej strony 
sytuacja niestety znowu Ci się powtarza
pech nie pech  wszystko jedno
znowu się trochę uchetsz i tyle
pozdrowienia

31

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

To nie on.
Szczerze żal mi tych ludzi, którzy przychodzą tu z realnymi problemami a jedyne czego się dowiadują to to, że są trollami.

32

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Nie wiem po co bierzesz ten ślub. Z dużym prawdopodobieństwem będzie gorzej. Ja bym na twoim miejscu uciekał, a nie formalizował związek z matką patologicznego syna, no ale jak tam wolisz.
On się nie zmieni, matka nie zmieni podejścia do niego, a ty się będziesz coraz bardziej irytować.

33

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

W którymś tam poście pisałeś, że problem nie jest w niej a w Bartusiu. Niestety mylisz się,  to właśnie jej zachowanie jest problemem bo ona nie potrafi a nawet chyba nie chce postawić ultimatum swojemu synowi, i albo pogodzisz się z tym, że Bartuś będzie już zawsze na was żerował albo nie bierz tego ślubu. Innego rozwiązania nie ma i nie będzie

34

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

I co, jakie decyzje? Bierzesz jutro ten ślub?

35

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

(...)
Rozdział dziewiąty.
Mamy początek marca, sytuacja nadal bez zmian. O pardą, zmiana jest taka, że nie wolno mi nawet jednym słowem wspominać na temat naszego milusińskiego, bo to powoduje natychmiastowy napad furii w moim kierunku, kończy się awanturą, cichymi dniami i całym tym gównem, o którym już nawet nie chce mi się z nikim gadać. W sobotę mamy brać ślub. Tak, tą sobotę co teraz będzie. Na wieść o tym wydarzeniu reakcja moich znajomych, to nie jest - kurwa stary gratuluję, wszystkiego najlepszego, no co za wiadomość - nie, nic podobnego. Standardowa reakcja moich znajomych, przynajmniej tych którzy są wtajemniczeni w sytuację, to zwykle - ja pierdolę co ty odwalasz, popierdoliło cię już całkowicie, wiesz że po ślubie będzie jeszcze gorzej...

Koniec.

Powiem szczerze, że na myśl przychodzi mi tylko parafraza słynnych słów Gomułki: W tej chwili już stoisz nad przepaścią, ale za chwilę zrobisz wielki krok do przodu.

36

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Czesiek, masz syndrom sztokholmski?

37

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No i ... to wszytsko?

38 Ostatnio edytowany przez Klaryssa (2025-03-08 10:11:07)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Twoja partnerka najprawdopodobniej ma poczucie winy i wyrzuty sumienia jako mama - ma na 99 % pewność, ze jest to jej 'wina' ze jej syn jest jaki jest. Dla mam bardzo często obraz tego, ze to ona jest czy była zła mama jest nie do zniesienia wiec stad tak paradoksalne zachowanie. Ona nie chroni do końca swojego syna ale obraz samej siebie jako mamy. Tak to interpretuje.

Jeśli chodzi o Ciebie i o Twoje życie. Dla mam prawie zawsze syn/córka będzie na pierwszym miejscu a nie partner. Łatwo radzić ale nie wyobrażam sobie takiego życia tym bardziej ze jak napisałeś to nie było chwilowe zagubienie się jej dziecka ... jej syn może funkcjonować tak jeszcze 5 czy 10 lat. Znam przypadki 'zmiany' z narkotyków, przemocowcow i złodzieji na normalne życie ale trwa to latami zanim się osoba obudzi. Może to nigdy się nie zmienić a może kiedyś otrzeźwieje jednak tez nie ma pewności. Do tej pory Wasze życie będzie tak wyglądało jak obecnie. Z przykrością jednak stwierdzam, ze będzie tylko gorzej i gorzej. Zastanów się dlaczego to akceptujesz - Ty jako mężczyzna i jako człowiek. Gdzie jest źródło tego ze się na to wszystko zgadzasz i trwasz przy tej kobiecie mimo, ze jest to wszystko tak toksyczne.

39

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Halo! Sobota jest! Autorze, bierzesz właśnie ślub?

40

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
madoja napisał/a:

Halo! Sobota jest! Autorze, bierzesz właśnie ślub?

Taa priorytetem jest pewnie czytanie postów na  forum teraz i te wszystkie inne głupstwa tutaj big_smile

41

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

ale Ty nie jesteś w żadnym związku.
w związku to są Kasia z Bartkiem.
jesteś na doczepkę i co najwyżej robisz za sponsora, ale praw nie masz żadnych, i sprawia Ci to jakąś bardzo perwersyjną przyjemność.

nie zastanawia Cię, że powtarzasz tę samą historię co kiedyś?
przyciągasz podobne kobiety z trudną progeniturą, a co następna to bardziej boli.

może czas to obgadać z jakimś terapeutą?

42 Ostatnio edytowany przez Sliwa54 (2025-03-08 21:50:05)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ja się krotko zapytam: co ta kobieta ma w sobie, jakie zalety, że ty zabrnąłeś tak daleko wbrew tego co było ustalone, wbrew sobie w tej historii?

Serio! Jestem ciekawa. I dla Ciebie to też będzie ciekawa odpowiedź nawet jeśli się ze mną nią nie podzielisz. Za co łamiesz swoje zasady ...

43

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Sliwa54 napisał/a:

Ja się krotko zapytam: co ta kobieta ma w sobie, jakie zalety, że ty zabrnąłeś tak daleko wbrew tego co było ustalone, wbrew sobie w tej historii?

Serio! Jestem ciekawa. I dla Ciebie to też będzie ciekawa odpowiedź nawet jeśli się ze mną nią nie podzielisz. Za co łamiesz swoje zasady ...


Jej cipka smakuje piwem, a jak mu robi ssie wacka, to aż tyłkiem prześcieradło wciąga. wink

44

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Jacuś w formie - ordynarny cham dał popis na forum kobiet.

45

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
nikitaa napisał/a:

Jacuś w formie - ordynarny cham dał popis na forum kobiet.

niestety nie ma moderacji.
podpowiadam swój sposób - posty jego oraz Haliny od razu przewijam bez żadnego czytania.

46

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Pół roku później...

- Dobra, to chyba wszystko co mieliśmy tu kupić. Acha, mamy w domu jeszcze białko?
- Ja mam, ale już mało co zostało, bo wszyscy mi wyżerają.
- Co to miało znaczyć?
- Co miało znaczyć?
- To co powiedziałeś. Kto ci wyżera?
- No nie wiem kto, ale wiem ile potrzebuję, wiem ile kupuję i wiem ile powinno być.
- A to dla siebie kupujesz i ktoś ci twoje wyżera, tak? Bo tak to zabrzmiało.
- Zabrzmiało tak jak miało zabrzmieć. Właśnie tak.
- Nie możesz tak mówić...
- Nie mogę? Mam ponad 50 lat i mogę mówić co tylko zechcę, więc mówię i co mi zrobisz?

Wymiana uprzejmości miała miejsce w sklepie spożywczym pewnej popularnej sieci handlowej, kontynuacja odbywała się w samochodzie wracając już do domu, gdzie po wniesieniu kolejny raz pierdyliona reklamówek z żarciem na drugie piętro pierwsze co ujrzałem, to nasz hrabia rozpierdolony na wyrze z telefonem, oczekujący na obiad, ale dupy na dół żeby pomóc nie ruszył, bo jeszcze by się spocił, no więc usiadłem sobie na chwilę, żeby nieco ochłonąć i się uspokoić, zanim złapię coś ciężkiego i w ten łeb przypierdolę jednemu albo drugiemu, po czym poprosiłem moją osobistą małżonkę (tak, ślub się odbył oczywiście, żeby nie było wątpliwości) o rozmowę. Pójdziemy sobie na spacer i spokojnie pogadamy. Nie w mieszkaniu, gdzie skończy się na przekrzywkiwaniu, tylko gdzieś w miejscu publicznym, bo ja nie chcę się znowu kłócić, a jedynie po prostu omówić pewne kwestie.

- Tu na ławce będzie dobrze?
- Jasne, czemu nie.
- No to słucham o czym chciałeś porozmawiać.
- Na początek chciałbym przedstawić mój punkt widzenia, a kiedy skończę, to dam znak i wtedy ewentualnie się odniesiesz.
- Zaczynaj.
- Zacznę od tego, że już w lutym Ci powiedziałem, zresztą niedaleko stąd, że nie chcę mieszkać z Bartkiem i nie będę z nim mieszkał, a już na pewno nie będę się dokładał do tego, żeby on nic nie robił, a mieszkał i żył na nasz koszt.
- Pamiętam...
- Dopiero zaczynam, kiedy skończę, to powiem, teraz ty słuchasz, ja mówię, jeśli pozwolisz.
- Proszę, mów.
- Od lutego nie zmieniło się nic. Bartek nadal mieszka u nas za darmo, żre za darmo, doszło do tego, że musimy pożyczać pieniądze, bo nam wiecznie brakuje, a później je oddawać z odsetkami i znowu pożyczać i znowu oddawać i tak w kółko. Dlaczego ja mam ponosić koszty związane z kupowaniem Bartkowi markowych ciuchów z tych pieniędzy? Dlaczego ja mam ponosić koszty związane z puszczaniem Bartkowi przelewów i wypłacania gotówki na jego osobiste potrzeby? Dlaczego ja mam ponosić koszty związane z robieniem zakupów, które Bartek w większości zeżre sam, siedząc w domu całymi dniami żrąc z nudów co godzinę z zegarkiem w ręku. Nawet to co było niby dla mnie też on zeżre jak ja jestem w pracy albo śpię, bo ma w dupie że są tutaj inni, tak jak wszystko inne ma w dupie. Od ośmiu miesięcy jak tu mieszka nie kupił do domu nic. Choćby pierdolonej kawy, którą całymi dniami żłopie i nawet kubków po sobie nie myje, bo ma wyjebane...
- A ty nie jesz?
- Ale ja na to zapierdalam, a on nie robi nic, to chyba jest różnica czy nie jest? Chyba jest różnica wychodzić do pracy w sobotę rano jak wszyscy śpią, żeby móc sobie kupić pierdolone białko czy zapłacić za siłownię, nie obciążając domowego budżetu, a jest różnica leżeć całymi miesiącami przed telewizorem i wpierdalać komuś czyjeś białko, za siłownię płacić pieniędzmi od mamusi...
- Mogę?
- Nie. Opłaty za wynajem mieszkania plus zakupy spożywcze, to wydatek rzędu 6.000zł miesięcznie lekkim chujem, dzieląc na trzy osoby wychodzi po 2.000 od łba. Dlaczego ja mam chodzić do pracy i pokrywać ze swojej wypłaty część Bartka, a on nie musi chodzić do pracy i ma wszystko za darmo podstawione pod sam ryj. Odpowiedz. Nie od tygodnia czy od miesiąca, tylko zaraz minie kurwa rok. No słucham, dlaczego tak ma być? Kto to ustalił i z kim i dlaczego uważasz, że ja się na to zgodzę?
- Jesteśmy rodziną...
- Rodziną jesteśmy? Jak Bartuś wpierdoli z lodówki już wszystko i przez tydzień albo dwa nic w niej nie ma, to co Bartuś wtedy je? A skąd bierze na papieroski po 25zł codziennie? No słucham. Nie zostawiasz mu pieniędzy? Nie wysyłasz mu na konto? Myślisz że ja jestem niedorozwinięty jakiś? I wieczne dąsy, że sam sobie kupiłem i się nie podzieliłem? A dlaczego mam się dzielić. Dlaczego to co ja zarobię mam oddawać nierobowi? Dlaczego on żre i pali za nasze pieniądze, a ja muszę kupować sobie sam za własne, żeby zjeść w tym domu pierdolony obiad?  I jeszcze się podzielić! Czy ty siebie w ogóle słyszysz?
- Nie jest tak...
- A jak jest? Matematyka jest jedna i wszystkich obowiązuje tak samo. Ja kupuję słodycze, ja kupuję napoje, ja kupuję inne rzeczy, które ten truteń bezczelnie wyżera sam i nie dzieli się z nikim, chociaż to nawet nie jest jego, a ja tylko zbieram puste butelki albo znajduję w koszu papierki po Prince Polo, których kupiłem 6 po 2 dla każdego, a ten gnój wpierdolił wszystkie 6 sam i to w jeden wieczór jak spaliśmy.
- Nie przypominam sobie takiej sytuacji.
- Nie chodzi o konkretną sytuację, tylko o zwyczaje i obyczaje panujące w tym domu. W związku z tym chciałbym cię poinformować, że to była nasza ostatnia rozmowa na ten temat i z dniem dzisiejszym wprowadzam zmiany polegające między innymi na tym, że od przyszłego miesiąca będziesz ode mnie dostawać tysiąc złotych na pokrycie mojej części opłat za mieszkanie i to wszystko. Jedzenie będę kupował sobie sam i sam je będę zżerał bez dzielenia się z kimkolwiek, żeby była jasność, a ty sobie rób co chcesz, utrzymuj dalej nieroba i mu kupuj, płać za niego czynsz, ja się nie wtrącam. Tysiąc złotych i ani grosza więcej. Przynajmniej dopóki on z nami mieszka...
- Posłuchaj! Będzie z nami mieszkał tyle ile będzie chciał! To jest moje dziecko i będzie ze mną mieszkać...
- Niech sobie mieszka, przecież ja mu nie bronię, tylko nie za darmo, a już na pewno nie na mój koszt.
- Będzie mieszkał za darmo! Bo ja tak mówię! Możemy się rozwieść i możesz się wyprowadzić. Jak ruchasz na boku, to przynajmniej się przyznaj jak facet, a nie zwalasz na mojego syna!
- Słucham kurwa? Co ty powiedziałaś?

No ale tego ostatniego chyba już nie dosłyszała, oddalając się szybkim krokiem w kierunku nieznanym. Nie nie pobiegłem za nią i po powrocie do domu nie przepraszałem za swoją roszczeniową postawę oraz niestosowne zachowanie. Po prostu nie odzywamy się do siebie i jakoś tam leci dzień za dniem. Jutro będzie tydzień smile

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Pół roku później...

- Dobra, to chyba wszystko co mieliśmy tu kupić. Acha, mamy w domu jeszcze białko?
- Ja mam, ale już mało co zostało, bo wszyscy mi wyżerają.
- Co to miało znaczyć?
- Co miało znaczyć?
- To co powiedziałeś. Kto ci wyżera?
- No nie wiem kto, ale wiem ile potrzebuję, wiem ile kupuję i wiem ile powinno być.
- A to dla siebie kupujesz i ktoś ci twoje wyżera, tak? Bo tak to zabrzmiało.
- Zabrzmiało tak jak miało zabrzmieć. Właśnie tak.
- Nie możesz tak mówić...
- Nie mogę? Mam ponad 50 lat i mogę mówić co tylko zechcę, więc mówię i co mi zrobisz?

Wymiana uprzejmości miała miejsce w sklepie spożywczym pewnej popularnej sieci handlowej, kontynuacja odbywała się w samochodzie wracając już do domu, gdzie po wniesieniu kolejny raz pierdyliona reklamówek z żarciem na drugie piętro pierwsze co ujrzałem, to nasz hrabia rozpierdolony na wyrze z telefonem, oczekujący na obiad, ale dupy na dół żeby pomóc nie ruszył, bo jeszcze by się spocił, no więc usiadłem sobie na chwilę, żeby nieco ochłonąć i się uspokoić, zanim złapię coś ciężkiego i w ten łeb przypierdolę jednemu albo drugiemu, po czym poprosiłem moją osobistą małżonkę (tak, ślub się odbył oczywiście, żeby nie było wątpliwości) o rozmowę. Pójdziemy sobie na spacer i spokojnie pogadamy. Nie w mieszkaniu, gdzie skończy się na przekrzywkiwaniu, tylko gdzieś w miejscu publicznym, bo ja nie chcę się znowu kłócić, a jedynie po prostu omówić pewne kwestie.

- Tu na ławce będzie dobrze?
- Jasne, czemu nie.
- No to słucham o czym chciałeś porozmawiać.
- Na początek chciałbym przedstawić mój punkt widzenia, a kiedy skończę, to dam znak i wtedy ewentualnie się odniesiesz.
- Zaczynaj.
- Zacznę od tego, że już w lutym Ci powiedziałem, zresztą niedaleko stąd, że nie chcę mieszkać z Bartkiem i nie będę z nim mieszkał, a już na pewno nie będę się dokładał do tego, żeby on nic nie robił, a mieszkał i żył na nasz koszt.
- Pamiętam...
- Dopiero zaczynam, kiedy skończę, to powiem, teraz ty słuchasz, ja mówię, jeśli pozwolisz.
- Proszę, mów.
- Od lutego nie zmieniło się nic. Bartek nadal mieszka u nas za darmo, żre za darmo, doszło do tego, że musimy pożyczać pieniądze, bo nam wiecznie brakuje, a później je oddawać z odsetkami i znowu pożyczać i znowu oddawać i tak w kółko. Dlaczego ja mam ponosić koszty związane z kupowaniem Bartkowi markowych ciuchów z tych pieniędzy? Dlaczego ja mam ponosić koszty związane z puszczaniem Bartkowi przelewów i wypłacania gotówki na jego osobiste potrzeby? Dlaczego ja mam ponosić koszty związane z robieniem zakupów, które Bartek w większości zeżre sam, siedząc w domu całymi dniami żrąc z nudów co godzinę z zegarkiem w ręku. Nawet to co było niby dla mnie też on zeżre jak ja jestem w pracy albo śpię, bo ma w dupie że są tutaj inni, tak jak wszystko inne ma w dupie. Od ośmiu miesięcy jak tu mieszka nie kupił do domu nic. Choćby pierdolonej kawy, którą całymi dniami żłopie i nawet kubków po sobie nie myje, bo ma wyjebane...
- A ty nie jesz?
- Ale ja na to zapierdalam, a on nie robi nic, to chyba jest różnica czy nie jest? Chyba jest różnica wychodzić do pracy w sobotę rano jak wszyscy śpią, żeby móc sobie kupić pierdolone białko czy zapłacić za siłownię, nie obciążając domowego budżetu, a jest różnica leżeć całymi miesiącami przed telewizorem i wpierdalać komuś czyjeś białko, za siłownię płacić pieniędzmi od mamusi...
- Mogę?
- Nie. Opłaty za wynajem mieszkania plus zakupy spożywcze, to wydatek rzędu 6.000zł miesięcznie lekkim chujem, dzieląc na trzy osoby wychodzi po 2.000 od łba. Dlaczego ja mam chodzić do pracy i pokrywać ze swojej wypłaty część Bartka, a on nie musi chodzić do pracy i ma wszystko za darmo podstawione pod sam ryj. Odpowiedz. Nie od tygodnia czy od miesiąca, tylko zaraz minie kurwa rok. No słucham, dlaczego tak ma być? Kto to ustalił i z kim i dlaczego uważasz, że ja się na to zgodzę?
- Jesteśmy rodziną...
- Rodziną jesteśmy? Jak Bartuś wpierdoli z lodówki już wszystko i przez tydzień albo dwa nic w niej nie ma, to co Bartuś wtedy je? A skąd bierze na papieroski po 25zł codziennie? No słucham. Nie zostawiasz mu pieniędzy? Nie wysyłasz mu na konto? Myślisz że ja jestem niedorozwinięty jakiś? I wieczne dąsy, że sam sobie kupiłem i się nie podzieliłem? A dlaczego mam się dzielić. Dlaczego to co ja zarobię mam oddawać nierobowi? Dlaczego on żre i pali za nasze pieniądze, a ja muszę kupować sobie sam za własne, żeby zjeść w tym domu pierdolony obiad?  I jeszcze się podzielić! Czy ty siebie w ogóle słyszysz?
- Nie jest tak...
- A jak jest? Matematyka jest jedna i wszystkich obowiązuje tak samo. Ja kupuję słodycze, ja kupuję napoje, ja kupuję inne rzeczy, które ten truteń bezczelnie wyżera sam i nie dzieli się z nikim, chociaż to nawet nie jest jego, a ja tylko zbieram puste butelki albo znajduję w koszu papierki po Prince Polo, których kupiłem 6 po 2 dla każdego, a ten gnój wpierdolił wszystkie 6 sam i to w jeden wieczór jak spaliśmy.
- Nie przypominam sobie takiej sytuacji.
- Nie chodzi o konkretną sytuację, tylko o zwyczaje i obyczaje panujące w tym domu. W związku z tym chciałbym cię poinformować, że to była nasza ostatnia rozmowa na ten temat i z dniem dzisiejszym wprowadzam zmiany polegające między innymi na tym, że od przyszłego miesiąca będziesz ode mnie dostawać tysiąc złotych na pokrycie mojej części opłat za mieszkanie i to wszystko. Jedzenie będę kupował sobie sam i sam je będę zżerał bez dzielenia się z kimkolwiek, żeby była jasność, a ty sobie rób co chcesz, utrzymuj dalej nieroba i mu kupuj, płać za niego czynsz, ja się nie wtrącam. Tysiąc złotych i ani grosza więcej. Przynajmniej dopóki on z nami mieszka...
- Posłuchaj! Będzie z nami mieszkał tyle ile będzie chciał! To jest moje dziecko i będzie ze mną mieszkać...
- Niech sobie mieszka, przecież ja mu nie bronię, tylko nie za darmo, a już na pewno nie na mój koszt.
- Będzie mieszkał za darmo! Bo ja tak mówię! Możemy się rozwieść i możesz się wyprowadzić. Jak ruchasz na boku, to przynajmniej się przyznaj jak facet, a nie zwalasz na mojego syna!
- Słucham kurwa? Co ty powiedziałaś?

No ale tego ostatniego chyba już nie dosłyszała, oddalając się szybkim krokiem w kierunku nieznanym. Nie nie pobiegłem za nią i po powrocie do domu nie przepraszałem za swoją roszczeniową postawę oraz niestosowne zachowanie. Po prostu nie odzywamy się do siebie i jakoś tam leci dzień za dniem. Jutro będzie tydzień smile

Współczuję przyszłej synowej broń Panie Boże, żeby jakąś kobieta trafiła na takiego roznianczonego człowieka

48

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

- Będzie mieszkał za darmo! Bo ja tak mówię! Możemy się rozwieść i możesz się wyprowadzić. Jak ruchasz na boku, to przynajmniej się przyznaj jak facet, a nie zwalasz na mojego syna!

No panie kolego masz co chciałeś. Żona ma jasno ustawione priorytety. Ty jesteś na końcu hierarchii i masz być bankomatem. Czego nie rozumiesz? Myślałeś, że jedna rozmowa odmieni ją? smile
Z resztą zdaje się szkoda do ciebie pisać coś więcej, bo i tutaj i pewnie w realu tłumaczono ci, że ładujesz się w bagno samotnej matki i będziesz musiał pracować na jej synka, królewicza. Ale ty i tak wiedziałeś lepiej.

49

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ojacie....masakrejszyn. Czesiek widać lubi wyzwania wink

50

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Legat napisał/a:

Żona ma jasno ustawione priorytety. Ty jesteś na końcu hierarchii i masz być bankomatem. Czego nie rozumiesz?

Ja rozumiem wszystko doskonale, dlatego założyłem ten temat, bo wydawało mi się że jest dla wszystkich oczywiste, że nie jestem żałosnym frajerem ani inny jakiś pierdolnięty, aby tolerować tą patologię w nieskończoność, głupio się uśmiechać, klepać wszystkich po pleckach, bo jest zajebiście i trzymać mordę w kuble, żeby kogoś broń boże tylko nie urazić, a jedyne czego tutaj nie rozumiem, to tylko to, czego ona tutaj nie rozumie. Nie odzywa się już dwa tygodnie, ani słowem. Ja też nie, bo niby co mam powiedzieć. Tak jak obiecałem, tak też robię. Do domu nie kupuję nic, tylko to co sam potrzebuję. Ona kupuje dla siebie i dla Bartusia. Ostatnio wydaliśmy ponad 500zł w biedronce na zwykłe zakupy spożywcze. Ja nie ruszyłem nic, wszystko wpierdolił Bartuś i ona coś tam może skubnęła. Jak się skończyło żarcie w lodówce po tygodniu, to kosz na śmieci momentalnie zaczął się wypełniać pudełkami i papierami po jedzeniu zamawianym na wynos. Kto je zeżarł i kto za to zapłacił? No na pewno nie ja. Dzisiaj Bartuś spał do 10, a mamusia już o 8 biegła do sklepu po zakupy, lodówka znowu pełna, więc pewnie znowu poszło z pięć stów jak nic. A jeszcze nie minęły dwa tygodnie od naszej ostatniej rozmowy. Jest sobota, a pokłóciliśmy się we wtorek, to jeszcze cztery dni do pełnych dwóch tygodni, zakładam że do wtorku większość rzeczy z lodówki albo i wszystko zostanie wyżarte do cna, więc szacując ostrożnie jak na moje oko wychodzi, że Bartuś wpierdala za 500zł na tydzień. Plus do tego papieroski, plus do tego burgery z restauracji, plus do tego szlajanie się po nocach chuj wie gdzie za chuj wie co... no zobaczymy na koniec miesiąca jak Kasia dostanie swoją wypłatę i sobie przeliczy ile musi z tego przeznaczyć na utrzymanie darmozjada, a do tego jeszcze dorzucić za niego 1/3 opłat za wynajem mieszkania.
Może wtedy do niej dotrze, że jej bzdurne twierdzenia w stylu "nieważne ile osób mieszka i je, płaci się tyle samo" o kant dupy może sobie potłuc. 500zł na tydzień pomnożone przez osiem miesięcy daje 16.000 plus do tego ciuszki, buciki, taksóweczki, imprezki, a o ilu rzeczach pewnie nie wiem i się nigdy nie dowiem, to razem wyjdzie zaraz pewnie ponad 20 tysięcy, które skądś trzeba było wyjąć i ona nie rozumie, że to jest właśnie ta różnica, której cały czas nie widzi. Tak samo jak nie widzi różnicy w chodzeniu do pracy po to, żeby dla siebie zarobić i w chodzeniu do pracy po to, żeby tyrać jak idiota na jebanego nieroba, bo to ja płacę za mieszkanie w którym on mieszka za darmo i jeszcze muszę go znosić nie wiem za jakie grzechy, a ta udaje głupią i nie rozumie o co mi chodzi, no przecież jesteśmy rodziną...
Tylko że ja serdecznie pierdolę taką rodzinę i wolę mieszkać sobie sam, robić tylko na siebie, wydawać tylko na siebie i mieć święty spokój we własnym pieprzonym domu.
A wiecie co jest najzabawniejsze? Że do tej pory nie spotkałem nikogo, dosłownie ani jednej żywej osoby, która słysząc to co ja wam tu tylko po łebkach opisuję, nie zaśmiałaby mi się w twarz pytając przez łzy - czy ciebie popierdoliło człowieku, co ty tam jeszcze robisz, ja bym tego szczyla i jego mamusię... - no więc nie, nie popierdoliło. Czekam do końca miesiąca na rozwój wypadków, kiedy po naszych wypłatach, zostawię jej na stole nie tyle co zawsze, a tylko 1/3 tego co płacimy za wynajem i gówno mnie cała reszta obchodzi. Nie interesują mnie żadne wspólne zakupy, żadne choroby, ani wojny i rozpacz. Już nie mogę się doczekać tej rozmowy, bo w końcu chyba się odezwie jak jej z wypłaty zostanie 600zł do następnej, pusta lodówka i truteń do karmienia przez cały kolejny miesiąc...

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Legat napisał/a:

Żona ma jasno ustawione priorytety. Ty jesteś na końcu hierarchii i masz być bankomatem. Czego nie rozumiesz?

Ja rozumiem wszystko doskonale, dlatego założyłem ten temat, bo wydawało mi się że jest dla wszystkich oczywiste, że nie jestem żałosnym frajerem ani inny jakiś pierdolnięty, aby tolerować tą patologię w nieskończoność, głupio się uśmiechać, klepać wszystkich po pleckach, bo jest zajebiście i trzymać mordę w kuble, żeby kogoś broń boże tylko nie urazić, a jedyne czego tutaj nie rozumiem, to tylko to, czego ona tutaj nie rozumie. Nie odzywa się już dwa tygodnie, ani słowem. Ja też nie, bo niby co mam powiedzieć. Tak jak obiecałem, tak też robię. Do domu nie kupuję nic, tylko to co sam potrzebuję. Ona kupuje dla siebie i dla Bartusia. Ostatnio wydaliśmy ponad 500zł w biedronce na zwykłe zakupy spożywcze. Ja nie ruszyłem nic, wszystko wpierdolił Bartuś i ona coś tam może skubnęła. Jak się skończyło żarcie w lodówce po tygodniu, to kosz na śmieci momentalnie zaczął się wypełniać pudełkami i papierami po jedzeniu zamawianym na wynos. Kto je zeżarł i kto za to zapłacił? No na pewno nie ja. Dzisiaj Bartuś spał do 10, a mamusia już o 8 biegła do sklepu po zakupy, lodówka znowu pełna, więc pewnie znowu poszło z pięć stów jak nic. A jeszcze nie minęły dwa tygodnie od naszej ostatniej rozmowy. Jest sobota, a pokłóciliśmy się we wtorek, to jeszcze cztery dni do pełnych dwóch tygodni, zakładam że do wtorku większość rzeczy z lodówki albo i wszystko zostanie wyżarte do cna, więc szacując ostrożnie jak na moje oko wychodzi, że Bartuś wpierdala za 500zł na tydzień. Plus do tego papieroski, plus do tego burgery z restauracji, plus do tego szlajanie się po nocach chuj wie gdzie za chuj wie co... no zobaczymy na koniec miesiąca jak Kasia dostanie swoją wypłatę i sobie przeliczy ile musi z tego przeznaczyć na utrzymanie darmozjada, a do tego jeszcze dorzucić za niego 1/3 opłat za wynajem mieszkania.
Może wtedy do niej dotrze, że jej bzdurne twierdzenia w stylu "nieważne ile osób mieszka i je, płaci się tyle samo" o kant dupy może sobie potłuc. 500zł na tydzień pomnożone przez osiem miesięcy daje 16.000 plus do tego ciuszki, buciki, taksóweczki, imprezki, a o ilu rzeczach pewnie nie wiem i się nigdy nie dowiem, to razem wyjdzie zaraz pewnie ponad 20 tysięcy, które skądś trzeba było wyjąć i ona nie rozumie, że to jest właśnie ta różnica, której cały czas nie widzi. Tak samo jak nie widzi różnicy w chodzeniu do pracy po to, żeby dla siebie zarobić i w chodzeniu do pracy po to, żeby tyrać jak idiota na jebanego nieroba, bo to ja płacę za mieszkanie w którym on mieszka za darmo i jeszcze muszę go znosić nie wiem za jakie grzechy, a ta udaje głupią i nie rozumie o co mi chodzi, no przecież jesteśmy rodziną...
Tylko że ja serdecznie pierdolę taką rodzinę i wolę mieszkać sobie sam, robić tylko na siebie, wydawać tylko na siebie i mieć święty spokój we własnym pieprzonym domu.
A wiecie co jest najzabawniejsze? Że do tej pory nie spotkałem nikogo, dosłownie ani jednej żywej osoby, która słysząc to co ja wam tu tylko po łebkach opisuję, nie zaśmiałaby mi się w twarz pytając przez łzy - czy ciebie popierdoliło człowieku, co ty tam jeszcze robisz, ja bym tego szczyla i jego mamusię... - no więc nie, nie popierdoliło. Czekam do końca miesiąca na rozwój wypadków, kiedy po naszych wypłatach, zostawię jej na stole nie tyle co zawsze, a tylko 1/3 tego co płacimy za wynajem i gówno mnie cała reszta obchodzi. Nie interesują mnie żadne wspólne zakupy, żadne choroby, ani wojny i rozpacz. Już nie mogę się doczekać tej rozmowy, bo w końcu chyba się odezwie jak jej z wypłaty zostanie 600zł do następnej, pusta lodówka i truteń do karmienia przez cały kolejny miesiąc...

Ostatnio wydaliśmy ponad 500zł w biedronce na zwykłe zakupy spożywcze. Ja nie ruszyłem nic, wszystko wpierdolił Bartuś i ona coś tam może skubnęła.- jak to NIC nie ruszyles? Cały czas glodny chodziles aż się zawartość lodówki o wartości 500 zł skończy?

52

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:

Cały czas glodny chodziles aż się zawartość lodówki o wartości 500 zł skończy?

Nie raz i nie dwa wychodziłem do pracy głodny, bo to co miałem rano zabrać, Bartuś wyżarł w nocy jak spałem, a że jeżdżę do roboty na 6 rano, to nawet nie miałem co i gdzie sobie kupić po drodze, bo o tej porze ok. 5:30 wszystko jest jeszcze zamknięte. Na moje uwagi, że tak się nie robi, usłyszałem jedynie warkot, że skarżę jak czteroletnie dziecko, więc... więc od tamtej pory trzymałem na "w razie czego" co nieco w firmowej lodówce albo zostawiałem na noc w samochodzie, ale teraz po tych ostatnich zakupach, kiedy się pożarliśmy w sklepie, powiedziałem jej jasno, że zajmuję jedną półkę w lodówce i tam będą rzeczy tylko dla mnie, które sam sobie będę kupował, a oni niech się wypchają tym co tam już mają.

53 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-08-16 21:42:44)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Uważasz, ze on nie tknie Twojej półki jak głód  mu do d... zajrzy? I co? Do sądu go pozwiesz? Po co Ci kolejne kłótnie?
Lepiej trzymaj wszystko w aucie albo w tej lodówce firmowej. Dzięki temu będziesz spokojniejszy, przynajmniej w tym temacie.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Cały czas glodny chodziles aż się zawartość lodówki o wartości 500 zł skończy?

Nie raz i nie dwa wychodziłem do pracy głodny, bo to co miałem rano zabrać, Bartuś wyżarł w nocy jak spałem, a że jeżdżę do roboty na 6 rano, to nawet nie miałem co i gdzie sobie kupić po drodze, bo o tej porze ok. 5:30 wszystko jest jeszcze zamknięte. Na moje uwagi, że tak się nie robi, usłyszałem jedynie warkot, że skarżę jak czteroletnie dziecko, więc... więc od tamtej pory trzymałem na "w razie czego" co nieco w firmowej lodówce albo zostawiałem na noc w samochodzie, ale teraz po tych ostatnich zakupach, kiedy się pożarliśmy w sklepie, powiedziałem jej jasno, że zajmuję jedną półkę w lodówce i tam będą rzeczy tylko dla mnie, które sam sobie będę kupował, a oni niech się wypchają tym co tam już mają.

To ten Bartuś to musi wygladac jak hippopotam zeby w tydzień zawartosc 500 zl zezrec  , trzeba  kupic nowa lodówka taka na klucz
A tak wogole to po Ci taki glupi związek?

55

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Czesiu jesteś frajerem.
Sam w to wszedłeś. Z daleka widać było problemy, a mimo to się nie wycofałeś.

To teraz sobie radź sam.

56

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wujek Czesiek, dlaczego się ożeniłeś z tą kobietą? Mimo, że mówiliśmy ci co cię czeka w tej relacji?
Jak nie widzisz życia bez niej, to trzeba było chociaż nie brać ślubu. Myślałeś, że ślub coś zmieni i wygrasz walkę z wiatrakami?

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
wieka napisał/a:

Wujek Czesiek, dlaczego się ożeniłeś z tą kobietą? Mimo, że mówiliśmy ci co cię czeka w tej relacji?ł

Jak mówił Tomasz Lis - "Ludzie nie są tacy głupi jak nam się wydaje - są dużo głupsi..."
A może on to lubi?

58 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-08-17 17:36:01)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Dużo w tym winy polskiej mentalnosci, a konretnie pisać nadopiekunczosci matek. W Anglii rodzice zostawiaja dzieci same w domu nawet na pol I wiecej dnia srednio w wieku od 10 lat(chociaz zdarza sie tez od 8). Moja corka ma juz 12 lat i juz wiele razy tak bylo,ze ja jechalam na miasto a ona sama w domu zostawala-w Polsce by to bylo nie do pomyslenia,ze nieletni sami w domu a matka/ojciec po za domem. Rowniez czytalam na forum redditch wypowiedzi Anglikow "ze jeżeli dzieci sa dorosle to musza iść na swoje albo dokładac sie do budzetu domowego, ze ich dzieci nawet wiek 17 lat sie wprowadzili z domu". To az sobie pomyslalam o mamuskach w Polsce, gdzie nawet 30 letnie dorosle dzieci z nimi mieszkaja,a one im obiadki gotuja,sprzataja po nich itd. W Anglii dzieci maja duzo swobody,przez to rodzice tez maja duzo swobody. Ja to juz wogole mam fajnie duzo czasu wolnego,corka ma telefon wiec zawsze jestesmy w kontakcie. Dlatego dziwie sie Twojej zonie, ze zamiast wolności wybrala sie męczyć z takim rozpieszczonym,dorosłym juz dzieckiem

59

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
wieka napisał/a:

Wujek Czesiek, dlaczego się ożeniłeś z tą kobietą? Mimo, że mówiliśmy ci co cię czeka w tej relacji?
Jak nie widzisz życia bez niej, to trzeba było chociaż nie brać ślubu. Myślałeś, że ślub coś zmieni i wygrasz walkę z wiatrakami?

Myślałem, że jak zamknę mordę i dam jej wystarczająco dużo czasu, to sama przejrzy na oczy i w końcu go wywali z powrotem do ojca albo nie wiem gdzie i mam to w dupie. No ale okazało się jednak, że w dupie, to mają akurat mnie wszyscy naokoło, teraz ja jestem ten najgorszy, ja mam się wyprowadzić, ja mam jej płacić alimenty po rozwodzie jak to się ostatnio dowiedziałem, a Bartuś robi smutne minki i odgrywa rolę ofiary, bo co on biedny robi takiego, że ja się przypierdalam, no przecież jesteśmy rodziną...
Dlaczego się ożeniłem? Bo chciała i to był jej pomysł. Na początku chciałem ja, dlatego się oświadczyłem, ale z czasem ona zaczynała coraz bardziej wydziwiać i grymasić, że w sumie po co ten ślub, ona nigdy nie brała i nie wie czy chce go brać, to tylko papierek bez znaczenia bla bla bla standardowe pierdolenie, tak więc nawet się nie zagłębiałem z dyskusje ani nie starałem się jej przekonywać i po prostu odpuściłem. Na temat ślubu była cisza przez chyba rok, aż raptem jej się przypomniało jak bardzo ona chce i najlepiej jak najszybciej. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, dopiero teraz mnie olśniło, że ten cały ślub był tylko po to, żeby mnie ujebać na zawsze w roli sponsora tego frajerskiego układu (bo przecież teraz jesteśmy rodziną) a jak zacznę fikać i się rzucać, to się mnie ustawi szybko do pionu straszeniem prawnikami i szantażowaniem alimentami. Jak już chyba gdzieś tam wyżej wspominałem, ponad 50 lat chodzę po tym świecie, niejeden rozwód mam za sobą i niejeden chleb już w życiu jadłem, więc tylko parsknąłem dzikim śmiechem jak te farmazony usłyszałem, nie przerywając oglądania Irlandczyka, który nawet za dwunastym razem jest znacznie ciekawszy od tych kocopołów i na tym póki co stanęło. Dalej się nie odzywamy.
Od wczoraj próbuje się ze mną skontaktować właściciel mieszkania celem uregulowania opłat najmu za ten miesiąc. Ponad 3tys. jest do zapłaty, tylko chętny jeszcze się nie zgłosił na ochotnika, żeby to uregulować, dawno po terminie zresztą. Nawet nie odbieram telefonu i tylko czekam co będzie dalej...

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
wieka napisał/a:

Wujek Czesiek, dlaczego się ożeniłeś z tą kobietą? Mimo, że mówiliśmy ci co cię czeka w tej relacji?
Jak nie widzisz życia bez niej, to trzeba było chociaż nie brać ślubu. Myślałeś, że ślub coś zmieni i wygrasz walkę z wiatrakami?

Myślałem, że jak zamknę mordę i dam jej wystarczająco dużo czasu, to sama przejrzy na oczy i w końcu go wywali z powrotem do ojca albo nie wiem gdzie i mam to w dupie. No ale okazało się jednak, że w dupie, to mają akurat mnie wszyscy naokoło, teraz ja jestem ten najgorszy, ja mam się wyprowadzić, ja mam jej płacić alimenty po rozwodzie jak to się ostatnio dowiedziałem, a Bartuś robi smutne minki i odgrywa rolę ofiary, bo co on biedny robi takiego, że ja się przypierdalam, no przecież jesteśmy rodziną...
Dlaczego się ożeniłem? Bo chciała i to był jej pomysł. Na początku chciałem ja, dlatego się oświadczyłem, ale z czasem ona zaczynała coraz bardziej wydziwiać i grymasić, że w sumie po co ten ślub, ona nigdy nie brała i nie wie czy chce go brać, to tylko papierek bez znaczenia bla bla bla standardowe pierdolenie, tak więc nawet się nie zagłębiałem z dyskusje ani nie starałem się jej przekonywać i po prostu odpuściłem. Na temat ślubu była cisza przez chyba rok, aż raptem jej się przypomniało jak bardzo ona chce i najlepiej jak najszybciej. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, dopiero teraz mnie olśniło, że ten cały ślub był tylko po to, żeby mnie ujebać na zawsze w roli sponsora tego frajerskiego układu (bo przecież teraz jesteśmy rodziną) a jak zacznę fikać i się rzucać, to się mnie ustawi szybko do pionu straszeniem prawnikami i szantażowaniem alimentami. Jak już chyba gdzieś tam wyżej wspominałem, ponad 50 lat chodzę po tym świecie, niejeden rozwód mam za sobą i niejeden chleb już w życiu jadłem, więc tylko parsknąłem dzikim śmiechem jak te farmazony usłyszałem, nie przerywając oglądania Irlandczyka, który nawet za dwunastym razem jest znacznie ciekawszy od tych kocopołów i na tym póki co stanęło. Dalej się nie odzywamy.
Od wczoraj próbuje się ze mną skontaktować właściciel mieszkania celem uregulowania opłat najmu za ten miesiąc. Ponad 3tys. jest do zapłaty, tylko chętny jeszcze się nie zgłosił na ochotnika, żeby to uregulować, dawno po terminie zresztą. Nawet nie odbieram telefonu i tylko czekam co będzie dalej...

A z jakiej racji Ty masz jej płacić alimenty?

61

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
wieka napisał/a:

Wujek Czesiek, dlaczego się ożeniłeś z tą kobietą? Mimo, że mówiliśmy ci co cię czeka w tej relacji?
Jak nie widzisz życia bez niej, to trzeba było chociaż nie brać ślubu. Myślałeś, że ślub coś zmieni i wygrasz walkę z wiatrakami?

Myślałem, że jak zamknę mordę i dam jej wystarczająco dużo czasu, to sama przejrzy na oczy i w końcu go wywali z powrotem do ojca albo nie wiem gdzie i mam to w dupie. No ale okazało się jednak, że w dupie, to mają akurat mnie wszyscy naokoło, teraz ja jestem ten najgorszy, ja mam się wyprowadzić, ja mam jej płacić alimenty po rozwodzie jak to się ostatnio dowiedziałem, a Bartuś robi smutne minki i odgrywa rolę ofiary, bo co on biedny robi takiego, że ja się przypierdalam, no przecież jesteśmy rodziną...
Dlaczego się ożeniłem? Bo chciała i to był jej pomysł. Na początku chciałem ja, dlatego się oświadczyłem, ale z czasem ona zaczynała coraz bardziej wydziwiać i grymasić, że w sumie po co ten ślub, ona nigdy nie brała i nie wie czy chce go brać, to tylko papierek bez znaczenia bla bla bla standardowe pierdolenie, tak więc nawet się nie zagłębiałem z dyskusje ani nie starałem się jej przekonywać i po prostu odpuściłem. Na temat ślubu była cisza przez chyba rok, aż raptem jej się przypomniało jak bardzo ona chce i najlepiej jak najszybciej. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, dopiero teraz mnie olśniło, że ten cały ślub był tylko po to, żeby mnie ujebać na zawsze w roli sponsora tego frajerskiego układu (bo przecież teraz jesteśmy rodziną) a jak zacznę fikać i się rzucać, to się mnie ustawi szybko do pionu straszeniem prawnikami i szantażowaniem alimentami. Jak już chyba gdzieś tam wyżej wspominałem, ponad 50 lat chodzę po tym świecie, niejeden rozwód mam za sobą i niejeden chleb już w życiu jadłem, więc tylko parsknąłem dzikim śmiechem jak te farmazony usłyszałem, nie przerywając oglądania Irlandczyka, który nawet za dwunastym razem jest znacznie ciekawszy od tych kocopołów i na tym póki co stanęło. Dalej się nie odzywamy.
Od wczoraj próbuje się ze mną skontaktować właściciel mieszkania celem uregulowania opłat najmu za ten miesiąc. Ponad 3tys. jest do zapłaty, tylko chętny jeszcze się nie zgłosił na ochotnika, żeby to uregulować, dawno po terminie zresztą. Nawet nie odbieram telefonu i tylko czekam co będzie dalej...

Przypomnę moją wypowiedź:
Czesiu jesteś frajerem.
Sam w to wszedłeś. Z daleka widać było problemy, a mimo to się nie wycofałeś.

To teraz sobie radź sam.

Czego teraz oczekujesz? Współczucia?

Im wcześniej się wymiksujesz z tego układu, tym lepiej.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Farmer napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
wieka napisał/a:

Wujek Czesiek, dlaczego się ożeniłeś z tą kobietą? Mimo, że mówiliśmy ci co cię czeka w tej relacji?
Jak nie widzisz życia bez niej, to trzeba było chociaż nie brać ślubu. Myślałeś, że ślub coś zmieni i wygrasz walkę z wiatrakami?

Myślałem, że jak zamknę mordę i dam jej wystarczająco dużo czasu, to sama przejrzy na oczy i w końcu go wywali z powrotem do ojca albo nie wiem gdzie i mam to w dupie. No ale okazało się jednak, że w dupie, to mają akurat mnie wszyscy naokoło, teraz ja jestem ten najgorszy, ja mam się wyprowadzić, ja mam jej płacić alimenty po rozwodzie jak to się ostatnio dowiedziałem, a Bartuś robi smutne minki i odgrywa rolę ofiary, bo co on biedny robi takiego, że ja się przypierdalam, no przecież jesteśmy rodziną...
Dlaczego się ożeniłem? Bo chciała i to był jej pomysł. Na początku chciałem ja, dlatego się oświadczyłem, ale z czasem ona zaczynała coraz bardziej wydziwiać i grymasić, że w sumie po co ten ślub, ona nigdy nie brała i nie wie czy chce go brać, to tylko papierek bez znaczenia bla bla bla standardowe pierdolenie, tak więc nawet się nie zagłębiałem z dyskusje ani nie starałem się jej przekonywać i po prostu odpuściłem. Na temat ślubu była cisza przez chyba rok, aż raptem jej się przypomniało jak bardzo ona chce i najlepiej jak najszybciej. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, dopiero teraz mnie olśniło, że ten cały ślub był tylko po to, żeby mnie ujebać na zawsze w roli sponsora tego frajerskiego układu (bo przecież teraz jesteśmy rodziną) a jak zacznę fikać i się rzucać, to się mnie ustawi szybko do pionu straszeniem prawnikami i szantażowaniem alimentami. Jak już chyba gdzieś tam wyżej wspominałem, ponad 50 lat chodzę po tym świecie, niejeden rozwód mam za sobą i niejeden chleb już w życiu jadłem, więc tylko parsknąłem dzikim śmiechem jak te farmazony usłyszałem, nie przerywając oglądania Irlandczyka, który nawet za dwunastym razem jest znacznie ciekawszy od tych kocopołów i na tym póki co stanęło. Dalej się nie odzywamy.
Od wczoraj próbuje się ze mną skontaktować właściciel mieszkania celem uregulowania opłat najmu za ten miesiąc. Ponad 3tys. jest do zapłaty, tylko chętny jeszcze się nie zgłosił na ochotnika, żeby to uregulować, dawno po terminie zresztą. Nawet nie odbieram telefonu i tylko czekam co będzie dalej...

Przypomnę moją wypowiedź:
Czesiu jesteś frajerem.
Sam w to wszedłeś. Z daleka widać było problemy, a mimo to się nie wycofałeś.

To teraz sobie radź sam.

Czego teraz oczekujesz? Współczucia?

Im wcześniej się wymiksujesz z tego układu, tym lepiej.

Jak on napisał "ze ma nie jeden rozwod za soba" big_smile

63

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

O alimentach to ona niech zapomni. Ty zaś powinieneś skupić się na sobie i porozmawiać z profesjonalnym prawnikiem o wszystkich możliwych scenariuszach. Chcesz pokoju, zatem szykuj się do wojny.

64 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-08-19 22:52:28)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Alimenty to nie tylko straszak, należą się gdy:
„Po rozwodzie, gdy żona została uznana za niewinną rozkładu pożycia i jej sytuacja materialna znacząco się pogorszyła, lub gdy znajduje się w niedostatku.”

Ale ty po tylu rozwodach dałeś się wkręcić w małżeństwo i to jeszcze z taką kobietą z którą  praktycznie przez tego syna nie idzie żyć.
Sam nie wiedziałeś co cię czeka, ale napisałeś na Forum i mówiliśmy ci jak będzie,  to nawet nie dało ci do myślenia!?
Nie znałeś powiedzenia, że po ślubie jak coś się zmienia to przeważnie na gorsze, nawet mimo tych kilku związków które miałeś, bardzo się dziwię.
Nie ma dobrego wyjścia w tej sytuacji, bo jako mąż, też masz obowiązek jej pomagać finansowo.
Jedynie możesz ją wziąć na przeczekanie, tak jak teraz robisz i zobaczyć co z tego wyniknie .

65

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
wieka napisał/a:

Alimenty to nie tylko straszak, należą się gdy:
„Po rozwodzie, gdy żona została uznana za niewinną rozkładu pożycia i jej sytuacja materialna znacząco się pogorszyła, lub gdy znajduje się w niedostatku.”

Ale ty po tylu rozwodach dałeś się wkręcić w małżeństwo i to jeszcze z taką kobietą z którą  praktycznie przez tego syna nie idzie żyć.
Sam nie wiedziałeś co cię czeka, ale napisałeś na Forum i mówiliśmy ci jak będzie,  to nawet nie dało ci do myślenia!?
Nie znałeś powiedzenia, że po ślubie jak coś się zmienia to przeważnie na gorsze, nawet mimo tych kilku związków które miałeś, bardzo się dziwię.
Nie ma dobrego wyjścia w tej sytuacji, bo jako mąż, też masz obowiązek jej pomagać finansowo.
Jedynie możesz ją wziąć na przeczekanie, tak jak teraz robisz i zobaczyć co z tego wyniknie .

To się chlopie teraz nasłuchasz (słusznie...). Jak sobie pościelesz...

Posty [ 1 do 65 z 394 ]

Strony 1 2 3 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024