Po ślubie będzie jeszcze gorzej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 394 ]

261

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Mrs.Happiness napisał/a:

Tak naprawdę jego nieporadność równie dobrze może być jej na rękę, dlatego nie podejmuje żadnych stanowczych działań, by chłopak się wreszcie ogarnął, a wręcz ten stan pogłębia.

Tak naprawdę jedyny aspekt bycia jej na rękę jego nieporadności jaki jestem w stanie dostrzec, pokazał nam Wujek Czesiek przez wzmiankę o jego ojcu. Jeśli wierzyć tej relacji, to odcięcie pasożyta od koryta poskutkowało byciem przez niego totalnie skreślonym (dodałem dwa do dwóch: tu pojawiła się wzmianka, że ojciec się wkurzył i go wywalił, a gdzieś indziej była wzmianka że ojciec w ogóle nie jest obecny w jego życiu). I jeśli to jest przyczyna, to powiem Ci wprost: jakikolwiek cień zrozumienia dla pobudek matki może w tym wypadku wykazać ktoś, kto przeszedł przez ciężki rozwód i walkę o zachowanie (czy wręcz odbudowanie) więzi z dzieckiem. Jeśli ktoś musiał o coś zażarcie walczyć, to będzie się bał to stracić.

Mrs.Happiness napisał/a:

Gdy się nad tym zastanowić, to jedyne osoby, które znam, a które nie potrafią o siebie należycie zadbać w dorosłym życiu, albo były wiecznie wyręczane, albo wychowywały się w patologii i za mocno nią przesiąknęły.

Na pewno demotywująco działa np. perspektywa obniżenia stopy życiowej po usamodzielnieniu się (i generalnie obniżenia wspólczynnika stanowiącego stosunek zysków do zapierdolu i trudności życiowych). Najlepiej to widać było dawniej u dzieci marynarzy (prawdopodobnie tego case'u nie zrozumie nikt poniżej czterdziestu kilku lat, więc wyjaśnię: za komuny i zaraz po jej upadku marynarze byli przez większość roku nieobecni w życiu swoich dzieci, ale za to (dzięki temu, że zarabiali kosmiczne - w porównaniu do szarego Kowalskiego pracującego stacjonarnie w Polsce - pieniądze, to byli w stanie zapewnić swojemu przychówkowi warunki życia nieosiągalne zarówno dla kolegów/koleżanek ze szkoły, jak i - w późniejszym okresie życia - dla samego wspomnianego przychówku gdyby ten nawet się usamodzielnił i poszedł do roboty w PL). Przychówek więc miał wylane na naukę i przeciągał dzieciństwo jak tylko mógł; w rezultacie chyba nie znam żadnego dziecka marynarza, które by wyszło na ludzi. Tylko cały czas tłumaczę jedną rzecz: to, co jest proponowane dla Bartusia, to klasyczny przykład wrzucenia na głęboką wodę; a z samej natury opisywanego przez ten zwrot przypadku, wrzucenie na głęboką wodę niesie za sobą pewne ryzyko, że wrzucony obiekt, zamiast nauczyć się pływać, po prostu utonie. I matka z samej swojej natury będzie do takiej metody niechętnie podchodziła...

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.

Znaleźć sobie w końcu normalną babę!

263 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-09 17:03:24)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Tak naprawdę jedyny aspekt bycia jej na rękę jego nieporadności jaki jestem w stanie dostrzec, pokazał nam Wujek Czesiek przez wzmiankę o jego ojcu. Jeśli wierzyć tej relacji, to odcięcie pasożyta od koryta poskutkowało byciem przez niego totalnie skreślonym (dodałem dwa do dwóch: tu pojawiła się wzmianka, że ojciec się wkurzył i go wywalił, a gdzieś indziej była wzmianka że ojciec w ogóle nie jest obecny w jego życiu). I jeśli to jest przyczyna, to powiem Ci wprost: jakikolwiek cień zrozumienia dla pobudek matki może w tym wypadku wykazać ktoś, kto przeszedł przez ciężki rozwód i walkę o zachowanie (czy wręcz odbudowanie) więzi z dzieckiem. Jeśli ktoś musiał o coś zażarcie walczyć, to będzie się bał to stracić.

Istnieje całkiem spore grono matek, które doprowadzają do nieporadności dzieci, żeby te były po prostu od nich zależne. Żeby nie zostać same na starość. Żeby czuć się potrzebne. Są również takie, które aż za bardzo starają się dziecku zrekompensować fakt, że pochodzi z rozbitej rodziny. A także te, które mają swoje potomstwo w czterech literach i nie przykładają wagi do należytego wychowania, dając z siebie całe dziesięć procent.

Nowe_otwarcie napisał/a:

Na pewno demotywująco działa np. perspektywa obniżenia stopy życiowej po usamodzielnieniu się (i generalnie obniżenia wspólczynnika stanowiącego stosunek zysków do zapierdolu i trudności życiowych). Najlepiej to widać było dawniej u dzieci marynarzy (prawdopodobnie tego case'u nie zrozumie nikt poniżej czterdziestu kilku lat, więc wyjaśnię: za komuny i zaraz po jej upadku marynarze byli przez większość roku nieobecni w życiu swoich dzieci, ale za to (dzięki temu, że zarabiali kosmiczne - w porównaniu do szarego Kowalskiego pracującego stacjonarnie w Polsce - pieniądze, to byli w stanie zapewnić swojemu przychówkowi warunki życia nieosiągalne zarówno dla kolegów/koleżanek ze szkoły, jak i - w późniejszym okresie życia - dla samego wspomnianego przychówku gdyby ten nawet się usamodzielnił i poszedł do roboty w PL). Przychówek więc miał wylane na naukę i przeciągał dzieciństwo jak tylko mógł; w rezultacie chyba nie znam żadnego dziecka marynarza, które by wyszło na ludzi.

W takich przypadkach to nie pieniądze są problemem, tylko wychowanie. Można być zamożnym człowiekiem i jednocześnie nauczyć dzieci samodzielności.

Nowe_otwarcie napisał/a:

Tylko cały czas tłumaczę jedną rzecz: to, co jest proponowane dla Bartusia, to klasyczny przykład wrzucenia na głęboką wodę; a z samej natury opisywanego przez ten zwrot przypadku, wrzucenie na głęboką wodę niesie za sobą pewne ryzyko, że wrzucony obiekt, zamiast nauczyć się pływać, po prostu utonie. I matka z samej swojej natury będzie do takiej metody niechętnie podchodziła...

Mam kogoś takiego w bliskiej rodzinie, więc niestety doskonale wiem, jak beznadziejna jest sytuacja. Póki taka osoba żyje w przekonaniu, że ktoś zawsze rzuci jej koło ratunkowe, to nie ma szans na zmianę.

264

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Tak naprawdę jedyny aspekt bycia jej na rękę jego nieporadności jaki jestem w stanie dostrzec, pokazał nam Wujek Czesiek przez wzmiankę o jego ojcu. Jeśli wierzyć tej relacji, to odcięcie pasożyta od koryta poskutkowało byciem przez niego totalnie skreślonym (dodałem dwa do dwóch: tu pojawiła się wzmianka, że ojciec się wkurzył i go wywalił, a gdzieś indziej była wzmianka że ojciec w ogóle nie jest obecny w jego życiu). I jeśli to jest przyczyna, to powiem Ci wprost: jakikolwiek cień zrozumienia dla pobudek matki może w tym wypadku wykazać ktoś, kto przeszedł przez ciężki rozwód i walkę o zachowanie (czy wręcz odbudowanie) więzi z dzieckiem. Jeśli ktoś musiał o coś zażarcie walczyć, to będzie się bał to stracić.

Jedno i drugie się zgadza, ojciec wywalił go z domu i ma na niego wysrane.
Wywalił go z domu po pół roku użerania się z gnojem, który tak jak u nas, tylko leżał, gówno robił, o wszystko się obrażał i staremu pyskował. Potem stary do nas dzwonił i opowiadał, a Kasia po wysłuchaniu co ma do powiedzenia i odłożeniu telefonu, za każdym razem twierdziła, że ten ojciec Bartusia nie lubi i dlatego tak na niego gada, a on wcale taki nie jest. Tylko że jak przylazł do nas, to każde słowo tego niedobrego ojca się potwierdziło. Leń, brudas, nierób, kłamczuch, ściemniacz i roszczeniowy pasożyt, który tylko od wszystkich wyciąga. Od starego, od matki, od dziadków, od wujka, wszędzie gdzie tylko się da ile się da.
Ma na niego wysrane, bo stracił cierpliwość, kiedy najebany gnój rozpierdolił auto warte 20 tysięcy, które od ojca dostał po opuszczeniu zakładu karnego "na zachętę" żeby się kurwa w końcu ogarnął i po to wziął go do siebie, żeby tego przypilnować. No ale weź przypilnuj 20 latka, który ma w dupie co do niego mówisz, bo albo leży napierdolony albo zjarany albo zarzygany przed domem i nie ma siły na własnych nogach stać.
Kasia nie przechodziła ciężkiego rozwodu z ojcem Bartusia, ani nie musiała o nic walczyć. W wieku lat 21 odeszła od tego typa z małym Bartusiem pod pachą i tyle. Bartuś cały czas mieszkał z mamą, aż do dnia w którym ona sama go wypierdoliła, kiedy zaczął się do niej rzucać z łapami amoku, bo coś by się wypiło, coś by się przyćpało, a tu stara z dupy strzela i nie chce go z domu wypuścić, no to się wziął i zdenerwował.
Taką wersję znam ja, a jak było naprawdę nie wiem, wiem tylko tyle, że w momencie poznania Kasi oraz przez jakiś później, temat Bartusia w ogóle nie istniał, podobnie jak ona sam w naszym życiu. Pojawił się w nim dopiero wtedy jak został aresztowany.

265

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Tak naprawdę jedyny aspekt bycia jej na rękę jego nieporadności jaki jestem w stanie dostrzec, pokazał nam Wujek Czesiek przez wzmiankę o jego ojcu. Jeśli wierzyć tej relacji, to odcięcie pasożyta od koryta poskutkowało byciem przez niego totalnie skreślonym (dodałem dwa do dwóch: tu pojawiła się wzmianka, że ojciec się wkurzył i go wywalił, a gdzieś indziej była wzmianka że ojciec w ogóle nie jest obecny w jego życiu). I jeśli to jest przyczyna, to powiem Ci wprost: jakikolwiek cień zrozumienia dla pobudek matki może w tym wypadku wykazać ktoś, kto przeszedł przez ciężki rozwód i walkę o zachowanie (czy wręcz odbudowanie) więzi z dzieckiem. Jeśli ktoś musiał o coś zażarcie walczyć, to będzie się bał to stracić.

Jedno i drugie się zgadza, ojciec wywalił go z domu i ma na niego wysrane.
Wywalił go z domu po pół roku użerania się z gnojem, który tak jak u nas, tylko leżał, gówno robił, o wszystko się obrażał i staremu pyskował. Potem stary do nas dzwonił i opowiadał, a Kasia po wysłuchaniu co ma do powiedzenia i odłożeniu telefonu, za każdym razem twierdziła, że ten ojciec Bartusia nie lubi i dlatego tak na niego gada, a on wcale taki nie jest. Tylko że jak przylazł do nas, to każde słowo tego niedobrego ojca się potwierdziło. Leń, brudas, nierób, kłamczuch, ściemniacz i roszczeniowy pasożyt, który tylko od wszystkich wyciąga. Od starego, od matki, od dziadków, od wujka, wszędzie gdzie tylko się da ile się da.
Ma na niego wysrane, bo stracił cierpliwość, kiedy najebany gnój rozpierdolił auto warte 20 tysięcy, które od ojca dostał po opuszczeniu zakładu karnego "na zachętę" żeby się kurwa w końcu ogarnął i po to wziął go do siebie, żeby tego przypilnować. No ale weź przypilnuj 20 latka, który ma w dupie co do niego mówisz, bo albo leży napierdolony albo zjarany albo zarzygany przed domem i nie ma siły na własnych nogach stać.
Kasia nie przechodziła ciężkiego rozwodu z ojcem Bartusia, ani nie musiała o nic walczyć. W wieku lat 21 odeszła od tego typa z małym Bartusiem pod pachą i tyle. Bartuś cały czas mieszkał z mamą, aż do dnia w którym ona sama go wypierdoliła, kiedy zaczął się do niej rzucać z łapami amoku, bo coś by się wypiło, coś by się przyćpało, a tu stara z dupy strzela i nie chce go z domu wypuścić, no to się wziął i zdenerwował.
Taką wersję znam ja, a jak było naprawdę nie wiem, wiem tylko tyle, że w momencie poznania Kasi oraz przez jakiś później, temat Bartusia w ogóle nie istniał, podobnie jak ona sam w naszym życiu. Pojawił się w nim dopiero wtedy jak został aresztowany.

To już chyba daje jasny obraz. Bartusia może IMHO wychować już jedynie nasz system penitencjarny, nikt inny nie da rady.  Ale żeby do tego "spotkania" doszło, to niestety musi się zdarzyć jedno z dwojga:

1. Spuści zdrowy łomot twojej hmmm... byłej żonie in spe, za który dostanie zarzuty pobicia.

2. Spowoduje po pijaku wypadek.

Tak czy siak, to się dobrze nie skończy; co najwyżej jedynie dla Ciebie jeśli dość szybko się z tego wymiksujesz.

266 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-10-09 21:25:41)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

..........Ma na niego wysrane, bo stracił cierpliwość, kiedy najebany gnój rozpierdolił auto warte 20 tysięcy, które od ojca dostał po opuszczeniu zakładu karnego "na zachętę" żeby się kurwa w końcu ogarnął i po to wziął go do siebie, żeby tego przypilnować. No ale weź przypilnuj 20 latka, który ma w dupie co do niego mówisz, bo albo leży napierdolony albo zjarany albo zarzygany przed domem i nie ma siły na własnych nogach stać.
.

Jak widać Bartuś ma mega rozgarniętych rodziców, oboje. Wylądował w kiciu i na pocieszenie dostaje auto, żeby się ogarnął. To znaczy  żeby najłatwiej jak tylko się da, pozbyć się kłopotu, w postaci uzależnionego od alkoholu i narko syna, oraz żeby mieć czyste sumienie i móc wszem i wobec ogłosić, jaki ze mnie super tata - 20 koła i swięty spokój.  Tylko że więzienie nikogo z alkoholizmu samo nie wyleczyło, bo jeśli nie ma dostępu do środka uzależniającego, nie ma pokusy i uzaleźnienie drzemie sobie i cierpliwie czeka...Czy w takich warunkach można się "oduzależnić" bez terapii?  Oczywiście jest to niemożliwe. Po pierwsze nawrót jest wpisany w naturę nałogu i każdej przewlekłej choroby jak nadciśnienie, czy cukrzyca. Po drugie, cele psychoterapii są szersze, niż tylko uzyskanie jakiejś behawioralnej zmiany – nie piję. W terapii chodzi też o to, żeby ktoś zaczął rozumieć swoje emocje, lepiej radził sobie ze stresem, zobaczył że ma potrzeby i zaczął je konstruktywnie zaspokajać, zmienił niszczącą jego życie narrację na temat tego kim jest, jaki jest świat, jaki stosunek mają do niego ludzie, etc.

Tatuś zrobił więc coś dla niego najłatwiejszego - zapłacił, kupił sobie spokój sumienia, a potem sayonara synuś, miałeś chamie zloty róg... Dobry tatuś nie chce cię znać, bo okazaleś się nie taki, jakby tatuś chciał. 

Nie bronię teraz Bartusia, ale probuję zrozumieć, jakie mechanizmy zadziałały że wyrosło z niego to co wyroslo.


Po drugiej stronie nadopiekuńcza mamusia, która wobec Bartusia ma rozum wielkości śliwki węgierki. Niczego nie wymaga, nie trzaśnie pięścią w stół, tylko wciąż podstawia poduszkę pod tyłek Bartusia, żeby sobie siniaka nie zrobił, gdy będzie spadał na łeb, gdy znowu coś nawywija. Taka mama kwoka, która chce Bartusiowi wynagrodzić brak ojca, pewnie też zaspokoić własne poczucie winy, że takiego kogoś na ojca mu wybrała.  Ksiązkowy przykład tego, że nie wszyscy powinni mieć dzieci.

Tak sobie myślę Czesiek, że niewiele już wskórasz w tym towarzystwie i obojętnie jak się skończy historia z Bartusiem, na pewno nie skończy się dobrze i lepiej by było gdybyś wtedy raczej nie był w pobliżu, jeśli nie chcesz dostać po plecach przy okazji. Okrutna prawda, ale prawda.

267

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Salomonka napisał/a:

Tak sobie myślę Czesiek, że niewiele już wskórasz w tym towarzystwie i obojętnie jak się skończy historia z Bartusiem, na pewno nie skończy się dobrze i lepiej by było gdybyś wtedy raczej nie był w pobliżu, jeśli nie chcesz dostać po plecach przy okazji. Okrutna prawda, ale prawda.

Wiem.
Z każdym kolejnym dniem tylko utwierdzam się w przekonaniu, że zostawienie ich samych sobie, to był najlepszy ruch.
Tu nic nie da żadne tłumaczenie, nic nie zmienią żadne rozmowy, nikt niczego nie zrozumie, dopóki nic się nie zmieni, a nie zmieni się nic, dopóki nikt nie chce niczego zmieniać. Jestem o tym święcie przekonany, że na długo przed tym zanim Bartuś u nas zagościł na stałe, oboje razem to uknuli, a ja znam tylko jedną z kilku wersji tego w jaki sposób miało się to odbyć. Jestem tego pewien. Nie wiem co ona sobie wyobrażała i na co liczyła. Że ja się w końcu przyzwyczaję, machnę ręką i zamknę mordę? No chyba tak. Czy może od początku zakładała, że kiedy zacznę protestować, a w końcu postawię ultimatum albo-albo i nie dam się zastraszyć ani zaszantażować, to tym który wyleci będę ja?
Zasadniczo wykładniczo kładę na to chuj co ona tam sobie myślała, a jeszcze mniej interesuje mnie to co myślał sobie jej synuś. Pożyjemy zobaczymy na ile starczy jej cierpliwości, a jemu pomysłowości, żeby obecny stan utrzymać. Mam nadzieję, że tak jak mówisz, ja już będę wtedy gdzie indziej zajęty innymi sprawami. Nie obawiam się rozwodu z orzekaniem o winie na moją niekorzyść, bo ja jestem czysty. Nigdy jej nie zdradziłem i nigdy nawet nie chciałem. Nigdy jej nie uderzyłem, a przecież mogłem zabić, to chyba się liczy na plus czy nie wiem... Nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłaby przeciwko mnie wykorzystać, ani nawet co ona w tym swoim pozwie napisze. Jeśli napisze prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, no to chyba każdy sąd w Polsce da mi medal, a ją pośle na leczenie do Tworek, chociaż też nie wiem. No a jeśli zacznie kłamać i zmyślać, to dowiem się o tym dopiero wtedy jak to przeczytam, więc póki co sypiam raczej dobrze, pomijając że wstaję codziennie przed piątą smile

268

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Tak sobie myślę Czesiek, że niewiele już wskórasz w tym towarzystwie i obojętnie jak się skończy historia z Bartusiem, na pewno nie skończy się dobrze i lepiej by było gdybyś wtedy raczej nie był w pobliżu, jeśli nie chcesz dostać po plecach przy okazji. Okrutna prawda, ale prawda.

Wiem.
Z każdym kolejnym dniem tylko utwierdzam się w przekonaniu, że zostawienie ich samych sobie, to był najlepszy ruch.
Tu nic nie da żadne tłumaczenie, nic nie zmienią żadne rozmowy, nikt niczego nie zrozumie, dopóki nic się nie zmieni, a nie zmieni się nic, dopóki nikt nie chce niczego zmieniać. Jestem o tym święcie przekonany, że na długo przed tym zanim Bartuś u nas zagościł na stałe, oboje razem to uknuli, a ja znam tylko jedną z kilku wersji tego w jaki sposób miało się to odbyć. Jestem tego pewien. Nie wiem co ona sobie wyobrażała i na co liczyła. Że ja się w końcu przyzwyczaję, machnę ręką i zamknę mordę? No chyba tak. Czy może od początku zakładała, że kiedy zacznę protestować, a w końcu postawię ultimatum albo-albo i nie dam się zastraszyć ani zaszantażować, to tym który wyleci będę ja?
Zasadniczo wykładniczo kładę na to chuj co ona tam sobie myślała, a jeszcze mniej interesuje mnie to co myślał sobie jej synuś. Pożyjemy zobaczymy na ile starczy jej cierpliwości, a jemu pomysłowości, żeby obecny stan utrzymać. Mam nadzieję, że tak jak mówisz, ja już będę wtedy gdzie indziej zajęty innymi sprawami. Nie obawiam się rozwodu z orzekaniem o winie na moją niekorzyść, bo ja jestem czysty. Nigdy jej nie zdradziłem i nigdy nawet nie chciałem. Nigdy jej nie uderzyłem, a przecież mogłem zabić, to chyba się liczy na plus czy nie wiem... Nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłaby przeciwko mnie wykorzystać, ani nawet co ona w tym swoim pozwie napisze. Jeśli napisze prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, no to chyba każdy sąd w Polsce da mi medal, a ją pośle na leczenie do Tworek, chociaż też nie wiem. No a jeśli zacznie kłamać i zmyślać, to dowiem się o tym dopiero wtedy jak to przeczytam, więc póki co sypiam raczej dobrze, pomijając że wstaję codziennie przed piątą smile

Najlepiej to będzie jak weźmiesz rozwód i będziesz wolny od tego bartusiowego balastu

269

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Salomonka napisał/a:

Jak widać Bartuś ma mega rozgarniętych rodziców, oboje. Wylądował w kiciu i na pocieszenie dostaje auto, żeby się ogarnął. To znaczy  żeby najłatwiej jak tylko się da, pozbyć się kłopotu, w postaci uzależnionego od alkoholu i narko syna, oraz żeby mieć czyste sumienie i móc wszem i wobec ogłosić, jaki ze mnie super tata - 20 koła i swięty spokój.  Tylko że więzienie nikogo z alkoholizmu samo nie wyleczyło, bo jeśli nie ma dostępu do środka uzależniającego, nie ma pokusy i uzaleźnienie drzemie sobie i cierpliwie czeka...Czy w takich warunkach można się "oduzależnić" bez terapii?  Oczywiście jest to niemożliwe. Po pierwsze nawrót jest wpisany w naturę nałogu i każdej przewlekłej choroby jak nadciśnienie, czy cukrzyca. Po drugie, cele psychoterapii są szersze, niż tylko uzyskanie jakiejś behawioralnej zmiany – nie piję. W terapii chodzi też o to, żeby ktoś zaczął rozumieć swoje emocje, lepiej radził sobie ze stresem, zobaczył że ma potrzeby i zaczął je konstruktywnie zaspokajać, zmienił niszczącą jego życie narrację na temat tego kim jest, jaki jest świat, jaki stosunek mają do niego ludzie, etc.

.

Dobrze zrobił. Jakby chłopak miał 14 lat, to by było co innego. 20 latek jest już dorosły. Na dodatek nawet nie docenił tego, że mu ojciec sprezentował samochód za 20tysięcy - z tego co było napisane, Bartus rozbił samochód, od tak, bo szalał. Jest dorosły to zbiera konsekwencje.
I naprawdę mu się dziwię, że ani nie pracuje ani się nie uczy.

Ojciec dobrze zrobił, pomógł ile mógł, przyjął go pod swój dach, kupił samochód, syn samochód rozwalił, do roboty i nauki nie wykazywał chęci iśc, to go prawidłowo wystawił za drzwi.
Matka robi cały czas Bartusiowi krzywdę, bo on już wie, ze nic nie musi, a jak nabroi i nie będzie miał pieniędzy, to tym problemem zajmie się zawsze mama i tak to może trwać do 30nawet.

Co do terapii, to by musiał sam iśc, nikt nie będzie 20latka prowadził za rękę do psychologa, skoro ten nie widzi problemu.
Bartuś jest po prostu wygodny i umie zakręcić matką.

270

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
złoto napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Jak widać Bartuś ma mega rozgarniętych rodziców, oboje. Wylądował w kiciu i na pocieszenie dostaje auto, żeby się ogarnął. To znaczy  żeby najłatwiej jak tylko się da, pozbyć się kłopotu, w postaci uzależnionego od alkoholu i narko syna, oraz żeby mieć czyste sumienie i móc wszem i wobec ogłosić, jaki ze mnie super tata - 20 koła i swięty spokój.  Tylko że więzienie nikogo z alkoholizmu samo nie wyleczyło, bo jeśli nie ma dostępu do środka uzależniającego, nie ma pokusy i uzaleźnienie drzemie sobie i cierpliwie czeka...Czy w takich warunkach można się "oduzależnić" bez terapii?  Oczywiście jest to niemożliwe. Po pierwsze nawrót jest wpisany w naturę nałogu i każdej przewlekłej choroby jak nadciśnienie, czy cukrzyca. Po drugie, cele psychoterapii są szersze, niż tylko uzyskanie jakiejś behawioralnej zmiany – nie piję. W terapii chodzi też o to, żeby ktoś zaczął rozumieć swoje emocje, lepiej radził sobie ze stresem, zobaczył że ma potrzeby i zaczął je konstruktywnie zaspokajać, zmienił niszczącą jego życie narrację na temat tego kim jest, jaki jest świat, jaki stosunek mają do niego ludzie, etc.

.

Dobrze zrobił. Jakby chłopak miał 14 lat, to by było co innego. 20 latek jest już dorosły. Na dodatek nawet nie docenił tego, że mu ojciec sprezentował samochód za 20tysięcy - z tego co było napisane, Bartus rozbił samochód, od tak, bo szalał. Jest dorosły to zbiera konsekwencje.
I naprawdę mu się dziwię, że ani nie pracuje ani się nie uczy.

Ojciec dobrze zrobił, pomógł ile mógł, przyjął go pod swój dach, kupił samochód, syn samochód rozwalił, do roboty i nauki nie wykazywał chęci iśc, to go prawidłowo wystawił za drzwi.
Matka robi cały czas Bartusiowi krzywdę, bo on już wie, ze nic nie musi, a jak nabroi i nie będzie miał pieniędzy, to tym problemem zajmie się zawsze mama i tak to może trwać do 30nawet.

Co do terapii, to by musiał sam iśc, nikt nie będzie 20latka prowadził za rękę do psychologa, skoro ten nie widzi problemu.
Bartuś jest po prostu wygodny i umie zakręcić matką.

Dokładnie ojciec Bartusia najlepiej postapil

271

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
złoto napisał/a:

Dobrze zrobił. Jakby chłopak miał 14 lat, to by było co innego. 20 latek jest już dorosły.

No o to właśnie się rozchodzi. Gdyby miał 14 lat, to i moje podejście byłoby inne, ale nie ma 14 tylko zaraz będzie miał 24, a zachowuje się jakby miał 9 jego matka to toleruje i najgorszym z wszystkich jestem ja, bo nie chcę się zgodzić, żeby tak było dalej, bo przecież będzie jak nikt z tym nic nie zrobi, no a kto ma zrobić...

Z całej tej historii wynika, że najlepiej zrobił każdy, kto się z niej wypisał i bez żadnych sentymentów wypiął dupą na pasożyta.
Z waszej reakcji na opisywane tu wydarzenia w które nikt nie chce uwierzyć, że naprawdę kiedykolwiek się wydarzyły, ja już dawno sam doszedłem do tego, że zrobiłem najlepiej (dla siebie) spierdalając od nich jak najdalej i zacierając ślady, żeby nigdy mnie nie znaleźli.
Czyli jak na to nie spojrzeć mamy szczęśliwe zakończenie, każdy zrobił dla siebie najlepiej i żyje sobie swoim życiem mając total wyjeb na jakieś tam Bartusie.
Został już tylko rozwód, ale jakoś jestem spokojny o przebieg całej sprawy i w ogóle mnie to nie rusza. Nie wiem co ona tam knuje, bo nadal się nie odzywa, ale tak naprawdę to co ona może knuć, nic na mnie nie ma, nic absolutne.

272

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

No o to właśnie się rozchodzi. Gdyby miał 14 lat, to i moje podejście byłoby inne, ale nie ma 14 tylko zaraz będzie miał 24, a zachowuje się jakby miał 9 jego matka to toleruje i najgorszym z wszystkich jestem ja, bo nie chcę się zgodzić, żeby tak było dalej, bo przecież będzie jak nikt z tym nic nie zrobi, no a kto ma zrobić...

W tej chwili to jedyne rozsądne wyjście, pisałam o tym wcześniej. Tylko ten samochód od kochającego tatusia wcześniej w życiu syna nieobecnego, kupiony bezrefleksyjnie dla chłopaka który pije, ćpa i w końcu trafia do więzienia to naprawdę i śmieszne i smutne. Zastanawiam się co sobie ten tatuś myślał, gdy obwiązywal kokardką prezentową to auto? Że teraz wkroczy i ugasi cały pożar? Naprawi wszystko co zaniedbywał latami w wychowaniu syna, kupnem jednej droższej zabawki?
Teraz na wiele już jest za późno, pewnych rzeczy nie da się naprawić ani cofnąć. Szkoda tylko, że mama Kasia także tego nie rozumie i swoją tolerancją i nadopiekuńczością codziennie dokłada cegiełkę do nieuchronnej tragedii czekającej Bartusia i ją samą. Dla ciebie Czesiek najlepiej trzymać się od tego jak najdalej.
Bartuś to przykład tego, że niektórzy nie powinni mieć dzieci, nigdy.

273

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

To świadectwo, które opowiem każdemu. Jestem mężatką od czterech i sześciu lat, a w siódmym roku mojego małżeństwa inna kobieta rzuciła urok, aby zabrać mi mojego kochanka, a mój mąż zostawił mnie i dzieci i cierpieliśmy przez trzy lata, dopóki nie napisałam posta, w którym ten człowiek zwany Księdzem TAKUTA pomógł wielu ludziom w sprowadzeniu ich mężów i żon. Mój sąsiad również powiedział mi o nim dobre rzeczy. Więc skontaktowałam się z Księdzem TAKUTA i podzieliłam się z nim moimi problemami, aby pomógł mi sprowadzić mojego ukochanego Męża do domu i uwierz mi, po prostu wysłałam mu swoje zdjęcie i zapłaciłam za wszystko, o co mnie poprosił. Powiedział mi, abym się uspokoiła, ponieważ mój mąż będzie ze mną. Zaraz po kilku dniach otrzymałam telefon od męża, który przeprosił mnie i powiedział, że potrzebuje mojego przebaczenia. Po kilku dniach zobaczyłam samochód wjeżdżający do domu i oto był mój mąż i przyjechał do mnie i dzieci, dlatego cieszę się, że każdy z was, podobnie jak ja, może spotkać się z tym mężczyzną i odzyskać swojego kochanka. Możesz skontaktować się z księdzem TAKUTĄ  lub napisać do niego wiadomość na WhatsApp pod tym numerem telefonu (+2349039885750)

274

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Rita0147 napisał/a:

To świadectwo, które opowiem każdemu. Jestem mężatką od czterech i sześciu lat, a w siódmym roku mojego małżeństwa inna kobieta rzuciła urok, aby zabrać mi mojego kochanka, a mój mąż zostawił mnie i dzieci i cierpieliśmy przez trzy lata, dopóki nie napisałam posta, w którym ten człowiek zwany Księdzem TAKUTA pomógł wielu ludziom w sprowadzeniu ich mężów i żon. Mój sąsiad również powiedział mi o nim dobre rzeczy. Więc skontaktowałam się z Księdzem TAKUTA i podzieliłam się z nim moimi problemami, aby pomógł mi sprowadzić mojego ukochanego Męża do domu i uwierz mi, po prostu wysłałam mu swoje zdjęcie i zapłaciłam za wszystko, o co mnie poprosił. Powiedział mi, abym się uspokoiła, ponieważ mój mąż będzie ze mną. Zaraz po kilku dniach otrzymałam telefon od męża, który przeprosił mnie i powiedział, że potrzebuje mojego przebaczenia. Po kilku dniach zobaczyłam samochód wjeżdżający do domu i oto był mój mąż i przyjechał do mnie i dzieci, dlatego cieszę się, że każdy z was, podobnie jak ja, może spotkać się z tym mężczyzną i odzyskać swojego kochanka. Możesz skontaktować się z księdzem TAKUTĄ  lub napisać do niego wiadomość na WhatsApp pod tym numerem telefonu (+2349039885750)

Dzięki, jestem dziś w tak chujowym nastroju, że potrzebowałem takiego rozbawiacza! Dosłownie oplułem ekran że śmiechu  lol

275

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Na tym adresie jestem jeszcze kilka dni, wiec prosze w ten weekend zostawic wszystko na parapecie klatki."

(...)

P.S.
Chyba musi być zaskoczona faktem, że nie wykonałem polecenia w podskokach i jeszcze bezczelnie jej tu fikam.
Prawda jest taka, że ze wszystkich skurwysynów jakich na swej drodze spotkała, ja jestem najgorszy,
tylko jeszcze nie dała mi powodu, żeby się o tym na własnej dupie przekonać, ale myślę, że dopiero się rozkręca...

Z tym parapetem to jest koszmarnie naiwne. KAŻDY mógłby zabrać taką "przesyłkę". Rozbraja mnie kontrast tego z przesurowym tonem straszenia policją big_smile

Co do bycia najgorszym skurwysynem - wiesz co, oceniam że daleko ci do ligi mistrzów. Oceniam po tym że to wszystko tak powooooli się "rozkręca" jak to mówisz. Jeśli pół roku do roku "utrzymywania pasożyta" i jej bezczelność nie dały ci powodu, żeby być wb. niej skurwysynem, to trochę nie widzę co by się miało stać żebyś nagle zaczął. Jak dotąd było samo tell don't show wink

276

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Jestem o tym święcie przekonany, że na długo przed tym zanim Bartuś u nas zagościł na stałe, oboje razem to uknuli, a ja znam tylko jedną z kilku wersji tego w jaki sposób miało się to odbyć. Jestem tego pewien. Nie wiem co ona sobie wyobrażała i na co liczyła. Że ja się w końcu przyzwyczaję, machnę ręką i zamknę mordę? No chyba tak. Czy może od początku zakładała, że kiedy zacznę protestować, a w końcu postawię ultimatum albo-albo i nie dam się zastraszyć ani zaszantażować, to tym który wyleci będę ja?

No przecież mówiła ci to sama w dialogu sklepowym: on jest jej synem i nie musi za nic płacić bo to dziecko i jesteście Rodziną przez duże R. Na dobrą sprawę przepowiedziałam ci to już na początku wątku tongue O tutaj: https://www.netkobiety.pl/t134845.html#p4159975

Akurat wątpię, żeby to było knute w sensie wcześniej omówione między zainteresowanymi. Prędzej kobita uważała to za taki oczywisty stan rzeczy wink

277

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Czy była na tej policji, to nie wiem. Ja się nigdzie nie ukrywam, więc jak ktoś chce, to bez trudu mnie znajdzie. Ona przecież wie, gdzie ja pracuję, wie gdzie mieszka moja mama, wie jakim samochodem jeżdżę i zna numer rejestracyjny na pamięć. Gdyby policja miała do mnie jakąś sprawę, raczej już bym o tym wiedział, ale jest cisza. A nawet jeśli tam była, to wyobrażam sobie przebieg tej rozmowy:

- Mąż ukradł mi telefon.
- Czyj mąż?
- No mój, a czyj.
- A jak i skąd go pani ukradł?
- Normalnie. Miał oddać i nie oddał.
- Czyli nie ukradł. Po prostu nie zwrócił.
- Ukradł, nie zwrócił, co za różnica. Telefon jest mój i ma mi go oddać...
- Ale chwileczkę, po kolei. Jak pani mąż wszedł w posiadanie tego telefonu? Zabrał go z domu czy skąd?
- No nie zabrał. Dostał.
- Od pani?
- Tak. Ode mnie.
- I żąda pani zwrotu telefonu od męża, który go wcześniej od pani dostał?
- Właśnie.
- Mhm... Ma pani jakiś dowód zakupu tego telefonu, fakturę, paragon, umowę, cokolwiek?
- Nie.
- Mhm... A może zna pani numer identyfikacyjny aparatu?
- Nie.
- Mhm... To co ja mam tutaj wpisać w te rubryki?
- A skąd ja mam wiedzieć, przecież to pan pracuje w policji.
- Dobrze, ja kończę już dzisiaj dyżur, ale przekażę sprawę koledze i będziemy się z panią kontaktować.
- Ale że słucham?
- Na dziś to wszystko. Do widzenia.

I to by było na tyle. Poza tym chciałem się dogadać, telefon za numer, poszłaby załatwić co trzeba, oddałbym jej ten głupi telefon, ale jak nie, no to nie. Skończyło się skakanie wokół panci dupki jak piesek i robienie sztuczek na zawołanie, to ona ma do mnie interes, a nie ja do niej.

W temacie rozwodu też cisza. Nie wiem czy Pan Prawnik ją wyjaśnił na momencie i w skrócie jej objaśnił na czym stoi, jeśli chciałaby mnie w sądzie dojechać i dostać jakieś alimenty z tytułu "bo ja chcem i już" czy może coś innego jej zajmuje tyle czasu, generalnie obchodzi mnie to tyle co zeszłoroczne kasztany.

U Bartusia chyba też po staremu, bo z tego co widzę jest aktywny na FB codziennie do 2-3 w nocy, a potem ma przerwę do południa czyli pewnie odsypia. Dlaczego wcale mnie to nie dziwi big_smile   

Pytam ostatnio kumpla w pracy czy by mi nie pomógł przewieźć materac, bo jest wieli jak skurwysyn i do zwykłego sedana tego chujstwa nie wcisnę, a on do mnie:

- O, to już się pogodziliście?
- Co ty kurwa ochujałeś?
- To na co ci taki duży materac?
- No żeby na nim spać raczej, zajebisty jest.
- A coś się odzywała?
- Ona? No co ty? Ani słowem. Nawet obsranego esemesa z życzeniami na urodziny.
- Co ty gadasz... Czyli nic nie zrozumiała?
- A daj spokój. To nie jest smarkata gówniara, tylko stara baba, co tu może być do rozumienia. Każdy rozumie, tylko nie ona?
- No fakt. To kiedy znowu ślub?
- Weź spierdalaj co? Kiedy jesteś wolny, żeby mi to ogarnąć?
- Jeszcze pomyślę.
- Pomyśl.

Także tak.

278

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wujku Czesiu, to fikcja co piszesz, prawda? Lubisz pisać i piszesz sobie tu na forum, gdzie masz czytelników?
To nie może być wszystko  prawda, albo ubarwiasz?
Jakbyś miał 25 lat, to pomyślałabym "trudno, młody wdepnął w g/wno", ale Ty jesteś koło 50 ki i byłeś już żonaty? Jakieś kobiety po drodze były, tym bardziej nie wydaje się, że teraźniejsza akcja jest prawdą.

279 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-10-17 22:01:41)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Czy była na tej policji, to nie wiem. Ja się nigdzie nie ukrywam, więc jak ktoś chce, to bez trudu mnie znajdzie. Ona przecież wie, gdzie ja pracuję, wie gdzie mieszka moja mama, wie jakim samochodem jeżdżę i zna numer rejestracyjny na pamięć. Gdyby policja miała do mnie jakąś sprawę, raczej już bym o tym wiedział, ale jest cisza. A nawet jeśli tam była, to wyobrażam sobie przebieg tej rozmowy:

- Mąż ukradł mi telefon.
- Czyj mąż?
- No mój, a czyj.
- A jak i skąd go pani ukradł?
- Normalnie. Miał oddać i nie oddał.
- Czyli nie ukradł. Po prostu nie zwrócił.
- Ukradł, nie zwrócił, co za różnica. Telefon jest mój i ma mi go oddać...
- Ale chwileczkę, po kolei. Jak pani mąż wszedł w posiadanie tego telefonu? Zabrał go z domu czy skąd?
- No nie zabrał. Dostał.
- Od pani?
- Tak. Ode mnie.
- I żąda pani zwrotu telefonu od męża, który go wcześniej od pani dostał?
- Właśnie.
- Mhm... Ma pani jakiś dowód zakupu tego telefonu, fakturę, paragon, umowę, cokolwiek?
- Nie.
- Mhm... A może zna pani numer identyfikacyjny aparatu?
- Nie.
- Mhm... To co ja mam tutaj wpisać w te rubryki?
- A skąd ja mam wiedzieć, przecież to pan pracuje w policji.
- Dobrze, ja kończę już dzisiaj dyżur, ale przekażę sprawę koledze i będziemy się z panią kontaktować.
- Ale że słucham?
- Na dziś to wszystko. Do widzenia.

I to by było na tyle. Poza tym chciałem się dogadać, telefon za numer, poszłaby załatwić co trzeba, oddałbym jej ten głupi telefon, ale jak nie, no to nie. Skończyło się skakanie wokół panci dupki jak piesek i robienie sztuczek na zawołanie, to ona ma do mnie interes, a nie ja do niej.

W temacie rozwodu też cisza. Nie wiem czy Pan Prawnik ją wyjaśnił na momencie i w skrócie jej objaśnił na czym stoi, jeśli chciałaby mnie w sądzie dojechać i dostać jakieś alimenty z tytułu "bo ja chcem i już" czy może coś innego jej zajmuje tyle czasu, generalnie obchodzi mnie to tyle co zeszłoroczne kasztany.

U Bartusia chyba też po staremu, bo z tego co widzę jest aktywny na FB codziennie do 2-3 w nocy, a potem ma przerwę do południa czyli pewnie odsypia. Dlaczego wcale mnie to nie dziwi big_smile   

Pytam ostatnio kumpla w pracy czy by mi nie pomógł przewieźć materac, bo jest wieli jak skurwysyn i do zwykłego sedana tego chujstwa nie wcisnę, a on do mnie:

- O, to już się pogodziliście?
- Co ty kurwa ochujałeś?
- To na co ci taki duży materac?
- No żeby na nim spać raczej, zajebisty jest.
- A coś się odzywała?
- Ona? No co ty? Ani słowem. Nawet obsranego esemesa z życzeniami na urodziny.
- Co ty gadasz... Czyli nic nie zrozumiała?
- A daj spokój. To nie jest smarkata gówniara, tylko stara baba, co tu może być do rozumienia. Każdy rozumie, tylko nie ona?
- No fakt. To kiedy znowu ślub?
- Weź spierdalaj co? Kiedy jesteś wolny, żeby mi to ogarnąć?
- Jeszcze pomyślę.
- Pomyśl.

Także tak.

Czesiek, za dużo sobie wyobrażasz big_smile

Poza tym, gdzieś kiedyś przeczytałam, że cisza zwykle jest przed burzą.

280

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Jak tam Czesiek? Tęsknisz za Kasią? Liczysz, że skruszeje?;)

281

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Jak tam Czesiek? Tęsknisz za Kasią? Liczysz, że skruszeje?;)

Skruszeje he he, a tak wogole to gdzie som jego opowiesci, tak mnie sie fajnie czytało jak romans jakiś tragiczny  big_smile

282

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak tam Czesiek? Tęsknisz za Kasią? Liczysz, że skruszeje?;)

Skruszeje he he, a tak wogole to gdzie som jego opowiesci, tak mnie sie fajnie czytało jak romans jakiś tragiczny  big_smile

Opowieści na razie chyba nie ma o czym snuć, skoro mieszka sam.

283 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-10-23 18:39:07)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak tam Czesiek? Tęsknisz za Kasią? Liczysz, że skruszeje?;)

Skruszeje he he, a tak wogole to gdzie som jego opowiesci, tak mnie sie fajnie czytało jak romans jakiś tragiczny  big_smile

Opowieści na razie chyba nie ma o czym snuć, skoro mieszka sam.

Szkoda fajna lektura byla taka przed snem  big_smile

284

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Jak tam Czesiek? Tęsknisz za Kasią? Liczysz, że skruszeje?;)

Nie. Znam ją na tyle, aby wiedzieć, że to już nie nastąpi. Mam cały garaż u kumpla zajebany moimi gratami. Część już przewiozłem do nowego mieszkania, a część tam jeszcze leży i ociągam się jak tylko mogę, żeby po to pojechać, bo za każdym razem kiedy noszę te worki na plecach, przed oczami mam ostatni obraz Kasi, który zapamiętam chyba na zawsze jak siedzi nieruchomo odwrócona plecami totalnie obojętna na to co się dzieje za nią i nawet nie drgnie czekając spokojnie, kiedy wyniosę ostatnią rzecz i w końcu zamknie za mną drzwi. Na klucz, żebym przypadkiem się po coś nie wrócił. Tak, oczywiście, to ja podjąłem decyzję o wyprowadzce i to ja sam się spakowałem, nikt mnie nie wyrzucał, przynajmniej nie bezpośrednio i nie wprost, ale mimo wszystko... no nie wiem... nie potrafię opisać tego co wtedy czułem. Gdyby się odezwała, chciałaby pogadać czy zrobiłaby cokolwiek, to i tak bym poszedł, bo sprawy zaszły za daleko, żeby się wycofać i nie mogłem tam zostać ani dnia dłużej, jednak to że nie zrobiła zupełnie nic... nasuwa pewne przemyślenia i pytania, na które odpowiedzi chyba wolałbym nigdy nie poznać.
Posiadam niemałe doświadczenie związkowe oraz ogólnie życiowe i jeśli ktokolwiek inny będąc na moim miejscu zadałby pytanie co ja o tym sądzę, pierwsze co by ode mnie usłyszał, to że był przeznaczony do odpalenia już dawno, a w odwodzie już dawno czekały inne opcje i wyświadczył tylko ostatnią przysługę dobrowolnie zwalniając miejsce bez awantur i niepotrzebnych scen. Jeśli informujesz partnera po raz ostatni, że jeśli nic się nie zmieni to odejdziesz, a partner ma to w dupie i kompletnie nic z tym nie robi ani nawet nie proponuje co zamierza zrobić, a zamiast tego przestaje się do ciebie odzywać, zakłada blokadę na telewizor, wyłącza ci telefon i tylko odlicza dni do twojej wyprowadzki, no to stary sam pomyśl co to może dla ciebie oznaczać. Przestałeś być posłuszny, użyteczny i przydatny, więc jesteś niepotrzebny. Na co komu uciążliwy wrzód na dupie, no weź się zastanów. Nie chcesz do końca życia jebać na wygodne życie darmozjada i wyręczać jego mamusi w utrzymywaniu nieroba? To kto inny będzie jebał, mało to kretynów żyje na świecie? Myślisz że gdyby nie miała paru chętnych na orbicie, którzy kręcili się obok już dużo wcześniej, to tak łatwo by ci pozwoliła wymiksować się z takiego zajebistego układu. Zajebistego dla nich oczywiście, bo ty tam byłeś tylko pionkiem do przestawiania, a teraz zmiotło cię z planszy i do gry wchodzi kolejny frajer, przecież nie pierwszy w jej życiu i zapewne nie ostatni...
Tylko wiecie, obserwować z boku i powiedzieć to komuś jest dużo prościej, niż stanąć twarzą w twarz z odbiciem w lustrze i to samo powiedzieć samemu sobie. Jeszcze trudniej jest się z tym pogodzić i przyjąć na klatę - dałem dupy koncertowo jak jakiś leszcz z pierwszej łapanki - ale prędzej czy później będzie trzeba, bo tutaj nic się już nie wydarzy. Ona nie ustąpi, a ja się nie ugnę. Ona będzie chciała mieszkać z Bartusiem, a ja już nigdy się na to nie zgodzę. Ona wie, że kolejny raz mnie w chuja nie zrobi umowami i obietnicami, a ja z kolei wiem że nic innego nie może mi zaproponować. Oboje wiemy na czym stoimy i oboje wiemy, że nikt nikogo nie przekona do swojej racji, więc można powiedzieć i uznać, że formuła naszej relacji została ostatecznie wyczerpana.
Nawet gdyby się odezwała, choć minęły już trzy tygodnie bez słowa z żadnej strony, to w jakim na przykład celu? Popierdolić sobie znowu o tym jak to kolejny raz przeprowadziła poważną rozmowę z Bartusiem i tym razem już bezapelacyjnie się wyprowadzi, bo ona sama nie chce z nim mieszkać, bo ja też jestem ważny, bo jesteśmy młodym małżeństwem a nie mamy chwili dla siebie, żadnej intymności ani radości z życia tylko we dwoje, bo ten ciągle siedzi w domu, ciągle się kręci, ciągle czegoś chce, ciągle z nami mieszka i w dodatku za nic nie płaci, a tak nie może być i musi w końcu dorosnąć, iść do pracy i na swoje... przecież ja to wszystko słyszałem tyle razy, że szyk wszystkich zdań już znam na pamięć. I każdy kolejny raz był już ostatni i co miesiąc po każdej awanturze o to samo jest ta sama gadka. Że mam rację, że trzeba to zmienić, że to jest chore i niesprawiedliwe, że to, że tamto, że to ja mam go wywalić bo jestem facet nie pizda, bo za pizde by nigdy nie wyszła, że w sumie to gówno w lesie, bo tyle z tego gadania za każdym razem wynika, a na koniec to ja mam wypierdalać jak mi się nie podoba.
Nawet gdybym jeszcze raz uwierzył albo chociaż udawał, że wierzę. Nawet gdyby Bartuś faktycznie się wyprowadził. To przecież tak samo ja jak i każdy kto to teraz czyta wie, że za miesiąc albo dwa z powrotem przylezie i wszystko wróci na z góry ustalone tory. Ja nie mam 5 lat, tylko ponad 50 i znam takich obszczymurów bardzo dobrze. Moich rówieśników mieszkających z mamusiami i tak jak 30 lat temu stali pod klatką całymi dniami, tak dalej tam stoją, wiecznie bezrobotni i wiecznie tylko odsiadują wyroki za alimenty. Widuję ich za każdym razem jak odwiedzam moją mamę, kiedyś byliśmy zajebistą ekipą z osiedla, postrachem stutysięcznego miasta i okolic, a jeden za drugiego poszedłby sam przeciwko wszystkim... dzisiaj nawet mi się nie chce z nimi i gadać, tylko siema siema z daleka i nie mam czasu zarobiony jestem. Nie życzę Kasi źle, nadal jest moją żoną, a ja jestem jej mężem, ale jeśli nic się nie zmieni, to Bartuś stanie się jednym z nich, a ona zostanie z nim na zawsze.
Nie chcę w tym uczestniczyć.

285

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No dobra, a co z rozwodem?

286 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-26 11:24:34)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

A nie wiem.
Ostatnia wymiana korespondencji między nami miała miejsce 3 października, podczas której kazała mi oddać skradziony telefon oraz kołdrę, nazywając mnie złodziejem. Od tamtej pory zapadła głucha cisza z jej strony, więc i ja się nie odzywam, bo niby po co. Któregoś dnia przewijając kontakty na mesendżerze zauważyłem tylko "użytkownik Kasia cofnął wysyłanie wiadomości" z tym fragmentem o złodzieju. To była jej ostatnia wiadomość wysłana do mnie (na którą już nie odpisałem, bo jednak staram się trzymać jakiś tam poziom, byle jaki, ale poziom) i jakiś czas później została przez nią usunięta, nie wiem dlaczego i mam to gdzieś szczerze mówiąc. Może prawnik od rozwodu tak jej doradził czy ktoś inny może, pojęcia nie mam na chuj w ogóle zadawała sobie trud włażenia tam i grzebania, bo z tego co się orientuję, jej konto na FB jest nieaktywne, więc albo je ukryła, albo całkowicie zlikwidowała, tego też nie wiem. Wiem za to co mi napisała i oczywiście jestem w posiadaniu kopii wszystkich jej wiadomości wysyłanych do mnie kiedykolwiek, tak po prostu na wszelki wypadek, chociaż wolałbym nie musieć z tego korzystać, bo ja nie jestem z tych, co będą się szarpać i utrudniać. Chce rozwodu, to proszę bardzo, niech sobie idzie i niech załatwia co trzeba, ja mogę ewentualnie podejść w wolnej chwili gdzie tam będzie trzeba i podpisać co tam będzie trzeba, to akurat nic mnie nie kosztuje, ale jak mam się ciągać po jakichś sądach, załatwiać sobie wolne w robocie, tłumaczyć, opowiadać i później jeszcze po godzinach odrabiać za damski chuj, żeby wysłuchiwać pierdolenia na mój temat i dostarczać dowody na to, że nie jestem wielbłądem, to zwyczajnie mi się nie chce.
W którejś tam z tych ostatnich wiadomości się odgrażała, że "w poniedziałek wysyłam pismo do sądu o rozwiązanie małżeństwa" ale nie dopisała konkretnie który poniedziałek ma na myśli, a minęły już trzy, jutro mija czwarty...

287

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

A nie wiem.
Ostatnia wymiana korespondencji między nami miała miejsce 3 października, podczas której kazała mi oddać skradziony telefon oraz kołdrę, nazywając mnie złodziejem. Od tamtej pory zapadła głucha cisza z jej strony, więc i ja się nie odzywam, bo niby po co. Któregoś dnia przewijając kontakty na mesendżerze zauważyłem tylko "użytkownik Kasia cofnął wysyłanie wiadomości" z tym fragmentem o złodzieju. To była jej ostatnia wiadomość wysłana do mnie (na którą już nie odpisałem, bo jednak staram się trzymać jakiś tam poziom, byle jaki, ale poziom) i jakiś czas później została przez nią usunięta, nie wiem dlaczego i mam to gdzieś szczerze mówiąc. Może prawnik od rozwodu tak jej doradził czy ktoś inny może, pojęcia nie mam na chuj w ogóle zadawała sobie trud włażenia tam i grzebania, bo z tego co się orientuję, jej konto na FB jest nieaktywne, więc albo je ukryła, albo całkowicie zlikwidowała, tego też nie wiem. Wiem za to co mi napisała i oczywiście jestem w posiadaniu kopii wszystkich jej wiadomości wysyłanych do mnie kiedykolwiek, tak po prostu na wszelki wypadek, chociaż wolałbym nie musieć z tego korzystać, bo ja nie jestem z tych, co będą się szarpać i utrudniać. Chce rozwodu, to proszę bardzo, niech sobie idzie i niech załatwia co trzeba, ja mogę ewentualnie podejść w wolnej chwili gdzie tam będzie trzeba i podpisać co tam będzie trzeba, to akurat nic mnie nie kosztuje, ale jak mam się ciągać po jakichś sądach, załatwiać sobie wolne w robocie, tłumaczyć, opowiadać i później jeszcze po godzinach odrabiać za damski chuj, żeby wysłuchiwać pierdolenia na mój temat i dostarczać dowody na to, że nie jestem wielbłądem, to zwyczajnie mi się nie chce.
W którejś tam z tych ostatnich wiadomości się odgrażała, że "w poniedziałek wysyłam pismo do sądu o rozwiązanie małżeństwa" ale nie dopisała konkretnie który poniedziałek ma na myśli, a minęły już trzy, jutro mija czwarty...

Dowiesz się kiedy złożyła dopiero w momencie, kiedy do drzwi zadzwoni listonosz z poleconym z sądu. Czyli możesz nawet i w całym listopadzie niczego jeszcze nie dostać. Ja w sumie nie pamiętam dokładnie czy pozew został złożony w maju czy jeszcze w kwietniu, ale dostałem go dopiero w czerwcu.

288

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak tam Czesiek? Tęsknisz za Kasią? Liczysz, że skruszeje?;)

Nie. Znam ją na tyle, aby wiedzieć, że to już nie nastąpi. Mam cały garaż u kumpla zajebany moimi gratami. Część już przewiozłem do nowego mieszkania, a część tam jeszcze leży i ociągam się jak tylko mogę, żeby po to pojechać, bo za każdym razem kiedy noszę te worki na plecach, przed oczami mam ostatni obraz Kasi, który zapamiętam chyba na zawsze jak siedzi nieruchomo odwrócona plecami totalnie obojętna na to co się dzieje za nią i nawet nie drgnie czekając spokojnie, kiedy wyniosę ostatnią rzecz i w końcu zamknie za mną drzwi. Na klucz, żebym przypadkiem się po coś nie wrócił. Tak, oczywiście, to ja podjąłem decyzję o wyprowadzce i to ja sam się spakowałem, nikt mnie nie wyrzucał, przynajmniej nie bezpośrednio i nie wprost, ale mimo wszystko... no nie wiem... nie potrafię opisać tego co wtedy czułem. Gdyby się odezwała, chciałaby pogadać czy zrobiłaby cokolwiek, to i tak bym poszedł, bo sprawy zaszły za daleko, żeby się wycofać i nie mogłem tam zostać ani dnia dłużej, jednak to że nie zrobiła zupełnie nic... nasuwa pewne przemyślenia i pytania, na które odpowiedzi chyba wolałbym nigdy nie poznać.
Posiadam niemałe doświadczenie związkowe oraz ogólnie życiowe i jeśli ktokolwiek inny będąc na moim miejscu zadałby pytanie co ja o tym sądzę, pierwsze co by ode mnie usłyszał, to że był przeznaczony do odpalenia już dawno, a w odwodzie już dawno czekały inne opcje i wyświadczył tylko ostatnią przysługę dobrowolnie zwalniając miejsce bez awantur i niepotrzebnych scen. Jeśli informujesz partnera po raz ostatni, że jeśli nic się nie zmieni to odejdziesz, a partner ma to w dupie i kompletnie nic z tym nie robi ani nawet nie proponuje co zamierza zrobić, a zamiast tego przestaje się do ciebie odzywać, zakłada blokadę na telewizor, wyłącza ci telefon i tylko odlicza dni do twojej wyprowadzki, no to stary sam pomyśl co to może dla ciebie oznaczać. Przestałeś być posłuszny, użyteczny i przydatny, więc jesteś niepotrzebny. Na co komu uciążliwy wrzód na dupie, no weź się zastanów. Nie chcesz do końca życia jebać na wygodne życie darmozjada i wyręczać jego mamusi w utrzymywaniu nieroba? To kto inny będzie jebał, mało to kretynów żyje na świecie? Myślisz że gdyby nie miała paru chętnych na orbicie, którzy kręcili się obok już dużo wcześniej, to tak łatwo by ci pozwoliła wymiksować się z takiego zajebistego układu. Zajebistego dla nich oczywiście, bo ty tam byłeś tylko pionkiem do przestawiania, a teraz zmiotło cię z planszy i do gry wchodzi kolejny frajer, przecież nie pierwszy w jej życiu i zapewne nie ostatni...
Tylko wiecie, obserwować z boku i powiedzieć to komuś jest dużo prościej, niż stanąć twarzą w twarz z odbiciem w lustrze i to samo powiedzieć samemu sobie. Jeszcze trudniej jest się z tym pogodzić i przyjąć na klatę - dałem dupy koncertowo jak jakiś leszcz z pierwszej łapanki - ale prędzej czy później będzie trzeba, bo tutaj nic się już nie wydarzy. Ona nie ustąpi, a ja się nie ugnę. Ona będzie chciała mieszkać z Bartusiem, a ja już nigdy się na to nie zgodzę. Ona wie, że kolejny raz mnie w chuja nie zrobi umowami i obietnicami, a ja z kolei wiem że nic innego nie może mi zaproponować. Oboje wiemy na czym stoimy i oboje wiemy, że nikt nikogo nie przekona do swojej racji, więc można powiedzieć i uznać, że formuła naszej relacji została ostatecznie wyczerpana.
Nawet gdyby się odezwała, choć minęły już trzy tygodnie bez słowa z żadnej strony, to w jakim na przykład celu? Popierdolić sobie znowu o tym jak to kolejny raz przeprowadziła poważną rozmowę z Bartusiem i tym razem już bezapelacyjnie się wyprowadzi, bo ona sama nie chce z nim mieszkać, bo ja też jestem ważny, bo jesteśmy młodym małżeństwem a nie mamy chwili dla siebie, żadnej intymności ani radości z życia tylko we dwoje, bo ten ciągle siedzi w domu, ciągle się kręci, ciągle czegoś chce, ciągle z nami mieszka i w dodatku za nic nie płaci, a tak nie może być i musi w końcu dorosnąć, iść do pracy i na swoje... przecież ja to wszystko słyszałem tyle razy, że szyk wszystkich zdań już znam na pamięć. I każdy kolejny raz był już ostatni i co miesiąc po każdej awanturze o to samo jest ta sama gadka. Że mam rację, że trzeba to zmienić, że to jest chore i niesprawiedliwe, że to, że tamto, że to ja mam go wywalić bo jestem facet nie pizda, bo za pizde by nigdy nie wyszła, że w sumie to gówno w lesie, bo tyle z tego gadania za każdym razem wynika, a na koniec to ja mam wypierdalać jak mi się nie podoba.
Nawet gdybym jeszcze raz uwierzył albo chociaż udawał, że wierzę. Nawet gdyby Bartuś faktycznie się wyprowadził. To przecież tak samo ja jak i każdy kto to teraz czyta wie, że za miesiąc albo dwa z powrotem przylezie i wszystko wróci na z góry ustalone tory. Ja nie mam 5 lat, tylko ponad 50 i znam takich obszczymurów bardzo dobrze. Moich rówieśników mieszkających z mamusiami i tak jak 30 lat temu stali pod klatką całymi dniami, tak dalej tam stoją, wiecznie bezrobotni i wiecznie tylko odsiadują wyroki za alimenty. Widuję ich za każdym razem jak odwiedzam moją mamę, kiedyś byliśmy zajebistą ekipą z osiedla, postrachem stutysięcznego miasta i okolic, a jeden za drugiego poszedłby sam przeciwko wszystkim... dzisiaj nawet mi się nie chce z nimi i gadać, tylko siema siema z daleka i nie mam czasu zarobiony jestem. Nie życzę Kasi źle, nadal jest moją żoną, a ja jestem jej mężem, ale jeśli nic się nie zmieni, to Bartuś stanie się jednym z nich, a ona zostanie z nim na zawsze.
Nie chcę w tym uczestniczyć.

Innym zawsze najłatwiej dawać rady a najgorzej sobie, wiadomo. Szewc bez butów chodzi itp.
Jak się kocha to jest trudno i to normalne.
Szkoda.

289 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-10-28 05:10:50)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

A nie wiem.

No to się dowiedz, a przynajmniej nie zapomnij że temat isnieje. Jak znam życie, Kaśka mogła już zapomnieć o twoim istnieniu. A rozwód wcale niekoniecznie leży w jej interesie, tylko w twoim, więc nie możesz zakładać, że ona rzeczywiście pcha w tą stronę.

A jeśli kopniesz w kalendarz przed nią, to będzie np. mogła dostać rentę wdowią po mężu smile

Dlaczego właściwie sam o ten rozwód nie wystąpisz? To nie odwrotne oświadczyny tongue To nie jest coś co musi zaczynać zawsze kobieta tongue

290 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-28 22:16:50)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KSandraK napisał/a:

Dlaczego właściwie sam o ten rozwód nie wystąpisz?

Dlatego, że szkoda mi akurat na to poświęcać właśnie teraz mój czas, energię i środki.
Dlatego, że ostatnie czego mi w tej chwili trzeba i na co mam ochotę, to jakikolwiek kontakt z Katarzyną.
Dlatego, że im mniej o tym wszystkim myślę, tym lepiej sypiam, mogę się skupić na innych aktywnościach, które sprawiają mi frajdę, kiedy łeb mam wolny od rozmyślań, wspomnień, analiz, gdybania i przewidywania czy dramatów albo histerii w telefonie, kiedy moja Kasia się odpali.
Dlatego, że zdążyłem już poznać moją żonę Katarzynę w różnych okolicznościach przyrody i jestem tego pewien, że przynajmniej spróbuje rozpierdolić moje życie na kawałki, wyrwać mi serce, a w jego miejsce nasrać, to jest tylko kwestia czasu i nie sądzę, żeby o tym zapomniała tak szybko. Nie o mnie, bo ja to tam byłem tylko rekwizytem w przedstawieniu, domyślam się że na ławce rezerwowych niejeden przebierał nogami, ale ona tego tak nie zostawi i dopilnuje, żebym poniósł zasłużoną karę za to, że przejrzałem scenariusz i porzuciłem swoją rolę bez pozwolenia. Samo złożenie pozwu, to będzie jedynie rozgrzewka przed pierwszą rundą, więc dajmy jej trochę czasu.

P.S.
Przy weekendzie zwiozłem od kumpla resztę moich rzeczy w workach, no i możecie sobie wyobrazić moją gębę, kiedy rozpakowywałem przedostatni, a na samym dnie leżała złożona w kosteczkę... ta pieprzona kołdra, której zabrania się wyparłem i za chuja karmazyna pojęcia nie mam skąd się ona wzięła w tym zasranym worku big_smile

291

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No rozumiem, że masz reakcje stresowe i najchętniej sam być dla odmiany o Kaśce zapomniał, ale dalej łączy was legalnie małżeństwo i niestety będzie łączyło dopóki się nie rozwiedziecie.

Idź z tym przynajmniej na darmową poradę prawną (z mojego doświadczenia wynika że facet-prawnik lepiej objaśnia i bardziej do rzeczy niż kobieta-prawnik). Żeby ci pokazał jak się nie wkopać. Skoro sam przewidujesz że żona będzie cię próbowała pogrążyć to się dokształć choćby minimalnie, na co uważać. Elementarna przezorność.

No i google twoim przyjacielem smile

W mojej ocenie czas i twój wstręt działają na jej korzyść (patrz wspomniana renta wdowia i atrakcje).

A wystarczyło posłuchać jak wszyscy odradzali ten ślub smile

292

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

O kurde grubo. Przykra sprawa ale nie mogło się to skończyć inaczej. A miało to być dobre zakończenie na tym forum

293

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Dla kogoś pewnie będzie.
Wczoraj minął równo miesiąc od mojej wyprowadzki. Nadal się nie kontaktujemy, ale to tak tylko w kwestii formalnej, bo o czymś całkiem innym miałem, a mianowicie o tym, że korzystając z nadmiaru wolnego czasu oglądam sobie różne kanały na jutubie m.in. poświęcone relacjom z narcyzami, toksykami oraz różnymi innymi odmieńcami i egzemplarzami zaburzonymi... wspominam sobie różne zdarzenia z naszego związku, przypominam sobie co ona sama mi opowiadała o poprzednich, a potem o szczepionkach na covid w których miały być mikroczipy, dzięki którym Bill Gates wiedział o tym, co każdy z nas robi, kiedy z kim jak i gdzie... no przecież wiem, że to wyssane z tyłka idiotyzmy, ale jak oglądam te rzeczy i słucham co oni tam mówią, to mam nieodparte wrażenie, że mówią konkretnie do mnie i o mnie, normalnie jakaś masakra... Pamiętacie film Gra z Seanem Pennem i Michaelem Douglasem? Zaraz na początku jest taka scena w której prezenter telewizyjny prowadząc program nagle zaczyna mówić z telewizora do Douglasa, który siedzi na kanapie w swoim salonie. Kojarzy ktoś? No to ja mam tak samo jak on, kiedy siedzę przed komputerem...
A tak poza tym, to na razie spokój, cisza, nic się nie dzieje. Mam w tym roku jeszcze chyba z 10 dni urlopu do wybrania, to wtedy się dowiem co i jak z tym rozwodem zrobić, żeby nie zostać nagle z palcem w dupie jak już się zacznie, chociaż przechodziłem już przez dwa i raczej nic szczególnego się nie działo. Trochę ględzenia o dupie maryni 45 minut i do widzenia jesteście państwo wolni. Tym razem, dla odmiany, ja i żona, wspólne mamy tylko nazwisko, nic poza tym. Nie ma żadnych dzieci, nie ma żadnych majątków, nie ma żadnych kredytów, nie ma dosłownie nic, więc nie ma też czego dzielić, ani nie ma o co się kłócić. No chyba że o rację czyja jest mojsza, ale ja jej to mówiłem już kiedyś i mogę powtórzyć - nie chcesz ze mną być, to nie bądź, przecież nie jesteś przywiązana do kaloryfera i nikt za nogę nie będzie tutaj cię trzymał, jesteś białym wolnym człowiekiem i masz robić tak, żeby tobie było dobrze - tysiąc razy jej to tłumaczyłem, że związek czy małżeństwo, to nie jest kara ani więzienie, jeśli któreś z nas zechce odejść, to przyjdzie i normalnie to powie, a drugie nie będzie robiło scen ani stwarzało problemów, jesteśmy dorośli, rozstawaliśmy się dziesiątki razy w swoim życiu i ty i ja, nikt się chyba nie zesra z rozpaczy jak się rozstanie po raz kolejny, no nie?
Dlatego też na razie nie robię nic i nie wykonuję jakichkolwiek niepotrzebnych ruchów w jej kierunku. Chcę jej pozwolić odetchnąć beze mnie i ochłonąć, a do tematu rozwodu jeszcze wrócimy, kiedy już minie jej złość i zejdą z niej zbędne emocje.
Może mnie sobie nienawidzić i życzyć mi wszystkiego co najgorsze, nie mam na to żadnego wpływu i nie przejmuję się tym jakoś specjalnie. Ale to wciąż jest moja żona, którą nadal kocham i nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić, a już na pewno ja sam nie przyłożę do tego ani ręki, ani nawet najmniejszego palca. Będzie co będzie. Ja w każdym razie nie zamierzam wszczynać wojen ani robić jej innych przykrości. Między innymi z tego właśnie jestem znany, że zawsze odchodzę w ciszy, a co się dzieje po drugiej stronie... to już nie jest mój problem ani moje zmartwienie. Moim największym zmartwieniem na chwilę obecną jest to, że kupiłem sobie nowy syntezator, który miał mi służyć głównie jako klawiatura sterująca do obsługi programów muzycznych w komputerze i trzeci dzień się męczę z jebanymi sterownikami, bo to chujstwo nie chce działać tak jak ja chcę żeby działało. Pożyczyłem od znajomego inny model innego producenta, podłączyłem u siebie i hula jak ta lala, no i teraz mam dylemat, męczyć się dalej czy kupić sobie taki sam, ale trochę mi szkoda tyle siana wywalić. No i taka sytuacja...

294

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Dla kogoś pewnie będzie.
Wczoraj minął równo miesiąc od mojej wyprowadzki. Nadal się nie kontaktujemy, ale to tak tylko w kwestii formalnej, bo o czymś całkiem innym miałem, a mianowicie o tym, że korzystając z nadmiaru wolnego czasu oglądam sobie różne kanały na jutubie m.in. poświęcone relacjom z narcyzami, toksykami oraz różnymi innymi odmieńcami i egzemplarzami zaburzonymi... wspominam sobie różne zdarzenia z naszego związku, przypominam sobie co ona sama mi opowiadała o poprzednich, a potem o szczepionkach na covid w których miały być mikroczipy, dzięki którym Bill Gates wiedział o tym, co każdy z nas robi, kiedy z kim jak i gdzie... no przecież wiem, że to wyssane z tyłka idiotyzmy, ale jak oglądam te rzeczy i słucham co oni tam mówią, to mam nieodparte wrażenie, że mówią konkretnie do mnie i o mnie, normalnie jakaś masakra... Pamiętacie film Gra z Seanem Pennem i Michaelem Douglasem? Zaraz na początku jest taka scena w której prezenter telewizyjny prowadząc program nagle zaczyna mówić z telewizora do Douglasa, który siedzi na kanapie w swoim salonie. Kojarzy ktoś? No to ja mam tak samo jak on, kiedy siedzę przed komputerem...
A tak poza tym, to na razie spokój, cisza, nic się nie dzieje. Mam w tym roku jeszcze chyba z 10 dni urlopu do wybrania, to wtedy się dowiem co i jak z tym rozwodem zrobić, żeby nie zostać nagle z palcem w dupie jak już się zacznie, chociaż przechodziłem już przez dwa i raczej nic szczególnego się nie działo. Trochę ględzenia o dupie maryni 45 minut i do widzenia jesteście państwo wolni. Tym razem, dla odmiany, ja i żona, wspólne mamy tylko nazwisko, nic poza tym. Nie ma żadnych dzieci, nie ma żadnych majątków, nie ma żadnych kredytów, nie ma dosłownie nic, więc nie ma też czego dzielić, ani nie ma o co się kłócić. No chyba że o rację czyja jest mojsza, ale ja jej to mówiłem już kiedyś i mogę powtórzyć - nie chcesz ze mną być, to nie bądź, przecież nie jesteś przywiązana do kaloryfera i nikt za nogę nie będzie tutaj cię trzymał, jesteś białym wolnym człowiekiem i masz robić tak, żeby tobie było dobrze - tysiąc razy jej to tłumaczyłem, że związek czy małżeństwo, to nie jest kara ani więzienie, jeśli któreś z nas zechce odejść, to przyjdzie i normalnie to powie, a drugie nie będzie robiło scen ani stwarzało problemów, jesteśmy dorośli, rozstawaliśmy się dziesiątki razy w swoim życiu i ty i ja, nikt się chyba nie zesra z rozpaczy jak się rozstanie po raz kolejny, no nie?
Dlatego też na razie nie robię nic i nie wykonuję jakichkolwiek niepotrzebnych ruchów w jej kierunku. Chcę jej pozwolić odetchnąć beze mnie i ochłonąć, a do tematu rozwodu jeszcze wrócimy, kiedy już minie jej złość i zejdą z niej zbędne emocje.
Może mnie sobie nienawidzić i życzyć mi wszystkiego co najgorsze, nie mam na to żadnego wpływu i nie przejmuję się tym jakoś specjalnie. Ale to wciąż jest moja żona, którą nadal kocham i nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić, a już na pewno ja sam nie przyłożę do tego ani ręki, ani nawet najmniejszego palca. Będzie co będzie. Ja w każdym razie nie zamierzam wszczynać wojen ani robić jej innych przykrości. Między innymi z tego właśnie jestem znany, że zawsze odchodzę w ciszy, a co się dzieje po drugiej stronie... to już nie jest mój problem ani moje zmartwienie. Moim największym zmartwieniem na chwilę obecną jest to, że kupiłem sobie nowy syntezator, który miał mi służyć głównie jako klawiatura sterująca do obsługi programów muzycznych w komputerze i trzeci dzień się męczę z jebanymi sterownikami, bo to chujstwo nie chce działać tak jak ja chcę żeby działało. Pożyczyłem od znajomego inny model innego producenta, podłączyłem u siebie i hula jak ta lala, no i teraz mam dylemat, męczyć się dalej czy kupić sobie taki sam, ale trochę mi szkoda tyle siana wywalić. No i taka sytuacja...

Nie dasz jej skrzydzic i Ty rowmiez nie... ale ona Ciebie wywaliła z domu w urodziny?
Czesiek, Ty jestes normalny?

295

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zdania na ten temat są podzielone.
Jedni uważają, że jestem mientka faja, która daje sobie włazić na łeb i skakać po plecach, co im się kłóci z moim wizerunkiem ogólnym na zewnątrz, nie tylko chodzi o mój wygląd (większość ludzi wolałaby mnie nigdy nie spotkać, zwłaszcza na pustej ulicy po zmierzchu) ale przede wszystkim o moje zachowanie w sytuacjach... nazwijmy je "różnych". Chociaż głównie są to mężczyźni, którzy skądinąd wiem, że w domu wcale nie mają jakoś lepiej ode mnie.
Inni z kolei uważają, że mój spokój, opanowanie, cierpliwość i często brak reakcji na odpały mojej żony, świadczą o wewnętrznej sile i bezwarunkowej miłości, a ktoś kto tego nie dostrzega lub nie potrafi tego docenić, po prostu nie zasługuje na to, żebym poświęcał mu swoją energię, uwagę i czas. Chociaż głównie są to kobiety, którym skądinąd wiem, że jakoś tam się podobam, więc biorę grubą poprawkę na te dyrdymały.
Jak jest naprawdę?
Naprawdę jest tak, że moja Kasia miała szczęście urodzić się jako ładna dziewczynka i wyrosnąć na piękną kobietę, co w połączeniu z jej sposobem bycia sprawiało i nadal sprawia, że mężczyźni do niej lgną szybko tracąc dla niej głowę. Przyzwyczajona do tego, że może mieć kogo zechce, zrobić z nim co tylko zechce i jebnąć w kąt gdy tylko zechce, traktuje mnie tak samo jak innych. Tych, którzy byli przede mną i tych, którzy jeszcze czekają na swoją kolej. Myślę, że ja dla niej jestem tylko statystyką. Jednym z wielu, których przydatność do użytku się skończyła, a oni skończyli tam gdzie ja. Za drzwiami w sensie.
Jeśli zaś o mnie chodzi i odpowiedź na pytanie czy jestem normalny... Oczywiście, dzisiaj z perspektywy czasu już wiem, że zamiast sobie zadawać w większości retoryczne pytania, powinienem zejść do piwnicy, wziąć jakąś deskę i napierdalać się nią w łeb tak długo, aż mi wywietrzeją pomysły o jakichś ślubach. I to nie chodzi nawet o to, że jestem mądry po fakcie, bo od samego początku miałem przeczucie i świadomość tego, że prędzej czy później to wszystko jebnie z hukiem i nie będzie czego zbierać, ale też przyznam się bez bicia, że wtedy jeszcze miałem jakąś tam nadzieję. Może jak weźmiemy ten ślub, to już będzie tak poważnie, oficjalnie i na zawsze, a wtedy wszystko zmieni, no może nie wszystko, ale chociaż to i tamto. Mhm, jasne.
Dokładnie identyczne przeczucie miałem kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałem grać na giełdzie papierów wartościowych. Mam kupę forsy, nie przepierdolę przecież wszystkiego, jeśli będę działał ostrożnie i rozważnie, to co się może stać... Okazało się, że wszystko. Zgodnie z piątym prawem Murphyego, które mówi o tym, że jeśli tylko coś może pójść nie tak, to na pewno pójdzie, przejebałem wszystko co do ostatniego grosza i jeszcze została mi do spłacenia pożyczka w banku na moim koncie maklerskim, bo jak już nie miałem za co grać, no to sobie dobiorę i zaraz oddam jak tylko się odkuję. Mhm, jasne kurwa. I też mi każdy mówił - na chuj się za to brałeś idioto, przecież każdy o tym wie, że ostatecznie zawsze kasyno wygrywa - tyle że na dobre rady było już jakby trochę za późno...
Tak więc biorąc pod uwagę pewne wydarzenia w moim życiu, czasem sam zaczynam wątpić w to czy jestem normalny, a przecież było ich więcej, tylko nie każde jest warte wspominania, bo większość z nich nie miała aż takiego lub nie miała żadnego wpływu na moją przyszłość. 
Tak czy owak nie przychodzą mi do głowy pomysły, żeby pojechać do Warszawy i podpalić siedzibę GPW bo przez nich wszystko straciłem i jest mi z tym źle. Nie przez nich straciłem, tylko przez własną naiwność i brak zrozumienia pewnych podstawowych mechanizmów jak na przykład to, że aby ktoś na giełdzie zarobił, to ktoś inny musi stracić, a tym kimś mogę być ja i bardzo prawdopodobne, że to będę ja. Podobnie wyglądała sytuacja z Kasią. Przeczuwałem, że ten związek, to jedna wielka lipa na kwadratowych kołach, droga będzie kręta i wyboista, a na pierwszym większym kamieniu wypierdolimy się do rowu i to będzie moja wina, bo przecież powinienem bardziej uważać... na zachowanie, na słowa, na gesty, a nawet na własne myśli, gdyby przypadkiem przyszło mi kiedyś do głowy, że ja też mam prawo głosu, że ja też mam własne potrzeby, własne pragnienia i własne marzenia, a ciągłe zadowalanie wszystkich dookoła oprócz siebie, to w sumie chujowy interes i nie jest to rola dla mnie...

296

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

To teraz ładnie to załatw prawnie, by się za tobą smród kilka lat nie ciągnął.

297 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-11-02 22:34:04)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
TabulaRasa napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Dla kogoś pewnie będzie.
Wczoraj minął równo miesiąc od mojej wyprowadzki. Nadal się nie kontaktujemy, ale to tak tylko w kwestii formalnej, bo o czymś całkiem innym miałem, a mianowicie o tym, że korzystając z nadmiaru wolnego czasu oglądam sobie różne kanały na jutubie m.in. poświęcone relacjom z narcyzami, toksykami oraz różnymi innymi odmieńcami i egzemplarzami zaburzonymi... wspominam sobie różne zdarzenia z naszego związku, przypominam sobie co ona sama mi opowiadała o poprzednich, a potem o szczepionkach na covid w których miały być mikroczipy, dzięki którym Bill Gates wiedział o tym, co każdy z nas robi, kiedy z kim jak i gdzie... no przecież wiem, że to wyssane z tyłka idiotyzmy, ale jak oglądam te rzeczy i słucham co oni tam mówią, to mam nieodparte wrażenie, że mówią konkretnie do mnie i o mnie, normalnie jakaś masakra... Pamiętacie film Gra z Seanem Pennem i Michaelem Douglasem? Zaraz na początku jest taka scena w której prezenter telewizyjny prowadząc program nagle zaczyna mówić z telewizora do Douglasa, który siedzi na kanapie w swoim salonie. Kojarzy ktoś? No to ja mam tak samo jak on, kiedy siedzę przed komputerem...
A tak poza tym, to na razie spokój, cisza, nic się nie dzieje. Mam w tym roku jeszcze chyba z 10 dni urlopu do wybrania, to wtedy się dowiem co i jak z tym rozwodem zrobić, żeby nie zostać nagle z palcem w dupie jak już się zacznie, chociaż przechodziłem już przez dwa i raczej nic szczególnego się nie działo. Trochę ględzenia o dupie maryni 45 minut i do widzenia jesteście państwo wolni. Tym razem, dla odmiany, ja i żona, wspólne mamy tylko nazwisko, nic poza tym. Nie ma żadnych dzieci, nie ma żadnych majątków, nie ma żadnych kredytów, nie ma dosłownie nic, więc nie ma też czego dzielić, ani nie ma o co się kłócić. No chyba że o rację czyja jest mojsza, ale ja jej to mówiłem już kiedyś i mogę powtórzyć - nie chcesz ze mną być, to nie bądź, przecież nie jesteś przywiązana do kaloryfera i nikt za nogę nie będzie tutaj cię trzymał, jesteś białym wolnym człowiekiem i masz robić tak, żeby tobie było dobrze - tysiąc razy jej to tłumaczyłem, że związek czy małżeństwo, to nie jest kara ani więzienie, jeśli któreś z nas zechce odejść, to przyjdzie i normalnie to powie, a drugie nie będzie robiło scen ani stwarzało problemów, jesteśmy dorośli, rozstawaliśmy się dziesiątki razy w swoim życiu i ty i ja, nikt się chyba nie zesra z rozpaczy jak się rozstanie po raz kolejny, no nie?
Dlatego też na razie nie robię nic i nie wykonuję jakichkolwiek niepotrzebnych ruchów w jej kierunku. Chcę jej pozwolić odetchnąć beze mnie i ochłonąć, a do tematu rozwodu jeszcze wrócimy, kiedy już minie jej złość i zejdą z niej zbędne emocje.
Może mnie sobie nienawidzić i życzyć mi wszystkiego co najgorsze, nie mam na to żadnego wpływu i nie przejmuję się tym jakoś specjalnie. Ale to wciąż jest moja żona, którą nadal kocham i nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić, a już na pewno ja sam nie przyłożę do tego ani ręki, ani nawet najmniejszego palca. Będzie co będzie. Ja w każdym razie nie zamierzam wszczynać wojen ani robić jej innych przykrości. Między innymi z tego właśnie jestem znany, że zawsze odchodzę w ciszy, a co się dzieje po drugiej stronie... to już nie jest mój problem ani moje zmartwienie. Moim największym zmartwieniem na chwilę obecną jest to, że kupiłem sobie nowy syntezator, który miał mi służyć głównie jako klawiatura sterująca do obsługi programów muzycznych w komputerze i trzeci dzień się męczę z jebanymi sterownikami, bo to chujstwo nie chce działać tak jak ja chcę żeby działało. Pożyczyłem od znajomego inny model innego producenta, podłączyłem u siebie i hula jak ta lala, no i teraz mam dylemat, męczyć się dalej czy kupić sobie taki sam, ale trochę mi szkoda tyle siana wywalić. No i taka sytuacja...

Nie dasz jej skrzydzic i Ty rowmiez nie... ale ona Ciebie wywaliła z domu w urodziny?
Czesiek, Ty jestes normalny?

To akurat dobrze o Cześku świadczy. Tzn. nie to, ze dał się z domu wygonić, tylko, że nie chce krzywdzić ludzi, których kocha. Miłość wyklucza krzywdzenie. Można się bronić ale nie krzywdzić.

298

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
TabulaRasa napisał/a:

Nie dasz jej skrzydzic i Ty rowmiez nie... ale ona Ciebie wywaliła z domu w urodziny?
Czesiek, Ty jestes normalny?

Bo dalej kocha, tylko rozum mu mówi że nic z tego już nie będzie i że musi ratować siebie. Uczucie to nie jest coś, co się da wyłączyć jak światło w pokoju. A najtrudniej stawać w sądzie przeciwko komuś, kogo się (jeszcze) kocha,  nawet gdy masz świadomość że ten ktoś nie zawaha się ciebie wykończyć.

299

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Z jednej strony mam przeczucie graniczące z pewnością, że posunie się do wszystkiego, żebym pożałował swojej decyzji, ale z drugiej strony nie przychodzi mi do głowy nic konkretnego, czego mogłaby przeciwko mnie użyć. Również dlatego, między innymi, zachowuję spokój czekając na rozwój wypadków. Szczerze mówiąc, to nawet o tym nie myślę. Nie dlatego, że zaszyłem się w norze i czekam, kiedy do mnie przyjdzie poprosić o rozmowę, choć nie wykluczam i takiego scenariusza, bo już to przerabialiśmy nie raz i nie dwa. Może wtedy dowiedziałbym się czegoś więcej na temat tego co ona planuje. Żadne pogodzenie się i mój powrót na pewno nie wchodzą w grę, ale porozmawiać jak dorośli ludzie zawsze można. Nie o to chodzi. Bardziej chodzi o to, że mam tyle różnych zajęć, na których jest skupiona moja uwaga, że ten rozwód jest tam gdzieś na samym końcu listy spraw, które mnie obecnie zajmują. Może się to wydawać niedorzeczne, a wręcz niewiarygodne, no bo jak to, rozstanie i rozwód, to przecież takie traumatyczne sytuacje i ciężkie przeżycia, nikt tak lekko tego nie traktuje, ta cała historia na pewno jest wymyślona...
No kurwa. A co mam niby robić w związku z zaistniałą sytuacją? Wątek na forum ma ponad pół roku, ale my już wcześniej się rozstawaliśmy, za każdym razem ostatecznie i za każdym razem miałem do tej kwestii identyczne podejście jakie mam teraz - skoro nie możemy ze sobą być, to nie będziemy, ale życie płynie dalej - bo związków "za zawsze" i partnerek "do końca mojego lub jej" przeżyłem już tyle... że tak z pamięci, to sam nie wiem ile, a nie chcę skłamać ani nikogo pominąć, więc zostańmy przy więcej jak trzy i też będzie git big_smile Tyle samo razy się rozstawałem. Dwukrotnie się rozwodziłem. Można powiedzieć, że mam spore doświadczenie w tej akurat materii, więc kolejne rozstanie czy kolejny rozwód, to już jest bardziej statystyka, niż jakieś wielkie wydarzenie w moim życiu, które już dawno mnie nauczyło, że w pewnym wieku trzeba być po prostu realistą i patrzeć na sprawy obiektywnie.
Dopóki ona nie zmieni swojego podejścia do relacji z synem, a wszyscy bardzo dobrze o tym wiemy, że to się nigdy nie stanie, temat naszego zejścia się z powrotem nie istnieje, przynajmniej dla mnie, bo nie wiem co myśli o tym ona. Jeśli widmo rozwodu miało mnie do tego zmusić, no to nie, zdecydowanie za słabe to było i na mnie nie zadziałało jak widać, więc co jeszcze można zrobić, no raczej niewiele. Można jeszcze się nie odzywać i czekać aż przypełznę na kolanach pod drzwi, ale to również nigdy się nie wydarzy o czym wiemy oboje, bo już było to na mnie ćwiczone i za każdym razem bez skutku, a wtedy jeszcze Bartuś u nas nie mieszkał, to dlaczego tym razem miałoby być inaczej, skoro to on i jego obecność w naszym domu, to są główne powody tego, że nie mieszkamy już razem.
Ona o tym wie bardzo dobrze, bo ja jej to tłumaczyłem wielokrotnie i na tyle obszernie, że nawet przygłup w końcu by zrozumiał, a to jest bardzo mądra dziewczyna. Mało tego, wielokrotnie ona sama mówiła dokładnie to samo i to nawet przy nim. Że nie może dłużej być tak jak jest i że to się niedługo skończy, bo wszystkich ta sytuacja wykańcza nerwowo i ma w końcu się od nas wynieść. Ostatni raz rozmawiała na ten temat ze mną przez kilka godzin, a później w mojej obecności powtórzyła wszystko co do słowa przy nim, dając mu miesiąc czasu na uzbieranie pieniędzy i znalezienie sobie lokum, do którego zabierze swoje rzeczy i leniwe dupsko. To wszystko było już ustalone i wszyscy mieli jasny obraz sytuacji. Do końca września mieszkamy w trójkę, wszystkie koszty dzielimy po równo na trzy osoby, a w międzyczasie szukamy dla siebie mieszkań. Ja z Kasią dla naszej dwójki, a Bartuś dla siebie samego. Cała nasza trójka przy tej rozmowie była, każdy brał w tej rozmowie udział i wszyscy zgodnie przyjęli do wiadomości ustalenia, które podczas tej rozmowy padły. Nikt nie może dzisiaj powiedzieć, że o czymś nie był poinformowany, że czymś został zaskoczony, że coś się odbyło za jego plecami, że nie zdążył się przygotować, bo o czymś tam nie wiedział. A jednak dwa tygodnie później wszystkie ustalenia poszły się jebać, kiedy Bartuś wrócił po kilkudniowym melanżu bez złotówki przy dupie i oświadczył że nic nie da bo już nie ma, a Kasia uznała że no skoro tak to trudno jakoś damy radę...
To był powód tego, że podjąłem decyzję o wyprowadzce i zostawieniu ich samych sobie. Zapowiedziałem to dwa tygodnie wcześniej i kiedy czas dobiegł końca, po prostu to zrobiłem. Nie było żadnych kłótni w tym czasie, nie było żadnych rozmów, nie było ani jednej próby załatwienia sprawy w jakikolwiek sposób. Było za to złośliwe robienie obiadków tylko dla siebie i dla Bartusia (ja musiałem sam sobie kupić i zrobić) było złośliwe nieodzywanie się do mnie ani słowem (to akurat norma, więc nawet się nie przejąłem) było złośliwe i demonstracyjne obdzwanianie "znajomych z pracy" i pierdolenie godzinami o niczym (żeby wtrącić mimochodem "a u nas bez zmian i wyjebane, miej wyjebane a będzie ci dane" czy coś równie inteligentnego) było złośliwe znikanie na cały dzień lub cały wieczór i pół nocy bez słowa (z kim gdzie i po co, nie wnikam) było złośliwe założenie blokady na telewizor (żebym nie mógł sam go uruchomić nie znając kodu) było złośliwe zamykanie mnie w mieszkaniu na kilka godzin (zamka w drzwiach nie da się otworzyć od wewnątrz, jeśli został zamknięty kluczem od zewnątrz) było w końcu złośliwe wyłączenie w weekend mojego telefonu u operatora sieci (żebym nie miał nawet dostępu do internetu) chociaż wiedziała, że następnego jestem umówiony na oglądanie mieszkania, a po załatwieniu spraw jestem umówiony z moim dzieckiem na kino. Tylko że bilet do kina mam na skrzynce mailowej, do której nie mogę się dostać, bo mój telefon nie działa, a ona kłamie w żywe oczy, że nie ma z tym nic wspólnego i pewnie zaraz mi go włączą, bo dopiero zapłaciła fakturę... Gdybym był takim kretynem za jakiego mnie uważa, to czekałbym jak ten osioł, aż mi ten numer włączą i chuja bym się doczekał. Potem byłaby już niedziela i chuja bym załatwił. Nawet z własnym dzieckiem nie miałbym jak się skontaktować. Ale co ją to wszystko chuj obchodzi. Ważne, że zrobiła mi na złość, a cała reszta gówno ją interesuje.
No to gdzie i do czego ja miałbym teraz wracać? Musiałoby się zmienić wszystko, a to jest niemożliwe, więc? No więc sytuacja jest patowa, a czas ucieka... 
Prędzej czy później, któreś z nas, pozna kogoś nowego i ten rozwód tak czy inaczej będzie musiał się odbyć. Myślę że i ona myśli podobnie, dlatego skoro mi zapowiedziała, że ten pozew złoży, to zakładam że już zdążyła to zrobić, więc teraz czekam na listonosza i chciałbym najpierw zapoznać się z treścią, a potem ewentualnie zaplanować linię obrony. Być może nie będzie to nawet konieczne i wszystko się odbędzie w cywilizowany sposób, dlatego na chwilę obecną nie robię nic.

300

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Z jednej strony mam przeczucie graniczące z pewnością, że posunie się do wszystkiego, żebym pożałował swojej decyzji, ale z drugiej strony nie przychodzi mi do głowy nic konkretnego, czego mogłaby przeciwko mnie użyć. Również dlatego, między innymi, zachowuję spokój czekając na rozwój wypadków. Szczerze mówiąc, to nawet o tym nie myślę. Nie dlatego, że zaszyłem się w norze i czekam, kiedy do mnie przyjdzie poprosić o rozmowę, choć nie wykluczam i takiego scenariusza, bo już to przerabialiśmy nie raz i nie dwa. Może wtedy dowiedziałbym się czegoś więcej na temat tego co ona planuje. Żadne pogodzenie się i mój powrót na pewno nie wchodzą w grę, ale porozmawiać jak dorośli ludzie zawsze można. Nie o to chodzi. Bardziej chodzi o to, że mam tyle różnych zajęć, na których jest skupiona moja uwaga, że ten rozwód jest tam gdzieś na samym końcu listy spraw, które mnie obecnie zajmują. Może się to wydawać niedorzeczne, a wręcz niewiarygodne, no bo jak to, rozstanie i rozwód, to przecież takie traumatyczne sytuacje i ciężkie przeżycia, nikt tak lekko tego nie traktuje, ta cała historia na pewno jest wymyślona...
No kurwa. A co mam niby robić w związku z zaistniałą sytuacją? Wątek na forum ma ponad pół roku, ale my już wcześniej się rozstawaliśmy, za każdym razem ostatecznie i za każdym razem miałem do tej kwestii identyczne podejście jakie mam teraz - skoro nie możemy ze sobą być, to nie będziemy, ale życie płynie dalej - bo związków "za zawsze" i partnerek "do końca mojego lub jej" przeżyłem już tyle... że tak z pamięci, to sam nie wiem ile, a nie chcę skłamać ani nikogo pominąć, więc zostańmy przy więcej jak trzy i też będzie git big_smile Tyle samo razy się rozstawałem. Dwukrotnie się rozwodziłem. Można powiedzieć, że mam spore doświadczenie w tej akurat materii, więc kolejne rozstanie czy kolejny rozwód, to już jest bardziej statystyka, niż jakieś wielkie wydarzenie w moim życiu, które już dawno mnie nauczyło, że w pewnym wieku trzeba być po prostu realistą i patrzeć na sprawy obiektywnie.
Dopóki ona nie zmieni swojego podejścia do relacji z synem, a wszyscy bardzo dobrze o tym wiemy, że to się nigdy nie stanie, temat naszego zejścia się z powrotem nie istnieje, przynajmniej dla mnie, bo nie wiem co myśli o tym ona. Jeśli widmo rozwodu miało mnie do tego zmusić, no to nie, zdecydowanie za słabe to było i na mnie nie zadziałało jak widać, więc co jeszcze można zrobić, no raczej niewiele. Można jeszcze się nie odzywać i czekać aż przypełznę na kolanach pod drzwi, ale to również nigdy się nie wydarzy o czym wiemy oboje, bo już było to na mnie ćwiczone i za każdym razem bez skutku, a wtedy jeszcze Bartuś u nas nie mieszkał, to dlaczego tym razem miałoby być inaczej, skoro to on i jego obecność w naszym domu, to są główne powody tego, że nie mieszkamy już razem.
Ona o tym wie bardzo dobrze, bo ja jej to tłumaczyłem wielokrotnie i na tyle obszernie, że nawet przygłup w końcu by zrozumiał, a to jest bardzo mądra dziewczyna. Mało tego, wielokrotnie ona sama mówiła dokładnie to samo i to nawet przy nim. Że nie może dłużej być tak jak jest i że to się niedługo skończy, bo wszystkich ta sytuacja wykańcza nerwowo i ma w końcu się od nas wynieść. Ostatni raz rozmawiała na ten temat ze mną przez kilka godzin, a później w mojej obecności powtórzyła wszystko co do słowa przy nim, dając mu miesiąc czasu na uzbieranie pieniędzy i znalezienie sobie lokum, do którego zabierze swoje rzeczy i leniwe dupsko. To wszystko było już ustalone i wszyscy mieli jasny obraz sytuacji. Do końca września mieszkamy w trójkę, wszystkie koszty dzielimy po równo na trzy osoby, a w międzyczasie szukamy dla siebie mieszkań. Ja z Kasią dla naszej dwójki, a Bartuś dla siebie samego. Cała nasza trójka przy tej rozmowie była, każdy brał w tej rozmowie udział i wszyscy zgodnie przyjęli do wiadomości ustalenia, które podczas tej rozmowy padły. Nikt nie może dzisiaj powiedzieć, że o czymś nie był poinformowany, że czymś został zaskoczony, że coś się odbyło za jego plecami, że nie zdążył się przygotować, bo o czymś tam nie wiedział. A jednak dwa tygodnie później wszystkie ustalenia poszły się jebać, kiedy Bartuś wrócił po kilkudniowym melanżu bez złotówki przy dupie i oświadczył że nic nie da bo już nie ma, a Kasia uznała że no skoro tak to trudno jakoś damy radę...
To był powód tego, że podjąłem decyzję o wyprowadzce i zostawieniu ich samych sobie. Zapowiedziałem to dwa tygodnie wcześniej i kiedy czas dobiegł końca, po prostu to zrobiłem. Nie było żadnych kłótni w tym czasie, nie było żadnych rozmów, nie było ani jednej próby załatwienia sprawy w jakikolwiek sposób. Było za to złośliwe robienie obiadków tylko dla siebie i dla Bartusia (ja musiałem sam sobie kupić i zrobić) było złośliwe nieodzywanie się do mnie ani słowem (to akurat norma, więc nawet się nie przejąłem) było złośliwe i demonstracyjne obdzwanianie "znajomych z pracy" i pierdolenie godzinami o niczym (żeby wtrącić mimochodem "a u nas bez zmian i wyjebane, miej wyjebane a będzie ci dane" czy coś równie inteligentnego) było złośliwe znikanie na cały dzień lub cały wieczór i pół nocy bez słowa (z kim gdzie i po co, nie wnikam) było złośliwe założenie blokady na telewizor (żebym nie mógł sam go uruchomić nie znając kodu) było złośliwe zamykanie mnie w mieszkaniu na kilka godzin (zamka w drzwiach nie da się otworzyć od wewnątrz, jeśli został zamknięty kluczem od zewnątrz) było w końcu złośliwe wyłączenie w weekend mojego telefonu u operatora sieci (żebym nie miał nawet dostępu do internetu) chociaż wiedziała, że następnego jestem umówiony na oglądanie mieszkania, a po załatwieniu spraw jestem umówiony z moim dzieckiem na kino. Tylko że bilet do kina mam na skrzynce mailowej, do której nie mogę się dostać, bo mój telefon nie działa, a ona kłamie w żywe oczy, że nie ma z tym nic wspólnego i pewnie zaraz mi go włączą, bo dopiero zapłaciła fakturę... Gdybym był takim kretynem za jakiego mnie uważa, to czekałbym jak ten osioł, aż mi ten numer włączą i chuja bym się doczekał. Potem byłaby już niedziela i chuja bym załatwił. Nawet z własnym dzieckiem nie miałbym jak się skontaktować. Ale co ją to wszystko chuj obchodzi. Ważne, że zrobiła mi na złość, a cała reszta gówno ją interesuje.
No to gdzie i do czego ja miałbym teraz wracać? Musiałoby się zmienić wszystko, a to jest niemożliwe, więc? No więc sytuacja jest patowa, a czas ucieka... 
Prędzej czy później, któreś z nas, pozna kogoś nowego i ten rozwód tak czy inaczej będzie musiał się odbyć. Myślę że i ona myśli podobnie, dlatego skoro mi zapowiedziała, że ten pozew złoży, to zakładam że już zdążyła to zrobić, więc teraz czekam na listonosza i chciałbym najpierw zapoznać się z treścią, a potem ewentualnie zaplanować linię obrony. Być może nie będzie to nawet konieczne i wszystko się odbędzie w cywilizowany sposób, dlatego na chwilę obecną nie robię nic.

Jej,ale bede miala czytania przed snem big_smile

301

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

................. Było za to złośliwe robienie obiadków tylko dla siebie i dla Bartusia (ja musiałem sam sobie kupić i zrobić) było złośliwe nieodzywanie się do mnie ani słowem (to akurat norma, więc nawet się nie przejąłem) było złośliwe i demonstracyjne obdzwanianie "znajomych z pracy" i pierdolenie godzinami o niczym (żeby wtrącić mimochodem "a u nas bez zmian i wyjebane, miej wyjebane a będzie ci dane" czy coś równie inteligentnego) było złośliwe znikanie na cały dzień lub cały wieczór i pół nocy bez słowa (z kim gdzie i po co, nie wnikam) było złośliwe założenie blokady na telewizor (żebym nie mógł sam go uruchomić nie znając kodu) było złośliwe zamykanie mnie w mieszkaniu na kilka godzin (zamka w drzwiach nie da się otworzyć od wewnątrz, jeśli został zamknięty kluczem od zewnątrz) było w końcu złośliwe wyłączenie w weekend mojego telefonu u operatora sieci (żebym nie miał nawet dostępu do internetu) chociaż wiedziała, że następnego jestem umówiony na oglądanie mieszkania, a po załatwieniu spraw jestem umówiony z moim dzieckiem na kino. Tylko że bilet do kina mam na skrzynce mailowej, do której nie mogę się dostać, bo mój telefon nie działa, a ona kłamie w żywe oczy, że nie ma z tym nic wspólnego i pewnie zaraz mi go włączą, bo dopiero zapłaciła fakturę... Gdybym był takim kretynem za jakiego mnie uważa, to czekałbym jak ten osioł, aż mi ten numer włączą i chuja bym się doczekał. Potem byłaby już niedziela i chuja bym załatwił. Nawet z własnym dzieckiem nie miałbym jak się skontaktować. Ale co ją to wszystko chuj obchodzi. Ważne, że zrobiła mi na złość, a cała reszta gówno ją interesuje.
No to gdzie i do czego ja miałbym teraz wracać? się zmienić wszystko, a to jest niemożliwe, więc? No więc sytuacja jest patowa, a czas ucieka... 
.....


Zachowujesz spokój oczekując na rozwój wypadków, ale obawiam się że tym spokojem nie będziesz się długo cieszył. To co tutaj przedstawiłeś, to jest opis osoby z zaburzeniami psychopatycznymi w pełnym rozkwicie. Nie licz na to, że ona nie wymyśli czegoś, aby cię ugodzić i to boleśnie. To tylko kwestia czasu, gdy naprawdę poczujesz/zobaczysz jaką sobie żonę wziąłeś, choć ci wszyscy odradzali jak tylko mogli. Władowałeś się w sam środek pożaru zamykając oczy żeby nie widzieć gdzie się pchasz. Dziwię ci się naprawdę, ale co zrobić... Mleko rozlane.
Teraz to tylko możesz kombinować, żeby jak najmniej oberwać po krzyżu, bo że oberwiesz to możesz być pewny. Nie licz na to, że się rozejdziecie "jak cywilizowani ludzie", to n ie ten typ.

302

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Jakby nie patrzeć, Czesiek też jest jakiś zaburzony. Który normalny facet znosiłby takie traktowanie jakie mu zafundowała jego ukochana żona? Miłość miłością, ale trzeba mieć naprawdę coś nie tak pod kopułą, żeby pozwalać traktować się w ten sposób. Tutaj Czesiek taki hej do przodu i język ma niewyparzony, a kiedy Kasia wygoniła go z chaty w jego urodziny, gdy wziął dzień wolny, bo niby źle się czuła i chciała mieć spokój, to nie mógł jej w swoim stylu jaki tu radośnie prezentuje powiedzieć - pojebało cię Kasiu? Sama zabieraj dupę, gdzie chcesz, ja mam wolne, mam urodziny i zamierzam spędzić ten dzień w sposób w jaki mam ochotę a jak Ci nie pasi to chooj mnie to obchodzi;)
A Czesiek co zrobił? Podkulił ogon i udał przed Kasią, że idzie do pracy, po czym szwendał się po lesie, rozmyślając nad swym ciężkim losem;)
Już inne akcji Kasi, gdzie np. Czesiek musiał spać w samochodzie, bo go do domu nie wpuściła, pomijam. 
Kasia doskonale wie, że Czesiek to miękiszon i nie ma do niego za grosz szacunku, i wie, że on jej wszystko wybaczy, wystarczy, że palcem kiwnie a Czesiek będzie leciał, aż kapcie pogubi;)
Sam wciąż przyznaje, ze wróciłby do Kasi, gdyby miał pewność, że Bartusia nie będzie. Czyli akceptuje to, jak traktuje go żona. Niepojęte.

303

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Jakby nie patrzeć, Czesiek też jest jakiś zaburzony. Który normalny facet znosiłby takie traktowanie jakie mu zafundowała jego ukochana żona? Miłość miłością, ale trzeba mieć naprawdę coś nie tak pod kopułą, żeby pozwalać traktować się w ten sposób. Tutaj Czesiek taki hej do przodu i język ma niewyparzony, a kiedy Kasia wygoniła go z chaty w jego urodziny, gdy wziął dzień wolny, bo niby źle się czuła i chciała mieć spokój, to nie mógł jej w swoim stylu jaki tu radośnie prezentuje powiedzieć - pojebało cię Kasiu? Sama zabieraj dupę, gdzie chcesz, ja mam wolne, mam urodziny i zamierzam spędzić ten dzień w sposób w jaki mam ochotę a jak Ci nie pasi to chooj mnie to obchodzi;)
A Czesiek co zrobił? Podkulił ogon i udał przed Kasią, że idzie do pracy, po czym szwendał się po lesie, rozmyślając nad swym ciężkim losem;)
Już inne akcji Kasi, gdzie np. Czesiek musiał spać w samochodzie, bo go do domu nie wpuściła, pomijam. 
Kasia doskonale wie, że Czesiek to miękiszon i nie ma do niego za grosz szacunku, i wie, że on jej wszystko wybaczy, wystarczy, że palcem kiwnie a Czesiek będzie leciał, aż kapcie pogubi;)
Sam wciąż przyznaje, ze wróciłby do Kasi, gdyby miał pewność, że Bartusia nie będzie. Czyli akceptuje to, jak traktuje go żona. Niepojęte.

Bo Czesio to jest postać z opowieści  big_smile

304

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Serio, mam takie wrazenie, bo jak czytam to jak jakieś fantasy trochę tongue

305

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Serio, mam takie wrazenie, bo jak czytam to jak jakieś fantasy trochę tongue

Dajmy Czesiowi pisac ja przed snem czasem jego powiesci czytam i traktuje jak ksiazke romantyczno-dramatyczna  big_smile

306

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Serio, mam takie wrazenie, bo jak czytam to jak jakieś fantasy trochę tongue

Dajmy Czesiowi pisac ja przed snem czasem jego powiesci czytam i traktuje jak ksiazke romantyczno-dramatyczna  big_smile

Cześka trzeba pomacać czy jest prawdziwy big_smile

307

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Serio, mam takie wrazenie, bo jak czytam to jak jakieś fantasy trochę tongue

Dajmy Czesiowi pisac ja przed snem czasem jego powiesci czytam i traktuje jak ksiazke romantyczno-dramatyczna  big_smile

Cześka trzeba pomacać czy jest prawdziwy big_smile

To,ze istnieje to pewnie tak, ale czy to o czym pisze,tez istnieje to juz mam wątpliwości  big_smile

308

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Dajmy Czesiowi pisac ja przed snem czasem jego powiesci czytam i traktuje jak ksiazke romantyczno-dramatyczna  big_smile

Cześka trzeba pomacać czy jest prawdziwy big_smile

To,ze istnieje to pewnie tak, ale czy to o czym pisze,tez istnieje to juz mam wątpliwości  big_smile

No nie wiem. Może to jakaś pani pisarka siedzi i tworzy bajki z mchu i paproci tongue

309

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Cześka trzeba pomacać czy jest prawdziwy big_smile

To,ze istnieje to pewnie tak, ale czy to o czym pisze,tez istnieje to juz mam wątpliwości  big_smile

No nie wiem. Może to jakaś pani pisarka siedzi i tworzy bajki z mchu i paproci tongue

A mozliwe, ale styl wypowiedzi język bardziej mi do faceta i tak pasuje
Natomiast wyzerajacy polowe lodowki Bartus to juz na 100% postac bajkowa big_smile

310

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No, możliwe że mamy przełom w tej wymyślonej historyjce. Naprawdę tak trudno w nią uwierzyć? No nie wiem, może już się po prostu przyzwyczaiłem do tego, że jest jak jest i dla mnie to zupełnie normalne big_smile
Tak czy srak w dniu (3 października) naszej ostatniej wymiany korespondencji na mesendżerze, zwyzywaniu mnie od złodziei i zapowiedzi wysłania pisma do sądu o unieważnienie małżeństwa oraz braku jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, Kasia dezaktywowała swój profil na FB i zapadła się pod ziemię.
Dzisiaj rano jak zwykle odpalam swojego fejsbuka i pierwsze widzę co? Nowe zdjęcie profilowe mojej Kasi, a także drobne zmiany kosmetyczne, takie jak na przykład powrót do swojego nazwiska panieńskiego smile
Tak że może ten rozwód już się odbył, tylko ktoś zapomniał mnie o tym poinformować big_smile

311

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

No, możliwe że mamy przełom w tej wymyślonej historyjce. Naprawdę tak trudno w nią uwierzyć? No nie wiem, może już się po prostu przyzwyczaiłem do tego, że jest jak jest i dla mnie to zupełnie normalne big_smile
Tak czy srak w dniu (3 października) naszej ostatniej wymiany korespondencji na mesendżerze, zwyzywaniu mnie od złodziei i zapowiedzi wysłania pisma do sądu o unieważnienie małżeństwa oraz braku jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, Kasia dezaktywowała swój profil na FB i zapadła się pod ziemię.
Dzisiaj rano jak zwykle odpalam swojego fejsbuka i pierwsze widzę co? Nowe zdjęcie profilowe mojej Kasi, a także drobne zmiany kosmetyczne, takie jak na przykład powrót do swojego nazwiska panieńskiego smile
Tak że może ten rozwód już się odbył, tylko ktoś zapomniał mnie o tym poinformować big_smile

Formalnie się jeszcze nie odbył, ale szykuj się. Pewnie jest tak wymierzone żebyś dostał pozew przed świętami i żeby Ci zjebać święta i Nowy Rok. Nie wiem jak przebiegły Twoje dwa poprzednie rozwody, ale szykuj się na to że z pozwu dowiesz się o sobie takich rzeczy, że ho ho.
BTW: czy ona ma jakikolwiek (nawet bardzo naciągany) pretekst do wystąpienia o alimenty? Jeśli tak, to zrobi to wink

312

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Moje dwa poprzednie rozwody przebiegły mniej więcej tak jak zwykle przebiega rozmowa o pracę. Pozbawione emocji recytowanie formułek okolicznościowych (coś tam trzeba było gadać, ale dziś już nie pamiętam nawet co) 45 minut i załatwione. Z obiema żonami przez cały czas po rozwodzie utrzymuję normalny kontakt i nie ma między nami żadnych kwasów. Zawsze pożartujemy, zawsze poobgadujemy swoich obecnych, zawsze jedno drugiemu coś doradzi jak trzeba, a nawet pożyczy samochód czy kasę. Nie pieprzymy się ze sobą, żeby była jasność, ale stosunki utrzymujemy i to całkiem przyjazne.
No ale ta teraz, to jest taki diabeł, że nie sądzę aby tak to się wszystko skończyło, chociaż chuj ją tam wie. Może jak się już uspokoiła...

Pretekst do wystąpienia o alimenty w jej ocenie posiada taki, że ja zarabiam więcej od niej i nie chcę się tym dzielić. Że ukrywam wydatki, że wydaję tylko na siebie albo na jakieś kurwy, no bo na co... trzysta razy jej tłumaczyłem na co, że nikt nie liczy i wszyscy udają że nie wiedzą skąd się bierze w domu kawa, cukier, świeży chleb, słodycze, napoje czy benzyna w zbiorniku i ubezpieczenie samochodu, który od czasu do czasu też się psuje.

-Wszyscy macie to wszystko w dupie, ale ktoś za to wszystko płaci. Faktura za wymianę stacyjki w aucie na ponad 3.000zł leżała tydzień czasu na blacie w kuchni. Nawet nie zapytałaś czy tyle mam i skąd na to wezmę. Ale brać samochód i wozić dupę Bartusia na wieś do babci albo jakieś koleżanki obwozić po sklepach czy ciocie nad morze i chuj wie, to jesteś pierwsza, a później odstawić do garażu z pustym zbiornikiem i palić głupa, że świecącej kontrolki rezerwy przez dwa dni też nie zauważyłaś.
-Ty jesteś jakiś nienormalny? Chcesz się ze mną liczyć jak żyd?
-Nie chcę, tylko już mnie wkurwiasz tym swoim głupim pieprzeniem na co ja niby wydaję.
-Bo nie wiem.
-I dobrze. A co ty musisz wszystko wiedzieć? Twoje wydaję? Wydaję moje z nadgodzin i zarobione w soboty, kiedy ja wychodzę do pracy o 5.30 a wy sobie śpicie do 9 i jeszcze pretensje jakieś z dupy wzięte, bo ja wydaję. Nie, tobie może mam wszystko oddawać, żebyś zaraz poleciała z Bartusiem na zakupy i w jeden dzień wszystko przepierdolisz na ubranka dla niego, bo taki biedny nie ma za co sam sobie kupić

No i przy okazji którejś takiej rozmowy, bo one się powtarzały co jakiś czas, usłyszałem że moim psim obowiązkiem jest oddawać jej różnicę w naszych zarobkach, bo na tym polega małżeństwo i takie jest prawo. Na co ja odparłem, że prawo jest takie, że jak w gospodarstwie domowym zamieszkują trzy osoby, to każda z nich ma psi obowiązek w równym stopniu się dokładać do kosztów utrzymania, a nie że jedna święta krowa nie musi i nie daje nic, a pozostali się składają na jego potrzeby, kaprysy i zachcianki. I na tym rozmowa się zakończyła.

Tak czy owak znalazłem w moim telefonie bankowe potwierdzenia przelewów z moją wypłatą, które ona sama sobie wygenerowała, skopiowała i wysłała na swojego mesendżera. Zresztą przyłapałem ją w nocy na grzebaniu w moim telefonie i pewnie to był ten moment, dlatego nie zdążyła już pousuwać śladów swej radosnej twórczości. Na chuj jej to było? Pojęcia nie mam.

313

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Tak czy owak znalazłem w moim telefonie bankowe potwierdzenia przelewów z moją wypłatą, które ona sama sobie wygenerowała, skopiowała i wysłała na swojego mesendżera. Zresztą przyłapałem ją w nocy na grzebaniu w moim telefonie i pewnie to był ten moment, dlatego nie zdążyła już pousuwać śladów swej radosnej twórczości. Na chuj jej to było? Pojęcia nie mam.

Ale "przebiegła bestia" big_smile

314

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

W swoich wypowiedziach kreujesz sie na takiego bezposredniego (choc prostackiego), twardo stapajacego po ziemi czlowieka, ktory ma "praktyke zamiast teorii" a jednoczesnie wdeples w gowno, ktorego pracownik fizyczny na magazynie by kijem nie dotknal.
I zamiast zostawic problemy z boku to tkwisz w nich obrzucajac sie gownem i cieszac jak dzieciak usmarowany od kalu bo... Ty rzuciles bardziej smierdzaca kulka.

315

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Tak czy owak znalazłem w moim telefonie bankowe potwierdzenia przelewów z moją wypłatą, które ona sama sobie wygenerowała, skopiowała i wysłała na swojego mesendżera. Zresztą przyłapałem ją w nocy na grzebaniu w moim telefonie i pewnie to był ten moment, dlatego nie zdążyła już pousuwać śladów swej radosnej twórczości. Na chuj jej to było? Pojęcia nie mam.

Naprawdę Czesiu nie masz pojęcia? Naprawdę? Pomyśl!

316 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-11-05 21:23:31)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:


Tak czy owak znalazłem w moim telefonie bankowe potwierdzenia przelewów z moją wypłatą, które ona sama sobie wygenerowała, skopiowała i wysłała na swojego mesendżera. Zresztą przyłapałem ją w nocy na grzebaniu w moim telefonie i pewnie to był ten moment, dlatego nie zdążyła już pousuwać śladów swej radosnej twórczości. Na chuj jej to było? Pojęcia nie mam.

Chyba trochę przedobrzyleś Czesiek big_smile

Ale czyta się dobrze, więc nawijaj, zawsze to lepsze niż czytanie wypocin dziadzia z zatwardzeniem, mającego obsesje na punkcie kału big_smile

317

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No przecież nie będę tu wklejał screenów otrzymanych lub wysłanych wiadomości z mesendżera, żeby podnieść swoją wiarygodność, bo na łeb jeszcze nie upadłem. We wszystkich urządzeniach i w każdej aplikacji oraz na każdym koncie mam ten sam numer do logowania od zawsze i jest to rok mojego urodzenia, żeby nie zapomnieć o czym moja żona przecież wie, bo nie jest debilem. Pobranie pdf z historią przelewów na mój telefon i wysłanie ich sobie, średnio rozgarniętej osobie ile czasu może zająć, minutę, dwie?
Nadal nie wiem po co jej to było i co z tym może zrobić. W każdym jednym związku ktoś zarabia więcej, a ktoś zarabia mniej, no raczej to jest całkowicie normalna sytuacja, tylko co ma z tego niby wynikać, żeby jakieś alimenty mi zasądzić, skoro ona jest dorosła, samodzielna, pracuje i zarabia tak samo jak ja, więc kiedy mnie już nie ma, to na podstawie czego ktoś mógłby uznać, że cokolwiek jej się ode mnie należy? Pójdzie do tego sądu i co tam powie, że mąż zarabiał tyle i tyle więcej ode mnie, a ja nie wiem na co to wydawał? No to jej wyliczę ile miesięcznie kosztuje utrzymanie jej darmozjada chociażby, ile kosztuje miesięczne utrzymanie chałupy w której wszyscy mieszkamy, ile miesięcznie kosztują inne rzeczy, na które w życiu się wydaje, a na koniec poproszę o kwitek z jej wypłaty i niech teraz na kalkulatorze policzy na ile z tego wszystkiego starczała jej gówniana pensja i opowie przy okazji kto dokładał resztę.
Poza tym tak jak już pisałem wcześniej, kodeks rodzinny wyraźnie stanowi, że nie ma w Polsce tak dobrze, że ktoś u kogoś siedzi miesiącami i za nic nie płaci. Więc jeśli ona wystąpi o jakieś alimenty, to ja wystąpię o wyrównanie strat ponoszonych z tytułu łożenia na jej dorosłego leniwego nieroba. Proste.

318 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-11-06 08:07:35)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:


Nadal nie wiem po co jej to było i co z tym może zrobić. W każdym jednym związku ktoś zarabia więcej, a ktoś zarabia mniej, no raczej to jest całkowicie normalna sytuacja, tylko co ma z tego niby wynikać, żeby jakieś alimenty mi zasądzić, skoro ona jest dorosła, samodzielna, pracuje i zarabia tak samo jak ja, więc kiedy mnie już nie ma, to na podstawie czego ktoś mógłby uznać, że cokolwiek jej się ode mnie należy? Pójdzie do tego sądu i co tam powie, że mąż zarabiał tyle i tyle więcej ode mnie, a ja nie wiem na co to wydawał? No to jej wyliczę ile miesięcznie kosztuje utrzymanie jej darmozjada chociażby, ile kosztuje miesięczne utrzymanie chałupy w której wszyscy mieszkamy, ile miesięcznie kosztują inne rzeczy, na które w życiu się wydaje, a na koniec poproszę o kwitek z jej wypłaty i niech teraz na kalkulatorze policzy na ile z tego wszystkiego starczała jej gówniana pensja i opowie przy okazji kto dokładał resztę.
Poza tym tak jak już pisałem wcześniej, kodeks rodzinny wyraźnie stanowi, że nie ma w Polsce tak dobrze, że ktoś u kogoś siedzi miesiącami i za nic nie płaci. Więc jeśli ona wystąpi o jakieś alimenty, to ja wystąpię o wyrównanie strat ponoszonych z tytułu łożenia na jej dorosłego leniwego nieroba. Proste.

Czesiu, ciężko mi kurwa uwierzyć, że już masz za sobą dwa rozwody. Jeśli przeszedłeś przez nie świadomie, to powinieneś doskonale wiedzieć zarówno jaki użytek ona się może starać z tego zrobić jak i to jakie są nasze wydziały rodzinne sądów (zwłaszcza rejonowych, w okręgowych poziom troszeczkę się podnosi, ale z tym też różnie).

Co może zrobić? Będzie się starała wykazać że:

1. Nie dzieliłeś się z nią dochodami w ramach wspólnoty małżenskiej w wersji bez rozdzielności majątkowej (bo przecież rozdzielności nie zrobiłeś, prawda?) --> wniosek o odzyskanie "należnych jej sum";

2. Jest w gorszej sytuacji majątkowej od Twojej  ---> wniosek o alimenty. Ten wykaz ściągnęła na pewno z dłuższego okresu niż zwyczajowo bierze pod uwagę sąd (nie pamiętam już czy to są 3 czy 6 miesięcy jeśli chodzi o zaświadczenie o dochodach od pracodawcy). Dlaczego tak? Żeby na przykład wytrącić Ci z ręki możliwość ruchu w stylu: "Ale wysoki sądzie, to jest akurat za okres z dużą ilością nadgodzin, które musiałem brać ze względu na brak kasy u tego darmozjada Bartusia i zwiększone potrzeby finansowe!".

I módl się, żeby się w pozwie nie okazało, że na szybko zdołała Bartusiowi skołować jakieś zaświadczenie o niezdolności do pracy czy coś w tym stylu, co będzie stanowiło podkładkę do orzeczenia, że pasożyt może liczyć tylko na nią --> ona jest przez to w ZNACZNIE gorszej sytuacji od Ciebie  --> potrzebne są DUŻE alimenty na nią (oczywiście wtedy nie będzie się spieszyła z formalizacją kolejnego związku big_smile ).

319

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No dobrze, ale ja mam przecież umowę o pracę z wpisaną taką i taką kwotą za tyle i tyle godzin przepracowanych w miesiącu. Nadgodziny, soboty i premie mam liczone osobno i każda pozycja jest wyszczególniona w mailu od pracodawcy, który co miesiąc przychodzi od kadrowej razem z przelewem na moje konto. Więc wszystko jest czarno na białym, ile mam podstawy w umowie, a ile faktycznie zarabiam i dlaczego właśnie tyle. Jeśli sąd uzna, że ja mam jej oddawać na zachcianki jej nieroba moje własne pieniądze zarobione ciężką pracą w czasie, kiedy oni oboje opierdalają się radośnie, to pierdolnę tam takim śmiechem, że godło ze ściany spadnie.
A następnego dnia złożę wypowiedzenie i chuja wszyscy ode mnie dostaną. Jak ja mam chodzić do pracy tylko po to, aby płacić jakieś alimenty, żeby obcy bachor mógł sobie żyć jak pączek w maśle i jego mamusia przy okazji, to w ciągu trzech dni wypierdolę dzidę za granicę robić na czarno i tyle mnie wszyscy zobaczą.
Poza tym oprócz przelewów z wypłatami, jest tam cała historia przelewów na opłaty za mieszkanie oraz okazyjnych przelewów dla niej "na waciki" a oprócz tego mam pełno esemesów oraz żywych świadków na to, ile od nich wszystkich pożyczyłem kasy, kiedy już nie było co do gara włożyć, a teraz sam to wszystko spłacam, bo żeby oddać ludziom na mieście, musiałem pożyczyć w banku jak już nie miałem wyjścia, a za każdy tysiąc euro jaki pożyczyłem, musiałem później oddawać po 7-8 tysięcy złotówek w zależności od tego na jaki okres u kogo brałem. Gdybym nie oddał, to teraz sztuczna inteligencja by z wami gadała, a mnie by pewnie do dzisiaj składali w jakimś szpitalu, więc niech ona spierdala na drzewo ze swoimi alimentami, bo naprawdę chyba w końcu wezmę i normalnie się zdenerwuję...
Choćby ten głupi samochód. Mieliśmy jeden, ale korzystali z niego wszyscy, jednak koszty jego utrzymania i eksploatacji, ponosiłem tylko ja. Na same naprawy w okresie trzech lat jak się znamy, łącznie wydałem ponad 20 tysięcy i na każdą złotówkę mam faktury z autoryzowanego serwisu, nie od znajomego. A gdzie paliwo, gdzie ubezpieczenia, gdzie wszystko inne? No chyba się nie liczy z tego wynika, tak?

320

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wyluzuj, nikt ci alimentów na nie twoje dziecko nie zarządzi. Może najwyżej wystąpić o alimenty na siebie, ale jeśli nie jesteś krezusem, tylko zwykłym człowiekiem pracującym, to można ją zabić śmiechem.

Wyhoduj sobie jaja człowieku.

321

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Alimenty na małżonka są dość trudne do uzyskania, jeśli nie ma orzeczenia o winie, bo trzeba wykazać niedostatek – a to wymaga dowodów (rachunki, zaświadczenia o dochodach, opinie lekarskie, sytuacja życiowa).

Jeśli natomiast sąd uzna jedną stronę za wyłącznie winną rozpadu małżeństwa, szanse znacznie rosną — wtedy nawet pogorszenie poziomu życia (np. brak wspólnego budżetu, gorsze warunki mieszkaniowe) może wystarczyć.

322

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Dalej nudy nic się na razie nie dzieje, poza wrzucaniem od niedzieli zdjęć Katarzyny na fejsbuka, które same z automatu mi się wyświetlają, bo nadal mamy status znajomych, więc fejsbuk sam mi to wyświetla jak tylko odpalam stronę...

No więc w niedzielę mamy fotorelację z jakiejś hiszpańskiej restauracji w Kołobrzegu. Nie ma na nich Katarzyny ani nikogo, tylko samo żarcie jakieś tam różne. W niedzielę akurat niemiłosiernie piździło, a nad morzem to pewnie łeb urywało i gile w nosie zamarzały, więc raczej nie pojechała tam sama na spacer, tylko ... no właśnie.

Na kolejnym zdjęciu jest już ona w jakimś mieszkaniu, którego nie rozpoznaję, nigdy w nim nie byłem, ale rozpoznaję od razu pewne drobne szczegóły, takie jak na przykład brak ślubnej obrączki. Kasia stoi wygięta do tyłu w łuk prezentując nienaganną jak zawsze figurę, a podpis pod zdjęciem brzmi mniej więcej:
- Zamiast bolesnych zastrzyków na kręgosłup robię tak. Chociaż ostatni masaż wywołany pewnymi okolicznościami też był spoko wink

Kilka godzin później wpada kolejne zdjęcie, również nie rozpoznaję na nim pomieszczenia w którym zostało zrobione, ale za to rozpoznaję nasz telewizor, na którym wyświetla się tytuł "Pretty Woman" i podpis pod zdjęciem, który głosi:
- A teraz czas na miłość (serduszko)

Następnego dnia kolejna fota, gdzie widzimy już jakiegoś typa, który trzyma tablicę z logo Pornhub, a na tablicy wypisane imię i nazwisko Kasi, no i oczywiście podpis:
- Weź się nie uśmiechnij, kiedy przyjaciel odbiera cię z lotniska big_smile

Takie tam duperelki o "dwuznacznym" wydźwięku, który dla mnie jest akurat oczywisty - gra dobiegła końca.

323

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Takie tam duperelki o "dwuznacznym" wydźwięku, który dla mnie jest akurat oczywisty - gra dobiegła końca.

A czego się spodziewałeś? Ze Kasia wróci skruszona i że łzami w oczach i od progu rzuci się w twe ramiona, goraco wyznając Ci dozgonną miłość aż-po-grób?

Przypomnij mi, pisałeś, że masz 50 lat i "duże doświadczenie związkowe"?
No średnio to widać...

324

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:

A czego się spodziewałeś? Ze Kasia wróci skruszona i że łzami w oczach i od progu rzuci się w twe ramiona, goraco wyznając Ci dozgonną miłość aż-po-grób?

No tego to może się nie spodziewałem akurat, ale że wytrzyma trochę dłużej niż miesiąc albo przynajmniej się powstrzyma z ogłaszaniem tego publicznie całemu światu.

325 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-11-20 09:02:56)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

A czego się spodziewałeś? Ze Kasia wróci skruszona i że łzami w oczach i od progu rzuci się w twe ramiona, goraco wyznając Ci dozgonną miłość aż-po-grób?

No tego to może się nie spodziewałem akurat, ale że wytrzyma trochę dłużej niż miesiąc albo przynajmniej się powstrzyma z ogłaszaniem tego publicznie całemu światu.

Dobrze myślisz Czesiu: TY to miałeś zobaczyć, ale zostało to zmontowane w takiej formie, żeby było "na granicy" (czyli żebyś Ty miał przekonanie że szybko zmieniła ogrzewacz łóżka, ale by ona mogła przed sądem skutecznie wbić kit, że to zgrywa z przyjaciółkami/przyjaciółmi. A jeśli masz Messengera, to ona dokładnie wie kiedy oglądasz fejsa, bo oczywiście ani nie zablokowałeś  jej (co by było wykrywalne) ani nie ograniczyłeś wink

Jeśli jeszcze to do Ciebie nie dotarło, to informuję Cię że im bardziej Ci dopierdoli przed sądem, w tym lepszym humorze opuści budynek tego sądu, z tym większym poczuciem satysfakcji.
Czesiek, tu nie ma żadnych okoliczności, które Ci zapewnią łagodniejsze traktowanie z jej strony: nie macie wspólnego dziecka, które by ją skutecznie powstrzymało przed zrównaniem z ziemią  (już) byłego (choć i ono nie zawsze powstrzymuje), nie macie za sobą 20 lat dobrych wspomnień ze wspólnego życia. Zostałeś wzięty jako bankomat i to wyliczenie pierdolnęło jej na ziemię, więc jest tym bardziej wściekła, bo wie że musi szybko (nim straci resztki atutów) znaleźć inny bankomat dla siebie i Bartusia.

Posty [ 261 do 325 z 394 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024