Dubel
196 2025-10-06 10:44:04 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-10-06 10:47:08)
197 2025-10-06 10:46:45 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-10-06 10:48:05)
Poznaliśmy się na fejsbuku jakoś chyba w lutym 2023 z tego co kojarzę, ale spotykać zaczęliśmy jakieś dwa miesiące później,
[...]
pół roku temu w Dzień Kobiet ten ślub się jednak odbył.
No a dalej to już wiecie...
Czyli kwiecień 23 spotkanie, marzec 25 ślub.
Dwa lata
Mówi się, że różowe okulary zaczynają schodzić po mniej więcej dwóch latach, więc warto czekać min. tyle z ważnymi decyzjami, żeby móc się wcześniej trzeźwo przyjrzeć drugiej osobie.
Wy po dwóch latach byliście już po ślubie i potem z górki, bo minęło pół roku i nie jesteście już razem.
Sporo nerwów byś sobie zaoszczędził, w tym tych, ktore jeszcze przed Tobą, gdybyś poczekał z tym chwilę.
Obraz jaki się wyłania, świadczy o wielu problemach jakie w sobie nosisz.
Nie piszę tego złośliwie, ale to co Wy tam sobie nawzajem odstawialiscie, to ile znosiłeś, straszny w tym brak dojrzałości i miłości własnej.
Masz za sobą sporo nieudanych związków, to małżeństwo było trzecie, jeśli dobrze doczytałem.
Może dać sobie czas i włożyć trochę wysiłku w naprostowanie głowy, żeby w końcu złamać tę złą passę?
Dlaczego akurat ta kobieta? Tylko mi nie pisz, ze się zakochałeś.
Inaczej się tego wytłumaczyć nie da, jak zakochaniem pomieszanym z przywiązaniem, podbitym mocnymi deficytami.
Ta kobieta, bo dokładnie takiej potrzebował żeby móc odtwarzać schemat. Przy normalnej by nie umiał, zanudziłby się.
Złota, gdzieś była jak Cię nie było? ;p
Portale pełne kobiet po rozwodach, z dawno dorosłymi już dziećmi, które mają swoje życie. I to kobiet, które maja poukładane w głowach. Mężczyzn z reszta też.
Robisz złe założenie. ![]()
Nowe_otwarcie napisał/a:Solaris napisał/a:Ale ja wiem jak wygląda taka perspektywa. Miłość to jedno, ale głupie poświęcanie się to drugie. Gdy dziecku dzieje się krzywda to każdy normalny rodzic stanie murem, nerkę odda a nawet życie. Ale tutaj Bartusiowi żadna krzywda się nie dzieje. Kasia powinna spakować mu manele i wystawić za drzwi. Inaczej kiedyś utonie razem z nim. Teraz już trochę za późno na wychowywanie, był czas wcześniej, ktoś przeoczył, albo może Bartuś to taki przypadek, że nie ma mocnych... Tym bardziej należy zadbać o siebie. Nie można żyć życiem doroslych dzieci, żyć za nich. Bartuś musi w końcu odczuć konsekwencje swojego postępowania, wyborów. Być może musi upaść na dno, aby zrozumieć. A może nawet wtedy nie zrozumie, że on jest odpowiedzialny za swoje wybory. Trudno. Jak Bartuś nie zrozumie to niech choć Kasia zrozumie, że musi się odciąć od niego, mimo, iż go jako matka kocha. Myślę jednak, że Kasia ma całkiem sprawny instynkt samozachowawczy, tylko trzeba czasu, aż Bartuś da jej mocno popalić, bo na razie widać jest jeszcze lajtowo
Może jak kiedyś zasunie jej z liścia, gdy nie dostanie kasy na fajeczki i alko to do Kasi dotrze. A jak nie, cóż. Nie mój cyrk, nie moje małpy
Bartuś trochę miał pecha, ze rodzina mu się rozpadła, bo gdyby była kompletna to podejrzewam ojciec nie cackałby się tak z Bartusiem jak matka. Samotne matki mają tendencję do pobłażania, jakby chcialy zrekompensować dziecku brak ojca na co dzień. Ojciec postawiłby ultimatum mimo sprzeciwów matki i Bartuś by sobie nie pofikał za wiele. A w tej sytuacji jego ojciec ma w dupie, myśląc pewnie, niech się użera z nim matka, jak taka dobra. Ojciec chciał pomóc, wziął Bartusia do siebie, ale widząc co ten odwala, bez skrupułów wywalił go za drzwi.
OK, tylko właśnie na Twoim przykładzie (i tego co napisałaś) widać dokładnie jak wygląda sytuacja. Ty patrzysz na Bartusia okiem całkowicie obcej osoby, na chłodno ; ja na niego patrzę w ten sam sposób, co jest całkowicie zrozumiałe. Dlaczego? Bo jest on dla nas totalnie obcy i nie mamy żadnego powodu by go usprawiedliwiać, by nam go było żal itd. Z jednej strony to plus, bo możemy na niego spojrzeć bez żadnych różowych okularów; okularów, które matka ma na nosie niejako z urzędu. Z drugiej strony prezentujesz też typowe dla obcej osoby podejście, które opisałem wyżej: nie mój dzieciak, mam go w dupie, albo się SAM ogarnie albo zginie, mnie to rybka. Tylko że matka nie podejdzie do tego w ten sposób, ba: nawet nie powinna, bo gdyby przyjęła takie stanowisko jak Ty, to byłaby to pizda, a nie matka. Matka nie ma wręcz prawa dopuszczać tego drugiego wariantu czyli że "albo coś tam albo jej dziecko zginie". I wiem jak to zabrzmi, bo Bartuś jest nominalnie dorosły, ale tu matka nie wydaje mi się z samej natury swojej funkcji osobą kompetentną do podjęcia ostatniej próby naprostowania Bartusia. Dlatego paradoksalnie może i lepiej żeby jej strzelił w twarz i to publicznie, bo ogarnąć go teraz może tylko ktoś mający jednocześnie wystarczający dystans by stać go było na zastosowanie ciężkich metod celem naprostowania, ale i ktoś, kto jednocześnie nie dopuści żeby ta metoda go zabiła. Rozumiesz? Na świecie jest niejeden taki Bartuś i co któregoś z nich nie ogarnie żadna siła, oni są praktycznie do utylizacji. Ale w wielu wypadkach pomógłby ktoś taki jak opisany przeze mnie wyżej. Gdyby wspomniana Kasia miała np. brata, na którego pomoc byłaby skazana i który jako warunek postawiłby przywrócenie Bartusia do pionu, to by mogło wypalić. Ktoś taki, ale NIE RODZICE! I nie autor, bo dla niego Bartuś też może się zdematerializować. Tak to może go prostować każdy w Polsce, ale tych dwoje opisanych w wątku nie miało w zasadzie szans tego zrobić, z różnych powodów.
Zresztą... tu masz jeszcze znany mi aspekt rozwodu rodziców. Ojciec nie pomoże, bo go nie ma. Wymiksował się, nie ma go. Koniec, kropka. Dla matki Bartuś jest pewnie najbliższą rodziną i zwyczajnie boi się go stracić. Nie przerabiałaś pewnie walki po rozwodzie o utrzymanie czy odbudowanie więzi z dzieckiem, więc możesz nie znać z praktyki tych mechanizmów, ale im ciężej było coś takiego odbudować tym większy strach przed stratą tego. Oczywiście pasożyt może mieć tego świadomość i to wykorzystuje, nie neguję istnienia takiej możliwości. Ale jednak tak sprawa wygląda...A dlaczego nie powinna? Jak matka to znaczy z automatu, że debil, który rzuca się na główkę do pustego basenu tylko dlatego, że miłość do dorosłego pasożyta przysłania jej zdrowy rozsądek i racjonalne myślenie? Można kochać pasożyta, bo to dziecko, jakie by nie było, ale zarazem kochać siebie i nie dać sobie wejść na łeb. W takim przypadku to nawet trzeba przede wszystkim zadbać o siebie, bo jak szybko się wykończysz to kto będzie dbał o pasożyta?
Poza tym Bartuś jest na prostej drodze do tego, aby stać się bandytą a mamusia na przekór wszystkim dowodom, w ogóle tego nie zauważa i próbuje zaklinać rzeczywistość. Czy to są te różowe okulary? Nie, to głupota. Nazywajmy rzeczy po imieniu.Kasia jest elegancko manipulowana przez Bartusia a Ty, mam wrażenie, próbujesz dowodzić, że to chwalebna postawa, że daje sobą manipulować, bo tak postępuje kochająca matka. Masz jakiś skrzywiony obraz kochającej matki. Może Bartuś uważa tak samo, stąd nie widzi nic niewłaściwego w tym, że jest takim gnojem. Gdy Kasia nie będzie chciała dać mu na wódkę powinien załkać żałośnie i wychlipać - "mamo, nie kochasz mnie wcale!" To jest mocny argument! Matka się chwyci za serce i odda wszystkie swoje oszczędności, z miłości.
Dlaczego cedujesz ogarnianie Bartusia na jakiegoś brata czy innych ludzi? Mają się użerać, bo rodzice są słabi albo wychowawczo dali dupy? Bartuś ma rodziców i oni niech go naprostowują, jeśli wierzą, że dadzą radę. Niech go wyślą na terapię. Choć mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że dorosłego człowieka nie da się zmusić do niczego, nie da się mu pomóc, jeśli nie chce pomocy. A Bartuś wielokrotnie pokazywał, że nie chce, ma w dupie, jemu chodzi o taką pomoc, gdzie będą dawali mu kasę a on będzie hulał, imprezki, towarzystwo, alko itp. czyli chce pasożytować. Bartuś może nawet mieć życzenie zaćpać się na śmierć i nikt nie ma na to wpływu. Dlatego jak nie widać światełka w tunelu to niech wieją jak najdalej od Bartusia. Inaczej Bartuś mając lat 40 dalej będzie żerował na mamusi, zabierając jej emeryturę. Bo jest klasycznym pasożytem bez honoru. Jest jak kleszcz. Choć nie, kleszcz w końcu sam odpada jak się nażłopie na maxa. Takie Bartusie, jak ich nie odetniesz od pokarmu, będą żerować do śmierci. Dlatego trzeba odcinać. Kochaj, nikt nie broni, ale odcinaj. Niech szuka innej ofiary.
Dobrze, spróbuję Ci wyjaśnić jakoś bardziej przystępnie. Przede wszystkim: nie neguję faktu, że Bartuś jest gnidą i pasożytem. Jedno na ileś dzieciaków wyrasta na takie coś i jest to zawsze dramat dla rodzica. Natomiast rzeczą oczywistą jest, że Bartuś na 99% ogarnie się tylko w jednym wariancie: jeśli będzie miał 100% pewności, że jeśli się nie ogarnie, to będzie totalnie udupiony (w rozwinięciu: martwy). I tu dochodzimy do clou programu: osoby niezwiązane emocjonalnie z Bartusiem (ja, Ty, czytelnicy, autor) na pytanie "czy lepiej żeby Bartuś pozostał taki jaki jest czy też lepiej żeby wyciągnął kopyta" wskaże pewnie prędzej ten drugi wariant (z dopiskiem "jednego kleszcza mniej", "w tej sytuacji i tak tylko do utylizacji" itp. Z punktu widzenia społeczeństwa takie podejście trzyma się kupy, natomiast z punktu widzenia rodzica NIE! Dla rodzica NIGDY nie będzie lepszą opcją wykitowanie swojego potomka, nawet jeśli jedyną alternatywą byłoby żerowanie tego potomka na rodzicu przez dekady. Wyobrażasz sobie rodzica, który powie o swoim dziecku "jeśli ma pozostać taki, to lepiej żeby go w ogóle nie było"? Bo ja nie bardzo (poza skrajnymi zwyrolami -> vide casus Trynkiewicza). I teraz zastanów się, czy jakikolwiek rodzic będzie skłonny postawić na szali życie potomka w staraniach o jego ogarnięcie (i zaryzykować że twarda szkoła życia potomka wykończy, tak na amen)? A w najcięższych przypadkach tylko to poskutkuje. W "lżejszym" przypadku potomek może wykreślić rodzica na zawsze z grona swoje rodziny czy w ogóle spośród osób, z którymi będzie utrzymywać kontakt. Ilu rodziców się na to zdecyduje w intencji naprostowania pasożyta...?
200 2025-10-06 18:22:17 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-06 18:42:23)
Dobrze, spróbuję Ci wyjaśnić jakoś bardziej przystępnie. Przede wszystkim: nie neguję faktu, że Bartuś jest gnidą i pasożytem. Jedno na ileś dzieciaków wyrasta na takie coś i jest to zawsze dramat dla rodzica. Natomiast rzeczą oczywistą jest, że Bartuś na 99% ogarnie się tylko w jednym wariancie: jeśli będzie miał 100% pewności, że jeśli się nie ogarnie, to będzie totalnie udupiony (w rozwinięciu: martwy). I tu dochodzimy do clou programu: osoby niezwiązane emocjonalnie z Bartusiem (ja, Ty, czytelnicy, autor) na pytanie "czy lepiej żeby Bartuś pozostał taki jaki jest czy też lepiej żeby wyciągnął kopyta" wskaże pewnie prędzej ten drugi wariant (z dopiskiem "jednego kleszcza mniej", "w tej sytuacji i tak tylko do utylizacji" itp. Z punktu widzenia społeczeństwa takie podejście trzyma się kupy, natomiast z punktu widzenia rodzica NIE! Dla rodzica NIGDY nie będzie lepszą opcją wykitowanie swojego potomka, nawet jeśli jedyną alternatywą byłoby żerowanie tego potomka na rodzicu przez dekady. Wyobrażasz sobie rodzica, który powie o swoim dziecku "jeśli ma pozostać taki, to lepiej żeby go w ogóle nie było"? Bo ja nie bardzo (poza skrajnymi zwyrolami -> vide casus Trynkiewicza). I teraz zastanów się, czy jakikolwiek rodzic będzie skłonny postawić na szali życie potomka w staraniach o jego ogarnięcie (i zaryzykować że twarda szkoła życia potomka wykończy, tak na amen)? A w najcięższych przypadkach tylko to poskutkuje. W "lżejszym" przypadku potomek może wykreślić rodzica na zawsze z grona swoje rodziny czy w ogóle spośród osób, z którymi będzie utrzymywać kontakt. Ilu rodziców się na to zdecyduje w intencji naprostowania pasożyta...?
Zaraz tam martwy... Takie Bartusie dobrze dbają o swój komfort a co za tym idzie życie, więc krzywdy sobie nie zrobią, że usiądą i umrą z głodu, jak im nikt nie da. Gdy zobaczą, że nie dostaną kasy ani JUŻ pomocy, bo wyczerpali limit to albo znajda sobie jakąś robotę, albo frajerkę, która będzie ich utrzymywać, albo będą kraść.
Nie trzeba tu więc kogoś obcego, wystarczy matka, która będzie konsekwentna i tyle. Ja mam alergię na takich pasożytów i po tylu próbach pomocy Bartusiowi, które on konsekwentnie i bezczelnie olewał, wykopałabym Bartusia na zbity pysk, gdyby był moim synem. Niech się zatrudni w kerfcu czy innym macu, tam zawsze szukają, z głodu nie umrze. To nie jest posłanie dziecka w warunki zagrażające życiu
Takie myślenie, że jak nie pozwole pasożytowi pasożytować na sobie tylko dlatego, że jest moim dzieckiem, to wykituje jest wlaśnie głupie i sprawia, że to dziecko nigdy się nie ogarnie, bo nie ma motywacji.
Wie, że matka czy ojciec albo może babcia, zmięknie i będzie dalej pozwalać się doić.
Niech Bartuś śpi na ulicy jak nie ma gdzie, postawi se domek z kartonu. Czesiek kimał w aucie w zimny październik, bo Kasia zamki w drzwiach zmieniła i przeżył, to Bartuś też ![]()
201 2025-10-06 18:59:15 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-10-06 20:18:36)
Bartuś już raz wpakował się w kłopoty, które kosztowały go turnusem w jednostce penitencjarnej. Wg Wujka Cześka zdecydowanie za krótkim, ale zawsze co odsiadka to odsiadka. Niewykluczone, że kiedyś znów może coś zmalować dla zdobycia kasy, jeśli tej akurat mu zabraknie albo będzie za mało i znów zafunduje sobie wakacje na koszt państwa.To niereformowalny typ. Mimo to udaje mu się jak na razie skutecznie manipulować matką, która tańczy jak on zagra. Tylko ciekawe jak długo. Myślę, że każdy z nas widział podobne obrazki, w szczególności ich zakończenia.
Czas pokaże, czy żona Wujka Cześka otrzeźwieje i ocknie się z tej pomroczności ciemnej czy nie, czy jednak postawi na swoim, na tą beznadziejną zaciętość czy może jednak rozum i rozsądek zwyciężą. Jednak póki co, na chwilę obecną nie widać szansy na to drugie.
Bartuś już raz wpakował się w kłopoty...
Będę pisał z pamięci, więc bardzo możliwe, że o czymś zapomniałem, ale Bartuś nie tyle co pakuje się w kłopoty, ile sam je prowokuje, jakby robił komuś na złość.
Pierwszą pracę nagrał mu kolega. We dwóch mieli jeździć pociągiem do Warszawy, tam odbierać luksusowe auta z wypożyczalni, a następie dostarczać je klientom w całej Polsce, potem odbierać i odstawiać z powrotem do wypożyczalni. Robota prosta, łatwa i przyjemna, no raczej trudno sobie wyobrazić lepszą pracę dla młodego chłopaka, niezła kasa przy okazji. Pojechali pierwszy raz do tej Warszawy i dwa dni później dzwoni ojciec Bartusia, że ten się tak najebał w tej Warszawie z jakimiś poznanymi na miejscu patusami, że nie miał siły wstać z hotelowego łóżka, a co dopiero usiąść za kierownicą i przejechać kilkaset kilometrów autem w takim stanie. Kolega więc pojechał sam, a Bartuś wrócił pociągiem do domu. Jakieś konsekwencje tego poniósł zapytacie? Mhm...
Potem gdzieś tam jakieś meble miał skręcać, no ale szef mu kazał skręcać je u klienta w domu, a jemu nie bardzo to odpowiadało, więc zrezygnował.
Co mamusia na to? Nic, a niby co...
Kolejną pracę załatwiła mu Kasia po tym jak już mieliśmy oboje dość pierdolenia, że nigdzie pracy nie ma, że on chodzi na rozmowy, ale nikt już nie oddzwania i takie tam smętne historie, więc któregoś dnia wrzuciliśmy jego leniwą dupę do auta i zawieźliśmy do jakiejś tam firmy. Kasia weszła z nim do biura, ja czekałem na zewnątrz. Po kilkunastu minutach Kasia czerwona jak burak z żyłami na czole stamtąd wyszła wkurwiona jak nie wiem co i do mnie mówi, że ten przygłup zachowywał się na tej rozmowie jak jakiś idiota, kaptur na łbie, ręce w kieszeniach, aż w końcu znudzony wyjął telefon i sobie wyszedł. Jak ja to usłyszałem, to chciałem samochód zatrzymać na rondzie i wykopać gnoja na zbity pysk z tego auta, ale uprzedziła mnie Kasia i kazała go zawieźć do jego mieszkania (które ja mu wynająłem) żeby spierdalał jej z oczu dopóki nie zmądrzeje.
Bartuś zmądrzał dość szybko jak mu do żarcia zostały okruchy w piekarniku i śnieg w lodówce. Nawet poszedł do tej pracy. Żeby mieć gówniarza na oku, osobiście rano tam go zawoziłem. Przez całe dwa tygodnie. Trzeciego już nie rozpoczął, gdyż napierdolony w trzy dupy i naćpany jak przecinak w weekend rozjebał na drzewie BMW które dostał od tatusia w nagrodę za to, że łaskawie poszedł w końcu do pracy. Oprócz auta rozjebał sobie kolano i znów się położył, a praca poszła się jebać. No i git...
Przeleżał tak pół roku, a mojej Kasi najbardziej w tym wszystkim dokuczało to, że kiedy Bartuś smacznie sobie śpi w naszym salonie, a ja wstaję rano do roboty, to robiąc sobie kawę i jedzenie do pracy, zapalam światło w kuchni.
A nie, przepraszam, jeszcze im obojgu dokuczało również to, że kiedy z tych nerwów zaczęła krew mi z nosa lecieć jak z hydrantu i mnie wygonili z pracy na zwolnienie, żebym doszedł do siebie... to Bartusia stresowała moja obecność w domu i on się źle wtedy czuje.
Jak rozpierdoliłem sobie kręgosłup w robocie i też musiałem leżeć na zwolnieniu w chałupie, to Bartuś tak ciężko to przeżywał, że aż musiał z mieszkania wychodzić i nie miał co ze sobą zrobić bidulek... i jej jest żal tego dziecka. Tak mi powiedziała, przysięgam że tak było - żal mi tego dziecka - tak do mnie mówi moja żona, kiedy ja się wiję i skręcam sycząc z bólu, żeby kurwa wstać do kibla i tam dojść zanim się zesram i zeszczam pod siebie. Dziecka jej żal...
W końcu nie wytrzymałem i się jej pytam normalnie:
- Czy ty jesteś jakaś nienormalna czy może myślisz że ja jestem? To ja płacę za to mieszkanie i to ja mam się czuć tutaj swobodnie. Bo od tego jest dom. Po to ludzie mają swoje domy właśnie i po to za nie płacą. A nie po to, żeby robić z nich bezpłatny przytułek dla bezrobotnych leniwych śmierdzieli z darmowym wyżywieniem i całodobową obsługą. Jak coś mu nie pasuje albo tobie może przeszkadza, to zaraz mogę podregulować jedno drugie, bo we łbach i w dupach chyba już się całkiem popierdoliło wam obojgu. Może mam się przenieść do garażu i tam sobie pościelić, tobie tylko wypłatę będę przynosił, a gówniarzowi smakołyki? Tak będzie dobrze?
- Ja nie chcę być w takim związku.
- No to nie bądź.
- Nie będę.
- Nie bądź.
- Widzisz tylko siebie, nie obchodzą cię problemy innych...
- Nie. Nie obchodzą. Ani jacyś inni, ani tym bardziej ich gówniane problemy. Mam dość własnych na głowie.
- No właśnie.
- No właśnie.
203 2025-10-06 20:21:33 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-10-06 20:21:55)
Alessandro napisał/a:Bartuś już raz wpakował się w kłopoty...
Będę pisał z pamięci, więc bardzo możliwe, że o czymś zapomniałem, ale Bartuś nie tyle co pakuje się w kłopoty, ile sam je prowokuje, jakby robił komuś na złość.
Pierwszą pracę nagrał mu kolega. We dwóch mieli jeździć pociągiem do Warszawy, tam odbierać luksusowe auta z wypożyczalni, a następie dostarczać je klientom w całej Polsce, potem odbierać i odstawiać z powrotem do wypożyczalni. Robota prosta, łatwa i przyjemna, no raczej trudno sobie wyobrazić lepszą pracę dla młodego chłopaka, niezła kasa przy okazji. Pojechali pierwszy raz do tej Warszawy i dwa dni później dzwoni ojciec Bartusia, że ten się tak najebał w tej Warszawie z jakimiś poznanymi na miejscu patusami, że nie miał siły wstać z hotelowego łóżka, a co dopiero usiąść za kierownicą i przejechać kilkaset kilometrów autem w takim stanie. Kolega więc pojechał sam, a Bartuś wrócił pociągiem do domu. Jakieś konsekwencje tego poniósł zapytacie? Mhm...
Potem gdzieś tam jakieś meble miał skręcać, no ale szef mu kazał skręcać je u klienta w domu, a jemu nie bardzo to odpowiadało, więc zrezygnował.
Co mamusia na to? Nic, a niby co...Kolejną pracę załatwiła mu Kasia po tym jak już mieliśmy oboje dość pierdolenia, że nigdzie pracy nie ma, że on chodzi na rozmowy, ale nikt już nie oddzwania i takie tam smętne historie, więc któregoś dnia wrzuciliśmy jego leniwą dupę do auta i zawieźliśmy do jakiejś tam firmy. Kasia weszła z nim do biura, ja czekałem na zewnątrz. Po kilkunastu minutach Kasia czerwona jak burak z żyłami na czole stamtąd wyszła wkurwiona jak nie wiem co i do mnie mówi, że ten przygłup zachowywał się na tej rozmowie jak jakiś idiota, kaptur na łbie, ręce w kieszeniach, aż w końcu znudzony wyjął telefon i sobie wyszedł. Jak ja to usłyszałem, to chciałem samochód zatrzymać na rondzie i wykopać gnoja na zbity pysk z tego auta, ale uprzedziła mnie Kasia i kazała go zawieźć do jego mieszkania (które ja mu wynająłem) żeby spierdalał jej z oczu dopóki nie zmądrzeje.
Bartuś zmądrzał dość szybko jak mu do żarcia zostały okruchy w piekarniku i śnieg w lodówce. Nawet poszedł do tej pracy. Żeby mieć gówniarza na oku, osobiście rano tam go zawoziłem. Przez całe dwa tygodnie. Trzeciego już nie rozpoczął, gdyż napierdolony w trzy dupy i naćpany jak przecinak w weekend rozjebał na drzewie BMW które dostał od tatusia w nagrodę za to, że łaskawie poszedł w końcu do pracy. Oprócz auta rozjebał sobie kolano i znów się położył, a praca poszła się jebać. No i git...Przeleżał tak pół roku, a mojej Kasi najbardziej w tym wszystkim dokuczało to, że kiedy Bartuś smacznie sobie śpi w naszym salonie, a ja wstaję rano do roboty, to robiąc sobie kawę i jedzenie do pracy, zapalam światło w kuchni.
A nie, przepraszam, jeszcze im obojgu dokuczało również to, że kiedy z tych nerwów zaczęła krew mi z nosa lecieć jak z hydrantu i mnie wygonili z pracy na zwolnienie, żebym doszedł do siebie... to Bartusia stresowała moja obecność w domu i on się źle wtedy czuje.
Jak rozpierdoliłem sobie kręgosłup w robocie i też musiałem leżeć na zwolnieniu w chałupie, to Bartuś tak ciężko to przeżywał, że aż musiał z mieszkania wychodzić i nie miał co ze sobą zrobić bidulek... i jej jest żal tego dziecka. Tak mi powiedziała, przysięgam że tak było - żal mi tego dziecka - tak do mnie mówi moja żona, kiedy ja się wiję i skręcam sycząc z bólu, żeby kurwa wstać do kibla i tam dojść zanim się zesram i zeszczam pod siebie. Dziecka jej żal...W końcu nie wytrzymałem i się jej pytam normalnie:
- Czy ty jesteś jakaś nienormalna czy może myślisz że ja jestem? To ja płacę za to mieszkanie i to ja mam się czuć tutaj swobodnie. Bo od tego jest dom. Po to ludzie mają swoje domy właśnie i po to za nie płacą. A nie po to, żeby robić z nich bezpłatny przytułek dla bezrobotnych leniwych śmierdzieli z darmowym wyżywieniem i całodobową obsługą. Jak coś mu nie pasuje albo tobie może przeszkadza, to zaraz mogę podregulować jedno drugie, bo we łbach i w dupach chyba już się całkiem popierdoliło wam obojgu. Może mam się przenieść do garażu i tam sobie pościelić, tobie tylko wypłatę będę przynosił, a gówniarzowi smakołyki? Tak będzie dobrze?
- Ja nie chcę być w takim związku.
- No to nie bądź.
- Nie będę.
- Nie bądź.
- Widzisz tylko siebie, nie obchodzą cię problemy innych...
- Nie. Nie obchodzą. Ani jacyś inni, ani tym bardziej ich gówniane problemy. Mam dość własnych na głowie.
- No właśnie.
- No właśnie.
snieg w lodówce nie no to opowiadania z Bartusiem som coraz lepsze
W końcu nie wytrzymałem i się jej pytam normalnie:
- Czy ty jesteś jakaś nienormalna czy może myślisz że ja jestem? To ja płacę za to mieszkanie i to ja mam się czuć tutaj swobodnie. Bo od tego jest dom. Po to ludzie mają swoje domy właśnie i po to za nie płacą. A nie po to, żeby robić z nich bezpłatny przytułek dla bezrobotnych leniwych śmierdzieli z darmowym wyżywieniem i całodobową obsługą. Jak coś mu nie pasuje albo tobie może przeszkadza, to zaraz mogę podregulować jedno drugie, bo we łbach i w dupach chyba już się całkiem popierdoliło wam obojgu. Może mam się przenieść do garażu i tam sobie pościelić, tobie tylko wypłatę będę przynosił, a gówniarzowi smakołyki? Tak będzie dobrze?
- Ja nie chcę być w takim związku.
- No to nie bądź.
- Nie będę.
- Nie bądź.
- Widzisz tylko siebie, nie obchodzą cię problemy innych...
- Nie. Nie obchodzą. Ani jacyś inni, ani tym bardziej ich gówniane problemy. Mam dość własnych na głowie.
- No właśnie.
- No właśnie.
Czesiek, ty niedługo książkę napiszesz na temat Bartusia i Kasi, zamiast zwyczajnie trzasnąć drzwiami, tymi prawdziwymi i wirtualnymi też i na zawsze zamknąć ten rozdzial swojego życia. Wiem, żal ci małżeństwa i Kasi jakoś tam, ale nie uratujesz nikogo, kto uratowany być nie chce.
Możesz pomóc tylko sobie, więc to zrób, zanim będzie za późno.
![]()
snieg w lodówce nie no to opowiadania z Bartusiem som coraz lepsze
No ale tak było. Jak go stary przegonił i siedział u nas w klapakach, a obok zapłakana Kasia chlipała, że trzeba mu pomóc, pomogłem. Wypłaciłem kasę z mojego osobistego konta i wynająłem mu mieszkanie. Jedyny warunek jaki postawiłem, to taki, że ma iść w końcu do pracy.
Jak nie miał już co żreć, bo do pracy oczywiście nie poszedł, a mamusi skończyły się pieniążki, żeby w tajemnicy przede mną opłacać mu dalej mieszkanko i robić zakupy, to znowu usłyszałem, że trzeba mu pomóc. Pomogłem. Zapakowałem oboje do auta, zawiozłem do sklepu i powiedziałem, że Bartuś ma sobie naładować do koszyka wszystko czego potrzebuje, a ja za to zapłacę. Ten jeden raz i to wszystko z mojej strony. Więcej nie pomogę, ma iść kurwa do roboty.
- Tak tak, oczywiście masz rację, ja tego dopilnuję, ona sam się zobowiązał i mi obiecał, dziękuję...
I co mi z jej "dziękuję" jak wpierdolił wszystko co tam dostał i dalej pracy nie ma, kasy nie ma i już wydzwania, już przyłazi, już coś razem kombinują. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co dokładnie, ale wkrótce miałem się dowiedzieć. W grudniu podczas rozmowy z właścicielem wynajętego dla Bartusia mieszkania, wymsknęło się niechcący, że Bartuś miał opuścić lokal już w listopadzie. Że już wtedy były prowadzone na ten temat rozmowy. Oczywiście bez mojej wiedzy i za moimi plecami. Czyli Kasia i Bartuś już od listopada planowali zainstalowanie go u nas, na miesiąc przed tym jak właściciel mieszkania w końcu go wywalił, bo sąsiedzi nie dawali mu żyć ciągłymi telefonami ze skargami na to co się w tym mieszkaniu odbywa.
Dziwnym trafem akurat w listopadzie Kasia zrezygnowała ze swojej bardzo dobrze płatnej pracy, gdzie zarabiała nie wiem nawet ile, ale dużo, więcej ode mnie, więc było ją stać na dodatkowe utrzymywanie darmozjada w tajemnicy przede mną, bo ja jej w portfel ani na konto nie zaglądałem, więc nie posiadałem wiedzy ani o tym ile ona ma, ani na co ona wydaje. No ale kiedy to się ujebało, dobiegła również końca sielanka naszego milusińskiego. A zakupy trzeba mu zrobić. I za jego mieszkanko też ktoś musi zapłacić. No i co tu teraz zrobić... Jak to co, zaprosić go do nas. Tak tylko na parę dni. Najdalej do końca roku.
Rok się skończył 10 miesięcy temu...
Możesz pomóc tylko sobie, więc to zrób, zanim będzie za późno.
Tak, wiem. Masz rację i sam tłoczę sobie to do łba codziennie jak tylko o tym wszystkim pomyślę, a na to jedno akurat nie mam wpływu i od czasu do czasu mi przelatują między uszami różne wspomnienia czy obrazy z przeszłości. Ale nie pęknę i się nie ugnę. Nie tym razem. Za mało życia mi zostało, żeby jego resztę przepierdolić i za darmo oddać komuś, kto się na nie wysra jak tylko mu się trafi korzystniejsza opcja, bo co do tego też już nie mam żadnych złudzeń
Zobaczymy, czy Czesiek się nie ugnie
Na razie wiadomo, ale z czasem może zmięknie, Kasia na pewno ma swoje sposoby i wie co działa na Cześka ![]()
Zobaczymy, czy Czesiek się nie ugnie
Na razie wiadomo, ale z czasem może zmięknie, Kasia na pewno ma swoje sposoby i wie co działa na Cześka
Oczywiście, że się ugnie ,bo jeszcze zostało 150 rozdziałów książki o Bartusiu ![]()
Hmm, fajnie się czyta, ale jednak życzę Cześkowi, aby już nie miał o czym pisać, serio, bo kurcze fatalnie mu się ułożyło. Jakaś kiepska karma u Cześka chyba. Niektorzy mają mocno pod górkę a inni z górki;)
Hmm, fajnie się czyta, ale jednak życzę Cześkowi, aby już nie miał o czym pisać, serio, bo kurcze fatalnie mu się ułożyło. Jakaś kiepska karma u Cześka chyba. Niektorzy mają mocno pod górkę a inni z górki;)
Ja mu też wspolczuje nawet
Ja tu widzę patologię i Czesia, który w niej się jakoś odnajduje.
Niby stary chłop, ale jakąś terapię powinien przebyć, bo takie deficyty jakie ma, to mógłbym zrozumieć u ciapeusza w wieku 30 lat, a nie u faceta koło 50-tki.
Ja tu widzę patologię i Czesia, który w niej się jakoś odnajduje.
Niby stary chłop, ale jakąś terapię powinien przebyć, bo takie deficyty jakie ma, to mógłbym zrozumieć u ciapeusza w wieku 30 lat, a nie u faceta koło 50-tki.
No coś w tym jest. Tyle doświadczenia i taka wtopa. Coś sie nie skleiło
Zobaczymy, czy Czesiek się nie ugnie
Na razie wiadomo, ale z czasem może zmięknie, Kasia na pewno ma swoje sposoby i wie co działa na Cześka
Kasia musi najpierw przyjąć do wiadomości i zaakceptować (rozumieć nie musi) że nie ma takiej możliwości, abyśmy nadal lub kiedykolwiek indziej w przyszłości mieli mieszkać w trójkę. Już nigdy w życiu się na to nie zgodzę i to nawet nie podlega żadnej dyskusji. Żadnego przyłażenia i przesiadywania całymi dniami, żadnego nocowania w weekendy, żadnego zostawania "na święta" i tym podobnych bzdur, na które również nie pozwolę. Mieszkanie za które płacę tak samo jak ona, jest tak samo moim domem jak i jej domem, więc mam takie samo prawo jak ona, decydować o tym, kto i kiedy będzie do nas przychodził oraz wychodził. Nie ma leżenia przed telewizorem jak wracam z pracy i wyżerania wszystkiego co ja sobie kupiłem, a potem krążenia jak sęp nad matką, dopóki kasy jakiejś nie da. Nie interesują mnie żadne osobiste problemy ani sprawy jej syna, który jest jej synem nie moim i proszę mu pomagać we własnym zakresie, ja mam to w dupie. To nie jest ośmioletni chłopiec ani nastolatek, tylko zdrowy dorosły facet i ma sam sobie w życiu radzić, a jak to zrobi i czy w ogóle... a sram na to. Ja nie jestem Caritas do chuja karmazyna ani żadna inna pomoc humanitarna dla ubogich. Jesteśmy razem od trzech lat, na moje dziecko nie wydała nawet pół złotówki. Widziała go może ze trzy razy na oczy w tym jeden raz na naszym ślubie. Ma w piździe centralnie fakt, że ten dzieciak w ogóle istnieje. Mi to nie przeszkadza, a nawet odpowiada, ale w takim układzie chyba trochę nie na miejscu jest oczekiwać czy tym bardziej żądać ode mnie tego, żebym ja się angażował w jakiejkolwiek formie i zajmował rzeczami, które gówno mnie obchodzą. Związałem się z Kasią i z Kasią brałem ślub, nie z tym niedojdą, który się przypałętał i teraz cały mój wszechświat ma się kręcić wokół jego dupy, a w zamian będę tylko wysłuchiwał, że ciągle mało i jak mi się coś nie podoba, to mam wypierdalać, bo dziecko jest najważniejsze...
No to dobra, no i super, niech sobie będzie najważniejsze. Żyjcie sobie razem w dwójkę i ja tam nie jestem nikomu do niczego potrzebny. Nie tak się umawialiśmy i nie tak to sobie wyobrażałem. Nigdy się na to nie zgodziłem, bo nikt mnie o nic nie pytał i o niczym nie mogłem decydować. Mam więc chyba prawo powiedzieć w końcu DOŚĆ bez tłumaczenia komukolwiek czegokolwiek i przepraszania za to, że chcę być szczęśliwy, a nie będę dopóki jest jak jest. I chuj.
Wiesz co Czesiek, jesteś ciągle zaczadzony. Kasia nawet jak poszczuje Cię psem to Ty skupisz swoja uwagę i złość na psie.
Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed Tobą ![]()
Wiesz co Czesiek, jesteś ciągle zaczadzony. Kasia nawet jak poszczuje Cię psem to Ty skupisz swoja uwagę i złość na psie.
Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed Tobą
I niejeden Bartuś ![]()
Solaris napisał/a:Wiesz co Czesiek, jesteś ciągle zaczadzony. Kasia nawet jak poszczuje Cię psem to Ty skupisz swoja uwagę i złość na psie.
Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed TobąI niejeden Bartuś
Takim Bartusiem może być cokolwiek, to zmienna. Co jest stałą dla Cześka?;)
217 2025-10-08 18:32:02 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-08 18:34:31)
Moim zdaniem najbardziej żałosne w całej tej historii jest to, w jaki sposób piszesz o własnym dziecku. Chłopak nie dostał nawet roli drugoplanowej, to co najwyżej jakiś marny statysta. Jeśli zaś chodzi o syna obecnej żony, powiedzmy sobie szczerze, sam się tak nie wychował. Zwykle, gdy ktoś wyrasta na aż taką lebiegę, to dlatego, że ktoś inny bardzo się o to postarał.
Może ta cała sytuacja spowoduje, że Wujek Czesiek zechce naprawić swoje relacje z synem. Przynajmniej miałby jakiś pozytywny cel do zrealizowania i z całą pewnością wyszłoby to każdemu z nich na zdrowie.
Mam więc chyba prawo powiedzieć w końcu DOŚĆ bez tłumaczenia komukolwiek czegokolwiek i przepraszania za to, że chcę być szczęśliwy, a nie będę dopóki jest jak jest. I chuj.
To jeszcze jej tego nie powiedziałeś?
Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed Tobą
Nie mówię nie
Póki co odbywam zasłużoną karę w postaci nieodzywania się do mnie i wyczekuję tego pozwu z niecierpliwością. Może jeszcze zdąży przed urodzinami
Kasia ma urodziny przede mną w lipcu i na swoje przedostatnie dostała ode mnie lalkę Barbie jak co roku, a oprócz tego zamówiłem basen dmuchany wielkości naszego balkonu, tam go wystawiłem, garnkiem do niego wlałem całą wodę z kranu i na koniec wsypałem chyba z pierdylion płatków róż, co prawda sztucznych ale zawsze. Specjalnie z tej okazji wziąłem sobie urlop na żądanie, żeby zdążyć to wszystko przygotować zanim Kasia wróci z pracy. Potem ją zabrałem na tor kartingowy i oczywiście pozwoliłem wygrać, bo to jest uparciuch taki, że prędzej by się zabiła na bandach wylatując z zakrętu niż zdjęła nogę z gazu, więc puściłem ją przodem, niech się cieszy. No i taki miała dzień. Cieszyła się jak dziecko, a te gokarty jeszcze przez następne pół roku przeżywała, byłem z siebie dumny jak chuj.
W październiku na moje urodziny ja od Kasi dostałem nic. W mojej firmie każdy ma jeden dodatkowy dzień płatnego urlopu do wykorzystania z okazji urodzin. Ja swój zaplanowałem tak, że z Kasią nie będziemy wychodzili nawet z łóżka, tylko... no wiadomo co będziemy robili. Jednak z samego rana Kasia wykopała mnie z domu do roboty, gdyż ona źle się czuje, chyba jest chora i musi odpocząć. Sama w domu najlepiej. Ponieważ nie mogłem pojechać do pracy, bo miałem urlop już wypisany, a zresztą i tak bym się spóźnił, wsiadłem w samochód i pojechałem do lasu kłamiąc, że jadę do pracy. Przesiedziałem w tym lesie cały dzień rozmyślając, dlaczego moja własna osobista żona musi dla mnie być taką parszywą suką. Jaką chorą przyjemność z tego czerpie i satysfakcję, no przecież to trzeba być jebniętym jakimś, żeby tak traktować najbliższą osobę i to bez żadnego konkretnego powodu, a tylko i wyłącznie dlatego, żeby sprawdzić jak daleko może się posunąć i na ile jeszcze może sobie pozwolić, no to kto tak robi?
Pomijam już to, że nic mi nie dała, bo przecież nie chodzi o prezenty, ale jak mogła mi powiedzieć, żebym w dniu swoich urodzin i wolnym od pracy wyszedł z domu, bo ona musi odpocząć... A już jasny chuj mnie strzelił jak wróciłem z taj niby pracy i w mieszkaniu zastałem tego jej synusia rozpierdolonego przed telewizorem na całą kanapę i nawet się nie poruszył jak wszedłem, bo przecież zmęczony, spał do południa, przylazł do nas, wpierdolił obiad, no to się zmęczył, wiadomo. I ona do mnie:
- A ty co już taki nastroszony?
- A ty co już nie na sorze?
- Co? A dlaczego?
- No nie wiem, myślałem że karetka cię zabrała, taka byłaś chora.
- Ale o co ci chodzi...
- O nic. Martwiłem się po prostu.
- Jasne.
- Dobra, zbieraj to z wyra i do widzenia, to nie jest poczekalnia dworcowa ani noclegownia, tylko dom. Ma swój, to niech tam idzie i u siebie leży.
- To mu to powiedz.
- To chyba słyszy. Czy mam go zaraz podnieść?
- Bartuś wstań dziecko i idź się położyć do sypialni jak chcesz...
- Tak, do sypialni idź. W tych brudnych łachach wytarzaj się w naszej pościeli i poleż sobie, odpocznij.
- Ale z ciebie jest chuj.
- Uważaj.
- Bo co?
- Po prostu, uważaj.
No, to takie miałem urodziny w zeszłym roku, więc w tym żeby je przebić, Katarzyna chyba bardziej się postara.
Taki pozew rozwodowy na przykład, to by było coś. Nie żebym się obawiał czegokolwiek z jej strony, bo co mi może zrobić? Czym mnie może zastraszyć albo zagrozić? Nic takiego nie istnieje, więc w ogóle się nie boję, tylko już nie mogę się doczekać, żeby go przeczytać, a jeszcze bardziej tego, żeby móc na niego odpowiedzieć.
"Wysoki Sądzie.
Ja Katarzyna taka i taka, składam wniosek o rozwiązanie małżeństwa z panem Wiesławem takim i srakim,
uzasadniając to tym, iż mój jeszcze obecny mąż..."
No co takiego zrobił? Wysrał się na szantaż, że albo będzie dalej łożył na bombelka bez protestu, albo sam niech wypierdala?
To nie wiem, chyba dożywocie mi grozi albo kara śmierci i to z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Boże i co teraz...
Solaris napisał/a:Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed Tobą
Nie mówię nie
![]()
Póki co odbywam zasłużoną karę w postaci nieodzywania się do mnie i wyczekuję tego pozwu z niecierpliwością. Może jeszcze zdąży przed urodzinami![]()
Kasia ma urodziny przede mną w lipcu i na swoje przedostatnie dostała ode mnie lalkę Barbie jak co roku, a oprócz tego zamówiłem basen dmuchany wielkości naszego balkonu, tam go wystawiłem, garnkiem do niego wlałem całą wodę z kranu i na koniec wsypałem chyba z pierdylion płatków róż, co prawda sztucznych ale zawsze. Specjalnie z tej okazji wziąłem sobie urlop na żądanie, żeby zdążyć to wszystko przygotować zanim Kasia wróci z pracy. Potem ją zabrałem na tor kartingowy i oczywiście pozwoliłem wygrać, bo to jest uparciuch taki, że prędzej by się zabiła na bandach wylatując z zakrętu niż zdjęła nogę z gazu, więc puściłem ją przodem, niech się cieszy. No i taki miała dzień. Cieszyła się jak dziecko, a te gokarty jeszcze przez następne pół roku przeżywała, byłem z siebie dumny jak chuj.
W październiku na moje urodziny ja od Kasi dostałem nic. W mojej firmie każdy ma jeden dodatkowy dzień płatnego urlopu do wykorzystania z okazji urodzin. Ja swój zaplanowałem tak, że z Kasią nie będziemy wychodzili nawet z łóżka, tylko... no wiadomo co będziemy robili. Jednak z samego rana Kasia wykopała mnie z domu do roboty, gdyż ona źle się czuje, chyba jest chora i musi odpocząć. Sama w domu najlepiej. Ponieważ nie mogłem pojechać do pracy, bo miałem urlop już wypisany, a zresztą i tak bym się spóźnił, wsiadłem w samochód i pojechałem do lasu kłamiąc, że jadę do pracy. Przesiedziałem w tym lesie cały dzień rozmyślając, dlaczego moja własna osobista żona musi dla mnie być taką parszywą suką. Jaką chorą przyjemność z tego czerpie i satysfakcję, no przecież to trzeba być jebniętym jakimś, żeby tak traktować najbliższą osobę i to bez żadnego konkretnego powodu, a tylko i wyłącznie dlatego, żeby sprawdzić jak daleko może się posunąć i na ile jeszcze może sobie pozwolić, no to kto tak robi?
Pomijam już to, że nic mi nie dała, bo przecież nie chodzi o prezenty, ale jak mogła mi powiedzieć, żebym w dniu swoich urodzin i wolnym od pracy wyszedł z domu, bo ona musi odpocząć... A już jasny chuj mnie strzelił jak wróciłem z taj niby pracy i w mieszkaniu zastałem tego jej synusia rozpierdolonego przed telewizorem na całą kanapę i nawet się nie poruszył jak wszedłem, bo przecież zmęczony, spał do południa, przylazł do nas, wpierdolił obiad, no to się zmęczył, wiadomo. I ona do mnie:
- A ty co już taki nastroszony?
- A ty co już nie na sorze?
- Co? A dlaczego?
- No nie wiem, myślałem że karetka cię zabrała, taka byłaś chora.
- Ale o co ci chodzi...
- O nic. Martwiłem się po prostu.
- Jasne.
- Dobra, zbieraj to z wyra i do widzenia, to nie jest poczekalnia dworcowa ani noclegownia, tylko dom. Ma swój, to niech tam idzie i u siebie leży.
- To mu to powiedz.
- To chyba słyszy. Czy mam go zaraz podnieść?
- Bartuś wstań dziecko i idź się położyć do sypialni jak chcesz...
- Tak, do sypialni idź. W tych brudnych łachach wytarzaj się w naszej pościeli i poleż sobie, odpocznij.
- Ale z ciebie jest chuj.
- Uważaj.
- Bo co?
- Po prostu, uważaj.No, to takie miałem urodziny w zeszłym roku, więc w tym żeby je przebić, Katarzyna chyba bardziej się postara.
Taki pozew rozwodowy na przykład, to by było coś. Nie żebym się obawiał czegokolwiek z jej strony, bo co mi może zrobić? Czym mnie może zastraszyć albo zagrozić? Nic takiego nie istnieje, więc w ogóle się nie boję, tylko już nie mogę się doczekać, żeby go przeczytać, a jeszcze bardziej tego, żeby móc na niego odpowiedzieć."Wysoki Sądzie.
Ja Katarzyna taka i taka, składam wniosek o rozwiązanie małżeństwa z panem Wiesławem takim i srakim,
uzasadniając to tym, iż mój jeszcze obecny mąż..."No co takiego zrobił? Wysrał się na szantaż, że albo będzie dalej łożył na bombelka bez protestu, albo sam niech wypierdala?
To nie wiem, chyba dożywocie mi grozi albo kara śmierci i to z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Boże i co teraz...
To Kasia jest dzieckiem? Przeciez lalki barbie som dla dzieci
To Kasia jest dzieckiem? Przeciez lalki barbie som dla dzieci
I pisze to ktoś, kto składa kwiatuszki z klockow lego ![]()
Julia life in UK napisał/a:To Kasia jest dzieckiem? Przeciez lalki barbie som dla dzieci
I pisze to ktoś, kto składa kwiatuszki z klockow lego
![]()
Moim zdaniem najbardziej żałosne w całej tej historii jest to, w jaki sposób piszesz o własnym dziecku. Chłopak nie dostał nawet roli drugoplanowej, to co najwyżej jakiś marny statysta.
Dlaczego statysta i to marny w dodatku? Moja relacja z synem może służyć za podręcznikowy przykład do nauczania, więc nie bardzo rozumiem o co właściwie chodzi. Że nie zmuszam go do spędzania czasu z macochą, którą ledwo zna i nawet nie ma o czym z nią rozmawiać? Nie zmuszam i nie będę nigdy do niczego zmuszał. On o tym wie i nie szlocha pod kołdrą z tego powodu, a wręcz przeciwnie. Jak chcemy coś razem sobie porobić, to sobie robimy. Sami we dwóch. Gdyby nie ojciec, to mój syn nie wiedziałby nawet jak wygląda namiot od środka, ani jak się go rozkłada i składa, jak się trzyma siekierę albo jak rozpalić ogień bez papieru i podpałki do grilla dla leszczy. Wszystkiego uczę go ja. Od jazdy na rowerze po wymianę klocków hamulcowych w samochodzie, który również ja go nauczyłem prowadzić na parkingu pod Netto, kiedy miał chyba 12 lat i ledwo sięgał do pedałów. I nie że siedział mi na kolanach, a tata zmieniał biegi. Tata stał obok i filmował telefonem, bo nikt by nie uwierzył, że taki mały kajtek wsiadł do fury, odpalił i sam pojechał. Od szurania brzuchem po dnie w brodziku na basenie, po skakanie na główkę z pomostu do jeziora. i tak dalej i tak dalej. Od tego ma tatę. Mama jest od innych rzeczy. A Kasia ma go w dupie, więc i on ma w dupie Kasię. I prawidłowo.
Nie tylko kwiatki układa.W którymś z wątków Julka napisała ,że przeprowadziła eksperyment
To Kasia jest dzieckiem? Przeciez lalki barbie som dla dzieci
Som też takie dla dorosłych. Co wy w tej anglii macie? Średniowiecze?
227 2025-10-08 20:15:38 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-08 20:38:08)
Solaris napisał/a:Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed Tobą
Nie mówię nie
![]()
Póki co odbywam zasłużoną karę w postaci nieodzywania się do mnie i wyczekuję tego pozwu z niecierpliwością. Może jeszcze zdąży przed urodzinami![]()
Kasia ma urodziny przede mną w lipcu i na swoje przedostatnie dostała ode mnie lalkę Barbie jak co roku, a oprócz tego zamówiłem basen dmuchany wielkości naszego balkonu, tam go wystawiłem, garnkiem do niego wlałem całą wodę z kranu i na koniec wsypałem chyba z pierdylion płatków róż, co prawda sztucznych ale zawsze. Specjalnie z tej okazji wziąłem sobie urlop na żądanie, żeby zdążyć to wszystko przygotować zanim Kasia wróci z pracy. Potem ją zabrałem na tor kartingowy i oczywiście pozwoliłem wygrać, bo to jest uparciuch taki, że prędzej by się zabiła na bandach wylatując z zakrętu niż zdjęła nogę z gazu, więc puściłem ją przodem, niech się cieszy. No i taki miała dzień. Cieszyła się jak dziecko, a te gokarty jeszcze przez następne pół roku przeżywała, byłem z siebie dumny jak chuj.
I słusznie, że byłeś. Tak robią normalni, kochający faceci.
I za to trzeba Cześka pochwalić! Że potrafi i że w ogóle chce.
Jacieee, dmuchany basen z płatkami róż! (to nic, że sztucznymi). Czesiek to romantyk! A tacy zniosą wiele;)
Reszty postu Cześka az żal komentować bo to Tragedia przez duże T. Sorry Czesiek, ale aż wstyd, żeby Kasia tak Tobą kręciła jak bączkiem a Ty nic. Kasia mowi won a Ty mimo, że masz dzień wolny to idziesz sobie do lasu, żeby gdzies się podziać i rozkmniniasz, dlaczego traktuje Cię jak psa. Ż A Ł O S N E.
Julia life in UK napisał/a:To Kasia jest dzieckiem? Przeciez lalki barbie som dla dzieci
Som też takie dla dorosłych. Co wy w tej anglii macie? Średniowiecze?
Nie sredniowiecze tylko ja zyje w lesie krolewskim Royal Forest i dlatego nie wiem . Po za tym nie oglądam TV i niewiem co sie na swiecie dzieje. A tak wogole to skad wiesz ,ze mieszkam w Anglii ?
Nie tylko kwiatki układa.W którymś z wątków Julka napisała ,że przeprowadziła eksperyment
Nie wiem, co to za eksperyment, ale w kwestii klocków lego ją rozumiem, bo sama składam ![]()
Selkirk napisał/a:Nie tylko kwiatki układa.W którymś z wątków Julka napisała ,że przeprowadziła eksperyment
Nie wiem, co to za eksperyment, ale w kwestii klocków lego ją rozumiem, bo sama składam
Właśnie jaki eksperyment? !
A tak LEGO jest fajne,odstresowuje
Dlaczego statysta i to marny w dodatku? Moja relacja z synem może służyć za podręcznikowy przykład do nauczania, więc nie bardzo rozumiem o co właściwie chodzi. Że nie zmuszam go do spędzania czasu z macochą, którą ledwo zna i nawet nie ma o czym z nią rozmawiać? Nie zmuszam i nie będę nigdy do niczego zmuszał. On o tym wie i nie szlocha pod kołdrą z tego powodu, a wręcz przeciwnie. Jak chcemy coś razem sobie porobić, to sobie robimy. Sami we dwóch. Gdyby nie ojciec, to mój syn nie wiedziałby nawet jak wygląda namiot od środka, ani jak się go rozkłada i składa, jak się trzyma siekierę albo jak rozpalić ogień bez papieru i podpałki do grilla dla leszczy. Wszystkiego uczę go ja. Od jazdy na rowerze po wymianę klocków hamulcowych w samochodzie, który również ja go nauczyłem prowadzić na parkingu pod Netto, kiedy miał chyba 12 lat i ledwo sięgał do pedałów. I nie że siedział mi na kolanach, a tata zmieniał biegi. Tata stał obok i filmował telefonem, bo nikt by nie uwierzył, że taki mały kajtek wsiadł do fury, odpalił i sam pojechał. Od szurania brzuchem po dnie w brodziku na basenie, po skakanie na główkę z pomostu do jeziora. i tak dalej i tak dalej. Od tego ma tatę. Mama jest od innych rzeczy. A Kasia ma go w dupie, więc i on ma w dupie Kasię. I prawidłowo.
Dlaczego statysta? Niech pomyślę.
Poznaliśmy się jako wolni dorośli bez zobowiązań i obciążeń w postaci małych czy jakichkolwiek dzieci na wychowaniu. Między innymi to nas właśnie połączyło. Na samym początku znajomości wyjaśniliśmy sobie od razu jedno, jeśli mamy rozwijać jakąkolwiek relację poza okazjonalne randki i weekendowe stukanie, to nasi partnerzy nie mogą mieć pod opieką na stałe żadnych dzieci z którymi mieszkają, którymi trzeba będzie się zajmować i z którymi trzeba będzie spędzać wspólnie czas, bo oboje już jesteśmy na to za starzy i zbyt wygodni, chcemy mieć wreszcie święty spokój, a w związku chcemy zajmować się związkiem i sobą, niczym innym więcej.
Dodajmy do tego, że otwarcie i bez cienia żenady cieszysz się z faktu, że Twoja obecna żona ma w dupie Twojego syna, mimo że Ty przez wiele miesięcy sponsorowałeś Bartusia.
Sorry, ale nie brzmi to jak coś, co mógłby napisać dobry ojciec, który kocha swoje dziecko i chce dla niego dobrze w życiu.
Zwłaszcza, że mówimy o nastolatku, a nie trzydziestoletnim chłopie.
Jeszcze jedno, zastanów się, jaki przykład dajesz synowi, trzymając się kurczowo relacji z kobietą, która miesiącami okazywała Tobie totalny brak szacunku? Dając się wykorzystywać, manipulować i wyrzucać z własnego domu?
Zrób sobie przysługę i skończ z fiksacją na ich punkcie.
Przestań liczyć na to, że małżonka przyjdzie skruszona, błagając, żebyś wrócił.
Bo do czego niby miałbyś wracać?
233 2025-10-08 20:46:10 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-08 20:52:43)
Im dłużej czytam Czeska, tym mam wrażenie, że to jednak bajkopisarz, bo aż mi się wierzyć nie chce, że to na serio ![]()
Żeby się z domu musieć ewakuować (mając dzień wolny!) i tułać po lasach bo żona wygoniła z chaty, mówiąc - paszoł do roboty, bo chora jestem i chcę być sama?
I Czesiek tak się tułał, udając przed Kasią, że jest w pracy. Masakra.
Czesiek, weź zmień scenariusz bo to już przesada ![]()
Im dłużej czytam Czeska, tym mam wrażenie, że to jednak bajkopisarz, bo aż mi się wierzyć nie chce, że to na serio
Żeby się z domu musieć ewakuować i tułać po lasach bo żona wygoniła z chaty, mówiąc - paszoł do roboty, bo chora jestem i chcę być sama?I Czesiek tak się tułał, udając przed Kasią, że jest w pracy. Masakra.
Czesiek, weź zmień scenariusz bo to już przesada
Ja to od początku pisze,że to bajka ![]()
235 2025-10-08 20:55:35 Ostatnio edytowany przez Selkirk (2025-10-08 20:56:23)
Znalazłem Julka.Z posiłkami dla dzieci z cateringu.Eksperyment Filadelfijski prawie.Julka naukowiec.
Znalazłem Julka.Z posiłkami dla dzieci z cateringu.Eksperyment Filadelfijski prawie.Julka naukowiec.
Niby gdzie znalazłeś?
Solaris napisał/a:Czuję, że jeszcze niejeden ślub przed Tobą
Nie mówię nie
![]()
Póki co odbywam zasłużoną karę w postaci nieodzywania się do mnie i wyczekuję tego pozwu z niecierpliwością. Może jeszcze zdąży przed urodzinami![]()
Kasia ma urodziny przede mną w lipcu i na swoje przedostatnie dostała ode mnie lalkę Barbie jak co roku, a oprócz tego zamówiłem basen dmuchany wielkości naszego balkonu, tam go wystawiłem, garnkiem do niego wlałem całą wodę z kranu i na koniec wsypałem chyba z pierdylion płatków róż, co prawda sztucznych ale zawsze. Specjalnie z tej okazji wziąłem sobie urlop na żądanie, żeby zdążyć to wszystko przygotować zanim Kasia wróci z pracy. Potem ją zabrałem na tor kartingowy i oczywiście pozwoliłem wygrać, bo to jest uparciuch taki, że prędzej by się zabiła na bandach wylatując z zakrętu niż zdjęła nogę z gazu, więc puściłem ją przodem, niech się cieszy. No i taki miała dzień. Cieszyła się jak dziecko, a te gokarty jeszcze przez następne pół roku przeżywała, byłem z siebie dumny jak chuj.
W październiku na moje urodziny ja od Kasi dostałem nic. W mojej firmie każdy ma jeden dodatkowy dzień płatnego urlopu do wykorzystania z okazji urodzin. Ja swój zaplanowałem tak, że z Kasią nie będziemy wychodzili nawet z łóżka, tylko... no wiadomo co będziemy robili. Jednak z samego rana Kasia wykopała mnie z domu do roboty, gdyż ona źle się czuje, chyba jest chora i musi odpocząć. Sama w domu najlepiej. Ponieważ nie mogłem pojechać do pracy, bo miałem urlop już wypisany, a zresztą i tak bym się spóźnił, wsiadłem w samochód i pojechałem do lasu kłamiąc, że jadę do pracy. Przesiedziałem w tym lesie cały dzień rozmyślając, dlaczego moja własna osobista żona musi dla mnie być taką parszywą suką. Jaką chorą przyjemność z tego czerpie i satysfakcję, no przecież to trzeba być jebniętym jakimś, żeby tak traktować najbliższą osobę i to bez żadnego konkretnego powodu, a tylko i wyłącznie dlatego, żeby sprawdzić jak daleko może się posunąć i na ile jeszcze może sobie pozwolić, no to kto tak robi?
Pomijam już to, że nic mi nie dała, bo przecież nie chodzi o prezenty, ale jak mogła mi powiedzieć, żebym w dniu swoich urodzin i wolnym od pracy wyszedł z domu, bo ona musi odpocząć... A już jasny chuj mnie strzelił jak wróciłem z taj niby pracy i w mieszkaniu zastałem tego jej synusia rozpierdolonego przed telewizorem na całą kanapę i nawet się nie poruszył jak wszedłem, bo przecież zmęczony, spał do południa, przylazł do nas, wpierdolił obiad, no to się zmęczył, wiadomo. I ona do mnie:
...
Jesteś albo masochistą i to Cię najwyraźniej kręci, takie poniżanie. Różnie ludzie mają, ty masz akurat tak.
Albo babka jest tak niezła w łóżku, że aż Cię otumaniła, dodatkowo na co dzień potrafi Cię sprytnie podejść, słodkie oczka, taka nieporadna, umie sobie faceta owinąć wokół palca i nie wyobrażasz sobie, ze to wszystko bezpowrotnie stracisz, a tak by było, jakbyście się rozeszli.
Ale pisz dalej, dobrze się to czyta.
Im dłużej czytam Czeska, tym mam wrażenie, że to jednak bajkopisarz, bo aż mi się wierzyć nie chce, że to na serio
Żeby się z domu musieć ewakuować (mając dzień wolny!) i tułać po lasach bo żona wygoniła z chaty, mówiąc - paszoł do roboty, bo chora jestem i chcę być sama?I Czesiek tak się tułał, udając przed Kasią, że jest w pracy. Masakra.
Czesiek, weź zmień scenariusz bo to już przesada
Też mi przeszło przez myśl, że to fejk, ale różnie w życiu bywa.
Niektórzy dobrze się odnajdują właśnie w takich toksycznych, porąbanych relacjach.
Niektórzy dobrze się odnajdują właśnie w takich toksycznych, porąbanych relacjach.
Zdanie to może być kluczowe.)
Jednak nie pasuje mi wiek, Czesiek ma koło 50 ki, był już żonaty i to dwa razy(?)
A zachowuje się tak, jakby był sporo przed 30ką, a to był jego pierwszy, czy drugi związek i dopiero się uczył z czym to się je.
Po dwóch rozwodach wejść dość szybko na kolejną minę - mało prawdopodobne.
........Kasia ma urodziny przede mną w lipcu i na swoje przedostatnie dostała ode mnie lalkę Barbie jak co roku, a oprócz tego zamówiłem basen dmuchany wielkości naszego balkonu, tam go wystawiłem, garnkiem do niego wlałem całą wodę z kranu i na koniec wsypałem chyba z pierdylion płatków róż, co prawda sztucznych ale zawsze. Specjalnie z tej okazji wziąłem sobie urlop na żądanie, żeby zdążyć to wszystko przygotować zanim Kasia wróci z pracy. Potem ją zabrałem na tor kartingowy i oczywiście pozwoliłem wygrać, bo to jest uparciuch taki, że prędzej by się zabiła na bandach wylatując z zakrętu niż zdjęła nogę z gazu, więc puściłem ją przodem, niech się cieszy. No i taki miała dzień. Cieszyła się jak dziecko, a te gokarty jeszcze przez następne pół roku przeżywała, byłem z siebie dumny jak chuj.
W październiku na moje urodziny ja od Kasi dostałem nic. W mojej firmie każdy ma jeden dodatkowy dzień płatnego urlopu do wykorzystania z okazji urodzin. Ja swój zaplanowałem tak, że z Kasią nie będziemy wychodzili nawet z łóżka, tylko... no wiadomo co będziemy robili. Jednak z samego rana Kasia wykopała mnie z domu do roboty, gdyż ona źle się czuje, chyba jest chora i musi odpocząć. Sama w domu najlepiej. Ponieważ nie mogłem pojechać do pracy, bo miałem urlop już wypisany, a zresztą i tak bym się spóźnił, wsiadłem w samochód i pojechałem do lasu kłamiąc, że jadę do pracy. Przesiedziałem w tym lesie cały dzień rozmyślając, dlaczego moja własna osobista żona musi dla mnie być taką parszywą suką. .......
Normalnie padłam ![]()
Solaris napisał/a:Im dłużej czytam Czeska, tym mam wrażenie, że to jednak bajkopisarz, bo aż mi się wierzyć nie chce, że to na serio
Żeby się z domu musieć ewakuować (mając dzień wolny!) i tułać po lasach bo żona wygoniła z chaty, mówiąc - paszoł do roboty, bo chora jestem i chcę być sama?I Czesiek tak się tułał, udając przed Kasią, że jest w pracy. Masakra.
Czesiek, weź zmień scenariusz bo to już przesada
Też mi przeszło przez myśl, że to fejk, ale różnie w życiu bywa.
Niektórzy dobrze się odnajdują właśnie w takich toksycznych, porąbanych relacjach.
Niby tak, choć zgrzyta, bo z jednej strony Czesiek tak huczy w narracji, jakby był sprawczym facetem i miał coś do powiedzenia, z drugiej wyłania się taka totalna mimoza, ktora daje się wywalić z domu, bo Kasia ma focha. Wczesniej wracajac z roboty musiał spać w samochodzie bo Kasia zamki zmieniła i nie chciała go wpuscić... Po takich akcjach normalny człowiek zawija się i koniec pieśni. No ileż można dawać sobie, za przeproszeniem, srać na łeb.
A Czesiek co? Pohuczy sobie, napisze na forum, by ulżyć sobie? i tyle. Kasi gotow wybaczyć, bo to wszystko wina Bartusia a jak nie jego, to Żydów, masonów i cyklistów ![]()
Jeśli jednak Czesiek pisze prawdę, to powinien zastanowić się nad swoimi związkami bo na pewno mają jakiś wspólny mianownik, skoro powiela ten pechowy cykl.
Dopóki sobie nie uświadomi, dlaczego wybiera jak wybiera, będzie kolejna Kasia.
242 2025-10-08 21:45:02 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-08 21:48:03)
Zdanie to może być kluczowe.)
Jednak nie pasuje mi wiek, Czesiek ma koło 50 ki, był już żonaty i to dwa razy(?)
A zachowuje się tak, jakby był sporo przed 30ką, a to był jego pierwszy, czy drugi związek i dopiero się uczył z czym to się je.
Po dwóch rozwodach wejść dość szybko na kolejną minę - mało prawdopodobne.
Jeśli poprzednie małżeństwa wyglądały podobnie, to świadczyłoby o tym, że Czesiek ma swój typ i lubi gdy "się dzieje" ![]()
Niby tak, choć zgrzyta, bo z jednej strony Czesiek tak huczy w narracji, jakby był sprawczym facetem i miał coś do powiedzenia, z drugiej wyłania się taka totalna mimoza, ktora daje się wywalić z domu, bo Kasia ma focha. Wczesniej wracajac z roboty musiał spać w samochodzie bo Kasia zamki zmieniła i nie chciała go wpuscić... Po takich akcjach normalny człowiek zawija się i koniec pieśni. No ileż można dawać sobie, za przeproszeniem, srać na łeb.
A Czesiek co? Pohuczy sobie, napisze na forum, by ulżyć sobie? i tyle. Kasi gotow wybaczyć, bo to wszystko wina Bartusia a jak nie jego, to Żydów, masonów i cyklistów.
Ile znasz matek, które bez przerwy narzekają, że wszystko muszą robić w domu same, a potem i tak nastawiają kolejne pranie, robią zakupy i z zapałem szorują umywalkę? Czesiek mi wygląda właśnie na kogoś takiego. Pomarudzi, strzeli focha, a koniec końców nadstawia drugi policzek. Przynajmniej jest co przeżywać.
244 2025-10-08 21:51:00 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-08 21:53:42)
Solaris napisał/a:Niby tak, choć zgrzyta, bo z jednej strony Czesiek tak huczy w narracji, jakby był sprawczym facetem i miał coś do powiedzenia, z drugiej wyłania się taka totalna mimoza, ktora daje się wywalić z domu, bo Kasia ma focha. Wczesniej wracajac z roboty musiał spać w samochodzie bo Kasia zamki zmieniła i nie chciała go wpuscić... Po takich akcjach normalny człowiek zawija się i koniec pieśni. No ileż można dawać sobie, za przeproszeniem, srać na łeb.
A Czesiek co? Pohuczy sobie, napisze na forum, by ulżyć sobie? i tyle. Kasi gotow wybaczyć, bo to wszystko wina Bartusia a jak nie jego, to Żydów, masonów i cyklistów.
Ile znasz matek, które bez przerwy narzekają, że wszystko muszą robić w domu same, a potem i tak nastawiają kolejne pranie, robią zakupy i z zapałem szorują umywalkę? Czesiek mi wygląda właśnie na kogoś takiego. Pomarudzi, strzeli focha, a koniec końców nadstawia drugi policzek. Przynajmniej jest co przeżywać.
Nie, no jednak to są chyba inne przypadki...Nie porownywałabym.
Ale w jednym wszyscy sią tu zgodni - Czesiek świetnie pisze ![]()
Mrs.Happiness napisał/a:Solaris napisał/a:Niby tak, choć zgrzyta, bo z jednej strony Czesiek tak huczy w narracji, jakby był sprawczym facetem i miał coś do powiedzenia, z drugiej wyłania się taka totalna mimoza, ktora daje się wywalić z domu, bo Kasia ma focha. Wczesniej wracajac z roboty musiał spać w samochodzie bo Kasia zamki zmieniła i nie chciała go wpuscić... Po takich akcjach normalny człowiek zawija się i koniec pieśni. No ileż można dawać sobie, za przeproszeniem, srać na łeb.
A Czesiek co? Pohuczy sobie, napisze na forum, by ulżyć sobie? i tyle. Kasi gotow wybaczyć, bo to wszystko wina Bartusia a jak nie jego, to Żydów, masonów i cyklistów.
Ile znasz matek, które bez przerwy narzekają, że wszystko muszą robić w domu same, a potem i tak nastawiają kolejne pranie, robią zakupy i z zapałem szorują umywalkę? Czesiek mi wygląda właśnie na kogoś takiego. Pomarudzi, strzeli focha, a koniec końców nadstawia drugi policzek. Przynajmniej jest co przeżywać.
Nie, no jednak to są chyba inne przypadki...Nie porownywałabym.
Ale w jednym wszyscy sią tu zgodni - Czesiek świetnie pisze
Tak ja lubię jego pisanie sie czuje jakbym ksiazke czytala ![]()
Nie, no jednak to są chyba inne przypadki...Nie porownywałabym.
Oczywiście jego sytuacja jest dużo bardziej skrajna, ale reaguje na nią w podobny sposób. Niby chciałby coś zmienić i głośno komunikuje, że mu ta sytuacja nie pasuje, jednak brakuje mu stanowczości, a niektórymi działaniami wręcz doprowadza do tego, by wszystko zostało po staremu.
Generalnie taka sztuka dla sztuki.
Solaris napisał/a:Ale w jednym wszyscy sią tu zgodni - Czesiek świetnie pisze
Tak ja lubię jego pisanie sie czuje jakbym ksiazke czytala
I straszno i śmieszno. Akcja trochę zwolniła, ale...zawsze może być niespodziewany zwrot;)
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:Ale w jednym wszyscy sią tu zgodni - Czesiek świetnie pisze
Tak ja lubię jego pisanie sie czuje jakbym ksiazke czytala
I straszno i śmieszno. Akcja trochę zwolniła, ale...zawsze może być niespodziewany zwrot;)
Trzeba cierpliwości lada dzień Czesiek zrobi taka akcja,że szok będzie ![]()
A co z ojcem Bartusia? Może pomieszkać u niego. Niby ma te 20parę lat, ale czemu tylko matka ma go utrzymywać? A , ze jest dorosły to może mieszkać u ojca. Ale pewnie ojciec kazał pracować albo się uczyć i nie wyszło.
A co z ojcem Bartusia? Może pomieszkać u niego. Niby ma te 20parę lat, ale czemu tylko matka ma go utrzymywać? A , ze jest dorosły to może mieszkać u ojca. Ale pewnie ojciec kazał pracować albo się uczyć i nie wyszło.
Czesiek pisał, że pasożytował na ojcu, aż ten się wkurzył i go wyrzucił. Tak trafił pod ich dach ![]()
złoto napisał/a:A co z ojcem Bartusia? Może pomieszkać u niego. Niby ma te 20parę lat, ale czemu tylko matka ma go utrzymywać? A , ze jest dorosły to może mieszkać u ojca. Ale pewnie ojciec kazał pracować albo się uczyć i nie wyszło.
Czesiek pisał, że pasożytował na ojcu, aż ten się wkurzył i go wyrzucił. Tak trafił pod ich dach
Całkiem niegłupi ten ojciec.
Gdzie znalazłem?W Twoim Julka temacie ,,Czy można być w Polsce żoną i matką ''.Twój osobisty wpis nr 24.
Gdybyś nie wrzucała swoich błyskotliwych przemyśleń w praktycznie każdym temacie na forum to może byś pamiętała co i gdzie piszesz.Ilość nie zawsze przechodzi w jakość.Jakkolwiek to nie zabrzmi ,,przemyśl temat''.Pozdrawiam.
Im bardziej po mnie jedziecie, tym mniejszą mam ochotę na spotkanie z Kasią kiedykolwiek w przyszłości. Nie dlatego, że siedzę i płaczę z rozpaczy, bo przeżywałem w swoim życiu znacznie gorsze rzeczy. Ale dlatego, że siedząc tutaj i patrząc teraz na to wszystko z dystansu kurwica jasna mnie strzela ile czasu zmarnowałem próbując sobie wmawiać, że "tym razem będzie inaczej" za każdym razem, kiedy do niej wracałem.
Tak, oczywiście, każdy napisze - no to trzeba było coś z tym zrobić, a nie sobie dawać i pozwalać... - tylko co miałem zrobić, chętnie posłucham, może przyda mi się w przyszłości. Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.
Bartuś już raz wpakował się w kłopoty, które kosztowały go turnusem w jednostce penitencjarnej. Wg Wujka Cześka zdecydowanie za krótkim, ale zawsze co odsiadka to odsiadka. Niewykluczone, że kiedyś znów może coś zmalować dla zdobycia kasy, jeśli tej akurat mu zabraknie albo będzie za mało i znów zafunduje sobie wakacje na koszt państwa.To niereformowalny typ. Mimo to udaje mu się jak na razie skutecznie manipulować matką, która tańczy jak on zagra. Tylko ciekawe jak długo. Myślę, że każdy z nas widział podobne obrazki, w szczególności ich zakończenia.
Czas pokaże, czy żona Wujka Cześka otrzeźwieje i ocknie się z tej pomroczności ciemnej czy nie, czy jednak postawi na swoim, na tą beznadziejną zaciętość czy może jednak rozum i rozsądek zwyciężą. Jednak póki co, na chwilę obecną nie widać szansy na to drugie.
Tak naprawdę w 100% niereformowalnych typów jest cholernie mało; wszystko rozchodzi się o odpowiednią motywację. I akurat w tej kwestii pierdolenie nad wyższością motywacji wewnętrznej nad zewnętrzną przypomina pierdolenie o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. wyższość wykazuje jedynie motywacja SKUTECZNA, a czy będzie nią ekstra laska, groźba wylądowania na dworcu czy 10 milionów kapusty, to już kwestia drugorzędna. U Bartusia motywacja SKUTECZNA dotąd nie została wprowadzona, a że nikomu jej się nie będzie chciało dla niego znaleźć, to zostaje liczyć na ślepy los ![]()
Przy swoim trybie życia i nastawieniu Bartuś ma dużą szansę na spowodowanie wypadku po pijaku (uj wie, nawet ze skutkiem śmiertelnym) za który to wypadek dostałby kilka lat bez zawiasów. Wiem jak to zabrzmi, ale to byłaby chyba ostatnia szansa na punkt zwrotny w jego życiu. Zdarzenie kalibru wystarczającego by matka doszła do wniosku, że jak ona nie jest w stanie go naprostować, to niech go w pierdlu prostują, a jednocześnie okres który może go otrzeźwić, bo raczej w pierdlu dostanie mocną szkołę życia. Paradoksalnie na plus może zadziałać to co widać: wydaje się za miękki i rozlazły żeby więzienie przerobiło go na nieuleczalnego bandziora, prędzej go złamie; a wtedy życie ze zwykłą pracą po wyjściu wyda mu się wręcz rajem.
Natomiast wracając do matki: raz, ze ona zna go najlepiej (łącznie ze słabymi stronami) i być może najlepiej wie do czego realnie może się posunąć; dwa, że jako matka nie zaryzykuje posłania go (dla życiowej nauki) na dworzec (zresztą sytuacja opisana przez Wujka Cześka pokazuje, że ona chyba g... może zrobić), a jednocześnie wszystko wskazuje że to jedyna bliska jej w życiu osoba (tu Wujek Czesiek musi potwierdzić); jeśli tak, to matka w życiu nie zdobędzie się na naprawdę ostry ruch.
Im bardziej po mnie jedziecie, tym mniejszą mam ochotę na spotkanie z Kasią kiedykolwiek w przyszłości. Nie dlatego, że siedzę i płaczę z rozpaczy, bo przeżywałem w swoim życiu znacznie gorsze rzeczy. Ale dlatego, że siedząc tutaj i patrząc teraz na to wszystko z dystansu kurwica jasna mnie strzela ile czasu zmarnowałem próbując sobie wmawiać, że "tym razem będzie inaczej" za każdym razem, kiedy do niej wracałem.
Tak, oczywiście, każdy napisze - no to trzeba było coś z tym zrobić, a nie sobie dawać i pozwalać... - tylko co miałem zrobić, chętnie posłucham, może przyda mi się w przyszłości. Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.
Chlopie, Ty naprawde chcesz byc z kobieta, ktora wywala Cie z chaty, bo smarka? Z babą, ktora nazywa Cie złodziejem, każe oddać telefon, kołdrę? Ty nadal masz pod strzechą myśl o wspólnym zyciu z nią? Czesiek... o skrzynkę na listy sie pierdolłeś? Serio? Tak dobra jest w łóżku, a Ty masz samoocenę poniżej poziomu morza?
Wujek Czesiek napisał/a:Im bardziej po mnie jedziecie, tym mniejszą mam ochotę na spotkanie z Kasią kiedykolwiek w przyszłości. Nie dlatego, że siedzę i płaczę z rozpaczy, bo przeżywałem w swoim życiu znacznie gorsze rzeczy. Ale dlatego, że siedząc tutaj i patrząc teraz na to wszystko z dystansu kurwica jasna mnie strzela ile czasu zmarnowałem próbując sobie wmawiać, że "tym razem będzie inaczej" za każdym razem, kiedy do niej wracałem.
Tak, oczywiście, każdy napisze - no to trzeba było coś z tym zrobić, a nie sobie dawać i pozwalać... - tylko co miałem zrobić, chętnie posłucham, może przyda mi się w przyszłości. Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.Chlopie, Ty naprawde chcesz byc z kobieta, ktora wywala Cie z chaty, bo smarka? Z babą, ktora nazywa Cie złodziejem, każe oddać telefon, kołdrę? Ty nadal masz pod strzechą myśl o wspólnym zyciu z nią? Czesiek... o skrzynkę na listy sie pierdolłeś? Serio? Tak dobra jest w łóżku, a Ty masz samoocenę poniżej poziomu morza?
Oj nie badz taki,ja chce czytać co Czesiek pisze ciekawego ![]()
Tak, oczywiście, każdy napisze - no to trzeba było coś z tym zrobić, a nie sobie dawać i pozwalać... - tylko co miałem zrobić, chętnie posłucham, może przyda mi się w przyszłości. Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.
Moim zdaniem – NIC.
Nie ma idealnych związków, każdy prędzej czy później generuje jakieś problemy, ale jeśli kobieta kocha i szanuje swojego mężczyznę, to nie ma opcji, żeby traktowała go w ten sposób. Więc zamiast rozkminiać, co mógłbyś zrobić, by ratować swoje zgniłe małżeństwo, zastanów się, jak uniknąć w przyszłości kolejnych skoków na główkę do szamba.
Jesteśmy razem od trzech lat, na moje dziecko nie wydała nawet pół złotówki. Widziała go może ze trzy razy na oczy w tym jeden raz na naszym ślubie. Ma w piździe centralnie fakt, że ten dzieciak w ogóle istnieje. Mi to nie przeszkadza, a nawet odpowiada, ale w takim układzie chyba trochę nie na miejscu jest oczekiwać czy tym bardziej żądać ode mnie tego, żebym ja się angażował w jakiejkolwiek formie i zajmował rzeczami, które gówno mnie obchodzą.
Generalnie wychodzę z założenia, że jeśli jakiś układ się komuś sprawdza, to nic mi do tego, ale prawda jest taka, że takie podejście u kobiety jest bardziej czerwoną flagą, niż czymś, z czego mężczyzna powinien się cieszyć. Nie da się mieć jednocześnie skoncentrowanej na sobie egoistki, której nie zależy nawet na neutralnej relacji z najbliższymi partnera i ciepłej, kochającej żony. To się po prostu wyklucza. Zresztą bardzo szybko się o tym przekonałeś, gdy okazało się, że Twoje potrzeby również nie są czymś, czym szanowna małżonka jakoś szczególnie zaprzątałaby sobie głowę.
Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.
Zrobić, nic.
W Twoim przypadku, czego powinieneś nie robić. Na pewno nie powinieneś brać ślubu. To jest chore, brać ślub w takich okolicznościach.
Nie powinieneś też tkwić w czymś takim, ale skoro to tkwiłeś, widać było Ci do czegoś potrzebne.
Wujek Czesiek napisał/a:Rozmowy nie skutkują, darcie mordy nie skutkuje, wyprowadzki przeprowadzki nie skutkują, co jeszcze można zrobić oprócz wyjebania się za drzwi i pierdolnięcia nimi raz na zawsze? Bo ja nie wiem.
Zrobić, nic.
W Twoim przypadku, czego powinieneś nie robić. Na pewno nie powinieneś brać ślubu. To jest chore, brać ślub w takich okolicznościach.
Nie powinieneś też tkwić w czymś takim, ale skoro to tkwiłeś, widać było Ci do czegoś potrzebne.
Masz racje 100%, ale Czesiek nie slucha,bo wszyscy mu to piszą, a on ciagle to samo marudzi
Natomiast wracając do matki: raz, ze ona zna go najlepiej (łącznie ze słabymi stronami) i być może najlepiej wie do czego realnie może się posunąć; dwa, że jako matka nie zaryzykuje posłania go (dla życiowej nauki) na dworzec (zresztą sytuacja opisana przez Wujka Cześka pokazuje, że ona chyba g... może zrobić), a jednocześnie wszystko wskazuje że to jedyna bliska jej w życiu osoba (tu Wujek Czesiek musi potwierdzić); jeśli tak, to matka w życiu nie zdobędzie się na naprawdę ostry ruch.
Tak naprawdę jego nieporadność równie dobrze może być jej na rękę, dlatego nie podejmuje żadnych stanowczych działań, by chłopak się wreszcie ogarnął, a wręcz ten stan pogłębia. Gdy się nad tym zastanowić, to jedyne osoby, które znam, a które nie potrafią o siebie należycie zadbać w dorosłym życiu, albo były wiecznie wyręczane, albo wychowywały się w patologii i za mocno nią przesiąknęły.