Po ślubie będzie jeszcze gorzej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 394 ]

131 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-04 20:11:45)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ale dlaczego ten ślub był? Kto normalny bierze ślub, gdy ewidentnie widać, ze dzieje się źle. Nawet w tytule wątku brak optymizmu jakiegokolwiek. Jego znajomi pukali się w głowę, wprost mu mówiąc, że głupi i tutaj też chyba każdy myślał, że to żarcik Cześka z tym ślubem, że se jajca robi a tu zonk, on serio. Nieprawdopodobne. Trochę ciężko uwierzyć. Ta kobieta musi być jakaś cud, miód, orzeszki, że tak zawróciła Cześkowi w głowie, albo on taki zdesperowany był...

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Ale dlaczego ten ślub był? Kto normalny bierze ślub, gdy ewidentnie widać, ze dzieje się źle. Nawet w tytule wątku brak optymizmu jakiegokolwiek. Jego znajomi pukali się w głowę, wprost mu mówiąc, że głupi i tutaj też chyba każdy myślał, że to żarcik Cześka z tym ślubem, że se jajca robi a tu zonk, on serio. Nieprawdopodobne. Trochę ciężko uwierzyć. Ta kobieta musi być jakaś cud, miód, orzeszki, że tak zawróciła Cześkowi w głowie, albo on taki zdesperowany był...

"Kto normalny " ? No właśnie o to chodzi, że nikt normalny  big_smile

133 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-10-04 20:40:22)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

O alimentach na siebie to ona może pomarzyć. O swoim prawniku też. Skoro jest goła i wesoła,  a dodatkowo chce od Ciebie coś niecoś wyrwać to jest to kolejne marzenie.
Nie sądzę, aby ona nadal wiązała swoją przyszłość z Tobą, zaś Ty z nią, zatem pozostaje tylko rozwód, ewentualnie separacja. Takich spraw lepiej nie zostawiać samym sobie.

134

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wiecie co, wszystko rozumiem, ale kołdra??? big_smile

135

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Ale dlaczego ten ślub był? Kto normalny bierze ślub, gdy ewidentnie widać, ze dzieje się źle. Nawet w tytule wątku brak optymizmu jakiegokolwiek. Jego znajomi pukali się w głowę, wprost mu mówiąc, że głupi i tutaj też chyba każdy myślał, że to żarcik Cześka z tym ślubem, że se jajca robi a tu zonk, on serio. Nieprawdopodobne. Trochę ciężko uwierzyć. Ta kobieta musi być jakaś cud, miód, orzeszki, że tak zawróciła Cześkowi w głowie, albo on taki zdesperowany był...

Oczywiście czytałem inne wątki na tym forum i nie tylko na tym zresztą, no i byłbym ostatnim hipokrytą kłamiąc, że sam nie dostaję spazmów ze śmiechu, kiedy czytam "no bo ja ją przecież kocham" ale co mam Ci odpowiedzieć na pytanie dlaczego był ten ślub? Gdybym był normalny, to zapaliłbym jej kopa w dupę już rok czy dwa lata temu i dzisiaj byłaby dla mnie jedynie jakimś tam mglistym wspomnieniem tak jak inne przed nią. Ale mój problem polega chyba na tym, że ona właśnie nie jest jak inne przed nią i kiedy mnie pierdolnęło, to tak że sam nie mogłem w to uwierzyć.
Pewnie znów pomyślicie, że jaja sobie teraz robię, ale ja jestem niemal na 100 procent pewien, że wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby ten wrzód na dupie do nas się nie przyczepił i to samo powtórzę przed sądem, bo ja nie winię Kasi za to co się z nami stało, tylko po prostu moja cierpliwość dla rozzuchwalonego leniwego gnoja się wyczerpała i jeśli sam mogę decydować o tym co wybieram, koniec małżeństwa i życie samemu albo zostać z nią i dalej robić za frajera, to wybieram to pierwsze i pierdolę. Nie ma to raczej związku z tym co prywatnie czuję w stosunku do mojej żony, chociaż nie posunę się do stwierdzenia, że rozumiem jej postępowanie, bo nie rozumiem. Ja pracuję nieprzerwanie od 19 roku życia. Przez pierwsze 17 lat mojej pracy zawodowej nie wykorzystałem ani jednego dnia urlopu, a jedyne wolne jakie miałem, to były niedziele oraz święta ustawowo wolne od pracy. Oczywiście coś za coś, pobierałem z tego tytułu dodatkowe wynagrodzenie i nikt mnie do niczego nie zmuszał, więc ja po prostu tego kurwa nie rozumiem jak 23 letni chłopak może nie pracować, a tym bardziej nie pojmuję jak jego matka, która jest zmuszona go utrzymywać, może taki stan rzeczy w nieskończoność tolerować i jeszcze mu to ułatwiać. No dla mnie to jest jakaś abstrakcja. 
Gdybym ja był w jego wieku, kiedy mój Tato jeszcze żył i dowiedziałby się o tym, że ja leżę do góry chujem u matki zamiast być w pracy, to chyba by mnie rozpierdolił jak żabę i rozsmarował na ścianie zanim bym się zorientował gdzie jest sufit a gdzie podłoga. A również był niespotykanie spokojnym człowiekiem i to mam akurat po nim.
Nie tylko z wami tutaj rozmawiam na ten temat. Rozmawiam o tym z kolegami na siłowni, rozmawiam o tym z koleżankami w pracy, żeby mieć porównanie. Nie chcę robić mojej żonie przykrości, dlatego ona o tym nie wie, bo gdybym musiał jej powtórzyć chociaż połowę tego co oni wszyscy mówią i o niej i o nim...

Oczywiście mogę się mylić i zakładam taki scenariusz, że Kasia którą ja znam nie istnieje i nigdy nawet się nie urodziła, a kobieta z którą żyję i mieszkam pod jednym dachem tak naprawdę jest cyborgiem przysłanym z przyszłości i zaprogramowanym do tego, żeby doprowadzić mnie na skraj testując granice ludzkiej wytrzymałości, bo drugie w co nie mogę uwierzyć, to to, że można być tak perfidnym i wyrafinowanym kłamcą, że nie połapałem się dużo wcześniej z czym i z kim mam do czynienia

136

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Wiecie co, wszystko rozumiem, ale kołdra??? big_smile

No proszę Cie. Jak pierdyknie ogrzewanie w domu to sprawa zycia i snierci

137

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Wiecie co, wszystko rozumiem, ale kołdra??? big_smile

No proszę Cie. Jak pierdyknie ogrzewanie w domu to sprawa zycia i snierci

To prawda 100%

138

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Wiecie co, wszystko rozumiem, ale kołdra??? big_smile

No proszę Cie. Jak pierdyknie ogrzewanie w domu to sprawa zycia i snierci

Racja, nie pomyślałam o tym a zapowiadali nawet przymrozki;)

139 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-05 00:42:28)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Ale dlaczego ten ślub był? Kto normalny bierze ślub, gdy ewidentnie widać, ze dzieje się źle. Nawet w tytule wątku brak optymizmu jakiegokolwiek. Jego znajomi pukali się w głowę, wprost mu mówiąc, że głupi i tutaj też chyba każdy myślał, że to żarcik Cześka z tym ślubem, że se jajca robi a tu zonk, on serio. Nieprawdopodobne. Trochę ciężko uwierzyć. Ta kobieta musi być jakaś cud, miód, orzeszki, że tak zawróciła Cześkowi w głowie, albo on taki zdesperowany był...

Pewnie znów pomyślicie, że jaja sobie teraz robię, ale ja jestem niemal na 100 procent pewien, że wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby ten wrzód na dupie do nas się nie przyczepił i to samo powtórzę przed sądem, bo ja nie winię Kasi za to co się z nami stało, tylko po prostu moja cierpliwość dla rozzuchwalonego leniwego gnoja się wyczerpała i jeśli sam mogę decydować o tym co wybieram, koniec małżeństwa i życie samemu albo zostać z nią i dalej robić za frajera, to wybieram to pierwsze i pierdolę. Nie ma to raczej związku z tym co prywatnie czuję w stosunku do mojej żony, chociaż nie posunę się do stwierdzenia, że rozumiem jej postępowanie, bo nie rozumiem.

I to też wina Bartusia, że Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry? Serio, czasem zazdroszczę kobietom, że wyhaczają takich gości, którzy usprawiedliwią każde jej nawet najbardziej żenujące zachowanie i w ogóle wszystko. Fajna jest taka świadomość, że cokolwiek nie odpier...isz to facet spojrzy na ciebie tak samo i pomyśli, to nie twoja wina. To ci inni są be a tyś niewinny kwiatuszek wink
Tutaj jest tak, że żonka cacy a wszystko przez Bartusia. Nie chłopie. To nie jest wina Bartusia, że jest jak jest. Główna wina jest Twojej żony, że pozwoliła na to, aby sytuacja tak się rozwinęła. I ostatecznie Ciebie kopnęła w dupę, wybierając pasożyta. Sorry.
Tu jest Bartuś ale czasem problemem w związku jest ktoś inny albo coś innego. Ale nieważne co jest problemem, bo ważniejsze jest to, jaki ma się stosunek do tego i jakie podejmuje się decyzje.

140 Ostatnio edytowany przez Legat (2025-10-05 08:53:50)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry? Serio, czasem zazdroszczę kobietom, że wyhaczają takich gości, którzy usprawiedliwią każde jej nawet najbardziej żenujące zachowanie i w ogóle wszystko. Fajna jest taka świadomość, że cokolwiek nie odpier...isz to facet spojrzy na ciebie tak samo i pomyśli, to nie twoja wina.

Takie sytuacje zawsze łatwiej ocenia się odnośnie ofiar kobiet. A przecież u Cześka jest tak samo. Ma sprany mózg, poddany jest przemocy i przez żonę zmanipulowany.
Podobnie jak z przemocowcami, tutaj pierwsze co trzeba zrobić, to odseparować się od manipulanta, żeby jako tako trzeźwo spojrzeć na tę sytuację.

141 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-05 09:21:03)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

I to też wina Bartusia, że Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry?

No wiem, wiem. Sam bym zabił śmiechem każdego od kogo bym usłyszał takie ckliwe pierdy smile

142

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

(...) Ale mój problem polega chyba na tym, że ona właśnie nie jest jak inne przed nią i kiedy mnie pierdolnęło, to tak że sam nie mogłem w to uwierzyć.(...)

(...)Oczywiście mogę się mylić i zakładam taki scenariusz, że Kasia którą ja znam nie istnieje i nigdy nawet się nie urodziła, a kobieta z którą żyję i mieszkam pod jednym dachem tak naprawdę jest cyborgiem przysłanym z przyszłości i zaprogramowanym do tego, żeby doprowadzić mnie na skraj testując granice ludzkiej wytrzymałości, bo drugie w co nie mogę uwierzyć, to to, że można być tak perfidnym i wyrafinowanym kłamcą, że nie połapałem się dużo wcześniej z czym i z kim mam do czynienia(...)

Wbrew pozorom może wystąpić bardzo silna korelacja pomiędzy tymi dwoma częściami Twojej wypowiedzi.
"Pierdolnęło", założyło różowe okulary i wpuściło motylki. Spoko, tak ten świat jest zbudowany wink. A teraz czas pozabijał rzeczone motylki, a rzeczywistość ukazała się w pełnej krasie pokazując, że ta "inna niż wszystkie" wybranka urabia Cię jak chce i ciągnie kasę.
Ot, historia jakich wiele, czasem niestety chcemy widzieć więcej i "mieć nadzieję na...".
Ale to tylko nasza nadzieja.
A życie życiem.

143

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

P.S Wujku tak sobie czytam czasem do kawy tenże (z różnych względów poniekąd bardzo ciekawy) wątek i tak z czystej, ludzkiej ciekawości...
Bardzo przypominasz stylem wypowiedzi innego użytkownika....

hmmm...klipozor, to Ty?

144

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Ale dlaczego ten ślub był? Kto normalny bierze ślub, gdy ewidentnie widać, ze dzieje się źle. Nawet w tytule wątku brak optymizmu jakiegokolwiek. Jego znajomi pukali się w głowę, wprost mu mówiąc, że głupi i tutaj też chyba każdy myślał, że to żarcik Cześka z tym ślubem, że se jajca robi a tu zonk, on serio. Nieprawdopodobne. Trochę ciężko uwierzyć. Ta kobieta musi być jakaś cud, miód, orzeszki, że tak zawróciła Cześkowi w głowie, albo on taki zdesperowany był...

Pewnie znów pomyślicie, że jaja sobie teraz robię, ale ja jestem niemal na 100 procent pewien, że wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby ten wrzód na dupie do nas się nie przyczepił i to samo powtórzę przed sądem, bo ja nie winię Kasi za to co się z nami stało, tylko po prostu moja cierpliwość dla rozzuchwalonego leniwego gnoja się wyczerpała i jeśli sam mogę decydować o tym co wybieram, koniec małżeństwa i życie samemu albo zostać z nią i dalej robić za frajera, to wybieram to pierwsze i pierdolę. Nie ma to raczej związku z tym co prywatnie czuję w stosunku do mojej żony, chociaż nie posunę się do stwierdzenia, że rozumiem jej postępowanie, bo nie rozumiem.

I to też wina Bartusia, że Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry? Serio, czasem zazdroszczę kobietom, że wyhaczają takich gości, którzy usprawiedliwią każde jej nawet najbardziej żenujące zachowanie i w ogóle wszystko. Fajna jest taka świadomość, że cokolwiek nie odpier...isz to facet spojrzy na ciebie tak samo i pomyśli, to nie twoja wina. To ci inni są be a tyś niewinny kwiatuszek wink
Tutaj jest tak, że żonka cacy a wszystko przez Bartusia. Nie chłopie. To nie jest wina Bartusia, że jest jak jest. Główna wina jest Twojej żony, że pozwoliła na to, aby sytuacja tak się rozwinęła. I ostatecznie Ciebie kopnęła w dupę, wybierając pasożyta. Sorry.
Tu jest Bartuś ale czasem problemem w związku jest ktoś inny albo coś innego. Ale nieważne co jest problemem, bo ważniejsze jest to, jaki ma się stosunek do tego i jakie podejmuje się decyzje.

Z drugiej strony pamiętaj, że matka kocha dziecko bezwarunkowo i to matka jest tą  osobą, która często jako ostatnia stoi za swoim dzieckiem. Człowiek, który nie ma za sobą własnej matki, najczęściej nie ma za sobą już nikogo innego.

145

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Solaris napisał/a:

I to też wina Bartusia, że Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry? Serio, czasem zazdroszczę kobietom, że wyhaczają takich gości, którzy usprawiedliwią każde jej nawet najbardziej żenujące zachowanie i w ogóle wszystko. Fajna jest taka świadomość, że cokolwiek nie odpier...isz to facet spojrzy na ciebie tak samo i pomyśli, to nie twoja wina. To ci inni są be a tyś niewinny kwiatuszek wink
Tutaj jest tak, że żonka cacy a wszystko przez Bartusia. Nie chłopie. To nie jest wina Bartusia, że jest jak jest. Główna wina jest Twojej żony, że pozwoliła na to, aby sytuacja tak się rozwinęła. I ostatecznie Ciebie kopnęła w dupę, wybierając pasożyta. Sorry.
Tu jest Bartuś ale czasem problemem w związku jest ktoś inny albo coś innego. Ale nieważne co jest problemem, bo ważniejsze jest to, jaki ma się stosunek do tego i jakie podejmuje się decyzje.

Z drugiej strony pamiętaj, że matka kocha dziecko bezwarunkowo i to matka jest tą  osobą, która często jako ostatnia stoi za swoim dzieckiem. Człowiek, który nie ma za sobą własnej matki, najczęściej nie ma za sobą już nikogo innego.

Pamiętam, bo wcześniej w tym wątku o tym wspomniałam.
Jak najbardziej popieram stanie za własnym dzieckiem, ale to powinno być mądre i wspierające. Tutaj mamusia robi krzywdę własnemu dziecku, mocniej osadzając go w pasożytowaniu, co jest patologią. Jaką lekcję wyciągnie Bartuś z tego? Że może dalej bez konsekwencji leżeć do góry brzuchem i żerować na matce, bo tak go kocha, że poświęci nawet swoje małżeństwo, aby on mógł żyć dalej w tej bańce. A Ty tu piszesz ckliwy tekst, że człowiek, który nie ma za sobą wlasnej matki, nie ma już nikogo. Czyli co sugerujesz? Że matkę można wykorzystywać, żerować na jej współczuciu, miłości a nawet nasrać na łeb, bo jest matką i powinna to przyjąć z pokorą?

146

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Legat napisał/a:
Solaris napisał/a:

Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry? Serio, czasem zazdroszczę kobietom, że wyhaczają takich gości, którzy usprawiedliwią każde jej nawet najbardziej żenujące zachowanie i w ogóle wszystko. Fajna jest taka świadomość, że cokolwiek nie odpier...isz to facet spojrzy na ciebie tak samo i pomyśli, to nie twoja wina.

Takie sytuacje zawsze łatwiej ocenia się odnośnie ofiar kobiet. A przecież u Cześka jest tak samo. Ma sprany mózg, poddany jest przemocy i przez żonę zmanipulowany.
Podobnie jak z przemocowcami, tutaj pierwsze co trzeba zrobić, to odseparować się od manipulanta, żeby jako tako trzeźwo spojrzeć na tę sytuację.

No przecież w tym wątku wszyscy piszą, że Czesiek był zaczadzony smile Dla mnie dalej jeszcze jest, bo z jednej strony niby ma świadomość, co odwala jego żona, z drugiej jednak próbuje ją usprawiedliwiać, zwalając całą winę na Barusia, bo trochę ciężko mu uwierzyć, że ona jest zdolna do tego. Każda, ale nie jego sikoreczka tongue
Prawdziwą naturę ludzi poznajemy nie wtedy, kiedy jest dobrze i miło, ale przeciwnie.

147

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Solaris napisał/a:

I to też wina Bartusia, że Twoja ukochana przez Ciebie żona straszy Cię policją z powodu jakiegos telefonu i...kołdry? Serio, czasem zazdroszczę kobietom, że wyhaczają takich gości, którzy usprawiedliwią każde jej nawet najbardziej żenujące zachowanie i w ogóle wszystko. Fajna jest taka świadomość, że cokolwiek nie odpier...isz to facet spojrzy na ciebie tak samo i pomyśli, to nie twoja wina. To ci inni są be a tyś niewinny kwiatuszek wink
Tutaj jest tak, że żonka cacy a wszystko przez Bartusia. Nie chłopie. To nie jest wina Bartusia, że jest jak jest. Główna wina jest Twojej żony, że pozwoliła na to, aby sytuacja tak się rozwinęła. I ostatecznie Ciebie kopnęła w dupę, wybierając pasożyta. Sorry.
Tu jest Bartuś ale czasem problemem w związku jest ktoś inny albo coś innego. Ale nieważne co jest problemem, bo ważniejsze jest to, jaki ma się stosunek do tego i jakie podejmuje się decyzje.

Z drugiej strony pamiętaj, że matka kocha dziecko bezwarunkowo i to matka jest tą  osobą, która często jako ostatnia stoi za swoim dzieckiem. Człowiek, który nie ma za sobą własnej matki, najczęściej nie ma za sobą już nikogo innego.

Pamiętam, bo wcześniej w tym wątku o tym wspomniałam.
Jak najbardziej popieram stanie za własnym dzieckiem, ale to powinno być mądre i wspierające. Tutaj mamusia robi krzywdę własnemu dziecku, mocniej osadzając go w pasożytowaniu, co jest patologią. Jaką lekcję wyciągnie Bartuś z tego? Że może dalej bez konsekwencji leżeć do góry brzuchem i żerować na matce, bo tak go kocha, że poświęci nawet swoje małżeństwo, aby on mógł żyć dalej w tej bańce. A Ty tu piszesz ckliwy tekst, że człowiek, który nie ma za sobą wlasnej matki, nie ma już nikogo. Czyli co sugerujesz? Że matkę można wykorzystywać, żerować na jej współczuciu, miłości a nawet nasrać na łeb, bo jest matką i powinna to przyjąć z pokorą?

Trochę nadinterpretujesz to co napisałem. Ja jedynie przedstawiłem jak sytuacja wygląda z punktu wodzenia rodzica.. Rodzić ma największą tolerancję względem swojego dziecka, większą niż ktokolwiek inny, taka jest natura. Większą niż rodzeństwo, dużo większą niż partner/partnerka i gruuuubo większą niż niezwiązani z nim emocjonalnie np. koledzy w szkole, pracy czy gdziekolwiek. Nawet odwołując się do tekstów biblijnych (czyli powstałych w starożytności) gdzie brat ma wątpliwości czy powinien wybaczyć "siedem razy - czyli dużo!", to matka wybaczy te biblijne 77 razy. Z medialnych przypadków w pamięci chyba utkwił mi jeden przypadek gdy matka zdecydowanie odwróciła się od dziecka. Tym przypadkiem był Trynkiewicz. I owszem, takie pasożyty jak Bartuś wychodzą właśnie z założenia, że na matce mogą się wozić bez końca, ale realia pokazują że to sk...syńskie myślenie nie jest pozbawione podstaw. Bo w przypadku matczynych uczuć nie będzie decydować logika; ba, to ostatnie miejsce, w którym logika ma szanse decydować.. Tylko że w wypadku Bartusia nie będzie niczego pośrodku. Nikt nie podejmie decyzji, że "dla dobra gówniarza niezbędna jest brutalna kuracja" i tej decyzji nie wdroży. Bo jedyną osobą, której mogłoby zależeć na Bartusiu, jest matka, która nie będzie miała odwagi tego zrobić (by Bartuś nie strzelił focha i nie zerwał z nią kontaktu lub nie strzelił samobója), a wszyscy inni, którzy mogliby się na taki krok zrobić, nie zrobią tego w takiej formie, bo mają Bartusia zwyczajnie (co zrozumiałe) w dupie i dla nich może nawet zdechnąć. Powiedz że nie mam tu racji wink

148 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-05 13:08:26)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:


Trochę nadinterpretujesz to co napisałem. Ja jedynie przedstawiłem jak sytuacja wygląda z punktu wodzenia rodzica.. Rodzić ma największą tolerancję względem swojego dziecka, większą niż ktokolwiek inny, taka jest natura. Większą niż rodzeństwo, dużo większą niż partner/partnerka i gruuuubo większą niż niezwiązani z nim emocjonalnie np. koledzy w szkole, pracy czy gdziekolwiek. Nawet odwołując się do tekstów biblijnych (czyli powstałych w starożytności) gdzie brat ma wątpliwości czy powinien wybaczyć "siedem razy - czyli dużo!", to matka wybaczy te biblijne 77 razy. Z medialnych przypadków w pamięci chyba utkwił mi jeden przypadek gdy matka zdecydowanie odwróciła się od dziecka. Tym przypadkiem był Trynkiewicz. I owszem, takie pasożyty jak Bartuś wychodzą właśnie z założenia, że na matce mogą się wozić bez końca, ale realia pokazują że to sk...syńskie myślenie nie jest pozbawione podstaw. Bo w przypadku matczynych uczuć nie będzie decydować logika; ba, to ostatnie miejsce, w którym logika ma szanse decydować.. Tylko że w wypadku Bartusia nie będzie niczego pośrodku. Nikt nie podejmie decyzji, że "dla dobra gówniarza niezbędna jest brutalna kuracja" i tej decyzji nie wdroży. Bo jedyną osobą, której mogłoby zależeć na Bartusiu, jest matka, która nie będzie miała odwagi tego zrobić (by Bartuś nie strzelił focha i nie zerwał z nią kontaktu lub nie strzelił samobója), a wszyscy inni, którzy mogliby się na taki krok zrobić, nie zrobią tego w takiej formie, bo mają Bartusia zwyczajnie (co zrozumiałe) w dupie i dla nich może nawet zdechnąć. Powiedz że nie mam tu racji wink

Ale ja wiem jak wygląda taka perspektywa. Miłość to jedno, ale głupie poświęcanie się to drugie. Gdy dziecku dzieje się krzywda to każdy normalny rodzic stanie murem, nerkę odda a nawet życie. Ale tutaj Bartusiowi żadna krzywda się nie dzieje. Kasia powinna spakować mu manele i wystawić za drzwi. Inaczej kiedyś utonie razem z nim. Teraz już trochę za późno na wychowywanie, był czas wcześniej, ktoś przeoczył, albo może Bartuś to taki przypadek, że nie ma mocnych... Tym bardziej należy zadbać o siebie. Nie można żyć życiem doroslych dzieci, żyć za nich. Bartuś musi w końcu odczuć konsekwencje swojego postępowania, wyborów. Być może musi upaść na dno, aby zrozumieć. A może nawet wtedy nie zrozumie, że on jest odpowiedzialny za swoje wybory. Trudno. Jak Bartuś nie zrozumie to niech choć Kasia zrozumie, że musi się odciąć od niego, mimo, iż go jako matka kocha. Myślę jednak, że Kasia ma całkiem sprawny instynkt samozachowawczy, tylko trzeba czasu, aż Bartuś da jej mocno popalić, bo na razie widać jest jeszcze lajtowo smile Może jak kiedyś zasunie jej z liścia, gdy nie dostanie kasy na fajeczki i alko to do Kasi dotrze. A jak nie, cóż. Nie mój cyrk, nie moje małpy wink

Bartuś trochę miał pecha, ze rodzina mu się rozpadła, bo gdyby była kompletna to podejrzewam ojciec nie cackałby się tak z Bartusiem jak matka. Samotne matki mają tendencję do pobłażania, jakby chcialy zrekompensować dziecku brak ojca na co dzień. Ojciec postawiłby ultimatum mimo sprzeciwów matki i Bartuś by sobie nie pofikał za wiele. A w tej sytuacji jego ojciec ma w dupie, myśląc pewnie, niech się użera z nim matka, jak taka dobra. Ojciec chciał pomóc, wziął Bartusia do siebie, ale widząc co ten odwala, bez skrupułów wywalił go za drzwi.

149 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-10-05 13:51:43)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:


Trochę nadinterpretujesz to co napisałem. Ja jedynie przedstawiłem jak sytuacja wygląda z punktu wodzenia rodzica.. Rodzić ma największą tolerancję względem swojego dziecka, większą niż ktokolwiek inny, taka jest natura. Większą niż rodzeństwo, dużo większą niż partner/partnerka i gruuuubo większą niż niezwiązani z nim emocjonalnie np. koledzy w szkole, pracy czy gdziekolwiek. Nawet odwołując się do tekstów biblijnych (czyli powstałych w starożytności) gdzie brat ma wątpliwości czy powinien wybaczyć "siedem razy - czyli dużo!", to matka wybaczy te biblijne 77 razy. Z medialnych przypadków w pamięci chyba utkwił mi jeden przypadek gdy matka zdecydowanie odwróciła się od dziecka. Tym przypadkiem był Trynkiewicz. I owszem, takie pasożyty jak Bartuś wychodzą właśnie z założenia, że na matce mogą się wozić bez końca, ale realia pokazują że to sk...syńskie myślenie nie jest pozbawione podstaw. Bo w przypadku matczynych uczuć nie będzie decydować logika; ba, to ostatnie miejsce, w którym logika ma szanse decydować.. Tylko że w wypadku Bartusia nie będzie niczego pośrodku. Nikt nie podejmie decyzji, że "dla dobra gówniarza niezbędna jest brutalna kuracja" i tej decyzji nie wdroży. Bo jedyną osobą, której mogłoby zależeć na Bartusiu, jest matka, która nie będzie miała odwagi tego zrobić (by Bartuś nie strzelił focha i nie zerwał z nią kontaktu lub nie strzelił samobója), a wszyscy inni, którzy mogliby się na taki krok zrobić, nie zrobią tego w takiej formie, bo mają Bartusia zwyczajnie (co zrozumiałe) w dupie i dla nich może nawet zdechnąć. Powiedz że nie mam tu racji wink

Ale ja wiem jak wygląda taka perspektywa. Miłość to jedno, ale głupie poświęcanie się to drugie. Gdy dziecku dzieje się krzywda to każdy normalny rodzic stanie murem, nerkę odda a nawet życie. Ale tutaj Bartusiowi żadna krzywda się nie dzieje. Kasia powinna spakować mu manele i wystawić za drzwi. Inaczej kiedyś utonie razem z nim. Teraz już trochę za późno na wychowywanie, był czas wcześniej, ktoś przeoczył, albo może Bartuś to taki przypadek, że nie ma mocnych... Tym bardziej należy zadbać o siebie. Nie można żyć życiem doroslych dzieci, żyć za nich. Bartuś musi w końcu odczuć konsekwencje swojego postępowania, wyborów. Być może musi upaść na dno, aby zrozumieć. A może nawet wtedy nie zrozumie, że on jest odpowiedzialny za swoje wybory. Trudno. Jak Bartuś nie zrozumie to niech choć Kasia zrozumie, że musi się odciąć od niego, mimo, iż go jako matka kocha. Myślę jednak, że Kasia ma całkiem sprawny instynkt samozachowawczy, tylko trzeba czasu, aż Bartuś da jej mocno popalić, bo na razie widać jest jeszcze lajtowo smile Może jak kiedyś zasunie jej z liścia, gdy nie dostanie kasy na fajeczki i alko to do Kasi dotrze. A jak nie, cóż. Nie mój cyrk, nie moje małpy wink

Bartuś trochę miał pecha, ze rodzina mu się rozpadła, bo gdyby była kompletna to podejrzewam ojciec nie cackałby się tak z Bartusiem jak matka. Samotne matki mają tendencję do pobłażania, jakby chcialy zrekompensować dziecku brak ojca na co dzień. Ojciec postawiłby ultimatum mimo sprzeciwów matki i Bartuś by sobie nie pofikał za wiele. A w tej sytuacji jego ojciec ma w dupie, myśląc pewnie, niech się użera z nim matka, jak taka dobra. Ojciec chciał pomóc, wziął Bartusia do siebie, ale widząc co ten odwala, bez skrupułów wywalił go za drzwi.

OK, tylko właśnie na Twoim przykładzie (i tego co napisałaś) widać dokładnie jak wygląda sytuacja. Ty patrzysz na Bartusia okiem całkowicie obcej osoby, na chłodno ; ja na niego patrzę w ten sam sposób, co jest całkowicie zrozumiałe. Dlaczego? Bo jest on dla nas totalnie obcy i nie mamy żadnego powodu by go usprawiedliwiać, by nam go było żal itd. Z jednej strony to plus, bo możemy na niego spojrzeć bez żadnych różowych okularów; okularów, które matka ma na nosie niejako z urzędu. Z drugiej strony prezentujesz też typowe dla obcej osoby podejście, które opisałem wyżej: nie mój dzieciak, mam go w dupie, albo się SAM ogarnie albo zginie, mnie to rybka. Tylko że matka nie podejdzie do tego w ten sposób, ba: nawet nie powinna, bo gdyby przyjęła takie stanowisko jak Ty, to byłaby to pizda, a nie matka. Matka nie ma wręcz prawa dopuszczać tego drugiego wariantu czyli że "albo coś tam albo jej dziecko zginie". I wiem jak to zabrzmi, bo Bartuś jest nominalnie dorosły, ale tu matka nie wydaje mi się z samej natury swojej funkcji osobą kompetentną do podjęcia ostatniej próby naprostowania Bartusia. Dlatego paradoksalnie może i lepiej żeby jej strzelił w twarz i to publicznie, bo ogarnąć go teraz może tylko ktoś mający jednocześnie wystarczający dystans by stać go było na zastosowanie ciężkich metod celem naprostowania, ale i ktoś, kto jednocześnie nie dopuści żeby ta metoda go zabiła. Rozumiesz? Na świecie jest niejeden taki Bartuś i co któregoś z nich nie ogarnie żadna siła, oni są praktycznie do utylizacji. Ale w wielu wypadkach pomógłby ktoś taki jak opisany przeze mnie wyżej. Gdyby wspomniana Kasia miała np. brata, na którego pomoc byłaby skazana i który jako warunek postawiłby przywrócenie Bartusia do pionu, to by mogło wypalić. Ktoś taki, ale NIE RODZICE! I nie autor, bo dla niego Bartuś też może się zdematerializować. Tak to może go prostować każdy w Polsce, ale tych dwoje opisanych w wątku nie miało w zasadzie szans tego zrobić, z różnych powodów.
Zresztą... tu masz jeszcze znany mi aspekt rozwodu rodziców. Ojciec nie pomoże, bo go nie ma. Wymiksował się, nie ma go. Koniec, kropka. Dla matki Bartuś jest pewnie najbliższą rodziną i zwyczajnie boi się go stracić. Nie przerabiałaś pewnie walki po rozwodzie o utrzymanie czy odbudowanie więzi z dzieckiem, więc możesz nie znać z praktyki tych mechanizmów, ale im ciężej było coś takiego odbudować tym większy strach przed stratą tego. Oczywiście pasożyt może mieć tego świadomość i to wykorzystuje, nie neguję istnienia takiej możliwości. Ale jednak tak sprawa wygląda...

150 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-05 15:28:17)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Nic ciekawego się nie dzieje póki co.

Ja ogarniam sobie mieszkanko zwożąc swoje klamoty od kumpla i kurwa końca nie widać... a małżonka nie wiem, chyba coś szykuje, bo widzę że już usunęła swoją ostatnią wiadomość w której mnie wyzywa od złodziei. Może jak się trochę uspokoiła, to zdała sobie sprawę z tego, że nazywanie mnie złodziejem może być niemile widziane w sądzie, przed który zamierza mnie zawlec. Szkoda że nie wpadła na to nieco wcześniej, zanim zdążyłem wszystko sobie skopiować na dysk komputera, gdzie posiadam również inne rarytasy w postaci całej kolekcji zdjęć moich najcenniejszych rzeczy wystawionych na klatkę schodową i zostawionych tam bez opieki na kilka dni. Nie teraz, tylko jakiś czas temu, może z rok już minął.

Wszystko zaczęło się od tego, że grzebiąc w moim telefonie, kiedy ja byłem w łazience, wygrzebała jakieś wiadomości od mojej pierwszej żony, która wysłała mi kopie wiadomości od jakiejś mojej byłej. Jeszcze zanim poznałem Kasię, dostawałem od mojej byłej partnerki różnego rodzaju wiadomości, które ja z kolei wysyłałem mojej pierwszej żonie i razem cisnęliśmy bekę z tej wariatki. O istnieniu Katarzyny nie miałem wtedy nawet pojęcia. No i od czasu do czasu ta moja pierwsza żona mi tam przysyła jakieś zdjęcia albo screeny z FB moich różnych byłych, coś tam sobie popiszemy dla zwały i tyle. Tym razem w ramach niedzielnej rozrywki przysłała mi kopie wiadomości od mojej ostatniej eks i akurat wtedy mój telefon przechwyciła Kasia. Od słowa do słowa stanęło na tym, że mam wypierdalać, co też uczyniłem, a po kilku dniach podeszła do mnie moja koleżanka w pracy ze swoim telefonem i pytaniem - ty a to nie twoja żona wstawiła i to nie są twoje rzeczy? - na co ja zdziwiony o czym ona pierdoli wziąłem ten jej telefon, patrzę, a tam zdjęcia moich klamotów walających się po korytarzu, na jakiejś grupie fejsbukowej dla matek czy chuj wie tam kogo, gdzie znalazłem również zdjęcie mojej skromnej osoby w obrysie kutasa, męskiego członka znaczy i pod spodem komentarze na mój temat od obcych bab, których nigdy nawet na oczy nie widziałem. Wszystko mam skopiowane i ukryte w bezpiecznym miejscu.

Tylko czekam na zaproszenie do sądu, a to jest ledwie czubek góry lodowej, którą spierdolę jej na łeb jak naprawdę się wkurwię...

Posiadam również zdjęcia czarnych stringów, które moja żona po powrocie z pracy znalazła w naszym salonie leżące na sofie jakby dopiero co z dupy zdjęte. Nie jej, tylko cudze, ona takich nigdy nie miała. Oczywiście łatwiej jej było uwierzyć w to, że ja przed wyjściem do mojej pracy, sprowadzam sobie kurwy do naszego domu i o czwartej rano je rucham w salonie, kiedy moja żona jest na nockę w pracy, niż w to, że to pewnie jej synalek te gacie podrzucił, aby się mnie ostatecznie pozbyć i zająć moje miejsce przy mamusi, bo wtedy jeszcze u nas nie mieszkał, ale tam przyłaził, żeby się nażreć za darmo i wyciągnąć kasę od matki. Za te majtki też musiałem się wyprowadzić i jestem niemal pewien, że do dnia dzisiejszego żona już poznała prawdziwą historię tych majtek, ale oczywiście nigdy się do tego nie przyzna, że wie skąd się u nas wzięły.

Kolejny raz wyrzuciła mnie z domu po tym jak odmówiłem finansowania nieróbstwa jej synusia i płacenia połowy czynszu za mieszkanie w którym on za darmo mieszka, za darmo żre, za darmo ogląda telewizję i jeszcze wpierdala wszystko co ja kupię, nie pytając na przykład o to czy może są to rzeczy, które rano zabieram do pracy.

Wcześniej też mnie wyrzucała kilka razy z najróżniejszych debilnych powodów, a to jakieś włosy gdzieś znalazła, a to coś innego innym razem, tak że dla mnie wyprowadzki to chleb powszedni i ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego, że nasz związek tak wygląda, a wypierdalanie mnie z mieszkania, za które ja płacę, przychodzi jej bardzo lekko, nawet kiedy wie, że nie mam grosza przy dupie, bo jestem przed wypłatą i śpię w samochodzie na dole, bo nie mam dokąd ani za co pójść. Nawet nie wpuściła mnie na górę, żebym mógł się umyć i przebrać po pracy. W brudnych i śmierdzących ciuchach roboczych jak jakiś bezdomny menel spałem w garażu, bo nie miałem gdzie. Przejęła się tym? Było jej mnie żal? No to tak samo ja się przejmuję i tak samo jest mi żal tego zasrańca. W dupie mam gdzie on pójdzie i co ze sobą zrobi, tak jak ona miała w dupie mnie. W dupie mam płacenie za mieszkanie i jedzenie dla darmozjada, tak samo jak on ma w dupie to, skąd ja na to biorę, ile muszę zapierdalać, żeby żonie dać na opłaty, a ile na to, żeby mogła zrobić zakupy. Kogoś to interesuje? Oni w sobotę śpią do dziewiątej. Ja o dziewiątej w sobotę jestem od pięciu godzin na nogach i jebię jak osioł w fabryce, żeby mieli gdzie mieszkać i co żreć. I tyle z tego na koniec mam, że jestem złodziejem, bo obsraną przez psa i obszczaną przez kota własną kołdrę jej zabrałem. Gdzie ten sąd, mogę choćby jutro tam iść...

151 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2025-10-05 15:15:57)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Wszystko zaczęło się od tego, że grzebiąc w moim telefonie, kiedy ja byłem w łazience, wygrzebała jakieś wiadomości od mojej pierwszej żony, która wysłała mi kopie wiadomości od jakiejś mojej byłej. Jeszcze zanim poznałem Kasię, dostawałem od mojej byłej partnerki różnego rodzaju wiadomości, które ja z kolei wysyłałem mojej pierwszej żonie i razem cisnęliśmy bekę z tej wariatki. O istnieniu Katarzyny nie miałem wtedy nawet pojęcia. No i od czasu do czasu ta moja pierwsza żona mi tam przysyła jakieś zdjęcia albo screeny z FB moich różnych byłych, coś tam sobie popiszemy dla zwały i tyle. Tym razem w ramach niedzielnej rozrywki przysłała mi kopie wiadomości od mojej ostatniej eks i akurat wtedy mój telefon przechwyciła Kasia. Od słowa do słowa stanęło na tym, że mam wypierdalać, co też uczyniłem,
..

Czyli z poprzednią żoną również się nie rozstałeś big_smile.
Z jakąś-tam partnerką z przeszłości również "tak nie do końca" się rozstałeś.
Lubisz komplikować sobie życie big_smile

No i ogóle fakt, że masz parcie na małżeństwa.
Normalnie po pierwszym to powinno przejść big_smile
Masz 50 lat, powiadasz....

152 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-05 15:34:36)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:

Czyli z poprzednią żoną również się nie rozstałeś big_smile.
Z jakąś-tam partnerką z przeszłości również "tak nie do końca" się rozstałeś.

A dlaczego miałbym się rozstawać. Moja obecna żona również utrzymuje regularny kontakt z ojcem Bartusia, po pijaku do niego wydzwania i bełkocze przez godzinę o tym jak to kiedyś było, a nawet chciała go zaprosić na nasz ślub, więc nie widzę tutaj nic nadzwyczajnego w tym, że ja napiszę do mojej byłej żony, która od 20 lat mieszka w UK i po prostu lubi ze mną pogadać.
To tylko mojej obecnej małżonce się wydaje, że ona może wszystko, a mi nie wolno nic. Ja uważam, że wprost przeciwnie i skoro ona wypisuje godzinami o nie wiem czym z "kolegą z pracy" to ja będę sobie pisał z kimś innym. Skoro ona wyłazi w sobotę wieczorem sama i wraca w nocy, to ja będę robił to samo, a wrócę jak mi się zachce, może we wtorek, a może w piątek i chuj jej do tego.

153

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

Czyli z poprzednią żoną również się nie rozstałeś big_smile.
Z jakąś-tam partnerką z przeszłości również "tak nie do końca" się rozstałeś.

A dlaczego miałbym się rozstawać. Moja obecna żona również utrzymuje regularny kontakt z ojcem Bartusia, po pijaku do niego wydzwania i bełkocze przez godzinę o tym jak to kiedyś było, a nawet chciała go zaprosić na nasz ślub, więc nie widzę tutaj nic nadzwyczajnego w tym, że ja napiszę do mojej byłej żony, która od 20 lat mieszka w UK i po prostu lubi ze mną pogadać.
To tylko mojej obecnej małżonce się wydaje, że ona może wszystko, a mi nie wolno nic. Ja uważam, że wprost przeciwnie i skoro ona wypisuje godzinami o nie wiem czym z "kolegą z pracy" to ja będę sobie pisał z kimś innym. Skoro ona wyłazi w sobotę wieczorem sama i wraca w nocy, to ja będę robił to samo, a wrócę jak mi się zachce, może we wtorek, a może w piątek i chuj jej do tego.

A Ty się legalnie rozwiodles z poprzednia żona? big_smile

154 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2025-10-05 16:12:00)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

Czyli z poprzednią żoną również się nie rozstałeś big_smile.
Z jakąś-tam partnerką z przeszłości również "tak nie do końca" się rozstałeś.

A dlaczego miałbym się rozstawać. Moja obecna żona również utrzymuje regularny kontakt z ojcem Bartusia, po pijaku do niego wydzwania i bełkocze przez godzinę o tym jak to kiedyś było, a nawet chciała go zaprosić na nasz ślub, więc nie widzę tutaj nic nadzwyczajnego w tym, że ja napiszę do mojej byłej żony, która od 20 lat mieszka w UK i po prostu lubi ze mną pogadać.
To tylko mojej obecnej małżonce się wydaje, że ona może wszystko, a mi nie wolno nic. Ja uważam, że wprost przeciwnie i skoro ona wypisuje godzinami o nie wiem czym z "kolegą z pracy" to ja będę sobie pisał z kimś innym. Skoro ona wyłazi w sobotę wieczorem sama i wraca w nocy, to ja będę robił to samo, a wrócę jak mi się zachce, może we wtorek, a może w piątek i chuj jej do tego.

Kontakt z ojcem syna mogła mieć z racji faktu, że jest ojcem.
Co do kontaktów z byłymi - to zależy jakie podejście ma obecna partnerka. Jeżeli jej się to nie podoba, to sorry, masz wybór: była albo obecna. Nie wchodzi się w związki nie rozstając się z byłymi tak do końca. A jeżeli utrzymujesz z nimi kontakt, a obecnej to nie pasuje to rozmijacie się w bardzo istotnej kwestii i teraz pytanie, na kim bardziej Ci zależy. Na rozwoju i trwaniu w obecnej relacji, czy na utrzymywaniu kontaktów z poprzednimi?
No i pytanie co tak naprawdę sprawia, że dalej ciągnie cię do byłej żony, a ją do Ciebie.
To, że "lubi z Tobą pogadać" to nie jest prawdziwy powód. Pogadać to sobie może lubić z psiapsi.


Po za tym czekaj - bo chronologia wydarzeń się sypie.
Wynika z powyższego, że już od dłuższego czasu wy sobie pisujecie do "kolegów/koleżanek" a Ona wychodzi gdzieś na balety.
Co Ty tam robiłeś gościu w tym związku przez ten cały czas?
Poza tym dopisałeś już jak ja napisałem poprzedni post:

Wujek Czesiek napisał/a:

(...)

Kolejny raz wyrzuciła mnie z domu po tym jak odmówiłem finansowania nieróbstwa jej synusia i płacenia połowy czynszu za mieszkanie w którym on za darmo mieszka, za darmo żre, za darmo ogląda telewizję i jeszcze wpierdala wszystko co ja kupię, nie pytając na przykład o to czy może są to rzeczy, które rano zabieram do pracy.

Wcześniej też mnie wyrzucała kilka razy z najróżniejszych debilnych powodów, a to jakieś włosy gdzieś znalazła, a to coś innego innym razem, tak że dla mnie wyprowadzki to chleb powszedni i ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego, że nasz związek tak wygląda, a wypierdalanie mnie z mieszkania, za które ja płacę, przychodzi jej bardzo lekko, nawet kiedy wie, że nie mam grosza przy dupie, bo jestem przed wypłatą i śpię w samochodzie na dole, bo nie mam dokąd ani za co pójść....


To, widzę, kilka razy już to przechodziłeś.
Sorry - Nie masz jaj i nie urwałeś tego na powyższym etapie to się dziwisz, że Pani to wykorzystuje do teraz? To był normalny związek?

Nie no, po pierwszym takim manewrze z Jej strony powinna być bardzo konkretna rozmowa między wami z warunkowym postawieniem przez Ciebie jasno sytuacji, że po ewentualnym drugim takim manewrze trzeciego już nie będzie, ponieważ Ciebie już też tam nie będzie.

Oczywiście zakładam, że Twoja wersja jest prawdziwa. Już się kilka razy przekonałem w życiu, że warto też poznać ten drugi punkt widzenia na daną sytuację i wyciągnąć sobie z tego średnią wink

Fajny i dosyć charakterystyczny masz styl pisania (ponawiam pytanie: klipozor, to Ty? wink ) i widać inteligentny z Ciebie gostek, z poczuciem humoru.
No ale masz niezłą tendencję do pakowania się w niewłaściwe związki myśląc, że "tak, teraz to na pewno ta jedyna"...
Lepiej to ogarnij przed pakowaniem się w kolejny taki.

155 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-05 16:35:46)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:

Kontakt z ojcem syna mogła mieć z racji faktu, że jest ojcem.
Co do kontaktów z byłymi - to zależy jakie podejście ma obecna partnerka. Jeżeli jej się to nie podoba, to sorry, masz wybór: była albo obecna. Nie wchodzi się w związki nie rozstając się z byłymi tak do końca. A jeżeli utrzymujesz z nimi kontakt, a obecnej to nie pasuje to rozmijacie się w bardzo istotnej kwestii i teraz pytanie, na kim bardziej Ci zależy. Na obecnej relacji, czy na utrzymywaniu kontaktów z poprzednimi?

Wydzwanianie do siebie będąc pod wpływem, bez żadnego konkretnego powodu i gadanie "a jestem pijana to sobie dzwonię i co mi kto zrobi" albo umawianie się przez telefon w mojej obecności na wspólne wyjście do klubu, żeby coś tam opić itp. to nie są sprawy w których się dzwoni do ojca z racji tego że jest ojcem, tylko jest to jawny i bezczelny pokaz braku szacunku, na co ja odpowiadam tym samym w myśl zasady - nie traktuj innych tak jak sam byś nie chciał być traktowany - więc będę utrzymywał kontakt z każdym, kto tylko przyjdzie mi do głowy, bez zawracania sobie dupy tym, co na ten temat sądzi moja partnerka czy żona.
Kiedy powrócił wątek ślubu, przez nią zresztą zainicjowany, pierwszą osobą jaką wymieniła na liście swoich gości miał być ojciec Bartusia. Tematem przewodnim rozmów z gośćmi już na przyjęciu weselnym, również był ojciec Bartusia. Dopiero upomniana przeze mnie dyskretnie, że chyba nikt już nie chce tego gówna słuchać, zamknęła w końcu gębę. Ale to są tak naprawdę pierdoły, nad którymi nie ma sensu się rozwodzić, bo ja umiem sobie radzić z takimi sytuacjami, po prostu wtedy robię dokładnie to samo co ona i jeśli ona chce zaprosić ojca swojego syna na nasz ślub, to ja zaproszę obie moje byłe żony do kompletu z teściami. Taka sytuacja.
Jeśli ona znika bez słowa na cały piątek wychodząc z domu o 7 rano i wracając o 19 w stroju kąpielowym, no to nie powinna się spodziewać tego, że ja zapytam gdzie była, tylko raczej tego, że przy najbliższej okazji ja zrobię dokładnie to samo, wyjdę bez słowa i wrócę jak wrócę.
Jeśli ona wychodzi w sobotę wieczorem i wraca w nocy, to ja też wyjdę w sobotę wieczorem i wrócę w nocy albo nie wrócę wcale.
Oczywiście te wyjścia i znikania nie miały miejsca wcześniej, tylko dopiero teraz, dokładnie od dnia w którym jej oświadczyłem podczas kłótni w sklepie o białko dla Maciusia, którego nie wziąłem celowo z regału, że nie mam zamiaru dłużej sponsorować jej leniwego bachora, bo ja mam na kogo wydawać, też mam dziecko i na nie jakoś nikt nie łoży, nikt nie płaci za mnie alimentów i nikt go nie ubiera ani nie karmi, więc niby dlaczego ja miałbym to robić dla kogokolwiek, bo kurwa nie kumam...
No i po tej rozmowie zaczęła się zachowywać właśnie w taki sposób, bo wie od początku, że ja nie toleruję takich sytuacji, aby którekolwiek z nas gdzieś sobie wychodziło na nie wiadomo ile czasu nie informując drugiego ani gdzie będzie ani kiedy zamierza wrócić. Tak to ja miałem z pierwszą żoną właśnie i dlatego już nią nie jest, więc odpowiadając na dalszą część twojego pytania - nie, nie ciągnie nas do siebie w sensie romantycznym czy seksualnym, bo pewne rzeczy i sprawy które miały miejsce podczas naszego małżeństwa... zresztą nieważne, po prostu nie. Ale na pewno nikt mi nie zabroni napisać do niej od czasu do czasu czy odpisać na jej wiadomość do mnie, a już na pewno nie ktoś, kto sam robi dokładnie to samo i może jedynie w dupę mnie pocałować, a nie zabraniać mi cokolwiek. No tak czy nie?

Abstrahując już od dupereli, to nie chcesz chyba mi powiedzieć, że pisanie do byłej żony, która przebywa tysiące kilometrów od ciebie, to dobry powód, żeby wyjebać komuś bety na korytarz i wymienić zamki w drzwiach zanim wróci z pracy?
Albo te majtki chociażby, niby przypadkiem zostawione na widoku przez moją kochankę i niby przypadkiem znalezione akurat przez moją żonę, akurat w piątek, akurat z napisem Friday i akurat na dzień po tym jak był u nas Bartuś, który na mój widok w popłochu spierdolił na balkon?

156

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Solaris napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:


Trochę nadinterpretujesz to co napisałem. Ja jedynie przedstawiłem jak sytuacja wygląda z punktu wodzenia rodzica.. Rodzić ma największą tolerancję względem swojego dziecka, większą niż ktokolwiek inny, taka jest natura. Większą niż rodzeństwo, dużo większą niż partner/partnerka i gruuuubo większą niż niezwiązani z nim emocjonalnie np. koledzy w szkole, pracy czy gdziekolwiek. Nawet odwołując się do tekstów biblijnych (czyli powstałych w starożytności) gdzie brat ma wątpliwości czy powinien wybaczyć "siedem razy - czyli dużo!", to matka wybaczy te biblijne 77 razy. Z medialnych przypadków w pamięci chyba utkwił mi jeden przypadek gdy matka zdecydowanie odwróciła się od dziecka. Tym przypadkiem był Trynkiewicz. I owszem, takie pasożyty jak Bartuś wychodzą właśnie z założenia, że na matce mogą się wozić bez końca, ale realia pokazują że to sk...syńskie myślenie nie jest pozbawione podstaw. Bo w przypadku matczynych uczuć nie będzie decydować logika; ba, to ostatnie miejsce, w którym logika ma szanse decydować.. Tylko że w wypadku Bartusia nie będzie niczego pośrodku. Nikt nie podejmie decyzji, że "dla dobra gówniarza niezbędna jest brutalna kuracja" i tej decyzji nie wdroży. Bo jedyną osobą, której mogłoby zależeć na Bartusiu, jest matka, która nie będzie miała odwagi tego zrobić (by Bartuś nie strzelił focha i nie zerwał z nią kontaktu lub nie strzelił samobója), a wszyscy inni, którzy mogliby się na taki krok zrobić, nie zrobią tego w takiej formie, bo mają Bartusia zwyczajnie (co zrozumiałe) w dupie i dla nich może nawet zdechnąć. Powiedz że nie mam tu racji wink

Ale ja wiem jak wygląda taka perspektywa. Miłość to jedno, ale głupie poświęcanie się to drugie. Gdy dziecku dzieje się krzywda to każdy normalny rodzic stanie murem, nerkę odda a nawet życie. Ale tutaj Bartusiowi żadna krzywda się nie dzieje. Kasia powinna spakować mu manele i wystawić za drzwi. Inaczej kiedyś utonie razem z nim. Teraz już trochę za późno na wychowywanie, był czas wcześniej, ktoś przeoczył, albo może Bartuś to taki przypadek, że nie ma mocnych... Tym bardziej należy zadbać o siebie. Nie można żyć życiem doroslych dzieci, żyć za nich. Bartuś musi w końcu odczuć konsekwencje swojego postępowania, wyborów. Być może musi upaść na dno, aby zrozumieć. A może nawet wtedy nie zrozumie, że on jest odpowiedzialny za swoje wybory. Trudno. Jak Bartuś nie zrozumie to niech choć Kasia zrozumie, że musi się odciąć od niego, mimo, iż go jako matka kocha. Myślę jednak, że Kasia ma całkiem sprawny instynkt samozachowawczy, tylko trzeba czasu, aż Bartuś da jej mocno popalić, bo na razie widać jest jeszcze lajtowo smile Może jak kiedyś zasunie jej z liścia, gdy nie dostanie kasy na fajeczki i alko to do Kasi dotrze. A jak nie, cóż. Nie mój cyrk, nie moje małpy wink

Bartuś trochę miał pecha, ze rodzina mu się rozpadła, bo gdyby była kompletna to podejrzewam ojciec nie cackałby się tak z Bartusiem jak matka. Samotne matki mają tendencję do pobłażania, jakby chcialy zrekompensować dziecku brak ojca na co dzień. Ojciec postawiłby ultimatum mimo sprzeciwów matki i Bartuś by sobie nie pofikał za wiele. A w tej sytuacji jego ojciec ma w dupie, myśląc pewnie, niech się użera z nim matka, jak taka dobra. Ojciec chciał pomóc, wziął Bartusia do siebie, ale widząc co ten odwala, bez skrupułów wywalił go za drzwi.

OK, tylko właśnie na Twoim przykładzie (i tego co napisałaś) widać dokładnie jak wygląda sytuacja. Ty patrzysz na Bartusia okiem całkowicie obcej osoby, na chłodno ; ja na niego patrzę w ten sam sposób, co jest całkowicie zrozumiałe. Dlaczego? Bo jest on dla nas totalnie obcy i nie mamy żadnego powodu by go usprawiedliwiać, by nam go było żal itd. Z jednej strony to plus, bo możemy na niego spojrzeć bez żadnych różowych okularów; okularów, które matka ma na nosie niejako z urzędu. Z drugiej strony prezentujesz też typowe dla obcej osoby podejście, które opisałem wyżej: nie mój dzieciak, mam go w dupie, albo się SAM ogarnie albo zginie, mnie to rybka. Tylko że matka nie podejdzie do tego w ten sposób, ba: nawet nie powinna, bo gdyby przyjęła takie stanowisko jak Ty, to byłaby to pizda, a nie matka. Matka nie ma wręcz prawa dopuszczać tego drugiego wariantu czyli że "albo coś tam albo jej dziecko zginie". I wiem jak to zabrzmi, bo Bartuś jest nominalnie dorosły, ale tu matka nie wydaje mi się z samej natury swojej funkcji osobą kompetentną do podjęcia ostatniej próby naprostowania Bartusia. Dlatego paradoksalnie może i lepiej żeby jej strzelił w twarz i to publicznie, bo ogarnąć go teraz może tylko ktoś mający jednocześnie wystarczający dystans by stać go było na zastosowanie ciężkich metod celem naprostowania, ale i ktoś, kto jednocześnie nie dopuści żeby ta metoda go zabiła. Rozumiesz? Na świecie jest niejeden taki Bartuś i co któregoś z nich nie ogarnie żadna siła, oni są praktycznie do utylizacji. Ale w wielu wypadkach pomógłby ktoś taki jak opisany przeze mnie wyżej. Gdyby wspomniana Kasia miała np. brata, na którego pomoc byłaby skazana i który jako warunek postawiłby przywrócenie Bartusia do pionu, to by mogło wypalić. Ktoś taki, ale NIE RODZICE! I nie autor, bo dla niego Bartuś też może się zdematerializować. Tak to może go prostować każdy w Polsce, ale tych dwoje opisanych w wątku nie miało w zasadzie szans tego zrobić, z różnych powodów.
Zresztą... tu masz jeszcze znany mi aspekt rozwodu rodziców. Ojciec nie pomoże, bo go nie ma. Wymiksował się, nie ma go. Koniec, kropka. Dla matki Bartuś jest pewnie najbliższą rodziną i zwyczajnie boi się go stracić. Nie przerabiałaś pewnie walki po rozwodzie o utrzymanie czy odbudowanie więzi z dzieckiem, więc możesz nie znać z praktyki tych mechanizmów, ale im ciężej było coś takiego odbudować tym większy strach przed stratą tego. Oczywiście pasożyt może mieć tego świadomość i to wykorzystuje, nie neguję istnienia takiej możliwości. Ale jednak tak sprawa wygląda...

A dlaczego nie powinna? Jak matka to znaczy z automatu, że debil, który rzuca się na główkę do pustego basenu tylko dlatego, że miłość do dorosłego pasożyta przysłania jej zdrowy rozsądek i racjonalne myślenie? Można kochać pasożyta, bo to dziecko, jakie by nie było, ale zarazem kochać siebie i nie dać sobie wejść na łeb. W takim przypadku to nawet trzeba przede wszystkim zadbać o siebie, bo jak szybko się wykończysz to kto będzie dbał o pasożyta?  tongue
Poza tym Bartuś jest na prostej drodze do tego, aby stać się bandytą a mamusia na przekór wszystkim dowodom, w ogóle tego nie zauważa i próbuje zaklinać rzeczywistość. Czy to są te różowe okulary? Nie, to głupota. Nazywajmy rzeczy po imieniu. 

Kasia jest elegancko manipulowana przez Bartusia a Ty, mam wrażenie, próbujesz dowodzić, że to chwalebna postawa, że daje sobą manipulować, bo tak postępuje kochająca matka. Masz jakiś skrzywiony obraz kochającej matki. Może Bartuś uważa tak samo, stąd nie widzi nic niewłaściwego w tym, że jest takim gnojem. Gdy Kasia nie będzie chciała dać mu na wódkę powinien załkać żałośnie i wychlipać - "mamo, nie kochasz mnie wcale!" To jest mocny argument! Matka się chwyci za serce i odda wszystkie swoje oszczędności, z miłości. big_smile

Dlaczego cedujesz ogarnianie Bartusia na jakiegoś brata czy innych ludzi? Mają się użerać, bo rodzice są słabi albo wychowawczo dali dupy? Bartuś ma rodziców i oni niech go naprostowują, jeśli wierzą, że dadzą radę. Niech go wyślą na terapię. Choć mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że dorosłego człowieka nie da się zmusić do niczego, nie da się mu pomóc, jeśli nie chce pomocy. A Bartuś wielokrotnie pokazywał, że nie chce, ma w dupie, jemu chodzi o taką  pomoc, gdzie będą dawali mu kasę a on będzie hulał, imprezki, towarzystwo, alko itp. czyli chce pasożytować. Bartuś może nawet mieć życzenie zaćpać się na śmierć i nikt nie ma na to wpływu. Dlatego jak nie widać światełka w tunelu to niech wieją jak najdalej od Bartusia.  Inaczej Bartuś mając lat 40 dalej będzie żerował na mamusi, zabierając jej emeryturę. Bo jest klasycznym pasożytem bez honoru. Jest jak kleszcz. Choć nie, kleszcz w końcu sam odpada jak się nażłopie na maxa. Takie Bartusie, jak ich nie odetniesz od pokarmu, będą żerować do śmierci. Dlatego trzeba odcinać. Kochaj, nikt nie broni, ale odcinaj. Niech szuka innej ofiary.

157

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Solaris napisał/a:

Ale ja wiem jak wygląda taka perspektywa. Miłość to jedno, ale głupie poświęcanie się to drugie. Gdy dziecku dzieje się krzywda to każdy normalny rodzic stanie murem, nerkę odda a nawet życie. Ale tutaj Bartusiowi żadna krzywda się nie dzieje. Kasia powinna spakować mu manele i wystawić za drzwi. Inaczej kiedyś utonie razem z nim. Teraz już trochę za późno na wychowywanie, był czas wcześniej, ktoś przeoczył, albo może Bartuś to taki przypadek, że nie ma mocnych... Tym bardziej należy zadbać o siebie. Nie można żyć życiem doroslych dzieci, żyć za nich. Bartuś musi w końcu odczuć konsekwencje swojego postępowania, wyborów. Być może musi upaść na dno, aby zrozumieć. A może nawet wtedy nie zrozumie, że on jest odpowiedzialny za swoje wybory. Trudno. Jak Bartuś nie zrozumie to niech choć Kasia zrozumie, że musi się odciąć od niego, mimo, iż go jako matka kocha. Myślę jednak, że Kasia ma całkiem sprawny instynkt samozachowawczy, tylko trzeba czasu, aż Bartuś da jej mocno popalić, bo na razie widać jest jeszcze lajtowo smile Może jak kiedyś zasunie jej z liścia, gdy nie dostanie kasy na fajeczki i alko to do Kasi dotrze. A jak nie, cóż. Nie mój cyrk, nie moje małpy wink

Bartuś trochę miał pecha, ze rodzina mu się rozpadła, bo gdyby była kompletna to podejrzewam ojciec nie cackałby się tak z Bartusiem jak matka. Samotne matki mają tendencję do pobłażania, jakby chcialy zrekompensować dziecku brak ojca na co dzień. Ojciec postawiłby ultimatum mimo sprzeciwów matki i Bartuś by sobie nie pofikał za wiele. A w tej sytuacji jego ojciec ma w dupie, myśląc pewnie, niech się użera z nim matka, jak taka dobra. Ojciec chciał pomóc, wziął Bartusia do siebie, ale widząc co ten odwala, bez skrupułów wywalił go za drzwi.

OK, tylko właśnie na Twoim przykładzie (i tego co napisałaś) widać dokładnie jak wygląda sytuacja. Ty patrzysz na Bartusia okiem całkowicie obcej osoby, na chłodno ; ja na niego patrzę w ten sam sposób, co jest całkowicie zrozumiałe. Dlaczego? Bo jest on dla nas totalnie obcy i nie mamy żadnego powodu by go usprawiedliwiać, by nam go było żal itd. Z jednej strony to plus, bo możemy na niego spojrzeć bez żadnych różowych okularów; okularów, które matka ma na nosie niejako z urzędu. Z drugiej strony prezentujesz też typowe dla obcej osoby podejście, które opisałem wyżej: nie mój dzieciak, mam go w dupie, albo się SAM ogarnie albo zginie, mnie to rybka. Tylko że matka nie podejdzie do tego w ten sposób, ba: nawet nie powinna, bo gdyby przyjęła takie stanowisko jak Ty, to byłaby to pizda, a nie matka. Matka nie ma wręcz prawa dopuszczać tego drugiego wariantu czyli że "albo coś tam albo jej dziecko zginie". I wiem jak to zabrzmi, bo Bartuś jest nominalnie dorosły, ale tu matka nie wydaje mi się z samej natury swojej funkcji osobą kompetentną do podjęcia ostatniej próby naprostowania Bartusia. Dlatego paradoksalnie może i lepiej żeby jej strzelił w twarz i to publicznie, bo ogarnąć go teraz może tylko ktoś mający jednocześnie wystarczający dystans by stać go było na zastosowanie ciężkich metod celem naprostowania, ale i ktoś, kto jednocześnie nie dopuści żeby ta metoda go zabiła. Rozumiesz? Na świecie jest niejeden taki Bartuś i co któregoś z nich nie ogarnie żadna siła, oni są praktycznie do utylizacji. Ale w wielu wypadkach pomógłby ktoś taki jak opisany przeze mnie wyżej. Gdyby wspomniana Kasia miała np. brata, na którego pomoc byłaby skazana i który jako warunek postawiłby przywrócenie Bartusia do pionu, to by mogło wypalić. Ktoś taki, ale NIE RODZICE! I nie autor, bo dla niego Bartuś też może się zdematerializować. Tak to może go prostować każdy w Polsce, ale tych dwoje opisanych w wątku nie miało w zasadzie szans tego zrobić, z różnych powodów.
Zresztą... tu masz jeszcze znany mi aspekt rozwodu rodziców. Ojciec nie pomoże, bo go nie ma. Wymiksował się, nie ma go. Koniec, kropka. Dla matki Bartuś jest pewnie najbliższą rodziną i zwyczajnie boi się go stracić. Nie przerabiałaś pewnie walki po rozwodzie o utrzymanie czy odbudowanie więzi z dzieckiem, więc możesz nie znać z praktyki tych mechanizmów, ale im ciężej było coś takiego odbudować tym większy strach przed stratą tego. Oczywiście pasożyt może mieć tego świadomość i to wykorzystuje, nie neguję istnienia takiej możliwości. Ale jednak tak sprawa wygląda...

A dlaczego nie powinna? Jak matka to znaczy z automatu, że debil, który rzuca się na główkę do pustego basenu tylko dlatego, że miłość do dorosłego pasożyta przysłania jej zdrowy rozsądek i racjonalne myślenie? Można kochać pasożyta, bo to dziecko, jakie by nie było, ale zarazem kochać siebie i nie dać sobie wejść na łeb. W takim przypadku to nawet trzeba przede wszystkim zadbać o siebie, bo jak szybko się wykończysz to kto będzie dbał o pasożyta?  tongue
Poza tym Bartuś jest na prostej drodze do tego, aby stać się bandytą a mamusia na przekór wszystkim dowodom, w ogóle tego nie zauważa i próbuje zaklinać rzeczywistość. Czy to są te różowe okulary? Nie, to głupota. Nazywajmy rzeczy po imieniu. 

Kasia jest elegancko manipulowana przez Bartusia a Ty, mam wrażenie, próbujesz dowodzić, że to chwalebna postawa, że daje sobą manipulować, bo tak postępuje kochająca matka. Masz jakiś skrzywiony obraz kochającej matki. Może Bartuś uważa tak samo, stąd nie widzi nic niewłaściwego w tym, że jest takim gnojem. Gdy Kasia nie będzie chciała dać mu na wódkę powinien załkać żałośnie i wychlipać - "mamo, nie kochasz mnie wcale!" To jest mocny argument! Matka się chwyci za serce i odda wszystkie swoje oszczędności, z miłości. big_smile

Dlaczego cedujesz ogarnianie Bartusia na jakiegoś brata czy innych ludzi? Mają się użerać, bo rodzice są słabi albo wychowawczo dali dupy? Bartuś ma rodziców i oni niech go naprostowują, jeśli wierzą, że dadzą radę. Niech go wyślą na terapię. Choć mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że dorosłego człowieka nie da się zmusić do niczego, nie da się mu pomóc, jeśli nie chce pomocy. A Bartuś wielokrotnie pokazywał, że nie chce, ma w dupie, jemu chodzi o taką  pomoc, gdzie będą dawali mu kasę a on będzie hulał, imprezki, towarzystwo, alko itp. czyli chce pasożytować. Bartuś może nawet mieć życzenie zaćpać się na śmierć i nikt nie ma na to wpływu. Dlatego jak nie widać światełka w tunelu to niech wieją jak najdalej od Bartusia.  Inaczej Bartuś mając lat 40 dalej będzie żerował na mamusi, zabierając jej emeryturę. Bo jest klasycznym pasożytem bez honoru. Jest jak kleszcz. Choć nie, kleszcz w końcu sam odpada jak się nażłopie na maxa. Takie Bartusie, jak ich nie odetniesz od pokarmu, będą żerować do śmierci. Dlatego trzeba odcinać. Kochaj, nikt nie broni, ale odcinaj. Niech szuka innej ofiary.

O właśnie to masz rację

158 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2025-10-05 18:19:17)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Wydzwanianie do siebie będąc pod wpływem, bez żadnego konkretnego powodu i gadanie "a jestem pijana to sobie dzwonię i co mi kto zrobi" albo umawianie się przez telefon w mojej obecności na wspólne wyjście do klubu, żeby coś tam opić itp. to nie są sprawy w których się dzwoni do ojca z racji tego że jest ojcem,

Gadanie z ojcem dziecka o sprawach dziecka jest jak najbardziej naturalnym kontaktem i masz je z dobrodziejstwem inwentarza, jak wchodzisz w związek z kobietą z dzieckiem.
Ale to co powyżej…
Nie no kurwa, coraz więcej Cię czytam i coraz bardziej mi witki opadają.
Ty poważnie masz pół wieku i kilka związków za sobą czy sobie jaja z nas robisz?
Po czymś takim jest co najmniej postawienie granic pod tytułem „nie życzę sobie tego”. Forma obwieszczenia dowolna, może być zachowując Twój styl wypowiedzi.
Po kolejnym przekroczeniu – no sorry, Twoja reakcja powinna być natychmiastowa i definitywna, polegająca na odczepieniu tego wagonika i energicznym pomachaniu chusteczką na drogę. Ponieważ jej nie pojawienie się jawnie określa, że Twoje granice można dowolnie przekraczać, a Ty potulnie się na to zgodzisz.


Wujek Czesiek napisał/a:

Kiedy powrócił wątek ślubu, przez nią zresztą zainicjowany, pierwszą osobą jaką wymieniła na liście swoich gości miał być ojciec Bartusia. Tematem przewodnim rozmów z gośćmi już na przyjęciu weselnym, również był ojciec Bartusia. Dopiero upomniana przeze mnie dyskretnie, że chyba nikt już nie chce tego gówna słuchać, zamknęła w końcu gębę. Ale to są tak naprawdę pierdoły, nad którymi nie ma sensu się rozwodzić, bo ja umiem sobie radzić z takimi sytuacjami, po prostu wtedy robię dokładnie to samo co ona i jeśli ona chce zaprosić ojca swojego syna na nasz ślub, to ja zaproszę obie moje byłe żony do kompletu z teściami.

Czyli:
Po pierwsze: co najmniej, służyłeś jej od samego początku jako forma odegrania się na byłym i pokazania mu „Pacz tera! Radzę sobie ws-pa-nia-le bez Ciebie i mam nowego faceta! O patrz, ślub z nim biorę! O Patrz kurffa bliżej i chodź na ten ślub, będę Ci pokazywała, jakam przy nim szczęśliwa!!!”
Nie dotarło to do Ciebie na tak wczesnym etapie? Gdzieś Ty chłopie był. Jakiś elementarny instynkt samozachowawczy posiadasz? Nie no, poważnie….
Po drugie: nie, to nie była pierdoła tylko bardzo jawne określenie już na samym początku, gdzie Szanowna Pani Cię ma. I jak głęboko.

A co do „skoro Ona może zaprosić to ja też zaproszę” oraz:

Wujek Czesiek napisał/a:

Jeśli ona znika bez słowa na cały piątek wychodząc z domu o 7 rano i wracając o 19 w stroju kąpielowym, no to nie powinna się spodziewać tego, że ja zapytam gdzie była, tylko raczej tego, że przy najbliższej okazji ja zrobię dokładnie to samo, wyjdę bez słowa i wrócę jak wrócę.
Jeśli ona wychodzi w sobotę wieczorem i wraca w nocy, to ja też wyjdę w sobotę wieczorem i wrócę w nocy albo nie wrócę wcale.

Troszkę to przypomina dziecięce przekomarzanie się dwóch dorosłych ludzi, którzy tak naprawdę nie umieją ze sobą porozmawiać, określić swoich oczekiwań i granic w związku oraz się ich konsekwentnie trzymać:
Coś na zasadzie: „ Ty wracasz nocami? To ja też!”, „Ty nie mówisz z kim wychodzisz? To ja też tak zrobię! A co!” i zaraz będzie „Ty się z nim bzyknęłaś?. To ja też bzyknę (nie jego – koleżankę gwoli ścisłości wink )”. Dorośli ludzie. No kuffa litości…

Wujek Czesiek napisał/a:

Oczywiście te wyjścia i znikania nie miały miejsca wcześniej, tylko dopiero teraz, dokładnie od dnia w którym jej oświadczyłem podczas kłótni w sklepie o białko dla Maciusia, którego nie wziąłem celowo z regału, że nie mam zamiaru dłużej sponsorować jej leniwego bachora, bo ja mam na kogo wydawać, też mam dziecko i na nie jakoś nikt nie łoży, nikt nie płaci za mnie alimentów i nikt go nie ubiera ani nie karmi, więc niby dlaczego ja miałbym to robić dla kogokolwiek, bo kurwa nie kumam…

Słuchaj, nikt nie neguje faktu, że utrzymujesz jakiegoś pasożyta, którego nadopiekuńcza matka broni (niesłusznie). Więc spoko, tutaj akurat pełne poparcie.

Wujek Czesiek napisał/a:

No i po tej rozmowie zaczęła się zachowywać właśnie w taki sposób, bo wie od początku, że ja nie toleruję takich sytuacji, aby którekolwiek z nas gdzieś sobie wychodziło na nie wiadomo ile czasu nie informując drugiego ani gdzie będzie ani kiedy zamierza wrócić. Tak to ja miałem z pierwszą żoną właśnie i dlatego już nią nie jest,

Czyli uderzyła w czuły punkt który znała. I trafiła, ponieważ zabolało mocno.
Ale równocześnie popatrz…nie przyszło Ci do głowy, że Twoja była żona i ta obecna są do siebie pod tym względem podobne, a Ty dokonałeś wyboru na podstawie nieświadomego schematu? Ponieważ okazało się, że obie są zdolne do takich zachowań, mocno oczywiście godzących z związek, jak pójście na balety bez dzielenia się tą informacją z mężem?

Wujek Czesiek napisał/a:

więc odpowiadając na dalszą część twojego pytania - nie, nie ciągnie nas do siebie w sensie romantycznym czy seksualnym, bo pewne rzeczy i sprawy które miały miejsce podczas naszego małżeństwa... zresztą nieważne, po prostu nie.
Ale na pewno nikt mi nie zabroni napisać do niej od czasu do czasu czy odpisać na jej wiadomość do mnie, a już na pewno nie ktoś, kto sam robi dokładnie to samo i może jedynie w dupę mnie pocałować, a nie zabraniać mi cokolwiek. No tak czy nie?

Dalej przypomina to trochę dziecięce przekomarzania w stylu: Kasia może to robić? To ja też mogę!
Przyjmij do wiadomości prostą rzecz, że jak obecnej partnerce nie odpowiadają Twoje kontakty z exżoną oraz nie akceptuje tego i Ci to jasno zakomunikowała, to ma pełne prawo tego nie akceptować.
A jeżeli Ty po czymś takim kontynuujesz kontakty z ex to dokonujesz wyboru. I jest to wybór pomiędzy obecną a byłą partnerką.
Chociaż fakt, hipokryzja z tej Twojej obecnej jeszcze-żony to wylewa się bardzo mocno, sama ma niezbyt jasny i dziwny układ z ex mężem.
Troszkę się dobraliście pod tym względem wink

Wujek Czesiek napisał/a:

Abstrahując już od dupereli, to nie chcesz chyba mi powiedzieć, że pisanie do byłej żony, która przebywa tysiące kilometrów od ciebie, to dobry powód, żeby wyjebać komuś bety na korytarz i wymienić zamki w drzwiach zanim wróci z pracy?

Nie, nie jest.  Jest znacznie przejaskrawioną reakcją, coś u niej najwyraźniej mocno zarezonowało i wywołało ciąg zdarzeń o takim skutku. Ale oczywiście, jak najbardziej powinno to się skończyć rozmową (może i nawet taką, którą słyszy cały blok), nie wywalaniem betów za drzwi. Dla Ciebie jasny przekaz po takiej akcji powinien brzmieć:”Uwaga! Mam do czynienia z osobą niestabilną emocjonalnie i nieprzewidywalną.” Zrobiłeś coś z tym przekazem? Zauważyłeś go w ogóle, czy dalej to był etap motylków i różowych okularów?

Wujek Czesiek napisał/a:

Albo te majtki chociażby, niby przypadkiem zostawione na widoku przez moją kochankę i niby przypadkiem znalezione akurat przez moją żonę, akurat w piątek, akurat z napisem Friday i akurat na dzień po tym jak był u nas Bartuś, który na mój widok w popłochu spierdolił na balkon?

No majtki to już cięższy kaliber, sam przyznasz wink
Nie wkurzyłbyś się, jakbyś pod swoim łóżkiem znalazł bokserki z napisem „ściągnij mnie, a uwolnisz potwora!”, których nigdy w życiu nie widziałeś? wink

159

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:

No majtki to już cięższy kaliber, sam przyznasz wink
Nie wkurzyłbyś się, jakbyś pod swoim łóżkiem znalazł bokserki z napisem „ściągnij mnie, a uwolnisz potwora!”, których nigdy w życiu nie widziałeś? wink

Myślę, że mogłaby przelecieć przez zamknięte drzwi i spaść ze schodów ze trzy razy, gdybym coś takiego znalazł pod łóżkiem, ale...

Te gacie nie leżały pod łóżkiem, tylko na. W dużym pokoju na sofie. Sypialnię mamy oddzielną w drugim pokoju.
Sytuacja wyglądała dokładnie tak. Moja żona wychodziła wtedy do pracy na 2-3 w nocy. Wstawała około północy, wychodziła z sypialni do salonu, tam sobie siedziała z kotem, piła kawę, potem napędzała urodę w łazience, ubierała się i wychodziła.
Ja chodzę do pracy różnie, raz na 6, raz na 7, ale generalnie i tak zawsze wstaję po niej, kiedy jej już nie ma w domu. Tego dnia wstałem po 4 bo tak mnie budzi budzik, wychodzę z sypialni do salonu, gdzie mamy też kuchnię, żeby włączyć czajnik i te gacie już tam leżały. Pomyślałem, że to jej majtki i nawet ich nie dotykałem, no skoro je tam zostawiła, to widocznie po coś, więc nie ruszam. Spiłem kawulca, zrobiłem sobie żarcie na cały dzień do roboty i tam pojechałem.
Kasia kończyła w tym dniu swoją pracę chyba o 12 bo to był piątek i w piątki jakoś krócej pracowała. No i parę minut po 12 dostaję zdjęcie tych gaci na mój telefon z dopiskiem, że musimy chyba pogadać. Sam byś parsknął śmiechem na taką wiadomość i to samo ja zrobiłem. Chyba jej wtedy odpisałem, że widziałem te stringi już rano i na mnie są małe, więc nie ubierałem do pracy i je tam zostawiłem.
No do głowy mi nawet nie przyszło, że ona poważnie się przypierdala o jakieś majtki, na których sam musiała siedzieć zanim poszła do pracy albo je tam położyć specjalnie, żeby się ze mną teraz droczyć. No przecież gdyby to nawet były naprawdę majtki jakiejś mojej kochanicy, to na sofie w miejscu, gdzie moja żona je znalazła, dokładnie w tym samym miejscu, ja codziennie przed wyjściem do pracy pakuję dwie torby, jedna z żarciem do roboty, a druga z ciuchami na trening, więc nawet po ciemku bym te majtki zauważył i albo gdzieś schował, albo zabrał ze sobą, albo wypierdolił przez okno i tyle.
Pomijam już fakt, że musiałbym być naprawdę jakimś spierdolonym debilem, zapraszając dziwki do naszego domu o 4 nad ranem, kiedy w każdej chwili moja żona może stanąć w drzwiach i rozjebać mi łeb karafką, gdyby tylko jakąś inną babę ode mnie poczuła, a co dopiero gołą pode mną lub na mnie zobaczyła. To nawet na wstęp do pornosa jest zbyt głupie, żeby ktoś mógł na to wpaść. No ale ona wpadła i nie dała sobie przetłumaczyć, że to jakaś ściema i porażka, bo żaden półdebil nie wymyśliłby tak durnej i naciąganej historyjki.
Ostatnia jej wiadomość tego dnia, to "porozmawiamy o tym w domu jak wrócisz" ale kiedy wróciłem, to moje klucze już nie pasowały do zamków w drzwiach, a Kasia miała wyłączony telefon i tyle sobie pogadaliśmy. Ujebany i zjebany po całym dniu w robocie bez złotówki w kieszeni roboczych spodni i w roboczej koszulce z krótkim rękawem, a to był już październik, dokładnie jak teraz, spałem kurwa w samochodzie, a ona z tym gnojem siedzieli na górze w ciepłym i oglądali sobie netflixa.
Przypomnę tylko dla porządku, że to był weekend, ani w banku nie wypłacisz pieniędzy bez karty, ani z bankomatu, bo bateria w telefonie już mi padła w pizdu, a ta mi nie chce nawet jebanej ładowarki przez okno rzucić, żebym mógł gdziekolwiek zadzwonić, ogarnąć jakiś nocleg albo pieniądze na przeżycie do poniedziałku.
Jak to nie jest miłość, to sam nie wiem co. I wiem bardzo dobrze o tym, że to była sprawka tego małego skurwiela, tak samo jak wiem bardzo dobrze o tym, że i ona o tym wie, że ja wiem. I co? I gówno. Bartuś jest biednym dzieckiem prześladowanym przez psychopatę, który nie nadaje się do związku, bo nie rozumie na czym małżeństwo polega, że wszystko co moje, to jej i Bartusia, a dla mnie ewentualnie jak coś zostanie albo sobie wyszarpię.
Na ten temat też mieliśmy rozmowę. Ona nigdy w żadnym związku tak nie miała, ple ple ple, bla bla bla... No więc próbowałem jej tłumaczyć, że istnieją pewne subtelne różnice pomiędzy spotykaniem się z mamą ośmioletniego chłopca, na którego każdy ma wyjebane, bo każdemu chodzi tylko o twoją dupę i o nic więcej, a co innego związać się na stałe z matką dorosłego lenia i nieroba, na którego to ja muszę zapierdalać, a nie twoi koledzy od poruchiwania, kiedy miałaś te dwadzieścia czy nawet trzydzieści lat, więc może dlatego nigdy tak w związkach nie miałaś, bo nigdy w żadnym związku nie byłaś, przemyśl to sobie...
No i kiedy już przemyślała, to jej z tego myślenia wyszło, że przestaną się do mnie odzywać aż mi rura zmięknie i albo bez protestu zaakceptuję dalsze opierdalanie się biednego dziecka, które nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać (a co mnie to kurwa gówno obchodzi) albo sam mam wypierdalać jak mi nie pasuje.
Dziękuję.

160

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

No majtki to już cięższy kaliber, sam przyznasz wink
Nie wkurzyłbyś się, jakbyś pod swoim łóżkiem znalazł bokserki z napisem „ściągnij mnie, a uwolnisz potwora!”, których nigdy w życiu nie widziałeś? wink

Myślę, że mogłaby przelecieć przez zamknięte drzwi i spaść ze schodów ze trzy razy, gdybym coś takiego znalazł pod łóżkiem, ale...

Te gacie nie leżały pod łóżkiem, tylko na. W dużym pokoju na sofie. Sypialnię mamy oddzielną w drugim pokoju.
Sytuacja wyglądała dokładnie tak. Moja żona wychodziła wtedy do pracy na 2-3 w nocy. Wstawała około północy, wychodziła z sypialni do salonu, tam sobie siedziała z kotem, piła kawę, potem napędzała urodę w łazience, ubierała się i wychodziła.
Ja chodzę do pracy różnie, raz na 6, raz na 7, ale generalnie i tak zawsze wstaję po niej, kiedy jej już nie ma w domu. Tego dnia wstałem po 4 bo tak mnie budzi budzik, wychodzę z sypialni do salonu, gdzie mamy też kuchnię, żeby włączyć czajnik i te gacie już tam leżały. Pomyślałem, że to jej majtki i nawet ich nie dotykałem, no skoro je tam zostawiła, to widocznie po coś, więc nie ruszam. Spiłem kawulca, zrobiłem sobie żarcie na cały dzień do roboty i tam pojechałem.
Kasia kończyła w tym dniu swoją pracę chyba o 12 bo to był piątek i w piątki jakoś krócej pracowała. No i parę minut po 12 dostaję zdjęcie tych gaci na mój telefon z dopiskiem, że musimy chyba pogadać. Sam byś parsknął śmiechem na taką wiadomość i to samo ja zrobiłem. Chyba jej wtedy odpisałem, że widziałem te stringi już rano i na mnie są małe, więc nie ubierałem do pracy i je tam zostawiłem.
No do głowy mi nawet nie przyszło, że ona poważnie się przypierdala o jakieś majtki, na których sam musiała siedzieć zanim poszła do pracy albo je tam położyć specjalnie, żeby się ze mną teraz droczyć. No przecież gdyby to nawet były naprawdę majtki jakiejś mojej kochanicy, to na sofie w miejscu, gdzie moja żona je znalazła, dokładnie w tym samym miejscu, ja codziennie przed wyjściem do pracy pakuję dwie torby, jedna z żarciem do roboty, a druga z ciuchami na trening, więc nawet po ciemku bym te majtki zauważył i albo gdzieś schował, albo zabrał ze sobą, albo wypierdolił przez okno i tyle.
Pomijam już fakt, że musiałbym być naprawdę jakimś spierdolonym debilem, zapraszając dziwki do naszego domu o 4 nad ranem, kiedy w każdej chwili moja żona może stanąć w drzwiach i rozjebać mi łeb karafką, gdyby tylko jakąś inną babę ode mnie poczuła, a co dopiero gołą pode mną lub na mnie zobaczyła. To nawet na wstęp do pornosa jest zbyt głupie, żeby ktoś mógł na to wpaść. No ale ona wpadła i nie dała sobie przetłumaczyć, że to jakaś ściema i porażka, bo żaden półdebil nie wymyśliłby tak durnej i naciąganej historyjki.
Ostatnia jej wiadomość tego dnia, to "porozmawiamy o tym w domu jak wrócisz" ale kiedy wróciłem, to moje klucze już nie pasowały do zamków w drzwiach, a Kasia miała wyłączony telefon i tyle sobie pogadaliśmy. Ujebany i zjebany po całym dniu w robocie bez złotówki w kieszeni roboczych spodni i w roboczej koszulce z krótkim rękawem, a to był już październik, dokładnie jak teraz, spałem kurwa w samochodzie, a ona z tym gnojem siedzieli na górze w ciepłym i oglądali sobie netflixa.
Przypomnę tylko dla porządku, że to był weekend, ani w banku nie wypłacisz pieniędzy bez karty, ani z bankomatu, bo bateria w telefonie już mi padła w pizdu, a ta mi nie chce nawet jebanej ładowarki przez okno rzucić, żebym mógł gdziekolwiek zadzwonić, ogarnąć jakiś nocleg albo pieniądze na przeżycie do poniedziałku.
Jak to nie jest miłość, to sam nie wiem co. I wiem bardzo dobrze o tym, że to była sprawka tego małego skurwiela, tak samo jak wiem bardzo dobrze o tym, że i ona o tym wie, że ja wiem. I co? I gówno. Bartuś jest biednym dzieckiem prześladowanym przez psychopatę, który nie nadaje się do związku, bo nie rozumie na czym małżeństwo polega, że wszystko co moje, to jej i Bartusia, a dla mnie ewentualnie jak coś zostanie albo sobie wyszarpię.
Na ten temat też mieliśmy rozmowę. Ona nigdy w żadnym związku tak nie miała, ple ple ple, bla bla bla... No więc próbowałem jej tłumaczyć, że istnieją pewne subtelne różnice pomiędzy spotykaniem się z mamą ośmioletniego chłopca, na którego każdy ma wyjebane, bo każdemu chodzi tylko o twoją dupę i o nic więcej, a co innego związać się na stałe z matką dorosłego lenia i nieroba, na którego to ja muszę zapierdalać, a nie twoi koledzy od poruchiwania, kiedy miałaś te dwadzieścia czy nawet trzydzieści lat, więc może dlatego nigdy tak w związkach nie miałaś, bo nigdy w żadnym związku nie byłaś, przemyśl to sobie...
No i kiedy już przemyślała, to jej z tego myślenia wyszło, że przestaną się do mnie odzywać aż mi rura zmięknie i albo bez protestu zaakceptuję dalsze opierdalanie się biednego dziecka, które nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać (a co mnie to kurwa gówno obchodzi) albo sam mam wypierdalać jak mi nie pasuje.
Dziękuję.

Moze to sa Bartusia stringi  big_smile

161 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2025-10-05 19:34:11)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Na ten temat też mieliśmy rozmowę. Ona nigdy w żadnym związku tak nie miała, ple ple ple, bla bla bla...

Podsumowując.
Odnoszę wrażenie, że wy to dużo rozmów mieliście. Ale chyba się w ich trakcie nie słuchaliście, tzn Ty nie słuchałeś Jej smile
A Ona od samego początku mówi Ci, gdzie Cię ma. Czynami głównie.
Ty się na to wszystko najpierw godzisz...
...a teraz się dziwisz, gdzie jesteś smile

Fajny masz styl pisania, pewnie można by z Tobą równie fajnie pogadać, taka dusza towarzystwa z jajcem w rozmowie.
Ale ogarnij to swoje latanie jak ćma w ogień w objęcia problematycznych lasek. Działasz na nie jak magnes i jak nie chcesz takowych przyciągać w przyszłości to popracuj nad sobą teraz. 50-tka to nie jest jeszcze za późno smile

162

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Na ten temat też mieliśmy rozmowę. Ona nigdy w żadnym związku tak nie miała, ple ple ple, bla bla bla...

Podsumowując.
Odnoszę wrażenie, że wy to dużo rozmów mieliście. Ale chyba się w ich trakcie nie słuchaliście, tzn Ty nie słuchałeś Jej smile
A Ona od samego początku mówi Ci, gdzie Cię ma. Czynami głównie.
Ty się na to wszystko najpierw godzisz...
...a teraz się dziwisz, gdzie jesteś smile

Fajny masz styl pisania, pewnie można by z Tobą równie fajnie pogadać, taka dusza towarzystwa z jajcem w rozmowie.
Ale ogarnij to swoje latanie jak ćma w ogień w objęcia problematycznych lasek. Działasz na nie jak magnes i jak nie chcesz takowych przyciągać w przyszłości to popracuj nad sobą teraz. 50-tka to nie jest jeszcze za późno smile

Zebys Ty sie tak mnie chociaz raz w zyciu posluchal i przestal mi spamowac, a nie tutaj swoje jak zwykle psychologiczne wywody wymyslasz

163 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-05 20:13:39)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Się wzięło i zdublowało wink

164

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Co by nie pisać, Czesiek wzbudza sympatię, pewnie przez to, w jaki sposób opisuje swoją rzeczywistość a opisuje tak, że mimo współczucia, człowiek się uśmiecha, czytając big_smile
Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia? tongue

NIE  big_smile

165 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-05 20:12:21)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Co by nie pisać, Czesiek wzbudza sympatię, pewnie przez to, w jaki sposób opisuje swoją rzeczywistość a opisuje tak, że mimo współczucia, człowiek się uśmiecha, czytając big_smile
Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia? tongue


p.s Oczywiście życzę Cześkowi, aby Bartuś doznał olśnienia i znalazl sobie pracę, wyprowadził się i żył swoim życiem, dobrym i szlachetnym;) a Kasia zrozumiała, że źle robiła i przybiegła do Cześka błagać o przebaczenie... i wszyscy żyli długo i szczęśliwie smile

166

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Co by nie pisać, Czesiek wzbudza sympatię, pewnie przez to, w jaki sposób opisuje swoją rzeczywistość a opisuje tak, że mimo współczucia, człowiek się uśmiecha, czytając big_smile
Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia? tongue

Absolutnie nie. Z tekstu czytanego - fajny człek, w rzeczy samej.
Szkoda go na taką Panią.

167

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Co by nie pisać, Czesiek wzbudza sympatię, pewnie przez to, w jaki sposób opisuje swoją rzeczywistość a opisuje tak, że mimo współczucia, człowiek się uśmiecha, czytając big_smile
Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia? tongue


p.s Oczywiście życzę Cześkowi, aby Bartuś doznał olśnienia i znalazl sobie pracę, wyprowadził się i żył swoim życiem, dobrym i szlachetnym;) a Kasia zrozumiała, że źle robiła i przybiegła do Cześka błagać o przebaczenie... i wszyscy żyli długo i szczęśliwie smile

Na koncu tej historii wlasnie tak bedzie i beda zyli razem dlugo i szczęśliwie  big_smile

168

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Palec Boga napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Na ten temat też mieliśmy rozmowę. Ona nigdy w żadnym związku tak nie miała, ple ple ple, bla bla bla...

Podsumowując.
Odnoszę wrażenie, że wy to dużo rozmów mieliście. Ale chyba się w ich trakcie nie słuchaliście, tzn Ty nie słuchałeś Jej smile
A Ona od samego początku mówi Ci, gdzie Cię ma. Czynami głównie.
Ty się na to wszystko najpierw godzisz...
...a teraz się dziwisz, gdzie jesteś smile

Fajny masz styl pisania, pewnie można by z Tobą równie fajnie pogadać, taka dusza towarzystwa z jajcem w rozmowie.
Ale ogarnij to swoje latanie jak ćma w ogień w objęcia problematycznych lasek. Działasz na nie jak magnes i jak nie chcesz takowych przyciągać w przyszłości to popracuj nad sobą teraz. 50-tka to nie jest jeszcze za późno smile

Zebys Ty sie tak mnie chociaz raz w zyciu posluchal i przestal mi spamowac, a nie tutaj swoje jak zwykle psychologiczne wywody wymyslasz


Słonko Moje!
Kwiatuszku Mój Najmilszy!
Ależ ja nie spamuję...

169

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

Podsumowując.
Odnoszę wrażenie, że wy to dużo rozmów mieliście. Ale chyba się w ich trakcie nie słuchaliście, tzn Ty nie słuchałeś Jej smile
A Ona od samego początku mówi Ci, gdzie Cię ma. Czynami głównie.
Ty się na to wszystko najpierw godzisz...
...a teraz się dziwisz, gdzie jesteś smile

Fajny masz styl pisania, pewnie można by z Tobą równie fajnie pogadać, taka dusza towarzystwa z jajcem w rozmowie.
Ale ogarnij to swoje latanie jak ćma w ogień w objęcia problematycznych lasek. Działasz na nie jak magnes i jak nie chcesz takowych przyciągać w przyszłości to popracuj nad sobą teraz. 50-tka to nie jest jeszcze za późno smile

Zebys Ty sie tak mnie chociaz raz w zyciu posluchal i przestal mi spamowac, a nie tutaj swoje jak zwykle psychologiczne wywody wymyslasz


Słonko Moje!
Kwiatuszku Mój Najmilszy!
Ależ ja nie spamuję...

Oh, cóż za krotochwile... Aż jestem zazdrosna big_smile.

170

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KoralinaJones napisał/a:
Palec Boga napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Zebys Ty sie tak mnie chociaz raz w zyciu posluchal i przestal mi spamowac, a nie tutaj swoje jak zwykle psychologiczne wywody wymyslasz


Słonko Moje!
Kwiatuszku Mój Najmilszy!
Ależ ja nie spamuję...

Oh, cóż za krotochwile... Aż jestem zazdrosna big_smile.

big_smile big_smile big_smile

171

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Autorze, powinieneś książki pisać.
Ile z tej historii to prawda, a ile podkolorowałeś, aby się dobrze czytało?

A jeśli to prawda (no dobrze, w jakiejś tam części - przyjmijmy), dlaczego akurat ta kobieta? Czemu właśnie z nią się związałeś skoro dookoła pełno wolnych rozwódek w Twoim wieku z poukładanymi dziećmi? Co ona takiego w sobie ma?

172 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-10-05 21:40:10)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
złoto napisał/a:

A jeśli to prawda (no dobrze, w jakiejś tam części - przyjmijmy), dlaczego akurat ta kobieta? Czemu właśnie z nią się związałeś skoro dookoła pełno wolnych rozwódek w Twoim wieku z poukładanymi dziećmi? Co ona takiego w sobie ma?

Czesiek już odpowiedział na to pytanie wyżej smile

173

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:

Na koncu tej historii wlasnie tak bedzie i beda zyli razem dlugo i szczęśliwie  big_smile

Na końcu tej historii powinno być coś mniej więcej takiego:

- Któryś już raz nie pamiętam nawet który, wyjebałam tego ciamajdę z domu, a on jak ten kundel z podwiniętym ogonem, kolejny raz do mnie wrócił i dał się owinąć na małym palcu jak szczeniak. Teraz znów się trochę pobawimy w miodowy miesiąc, opłacimy rachunki i zapełnimy lodówkę, a jak przyjdzie bieda, to po raz kolejny wynajdę sobie jakiś pretekst z tyłka, żeby tego idioty się pozbyć i oszczędzić przy okazji na jedzeniu, a on niech sobie radzi i robi co chce, byle mi dupy nie zawracał...

No więc tym razem droga małżonko oraz mili państwo, na pewno tak się nie skończy, gdyż po pierwsze to nie ja zostałem przez nią wyrzucony, tylko sam się spakowałem i poszedłem sobie w chuj, a to jest pewna różnica.
Po drugie poczyniłem już inne kroki wynajmując sobie mieszkanie, za które musiałem zapłacić z góry czynsz oraz dodatkowo wpłacić jego podwójną równowartość w formie kaucji, której nie odzyskam w przypadku wypowiedzenia umowy wcześniej niż za rok licząc od przedwczoraj, a na tyle to ja ani głupi, ani aż tak zakochany nie jestem, już nie.
Po trzecie mam teraz piękne mieszkanie pachnące jeszcze nowością tylko dla siebie. Mogę tu robić co tylko zechcę, wstawić sobie perkusję, stucalowy telewizor, a nawet jeździć rowerem po salonie, bo jest taki wielki i prawie pusty. Mało tego, nie muszę nawet jeździć autem i przepalać benzyny na dojazdy do pracy czy na siłownię, bo mam wszędzie 500 metrów spacerkiem.
Po czwarte uważam, że znosiłem za długo i za dużo, inaczej nigdy bym się nie zdecydował na opuszczenie mojej żony, więc jeśli już do tego doszło, to musiało się wydarzyć i nawarstwić zbyt wiele rzeczy, nad którymi nie mógłbym przejść do porządku dziennego i ot tak po prostu wrócić do tego co było, tylko dlatego że minęła mi złość albo zatęsknię za tą pierdolniętą wariatką. Złość minęła mi już dawno, a tęsknić oczywiście że tęsknię, ale to jest za mało, żeby teraz ona zadzwoniła i ja polecę jeszcze jeden "ostatni raz" a potem jeszcze jeden i następny i kolejny, bo co miesiąc będzie ta sama historia się powtarzać. Nie będzie, bo już nigdy i nikomu na to nie pozwolę.
Po piąte mam już dość słuchania od wszystkich naokoło jaki zajebisty ze mnie facet, tylko szkoda że upośledzony, skoro marnuje sobie życie na siedzenie z tymi pijawkami i pozwala skakać sobie po plecach w imię czego, bo obok miłości to nie leżało. To nawet nie jest układ ani interes, bo co to za układ albo interes, na którym korzystają wszyscy oprócz mnie. Ojciec Bartusia, który się pozbył trutnia i ma święty spokój. Cała jego rodzina, łącznie z dziadkami z obu stron, którzy też się na niego wyjebali i udają, że ich ta sprawa nie dotyczy. Matka Bartusia czy w końcu sam Bartuś. Każdy po kolei, wszyscy razem i osobno tylko na tym korzystają, że Bartuś siedzi u nas, a ja na niego robię. Wszyscy poza mną, który ma najmniej do gadania. No przecież nie na tym ma polegać życie, obojętnie czy moje czy kogokolwiek innego, kto przyjdzie na moje miejsce i zastanie ten burdel na kółkach. To dlaczego akurat ja mam być tym frajerem?
Nie ma kurwa takiej opcji.
Ja chcę żyć swoim dawnym życiem, a nie wiecznym użeraniem się z toksycznym bachorem mojej niereformowalnej partnerki. Mam własne dziecko z którym kontakt mocno zaniedbałem między innymi przez tą sytuację. Wiecznie nie mam czasu, wiecznie nie mam kasy, wiecznie kurwa coś innego jest ważniejsze. Dosyć tego. Mój syn zaraz będzie dorosły, wyjedzie na studia i się na mnie wysra, bo sam bym się wysrał na takiego ojca. Dopiero pełna izolacja od tego syfu mi uświadomiła co ja właściwie odpierdalam i co ja robię ze swoim życiem.
Ja chcę się rozwijać, sportowo, muzycznie i wrócić do mojej największej pasji, którą również zaniedbałem z powodów jak wyżej, bo sprzęt audio z wyższej półki, to nie są tanie rzeczy, a i żeby tego jeszcze posłuchać, to też trzeba mieć gdzie jak i kiedy, no a przede wszystkim trzeba dysponować odpowiednimi środkami, które obecnie przepierdalam bezpowrotnie i chuj z tego mam.
Ja chcę mieć w życiu spokój, wszystko mieć poukładane i kładąc się spać wiedzieć co będę robił jutro. Ja tak funkcjonuję od zawsze i zawsze wszystko musze mieć zaplanowane z co najmniej jednodniowym wyprzedzeniem. Wieczny chaos, odwoływanie planów w ostatniej chwili czy robienie czegoś co nie było wcześniej zaplanowane, a najczęściej nawet mnie to nie dotyczy i zwykle gówno obchodzi, ale robić muszę... no kurwa nie, to nie dla mnie i ja tak nie chcę.
Ja mogę do bladego świtu wymieniać kolejne pozycje na rozkładzie, rozpoczynając każde nowe zdanie od JA i taki właśnie mam zamiar, skupić się tylko na sobie i skoncentrować tylko na własnych potrzebach, a jak ktoś czegoś ode mnie chce, to najpierw będzie musiał mi udowodnić, że jest wart mojej uwagi, mojego czasu i ewentualnie poświęcenia.
"Mniej słow, więcej treści." Najlepiej w postaci konkretnych czynów, bo puste pierdolenie po próżnicy już nie robi na mnie żadnego wrażenia.
Za tydzień w niedzielę mam urodziny i to będzie mój prezent ode mnie dla mnie - niech się wszyscy odpierdolą - po prostu.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Palec Boga napisał/a:

Słonko Moje!
Kwiatuszku Mój Najmilszy!
Ależ ja nie spamuję...

NIE PISZ TAK DO NIEJ BO CI LUTNEM!

175

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

Słonko Moje!
Kwiatuszku Mój Najmilszy!
Ależ ja nie spamuję...

NIE PISZ TAK DO NIEJ BO CI LUTNEM!

O a Ty, gdzie byles jak Cie nie bylo ,a teraz jestes ? big_smile .... wiesz nauczylam sie robić obrazki na klawiaturze na discoferze tez bede robic obrazki

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Na koncu tej historii wlasnie tak bedzie i beda zyli razem dlugo i szczęśliwie  big_smile

Na końcu tej historii powinno być coś mniej więcej takiego:

Kolejna żoną, już czwarta? :d

Stary, ale dajesz po jajach z tą historią. Straszny brak szacunku do siebie.
Ile trwała sytuacja, od kiedy zaczęliście się spotykać, do teraz? Po jakim czasie był ślub?

177 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-10-05 22:32:44)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:

O a Ty, gdzie byles jak Cie nie bylo ,a teraz jestes ? big_smile .... wiesz nauczylam sie robić obrazki na klawiaturze na discoferze tez bede robic obrazki

Zostawić Cię na chwilę, to nawet Boga za palce łapiesz!

Rób, rób Julcia. Trzeba się realizować

178

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

O a Ty, gdzie byles jak Cie nie bylo ,a teraz jestes ? big_smile .... wiesz nauczylam sie robić obrazki na klawiaturze na discoferze tez bede robic obrazki

Zostawić Cię na chwilę, to nawet Boga za palce łapiesz!

Rób, rób Julcia. Trzeba się realizować

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

180

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Dlaczego kotka ? big_smile a inne obrazki ?

181

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Dlaczego kotka ? big_smile a inne obrazki ?

Zamiast kotka, może być myszka big_smile

182 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-10-05 23:02:45)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Zamiast kotka, może być myszka big_smile

W tym przypadku, nieważne jak zwał,
Zwierzątko to urocze
Chodzi o widok, co serce rozmiękczy chłopa na schwał
Gdy ten zajrzy w ...
Oczy!  tongue

183

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Dlaczego kotka ? big_smile a inne obrazki ?

Zamiast kotka, może być myszka big_smile

Nie umiem.myszki robić, ale sie moge nauczyc... umiem kotka,kwiatka i ❤️  big_smile

184

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Solaris napisał/a:

Zamiast kotka, może być myszka big_smile

W tym przypadku, nieważne jak zwał,
Zwierzątko to urocze
Chodzi widok, co serce rozmiękczy chłopa na schwał
Gdy ten zajrzy w ...
Oczy!  tongue

Kotki sa slodkie 
/\_/\ 
( o.o )
> ^ <

185

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Solaris napisał/a:

Zamiast kotka, może być myszka big_smile

W tym przypadku, nieważne jak zwał,
Zwierzątko to urocze
Chodzi widok, co serce rozmiękczy chłopa na schwał
Gdy ten zajrzy w ...
Oczy!  tongue

Dobre, dobre tongue

186

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Solaris napisał/a:

Zamiast kotka, może być myszka big_smile

W tym przypadku, nieważne jak zwał,
Zwierzątko to urocze
Chodzi widok, co serce rozmiękczy chłopa na schwał
Gdy ten zajrzy w ...
Oczy!  tongue

Dobre, dobre tongue

Co jest dobre ? big_smile

187

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Oj tam, głos już słyszałeś, i to nie takie tam na priv big_smile.

188

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

W tym przypadku, nieważne jak zwał,
Zwierzątko to urocze
Chodzi widok, co serce rozmiękczy chłopa na schwał
Gdy ten zajrzy w ...
Oczy!  tongue

Dobre, dobre tongue

Co jest dobre ? big_smile

Krocze big_smile

189

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KoralinaJones napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Oj tam, głos już słyszałeś, i to nie takie tam na priv big_smile.

Tak slyszalam głos  big_smile ale na priv kotki i myszki big_smile

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KoralinaJones napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Nieprawda! Ja nic nie lapie. Ja idę do zakonu
.... no ja robie umiem robic kotka,kwiatka,drzewo i serce. Chcesz zobaczyć?  big_smile

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Oj tam, głos już słyszałeś, i to nie takie tam na priv big_smile.


Pragnę połączyć głos z obrazem!

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Dobre, dobre tongue

Co jest dobre ? big_smile

Krocze big_smile

Niewiasto nieobyczajna! Skromności upraszam!

192

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Fotkę kotka możesz na pv, a co tam;)

Oj tam, głos już słyszałeś, i to nie takie tam na priv big_smile.


Pragnę połączyć głos z obrazem!

Dlaczego? Głos plus obraz kota ? Jak to ?

193

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Wogole zauwazyliscie jak Palec nagle szybko spierdzielil jakby sie czegoś wystaszyl  big_smile

No idem juz spać

Daje wam ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

194 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-10-06 05:52:24)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Na koncu tej historii wlasnie tak bedzie i beda zyli razem dlugo i szczęśliwie  big_smile

Na końcu tej historii powinno być coś mniej więcej takiego:

Kolejna żoną, już czwarta? :d

Stary, ale dajesz po jajach z tą historią. Straszny brak szacunku do siebie.
Ile trwała sytuacja, od kiedy zaczęliście się spotykać, do teraz? Po jakim czasie był ślub?

Poznaliśmy się na fejsbuku jakoś chyba w lutym 2023 z tego co kojarzę, ale spotykać zaczęliśmy jakieś dwa miesiące później, bo nie mogłem szybciej pojawić się w Polsce. Zatrybiło od razu na pierwszej randce i żadne z nas nie miało żadnych wątpliwości, że to jest to, mimo znacznej różnicy wieku pomiędzy nami (Kasia jest 10 lat młodsza) oraz jeszcze większej odległości (pracowałem wtedy za granicą) z tym że my się nigdy nie "spotykaliśmy" w klasycznym tego słowa rozumieniu, tylko kiedy ja zjeżdżałem do kraju na pauzę, to jechałem prosto do niej i prosto od niej wyjeżdżałem do roboty. Moje mieszkanie stało puste i tylko tam trzymałem swoje graty. Z czasem i ja i ona doszliśmy do wniosku, że w sumie to chuj z tą zagraniczną pracą i jakoś latem przyjechałem ostatni raz zostając już na stałe.
Wróciłem do mojej firmy, gdzie byłem cały czas normalnie zatrudniony (w grudniu poprosiłem o bezpłatny urlop i szef bez problemu się zgodził, bo mój stan był naprawdę kiepski, dlatego chciałem wyjechać z kraju, ale wiedziałem że mam gdzie wrócić, więc ani chwili się nie wahałem) zwolniłem moje kawalerskie mieszkanie, żeby bez sensu nie generować dodatkowych kosztów i zamieszkaliśmy z Kasią w jej mieszkaniu już oficjalnie jako para. Tak więc etap tak zwanego chodzenia czy spotykania się został przez nas w ogóle pominięty.
Oświadczyłem się dość szybko i ślub miał się odbyć również szybko, ale w tak zwanym międzyczasie Kasia zaczęła grymasić, że w sumie to po co ten ślub, że ona nigdy ślubu nie miała i właściwie to nie wie czy chciałaby mieć... machnąłem ręką i temat ślubu przestał dla mnie istnieć, no kurwa nie to nie, nikt nikogo nie będzie zmuszał. Do rozmów o ślubie wróciliśmy z inicjatywy samej Kasi jakoś rok później, ale również bez skutku, bo tym razem ja nie byłem tym specjalnie zainteresowany. Ostatecznie po kilku kolejnych miesiącach pojechaliśmy do urzędu zarezerwować termin i pół roku temu w Dzień Kobiet ten ślub się jednak odbył.
No a dalej to już wiecie...

195

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Na końcu tej historii powinno być coś mniej więcej takiego:

Kolejna żoną, już czwarta? :d

Stary, ale dajesz po jajach z tą historią. Straszny brak szacunku do siebie.
Ile trwała sytuacja, od kiedy zaczęliście się spotykać, do teraz? Po jakim czasie był ślub?

Poznaliśmy się na fejsbuku jakoś chyba w lutym 2023 z tego co kojarzę, ale spotykać zaczęliśmy jakieś dwa miesiące później, bo nie mogłem szybciej pojawić się w Polsce. Zatrybiło od razu na pierwszej randce i żadne z nas nie miało żadnych wątpliwości, że to jest to, mimo znacznej różnicy wieku pomiędzy nami (Kasia jest 10 lat młodsza) oraz jeszcze większej odległości (pracowałem wtedy za granicą) z tym że my się nigdy nie "spotykaliśmy" w klasycznym tego słowa rozumieniu, tylko kiedy ja zjeżdżałem do kraju na pauzę, to jechałem prosto do niej i prosto od niej wyjeżdżałem do roboty. Moje mieszkanie stało puste i tylko tam trzymałem swoje graty. Z czasem i ja i ona doszliśmy do wniosku, że w sumie to chuj z tą zagraniczną pracą i jakoś latem przyjechałem ostatni raz zostając już na stałe.
Wróciłem do mojej firmy, gdzie byłem cały czas normalnie zatrudniony (w grudniu poprosiłem o bezpłatny urlop i szef bez problemu się zgodził, bo mój stan był naprawdę kiepski, dlatego chciałem wyjechać z kraju, ale wiedziałem że mam gdzie wrócić, więc ani chwili się nie wahałem) zwolniłem moje kawalerskie mieszkanie, żeby bez sensu nie generować dodatkowych kosztów i zamieszkaliśmy z Kasią w jej mieszkaniu już oficjalnie jako para. Tak więc etap tak zwanego chodzenia czy spotykania się został przez nas w ogóle pominięty.
Oświadczyłem się dość szybko i ślub miał się odbyć również szybko, ale w tak zwanym międzyczasie Kasia zaczęła grymasić, że w sumie to po co ten ślub, że ona nigdy ślubu nie miała i właściwie to nie wie czy chciałaby mieć... machnąłem ręką i temat ślubu przestał dla mnie istnieć, no kurwa nie to nie, nikt nikogo nie będzie zmuszał. Do rozmów o ślubie wróciliśmy z inicjatywy samej Kasi jakoś rok później, ale również bez skutku, bo tym razem ja nie byłem tym specjalnie zainteresowany. Ostatecznie po kilku kolejnych miesiącach pojechaliśmy do urzędu zarezerwować termin i pół roku temu w Dzień Kobiet ten ślub się jednak odbył.
No a dalej to już wiecie...

Bez obrazy, ale zachowujecie się jakbyście nadal mieli po 15 lat. Raz ślub tak, raz nie, potem tak, potem weźmy go. w końcu jest ślub i duże dziecko na wychowaniu, chyba wiedziałeś o nim wcześniej? Portale pełne kobiet po rozwodach, z dawno dorosłymi już dziećmi, które mają swoje życie. I to kobiet, które maja poukładane w  głowach. Mężczyzn z reszta też. Dlaczego akurat ta kobieta? Tylko mi nie pisz, ze się zakochałeś.
Ogólnie to przestroga, żeby nie dać się za szybko zaobrączkować, bo trochę potrwa teraz odkręcanie.

Posty [ 131 do 195 z 394 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024