Po ślubie będzie jeszcze gorzej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 394 ]

66 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-08-19 23:30:15)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Alimenty to nie tylko straszak, należą się gdy:
„Po rozwodzie, gdy żona została uznana za niewinną rozkładu pożycia i jej sytuacja materialna znacząco się pogorszyła, lub gdy znajduje się w niedostatku.”

Ale ty po tylu rozwodach dałeś się wkręcić w małżeństwo i to jeszcze z taką kobietą z którą  praktycznie przez tego syna nie idzie żyć.
Sam nie wiedziałeś co cię czeka, ale napisałeś na Forum i mówiliśmy ci jak będzie,  to nawet nie dało ci do myślenia!?
Nie znałeś powiedzenia, że po ślubie jak coś się zmienia to przeważnie na gorsze, nawet mimo tych kilku związków które miałeś, bardzo się dziwię.
Nie ma dobrego wyjścia w tej sytuacji, bo jako mąż, też masz obowiązek jej pomagać finansowo.
Jedynie możesz ją wziąć na przeczekanie, tak jak teraz robisz i zobaczyć co z tego wyniknie .

To się chlopie teraz nasłuchasz (słusznie...). Jak sobie pościelesz...

Nic tylko współczuć

Zobacz podobne tematy :

67 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-20 00:16:14)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

To Wujek Czesiek, seryjny rozwodnik i tak dał się wmanewrować? wink
Miłość naprawdę jest ślepa big_smile

68

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No więc przyszedł czas dopisać ostatni rozdział historii, której zakończenie było raczej do przewidzenia.
Po trzech tygodniach nieodzywania się do siebie, usiedliśmy do stołu, aby przeprowadzić tzw. poważną rozmowę. Każdy położył na stole czystą kartkę A4 i zaczęliśmy od tego, kto na kogo ile wydał przez cały czas trwania naszego związku. Potem, żeby było łatwiej liczyć, zawęziliśmy widełki czasowe tylko do okresu od kiedy jesteśmy małżeństwem. Według moich obliczeń wyszło, że jestem regularnie robiony na szaro i tylko dokładam do frajerskiego układu, który w ogóle nie powinien mnie dotyczyć, bo ja na siebie zarabiam i ja za siebie płacę, a że inni nie mają z czego, bo nie chce im się pracować, to nie mój interes, a tym bardziej żaden mój zasrany obowiązek jak to usłyszałem. Od słowa do słowa, rozmowa zamieniła się w dziką awanturę, która trwała przez całą sobotę i całą niedzielę z przerwą na sen oraz chwilowy przebłysk z jej strony, że może jednak spróbujemy dojść do porozumienia i znaleźć jakieś rozwiązanie, kiedy chyba w końcu się zorientowała, że już nie posiada żadnych innych argumentów, a doszliśmy do etapu zastraszania, wygrażania i szantażowania, czego to ona mi nie zrobi, jakich dowodów to ona nie zebrała i jak to strasznie nie skończę, kiedy komornik mnie ogołoci do ostatnich gaci na poczet spłaty moich zobowiązań wobec jej Jaśnie Pani osoby, którą złapałem w środku nocy jak leżała na podłodze przy moim łóżku i grzebała mi w telefonie chuj wie czego tam szukając.

Dowód numer jeden:
W zeszły piątek o 7 rano wyszła z domu bez słowa i wróciła ok. 17 również bez słowa w stroju kąpielowym i świetnym humorze. Jak tylko wyszła z domu zadzwoniła do mnie na mesendżera jakaś laska, ale ja byłem akurat zajęty czymś tam i nawet tego nie słyszałem, a dowiedziałem się o tym dopiero na drugi dzień od mojej żony, która niby to przypadkiem odkryła to połączenie szukając w moim telefonie jakichś tam zdjęć, które chciała sobie wysłać, kiedy ja byłem akurat w łazience pod prysznicem. Taki przypadek właśnie. No więc ona ma dowód, że jestem kurwiarzem, że mam romans i jak tylko drzwi się za nią zamykają, to już jakieś moje kurwy do mnie wydzwaniają. Nawet tej żałosnej farsy nie skomentowałem, bo cała historyjka już na pierwszy rzut oka była tak prymitywnie głupia i niedorzeczna, że po prostu na mój komentarz nie zasługiwała. Ale z ciekawości po paru dniach napisałem wiadomość  do tej dziewczyny z krótkim pytaniem w jakim celu do mnie wydzwania o 8 rano w dzień wolny od pracy. W odpowiedzi przeczytałem, że ta dziewczyna jest mamą jakiejś naszej sąsiadki piętro niżej, która nie odbiera domofonu, no i ta dziewczyna zadzwoniła do mnie po to, żebym ja tej córce coś tam przekazał, ale w sumie już nieważne i przeprasza za zamieszanie... No przecież jak to zobaczyłem, to nawet ciężki debil w mig połączy kropki, że to jakaś pierdolnięta maskarada, bo jak się okazało ta nasza sąsiadka, córka dziewczyny która do mnie zadzwoniła... jest bliską przyjaciółką naszego Bartusia oraz siostrą jego byłej dziewczyny. Kolejny przypadek. Tak więc parsknąłem tylko śmiechem i również pozostawiłem to bez komentarza, bo nie będę się zniżał do poziomu wiejskiego przygłupa, żeby na ten temat w ogóle rozmawiać, a tym bardziej się tłumaczyć. Niech idzie z tym do prawnika albo najlepiej od razu do sądu, no po prostu już nie mogę się doczekać.

Dowód numer dwa:
Wykaz przelewów z historii mojego konta, na które wpływa co miesiąc moja wypłata z których to wynika, że moje średnie miesięczne wynagrodzenie wynosi mniej więcej dwukrotnie więcej od jej pensji, co niezbicie świadczy o tym, że ją okłamuję i okradam, bo po pierwsze gdzie są te pieniądze, a po drugie różnica w naszych zarobkach należy się jej jak psu miska, a nie że ja sobie wydaję na nie wiadomo co i nic z tego dla niej nie ma. No to biorę drugą kartkę A4 i jej wyliczam ile z wypłaty co miesiąc mi zostaje po zapłaceniu mieszkania, po kupowaniu sobie jedzenia przez cały miesiąc i po zatankowaniu samochodu, którym dojeżdżam do pracy, żeby na to wszystko zarobić i to ja się pytam, gdzie jest jej wypłata w takim razie, skoro na mnie nie wydaje praktycznie nic. Na co ona, że przeżeram. Ja przeżeram. Pokazuję jej tym razem historię transakcji na mojej karcie, gdzie czarno na białym widać jak codziennie po siłowni zostawiam w biedronce tyle i tyle, bo muszę sobie kupić żarcie na obiad i na cały następny dzień do pracy, co w przeliczeniu na tygodnie i miesiące daje taką a nie inną kwotę. To co ja jeszcze przeżeram i gdzie to jest, bo lodówka jest wiecznie pusta, no proszę słucham co ja przeżeram za całą twoją wypłatę kobieto, weź mi to pokaż palcem... Wszystko! Taką uzyskałem odpowiedź i ona to pokaże w sądzie i ona mnie urządzi i chuj tam dalej nawet nie słuchałem, bo już mnie to przestało bawić, a zaczynało nużyć zwyczajnie.

Dowód numer trzy:
Tym razem z jej telefonu dwa przelewy po 1.000zł świadczące o tym, że Bartuś się dokłada do opłat i za siebie płaci, więc żebym spierdalał i się od niego odpierdolił. Na moją nieśmiałą propozycję, aby w takim razie mi to teraz oddała, bo przecież to ja zapłaciłem za mieszkanie całość w tym miesiącu i w zeszłym i w jeszcze poprzednim, a poza tym Bartuś nie mieszka u nas od dwóch miesięcy, tylko od ośmiu i oprócz tego jeszcze za coś musi żreć, to sobie podziel te wymyślone 2.000zł na osiem miesięcy i wyjdzie ci ile? 250zł na miesiąc? Ja wydaję ponad 10 razy tyle, żeby mógł tu mieszkać i miał co żreć, to chyba jest różnica czy nie jest? Na to pytanie uzyskałem identyczną odpowiedź. Bartuś dał i mam się odpierdolić, a ona nic mi nie odda i chuj.

No skoro chuj to chuj.
Mieszkanie jest nadal niezapłacone, właściciel szaleje, dzwoni, pisze, zaczyna już wygrażać wypowiedzeniem umowy, jeśli nie dostanie natychmiast pieniędzy, które mu zalegamy, a ja na to co? Chuj. Kładę na to wszystko chuj. Wczoraj rano zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, trochę szmat na przebranie, moją poduszkę i nocną lampkę, a po pracy pojechałem przenocować do kumpla. Do niedzieli muszę zabrać i wywieźć całą resztę, bo na opłaty powiedziałem że nie dam, a właściciel nas wypierdoli z końcem miesiąca tak czy inaczej, więc moje dalsze tam siedzenie mina się z jakimkolwiek celem. Oni chyba sobie myśleli, że jak się na mnie we dwójkę obrażą, bo jej nie zamierzam odpuścić, a jemu tym bardziej, to faja mi zmięknie i pobiegnę w podskokach do bankomatu albo może wezmę dodatkowe nadgodziny w robocie, których limit na ten rok mam już dawno przekroczony i teraz muszę prosić, żebym mógł przyjść do pracy w sobotę pozapierdalać sobie cały dzień, żeby Bartuś mógł się wylegiwać do południa, a mamusia głaskała go po główce pytając co by panicz zechciał sobie zjeść na śniadanie... A wypierdalać wy mi wszyscy.

Koniec

69 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-08-27 12:16:45)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

No więc przyszedł czas dopisać ostatni rozdział historii, której zakończenie było raczej do przewidzenia.
Po trzech tygodniach nieodzywania się do siebie, usiedliśmy do stołu, aby przeprowadzić tzw. poważną rozmowę. Każdy położył na stole czystą kartkę A4 i zaczęliśmy od tego, kto na kogo ile wydał przez cały czas trwania naszego związku. Potem, żeby było łatwiej liczyć, zawęziliśmy widełki czasowe tylko do okresu od kiedy jesteśmy małżeństwem. Według moich obliczeń wyszło, że jestem regularnie robiony na szaro i tylko dokładam do frajerskiego układu, który w ogóle nie powinien mnie dotyczyć, bo ja na siebie zarabiam i ja za siebie płacę, a że inni nie mają z czego, bo nie chce im się pracować, to nie mój interes, a tym bardziej żaden mój zasrany obowiązek jak to usłyszałem. Od słowa do słowa, rozmowa zamieniła się w dziką awanturę, która trwała przez całą sobotę i całą niedzielę z przerwą na sen oraz chwilowy przebłysk z jej strony, że może jednak spróbujemy dojść do porozumienia i znaleźć jakieś rozwiązanie, kiedy chyba w końcu się zorientowała, że już nie posiada żadnych innych argumentów, a doszliśmy do etapu zastraszania, wygrażania i szantażowania, czego to ona mi nie zrobi, jakich dowodów to ona nie zebrała i jak to strasznie nie skończę, kiedy komornik mnie ogołoci do ostatnich gaci na poczet spłaty moich zobowiązań wobec jej Jaśnie Pani osoby, którą złapałem w środku nocy jak leżała na podłodze przy moim łóżku i grzebała mi w telefonie chuj wie czego tam szukając.

Dowód numer jeden:
W zeszły piątek o 7 rano wyszła z domu bez słowa i wróciła ok. 17 również bez słowa w stroju kąpielowym i świetnym humorze. Jak tylko wyszła z domu zadzwoniła do mnie na mesendżera jakaś laska, ale ja byłem akurat zajęty czymś tam i nawet tego nie słyszałem, a dowiedziałem się o tym dopiero na drugi dzień od mojej żony, która niby to przypadkiem odkryła to połączenie szukając w moim telefonie jakichś tam zdjęć, które chciała sobie wysłać, kiedy ja byłem akurat w łazience pod prysznicem. Taki przypadek właśnie. No więc ona ma dowód, że jestem kurwiarzem, że mam romans i jak tylko drzwi się za nią zamykają, to już jakieś moje kurwy do mnie wydzwaniają. Nawet tej żałosnej farsy nie skomentowałem, bo cała historyjka już na pierwszy rzut oka była tak prymitywnie głupia i niedorzeczna, że po prostu na mój komentarz nie zasługiwała. Ale z ciekawości po paru dniach napisałem wiadomość  do tej dziewczyny z krótkim pytaniem w jakim celu do mnie wydzwania o 8 rano w dzień wolny od pracy. W odpowiedzi przeczytałem, że ta dziewczyna jest mamą jakiejś naszej sąsiadki piętro niżej, która nie odbiera domofonu, no i ta dziewczyna zadzwoniła do mnie po to, żebym ja tej córce coś tam przekazał, ale w sumie już nieważne i przeprasza za zamieszanie... No przecież jak to zobaczyłem, to nawet ciężki debil w mig połączy kropki, że to jakaś pierdolnięta maskarada, bo jak się okazało ta nasza sąsiadka, córka dziewczyny która do mnie zadzwoniła... jest bliską przyjaciółką naszego Bartusia oraz siostrą jego byłej dziewczyny. Kolejny przypadek. Tak więc parsknąłem tylko śmiechem i również pozostawiłem to bez komentarza, bo nie będę się zniżał do poziomu wiejskiego przygłupa, żeby na ten temat w ogóle rozmawiać, a tym bardziej się tłumaczyć. Niech idzie z tym do prawnika albo najlepiej od razu do sądu, no po prostu już nie mogę się doczekać.

Dowód numer dwa:
Wykaz przelewów z historii mojego konta, na które wpływa co miesiąc moja wypłata z których to wynika, że moje średnie miesięczne wynagrodzenie wynosi mniej więcej dwukrotnie więcej od jej pensji, co niezbicie świadczy o tym, że ją okłamuję i okradam, bo po pierwsze gdzie są te pieniądze, a po drugie różnica w naszych zarobkach należy się jej jak psu miska, a nie że ja sobie wydaję na nie wiadomo co i nic z tego dla niej nie ma. No to biorę drugą kartkę A4 i jej wyliczam ile z wypłaty co miesiąc mi zostaje po zapłaceniu mieszkania, po kupowaniu sobie jedzenia przez cały miesiąc i po zatankowaniu samochodu, którym dojeżdżam do pracy, żeby na to wszystko zarobić i to ja się pytam, gdzie jest jej wypłata w takim razie, skoro na mnie nie wydaje praktycznie nic. Na co ona, że przeżeram. Ja przeżeram. Pokazuję jej tym razem historię transakcji na mojej karcie, gdzie czarno na białym widać jak codziennie po siłowni zostawiam w biedronce tyle i tyle, bo muszę sobie kupić żarcie na obiad i na cały następny dzień do pracy, co w przeliczeniu na tygodnie i miesiące daje taką a nie inną kwotę. To co ja jeszcze przeżeram i gdzie to jest, bo lodówka jest wiecznie pusta, no proszę słucham co ja przeżeram za całą twoją wypłatę kobieto, weź mi to pokaż palcem... Wszystko! Taką uzyskałem odpowiedź i ona to pokaże w sądzie i ona mnie urządzi i chuj tam dalej nawet nie słuchałem, bo już mnie to przestało bawić, a zaczynało nużyć zwyczajnie.

Dowód numer trzy:
Tym razem z jej telefonu dwa przelewy po 1.000zł świadczące o tym, że Bartuś się dokłada do opłat i za siebie płaci, więc żebym spierdalał i się od niego odpierdolił. Na moją nieśmiałą propozycję, aby w takim razie mi to teraz oddała, bo przecież to ja zapłaciłem za mieszkanie całość w tym miesiącu i w zeszłym i w jeszcze poprzednim, a poza tym Bartuś nie mieszka u nas od dwóch miesięcy, tylko od ośmiu i oprócz tego jeszcze za coś musi żreć, to sobie podziel te wymyślone 2.000zł na osiem miesięcy i wyjdzie ci ile? 250zł na miesiąc? Ja wydaję ponad 10 razy tyle, żeby mógł tu mieszkać i miał co żreć, to chyba jest różnica czy nie jest? Na to pytanie uzyskałem identyczną odpowiedź. Bartuś dał i mam się odpierdolić, a ona nic mi nie odda i chuj.

No skoro chuj to chuj.
Mieszkanie jest nadal niezapłacone, właściciel szaleje, dzwoni, pisze, zaczyna już wygrażać wypowiedzeniem umowy, jeśli nie dostanie natychmiast pieniędzy, które mu zalegamy, a ja na to co? Chuj. Kładę na to wszystko chuj. Wczoraj rano zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, trochę szmat na przebranie, moją poduszkę i nocną lampkę, a po pracy pojechałem przenocować do kumpla. Do niedzieli muszę zabrać i wywieźć całą resztę, bo na opłaty powiedziałem że nie dam, a właściciel nas wypierdoli z końcem miesiąca tak czy inaczej, więc moje dalsze tam siedzenie mina się z jakimkolwiek celem. Oni chyba sobie myśleli, że jak się na mnie we dwójkę obrażą, bo jej nie zamierzam odpuścić, a jemu tym bardziej, to faja mi zmięknie i pobiegnę w podskokach do bankomatu albo może wezmę dodatkowe nadgodziny w robocie, których limit na ten rok mam już dawno przekroczony i teraz muszę prosić, żebym mógł przyjść do pracy w sobotę pozapierdalać sobie cały dzień, żeby Bartuś mógł się wylegiwać do południa, a mamusia głaskała go po główce pytając co by panicz zechciał sobie zjeść na śniadanie... A wypierdalać wy mi wszyscy.

Koniec

O bardzo dobry pomysł. Pojdziecie najwyzej mieszkac na ulice- tam nie trzeba płacić rachunkow, caly świat stoi otworem mozna kazdej nocy spać gdzie indziej raz na drzewie,raz pod mostem, raz na lawce w parku. Nie trzeba sprzatac, ani gotować wystarczy w lesie nazbierac jagodow albo grzybow. I ciekawe co wtedy Bartuś zrobi?

70 Ostatnio edytowany przez Herne (2025-08-27 23:10:00)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Jak już chyba gdzieś tam wyżej wspominałem, ponad 50 lat chodzę po tym świecie, niejeden rozwód mam za sobą i niejeden chleb już w życiu jadłem, więc tylko

Ty to chyba lubisz big_smile
Przyznaj się wink

50-tka na karku i tak dać się zakręcić...
Ciekawi mnie, tak szczerze, co Tobą kierowało, gdy się z nią wiązałeś ślubem.
Ponieważ tak patrząc nieśmiało z perspektywy osoby trzeciej, to wyglądało mniej więcej tak:
https://hatchfs.com/wp-content/uploads/bfi_thumb/red-flags-when-applying-for-a-home-loan-3gk9u9n2mwd102x4se0514wsp2tmcedrr444ja2fxqx4bdbqi.jpeg

71

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Herne napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Jak już chyba gdzieś tam wyżej wspominałem, ponad 50 lat chodzę po tym świecie, niejeden rozwód mam za sobą i niejeden chleb już w życiu jadłem, więc tylko

Ty to chyba lubisz big_smile
Przyznaj się wink

50-tka na karku i tak dać się zakręcić...
Ciekawi mnie, tak szczerze, co Tobą kierowało, gdy się z nią wiązałeś ślubem.
P

Miłość a ona jak wiadomo jest ślepa wink i nawet seryjny rozwodnik wpada z uśmiechem, jak śliwka w kompot wink

72

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Mleko już się rozlało. Teraz Autor powinien skupić się nad znalezieniem optymalnego rozwiązania tej całej sytuacji.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Alessandro napisał/a:

Mleko już się rozlało. Teraz Autor powinien skupić się nad znalezieniem optymalnego rozwiązania tej całej sytuacji.

Optymalne rozwiazanie to jest podzielic rachunki na wszystkich i zalozyc kłódke na lodówka,żeby Bartus wszystkiego nie zezarl. Otwierac tylko w porze posiłków.

74

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Julcia, zamykanie lodówki na klucz czy kłódkę to norma w Zjednoczonym Królestwie?Żeby nikt puddingu czy fisch and chips nie wpierdolił.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Selkirk napisał/a:

Julcia, zamykanie lodówki na klucz czy kłódkę to norma w Zjednoczonym Królestwie?Żeby nikt puddingu czy fisch and chips nie wpierdolił.

Nie to nie jest norma w UK.

76

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Alessandro napisał/a:

Mleko już się rozlało. Teraz Autor powinien skupić się nad znalezieniem optymalnego rozwiązania tej całej sytuacji.

Optymalne dla autora rozwiązanie istnieje tylko jedno. Jebnąć to całe towarzystwo w pizdu i natychmiast się ewakuować w kierunku nieznanym. Tak też zrobiłem. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałem do kumpla. W przedostatni dzień miesiąca (sobota) przyjechałem po resztę swoich rzeczy. Oni też już byli spakowani, bo nazajutrz mieliśmy zdać mieszkanie i oddać właścicielowi klucze. Wszystko odbywało się w ciszy i spokoju, nikt się nie odzywał i niczego nie utrudniał. Kiedy wynosiłem ostatni worek ze swoimi szmatami do auta podeszła i zapytała czy pomogę jej z telewizorem, bo nasz trzeba było zdjąć z wieszaka, zdemontować ten jebany wieszak i powiesić telewizor, który tam był jak się wprowadzaliśmy... nie jestem jakąś lebiegą ani chujem złamanym, więc umówiliśmy się na następny dzień, że to zrobię zanim przyjdzie ten facet od chaty. Następnego dnia (niedziela) przyjechałem zrobić to co obiecałem. Jej rzeczy już nie było w mieszkaniu, Bartusia też nie, został tylko ten pieprzony telewizor. No i się zaczęło...
Trzy godziny gadania o tym co już dawno zostało powiedziane, tylko tym razem bez krzyków i zbędnych emocji. Każdy powiedział swoje, nie było to może jakoś specjalnie przyjemne, ale za to dla odmiany konstruktywne, bo pierwszy raz przyznała mi rację w kwestii Bartusia, a ja jej w kwestiach dotyczących mojego zachowania oraz innych mniej istotnych sprawach. Ktoś w końcu musiał zadać pytanie - no to co teraz zrobimy - bo czas nam się kończył, a roboty trochę zostało.

- No to co teraz zrobimy? Wracasz do siebie czy jedziesz do nas czy się rozwodzimy czy jak to teraz będzie?
- Jak będzie? Powiem ci jak będzie. Na pewno nie tak jak do tej pory. Tak już nigdy nie będzie, bo ja na to nie pozwolę.
- To co proponujesz?
- Proponuję wrócić do tego co było na samym początku. Ja i ty. Tylko nas dwoje i nikogo więcej w naszym domu. Bartuś może sobie na razie wynająć jakiś pokój za parę złotych i jak sobie zarobi, to sobie wynajmie co tylko będzie chciał, ale do nas powrotu już nie ma. Taki jest mój warunek i nie podlega dyskusji ani żadnym negocjacjom. Drugi warunek, to równy i sprawiedliwy podział kosztów utrzymania całej naszej trójki do tego czasu. Każdy się dokłada tyle samo do opłat i każdy się dokłada tyle samo do zakupów. Od dzisiaj, nie od kiedyś tam, bo ktoś tam nie ma albo coś. Chuj mnie to wszystko obchodzi. Nie masz, wypierdalasz. W trybie natychmiastowym. Nie dajesz na żarcie, nie jesz. Nie dajesz na opłaty, pakujesz graty i robisz wyjazd. Koniec pierdolenia i srania po krzakach. I gówno mnie interesuje czy to jest twój syn, czy angielska królowa czy sam pieprzony papież...
- Dobra, rozumiem. Też jestem tego samego zdania. Też mam tego dosyć tak samo jak ty. Zaraz pojedziemy i pogadamy w trójkę, chcę żeby on też to od ciebie usłyszał.

Pojechaliśmy. Mina Bartusia na mój widok - bezcenna. Był już raczej pewien, że się mnie pozbył raz na zawsze i teraz na nowym mieszkanku owinie sobie mamusię na małym palcu, a tu kurwa taki soprajs tadam witaj synku, łap za worki z moimi betami i zapierdalasz z tym całym szajsem na górę, a potem sobie pogadamy. Trochę nam zeszło z tym noszeniem, a kiedy już skończyliśmy, zapakowałem wszystkich do samochodu i pojechaliśmy na obiad. Po obiedzie wróciliśmy do mieszkania, no i przyszedł czas na rozmowę. W skrócie, żeby nie przedłużać, wszystko to o czym rozmawiałem wcześniej z żoną, zostało przekazane w żołnierskich słowach Bartusiowi.

- Od dzisiaj bulisz za chatę tyle samo co inni, a oprócz tego każdy z nas robi co tydzień zakupy do lodówki dla wszystkich. Ustalimy budżet i każdy będzie wydawał tyle samo, a zachcianki własne typu papieroski na przykład czy słodycze, każdy kupuje sobie sam, a nie wyżera cudze. Poza tym my starzy zgodnie ustaliliśmy, że musisz się od nas wyprowadzić i usamodzielnić, a więc z dniem dzisiejszym uznajemy, że zostałeś o tym poinformowany i proszę już zacząć sobie zbierać pieniążki na opłacenie czynszu za swoje własne gniazdko. W międzyczasie proszę sobie coś znaleźć, zadzwonić i się umówić. Nie jutro, nie później, tylko już w tej chwili. Jakieś pytania? Nie ma. W takim razie jesteś wolny.

No i gitara. O to właśnie mi chodziło. Zgodnie z umową wypłaciłem mojej żonie 1.000zł tytułem zwrotu mojej 1/3 za wynajem mieszkania i jako pierwszy zrobiłem duże zakupy dla całej trójki na cały tydzień. W kolejnym tygodniu zakupy robiła moja żona, chociaż pełno żarcia zostało jeszcze z moich, ale mniejsza z tym, no a Bartuś miał zapłacić swoją 1/3 za mieszkanie do 15-go jak tylko dostanie wypłatę i również 15-go wypadała jego kolej na zrobienie zakupów. Pod koniec drugiego tygodnia Bartuś wraz z kolegą udał się do Niemiec, bo ten niby kolega niby jakąś pracę im tam załatwił. Nie było go chyba ze trzy dni i na weekend wrócił. Najebany w trzy dupy i bez grosza w kieszeni, a praca w Niemczech oczywiście była wymyślona, pewnie nawet do granicy nie dojechali o ile w ogóle gdziekolwiek pojechali.
Czyli sytuacja w trzecim tygodniu wygląda następująco - lodówka pusta, nikt nie ma kasy, bo my musieliśmy zapłacić jeszcze zaległy czynsz za nasze stare mieszkanie, Bartuś leży nieprzytomny i paruje, a ja się zastanawiam kogo napierdalać pierwszego, ją czy jego. W międzyczasie złapałem kapcia w swoim aucie, a następnego dnia jakaś łajza obtarła mi cały bok, wyłamane lusterko wisi na kablach, przebite koło, dwanaście złotych na koncie, a mamy dopiero połowę miesiąca...

- No i co kurwa teraz mi powiesz?
- A co mam powiedzieć? Sam to z nim wyjaśniaj.
- Ja mam wyjaśniać? A to mój bachor? To ja się z nim umawiałem?
- Ale o co ci chodzi czy to moja wina, że on nie ma pieniędzy?
- A moja?
- Nie wiem, będziesz musiał gdzieś pożyczyć...
- Chyba cię pojebało do reszty kobieto. Ani mi się śni. Nie chcę się kłócić w sklepie i krzyczeć, ale weź mnie nawet nie wkurwiaj.
- Posłuchaj!
- Milcz. Proszę cię zamilknij. Weź sobie jakieś bułki i wychodzimy.
- A ty co chcesz?
- Nic. Chcę stąd wyjść.

Wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy się przejść. Nie chciałem na nią się wydzierać, bo ona nic mi nie zrobiła, więc starałem się mówić spokojnie i nie prowokować scen.

- Od teraz nie obchodzi mnie ani to co ten gnój będzie żarł, ani gdzie będzie mieszkał. Ma wypierdalać z naszego domu. Albo on, albo ja. Możesz sobie wybrać, który z nas to będzie, ja to mam serdecznie w dupie. Nie dostaniesz ode mnie ani złotówki dopóki on tam siedzi. Ja sobie poradzę. Zaraz zadzwonię w parę miejsc i jeszcze dzisiaj skołuję forsę. Dla siebie. Oszukaliście mnie kolejny raz. Kolejny raz czuję się jak frajer ruchany w dupę bez wazeliny przez dwójkę cwaniaków, którym się wydaje, że są tacy sprytni i przebiegli, a ja się nie połapię co jest tutaj grane i jeszcze zaraz pobiegnę do sklepu nakupować żarcia, bo nic w domu nie ma. Nie ma to nie ma. Sram na to tak samo jak ty srasz na nasze ustalenia i na umowę z której ja się wywiązałem i w nagrodę mogę sobie teraz nazrywać trawy obszczanej przez psy, bo kolejny raz mnie dymacie. Nie on. On to swoją drogą, bo jest jeszcze młody i głupi, ale ty go ciągle bronisz i usprawiedliwiasz, wolisz się ze mną pokłócić, a nawet wygonić mnie z domu, byle tylko nie spojrzeć prawdzie w oczy i nie przyznać mi racji, a już broń boże wyciągnąć wobec szczeniaka jakiekolwiek konsekwencje. Koniec z tym. To się musi skończyć i właśnie w tym momencie się kończy.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Alessandro napisał/a:

Mleko już się rozlało. Teraz Autor powinien skupić się nad znalezieniem optymalnego rozwiązania tej całej sytuacji.

Optymalne dla autora rozwiązanie istnieje tylko jedno. Jebnąć to całe towarzystwo w pizdu i natychmiast się ewakuować w kierunku nieznanym. Tak też zrobiłem. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałem do kumpla. W przedostatni dzień miesiąca (sobota) przyjechałem po resztę swoich rzeczy. Oni też już byli spakowani, bo nazajutrz mieliśmy zdać mieszkanie i oddać właścicielowi klucze. Wszystko odbywało się w ciszy i spokoju, nikt się nie odzywał i niczego nie utrudniał. Kiedy wynosiłem ostatni worek ze swoimi szmatami do auta podeszła i zapytała czy pomogę jej z telewizorem, bo nasz trzeba było zdjąć z wieszaka, zdemontować ten jebany wieszak i powiesić telewizor, który tam był jak się wprowadzaliśmy... nie jestem jakąś lebiegą ani chujem złamanym, więc umówiliśmy się na następny dzień, że to zrobię zanim przyjdzie ten facet od chaty. Następnego dnia (niedziela) przyjechałem zrobić to co obiecałem. Jej rzeczy już nie było w mieszkaniu, Bartusia też nie, został tylko ten pieprzony telewizor. No i się zaczęło...
Trzy godziny gadania o tym co już dawno zostało powiedziane, tylko tym razem bez krzyków i zbędnych emocji. Każdy powiedział swoje, nie było to może jakoś specjalnie przyjemne, ale za to dla odmiany konstruktywne, bo pierwszy raz przyznała mi rację w kwestii Bartusia, a ja jej w kwestiach dotyczących mojego zachowania oraz innych mniej istotnych sprawach. Ktoś w końcu musiał zadać pytanie - no to co teraz zrobimy - bo czas nam się kończył, a roboty trochę zostało.

- No to co teraz zrobimy? Wracasz do siebie czy jedziesz do nas czy się rozwodzimy czy jak to teraz będzie?
- Jak będzie? Powiem ci jak będzie. Na pewno nie tak jak do tej pory. Tak już nigdy nie będzie, bo ja na to nie pozwolę.
- To co proponujesz?
- Proponuję wrócić do tego co było na samym początku. Ja i ty. Tylko nas dwoje i nikogo więcej w naszym domu. Bartuś może sobie na razie wynająć jakiś pokój za parę złotych i jak sobie zarobi, to sobie wynajmie co tylko będzie chciał, ale do nas powrotu już nie ma. Taki jest mój warunek i nie podlega dyskusji ani żadnym negocjacjom. Drugi warunek, to równy i sprawiedliwy podział kosztów utrzymania całej naszej trójki do tego czasu. Każdy się dokłada tyle samo do opłat i każdy się dokłada tyle samo do zakupów. Od dzisiaj, nie od kiedyś tam, bo ktoś tam nie ma albo coś. Chuj mnie to wszystko obchodzi. Nie masz, wypierdalasz. W trybie natychmiastowym. Nie dajesz na żarcie, nie jesz. Nie dajesz na opłaty, pakujesz graty i robisz wyjazd. Koniec pierdolenia i srania po krzakach. I gówno mnie interesuje czy to jest twój syn, czy angielska królowa czy sam pieprzony papież...
- Dobra, rozumiem. Też jestem tego samego zdania. Też mam tego dosyć tak samo jak ty. Zaraz pojedziemy i pogadamy w trójkę, chcę żeby on też to od ciebie usłyszał.

Pojechaliśmy. Mina Bartusia na mój widok - bezcenna. Był już raczej pewien, że się mnie pozbył raz na zawsze i teraz na nowym mieszkanku owinie sobie mamusię na małym palcu, a tu kurwa taki soprajs tadam witaj synku, łap za worki z moimi betami i zapierdalasz z tym całym szajsem na górę, a potem sobie pogadamy. Trochę nam zeszło z tym noszeniem, a kiedy już skończyliśmy, zapakowałem wszystkich do samochodu i pojechaliśmy na obiad. Po obiedzie wróciliśmy do mieszkania, no i przyszedł czas na rozmowę. W skrócie, żeby nie przedłużać, wszystko to o czym rozmawiałem wcześniej z żoną, zostało przekazane w żołnierskich słowach Bartusiowi.

- Od dzisiaj bulisz za chatę tyle samo co inni, a oprócz tego każdy z nas robi co tydzień zakupy do lodówki dla wszystkich. Ustalimy budżet i każdy będzie wydawał tyle samo, a zachcianki własne typu papieroski na przykład czy słodycze, każdy kupuje sobie sam, a nie wyżera cudze. Poza tym my starzy zgodnie ustaliliśmy, że musisz się od nas wyprowadzić i usamodzielnić, a więc z dniem dzisiejszym uznajemy, że zostałeś o tym poinformowany i proszę już zacząć sobie zbierać pieniążki na opłacenie czynszu za swoje własne gniazdko. W międzyczasie proszę sobie coś znaleźć, zadzwonić i się umówić. Nie jutro, nie później, tylko już w tej chwili. Jakieś pytania? Nie ma. W takim razie jesteś wolny.

No i gitara. O to właśnie mi chodziło. Zgodnie z umową wypłaciłem mojej żonie 1.000zł tytułem zwrotu mojej 1/3 za wynajem mieszkania i jako pierwszy zrobiłem duże zakupy dla całej trójki na cały tydzień. W kolejnym tygodniu zakupy robiła moja żona, chociaż pełno żarcia zostało jeszcze z moich, ale mniejsza z tym, no a Bartuś miał zapłacić swoją 1/3 za mieszkanie do 15-go jak tylko dostanie wypłatę i również 15-go wypadała jego kolej na zrobienie zakupów. Pod koniec drugiego tygodnia Bartuś wraz z kolegą udał się do Niemiec, bo ten niby kolega niby jakąś pracę im tam załatwił. Nie było go chyba ze trzy dni i na weekend wrócił. Najebany w trzy dupy i bez grosza w kieszeni, a praca w Niemczech oczywiście była wymyślona, pewnie nawet do granicy nie dojechali o ile w ogóle gdziekolwiek pojechali.
Czyli sytuacja w trzecim tygodniu wygląda następująco - lodówka pusta, nikt nie ma kasy, bo my musieliśmy zapłacić jeszcze zaległy czynsz za nasze stare mieszkanie, Bartuś leży nieprzytomny i paruje, a ja się zastanawiam kogo napierdalać pierwszego, ją czy jego. W międzyczasie złapałem kapcia w swoim aucie, a następnego dnia jakaś łajza obtarła mi cały bok, wyłamane lusterko wisi na kablach, przebite koło, dwanaście złotych na koncie, a mamy dopiero połowę miesiąca...

- No i co kurwa teraz mi powiesz?
- A co mam powiedzieć? Sam to z nim wyjaśniaj.
- Ja mam wyjaśniać? A to mój bachor? To ja się z nim umawiałem?
- Ale o co ci chodzi czy to moja wina, że on nie ma pieniędzy?
- A moja?
- Nie wiem, będziesz musiał gdzieś pożyczyć...
- Chyba cię pojebało do reszty kobieto. Ani mi się śni. Nie chcę się kłócić w sklepie i krzyczeć, ale weź mnie nawet nie wkurwiaj.
- Posłuchaj!
- Milcz. Proszę cię zamilknij. Weź sobie jakieś bułki i wychodzimy.
- A ty co chcesz?
- Nic. Chcę stąd wyjść.

Wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy się przejść. Nie chciałem na nią się wydzierać, bo ona nic mi nie zrobiła, więc starałem się mówić spokojnie i nie prowokować scen.

- Od teraz nie obchodzi mnie ani to co ten gnój będzie żarł, ani gdzie będzie mieszkał. Ma wypierdalać z naszego domu. Albo on, albo ja. Możesz sobie wybrać, który z nas to będzie, ja to mam serdecznie w dupie. Nie dostaniesz ode mnie ani złotówki dopóki on tam siedzi. Ja sobie poradzę. Zaraz zadzwonię w parę miejsc i jeszcze dzisiaj skołuję forsę. Dla siebie. Oszukaliście mnie kolejny raz. Kolejny raz czuję się jak frajer ruchany w dupę bez wazeliny przez dwójkę cwaniaków, którym się wydaje, że są tacy sprytni i przebiegli, a ja się nie połapię co jest tutaj grane i jeszcze zaraz pobiegnę do sklepu nakupować żarcia, bo nic w domu nie ma. Nie ma to nie ma. Sram na to tak samo jak ty srasz na nasze ustalenia i na umowę z której ja się wywiązałem i w nagrodę mogę sobie teraz nazrywać trawy obszczanej przez psy, bo kolejny raz mnie dymacie. Nie on. On to swoją drogą, bo jest jeszcze młody i głupi, ale ty go ciągle bronisz i usprawiedliwiasz, wolisz się ze mną pokłócić, a nawet wygonić mnie z domu, byle tylko nie spojrzeć prawdzie w oczy i nie przyznać mi racji, a już broń boże wyciągnąć wobec szczeniaka jakiekolwiek konsekwencje. Koniec z tym. To się musi skończyć i właśnie w tym momencie się kończy.

Przygodow z Bartusiem ciąg dalszy.

78 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-09-20 22:15:39)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Nie wiem jak mogłeś następny raz dać się nabrać na to, że Bartuś będzie się dokładał, skoro nie pracował, nie pracuje i nie będzie pracował, to jest oczywiste.
Jak już ustalałeś taki podział, to trzeba było powiedzieć, że jak on nie będzie pokrywał swojej części kosztów, to przechodzą na żonę. A ty sam siebie oszukiwałeś.
Jak widzisz nie zmusisz go do pracy, dlatego na to nie licz.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

A ja się dziwię czemu matki w Polsce są takie nadopiekuńcze i choduja pod swoim dachem takich "Bartusiow" nawet do 50 roku życia ich dzieci?

Ja na angielskiej grupie przeczytałam, że rodzice szybko przecinają przysłowiową pępowinę. 21 lat dorosły dzieciak, szantażował matkę,że się wyprowadzi z domu jak mu kasy na coś nie da. To angielscy rodzice odpisywali tak: uwaga cytuje po angielsku
1. Show him the door
2. Help him pack his bags
3. Wave him good bye 
4. Pack his bags fast so he not change his mind
5. Inna osoba zapytała "does he leaves your home yet"
Pełno takich komentarzy było

Gdyby taki post trafił w ręce matki Polki to by pewnie dostała wścieklizny, że jak to aż tylu rodziców nie chce trzymać pod swoim dachem 21 letniego bombelka i jeszcze  by obrzuciły autorkę postu błotem co to za matka,że odmawia synkowi tego  czego on chce big_smile
Dlatego ja preferuje angielski styl wychowania dzieci - duzo wygody i wolności, a nie wiecznie umęczenie

80 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-09-21 13:40:12)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Taki Bartuś w rodzinie to skaranie boskie. Biedny Czesiek. Ale Bartuś się nie zmieni raczej a matka, podejrzewam, stanie po jego stronie, jeśli będzie musiała wybierać.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Taki Bartuś w rodzinie to skaranie boskie. Biedny Czesiek. Ale Bartuś się nie zmieni raczej a matka, podejrzewam, stanie po jego stronie, jeśli będzie musiała wybierać.

Ja bym w zyciu nie trzymala pod swoim dachem takiego Bartusia

82

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Taki Bartuś w rodzinie to skaranie boskie. Biedny Czesiek. Ale Bartuś się nie zmieni raczej a matka, podejrzewam, stanie po jego stronie, jeśli będzie musiała wybierać.

Ja bym w zyciu nie trzymala pod swoim dachem takiego Bartusia

Nigdy nie wiesz... Oglądalas Ballade o Januszku? Pewnie nie. Matki często postępują irracjonalnie, gdy chodzi o ich dzieci.

83 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-09-21 16:32:45)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Taki Bartuś w rodzinie to skaranie boskie. Biedny Czesiek. Ale Bartuś się nie zmieni raczej a matka, podejrzewam, stanie po jego stronie, jeśli będzie musiała wybierać.

Ja bym w zyciu nie trzymala pod swoim dachem takiego Bartusia

Nigdy nie wiesz... Oglądalas Ballade o Januszku? Pewnie nie. Matki często postępują irracjonalnie, gdy chodzi o ich dzieci.

To nie ja na szczęście.  Przesiaknelam stylem angielskiego wychowania. Uwazam,że to jest patologiczne i psychologicznie krzywdzace dla doroslego dziecka matkowac mu, a zwlaszcza dla faceta. Nie chciała bym byc przyczyna cierpien jego Boże uchron przyszłej żony.  Ja corki nie rozpieszczam a jest jedynaczka. Duzo juz sama rzeczy potrafi robić,  dzięki temu,że odrzuciłam od samego początku rolę matki Polki meczennicy. Tak naprawdę jak czytam o tym Bartusiu to moja córka 12 letnia jest dużo bardziej samodzielną od niego

84

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Bartuś po prostu żeruje na innych, bo jest pasożytem. Każdy pasożyt tak robi, gdy ma żywiciela. Tylko, że ktoś tego Bartusia tak wychował. A w zasadzie nie wychował. Dlatego wychowywanie dzieci to cholernie odpowiedzialne zadanie. Gdyby Bartuś miał odrobinę wstydu i przyzwoitości to coś w zamian by robił - sprzątał, prał, zakupy ogarniał...Ugotował coś czasem. Ale nic, nul. Typowy pasożyt. Leży do góry nie napiszę czym i tyle. I żeby tylko się męczyli z nim jego rodzice to pól biedy, ale reszta świata też, gdy spotka takiego Bartusia na swej drodze i mu nie przypadnie do gustu.

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

Bartuś po prostu żeruje na innych, bo jest pasożytem. Każdy pasożyt tak robi, gdy ma żywiciela. Tylko, że ktoś tego Bartusia tak wychował. A w zasadzie nie wychował. Dlatego wychowywanie dzieci to cholernie odpowiedzialne zadanie. Gdyby Bartuś miał odrobinę wstydu i przyzwoitości to coś w zamian by robił - sprzątał, prał, zakupy ogarniał...Ugotował coś czasem. Ale nic, nul. Typowy pasożyt. Leży do góry nie napiszę czym i tyle. I żeby tylko się męczyli z nim jego rodzice to pól biedy, ale reszta świata też, gdy spotka takiego Bartusia na swej drodze i mu nie przypadnie do gustu.

A wyobrazasz sobie miec pozniej taka matke Bartusia za teściowa? big_smile

86

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Nie wyobrażam sobie mieć takiego Bartusia za męża big_smile Teściowa to tam pal licho. Widzenie 2x do roku w święta wink

87

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Alessandro napisał/a:

Mleko już się rozlało. Teraz Autor powinien skupić się nad znalezieniem optymalnego rozwiązania tej całej sytuacji.

Optymalne dla autora rozwiązanie istnieje tylko jedno. Jebnąć to całe towarzystwo w pizdu i natychmiast się ewakuować w kierunku nieznanym. Tak też zrobiłem. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałem do kumpla. W przedostatni dzień miesiąca (sobota) przyjechałem po resztę swoich rzeczy. Oni też już byli spakowani, bo nazajutrz mieliśmy zdać mieszkanie i oddać właścicielowi klucze. Wszystko odbywało się w ciszy i spokoju, nikt się nie odzywał i niczego nie utrudniał. Kiedy wynosiłem ostatni worek ze swoimi szmatami do auta podeszła i zapytała czy pomogę jej z telewizorem, bo nasz trzeba było zdjąć z wieszaka, zdemontować ten jebany wieszak i powiesić telewizor, który tam był jak się wprowadzaliśmy... nie jestem jakąś lebiegą ani chujem złamanym, więc umówiliśmy się na następny dzień, że to zrobię zanim przyjdzie ten facet od chaty. Następnego dnia (niedziela) przyjechałem zrobić to co obiecałem. Jej rzeczy już nie było w mieszkaniu, Bartusia też nie, został tylko ten pieprzony telewizor. No i się zaczęło...
Trzy godziny gadania o tym co już dawno zostało powiedziane, tylko tym razem bez krzyków i zbędnych emocji. Każdy powiedział swoje, nie było to może jakoś specjalnie przyjemne, ale za to dla odmiany konstruktywne, bo pierwszy raz przyznała mi rację w kwestii Bartusia, a ja jej w kwestiach dotyczących mojego zachowania oraz innych mniej istotnych sprawach. Ktoś w końcu musiał zadać pytanie - no to co teraz zrobimy - bo czas nam się kończył, a roboty trochę zostało.

- No to co teraz zrobimy? Wracasz do siebie czy jedziesz do nas czy się rozwodzimy czy jak to teraz będzie?
- Jak będzie? Powiem ci jak będzie. Na pewno nie tak jak do tej pory. Tak już nigdy nie będzie, bo ja na to nie pozwolę.
- To co proponujesz?
- Proponuję wrócić do tego co było na samym początku. Ja i ty. Tylko nas dwoje i nikogo więcej w naszym domu. Bartuś może sobie na razie wynająć jakiś pokój za parę złotych i jak sobie zarobi, to sobie wynajmie co tylko będzie chciał, ale do nas powrotu już nie ma. Taki jest mój warunek i nie podlega dyskusji ani żadnym negocjacjom. Drugi warunek, to równy i sprawiedliwy podział kosztów utrzymania całej naszej trójki do tego czasu. Każdy się dokłada tyle samo do opłat i każdy się dokłada tyle samo do zakupów. Od dzisiaj, nie od kiedyś tam, bo ktoś tam nie ma albo coś. Chuj mnie to wszystko obchodzi. Nie masz, wypierdalasz. W trybie natychmiastowym. Nie dajesz na żarcie, nie jesz. Nie dajesz na opłaty, pakujesz graty i robisz wyjazd. Koniec pierdolenia i srania po krzakach. I gówno mnie interesuje czy to jest twój syn, czy angielska królowa czy sam pieprzony papież...
- Dobra, rozumiem. Też jestem tego samego zdania. Też mam tego dosyć tak samo jak ty. Zaraz pojedziemy i pogadamy w trójkę, chcę żeby on też to od ciebie usłyszał.

Pojechaliśmy. Mina Bartusia na mój widok - bezcenna. Był już raczej pewien, że się mnie pozbył raz na zawsze i teraz na nowym mieszkanku owinie sobie mamusię na małym palcu, a tu kurwa taki soprajs tadam witaj synku, łap za worki z moimi betami i zapierdalasz z tym całym szajsem na górę, a potem sobie pogadamy. Trochę nam zeszło z tym noszeniem, a kiedy już skończyliśmy, zapakowałem wszystkich do samochodu i pojechaliśmy na obiad. Po obiedzie wróciliśmy do mieszkania, no i przyszedł czas na rozmowę. W skrócie, żeby nie przedłużać, wszystko to o czym rozmawiałem wcześniej z żoną, zostało przekazane w żołnierskich słowach Bartusiowi.

- Od dzisiaj bulisz za chatę tyle samo co inni, a oprócz tego każdy z nas robi co tydzień zakupy do lodówki dla wszystkich. Ustalimy budżet i każdy będzie wydawał tyle samo, a zachcianki własne typu papieroski na przykład czy słodycze, każdy kupuje sobie sam, a nie wyżera cudze. Poza tym my starzy zgodnie ustaliliśmy, że musisz się od nas wyprowadzić i usamodzielnić, a więc z dniem dzisiejszym uznajemy, że zostałeś o tym poinformowany i proszę już zacząć sobie zbierać pieniążki na opłacenie czynszu za swoje własne gniazdko. W międzyczasie proszę sobie coś znaleźć, zadzwonić i się umówić. Nie jutro, nie później, tylko już w tej chwili. Jakieś pytania? Nie ma. W takim razie jesteś wolny.

No i gitara. O to właśnie mi chodziło. Zgodnie z umową wypłaciłem mojej żonie 1.000zł tytułem zwrotu mojej 1/3 za wynajem mieszkania i jako pierwszy zrobiłem duże zakupy dla całej trójki na cały tydzień. W kolejnym tygodniu zakupy robiła moja żona, chociaż pełno żarcia zostało jeszcze z moich, ale mniejsza z tym, no a Bartuś miał zapłacić swoją 1/3 za mieszkanie do 15-go jak tylko dostanie wypłatę i również 15-go wypadała jego kolej na zrobienie zakupów. Pod koniec drugiego tygodnia Bartuś wraz z kolegą udał się do Niemiec, bo ten niby kolega niby jakąś pracę im tam załatwił. Nie było go chyba ze trzy dni i na weekend wrócił. Najebany w trzy dupy i bez grosza w kieszeni, a praca w Niemczech oczywiście była wymyślona, pewnie nawet do granicy nie dojechali o ile w ogóle gdziekolwiek pojechali.
Czyli sytuacja w trzecim tygodniu wygląda następująco - lodówka pusta, nikt nie ma kasy, bo my musieliśmy zapłacić jeszcze zaległy czynsz za nasze stare mieszkanie, Bartuś leży nieprzytomny i paruje, a ja się zastanawiam kogo napierdalać pierwszego, ją czy jego. W międzyczasie złapałem kapcia w swoim aucie, a następnego dnia jakaś łajza obtarła mi cały bok, wyłamane lusterko wisi na kablach, przebite koło, dwanaście złotych na koncie, a mamy dopiero połowę miesiąca...

- No i co kurwa teraz mi powiesz?
- A co mam powiedzieć? Sam to z nim wyjaśniaj.
- Ja mam wyjaśniać? A to mój bachor? To ja się z nim umawiałem?
- Ale o co ci chodzi czy to moja wina, że on nie ma pieniędzy?
- A moja?
- Nie wiem, będziesz musiał gdzieś pożyczyć...
- Chyba cię pojebało do reszty kobieto. Ani mi się śni. Nie chcę się kłócić w sklepie i krzyczeć, ale weź mnie nawet nie wkurwiaj.
- Posłuchaj!
- Milcz. Proszę cię zamilknij. Weź sobie jakieś bułki i wychodzimy.
- A ty co chcesz?
- Nic. Chcę stąd wyjść.

Wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy się przejść. Nie chciałem na nią się wydzierać, bo ona nic mi nie zrobiła, więc starałem się mówić spokojnie i nie prowokować scen.

- Od teraz nie obchodzi mnie ani to co ten gnój będzie żarł, ani gdzie będzie mieszkał. Ma wypierdalać z naszego domu. Albo on, albo ja. Możesz sobie wybrać, który z nas to będzie, ja to mam serdecznie w dupie. Nie dostaniesz ode mnie ani złotówki dopóki on tam siedzi. Ja sobie poradzę. Zaraz zadzwonię w parę miejsc i jeszcze dzisiaj skołuję forsę. Dla siebie. Oszukaliście mnie kolejny raz. Kolejny raz czuję się jak frajer ruchany w dupę bez wazeliny przez dwójkę cwaniaków, którym się wydaje, że są tacy sprytni i przebiegli, a ja się nie połapię co jest tutaj grane i jeszcze zaraz pobiegnę do sklepu nakupować żarcia, bo nic w domu nie ma. Nie ma to nie ma. Sram na to tak samo jak ty srasz na nasze ustalenia i na umowę z której ja się wywiązałem i w nagrodę mogę sobie teraz nazrywać trawy obszczanej przez psy, bo kolejny raz mnie dymacie. Nie on. On to swoją drogą, bo jest jeszcze młody i głupi, ale ty go ciągle bronisz i usprawiedliwiasz, wolisz się ze mną pokłócić, a nawet wygonić mnie z domu, byle tylko nie spojrzeć prawdzie w oczy i nie przyznać mi racji, a już broń boże wyciągnąć wobec szczeniaka jakiekolwiek konsekwencje. Koniec z tym. To się musi skończyć i właśnie w tym momencie się kończy.

Redagujesz bosko, chłopie! Świetny dystans do siebie, ale jednocześnie zastanawia... jak tak inteligentny facet dał się zrobić w bambuko?

88

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

A ja mam teorię, że to fanfik wink Koleś się spełnia literacko.

89

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Ja bym w zyciu nie trzymala pod swoim dachem takiego Bartusia

Nigdy nie wiesz... Oglądalas Ballade o Januszku? Pewnie nie. Matki często postępują irracjonalnie, gdy chodzi o ich dzieci.

To nie ja na szczęście.  Przesiaknelam stylem angielskiego wychowania. Uwazam,że to jest patologiczne i psychologicznie krzywdzace dla doroslego dziecka matkowac mu, a zwlaszcza dla faceta. Nie chciała bym byc przyczyna cierpien jego Boże uchron przyszłej żony.  Ja corki nie rozpieszczam a jest jedynaczka. Duzo juz sama rzeczy potrafi robić,  dzięki temu,że odrzuciłam od samego początku rolę matki Polki meczennicy. Tak naprawdę jak czytam o tym Bartusiu to moja córka 12 letnia jest dużo bardziej samodzielną od niego

Szkoda, że z równym powodzeniem odrzuciłaś pracę (zwłaszcza zarobkową). Julcia, Bartuś to stuprocentowy pasożyt, ale... spójrz przy okazji w lustro wink

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Po ślubie będziesz współodpowiedzialny   za bagno które synalek zrobi  i będziesz  szykanowany przez ludzi ze to tolerujesz dopuszczasz itp .

większość takich  elementów  które kojarzyłem  wyjechała zagranice po otwarciu granic  tam  cześć  została wychowana  albo pogrzebana.

On sie nie zmieni  bo mamusia widzi w nim  skrzywdzonego przez  los i rodziców chłopca.

ślub  to najgłupsza rzecz  jaka możesz zrobić ,  naprawdę nikt znajomy  czy przyjaciel nie powiedział ci tego ?    nie wierzę

91 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-09-23 13:26:28)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
kreatywny_wariat napisał/a:

Po ślubie będziesz współodpowiedzialny   za bagno które synalek zrobi  i będziesz  szykanowany przez ludzi ze to tolerujesz dopuszczasz itp .

większość takich  elementów  które kojarzyłem  wyjechała zagranice po otwarciu granic  tam  cześć  została wychowana  albo pogrzebana.

On sie nie zmieni  bo mamusia widzi w nim  skrzywdzonego przez  los i rodziców chłopca.

ślub  to najgłupsza rzecz  jaka możesz zrobić ,  naprawdę nikt znajomy  czy przyjaciel nie powiedział ci tego ?    nie wierzę

Ekhm... Nie wiem czy doczytałeś w postach pomiędzy, ale on się z nią w międzyczasie (mimo całego pola czerwonych lampek) hajtnął wink
I właśnie teraz opisuje kijowość etapu już PO ślubie...

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:
kreatywny_wariat napisał/a:

Po ślubie będziesz współodpowiedzialny   za bagno które synalek zrobi  i będziesz  szykanowany przez ludzi ze to tolerujesz dopuszczasz itp .

większość takich  elementów  które kojarzyłem  wyjechała zagranice po otwarciu granic  tam  cześć  została wychowana  albo pogrzebana.

On sie nie zmieni  bo mamusia widzi w nim  skrzywdzonego przez  los i rodziców chłopca.

ślub  to najgłupsza rzecz  jaka możesz zrobić ,  naprawdę nikt znajomy  czy przyjaciel nie powiedział ci tego ?    nie wierzę

Ekhm... Nie wiem czy doczytałeś w postach pomiędzy, ale on się z nią w międzyczasie (mimo całego pola czerwonych lampek) hajtnął wink
I właśnie teraz opisuje kijowość etapu już PO ślubie...

początek mnie tak rozwalił  ze  czuje że  mam szczęśliwe życie  nawet po rozstaniu i kiepskim starcie w randkowaniu i podrywaniu.
ale  poczytałem  i jest dokładnie jak myślałem  autor  bierze odpowiedzialność finansową za pasożyta

93

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KSandraK napisał/a:

A ja mam teorię, że to fanfik wink Koleś się spełnia literacko.

Nieeeeeważżżneee! Faceta się super czyta.
Nie rozumiem tylko tego, że on swoją żonę uważa za inteligentną kobietę. Gdzieś chyba tak zredagował.
No nie do końca taka jest, skoro daje sobą manipulować i wierzy w synalka-hubę.

94

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
kreatywny_wariat napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
kreatywny_wariat napisał/a:

Po ślubie będziesz współodpowiedzialny   za bagno które synalek zrobi  i będziesz  szykanowany przez ludzi ze to tolerujesz dopuszczasz itp .

większość takich  elementów  które kojarzyłem  wyjechała zagranice po otwarciu granic  tam  cześć  została wychowana  albo pogrzebana.

On sie nie zmieni  bo mamusia widzi w nim  skrzywdzonego przez  los i rodziców chłopca.

ślub  to najgłupsza rzecz  jaka możesz zrobić ,  naprawdę nikt znajomy  czy przyjaciel nie powiedział ci tego ?    nie wierzę

Ekhm... Nie wiem czy doczytałeś w postach pomiędzy, ale on się z nią w międzyczasie (mimo całego pola czerwonych lampek) hajtnął wink
I właśnie teraz opisuje kijowość etapu już PO ślubie...

początek mnie tak rozwalił  ze  czuje że  mam szczęśliwe życie  nawet po rozstaniu i kiepskim starcie w randkowaniu i podrywaniu.
ale  poczytałem  i jest dokładnie jak myślałem  autor  bierze odpowiedzialność finansową za pasożyta

No ba! Ja uważam, że szerokie rozpropagowanie tej historii (zakładając że jest prawdziwa) sprawiłoby, że wielu facetów by się zastanowiło nad powiedzeniem TAK (ZWŁASZCZA w wypadku gdy byłoby to jego drugie podejście do tematu i ZWŁASZCZA gdy byłby w wieku 40+ i wyżej). Niejeden to by się zastanowił czy w ogóle kiedykolwiek chce chce się pakować w formalizację związku, a już na pewno gdy dziecko/dzieci wybranki nie jest/nie są jednocześnie jego dzieckiem/dziećmi.

95

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
TabulaRasa napisał/a:
KSandraK napisał/a:

A ja mam teorię, że to fanfik wink Koleś się spełnia literacko.

Nieeeeeważżżneee! Faceta się super czyta.
Nie rozumiem tylko tego, że on swoją żonę uważa za inteligentną kobietę. Gdzieś chyba tak zredagował.
No nie do końca taka jest, skoro daje sobą manipulować i wierzy w synalka-hubę.

Nie inteligentna tylko cwana/wyrachowana i umiejąca robić go w ch...

96

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:
TabulaRasa napisał/a:
KSandraK napisał/a:

A ja mam teorię, że to fanfik wink Koleś się spełnia literacko.

Nieeeeeważżżneee! Faceta się super czyta.
Nie rozumiem tylko tego, że on swoją żonę uważa za inteligentną kobietę. Gdzieś chyba tak zredagował.
No nie do końca taka jest, skoro daje sobą manipulować i wierzy w synalka-hubę.

Nie inteligentna tylko cwana/wyrachowana i umiejąca robić go w ch...

Zawsze myślałam, ze bycie cwanym to przejaw inteligencji.

97

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
TabulaRasa napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
TabulaRasa napisał/a:

Nieeeeeważżżneee! Faceta się super czyta.
Nie rozumiem tylko tego, że on swoją żonę uważa za inteligentną kobietę. Gdzieś chyba tak zredagował.
No nie do końca taka jest, skoro daje sobą manipulować i wierzy w synalka-hubę.

Nie inteligentna tylko cwana/wyrachowana i umiejąca robić go w ch...

Zawsze myślałam, ze bycie cwanym to przejaw inteligencji.

Bycie cwanym to myślenie, że się jest wystarczająco inteligentnym żeby wszystkich wychujać, a kończy się tym że ktoś naprawdę inteligentny wychuja ostatecznie tego cwaniaka wink

98

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Bycie cwanym to myślenie, że się jest wystarczająco inteligentnym żeby wszystkich wychujać, a kończy się tym że ktoś naprawdę inteligentny wychuja ostatecznie tego cwaniaka wink

Powiedział "inteligentny"  koleś, który wierzył, że prostytutka, która pracuje tak x lat robi to, bo cały czas "ma ciezki okres" smile)))))))))))

99

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Giaa2 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Bycie cwanym to myślenie, że się jest wystarczająco inteligentnym żeby wszystkich wychujać, a kończy się tym że ktoś naprawdę inteligentny wychuja ostatecznie tego cwaniaka wink

Powiedział "inteligentny"  koleś, który wierzył, że prostytutka, która pracuje tak x lat robi to, bo cały czas "ma ciezki okres" smile)))))))))))











Poka ty pracowałaś jako prostytutka bo ci ojciec Alfons kazał.

100

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:
TabulaRasa napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Nie inteligentna tylko cwana/wyrachowana i umiejąca robić go w ch...

Zawsze myślałam, ze bycie cwanym to przejaw inteligencji.

Bycie cwanym to myślenie, że się jest wystarczająco inteligentnym żeby wszystkich wychujać, a kończy się tym że ktoś naprawdę inteligentny wychuja ostatecznie tego cwaniaka wink

Uważam, ze to przejaw inteligencji.
Wiadomo, że na cwaniaka znajdzie się Krzysztof ze Szczecina.

Dlaczego jesteście tak nieuprzejmi dla Pani Giaa?
Kiedyś lubiłam to forum, ale z czasem zaczął sie robić turaj troszkę śmietnik, na co to dosrywanie, wulgaryzmy? Czasem czlowiek wwirowany w prozę życia naprawdę nie mo do kogo się zwrócić, a to predysponuje do bagienka...

101

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Giaa2 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Bycie cwanym to myślenie, że się jest wystarczająco inteligentnym żeby wszystkich wychujać, a kończy się tym że ktoś naprawdę inteligentny wychuja ostatecznie tego cwaniaka wink

Powiedział "inteligentny"  koleś, który wierzył, że prostytutka, która pracuje tak x lat robi to, bo cały czas "ma ciezki okres" smile)))))))))))


Myślałam, że jak okres to l4:p

102 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-09-24 06:50:00)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
TabulaRasa napisał/a:
KSandraK napisał/a:

A ja mam teorię, że to fanfik wink Koleś się spełnia literacko.

Nieeeeeważżżneee! Faceta się super czyta.
Nie rozumiem tylko tego, że on swoją żonę uważa za inteligentną kobietę. Gdzieś chyba tak zredagował.
No nie do końca taka jest, skoro daje sobą manipulować i wierzy w synalka-hubę.

No tak, czyta się dość płynnie. Ale mnie rozwala, jak na 58 sposobów i 2 000+ słów facet opisuje, jak to ma jaja, jest twardy, nie jest mamałygą i walnie pięścią w stół... a treść opowieści w 80% temu przeczy xD Np. to jak przez bite pół roku podobno tolerował synalka, zanim postawił ultimatum, a potem jeszcze jedno, i tak dalej... tongue Skoro od początku widział że jest ruchany w tym układzie, to coś długo mu zajęła ta stanowcza, męska reakcja. I nawet wtedy nie była definitywna (zwrot akcji pt. "Bartuś nie kupił żarcia i lodówka jest pusta) wink

Z dialogu w markecie patrząc: ta matka ma tzw. konserwatywne wartości i w jej rozumieniu skoro są małżeństwem to oboje mają utrzymywać jej dziecko (nieważne, że dorosłe), bo przecież są rodziną przez duże R i to naturalne. Zauważ jak się żachnęła że Bartuś będzie mieszkał za darmo bo ona tak mówi, i wcześniej z dezaprobatą o tym jak to że mąż mu żałuje i żarcie rozlicza, jak to nie wypada. Skoro sama oddałaby synusiowi ostatnią bułkę no to jej facet przecież też smile

103 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-09-26 06:38:23)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Od ostatniej kłótni nikt się do nikogo nie odezwał słowem. Jedzenie każdy kupuje sobie sam, napięcie trochę zeszło, no i mamy dzisiaj...

- To co robimy z tym mieszkaniem?
- A co mamy robić. Moje stanowisko znasz i zdania nie zmieniłem.
- Czyli się wyprowadzasz? Bo mam nagrane dwa mieszkania i dzisiaj muszę się zdecydować...
- No to pokaż.
- Mam dla siebie.
- Czyli już podjęłaś decyzję za mnie, to po co zaczynasz głupie gadki o czwartej trzydzieści rano?
- Bo chcę wiedzieć.
- Ale co chcesz wiedzieć?
- Co zamierzasz no kurwa chłopie...
- Powiedziałem dwa tygodnie temu co zamierzam. Do końca miesiąca się wyprowadzam albo z tobą albo bez ciebie. Nic się nie zmieniło.
- Moje dziecko nie jest w stanie się utrzymać...
- Dobra, skończ. Problemy egzystencjalne twojego dziecka nie są moim priorytetem ani zmartwieniem. Chcesz to go sobie zabieraj i powodzenia, każdy idzie w swoją stronę.
- W takim razie załatwiam transport, a ty rób co chcesz. Jesteśmy małżeństwem...
- Kurwa! Przez ciebie oblałem się gorącą kawą! Czym jesteśmy? Możesz to powtórzyć?
- No i po co chcesz się kłócić? Ja już mam dosyć kłótni co miesiąc o to samo i nie chce mi się z tobą walczyć.
- Muszę spakować sobie żarcie do roboty.
- ...?
- Masz już wolną łazienkę. Miłego dnia.

P.S.
Oczywiście nie mam IQ taboreta i dobrze wiem co jest grane. Za nowe mieszkanko trzeba wybulić sianko. Cena wynajmu plus kaucja plus kupić co nieco na początek, a skąd na to wszystko wziąć jak pasoźyt przeżarł już całą wypłatę matki... no to może spróbujemy starego triku i pociągniemy frajera po kieszeni ostatni raz. Wyskoczy z gotóweczki raz dwa, a za tydzień coś mi we łbie przeskoczy i go wypierdolimy za drzwi, co ty na to Bartuś, dobry plan? No kurwa, zajebisty.

104

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:

Od ostatniej kłótni nikt się do nikogo nie odezwał słowem. Jedzenie każdy kupuje sobie sam, napięcie trochę zeszło, no i mamy dzisiaj...

- To co robimy z tym mieszkaniem?
- A co mamy robić. Moje stanowisko znasz i zdania nie zmieniłem.
- Czyli się wyprowadzasz? Bo mam nagrane dwa mieszkania i dzisiaj muszę się zdecydować...
- No to pokaż.
- Mam dla siebie.
- Czyli już podjęłaś decyzję za mnie, to po co zaczynasz głupie gadki o czwartej trzydzieści rano?
- Bo chcę wiedzieć.
- Ale co chcesz wiedzieć?
- Co zamierzasz no kurwa chłopie...
- Powiedziałem dwa tygodnie temu co zamierzam. Do końca miesiąca się wyprowadzam albo z tobą albo bez ciebie. Nic się nie zmieniło.
- Moje dziecko nie jest w stanie się utrzymać...
- Dobra, skończ. Problemy egzystencjalne twojego dziecka nie są moim priorytetem ani zmartwieniem. Chcesz to go sobie zabieraj i powodzenia, każdy idzie w swoją stronę.
- W takim razie załatwiam transport, a ty rób co chcesz. Jesteśmy małżeństwem...
- Kurwa! Przez ciebie oblałem się gorącą kawą! Czym jesteśmy? Możesz to powtórzyć?
- No i po co chcesz się kłócić? Ja już mam dosyć kłótni co miesiąc o to samo i nie chce mi się z tobą walczyć.
- Muszę spakować sobie żarcie do roboty.
- ...?
- Masz już wolną łazienkę. Miłego dnia.

P.S.
Oczywiście nie mam IQ taboreta i dobrze wiem co jest grane. Za nowe mieszkanko trzeba wybulić sianko. Cena wynajmu plus kaucja plus kupić co nieco na początek, a skąd na to wszystko wziąć jak pasoźyt przeżarł już całą wypłatę matki... no to może spróbujemy starego triku i pociągniemy frajera po kieszeni ostatni raz. Wyskoczy z gotóweczki raz dwa, a za tydzień coś mi we łbie przeskoczy i go wypierdolimy za drzwi, co ty na to Bartuś, dobry plan? No kurwa, zajebisty.


Nie umniejszając.
Ale masz IQ drapaka dla kota. Często są trzynożne.

105

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Koty?
Tak czy siak... Miesiąc dobiegł końca i zgodnie z zapowiedzią musiałem się wyprowadzić. Myślę, że dwa tygodnie to jest dość czasu, żeby dojść do porozumienia albo chociaż spróbować, jednak nic takiego się nie wydarzyło, ani ona nie próbowała inicjować, ani ja tym bardziej. W zeszłą sobotę wieczorem gdzieś sobie polazła nie mówiąc ani gdzie ani z kim ani po co, po prostu o godzinie 19 się ubrała i wyszła, wróciła grubo po północy i bez słowa poszła spać. Gdzie była? Nie wiem. Z kim była? Nie wiem. Co robiła? Nie wiem. Może miałem zapytać, ale jakoś mi się nie chciało, więc za karę najpierw ustawiła hasło dostępu do Netflixa, żebym nie mógł sam oglądać, a kilka dni później zablokowała mój numer telefonu u operatora, żebym nie mógł robić już niczego. Musiałem kupić sobie kartę z nowym numerem, żeby jebanego fejsbuka uruchomić i powiadomić kogo trzeba, że zmieniłem numer.
Przez ostatnie 2-3 dni próbowałem znaleźć jakikolwiek powód, żeby tam zostać, bo żeby odejść miałem co najmniej pierdyliard i to dobrych... no i jakoś nie udało mi się wymyślić niczego, co mogłoby mnie powstrzymać przed znalezieniem sobie innego mieszkania i wywiezieniem tam swoich rzeczy w trybie kurwa nadświetlnym jednostajnie przyspieszonym. Wczoraj po pracy pojechałem obejrzeć umówione mieszkanie, od razu podpisałem umowę, wpłaciłem kasę i pojechałem do castoramy po worki. Pakowanie wszystkiego, znoszenie do samochodu z czwartego piętra i przewożenie na kilka kursów zwykłym sedanem zajęło mi około 4 godzin. Nogi miałem już z waty, ręce do ziemi, a kręgosłup i płuca błagały o litość, nie jestem młodzieniaszkiem, mam ponad pięć dych na karku, ale chuj, dałem radę, musiałem zabrać wszystko na raz, żeby już tam nie wracać pod jakimkolwiek pretekstem. Ciekawe czy ktoś z was zgadnie ile razy przez te 4 godziny do mnie się odezwała, bo była w domu i wszystko obserwowała... No dobra, jaja sobie robię, to było pytanie retoryczne. Nie odezwała się słowem.
Za to dzisiaj rano się odezwała przez mesendżera kategorycznie żądając zwrotu następujących przedmiotów:
- wieszak obrotowy na telewizor (którego nawet nie dotykałem)
- telefon komórkowy samsung (który dwa lata temu dostałem pod choinkę)
- kołdra którą zabrałem (bo mamy dwie identyczne i jedna jest moja jeszcze kawalerska, to kurwa zabrałem)
Mam jej to wszystko oddać i najlepiej nie zabierać głosu w sprawie, gdyż jak to napisała - MNIEJ SŁÓW WIĘCEJ TREŚCI - kiedy ją wyśmiałem, na co miałem już odpisać tylko "spierdalaj" ale sobie pomyślałem, a chuj z tym telefonem, niech go sobie w dupę schowa i dopcha jeszcze kołdrą, co mnie kurwa nie stać na nowe?
No więc tak się kończy historia półrocznego małżeństwa i nawet nie chcę sobie wyobrażać przez co musiałbym jeszcze przechodzić następne pół roku, zanim wyskoczyłbym z okna albo skończył w psychiatryku na oddziale dla beznadziejnych przypadków. Mojego nowego numeru nie zna, zaraz ją wypierdolę z fejsbuka, telefon i kołdrę jebnę jej pod drzwi i nawet nie zapukam. Słodkiego miłego życia

106

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Czyli bajka się skończyła, czy znowu zatoczy koło tongue

107

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

E tam, to jeszcze nie koniec smile

108

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

E tam, to jeszcze nie koniec smile

Beda kolejne rodzialy, o tomach juz nie wspomne big_smile

109

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

E tam, to jeszcze nie koniec smile

Beda kolejne rodzialy, o tomach juz nie wspomne big_smile

Pewnie tak. Wujek Czesiek to twardy zawodnik. Nie wierzy w cuda, ale zdał się na nie, biorąc ten ślub tongue

110

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Czesiek historia nieciekawa. Ale chyba najbardziej jestes wk..nu na siebie co? Stary i glupi.

Zeby nie bylo tez jestem stary i glupi no ale Ty juz przegiąłeś

111

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Bert44 napisał/a:

Czesiek historia nieciekawa. Ale chyba najbardziej jestes wk..nu na siebie co? Stary i glupi.

Zeby nie bylo tez jestem stary i glupi no ale Ty juz przegiąłeś

Jest takie madre stare przyslowie "ze im facet starszy tym bardziej glupieje na starosc" dlatego nasze babki i matki powtarzaly do ojcow i dziadkow "jakis stary takis glupi " to jest mądrość ludowa

112

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Czesiek historia nieciekawa. Ale chyba najbardziej jestes wk..nu na siebie co? Stary i glupi.

Zeby nie bylo tez jestem stary i glupi no ale Ty juz przegiąłeś

Jest takie madre stare przyslowie "ze im facet starszy tym bardziej glupieje na starosc" dlatego nasze babki i matki powtarzaly do ojcow i dziadkow "jakis stary takis glupi " to jest mądrość ludowa

Stare madre przysłowie.... smile

113

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz rozwodu? Sama wyprowadzka jeszcze was nie rozwodzi.

114

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KSandraK napisał/a:

Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz rozwodu? Sama wyprowadzka jeszcze was nie rozwodzi.

Dokładnie,bo legalnie są nadal małżeństwem, ale tak jest jak troll pisze bajki  big_smile

115

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
KSandraK napisał/a:

Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz rozwodu? Sama wyprowadzka jeszcze was nie rozwodzi.

Wymiana uprzejmości na FB z dzisiejszego poranka.
Umówiłem się z nią, że oddam jej ten telefon i kołdrę, ale później sobie pomyślałem - a weź spierdalaj.
Oto co stało się później, kiedy jechałem do pracy o 6:31 

"Czekam na zwrot telefonu Samsung a14 i kołdry. Zgodnie z ustaleniami.
W przypadku chęci zatrzymania w/w rzeczy prosze o przelew blik 500 zł tel, 200 zł kołdra.
Inaczej zgłaszam kradzież ponieważ posiadam dane skradzionego telefonu.
W poniedziałek wysyłam pismo do sadu o rozwiązanie małżeństwa."

"Zapomniałem o telefonie tak jak Ty zapomniałaś o tym, że zablokowałaś mi numer
w żywe oczy kłamiąc, że nie masz z tym nic wspólnego i udając zdziwienie o co mi chodzi.
No więc kiedy już Ci wróci pamięć i sobie jednak przypomnisz co zrobiłaś,
udasz się do najbliższego salonu Play i zrobisz tak, żebym mógł przepisać swój numer z powrotem na siebie.
Wtedy dostaniesz telefon. Czy któryś fragment jest dla Ciebie niezrozumiały?"

"Natychmiast prosze o zwrot skradzionych rzeczy o wartości min. 700 zł.
Nr tel z którego nie korzystam został wyłączony i nie aktywuje go ponownie.
Prosze też o przelew 300 zł na pozew. Razem 500+200+ 300.
Inaczej jadę na policję.
Na tym adresie jestem jeszcze kilka dni, wiec prosze w ten weekend zostawic wszystko na parapecie klatki."

"Chyba wyraziłem się wystarczająco jasno i precyzyjnie, gdzie posiadam miejsce do przechowywania Twoich próśb.
Rób co chcesz i nie zawracaj mi dupy. Miłego dnia."

"Oddaj mi moje rzeczy złodzieju albo kasę wg w/w. A w dupe wsadzić sobie serdecznosci"

P.S.
Chyba musi być zaskoczona faktem, że nie wykonałem polecenia w podskokach i jeszcze bezczelnie jej tu fikam.
Prawda jest taka, że ze wszystkich skurwysynów jakich na swej drodze spotkała, ja jestem najgorszy,
tylko jeszcze nie dała mi powodu, żeby się o tym na własnej dupie przekonać, ale myślę, że dopiero się rozkręca...

116

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Ale dołujący obrot spraw. Ja prdl

117

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
KSandraK napisał/a:

Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz rozwodu? Sama wyprowadzka jeszcze was nie rozwodzi.

Wymiana uprzejmości na FB z dzisiejszego poranka.
Umówiłem się z nią, że oddam jej ten telefon i kołdrę, ale później sobie pomyślałem - a weź spierdalaj.
Oto co stało się później, kiedy jechałem do pracy o 6:31 

"Czekam na zwrot telefonu Samsung a14 i kołdry. Zgodnie z ustaleniami.
W przypadku chęci zatrzymania w/w rzeczy prosze o przelew blik 500 zł tel, 200 zł kołdra.
Inaczej zgłaszam kradzież ponieważ posiadam dane skradzionego telefonu.
W poniedziałek wysyłam pismo do sadu o rozwiązanie małżeństwa."

"Zapomniałem o telefonie tak jak Ty zapomniałaś o tym, że zablokowałaś mi numer
w żywe oczy kłamiąc, że nie masz z tym nic wspólnego i udając zdziwienie o co mi chodzi.
No więc kiedy już Ci wróci pamięć i sobie jednak przypomnisz co zrobiłaś,
udasz się do najbliższego salonu Play i zrobisz tak, żebym mógł przepisać swój numer z powrotem na siebie.
Wtedy dostaniesz telefon. Czy któryś fragment jest dla Ciebie niezrozumiały?"

"Natychmiast prosze o zwrot skradzionych rzeczy o wartości min. 700 zł.
Nr tel z którego nie korzystam został wyłączony i nie aktywuje go ponownie.
Prosze też o przelew 300 zł na pozew. Razem 500+200+ 300.
Inaczej jadę na policję.
Na tym adresie jestem jeszcze kilka dni, wiec prosze w ten weekend zostawic wszystko na parapecie klatki."

"Chyba wyraziłem się wystarczająco jasno i precyzyjnie, gdzie posiadam miejsce do przechowywania Twoich próśb.
Rób co chcesz i nie zawracaj mi dupy. Miłego dnia."

"Oddaj mi moje rzeczy złodzieju albo kasę wg w/w. A w dupe wsadzić sobie serdecznosci"

P.S.
Chyba musi być zaskoczona faktem, że nie wykonałem polecenia w podskokach i jeszcze bezczelnie jej tu fikam.
Prawda jest taka, że ze wszystkich skurwysynów jakich na swej drodze spotkała, ja jestem najgorszy,
tylko jeszcze nie dała mi powodu, żeby się o tym na własnej dupie przekonać, ale myślę, że dopiero się rozkręca...

To napisz jutro co ciekawego się stało jak policja przyjedzie big_smile

118

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Bert44 napisał/a:

Ale dołujący obrot spraw. Ja prdl

Dołujący? Dzisiaj po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy byłem przez cały dzień uśmiechnięty w robocie, a nawet skory do żartów z których od lat na całej firmie słynę, tylko że już dawno zapomniałem jak to jest, mieć po prostu fajny dzień. Jest piątek, powinienem być wykończony fizycznie i nerwowo, a jeszcze jutro czeka mnie kolejny dzień w pracy i wiesz co? Rano o 4:45 wstanę z uśmiechem na ustach i z radością tam pojadę. Zamiast się wkurwiać od bladego świtu, że znowu coś mi w nocy zginęło (ostatnio mój prawie syn zaczął sobie przychodzić do naszego pokoju i podkradać mi fajki, najpierw po jednej, potem po kilka, a ostatnim razem całą paczkę zapierdolił z komody jak spałem i wiem że robił to już wcześniej, tylko pewności nie miałem, bo nie mogłem uwierzyć, że się w ogóle odważył wyciągnąć łapę po nie swoje) albo samym faktem, że po robocie muszę wrócić do tego domu i tam z nimi siedzieć przez cały weekend, słuchać ich szczebiotania i pierdolenia o kolejnej gównopracy wymyślonej na poczekaniu, żeby tylko wszyscy się odjebali od Bartusia, a ja będę tym złym i niedobrym...
Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jaka to jest ulga dla ciała i umysłu, siedzieć sobie teraz samemu, mieć wszystko w dupie i szczać ciepłym moczem na ten cały syf. Nie musieć oglądać wiecznie naburmuszonej mordy obrażonej na cały świat, że czegokolwiek od niego wymaga, zamiast dać mu święty spokój i parę złotych kieszonkowego, bo przecież jutro sobota, a pić się chce. I palić.

119

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Julia life in UK napisał/a:

To napisz jutro co ciekawego się stało jak policja przyjedzie big_smile

Policja nigdzie nie przyjedzie, bo nikt nie wie i nigdy się nie dowie, gdzie obecnie mieszkam.
To chyba ja będę musiał iść na policję, a wtedy zgodnie z prawdą powiem, że telefon o który się rozchodzi dostałem dwa lata temu pod choinkę od Świętego Mikołaja i zupełnie nie rozumiem z jakiego powodu miałbym go teraz oddawać mojej wkrótce byłej żonie, która z tego co podejrzewam, nie posiada żadnego dowodu zakupu owego urządzenia ani umowy abonamentowej również, bo kiedy telefon przestał działać, osobiście pojechałem z nim do salonu operatora, gdzie pracownik go sprawdził pod kątem sprawności technicznej, wrzucił numer identyfikacyjny aparatu w komputer i stwierdził, że ten konkretny egzemplarz nigdy nie był zarejestrowany w ich sieci. A poza tym właśnie mi się przypomniało, że wczoraj gdzieś go zgubiłem, no co za pech, akurat teraz...

120 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-10-03 21:36:13)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

To napisz jutro co ciekawego się stało jak policja przyjedzie big_smile

Policja nigdzie nie przyjedzie, bo nikt nie wie i nigdy się nie dowie, gdzie obecnie mieszkam.
To chyba ja będę musiał iść na policję, a wtedy zgodnie z prawdą powiem, że telefon o który się rozchodzi dostałem dwa lata temu pod choinkę od Świętego Mikołaja i zupełnie nie rozumiem z jakiego powodu miałbym go teraz oddawać mojej wkrótce byłej żonie, która z tego co podejrzewam, nie posiada żadnego dowodu zakupu owego urządzenia ani umowy abonamentowej również, bo kiedy telefon przestał działać, osobiście pojechałem z nim do salonu operatora, gdzie pracownik go sprawdził pod kątem sprawności technicznej, wrzucił numer identyfikacyjny aparatu w komputer i stwierdził, że ten konkretny egzemplarz nigdy nie był zarejestrowany w ich sieci. A poza tym właśnie mi się przypomniało, że wczoraj gdzieś go zgubiłem, no co za pech, akurat teraz...

To jak dostales telefon na prezent to prezentów sie nie zabiera z powrotem. Kto daje i zabiera ten sie poniewiera wiadomo gdzie... a żona już była niedlugo robi Ci na złość i tyle

121

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Ale dołujący obrot spraw. Ja prdl

Dołujący? Dzisiaj po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy byłem przez cały dzień uśmiechnięty w robocie, a nawet skory do żartów z których od lat na całej firmie słynę, tylko że już dawno zapomniałem jak to jest, mieć po prostu fajny dzień. Jest piątek, powinienem być wykończony fizycznie i nerwowo, a jeszcze jutro czeka mnie kolejny dzień w pracy i wiesz co? Rano o 4:45 wstanę z uśmiechem na ustach i z radością tam pojadę. Zamiast się wkurwiać od bladego świtu, że znowu coś mi w nocy zginęło (ostatnio mój prawie syn zaczął sobie przychodzić do naszego pokoju i podkradać mi fajki, najpierw po jednej, potem po kilka, a ostatnim razem całą paczkę zapierdolił z komody jak spałem i wiem że robił to już wcześniej, tylko pewności nie miałem, bo nie mogłem uwierzyć, że się w ogóle odważył wyciągnąć łapę po nie swoje) albo samym faktem, że po robocie muszę wrócić do tego domu i tam z nimi siedzieć przez cały weekend, słuchać ich szczebiotania i pierdolenia o kolejnej gównopracy wymyślonej na poczekaniu, żeby tylko wszyscy się odjebali od Bartusia, a ja będę tym złym i niedobrym...
Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jaka to jest ulga dla ciała i umysłu, siedzieć sobie teraz samemu, mieć wszystko w dupie i szczać ciepłym moczem na ten cały syf. Nie musieć oglądać wiecznie naburmuszonej mordy obrażonej na cały świat, że czegokolwiek od niego wymaga, zamiast dać mu święty spokój i parę złotych kieszonkowego, bo przecież jutro sobota, a pić się chce. I palić.

Rozumiem Twoj stan.

Pisząc dołujący mialym tylko na myśli sytuacje gdy miłość przeksztalca sie w nienawisc. Ale taka skrajna. Obustronna

122

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Bert44 napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Ale dołujący obrot spraw. Ja prdl

Dołujący? Dzisiaj po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy byłem przez cały dzień uśmiechnięty w robocie, a nawet skory do żartów z których od lat na całej firmie słynę, tylko że już dawno zapomniałem jak to jest, mieć po prostu fajny dzień. Jest piątek, powinienem być wykończony fizycznie i nerwowo, a jeszcze jutro czeka mnie kolejny dzień w pracy i wiesz co? Rano o 4:45 wstanę z uśmiechem na ustach i z radością tam pojadę. Zamiast się wkurwiać od bladego świtu, że znowu coś mi w nocy zginęło (ostatnio mój prawie syn zaczął sobie przychodzić do naszego pokoju i podkradać mi fajki, najpierw po jednej, potem po kilka, a ostatnim razem całą paczkę zapierdolił z komody jak spałem i wiem że robił to już wcześniej, tylko pewności nie miałem, bo nie mogłem uwierzyć, że się w ogóle odważył wyciągnąć łapę po nie swoje) albo samym faktem, że po robocie muszę wrócić do tego domu i tam z nimi siedzieć przez cały weekend, słuchać ich szczebiotania i pierdolenia o kolejnej gównopracy wymyślonej na poczekaniu, żeby tylko wszyscy się odjebali od Bartusia, a ja będę tym złym i niedobrym...
Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jaka to jest ulga dla ciała i umysłu, siedzieć sobie teraz samemu, mieć wszystko w dupie i szczać ciepłym moczem na ten cały syf. Nie musieć oglądać wiecznie naburmuszonej mordy obrażonej na cały świat, że czegokolwiek od niego wymaga, zamiast dać mu święty spokój i parę złotych kieszonkowego, bo przecież jutro sobota, a pić się chce. I palić.

Rozumiem Twoj stan.

Pisząc dołujący mialym tylko na myśli sytuacje gdy miłość przeksztalca sie w nienawisc. Ale taka skrajna. Obustronna

Jedyny plus jest taki, że wtedy łatwiej to zakończyć. Nie ma rozkmin w stylu: "a może dałoby się to odkręcić" czy "może gdyby inaczej zrobić to i tao albo może da się to naprawić". Tak naprawdę najlepiej rusza sie do przodu, bez oglądania się za siebie gdy ma się za sobą spalone mosty wink

123

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

No, no...fajna babeczka, faktycznie można się zakochać tongue

124

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Solaris napisał/a:

No, no...fajna babeczka, faktycznie można się zakochać tongue

Jest taka znana prawda:

Mężczyzna przed ślubem jest pełen nadziei, że ona się nie zmieni; a kobieta liczy na to, że on po ślubie się zmieni.

125

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Solaris napisał/a:

No, no...fajna babeczka, faktycznie można się zakochać tongue

Jest taka znana prawda:

Mężczyzna przed ślubem jest pełen nadziei, że ona się nie zmieni; a kobieta liczy na to, że on po ślubie się zmieni.

Taaa, coś w tym jest wink

126

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Wujek Czesiek napisał/a:
KSandraK napisał/a:

Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz rozwodu? Sama wyprowadzka jeszcze was nie rozwodzi.

Wymiana uprzejmości na FB z dzisiejszego poranka.
Umówiłem się z nią, że oddam jej ten telefon i kołdrę, ale później sobie pomyślałem - a weź spierdalaj.
Oto co stało się później, kiedy jechałem do pracy o 6:31 

"Czekam na zwrot telefonu Samsung a14 i kołdry. Zgodnie z ustaleniami.
W przypadku chęci zatrzymania w/w rzeczy prosze o przelew blik 500 zł tel, 200 zł kołdra.
Inaczej zgłaszam kradzież ponieważ posiadam dane skradzionego telefonu.
W poniedziałek wysyłam pismo do sadu o rozwiązanie małżeństwa."

"Zapomniałem o telefonie tak jak Ty zapomniałaś o tym, że zablokowałaś mi numer
w żywe oczy kłamiąc, że nie masz z tym nic wspólnego i udając zdziwienie o co mi chodzi.
No więc kiedy już Ci wróci pamięć i sobie jednak przypomnisz co zrobiłaś,
udasz się do najbliższego salonu Play i zrobisz tak, żebym mógł przepisać swój numer z powrotem na siebie.
Wtedy dostaniesz telefon. Czy któryś fragment jest dla Ciebie niezrozumiały?"

"Natychmiast prosze o zwrot skradzionych rzeczy o wartości min. 700 zł.
Nr tel z którego nie korzystam został wyłączony i nie aktywuje go ponownie.
Prosze też o przelew 300 zł na pozew. Razem 500+200+ 300.
Inaczej jadę na policję.
Na tym adresie jestem jeszcze kilka dni, wiec prosze w ten weekend zostawic wszystko na parapecie klatki."

"Chyba wyraziłem się wystarczająco jasno i precyzyjnie, gdzie posiadam miejsce do przechowywania Twoich próśb.
Rób co chcesz i nie zawracaj mi dupy. Miłego dnia."

"Oddaj mi moje rzeczy złodzieju albo kasę wg w/w. A w dupe wsadzić sobie serdecznosci"

P.S.
Chyba musi być zaskoczona faktem, że nie wykonałem polecenia w podskokach i jeszcze bezczelnie jej tu fikam.
Prawda jest taka, że ze wszystkich skurwysynów jakich na swej drodze spotkała, ja jestem najgorszy,
tylko jeszcze nie dała mi powodu, żeby się o tym na własnej dupie przekonać, ale myślę, że dopiero się rozkręca...


Czesiek, wytłumacz mi, co Tobą kierowało? Ze zwią,ałeś sie z taką kobietą, to taka dobra aktorka? Piszesz w ciekawy sposob, pomimo osobistej, jakby jie patrzeć, tragedii - czlowiek zwyczajnie sie uśmiecha bezwarunkowo. Pierdolnij to babiszcze, znajdziesz sobie spokojnie jakaś inna kobietkę:) I nauczka na przyszłość, zebys nie dał sobie wejść na łeb... dałeś paluszek, a pirania objebala Cie prawie żywcem! A raczej dwie! Trzymam kciuki!:)

127

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Uwielbiam to forum jeden się zakochuje w matka trójka dzieci, która wogole śmiala go porzucic i jest w.szoku jak to wogole możliwe,  drugi bierze ślub z kobieta, która razem z doroslym synem go wykorzystuje i robi dramy o telefon  big_smile

128

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
TabulaRasa napisał/a:

Czesiek, wytłumacz mi, co Tobą kierowało? Ze zwią,ałeś sie z taką kobietą, to taka dobra aktorka?

Tak jak na samym początku gdzieś tam wspominałem, kiedy ją poznałem, a poznaliśmy się przypadkiem na fejsbuku i przez kilka tygodni tylko ze sobą pisaliśmy (ja byłem za granicą i musiałem czekać na swój zjazd do PL) to było takie pitolenie o wszystkim i niczym. Oboje po różnych przejściach i każde z jakąś tam przeszłością, od razu ustaliliśmy jedno, że na nic się nie nastawiamy i jeśli dojdzie do spotkania, to na zasadzie "zobaczymy czy coś z tego może w ogóle być" bez ciśnienia i parcia na jakiś związek, sprawianie wrażenia, udawanie jedno przed drugim i nawijanie makaronu na uszy. No i podczas jeszcze pisania dowiedziałem się między innymi tego, że Bartuś z Kasią nie mieszka już od roku, że nie utrzymują kontaktu i że ona nawet nie wie co się z nim dzieje.

Kiedy wątek naszych dzieci w tych pisanych rozmowach powracał, dowiedziałem się również tego, że Kasia nie jest zainteresowana wchodzeniem w głębsze relacje z kimś, kto posiada dziecko, które będzie "zawracało dupę" mówiąc w skrócie. Na co ja się tylko ucieszyłem, bo tak samo jak ona, mam już dość niańczenia cudzych bachorów, tym bardziej kosztem mojego czasu, który chciałbym spędzać z moją partnerką i tylko jej ten czas poświęcać, a nie ciągle się zajmować upierdliwym dzieciakiem lub sprawami, które mam zwyczajnie w dupie. Jestem już stary i szkoda mi życia na użeranie się z problemami, których aktualnie nie mam i nie chcę ich mieć w przyszłości.

No i tak doszliśmy do tego, że obojgu nam taki układ odpowiada - jak coś ma z tego być, to w relacji jest tylko ona i ja, nikogo więcej pomiędzy czy obok, a już na pewno mieszkającego razem z nami, jeśli ewentualnie kiedyś się zdecydujemy na wspólne zamieszkanie - i to było jeszcze zanim się w ogóle zobaczyliśmy pierwszy raz na żywo.
Oczywiście to nie był jedyny powód, który mną kierował, ale jeden z głównych, dla których to właśnie ją brałem pod uwagę, gdybym miał się związać z kimkolwiek, bo wtedy byłem raczej na takim etapie w swoim życiu, że potrzebowałem dłuższej przerwy nie tylko od kobiet i związków, ale ogólnie od wszystkiego, dlatego wyjechałem z kraju zaraz po sylwestrze i nie miałem zamiaru tutaj wracać przez co najmniej rok. No ale wyszło jak wyszło...

Na pierwszym spotkaniu wiedzieliśmy o sobie już wszystko, więc dalej poszło gładko. Praktycznie z dnia na dzień przewiozłem część swoich rzeczy do jej mieszkania i pojechałem z powrotem za granicę. Przyjeżdżałem co kilka tygodni na parę dni, aż w końcu postanowiłem wrócić na stałe i zamieszkać z Kasią na poważnie.
Wiadomo, że każdy ma swoje odpały i ani Kasia, ani ja, nie jesteśmy jacyś wyjątkowi pod tym względem. Mieszkało nam się razem fajnie, żyło nam się dobrze, ale bywały też gorsze momenty, kiedy się sprzeczaliśmy, bo jedno i drugie w gorącej wodzie kąpane, więc wystarczy mała iskra, żeby jebnął piorun z nieba, ale to nie były żadne problemy czy rzeczy nie do przejścia, bardziej przekomarzanki o pierdoły i jakieś tam pyskówki, nad którymi przechodziliśmy do porządku dziennego i nawet już nie wracaliśmy do tematu. No i tak to sobie trwało. Do czasu, kiedy w naszym życiu pojawił się Bartuś...

Zaczęło się niby niewinnie od przychodzenia na obiadki i "posiedzieć z nami" co bardzo szybko zaczęło mnie wkurwiać, bo praktycznie demolowało nam cały weekend, jedyny czas który mieliśmy mieć tylko dla siebie, a wychodziło zawsze na to i przeważnie w ostatniej chwili, że jednak wszystko odwołujemy i zmieniamy plany, bo Bartuś właśnie zadzwonił, że coś tam. Już jak tylko słyszałem sygnał przychodzącej wiadomości na jej telefon w sobotę albo w niedzielę, zanim ona ją odczytała, ja już wiedziałem co w niej będzie. Bo Bartuś przyjdzie, bo Bartuś nie ma jak przyjechać, bo Bartuś nie ma jak wrócić, bo Bartuś jeszcze do kolegi musi pojechać albo Bartuś na kolegę musi poczekać, a później gdzieś z nim idzie, no a później trzeba go odwieźć na wieś do ojca... i tak kurwa tydzień w tydzień zawsze coś.
Potem zaczęło się przyłażenie do nas na noc, a więc po Bartusia trzeba było pojechać w sobotę, siedzieć z Bartusiem do niedzieli, no i na koniec jeszcze go gdzieś zawieźć albo szukać, bo w nocy polazł się najebać z kumplami i ma wyłączony telefon... i tak kurwa tydzień w tydzień zawsze coś.
Potem zaczęło się przyłażenie niemal codziennie i spędzanie czasu przed telewizorem zamiast być wtedy w pracy albo u siebie, gdzie też ma przecież łóżko i telewizor, nie musi zalegać u nas, bo co to kurwa jest świetlica dla Bartusia czy nasz dom, do którego wracam po robocie odpocząć i się zrelaksować z własną żoną, a nie od wejścia się wkurwiać, bo znowu go tutaj widzę i nawet nie mam gdzie dupy posadzić, bo leży rozjebany na kanapie w salonie.
No a potem to już wiecie...

Nie mam zamiaru jej tutaj bronić ani tłumaczyć, ale moim zdaniem i mówiłem jej o tym wielokrotnie, Bartuś jest cynicznym i wyrachowanym manipulantem, który matkę ma za naiwną kretynkę i tak ją właśnie traktuje. Kłamie, ściemnia, symuluje, wykonuje jakieś ruchy pozorowane, wszystko obliczone na to, żeby wyciągnąć od niej kasę albo naciągnąć na jakieś zakupy. Przy okazji cały czas knuje i obmyśla jak się pozbyć mnie z tego układu, jedynej przeszkody, która mu utrudnia zamieszkanie z mamusią i przyspawanie się do niej na stałe. Ja to widziałem doskonale, bo stałem z boku i nie byłem w żadnym stopniu zaangażowany emocjonalnie w ten cały cyrk, ale ona albo była zaślepiona tym swoim synalkiem, albo jak tak sobie czasem pomyślę, razem z nim kombinowała od samego początku jak tylko się u nas pojawił. Tylko że jej bardziej na rękę była sytuacja taka, żebyśmy jednak mieszkali we trójkę razem, bo dla niej to zajebista oszczędność, a dla Bartusia w sumie bez znaczenia, skoro i tak miałby swój kąt, darmowe mieszkanko, pełną lodówkę, wszystko podstawione pod sam ryj na czas i ciepłe, a jedyne co musiałby robić, to od czasu do czasu poudawać, że szuka pracy.

No i teraz jak tak siedzę i sobie o tym myślę... Rozwiązanie problemu jest bardzo proste. Kasia nie jest jakimś niedouczonym tłukiem po sześciu klasach podstawówki, tylko bardzo dobrze wykształconym pracownikiem biurowym z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w rachunkowości, więc liczyć do dziesięciu potrafi w pamięci. Nasza umowa z początku września była taka, że Bartuś sobie wynajmie jakiś pokój za 600-800zł na początek, a jak zacznie normalnie pracować i normalnie zarabiać, to sobie poszuka czegoś większego czy zrobi co tam kurwa będzie chciał. No a my mieliśmy wynająć dla siebie jakieś dwupokojowe mieszkanie, którego koszt całkowity zamykałby się w kwocie 2-2,5tys. maksymalnie, bo takie są u nas ceny za normalną chatę bez luksusów dla dwóch dorosłych osób i psa.
Wszystko było ustalone i umówione. Każdy wiedział od miesiąca jaki jest plan, każdy się zgodził i każdy miał czegoś sobie szukać. Bartuś sobie, a my sobie.
Po dwóch tygodniach i kłótni o to, że Bartuś jednak nie dołoży się do czynszu i nie kupi jedzenia, gdyż albowiem nie ma za co, chociaż miał pieniądze, które przepierdolił z kolegami w trzy dni i się na nas wysrał centralnie - nie mam kasy no i co mi staruchy zrobicie, głodny jestem, obiad chcę - ona mi oświadcza, że znalazła dwupokojowe mieszkanie, ale dla siebie i Bartusia który jednak z nią zostaje, a nie dla mnie. Ja mam sobie sam czegoś poszukać i spierdalać skoro taki ze mnie chuj i nie zamierzam się więcej dokładać do utrzymywania jebanego nieroba.

No dobra, ale zaraz, chwila moment... Ja może nie jestem tak wykształcony jak moja Kasia, a w zasadzie to wcale nie jestem, ale życie trochę znam i coś mi się tutaj nie składa. No bo żeby Katarzyna mogła mieszkać sobie gdziekolwiek ze swoim Bartusiem, to musi te minimum dwa koła wysupłać. Bartuś jej nie dołoży, bo nie ma z czego, no więc Kasia musi położyć na stół dwa tysiączki za wynajem co miesiąc ze swojej wypłaty. Matematyka jest jedna i działa tylko w jedną stronę.
Normalnie ja bym jej dokładał połowę, więc za ten mój tysiąc zwrotu, mogłaby spokojnie Bartusiowi opłacić pokój i jeszcze by jej została reszta, kilka stówek do przepierdolenia na waciki, a tak? Przecież nie ma w tym żadnej logiki ani jakiegokolwiek ekonomicznego uzasadnienia, żebyśmy teraz oboje wynajmowali osobne mieszkania i podwójnie za nie płacili, zamiast wynająć jedno wspólnie i Bartusia wyeksmitować w pizdu na jakiś pokój. No chyba że...

No chyba że jej plan był od początku taki, żeby mnie tu we wrześniu ściągnąć i wydębić ode mnie forsę na zapłacenie czynszu i zrobienie zakupów, bo przecież inaczej zostałaby bez grosza na cały wrzesień, a w międzyczasie zamydlić mi oczy pierdołami o wyprowadzce Bartusia, żeby w październiku wynająć już kolejne i większe mieszkanie, bo to obecne jest dla wszystkich nas za ciasne. Ja bym się wpierdolił jak idiota w kolejny wynajem "dla nas", położyłbym kasę na czynsz i drugie tyle na kaucję, a Kasia by mi przywiozła tego swojego głąba na drugi dzień z udawanym przejęciem oświadczając, że on znowu nie ma kasy i nie może zapłacić sobie za pokój, więc na razie jeszcze zostanie u nas "ale tylko na kilka dni" żeby nie było.

Po prostu kolejny raz chciała zrobić mnie bezczelnie w chuja, tylko nie przewidziała tego, że ja przewidzę taki ruch i koncertowo im spierdolę ten ich głupi plan.
Dlatego teraz się pruje o ten telefon i o jakiś przelew na niby rozwód, a tak naprawdę znów została bez pieniędzy na początku miesiąca i myśli, że ja jej dołożę, że sprzeda sobie ten telefon za 500zł dostanie jeszcze 300zł na rozwód i 200zł za kołdrę czyli razem jak w mordę strzelił równe 1000zł za które chyba planuje przeżyć cały październik, no bo skoro sama wynajęła kolejne mieszkanie dla siebie i Bartusia i sama za wszystko zapłaciła, to już jest bez pieniędzy, a dzisiaj mamy który dzień miesiąca?

129 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-10-04 19:51:54)

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Dlaczego to Ty masz dać Jej kasę na Wasz rozwód? Rozwód za porozumieniem stron bez orzekania o winie jest o wiele tańszy niż rozwód o skomplikowanej sytuacji procesowej. To tak na marginesie.

130

Odp: Po ślubie będzie jeszcze gorzej?
Alessandro napisał/a:

Dlaczego to Ty masz dać Jej kasę na Wasz rozwód? Rozwód za porozumieniem stron bez orzekania o winie jest o wiele tańszy niż rozwód o skomplikowanej sytuacji procesowej. To tak na marginesie.

Dlatego, że to ma być kasa na bułeczki z masełkiem i szyneczką dla Bartusia, a nie na żaden rozwód. Co ona może skorzystać na naszym rozwodzie, nic bo ja już niczego nie posiadam poza długami na wygodne życie dla całej wesołej ferajny, które zaciągam od grudnia zeszłego roku, a teraz sam je spłacam, bo wszyscy mają wyjebane ile wziąłem i na co to poszło. To tak na marginesie.
No chyba że jej chory plan zakłada uzyskanie jednak rozwodu z orzekaniem i liczy na jakieś alimenty dla siebie, co już mi zresztą kiedyś zapowiedziała będąc bardzo pewną tego, że bez problemu mnie załatwi, aż się osram na miętowo kiedy jej prawnik ze mną skończy...
Cóż, ja naprawdę jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem. Nie raz i nie dwa dochodziło między nami do rękoczynów, gdyż moja Kasia jest dość impulsywną osobą o usposobieniu kompulsywnie agresywnym i kiedy naprawdę się rozkręci... Oczywiście ja mógłbym ją zabić tylko się broniąc i nic nie robiąc, dlatego te nasze rękoczyny przybierają raczej obrót komediowy niż czynią mi jakąś tam krzywdę, ale kiedy Kasia naprawdę mnie wkurwi, to z tego sądu wyjedzie na noszach wprost na oddział intensywnej terapii, kiedy ja skończę z nią zanim ten jej śmieszny prawnik w ogóle zacznie.

Posty [ 66 do 130 z 394 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po ślubie będzie jeszcze gorzej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024