Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 306 ]

131

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Jack Sparrow napisał/a:
athariel napisał/a:

Skoro przed narodzinami dziecka pracowała to skąd u Ciebie przekonanie że po urodzeniu nie będzie pracować?


Czytasz jakiś równoległy wątek?


Brak powrotu do pracy to była JEJ decyzja. Późniejszy powrót to też JEJ decyzja.


Ale.sensem pracy nie jest tylko wypłata.

A jakiż to wyższy sens ma praca za najniższą krajową w Biedrze?



Rozumiem że Ty sobie wyobrażałeś, że ona już zawsze będzie tylko zajmować się ogniskiem domowym, ale nie wydaje mi się byście się tak umówili

Przecież facet kilkukrotnie podkreślał, że nie ma nic przeciwko temu, żeby jego żona pracowała. Tylko chciałby aby pracowała po lepszych stawkach i w mniej obciążającej pracy. Co w tym złego?

On chciałby…ale to jej praca i płaca, a przecież na pieniądzach autorowi nie zależy. Martwi się tylko o swój tyłek.
Masz blade pojęcie jak czuję się kobieta „siedząc „ siedem lat w domu. Nie mówiąc, że miała dużo wolnego czasu skoro dziecko odchowane. A pracuje akurat tam gdzie ją przyjęli, do śmierci tam nie musi pracować, więc nie wiem o co kruszycie kopie.
Tu już bicie piany się robi.

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
athariel napisał/a:

Skoro przed narodzinami dziecka pracowała to skąd u Ciebie przekonanie że po urodzeniu nie będzie pracować?


Czytasz jakiś równoległy wątek?


Brak powrotu do pracy to była JEJ decyzja. Późniejszy powrót to też JEJ decyzja.


Ale.sensem pracy nie jest tylko wypłata.

A jakiż to wyższy sens ma praca za najniższą krajową w Biedrze?



Rozumiem że Ty sobie wyobrażałeś, że ona już zawsze będzie tylko zajmować się ogniskiem domowym, ale nie wydaje mi się byście się tak umówili

Przecież facet kilkukrotnie podkreślał, że nie ma nic przeciwko temu, żeby jego żona pracowała. Tylko chciałby aby pracowała po lepszych stawkach i w mniej obciążającej pracy. Co w tym złego?

On chciałby…ale to jej praca i płaca, a przecież na pieniądzach autorowi nie zależy. Martwi się tylko o swój tyłek.
Masz blade pojęcie jak czuję się kobieta „siedząc „ siedem lat w domu. Nie mówiąc, że miała dużo wolnego czasu skoro dziecko odchowane. A pracuje akurat tam gdzie ją przyjęli, do śmierci tam nie musi pracować, więc nie wiem o co kruszycie kopie.
Tu już bicie piany się robi.

Ja nie pracuje prawie 12 lat juz. I czuje sie swietnie, ale to pewnie dlatego, ze nie musze uslugiwac facetowi gotowac mu obiadkow,prasowac koszul do pracy itp tylko robie sobie co chce

133 Ostatnio edytowany przez Anewe (2025-02-05 19:26:21)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Moim zdaniem za parę miesięcy 'problem' rozwiąże się sam. Ona pracuje tam dopiero 5 miesięcy po wielu latach siedzenia w domu. Więc nawet tak ciężka i mało rozwojowa praca jest dla niej czymś dającym frajdę, bo nowym, dodatkowo wysiłek fizyczny dobrze robi psychice, zwłaszcza zimą. Myślę, że w maju, max lipcu jej się znudzi i rzuci to w cholerę, dni zrobią się dłuższe, wyjdzie słońce i zacznie się zastanawiać po co wykłada kurczaki do lodówek zamiast spędzać miłe popołudnia z rodziną. Do tego czasu ogarnij sobie pomoc domową skoro kasa nie gra roli, a więcej czasu spędzanego z dzieckiem wyjdzie wam obojgu na zdrowie.
Wtedy możecie porozmawiać jak ona chciałaby widzieć swoją sytuację zawodową, porozmawiajcie czego ona oczekuje, czego jej brakuje, czy bardziej czasu spędzanego 'między ludźmi' (wtedy jakiś sensowny kurs grupowy byłby rozsądniejszy niż praca byle gdzie) czy chodzi jej stricte o zarabianie pieniędzy.

134

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:

Bo prawda jest taka,ze to zaledwie kilka zlotych podatku, a wy sie drzecie jakby wam tysiace zabierali  big_smile wiec tak naprawde nie chodzi o podatki a o zasade "ja zapierdzielalam to inni tez musza" . No nikt wam nie kaze pracować ja caly czas zachecam do mojego stylu zycia oraz do robienia biznesow. To wy sobie wybraliscie takie zycie pracy na etacie  a nie ja wam. Chociaz jak patrze ile kto tu na forum siedzi to watpie, ze chociaz polowa tutaj pracuje big_smile

Masz rację. Pójdziemy wszyscy na renty i zasiłki. Co będziemy zasuwać do starości na etacie, jak można dostać za darmoszkę od państwa. Wystarczy trochę pokombinować. Pozostaje pytanie, kto na nas zarobi, jeśli zabraknie tych głupich niewolników, ale kto by się tam przejmował przyszłością. Ważne jest tu i teraz. Typowe myślenie ludzi na garnuszku podatników, którzy nie ogarniają, że wielkimi krokami nadchodzi kryzys demograficzny i skoro niedługo nie będzie jak wypłacać emerytur, to tym bardziej wyschnie studnia z wszelkiego rodzaju plusami.

135

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Anewe napisał/a:

i zacznie się zastanawiać po co wykłada kurczaki do lodówek zamiast spędzać miłe popołudnia z rodziną..

Pytanie, czy dla niej czas z rodziną jest miły.
Bo coś w tym zachowaniu śmierdzi i człowiek nie mający nic do ukrycia sam z siebie starałby się wytłumaczyć - przynajmniej osobie najbliższej - dlaczego zachowuje się tak nielogicznie. Tutaj żona w ogóle nie próbowała zapoznać męża z arkanami swoich działań, wręcz przeciwnie: wyraźnie tai swoje motywy.

A gdyby facet regularnie zamykał się na długie godziny w kiblu z telefonem, też byście uznały, że jest dorosłym człowiekiem, jego telefon, jego prawo i chuj żonie do tego?

Myślę że wątpię.

136

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Anewe napisał/a:

i zacznie się zastanawiać po co wykłada kurczaki do lodówek zamiast spędzać miłe popołudnia z rodziną..

Pytanie, czy dla niej czas z rodziną jest miły.
Bo coś w tym zachowaniu śmierdzi i człowiek nie mający nic do ukrycia sam z siebie starałby się wytłumaczyć - przynajmniej osobie najbliższej - dlaczego zachowuje się tak nielogicznie. Tutaj żona w ogóle nie próbowała zapoznać męża z arkanami swoich działań, wręcz przeciwnie: wyraźnie tai swoje motywy.

A gdyby facet regularnie zamykał się na długie godziny w kiblu z telefonem, też byście uznały, że jest dorosłym człowiekiem, jego telefon, jego prawo i chuj żonie do tego?

Myślę że wątpię.

Tak, bo w Biedronce to ona leży i pachnie, albo głównie przesiaduje w kiblu z telefonem.
Noben, litości big_smile

137

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Shoggies napisał/a:
Eul1 napisał/a:
Shoggies napisał/a:

Ja Autorze zadam inne pytanie - czy żona podejmując decyzję o pracy przedyskutowała z Tobą tę zmianę i jej konsekwencje? Mam wrażenie, że Twoja frustracja wynika głównie z tego, że zostałeś postawiony przed faktem dokonanym i wasze małżeństwo nie ma z tego korzyści, a Ty masz więcej obowiązków.
Fajnie, że żona chce iść do pracy, zamiast siedzieć na Twoim utrzymaniu do końca świata. To jest odpowiedzialne, bo jedna pensja w domu, nawet bardzo lukratywna, to zawsze ryzyko - ktoś może stracić pracę, ktoś może zachorować, ktoś może umrzeć. Mam nadzieję, że jesteście dobrze poubezpieczani oboje.
Więc summa summarum żona dobrze kombinuje.
Tylko że przez długie lata mieliście pewne status quo, a zmiana zasad gry w trakcie jej trwania bez ustalenia tego z innymi uczestnikami gry jest nie w porządku.
Najlepiej by było porozmawiać z żoną i zaproponować jej podniesienie kwalifikacji, przemyślcie w czym jest dobra, do czego ma dryg, niech porobi kursy albo certyfikaty i znajdzie pracę np. 8-16/9-17, wtedy ten rytm tygodnia będzie bardziej powtarzalny i łatwiej będzie Wam znaleźć czas dla siebie.
Czy ustaliliście jak ma wyglądać podział domowych obowiązków na okoliczność powrotu żony do pracy, czy zostałeś postawiony przed faktem dokonanym?
Na pewno w tej sytuacji można znaleźć jakiś wspólny grunt.

Czy przedyskutowała ? No nie. Ona jedynie oznajmiła mi we wrześniu, że zacznie rozsyłać CV gdzie się tylko da. Oczywiście byłem przeciwny temu od samego początku i ona doskonale o tym wiedziała, tylko, że we wrześniu miałem o tyle spokoju, że nie sądziłem, że gdzieś tę pracę znajdzie, bo jednak duża luka w CV, brak doświadczenia itp. itd.  No, ale się okazuje, że są najwidoczniej takie miejsca pracy gdzie biorą wszystkich. Czym to argumentowała ? Głownie tym, że już nie ma ochoty siedzieć w domu z dzieckiem. Co do obowiązków domowych, oczywiście też zostałem tutaj poniekąd postawiony przed faktem dokonanym. Oczywiście to nie jest tak, że ja w domu nic nie robiłem, też to nie jest tak, że nie chcę spędzać czasu z dzieckiem, tylko problem polega na tym, że ja nie mam tego czasu zbyt dużo, a praca żony powoduje to że ja często muszę zostać z dzieckiem sam.

Okej, dlaczego byłeś przeciwny, żeby żona poszła do pracy? Chodzi o to, że wtedy część jej obowiązków spadłaby na Ciebie?
Czy gdyby żona miała pracę w powtarzalnych godzinach pracy, np. 9-17, byłoby to w Twojej sytuacji lepsze?
Jedyne co moim zdaniem Ci pozostaje to usiąść z żoną przy kawie i szczerze porozmawiać - na pewno da się znaleźć jakiś kompromis, w którym żona będzie mogła wyjść do ludzi, coś zarobić i poczuć jakąś sprawczość, a Ty będziesz mógł z nią spędzać jakościowy czas i będziesz mógł się dogadać co do zmiany obowiązków.
Raczej jest mało prawdopodobne, żeby żona na początku przynosiła tyle kasy co Ty, ale możecie się np. umówić, że jej wypłata będzie szła na jakieś dodatkowe wakacje albo konto/fundusz emerytalny, bo sam pisałeś jak to z tym ZUSem jest.
Dziecko i tak chyba jest w wieku przedszkolnym/szkolnym więc nie potrzebuje tyle obecności rodziców co niemowlak czy małe dziecko.
Na pewno da się znaleźć jakiś złoty środek. Tylko musicie otwarcie porozmawiać i jedno drugiego nie oceniać - Ty masz prawo czuć dyskomfort przy takiej zmianie i żona ma prawo chcieć się wyrwać z domu. Zwłaszcza, że nie ma gwarancji, że będziesz ją utrzymywał do końca życia, nawet jeśli Ty taką wolę wyrażasz.
Pomysł ze swoją pracą jest naprawdę odpowiedzialny i mądry, tylko wykonanie jest dziadowskie.

Już napisałem dlaczego byłem przeciwny, zresztą nie tylko ja, ona sama nie widziała za bardzo sensu wracania do tej pracy, ale nawet gdyby ona chciała wrócić to bylo to po prostu nieopłacalne od strony finansowej. Pójście żony do pracy wiązałoby się z tym, że trzeba byłoby załatwić do dziecka opiekunkę i posłać do żłobka/przedszkola, dochodziłły jeszcze koszty dojazdów do pracy, no i koszty ewentualnego braku jedzenia, przy fakcie że ona zarabiała minimalną to mijało się z celem, bo nie dość, że to co ona zarobi pochłonęłyby wyżej wymienione koszty, to jeszcze oboje bylibyśmy zdecydowanie bardziej zmęczeni, bo ona by wracała z pracy i miała obowiązki domowe i ja bym wracał z pracy z obowiązkami domowymi, w tej sytuacji oboje nie byliśmy zmęczeni. No, ale niestety żona trochę zmieniła reguły gry i postanowiła sobie popracować.

138

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
athariel napisał/a:
Eul1 napisał/a:

Oczywiście ja bym nie chciał być na czyimś utrzymaniu, tylko, że moja pozycja jest trochę inna od pozycji mojej żony. Ja pracuję, bo mam do utrzymania dom, dziecko i ją. Przed narodzinami oczywiście żona pracowała, ale po skończonym macierzyńskim tak jak juz pisałem jej praca straciła sens i ona sama do tego doszła, bo wiadomo było ile zarabiała, więc to co ona wleje do budżetu domowego, zaraz zostanie wylane przez opiekunkę, przedszkola itp. itd. Czy teraz jej praca coś wnosi do budżetu ? Oczywiście nic, poza stratami.

O tak, Twoja pozycja jest inna, ale jej pozycja ewidentnie jej nke odpowiada i trudno się temu dziwić. Chce ją zmienić i dlatego poszła do pracy. Skoro przed narodzinami dziecka pracowała to skąd u Ciebie przekonanie że po urodzeniu nie będzie pracować? Jej praca po macierzyńskim straciła sens dla Ciebie, z powodów finansowych. Ale.sensem pracy nie jest tylko wypłata. Może gbyby nawet swoją wypłatę oddała na przedszkole czy opiekunkę to dziś byłaby w innym miejscu i nie musiałaby siedzieć na kasie. Rozumiem że Ty sobie wyobrażałeś, że ona już zawsze będzie tylko zajmować się ogniskiem domowym, ale nie wydaje mi się byście się tak umówili. Tak samo teraz gdh powiedziała Ci że chce iść do pracy i podała swoje powody (że nie chce siedzieć tylko z dzieckiem) to tak naprawdę nie pomogłeś jej radą, wsparciem, a wręcz miałeś nadzieję, że nigdzie jej nie przyjmą. To bardzo wiele mówi o tym jak postrzegasz żonę, nawet jeśli nigdy jej tak głośno nie nazwałeś.

Samo pójście do pracy mogloby mieć sens, gdyby zarabiała te powiedzmy 5-6tys zł miesięcznie na rękę i miała regularne godziny pracy, a nie to co teraz, gdzie jej praca nie przynosi kokosów, a jest utrapieniem dla nas wszystkich.

139

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Zgadzam się, że autor powinien poważnie porozmawiać z żoną, skoro sytuacja źle wpływa na ich relacje, mocno ogranicza wspólny czas i tak strasznie go frustruje. Jednocześnie doskonale rozumiem potrzebę wyrwania się z domu, gdziekolwiek, byle nie musieć dzień w dzień patrzeć na te same cztery ściany. Ile można prać gracie i stać przy garach. Pewnie nie łudziła się, że pracodawcy będą się o nią zabijać, dlatego rozważyła pracę w markecie, byle nie zostać z niczym. Trochę przykro, że nie miała w tym procesie ani grama wsparcia ze strony męża, a wręcz trzymał kciuki, by jej się nie udało, a teraz pyta obcych ludzi na forum, jak przekonać swoją kobietę, żeby zechciała wrócić do starych układów. Mam wrażenie, że komunikacja w tym małżeństwie leży i kwiczy, zważywszy na to, że przez kilka miesięcy nie umieli dojść do porozumienia w tak fundamentalnej kwestii. Tak jeszcze na koniec. Odnoszę wrażenie, że te wszystkie teksty autora, jaka to gówniana, nikomu niepotrzebna robota za żałosne pieniądze i że zachciało się kobiecie pobawić w pracę, są podszyte wstydem. Dużo lepiej w otoczeniu wygląda mąż, który zarabia tak dużo, że jest w stanie sam utrzymać trzyosobową rodzinę, niż taki, którego żona chwyta się harówy od świtu do nocy w biedrze, co może sugerować, że krucho u nich w domu z kasą. Prestiż mocno leci w dół.

140

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
wieka napisał/a:

To dobrze, bo masz okazję do pogłębienia relacji z dzieckiem.


Pracuje jak pracował, a doszły mu kolejne obowiązki. Kiedy ten czas na pogłębianie relacji ma mieć?

Jak będzie sam dzieckiem i co wyraźnie raczej nie pasuje, bo to brzmiało jak wyrzut. Przynajmniej się nie będzie nudził w domu bez żony. A co tam za obowiązki doszły, głównie zajęcie się dzieckiem jak nie ma żony, to powinno należeć do przyjemności.

Bo to należy do przyjemności, tylko co innego jak jest to 1-2h dziennie, a co innego jak jest to np 7-8h dziennie, mi za przyjemności nie płacą, a w sytuacji gdy moja roboczogodzina jest warta zdecydowanie więcej, niż jej roboczogodzina to to co się teraz odwala moja żona mija się z ekonomicznym celem. Rozumiem gdyby to była sytuacja, że zarabiamy podobnie, wtedy nasze roboczogodziny są warte tyle samo, więc nie ma znaczenia kto jest w pracy, a kto siedzi z dzieckiem, no a w tej sytuacji mamy to, że osoba która zarabia znacznie więcej siedzi z dzieckiem, a osoba która zarabia znacznie mniej siedzi w bezsensowenj pracy.

141

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Eul1 napisał/a:
Shoggies napisał/a:

Ja Autorze zadam inne pytanie - czy żona podejmując decyzję o pracy przedyskutowała z Tobą tę zmianę i jej konsekwencje? Mam wrażenie, że Twoja frustracja wynika głównie z tego, że zostałeś postawiony przed faktem dokonanym i wasze małżeństwo nie ma z tego korzyści, a Ty masz więcej obowiązków.
Fajnie, że żona chce iść do pracy, zamiast siedzieć na Twoim utrzymaniu do końca świata. To jest odpowiedzialne, bo jedna pensja w domu, nawet bardzo lukratywna, to zawsze ryzyko - ktoś może stracić pracę, ktoś może zachorować, ktoś może umrzeć. Mam nadzieję, że jesteście dobrze poubezpieczani oboje.
Więc summa summarum żona dobrze kombinuje.
Tylko że przez długie lata mieliście pewne status quo, a zmiana zasad gry w trakcie jej trwania bez ustalenia tego z innymi uczestnikami gry jest nie w porządku.
Najlepiej by było porozmawiać z żoną i zaproponować jej podniesienie kwalifikacji, przemyślcie w czym jest dobra, do czego ma dryg, niech porobi kursy albo certyfikaty i znajdzie pracę np. 8-16/9-17, wtedy ten rytm tygodnia będzie bardziej powtarzalny i łatwiej będzie Wam znaleźć czas dla siebie.
Czy ustaliliście jak ma wyglądać podział domowych obowiązków na okoliczność powrotu żony do pracy, czy zostałeś postawiony przed faktem dokonanym?
Na pewno w tej sytuacji można znaleźć jakiś wspólny grunt.

Czy przedyskutowała ? No nie. Ona jedynie oznajmiła mi we wrześniu, że zacznie rozsyłać CV gdzie się tylko da. Oczywiście byłem przeciwny temu od samego początku i ona doskonale o tym wiedziała, tylko, że we wrześniu miałem o tyle spokoju, że nie sądziłem, że gdzieś tę pracę znajdzie, bo jednak duża luka w CV, brak doświadczenia itp. itd.  No, ale się okazuje, że są najwidoczniej takie miejsca pracy gdzie biorą wszystkich. Czym to argumentowała ? Głownie tym, że już nie ma ochoty siedzieć w domu z dzieckiem. Co do obowiązków domowych, oczywiście też zostałem tutaj poniekąd postawiony przed faktem dokonanym. Oczywiście to nie jest tak, że ja w domu nic nie robiłem, też to nie jest tak, że nie chcę spędzać czasu z dzieckiem, tylko problem polega na tym, że ja nie mam tego czasu zbyt dużo, a praca żony powoduje to że ja często muszę zostać z dzieckiem sam.

To dobrze, bo masz okazję do pogłębienia relacji z dzieckiem.

Oczywiście moja córka jest dla mnie bardzo ważna, jednak trzeba mieć na uwadze kto za co tutaj odpowiada. Ja tutaj odpowiadam głównie za kwestie finansowe, dlaczego ? Bo ja więcej zarabiam, ona odpowiada głównie za kwestie wychowawcze, dlaczego ? Bo nie musi pracować, a jak już pracuje to niestety kokosów z tego nie ma. To co piszesz miałoby sens w sytuacji gdybyśmy podobnie zarabiali. Uważam, ze nie można dopuszczać teraz do takich sytuacji gdzie role się odwracają nie w te strony co trzeba, bo to trochę tak jakbyś  z krowy która była od samego początku hodowana na mięso próbowała nagle przerobić ją na krowę mleczną i doić z niej mleko, no nie wyjdzie.

142

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:
Eul1 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Niestety, ale trochę  czuć zapach strachu u autora, że żoną mi się wyrwie spod kontroli.
To ona decyduje , jaką praca jej odpowiada łub nie, dziwne ze dla innych to nieoczywiste.
Jak ktoś ma w CV taka pracę jak Biedronka i np jeszcze dorobi się tam funkcji kierownika to dla mnie na plus.
Wolałabym kogoś takiego na kierownika u siebie np magazynu, niż kogoś kto jest po studiach i miał same piątki  i siedział za biurkiem na stażu.
Więc nie rozumiem hejtu.
Liczy się zdobywane doświadczenie umiejętność pracy z ludźmi i w stresie.
Wiec ona polepsza sobie swoje CV a nie odwrotnie.
To nie jest 3500, to jest 3500 + Zusy i dodatki, które ma płacone.
I serio ludzie , nie wiem jakie macie doświadczenie i zarobki, ja zarabiam 5- 8 krotnosc średniej krajowej i nie przyszłoby mi do głowy gardzić czyjąś pracą w Biedronce!.
I to gardzi jeszcze własny mąż, bo nie ma już całkowitej obsługi w domu

Awans w biedronce to tak naprawdę chyba kara, bo podobno tylko dopierdzielaja obowiązków, a pensji od tego jakoś specjalnie nie przybywa. Ja zrozumiałbym sytuację, gdy ona pracuje i praca ma jakiś sens, ale tutaj nie ma żadnego, tylko przez to ona zaniedbuje obowiązki związane z córką.

Tak jest u mnie w Anglii Aldi to odpowiednik Biedronki i tam dadza tylko troszke wyzsza pensje a dowala 10 nowych obowiazkow. Mi znajoma sama mowila jak byla na minimalnej to tylko na kasie siedziala a pozniej dali jej mala podwyzke to musiala oprocz siedzenia na kasie to towar wykladac,  pomagac klientom i byc przy tych kasach samoobslugowych

No to jak widać dwa odległe kraje i niewiele się to różni. Czytałem wyznania osób które tam pracowały i oni naprawdę woleli być pracownikami niższego szczebla.

143

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Salomonka napisał/a:
Eul1 napisał/a:

Czy nie lepiej ten rok poświęcić jakimś kursom ? Praca w biedronce nie daje żadnych perspektyw, no chyba, że nie wiem to jest jakaś wartość dodana, że ktoś sobie przebierał owoce czy pracował na kasie lub był będąc freshem robił wypiek. Warto tutaj dodać, że ona pracując w takim reżimie czasowym mniej czasu poświęca też dziecku.

Praca w Biedronce jest jak każda praca którą może wykonywać ktoś bez kwalifikacji. Nie żebym nie miała szacunku do takiej pracy, bo wykonywalam już dużo gorzej płatne i mniej wymagające prace, a jednak dziś mój majątek jest naprawdę spory i zawdzięczam go tylko sobie.


Czasem myślę, czy byłabym w tym miejscu w życiu gdybym miała męża big_smile Pewnie nie, a jesli tak,  to i tak przecież wszystko zawdzięczałabym jemu big_smile

Daj ty swojej żonie święty spokój, niech robi co chce w aspekcie swojej pracy, bo nie jest twoim dzieckiem, pracownikiem ani  tym bardziej podwładnym żebyś za nią myślał i organizował jej życie. Może jej się znudzi za jakiś czas, może zechce się kształcić, a może znajdzie lepszą pracę. Czas pokaże.

Powiem tak. Gdybyśmy byli bezdzietnym małżeństwem to być może nie miałbym do niej jakoś o to pretensji, tak samo jak nie miałem o jej pracowanie pretensji przed urodzeniem dziecka. Jednak teraz mamy dziecko, a jej praca wiąże się z tym, że niestety przyczynia się do zaniedbań.

144

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
athariel napisał/a:

Skoro przed narodzinami dziecka pracowała to skąd u Ciebie przekonanie że po urodzeniu nie będzie pracować?


Czytasz jakiś równoległy wątek?


Brak powrotu do pracy to była JEJ decyzja. Późniejszy powrót to też JEJ decyzja.


Ale.sensem pracy nie jest tylko wypłata.

A jakiż to wyższy sens ma praca za najniższą krajową w Biedrze?



Rozumiem że Ty sobie wyobrażałeś, że ona już zawsze będzie tylko zajmować się ogniskiem domowym, ale nie wydaje mi się byście się tak umówili

Przecież facet kilkukrotnie podkreślał, że nie ma nic przeciwko temu, żeby jego żona pracowała. Tylko chciałby aby pracowała po lepszych stawkach i w mniej obciążającej pracy. Co w tym złego?

On chciałby…ale to jej praca i płaca, a przecież na pieniądzach autorowi nie zależy. Martwi się tylko o swój tyłek.
Masz blade pojęcie jak czuję się kobieta „siedząc „ siedem lat w domu. Nie mówiąc, że miała dużo wolnego czasu skoro dziecko odchowane. A pracuje akurat tam gdzie ją przyjęli, do śmierci tam nie musi pracować, więc nie wiem o co kruszycie kopie.
Tu już bicie piany się robi.

Ale dziecko wcale nie jest odchowane, co ty gadasz ? Przecież to tak naprawdę dopiero początek, bo wkracza w świat nauki, tutaj jeżeli ten okres matka zaniedba (bo np nie będzie się interesowała tym jak córce pomóc w lekcjach) no to zawali jej całe życie, a czasy wcale takie łatwe nie są, bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz.

145

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Eul1 napisał/a:
wieka napisał/a:
Eul1 napisał/a:

Czy przedyskutowała ? No nie. Ona jedynie oznajmiła mi we wrześniu, że zacznie rozsyłać CV gdzie się tylko da. Oczywiście byłem przeciwny temu od samego początku i ona doskonale o tym wiedziała, tylko, że we wrześniu miałem o tyle spokoju, że nie sądziłem, że gdzieś tę pracę znajdzie, bo jednak duża luka w CV, brak doświadczenia itp. itd.  No, ale się okazuje, że są najwidoczniej takie miejsca pracy gdzie biorą wszystkich. Czym to argumentowała ? Głownie tym, że już nie ma ochoty siedzieć w domu z dzieckiem. Co do obowiązków domowych, oczywiście też zostałem tutaj poniekąd postawiony przed faktem dokonanym. Oczywiście to nie jest tak, że ja w domu nic nie robiłem, też to nie jest tak, że nie chcę spędzać czasu z dzieckiem, tylko problem polega na tym, że ja nie mam tego czasu zbyt dużo, a praca żony powoduje to że ja często muszę zostać z dzieckiem sam.

To dobrze, bo masz okazję do pogłębienia relacji z dzieckiem.

Oczywiście moja córka jest dla mnie bardzo ważna, jednak trzeba mieć na uwadze kto za co tutaj odpowiada. Ja tutaj odpowiadam głównie za kwestie finansowe, dlaczego ? Bo ja więcej zarabiam, ona odpowiada głównie za kwestie wychowawcze, dlaczego ? Bo nie musi pracować, a jak już pracuje to niestety kokosów z tego nie ma. To co piszesz miałoby sens w sytuacji gdybyśmy podobnie zarabiali. Uważam, ze nie można dopuszczać teraz do takich sytuacji gdzie role się odwracają nie w te strony co trzeba, bo to trochę tak jakbyś  z krowy która była od samego początku hodowana na mięso próbowała nagle przerobić ją na krowę mleczną i doić z niej mleko, no nie wyjdzie.

Koń by się uśmiał z twojej logiki…

146 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-05 21:06:24)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Trochę żałośnie się to czyta. O ile popieram chęć namówienia żony, by się doszkoliła i nie musiała zapierniczać w markecie do emerytury, o tyle egoizm i poczucie wyższości w ostatnich wypowiedziach aż razi po oczach. Nie sądzę, że przyjąłbyś zmiany ze spokojem, gdyby dostała lepszą posadę. Przecież wtedy nadal musiałbyś marnować swój cenny czas na tak przyziemne rzeczy, jak opieka nad dzieckiem, która w żaden sposób się nie zwraca, bo nie ma z niej kasy. Swoją drogą, totalnym nieporozumieniem i buractwem jest sugerowanie, że człowiek, który ciężko pracuje fizycznie, BAWI SIĘ W PRACĘ i godzina jego życia jest mniej cenna od lepiej zarabiających ludzi. Może dla niej większe znaczenie ma to, że wyjdzie na trochę z domu, porozmawia z innymi ludźmi, nawet tymi wkurzającymi klientami i będzie miała idealną wymówkę, by któregoś dnia poleżeć sobie plackiem na kanapie w salonie, zamiast codziennie odczuwać presję, że skoro facet przynosi wypłatę, to wszystko ma być na błysk. A jak mu się kiedyś odwidzi bycie z nią, obudzi się nagle z ręką w nocniku, bo co innego siedmioletnia luka w życiorysie, a co innego taka kilkunastoletnia lub dłuższa. Kolejna rzecz, to być może usłyszała w bliskim otoczeniu jakieś negatywne komentarze na temat matek, które nie pracują i nie dawało jej to spokoju, aż zdecydowała, że nie chce być źle postrzegana. Teraz często prowadzona jest taka narracja, że jak kobieta siedzi w domu, to jest leniwą bułą bez ambicji, bo jedna z drugą wychowały czwórkę dzieci, chodziły do roboty na trzy zmiany, nie było żadnych dodatków, a jakoś sobie poradziły. A tu mimoza z jednym nie potrafi ogarnąć życia i pasożytuje na biednym chłopie, który zaharowuje się na śmierć, żeby było co do gara włożyć.

Eul1 napisał/a:

Powiem tak. Gdybyśmy byli bezdzietnym małżeństwem to być może nie miałbym do niej jakoś o to pretensji, tak samo jak nie miałem o jej pracowanie pretensji przed urodzeniem dziecka. Jednak teraz mamy dziecko, a jej praca wiąże się z tym, że niestety przyczynia się do zaniedbań.

Czytam i własnym oczom nie wierzę.
Gdybyście nie mieli dziecka, to BYĆ MOŻE nie miałbyś do niej pretensji o to, że pracuje?
Jezu, jaki Ty jesteś łaskawy. Takiego partnera to ze świecą szukać.
Coraz lepiej rozumiem, dlaczego podjęła tak desperacki krok, by pójść do pracy w biedrze.

147 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-02-05 21:04:32)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Eul1 napisał/a:
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Czytasz jakiś równoległy wątek?


Brak powrotu do pracy to była JEJ decyzja. Późniejszy powrót to też JEJ decyzja.




A jakiż to wyższy sens ma praca za najniższą krajową w Biedrze?





Przecież facet kilkukrotnie podkreślał, że nie ma nic przeciwko temu, żeby jego żona pracowała. Tylko chciałby aby pracowała po lepszych stawkach i w mniej obciążającej pracy. Co w tym złego?

On chciałby…ale to jej praca i płaca, a przecież na pieniądzach autorowi nie zależy. Martwi się tylko o swój tyłek.
Masz blade pojęcie jak czuję się kobieta „siedząc „ siedem lat w domu. Nie mówiąc, że miała dużo wolnego czasu skoro dziecko odchowane. A pracuje akurat tam gdzie ją przyjęli, do śmierci tam nie musi pracować, więc nie wiem o co kruszycie kopie.
Tu już bicie piany się robi.

Ale dziecko wcale nie jest odchowane, co ty gadasz ? Przecież to tak naprawdę dopiero początek, bo wkracza w świat nauki, tutaj jeżeli ten okres matka zaniedba (bo np nie będzie się interesowała tym jak córce pomóc w lekcjach) no to zawali jej całe życie, a czasy wcale takie łatwe nie są, bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz.

A tatuś to w lekcjach nie może pomóc?
Po drugie, żona pewnie już na tyle nauczyła dziecko, że nie będzie potrzebowała pomocy w szkole, tym bardziej jak zdolna pewnie po ojcu…

Sam piszesz, że bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz, więc najwyższy czas żebyś ułatwił żonie naukę.

148

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Eul1 napisał/a:
wieka napisał/a:

To dobrze, bo masz okazję do pogłębienia relacji z dzieckiem.

Oczywiście moja córka jest dla mnie bardzo ważna, jednak trzeba mieć na uwadze kto za co tutaj odpowiada. Ja tutaj odpowiadam głównie za kwestie finansowe, dlaczego ? Bo ja więcej zarabiam, ona odpowiada głównie za kwestie wychowawcze, dlaczego ? Bo nie musi pracować, a jak już pracuje to niestety kokosów z tego nie ma. To co piszesz miałoby sens w sytuacji gdybyśmy podobnie zarabiali. Uważam, ze nie można dopuszczać teraz do takich sytuacji gdzie role się odwracają nie w te strony co trzeba, bo to trochę tak jakbyś  z krowy która była od samego początku hodowana na mięso próbowała nagle przerobić ją na krowę mleczną i doić z niej mleko, no nie wyjdzie.

Koń by się uśmiał z twojej logiki…

Co ci znowu nie odpowiada ?

149

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Salomonka napisał/a:

Tak, bo w Biedronce to ona leży i pachnie, albo głównie przesiaduje w kiblu z telefonem.
Noben, litości big_smile

Dobrze wiesz, że nie chodzi o to co ona tam robi, ale o to dlaczego.
Ja rozumiem, że mogła mieć dość siedzenia w domu, rozumiem że mogła chcieć się uniezależnić finansowo od męża. Ale mając zaplecze finansowe i komfort niezarabiania naprawdę mogła poświęcić kilka miesięcy na jakieś szkolenie albo wybrzydzanie w ofertach.

Tymczasem wzięła pierwszą z brzegu, naprawdę gównianą pracę - jakby naprawdę miała nóż na gardle.
Wzruszenie ramionami i konstatacja, że jest dorosła to naprawdę dość słaba analiza sytuacji.

Więc jak powiedziałam - coś tu śmierdzi.

150

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Eul1 napisał/a:
wieka napisał/a:

On chciałby…ale to jej praca i płaca, a przecież na pieniądzach autorowi nie zależy. Martwi się tylko o swój tyłek.
Masz blade pojęcie jak czuję się kobieta „siedząc „ siedem lat w domu. Nie mówiąc, że miała dużo wolnego czasu skoro dziecko odchowane. A pracuje akurat tam gdzie ją przyjęli, do śmierci tam nie musi pracować, więc nie wiem o co kruszycie kopie.
Tu już bicie piany się robi.

Ale dziecko wcale nie jest odchowane, co ty gadasz ? Przecież to tak naprawdę dopiero początek, bo wkracza w świat nauki, tutaj jeżeli ten okres matka zaniedba (bo np nie będzie się interesowała tym jak córce pomóc w lekcjach) no to zawali jej całe życie, a czasy wcale takie łatwe nie są, bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz.

A tatuś to w lekcjach nie może pomóc?
Po drugie, żona pewnie już na tyle nauczyła dziecko, że nie będzie potrzebowała pomocy w szkole, tym bardziej jak zdolna pewnie po ojcu…

Sam piszesz, że bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz, więc najwyższy czas żebyś ułatwił żonie naukę.


Wiesz, że na takim zamienianiu się rolami w naszej sytuacji ucierpi dosłownie cała nasza 3-ka ?

Może to jest najzdolniejsze dziecko na świecie, tego nie wiem, ale prawda jest taka, że nawet bycie najzdolniejszym dzieckiem na świecie guzik da jeżeli dziecko zamiast się uczyć (a takie dziecko małe trzeba pilnowac i mu pomagać) będzie zamiast się uczyć to np oglądało TikToka czy inne głupoty na internecie.

151

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

Tymczasem wzięła pierwszą z brzegu, naprawdę gównianą pracę - jakby naprawdę miała nóż na gardle.
Wzruszenie ramionami i konstatacja, że jest dorosła to naprawdę dość słaba analiza sytuacji.

Więc jak powiedziałam - coś tu śmierdzi.

Jak przeczytasz ostatnie wypowiedzi autora, to być może zlokalizujesz skąd dolatuje ten smród.

152

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Eul1 napisał/a:

Oczywiście moja córka jest dla mnie bardzo ważna, jednak trzeba mieć na uwadze kto za co tutaj odpowiada. Ja tutaj odpowiadam głównie za kwestie finansowe, dlaczego ? Bo ja więcej zarabiam, ona odpowiada głównie za kwestie wychowawcze, dlaczego ? Bo nie musi pracować, a jak już pracuje to niestety kokosów z tego nie ma. To co piszesz miałoby sens w sytuacji gdybyśmy podobnie zarabiali. Uważam, ze nie można dopuszczać teraz do takich sytuacji gdzie role się odwracają nie w te strony co trzeba, bo to trochę tak jakbyś  z krowy która była od samego początku hodowana na mięso próbowała nagle przerobić ją na krowę mleczną i doić z niej mleko, no nie wyjdzie.

No tak, w gruncie rzeczy to porównanie ma sens, skoro patrzysz na żonę jak na kobyłkę, którą sobie kupiłeś na targowisku.

153

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Tak, bo w Biedronce to ona leży i pachnie, albo głównie przesiaduje w kiblu z telefonem.
Noben, litości big_smile

Dobrze wiesz, że nie chodzi o to co ona tam robi, ale o to dlaczego.
Ja rozumiem, że mogła mieć dość siedzenia w domu, rozumiem że mogła chcieć się uniezależnić finansowo od męża. Ale mając zaplecze finansowe i komfort niezarabiania naprawdę mogła poświęcić kilka miesięcy na jakieś szkolenie albo wybrzydzanie w ofertach.

Tymczasem wzięła pierwszą z brzegu, naprawdę gównianą pracę - jakby naprawdę miała nóż na gardle.
Wzruszenie ramionami i konstatacja, że jest dorosła to naprawdę dość słaba analiza sytuacji.

Więc jak powiedziałam - coś tu śmierdzi.

Z tym akurat się godzę; Coś tu śmierdzi.
Tylko ja stawiam, że raczej od dziobu niż od rufy tego ich życiowego okrętu.

Autor taki nam wylukrowany swój obrazek tutaj przedstawił, że trzeba uważać, żeby się nie przykleić od samego czytania.

154

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:
Eul1 napisał/a:

Oczywiście moja córka jest dla mnie bardzo ważna, jednak trzeba mieć na uwadze kto za co tutaj odpowiada. Ja tutaj odpowiadam głównie za kwestie finansowe, dlaczego ? Bo ja więcej zarabiam, ona odpowiada głównie za kwestie wychowawcze, dlaczego ? Bo nie musi pracować, a jak już pracuje to niestety kokosów z tego nie ma. To co piszesz miałoby sens w sytuacji gdybyśmy podobnie zarabiali. Uważam, ze nie można dopuszczać teraz do takich sytuacji gdzie role się odwracają nie w te strony co trzeba, bo to trochę tak jakbyś  z krowy która była od samego początku hodowana na mięso próbowała nagle przerobić ją na krowę mleczną i doić z niej mleko, no nie wyjdzie.

No tak, w gruncie rzeczy to porównanie ma sens, skoro patrzysz na żonę jak na kobyłkę, którą sobie kupiłeś na targowisku.

Po pierwsze ja nie patrzę na żonę jak na kobyłkę którą kupiłem na targowisku, skąd w ogóle to porównanie ? Po drugie to ty teraz próbujesz na siłę umniejszać rolę, którą miała moja żona próbując wmówić, że praca domowa przy zajmowaniu się dzieckiem jest czymś gorszym i deprecjonującym kobietę. Ja tak nigdy nie uważałem. Wychowanie dziecka to bardzo ciężkie i odpowiedzialne zajęcie i nie każdy się do tego nadaje.

155 Ostatnio edytowany przez noben (2025-02-05 21:27:02)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Salomonka napisał/a:

Z tym akurat się godzę; Coś tu śmierdzi.
Tylko ja stawiam, że raczej od dziobu niż od rufy tego ich życiowego okrętu.

Autor taki nam wylukrowany swój obrazek tutaj przedstawił, że trzeba uważać, żeby się nie przykleić od samego czytania.

Jeśli już idziemy w marynistyczne porównania, to ja się zastanawiam, czy ktoś z tego okrętu nie planuje wysiąść.

I widzę dwie opcje: albo żona wcale nie była w tym domu aż tak zajęta przez ostatnie 7 lat i znalazła czas na dodatkowe znajomości, albo z jakiegoś powodu uznała, że pan mąż wcale nie jest takim pewniakiem i postanowiła w trybie pilnym uszyć sobie dupochron na wypadek gdyby chciał się przesiąść na jednostkę z kształtniejszą rufą.

Jakieś inne propozycje?

156

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Z tym akurat się godzę; Coś tu śmierdzi.
Tylko ja stawiam, że raczej od dziobu niż od rufy tego ich życiowego okrętu.

Autor taki nam wylukrowany swój obrazek tutaj przedstawił, że trzeba uważać, żeby się nie przykleić od samego czytania.

Jeśli już idziemy w marynistyczne porównania, to ja się zastanawiam, czy ktoś z tego okrętu nie planuje wysiąść.

I widzę dwie opcje: albo żona wcale nie była w tym domu aż tak zajęta przez ostatnie 7 lat i znalazła czas na dodatkowe znajomości, albo z jakiegoś powodu uznała, że pan mąż wcale nie jest takim pewniakiem i postanowiła w trybie pilnym uszyć sobie dupochron na wypadek gdyby chciał się przesiąść na jednostkę z kształtniejszą rufą.

Jakieś inne propozycje?

Nieeee.. big_smile Twoje są całkiem sensowne, zwłaszcza ten o "uszyciu sobie dupochronu", nie ujęłabym tego lepiej.

157 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-05 21:37:58)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Zona autora sama sobie krzywde robi takim zapierdzielaniem w Biedrze za najnizsza krajowa. Pozniej to zdrowiem przyplaci jak moja kuzynka 10 lat harowki i ona na silnych lekach jest,bo kregoslup jak u 80 letniej babci

158

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:

Zona autora sama sobie krzywde robi takim zapierdzielaniem w Biedrze za najnizsza krajowa. Pozniej to zdrowiem przyplaci jak moja kuzynka 10 lat harowki i ona na silnych lekach jest,bo kregoslup jak u 80 letniej babci

Julcia, ale Ty też jesteś na lekach chociaż pracą się nie skalałaś, więc równie dobrze można uznać, że od nieróbstwa się ludziom pierdoli w głowach....

159

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Eul1 napisał/a:

Po pierwsze ja nie patrzę na żonę jak na kobyłkę którą kupiłem na targowisku, skąd w ogóle to porównanie ? Po drugie to ty teraz próbujesz na siłę umniejszać rolę, którą miała moja żona próbując wmówić, że praca domowa przy zajmowaniu się dzieckiem jest czymś gorszym i deprecjonującym kobietę. Ja tak nigdy nie uważałem. Wychowanie dziecka to bardzo ciężkie i odpowiedzialne zajęcie i nie każdy się do tego nadaje.

Przeczytaj swoją wypowiedź, którą zacytowałam, to będziesz wiedział, skąd porównanie. Nie ja tu komukolwiek umniejszam, tylko Ty.
Choćby wtedy, gdy sugerujesz, że Twój czas jest zbyt cenny, by marnotrawić go na obowiązki domowe.
Albo wtedy, gdy piszesz, że żona poszła pobawić się w pracę do marketu.
I wtedy, gdy nazywasz to zajęcie gównianym i nikomu niepotrzebnym.

160

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:
Eul1 napisał/a:

Po pierwsze ja nie patrzę na żonę jak na kobyłkę którą kupiłem na targowisku, skąd w ogóle to porównanie ? Po drugie to ty teraz próbujesz na siłę umniejszać rolę, którą miała moja żona próbując wmówić, że praca domowa przy zajmowaniu się dzieckiem jest czymś gorszym i deprecjonującym kobietę. Ja tak nigdy nie uważałem. Wychowanie dziecka to bardzo ciężkie i odpowiedzialne zajęcie i nie każdy się do tego nadaje.

Przeczytaj swoją wypowiedź, którą zacytowałam, to będziesz wiedział, skąd porównanie. Nie ja tu komukolwiek umniejszam, tylko Ty.
Choćby wtedy, gdy sugerujesz, że Twój czas jest zbyt cenny, by marnotrawić go na obowiązki domowe.
Albo wtedy, gdy piszesz, że żona poszła pobawić się w pracę do marketu.
I wtedy, gdy nazywasz to zajęcie gównianym i nikomu niepotrzebnym.

A po co komu harowanie za najnizsza krajowa na uslugach szefa lub szefowej?

161 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-05 21:55:20)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:

A po co komu harowanie za najnizsza krajowa na uslugach szefa lub szefowej?

Po to, żeby nie musieć trząść portami, że ktoś przykręci kurek z zasiłkami i trzeba będzie iść na żebry.

162 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-05 22:01:40)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

A po co komu harowanie za najnizsza krajowa na uslugach szefa lub szefowej?

Po to, żeby nie musieć trząść portami, że ktoś przykręci kurek z zasiłkami i trzeba będzie iść na żebry.

A wiesz,ze jak strace zasilki to po prostu bede sprzedawac rzeczy przez internet. Juz pisalam na sposoby sa sposoby. Nie mysl,ze jak mi zatrzymaja zasilki to ja sie pojdem grzecznie w kolejce pod Biedra ustawic czy innym.Lidlem na poslugi jasnie szefa lub szefowej he he big_smile

163

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Eul1 napisał/a:
wieka napisał/a:
Eul1 napisał/a:

Ale dziecko wcale nie jest odchowane, co ty gadasz ? Przecież to tak naprawdę dopiero początek, bo wkracza w świat nauki, tutaj jeżeli ten okres matka zaniedba (bo np nie będzie się interesowała tym jak córce pomóc w lekcjach) no to zawali jej całe życie, a czasy wcale takie łatwe nie są, bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz.

A tatuś to w lekcjach nie może pomóc?
Po drugie, żona pewnie już na tyle nauczyła dziecko, że nie będzie potrzebowała pomocy w szkole, tym bardziej jak zdolna pewnie po ojcu…

Sam piszesz, że bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz, więc najwyższy czas żebyś ułatwił żonie naukę.


Wiesz, że na takim zamienianiu się rolami w naszej sytuacji ucierpi dosłownie cała nasza 3-ka ?

Może to jest najzdolniejsze dziecko na świecie, tego nie wiem, ale prawda jest taka, że nawet bycie najzdolniejszym dzieckiem na świecie guzik da jeżeli dziecko zamiast się uczyć (a takie dziecko małe trzeba pilnowac i mu pomagać) będzie zamiast się uczyć to np oglądało TikToka czy inne głupoty na internecie.

To zależy od dziecka, jeśli dziecko jest zdolne i lubi się uczyć, to samo będzie pilnowało swoich obowiązków szkolnych. Co do internetu to w tym wieku nie musi z niego korzystać. Zresztą mama i tata nie są poza zasięgiem.
Wymyślasz wymówki, żeby było na twoim.
Nie wiem po co to wkoło o tym samym dyskutujesz, widać masz dużo czasu wolnego i nie masz co z nim zrobić.

164

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
wieka napisał/a:
Eul1 napisał/a:
wieka napisał/a:

A tatuś to w lekcjach nie może pomóc?
Po drugie, żona pewnie już na tyle nauczyła dziecko, że nie będzie potrzebowała pomocy w szkole, tym bardziej jak zdolna pewnie po ojcu…

Sam piszesz, że bez wysokich kwalifikacji sporo nie zarobisz, więc najwyższy czas żebyś ułatwił żonie naukę.


Wiesz, że na takim zamienianiu się rolami w naszej sytuacji ucierpi dosłownie cała nasza 3-ka ?

Może to jest najzdolniejsze dziecko na świecie, tego nie wiem, ale prawda jest taka, że nawet bycie najzdolniejszym dzieckiem na świecie guzik da jeżeli dziecko zamiast się uczyć (a takie dziecko małe trzeba pilnowac i mu pomagać) będzie zamiast się uczyć to np oglądało TikToka czy inne głupoty na internecie.

To zależy od dziecka, jeśli dziecko jest zdolne i lubi się uczyć, to samo będzie pilnowało swoich obowiązków szkolnych. Co do internetu to w tym wieku nie musi z niego korzystać. Zresztą mama i tata nie są poza zasięgiem.
Wymyślasz wymówki, żeby było na twoim.
Nie wiem po co to wkoło o tym samym dyskutujesz, widać masz dużo czasu wolnego i nie masz co z nim zrobić.

Poza tym dziecko szkolne nie wymaga opieki 24 na dobe. Ile dziecko ma lat skoro poszlo do szkoly 7 lat? No wlasnie przeciez matka ani ojciec nie musza nad takim.dzieckiem sterczec i sie nim non stop zajmowac niczym niemowlakiem

165

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:

Choćby wtedy, gdy sugerujesz, że Twój czas jest zbyt cenny, by marnotrawić go na obowiązki domowe.
Albo wtedy, gdy piszesz, że żona poszła pobawić się w pracę do marketu.
I wtedy, gdy nazywasz to zajęcie gównianym i nikomu niepotrzebnym.

Ale to wszystko obiektywna prawda, może trochę zbyt wprost nazwana, ale prawda.

Zgodnie z definicją, praca jest wytwarzaniem wartości, więc jeśli wartość wysiłku jest mniejsza niż korzyści, to dane zajęcie nie jest pracą.

166

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

Choćby wtedy, gdy sugerujesz, że Twój czas jest zbyt cenny, by marnotrawić go na obowiązki domowe.
Albo wtedy, gdy piszesz, że żona poszła pobawić się w pracę do marketu.
I wtedy, gdy nazywasz to zajęcie gównianym i nikomu niepotrzebnym.

Ale to wszystko obiektywna prawda, może trochę zbyt wprost nazwana, ale prawda.

Zgodnie z definicją, praca jest wytwarzaniem wartości, więc jeśli wartość wysiłku jest mniejsza niż korzyści, to dane zajęcie nie jest pracą.

Dokladnie.  To sie nazywa niewolnictwo

167 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-05 22:26:46)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

Ale to wszystko obiektywna prawda, może trochę zbyt wprost nazwana, ale prawda.

Zgodnie z definicją, praca jest wytwarzaniem wartości, więc jeśli wartość wysiłku jest mniejsza niż korzyści, to dane zajęcie nie jest pracą.

Naprawdę sądzisz, że ten czas, gdy autor nie zajmował się córką, poświęcał w całości na pracę? Założę się, że niejeden wieczór spędził na lajcie, odpoczywając i ciesząc się wolnością. Bo skoro pracuje, przynosi wypłatę do domu, to swój obowiązek spełnia. Sorry, ale po tym, co dzisiaj wypisywał, nie wierzę, że on jest taki gładki. Nie po tekście, że BYĆ MOŻE nie miałby pretensji o pracę, gdyby nie było dziecka. Poza tym, patrzysz w tym momencie na korzyści MATERIALNE oraz te, które widzi autor. A jego żona może uważać, że wartością samą w sobie jest swego rodzaju niezależność. Wychodzi na parę godzin do ludzi, poprzerzuca kilka palet i choć zarabia niewiele, to jednak ma coś swojego. NIKT jej nie zarzuci, że tylko żeruje na mężu. Znam nawet ludzi, którzy zrezygnowali z wysokich stanowisk, gdzie byli mocno obciążeni psychicznie przez spoczywające na nich obowiązki i ŚWIADOMIE decydowali się na pracę dużo niższego szczebla, w tym fizyczną. Praca w markecie, jaka by nie była, nie wraca z człowiekiem do domu. Zrobisz swoje, odbijasz się na koniec zmiany i masz wszystko w małym poważaniu. Nie jest prawdą, że pracują tam tylko nieudacznicy i ludzie bez żadnego wykształcenia.

168

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:
noben napisał/a:

Ale to wszystko obiektywna prawda, może trochę zbyt wprost nazwana, ale prawda.

Zgodnie z definicją, praca jest wytwarzaniem wartości, więc jeśli wartość wysiłku jest mniejsza niż korzyści, to dane zajęcie nie jest pracą.

Naprawdę sądzisz, że ten czas, gdy autor nie zajmował się córką, poświęcał w całości na pracę? Założę się, że niejeden wieczór spędził na lajcie, odpoczywając i ciesząc się wolnością. Bo skoro pracuje, przynosi wypłatę do domu, to swój obowiązek spełnia. Sorry, ale po tym, co dzisiaj wypisywał, nie wierzę, że on jest taki gładki. Nie po tekście, że BYĆ MOŻE nie miałby pretensji o pracę, gdyby nie było dziecka. Poza tym, patrzysz w tym momencie na korzyści MATERIALNE oraz te, które widzi autor. A jego żona może uważać, że wartością samą w sobie jest swego rodzaju niezależność. Wychodzi na parę godzin do ludzi, poprzerzuca kilka palet i choć zarabia niewiele, to jednak ma coś swojego. NIKT jej nie zarzuci, że tylko żeruje na mężu. Znam nawet ludzi, którzy zrezygnowali z wysokich stanowisk, gdzie byli mocno obciążeni psychicznie przez spoczywające na nich obowiązki i ŚWIADOMIE decydowali się na pracę dużo niższego szczebla, w tym fizyczną. Praca w markecie, jaka by nie była, nie wraca z człowiekiem do domu. Zrobisz swoje, odbijasz się na koniec zmiany i masz wszystko w małym poważaniu. Nie jest prawdą, że pracują tam tylko nieudacznicy i ludzie bez żadnego wykształcenia.

Nie ma nigdy niezaleznosci w pracy na etat,poniewaz podlega sie szefowi/szefowej

169

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:

Nie ma nigdy niezaleznosci w pracy na etat,poniewaz podlega sie szefowi/szefowej

Julka, przestań, bo jesteś teraz jak zdarta płyta.
Ty też nie jesteś niezależna, bo zależysz od tego, czy konto zasilą zasiłki z kasy podatników.
Żałosne jest to pisanie o ludziach, dzięki którym masz razem z córką co włożyć do gara, że są niewolnikami.
Możesz sobie wmawiać, że w razie, gdyby ich zabrakło, założyłabyś sobie pierwszy lepszy biznes i z niego spokojnie żyła.
Prawda jest taka, że cholernie ciężko jest zacząć coś swojego, chyba że masz duże zaplecze finansowe, prawdziwy talent, albo znajomości.
Tysiące mikroprzedsiębiorstw pada każdego roku. Te panie, które sprzedają biżuterię, też się regularnie wymieniają.
Jest ich tak dużo, że trzeba mieć naprawdę mega pomysły, by się wybić. Podobnie z artystami, którzy malują obrazy.
A Ty powtarzasz jak mantrę, jak to łatwo jest żyć ze sprzedawania rękodzieła w necie.
Jeśli tak jest, to dlaczego teraz tego nie robisz? Co stoi na przeszkodzie?
Inna sprawa, że tysiące ludzi NIE CHCE I NIE POTRAFI prowadzić działalności.
Wolą być u kogoś na etacie i nie przejmować się formalnościami, ani tym, że w słabszym miesiącu mogą wyjść na minus.

170

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:
noben napisał/a:

Ale to wszystko obiektywna prawda, może trochę zbyt wprost nazwana, ale prawda.

Zgodnie z definicją, praca jest wytwarzaniem wartości, więc jeśli wartość wysiłku jest mniejsza niż korzyści, to dane zajęcie nie jest pracą.

Naprawdę sądzisz, że ten czas, gdy autor nie zajmował się córką, poświęcał w całości na pracę? Założę się, że niejeden wieczór spędził na lajcie, odpoczywając i ciesząc się wolnością. Bo skoro pracuje, przynosi wypłatę do domu, to swój obowiązek spełnia. Sorry, ale po tym, co dzisiaj wypisywał, nie wierzę, że on jest taki gładki. Nie po tekście, że BYĆ MOŻE nie miałby pretensji o pracę, gdyby nie było dziecka. Poza tym, patrzysz w tym momencie na korzyści MATERIALNE oraz te, które widzi autor. A jego żona może uważać, że wartością samą w sobie jest swego rodzaju niezależność. Wychodzi na parę godzin do ludzi, poprzerzuca kilka palet i choć zarabia niewiele, to jednak ma coś swojego. NIKT jej nie zarzuci, że tylko żeruje na mężu. Znam nawet ludzi, którzy zrezygnowali z wysokich stanowisk, gdzie byli mocno obciążeni psychicznie przez spoczywające na nich obowiązki i ŚWIADOMIE decydowali się na pracę dużo niższego szczebla, w tym fizyczną. Praca w markecie, jaka by nie była, nie wraca z człowiekiem do domu. Zrobisz swoje, odbijasz się na koniec zmiany i masz wszystko w małym poważaniu. Nie jest prawdą, że pracują tam tylko nieudacznicy i ludzie bez żadnego wykształcenia.

Ale teraz się zapętlasz, bo z jednej strony twierdzisz, że praca na ''ambitniejszych'' stanowiskach jest pod pewnymi względami bardziej obciążająca; z drugiej chcesz się ZAKŁADAĆ, że Autor wątku, który na takim stanowisku właśnie pracuje, zaraz po wyjściu z pracy kładzie się na szezlągu i już tylko delektuje wolnością.

Problem jest taki, że na wstępie wątku sobie poczyniłaś szereg bezpodstawnych założeń - skrajnie niekorzystnych dla Autora i z góry rozgrzeszających dla jego żony.
A tak naprawdę wielu rzeczy nie wiesz, a inne celowo przeinaczasz.
Nie da się obronić tego, że kobieta, żona mająca małe dziecko, nagle sobie idzie do pracy ZMIANOWEJ i w zasadzie w ogóle nie konsultuje tego z mężem, a jego obiekcje kwituje tylko jakimś konfrontacyjnym tekstem.
No sorry, małżeństwo to gra zespołowa, jakby nie patrzeć.
Takich mocno wątpliwych tematów jest więcej.

I chcąc rozpatrywać ten problem w miarę uczciwie, trzeba uznać, że pomiędzy nimi coś grubo nie gra.
Po prostu trzeba.
A na tą chwilę, z informacji Autora nie da się nic konkretnego wywnioskować co do przyczyn.
I takie są fakty, reszta to Twoje nieuzasadnione obsesje.

171

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:
noben napisał/a:

Ale to wszystko obiektywna prawda, może trochę zbyt wprost nazwana, ale prawda.

Zgodnie z definicją, praca jest wytwarzaniem wartości, więc jeśli wartość wysiłku jest mniejsza niż korzyści, to dane zajęcie nie jest pracą.

Naprawdę sądzisz, że ten czas, gdy autor nie zajmował się córką, poświęcał w całości na pracę? Założę się, że niejeden wieczór spędził na lajcie, odpoczywając i ciesząc się wolnością. Bo skoro pracuje, przynosi wypłatę do domu, to swój obowiązek spełnia. Sorry, ale po tym, co dzisiaj wypisywał, nie wierzę, że on jest taki gładki. Nie po tekście, że BYĆ MOŻE nie miałby pretensji o pracę, gdyby nie było dziecka. Poza tym, patrzysz w tym momencie na korzyści MATERIALNE oraz te, które widzi autor. A jego żona może uważać, że wartością samą w sobie jest swego rodzaju niezależność. Wychodzi na parę godzin do ludzi, poprzerzuca kilka palet i choć zarabia niewiele, to jednak ma coś swojego. NIKT jej nie zarzuci, że tylko żeruje na mężu. Znam nawet ludzi, którzy zrezygnowali z wysokich stanowisk, gdzie byli mocno obciążeni psychicznie przez spoczywające na nich obowiązki i ŚWIADOMIE decydowali się na pracę dużo niższego szczebla, w tym fizyczną. Praca w markecie, jaka by nie była, nie wraca z człowiekiem do domu. Zrobisz swoje, odbijasz się na koniec zmiany i masz wszystko w małym poważaniu. Nie jest prawdą, że pracują tam tylko nieudacznicy i ludzie bez żadnego wykształcenia.

Ale teraz się zapętlasz, bo z jednej strony twierdzisz, że praca na ''ambitniejszych'' stanowiskach jest pod pewnymi względami bardziej obciążająca; z drugiej chcesz się ZAKŁADAĆ, że Autor wątku, który na takim stanowisku właśnie pracuje, zaraz po wyjściu z pracy kładzie się na szezlągu i już tylko delektuje wolnością.

Problem jest taki, że na wstępie wątku sobie poczyniłaś szereg bezpodstawnych założeń - skrajnie niekorzystnych dla Autora i z góry rozgrzeszających dla jego żony.
A tak naprawdę wielu rzeczy nie wiesz, a inne celowo przeinaczasz.
Nie da się obronić tego, że kobieta, żona mająca małe dziecko, nagle sobie idzie do pracy ZMIANOWEJ i w zasadzie w ogóle nie konsultuje tego z mężem, a jego obiekcje kwituje tylko jakimś konfrontacyjnym tekstem.
No sorry, małżeństwo to gra zespołowa, jakby nie patrzeć.
Takich mocno wątpliwych tematów jest więcej.

I chcąc rozpatrywać ten problem w miarę uczciwie, trzeba uznać, że pomiędzy nimi coś grubo nie gra.
Po prostu trzeba.
A na tą chwilę, z informacji Autora nie da się nic konkretnego wywnioskować co do przyczyn.
I takie są fakty, reszta to Twoje nieuzasadnione obsesje.

Ja jestem ciekawa jak taka wspolna rozmowa by mogla wygladac? Sobie pogadaja autor powie nie,jego zona powie tak no i jak sie dogadaja? Kompromis? Ale jaki?

172

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

Ale teraz się zapętlasz, bo z jednej strony twierdzisz, że praca na ''ambitniejszych'' stanowiskach jest pod pewnymi względami bardziej obciążająca; z drugiej chcesz się ZAKŁADAĆ, że Autor wątku, który na takim stanowisku właśnie pracuje, zaraz po wyjściu z pracy kładzie się na szezlągu i już tylko delektuje wolnością.

Autor nigdzie nie napisał, że ma obciążającą psychicznie pracę, a stricte takie miałam na myśli, więc nie wiem, skąd wytrzasnęłaś swoje wnioski. Niektórzy zarabiają dużo i wcale się jakoś mocno nie przemęczają. Zależy od zawodu. Poza tym praca fizyczna jest również bardzo ciężka, doświadczyłam tego na własnej skórze, gdy byłam młodziutką dziewczyną. Co nie zmienia faktu, że każda ma swoje zalety oraz wady i choć może się to wydać absurdem, niektórzy z własnej woli wybierają przerzucanie towaru w biedrze, zamiast kierowniczego stanowiska, przez które po paru latach zgubili ze stresu kilkanaście kilogramów i nabawili się nerwicy. Różnie się w życiu układa.

Napisałam, że pewnie niejeden wieczór tak spędził. Nie że każdy. Ale ani razu nie wspomniał, jakoby przedtem więcej pracował, a teraz musi rezygnować z nadgodzin, żeby zająć się domem i córką. Ciekawe czy odpowie, ale chętnie dowiem się, czy żona regularnie miała wolne dla siebie, czy aby nie musiała każdego dnia dyżurować przy tak zwanym domowym ognisku. Niech nam powie, tylko szczerze, bez koloryzowania. Bo póki co robił z siebie niemal ideał, a takowe nie istnieją.

noben napisał/a:

Problem jest taki, że na wstępie wątku sobie poczyniłaś szereg bezpodstawnych założeń - skrajnie niekorzystnych dla Autora i z góry rozgrzeszających dla jego żony.
A tak naprawdę wielu rzeczy nie wiesz, a inne celowo przeinaczasz.
Nie da się obronić tego, że kobieta, żona mająca małe dziecko, nagle sobie idzie do pracy ZMIANOWEJ i w zasadzie w ogóle nie konsultuje tego z mężem, a jego obiekcje kwituje tylko jakimś konfrontacyjnym tekstem.
No sorry, małżeństwo to gra zespołowa, jakby nie patrzeć.
Takich mocno wątpliwych tematów jest więcej.

Post #139
Jest tam zarówno informacja o tym, że według mnie powinni poważnie porozmawiać.
Jak również stwierdzenie, że komunikacja w ich małżeństwie leży i kwiczy.
Przy czym, jak widzę po postach autora, nie wydaje się on być szczególnie otwartym rozmówcą. Zauważ, że nam też odpowiada bardzo pobieżnie, na to, na co ma akurat ochotę. A jak próbuje mu ktoś wytłumaczyć inny punkt widzenia, to powtarza w kółko to samo.

noben napisał/a:

I chcąc rozpatrywać ten problem w miarę uczciwie, trzeba uznać, że pomiędzy nimi coś grubo nie gra.
Po prostu trzeba.

Z tym się przecież w pełni zgadzam.

173

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:

Ja jestem ciekawa jak taka wspolna rozmowa by mogla wygladac? Sobie pogadaja autor powie nie,jego zona powie tak no i jak sie dogadaja? Kompromis? Ale jaki?

Zakładając dobrą wolę obu stron, o porozumienie nie powinno być trudno.
Autor, pomimo pewnej kanciastości spojrzenia, nie wydaje się fundamentalistą. Ja tam świetnie rozumiem, że nie pasuje mu żoninowe wstawanie o 3 w nocy. Mnie też by chuj strzelił, gdyby mi ktoś w ten sposób rozwalił dzień.

Na pewno dałoby się znaleźć opcję pracy mniej inwazyjną.

Tylko trzeba by chcieć, a tej woli nie widzę i naprawdę dobrze by było skierować wątek w kierunku docieczenia powodów, a nie robić tu puste manifesty ideologiczne.

174

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Ja jestem ciekawa jak taka wspolna rozmowa by mogla wygladac? Sobie pogadaja autor powie nie,jego zona powie tak no i jak sie dogadaja? Kompromis? Ale jaki?

Zakładając dobrą wolę obu stron, o porozumienie nie powinno być trudno.
Autor, pomimo pewnej kanciastości spojrzenia, nie wydaje się fundamentalistą. Ja tam świetnie rozumiem, że nie pasuje mu żoninowe wstawanie o 3 w nocy. Mnie też by chuj strzelił, gdyby mi ktoś w ten sposób rozwalił dzień.

Na pewno dałoby się znaleźć opcję pracy mniej inwazyjną.

Tylko trzeba by chcieć, a tej woli nie widzę i naprawdę dobrze by było skierować wątek w kierunku docieczenia powodów, a nie robić tu puste manifesty ideologiczne.

Co ja pierdziele o 3 w nocy? To nawet kogut o tej godzine nie pieje.  Glupota, a nie niezaleznosc

175 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-05 23:08:07)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

Zakładając dobrą wolę obu stron, o porozumienie nie powinno być trudno.
Autor, pomimo pewnej kanciastości spojrzenia, nie wydaje się fundamentalistą. Ja tam świetnie rozumiem, że nie pasuje mu żoninowe wstawanie o 3 w nocy. Mnie też by chuj strzelił, gdyby mi ktoś w ten sposób rozwalił dzień.

Na pewno dałoby się znaleźć opcję pracy mniej inwazyjną.

Tylko trzeba by chcieć, a tej woli nie widzę i naprawdę dobrze by było skierować wątek w kierunku docieczenia powodów, a nie robić tu puste manifesty ideologiczne.

Noben, wszystko pięknie, tylko pomijasz z jakiegoś powodu post, w którym autor napisał, że być może nie miałby pretensji, gdyby żona pracowała, jakby nie było dziecka, a teraz musiałaby zarabiać co najmniej tyle samo, żeby mu się to kalkulowało. W przeciwnym razie to tylko zabawa w pracę, na której on mocno traci. Powiedzmy sobie szczerze, skoro jej cv jest tak kiepskie, że zdziwiło go, że otrzymała pracę w markecie, to w najbliższych latach marne szanse, by sytuacja miała się diametralnie zmienić. Czyli to takie gadanie, że jakby baba miała wąsy, to by była dziadkiem. Zwykłe wymówki, bo doskonale wie, że tego warunku nie jest w stanie spełnić. Pytania o to, czy pasowałoby mu, gdyby pracowała na jedną zmianę, totalnie zignorował.

176

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:

musiałaby zarabiać co najmniej tyle samo, żeby mu się to kalkulowało.ł.

Nie ''mu'' tylko ''im''. Fundamentalna różnica.

Tu jest pies pogrzebany - on postrzega małżeństwo jako wspólnotę interesów, a ona nie do końca.
Pytanie kto ma rację.

177 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-05 23:29:04)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

Nie ''mu'' tylko ''im''. Fundamentalna różnica.

Tu jest pies pogrzebany - on postrzega małżeństwo jako wspólnotę interesów, a ona nie do końca.
Pytanie kto ma rację.

Ale dlaczego uważasz, że jej powinno kalkulować się dokładnie to samo, co jemu?
Właśnie o to chodzi, że każdy człowiek ma prawo do własnych priorytetów.
Jeden powie, że najważniejsze są pieniądze, inny że bardziej ceni sobie spokój ducha.
Oczywiście ich wizja życia powinna być mniej więcej zbieżna, ale nie musi być jeden do jeden taka sama.
Mam wrażenie, że tu z obu stron brakuje wspomnianej przez Ciebie dobrej woli.
Tylko pytanie, co sprawiło, że żona nawet nie zechciała usiąść i na spokojnie porozmawiać, tylko oznajmiła, że to zrobi, nie dając mężowi przestrzeni na uczestniczenie w podjęciu decyzji.
Czy aby na pewno wcześniej nie dawała sygnałów, że pragnęłaby wrócić do pracy, tylko była przez niego ignorowana.
Sam mówił, że wrzesień był dla niego jeszcze spokojny, bo żył przekonaniem, że nikt jej nie zatrudni, więc zapewne nie podejmował wtedy tematu, licząc, że problem sam się rozwiąże.
Moim zdaniem taka postawa wcale nie świadczy o nim za dobrze.

178

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:

Moim zdaniem taka postawa wcale nie świadczy o nim za dobrze.

To, że Twoim zdaniem WSZYSTKO świadczy o nim źle, widać aż nadto jasno.
A o niej - WSZYSTKO świadczy dobrze, to również już wiemy.
Niejasności i wątpliwości należy interpretować wg. powyższego schematu.

Mrs.Happiness napisał/a:

Tylko pytanie, co sprawiło, że żona nawet nie zechciała usiąść i na spokojnie porozmawiać, tylko oznajmiła, że to zrobi, nie dając mężowi przestrzeni na uczestniczenie w podjęciu decyzji.
.

Pytanie zasadne, ale dopóki nie znamy na nie odpowiedzi (a nie znamy) to należy uznać takie zachowanie za niedopuszczalne w zdrowym małżeństwie.
A nie z góry sobie założyć, że skoro żona odwaliła chamski numer, to NA PEWNO mąż dał jej wcześniej do tego powód.
Sorry, ale to bardzo głupie, po prostu.

Gdyby on zrobił dziecko przypadkowej małolacie z dyskoteki, to raczej pierwszą myślą nie będzie, że pewnie żona go do tego sprowokowała, nie sądzisz?

179 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-06 00:04:22)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

To, że Twoim zdaniem WSZYSTKO świadczy o nim źle, widać aż nadto jasno.
A o niej - WSZYSTKO świadczy dobrze, to również już wiemy.
Niejasności i wątpliwości należy interpretować wg. powyższego schematu.

W którym miejscu tak napisałam? Proszę, wskaż.
Nawet podkreśliłam, że popieram chęć namówienia żony na kursy, czy studia, żeby nie musiała do starości zasuwać w markecie. Tylko gdyby faktycznie o to chodziło, to taka propozycja padłaby już w zeszłym roku, gdy usłyszał, że wraca do pracy. Mógł wtedy odpowiedzieć, że może powinna najpierw się doszkolić, by mieć większe szanse na rynku pracy. Skoro autor wolał informację zignorować, trzymając kciuki, żeby żaden pracodawca żony nie zechciał, to nie widzę tu zbyt wielu dobrych chęci, czy otwartości na potrzeby drugiej strony. W tej kwestii oboje nawalili.

noben napisał/a:

Pytanie zasadne, ale dopóki nie znamy na nie odpowiedzi (a nie znamy) to należy uznać takie zachowanie za niedopuszczalne w zdrowym małżeństwie.
A nie z góry sobie założyć, że skoro żona odwaliła chamski numer, to NA PEWNO mąż dał jej wcześniej do tego powód.
Sorry, ale to bardzo głupie, po prostu.

Przecież to dalsza część pytania, oczywiście w pewien sposób ukierunkowana, ale nie było to zdanie twierdzące. Autor jak najbardziej może się do tego odnieść i rozwiać wątpliwości, czy przez tych siedem lat żona ani razu nie poruszała tematu pracy, czy może on zwyczajnie nie chciał nic o tym słyszeć, więc zatykał uszy. Po sposobie, w jaki z nami pisze i jak selektywnie podchodzi do niektórych komentarzy, wysnuwam pewne wnioski, ale nie biorę ich przecież za żaden pewnik. Faktem jest, że NIKT nie jest idealnie gładki, więc gdy ktoś kreuje siebie na takiego człowieka, to staję się z automatu bardziej czujna. A tu mamy faceta, który chętnie utrzymuje rodzinę, wspiera żonę w obowiązkach domowych, przejmuje się, że sobie zajedzie kręgosłup w markecie, pozwala jej kupować sobie wszystko, co zechce, nigdy nie okazuje wyższości względem tego, że ona nie pracuje, spędza regularnie czas z dzieckiem. Tylko w takim razie dlaczego ta żona idealnego męża powiedziała, że LEPIEJ się czuje w pracy w biedrze, niż czuła się w stworzonym z nim domu. Takich rzeczy się nie bagatelizuje, a zauważ, że autor skupia się cały czas na sobie. Bo olaboga, on musi czasem posiedzieć wieczorem z córką, gdy ona jest w swojej gównianej, nikomu niepotrzebnej robocie. Mnie by zmroziło, gdybym usłyszała coś takiego od partnera i chciałabym jak najszybciej wyjaśnić, dlaczego czuł się tak źle. To, że wziął byle jaką robotę byłoby moim najmniejszym zmartwieniem.

180 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-02-06 00:11:48)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:
noben napisał/a:

Nie ''mu'' tylko ''im''. Fundamentalna różnica.

Tu jest pies pogrzebany - on postrzega małżeństwo jako wspólnotę interesów, a ona nie do końca.
Pytanie kto ma rację.

Ale dlaczego uważasz, że jej powinno kalkulować się dokładnie to samo, co jemu?
Właśnie o to chodzi, że każdy człowiek ma prawo do własnych priorytetów.
Jeden powie, że najważniejsze są pieniądze, inny że bardziej ceni sobie spokój ducha.
Oczywiście ich wizja życia powinna być mniej więcej zbieżna, ale nie musi być jeden do jeden taka sama.
Mam wrażenie, że tu z obu stron brakuje wspomnianej przez Ciebie dobrej woli.
Tylko pytanie, co sprawiło, że żona nawet nie zechciała usiąść i na spokojnie porozmawiać, tylko oznajmiła, że to zrobi, nie dając mężowi przestrzeni na uczestniczenie w podjęciu decyzji.
Czy aby na pewno wcześniej nie dawała sygnałów, że pragnęłaby wrócić do pracy, tylko była przez niego ignorowana.
Sam mówił, że wrzesień był dla niego jeszcze spokojny, bo żył przekonaniem, że nikt jej nie zatrudni, więc zapewne nie podejmował wtedy tematu, licząc, że problem sam się rozwiąże.
Moim zdaniem taka postawa wcale nie świadczy o nim za dobrze.

Autor w dość prostolinijny sposób nakreślił, że z jego punktu widzenia rodzina tylko traci na zmianach, które wprowadziła żona. Po pierwsze, finansowo nie są do przodu.
Po drugie, traci na tym jakość ich więzi w rodzinie, bo żona nie ma tyle czasu dla niego i dla córki. Po trzecie, Autor musiał podjąć za żonę te obowiązki, których ona nie wykonuje będąc w pracy.
Ja go nie bronię, bo nie do końca się zgadzam z takim liczeniem się w rodzinie, ale sensu takiej kalkulacji odmówić nie sposób.
Poza tym niestety, ale bycie odpowiedzialnym za rodzinę, zwłaszcza, gdy jest w niej małoletnie dziecko wiąże się z tym, że nie zawsze można robić co się chce i w jaki sposób się chce - takie duże zmiany, które dezorganizują życie członkom rodziny powinny być konsultowane przynajmniej z dorosłym partnerem/partnerką.
Mam wrażenie, że Autor nie do końca nam wszystko tu opisuje.
Bo z jednej strony żona wywiązywała się z ich umowy przez 7 lat, ocenia ją, jako dobrą matkę i opiekunkę gospodarstwa domowego, a z drugiej strony żona pewnego dnia idzie do pracy i ma niejako "wylane" jak się do tego ustosunkuje pozostała część rodziny - brzmi to jak bardzo duża zmiana w zachowaniu i priorytetach. Musi być ku temu jakiś ważny powód.

@Eul1, powtórzę pytanie, proponowałeś żonie jakieś inne rozwiązanie? Kurs, żeby mogła pracować w stałych godzinach albo np. znalezienie pracy na pół etatu?
Wydaje mi się, że dziecko w wieku szkolnym nie potrzebuje matki nad sobą 24/7, ale oczywiście praca zmianowa nie sprzyja regularnym kontaktom z dzieckiem. Znów - trzeba to wypośrodkować i znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla wszystkich.

Jeszcze jedna rzecz odnośnie szkoły - ciągła obecność i kontrola rodzica wcale nie musi zagwarantować, że dziecko będzie mieć super odrobione lekcje, przeczytane lektury, itd. Wiem to z przykładu we własnej rodzinie, gdzie moja siostra wychowywana w takim samym rygorze jak ja wołami nie mogła być zaciągnięta do nauki, jak uczyć się nie chciała. Co do przeglądania Internetu i głupot - nie uważasz, że dziecko rozpoczynające szkołę nie powinno mieć w ogóle niekontrolowanej przez rodzica styczności z zasobami Internetu? A TikTok, Instagram nie powinny w ogóle być używane przez tak młodą osobę?

181

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Jakby mial tyle kasy, ze 3 tys to dla niego nic, to zaplacilby zonie za skladki. Ale to jest temat anona z piwnicy.

Weź już nie pierdol o tym zusie. Wiara w sens zusu to akurat domena biedaków i przygłupów.

Zus srus. Tak, bo kurwa nie macie tam zadnej alternatywy, jest albo zjebany ponoc zlodziejski zus albo nic. Jak juz to ty skoncz pierdolic, ze nikt nie wie o co chodzi i nie da sie zabezpieczyc niepracujacego wspolmazlozonka. Jakos pan bogacz nie pospieszyl wyjasnic czy zona w razie czego mialaby jak sie utrzymac. I nie, to, ze ktos mysli o tym za co kupi zarcie gdyby cos sie stalo, to nie znaczy, ze koniecznie zostal porzucony przez meza. Po prosu ludzie maja wyobraznie i wiedza, ze pracujacy maloznek moze np zachorowac, umrzec i takie tam. Olewanie wlasnego losu i w dupiemanie tego jak sie skonczy w razie w to domena biedakow i przyglupow.

182 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-06 00:57:28)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Shoggies napisał/a:

Autor w dość prostolinijny sposób nakreślił, że z jego punktu widzenia rodzina tylko traci na zmianach, które wprowadziła żona. Po pierwsze, finansowo nie są do przodu.
Po drugie, traci na tym jakość ich więzi w rodzinie, bo żona nie ma tyle czasu dla niego i dla córki. Po trzecie, Autor musiał podjąć za żonę te obowiązki, których ona nie wykonuje będąc w pracy.
Ja go nie bronię, bo nie do końca się zgadzam z takim liczeniem się w rodzinie, ale sensu takiej kalkulacji odmówić nie sposób.
Poza tym niestety, ale bycie odpowiedzialnym za rodzinę, zwłaszcza, gdy jest w niej małoletnie dziecko wiąże się z tym, że nie zawsze można robić co się chce i w jaki sposób się chce - takie duże zmiany, które dezorganizują życie członkom rodziny powinny być konsultowane przynajmniej z dorosłym partnerem/partnerką.
Mam wrażenie, że Autor nie do końca nam wszystko tu opisuje.
Bo z jednej strony żona wywiązywała się z ich umowy przez 7 lat, ocenia ją, jako dobrą matkę i opiekunkę gospodarstwa domowego, a z drugiej strony żona pewnego dnia idzie do pracy i ma niejako "wylane" jak się do tego ustosunkuje pozostała część rodziny - brzmi to jak bardzo duża zmiana w zachowaniu i priorytetach. Musi być ku temu jakiś ważny powód.

Finansowo są przecież do przodu, bo to nie tak, że on musiał zrezygnować z nadgodzin, żeby ona mogła iść pobawić się w pracę. Przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. W pierwszym poście napisał, że mają więcej o ponad trzy tysiące, tylko jego zdaniem jest to na tyle niewielka kwota, że wolałby, by żona siedziała nadal w domu i zgodziła się wrócić do poprzedniego układu. Nie widzę u niego przestrzeni na kompromis w tej kwestii. Twierdzi, że musiałaby zarabiać podobną kwotę do niego, co jest warunkiem niemożliwym do spełnienia, a zatem wymówką. Wyciąga kartę, której ona nie ma szans przebić, bo czego by teraz nie zrobiła, to nie przeskoczy faktu, że ma kiepskie cv i dużą lukę w zatrudnieniu. Tylko czy w takim razie ma być już wiecznie skazana na bycie kurą domową? Bo mężowi odpowiada taki podział ról? Zauważ, że pytanie, czy pasowałoby mu, gdyby miała stałe godziny pracy, totalnie zignorował. Podobnie jak wiele innych, niewygodnych kwestii.

Zgadzam się, że powinna była z nim sprawę przedyskutować.
Przede wszystkim dlatego, że wspólnie są odpowiedzialni za córkę.
Tego również wymagałby szacunek wobec partnera, by wtajemniczać go w swoje plany.
A także wziąć pod uwagę jego punkt widzenia, potrzeby i argumenty.
Nie zmienia to faktu, że coś mi się w tej historii mocno nie klei.

Tak, jak słusznie zauważyłaś, skoro do tej pory wszystko było dobrze, nie mieli powodów do narzekań, nie było między nimi większych spięć, małżeństwo dobrze funkcjonowało, to ciężko uwierzyć, że bez żadnej przyczyny i ostrzeżenia żona postanowiła podjąć tak istotną decyzję. W dodatku nie skonsultowała jej z mężem, tylko oznajmiła, że tak zrobi i koniec, kropka. Trochę się powtórzę względem tego, co pisałam w swoim poprzednim poście, ale według mnie autor skupia się cały czas na symptomach, zamiast szukać źródła problemu. Prawda jest taka, że najbardziej niepokojące jest stwierdzenie żony, że w markecie ma lżej niż przez ostatnie lata spędzone w ich wspólnym domu. Musiało być już wyjątkowo kiepsko z jej samopoczuciem, skoro doszła do takich wniosków. Pytanie, czy wcześniej doskonale ukrywała prawdziwe emocje, czy autor starał się być ślepy i głuchy, bo jemu tak się najlepiej kalkulowało. Zresztą już samo to, jak słabo u nich z komunikacją, sugeruje, że nie było wcale tak sielankowo.

183

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Mrs.Happiness napisał/a:

Finansowo są przecież do przodu, bo to nie tak, że on musiał zrezygnować z nadgodzin, żeby ona mogła iść pobawić się w pracę. Przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. W pierwszym poście napisał, że mają więcej o ponad trzy tysiące, tylko jego zdaniem jest to na tyle niewielka kwota, że wolałby, by żona siedziała nadal w domu i zgodziła się wrócić do poprzedniego układu. Nie widzę u niego przestrzeni na kompromis w tej kwestii. Twierdzi, że musiałaby zarabiać podobną kwotę do niego, co jest warunkiem niemożliwym do spełnienia, a zatem wymówką. Wyciąga kartę, której ona nie ma szans przebić, bo czego by teraz nie zrobiła, to nie przeskoczy faktu, że ma kiepskie cv i dużą lukę w zatrudnieniu. Tylko czy w takim razie ma być już wiecznie skazana na bycie kurą domową? Bo mężowi odpowiada taki podział ról? Zauważ, że pytanie, czy pasowałoby mu, gdyby miała stałe godziny pracy, totalnie zignorował. Podobnie jak wiele innych, niewygodnych kwestii.

Zgadzam się, że powinna była z nim sprawę przedyskutować.
Przede wszystkim dlatego, że wspólnie są odpowiedzialni za córkę.
Tego również wymagałby szacunek wobec partnera, by wtajemniczać go w swoje plany.
A także wziąć pod uwagę jego punkt widzenia, potrzeby i argumenty.
Nie zmienia to faktu, że coś mi się w tej historii mocno nie klei.

Tak, jak słusznie zauważyłaś, skoro do tej pory wszystko było dobrze, nie mieli powodów do narzekań, nie było między nimi większych spięć, małżeństwo dobrze funkcjonowało, to ciężko uwierzyć, że bez żadnej przyczyny i ostrzeżenia żona postanowiła podjąć tak istotną decyzję. W dodatku nie skonsultowała jej z mężem, tylko oznajmiła, że tak zrobi i koniec, kropka. Trochę się powtórzę względem tego, co pisałam w swoim poprzednim poście, ale według mnie autor skupia się cały czas na symptomach, zamiast szukać źródła problemu. Prawda jest taka, że najbardziej niepokojące jest stwierdzenie żony, że w markecie ma lżej niż przez ostatnie lata spędzone w ich wspólnym domu. Musiało być już wyjątkowo kiepsko z jej samopoczuciem, skoro doszła do takich wniosków. Pytanie, czy wcześniej doskonale ukrywała prawdziwe emocje, czy autor starał się być ślepy i głuchy, bo jemu tak się najlepiej kalkulowało. Zresztą już samo to, jak słabo u nich z komunikacją, sugeruje, że nie było wcale tak sielankowo.

Ja odbieram to tak, że Autor ma tak wysokie zarobki, że 3,5k miesięcznie nie robi im żadnej różnicy.
Nie wiem jakiego rzędu zarobki to muszą być, ale wierzę, że są ludzie o takim poziomie przychodów, że dla nich 3,5 tysiąca złotych, to jak dla nas 200 zł.
Pełna zgoda - Autor nie ustosunkował się do tego na jaki kompromis byłby w stanie pójść.
Ja wierzę w to, że Autor z żoną mogli kompletnie nie poruszyć tematu jak ona lub on czują się w układzie, że on zarabia, ona prowadzi dom.
A potem te frustracje się kumulują i wychodzą w postaci takich sytuacji, że ktoś stawia na swoim.
Wiemy tak niewiele, że równie dobrze to pójście do pracy do Biedronki może być jakąś formą manifestacji ze strony żony. Może być formą zrobienia mężowi na złość, bo skoro on założył, że ona i tak roboty nie znajdzie, to ona mu udowodni, że znajdzie i jeszcze w niej wytrzyma.
A skoro naprawdę ona z dnia na dzień podjęła taką decyzję, to może po jej stronie coś nie gra. Może stwierdziła, że nie będzie się więcej dla rodziny poświęcać i nara. Albo któraś z kobiet w jej otoczeniu została rzucona przez męża i poczuła, że skoro lata lecą, to ona może być następna.
Dopóki Autor z żoną nie porozmawia, to się nie dowie.
Dopóki Autor nie przybliży tej sytuacji na forum, to możemy tylko domniemywać i przypisywać którejś ze stron lepsze lub gorsze intencje, ale to się mija z celem.

184 Ostatnio edytowany przez Legat (2025-02-06 10:13:06)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Shoggies napisał/a:

@Eul1, powtórzę pytanie, proponowałeś żonie jakieś inne rozwiązanie? Kurs, żeby mogła pracować w stałych godzinach albo np. znalezienie pracy na pół etatu?

Przepraszam bardzo, ty tak na poważnie? Zaraz formowe aktywistki Cię zjedzą, bo przecież kobieta to nie dziecko, żeby tak ją traktować. smile
Ty chciałabyś, żeby twój facet przyszedł do ciebie i powiedział, zaproponuje ci inne rozwiązania, idź może na jakiś kurs, bo to co robisz to jakaś kicha. smile Przecież byłby śmiech na sali i obraza majestatu. smile

185

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Shoggies napisał/a:


Ja wierzę w to, że Autor z żoną mogli kompletnie nie poruszyć tematu jak ona lub on czują się w układzie, że on zarabia, ona prowadzi dom.

Po co dodałaś zaimek ''on''?
Przecież ani Ty, ani nikt inny na tym forum w ogóle nie bierze pod uwagę takiej kwestii, że jemu mogłoby coś nie pasować. Nie tylko tu w tym wątku, ale ogólnie, facetowi.

Bierzecie w ogóle pod uwagę, że mogłoby dojść do takiego dictum: ''Kochany mężu, może masz dość utrzymywania rodziny, może źle Ci ze świadomością, że wszystko wisi na Tobie. Weź zrezygnuj z tej świetnie płatnej pracy, znajdź coś mniej stresującego na pól etatu, a resztę czasu spędzaj w domu.''

-Nie, takiej rozmowy w ogóle nie bierzecie(-my) pod uwagę. Jeśli komuś może coś w rodzinnych układach nie pasować, to tylko kobiecie.
Taka prawda, taka rzeczywistość. Rola mężczyzny jako zarabiacza jest oczywista i bezdyskusyjna, a negocjować można tylko to, co robi oprócz pracy.

186

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Noben, tak naprawdę nie wiemy i zapewne się nie dowiemy o co im naprawdę poszło. Możemy tylko "gdybać", bo w to że żona zapałała nagłą miłością odwzajemnioną do Jeronimo Martins i kierowana tym szalonym uczuciem wstaje o 3.00 rano by zasuwać w roboczym uniformie tachając palety i szorując regały, zamiast leżeć i pachnieć w ciepłym gniazdku czekając na męża który "spełnia każdy jej kaprys" (jego slowa)..... to sorry, nie wierzę.

Niewykluczone  (i jest to jedna z opcji), że żona miała dość siedzenia w domu sama, bo mąż tak się poświęcał pracy i "niebytności" w życiu rodziny, że jej się w końcu przelało. Nie można wykluczyć, że były między nimi rozmowy o tym, że za dużo pracuje a za mało czasu spędza z rodziną, ale jak napisałam... Facetom czasem lepiej "uciekać w pracę" czy gdzie tam jeszcze i mieć wytłumaczenie, tym bardziej jak żona nie pracuje to niech nie jęczy tylko ogarnia wszystko jak należy, bo przecież taki jest podział ról.

Teraz jak widać autora mocno gniecie w czułe miejsce fakt, że musi więcej czasu poświęcać dziecku. Stąd ten cały bałagan, bo chciałby aby jak najszybciej żona zdjęła z niego ten niewygodny dla niego cięzar. I tylko o to chodzi.. Gdyby pracowała i robiła w domu wszystko jak dotąd, to tematu zapewne by nie było wink

187

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Salomonka napisał/a:

Noben, tak naprawdę nie wiemy i zapewne się nie dowiemy o co im naprawdę poszło. Możemy tylko "gdybać", bo w to że żona zapałała nagłą miłością odwzajemnioną do Jeronimo Martins i kierowana tym szalonym uczuciem wstaje o 3.00 rano by zasuwać w roboczym uniformie tachając palety i szorując regały, zamiast leżeć i pachnieć w ciepłym gniazdku czekając na męża który "spełnia każdy jej kaprys" (jego slowa)..... to sorry, nie wierzę.

Niewykluczone  (i jest to jedna z opcji), że żona miała dość siedzenia w domu sama, bo mąż tak się poświęcał pracy i "niebytności" w życiu rodziny, że jej się w końcu przelało. Nie można wykluczyć, że były między nimi rozmowy o tym, że za dużo pracuje a za mało czasu spędza z rodziną, ale jak napisałam... Facetom czasem lepiej "uciekać w pracę" czy gdzie tam jeszcze i mieć wytłumaczenie, tym bardziej jak żona nie pracuje to niech nie jęczy tylko ogarnia wszystko jak należy, bo przecież taki jest podział ról.

Teraz jak widać autora mocno gniecie w czułe miejsce fakt, że musi więcej czasu poświęcać dziecku. Stąd ten cały bałagan, bo chciałby aby jak najszybciej żona zdjęła z niego ten niewygodny dla niego cięzar. I tylko o to chodzi.. Gdyby pracowała i robiła w domu wszystko jak dotąd, to tematu zapewne by nie było wink

Ja tez mysle, ze wczesniej autor 99% obowiazkow nad dzieckiem zwalal na zone. A teraz jak oboje pracuja to powinno byc 50/50 zajmowania sie dzieckiem i obowiazkami domowymi

188

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

...a żeby to jakoś rozsądnie ocenić, to trzeba by wiedzieć więcej o pracy Autora - czy ma prawo być przepracowany, czy też po prostu nie lubi zajmować się dzieckiem.

Często wyśmiewam na forum chałupnicze diagnozy psychologiczne, ale jak czytam wpisy Autora, to mi zalatuje lekkim autyzmem. Nie wiem, czy tu nie leży praprzyczyna wszystkiego.

189

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Julia life in UK napisał/a:

Ja tez mysle, ze wczesniej autor 99% obowiazkow nad dzieckiem zwalal na zone. A teraz jak oboje pracuja to powinno byc 50/50 zajmowania sie dzieckiem i obowiazkami domowymi

To jest taka fajna manipulacja, przecież facetowi dużo większe pieniądze za pracę same lecą i do zmęczenia to on prawa nie ma. Zmęczona ciężką pracą może być tylko i wyłącznie kobieta.

190

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
noben napisał/a:

...a żeby to jakoś rozsądnie ocenić, to trzeba by wiedzieć więcej o pracy Autora - czy ma prawo być przepracowany, czy też po prostu nie lubi zajmować się dzieckiem.

Często wyśmiewam na forum chałupnicze diagnozy psychologiczne, ale jak czytam wpisy Autora, to mi zalatuje lekkim autyzmem. Nie wiem, czy tu nie leży praprzyczyna wszystkiego.

Możliwe jest wszystko, bo autor absolutnie nie pisze o niczym innym tylko o tym, jak niewygodna jest dla niego praca jego żony, i tyle. Mamy go żalować i podsunąć mu jakiś zloty środek pod nos, który pomoże mu ten problem katapultować w niebyt. Tylko tego mu trzeba.

191 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-02-06 11:47:34)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Legat napisał/a:
Shoggies napisał/a:

@Eul1, powtórzę pytanie, proponowałeś żonie jakieś inne rozwiązanie? Kurs, żeby mogła pracować w stałych godzinach albo np. znalezienie pracy na pół etatu?

Przepraszam bardzo, ty tak na poważnie? Zaraz formowe aktywistki Cię zjedzą, bo przecież kobieta to nie dziecko, żeby tak ją traktować. smile
Ty chciałabyś, żeby twój facet przyszedł do ciebie i powiedział, zaproponuje ci inne rozwiązania, idź może na jakiś kurs, bo to co robisz to jakaś kicha. smile Przecież byłby śmiech na sali i obraza majestatu. smile

No nie, to nie jest sytuacja, że oni są bezdzietną parą bez zobowiązań. W tym całym zamieszaniu chodzi o to, że cała jednostka rodzinna cierpi na tym, że żona dokonała zmian, które z punktu widzenia dobrostanu tej jednostki nawet nie mają za bardzo sensu. Więc w takim wypadku jak najbardziej mąż ma prawo negocjować z żoną i proponować jej inne rozwiązania, które będą mniej szkodliwe.
Ale ja patrzę na to z punktu widzenia dobra całej grupy, a nie jednej osoby.
Szczerze? Mam z partnerem taką relację, że jeśli powiedziałby mi grzecznie i bez poniżania, że to co robię nie jest do końca sensowne, to nie obraziłabym się. Dzięki jego szczerości i wsparciu kilka lat temu zmieniłam pracę z takiej kichy, na pracę w dużo lepszym środowisku za dużo lepsze pieniądze i do tego na taką, którą autentycznie lubię.
Partnerstwo na tym polega, że chcemy dla siebie dobrze i jesteśmy otwarci na słowa prawdy, które mogą być krytyką albo zwróceniem na coś uwagi.




noben napisał/a:
Shoggies napisał/a:


Ja wierzę w to, że Autor z żoną mogli kompletnie nie poruszyć tematu jak ona lub on czują się w układzie, że on zarabia, ona prowadzi dom.

Po co dodałaś zaimek ''on''?
Przecież ani Ty, ani nikt inny na tym forum w ogóle nie bierze pod uwagę takiej kwestii, że jemu mogłoby coś nie pasować. Nie tylko tu w tym wątku, ale ogólnie, facetowi.

Bierzecie w ogóle pod uwagę, że mogłoby dojść do takiego dictum: ''Kochany mężu, może masz dość utrzymywania rodziny, może źle Ci ze świadomością, że wszystko wisi na Tobie. Weź zrezygnuj z tej świetnie płatnej pracy, znajdź coś mniej stresującego na pól etatu, a resztę czasu spędzaj w domu.''

-Nie, takiej rozmowy w ogóle nie bierzecie(-my) pod uwagę. Jeśli komuś może coś w rodzinnych układach nie pasować, to tylko kobiecie.
Taka prawda, taka rzeczywistość. Rola mężczyzny jako zarabiacza jest oczywista i bezdyskusyjna, a negocjować można tylko to, co robi oprócz pracy.

Mam wrażenie Noben, że jesteś jakoś uprzedzona do kobiet. Skąd wiesz co ja biorę pod uwagę, że wypowiadasz się z taką stanowczością i pewnością? Zawsze mnie interesują uczucia i motywy rozmówców, którzy tu przychodzą niezależnie od tego jakiej są płci - tak naprawdę liczy się co myślą Autor i jego żona, nasze zdanie to tylko próba naprowadzenia go na rozwiązanie problemu, z jakim przyszedł.

Autor czuje frustrację, na temat czego rozpisaliśmy się na kilka stron. W tej sytuacji on ewidentnie czuje potrzebę utrzymania status quo i zmiany wprowadzone przez żonę powodują u niego dyskomfort, więc to raczej nie jest sytuacja, w której mąż nie chce pracować już tak ciężko - a jakby nie chciał, to powinni z żoną wypracować rozwiązanie, które na to pozwoli.

Wszystko zależy od osoby i rodzaju wartości jakie wyznaje. Ja jestem zawsze za układem partnerskim 50/50, który w przypadku pojawienia się dzieci i tak musi być odrobinę zmieniony, bo przez pierwszy rok życia dziecka ktoś jednak z mniejszym dochodem musi w domu zostać. Ale nie widzę problemu, żeby ojciec czy matka podzielili się tym obowiązkiem, jest to nawet usankcjonowane prawnie i urlop rodzicielski (jak ktoś pracuje na UoP) może zostać również wykorzystany przez mężczyznę.
Myślę, że niejedna kobieta z mojego pokolenia tak żyje i stawia komfort swojego partnera jako jeden z celów relacji. Tylko wtedy podział obowiązków i wysiłków w tej relacji jest inny niż w bardziej tradycyjnym układzie.

192

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Legat napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Ja tez mysle, ze wczesniej autor 99% obowiazkow nad dzieckiem zwalal na zone. A teraz jak oboje pracuja to powinno byc 50/50 zajmowania sie dzieckiem i obowiazkami domowymi

To jest taka fajna manipulacja, przecież facetowi dużo większe pieniądze za pracę same lecą i do zmęczenia to on prawa nie ma. Zmęczona ciężką pracą może być tylko i wyłącznie kobieta.

Tylko,ze to przewaznie wlasnie nie jest tak,ze ten kto zarabia wiecej to haruje ciezko w pracy, tylko przewaznie takie osoby wykonuja lekka nie fizyczna biurowa prace.  Chyba nie sadzisz, ze ktos wracajacy z pracy biurowej,gdzie sobie wygodnie siedzial za biurkiem w domu NIE musi nic robic tylko dlatego, ze wiecej zarabia. Z kolei osoba,ktora haruje fizycznie za minimalna i wraca z pracy wykonczona to musi jeszcze zajac sie dzieckiem i pracami domowymi.
Wlasnie, ze ma byc 50/50 a tym bardziej,ze przewaznie faceci zarabiaja wiecej od kobiety

193 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-06 12:37:30)

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

No albo jest model tradycyjny czyli maz zarabia kase,zona zajmuje sie dziecmi i domem albo oboje pracuja i zyja w ukladzie 50/50 i tyle innego ukladu nie uznaje, a juz zwlaszcza takiego, gdzie oboje pracuja,a po pracy jedno zapierdziela, a drugie lezy

194

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?
Shoggies napisał/a:
Legat napisał/a:
Shoggies napisał/a:

@Eul1, powtórzę pytanie, proponowałeś żonie jakieś inne rozwiązanie? Kurs, żeby mogła pracować w stałych godzinach albo np. znalezienie pracy na pół etatu?

Przepraszam bardzo, ty tak na poważnie? Zaraz formowe aktywistki Cię zjedzą, bo przecież kobieta to nie dziecko, żeby tak ją traktować. smile
Ty chciałabyś, żeby twój facet przyszedł do ciebie i powiedział, zaproponuje ci inne rozwiązania, idź może na jakiś kurs, bo to co robisz to jakaś kicha. smile Przecież byłby śmiech na sali i obraza majestatu. smile

No nie, to nie jest sytuacja, że oni są bezdzietną parą bez zobowiązań. W tym całym zamieszaniu chodzi o to, że cała jednostka rodzinna cierpi na tym, że żona dokonała zmian, które z punktu widzenia dobrostanu tej jednostki nawet nie mają za bardzo sensu. Więc w takim wypadku jak najbardziej mąż ma prawo negocjować z żoną i proponować jej inne rozwiązania, które będą mniej szkodliwe.
Ale ja patrzę na to z punktu widzenia dobra całej grupy, a nie jednej osoby.
Szczerze? Mam z partnerem taką relację, że jeśli powiedziałby mi grzecznie i bez poniżania, że to co robię nie jest do końca sensowne, to nie obraziłabym się. Dzięki jego szczerości i wsparciu kilka lat temu zmieniłam pracę z takiej kichy, na pracę w dużo lepszym środowisku za dużo lepsze pieniądze i do tego na taką, którą autentycznie lubię.
Partnerstwo na tym polega, że chcemy dla siebie dobrze i jesteśmy otwarci na słowa prawdy, które mogą być krytyką albo zwróceniem na coś uwagi.




noben napisał/a:
Shoggies napisał/a:


Ja wierzę w to, że Autor z żoną mogli kompletnie nie poruszyć tematu jak ona lub on czują się w układzie, że on zarabia, ona prowadzi dom.

Po co dodałaś zaimek ''on''?
Przecież ani Ty, ani nikt inny na tym forum w ogóle nie bierze pod uwagę takiej kwestii, że jemu mogłoby coś nie pasować. Nie tylko tu w tym wątku, ale ogólnie, facetowi.

Bierzecie w ogóle pod uwagę, że mogłoby dojść do takiego dictum: ''Kochany mężu, może masz dość utrzymywania rodziny, może źle Ci ze świadomością, że wszystko wisi na Tobie. Weź zrezygnuj z tej świetnie płatnej pracy, znajdź coś mniej stresującego na pól etatu, a resztę czasu spędzaj w domu.''

-Nie, takiej rozmowy w ogóle nie bierzecie(-my) pod uwagę. Jeśli komuś może coś w rodzinnych układach nie pasować, to tylko kobiecie.
Taka prawda, taka rzeczywistość. Rola mężczyzny jako zarabiacza jest oczywista i bezdyskusyjna, a negocjować można tylko to, co robi oprócz pracy.

Mam wrażenie Noben, że jesteś jakoś uprzedzona do kobiet. Skąd wiesz co ja biorę pod uwagę, że wypowiadasz się z taką stanowczością i pewnością? Zawsze mnie interesują uczucia i motywy rozmówców, którzy tu przychodzą niezależnie od tego jakiej są płci - tak naprawdę liczy się co myślą Autor i jego żona, nasze zdanie to tylko próba naprowadzenia go na rozwiązanie problemu, z jakim przyszedł.

Autor czuje frustrację, na temat czego rozpisaliśmy się na kilka stron. W tej sytuacji on ewidentnie czuje potrzebę utrzymania status quo i zmiany wprowadzone przez żonę powodują u niego dyskomfort, więc to raczej nie jest sytuacja, w której mąż nie chce pracować już tak ciężko - a jakby nie chciał, to powinni z żoną wypracować rozwiązanie, które na to pozwoli.

Wszystko zależy od osoby i rodzaju wartości jakie wyznaje. Ja jestem zawsze za układem partnerskim 50/50, który w przypadku pojawienia się dzieci i tak musi być odrobinę zmieniony, bo przez pierwszy rok życia dziecka ktoś jednak z mniejszym dochodem musi w domu zostać. Ale nie widzę problemu, żeby ojciec czy matka podzielili się tym obowiązkiem, jest to nawet usankcjonowane prawnie i urlop rodzicielski (jak ktoś pracuje na UoP) może zostać również wykorzystany przez mężczyznę.
Myślę, że niejedna kobieta z mojego pokolenia tak żyje i stawia komfort swojego partnera jako jeden z celów relacji. Tylko wtedy podział obowiązków i wysiłków w tej relacji jest inny niż w bardziej tradycyjnym układzie.

Tez uważam, ze praca w Biedrze za minimalna to jest glupota.  To.ja pewnie mam wiecej zasilkow niz ona zarobi przeliczajac na funty

195

Odp: Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

zaburzyla tylko twoja rownowage, masz wiecej obowiazkow itd.

Ona zas wrocila do zycia - do ludzi.

A moze calkowita zamiana miejsc i ty bedziesz siedziec w domu i wszystko dokola robic, a zona sobie bedzie "odpoczywac" w pracy, hmm?

Posty [ 131 do 195 z 306 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po latach w domu żona zaczęła pracować ? dlaczego to mnie frustruje?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024