a więc Noben jednak jest niedzielnym tatusiem ![]()
67 2025-01-30 22:04:43 Ostatnio edytowany przez noben (2025-01-30 22:08:47)
[
Spytaj się dzieci, czy wolą dostawać alimenty, czy widzieć ojca na co dzień, moc z nim rozmawiać, przebywać i wchodzić w interakcje.
.
Jeżeli chcesz sięgać po argumenty na takim poziomie, to może od razu ustalmy, ze najlepszym rodzicem jest ten, kto przynosi dziecku najwięcej słodyczy?
Bo chyba nie spodziewasz się, że dziecko w ogóle zauważy, a tym bardziej doceni, że ma w domu ciepło albo prąd w gniazdku.
***
I żeby była jasność - teraz sobie dywagujemy czysto teoretycznie - w oderwaniu od tematu wątku.
A skoro tak, to wyjaśniam, by chyba nie wszyscy łapią: między ''chodzeniem'' do pracy, a zarabianiem pieniędzy jest przepaść. Co innego, gdy facet ma gównianą robotę i płaci równie gówniane alimenty, które faktycznie stanowią tylko częściowy wkład w koszt wychowania dzieci. A co innego, gdy należy do tych trochę lepiej zarabiających - czyli przedsiębiorców czy bardziej odpowiedzialnych fachowców. Wtedy nie ma mowy o 8-godzinnym dniu pracy. Wtedy nawet jak nie jest w pracy, to praca jest w nim.
I nie Elu - nie jestem 'niedzielnym tatusiem' - jestem córką ojca, który nie dożył emerytury, bo zapierdalał na to, żeby dzieci i ich matka nie miały dylematów czy kupić podręczniki do szkoły, czy buty na zimę.
Wśród tych nieco ambitniejszych (a więc lepiej sytuowanych) facetów zawał serca, wylew i pokrewne, to wciąż najczęstsza przyczyna śmierci i to nie dlatego, że nie piją actimela.
Jasne - jest sporo mężczyzn, którzy idą po najmniejszej linii oporu, tak jak tu opisujecie - niesłusznie jednak generalizując. Bo jest masa, naprawdę masa takich, którzy wprawdzie nie zajmują się dzieckiem fizycznie, ale zapewniają mu całą logistykę na full-wypasie, której matka by nie zapewniła, choćby się zesrała. Inna sprawa, że i te matki często gęsto się bujają na sztucznie zawyżonych alimentach oraz wątpliwych moralnie podziałach majątku przy rozwodzie, ale to już za duży offtop.
O to, mniej więcej, chodzi.
Jeżeli chcesz sięgać po argumenty na takim poziomie, to może od razu ustalmy, ze najlepszym rodzicem jest ten, kto przynosi dziecku najwięcej słodyczy?
Bo chyba nie spodziewasz się, że dziecko w ogóle zauważy, a tym bardziej doceni, że ma w domu ciepło albo prąd w gniazdku.
+100, jak nie 1000, jak nie 10 000.
69 2025-01-30 22:13:56 Ostatnio edytowany przez Motocyklistka (2025-01-30 22:27:05)
Motocyklistka napisał/a:Związki z dzieciatymi rozwodnikami są bardzo trudne.
Pani mama używała nawet argumentu "dla dzieci" próbując nakłonić mojego męża do powrotu.
Nie ignerowałam w jej rozgrywki, tym miał się zająć mój mąż, chociaż w środku skręcało.
Zagrywki to by były, gdyby dzielili się czasem z dziećmi sprawiedliwie, a ex chciałaby by Twój partner I Ty więcej? Tak było?
Pani bez dzieci przeważnie w ogóle przeszkadza że te dzieci są i ze trzeba wziąć pod uwagę czas dla nich.
Drogie kobietki: to że wasz wybranek wziął rozwód z obojętnie jakich powodów nie oznacza, że nadal nie jest ojcem!
Co wiecej, jak same będziecie mieć z nim dziecko to nie znaczy, że wasze dziecko będzie miało prawo do większej ilości czasu i pieniędzy ojca, niż poprzednie.
Czy to nie jest oczywiste?
W opiece naprzemiennej opieka jest dzielona po połowie.
w zasadzie, to częściej bywały u nas, bo oprócz wyznaczonego czasu wpadają, jak mają chęć.
Pani mama miała dokładnie tyle samo czasu dla siebie co mój mąż.
Mi fakt dzieci nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie.
Robiłam z nimi lekcje, rozmawiałam o pierwszych miłostkach.
Tak, rozgrywki z jej strony, bo po ki gwizdek wydzwaniać po naście razy dziennie, w momencie, gdy dzieci u nas?
Dziwnym trafem dzieciaki opowiadały mi, że się z matką spięły, bo ta po mnie jeździła, podczas gdy ja mając o niej swoje zdanie tłukłam do głowy, że mamę trzeba szanować, słuchać, pomagać itp
Tak, jak nie każda pani mama jest pokrzywdzoną samotną matką, tak nie każda druga żona jest zimną suką ograniczającą kontakty z dziećmi.
I mimo naprzemiennej 800+ itp pobiera matka, mąż dokłada do większych wydatków, a i tak jak są u nas wiadomo kupujemy ciuchy, itp itd
Koszty jak już jest konieczność bycia precyzyjnym nie są dzielone po połowie, bo jednak z naszej kieszeni idzie więcej.
70 2025-01-31 09:47:58 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-01-31 10:01:37)
Shoggies napisał/a:[
Spytaj się dzieci, czy wolą dostawać alimenty, czy widzieć ojca na co dzień, moc z nim rozmawiać, przebywać i wchodzić w interakcje.
.Jeżeli chcesz sięgać po argumenty na takim poziomie, to może od razu ustalmy, ze najlepszym rodzicem jest ten, kto przynosi dziecku najwięcej słodyczy?
Bo chyba nie spodziewasz się, że dziecko w ogóle zauważy, a tym bardziej doceni, że ma w domu ciepło albo prąd w gniazdku.
***
I żeby była jasność - teraz sobie dywagujemy czysto teoretycznie - w oderwaniu od tematu wątku.
A skoro tak, to wyjaśniam, by chyba nie wszyscy łapią: między ''chodzeniem'' do pracy, a zarabianiem pieniędzy jest przepaść. Co innego, gdy facet ma gównianą robotę i płaci równie gówniane alimenty, które faktycznie stanowią tylko częściowy wkład w koszt wychowania dzieci. A co innego, gdy należy do tych trochę lepiej zarabiających - czyli przedsiębiorców czy bardziej odpowiedzialnych fachowców. Wtedy nie ma mowy o 8-godzinnym dniu pracy. Wtedy nawet jak nie jest w pracy, to praca jest w nim.
I nie Elu - nie jestem 'niedzielnym tatusiem' - jestem córką ojca, który nie dożył emerytury, bo zapierdalał na to, żeby dzieci i ich matka nie miały dylematów czy kupić podręczniki do szkoły, czy buty na zimę.Wśród tych nieco ambitniejszych (a więc lepiej sytuowanych) facetów zawał serca, wylew i pokrewne, to wciąż najczęstsza przyczyna śmierci i to nie dlatego, że nie piją actimela.
Jasne - jest sporo mężczyzn, którzy idą po najmniejszej linii oporu, tak jak tu opisujecie - niesłusznie jednak generalizując. Bo jest masa, naprawdę masa takich, którzy wprawdzie nie zajmują się dzieckiem fizycznie, ale zapewniają mu całą logistykę na full-wypasie, której matka by nie zapewniła, choćby się zesrała. Inna sprawa, że i te matki często gęsto się bujają na sztucznie zawyżonych alimentach oraz wątpliwych moralnie podziałach majątku przy rozwodzie, ale to już za duży offtop.
O to, mniej więcej, chodzi.
Znowu widzisz jakąś krzywdzącą generalizację, której tu nikt nie czyni.
Myślisz, że dorośli ludzie nie wiedzą jak się ciężko utrzymać i jak ciężko utrzymać dzieci?
Moi rodzice też zaiwaniali jak małe robociki, żebym miała na leki, szkołę, ubrania i bardzo skromne kieszonkowe - moja mama do dziś czuje się winna jak wyda na siebie więcej grosza, mimo że ja i moja siostra jesteśmy dorosłe i same się utrzymujemy, więc ze swoimi pieniędzmi może robić co chce. Ale brali też udział w moim wychowaniu, żeby mnie nauczyć szacunku do tego wszystkiego. Więc wiesz, dziecko nie doceni tego, czego w jego wychowaniu nie uczono doceniać - a wychowanie to niestety obecność rodzica.
Powie Ci to każde dziecko, np. eurosierota, które z różnych przyczyn nie mogło się wychowywać z rodzicami.
No i pudło, ale współczesna psychologia pokazuje, że dzieci są najszczęśliwsze w relacjach z rodzicami, którzy stawiają granice i potrafią je egzekwować. Więc nie, ten kto przynosi więcej słodyczy wcale nie jest bardziej kochanym rodzicem ![]()
Tak, są przypadki, że ludzie harują jak woły, żeby móc dać swoim dzieciom wszystko co najlepsze, pytanie czy faktycznie to najlepsze jest potrzebne, ale to temat na inne dyskusje.
Poza tym, wybór kariery i idące za tym pieniądze to chyba też jest jednak dorosła decyzja z konsekwencjami. Można sobie wybrać mniej stresującą pracę, żyć skromniej i może dłużej bez przewlekłego stresu. Jeśli ktoś chce być prezesem i walnąć na zawał po 40-tce - jego wybór. Nikt nikomu gnata do głowy nie przystawia i nie każe brać najcięższych prac. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że mężczyźni je wykonują, ale może to powinno dać społeczeństwu do myślenia. Ja jako kobieta wolę, żeby mój partner miał trochę gorzej płatną pracę, ale spokojniejszą i bezpieczniejszą, i żebyśmy oboje pracowali na swoje utrzymanie, niż żeby nie dożył starości.
Wybory, wybory, wybory.
Nikt nie ma w życiu lekko, nikogo życie nie głaszcze.
Niemniej, to nie jest problem wyłącznie ojców po rozwodzie, to jest problem większości rodzin w Polsce - bo w Polsce i matka i ojciec muszą zapierniczac, żeby hajs się zgadzał, więc jeśli ojciec jest przy rodzinie, to i tak wraca do domu, w którym czekają na niego ojcowskie obowiązki.
Ojciec, który widzi swoje dzieci rzadziej ze względu na rozstanie z matką, automatycznie ma ten zakres obowiązków inaczej rozłożony.
I zanim znów źle odczytasz co próbuje przekazać - nie, to nie znaczy, że ten ojciec jest w jakikolwiek sposób gorszy, mniej kocha, czy mniej się stara. Idę o zakład, że większość z tych ojców wolałaby być ze swoim dzieckiem codziennie.
Po prostu nie można postawić znaku równości między weekendowym rodzicielstwem, a rodzicielstwem na full etat. I tyle.
71 2025-01-31 12:17:15 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-01-31 12:39:40)
Motocyklistka, brawo Ty, Twój mąż miał szczęście znajdując taką kobietę jako facet z dziećmi, a Ty pech trafiajac na tęgo typu ex żonę.
Jednak obawiam się że nie jesteś typowym przypadkiem.
Noben, współczuję przedwczesnej śmierci ojca, ale niestety, czasami mężczyźni się gubią w tym co najważniejsze i są pracoholikami niezależnie od tego czego wymagają od nich rodziny.
Pieniądze na czas są przeliczalne w obie strony, zależy po jakim kursie wymiany.
Ale to dla małżonków.
Dzieci zawsze wolałyby mieć obecność rodzica, chociaż czasem eskalują żądania rzeczowe jako rekompensatę..
Prawda jest taka, że czy to się bierze faceta z dziećmi, czy kobietę z dziećmi - trzeba mieć na uwadze, że to już nie będzie czysta karta, "nowy start". Dobrze, że kilka użytkowniczek zobaczyło taką sytuację od drugiej strony. I nie będą takimi wielkimi zwolenniczkami brania "samotnych mam", bo z reguły w tle są dzieci i ich ojciec.
73 2025-01-31 13:37:14 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-01-31 13:45:40)
Legat. To nie są samotne mamy. no chyba że wdowy
ale tak samo Ci Panowie nie są kawalerami, chociaż część za takich sie uważą.
Wszelkie hipokryzje są wykrzywieniem, a spotyka się je często
w ogóle denerwuje mnie mocno sformułowanie: "samotna matka" bo kobiety nie są wiatropylne i to stwierdzenie powinno być zarezerwowane dla wdów!
a tak to zawsze jest jakiś facet, który z niewiadomego powodu uważa sie za kawalera z odzysku ![]()
ale są wyjątki, jak widzisz przykłady w wątku.